„Odzyskany los” – Marzena Rogalska

Read More
odzyskany los okładka 3D

Marzena Rogalska, Odzyskany los, Wydawnictwo Znak 2022.
Saga o Karli Linde

– Za chwilkę wchodzimy na antenę, pełna koncentracja!

– Proszę na mnie spojrzeć, musimy jeszcze przypudrować w kilku miejscach…

– Pani Agato, proszę się nie stresować. Proszę nie myśleć o tym wszystkim, co się dzieje dookoła, tylko skupić się na rozmowie ze mną, dobrze?

– Dobrze, pani redaktor.

– Mówmy sobie po imieniu, tak będzie wygodniej.

– Bardzo mi miło.

– Zaraz wchodzimy na antenę! Trzy, dwa, jeden… Jesteście!

Gwar ekipy przygotowującej program telewizyjny w sekundę ucichł. Kamery i światła skierowano na prowadzącą i jej gościnę. W studiu rozległy się brawa.

– Witam państwa serdecznie w kolejnym odcinku naszego ulubionego talk-show. Dziś moją gościnią jest… Agata Donimirska! Porozmawiamy o sile kobiet, definicji kobiecości i roli kobiet we współczesnym świecie. Dobry wieczór, pani Agato!

– Dobry wieczór.

– Czym jest dla pani kobiecość?

– Kobiecość to dla mnie… Karla Linde.

– Rozumiem, że to ktoś bliski dla pani?

– Tak, to moja… nauczycielka…

– Ze szkoły, ASP? Gdzie się panie poznały?

– W życiu, bo ona jak nikt potrafiła uczyć życia. Kolejne pokolenia w kolejnych, diametralnie innych czasach… Karla uczyła siebie i innych, jak odzyskiwać los, pani redaktor…

„Odzyskany los” to czwarta i zarazem ostatnia część bestsellerowej sagi o Karli Linde. Sagi o kobiecie, z którą ściśle związane są losy Agaty – głównej bohaterki pierwszej serii Marzeny Rogalskiej („Wyprzedaż snów”, „Gra w kolory, „Druga miłość”). Kim była Karla Linde? W moim dość nieoczywistym wstępie już to wybrzmiało. Agata, którą na potrzeby recenzji posadziłam na kanapie programu o kobietach, wszystko powiedziała. W trzech zdaniach zamknęła to, co w Karli najważniejsze. Jej mądrość, doświadczenie, siła i wiara pomogły przetrwać kolejne burze. I jej, i jej bliskim. Rodzinie, przyjaciołom. Tym, co ją kochali – czasem bez wzajemności – i tym, których kochała ona.

Karla Linde żyła w niespokojnych czasach. IV tom skupia się na jej powojennych losach. Karla – ku zdziwieniu niemal wszystkich – porzuca bezpieczny Londyn i wraca do powojennej Polski. Polski, której kompletnie nie zna. Polski, w której rządzą niezgodne z jej systemem wartości zasady. Polski, która zabrała jej ukochane miejsca na ziemi. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem przełomowych dla ojczyzny wydarzeń. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem codzienności ojczyzny, która w PRL-u była wielce daleka od kreowanego przez partię raju. Cegła po cegle obudowuje swój świat na powojennych gruzach. Miłości, wiary i nadziei. Uzbrojona w przyzwoitość, godność i klasę, walczy o dostatnie życie dla siebie i tych, których odzyskała po powrocie do kraju. Wychowana w dostatku, próbuje nauczyć się żyć w biedzie. Wychowana wśród inteligentów, staje się częścią machiny obsługiwanej przez niemyślących. Wychowana przez ojca i Dorothy, przekazuje wiedzę kolejnym pokoleniom.

Czuję wzruszenie, myśląc o tej powieści. Może dlatego że nie lubię pożegnań? Ciężko jednak mówić o pożegnaniu, bo jak wspomniałam, nauki Karli żyją w bohaterce innej serii pisarki i dziennikarki, Marzeny Rogalskiej. Żyją też we mnie – niespełna 30-letniej kobiecie. To nie jest tak, że Karla „po prostu żyła na kartach powieści”. Ona sama była tą historią. Pisała ją swoim życiem – choć fikcyjnym – od początku do końca. Mam takie poczucie, że Marzena Rogalska jej nie wymyśliła. To Karla przyszła, uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę. Ona sama była jak książka. Lektura z najwyższej półki. Wyjątkowy podręcznik dla kobiet – jak żyć w zgodzie ze sobą, ani na chwilę nie tracąc godności i przyzwoitości.

Czy historia o mogile doskonale znanego świata może być piękna i wzruszająca? Tak. Czy kilkudziesięcioletnia kobieta może być nauczycielką dla nastoletnich dziewcząt? Tak. Czy spod gruzów może kiełkować nadzieja? Tak. Marzena Rogalska po raz kolejny bierze czytelniczkę za rękę i tym swoim dobrze nam znanym głosem, mówi cicho: „Chodź i patrz na nią”. I patrzymy. Patrzymy na Karlę, by po chwili patrzeć na świat przedstawiony w książce jej oczyma. Ja tej powieści nie czytałam. Ja ją pochłonęłam. Pierwsze sto stron – ze względu na różne obowiązki – musiałam sobie dawkować. Ale gdy dziś usiadłam w ulubionym fotelu z egzemplarzem, przepadłam. Musiałam, musiałam ją skończyć. Musiałam się pożegnać. Musiałam powiedzieć: „do zobaczenia”.

Czy można odzyskać stracony los? I tak, i nie. To, co minęło, nigdy nie wróci w takim samym stanie. Zawsze musimy być otwarci na zmiany. To od nas zależy, czy przyjmiemy je z otwartym sercem, z wiarą i nadzieją, czy zamkniemy się w skorupie przed światem. Postawa Karli Linde jest jednoznaczna. Choć na początku burzy się na zastaną komunistyczną rzeczywistość, szybko uczy się reguł nowej gry.

