„W blasku słońca” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
kordel w blasku słońca

Magdalena Kordel, W blasku słońca, Wydawnictwo Znak 2020.

Otulona toskańskim słońcem, utkana delikatnie jak koronka opowieść o przyjaźni dwóch kobiet, które tęsknią za miłością. Ta historia powinna zostać sfilmowana!

Ten fragment mojej opinii o najnowszej powieści Magdaleny Kordel „W blasku słońca” znalazł się na okładce. Wydawnictwo prosiło, bym przysłała dwa zdania. Można pomyśleć, że po lekturze ich wymyślenie zajęło mi chwilę. Nic bardziej mylnego. Pióro Magdaleny Kordel świeci jak nigdy dotąd. To najbardziej dojrzała, najbardziej głęboka książka Pisarki. W podróż do najpiękniejszych zakątków Europy i podróż w głąb serca. Podróż, która niejednokrotnie wzrusza i daje nadzieję. I bohaterkom powieści, i Czytelniczkom…

W drodze między Paryżem, Warszawą, Wenecją i Positano wiele może się wydarzyć. Czasem trzeba wybrać boczne, okrężne drogi, by dotrzeć do celu. Los jednak dobrze wie, dokąd nas prowadzi. Dla Leli i Nicoletty tym miejscem okazał się stary dom na skraju winnicy, w sercu malowniczej Toskanii. I choć dotąd się nie znały, mają ze sobą sporo wspólnego. Temperamentna Lela jest wściekła, bo były chłopak zniweczył jej plany. By nie posunęła się w zemście za daleko, przyjaciółki wyprawiają ją do Toskanii. Droga Nicoletty również nie należała do łatwych. Dotąd szczęśliwe i poukładane życie przerwała nagła śmierć jej ukochanego męża. Żeby do reszty nie zwariować, wyrusza w podróż do przeszłości – przez Wenecję z młodości, do toskańskiego domu po przodkach. Ma nadzieję, że w ocienionym cyprysami domu będzie mogła odciąć się od świata i na nowo zaplanować swoją przyszłość. Okazuje się jednak, że towarzystwa jej nie zabraknie…

O czym jest powieść „W blasku słońca”? O kobietach i ich wyjątkowej przyjaźni. Mam wrażenie, że to nie miłość jest tutaj „uczuciem przewodnim”. Magdalena Kordel na pierwszy plan wysuwa właśnie relację dwóch kobiet – przypadkowa znajomość przeradza się w przyjaźń, która staje się fundamentem nowych etapów w życiu bohaterek.

Przyznaję się bez bicia, że nie przeczytałam (jeszcze!) wszystkich książek Magdy. Znam jednak większość tytułów – mam wrażenie, że w tych historiach kobiety, choć dotknięte jakąś tragedią, dość szybko się podnosiły dzięki pomocy swoich ziemskich aniołów i odnajdywały swoje malownicze miejsca na ziemi. Nicoletta – bohaterka „W blasku słońca” ma chyba najtrudniej ze wszystkich „Kordelowych kobiet”. W młodym wieku została wdową. Nagle jej świat się skończył. Zgasło jej (włoskie) słońce. Nie widzi dla siebie ratunku, a zapach ze swetra zmarłego męża, z którym nie rozstaje, ulatnia się niczym jej nadzieja na lepsze jutro…  Nie wierzy, że przytłaczającą pustkę i samotność, które rozrywają jej serce, da się czymś wypełnić. A jednak. Nad jej głową w końcu wschodzi słońce. Powołując do życia na kartach książki postać Nicoletty, Magdalena Kordel daje nadzieję. Mnie też ją dała. Wiem, że życie to nie powieść, ale chyba każdy zasługuje na odrobinę (toskańskiego) słońca. Magdalena Kordel daje nadzieję, że tak właśnie będzie. Tak jak Krzysztof Cugowski zdaje się śpiewać: „A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój” – i to toskański…

Napisałam kilka zdań o Włoszce, nie mogę pominąć Polki! Kiedy czytałam tę powieść kilka tygodni temu, czułam, że bliżej mi właśnie do niej – do Leli. Pozytywna, przebojowa, optymistka. Ale… Mam wrażenie, że cechy, które jako pierwsze przychodzą na myśl, gdy trzeba opisać tę bohaterkę, to maska, a właściwie jej fragment. Tak, Lela jest pogodna. Tam, gdzie wchodzi ona, pojawia się słońce. Tylko czasem jej promienie są przykrywką dla ciemnych chmur. Dla tęsknot, dla głosu serca, który dopomina się o swoje. Wreszcie, dla miłości, której nie da się zastąpić „układem”. Czy Lela to kobieta o dwóch twarzach? Nie. Ona ma jedną twarz, ale mam wrażenie, że czasem boi się ją wystawić do prawdziwego słońca. I dla niej pewnego rodzaju terapią będzie pobyt we Włoszech…

Książka jest opowieścią o tym, że czasami trzeba zrezygnować z utartych dróg i poszukać całkiem nowych, może nawet takich, które początkowo wydają się mało przyjazne. O tym, że czasem trzeba wrócić w stare miejsca by odkryć nową siebie, a czasem wręcz odwrotnie – trzeba zdecydować się na całkowicie nieznane i wręcz niechciane – Magdalena Kordel w wywiadzie dla www.dropsksiazkowy.pl.

Jak już wspomniałam, drogi bohaterek krzyżują się właśnie w Toskanii. Ta powieść pachnie wręcz tym regionem Włoch. Zachwyca smakami regionalnej kuchni i typowych przekąsek. Kusi niejednym toastem lokalnego wina. Do tego widoki… Ach, niejednokrotnie się rozmarzyłam!  Widać, że Toskania to „włoskie malownicze” Magdaleny Kordel i Jej bliskich. Autorka dzięki swojemu wyjątkowemu stylowi i umiejętności operowania środkami artystycznymi, przekazuje, moim zdaniem, blask południa Europy. Aż człowiek ma ochotę ruszyć w podróż śladami Nicoletty i Leli. Warto dodać, że oprócz Włoch i Polski, w powieści poznajemy też wybrane punkty na mapie Paryża. Stolicę Francji zwiedziłam rok temu – miło było tam wrócić, mimo że tylko literacko.

„W blasku słońca” już zawsze będzie zajmowało wyjątkowe miejsce – i w moim sercu, i w mojej biblioteczce, nie tylko ze względu na rekomendację. To historia, która pachnie dobrym winem i smacznym jedzeniem. Opowieść pełna burzy i słońca. Losy dwóch wspaniałych kobiet, których drogi krzyżują się na toskańskim szlaku. To wreszcie, a może przede wszystkim – uśmiech i nadzieja. Gwarantowana radość i wzruszenia. Ta książka Was ukoi, doda otuchy, przytuli. Powieść do śmiechu, powieść do płaczu. Magdalena Kordel w najlepszym (włoskim) wydaniu. Na tę premierę (17 czerwca) naprawdę warto czekać.

„Tadeusz od spraw zwykłych” – Małgorzata Klunder (#MamaDropsaCzyta)

Read More
tadeusz od spraw zwykłych

Małgorzata Klunder, Tadeusz od spraw zwykłych, Wydawnictwo Replika 2020.
Saga: „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej”
#MamaDropsaCzyta

26 maja 2020 r. , w Dniu Matki, będzie miała miejsce premiera wznowienia książki „Tadeusz od spraw zwykłych” – czwartego tomu sagi „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej pióra Małgorzaty Klunder. Książka jest zadedykowana Ojcu Janowi Górze, którego Pisarka ceni szczególnie za umiłowanie eucharystii, za docieranie do Boga przez wspólnotę i oczywiście za Lednicę.

„Tadeusz od spraw zwykłych” – układaj go jak puzzle

Autorka w wywiadzie udzielonym mi kilka tygodni temu zdradziła coś nie coś na temat tego tomu. Jest on pomyślany na kształt puzzli składających się z siedemnastu elementów – rozdziałów, które się zazębiają, a w ich centrum stoi promieniujący jak wschód słońca ks. Tadeusz Wieczorek. Każdy rozdział jest opisem małego, maleńkiego zwyczajnego cudu, jaki się dzieje w życiu bohaterów pierwszo- i drugoplanowych. Każdy z cudów można wytłumaczyć, osobom wierzącym w świętych obcowanie nie stanowi to żadnego problemu. Ksiądz Tadeusz nie żyje, wszyscy dotkliwie odczuwają jego śmierć. Wydaje sie, że nic już nie będzie takie, jak dawniej, a już na pewno nie tak promienne i radosne. Nieprawda, nic się nie zmieniło. Bohaterowie, którzy go pokochali całym sercem i nawet ci, którzy ledwo go znali, ale zachowali w swoich sercach jego uśmiech i światło, teraz połączą sie w działaniu, układając właśnie niezwykłe puzzle z Tadeuszem od spraw zwykłych w centrum. Nadal będą kroczyć przez życie z miłością, uśmiechem i wiarą.

Powieść obfituje w liczne opisy sytuacji, na które reagujemy śmiechem aż do łez, ale są też chwile poruszające i wzruszające. Nic się przecież nie skończyło, bo wierni nadal modlili się i celebrowali nabożeństwa tak, jak żył ich proboszcz, bo on ich tego nauczył. Pokochał Szkocję jak Polskę i pragnął w niej spocząć. Probostwo po nim objął ks. Janek Niziołek, którego wszyscy cenili za relacje z ks. Tadeuszem i z ludźmi. O jakich cudach jest mowa w powieści? Jeden z bohaterów Alexander codziennie wędrował w górę i podlewał ostrokrzew, co było doskonałym sposobem, lekiem na jego frustrację. Uratował też kota Gingera, który powodowany tęsknotą, postanowił wyruszyć na poszukiwanie ulubionego „Człowieka w Białej Obroży”. Cudem były też narodziny Tadzia, zdrowego synka Eli i Davida. Ks. Tadeusz interweniował, bo miała przyjść na świat „trzecia zmiana”. przeprowadził też przez mgłę bezpiecznie ks. Jędrzeja i przyczynił sie do naprawy jego relacji z proboszczem.

