„Tam, gdzie wyją wilki” – Anna Ziobro (patronat Mamy Dropsa)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Anna Ziobro podarowała czytelnikom kolejną, wielowymiarową powieść „Tam, gdzie wyją wilki”. Właśnie książka trafia do księgarń i do rąk czytelników. Moje serce – serce patronki już zdobyła. Zapraszam na garść refleksji po lekturze.

Zapewne każdy z nas zna powiedzenie „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady”, czyli tam, gdzie czas płynie wolniej, gdzie można znaleźć znakomity relaks, naładować akumulatory czy też przemyśleć, przepracować pewne problemy. Kontakt z naturą, zielonością nam to zapewnia. Pisarka osadziła akcję powieści w swoim regionie. Już od dziecka lubiła wycieczki nad zaporę solińską a jako dorosła kobieta przeszła wiele bieszczadzkich szlaków. U podnóża Bieszczad, pośród wzgórz i nad brzegiem Jeziora Solińskiego znajduje się urokliwa wieś Wołkowyje, czyli miejsce, gdzie można było usłyszeć wycie wilków, symbol dzikiej i nieujarzmionej przyrody.  Wołkowyja to nie tylko miejsce o pięknej scenerii, ale także teren, gdzie tradycja i historia splatają się z naturą. Wokół wsi rozciągają się liczne szlaki turystyczne, prowadzące do ukrytych zakątków Bieszczadów i Gór Sanocko-Turczańskich, umożliwiające poznanie ich dzikiego piękna. Byłam niedawno i polecam to miejsce.

Jak mówi autorka w wywiadzie:

 Starałam się oddać klimat miejscowości leżącej u progu Bieszczad. Chciałam, żeby było czuć „ducha” tamtych terenów, dlatego w powieści znajdziemy nie tylko opisy krajobrazu, ale i elementy ludowych wierzeń, postrzeganie świata, lokalne dylematy. Z pewnością miejsce akcji rzeczywiście nie jest tłem, lecz bohaterem samym w sobie.

Udało się jej to znakomicie. Bieszczady są niejako bohaterem powieści. Wątki budowy zapory i wyburzenia starego kościoła w Wołkowyi są oparte na prawdziwych relacjach. Co ważne, Autorka starała się oddać nastroje mieszkańców stojących w obliczu utraty majątku i tego, co dla nich cenne, mimo że bohaterowie są fikcyjni. Niewątpliwie jest to wyrazem szacunku dla lokalnej historii, ludzi i miejsc.

Anna Ziobro zaprosiła czytelników do wzięcia udziału w trzech podróżach w czasie, a każda z nich zadziała się w momencie przed przełomowym wydarzeniem. Poruszająca serce historia Marcjanny, bohaterki urodzonej w Wołkowyi, osadzona jest tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Autorka wiernie oddała klimat tamtych dni, pokazała, czym żyli mieszkańcy i jakie były ich reakcje na to, ze groźba wojny wisiała nad światem. Latem 1939 roku Marcjanna i Stanisław, dwa tygodnie po ślubie, planują wyjazd do Juraty, by spełnić marzenie dziewczyny. Młodzi znali się od dziecka, przeszli przez wszystkie etapy znajomości, a miłość przyszła do nich naturalnie. Staszek, chłopak z bieszczadzkiej wioski, spełnił swoje marzenie o studiach dzięki zamożnej ciotce. Został botanikiem,  przed nim rysowała się kariera naukowa i przeprowadzka do Warszawy. Jakie są reakcje bohaterów i ich bliskich na wieść o wojnie wiszącej w powietrzu? Raczej są pewni, że w razie czego wesprą nas Francja i Wielka Brytania. Niestety, los nie był zbyt łaskawy dla młodych i jeszcze przed wybuchem wojny tragiczne wydarzenie zdeterminowało życie Marcjanny. Mieszkańcy przygotowywali się do wojny według instrukcji zamieszczanych w lokalnej prasie. Mimo to wojna była ogromnym dramatem w ich życiu i nie da się do niej przygotować emocjonalnie.

Rzeczy po prostu się dzieją. Czasami możemy tylko poddać się biegowi wydarzeń. Kolejny świt tak czy inaczej nadejdzie. Jak mawia moja babcia, wschód słońca i wycie wilków to jedne z niewielu pewnych rzeczy na tym świecie.