Czy chciałabym, żeby ta historia została sfilmowana? Tak, bo wiem, że to droga do tego, by Karlę poznało jeszcze więcej czytelników, jeszcze więcej kobiet. Moja odpowiedź jednocześnie też brzmi „nie”, ponieważ nie umiem wyobrazić sobie żadnej polskiej aktorki w głównej roli. Karla Linde w mojej głowie jest jedyna. Niepowtarzalna. Namalowana piórem Marzeny Rogalskiej.

Zamykam tetralogię o Karli Linde, o jej sile i kobiecości zaklętej nie w ciele, lecz w sercu i umyśle. Zamykam opowieść o historii mojego kraju, który długo podnosił się z kolan wojny. Zamykam opowieść o Krakowie i Londynie XX wieku. Zamykam książkę o kolejnych pokoleniach rodzin, które znam z poprzednich tomów. Ale na szczęście moja znajomość z Karlą się nie kończy.

Pani Marzeno, dziękuję za to, że mogłam uczestniczyć w lekcji niezwykłej profesorki. Nauczycielki życia w trudnych czasach i Kobiecości na każdy czas. Kobiecości przez duże K, której świadectwami są wiara, nadzieja, miłość, wiedza i doświadczenie. Mam nadzieję, że ta historia będzie we mnie żyła i da siłę do zdawania kobiecych egzaminów z życia – a jak wiadomo, z nich nie ma poprawek…

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.

„Jesteśmy Twoi” – Anna Ficner-Ogonowska

Read More
jesteśmy twoi recenzja

– Cześć, Mamo.

– Cześć, Córeczko. Wyglądasz na zmęczoną.

– To nie zmęczenie. To uczucia, to emocje…

– Coś się stało?

– Skończyłam czytać nową książkę pani Ani Ficner-Ogonowskiej.

– Ta kochana kobieta tak Cię przeorała?

– Nie ona, historia, którą opowiedziała… Historia o miłości, kobietach, o matkach – tych, które już mają dzieci i tych, które są matkami bez dziecka…

Anna Ficner-Ogonowska, Jesteśmy Twoi, Wydawnictwo Znak 2022.

Powieść „Jesteśmy Twoi” można podzielić na dwie części. Pierwsza dotyczy poznawania się Idy i Toma – rodzącego się uczucia, planowania rodziny. Dotyczy Róży, Milki i Oskara, którzy odnajdują się po latach i na nowo budują swoją rodzinę. Tę część po prostu pochłaniałam. Chciałabym napisać, że delektowałam się daniem skomponowanym z najpiękniejszych składników zwanych literami, emocjami i uczuciami, ale to by było kłamstwo. Pożerałam, pożerałam tę powieść. Byłam zachłanna, nie znałam umiaru przy przewracaniu stron. Serwowałam kolejne dokładki, bo przecież „jeszcze jeden rozdział” to za mało…

A to dlatego że od zawsze byłam marzycielką. Wolałam marzyć, niż doświadczać twardego lądowania poprzedzonego chwilą przyjemności, choćby największej.

Niestety,  nastąpiło lądowanie. Wylądowała Ida, wylądował Tom. Z hukiem zderzyli się z rzeczywistością, z bezsilnością. Ich serca i marzenia rozpadły się na kawałki. Rodzina – stworzenie domu dla małego człowieka, to oczywiste dla wielu małżeństw – stało się największym życiowym wyzwaniem, w którym nie wszystko zależy od nich…

„Od zawsze byłam matką” – to zdanie otwiera powieść „Jesteśmy Twoi”.

Bo ta powieść to historia miłości macierzyńskiej. Anna Ficner-Ogonowska pięknie pisze o mamach – o ich drodze do wymarzonej roli. Drodze, która nazywa się in vitro, drodze, które nazywa się adopcja. Autorka maluje różne portrety matek i macierzyństwa właśnie.

Matka, która porzuca swoje dziecko.

Matka, która nie urodziła, lecz wychowuje.

Matka, która niespodziewanie umiera.

Matka, która zmaga się z trudem samotnego macierzyństwa.

Matka, która mieszka na innym kontynencie.

Wreszcie matka, która nie ma dziecka…

Ta książka jest o matkach, o kobietach. Dla kobiet. To bardzo kobieca opowieść. Każda kobieta znajdzie w niej coś od siebie. I na początku drogi, szukająca siebie, szukająca drugiej połówki. I ta już na szlaku, z partnerem i dziećmi u boku. I ta, która na zawsze musi pożegnać towarzysza ziemskiej podróży. Córki, siostry, matki, przyjaciółki. Są tu wszystkie. Takie jak my.

Anna Ficner-Ogonowska znowu jest Twoja. Moja. Nasza. Oddała w nasze dłonie opowieść o wszystkich obliczach miłości. Także do literatury, co nas, książkoholików, szczególnie cieszy. Wszystko dzięki profesji Idy – dyrektorki wydawnictwa…

Momentami świętymi jego żona nazywała te chwile, w których stawała się pierwszym czytelnikiem książek swoich ulubionych autorów, a miała ich kilku. Zawsze podkreślała, że czuje się wybrańcem losu. Lubiła spotykać się z autorami. Rozmawiać z nimi o pomysłach, które miały przeradzać się w książki. Czuła się wtedy jak naoczny świadek historii, bo tworzenie książek to była dla Idy historia, która pozwalała się poznać wielu ludziom.

Bohaterowie powieści spotkali się w chmurach. Ja przed wiele dni byłam w lekturowych chmurach. Nie zawsze były to różowe obłoczki. Czasem chmury burzowe, z których raz po raz wychodziły pioruny, rozdzierające moje serce. Czasem z chmur padał grad, uderzając w moje najczulsze strony. Czasem deszcz lejący się z tych chmur zlewał się z moimi łzami.

