„Tamte dni” – Małgorzata Lis

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Słyszysz, gdy ktoś pyta Cię o tamte dni. O jakich dniach właściwie myślisz?

Czy to chwile przepełnione szczęściem? Oglądanie zachodu słońca nad morzem u boku bliskiej Ci osoby?

Pierwsza miłość?

Spełnione marzenie?

A może wręcz przeciwnie?

Może określenie „tamte dni” jak koc przykrywa w Twoim sercu to, co chowasz przed światem. Chwile smutku, tęsknoty. Zranienia i bólu. Moment, w którym musiałaś podjąć trudną decyzję. Może tamtego dnia poczułaś, że jesteś sama, a samotność na zawsze zameldowała się pod tym kocem?

„Tamte dni” to najnowsza powieść Małgorzaty Lis. Śledzę jej twórczość od debiutu, ale takiej Małgosi nie znałam. Takiej Małgosi nie czytałam. To nie jest książka z historią w tle. Boskie akcenty? Są, ale nie klasyfikuję tego tytułu jako opowieści z wiary. „Tamte dni” to powieść kobieca. O kobietach. O kobiecości. O tym, jak różne są definicje kobiecości. Kiedyś i dziś. Jak inaczej i jak podobnie żyją kobiety lat 90. i kobiety współczesne. „Tamte dni” naznaczone są pierwszą miłością. Morzem. Sztormem uczuć. Namiętności. Falochron? Momentami go nie ma. Niestety. Są decyzje, które pragnie się zagłuszyć. Udać, że ich nie było. Ale nie można. Morze odsłania to, co chce się ukryć. Odsłania prawdę. 

Tło do grafiki wygenerowano z wykorzystaniem AI.

Bohaterkami „Tamtych dni” są dwie kobiety – Adrianna i Maja. Jedna z nich dojrzewa w latach 90., druga zaś żyje tu i teraz. Dzieli je dwadzieścia lat. Miejsce zamieszkania. To, jakie każda z nich ma relację z matką. Ale łączy je wybór. Trudny wybór, który dźwiga się do końca. A z każdym rokiem ciężar może tylko przybierać na sile. Powiedzieć o nim? Komu? Wydaje się, że tylko morze może przynieść ukojenie. I poezja. I Bóg, którego niosą w sobie inni ludzie. Także ci przypominający św. Józefa…

I dam ci dobrą radę. Nigdy nie rozmyślaj, co by było gdyby. To ślepy zaułek. Nie zmienisz przeszłości. 

Nawet najtrudniejsza historia może dobrze się skończyć. Ale ile stron życia należy przewrócić, by dojść do tego szczęśliwego zakończenia? Małgorzata Lis kreuje bohaterki, których nie ocenia i nie potępia. Kreuje bohaterki, które szukają odpowiedzi na to pytanie. O szczęśliwe zakończenie. I spokój, które pozwoli odetchnąć pełną piersią. Bo często to szczęście i spokój są obok. Mieszkają w sercu po sąsiedzku, ale nie wychylają się. To kobieta, człowiek, musi je zauważyć. Zobaczyć za chmurą smutków i strachu. Może czasem ciemnością wyrzutów sumienia. 

„Tamte dni” to powieść o trudnych decyzjach i ich konsekwencjach. I o świetle, które zawsze tli się w sercu. Pomaga przetrwać chwile najmroczniejszej ciemności. To światło może nieść spojrzenie, uśmiech drugiego człowieka, poczucie bezpieczeństwa. To światło można znaleźć w wierze w Boga, w poezji, w morzu, które choć szumi, tak naprawdę szepce, zapraszając do poszukiwania szczęścia.

„Czasem czegoś nie widać, ale to nie znaczy, że tego nie ma”, pomyślała. Czy jej szczęście przez tyle lat było gdzieś za chmurami? Może całkiem blisko, lecz ona go nie widziała? Może coś je przysłoniło? A może było w niej samej, tylko go nie dostrzegła? Może zbytnio skupiła się na swoich tragediach? Na sobie?

Adrianna czy Maja – która z bohaterek została uwieczniona na okładce?

Myślę, że kobieta spoglądająca na czytelniczki z okładki „Tamtych dni” to… każda z nas. Każda, która pragnie miłości. Każda, która boi się samotności. Każda, która szuka prawdy. Każda, która przed prawdą ucieka. Każda, która musiała podjąć trudną decyzję. Sama. I tylko morze ją słyszało… 

To najbardziej kobieca powieść Małgosi Lis. Wydawnictwu Szara Godzina dziękuję za to, że w ramach współpracy reklamowej mogłam wziąć tę książkę pod patronackie skrzydła. To zaszczyt dla mnie jako wiernej czytelniczki autorki i jako kobiety. 