Ojciec Tadeusz…

Dla swoich wiernych Tadeusz był autorytetem, kimś takim jak ojciec. „Autorytet pozostaje autorytetem nawet jak umrze” – mawiał Tadeusz. Przyczynił się do uzdrowienia Micky. Niezwykle wzruszyła mnie scena modlitwy ks. Janka na górze podczas deszczu przez całą noc aż do wschodu słońca. David też  doświadczył i uznał, że „nie ma w tym krzty choroby psychicznej, to tylko świętych obcowanie”. Z kolei Ela widziała księdza Tadeusza cztery razy – zawsze o świcie spacerował po lasku pod kapliczką. Nawet Ginger miał ulubione miejsce właśnie pod kapliczką do wylegiwania się. Ponownie dopadło mnie wzruszenie, gdy byłam świadkiem rozmowy zazdrosnego ojca Roberta z synem Jankiem. To była bardzo ważna rozmowa a właściwie wyznanie ojca i syna. Zainspirował ją rzecz jasna Tadeusz. Oj, wiele mam w sobie z Roberta i pewnych spraw nie potrafię przepracować…

Wspominałam juz, że tom poświęcony jest pamięci Ojca Jana Góry, któremu Małgorzata Klunder przekazała wydruk pierwszej wersji tejże powieści. We wznowieniu ten rozdział uległ zmianie, bo Ojca Jana już nie ma. Ale nadal żyje w sercu autorki, stale o nim myśli, rozmawia, kłóci się – jak Janek z Tadeuszem.

Bo zawsze miło wrócić na ulicę Pamiątkową!

Jestem szczęśliwa, że znowu mogłam sie znaleźć w świecie Niziołków, którzy kroczą przez życie z miłością, ufnością i wiarą, z uśmiechniętą wiarą. Przyświecają im ponadczasowe wartości: miłość, przyjaźń, wierność, lojalność, uczciwość, pasja, niesienie pomocy potrzebującym, pozytywne nastawienie do świata, wzajemna serdeczność, poczucie humoru. Ksiądz Tadeusz Wieczorek jest postacią fikcyjną, jest  uosobieniem marzeń o księdzu. Można dziś spotkać takich normalnych, zwyczajnych księży, których cechuje umiłowanie eucharystii i pojmowanie Kościoła jako wspólnoty, z którą można dotrzeć do Boga. A kroczenie przez życie z wiarą uśmiechniętą daje nam pokój w sercu, radość dziecka. Na początku zastanawiałam się, dlaczego pierwsze przeczytane rozdziały nie pasują do siebie. Ale to mi się tylko tak wydawało. W miarę czytania zrozumiałam, że jest to celowy zabieg Pisarki. A wtedy wszystko stało się jasne. Należało tych wszystkich bohaterów uwzględnić, ponieważ w ich życiu Tadeusz od spraw zwykłych odegrał niezwykłą rolę. Niebo może być dla nas żyjących też szeroko otwarte a świętych obcowanie napełnia nas radością. Pełna ciepła, optymizmu i humoru saga rodzinna o ponadczasowych wartościach To doskonała lektura na ten trudny, szczególny czas, w którym dopadają nas smutki, troska o bliskich, strach. Aż nie chce się wyjść z tego optymistycznego świata.

Wydawnictwu Replika dziękuję z całego serca za egzemplarz do recenzji.        

„Szepty drewnianych papug” – Anna Szczęsna (#MamaDropsaCzyta)

Read More
szepty drewnianych papug

Anna Szczęsna, Szepty drewnianych papug, Wydawnictwo Kobiece 2020.
#MamaDropsaCzyta

29 kwietnia 2020 r. miała miejsce premiera przepięknie wydanej dziewiątej powieści Anny Szczęsnej „Szepty drewnianych papug”, która przyciąga uwagę Czytelnika piękną, iście wiosenną okładką, opisem wydawniczym i metaforycznym tytułem. O czym szeptały Autorce drewniane, kolorowe papugi?

„Jest to książka o poszukiwaniu własnej drogi, o szukaniu szczęścia, o szukaniu miłości również, a także o tajemnicach rodzinnych, które często rzutują na nasze życie” – poleca Anna Szczęsna opowieść o Michalinie, jej mamie Mirce i babci Rysi na ten szczególny dla nas czas.

Trzy pokolenia kobiet, które żyją w sieci niedopowiedzeń i tajemnic. Czy będą potrafiły stawić czoła prawdzie, a także wybaczyć krzywdy? Moim zdaniem Pisarka stworzyła świetny portret psychologiczny głównej bohaterki Michaliny Brzozowskiej, prezentując jej trzy różne oblicza – stąd podział na trzy części zatytułowane: Michalina, Miśka i Misia.

Michalina, czyli dzieciństwo i historia toksycznego małżeństwa z Robertem

W dzieciństwie Michalina „rosła dziko, jak chciała”. Miała pod dostatkiem miłości bezwarunkowej i wolności, ale żadnych zasad i wymagań ze strony ekscentrycznych rodziców – sprzedawczyni rajstop w dzień a wieczorem wróżki, hippiski Mirki i poety Jurka. To jej rodzice byli jak dzieci a ona pełniła ich funkcje w domu. Zazdrościła relacji z rodzicami Robertowi, młodzieńczej, licealnej miłości i niedościgłemu ideałowi. Pragnęła być taką jak on i chciała tak żyć jak oni. Świadoma swoich braków dziwiła się, że Robert chce z nią być. Czym mogła mu zaimponować? Może tym, że dawała się formować jak plastelina, manipulować sobą. Obawiała sie jedynie, że postawa rodziców może pokrzyżować jej plany na przyszłość. Chciała ładu, porządku i przewidywalności. Do tego dążyła. Poczucia bezpieczeństwa i jasno określonych zasad. Swoje schronienie znalazła pod skrzydłami Roberta, nie wiedziała tylko, że nie na tym polega miłość. A po ślubie pochłonęła ich praca, zarabiali na mieszkanie. Doszło do rozdźwięku,        żyli jako zespół, ale o wszystkim decydował mąż, stopniowo osaczając żonę. Jego kariera jako informatyka była najważniejsza a ona jako pracownik biurowy nie mogła sie rozwijać. Doskwierała jej samotność, pustka, czuła , że usycha. Miała wrażenie, że jest jak mebel, wielofunkcyjne urządzenie kuchenne. Dom zamienił się w klatkę, „pełną obwarowań i uzależnienia od humoru Roberta”. Mąż okazał sie awanturnikiem, furiatem, którego się bała. Nie jest ofiarą. nie chce sie tak czuć i nie podobało się jej, jak traktował ją Robert. (…) Jej mąż okazał sie zupełnie kimś innym, niż sądziła. Sytuacja w domu odbijała sie na jakości  pracy. Jak dobrze, że mogła liczyć na wsparcie i pomoc przyjaciółki Marioli. Gdy mąż zaczął urządzać jej awantury, szantażować emocjonalnie, poniżać „jesteś nikim”, tyranizować i obsesyjnie wręcz kontrolować, zdesperowana i zdezorientowana podjęła decyzję o ucieczce od sadysty. Sięgnęła dna: była bez pracy, bez dachu nad głową i bez perspektyw.Tym samym dała sobie szansę.

Miśka. Czekała ją długa droga. Celem było odnalezienie siebie i poznanie, co lubi, kim jest, czego pragnie. Największa niewiadoma – ona sama. Bardzo chciała wierzyć, że jest cos warta, że ma na coś wpływ, że nie jest tylko odbiciem tych, z którymi przebywa.

Przed Miśką bardzo trudne zadanie – powrót do siebie. Przyszłość należała do niej, miała plan na siebie. Zatrzymała sie u babci Ryszardy, kobiety niezależnej, z którą nie miała kontaktu. Wystarczył jeden telefon. Nie chciała wracać do rodziców. Zmieniła wszystko, miała osobne mieszkanie u babci, nową pracę, zmieniła styl bycia, nawet wygląd. Z czasem pozbierała się i odzyskała siebie, polubiła siebie. Cieszyła się chwilą, zachłysnęła wolnością, jakkolwiek koszmary powracały nocą. Nadal utrzymywała kontakt z Mariolą. Zaprzyjaźniła się z częstym bywalcem biblioteki, trochę dziwnym człowiekiem – Wojtkiem Lipką. Dzięki babci naprawiła relacje z rodzicami, mogła się nimi nacieszyć. W szczerej rozmowie poznała historię babci. postanowiła doprowadzić też do naprawienia relacji mamy z babcią. Dostała od Rysi na urodziny piękne kolczyki: drewniane kolorowe papugi, które przykuwały uwagę swoją oryginalnością. Dzięki nim poznała bardzo sympatycznego czytelnika i dobroczyńcę Sławomira. Problemem nadal pozostał Robert , zdecydowała bowiem, że musi się zająć rozwodem. Jeszcze nie była gotowa, wolała więc pomagać innym, żeby zagłuszyć gonitwę złych myśli. I to jej wychodziło. Wpadł jej do głowy szalony pomysł nakręcenia filmu promującego kulturę. W szczególności chodziło o pozyskanie sponsorów, których datki polepszyłyby sytuację biblioteki, w której pokochała pracę z dziećmi. Ten film wywołał lawinę zdarzeń, które z kolei zmieniły życie bohaterki.

Misia, już nie Miśka

Nie była Miśką, która za nic miała ambicje, plany i cele, która żyła z dnia na dzień, udając, ze wszystko jest w jak najlepszym porządku, chociaż w środku była poraniona i ścierało sie w niej wiele niepasujących do siebie elementów.