Bo tej książki nie da się przeczytać na chłodno. Nie jestem mamą, nie jestem też – jak powtarzam za Chandlerem z „Przyjaciół” – matką bez dziecka, czyli kobietą, która z całych sił pragnie zostać mamą, odczuwa instynkt, a natura nie pozwala jej zrealizować marzenia. Mimo to, tak myślę, potrafiłam wejść w tę historię. Anna Ficner-Ogonowska chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do Idy – głównej bohaterki, głównej narratorki. Postawiła obok i powiedziała: „Idź, idź z nią. Słuchaj, bądź obok”. Szłam, słuchałam, byłam. Odkładając przeczytaną książkę na stół, czułam, jak mocno bije mi serce. Czułam wzruszenie. I wreszcie nadzieję. Bo ta mała dziewczynka z okładki z żabą – to Róża, poznacie jej historię – nieprzypadkowo ma zieloną sukienkę. Zieleń to kolor nadziei… A opowieść „Jesteśmy Twoi” to obietnica nadziei i wiary w niemożliwe.

„Blizny życia” – Katarzyna Targosz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
blizny życia recenzja okładka

Katarzyna Targosz, Blizny życia. Odważ się wybrać szczęście, Wydawnictwo eSPe, seria Opowieści z wiary, 2022.
#MamaDropsaCzyta

Przed nami weekend majowy. Zapewne planujecie już wypady w urokliwe miejsca, mimo że wciąż jeszcze prawdziwa wiosna gdzieś zamarudziła. Pragnę polecić tym, którzy w tym czasie mogą podróżować jedynie literacko, iście letnią wyprawę w Góry Stołowe i piękne plenery Kotliny Kłodzkiej oraz na chwilę nad morze do Międzyzdrojów. A to za sprawą pięknej i wartościowej powieści Katarzyny Targosz „Blizny życia. Odważ się wybrać szczęście” 3.cz. trylogii górsko-morskiej. Powieść miała swoją premierę 22 kwietnia. Do tej pory ukazały się dwie części: „Szlak Kingi” i „Powierzchnia”. Jednak każdą z nich można czytać osobno, nie jest to bowiem klasyczna trylogia. Po przeczytaniu Blizn życia odczuwam niedosyt czytelniczy i zamierzam w wolnym czasie sięgnąć po wcześniejsze części. Zapraszam zatem na garść refleksji po lekturze. O czym jest ta książka? Zgadzam się z Autorką, że jest to przede wszystkim opowieść o wyborach, porażkach, podnoszeniu się po nich, próbach i błędach i wielkich łaskach – Bóg bowiem ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro.

Prawdziwa miłość jest jak piosenka – gdy raz wpadnie w serce, trudno o niej zapomnieć 

Gdy pewnej niezwykle ciepłej jesieni przed kilku laty rodzina Liśkowiaków decydowała się na opuszczenie swych ukochanych Międzyzdrojów, myślała, że właśnie rozpoczyna nowe życie. Życie pozbawione starych błędów i złych wspomnień. W przepięknych okolicach Kotliny Kłodzkiej okazuje się jednak, że pozornie zabliźnione rany z przeszłości, jeśli nie zostały właściwie opatrzone, wciąż mogą krwawić i powodować trudny do zniesienia ból. 

W trzeciej odsłonie swego powieściowego cyklu Katarzyna Targosz losy dobrze znanych czytelnikom Kseni, Mateusza i Skylar łączy z nowymi postaciami, które po raz kolejny wywracają ich świat do góry nogami. Autorka znów przygotowała dla czytelników poruszającą, nieoczywistą i zaskakującą opowieść o ludzkich emocjach, powracających wątpliwościach i życiowych pomyłkach, od których nikt z nas nie potrafi uciec, a z którymi każdy musi się zmierzyć. Tym razem poza poezją T.S. Eliota towarzyszyć nam będą słowa nieco zapomnianych polskich piosenek, które za sprawą jednej z bohaterek wybrzmią na nowo, zachwycając swą mądrością, czułością i pięknem. Czy ich przesłanie stanie się opatrunkiem, który pozwoli na trwałe uzdrowienie zranionych serc?

opis wydawcy

Mateusz, bohater powieści, to młody, zagubiony człowiekiem, który pragnie zmienić swoje życie, zejść z drogi pełnej zakrętów i znaleźć tę właściwą, prostą, po której kroczenie sprawi, że będzie się czuł szczęśliwy. Ze zboczenia na złą drogę pozostały mu przykre wspomnienia i blizny na twarzy, widoczne oraz blizny życia, te gorsze, których nie widać, ale one tkwiły w jego duszy i dawały o sobie znać. Ale czy blizny czynią go od razy lepszym? Zmiana miejsca zamieszkania sprawiła, że z imprezowicza stał się pustelnikiem, stroniącym od ludzi, a żyjącym blisko natury – „cisza rozległych borów, granie świerszczy, kumkanie żab, woń leśnych ziół i igliwia”. Jednak przekonał się, że na dłuższą metę tak się żyć nie da.

I tu w życiu bohatera pojawił się ks. Konrad, przyjaciel, któremu mógł całkowicie zaufać i z jego pomocą skierować swoje życie na właściwą, prostą drogę. Nie było to łatwe, ale  warto podjąć walkę o nowe życie. Ks. Konrad krok po kroku prowadził z Bożą pomocą Mateusza.

Dołączyły do niego: Ksenia, Skylar, Łucja, Monika – postaci, które połączyły blizny życia. Bez Boga człowiek był zbyt słaby i nieporadny, narażony na mnóstwo pokus, mimo że znalazł się  wśród pięknych okoliczności przyrody – „Dolinie Jeży Resort”, raju stworzonym przez macochę Ksenię. Skąd pomysł na jeże? Uwielbia je syn Autorki.