Małgorzata Lis, Tamte dni, Wydawnictwo Szara Godzina 2026. Patronat medialny Dropsa

Lato, morze i smak pierwszej miłości…
Adrianna marzy o wyrwaniu się z nieszczęśliwego domu. Kiedy na nadmorskiej plaży poznaje Wiktora, świat nabiera barw. Nie myśli o tym, że ma zaledwie siedemnaście lat, znają się raptem kilka dni, a od Warszawy dzieli ją paręset kilometrów. Niestety miłość czasami nie wystarcza. Jedna decyzja, podjęta w strachu i samotności, na zawsze odmienia jej losy.
Trzydzieści lat później do Gąsek przyjeżdża Maja, by odnaleźć kobietę, której nigdy nie poznała, i sięgnąć po odpowiedzi, których nikt wcześniej nie mógł jej dać.
W książce Tamte dni splatają się losy dwóch kobiet stających przed takim samym trudnym wyborem. To opowieść o prawdzie, która wraca po latach, domagając się wysłuchania. Małgorzata Lis mówi w powieści o tym, że nawet najtrudniejsze historie mogą mieć dobre zakończenie.

„Szczęścia chodzą parami” – Marta Nowik (patronat Mamy Dropsa)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Spadają z obłoków

małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia

J. Twardowski, *** (Nie płacz w liście…)

Marta Nowik, autorka bestsellerowych powieści pisanych sercem to jedna z moich ulubionych autorek, którym towarzyszę od debiutu i z dumą, radością obserwuję rozwój pisarski. Na wakacje podarowała czytelnikom kolejną niesamowitą powieść „Szczęścia chodzą parami”. A wydawałoby się, że to nieszczęścia chodzą parami, a nawet stadami. Co to za historia?

Śliczna okładka zaprasza czytelnika, by dołączyć do pary bohaterów i pójść z nimi na spacer uliczkami malowniczego miasteczka Zielona Lipka. Tu wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Ale czy do końca wszystko?

Antonina Zawadzka, kobieta po przejściach, znana mentorka, doradca pracuje w Kąciku Złamanych Serc przy ulicy Kochającej. Tu każdy może znaleźć ratunek dla zagubionego, poranionego złamanego serca. W „Kawiarence pod Amorem” u Lusi można odpocząć przy kawie i pysznym cieście i porozmawiać z właścicielką, która zawsze wysłucha, wesprze. Mało tego, prowadzi notes adresami osób potrzebujących pomocy. W kwiaciarni „Irysek” Anna ułoży śliczną wiązankę kwiatów. A w salonie „Pazurki z niebieskiej chmurki” Monika, przyjaciółka Tosi podczas pielęgnacji dłoni również udzieli cennych rad. Staruszka Jadwiga, sąsiadka Tosi i jej podopieczna czuwała nad dziewczyną, która zamieszkała w rodzinnym domu. Tosię i dwoje rodzeństwa wychowywała babcia Marysia. Teraz czuwała na wnuczką jak dobry anioł. To był dom z duszą! Dziewczyna wróciła do Turczyna po studiach z Warszawy, z poranionym sercem i postanowiła leczyć złamane serca innych, dać coś mieszkańcom od siebie, aby uniknęli nieudanych relacji. Spotkała się z ich życzliwością i zaufaniem. Mieszkańcy Turczyna stali się zbiorowym bohaterem powieści. Są to zwykli ludzie, prawdziwi z krwi i kości, maja wady i zalety, często potrzebują wsparcia, rozmowy. Każdy z nich nosi jednak w sercu jakieś tajemnice i sekrety. 

Małe miasteczka lubią wielkie tajemnice. Małe miasteczka kochają każdą sensację. Małe miasteczka dają wielkie marzenia.

Jedną z sensacji był Piotr Wysocki strażak, który po sąsiedzku wynajął lokal na konkurencyjne Biuro Samotnych Serc, by pomagać samotnym sercom. Wzbudził ogromną ciekawość swoim pojawieniem się w miasteczku. Co tu właściwie robił? Czy chciał odnaleźć kogoś sprzed wielu lat? Kogoś przypominał Tosi, wzbudzał w niej skrajne emocje.

Lusia i Edmund to małżeństwo z trzydziestoletnim stażem pracy, „nauczyciele prawdziwej miłości”, wzór dla Tosi, „singielki z poplątaną historią”. Bo przecież życie bywa przekorne i przedziwne. Dziewczyna zawsze może liczyć na ich wsparcie, rozmowę, dobre rady. A potrzebuje otoczenia ciepłem i serdecznością. I rady iście matczyne otrzymuje od Lusi i innych życzliwych ludzi. Tosia leczyła poranione serca innych a sama potrzebowała pomocy. Czyż jej praca nie była ucieczką od problemów, przed pustką i samotnością? Czy tak naprawdę sama chciała spędzić resztę życia? Przecież szczęścia chodzą parami. We dwoje zawsze raźniej!

Życie jest pudełkiem pełnym niespodzianek. Życzliwy człowiek obok to skarb.

