„Wszystkie kształty uczuć” – Edyta Świętek (patronat medialny)

Read More
wszystkie kształty uczuć

Edyta Świętek, Wszystkie kształty uczuć, Wydawnictwo Replika 2021.

Choć od lektury pierwszego wydania powieści „Wszystkie kształty uczuć” minęły ponad cztery lata, wciąż pamiętam emocje, które mi wówczas towarzyszyły.

Po powieść Edyty Świętek sięgnęłam w jeden z zimowych weekendów. Pamiętam, że do zakupu e-booka skłoniła mnie okładka (z misiem) oraz opis wydawcy. Spędziłam z tą historią kilka godzin. Skończyłam tego samego dnia, tuż przed wyjściem do kina. Całą drogę na seans przeżywałam zakończenie, emocjonowałam się czytelniczo, zachęcając mamę do sięgnięcia po książkę. Zachęciłam ją dość skutecznie – literacka znajomość Mamy Dropsa z Edytą Świętek trwa do dziś. Ja, przyznaję, nie jestem na bieżąco z twórczością Królowej Alei Róż. Jednak dziś z uśmiechem na ustach wracam do historii „Wszystkie kształty uczuć”. Jako czytelniczka i jako patronka wznowienia.

Zapraszam Was do lektury recenzji z 2017 roku – moje wrażenia i rekomendacja są wciąż aktualne!

„Figurka z porcelany” – Agata Bizuk (#MamaDropsaCzyta)

Read More

Agata Bizuk, Figurka z porcelany, Wydawnictwo Dragon 2021.
#MamaDropsaCzyta

W maju miała swoją premierę „Figurka z porcelany” – kolejna książka Agaty Bizuk, poczytnej autorki powieści obyczajowych. Powieść okazała się zupełnie inną od wcześniejszych i zaskoczyła mnie poruszoną problematyką. Doznałam wręcz szoku, historia potwornie mną wstrząsnęła i poraziła swoją autentycznością. A dlaczego? Zapraszam do lektury mojej opinii.

Kobieta, która bała się kochać.
Życie, które boleśnie ją doświadczyło,
Nadzieja, która nie gaśnie nigdy…

Bohaterką powieści jest Iga Małecka, która zawsze chciała być baletnicą – figurką z porcelany tańczącą na pozytywce. Miała kiedyś taką, lecz się roztrzaskała na miliony drobnych, porcelanowych drzazg przy mocniejszym podmuchu wiatru. Jej nogi okazały się tylko pozornie silne, nie uchroniły jej przed upadkiem. Bohaterkę rozczarowała niemoc baletnicy. Znienawidziła ją właśnie za słabość i wyrzuciła. W życiu Igi nie było miejsca dla słabych. Nauczyła się dość wcześnie, że w życiu trzeba być twardym, mądrym i liczyć wyłącznie na siebie. Bohaterka zawsze była sama ze sobą. Patrząc w lustro, roztrzaskiwała się na miliony kawałków jak owa baletnica, ale dla świata wciąż jak ona kręciła się w rytmie sobie tylko znanej melodii, na palcach i z wysoko uniesionymi w geście zwycięstwa ramionami. Dlaczego bohaterka przywdziewała maskę właśnie dla świata? O czym nikt nigdy nie miał się dowiedzieć?

„Figurka z porcelany” to bardzo porażająca i autentyczna historia Igi, która wychowała się w toksycznym domu rodzinnym potwora, oprawcy, kata – własnego ojca stosującego przemoc fizyczną i psychiczną wobec żony i córki. Stamtąd trafiła do piekła nieudanego małżeństwa z Piotrem. Z jednej patologii w drugą, ale Piotra pokochała. Żyła na karuzeli emocji – miłość i nienawiść, dobro i zło, szczęście i bezsilność. A winiła siebie za ten stan. Rozpadała się coraz częściej na miliony kawałków jak baletnica, nie dało się ich posklejać żadnym słowem – blizny pozostały na zawsze. Udało się jej natomiast znaleźć siłę i podjąć decyzję o rozwodzie. Iga próbowała sobie ułożyć życie na nowo. Była przekonana, że żaden mężczyzna nie jest jej już potrzebny do szczęścia. Potrzebowała jednak przyjaznej duszy i znalazła ją w osobie Patrycji, byłej żony Piotra. Życie przygotowało dla bohaterki jednak inny scenariusz. Na jej drodze postawiło Adama, któremu nie potrafiła zaufać ani uwierzyć w jego miłość. Jakże można pokochać kobietę kruchą i niedoskonałą jak figurka z porcelany?! Czy Iga pokona demony przeszłości i otworzy się na miłość? Czy czterdziestolatka kiedykolwiek zaufa własnemu sercu i polubi, pokocha siebie? Tego dowiecie się już podczas lektury.

Agata Bizuk świetnie wykreowała postać Igi. Najpierw obserwujemy, jak u małej dziewczynki pojawiło się i rosło poczucie wstydu, samotność, wzrastało poczucie winy za czyny ojca a malało poczucie własnej wartości. Pojawiły się bezradność, bezsilność i beznadziejność. A to wszystko podszyta strachem Iga ukrywała za maskami i budowała mur. I tak rosła dysproporcjonalna, nie uszyta na miarę i dysfunkcyjna. Obok bezsilnej matki, która się poddała, kolejna ofiara manipulacji ojca tyrana, despoty, kata i oprawcy. Nawet w myślach przestała nazywać go tatą za to, że obarczał ją poczuciem winy, że jest gorsza, że nie nadaje się do niczego, że nic dobrego z niej nie wyrośnie, niczego nie potrafi, jest nikim i nigdy w życiu nic dobrego jej nie spotka. Dziewczynka starała się także chronić matkę, w której oczach coraz bardziej gasła nadzieja.

Bo tata to ktoś, kogo się kocha, kto przytuli, pocieszy i wesprze, kiedy dzieje się coś złego – to ktoś, kogo tak naprawdę nigdy nie poznałam.

Pisarka znakomicie wykreowała postać dwulicowego, obłudnego oprawcy, pokazała schemat jego działania, znęcania się nad rodziną, manipulowania, upokarzania, sprowadzania do parteru, żeby zdominować, podporządkować sobie ofiarę. I od takiego drania, mimo świadomości jaki będzie jego następny krok, tak trudno się było ofiarom wyzwolić z tego domowego piekła. Bezradne i bezsilne, całkowicie poddane dawały przyzwolenie na takie traktowanie. Zresztą nie miały dokąd i do kogo pójść, by wołać o pomoc. Były nikim! Agata Bizuk nie przerysowała bohaterów, ja potrafiłam podczas lektury wyobrazić sobie a może przypomnieć to domowe piekło.