Była już sobą a w jej sercu zagościł spokój. Kroczyła po prostej drodze. Zaczęła znowu od zmiany w wyglądzie na jeszcze bardziej kobiecy, elegancki ale z pazurem. Tylko drewniane papugi pasowały do każdego jej wizerunku. Postanowiła uregulować swoją sytuację z Robertem. Razem ze Sławkiem mieli świetny pomysł na pracę w jego nowej firmie. Przeżyli rodzinne Boże Narodzenie, co stało się doskonałą okazją do wyjaśnienia pewnych niedopowiedzeń, tajemnic, żalów skrywanych na dnie serca córki Mirki i matki Rysi oraz córki Misi i mamy Mirki, które narosły przez lata. Ale czy to było takie proste? Czy bohaterki wyciągnęły z tej pamiętnej Wigilii lekcję życia? Czy na kryzysie rodzinnym da się coś dobrego i trwałego zbudować w relacjach? Czego tak bardzo pragnęła teraz Misia? W tej części podczas lektury też nie zabraknie nam wielu emocji, wzruszeń, uniesień, ale też i koszmarnych chwil, pełnych strachu, lęku, bólu. Tych złych dostarczy  Robert i pewna okropna historia z przeszłości. Doświadczenia wyniesione przez bohaterki z pewnością otworzą nowy etap w życiu każdej z nich. Bo nigdy nie jest za późno na zmiany.

To niezwykle interesująca i poruszająca opowieść o trzech pokoleniach kobiet, z których każda idzie przez życie trudną drogą. Ale wyniesione doświadczenia są przyczynkiem do zmian. Nic nie dzieje się przypadkiem. Spotkanie Misi z babcią, poznanie jej historii życia, znalezienie u niej prawdziwego domu, przekonanie, że obie są tak do siebie podobne, utwierdziły ją w przekonaniu, żeby nigdy nie popełniła jej błędów. Misia pragnęła być z kimś, budować silną relację opartą na miłości, przyjaźni, zaufaniu i akceptacji. Jakże ważna jest szczera rozmowa w budowaniu relacji interpersonalnych i ich pielęgnowanie oraz  dążenie do naprawienia relacji. Ważne jest też stawić czoła prawdzie i wybaczyć, aby odzyskać radość, spokój w sercu i harmonię w życiu, żeby się wszystko ułożyło i było już tylko lepiej. Anna Szczęsna uświadamia czytelnikom, jakie wartości w życiu są istotne: miłość, przyjaźń, rodzina, wdzięczność, zainteresowania i pasje, drobne przyjemności. Z drobiazgów przecież składa sie nasze życie. Bardzo wnikliwie pisarka scharakteryzowała bohaterkę, narysowała słowami jej jakże ciekawy portret psychologiczny. Każdy bohater jest świetnie wykreowany, autentyczny z krwi i kości. Obok Michaliny bardzo przypadła mi do serca Mariola- niesamowita przyjaciółka, która pomogła wiele bohaterce oraz babcia Rysia i jej partner Bogdan. Powieść napisana jest lekkim stylem, pięknym językiem, mimo że porusza tak trudne tematy i wciąż aktualne. Ile dzisiaj jest kobiet ofiar, które nie mogą się wyrwać z toksycznej relacji z mężem psychopatą, sadystą. Narażają siebie i dzieci na krzywdę nie do naprawienia. Bariera wstydu, żeby się przełamać i opowiedzieć komuś o swoim piekle jest nie do pokonania. Jakże trudno jest wyznać komukolwiek: „Mój ojciec był alkoholikiem, z dzieciństwa pamiętam tylko awantury, kłótnie, płacz mamy i uciekanie z domu…”. Gdzieś przeczytałam wypowiedź psycholożki, że każdy nasz dzień jest konsekwencją naszego dzieciństwa, bo każdy nasz dzień wynika z poprzedniego dnia, a ten z kolei z poprzedniego. Nie możemy sie odciąć od dzieciństwa. Całe życie Anny Szczęsnej jest związane z książkami. Miśka pracuje w bibliotece, gdzie oprócz wypożyczania książek zajmuje się organizacją zajęć plastycznych dla dzieci. Z powodu niskich nakładów finansowych na biblioteki czy tez domy kultury pracownik musi się wykazać kreatywnością, oryginalnymi pomysłami, świetnym zorganizowaniem – aby zrobić coś z niczego. Miśka pracowała jak „zaklinaczka dzieci”, potrafiła je zachęcić, zainteresować i skłonić do współpracy. Pisarka pokazała prawdziwą pracę bibliotekarek – niezwykłych osób, utalentowanych, z wielkim potencjałem. Bardzo dziękuję za kolejną, niezwykle interesującą i poruszającą powieść. Gorąco zachęcam Czytelniczki do przeczytania.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Kobiecemu na egzemplarz do recenzji!

„Testament Ariany” – Francoise Bourdin (#MamaDropsaCzyta)

Read More
testament ariany

Francoise Bourdin, Testament Ariany, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam do lektury recenzji znakomitej powieści francuskiej pisarki Francoise Bourdin „Testament Ariany”. Jest to pełna emocji opowieść o skomplikowanych rodzinnych relacjach, życiowych zmianach i sile, jaką dają marzenia. To kolejna powieść idealna na ten trudny czas. Autorka zabiera nas w podróż do pięknie położonej starej posiadłości – wśród sosnowego lasu, blisko plaża, słychać szum oceanu, śpiew ptaków. Można spacerować do woli i rozkoszować sie piękną przyrodą. Rezydencja zachwyca czytelnika swoją bardzo ciekawą historią. Jej właścicielem był ojciec tytułowej bohaterki Ariany, który najpierw się wzbogacił, a następnie na skutek złego zarządzania majątkiem sprzedał ziemię a potem dom. Ariana miała wówczas osiemnaście lat. Poczuła się wykluczona i nieszczęśliwa z powodu bankructwa ojca. Przyrzekła sobie i ojcu, że po latach wróci i odkupi posiadłość i odzyska swój utracony raj. Nikt nie wierzył, że doprowadzi do realizacji wyzwania. Jak to osiągnęła? Przede wszystkim wzbogaciła się dzięki trzem małżeństwom, żyjąc przy tym bardzo oszczędnie i miała niewątpliwie talent do robienia interesów. a trwało to ponad pól wieku. (…)moja młodośc odeszła, lecz ja znowu jestem u siebie. u siebie. moja ziemia, moje ściany, moja tożsamość, kawałeczek horyzontu, który należy do mnie. W domu z czasów dzieciństwa zamieszkała samotnie, rodzina uznawała ją za starą wariatkę. Po co jej ta stara buda, koszary? Nie byli zainteresowani, jedynie bratanica Anna uznała ten dom za nadzwyczajny i często odwiedzała ciotkę Arianę. Bohaterkę poznajemy w chwili spisywania testamentu, bo jest poważnie chora i postanowiła wszystko uporządkować. Postanowiła wszystko zapisać Annie i nie dlatego, że lubiła Goliata, psa ciotki, ale za silną wolę, fantazję i niesamowitą osobowość. A tego nie posiadali ani jej brat, bratowa i ich pozostałe dzieci. Zdawała sobie sprawę z tego, że wywoła to niezadowolenie wśród reszty rodziny, bo tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze, nie ma miejsca ani na miłość, ani na szacunek. Anna była ekonomistką, żoną Paula, weterynarza, matką kilkunastoletniego syna Leo, który uczył się w renomowanej szkole i mieszkał w internacie. Żyli szczęśliwie w swoim domu i dobrze się im wiodło. Małżonkowie bardzo się kochali. Ale czy na pewno? Anna uświadomiła sobie, że wszytko było podporządkowane pracy Paula i jego wybory zawsze były na pierwszym miejscu. Jak zareagowała Anna na spadek? Z nowym zainteresowaniem, fascynacją, zachwytem, że ściśniętym sercem weszła do domu, by go obejrzeć cały. Zaskoczył ją jeden pokój, jakby czekał na przyjęcie oczekiwanego gościa – czysty i wesoły, regularnie sprzątany. on czekał na Annę! Brakowało jej tylko Goliata, ale na pewno tu z nim wróci – gdyby miała wrócić…Gdy oznajmiła wszystkim, że została jedyną spadkobierczynią Ariany – otrzymała cały majątek, dom, pieniądze na podatek od spadku – krewni byli oburzeni, bowiem liczyli na ten majątek. Mąż chciał jak najszybciej pozbyć sie kłopotliwego dziedzictwa, gdyż dom wymagał remontu, czyli dużego nakładu pieniędzy, a koszty jego utrzymania były bardzo wysokie. Paul obawiał się najbardziej, że żona zyska pewną niezależność, sprzeciwiając się jego decyzji o sprzedaży posiadłości. A przed nią otwierały się nowe horyzonty, mogła znowu marzyć. Jej dotychczasowe dobre życie było przecież pozbawione pasji, bez porywów, bez szczypty szaleństwa. On zaś uparcie stał przy swoim zdaniu, rzucając definitywnie: „Beze mnie”. Nawet nie próbował jej zrozumieć. Leo z kolei był zachwycony, bo w lesie słychać szum oceanu. Teraz mógł robić, co chce, eksplorować sosnowy las, przetrząsać zakamarki domu i bawić sie z Goliatem, bo uwielbiał psy. Przed Anną bardzo trudna decyzja – przyjąć spadek, którego wszyscy jej zazdroszczą, czy sprzedać posiadłość i ratować swoje małżeństwo. Pośmiertny prezent Ariany paradoksalnie wystawił ich związek na próbę, ale tak naprawdę dom był tylko pretekstem, problem musiał dojrzewać w ukryciu, nim jeszcze Anna go sobie uświadomiła. Sądziła, że dobrze rozumieją sie z Paulem i dzielą ze sobą wszystko, a jednak okazało się, że nie potrafią poradzić sobie z nieoczekiwaną zmianą. Nie stali już ramię w ramię, stali twarzą w twarz. Aż tu nagle pojawił sie niespodziewanie brat Jerome. Jakie perspektywy przed nią roztoczył? Jaki pomysł podsunął siostrze? Czy Anna zaufa bratu? Jaką ostatecznie podejmie decyzję?