Bóg miał świetny plan na jego życie, a gdy będzie się modlił, to wszystko się zmieni. Wystawił Mateusza na wiele różnych prób, konkretnie go przeorał, aby uświadomić mu, że nie ucieknie przed tym, co nieuniknione. „Największą przemianę zawsze poprzedzał największy kryzys’. W końcu Mateusz poczuł przypływ sił, by walczyć o siebie a dla kogo? Tego dowiecie się z lektury, kto był POWODEM dla faceta z blizną. Wymagało to od niego wielkiego wysiłku, żeby sobie w końcu uświadomić, że bycie dobrym człowiekiem bez Boga było największym kłamstwem.

Każdy człowiek powinien w swoim życiu dążyć do poznania i wypełnienia swojego powołania.

Wypełnienie danego od Boga powołania, to takie wspaniałe uczucie! Z mało czym może się ono równać!

Wspomniałam już wcześniej o postaciach, które pomogły Mateuszowi dodać odwagi w walce o własne szczęście. Niektóre z nich czytelnik miał okazję poznać we wcześniejszych częściach sagi. Mnie zaintrygowały do ich bliższego poznania. Są one i ich historie świetnie wykreowane przez Autorkę.

Warto poświęcić uwagę Łucji Prus, dziewczynie z bliznami życia, lubiącej inność, ekstrawagancję, uwielbiającej czytać książki Kseni, macochy Mateusza. Bohaterka niemal na każdą okoliczność miała w swoim repertuarze idealnie pasująca starą piosenkę, która podczas lektury i we mnie ewokowała wspomnienia. Pisarka włączyła tu wątek osobisty, bowiem wiele tych piosenek znała z dzieciństwa od swojej mamy. Ponadto niezwykle ciekawa jest historia poszukiwania przez Łucję a w rzeczywistości przez Katarynę Targosz pewnej piosenki z repertuaru dziadka, śpiewaka operowego Włodzimierza Wałcerza, której i Autorka znała tylko refren. Piosenka pozostała jako pamiątka po wielkiej i niespełnionej miłości dziadka. Stało się to niejako dla Autorki obsesją, co wykorzystała w powieści.

Za wodą został świat, z swymi troskami.

Pozwól mi drzemać tu, razem z falami.

Ach, nie budź mnie, bo sen się nie powtórzy.

Chciałbym, aby ta noc trwała jak najdłużej.

Czy w powieści ta piosenka się odnalazła? Jakie miała znaczenie ta miłosna serenada w życiu bohaterów?

Walorem powieści „Blizny życia” jest lekki styl, piękny, obrazowy, emocjonalny, czasami poetycki , bogaty w określenia język powieści. Nigdy nie byłam w Górach Stołowych, zatem opisy ich urokliwych zakątków są dla mnie iście baśniowe. Pogawędka poetycka Kseni z Łucją o „mysiej nadziei” na długo pozostanie w moim sercu. Utrwali ją od zapomnienia piosenka z repertuaru Łucji Prus „Kocia muzyka”. Jej twórcy to znane nazwiska w świecie muzycznym: Włodzimierz Nahorny i Jan Wołek. Piękne są też wplecione fragmenty poezji T.S. Eliota, Leopolda Staffa, czy teksty piosenek.

W moim życiu i w życiu moich najbliższych wiara ma ogromne znaczenie. Wiem, bo nieraz tego doświadczyłam, że warto zawierzyć się i zaufać Bogu oraz kroczyć wyznaczoną przez Niego drogą. Bo Jezus najlepiej potrafi zaplanować nasze życie i obdarzyć nas łaskami. Wymaga to rzecz jasna pracy nad sobą, ale radość dziecka Bożego, pokój serca sprawiają, że chce się nam żyć. Czujemy się zaopiekowani, silniejsi, szczęśliwsi.

Polecam z całego serca tę piękną, wzruszającą, wartościową i mądrą powieść, która pozwoli nam uświadomić sobie, że obecny w naszym życiu Bóg ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro. I o jest piękne!

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem eSPe.

„Uzdrowicielka” – Agnieszka Krawczyk

Read More
uzdrowicielka okładka 3d recenzja

Agnieszka Krawczyk, Uzdrowicielka, Wydawnictwo Filia 2022.
Seria: „Leśne Ustronie”

Wszyscy potrzebujemy uzdrowienia. Z jednej ciemności – pandemii – wpadliśmy w drugą – jesteśmy świadkami wojny tuż za naszą wschodnią granicą. Potrzebujemy spokoju w sercu i nadziei, że to wszystko się skończy, że – choć przecież to niemożliwe – wrócimy do dobrze znanego nam świata sprzed marca 2020. Ucieczki, ratunku na bolączki szarej i niepewnej codzienności wielu z nas szuka w literaturze, szczególnie powieściach obyczajowych. Dla tych osób mam doskonałe książkowe lekarstwo – „Uzdrowicielkę”.

Miejsce i czas uzdrowienia

„Uzdrowicielka” to druga część serii „Leśne Ustronie”, bezpośrednia kontynuacja „Warkocza splecionego z kwiatów”. Agnieszka Krawczyk ponownie zaprasza nas do Nieznajomki – malowniczego górskiego miasteczka, z lasami, polanami, łąkami i… trzema domami. Miejsca pełnego uczuć i emocji. Ludzkiej serdeczności. Akcja tej części rozgrywa się jesienią. Każdy z rozdziałów zaczyna się od krótkiego wprowadzenia: co kwitnie, co się zbiera w danym miesiącu, co się dzieje w astrologii. Wprowadzenie pomaga nam wejść w świat bohaterów, którzy starają się żyć zgodnie z naturą i szukać w niej ukojenia, uzdrowienia.