Agata Bizuk słynie jako Autorka z dobrych przekazów i pozytywnych zakończeń. Czy w tej powieści można odnaleźć promyk nadziei? Myślę, że wraz z pojawieniem się niespodziewanie Adama, bohatera dość tajemniczego na początku, coś zaczyna się zmieniać na lepsze. Odnalazła w nim bratnią duszę i chyba go pokochała. Ale nigdy tego nie wyznała, bo tak ją wychowała mama. Zakazała wręcz używać „słowa” kocham. I tego się Iga trzymała, mimo że mamy już nie było na świecie. Iga nie zasługiwała na to, żeby ktoś ją prawdziwie pokochał. Bała się, że ją skrzywdzi, więc wolała skrzywdzić jako pierwsza. Dlaczego słowo „kocham” było dla bohaterki zwiastunem katastrofy? Czy od miłości do nienawiści jest tylko mały kroczek? Czy jednak Adam wniesie do życia Igi światełko nadziei i wiarę, że można żyć lepiej? Czy Patrycja ze swoją rodziną też jej pomoże w odnalezieniu się na nowo? Tak bardzo pragnęłam, aby ktoś z bliskich pomógł zdjąć pancerz, który założyło na ramiona bohaterki życie. Iga zasługiwała na normalne życie. Ale czy ona wiedziała, jak to jest normalnie?

Podczas lektury przeżywałam cały wachlarz różnorodnych emocji i uczuć. A potęgowała je kompozycja powieści, mieszanie się wątków z przeszłości z teraźniejszością. Powieść jest napisana lekkim stylem, niezwykle plastycznym, obrazowym i pełnym emocji językiem Nie potrafię jednoznacznie sobie odpowiedzieć, czy polubiłam Igę. Mój stosunek do bohaterki zmieniał się na przestrzeni lektury.

Tej powieści nie można ot tak przeczytać. Będę do niej wracać, chociaż się bardzo boję. Jestem ogromnie wdzięczna Pisarce za poruszenie tak trudnego, bolesnego tematu, który i dzisiaj wciąż jest tematem tabu. Ludzkie dramaty, tragedie rozgrywają się za zamkniętymi drzwiami. Niech ta książka wyostrzy nasz słuch i wzrok na to, co się wokół nas dzieje. Oby pomogła wielu maltretowanym kobietom wyrwać się z piekła domowego, z rąk kata męża, ojca. Powrót do normalności będzie na pewno ciężki i długi. Nie można nam utracić nadziei i wiary, że jeśli ofiara spojrzy w lustro, to zobaczy w nim swoją twarz a nie twarz oprawcy.  Z czasem siebie polubi. A gdy pokocha, to będzie dla niej szczęśliwy dzień – bez masek, bez grania, bez żadnych murów.

Wydawnictwu Dragon bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Pisarce dziękuję całym sercem za tę trudną, gorzką, bolesną ale dającą nadzieję powieść.

„Magda M. Słoneczna strona” – Radosław Figura (recenzja przedpremierowa)

Read More
magda m słoneczna strona

Radosław Figura, Magda M. Słoneczna strona, Wydawnictwo Znak 2021.

Na naszych oczach pomagała w walce o sprawiedliwość. Na naszych oczach budowała związek jak z bajki. Na naszych oczach stawała się partnerem w kancelarii. Była dziewczyną, kochanką, córką, przyjaciółką, ciocią. Otulona grochami, z wielbłądami w pudełku, ze światełkiem w oczach stawała oko w oko z Warszawą jak ze snu. Magdalena Miłowicz. Magda M. Wzór dla dziewcząt i kobiet z początku XXI wieku. Serial oglądały i wciąż oglądają miliony widzów, a związek panny Miłowicz z kawalerem z odzysku Korzeckim uznawany jest za jeden z piękniejszych serialowych romansów. Dziś Magda M. powraca. Znowu. Jak przed kilkoma laty na kartach książki jej twórczego ojca, Radosława Figury.

„Magda M. Słoneczna strona” to bezpośrednia kontynuacja powieści „Magda M. Ciąg dalszy nastąpił” – niezbędna jest zatem znajomość poprzedniego tomu. Magda i jej przyjaciele są starsi o 10 lat od swoich serialowych postaci. Nie ma już Magdy, która czekała na księcia na białym koniu (ostatecznie na czarnym motocyklu). Nie ma już Magdy, którą Warszawa czarowała na każdym kroku. Nie ma już Magdy, która ślepo wierzyła w (sądową) sprawiedliwość. Jest Magda, która podniosła się po zepchnięciu w otchłań. Jest Magda, która wraca do świata żywych po śmierci Piotra. Jest Magda, która na nowo nosi w sobie (nadzieję na) życie.  

Mecenas Miłowicz układa swoje życie osobiste. Zaręczyny? Nieoczywiste. Ślub? Niekoniecznie w jej marzeniach. Ale ślub jest w snach kogoś bliskiego sercu Magdy. Kogoś, komu nie potrafi odmówić. Przed Magdą trudne decyzje. Ale – jak to „słoneczna panienka” – nie jest sama.

Jej przyjaciół ani widzom serialu, ani czytelnikom poprzedniej części, przedstawiać nie muszę. Ale i oni, tak jak Magda, się zmienili przez te dziesięć lat od czasu akcji ostatniego odcinka. Dojrzeli. Noszą na barkach dodatkowy bagaż uśmiechu, łez radości i rozpaczy. Za nimi także radosne przywitania i pełne żalu pożegnania. Ciężkie decyzje i ulotne – jak motyle – chwile szczęścia. Niezmienna jest ich przyjaźń budowana na skale. Więzi typowe dla rodzeństwa, choć nie płynie w nich ta sama krew. Ufność i ramię gotowe przyjąć łzy. Żołądki gotowe przyjąć niezliczone ilości pierogów. Usta moczone w winie lub innych trunkach. Oczy – pełne światełka lub niosące światełko tym, którzy potrzebuję w życiu blasku.

Losy bohaterów serialu wydawały się nam bajkowe. Mało kłopotów, dużo lukru. Książkowe postaci nie mają tak dobrze. Karolina musi oko w oko stanąć z pytaniami Julki o przeszłość i zastanowić się nad przyszłością własnej rodziny, w której nie będzie miejsca na jej rytualne randki z butelką alkoholu. Agata coraz lepiej odnajduje się w roli matki, ale coraz gorzej w roli synowej. A i rola żony rzuca jej kłody pod nogi. Mariola żegna się z rolą żony. Decyduje się być kochanką. Bez miłości, bez nadziei na przyszłość. Sebastian buduje natomiast przyszłość z nowym partnerem. Wybory Magdy sprawiają, że oddala się od niej i wypuszcza z dłoni warkoczyk…

Bohaterowie, odnajdując siłę właśnie w przyjaźni, nadziei i miłości, starają się dostrzegać słoneczną stronę życia. Ale to samo życie brutalnie wchodzi im w drogę – Radosław Figura przemyca w ten sposób to, co w ostatnich latach buduje rzeczywistość Polaków. Dla niektórych rzeczywistość oznacza poniesienie porażki w sądzie w walce z niesprawiedliwością wymiaru sprawiedliwości. Dla niektórych rzeczywistość oznacza konieczność wyjścia na ulicę i walki o swoje prawa. Dla niektórych rzeczywistość to walka o godność i szacunek bez względu na to, kogo się kocha. Jestem pewna, że gdyby serial „Magda M.” był wciąż emitowany, nie tylko książkowa bohaterka stawałaby po stronie słabszych w tych walkach. Mecenas Miłowicz, którą znamy z ekranu, też nie przeszłaby obojętnie obok tych, którzy potrzebują pomocy. Wyszłaby na ulicę, a na sali sądowej nie hamowała się przed wyrażeniem własnego zdania.