Autorka pokazała dramat człowieka uwikłanego w wojnę, wewnętrzne rozterki, cierpienie na przykładzie lekarza Zygfryda Kapicy – w połowie Niemca a w połowie Polaka, który dla Polaków nie był dość polski, a dla Niemców dość niemiecki. On sam był zdania, że o tym, czy ktoś jest dobrym lub złym człowiekiem decyduje serce a nie pochodzenie. Wyczuwał niechęć do Niemców a opowiedział się po stronie Polaków. Bohdan, brat Staszka pod wpływem tragicznych przeżyć wziął udział w wojnie zupełnie nieprzygotowany.  Mimo że wojna odebrała mu sprawność, to do końca go nie złamała. Pojawił się w Wołkowyi razem z zaprzyjaźnionym dr. Zygfrydem. Polubiłam te postaci. 

Skomplikowana historia osamotnionej Emilii, córki Marcjanny pokazuje, jak zmieniał się świat mieszkańców  w momencie przełomowym, jakim była dla nich w budowa Zapory Solińskiej na początku lat 60. ub. Wieku. Kiedy to tereny do nich należące z dziada pradziada zalało bieszczadzkie morze. Dla jednych była to szansa na osiedlenie się w nowych, korzystniejszych warunkach, ale dla innych dramat, bo nie chcieli opuszczać ziemi rodzinnej. Emilia jest krawcową, słynącą z szycia sukien ślubnych, wizytowych i drobnych przeróbek krawieckich. Pracownia krawiecka stała się jej królestwem. Zależało jej jak i mieszkańcom na ocaleniu starego kościoła przed wyburzeniem, który wiele dla nich znaczył. Poznała Olgierda, inżyniera z budowy, bo miała nadzieję, że uda się ocalić kościół. Miał bowiem dostęp do planów. Jak się rozwinęła ta znajomość? Dlaczego była przełomem w życiu bohaterki? Tylko wzgórze było jej świadkiem… Jezioro Solińskie to wciąż było miejsce Emilii.

Kinga z grupą przyjaciół przyjeżdża na wyjątkowego Sylwestra w Bieszczady, aby powitać Nowy Rok 2000 na przełomie wieków. Spacer koroną zapory solińskiej był dla nich gwoździem programu. Dziadek Filipa był jej budowniczym Czy tu dopadnie ich pluskwa milenijna? Czy to będzie przełomowy moment w życiu studentów? Początkowo wydawało mi się, że historia Kingi nie ma absolutnie żadnego związku z wątkami Marcjanny i Emilii. Ale gdy Emilia sturlała się ze wzgórza po zboczu prawie pod furtkę domu Emilii, wiedziałam, że Autorka czymś mnie zaskoczy. I to się udało, bo to nie był przypadek. Kingę fascynowały stare zdjęcia i z uwagą przyglądała się im u Emilii. Jedna z fotografii szczególnie przykuła jej uwagę. Gdzieś już widziała jedną z kobiet na niej uwiecznionych. Co odkryje dziewczyna?

Czasem człowiek jest sprawcą zamieszania, chociaż wcale tego nie planował.

Anna Ziobro utkała ze słów i emocji wciągającą, wielopokoleniową historię kobiet, których losy splatają się mimo upływu czasu. Połączyło je Wzgórze nadziei nad Wołkowyją, gdzie nocami rozlegało się wycie wilków.  Ono miało swoją moc. Jednym przynosiło zgubę a innym szczęście. Od pokoleń było niemym świadkiem ludzkich dramatów: miłości, która nie zawsze przynosiła szczęście, rozpaczy po stracie i tajemnic skrywanych przez lata. Tajemnice rodzinne są odkrywane stopniowo, budują napięcie i emocje. Autorka oddała wyjątkowy klimat Bieszczad – sugestywne opisy przyrody i lokalnej historii, kultury, wierzeń. Lekki, przystępny styl autorki sprawiał, że książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością. Wspaniale są też wykreowani bohaterowie, tacy z krwi i kości oraz ich ciekawe historie życia. Ale o tym przekonajcie się podczas lektury.

