„Gra w życie” – sztuka Maxa Frischa w Teatrze Ateneum

gra w życie plakat

„Gra w życie” – sztuka Maxa Frischa w reżyserii Aleksandra Kaniewskiego

Nie samymi książkami żyje człowiek. Także Drops. Dlatego po tekście o serialu „Stulecie Winnych”, zapraszam Was na kolejny, niezwiązany z literaturą post (w żadnym wypadku nie jest to recenzja!). Pozwólcie, że opowiem Wam o mojej kolejnej miłości – teatrze. Data na publikację wpisu nie jest przypadkowa. Dziś swoje urodziny obchodzi Magdalena Schejbal, moja ulubiona aktorka, która gra w pewnym godnym polecenia spektaklu. Zapraszam na wycieczkę do Teatru Ateneum w Warszawie!

„Gra w życie” toczy się od 2018 r.

Po raz pierwszy na spektaklu „Gra w życie” byłam z Mamą we wrześniu 2018 roku. Ależ to były emocje! Właśnie za nie kocham teatr! Ten ucisk w żołądku po kolejnym dzwonku, szybsze bicie serca, gdy gasną światła, dreszcz przy dźwięku zasuwanej na drzwiach kotary… I wszystko się zaczyna… Teatr przenosi mnie do innego świata. Patrząc na scenę, koncentruję się na kolejnych wydarzeniach – śmiesznych bądź tragicznych. Odpływam. Zanurzam się w rzeczywistości, na którą umówili się reżyser, autor, obsada i… ja. Wszystko bowiem zależy od interpretacji. A ta, w sztuce „Gra w życie”, jest bardzo ważna.

gra w życie schejbal
© Bartek Warzecha

Magdalena Schejbal – nie tylko policjantka Basia

Zacznę od tego, dlaczego wybrałam akurat to przedstawienie. Po pierwsze, Magdalena Schejbal. Basia z mojego ulubionego serialu „Kryminalni”, emitowanego w latach 2004-2008 w TVN. Jak ja to oglądałam… Słowem się w pokoju nie można było odezwać, serio. Prowadziłam też blog z opowiadaniami, który przepadł razem z platformą Onetu. Mordowałam, porywałam, okradałam… Poważnie. To była moja pierwsza przygoda z blogowaniem. Ale ja nie o tym. Ja o Magdzie. Teatr daje niesamowitą możliwość poznania ulubionych aktorów od innej strony. W teatrze nie można powtórzyć sceny. Teatr to uczta na żywo. I praca na żywo. Taka… gra w czyjeś życie na oczach widzów. Wizyty w Ateneum są więc dla mnie szansą na poznanie Magdy jako aktorki. Podkomisarz Storosz kojarzy się większości widzów serialu najpierw z wystraszonym kurczakiem, a później z zakochaną po uszy w Zakościelnym policjantką, do której wzdychał prokurator. To błąd, bo Magda potrafi zdecydowanie więcej i jest, w moim odczuciu, naprawdę dobrą aktorką. Gra całą sobą – mimiką, głosem, spojrzeniem, gestem. A zachwycić w tej sztuce nie jest łatwo. Bo i sztuka nie jest łatwa. Wymaga od widza intelektualnego zaangażowania.

O co toczy się ta gra?

Kürmann chciałby raz jeszcze przeżyć swoje życie, uniknąć popełnionych błędów, a w kluczowych momentach – mając świadomość późniejszych wydarzeń – podjąć zupełnie inne decyzje. Otrzymuje taką możliwość i na naszych oczach rozgrywa się rodzaj improwizowanego spektaklu teatralnego z Kürmannem w roli głównej. Prowadzący/Reżyser – cierpliwie i empatycznie prowadzi swojego bohatera przez meandry jego własnej biografii, wspierając go, pomagając podjąć decyzje i udzielając rad, nierzadko kąśliwych. Tworząc warianty swojego życia, Kürmann posiłkuje się doświadczeniem, inteligencją i moralnością, jednak sytuacja komplikuje się, gdy w grę wchodzą uczucia…