„Magda M. Słoneczna strona” to książka, którą przeczytałam na dwa podejścia – raz pochłonęłam ponad 300 stron, kolejnego dnia resztę. Nie dało się wolniej. Nie przy takiej fabule, nie przy tak wartkiej akcji, nie przy tych postaciach. I nie przy tym wydaniu – w pięknej, twardej oprawie z przyjazną dla oczu czcionką.

Ciąg dalszy nastąpił. Znowu. Tym razem z bohaterami popularnego serialu i książki przechodzimy na słoneczną stronę ulicy. Czy każdą z postaci promienie życie obdarzą taką samą porcją ciepła, życzliwości i miłości? Sprawdźcie – premiera 16 czerwca.

„Dziewczyna, która patrzyła w słońce” – Anna Szczęsna (#MamaDropsaCzyta)

Read More
dziewczyna która patrzyła w słońce

Anna Szczęsna, „Dziewczyna, która patrzyła w słońce”, Wydawnictwo Kobiece.
Seria: „Między stronami życia” (tom I)
#MamaDropsaCzyta

Ta książka jest jak wiosna! Pełna kolorów i zapachów, dynamiczna jak pogoda. Dodaje energii, skłania do uśmiechu i podszeptuje, że każda wiosna przynosi zmiany, na które warto się w życiu otwierać.

   Monika A. Oleksa – pisarka

 Anna Szczęsna należy do grona moich ulubionych Autorek. Niecierpliwie czekam na jej kolejne książki. Jej najnowsza „Dziewczyna, która patrzyła w słońce” trafiła w moje ręce w wersji elektronicznej w momencie, w którym akurat bardzo potrzebowałam powieści, która otuli mnie swoją historią jak milusi koc, pocieszy i wciągnie mnie do swojego świata, by zapomnieć o problemach i troskach. I nie myliłam się, bowiem Anna Szczęsna oddała w ręce czytelników kolejną pozytywną, ciepłą, słoneczną, iście wiosenną książkę, ale nie cukierkową, której lektura dostarczyła wielu emocji i uczuć.

Z opisu Wydawcy wynika, że jest to historia znajomości Michała Tarkowskiego, samotnika, poczytnego autora horrorów, które nie schodziły z list bestsellerów, i Justyny Różyckiej, wziętej autorki książek obyczajowych z domieszką romansu. Oboje rywalizowali ze sobą, łączyło ich to samo wydawnictwo. Michał zazdrościł Justynie sukcesów i nie był zachwycony, gdy okazało się, że będą sąsiadami. Pewnego dnia trafiła do niego źle zaadresowana paczka, która musiał oddać Justynie. Pierwsze spotkanie zainicjowało serię kolejnych, w tym na targach książki oraz podczas festiwalu literackiego w Różanych Dołach. To dopiero początek nagłych zwrotów akcji jakże typowych dla romantycznej historii. Czy bliskie sąsiedztwo może zmienić nastawienie butnego pisarza? Czy tych dwoje połączy coś więcej niż tylko sprawy zawodowe?

Akcja powieści toczy się nieśpiesznie w Toruniu i od razu opis toruńskiej starówki – ulic z odnowionymi fasadami kamienic, urokliwych sklepów z pamiątkami i aromatycznymi piernikami, z zabytkowymi kościołami wprowadza nas w przyjemny nastrój. Od razu znalazłam dla siebie miejsce przy stoliku w kawiarnianym ogródku, by nasycić się aurą wspaniałego miasta. A dla pisarzy widok atrakcyjnych zakątków w sytuacjach kryzysowych, i nie tylko, zapewne stanowił niewyczerpane źródło inspiracji. Michał jako samotnik często spacerował po mieście, gdy potrzebował wyciszenia. A czytelnik razem z nim mógł zwiedzać to piękne miasto, do którego Anna Szczęsna również odczuwa sentyment. Dzięki tej parze bohaterów poznajemy niejako od kuchni świat pisarski, różne relacje między autorami, proces wydawniczy książki, od pomysłu aż do momentu, w którym kolejne powieści przyjmują materialną formę – egzemplarz autorski w ręku oraz jakie emocje i uczucia temu towarzyszą. Następnie sprawdzanie statystyk, wizyty w księgarniach, by nasycić się radością podczas patrzenia na swoje książki wśród egzemplarzy innych autorów. Poznajemy także pracę agentki literackiej – Marlena współpracuje z Michałem.

Anna Szczęsna zestawiła głównych bohaterów powieści na zasadzie kontrastu. Jak już wspomniałam, Michał to typ samotnika, gbura, zadufanego w sobie, leniwego, małostkowego, zazdrosnego, najmniej lubianego klienta swojej agentki literackiej, a z drugiej strony ukochanego jedynaka nadopiekuńczej mamusi, której wciąż jeszcze trudno się oswoić, że już dawno powinna przeciąć łączącą ich pępowinę. Postać mamy wniosła dużo pozytywnej energii, humoru do powieści. Justyna, na początku największa literacka antypatia Michała, została nazwana poetycko przez kolegę po piórze „dziewczyną, która patrzy prosto w słońce”. A to Justyna tłumaczyła, że patrzenie w stronę światła może oznaczać wybór jaśniejszej strony życia i nieskupianie się na tym, co złe, ale przecież nieuchronne. To drugie nie musi determinować naszej obecności na tym świecie. Była niezwykle pozytywną dziewczyną miłą, subtelną, otwartą, towarzyską, pracowitą, dobrze zorganizowaną, konsekwentną w działaniu, otaczała się przyjaciółmi. Z surowymi i wiecznie niezadowolonymi rodzicami łączyły ją dość skomplikowane relacje. Za to z rodzeństwem dbała i wciąż zacieśniała więzi mimo licznych obowiązków. Zawsze mogli liczyć na wzajemne wsparcie. Myślę, że pisanie powieści obyczajowych z wątkiem miłosnym, o relacjach między bohaterami, skupianie się na ich jasnej stronie życia było w pewnym sensie terapią dla Justyny. Nabrała ufności i wiary w siebie i innych.

W powieści poznajemy także dość ciekawie nakreślone osobowościowo przyjaciółki Justyny – Marlenę (tak, agentkę Michała) i Beatę, odnalezioną po latach, redaktorki z „Trzykrotki”: Łucję, Alicję, Rozalię i Hanię, bibliotekarkę. Justyna często spotykała się z przyjaciółmi na tarasie pełnym roślin. Autorce udało się wypatrzeć ukwiecony taras na dachu kamienicy w Toruniu i zainspirowało ją to do napisania powieści. Anna Szczęsna świetnie wykreowała bohaterów powieści: prawdziwych, nieidealnych, mających wady i zalety, zmieniających się pod wpływem innych, szukających nowych dróg i pomysłów na siebie. Jak nazwała ich Pisarka w wywiadzie – „wyjątkowych w swojej zwyczajności”. Są skrajnie różni. Czytelnik ma w kim wybierać.  