Antoni Szeptyna pracuje nad kolejną niezwykłą i magiczną książką „Misteriami drzew”, Mariusz próbuje na nowo ułożyć sobie życie z Reginą, Zośka podejmuje leczenie swej blizny. Wszystko wydaje się układać dobrze, ale na horyzoncie już widać ciemne chmury. Ktoś upomina się o odziedziczony przez Zośkę domek, schronisko dla zwierząt także przeżywa trudne chwile, a nowy mieszkaniec wioski wprowadza sporo zamieszania w spokojne dotąd życie sąsiadów. Losy niespodziewanie się krzyżują, pojawiają się pytania, niepokoje, gwałtowne uczucia i wielkie tęsknoty.

frag. opisu wydawcy

Przyroda powoli szykuje się do zimowego snu, ale nie ma mowy o śnie wśród bohaterów. Zośka, Mariusz, Elwira, Aleksy, a także nowe postaci stawiają czoła kolejnym wyzwaniom, które przyszykował dla nich los.

Ci, którzy potrzebują uzdrowienia

Myślę, że każdy z bohaterów występujący na kartach tej części doświadczają uzdrowienia – fizycznego lub/i duchowego. Pozwólcie, że swoją uwagę w tym tekście skupię na trzech kobietach.

Zośka to główna bohaterka leśnego cyklu. Młoda dziewczyna, która szuka siebie wśród łąk, ziół, roślin i zwierząt. Kierując się testamentem Zezuliny, miejscowej zielarki, szeptuchy, wychodzi naprzeciw samej sobie. Doświadcza stopniowego uzdrowienia. Dzięki wsparciu Elwiry i (jeszcze) jej męża ma szansę na leczenie blizny, która szpeci jej twarz od czasu wypadku. Blizna, choć jest symbolem jej siły, przyczyniła się do zmniejszenia poczucia wartości – jako człowieka, jako kobiety. Seria zabiegów ma zmniejszyć ślad po tragicznych wydarzeniach. W zmniejszeniu śladów przeszłości, które naznaczyły duszę i serce, mają pomóc wspomniana natura i bliscy ludzie.

Elwira teoretycznie nie pasuje do Nieznajomki. Pełna energii, gwałtowna, wybuchowa, pełna emocji daleka jest od wyciszenia. Rozwód to dla niej walka z mężem i ojcem ukochanej córeczki, do głosu dochodzą chęć zemsty i nienawiść. W trosce o dziecko, w obliczu sądowych potyczek musi się wyciszyć. Musi uzdrowić nerwy. Dla brata, dla Laury, przede wszystkim dla samej siebie.

Regina to kandydatka idealna do roli czarnego charakteru. Jest byłą i obecną dziewczyną Mariusza, co zdecydowanie nie w smak zwolennikom relacji Zośka-Mariusz. W dodatku, Reginę trudno polubić. Wyniosła, zazdrosna o relacje ukochanego z innymi ludźmi, zamyka się przed mieszkańcami Nieznajomki. Ale czuję, że ma to swoje źródło, źródło jej wewnętrznej niemocy. Co się stało? O czym jeszcze nie wiemy? Czy Regina da sobie szansę na uzdrowienie?

Serdeczność, która uzdrawia

Agnieszka Krawczyk sama przyznaje, że jej powieści są… serdeczne. Nie inaczej jest i w tym przypadku. „Uzdrowicielka” to książka pełna serdeczności, ludzkiej wrażliwości i uważności. Nieznajomka to trzy domy, pobliski pensjonat, księgarenka, chata Antoniego. Ta malutka społeczność doskonale się zna i próbuje wzajemnie uzdrawiać. Nie zamyka się na nowych, wręcz przeciwnie – z sercem na dłoni, delikatnie, przez kontakt z przyrodą, ziołowe herbaty czy zwierzęce akcenty, chce pokazać, że ludzie są dobrzy, a serdeczność właśnie roztapia niejedno zamrożone serce. Wrażliwość okazuje się często najlepszym lekiem na bolączki samotnej duszy.

Agnieszka Krawczyk – ta, która uzdrawia

Autorka od lat jest dobrze znaną uzdrowicielką. Przecież książki Agnieszki Krawczyk uzdrawiają serca czytelniczek – napełniają nadzieją, pokojem, przypominają o najważniejszych wartościach. Pisarka zabiera nas w niejedną podróż. Zachęca do kontaktu z przyrodą, dotknięcia jej, zanurzenia się w źródle natury i czerpania z niego jak najwięcej. Myślę, że „Leśne Ustronie” to seria-zakątek dla każdego z nas. Zwłaszcza dzisiaj. W czasach ciemności. W czasach tęsknoty za uzdrowieniem świata.

„Uzdrowicielka”, czyli nadzieja i spokój bez recepty

„Uzdrowicielka” to piękna powieść obyczajowa, w której czas płynie inaczej. Przepiękna polszczyzna karmi nie tylko oczy i duszę czytelnika, który lubi rozsmakować się w języku. Kolejne zdania to kolejne drogowskazy – wskazówki, jak odnaleźć własne źródło mocy i czerpać z niego to, co najważniejsze: miłość, przyjaźń i spokój. Gorąco polecam solidną dawkę czytelniczego uzdrowienia!

„Spotkanie na Kaczym Wzgórzu” – Paulina Kozłowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
spotkanie na kaczym wzgorzu okładka 3d recenzja

Paulina Kozłowska, Spotkanie na Kaczym Wzgórzu, Wydawnictwo Replika, 2022.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam Was do lektury recenzji świetnej powieści obyczajowej Pauliny Kozłowskiej „Spotkanie na Kaczym Wzgórzu”. Jest to kolejna część serii „Pensjonatu na Kaczym Wzgórzu”, która zdobyła wiele serc czytelniczych.

Pamiętaj, po każdej burzy wychodzi słońce.