Testament Ariany pomógł Annie przyjrzeć się swojej rodzinie, poznać bliżej skomplikowane relacje rodzinne. Była tak mało do nich podobna. A uświadomiły to Annie dzienniki ciotki, które przez przypadek znalazła. To historia życia Ariany, jej małżeństw, podróży, marzeń, pragnień, ich realizacji, relacje z drogi do upragnionego domu dzieciństwa, ktora nie byla łatwa. Wywołały całą feerię emocji i uczuć oraz marzeń i pragnień. Otworzyły przed nią drzwi do wolności. Jedynie w domu ciotki czuła się spokojnie. Czy Ariana spodziewała się tego? Polana była skąpana w słońcu, a ściśnięte wokół niej sosny tworzyły cienisty krąg poprzecinany światłem. Wspaniały krajobraz, z którym czuła sie już związana. Gdziekolwiek się znajdowała, nie było widać ogradzającej posiadłość siatki, jej mały las tonął w leśnym bezkresie. Zobaczyła wypadającego na drogę Goliata, z pewnością wracającego z jednego ze swoich spacerów. Obecność i milczące uczucie psa działało na nią uspokajająco; bez wątpienia Goliat przyczyniał się do jej dobrego samopoczucia w domu, tak jak robił do dla Ariany. Ten dom nie był dla niej przypadkowym miejscem. To był dar od losu.

„To pięknie napisana książka o odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi” – napisała na okładce swoją rekomendację Joanna Szarańska,  jedna z moich ulubionych Pisarek. Zgadzam sie z tą opinią. Czytało się świetnie. To niezwykła opowieść o życiu, marzeniach, pragnieniach, obsesji, determinacji i sile, która jest tak bardzo potrzebna do realizacji marzeń, osiągnięcia celu. Ekscentrycznej i zwariowanej Arianie to się udało, mimo że zajęło jej prawie całe życie. Zmagania Anny z mężem i rodziną otwierają jej oczy na ich prawdziwe i jakże skomplikowane relacje. Co ma zrobić ze swoimi marzeniami i pragnieniami? „Dobra, poddaję się – westchnęła”. Co znaczą te słowa? Tego dowiecie sie, sięgając po niezwykłą książkę. Ja ją wręcz pochłonęłam, zapominając o trudnej sytuacji wokół mnie. Tak łatwo mogłam przenieść sie do Francji, podróżować z Arianą i być obok Anny, przeżywać razem z nią tyle różnych emocji i uczuć oraz odkrywać rodzinne sekrety i tajemnice. Pisarka stworzyła ciekawą galerię autentycznych postaci, które budzą w nas różnorodne emocje. Cieszę się, że ciąg dalszy tej pięknej opowieści nastąpi.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Dragon za egzemplarz recenzencki.

„Pensjonat na wrzosowisku” – Anna Łajkowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
pensjonat na wrzosowisku

Anna Łajkowska, Pensjonat na wrzosowisku, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam Was do lektury recenzji powieści „Pensjonat na wrzosowisku” Anny Łajkowskiej – gdańszczanki, autorki kilku powieści obyczajowych, polonistki, żony, matki. W marcu ukazało się wznowienie powieści, która swoją premierę miała w 2012 r. To moje drugie spotkanie z twórczością Autorki, urzekły mnie przeczytane w okresie Bożego Narodzenia „Szepty gwiazd”, dlatego też chętnie sięgnęłam po tę powieść. W jednym z wywiadów przeczytałam, że pomysł napisania tej powieści i jej kontynuacji, zainspirowanej „krainą sióstr Bronte”, zrodził się podczas pobytu Pisarki z rodziną w Wielkiej Brytanii. Został zaczerpnięty „z energii, która emanowała w tych miejscach: ze wzgórz, wiatru, słońca i z całej atmosfery wrzosowisk”. Stąd tak szczegółowe, pięknie namalowane słowami, zachwycające opisy miejsc, w których rozgrywa się akcja książki.

Wyszliśmy na zewnątrz, na pola, na „wichrowe wzgórza”, które rozciągały sie tuż za ostatnimi zabudowaniami. I już wiedziałam, dlaczego ich życie było wyjątkowe. bo mieszkali tutaj. Budzisz się rano, bierzesz psa, idziesz z nim na spacer, wychodzisz poza ostatnie zabudowania i raptem, jak na filmie, kamera oddala sie od ciebie i pokazuje, jaki niezwykły krajobraz otacza cię ze wszystkich stron. Dookoła góry i doliny. jedno wzgórze przechodzi w drugie i ciągną się tak daleko, jak tylko możesz sięgnąć wzrokiem. Wszędzie zielona trawa, a na samych tylko szczytach wrzosy. Wyobrażałam sobie, jak fioletowe muszą być latem. a sto lat temu bieliły się tu jeszcze stada owiec.

Bohaterką powieści jest Basia, która z kochającym mężem Markiem i trójką dzieci zamieszkała w Anglii. Miała swoją firmę organizującą śluby i wesela. To był jej konik i zawód. Po urodzeniu synka zajęła się jego wychowaniem. Pozostały jej do oglądania jedynie katalogi i czasopisma ślubne, żeby być na bieżąco. Bardzo jej brakowało pracy, nie czuła się ani szczęśliwa, ani spełniona. Miała dość fochów, kłótni dorastających córek. Mąż całe dnie był zaabsorbowany pracą. Do życia Basi wkradła się pustka, nudna codzienność, niezadowolenie, żal. Aż tu nagle pod wpływem impulsu postanowiła wyjechać z trzyletnim Marcinem na wakacje w przeciwnym kierunku niż reszta rodziny. Zawsze marzyła o Szkocji, o „Krainie Bronte”. Zdziwiłam się, że mąż to zaakceptował i nawet zaoferował swoją pomoc w sprawach organizacyjnych. Sam natomiast z dorastającymi córkami wyjechał na południe Francji. Basia po podróży pełnej emocji dojechała do malowniczego pensjonatu pośród wrzosowisk, który prowadziła Charoll. Pobyt miał być doskonałą okazją do odpoczynku, do przemyśleń, do refleksji nad sobą, do wytyczenia jakiegoś planu na życie. Może pojawią się jakieś marzenia, których spełnienie nada życiu sens? Basia zabrała ze sobą karton z tajemniczą zawartością, który trzymała od męża zmarłej na raka kuzynki. Jola powierzyła jej największy sekret swojego życia i pewną misję do spełnienia. Jakież tajemnice skrywał stary notes Joli? Czy Basia wypełni wolę zmarłej? Jakie niespodzianki przygotuje dla bohaterki los? Na samym początku pobytu Basia uległa wypadkowi, ratując synka przed zębiskami groźnego psa. Znalazła sie w szpitalu a Marcinem zaopiekowała się Charoll. Pomoc okazał też sąsiad James i Stara Janet. Basia poznała jej historię. Kobiety bardzo dużo ze sobą rozmawiały, stały się sobie bliskie, udzielając wzajemnie wsparcia i rad. Obserwując życie Charoll, sąsiadów i poznając  żyjącą na odludziu niezwykłą Hannę, Basia wyciągnęła z tego wnioski dla siebie. W szpitalu miała dużo czasu na refleksje o swoim życiu rodzinnym. Przyjazd męża z córkami sprawił jej radość. Szybko odnaleźli sie w wirze codziennych wydarzeń. Szczególnie mąż był zdziwiony , że Basia tak szybko przylgnęła do Charoll jak do starszej siostry. Włączył się z córkami do pomocy w pensjonacie. Razem też pojechali do „Krainy Bronte”, gdzie Basia ze łzami w oczach oglądała eksponaty i chłonęła wszystko jak zaczarowana. Za zabudowaniami rozciągały się pola, wichrowe wzgórza, dookoła góry a na szczytach wrzosy i doliny, z zieloną trawą. Była tak zauroczona miasteczkiem, że zrodziło się w niej marzenie , by w nim zamieszkać i kupić dom z restauracją lub kawiarnią. To byłaby dobra inwestycja. Dlaczego to pragnienie przestraszyło Basię? Z jaką reakcją męża się spotkała? A może sytuację uratuje Studnia Życzeń w grocie Mateczki Shipton? „Kto włoży rękę do wody i wypowie w myślach życzenie, temu sie ono spełni w ciągu roku” – tablica informacyjna bardzo poważnie mówiła o spełniających się w ciągu roku życzeniach. Czego sobie życzyła Basia? Dodam tylko, że zakończenie powieści bardzo mnie zaskoczyło. Czekam więc niecierpliwie na jej kolejną część.  