Autorka zabrała czytelników na Targi Książki w Warszawie, za którymi przecież tak bardzo tęsknimy podczas pandemii. Świetnie oddała atmosferę targów, kupowania książek u wydawców, spotkań z pisarzami, podpisywania książek, udział w panelach dyskusyjnych, gdzie można wymienić poglądy na temat rynku książki, procesu tworzenia powieści, odsłonić przed czytelnikami i przed sobą rąbek warsztatu warsztatu pracy Spotkania na żywo z ulubionymi pisarzami  są niezwykle ważne zarówno dla autorów jak i odbiorców ich książek. Skupieni na co dzień na stronach i grupach fanów tęsknimy za spotkaniami na żywo. Jakkolwiek spotkania on-line je w pewnym stopniu rekompensują. Justyna kochała Warszawę, marzyła o małym mieszkanku w stolicy, gdzie mogłaby się zatrzymać podczas pobytu. To doskonała okazja, by czytelnik mógł odbyć spacer w jej towarzystwie po mieście, które żyło intensywnie, łapczywie, zachłannie. A jak się odnaleźli Justyna i Michał w Warszawie? Czy oboje w równym stopniu chłonęli atmosferę targów? Czy traktowali je tylko jako obowiązek zgodnie w wymogami agentki tudzież wydawnictwa?

Pisarka zaprosiła również czytelnika do Różanych Dołów, pięknej miejscowości, w której cały czas coś się działo. Biblioteka, w której prężnie działało kółko dyskusyjne, zorganizowała we współpracy z „Trzykrotką”  festiwal książki z udziałem autorów, pisarzy, wydawców. Tak, to całkiem prawdopodobne, bowiem nad biblioteką czuwał pewien bogaty sponsor. O przebiegu i wrażeniach bohaterów-pisarzy z festiwalu przeczytacie w powieści.

Co ciekawe, dla czytelników książek Anny Szczęsnej nazwy Trzykrotka, Różane Doły z pewnością mile się kojarzą. Dorzucę jeszcze jeden rekwizyt – kolczyki w kształcie drewnianych kolorowych papug. Chyba już wszystko jasne? 😉

Walorem powieści jest niewątpliwie lekki styl oraz niezwykle plastyczny i emocjonalny język, piękne i poruszające serce opisy miejsc, sytuacji, przeżyć wewnętrznych bohaterów. Zakończenie ogromnie mnie zaskoczyło, także z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny tom.

Polecam tę wielowątkową, ciekawą powieść o potrzebie miłości, bliskości – kochania i bycia kochanym, o przyjaźni a przede wszystkim o polubieniu siebie, o samotności, o marzeniach i tęsknotach, o różnych relacjach międzyludzkich, rodzinnych, o potrzebie docenienia, o pragnieniu szczęścia. A miłość dokonuje cudu i pozwala dostrzec jaśniejsze strony życia. Nigdy nie jest za późno na zmiany. Nigdy też nie należy pochopnie oceniać człowieka.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po powieść!

[…] życie zaskakuje i obdarowuje najhojniej wtedy, gdy nie jesteśmy na to przygotowani i niczego nie oczekujemy. I że zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte, bo nigdy nie wiadomo, kto mieszka naprzeciwko…

Monika A. Oleksa

Wydawnictwu Kobiecemu dziękuję serdecznie za egzemplarz do recenzji.

„Wiosenne przebudzenie” & „Letnie przesilenie” – Joanna Jax

Joanna Jax, Wiosenne przebudzenie & Letnie przesilenie, Wydawnictwo Videograf 2021.

Saga: „Duchy minionych lat”

Zakochałam się! Zakochałam się od pierwszego przeczytania! Joanna Jax mnie uwiodła. Swoim stylem, kreacją bohaterów, powrotem do przeszłości. Jestem zakochana i zachwycona. Odkryłam Autorkę, której książki zajmą szczególne miejsce w mojej biblioteczce. Odkryłam pióro, którym się delektuję. Odkryłam historię, która zabiera mnie do przeszłości, a to lubię w literaturze najbardziej. Poznałam rodzinę i przyjaciół, dla których jutro nie jest oczywiste.

To było możliwe dzięki Wydawnictwo Videograf. Kiedy zaproponowano mi współpracę i lekturę właśnie tych dwóch książek na początek, zgodziłam się bez wahania. Nie spodziewałam się, że poznanie tych dwóch tomów da mi tyle radości. Pozwólcie, że post będzie dotyczył obu książek – II tom jest bowiem bezpośrednią kontynuacją I, a dzięki uprzejmości Wydawnictwa mogłam je czytać jeden po drugim.

„Wiosenne przebudzenie” i „Letnie przesilenie” otwierają nową sagę „Duchy minionych lat”. Bohaterami są młodzi ludzie, wchodzący w dorosłość u progu lat 70. Akcja rozgrywa się w przeszłości – uwielbiam takie wątki w powieściach. Uwielbiam, gdy postaci stają się częścią historii – jej świadkami, uczestnikami przełomowych dla ich pokolenia, dla kraju, wydarzeń. Ich losy – bardziej lub mniej nie tylko za sprawą więzów krwi, przeplatają się w nieoczywiste często sposoby. Zaskoczeń nie brakuje!

Kinga, Amelia, Kostek, Krzysiek, Karol i Grzegorz – czytelnicy poprzednich cykli Autorki doskonale znają ich rodziców. To kolejne pokolenie bohaterów sagi „Prawda zapisana w popiołach”. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z Lewinem, Łyszkinami, Wielopolskimi… Pierwsze, ale na pewno nie ostatnie – zamierzam nadrobić zaległości. Czy nieznajomość poprzednich tomów zaważyła na zrozumieniu historii? W jakimś stopniu pewnie tak, ale nie odczułam tego. Wręcz przeciwnie, mój apetyt rósł w miarę czytania i wciąż nie został zaspokojony.

Joanna Jax z powodzeniem miesza kilka gatunków. W przypadku „Wiosennego przebudzenia” i „Letniego przesilenia” mamy do czynienia zarówno z powieścią obyczajowo-historyczną, jak i kryminałem. Miłość, rozkosz, pielęgnowanie wartości rodzinnych, ale też zemsta, zbrodnia, balansowanie na granicy prawa są serwowane w dowolnych ilościach. Historia szpiegowska? Proszę bardzo – w gronie postaci nie brakuje tych, którzy próbują pozyskać tajne informacje w różnych zakątkach świata. Jedni dla władzy ludowej, inni dla opozycji. Autorka ukazuje w ten sposób ściśle związany z aksjologią relatywizm wartości. Bohaterowie bronią tego, w co wierzą albo przynajmniej próbują – z przekonania lub wygody. I dla jednych, i dla drugich jest nie do pomyślenia, że ktoś może stać po drugiej stronie barykady.

