„Egzekucja” – Remigiusz Mróz (seria o Chyłce)

Read More
mróz egzekucja

Minęły trzy miesiące, od kiedy Kordian Oryński zaginął. Przez cały ten czas Chyłka robiła wszystko, by go odnaleźć, ale nie natrafiła na żaden ślad.
Prawniczka nie zamierza jednak się poddawać. Aby zapewnić sobie fundusze na dalsze poszukiwania, prowadzi biuro porad prawnych i mimo że nie może sama reprezentować klientów przed sądem, nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystywała do tego kogoś innego. Jednocześnie stara się doprowadzić do uchylenia decyzji sądu dyscyplinarnego o usunięciu jej z zawodu.
Nic nie wskazuje na to, by w którejkolwiek ze spraw udało jej się odnieść sukces – aż do momentu, kiedy zgłasza się do niej policjant oskarżony o zabójstwo cywila…

opis Wydawcy

Remigiusz Mróz, Egzekucja, Wydawnictwo Czwarta Strona 2021.
Seria: Chyłka

Chyłka obdarta do mięśnia sercowego. Chyba jeszcze nigdy Remigiusz Mróz nie rozebrał jej aż tak do naga. Dosłownie i w przenośni. Jeszcze nigdy Chyłka nie była aż tak… Joanną, kobietą rozsypaną w pył. Chowa się za butelką tequili, zasłania papierosem, ale to na nic. Aż chce się napisać: CKN – Chyłka kocha naprawdę. I jest gotowa na wszystko. Uwierzcie, naprawdę na wszystko.

Z Chyłką i Zordonem obronną ręką (sięgającą po egzemplarz książki w wersji papierowej lub elektronicznej) wyszliśmy z czytelniczego kryzysu, o czym pisałam jakiś czas temu. Na „Egzekucję” czekałam od pierwszych zapowiedzi. Nie jest tajemnicą, że czytam tę serię przede wszystkim ze względu na relację Joanny i Kordiana. Ten tom dał mi to, na co tyle lat czekałam. Miłość. Nie w słowach, a w czynach. Nie w górnolotnych wyznaniach, a w spojrzeniach. Nie w deklaracjach, a w gotowości. Do walki na śmierć i życie.

„Egzekucja” to kolejna przeczytana w tym roku książka… w jeden dzień. Czytnik e-booków włączyłam do porannej kawy. Skończyłam lekturę wieczorową porą. Z jednej strony usatysfakcjonowana. Z drugiej zaskoczona. Z trzeciej zaciekawiona. W reszcie z czwartej – w rozterce. Bo przecież nic nie może wiecznie trwać. Oni w końcu zejdą ze sceny, niepokonani, w glorii chwały, a raczej Chyłki, na pełnej Chyłce. I pojawia się pytanie – na jakie próby wystawi jeszcze bohaterów Remigiusz Mróz? Jedno jest pewne – oszczędzał ich nie będzie.

Joanna Chyłka to jedna z najlepiej wykreowanych postaci w polskiej beletrystyce. Bohaterka z krwi i kości. Wyrazista. Charakterystyczna. Nie można jej pomylić z nikim innym. A jednak na oczach czytelnika się zmienia. Łamie się z tęsknoty. Czy odradza na nowo? Nie zdradzę. Ale dla tej do bólu kochającej i do bólu tęskniącej Joanny warto sięgnąć po ten tom.

I nie pytajcie, o co chodzi z Konsorcjum. Ja też nie rozumiem 😉

„Ty albo żadna” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
ty albo żadna

Magdalena Kordel, Ty albo żadna, Wydawnictwo Znak 2021.

Nie spodziewałam się, że Kordella, Magdalena Kordel znaczy, potrafi być taka stanowcza. Stawia sprawę jasno: „Ty albo żadna. Ty albo nikt”. Nie uznaje półśrodków. Nie chce się dzielić uwagą czytelnika. Zachłannie zabiera go do swojego świata. Świata, który wykreowała. Świata składającego się z porozrzucanych puzzli, wśród których każdy znajdzie kawałek pasujący do siebie. Puzzli, które tworzą całość zwaną życiem.

Muszka miała rację. Nietoperz to zło. Kto czytał pierwszą część nowej Kordelowej serii („Zanim wyznasz mi miłość”), wie, że przepowiednia stała się ciałem niespodziewanego gościa. Gościa, który miał nie żyć. Gościa, który nie miał prawa zaprzątać pamięci. Halina, siostra babci Adeli, była uważana za zmarłą. Do czasu. Do momentu, aż stanęła w drzwiach i przerwała rodzinną, pozorną sielankę. Bo przecież relacje Ruty i Mateusza są niejasne. Bo przecież Ewelina nosi w sercu tajemnicę. Bo przecież nikt nie wie tego, co wie babcia Adela. Co zostawił jej w spadku dziadek Konstanty? Jedno jest pewne – to nie drogie przedmioty czy cenne rady. To sekret i przepowiednia, przed którą chronił swoje wnuczki. To sekret i przepowiednia, przed którą babka Adela musi chronić Ewelinę…

Prawdziwe życie to emocje. Prawdziwe życie to uczucia. Prawdziwe życie to mieszanka dobra i zła w codzienności. Prawdziwi ludzie. „Ty albo żadna” jest zatem prawdziwe. Bo to wszystko tam jest. Okraszone odrobiną magii zwykłych gestów: odgarnięcia włosów z czoła, ciepłego obiadu, szczekających, puchatych kuleczek. Okraszone obecnością i czułością. Mimo wszystko. Ponad wszystko.

Tej historii się nie czyta. Przez nią się po prostu płynie. Choć sekrety łamią serca, a żądza pieniędzy i władzy o mały włos nie doprowadza do tragedii, z pomocą Kordelowego stylu pewnie przekracza się najtrudniejsze przeszkody. Lekkość, humor, ironia – pozornie proste dialogi, skrywają niejedną życiową mądrość i przypominają o czarach codzienności, które gubimy w biegu, w natłoku pracy czy internetowych postów. Chowając się za Adelą, Muszką, ale i Rutą, Magdalena Kordel siada obok czytelnika, delikatnie bierze go za rękę i szepce do ucha życiowe drogowskazy.