Historia Basi skłoniła mnie do refleksji na temat rodziny, wzajemnych relacji i wyznawanych wartości, zasad. Nie lada sztuką jest czasem uporać się ze wszystkimi obowiązkami związanymi z pracą, domem, rozwojem własnym, marzeniami, pragnieniami. Gdy dzieci są małe, większość obowiązków spada jednak na mamę. Brakuje czasu na realizację marzeń, na pielęgnowanie miłości małżeńskiej, wieczorne rozmowy, na chwilę dla siebie. Uświadomiłam sobie, że przez ten czas patrzyłam na mojego męża przez pryzmat dzieci. Gdy miałam chwilę dla siebie, to zasypiałam nad poprawianiem wypracowań klasowych, nad lekturą czy ulubioną książką. Myślę, że większości matek towarzyszy troska, nadmierna uwaga skupiona na dzieciach, często inni obserwatorzy zarzucają nam nadopiekuńczość. A ja tylko chciałam być kochająca matką, mieć dookoła ład i porządek, czasem aż do przesady. To ciągłe zamartwianie sie o innych przyprawiało o zmęczenie, przewrażliwienie, skłonność do kłótni, strzelanie focha. U nas doszła jeszcze walka z niepełnosprawnością dziecka. Dlaczego o tym piszę? W pewnym sensie rozumiem Basię – jej żale, pretensje, egoistyczne pobudki, „kwestię niedostosowania się do sytuacji”. Ale ona chyba tak do końca to nie wiedziała, czego najbardziej chce. Problemy, o których jest mowa w powieści, poznajemy z perspektywy żony i męża. Marek mnie denerwował, że nie wczuwał sie w sytuację żony, nie rozumiał jej, że ona ma prawo do marzeń, pragnień. Skupiony był bardziej na sobie. Zresztą ona i tak mu ustępowała. Lepiej sobie radził z nastolatkami, był bardziej konsekwentny, stawiał granice w przeciwieństwie do Basi. Pisarka uświadomiła nam, że najważniejsza jest rodzina, więzi rodzinne, miłość, przyjaźń, uczciwość, wierność. Warto marzyć, gdyż marzenia nas uskrzydlają, dodają blasku naszym dniom. Urzekły mnie w powieści cudne opisy krajobrazu. Razem z bohaterami zwiedzałam i chłonęłam Szkocję. Zachwycił mnie pensjonat – niezwykle klimatyczne miejsce i wspaniała Charoll – prawdziwa przyjaciółka. Powieść szybko się czyta, jest napisana lekkim piórem. Akcję ożywia wątek Joli, jej pamiętnik i tajemnicza przesyłka.

Polecam książkę na ten trudny czas, bo dzięki niej możemy odbyć cudowną podróż do Szkocji.

Wydawnictwu Dragon bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji.     

„Awaria uczuć” – Joanna Kruszewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
awaria uczuć

Joanna Kruszewska, Awaria uczuć, Wydawnictwo Replika
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam serdecznie do lektury przedpremierowej recenzji wznowionej powieści Joanny Kruszewskiej „Awaria uczuć” (po raz pierwszy została wydana w 2010 r.). To idealna książka na ten szczególny czas, kiedy szukamy odskoczni od rzeczywistości i marzymy o wakacjach. Autorka zaprasza nas do Warszawy i na Podlasie, gdzie w pensjonacie możemy spróbować produktów regionalnych.

Jeśli pragniesz: lektury ciepłej i optymistycznej, ale bez cukierkowej słodyczy; historii, która mogłaby przydarzyć sie każdej z nas, opowieści o szukaniu własnego szczęścia, które często mamy przed oczyma, ale nie zawsze je dostrzegamy – to jest to książka dla Ciebie.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i z pewnością nieostatnie. Aby bliżej ją poznać, przeczytałam świetny wywiad z 2014 r. Pisarka zapytana, czym jest dla niej szczęście, podjęła się próby zdefiniowania, jakkolwiek nie podlega ono ścisłej definicji. Może być chwilą, spojrzeniem i pierwszym uśmiechem jej córki, chwilą refleksji, docenieniem tego, co się posiada i przed czym los łaskawie ochronił. Joanna Kruszewska podała oryginalny wzór, przepis na uszycie szczęścia: „[…] potrzebne są grube nici cierpliwości, bela kompromisu, no i skrawki codzienności, w których powinno sie znaleźć zrozumienie, dystans do siebie i otoczenia, a przede wszystkim radość z życia”. Mimo że szczęście jest ulotne, „[…] bo nici bardzo często się przerywają w zupełnie nieoczekiwanych momentach, a chwilami po prostu brakuje materiału, nie poprzestaje w wysiłkach krawieckich, bo…warto”. Czy bohaterowie powieści znajdą własne szczęście według wzoru Autorki?

Bohaterką powieści jest Matylda Bięcka, ekonomistka, osoba przewidywalna, twardo stąpająca po ziemi, optymistka, żyjąca według planu, zawsze ma w zanadrzu plan awaryjny, aby nic „nie  sprowadziło jej z jasno wytyczonego kierunku jazdy. Zakręty, omijanie, owszem, ale żadne znaki stopu czy zakazu na życiowej drodze nie wchodziły w gr”ę. Dzięki wytrwałości, uporowi osła, mrówczej pracowitości i niezliczonej liczbie kursów udało się jej wdrapać coraz wyżej po szczeblach kariery w dużej firmie. Praca była bowiem w jej życiu najważniejsza. W życiu osobistym była od trzech lat w nieformalnym związku z Pawłem, którego cechował taki sam stosunek do pracy, zasady, dogadywali się też w kwestii przyszłości, czyli zalegalizowania ich związku, co  zależało od zgromadzenia odpowiednich funduszy. Wciąż odkładali też decyzję o zamieszkaniu razem. Matylda miała oparcie wśród koleżanek, ale starała się utrzymywać z nimi na gruncie zawodowym raczej chłodne relacje i sprytnie sie odgradzała niewidzialnym murem. Bohaterów poznajemy w chwili, gdy Paweł musi wyjechać na rok do Berlina, w pracy Matyldy zwolniło się akurat stanowisko dyrektora administracyjnego – szansa awansu dla niej, „jednej z najbardziej twórczych jednostek w firmie”, na Podlasiu trwają przygotowania do  jubileuszu pięćdziesięciolecia szkoły, wielkiego zjazdu koleżanek i kolegów z klasy licealnej – okazja do spotkania po piętnastu latach. A wśród nich był przystojny Patryk Kuźmowski, dawna miłość. To również okazja do odwiedzenia zapracowanych rodziców (prowadzili pensjonat) i młodszej siostry, która właśnie została studentką ekonomii w Warszawie. Czy życie Matyldy nie toczyło sie zbyt idealnie? Niestety, pewnego dnia wszytko stanęło na głowie: zamiast awansu dostała wypowiedzenie, Pawła nie było, wprowadziła się do niej siostra Karolina, a rzekome koleżanki i przyjaciółka Weronika stały się jej wrogami i na dodatek dolegliwości żołądkowe nie były grypą. I jeszcze doszło do awarii uczuć! A na to bezradna bohaterka nie była absolutnie przygotowana. Nie miała żadnego planu awaryjnego. Jak Matylda poradzi sobie z przeciwnościami losu, które nagle, niespodziewanie stanęły na jej drodze do szczęścia? Co tak naprawdę doprowadziło bohaterkę do tak poważnej w skutkach awarii?

Awaria uczuć – refleksje o tym, co najważniejsze

Opowieść o życiu Matyldy to doskonała okazja dla Pisarki do uświadomienia czytelnikom, co w życiu jest najważniejsze: człowiek, relacje międzyludzkie, o które trzeba dbać, podtrzymywać, pielęgnować, emocje, uczucia, wartości jak przyjaźń, miłość. W świecie przedstawionym, do którego łatwo przeniknęłam, pojawiła się cała galeria prawdziwych postaci, takich z krwi i kości, które mają zarówno zalety, jak i wady. Budzą w nas różnorodne emocje. To one otworzą zbyt krótkowzrocznej w sensie dosłownym i przenośnym, a czasem ślepej Matyldzie oczy na drugiego człowieka i sferę emocjonalną życia, na postrzeganie sercem.  W każdej sytuacji mogła liczyć na pomoc, zrozumienie, wsparcie ze strony rodziców, a zwłaszcza fajne relacje łączyły ją z mamą, która  nieraz w rozmowie udzielała jej rad, wytykała błędy, uświadamiała, co w życiu jest naprawdę ważne. Jakkolwiek nie zawsze docierało to do córki karierowiczki. mimo wszystko podziwiali córkę, ze do wszystkiego doszła sama, ciężką pracą i wyrzeczeniami. Na uwagę zasługują też relacje z Magdą, koleżanką szkolną. Z czasem narodziła sie między nimi przyjaźń, Magda potrafiła przemówić jej do rozsądku a nawet rąbnąć słowami, by sprowadzić Matyldę na ziemię. Jak już wspomniałam koleżanki z pracy i rzekoma przyjaciółka Weronika w chwili ”nieszczęścia” okazały się dwulicowe, fałszywe, zakompleksione, zawistne i zazdrosne. Matylda długo tego nie widziała. Zawzięta, złośliwa Weronika wkurzała mnie potwornie, należała się jej lekcja od życia. Ale czy Matylda była do tego zdolna? Czy ktoś ją w tym wyręczył? Z całej plejady postaci najbardziej polubiłam mamę bohaterki panią Zofię, która miała w sobie ogromne pokłady ciepła, serdeczności, miłości. Polubiłam też Magdę i panią Basię, wspaniałą i pełną energii kobietę, której bohaterka wiele zawdzięcza. Ale najwięcej Matylda zawdzięczała pewnej istocie, „dla której jest gotowa zrobić wszystko, nie wyłączając zmiany wyznawanych do tej pory niezłomnych zasad”. Nie, nie wymienię jej imienia. Na koniec wspomnę jeszcze kilka słów o wątku miłosnym z udziałem dwóch bohaterów – Pawła i Patryka, dawnej miłości, bardzo przystojnego mężczyzny. Jak dobrze, że obaj w pewnym momencie pojawili się w domu Matyldy, bo pomogli jej spojrzeć sercem, zastanowić się i dokonać wyboru także sercem. Nareszcie! Moim zdaniem to był trafny wybór. Ileż zabawnych sytuacji wynikło z tego, że w tym samym czasie pojawili się w życiu bohaterki. Wzruszyła mnie do łez terapia mailowa Matyldy i jednego z nich. Najważniejsze, że po wielu zawirowaniach, perypetiach życiowych nasza bohaterka polubiła ludzi, których przedtem nie widziała. Naprawdę serce się jej otworzyło. Dużo humoru i emocji wnoszą do powieści relacje dwóch sióstr – Matyldy, starszej i Karoliny, dużo młodszej. Karolina wymyśliła niezły sposób na uszczęśliwienie siostry. Ale o tym przeczytacie w powieści.

