
Aniela Adamska strzepała z ramienia wilgotne płatki śniegu, choć to było całkowicie zbędne. Przecież śnieżynki ani nie zawadzały na czerwonym płaszczu, ani jej nie widziały. Nieświadome wyjątkowego gościa powoli spadały na ziemię, jedna za drugą, utrwalając puchową kołderkę chodników i trawników. Ubierały drzewa w najpiękniejsze, białe kreacje, które zwisały z gałęzi niczym tiulowe rękawy balowych sukni.
Ulica też była gotowa na grudniowe świętowanie. Na miejskich latarniach pojawiło się oświetlenie. Pierniczki, dzwoneczki czy sanie świętego Mikołaja dodawały blasku, kiedy zachodziło słońce. W oddali, na centralnym placu miasteczka, dumnie prezentowała się kilkumetrowa choinka ubierana 1 grudnia wspólnie przez włodarzy i mieszkańców. Złotoczerwone bombki, łańcuchy i okazała gwiazda na czubku drzewka były jak latarnia morska prowadząca do brzegu tych, którzy w codziennej gonitwie zapominali o zbliżających się świętach Bożego Narodzenia. Górowała nad szopką, która stopniowo miała się zapełniać figurami Świętej Rodziny oraz towarzyszących im zwierząt oraz pasterzy. Póki co, drewnianą konstrukcję wypełniono sianem, a na jej środku ustawiono żłóbek. Był pusty. Jeszcze.
Aniela szła szybkim krokiem. Pokonywała kolejne metry chodnika, zostawiając ślady butów na nieodśnieżonych fragmentach kostki. Kompletnie się tym nie przejmowała. Miała inne sprawy na głowie. Odkąd bywała tu w innym niż dotąd charakterze, wciąż miała wrażenie, że ktoś na nią czeka. A przecież nikt nie wiedział, że regularnie odwiedza księgarenkę przy ulicy Miłosnej. Bo przecież nikt jej nie widział… Choć właścicielką miejsca była dość krótko, zdążyła je pokochać. Zdążyła pokochać przede wszystkim Olę, do której się tak spieszyła. Olę, która nie miała pojęcia, kto za chwilę przekroczy próg i wprawi w ruch charakterystyczny dzwoneczek.
W księgarence na Miłosnej było dziś wyjątkowo gwarno. Nikt nie zwrócił uwagi na radosny dźwięk, zwiastujący otwarcie drzwi. Może nikogo już nie zdziwił tego dnia? W końcu drzwi otwierały się i zamykały niemal bez przerwy. Trwały przygotowania do „Zaczytanej, świątecznej Miłosnej”, autorskiej akcji Aleksandry Szulc, a właściwie od niedawna Aleksandry Adamskiej. W momencie, w którym Aniela weszła do środka, dziewczyna dyskretnie spoglądała na prawą dłoń i połyskującą na serdecznym palcu złotą obrączkę.
– Szulcowa, na miłość do literatury! – Do rzeczywistości świeżo upieczoną żonę przywołał głos Zosi, jej najlepszej przyjaciółki. – Trzy miesiące od ślubu, a ty nadal w szoku, że brylanty nosisz. – Rudowłosa fotografka pokręciła głową. – Nie masz innych rzeczy do roboty? – Wskazała dłonią na księgarenkę. – Zaraz zaczynamy, a gwiazdy wystąpienia jeszcze nie ma!
Aniela uśmiechnęła się pod nosem. Tak, tylko panna Wilczyńska potrafiła sprowadzić Olę na ziemię. I miała rację – roboty było pełno, choć wnętrze księgarenki zapełniało się charakterystycznymi dla świątecznego okresu ozdobami.
Na środku każdego z okrągłych stolików stały lampki, a właściwie elektryczne świeczki zamknięte w srebrnych latarniach z uchwytem. Otulone były sztucznymi gałązkami choinkowymi, do których przyczepiono złote gwiazdki. Na półkach z książkami pojawiły się światełka, okalając tytuły delikatnym światłem. Śnieżynki, gwiazdki, aniołki – każdy regał miał inny motyw przewodni. Świąteczny klimat dopełniały tekstylia na parapetowych siedziskach – poszewki i koce. Było przytulnie. Po prostu przytulnie. Księgarenka na Miłosnej zamieniła się na księgarenkę na Świątecznej, ale wszystko odbyło się z zachowaniem umiaru. Bożonarodzeniowe i zimowe akcenty stanowiły dodatki, ozdoby. Nie dominowały nad wnętrzem. Aniela pomyślała, że o ten umiar z pewnością zadbała jej synowa. Uśmiechnęła się pod nosem i gwałtownie odwróciła.