Jeśli szukacie niebanalnej mieszanki gatunkowej, z całego serca polecam Wam tę książkę. Tak, tak, Kordella miesza – nie tylko w życiu swoich postaci. Miesza gatunki, miesza wątki. Warstwa obyczajowa miesza się tu z wątkami wojennym i kryminalnym wręcz. Przecież poznawanie tajemnic Adeli i Eweliny to prawdziwe śledztwo! „Ty albo żadna” to jednak przede wszystkim powieść o miłości – jej różnych obliczach i imionach, przyjaźni, (przerwanych i na nowo plecionych) więzach. Ukłon w stronę miłośników psów, kotów i… książek oczywiście:

– Jestem z gatunku tych, którzy uwielbiają wąchać książki. Ale spokojnie, jest nas więcej i jeszcze nie słyszałam, żeby to było szkodliwe. A poza tym powiem ci w sekrecie, że jeżeli komuś kiedyś uda się stworzyć perfumy o zapachu kartek albo biblioteki, to ten ktoś zbije fortunę – dorzuciła,
– Wcale mnie to nie szokuje, patrzę na ciebie, bo sprawia mi to ogromną przyjemność. Lubię, jak otwierasz książki, przymykasz oczy i z namaszczeniem wciągasz powietrze, lubię patrzeć, jak je dotykasz, jak podczytujesz ukradkiem fragmenty, czule gładzisz okładki. – Uśmiechnął się Jasiek.

Kordello, i ja Tobie się kłaniam. Za uśmiech posłany w stronę kolejnych fragmentów. Za łzę wzruszenia obcieraną z policzka. Za spokój, który wlewałaś swoim piórem w moje serce, gdy bardzo potrzebowałam wyciszenia. Za uzdrowienie i poruszenie serca. Za budowanie relacji babcia&wnuczka. Dobrze wiesz, że w tej kwestii, to Ty albo żadna, mój zaklęty w tajemnicy talentu, Aniele…

Premiera 15 września
Na III tom czekam z niecierpliwością

„Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości” – Agnieszka Lis (#MamaDropsaCzyta)

Read More
guziki agnieszka lis recenzja

Agnieszka Lis, „Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości”, Skarpa Warszawska 2021.
#MamaDropsaCzyta

Miesiąc temu miała swoją premierę siedemnasta już książka Agnieszki Lis, znanej poczytnej Pisarki, pianistki, dziennikarki i felietonistki. „Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości” to intrygująca opowieść o życiu, miłości, wierze w przeznaczenie i siłę ludzkiej duszy. Składa się z dwunastu historii, które łączy postać głównej bohaterki i miejsce oraz morze. Co ciekawe, każda z książek Autorki jest inna i świadczy o szerokim wachlarzu literackich środków warsztatowych. Zapraszam do lektury mojej recenzji.

Bohaterką powieści jest Jaromira, żona rybaka, mieszkająca w nadmorskich Łazach, w stuletnim domu usytuowanym tuż przy wydmie, który po remoncie stał się pensjonatem dla złamanych serc. W kuchni na starym stole zawsze stał wielki dzban z malinowym sokiem, który skutecznie chronił przed wszelakimi infekcjami. Niezwykłość tej powieści polega na tym, że jest niejednorodna i wielowymiarowa. Począwszy od stycznia 1965 r. aż do maja 2021r. co pięć lat spotkało się w pensjonacie dwanaścioro gości po przejściach, którzy znaleźli guziki. Ich opowieści o różnych odsłonach, obliczach miłości połączyła postać Jaromiry i morze. Bohaterka na wszystkie ich dramaty znajdowała radę i sposób.

Miłość i szczęście mają różne nazwy i różne potrzeby. Czasem jest niezbędne prażące słońce, a czasem słona mgła. A zwykle wystarczy po prostu serce.

Jaromira bowiem sama doświadczała dobroci świata, Boga i morza przez całe życie. Miała dom z duszą, ukochanego męża rybaka, czworo mądrych i dobrych dzieci. Mimo że morze zabrało jej Mariana, to miała swoje ulubione miejsce na brzegu morza, z którego słyszała głos męża i  mądrego morza. Posiadała dar słuchania i rozmawiania z morzem, wszystko można było przegadać i tą mądrością dzieliła się z ludźmi doświadczonymi przez los a ono im podpowiadało, jak postąpić. Dziękowała za miłość, bo tylko ona miała siłę, żeby przetrwać śmierć, przekroczyć granice i zostawić po sobie samo dobro. Jaromira w najdrobniejszej rzeczy potrafiła odnaleźć magię codzienności, cieszyły ją właśnie drobne rzeczy, gesty. Wystarczyło usiąść w kuchni przy starym stole z kubkiem herbaty z sokiem malinowym, zrobionym przez wspaniałą gospodynię, i rozmawiać, rozmawiać. Czasami tylko pomilczeć, nie krytykować, nie oceniać, ale wysłuchać. Bo czasami słowa nie są potrzebne. Wystarczy drugi człowiek i świadomość, że miłość jest w życiu najważniejsza. Może to być także miłość do siebie.

Oprócz rozmów z morzem magiczną moc miały również tytułowe guziki. które zapinały problemy. Znaleziony guzik należało przechowywać i nie można było wyrzucić ani komuś oddać. Goście znajdowali rozmaite guziki: metalowe, plastikowe, pościelowe, płócienne, szklane z zatopionym kwiatkiem, szylkretowe, guziki jak klipsy. To przeświadczenie Agnieszka Lis wyniosła z domu. Jak czytamy w posłowiu, każdy guzik nosi w sobie historię jego właściciela. Jest w nim zaklęta nadzieja, zawód, radość, łzy… wszystko. Pisarka wybrała miłość. Urodzona w Koszalinie często spędzała wolne chwile nad morzem w Mielnie, Unieściu czy w Łazach. I zawsze rozmawiała z morzem, które potrafiło rozwiązać większość spraw.

A może życie to tylko… worek. Ubranie. Człowiek musi znaleźć w życiu swój guzik, choćby po to, żeby zapiąć worek z problemami i odłożyć go e niedostępne miejsce. A kiedy problemy zwietrzeją, trzeba worek wytrzepać i odświeżyć. I zapomnieć o problemach.

Powieść pochłonęłam dość szybko i na długo pozostanie w moim sercu. Niezwykle poruszające były historie bohaterów. Jaromira u schyłku swojego życia postanowiła zorganizować na plaży spotkanie wczasowiczów. Każdy z bohaterów opowiedział, jak potoczyło się dalej jego życie, jak wyzwolił się z przeszłości, co zyskał dzięki morzu i dzięki pobytowi u Jaromiry, i dzięki magicznemu guzikowi. Morze szumiało, cicho dyskutując z siedzącymi kobietami białymi falami, spokojne, usypiające. To był wzruszający, pełen magii wieczór. Musicie koniecznie się o tym sami przekonać, czytając tę cudowną opowieść o miłości. Zwyczajni bohaterowie, tacy prawdziwi, mający zalety i wady, słabości ale niezwykła jest droga do przemiany ich życia. To miłość je odmieniła.

W powieści urzekł mnie niezwykle obrazowy, plastyczny, emocjonalny język. Autorka jak wirtuoz potrafiła słowami zagrać różne melodie, stany emocjonalne morza. Ich dźwięk towarzyszył podczas lektury. Wystarczy tylko spojrzeć na okładkę i już słyszymy szum morza. W powieści każdy odnajdzie garść guzików dla siebie, garść złotych myśli, drogowskazów życiowych.