Książkę Awaria uczuć czyta się lekko, przyjemnie, można płakać ze wzruszenia i śmiać się do łez, złościć się, wkurzać, snuć refleksje i wyciągać lekcje. Oj dzieje się dużo w świecie przedstawionym, perypetie, nagłe zwroty akcji, zawirowania – jak w życiu.

Zachęcam Was zatem do przeczytania tej ciepłej historii, która mogłaby sie przydarzyć każdej z nas, opowieści o szukaniu własnego szczęścia, które często mamy przed oczyma, ale nie zawsze je dostrzegamy.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Replika za egzemplarze do recenzji. 

„Sztuka sięgania gwiazd” – Chiara Parenti (refleksje)

Read More
sztuka sięgania gwiazd

Chiara Parenti, Sztuka sięgania gwiazd, Wydawnictwo Znak 2020.

Dziewczyna, która niczego się nie bała, została zabita przez Terror. Ja natomiast, sterroryzowana życiowym strachem, wciąż tu jestem.

To nie będzie typowa recenzja. To w ogóle nie będzie recenzja. Nie jestem bowiem w stanie spojrzeć krytycznym okiem na tę książkę, wyliczyć nie tylko zalety. „Sztuka sięgania gwiazd”, która kilka tygodni temu ukazała się na polskim rynku nakładem Wydawnictwa Znak, zbyt wiele dla mnie znaczy. Zbyt wiele zamkniętych furtek w moim sercu, w mojej głowie, otworzyła. Bawiła i wzruszała. Czytając, na przemian śmiałam się i płakałam. I jednocześnie zastanawiałam się nad sobą. Ta książka, może to zabrzmi patetycznie, ale coś we mnie zmieniła. Otworzyła mnie na moje własne marzenia i pragnienia.

Dlatego nie rozsiadaj się wygodnie w swoim bezpiecznym kąciku, weź życie we własne ręce. Wstań i biegnij po to, czego pragniesz, porzucając strach. Żyj, dopóki jesteś żywa! I świeć, Sole, świeć najjaśniej, jak możesz!

Zanim przejdę do refleksji po lekturze tej powieści – poradnika, pozwólcie, że przybliżę Wam krótko fabułę:

Potrzebujesz jednej małej chwili bez strachu. To wtedy robi się najbardziej niesamowite rzeczy. Rozpaczliwy haust powietrza, Sole traci grunt pod nogami i… leci. Skok ze spadochronem to pierwsza pozycja na jej liście.
Delikatna i wrażliwsza od innych Sole unika w życiu wszelkich niebezpieczeństw. Tak bardzo boi się lecieć samolotem, że nie przyjmuje zaproszenia do Paryża od swojej jedynej przyjaciółki Stelli. Nagle przychodzi cios. Stella ginie w dramatycznych okolicznościach, a Sole ze łzami w oczach czyta jej ostatni list:
„Musisz wybiec życiu naprzeciw! Zdziwisz się, co jesteś w stanie zrobić! Żyj, dopóki jesteś żywa!”.
Postanawia zrobić listę stu rzeczy, których najbardziej się boi, ale których od zawsze pragnie. Czuje, że musi spróbować żyć tak jak Stella – z uśmiechem na ustach i otwartym sercem.
Czy Sole będzie umiała żyć pełną piersią? I czy odważy się na miłość, której boi się bardziej niż skoku na bungee?

Narracja w powieści prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Dzięki temu chyba jeszcze bardziej wczułam się w historie Sole, głównej bohaterki. W dodatku widziałam w niej… siebie.

Bo są dwie główne rzeczy, które przeszkadzają w nabywaniu doświadczenia: nieśmiałość, która jakby przyćmiewa umysł, i strach, który malując możliwe niebezpieczeństwa, odradza od brania się do czegoś.

Na strach Sole, jej problemy z odwagą, akceptacją, wiarą we własne siły miało wpływ wychowanie i tragiczna przeszłość matki. Co przez lata budowało mój strach? Charakter, problemy zdrowotne? Pewnie wszystko po trochu. Rodzice (czemu absolutnie się nie dziwię!) bali i wciąż boją się o mnie chyba trochę inaczej niż o mojego starszego brata. Choć wydawać by się mogło, że nigdy nie patrzyli na mnie przez pryzmat niepełnosprawności, na pewno tak patrzyli. Nie dziwię się. Nigdy nie chciałabym przeżyć tego, co oni, kiedy się urodziłam, walczyłam o życie, a potem o pierwsze kroki. Zmierzam do tego, że ich strach – jak najbardziej uzasadniony – udzielił się mi w sposób kompletnie niewłaściwy. Bałam, wciąż się boję zmian, samotności, opinii innych. Wolę chować głowę w piasek, coś przemilczeć, niż powiedzieć, że się nie zgadzam. Zacisnąć zęby i robić coś, co wcale nie jest moje. Skupiam się na opinii, marzeniach innych, nie na własnych. Ta książka uświadomiła mi, że nie potrafię być gadułą wtedy, kiedy trzeba. Nie potrafię wyrazić własnego zdania, kiedy pytam o nie sama siebie. Upycham po kieszeniach własne pragnienia, realizując cudze. Boję się powiedzieć to, co czuję, w strachu przed reakcją danej osoby. Niby jestem uśmiechnięta, rozgadana, hej do przodu!, a czasem zdarza mi się hobbystycznie gryźć poduszkę.

Może to banalne, ale „Sztuka sięgania gwiazd” uświadomiła mi, że nie wolno bać się… strachu. Lęk przed zmianą, przed czymś nowym jest zupełnie naturalny. Sztuką jest pójść dalej, wyprzedzić go o krok i – zgodnie z tytułem – sięgnąć gwiazd.

A więc odważnym oznacza żyć z sercem.

Nauczyłam się, że nigdy nie ma właściwego momentu. Jeśli będziemy czekać, aż poczujemy się gotowi, to w końcu będziemy czekać zbyt długo, nawet całe życie i nigdy nie dotrzemy na drugi brzeg, do naszych pragnień.

„Przeczytaj, zrób własną listę i zacznij żyć odważnie każdego dnia!” – radzi Wydawnictwo Znak. Listy nie zrobiłam, przynajmniej na papierze. Ale zrobiłam pierwszy krok do spełnienia marzenia. Od najmłodszych lat wyobrażam sobie, jakby to było wydać książkę. Najpierw oczywiście ją napisać, a potem zachęcić do czytania innych. To długa i trudna droga, ale… wszystko zaczyna się od pierwszego kroku. Nie czekając dalej na właściwy moment, postanowiłam podzielić się swoją twórczością i kilka stron zapisanych w edytorze tekstu wrzuciłam do sieci: https://www.wattpad.com/myworks/223118761-kartki-zapisane-nad-morzem . Co z tego wyjdzie? Nie wiem. Wierzę, że fakt, że podzieliłam się tym tekstem z szerszym gronem, będzie mnie mobilizował i dokończę to, co zaczęłam. Jeżeli choć jedna osoba uśmiechnie się, wzruszy, rozbawi czytając moje teksty, będę szczęśliwa.

Uprzedzając pytania – nie, charakter bloga się nie zmienił. DropsKsiazkowy.pl nadal będzie stroną o literaturze, z elementami teatru i telewizji. Pozwoliłam sobie na inny tekst, na bardzo osobisty tekst, nie po to, żeby się wyżalić. Nie po to, że pokazać – och, patrzcie, zmieniłam swoje życie. Nie jestem już Drops. Jestem Dropsą, który będzie podbijał świat – patrzcie na mnie. Nie, nie to miałam na celu. Co zatem autorka miała na myśli? Ano to, że „zwykła recenzja” – analiza bohaterek, stylu, narracji, nie oddałaby tej całej gamy emocji, która wręcz mną telepnęła podczas lektury. Zwykłe: „gorąco polecam” czy „musicie to przeczytać” to za mało w tym przypadku. „Sztuka sięgania gwiazd” to książka, obok której chyba ciężko przejść bez żadnych refleksji, rachunku sumienia. To książka, która zmienia, a właściwie zachęca do tej zmiany, bo literki na papierze same nic nie mogą. Dopiero w połączeniu z sercem, wylaną łzą potrafią działać cuda… Wiecie, tak obserwuję Was czasem – drogie Czytelniczki mojego bloga – i mam wrażenie, że przynajmniej kilka z Was znajdzie wiele cech Sole. Czytając kolejne rozdziały, krzyknie w duchu (albo na głos): „To przecież o mnie!”. Mam nadzieję, że ta moja garść refleksji skłoni Was do sięgnięcia po ten tytuł. Może po lekturze stworzycie własną listę, przynajmniej w głowie? Zaczniecie choć ociupinkę bardziej wierzyć w siebie, we własne siły? Życzę Wam tego. Życzę i Wam, i sobie odwagi bo sztuka sięgania gwiazd jest dla każdego. To od nas zależy, czy staniemy na palcach, czy będziemy czekać, aż drabina sama się zmaterializuje.

„Kiedyś ci wybaczę” – Ewa Bauer (#MamaDropsaCzyta)

Read More
kiedyś ci wybaczę

Ewa Bauer, Kiedyś Ci wybaczę, Wydawnictwo Replika 2020.
Saga: „Tułacze życie”
#MamaDropsaCzyta

Siła jest w jedności. Nie chowajcie do siebie urazy, bo stracicie wiele pięknych chwil, których nie da się kupić za żadne pieniądze.
Ubi est confessio, ibi est remissio.
(Gdzie jest przyznanie, tam jest przebaczenie.)