Książki przeczytałam jednym tchem. To zasługa nie tylko świetnie wykreowanych postaci, fabuły i akcji, która nie zwalnia ani na chwilę. Joanna Jax doskonale kreśli sceny dialogowe oraz opisy. Nie nudzi, wręcz przeciwnie. Buduje napięcie, zaciekawia, powoli odsłania kolejne elementy układanki.

Polska Rzeczpospolita Ludowa kontra Wielka Brytania. NRD kontra RFN. Młodzi wchodzący w dorosłe życie w czasach komunizmu kontra młodzi bez przeszkód korzystający z zachodniego dobrobytu. Losy bohaterów krzyżują się w najmniej oczekiwanych momentach. Rodziny, przeszłość, wielu związała na zawsze. Jedni pielęgnują relację, inni czują się jak splątani sznurem.

„Wiosenne przebudzenie” i „Letnie przesilenie” zachwycą miłośników powieści z historią w tle, spodobają się też czytelnikom książek z dreszczykiem. Mieszanka w idealnych proporcjach. Tu nie ma bieli i czerni. Są różne odcienie, barwy. Nie ma postaci krystalicznych, nie ma postaci złych do szpiku kości. Bohaterowie są tacy jak my – niepozbawieni wad, niepozbawieni zalet. Kochają, lubią, nienawidzą – tak samo jak my. Mierzą się z trudami komunistycznej codzienności, po cichu marząc o lepszym jutrze. Dla siebie i dla kolejnych pokoleń. Czują na sobie oddech. Czują obecność duchów minionych lat. Choć piszą nową, powojenną historię, nie potrafią uwolnić się od tego, co było. A może nie chcą…? Ocenę pozostawiam Wam!

Ta kompozycja Bartosza Chajdeckiego, doskonale znana widzom serialu „Czas honoru”, doskonale oddaje klimat powieści. Miłego słuchania!

„Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia” – Małgorzata Lis

Read More
wybrać miłość

Małgorzata Lis, Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia, Wydawnictwo eSPe 2021.
Patronat medialny Dropsa Książkowego

Słowo „powołanie” kojarzy nam się głównie z życiem w zakonie lub z sakramentem kapłaństwa. Zapominamy, że Pan Bóg powołuje nas także do życia w małżeństwie, niektórzy mówią, że i do życia w pojedynkę. Niezależnie od tego, którą z dróg się wybiera, tak naprawdę wybiera się jedno – miłość.

Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia” – w tytule nowej powieści Małgorzaty Lis zawarte jest wszystko to, co najważniejsze w tej historii. Wybieramy miłość, by znaleźć szczęście. Poczucie szczęścia ściśle wiążemy z miłością. Jak z poszukiwaniami i wyborami radzili sobie bohaterowie? Poznajcie ich!

Opowieść zaczyna się od… środka. Prolog to opis wydarzeń, których czytelnik będzie świadkiem mniej więcej w połowie lektury. Wzmaga się więc ciekawość – co doprowadzi do TEGO wydarzenia? Jaki będzie finał? Zanim dojdziemy do sceny z pierwszych stron, poznajemy Kubę. To maturzysta, który poszukuje swojej życiowej drogi. Myślał, że będzie architektem, jednak im bliżej wyboru kierunku studiów, tym bardziej serce pcha go ku furcie seminarium duchownego. Podsłuchana przypadkiem rozmowa rodziców, którzy z całego serca pragną mieć syna-księdza, i poznanie Olgi, tajemniczej dziewczyny, z którą uczęszcza na lekcje rysunku, zmieniają jego plany na przyszłość…

Nie jesteście przekonani do sięgnięcia po książkę, której głównym bohaterem jest dziewiętnastolatek? Spokojnie – Kuba dorasta. Podczas lektury czytelnik jest świadkiem jego wyborów, życiowych zmian, budowania relacji czy też najważniejszej wewnętrznej przemiany. Na naszych oczach chłopak staje się mężczyzną. Na swój sposób poszukuje szczęścia, nie zawsze lokując miłość tam, gdzie trzeba…

Boskie Książki – cykl Wydawnictwa eSPe – zobowiązuje do tego, by w książce pojawił się „boski wątek”. Tak jest i tym razem. Małgorzata Lis porusza bardzo ważny temat, jakim jest rozeznanie powołania. Kuba naprawdę się waha. Zastanawia się, które drzwi powinien otworzyć. Rodzice nie ułatwiają mu sprawy. Zwłaszcza mama wywiera na nim presję, nie mając do tego żadnego prawa. Pamiętam, kiedy mój Brat postanowił wstąpić do seminarium duchownego. Mama Dropsa nie była zbyt zadowolona, ale nie protestowała, nie rozpaczała, nie namawiała go do zmiany decyzji. Wiedziała, że to jego wybór, a jedynymi Osobami, które mogą go w nim utwierdzić, są Trzy Osoby Boskie i Najświętsza Maryja Panna. Mama Kuby ma swoje „powody”, jednak nie jest świadoma tego, jak bardzo krzywdzi ukochanego syna. Uważa, że tylko życie w służbie Bogu przy ołtarzu może dać Kubie pełnię szczęścia i spłacić pewien „dług”. W książce „Wybrać miłość” możemy więc obserwować, ile szkody przynosi podjęcie czyjejś, a nie własnej, decyzji. Często potrzeba lat, by naprawić wyrządzone krzywdy i wrócić na właściwe ścieżki.

Muszę przyznać, że powieść, dosłownie, pochłonęłam w dwie noce. Autorka jak zawsze zachwyciła mnie starannym językiem i umiejętnym łączeniem wątków – wiara przeplata się z codziennością tak jak jest, a właściwie tak jak powinno być, w codziennym życiu. Małgorzata Lis świetnie oddaje emocje, uczucia i myśli postaci. Współodczuwamy razem z nimi, wchodzimy w głąb ich serc. Krzyczymy, by czegoś nie robili. Kibicujemy, gdy podejmują właściwe decyzje. Pocieszamy ich, śmiejemy się razem z nimi… Ale oni tego nie słyszą. Sami poszukują szczęścia…

Każdy z nas ma inną definicję szczęścia. Myślę jednak, że gdyby się głębiej zastanowić, każda z nich miałaby wspólny człon – miłość. Kochamy Boga, drugiego człowieka, samych siebie. Oprócz miłości w życiu potrzeba nam też wiary – w Boga, w lepsze jutro, w samych siebie. I nadziei. To wszystko daje nam ta książka. Jest jak drogowskaz w poszukiwaniu szczęścia. I przestroga – że trzeba go szukać na własnych zasadach, a nigdy pod czyjeś dyktando. Bo choć ulegając presji, nie sprawimy przykrości drugiemu człowiekowi, zranimy, czasem niezwykle głęboko, samych siebie.