Polecam z całego serca książkę na długie, jesienne wieczory. Wygodny fotel, miękki kocyk, kubek herbaty z sokiem malinowym i z pajdą drożdżowca z kruszonką, pies, czy kot na stopach i… jesteśmy nad morzem- idealnym miejscem, żeby wyrzucić z siebie wszystko to, co nas boli, uwiera, zatruwa. Jaromira…

– Ja nie miałam tu nic do powiedzenia – zaprotestowała Jaromir. – To morze.
– Dzięki morzu – powtórzyła Jaromira.
– To nie ja – wyszeptała Jaromira.
Życie toczy się tak, jak to zapisane, a człowiek nie ma wiele do powiedzenia. Choćby nie wiem jak próbował wpływać na własną albo cudzą historię, to ludzkie powołanie i tak się odezwie.

Dziękuję z całego serca Skarpie Warszawskiej za książkę-niespodziankę.

„Dom marionetek” – Nasza Socha (#MamaDropsaCzyta)

Read More
dom marionetek natasza socha

Natasza Socha, Dom marionetek, Wydawnictwo Literackie 2021.
#MamaDropsaCzyta

1 września to dzień premiery najnowszej powieści Nataszy Sochy „Dom marionetek”. Bardzo sobie cenię książki Autorki za prawdę, ciepło, za głębokie refleksje o życiu, za ogrom emocji i uczuć często zaprawionych humorem z domieszką ironii czy sarkazmu, żeby wzmocnić przekaz. Tym razem Pisarka podarowała czytelnikom poruszającą opowieść o rodzinnych tajemnicach, toksycznych relacjach, poszukiwaniu akceptacji i bliskości oraz pragnieniu miłości, wolności. I o wybaczeniu, które w odróżnieniu od zemsty przynosi prawdziwe wyzwolenie. I o małym bezbronnym dziecku, które mieszka w każdym z nas. Jakie refleksje wywołała we mnie  powieść? Zapraszam serdecznie do lektury recenzji.

Joanna, boleśnie zdradzona przez partnera, pragnie rozpocząć nowe życie. I jej się to udaje, bowiem kilkaset kilometrów od domu rozpoczyna pracę w charakterze opiekunki pięcioletniej, rezolutnej Amelki. Bohaterka tak bardzo chciała uporządkować własne emocje, odbyć podróż w głąb siebie, znaleźć odpowiedź na nurtujące pytania: co jest dla niej ważne w życiu, a czego się tak bardzo obawia.Dom pracodawcy był piękny, otoczony urokliwym ogrodem. Leon, przystojny i bogaty prawnik, wydawał się być ciepłym i czułym człowiekiem, który z każdym dniem zaczynał się jej coraz bardziej podobać. Był mężczyzną zupełnie innym od jej partnera. Każdego dnia bohaterka odkrywała, że to jest dziwny dom, bo jego ekscentryczni mieszkańcy zachowywali się bardzo dziwnie. Jaka tajemnica kryła sie za ich dziwnymi relacjami?

Dom Leona jednak nie był przepełniony miłością. To dom marionetek. Na osobnych kondygnacjach mieszkały trzy kobiety, trzy marionetki: Leokadia, matka, Katarzyna, starsza siostra i Magdalena, żona – szmaciane lalki, które Leon trzymał za sznurki, a one tak tańczyły, jak on chciał. Przystały bowiem na pewien układ, z którego nie mogły się wyplątać. Raczej same wepchały się w ręce Leona. A on mógł wreszcie odwrócić „zwierciadło losu”. Leon wręcz po mistrzowsku władał teatrem manipulacji. Był znakomitym reżyserem tego całego spektaklu. Krok po kroku, rozdział po rozdziale, przemieszczając się w przestrzeni czasowej, poznajemy metody manipulacji Leona. Okrywamy razem z Joanną, jak do tego doszło. Jakie maski przywdziewał na twarz ten ujmujący mężczyzna o bursztynowych oczach? Co takiego wydarzyło się w życiu trzech kobiet, że zamieszkały w willi Leona i weszły bezwolnie w rolę marionetek, pozwalając sobą manipulować i zamienić życie w koszmarną bajkę, w której nie chciały brać udziału? 

Fragmenty powieści opowiadające o życiu marionetek przetykane są rozdziałami zatytułowanymi „Chłopiec”. Poznajemy w nich poruszającą, wręcz wstrząsającą historię upokarzanego, wystraszonego i bezwartościowego chłopca – za takiego uważały go matka i starsza siostra. Rany zadane w dzieciństwie nigdy się nie zagoiły i nie zabliźniły, ciągle się jątrzyły, przysparzając bólu i cierpienia, wprawiając w przerażenie. Emocje i uczucia chłopca udzielają się też czytelnikowi. Demony przeszłości ciągle powracały mimo , że był już dorosły i prowadził świetne życie.

W tej poruszającej powieści Autorka nie podaje nam gotowych odpowiedzi na milion pytań, jakie rodzą się podczas lektury. Kto miał rację? Kto mówił prawdę? Kto oszukiwał? Co skrywają w sobie te wszystkie dziwaczne rozmowy bohaterek? Ile masek ma Leon? A wszystko zaczęło się tak słodko, niewinnie – Joanna uciekła od dotychczasowego życia, pragnęła zacząć od nowa, trafiła się jej idealna praca w pięknej willi z ogrodem. Tu z pewnością znajdzie czas na uporządkowanie emocji. I bez problemu czytelnik razem z Joanną przenika do tej willi, by poznać życie bohaterów. Przygląda się teatrowi marionetek, poznaje mechanizmy, metody, gry psychologiczne reżysera, który je po mistrzowsku stosuje, wcielając swój misterny plan w życie. I udzielają mu się emocje marionetek, żal mu chłopca. Ale reżyser spektaklu tak sprytnie porusza sznurkami, że  chwilami się gubiłam w ich labiryncie. A wszystko to przez emocje…

Natasza Socha oddała w ręce czytelników niesamowicie poruszającą powieść psychologiczną, jakże inną od wcześniejszych. Wykreowała prawdziwych bohaterów, z których każdy ma zalety i wady. Nikt nie jest bez winy. Poprzez ich historie życia Autorka pokazała czytelnikom, że zemsta nie może stać się głównym celem w życiu człowieka. Kat może stać się też ofiarą i nigdy nie zazna szczęścia, nie będzie gonić za marzeniami, które czynią nas wolnymi. Do pełni życia jest nam potrzebna obecność drugiego człowieka, samotność może się okazać destruktywna. Natomiast pozytywny kontakt z innymi ludźmi nas oczyszcza. Pisarka rozprawiła się też w powieści z mitami wokół przebaczenia, które jest nam potrzebne do zbudowania właściwych relacji z innymi ludźmi i do osiągnięcia szczęścia a tym samym poczucia wolności i uwolnienia od negatywnych emocji. Joanna wybaczyła i poczuła ulgę. Ja też wybaczyłam bliskiej osobie, ale nie zapomniałam. Jednak zyskałam pokój serca i zabliźnienie ran. Uwolniłam się od ciężaru złych emocji.