„Kiedyś Ci wybaczę” to drugi tom sagi Ewy Bauer „Tułacze życie”– niezwykłej historii, która uświadamia Czytelnikowi, jak ważna jest  rodzina oraz stanie na straży jej jedności i zgody. Akcja powieści rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX wieku w Królestwie Galicji i Lodomerii. Poznajemy losy rodziny Michaela Neubinera, średniego syna Josepha i Anny Marii. Pragnął zamieszkać w mieście, by terminować w cechu piekarzy i cukierników. We Lwowie u pryncypała przeszedł prawdziwą szkołę życia, która  zahartowała jego charakter i ciało. Przyjaźń syna kolonistów z Kubą, wychowanym w duchu wartości patriotycznych, marzeń o niepodległości była inspiracją do postawienia sobie pytania o tożsamość narodową: „Kim jestem? Kim się czuję? Polakiem czy Niemcem? Czy jestem gotów, by walczyć o Polskę?”. Te pytania będą się przewijały przez całą powieść.

Michael ożenił się z Donatą, córką znanego potentata i osiadł w Kołomyi. Teść patriota nie raz będzie przypierał zięcia do muru w kwestii tożsamości narodowej. Czy rozgrywające się wydarzenia polityczne mu pomogą? Ogrom spraw zawodowych i rodzinnych sprawił, że Michael zatracił kontakt z ojcem i braćmi. A przecież nie tak go ojciec wychowywał. Dlaczego ważniejsza była dla niego pomoc przyjacielowi Kubie? Jaka tajemnica ich podzieliła? W co się uwikłał Michael? Mimo że wiódł szczęśliwe życie jako mąż i ojciec ślicznej córeczki, coś go dręczyło i nie dawało spokoju. […] wydawało mu sie, że wszystko, co złe, już za nim, a jednak wspomnienia wracały. Zbyt wiele spraw załatwił nie tak, jak powinien, zbyt wiele było tajemnic. Tylko Bóg wiedział, czy postąpił słusznie, czy nie, bo ci, których to dotyczy, nie znali prawdy, więc nie mieli do niego żalu. Jednak to nie rozwiązywało jego problemów; czasem jego sumienie niespodziewanie, jak teraz, krzyczało na cały głos.  I ten napis w kościele: ubi est confessio, ibi est remissio! Widziała to też żona, ale ufała mu, bo przysięgała posłuszeństwo… Życie rodziny Neubinerów nie mogło się toczyć sielsko, ponieważ znaleziona podczas przeprowadzki przeklęta moneta doprowadziła do zmącenia spokoju, nawet do zerwania więzi między braćmi i kolejnego pasma nieszczęść, dramatów i tragedii. Poruszyło mnie bardzo przygotowywanie sie Michaela do śmierci, jego spowiedź życia, rozliczenie sie z przeszłością, opowiedzenie na łożu śmierci historii swego życia pełnego tajemnic i niedopowiedzeń. Ogromnie mnie zaskoczyło zakończenie powieści, takiego nie przewidziałam nawet we snach. 

W tym miejscu należy zaznaczyć, że Ewa Bauer barwnie i plastycznie opisała codzienne życie rodzin w powieści. Z ogromną ciekawością poznawałam opisy zwyczajów, obyczajów, obrzędów a nawet i zabobonów. Lektura powieści przypadła w okresie Wielkanocy, więc poznałam też zwyczaje świąteczne Galicji związane z Wielkim Czwartkiem (kąpiel dziewcząt o zmroku w rzece), Wielkim Piątkiem (kult zmarłych, dzielenie sie wielkanocną babą, adoracja krzyża), Wielką Sobotą (przygotowanie święconki), Wielką Niedzielą (msza rezurekcyjna, śniadanie wielkanocne, chodzenie z gaikiem), Poniedziałkiem Wielkanocnym (polewanie wodą). Michaelowi udało się po latach nawiązać kontakt z bratem Augustinem i stało się tradycją dla obu rodzin wspólne spędzanie świąt wielkanocnych. Ciekawe są też zwyczaje związane z zamążpójściem i wiele innych, zgodnie z tradycją,  przestrzeganych na co dzień i od święta.

Bohaterowie sagi a zwyczaje i podążanie za postępem

Michael wyznawał zasadę, że trzeba iść z duchem postępu i tylko dzięki unowocześnieniu można osiągnąć sukces. Posyłał swe dzieci do szkoły. Po objęciu piekarni teścia, która słynęła z wypieku wspaniałego chleba pozostał przy tradycyjnej recepturze, robiąc eksperymenty ze wzbogaceniem ciasta w różne zioła, dodanie prasowanych drożdży. Zainwestował też w unowocześnienie piekarni. Bohaterowie męscy posiedli wiedzę z zakresu hodowli pszczół, prowadzenia pasieki, wyrobu i sprzedaży przetwórni cukru z buraków, uprawy roli, hodowli zwierząt domowych czy też i garbastwa. Poznajemy też  fascynację huculską kulturą a także życiem Ormian, w których środowisko wszedł dzięki żonie. Kobiety zaś zajmowały się domem, wychowaniem dzieci, przygotowaniem córek do obowiązków gospodyni, matki, przygotowywanie posagu- szycie, wyszywanie, haftowanie. rodzice wpajali dzieciom ważne wartości: rodzina, miłość, przyjaźń, relacje międzyludzkie, empatia, niesienie pomocy potrzebującemu, szacunek wobec starszych. Wzruszyła mnie do łez tak pięknie opisana relacja wnuczki z dziadkiem, starym i nieco ekscentrycznym człowiekiem.

„Kiedyś Ci wybaczę” – wielopokoleniowa historia warta uwagi

„Kiedyś Ci wybaczę” to niezwykle wzruszająca i poruszająca historia wielopokoleniowej rodziny. Uczy Czytelnika szacunku do matki i więzów rodzinnych. Jest utkana tajemnicą, a znaleziona w poprzednim tomie moneta nie przestaje dręczyć postaci i niszczyć ich losów. Narodziny przeplatają się ze śmiercią, radości ze smutkami, a błahe problemy dotykają wyjątkowych ludzi. Nie potrafiłam oderwać się od tej lektury. Ewa Bauer gwarantuje bowiem nie tylko wspaniałą podróż w głąb serc bohaterów, ale przybliża nam ich codzienne życie, na co zwróciłam uwagę wcześniej. Nie mogę się doczekać lektury kolejnego tomu. Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika, którego kolejne sagi podbijają moje serce złaknione historii wziętych z życia.

„Za nasze winy” – Ewa Bauer (#MamaDropsaCzyta)

Read More
za nasze winy

Ewa Bauer, Za nasze winy, Wydawnictwo Replika 2019.
Saga: „Tułacze życie”
#MamaDropsaCzyta

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Ewy Bauer – prawniczki, pasjonatki  psychologii,  autorki kilku dramatów psychologicznych. Skąd zatem wziął się pomysł na sagę historyczną? Autorka wyjaśniła, że zrodził się z dziesięcioletnich badań genealogii jej rodziny, która pochodziła ze Lwowa i okolic, a przybyła tam prawdopodobnie z Sudetów. Szukając jej śladów, została wciągnięta w ten świat i w wyobraźni Ewy Bauer przesuwały sie gotowe obrazy z życia ludzi, których losy spisała jako rodziny Neubinerów. Autorka starała się wiernie oddać tło historyczno-obyczajowe tamtych czasów. Nie było to łatwe zadanie z uwagi na małą ilość źródeł oraz zbyt skomplikowaną sytuację polityczną i społeczną na opisywanych obszarach. Opis wydawcy mnie zaintrygował. Lubię powieści z historią w tle. Po lekturze pierwszego tomu uważam, że Ewa Bauer sprostała zadaniu i napisała z rozmachem świetną sagę historyczną, która wciąga od pierwszego rozdziału.

Chciałeś się tułać po świecie, będziesz się tułał, ocierając o śmierć bliskich, aż czwarte pokolenie zmaże twoje winy.
Hodie mihi, cras tibi.

Akcja pierwszego tomu sagi „Tułacze życie” rozgrywa sie w drugiej połowie XVIII wieku. Główny bohater Joseph Neubiner, wdowiec, wraz z trzema synami postanowił porzucić tułacze życie i osiedlić się na terenach królestwa Galicji i Lodomerii, we wsi Łany niedaleko Kamionki Strumiłowej, gdzie otrzymał od rządu austriackiego niewielki młyn z przybudówką. W historię jego rodziny o niemieckich korzeniach była wpisana tułaczka po świecie. Podjął też decyzję o spisaniu jej dziejów. I tak powstała interesująca opowieść o klątwie, którą rzuciła na jego ojca Ludwiga babcia w chwili śmierci, skazując go na tułacze życie. Początki życia Joseph  na wsi były bardzo trudne, ale ponieważ prowadził jedyny młyn w rejonie, więc z czasem zaczęło mu się powodzić coraz lepiej. W domu brakowało kobiecej ręki do sprawowania opieki nad synami, więc zatrudnił opiekunkę, którą chłopcy pokochali jak matkę. Jaki los spotkał synów? Johan opuścił dom w poszukiwaniu szczęścia w mieście, Michael w mieście u pryncypała przeszedł szkołę życia, zanim został piekarzem a Augustin zamierzał zostać w Łanach, by przejąć w przyszłości po ojcu młyn. Po śmierci ojca syn przeglądał nagromadzone przez lata dobra i znalazł wśród nich skórzaną sakwę z biżuterią i tajemniczą monetą, którą wrzucił do wazy, ponieważ chciał się o niej czegoś więcej dowiedzieć. Nie wiedział, że była to przeklęta moneta, która sprowadzała na rodzinę nieszczęście albo zwiastowała nadejście złego. „A miała w sobie coś takiego, że trudno się było z nią rozstać”. Przez wiele lat nie miał kontaktu z braćmi, nie pojawili się nawet na pogrzebie ojca. I nie miał go kto przed złem przestrzec. Czy moneta z „niezwyczajnymi” napisami naprawdę skrywała złowieszczą tajemnicę? Czy pojawiła się w kolejnych pokoleniach? Komu udało się jej pozbyć? Dzieje rodziny były spisywane przez następne pokolenia, „żeby pamięć o tych wydarzeniach pozostała dla przyszłych pokoleń”.