Pasją Tosi był gród, kwiaty, rośliny. Odziedziczyła ją po babci. Pragnęła, by piękny, niezwykły ogród był niejako wizytówką domu. Chciała odnowić starą altankę, ulubione miejsce babci i miejsce zabaw rodzeństwa. Brat polecił jej fachowca Maksymiliana. Nie znali się z Tosią, ale bardzo dobrze się im rozmawiało ze sobą. Bohater ma trudną historię miłosną za sobą. Nie od razu się otworzył przed Tosią. Oboje skrywali w swoich sercach trudną i bolesną przeszłość. Ale z czasem, krok po kroku zaczęli budować wspaniałą relację. Tosia czuła, że ich drogi życia biegną w podobnym kierunku. Maks niepostrzeżenie wszedł do jej serca, subtelnie i z wyczuciem. Zaskakiwał troską o ogród, wrażliwością na rośliny. Miał dobrą rękę.

-Skąd ty się tak naprawdę wziąłeś?

– Może niebo mnie do ciebie przysłało?

Marta Nowik napisała poruszającą serce powieść o przyjaźni, o jej sile, która pomaga uporać się z codziennymi problemami. O ludzkiej życzliwości i serdeczności, poczuciu wspólnoty, Wspieramy się, ale i spędzamy miło ze sobą czas, karmimy się wzajemnie okruchami szczęścia – kolacja przy muzyce, gramofon i stare płyty znalezione na strychu, spotkania integracyjne, łączące pokolenia Koła Gospodyń Wiejskich, dające przestrzeń do rozwijania pasji, okazja do wyjścia z domu i spotkania się z drugim człowiekiem. Potańcówka pod gwiazdami znakomitą okazją do integracji. Nie trzeba wiele, czasem wystarczą małe gesty życzliwości w naszej codzienności często usianej problemami.

Dla Pisarki ważne jest, aby nigdy nie tracić nadziei, że wszystko się dobrze ułoży. Po burzy zawsze zaświeci słońce. Trzeba dawać sobie drugą szansę, bo życie jest zbyt krótkie i nieprzewidywalne. Historia Piotra wzruszyła mnie do łez. Ścieżki naszego życia czasem tak dziwnie się układają!

Polecam Wam z całego serca tę pozornie lekką opowieść o miłości i jej twarzach, o relacjach, jak je naprawiać, pielęgnować, budować, o przebaczeniu sobie, co jest trudne, ale możliwe. Wielkie rzeczy idą powoli. 

– Świat się zmienia. Pędzi naprzód jak oszalały. Nie ma już czasu na zatrzymanie i głębszą refleksję. Dawniej było inaczej. Wolniej. Spokojniej. Ludzie chętniej ze sobą rozmawiali – powiedziałam. – Wiesz, że w moim rodzinnym domu obchodziliśmy kiedyś szarą godzinę? – Szarą godzinę? A co to takiego? – zdziwiłam się. – Brzmi interesująco. – Dawny zwyczaj, który pomagał zacieśnić rodzinne relacje. To pora w grudniu między piętnastą a siedemnastą. Polegała na spędzaniu wspólnych chwil z bliskimi, gdy zapadał zmrok. Niebo wtedy stawało się szare. Domownicy rozmawiali, razem robili różne rzeczy. W tej świętej godzinie zacieśniały się więzi. Liczył się człowiek. To był naprawdę wyjątkowy czas.

A może wprowadźmy je do naszej codzienności. Powoli, małymi kroczkami, nie czekając na grudzień. Zawsze czekam na Męża z obiadem, jemy nieśpiesznie, rozmawiając, potem kawa. Wieczory z książką, ale w jednym pokoju, każde w swoim ulubionym miejscu. Drobne gesty, ale jakże ważne, budujące i zacieśniające…

Marta Nowik, Szczęścia chodzą parami, Wydawnictwo Szara Godzina 2026. Patronat medialny Mamy Dropsa

Czy ekspertka od złamanych serc może bać się miłości?
Tosia prowadzi Kącik Złamanych Serc w urokliwej Zielonej Lipce. Wysłuchuje zwierzeń, ociera łzy, pomaga podnieść się po rozstaniach. Jest specjalistką od cudzych emocji i mistrzynią złotych rad. Mało kto wie, że za jej spokojnym profesjonalizmem ukrywa się bolesne rozczarowanie.
Kiedy w miasteczku powstaje konkurencyjne Biuro Samotnych Serc, poukładany świat Tosi zaczyna się chwiać. A potem w jej życiu pojawia się Maksymilian…
W tle tej historii splatają się losy mieszkańców Zielonej Lipki: małżeństwa z wieloletnim stażem, kobiety lękającej się samotności, mężczyzny próbującego naprawić błędy młodości. 
Szczęścia chodzą parami to ciepła, pełna humoru opowieść o drugich szansach i o tym, że prawdziwe szczęście zaczyna się wtedy, gdy przestajemy przed nim uciekać.