PREMIERA 7 CZERWCA

„Bóg w moim domu” – Kasia Olubińska

Read More
bóg w moim domu

Kasia Olubińska, Bóg w moim domu, Wydawnictwo Wam 2021.

„Gość w domu, Bóg w domu” – głosi znane przysłowie. A czy najważniejszego Gościa – Pana Boga – traktujemy z należytą uwagą? Ale zaraz, On przecież powinien być najważniejszym Mieszkańcem! No właśnie, jest Gościem czy Mieszkańcem? A sam dom – stawiamy na piasku, licząc, że burze nas ominą, czy na skale, ufając solidnym fundamentom…?

„Bóg w moim domu” to najnowsza i zarazem najbardziej intymna książka Kasi Olubińskiej. Jest pożegnaniem z ukochaną Mamą – najlepszą przyjaciółką, której świeczka życia zgasła niespodziewanie. Jest świadectwem życia w wierze oraz ufności w najtrudniejszym momencie. Jest wołaniem stęsknionego dziecka. Jest dziękczynieniem za życie w domu pełnym miłości i bezpieczeństwa, i za możliwość budowania takiego domu u boku ukochanego męża i psa. Jest powierzeniem najgłębiej skrywanych sekretów i marzeń. Jest też opisem życia w piekle pandemii.

Nagła śmierć mamy przewróciła życie dziennikarki do góry nogami. Runął świat, który dobrze znała. Świat pełen miłości, czułości, bliskości, opieki, przyjaźni. Teraz buduje nowy. Ale na dobrze znanych fundamentach. Buduje, korzystając z materiałów, które zostawiła jej mama – serce rodzinnego domu. Buduje z Panem Bogiem, któremu ani na chwilę nie przestała ufać. Wśród gruzów razem szukają wiary i nadziei.

„Bóg w moim domu” nie jest tylko pożegnaniem z mamusią. To także refleksja dotycząca obecności Boga w naszej domowej codzienności. W pandemii dom stał się centrum naszych światów. Biura, szkolne ławki, stoliki w ulubionych kawiarniach zamieniliśmy na dom. Nie mieliśmy dokąd uciec. Oko w oko stanęliśmy z tym, co budowaliśmy z innymi lub sami i wciąż budujemy. Dom stał się szkołą, miejscem pracy, miejscem modlitwy. Kasia Olubińska dzieli się wspomnieniami z pierwszych miesięcy epidemii.

Autorka opisuje dla nas swoje trzy domy: rodzinny w Kruszwicy – ściśle związany z kochaną mamusią; ten, który tworzą wraz z mężem w Warszawie i dom duchowy – kościół na Służewie. Każdy z nich jest nie tylko obiektem na mapie. Najważniejsze są nie mury, a ludzie, którzy go tworzą. Bóg, który mieszka wśród nich. Miłość, która krąży i buduje. Radość ze spotkań. Łzy, które oczyszczają i zbliżają do gospodarzy tych miejsc. Każdy rozdział nosi tytuł związany z elementem wyposażenia domu. Skojarzenia, wspomnienia, refleksje przeplatane są fragmentami z pisma świętego lub nauczania Wielkich Kościoła Katolickiego.

Przeczytałam tę książkę w jeden wieczór. „Bóg w moim domu” to dla mnie otulona różową okładką niczym obłoczkiem… wdzięczność i ufność. Właśnie one po lekturze wypełniły i wciąż wypełniają moje serce. Kasia Olubińska sprawiła, że na nowo zaczęłam praktykować wdzięczność. Nie rozpamiętuję tego, co było. Nie obawiam się przyszłości. Doceniam to, co jest tu i teraz. Nawet, gdy nie jest dobrze. Nawet, gdy leją się łzy. Wierzę, że po każdej burzy wychodzi słońce i niezależnie od sytuacji, w jakiej się znalazłam, cały czas za rękę trzyma mnie Bóg, a po różańcu wspinam się jak po stopniach schodów, na szczycie których czeka Matka Boska.

To lektura obowiązkowa dla czytelników poprzednich publikacji Kasi i jej bloga. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy na nowo chcą zaufać Bogu i zaprosić go do swojego serca i do swojego domu. To lektura dla tych, którym brakuje wiary i nadziei. Kasia i jej słowa Cię otulą – gwarantuję!

„Kiedyś dogonimy Paryż” – Magdalena Kołosowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
kiedyś dogonimy paryż kołosowska recenzja

Magdalena Kołosowska, Kiedyś dogonimy Paryż, Wydawnictwo Replika 2021.
Trylogia: „Pod wspólnym niebem”
#MamaDropsaCzyta

Pod koniec kwietnia miała miejsce premiera pierwszego tomu trylogii „Pod wspólnym niebem” Magdaleny Kołosowskiej pt. „Kiedyś dogonimy Paryż”. W jednym z wywiadów przeczytałam, że do napisania serii Autorkę zainspirowały przyjaciółki i rozmowy z nimi, które czasem trwały wiele godzin. Pisząc, garściami czerpała z własnych doświadczeń i znajomych, a wiele wydarzeń rozegrało się w rzeczywistości.

„Kiedyś dogonimy Paryż” to historia internetowej znajomości, która z czasem przerodziła się w przyjaźń. Zosia z Piotrkowa Trybunalskiego, Danka z Zamościa i Irmina z Wrocławia. Co je łączyło oprócz wieku 40+? Każdej z nich coś w życiu nie wyszło, nie udało się spełnić marzeń, zrealizować pragnień. Każdą z nich życie wystawiło na próby.

Pierwsze skrzypce w pierwszym tomie serii gra Zosia. To czterdziestoletnia kobieta, rozwódka po szesnastu latach małżeństwa, freelancerka, kawożłop, w ramach podziału majątku wywalczyła od męża dom dla siebie i dwóch dorosłych córek, Ali i Oli. Poznajemy ją w chwili, gdy usiłuje się zaaklimatyzować w nowej okolicy i w nowym domu, w którym odczuwała syndrom opuszczonego gniazda, całkowicie zerwać z przeszłością, która do niej powracała we snach. Przypadkiem spotyka też Filipa, dawnego kolegę z pracy, przez którego już kiedyś zmieniła pracę pełna obaw o dalszy rozwój relacji między nimi. Jak po dziesięciu latach ułożą się ich relacje?

W każdej sytuacji Zosia zawsze mogła liczyć na wsparcie, pomoc, konkretne rady internetowych przyjaciółek. Powiem więcej, gdy sytuacja tego wymagała, spotykały się w „realu”. Dzieliły się ze sobą radościami dnia codziennego i wszystkimi troskami, omawiały problemy, szukały razem wyjścia z różnych mniej lub bardziej skomplikowanych sytuacji. Wydawało się im, że znają się prawie całe życie. Wyczuwały w rozmowie każdą nutę fałszu czy mijania się z prawdą a także udawania, że wszystko jest w porządku.