I jeszcze na koniec przytoczę słowa Autorki:

Ta powieść jest jak warkocz – upleciona z trzech różnych, ale ściśle powiązanych ze sobą historii. Pisząc ją, miałam nadzieję, że Was wzruszy, wywoła uśmiech, a przede wszystkim nie pozwoli się oderwać od lektury.

Ta powieść wywołała we mnie cały wachlarz emocji – od uśmiechu po łzy wzruszenia. Rzeczywiście, trudno było się od niej oderwać. Zabrałam czytnik z jej tekstem w Bieszczady. Spacerując zaporą solińską przeżywałam rozterki i dramaty bohaterów. A w Wołkowyi podjechaliśmy pod nowy kościół wybudowany na miejscu zburzonego. To były zupełnie inne emocje i wrażenia dzięki powieści Anny Ziobro, w której fikcja miesza się z faktami. Autorka złożyła piękny hołd temu pięknemu zakątkowi Polski – dzikim i pięknym Bieszczadom. 

Polecam z całego serca tę pełną emocji opowieść o miłości, stracie, nadziei i sile przetrwania w obliczu trudnych wydarzeń. Razem z Pisarką zapraszam was do udziału w tej niezwykłej podróży w czasie.

Annie Ziobro i Wydawnictwu Szara Godzina dziękuję z całego serca za zaufanie i powierzenie mi patronatu nad powieścią.

Anna Ziobro, Tam, gdzie wyją wilki, Wydawnictwo Szara Godzina 2026. Patronat Mamy Dropsa

Latem 1939 roku Marcjanna wierzy, że czeka ją szczęśliwe życie u boku ukochanego mężczyzny. Nie przeczuwa, że nadchodzące wydarzenia odmienią wszystko. Kilkadziesiąt lat później jej córka Emilia bezradnie patrzy, jak świat dzieciństwa znika pod wodami powstającego zalewu w Solinie. 
Kinga wraz z przyjaciółmi przyjeżdża w Bieszczady, by przywitać rok 2000. Ta podróż pozwala jej odkryć, że niektóre historie nigdy naprawdę się nie kończą.
Wzgórze nad Wołkowyją, gdzie nocami rozlega się wycie wilków, od pokoleń jest niemym świadkiem ludzkich dramatów: miłości, która nie zawsze przynosi szczęście, rozpaczy po stracie i tajemnic skrywanych przez lata.
„Tam, gdzie wyją wilki” to poruszająca opowieść o kobietach, których losy splatają się mimo upływu czasu. To także historia o dzikich i pięknych Bieszczadach, gdzie przeszłość wciąż żyje w pamięci ludzi i miejsc

„Tamte dni” – Małgorzata Lis

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Słyszysz, gdy ktoś pyta Cię o tamte dni. O jakich dniach właściwie myślisz?

Czy to chwile przepełnione szczęściem? Oglądanie zachodu słońca nad morzem u boku bliskiej Ci osoby?

Pierwsza miłość?

Spełnione marzenie?

A może wręcz przeciwnie?

Może określenie „tamte dni” jak koc przykrywa w Twoim sercu to, co chowasz przed światem. Chwile smutku, tęsknoty. Zranienia i bólu. Moment, w którym musiałaś podjąć trudną decyzję. Może tamtego dnia poczułaś, że jesteś sama, a samotność na zawsze zameldowała się pod tym kocem?

„Tamte dni” to najnowsza powieść Małgorzaty Lis. Śledzę jej twórczość od debiutu, ale takiej Małgosi nie znałam. Takiej Małgosi nie czytałam. To nie jest książka z historią w tle. Boskie akcenty? Są, ale nie klasyfikuję tego tytułu jako opowieści z wiary. „Tamte dni” to powieść kobieca. O kobietach. O kobiecości. O tym, jak różne są definicje kobiecości. Kiedyś i dziś. Jak inaczej i jak podobnie żyją kobiety lat 90. i kobiety współczesne. „Tamte dni” naznaczone są pierwszą miłością. Morzem. Sztormem uczuć. Namiętności. Falochron? Momentami go nie ma. Niestety. Są decyzje, które pragnie się zagłuszyć. Udać, że ich nie było. Ale nie można. Morze odsłania to, co chce się ukryć. Odsłania prawdę. 