Tym, którzy nie czytali pierwszej części pragnę przypomnieć, że Łucja, kobieta po przejściach, założyła w pięknych okolicznościach przyrody – na Kaczym Wgórzu w Kobylnicy niedaleko Słupska pensjonat dla kobiet po traumatycznych przeżyciach w małżeństwie, którym trzeba pomóc, aby doszły do siebie po rozwodzie czy porzuceniu przez partnera. Tuż obok Robert wybudował Samotnię, „oazę męskiej rozpusty” a raczej „oazę  refleksji i wyciszenia” dla meżczyzn. O Łucji i Robercie oraz pensjonacie jest poświęcona pierwsza część. Natomiast w drugiej części pojawiła się bystra choleryczka Leonia Kwiatek, od siedmiu lat dziennikarka z poczytnego brukowca „Bajanie Ducha” (od nazwiska redaktora naczelnego), aby napisać artykuł o intrygującym pensjonacie.  To z jednej strony najlepsza, o niezwykle silnej osobowości dziennikarka w redakcji, a z drugiej dawała się we znaki współpracownikom jako bezczelna, arogancka, zadziorna, mało sympatyczna kobieta, nadużywająca wulgaryzmów. W redakcji nikt nie lubił introwertycznej „Królowej Lodu”. Ale jej nie zależało w ogóle na opinii otoczenia. Leonia była niezadowolona z tego zadania dziennikarskiego, ponieważ największą przyjemność sprawiało jej dotychczas „demaskowanie ludzi, którzy się kreowali na ideały”. Jej misją było pokazać, jacy są naprawdę. A z drugiej strony skusiła ją propozycja awansu na stanowisko zastępcy naczelnego. To stanowisko i tak się jej należało. Lonka wcielila się w rolę porzuconej kobiety i wraz z kotem Wandą (!) wyruszyła na Kacze Wzgórze. To, co zastała w pensjonacie, absolutnie nie pasowało do jej wyobrażeń o tym miejscu.

Czym Kacze Wzgórze zaskoczyło panią redaktor podczas wykonywania zlecenia?  Jak się odnalazł w pensjonacie zwariowany kot Wanda? Kto śmiał pokrzyżować plany pani redaktor? Czy bohaterka odnalazła spokój ducha, którego przecież tak bardzo potrzebowała?

Nie mogłam się doczekać kolejnego tomu powieści. Byłam niezwykle ciekawa, co słychać u Łucji, kobiety z głęboką potrzebą pomagania innym, i Roberta oraz kto tym razem znalazł doskonałe schronienie w pensjonacie. Historie nowo poznanych i mocno poturbowanych przez życie kobiet wywoływały cały wachlarz emocji i uczuć. Pod ich wpływem tąpnęło coś, zaczęło topnieć i w sercu Królowej Lodu. Mało tego, zaczął ja trawić pożar. Kto rozniecił ogień w sercu zimnej Lonki i do czego to ją doprowadziło? Przekonajcie się o tym, sięgając po książkę. Wywoła i w Was wiele refleksji i skłoni do przemyśleń.

Paulina Kozłowska podarowała czytelnikom kolejną książkę, którą się lekko czyta, bo jest napisana z pazurem, obrazowym, barwnym, emocjonalnym językiem, iskrzącym się humorem zaprawionym niekiedy  ironią, sarkazmem, kolokwializmami, słownictwem dosadnym co dodało autentyczności i odzwierciedliło naturę bohaterów. Walorem są świetnie wykreowani bohaterowie, tacy prawdziwi, z krwi i kości i ich ciekawe historie. Akcja powieści toczy się wartko, jej nagle zwroty, intrygi zaskakują, intrygują tak, ze trudno odłożyć książkę na potem.  Pensjonat, jego lokalizacja, atmosfera sprzyja temu, że przechodzą oni przemianę, by odnaleźć się na nowym etapie ich życia. Postać Lonki wywołała we mnie sporo sprzecznych emocji od irytacji aż po łzy. A to, jak autorka poprowadziła wątek dotyczący realizacji dość prostego zadania dziennikarskiego po prostu to było mistrzostwo świata, szok, zaskoczenie – stworzenie tajemniczej kobiety o czekoladowych włosach, rozwianie marzeń Kacpra, podjęcie zaskakującej decyzji życiowej przez Lonkę…

Z całego serca polecam Wam tę energetyczną opowieść, którą napisało samo życie.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Replika.

„Odgłosy ciszy. Kroniki islandzkie” – Wioletta Leśków-Cyrulik (#MamaDropsaCzyta)

Read More
odgłosy ciszy - okładka recenzja

Wioletta Leśków-Cyrulik, Odgłosy ciszy. Kroniki islandzkie, Wydawnictwo Replika 2022.
#MamaDropsaCzyta

Pragnę podzielić się z wami moją opinią po bardzo interesującej lekturze powieści psychologicznej Wioletty Leśków-Cyrulik „Odgłosy ciszy. Kroniki islandzkie”. Jak można przeczytać w nocie biograficznej Autorka kocha Islandię, w niej czuje się najlepiej. A polecana przeze mnie powieść jest jej trzecim dzieckiem literackim. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki.

Pełna cisza stoi miedzy nami i nie wierzy w czyjąkolwiek winę.

Ewa Lipska

Wędrując przez życie, zapełniamy nasz plecak bagażem rozmaitych doświadczeń o różnej ciężkości. Wyciągamy lekcje z przeszłości lub staramy się od niej odciąć, by żyć tylko tu i teraz. Czy to się nam udaje? Niestety nie, demony przeszłości nie odpuszczają, dopadają nas i towarzyszą nam w wędrówce. Musimy się z nimi uporać. Tak też dzieje się w życiu bohaterów powieści. Jest to trzecia część serii a wcześniejsze powieści to „Sezon zamkniętych serc” i „Kolor nieba nad fiordem”. Książka opowiada o życiu rodziny w niewielkim mieście na Islandii, położonym nad fiordem,  z dala od głównej drogi. Ono jakby przygarnia rozbitków życiowych. Każde z nich skrywa głęboko własne tajemnice. Autorka pokazuje trudne relacje między nimi. Towarzyszą temu także trudne emocje, które udzielają się czytelnikowi. Z czasem ich losy splatają się z życiem mieszkańców. Jednakowoż każdy z nich czuje się samotną wyspą, na której tak bardzo pragnie znaleźć schronienie a milczenie przynosi ulgę. Czy udało się i mnie wsłuchać w odgłosy ciszy w surowym klimacie islandzkim?