Polecam powieść, napisaną lekkim stylem, emocjonalnym językiem, ale poruszającą bardzo trudne tematy i niosącą duży ładunek emocjonalny. „Dom marionetek” na długo pozostanie we mnie. Może i ty jesteś taką marionetką, którą ktoś sprytnie porusza za sznurki, próbujesz je zerwać, szarpiesz się, ale to ci się nie udaje. Może lektura podpowie ci, jak się uwolnić. A może w pobliżu jest Joanna? Posłuchaj jej, ona nigdy nie będzie marionetką. Uwierz w siebie, że możesz być wolnym człowiekiem,  szczęśliwym, możesz kochać i gonić za marzeniami. Powieść daje taką nadzieję czytelnikowi.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzyjny.

„Tajemnica z przeszłości” – Sylwia Kubik (recenzja przedpremierowa!)

Read More
tajemnica z przeszłości

Sylwia Kubik, Tajemnica z przeszłości, Wydawnictwo Otwarte 2021.

Nasza teraźniejszość budowana jest na fundamentach przeszłości. To, co wczoraj, ma wpływ na to, co dzisiaj. Sprawia, że czujemy radość, wdzięczność, ale i strach czy niemożliwy wręcz do wyrażenia smutek. Sylwia Kubik staje wśród żuławskich łąk, zerka na bohaterów zza starych domów. I patrzy. Przygląda się, jak sobie radzą z tym, co im zgotowała. Z przeszłością. I czuwa, by ich fundamenty nie uległy zniszczeniu.

„Tajemnica z przeszłości” to drugi tom serii żuławskiej. Krok do miłości zrobiony, pora na… powrót do przeszłości i odsłonięcie bardziej lub mniej mrocznych tajemnic. W recenzji poprzedniego tomu pisałam, że ten cykl jest życiowy – aż do bólu, i zdanie podtrzymuję. W cieniu żuławskich wierzb nie ma miejsca na sentymenty. Jest życie. Nie czarno-białe. Kolorowe. Jasne, ciemne. Czasem niebo jest błękitne, czasem przykryte szarymi chmurami. Czasem razem z bohaterami wygrzewamy się w słońcu, czasem z nadzieją wyglądamy końca burzy.

Co słychać u dobrze znanych z powieści „Krok do miłości” postaci? Ewa budzi się do życia. U boku Kamila stara się zapomnieć o przeszłości i kawałek po kawałku odkrywa siebie – swoje wnętrze, (kobiece) pragnienia. Poznaje historię rodziny, która miała wpływ na wybory jej mamy. Z niepewnością smakuje prawdziwej miłości – opartej na zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa. Niczym żółwik powoli wysuwa łebek ze skorupki i z niedowierzaniem rozgląda się po Żuławach. Uczy się przyjmować ludzką dobroć, słowa otuchy. Do czasu. Przychodzi moment, przychodzi człowiek, gdy nad jej głowę nadciągają czarne chmury. Momentalnie się chowa, odgradza. Nikt nie nauczył jej inaczej. Sama zostaje z tajemnicą z przeszłości…

Kamil próbuje w swych ramionach schować Ewę – osłonić ją przed tym, co złe; pokazać to, co dobre i piękne. Dziewczyna chowa się przed nim i nie potrafi się przełamać przed bliskością – i fizyczną, i duchową. Nagość – przede wszystkim ta oznaczająca obdarcie się ze wszystkich tajemnic i opowieści o przeszłości, wydaje się ponad jej siły. Kamil próbuje to zrozumieć, a właściwie tak mu się wydaje, bo przypomina dom budowany na piasku – wystarczy wichura, jedno słowo, które wywoła wiatr w jego sercu, a drzwi do tego serca zamykają się przed Ewą…

Autorka niełatwe zadanie postawiła również przed siostrą Kamila. Anastazja – dosłownie – musi uciekać. Przed spojrzeniami pełnymi pogardy, przed słowami ostrzejszymi niż nóż, przez oskarżeniami ludzi, których uważała za bliskich. Jej codzienność – koleżanki, imprezy, social media – to przestaje mieć znaczenie. Jej dom – rzeczywistość, jaką znała – runęła. Jedzie na Żuławy i tam szuka miejsca dla siebie – by poznać własne serce, własną babcie i własne korzenie.

„Tajemnica z przeszłości” to książka do pożarcia. Dwa wieczory – dłużej nie byłam w stanie się nią delektować. Nie mogłam. Zbyt wiele się działo. Zbyt wiele słów padało. Zbyt wiele spraw domagało się wyjaśnienia. Zbyt wiele aniołów przylatywało do żuławskiej gospody. Zbyt wiele diabłów próbowało deptać ich śnieżnobiałe pióra… Sylwia Kubik znów wywołała na mojej twarzy uśmiech. Znów w oczach stanęły łzy. Ta książka jest tak samo prawdziwa, jak uczucie i emocje, które wywołuje.

Miłość i przyjaźń bledną w cieniu sekretów. Tracą swój blask. Na zawsze czy na chwilę? Co okaże się silniejsze – uczucia czy przeszłość? Czy każda próba musi być dla związku tą generalną? I co oznacza udaną premierę – ratowanie relacji za wszelką cenę czy poszukiwanie własnej drogi? A może to tylko maska? Może najważniejsze dla człowieka wartości rozbłysną jeszcze większym, silniejszym światłem, które oślepi intrygantów, kłamców, niedowiarków?

Przekonajcie się sami, sięgając po „Tajemnicę z przeszłości” – premiera 1 września.

„Fatalne zauroczenie” (tomy I-III) – Elżbieta Gizela Erban

Read More
fatalne-zauroczenie-trzy-tomy

Elżbieta Gizela, Erban, Fatalne zauroczenie, tom I-III, Wydawnictwa Videograf 2021.
Patronat medialny Dropsa Książkowego

W tej serii fatalne jest tylko zauroczenie. Chociaż, może to zabrzmi egoistycznie, gdyby nie ono, Iza być może nie zechciałaby się podzielić z nami swoją historią…

Wielkie namiętności, wielka miłość, przyjaźń, rodzina – trylogia Elżbiety Gizeli Erban poświęcona jest temu, co w życiu najważniejsze. O tym, co buduje człowieka i sprawia, że rozpada się na kawałki.