Tło do grafiki wygenerowano z wykorzystaniem AI.

Bohaterkami „Tamtych dni” są dwie kobiety – Adrianna i Maja. Jedna z nich dojrzewa w latach 90., druga zaś żyje tu i teraz. Dzieli je dwadzieścia lat. Miejsce zamieszkania. To, jakie każda z nich ma relację z matką. Ale łączy je wybór. Trudny wybór, który dźwiga się do końca. A z każdym rokiem ciężar może tylko przybierać na sile. Powiedzieć o nim? Komu? Wydaje się, że tylko morze może przynieść ukojenie. I poezja. I Bóg, którego niosą w sobie inni ludzie. Także ci przypominający św. Józefa…

I dam ci dobrą radę. Nigdy nie rozmyślaj, co by było gdyby. To ślepy zaułek. Nie zmienisz przeszłości. 

Nawet najtrudniejsza historia może dobrze się skończyć. Ale ile stron życia należy przewrócić, by dojść do tego szczęśliwego zakończenia? Małgorzata Lis kreuje bohaterki, których nie ocenia i nie potępia. Kreuje bohaterki, które szukają odpowiedzi na to pytanie. O szczęśliwe zakończenie. I spokój, które pozwoli odetchnąć pełną piersią. Bo często to szczęście i spokój są obok. Mieszkają w sercu po sąsiedzku, ale nie wychylają się. To kobieta, człowiek, musi je zauważyć. Zobaczyć za chmurą smutków i strachu. Może czasem ciemnością wyrzutów sumienia. 

„Tamte dni” to powieść o trudnych decyzjach i ich konsekwencjach. I o świetle, które zawsze tli się w sercu. Pomaga przetrwać chwile najmroczniejszej ciemności. To światło może nieść spojrzenie, uśmiech drugiego człowieka, poczucie bezpieczeństwa. To światło można znaleźć w wierze w Boga, w poezji, w morzu, które choć szumi, tak naprawdę szepce, zapraszając do poszukiwania szczęścia.

„Czasem czegoś nie widać, ale to nie znaczy, że tego nie ma”, pomyślała. Czy jej szczęście przez tyle lat było gdzieś za chmurami? Może całkiem blisko, lecz ona go nie widziała? Może coś je przysłoniło? A może było w niej samej, tylko go nie dostrzegła? Może zbytnio skupiła się na swoich tragediach? Na sobie?

Adrianna czy Maja – która z bohaterek została uwieczniona na okładce?

Myślę, że kobieta spoglądająca na czytelniczki z okładki „Tamtych dni” to… każda z nas. Każda, która pragnie miłości. Każda, która boi się samotności. Każda, która szuka prawdy. Każda, która przed prawdą ucieka. Każda, która musiała podjąć trudną decyzję. Sama. I tylko morze ją słyszało… 

To najbardziej kobieca powieść Małgosi Lis. Wydawnictwu Szara Godzina dziękuję za to, że w ramach współpracy reklamowej mogłam wziąć tę książkę pod patronackie skrzydła. To zaszczyt dla mnie jako wiernej czytelniczki autorki i jako kobiety. 

Małgorzata Lis, Tamte dni, Wydawnictwo Szara Godzina 2026. Patronat medialny Dropsa

Lato, morze i smak pierwszej miłości…
Adrianna marzy o wyrwaniu się z nieszczęśliwego domu. Kiedy na nadmorskiej plaży poznaje Wiktora, świat nabiera barw. Nie myśli o tym, że ma zaledwie siedemnaście lat, znają się raptem kilka dni, a od Warszawy dzieli ją paręset kilometrów. Niestety miłość czasami nie wystarcza. Jedna decyzja, podjęta w strachu i samotności, na zawsze odmienia jej losy.
Trzydzieści lat później do Gąsek przyjeżdża Maja, by odnaleźć kobietę, której nigdy nie poznała, i sięgnąć po odpowiedzi, których nikt wcześniej nie mógł jej dać.
W książce Tamte dni splatają się losy dwóch kobiet stających przed takim samym trudnym wyborem. To opowieść o prawdzie, która wraca po latach, domagając się wysłuchania. Małgorzata Lis mówi w powieści o tym, że nawet najtrudniejsze historie mogą mieć dobre zakończenie.