Poznajemy tu dalsze losy Agnieszki, która po traumatycznych przeżyciach  przeszłości wyjechała do Islandii z Darkiem. Ich drogi się rozeszły. Wyszła za maż za Jana, mają córeczkę Annę. Znalazła swój azyl, w którym czuła się bezpiecznie. Ale jej spokój zburzył gest Małgorzaty, teściowej, która zaprosiła jej matkę Ilonę. W bohaterce uruchomił się trauma z przeszłości, kiedy to stało się coś strasznego a matki-alkoholiczki przy niej nie było. Wiele się zmieniło od tamtej chwili, ale Agnieszka z uwagi na nikły kontakt z matą o tym nie wiedziała. Tak naprawdę nie znała swojej matki. Małgorzata też była tego nieświadoma, nie zweryfikowała niczego. Gdy Ilona pojawiła się w azylu córki, to wywołało w niej groźny atak paniki. Mimo że doszło do spotkania matki z córką, trudno im było znaleźć właściwe słowa, by wszystko sobie wyjaśnić, przebaczyć. Mimo wszystko dystans między nimi pozostał, bo przeszłości nie da się usunąć. Zatem kobiety skupiają się na tym, co tu i teraz. Anna, wnuczka jest takim promykiem nadziei – wspólny czas, zabawa z dzieckiem, spacery, obowiązki domowe. Czy wszystko ułoży się idealnie? Czy ten stan będzie trwały? Znowu nie jest kompletna, ale kto powiedział, że człowiek ma mieć w życiu poczucie pełni? I co to w ogóle za pojęcie?

W powieści poznajemy także losy innych rozbitków życiowych: Marianny, ogromnie rozczarowanej życiem, która również z powodu traumatycznych przeżyć nigdy nie wpuści ojca do domu. Jest też samotny lekarz Bjarni z traumą z dzieciństwa. Małgorzata, matka Jana, dziennikarka, pracowała na uniwersytecie, zarabiała przy pomocy słów. A teraz mogła się cieszyć ciszą i pozwolić sobie na milczenie. I nie brakowało jej ani jednego słowa. Polubiła te chwile, gdy razem z rodziną mogli cieszyć się obecnością, bez słów. Przecież tamtego koszmarnego życia nie da się już odbudować.

Mimo że każdy z bohaterów zmaga się z samotnością, nawet w tłumie, w tak surowym klimacie, to jednak jest to powieść o relacjach, o trudnych relacjach, które są potrzebne ze względu na jakże potrzebne poczucie bezpieczeństwa w tych warunkach. O trudnych relacjach świadczy też język powieści, oszczędność słów w tworzeniu dialogów, krótkie zdania, wielokropki. Wzruszyła mnie relacja Jana z córką pełna miłości, tkliwości, czułych gestów ważniejszych od słów. Urzekły mnie malarskie opisy przyrody, bogate w środki poetyckie – opis impresjonistyczny mgły, sztormu, fiordu, zatoki. Przyroda w symbiozie z człowiekiem.

Skomplikowane relacje w rodzinie dobrze sprawdzają się w książkach, może jeszcze w filmach Bergmana, ale życie powinno być inne. Nudne i proste, bez niepotrzebnych podtekstów, żeby nie musiał w nim czytać pomiędzy wierszami.

Polecam czytelniczej uwadze te bardzo wartościową, trudną powieść o skomplikowanych relacjach międzyludzkich: relacjach matek z synami, córkami, które mimo traumatycznych wspomnień są potrzebne i w dorosłym życiu. Tej powieści się nie pochłania, ale też trudno się od niej oderwać, nią się delektuje, trzeba się zatrzymać, by wyłowić odgłosy ciszy i odbyć podróż w głąb samego siebie…

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Replika

„Zaginiona melodia” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
zaginiona melodia okładka 3d recenzja

Edyta Świętek, Zaginiona melodia, Wydawnictwo Pascal, 2022.
#MamaDropsaCzyta

Edyta Świętek obdarowała czytelników kolejną wyjątkową powieścią, w której stworzyła przejmujący, prawdziwy i poruszający aż do łez obraz współczesnego młodego pokolenia. Dla mnie książka stała się przyczynkiem do wspomnień, jak to było, gdy ja stałam u progu dorosłości. Zapraszam na garść refleksji po lekturze powieści.

Jest to powieść wielowątkowa. Pisarka poruszyła w niej szereg ważnych problemów jak: relacje międzypokoleniowe – obraz świata nastolatków, wewnętrzne podziały, typy charakterologiczne, relacje między młodzieżą, relacje między uczniami i nauczycielami, relacje między dziećmi a rodzicami, rodzeństwem, wpływ mediów społecznościowych na życie młodych ludzi, zmaganie się z plaga hejtu, słowa często mogą bardzo zranić, negatywnie wpłynąć na psychikę dziecka, co często bywa bagatelizowane przez dorosłych, przyjaźń, miłość i jej różne oblicza, samotność w rodzinie, w tłumie, depresja wśród młodzieży jako bardzo poważna choroba, zakładanie masek w grupie, wchodzenia w role, w których chce nas widzieć otoczenie, co może mieć zgubne skutki.