Drzwi, które ozdabiał wieniec z czerwoną kokardą, ponownie wprawiły w ruch dzwoneczki. W progu stanęły panie Małecka i Lisiecka. Na wycieraczce strzepały śnieg z butów i trzymając w dłoniach plastikowe torby, zaczęły zdejmować płaszcze.
– Pomogę! – Ola zajęła się ich pakunkami i przejęła siatki od członkiń czytelniczego klubu.
– Punktualność nie jest mocną stroną pań, co? – zagadnęła Zosia, ustawiając obiektyw w swoim aparacie. Skierowała go na przybyłe sąsiadki i zrobiła zdjęcie. – Dzień dobry – uśmiechnęła się szeroko. – A to co? – Na podglądzie fotografii zauważyła białą plamę w rogu i zmrużyła oczy.
– Dzień dobry. Od przywitania powinnaś zacząć – fuknęła Małecka.
– Śniadanie po roratach się przedłużyło – usprawiedliwiła siebie i koleżankę Lisiecka.
– To po mszy się coś je?
– Pokarm dla ducha, pokarm dla ciała.
– Będę pamiętać, pani Tereso! – obiecała fotografka. – Są panie przygotowane?
– Witaj, Anielko! – Adamska podskoczyła, słysząc znajomy głos. Obok niej stanął Władysław, pierwszy właściciel księgarenki na Miłosnej. – Pierniczka? – Podsunął pod jej nos talerzyk wypełniony korzennymi przysmakami, chichocząc jak mały chłopiec. – Małecka ma talent do plotkowania i do pieczenia, tego nie można jej odmówić – przyznał z pełną buzią, odstawiając talerzyk na sąsiadujący z oknem stolik.
– A ty masz talent do podjadania – westchnęła z przyganą.
– Te pierniczki powstały w szczytnym celu, w doborowym towarzystwie – przypomniał Władysław i natychmiast uchylił kapelusza. Zawsze tak robił, kiedy Ola mijała go podczas jego pobytu w księgarence. Dziewczyna była tego kompletnie nieświadoma, ale uważał, że nie zwalnia go to z dobrego obyczaju. I z ogromnej sympatii, jaką obdarzył pracownicę tego miejsca. – Chyba zaraz się zacznie – szepnął, prostując się. – Na przodzie zostały tylko dwa wolne miejsca, pewnie dla Oli i Zosi.
– Pewnie tak – potwierdziła Aniela i spojrzała w stronę lady.
Miejsce, gdzie zazwyczaj płacono za zakupione egzemplarze, kawę czy herbatę, które towarzyszyły podczas lektury, zamieniło się w centrum dowodzenia. Na blacie otoczonym zielonymi gałązkami leżały książki o tematyce świątecznej oraz stała tablica. Ola napisała na niej kredą tytuł spotkania. Obok tablicy umieszczono czerwone pudełka ze słodką niespodzianką. Pracownica księgarenki oparła się o blat i uśmiechnęła niepewnie do zebranych. Popatrzyła na każdego gościa. Były członkinie koła czytelniczego, z paniami Lisiecką i Małecką na czele. Przy kolejnym stoliku siedziała Michalina Sarnecka z Krystyną Wolską, babcią jej narzeczonego. Obok nich wolne miejsca zajęli Irena i Antoni. Ola poczuła ciepło w sercu. Uświadomiła sobie, że niedługo będę obchodzić pierwszą rocznicę ślubu. Pamiętała dokładnie zeszłoroczną uroczystość. Ślub w Boże Narodzenie po kilkudziesięciu latach życia osobno. Historia kucharki z willi przy Perłowej i jej ukochanego ze szkolnych lat była idealnym materiałem na książkę! Za nimi na krzesłach siedziały mama i siostra Zosi. Przy kolejnych stolikach na rozpoczęcie świątecznego czytania czekało wielu mieszkańców miasteczka – stali lub okazjonalni klienci księgarenki. „Dobre duchy tego miejsca” – pomyślała Ola, a jej wzrok powiódł ku oknu i parapetowi. Był pusty, nikt nie opierał się o poduszki, nikt nie korzystał z miękkiego siedziska. Czuła, że to pozory. Czuła, że to miejsce jest zajęte. Przez dwoje najważniejszych gości południowego spotkania. Wzięła głęboki oddech. Mogli zaczynać!
– Nie możemy zaczynać! – wyszeptała jej wprost do ucha Zosia. – Rozwadowskiego jeszcze nie ma. – Pojawienie się w miasteczku popularnego aktora zelektryzowało lokalną społeczność. Mężczyzna bywał rzadkim gościem w okolicy i raczej stronił od zainteresowania mieszkańców. Cenił przytulność i prywatność, jaką dawały mu chwile spędzone w willi przy Perłowej. To tam zatrzymywał się, kiedy doglądał remontu domu odziedziczonego po przodkach.
– Nie przyjechał z willi z Michaliną i panią Krysią? Byłam pewna, że czeka w samochodzie! – jęknęła Ola. – Co my teraz zrobimy?
– Miśka próbuje się do niego dodzwonić. – Rzeczywiście. Michalina wstała od stolika i podeszła do okna. Przyłożyła telefon do ucha i czekała, aż ktoś po drugiej stronie odbierze połączenie.
– Nie będziemy tu stały jak dwie solniczki – zdecydowała Zośka. – No co? – wzruszyła ramionami, widząc zdziwione spojrzenie przyjaciółki. – Określenie „słup soli” niezbyt do nas pasuje. – Klasnęła w dłonie i zwróciła się do Krystyny: – Pani Krysiu, jest tu pani w charakterze przedstawiciela willi przy Perłowej – powiedziała głośniej, by zwrócić uwagę wszystkich zebranych. Udało się. Rozmowy przy stolikach ucichły i wszystkie oczy skierowały się w głąb sali.
– Tak, dzień dobry… – Krystyna delikatnie podniosła się z krzesła i niepewnie uśmiechnęła. Nie spodziewała się osobistego powitania.
– Dzień dobry! Bardzo się cieszymy, że dołączyła pani do akcji… – Fotografka szturchnęła Olę łokciem.
– „Zaczytana, świąteczna Miłosna”! – dokończyła pracownica księgarni. – Witam wszystkich państwa serdecznie! – w odpowiedzi usłyszała brawa i szept Zośki:
– Wiesz już, co robić. Tylko się nie czerwień jak debiutantka na wydaniu. Idę cykać fotki. – Po chwili kobieta znalazła się między stolikami, a jej twarz zasłonił obiektyw.
– Cieszę się, że przyjęli państwo moje zaproszenie na przedpołudniowe, właściwie południowe – zerknęła kontrolnie na zegarek na lewym nadgarstku, – spotkanie. Zosia już zaczęła przedstawiać pierwszych honorowych gości, pozwólcie, że będę kontynuować, a właściwie… – Wzięła głęboki oddech. – Zacznę od… pustych krzeseł przy pierwszym stoliku. One… nie czekają ani na mnie, ani na Zosię. One symbolizują puste nakrycie przy wigilijnym stole. – Głos zaczął drżeć, zdradzając emocje. – Dziś nie spotykamy się przy wigilijnym stole, ale na świątecznym czytaniu, w naszej księgarence. Tego miejsca by nie było, gdyby nie dwoje nieobecnych… – Jej wzrok niemal automatycznie powędrował do okna, na parapet. – Władysław Brzozowski i Aniela Adamska. Pierwszy właściciel księgarenki i ostatnia właścicielka tego miejsca – urwała, a w głośniku połączonym z telefonem Zosi wybrzmiały pierwsze dźwięki „Kolędy dla Nieobecnych”.
A nadzieja znów wstąpi w nas
Nieobecnych pojawią się cienie
Uwierzymy kolejny raz
W jeszcze jedno Boże Narodzenie
I choć przygasł świąteczny gwar
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj
Wbrew tak zwanej ironii losu
Daj nam wiarę, że to ma sens
Że nie trzeba żałować przyjaciół
Że gdziekolwiek są, dobrze im jest
Bo są z nami choć w innej postaci
I przekonaj, że tak ma być
Że po głosach tych wciąż drży powietrze
Że odeszli po to by żyć
I tym razem będą żyć wiecznie
Kolęda się skończyła, ale cisza trwała. Trwały wspomnienia. Powroty do spotkań z Nieobecnymi wymienionymi przez Olę. Niektórzy z uczestników wydarzenia znali ich osobiście. Inni z opowieści. Wszyscy mieli nadzieję, że Aniela i Władysław są tutaj z nimi. Nie tylko od święta.
– Dziękuję – szepnęła Ola, ocierając łzy płynące po policzkach.
– Pasuje, co? – zagadnął Władysław, zerkając na Anielę.
– Ogromnie. – Kobieta nie kryła wzruszenia.
– Cicho… Bo po naszych głosach zaraz zadrży powietrze.
– Dziękuję za tę chwilę refleksji i wspomnień ku czci pani Anieli i pana Władysławowi – Ola uśmiechnęła się z wdzięcznością do zebranych. Pozwolą państwo, że będę kontynuować. Witam serdecznie przedstawicielki willi przy Perłowej, panią Krysię i panią Irenę. – Rozległy się oklaski. – Panie zorganizowały mikołajkową akcję pieczenia pierniczków. Brali w niej udział podopieczni fundacji kancelarii Adamski&Partnerzy. Cieszę się, że we wspólne przygotowywanie wypieków włączyły się przedstawicielki naszego koła czytelniczego – uśmiechnęła się do kobiet. – Pierniczki czekają tutaj – wskazała dłonią na ladę. – W związku z tym, że nasz artysta utknął w korku i dołączy do nas z drobnym opóźnieniem, już teraz zapraszam do degustacji.
Tak jak przypuszczała, zaproszenia do wspólnego zajadania słodkości, nie trzeba było dwa razy powtarzać. W parach albo pojedynczo goście księgarenki zaczęli podchodzić do blatu, na którym czekały pudełka wypełnione pierniczkami. Po chwili na talerzykach – oczywiście ze świątecznym wzrokiem – zaczęły pojawiać się charakterystyczne dla tego korzennego wypieku kształty. Choinki, gwiazdki, aniołki, bałwanki. Ola zauważyła też ciastko w kształcie pieska.
– A to jakaś niespodzianka? – zapytała Wiktoria, siostra Zosi. Z dna jednego z pudełek wyciągnęła czerwoną kopertę. Podała ją Oli.
– Czy to należy do kogoś z państwa? – zapytała, ale nikt nie zareagował.
– Otwórz – ponagliła ją Zosia. – Może to od samego Mikołaja.
Aleksandra delikatnie rozerwała kopertę i wyjęła z niej kartkę. Spoglądał na nią kudłaty piesek w czapce Mikołaja. Miał duży, czarny nosek, który wyróżniał się na tle jasnego futerka. Pod szyją zwierzaka zauważyła czerwoną obrożę z klamerką w kształcie śnieżynki. Płatki śniegu otaczały pupila. Przeczytała wydrukowane złotym atramentem życzenia Wesołych Świąt. Otworzyła kartkę. Zobaczyła pismo, charakterystyczne dla dziecka. Duże niekoniecznie pisane w jednej linii, literki. Problemy z ortografią, interpunkcją. Jednak poprawność językowa nie miała znaczenia, kiedy do głosu dochodziło serce. Ola była pewna, że to właśnie ono dyktowało wyjątkowy list.
– Co tam jest napisane? – drążyła Wiktoria.
– „Kochany święty Mikołaju! – Adamska odchrząknęła i zaczęła czytać. – Nie zawsze bywałem grzeczny w przedszkolu, ale mamusi słuchałem. Dlatego chciałem cię prosić o książkę o samolotach w twardej oprawie i – wzięła głęboki oddech – o wigilię w cieple, z dużą choinką, prezentem dla mamy i pysznymi daniami. I żeby było dużo ludzi przy stole, bo z mamusią jesteśmy tylko we dwoje i mama mówi, kiedy klęczy z różańcem, że czuje się bardzo samotna. Z góry dziękuję. Życzę szerokiej drogi tobie i reniferom”. – Zamknęła kartkę i pociągnęła nosem. W księgarence zapanowała cisza. Ucichły rozmowy. Nie chrupano ciastek, nie mieszano herbat. Nikt nie spodziewał się, że w pudełku ze słodyczami znajdą tak osobistą wiadomość. Prośbę. Wołanie o pomoc.
– Trzeba go znaleźć! – oznajmiła Grażyna Wolska, która weszła do księgarenki w trakcie pierniczkowego poczęstunku. Nie patrzyła ani na Olę, ani na kobiety związane z willą przy Perłowej, której była właścicielką. Skupiała się na strzepaniu z rękawa płaszcza płatków śniegu, jakby się obawiała, że przysłonią panterkowy print. – Podarować tę książkę, a na wigilię zaprosić do nas, do willi – powiedziała tonem, jakby to była najbardziej oczywista sprawa na świecie. – Mamy dużą choinkę i w tym roku będzie tłoczno.
– Myślisz, że to jest możliwe? – Krystyna zapytała córkę, z trudem hamując wzruszenie.
– Przecież święta to czas cudów, prawda?
ciąg dalszy nastąpi…
„Święta na ulicy Miłosnej” to opowiadanie świąteczne nawiązujące do powieści obyczajowych „Księgarenka na Miłosnej” i „Willa przy Perłowej”.
Tło na głównym zdjęciu wygenerowała sztuczna inteligencja