Powieść czyta się szybko, jest napisana lekkim stylem, z domieszką humoru, nutą ironii a język jest plastyczny i pełen emocji, chwilami nacechowany poetycko. Narracja jest przeplatana zapisem rozmów z komunikatora internetowego, zaznaczone są daty i godziny wysłanych wiadomości. Bardzo je polubiłam, gdyż przypominają mi moje codzienne pogaduchy. Samo życie! Oj dzieje się tu, dzieje. Akcja toczy się szybko, by znowu trochę zwolnić, a nawet przystanąć, dać czas na refleksje o życiu, o miłości, o przyjaźni czy marzeniach a także smutkach, bolączkach, chorobach, kłopotach, dopadającej nas przeszłości.

Magdalena Kołosowska poruszyła w swojej powieści jakże ważny problem relacji interpersonalnych, potrzeby bliskości, obecności drugiego człowieka. Poznajemy relacje Zosi z mamą, z siostrą i z dorosłymi córkami, które wciąż kochająca mama chce prowadzić przez życie za rączkę i wytyczać bezpieczne i wolne od błędów ścieżki. Zagalopowała się i zapomniała, że powinna przystopować. Jakże prawdziwe są bohaterki i wykreowane przez Pisarkę historie ich życia, które każdą z nich zaskakuje swoim scenariuszem.

Magdalena Kołosowska zaskakuje też tytułem. Sięgając po tę historię, spodziewałam się podróży do Paryża, spacerów nad Sekwaną, gwaru francuskich uliczek. Otrzymałam… Nie, nie zdradzę. Napiszę tylko, że Paryż niejedno ma imię…

„Kiedyś dogonimy Paryż” to pierwsza część trylogii „Pod wspólnym niebem”. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów. Przede mną, przed Wami, Neapol i Rzym. Czy przedstawione w równie nieoczywisty sposób, co Paryż? Przekonamy się wkrótce!

„Kres czasów” – Marzena Rogalska

Read More
kres czasów marzena rogalska karla linde

Marzena Rogalska, Kres czasów, Wydawnictwo Znak 2021.

Boję się, wiecie? Boję się, że to co napiszę w tej recenzji, nie odda w pełni uroku tej książki. Nie odda uczuć i emocji, jakie we mnie wywołała. Nie odda zachwytu nad piórem autorki. Ale podejmuję rękawicę! Palce na klawiaturę!

Twórczość literacką Marzeny Rogalskiej znam nie od dziś. Kilka lat temu gorąco polecałam Wam cykl o Agacie Donimirskiej i jej przyjaciołach. Nie tak dawno rozpływałam się na I tomem nowej trylogii. Po Czasie tajemnic przyszła pora na II część – Kres czasów – dalsze losy Karli Linde, jej ojca i najbliższych.

Na początku chcę zwrócić Waszą uwagę na tytuł książki – jest bowiem wielowymiarowy. Kres czasów symbolizuje koniec i początek nowych rozdziałów w życiu głównej bohaterki, jej ojca, przyjaciół, a także Polski i Europy, które znów stoją u progu Wielkiej Wojny. Ale po kolei!

Karla zdała maturę. Kres dzieciństwa, początek dorosłości! Po krótkich wakacjach w Paryżu wyjeżdża do Anglii, by tam smakować towarzyskiego życia, chłonąć bogactwo kultury i poznawać ścieżki studentów Oxfordu. Z czasem w dziewczynie rodzi się bunt i tęsknota. Może liczyć na wsparcie Dorothy – mentorki z czasów dzieciństwa i angielskiej przewodniczki. Jej relacja z Kathy jest za to daleka od ideału – w kwestii romansów, w podejściu do małżeństwa przyjaciółki coraz bardziej się różnią, a pewne przeszkody wydają się nie do przeskoczenia…

Tymczasem ojciec Karli, którym coraz bardziej interesują się służby wywiadu, zauważa kres czasów pokoju. W przededniu dziejowej burzy jako jedyny wydaje się dostrzegać zmiany w europejskiej polityce i obawia się o przyszłość kraju. By zatrzymać córkę z dala od Polski zagrożonej wojenną zawieruchą, nie cofnie się przed niczym… Może liczyć na wsparcie Dorothy – kiedyś nauczycielki Karli, dziś jej serdecznej przyjaciółki. Nie tylko jej – kres małżeństwa Barbary i Emila otwiera serce doktora na nowe znajomości…

Przy okazji premiery poprzedniej powieści, Marzena Rogalska w jednym z facebookowych wywiadów opowiadała nie tylko o książce, pracy nad nią, ale i o relacji z własnym ojcem. Do łez wzruszyła mnie historia o plecaku, który, oczywiście metaforycznie, nosi Marzena. To tata jej go spakował. Włożył do niego miłość, poczucie bezpieczeństwa, radość, wdzięczność, poczucie własnej wartości. Mam wrażenie, że teraz autorka taki sam plecak, z bardzo podobnym wyposażeniem, wkłada na barki Karli Linde…

– Kocham cię, tato.
– Ja ciebie też kocham. Czasem zastanawiam się, czy całe zło tego świata nie bierze się z tego, że rodzice nie mówią dzieciom, że je kochają.

Relacja Karli i Emila jest wyjątkowa i rzadko spotykana – nie tylko w literaturze, ale przede wszystkim w życiu. Przyjęło się, że to matka jest najlepszą przyjaciółką córki, mentorką, powiernicą, słuchaczem. Karla nie ma dobrych relacji z mamą, Barbara jest nieobecna. Dziewczyna u progu dorosłości może liczyć na ojca. Jej relacja z Emilem jest oparta przede wszystkim na miłości oraz rozmowie. Lekarz nie traktuje córki jak dziecka. Karla to dla niego równorzędny partner w dyskusjach zarówno o polityce, sytuacji społecznej czy kwestiach związanych z podróżami. Między ojcem a córką nie ma tematów tabu. To Emil zna sekrety Karli dotyczące związku z Jankiem. To on rozwiewa jej wątpliwości związane z wyborem studiów i miejscem zamieszkania. Co ważne – nie narzuca swojego zdania. Delikatnie sugeruje. Jest doskonałym słuchaczem. Docenia dojrzałość córki i obdarza ją ogromnym zaufaniem. W tej książce wiele stanów, relacji, etapów ma swój kres. Ale nie miłość ojca do córki i córki do ojca.

Czytając „Kres czasów” stałam przed ogromnym dylematem. Z jednej strony miałam ochotę ją pochłonąć w dwa wieczory. Z drugiej zaś delektowałam się każdym słowem. Marzena Rogalska to mistrzyni pióra. Z powodzeniem wprowadza zmysły czytelniczka na angielskie salony, zaprasza w mury oxfordzkiej uczelni, zabiera w podróż do Klonowa, oprowadza po paryskich uliczkach. Wszystko się widzi, słyszy, czuje i dotyka. Ponadto autorka dostosowuje język do czasów, w których toczy się akcja książki. Zwroty, powiedzonka, określenia – wszystko oddaje klimat lat 30. ubiegłego wieku.   