Uczucia, czyli postać Magdy. Uczucia, czyli Antoinette Stein. Kobieta, która po przyjęcia u Kürmanna zostaje dłużej… Na śniadanie. A potem na jeszcze dłużej… Gorący romans, ślub, codzienność i… Żal. Chęć zmiany podjętych decyzji. Cofnięcia czasu. Cofnięcia się do pamiętnej nocy, kiedy zegar z pozytywką wybijał tę samą melodię. Do nocy, kiedy on zamawiał taksówkę, a ona chciała zapalić papierosa. Do nocy, w której Hannes poznał  Antoinette. Kürmann chce cofnąć czas. Chce zagrać w życie od nowa.  

gra w życie damięcki
© Bartek Warzecha

Wiele twarzy Grzegorza Damięckiego, wiele twarzy Hannesa Kürmanna

W życie gra, a właściwie chce grać, Grzegorz Damięcki – to on wciela się w postać Hannesa Kürmanna. To drugi powód, dla którego spędzałyśmy z Mamą pewien sobotni wieczór w Teatrze Ateneum. Obie uwielbiamy Pana Grzegorza i wszystkie jego wcielenia – filmowe, serialowe, teatralne właśnie, a ja dodam do tego jeszcze audiobookowe. Talent, uroda, wdzięk i klasa, której brakuje niektórym aktorom. W Ateneum on tak naprawdę nie gra Hannesa. On nim jest. Cały wchodzi w postać, która się miota. Zmienia, szarpie się ze sobą, unika błędów, ucieka… Ale ucieka przed tym, co nieuniknione. Przed tym, co i tak go dopada. Przed tym, co jest sensem ludzkiego życia.

Wspomniałam wyżej, że spektakl wymaga zaangażowania od widza. Nic go nie rozprasza – scenografia jest surowa: białe ściany na kółkach, kilka rekwizytów. Moim zdaniem zasiadając na widowni przy ulicy Jaracza, patrząc na Hannesa i jego żonę, nie sposób uciec od pewnych refleksji. Nie sposób nie zatrzymać się i zastanowić, czy samemu nie miałoby się ochoty zagrać; z pomocą reżysera, dyskutując z Alter ego (w tej roli Krzysztof Tyniec), próbować zmienić swój los. Podjąć inne decyzje. Hannes próbował kilka razy. Efekt zawsze był ten sam. Ilekroć myślę o tym spektaklu, tym mam poczucie, że on po prostu wybierał miłość. Bez mrugnięcia okiem zmieniał to, co dotyczyło jego kariery czy zdrowia. A miłość, Antoinette Stein, pojawia się w każdej wersji życia. A przecież on tak bardzo tego nie chce… A jednak. Panna Stein jest. Bo przed przeznaczeniem nie da się uciec. Przed miłością nie da się uciec, bo to ona jest powołaniem człowieka. Owszem, ma różne twarze, ale w przypadku Kürmanna ewidentnie miała twarz Antoinette.

Gra w życie toczy się w Teatrze Ateneum

Gorąco polecam Wam spektakl „Gra w życie” w Teatrze Ateneum. To gwarancja duchowej uczty, refleksji, obcowania z utalentowanymi ludźmi. To przedstawienie zapada w pamięć. Wkracza w rzeczywistość widza. Zaprasza do gry z własnymi wspomnieniami. Skłania do rachunku sumienia. Hannes Kürmann wybierał miłość. Wy wybierzcie sztukę. To nie będzie łatwa rozrywka. Ale czy życie jest łatwe…?

Nieraz myślę: a gdyby tak zacząć życie na nowo? I to z całością świadomością? Gdyby jedno życie można było przeżyć, jak to mówią, na brudno, a drugie na czysto? Sądzę, że wtedy każdy z nas starałby się nie powtarzać, przynajmniej stworzyłby sobie inne warunki, urządziłby taki dom z kwiatami, z mnóstwem światła… – „Trzy siostry”, A. Czechow

Informacje o spektaklu: https://teatrateneum.pl/?p=24945.
Zdjęcia Bartka Warzechy, plakat oraz opis zostały pobrane ze strony Teatru Ateneum.


2 thoughts on “„Gra w życie” – sztuka Maxa Frischa w Teatrze Ateneum”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *