„Jesień w chacie pod starym świerkiem” – Wioletta Piasecka (#MamaDropsaCzyta)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z wydawcą.

Jak dobrze, że są autorzy spełniający nasze czytelnicze oczekiwania. Do nich należy niewątpliwie Wioletta Piasecka, która sześć lat temu postanowiła pisać powieści dla dorosłych. Wielka poczytnością cieszy się seria „Chata pod starym świerkiem”. Sama Pisarka straciła już rachubę, ile było dodruków trzech tomów. „Jesień w chacie pod starym świerkiem” wciąż utrzymuje się w TOPkach bestsellerów. Zdobyła wszelkie szczyty TOP popularności! „Jesień w chacie pod starym świerkiem” wciąż utrzymuje się w TOPkach bestsellerów. Zdobyła wszelkie szczyty TOP popularności! 

– Na nas wszystkich zadziałała magia chaty pod starym świerkiem. Czuć aurę tego domu, twoi przodkowie zbudowali go z miłości. – To prawda, moi dziadkowie się kochali, moi rodzice jedno za drugim wskoczyłoby w ogień, zresztą razem zginęli. Kochali się nieskończoną miłością. Robili sobie drobne niespodzianki. Mama tacie wkładała do kieszeni krótkie liściki miłosne, tata mamie też, czasami pikantne – dodała lekko, ale gardło jej się ścisnęło ze wzruszenia.

Zajrzyjmy zatem do magicznej chaty, żeby się dowiedzieć, co slychać u jej mieszkańców. Mimo złotej jesieni wokoło nad jagodą i jej bliskimi gromadzą się ciemne chmury. Pragnienie zaadoptowania Piotrusia nie jest wcale łatwe. Bezduszność urzędniczki z opieki społecznej wywołuje cały ciąg niefortunnych zdarzeń. Babcia Jadzia nie może sobie wybaczyć, że się do nich przyczyniła. Serce matki jest pełne miłosierdzia. Ucieczka Piotrusia spowodowała, że adopcja staje pod znakiem zapytania. W obawie przed ty ani Jagoda, ani Artur nie zawiadomili policji. Jagodę jako mamę zabolało to, że synek jej nie zaufał. Gotowa jest poświęcić, zrobić wszystko dla dziecka. Tak bardzo potrzebowała bratniej duszy. Siostry od pewnego czasu mogły na siebie liczyć. 

Siedziały teraz na górze w półmroku i milczały, każda z nich pochłonięta własnymi problemami. Światło lampy przytłumione brązem abażuru dawało poczucie ciepła i przytulności, ale w sercach Jagody i Maliny rozgościły się smutek i poczucie beznadziei.

Artur walczy o miłość żony i o odzyskanie zaufania. Nie jest to także łatwe. Za dużo nawarstwia się problemów. Jaką cenę zapłacą oboje za drugą szansę?

Mam nadzieję, że w chacie zbudowanej od pokoleń na mocnym fundamencie miłości w końcu ona zagości. W tej kwestii Autorka potrzyma nas jeszcze w napięciu.

Wejdźmy do domu drugiej owocowej siostry Maliny. Miłość do Marka po latach ją odmieniła, zarówno fizycznie, zeszczuplała, zadbała o siebie, jak i psychicznie. Napełniła zakochaną kobietę odwagą i determinacją do walki o siebie. W tym domu po śmierci teścia Zygmunta zamieszkała cisza, pustka, samotność. 

Puste krzesło przy stole, niedokończona krzyżówka, okulary wciąż przypominały o bolesnej stracie i szeptały o nieodwracalności istnienia, końcu czegoś dobrego, a bezpowrotnie straconego.

Relacje między żoną, mężem i synem się zepsuły. Brakuje dystansu, szacunku, życzliwości, a jest agresja, wyzwiska, arogancja, poniżanie, przemoc psychiczna i fizyczna. Najbardziej zabolało Malinę jako matkę to, że syn nie chce z nią zamieszkać. Przed kobietą ważna decyzja życiowa. Jaką drogę wybrać? Czy szczęście z Markiem, czy wierność obietnicy danej przed śmiercią teściowi?

Bohaterka jest rozdarta między poczuciem obowiązku wobec teścia Zygmunta, który okazywał jej dobroć a wielką miłością do Marka. Bez względu na to, jaką drogę Malina wybierze, ma świadomość, że to będzie wybór łamiący jej serce. Decyzję musi podjąć sama.

Życie jest takie krótkie… Marnuję jedyną szansę na szczęście – wyrzucała sobie w duchu swój brak odwagi i nikomu, jej zdaniem, niepotrzebną odpowiedzialność. Jednak rozsądek natychmiast ją skarcił. Masz syna, zajmij się nim, zamiast snuć mrzonki o wielkiej miłości. Hubert potrzebuje matki – zabrzmiał w jej głowie starczy głos Zygmunta.

Wioletta Piasecka pokazała nam, że życie nie jest bajką. Przewrotny los nie oszczędził owocowych sióstr. Wykreowała najbardziej przejmującą, pełną rozmaitych emocji i uczuć opowieść. Życie człowieka jak warkocz jest splecione z radości, szczęśliwych chwil i smutków, dramatów. Nie zawsze można je rozsupłać. Lektura wywołała we mnie całą paletę uczuć i emocji: radość, troskę, wzruszenie, strach, irytację, bezradność i bezsilność. Uświadomiła mi, jak ważne są relacje międzyludzkie, ich pielęgnowanie, naprawianie. Ale przecież nie zawsze da się je naprawić. To nie zależy tylko od nas. Do tego jak do tanga trzeba dwojga. Nie jesteśmy w stanie zbudować relacji za kogoś. Nie wszystko zatem trzeba ratować i ciągnąć na siłę. Uczucia nie wracają pod presją.

Polecam Wam z całego serca tę powieść o poszukiwaniu szczęścia, własnego miejsca na ziemi, o skomplikowanych a nawet zepsutych relacjach na jesienne wieczory. Warto czasami się zatrzymać nad losami bohaterów i zastanowić się nad naszym życiem. Takie podszepty bohaterów są często nam potrzebne. A za bohaterami stoi przecież ich kreatorka – Wioletta Piasecka, autorka bestsellerowych powieści obyczajowych. 

Jak dobrze, że wkrótce ukaże się finałowy tom serii. Mam nadzieję, że magia miłości się zadzieje. Cuda się zdarzają!

Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz recenzyjny.   

Wioletta Piasecka, Jesień w chacie pod starym świerkiem, Skarpa Warszawska 2026. #MamaDropsaCzyta

Nie każda obietnica daje ukojenie. Nie każda miłość przychodzi w porę.

Jesień nad Zalewem Wiślanym przynosi chłód, mgły i pytania, przed którymi nie sposób dłużej uciekać.

Jagoda nade wszystko pragnie adopcji Piotrusia i stworzenia mu bezpiecznego domu. Kiedy chłopiec niespodziewanie znika, świat kobiety ponownie zaczyna się chwiać, a adopcja staje pod znakiem zapytania. Nad przyszłością mieszkańców chaty pod starym świerkiem gromadzą się ciemne chmury. Tymczasem Artur walczy o odzyskanie zaufania Jagody i o jej miłość. Jaką cenę oboje zapłacą za drugą szansę?

Malina po raz pierwszy od lat czuje, że żyje naprawdę. Miłość do Marka budzi w niej pragnienia, które przez lata tłumiła w nieszczęśliwym małżeństwie. Jednak nad jej sercem ciąży obietnica złożona umierającemu teściowi – człowiekowi, który zawsze okazywał jej dobroć. Rozdarta między poczuciem obowiązku a wielką miłością kobieta coraz boleśniej przekonuje się, że niektóre wybory łamią serce niezależnie od tego, którą drogę się wybierze.

W chacie pod starym świerkiem po raz kolejny wybrzmią tajemnice, łzy i słowa, które mogą odmienić los. Czy można zacząć wszystko od nowa, gdy przeszłość wciąż nie pozwala o sobie zapomnieć?

„Zanim nadejdzie czas: przeznaczenie” – Lidia Socha (#MamaDropsaCzyta)

Tekst powstał w ramach współpracy z Autorką.

Czasem trzeba się zgubić, by odnaleźć szczęście…

„Saga o życiu Lilki” Lidii Sochy to dla mnie sentymentalna podróż do lat 70.i 80. ub. wieku, czasów mojej młodości, do czasów PRL-u. Autorka jest związana z Rzeszowem, miastem mojej młodości z okresu studiów. Ze wzruszeniem i z nostalgią spacerowałam z bohaterami po „moim” Rzeszowie, przypominałam sobie urokliwe zakątki, miejsca spotkań ze znajomymi. Autorka wiernie odmalowała słowami i emocjami tło obyczajowe – klimat tamtych dni – praca bohaterów, spędzanie wolnego czasu na spotkaniach i imprezach urodzinowych, imieninowych, potańcówkach, dancingach, wizytami u rodziny, tradycjach świątecznych. Ciotki tak bardzo chciały pomóc Lilce w wyborze kandydata na męża, bo to już był czas, gdy znajomi z paczki dziewczyny zmieniali stan cywilny. Na wszelakich spotkaniach towarzyskich, których nie brakowało, wszechobecny był alkohol. Niby nie było w tym nic złego, bo wszystko jest dla ludzi, ale nie każdy się kontrolował. To było tak powszechne i normalne, ze nienormalnym wydawał się człowiek, który tego nie robił. Liczyło się tylko to, jak ktoś zachowywał się, będąc pijanym. 

Grafika wygenerowana w AI

Jak ja się ucieszyłam, że udało się bohaterce  wreszcie zakończyć rozdział z Frankiem w swoim życiu, mimo że w głębi serca wciąż za nim tęskniła. Wiem, że miłość jest ślepa, ale po prostu szkoda mi jej było.

W tej miłości utopiłam wszystko – nie tylko moje serce, ale i duszę, rozsądek, rozwagę, po prostu wszystko. Dla niego mogłam iść nawet do piekła. 

Lilka leczyła rany, chociaż było to bardzo trudne. Zawsze otaczała ją grupa znajomych, przyjaciół, z którymi mogła przyjemnie spędzić czas, zapomnieć o rozterkach sercowych, gonić za szczęściem. A los jakby chciał wyjść jej na przeciw, stawiając kolejnych chłopaków. Bywało, że los z niej chciał zakpić, bo Franek wciąż rzucał jej odrobinę nadziei. Co robić? Miotała się jak alkoholik między odwykiem a powrotem do nałogu. Nigdy w życiu nie żałowała, że popadła w ten nałóg miłości. Postanowili wejść na drogę przyjacielską.

Aż wreszcie los postawił na drodze Lilki Stefana. Na początku nic do niego nie czuła, ale jakiś wewnętrzny głos mówił jej, że to on jest jej przeznaczeniem. 

Wybrałam tę ścieżkę życia zupełnie świadomie, wiec chciałam z niej czerpać wszystko to, co mogło mi przynieść szczęście. I budowałam to szczęście bardzo powoli, choć wcale nie było łatwo.

Przy Stefanie Lilka zaczynała oceniać inne walory uczucia – stabilność, spokój, pewność i poczucie bezpieczeństwa. Czuła się kochana i  zaopiekowana. To było dla niej ważne. Poczuła, ze jest gotowa na założenie rodziny, na bycie żoną i matką. Ale wciąż stawiała przed sobą pytanie, czy odnajdzie u jego boku szczęście. Czy wybrała właściwą drogę? Czy wciąż będzie się musiała zmagać z cieniami przeszłości? 

Ten tom ma również charakter pamiętnikarski, z narracją w pierwszej osobie, co nadaje mu charakteru bardziej intymnego i zmniejsza dystans między bohaterami a czytelnikiem. Czytałam z ciekawością opowieść o życiu bohaterki pełnym zawirowań. Zatrzymywałam się, by z łezką wzruszenia w oku snuć refleksje nad moją młodością, miłosnymi wyborami i poszukiwaniem szczęścia. 

Sagę o Lilce napisało samo życie. Myślę, że wiele czytelniczek w moim wieku odnajdzie w sobie coś z Lilki. Lektura daje emocjonalne wsparcie w trudnych chwilach.  Pomoże wyciągnąć życiową lekcję i uporać się z emocjami tym, którzy nie mogą się podnieść po rozstaniu. A z drugiej strony zachęca do czerpania z życia całymi garściami. Bohaterowie, mimo że fikcyjni, są wykreowani prawdziwie, mają zalety, wady i słabości. Może nieco irytować dążenie Lilki do stabilizacji życiowej i presja bliskich w kwestii znalezienia męża. Ale takie były realia tamtych czasów – wrócić po studiach do swojego miejsca zamieszkania z narzeczonym lub mężem. Ja nie znalazłam, ale w akademiku zaobserwowałam taką tendencję. I to jest także walorem powieści – autentyczność, bez lukru i wartość sentymentalna. Podziwiam Autorkę  i jej pamięć co do szczegółów. Saga tętni wprost życiem. A to dzięki temu, że Lidia Socha pisała pamiętniki, wiec nie miała problemów z wiernym oddaniem tła obyczajowego i społecznego w powieści.

Jestem dalej ciekawa, czy Lilka i Stefan byli ze sobą szczęśliwi. Czy on był faktycznie jej przeznaczeniem? A może po ślubie skończyła się bajka a zaczęło „prawdziwe” życie? Mimo trzech tomów wciąż odczuwam czytelniczy niedosyt i czekam na kolejną część.

Gawędziarski styl Sagi sprawił, że podczas czytania słyszałam głos Lidii, jakby to ona mi opowiadała historię o Lilce i pozostałych bohaterach, o ich wzajemnych relacjach, przeżyciach, emocjach, radościach i problemach. Po prostu o życiu w jego wielu aspektach!

Jestem pełna podziwu dla Lidii Sochy, którą poznałam osobiście, że odważyła się na emeryturze spełniać swoje pisarskie marzenia. To pełna odwagi, energii, poczucia humoru, ciepła, serdeczności Kobieta, która zaraża innych swoją pozytywną energią.  Jest niesamowicie mądra życiowo. Wierzy w drugiego człowieka i jego pasję. Wspiera także młodych. 

Lidziu, bardzo się cieszę, że Ciebie poznałam i za to, że obdarzyłaś mnie zaufaniem, powierzając „Sagę o życiu Lilki” do recenzji. Dziękuję z całego serca.

Lidia Socha, Zanim nadejdzie czas: przeznaczenie, Wydawnictwo Nie Powiem 2026. #MamaDropsaCzyta

Czasem trzeba się zgubić, by odnaleźć szczęście…

Lilkę wreszcie dogania przeznaczenie. Dziewczyna wciąż leczy rany po rozstaniu z Frankiem, kiedy los stawia na jej drodze Stefana. Młody mężczyzna powoli zdobywa jej serce, choć do samego końca Lilka zadaje sobie pytanie, czy na pewno wybrała właściwą drogę.

W pogoni za szczęściem trafiają się niestety również niespodziewane chwile zwątpienia oraz smutku, mimo to Lilka stara się czerpać z życia pełnymi garściami.

Czy odnajdzie szczęście u boku Stefana? Czy to będzie koniec zawirowań w jej życiu? Jeśli jesteście tego ciekawi, koniecznie sięgnijcie po trzeci tom „Sagi o życiu Lilki”!