Karla Linde to niezwykła dziewczyna. Wydaje się, że już dla swojego świata była „niedzisiejsza” – zamiast brylowania na salonach, pragnęła rozwoju. Zamiast o znalezienie męża, troszczyła się o wiedzę i wcześniejsze zdanie matury oraz rozpoczęcie studiów. Zamiast spędzać czas z podejrzanymi dżentelmenami czyhającymi na jej posag, ceni towarzystwo ojca i 60-letniej Dorothy. Zamiast przymierzać sukienki, woli przemierzać łąki i lasy na grzbiecie ukochanych wierzchowców. Piękna, inteligentna, z poczuciem humoru. Szybko nawiązuje kontakt z ludźmi – zarówno rówieśnikami, jak i przedstawicielami wyższych sfer – dyplomatami czy właścicielami ziemskimi. Ironią potrafi zawstydzić rozmówcę. Dorasta na naszych oczach – dziewczynka zamienia się w kobietę. Na naszych oczach się zakochuje i staje oko w oko z wojną. Nie potrafi uciec przed kresem – czasów pokoju i czasów dziecięcej beztroski. Chciałabym ją poznać. Chciałabym się z nią zaprzyjaźnić. To niemożliwe, wiem. Na szczęście, dzięki Marzenie Rogalskiej, mogę ją bacznie obserwować. Podziwiać. Kibicować. I ostrzegać przed tym, co nieuchronne… Nie słyszy mnie, niestety. Jak przetrwa wojenną zawieruchę? Z niecierpliwością czekam na III tom serii – „Odzyskany los”. Mam nadzieję, że będziecie czekać ze mną!

„Czas miłości” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
czas miłości edyta świętek

Edyta Świętek, Czas miłości, Wydawnictwo Replika, 2021.
Dylogia: „Jedno życie wystarczy”
#MamaDropsaCzyta

19 maja to data premiery powieści „Czas miłości” Edyty Świętek, II tomu dylogii „Jedno życie wystarczy”.  Moja ulubiona Autorka porusza w swojej twórczości niezwykle trudne, a zarazem ważne tematy i problemy społeczne. Uwrażliwia w ten sposób swoich czytelników na los ludzi żyjących obok, uczy empatii, reagowania na zło, krzywdę drugiego człowieka, skłania do refleksji nad własnym życiem, trafnością decyzji, wyborów życiowych.

Niewątpliwie historia Anieli Kmiecik poruszyła moje serce i wzruszyła do łez. W poprzednim tomie poznaliśmy jej dzieciństwo i trudny czas dorastania, w którym brakowało miejsca na miłość, wszelkie odruchy dziewczęcego serca – bohaterka je zagłuszała, bo się po prostu panicznie bała. Ten lęk wywołały traumatyczne przeżycia z dzieciństwa – podły, nietrzeźwiejący ojciec, brak więzi z wyzutą z emocji matką, której to zwykle powinna się dorastająca córka zwierzać z pierwszych uniesień, zauroczeń, problemów sercowych.

Co czeka nas w II części? Po latach emocjonalnej pustki w życiu Anieli przyszedł wreszcie czas na miłość. Na jej drodze pojawiło się dwóch konkurentów walczących o jej serce:

Pół roku szczęścia. Pół roku marzeń i planów. Pól roku złudzeń i życia iluzją. […] Zachłysnęła się miłością. Uwierzyła, że czeka ją tylko to, co najlepsze. Że po latach cierpień, upokorzeń i krzywd przyszedł czas na same pozytywne emocje.

Gdy na światło dzienne wyszedł pewien sekret skrywany przez Rozalię Kmiecikową (czytelnicy I tomu doskonale ją znają!), wszystko się skończyło, serce dziewczyny prawie pękło z bólu… Czy da się walczyć z zakazanym uczuciem? Czy bohaterom się to uda? Czy weźmie górę nad głosem serc głos rozsądku? Przecież serce nigdy nie słucha rozumu…

W powieści Autorka porusza trudny problem budowania więzi między rodzicami a dorosłą córką. To też trudny etap w życiu Anieli, rodziców i rodzeństwa. Ojciec założył drugą rodzinę, ale mimo to, skoro były dzieci, pierwsza żona zawsze mogła liczyć na rozmowę, wsparcie, podejmowanie decyzji. Anielka zasługiwała, aby jej wynagrodzić zmarnowane dzieciństwo w patologicznej rodzinie. Demony przeszłości wciąż powracały do niej we snach. Ileż tu się rozegrało emocji i uczuć – cała paleta – poznacie ją podczas lektury!

„Czas miłości” to także opowieść o  potędze przyjaźni między Anielką i Magdą. Bohaterki znały się od dziecka, pochodziły z tego samego środowiska i z niego uciekły do kawalerki. Jedna dla drugiej była matką, ojcem, siostrą – najważniejszą osoba w życiu, bratnią duszą. Obrały wspólną drogę – wyznaczyły cele, plany, wysnuły marzenia. To było fenomenalne. I pilnowałyśmy jedna drugą, by nigdy nie zapomnieć o tych marzeniach. By nie zboczyć z drogi, która wspólnie próbowałyśmy pokonać.  

W powieści pojawia się też wątek Monaru – miejsce ostatniego ratunku dla jednej z bohaterek. Czytelnicy mogą razem z nią patrzeć na innych, którzy sięgnęli dna, odbili się od niego i wyciągnęli wnioski na przyszłość. Nie wszystkim się jednak udawało wyjść z nałogu i przystosować do samodzielnego życia.

Mimo trudnej problematyki książkę czyta sie szybko, jest napisana lekkim stylem, dość obrazowym i emocjonalnym językiem wywołującym w czytelniku całą paletę emocji i uczuć – kolejny walor powieści. Akcja toczy się wartko, zwroty akcji zaskakują czytelnika, dodają tempa biegowi zdarzeń. Bohaterowie są prawdziwi a ich historie są także świetnie wykreowane. Moje serce zdobyły dwie postacie Aniela i Leokadia. A najwięcej emocji negatywnych wzbudziły Maryla i Rozalia. Podobnie jak w pierwszym tomie akcja rozgrywa się w pięknym i zabytkowym Łańcucie, gdzie tereny przylegające do Zamku Lubomirskich stanowiły wprost idealną scenerię dla romantycznych spacerów, którą tak pięknie namalowała słowami Autorka. Powieść ma dość przejrzystą kompozycję, jest podzielona na części i podrozdziały. Emocje, myśli bohaterów są wyróżnione w tekście kursywą.

Edyta Świętek oddała do rąk czytelników poruszającą powieść o różnych obliczach miłości, o rodzinie, która tak bardzo pragnie stać się bezpiecznym portem dla odzyskanej córki, o relacjach, o tym, jak sekrety, kłamstwa, tajemnice mogą zniszczyć życie człowiekowi, o sile przyjaźni, o marzeniach, tęsknotach i pragnieniach. Polecam z całego serca tę fenomenalną dylogię.

Wydawnictwu Skarpa Warszawska dziękuję za egzemplarz recenzencki.