Główną bohaterką trylogii jest Iza – młoda dziewczyna, jedynaczka, otoczona bezgraniczną miłością rodziców i wsparciem przyjaciół. Zadziorna, pewna siebie, nie boi się wyrazić własnego zdania. Jej pierwsza „dorosła” impreza staje się początkiem nowego etapu w życiu. Na zabawie poznaje tajemniczego oficera. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, Toni szybko zaczyna nalegać na ślub. Iza jest zachwycona, bliscy przerażeni pośpiechem. Mimo sprzeciwu rodziców, ostentacyjnego zachowania babci i rezerwy przyjaciół, dziewczyna decyduje się na zawarcie małżeństwa. Bańka miłości pryska szybko. Za szybko… W Warszawie – tak dalekiej od rodzinnego domu – jest sama. Zdana tylko na siebie. I męża tyrana…

Izę budowała namiętność, którą pomyliła z miłością. Z raju trafiła w otchłań piekła. Piękna, młoda dziewczyna stała się wrakiem człowieka – fizycznie, psychicznie i emocjonalnie. Czy ma szansę na wyrwanie się z domowego więzienia? Czy może zacząć budować siebie na nowo? Czy potrafi to zrobić…?

Warto podkreślić, że akcja powieści rozgrywa się w latach 50. i 60. Polityka i sytuacja na arenie międzynarodowej to tematy obecne w niemal każdym polskim domu. W domu Izy również. Sama, przez profesję pierwszego męża, staje się częścią tego świata. Dzięki znajomościom z liceum wchodzi w świat młodych wojskowych. Ma własne zdanie na temat poczynań władzy – nie zawsze zgodne z powszechnym. Nie boi się go głośno wypowiedzieć, broni swoich przekonań. Nie umiała obronić tylko siebie – przed fatalnym zauroczeniem…

Jak już wspomniałam, fatalne w tej serii jest tylko zauroczenie. Cała fabuła, postać głównej bohaterki, styl – wszystko jest kreślone z najwyższą starannością. Weszłam w świat wielkich namiętności, uczuć i emocji. Dotknęłam kobiety krwi i kości. Weszłam do jej duszy i obserwowałam jej przemiany. Izunia stała się Izą. Dziewczyna stała się kobietą. Jej kobiecość rodziła się w bólach upokorzeń. Jej dramat stał się źródłem siły i granicą, która jest nie do przekroczenia.

Ta historia bawi, wzrusza i rozrywa serce na kawałki. Bo to jest historia o życiu. Dalekim od wymarzonego ideału. Dalekim od braku zmartwień i trosk. Dalekim od tęsknoty i żalu. Dalekim od świętego spokoju. Trzy tomy, czytane jeden po drugim, wstrząsnęły mną do głębi. Zresztą, ja tych książek nie czytałam. Ja je pożerałam. Zachłannie wchodziłam w świat Izy i jej bliskich. Chłonęłam każdym zmysłem to, co Iza-narrator mi opowiada. Trzymałam ją za rękę w chwilach trudnych, cieszyłam się z nią w momentach uniesień. Żal się było rozstawać…

Trylogię „Fatalne zauroczenie” polecam miłośnikom powieści z historią Polski w tle, z silną postacią kobiecą i pierwszoosobową narracją. Zakup trzech tomów od razu nie jest szaleństwem, a koniecznością. Przekonajcie się i poddajcie temu literackiemu zauroczeniu. Zapewniam, że nie będzie fatalne!

Premiera: 24 sierpnia 2021 r.

Kup książki w wersji papierowej lub elektronicznej

„Zaklinaczka motyli” – Agnieszka Stec-Kotasińska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
zaklinaczka motyli recenzja

Agnieszka Stec-Kotasińska, Zaklinaczka motyli, Wydawnictwo Replika, 2021. #MamaDropsaCzyta

A może by tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady…?

Uwielbiam wypady z Mężem w Bieszczady, bo czas się tam sączy, powietrze wspaniałe, jest sielsko i anielsko, widoki zapierają dech, koją, wyciszają, akumulatory się ładują. W tym roku nie mieliśmy Bieszczad w planie, ale kto wie, czy we wrześniu nie pojedziemy chociaż na weekend, bo tęsknimy. Powieści, których akcja dzieje się w Bieszczadach, zachęcają, by rzucić jednak wszystko i tam wyjechać. Jedną z nich jest „Zaklinaczka motyli” Agnieszki Stec-Kotasińskiej. Zapraszam do lektury recenzji.

Iga Wawrzyniak, dziewczyna o rudych włosach, piegowatej twarzy i smutnych oczach, miłośniczka motyli, dość znana fotografka z Rzeszowa w bieszczadzkiej wsi Polany, w pięknej okolicy, odnalazła doskonały azyl w drewnianym domku. Bardo polubiła to miejsce i miała nadzieję, że jego aura pomoże jej uporać się z przeszłością, wyciszyć się, uspokoić, nabrać dystansu i przede wszystkim oswoić z żałobą po tragicznej śmierci męża Adama. Ich małżeństwo było udane, kochali się, mieli wspólne marzenia, plany na przyszłość. Iga tak bardzo chciała na nowo zacząć żyć pełnią życia. Znalazła tu szybko przyjaciółkę Zosię, która z rodziną mieszkała po sąsiedzku. Mieszkańcy wsi też ją polubili. Do domu obok przeprowadziła się para celebrytów z Warszawy. On – Michał, znany dziennikarz i ona, Ewelina, jego narzeczona od czterech lat, znana topowa vlogerka, uwielbiająca miejskie życie. Ta bohaterka od początku nie przypadła mi do gustu, absolutnie nie pasowała do Michała. W odziedziczonym domu po dziadkach, którzy go wychowali, pragnął odzyskać spokój. Przyjechał tu bowiem z bagażem swoich wspomnień, traum, niezaleczonej przeszłości. Jak dobrze, że los skrzyżował drogi Igi i Michała, pozornie dla siebie obcych osób. Jak się okazało, ich wspólna historia rozpoczęła się na długo przed tym, zanim się spotkali. Czy bohaterom uda się w zaciszu pokonać przeciwności losu i odnaleźć siebie, poznać prawdę o swoim życiu? Ich droga będzie kręta, pełna bólu, rozczarowań, dramatów, tajemnic, emocji… W tych cudownych okolicznościach przyrody będzie sielsko, ale nie anielsko.

Moje wspomnienia o nim są jak motyle złapane w siatkę, które powstrzymuję siłą woli, by nie poznały słowa „wolność” .

Czy można żyć przeszłością, celebrować wspomnienia o zmarłym mężu, żyć nimi, karmić się nimi i zamknąć drzwi do świata? Jakie tajemnice związane z Adamem ujrzały światło dzienne i przysporzyły cierpień i bólu Idze? Jaką rolę odegrała rodzina i przyjaciele oraz Michał? Czy Idze udało się wreszcie wypuścić zaklęte w klatkach motyle, by odleciały do kart historii?