W I tomie sagi „Tułacze życie” wydarzenia polityczne i  kulturalne XVIII wieku przeplatają się z losami kilku pokoleń rodu Neubinerów. Dzięki narysowanemu drzewu genealogicznemu można w każdej chwili spojrzeć nań, gdyż na kartach powieści pojawiła się plejada bardzo ciekawych bohaterów z rodu Neubinerów i nie tylko. Historia rodu wskazuje, jak ważną wartością były więzi rodzinne, jedność rodziny. Żona miała być posłuszna mężowi, swemu panu a dzieci miały okazywać szczególny szacunek matce. Rodziny wielodzietne miały powód do dumy. Dziewczyna z chwilą urodzenia bękarta, traciła szanse na dobre zamążpójście, rodzina dobre imię a dziecko było traktowane gorzej niż zrodzone w małżeństwie. Poznajemy zwyczaje i obyczaje oraz wierzenia związane z codziennym życiem, pracą, świętami, uroczystościami rodzinnymi: ślubem, chrztem, pogrzebem. Z ogromną ciekawością pochłaniałam ich opisy. Większość mężczyzn rodu cechowała niezwykła pracowitość, dbałość o rodzinę, wprowadzanie ulepszeń, postępu technologicznego. Ludwig Neubiner mieszkał w kurnej chacie , natomiast jego prawnuki już w ulepszonej i wygodnej z kominem, podłogą. Poznajemy na przestrzeni kilkudziesięciu lat życie rodu codzienne i od święta, ich troski i problemy, radości i dramaty, nieszczęścia, tragedie (klątwa, fatum, tajemnicza moneta). Mimo dużej ilości opisów akcja powieści toczy się wartko dzięki  zwrotom akcji i różnorodnym wydarzeniom – także historycznym. Na kartach powieści rozgrywają się bowiem : wojna siedmioletnia, drugi rozbiór Polski, utworzenie na terenach południowo-wschodniej Rzeczpospolitej Królestwa Galicji i Lodomerii, kolonizacja galicyjska, Wiosna Ludów, wolność polityczna i reforma wsi wraz z uwłaszczeniem chłopów. Wszystko to jest napisane pięknym, plastycznym językiem oddziałującym na nasze zmysły i wyobraźnię i wywołującym wiele emocji i uczuć.

Jestem pełna podziwu dla Autorki za jej kunszt pisarski. Za wyjątkowy styl, za osadzenie wielowątkowej powieści w realiach historycznych – tak przecież odległych… Ewa Bauer nie zapomniała o niczym – ani o sprawach wielkich, takich jak miłość do człowieka czy ojczyzny, ani o błahostkach, budujących codzienność – zwyczajach czy tradycjach a nawet… zabobonach. Nie mogę się doczekać lektury kolejnych tomów!

Kto powinien sięgnąć po sagę „Tułacze życie”? Tom „Za nasze winy” i kolejne części to przede wszystkim tytuły dla miłośników sag rodzinnych, wielopokoleniowych. Dla miłośników powieści, których akcja rozgrywa się na tle wydarzeń historycznych. Należy zaznaczyć, że ta książka nie jest podręcznikiem historii. Niemniej jednak jest warta uwagi Czytelnika – nawet tego najbardziej wymagającego. Tułaczka – dosłowna i metaforyczna; więzy rodzinne i rola matki w życiu człowieka – „Za nasze winy” to skarbnica ważnych tematów i prawd. Obok takiej książki nie wolno przejść obojętnie!

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika!

„Kocham cię mimo wszystko” – Małgorzata Lis

Read More
kocham cię mimo wszystko

Małgorzata Lis, Kocham cię mimo wszystko, Wydawnictwo eSPe 2019.
Cykl: Opowieści z wiary

Wiara towarzyszy mi od pierwszych godzin życia – ochrzczona zostałam tuż po narodzinach ze względu na bardzo ciężki stan zdrowia. Od najmłodszych lat Rodzice zachęcali mnie do praktyk religijnych, sami dając przykład i mnie, i mojemu starszemu Bratu, który dziś jest wikariuszem w jednej z parafii w diecezji lubelskiej. Muszę przyznać, że do niedawna nie miałam szczęścia do literatury popularnej, po prostu zwykłych powieści dla kobiet, w których byłby poruszany temat wiary lub bohaterowie byliby przedstawiani jako osoby wierzące. Zwykle ten wątek jest pomijany lub traktowany niezwykle marginalnie, staje się niemal niezauważalny w natłoku licznych perypetii. Kilka lat temu dzięki mojej Przyjaciółce Sybilli odkryłam twórczość Rachel Hauck. Jej powieści „Suknia ślubna” oraz „Był sobie książę” wręcz połknęłam! Cieszę się więc, że ostatnio sama przyszła do mnie polska historia, w której wiara w Boga, praktyki religijne i dawanie świadectwa swoją codzienną sprawą grają pierwsze skrzypce. Małgorzata Lis zaproponowała mi egzemplarz recenzencki swojej debiutanckiej powieści „Kocham cię mimo wszystko”. Zgodziłam się i nie żałuję tej głębokiej lekturowej przygody!

Ania tęskni za prawdziwą miłością, Marcin za świętym spokojem. Pozornie przypadkowe spotkanie wywraca ich życie do góry nogami. Podczas gdy dziewczyna widzi w tym rękę Boga, chłopak wzdryga się na samą myśl o Kościele. Zaskakujący kalejdoskop fatalnych zbiegów okoliczności, które stają się udziałem dwojga młodych ludzi, wystawia ich uczucie na prawdziwą próbę. Czy wyjdą z niej zwycięsko? Czy Ania nie straci wiary, gdy straciła się już prawie wszystko? Czy Marcin odnajdzie Boga w najtrudniejszym momencie swojego życia?

Pozwólcie, że zacznę od końca. Komu poleciłabym tę książkę? Osobom wierzącym. Mam wrażenie, że osoby, które na co dzień nie żyją Panem Bogiem, nie są katolikami, mogłyby się męczyć podczas lektury i przede wszystkim nie zrozumieć przekazu tej książki. Niektórzy czytelnicy – tak jak Marcin – mogliby poczuć się bombardowani informacjami, namowami. Ania, główna bohaterka, jest bowiem nieustępliwa w namowach, opowieściach… Moim zdaniem jej próby nawracania Marvina były czasem zbyt nachalne. Jestem katoliczką, tak jak Ania byłam członkiem Ruchu Światło-Życie, ale do dziś pamiętam słowa kapłana, który opiekował się duszpasterstwem, do którego należałam: „Nie ma nic gorszego, niż próbowanie nawracania na siłę, samym gadaniem. Liczą się czyny, nie słowa. To świadectwo naszego życia powinno nawracać niewierzących”. Wiem, że Ania nie miała złych intencji, ale chwilami naprawdę mnie wkurzała, była, za przeproszeniem, upierdliwa, i nie dziwiłam się, że upór Marcina zamiast maleć – rósł.  

Kto jeszcze powinien sięgnąć po udany debiut Małgorzaty Lis? Katoliczki, które szukają miłości. Dziewczyny, które marzą o tym, by iść przez życie z chłopakiem, który będzie podzielał ich wartości. Dla którego wspólna modlitwa, uczestnictwo w nabożeństwach czy czystość przedmałżeńska będą czymś oczywistym. Wydaje się, że w dzisiejszym świecie takich osób brakuje, ale… to nieprawda. Ta książka da kobietom poszukującym nadzieję i wiarę. I utwierdzi ich w przekonaniu, że warto podążać wcześniej obraną ścieżką.  

„Kocham cię mimo wszystko” długo zostaje w głowie czytelnika. To nie jest zwykła powieść obyczajowa, tkliwy romans, o przebiegu którego zapominamy z momentem odłożenia książki na półkę. Myślę, że to zasługa sposobu prowadzenia narracji. Narrator jest bowiem nie tylko wszechwiedzący, ale i… wierzący. Delikatnie, pytaniami (najczęściej zadawanymi pod koniec rozdziału albo podrozdziału) skłania czytającego do refleksji – na temat życia i wiary, swojej postawy w konkretnych sytuacjach. Ciężko sobie wyobrazić, że sytuacje, nieszczęścia, które skumulowane spadają na Anię i Marcina mogłyby się wydarzyć naprawdę, ale… Przecież niezbadane są wyroki boskie. Niezbadane są sposoby, w jakie Pasterz nawołuje do Siebie owce. Drogi, którymi Ojciec pozwala dzieciom marnotrawnym powrócić do domu.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże.

Fragment Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian to najlepsze podsumowanie „Kocham cię mimo wszystko”. To historia o miłości, która zmienia – i człowieka, i otaczający go świat. O miłości, która pokazuje dobro; która zabija zło. O miłości, która daje nadzieję. O miłości, która pozwala zamknąć za sobą drzwi i rozpocząć nowe życie. O miłości, która daje siłę i wiarę, że jutro może być piękne. O miłości Boga do człowieka. O miłości człowieka do Boga. Wreszcie, o miłości człowieka do człowieka, który kocha mimo wszystko.

Dziś Niedziela Miłosierdzia. Ogromu Miłosierdzia doświadczył Marcin – bohater tej książki. Poznaj jego historię.