Piękna i zarazem życiowa historia o Idze, zaklinaczce motyli i Michale, leczącym rany na duszy niesamowicie mnie poruszyła. Autorka tak poprowadziła ciekawie fabułę, zaskoczyła zwrotami akcji i wykreowała bohaterów pierwszo- i drugoplanowych, prawdziwych: z zaletami, wadami i słabościami że trudno się było oderwać od czytania. Bardzo polubiłam Igę, z czasem Michała, Zosię i jej rodzinę. Ciekawa jest kompozycja powieści – podział na rozdziały zatytułowane imionami bohaterów, z narracją poprowadzoną w pierwszej osobie, dzięki czemu możemy łatwo wniknąć do świata poszczególnych bohaterów, poznać ich myśli i motywy działania.

Powieść jest napisana lekkim stylem, pełnym emocji językiem. Wywołuje w czytelniku cały wachlarz uczuć i emocji. Autorka poruszyła w niej trudne problemy: różne oblicza i odcienie miłości , zazdrość, zawiść, egoizm, manipulacja człowiekiem, zdrada, podwójne życie, wybaczenie, siła przyjaźni. Jest to także powieść o tym, jak relacje w rodzinie mogą wpływać na losy bohaterów. Agnieszka Stec-Kotasińska przekonuje czytelników również o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany, pozwolić życiu biec własnym torem. Czas bowiem leczy rany i na ciele, i na duszy, pozwala larwie opuścić kokon i zmienić postać w pięknego, kolorowego i wolnego motyla, którego można pokochać całym sercem. Zakończenie powieści jest rozczulające, ale poznacie je sami.

Zachęcam Was do lektury emocjonalnej i mądrej powieści. A ja sięgnę po debiut Autorki „Siła przeznaczenia”.

Wydawnictwu Replika pięknie dziękuję za egzemplarz recenzencki.

„Przedsionek szczęścia” – Anna Kapczyńska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
przedsionek szczęścia

Anna Kapczyńska, Przedsionek szczęścia, Wydawnictwo Replika 2021.
#MamaDropsaCzyta

– Boże, jaka ja jestem prawie szczęśliwa – powiedziałam do siebie w poniedziałek rano. Tak zaczynałam codzienną modlitwę do swojego osobistego Boga.

-Bądź sobie zatem prawie szczęśliwa. Pamiętaj tylko, że jedynie ty sama masz na to wpływ, nikt więcej. – Łatwo się mówi. Czasem wydaje mi się, że lepiej być nie może, a gdy już jestem prawie pewna, że wszystko jest na swoim miejscu, zaczynam mieć wątpliwości. I dopada mnie niepokój – zwierzyłam mu się.

A dlaczego bohaterka najnowszej powieści Anny Kapczyńskiej czuje się prawie szczęśliwa i wciąż tkwi w przedsionku szczęścia? Zapraszam do lektury garści refleksji, jakie wywołała we mnie książka.

Bohaterką powieści jest Henia, która mieszka z mężem Wojtkiem na Jeżycach w Poznaniu, prowadzi z Grażyną Knajpę, restaurację, miejsce z dobrą energią, ma rodziców, na których nieustannie narzeka i wspaniałą babcię, o którą się ciągle martwi, posiada też przyjaciółkę i koleżanki. Uwielbia jazdę na rowerze i … piwo. Czytelnik poznaje historię znajomości i miłości Heni z Wojtkiem. Bohaterka powieści wciąż znajduje się w przedsionku szczęścia… Ciągle prześladuje ją to „prawie” i towarzyszy uczucie niepokoju, niedosytu, niskie poczucie własnej wartości, za mało odwagi, poczucie, że powinno być lepiej, jeszcze lepiej. Często też czuje się zagubiona, niepewna, udręczona przez czarne scenariusze, które wymyśla. Ma dla wszystkich wokół czas, jest gotowa zawsze nieść innym pomoc i znosić zbyt wygórowane oczekiwania otaczających ją ludzi. Brakuje jej asertywności. Nie może znaleźć natomiast czasu dla siebie, żeby pobyć sama ze sobą, przyjrzeć się sobie i przede wszystkim siebie zaakceptować, polubić, zdefiniować siebie i uszczęśliwić. Brakuje jej pełni, spełnienia na wielu niwach. Dlatego też Knajpa ma się gorzej, mąż w dalekich trasach, przyjaciółka zajęta swoimi sprawami, a rodzina z chęcią zaplanowałaby jej życie. Czy można tak żyć jak w poczekalni do pełni szczęścia, nie bardzo wiedząc, jak znaleźć się w odpowiednim miejscu i co ta pełnia miałaby właściwie oznaczać. A wyobraźnia podpowiadała jej najgorsze scenariusze.

Autorka świetnie wykreowała postać babci Wisi, która, mimo osiemdziesięciu lat, wciąż czuła się młoda duchem i absolutnie na nic nie narzekała. Miała natomiast jakiś gen uwodzicielski, którego natura poskąpiła Heni. Wisia ledwo pochowała kochanka i już telefony od potencjalnych kochanków się do niej prawie urywały. Czy to gen, czy to tajna broń kobieca? Czy po prostu babcia postradała rozum? Wisia zawsze wiedziała, czego chce, nigdy nie oglądała się na innych, miała silną osobowość,  całe życie podejmowała świadome decyzje i była zdeterminowana, aby wpłynąć na metamorfozę Heni w sposobie myślenia.

Małymi kroczkami dawna i zahukana Henia świadomie wkroczyła na drogę zmian. […] czasem trzeba wziąć życie w swoje ręce i mocno nim potrząsnąć, jak tą kulą, wiecie, ze sztucznym śniegiem, a przy okazji przyjrzeć się z oku temu, w czym tkwimy, i uczciwie to nazwać. Nieważne jest to, co było, bo życie jest tu i teraz i należy z niego czerpać całymi garściami. Wisia zawsze była zdania, żeby jej wnuczka wyprowadziła się od rodziców, od byłego męża i jego babci, z którymi tkwiła w toksycznym związku. Życie na pół gwizdka nie miało najmniejszego sensu. Dlatego trzeba wszelkie problemy rozwiązywać na pniu, zamiast w nich tonąć. Tonąć to sobie można w pianie od piwa.

Książkę wręcz pochłonęłam, ale po lekturze musiałam wrócić do pewnych jej fragmentów, ponieważ i ja tkwię wciąż w „przedsionku szczęścia” a do pełni brakuje mi odwagi, wiary w swoje możliwości. Często też towarzyszy mi niepokój, że zaraz moja pełnia szczęścia zostanie zmącona przez kop od życia. Mimo świadomości praca nad podniesieniem niskiej samooceny jest wciąż syzyfową. Potrzeba mi, jak Henrysi, pewności siebie i asertywności. Posiadam także ową wyjątkową zdolność do nakręcania się, jestem specjalistką od problemów, z igły zrobię widły. Tak łatwo mi podciąć skrzydła. Dlatego też ta słodko-gorzka opowieść o życiu zapadła w moje serce. Gorzka, bo porusza ważne, trudne problemy: o miłości i jej różnych obliczach, o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, o więzach rodzinnych, o które należy dbać i pielęgnować, o zdradzie, o życiu w hipokryzji i wreszcie o niebezpieczeństwach płynących z życia małżeństwa na odległość. A słodka, bo napisana lekkim stylem, dość obrazowym i pełnym emocji językiem zaprawionym humorem, niekiedy czarnym, ironią i sarkazmem.

Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani – autentyczni, mają zarówno zalety, jak i wady. Każdy z nich ma coś do naprawienia w swoim życiu. Jest też wiele sytuacji komicznych z udziałem świetnej, energicznej staruszki Wisi, która potrafiła mieć wielki wpływ na zmianę życia ukochanej wnuczki Heni. Autorka przekazała również poprzez różne sytuacje z życia bohaterów, że ciepłą, miłą i zdrową relację można utrzymać między ludźmi poprzez właściwą komunikację. Szczera rozmowa dużo zmienia na lepsze niż ograniczanie się do wydawania poleceń, rozkazów. Niweluje wszelakie niedopowiedzenia, często wynikające z różnicy płci. […] słowa mają magiczną moc, zwłaszcza te dobre, tylko trzeba je wypuścić, powiedzieć na głos i samemu usłyszeć.

Zachęcam zatem do sięgnięcia po powieść w ten wakacyjny i urlopowy czas, kiedy mamy okazję do snucia refleksji o życiu, mamy czas na uporządkowanie swoich problemów, naprawę relacji podczas spotkań rodzinnych. Nigdy nie jest za późno na zmiany. Zacznijmy je więc od siebie, kroczek po kroczku. Naprawdę warto!

Wydawnictwu Replika dziękuje bardzo za egzemplarz do recenzji.

„Krok do miłości” – Sylwia Kubik

Read More
krok do miłości sylwia kubik recenzja

Sylwia Kubik, Krok do miłości, Wydawnictwo Otwarte 2021.
Seria Żuławska

Mówili, że to inna twarz Sylwii. Mówili, że Żuławy okażą się bardziej bolesne niż Powiśle. Mówili, że nie będzie tak sielsko jak w Brzozówce. Dobrze mówili. Ale był też ogrom wzruszeń i prawdy. Bo „Krok do miłości” wbrew tytułowi to nie jest lekki romans. To powieść o życiu. O jego blaskach i cieniach. O radości, wzruszeniach, ale i smutku, tęsknocie, braku spełnienia. I przede wszystkim o nadziei zaklętej w zielonym kolorze.

Nagłe zniknięcie matki, wychowywanie przez despotycznego ojca, toksyczny związek oparty na przemocy – Ewa nie miała łatwego życia. Gdy trafia do szpitala i z dnia na dzień zostaje bez środków do życia, postanawia o siebie zawalczyć. Zresztą, nie ma wyjścia… Wyjeżdża na Żuławy w poszukiwaniu domu po babci – jedynego miejsca, w którym, dosłownie, może znaleźć dach nad głową. Zamiast przytulnego domku zastaje jednak stare ściany, myszy, zimno i pustkę. Dom po babci przypomina jej serce… Puste, wystraszone, łaknące ciepła.

Wydaje się, że Żuławy to miejsce, w którym nie tylko Ewa zaczyna od nowa. Marcel, a właściwie Kamil, postanawia porzucić karierę programisty i wygodne życie w Warszawie. Otwiera gospodę i pokoje dla gości. Zanurza się w tradycji rodzinnych stron matki – poznaje smaki, zapachy. Poznaje też sekrety babki. Przez przypadek staje się właścicielem domu, w którym straszy. Domu, który dla mieszkańców jest symbolem niespełnionej miłości. Czy odczaruje to przeklęte miejsce?

Sylwia Kubik zaprasza nas do świata pachnącego lokalną kuchnią, szumiącego wierzbami. Bierze nas za rękę i prowadzi po krętych, żuławskich ścieżkach. Tak jak Ewa i Kamil potrzebujemy przewodników. Mamy do dyspozycji Bronka, przyjaciela babki Ewy; Matyldę – babcię właściciela gospody i Rozalię – pozornie surową, ale dobrą pracownicę gospody. To oni zdradzają nam pewne tajemnice. To oni pewne sekrety zatrzymują dla siebie. To oni parzą gorącą herbatę i serwują domowe słodkości. Przede wszystkim jednak to oni są jak schron dla zagubionych poszukiwaczy szczęścia. Służą radą, wsparciem, obecnością. Dają miłość i przypominają, że niekiedy potrzeba do niej tylko kroku…

„Krok do miłości” czytałam z wielką ciekawością i wzruszeniem. Jak wspomniałam we wstępie, to nie jest łatwa lektura. Ta książka momentami Was przeczołga emocjonalnie. Tak jak życie poturbowało Ewę. Ta dziewczyna wie, co znaczy ból fizyczny i psychiczny. Zna smak krwi w ustach, nieraz czuła na ciele siniaki. Ale bardziej od ran po razach ojca i ukochanego bolały te ślady na sercu i duszy. Nie zabliźniły się. Wręcz przeciwnie – powikłaniem stały się brak poczucia własnej wartości, lęk przed mężczyznami, strach przed nadchodzącym kolejnym dniem. Tracąc poczucie bezpieczeństwa, Ewa traci zaufanie do ludzi i świata. Niełatwo je odbudować.

To książka na dwa, trzy wieczory. Idealna towarzyszka weekendu. Wspaniała partnerka do refleksji o życiu. Akcja tylko pozornie toczy się niespiesznie. Każdy rozdział to kolejne pytania i kolejne (nie)pełne odpowiedzi. Kolejne wzloty i upadki. Kolejne łzy i nieśmiałe westchnienia. Kolejny strach i kolejna próba pokonania lęku.

„Krok do miłości” to kolejny krok w karierze Sylwii Kubik. Krok, którym udowadnia, że nie tylko sielskość jej w duszy gra. Wie, co to strach, paraliżujący lęk. Wie, jak istotna w pokonaniu trudności jest obecność drugiego człowieka. Wie, jak ważna w życiu jest miłość. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom i kolejne kroki Ewy na drodze do szczęścia i miłości – do mężczyzny, Żuław i przede wszystkim do samej siebie. Premiera „Tajemnicy z przeszłości” już 1 września!

„Ostatni list” – Marcin Ciszewski (#MamaDropsaCzyta)

Read More
ostatni list ciszewski recenzja

Marcin Ciszewski, Ostatni list, Wydawnictwo Pascal, 2021.
#MamaDropsaCzyta

W czerwcu miała miejsce premiera najnowszej powieści obyczajowej „Ostatni list” Marcina Ciszewskiego, mistrza literackiej sensacji, autora powieści historycznych i wojennych. Książka jest niejako powrotem Autora do dawnej namiętności w przeszłości, do muzyki rockowej, którą grał, komponował, miał swój zespół, wydał dwie płyty długogrające. Pracował również jako dziennikarz muzyczny. Potem drogi z muzyką się rozeszły. Czy ta książka jest faktycznie powrotem do przeszłości, czy też raczej fantazją na temat: Co by było, gdybym grał i odniósłbym sukces jak Jan Berger, główny bohater? Gdyby nie pandemia, nie byłoby tej powieści, ponieważ Autor pracował nad scenariuszem filmowym. Audioteka nagrała serial audio. Równolegle powstała powieść, której fabuła jest znacznie obszerniejsza od słuchowiska…

Dawno nie czytałam powieści obyczajowej napisanej przez mężczyznę i o dojrzałym mężczyźnie. Byłam jej bardzo ciekawa zwłaszcza strony emocjonalnej. Bardzo się cieszę, że Autor, dzięki stosowanemu „płodozmianowi literackiemu” napisał też powieść obyczajową, mój ulubiony gatunek. „Ostatni list” to opowieść o muzyku Janie Bergerze, który nauczył się grać na gitarze, założył zespół rockowy Kathmandu, zawsze w tym samym składzie, napisał kilka hitów, które nuciła cała Polska. Berger był mózgiem i liderem zespołu – grał, śpiewał, komponował muzykę i pisał teksty. Koncerty, kobiety, sława i chwała. I nagle poczuł się wypalony, znużony, sfrustrowany. Przyszedł marazm, brak motywacji. Doszły problemy z menadżerem Walczakiem, postacią dość specyficzną. Miał wszystkiego dosyć. Po trzydziestu latach wypełnionych sukcesami kariery zapragnął zmiany, czegoś nowego. Gdy został wyrzucony z zespołu, poczuł się naprawdę wolnym człowiekiem. Autor świetnie oddał jego emocje, uczucia w zmaganiu się ze sobą, poszukiwania nowej drogi w domowym studiu. Postanowił założyć nowy zespół. Czytelnik miał możliwość uczestniczenia w przesłuchaniach muzyków a następnie prób do nowego projektu, poznając, co tak naprawdę gra w duszy Janka Bergera. Jeśli ktoś słyszy muzykę w głowie i w sercu, zagra ją na czymkolwiek. Tylko od człowieka w efekcie zależy, czy wyda na świat dzieło, którego będą słuchały miliony, czy nikogo nie będą obchodziły stworzone przez niego dźwięki. Obojętnie z czego wydobyte.

W życiu prywatnym Berger miał też wiele do zrobienia. Przede wszystkim naprawić niełatwe  relacje z córką Zosią, wziętym adwokatem, po prostu pogadać z nią jak ojciec z córką. Zostawił jej matkę przed laty, nie miał czasu da rodziny – wieczny chłopiec i nieodpowiedzialny facet. Pojawiły się też problemy z pewną Julianną. Naprzeciwko mieszkała atrakcyjna sąsiadka Joanna, która się właśnie rozwodziła z mężem. To Asia, kliniczny psychiatra, motywuje Janka do działania, do podjęcia radykalnych decyzji życiowych. Musi jednak zacząć od uporządkowania bałaganu w swoim życiu, a wtedy przyjdzie wena, nowe pomysły na muzykę i teksty. Sukces składa się tez z drobnych, niepozornych kamyczków.

Marcin Ciszewski wykreował w powieści bardzo ciekawe postacie kobiece; Zosia, Julianna, Majka – wokalistka z dawnego zespołu i Ania, nowa wokalistka, która mnie rozczuliła swoją prostolinijnością, skromnością. Ona po prostu czuła całą sobą muzykę, zachwyciła wokalizą i grą na fideli – „takie niby skrzypce stare”. To dzięki fideli Janek Berger „wyszedł  deszczowej nocy prosto w blask słońca”. Postanowił pokazać Anię, czyli diament światu. Poruszyły moje serce dialogi Janka z Anią. Muzyk rozbudził w dziewczynie nadzieję i wiarę w swoje możliwości i odwrotnie. To dzięki Ani pojawiła się w Janku odpowiedzialność – do tej pory nieznana cecha, której mu w życiu prywatnym brakowało. Wszyscy bohaterowie są prawdziwi, tacy z krwi i kości, mają wady i zalety. Są pozytywni i negatywni.

Niewątpliwie bohaterką powieści jest muzyka. Zachwycił mnie i dostarczył wspaniałych wrażeń, emocji styl i język wątku muzycznego. Przesłuchania nowych muzyków, opis komponowania muzyki przez Bergera, nadanie jej struktury suity, którą zatytułował Apogeum, następnie koncert w teatrze To się słyszało, było porywające. Autor świetnie oddał za pomocą słów muzykę, nastrój, przemianę w duszy muzyka. […] zabrzmiał, grany przez Anię, temat. Ludzie zaczęli rozumieć, że to, co do tej pory usłyszeli, było tylko, jakkolwiek atrakcyjnym i barwnym, swego rodzaju wstępem, zapowiedzią rzeczy prawdziwie wielkich. Tęskne, nieco tajemnicze dźwięki dawno zapomnianego instrumentu wygrywające atrakcyjną melodię nadały muzyce nowego kontekstu, otworzyły przed słuchaczami kolejne drzwi wyobraźni, zaprosiły do frapującej podróży w nieznane. Czy tak licznie zgromadzona publiczność na koncercie zaakceptuje zmianę i pokocha inne dźwięki, inne emocje, inną estetykę i przekaz? Czy nowe brzmienie kompozytora i zespołu to jedyna niespodzianka muzyczna w teatrze? Ile wymiarów ma dla bohatera i czytelnika tytułowy ostatni list…?

Jedno ciało, jedna dusza, to my
Jedną myślą zespoleni, to my
W pięknych ramach, pozłacanych, razem
Zawsze będziemy tam

Z całego serca polecam Wam tę niezwykłą powieść obyczajową z wątkiem muzycznym o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany w życiu, zawsze warto marzyć i podążać za marzeniami. A i nawet po pięćdziesiątce można sobie uświadomić, że bycie mężczyzną polega na byciu odpowiedzialnym.

Wydawnictwu Pascal dziękuję serdecznie za interesującą książkę niespodziankę. Jeszcze długo będzie grać w mojej duszy.