Fabuła powieści jest zbudowana właśnie na różnicach pokoleniowych. Pisarka wykreowała świetne postacie, ich ciekawe portrety psychologiczne oraz historie, które wzbudzają w czytelniku cały wachlarz emocji i uczuć, wywołują wstrząs, skłaniają do refleksji, uczulają na krótkowzroczność i bagatelizowanie problemów młodzieży przez dorosłych, rodziców czy nauczycieli. Książka jest przestrogą dla młodzieży u progu dorosłości i dla rodziców, dziadków, nauczycieli. Przestrzega, jakich zachowań należy unikać, aby czuwać nad bezpiecznym życiem swoich pociech. Nie wywierać presji, nie narzucać i nie wytyczać drogi , jaką ma kroczyć dziecko w przyszłości. Przede wszystkim mieć czas na szczerą rozmowę, aby dziecko z ufnością i bez wstydu mówiło o swoich problemach, bolączkach. Nie bagatelizować ich problemów i nie umniejszać ich rangi, bo czasem nawet drobiazg, błahostka może stać się dramatem u nastolatka. Ileż sytuacji mamy w domu, które sprzyjają rozmowom, jak wspólne wykonywanie obowiązków domowych, spacer, zakupy, praca w ogrodzie. Bardzo ważny jest wspólnie spędzany czas. Moim zdaniem dziecko potrzebuje bliskości rodziców tak długo, dokąd żyją.  Nie uznaję w tej kwestii żadnych granic wiekowych. Doświadczam tego na co dzień jako mama dorosłego Syna i Córki. Media społecznościowe mogą w tym również pomagać, ale stanowią też bardzo poważne zagrożenie.

Historia Sandry, dziewczyny z przeciętnego domu i Dylana z bogatej rodziny stała się dla Autorki pretekstem do poruszenia tematu, że żadna rodzina nie jest wolna od problemów. Rodzice pochłonięci pogonią za pieniędzmi, zajęci sobą nie mają absolutnie czasu dla dzieci. Stawiają zadania, ustalają stawki, narzucają drogę. Z kolei w przeciętnej rodzinie, w której pojawiają się problemy zdrowotne czy w pracy, również nie ma tego czasu za dużo i wiele spraw jest lekceważonych. Zabrakło tej bliskości i otwartości w relacjach między matką a córką a pojawiło się za dużo niedomówień, niedopowiedzeń, krytyki jednostronnej. Chociaż matka pragnęła uchronić swoje dzieci przed porażkami i przygotować je na „brutalne starcie młodzieńczych ideałów z dorosłością”. Ojciec kochał najstarszą córkę nad życie, ale też nie wykazywał większej uwagi., zmagając się z chorobą. Natomiast Nikola, przyjaciółka Sandry zawsze i o wszystkim mogła porozmawiać ze swoją mamą.

Pisarka poruszyła też tak ważny problem zauroczenia, pierwszej miłości. Historia Sandry to w pewnym sensie historia baśni o współczesnym Kopciuszku. Zwykle ubrana w bawełniany podkoszulek i jeansy w dniu występu konkursowego, prezentacja talentów wśród uczniów, po metamorfozie wyglądała pięknie. Aż zaniemówiła, widząc siebie w lustrze, fryzura, makijaż, romantyczna sukienka w motyle… A uczniom śliczna dziewczyna przypomniała ich ulubioną piosenkarkę Sanah. A potem jej marzenia o miłości się spełniły, została dziewczyną Dylana, króla szkoły wśród młodzieży. I u doszło do kolejnej metamorfozy bohaterki. Czy Sandra była wtedy sobą? Edyta Świętek świetnie obnażyła świat pozorów, preferowanych „wartości” przez młodych ludzi, wcielania się w różnorodne role, zakładania masek, pokazując czytelnikom, jak one się zmieniły i jakie niosą niebezpieczeństwo, zagrożenie.

Pochodzili z dwóch różnych światów, dzieliła ich przepaść, którą widać było gołym okiem. I nawet jeśli Sandra poczuła się przez moment niczym baśniowy Kopciuszek, który może podbić serce księcia, to zapewne szybko spadnie z obłoków.

Czy baśń o Kopciuszku może się zdarzyć w prawdziwym życiu?

Autorka chciała przekazać młodym i dorosłym czytelnikom, co tak naprawdę jest ważne w relacjach międzypokoleniowych: wyrozumiałość, otwartość, miłość, czułość, bliskość, obecność. One sprzyjają właściwemu dialogowi, szczerości, wsparciu, wzajemnej trosce. Dzięki temu można uniknąć niepotrzebnych tragedii.

Walorem tej wartościowej powieści jest także styl i emocjonalny, obrazowy język. Kreując prawdziwy obraz młodzieży, autorka wprowadziła żargon uczniowski (turlaj dropsa, dzięcioł, loszka, fatamorgana). Dodaje to autentyczności powieści. Ponadto tempo akcji, nagle jej zwroty zaskakują, budują napięcie, dodają emocji i nieprzewidywalności. A zakończenie jest wprost szokujące. Trudno się otrząsnąć!

Nie ma znaczenia, czy dziecko ma osiem czy osiemnaście lat – rozmyślała. Jednakowo potrzebuje uwagi, zainteresowania, troski, a nawet utulenia. Byłam zbyt egocentryczna, skupiona na konflikcie z Pauliną i zaślepiona. Bagatelizowałam dramat własnej córki.

Mam nadzieję, że moje refleksje po lekturze zachęcą Was do sięgnięcia po tę bardzo wartościową książkę. Może namówicie do lektury swoje stojące u progu dorosłości dzieci. A po lekturze podzielicie się refleksjami, co stanie się pretekstem do szczerej rozmowy o problemach, decyzjach i wyborach życiowych, aby skok w dorosłość dzieci był udany. I jeszcze jedno! Dostrzegajcie talenty swoich dzieci, motywujecie do ich rozwijania. Pasja, pogoń za marzeniami nadaje życiu sens. Chodzenie z głową w chmurach jest też potrzebne.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Pascal

„Niechciane” – Iwona Żytkowiak (#MamaDropsaCzyta)

Read More
niechciane recenzja

Iwona Żytkowiak, Niechciane, Wydawnictwo Replika 2022.
#MamaDropsaCzyta

22 marca miała miejsce premiera najnowszej powieści pióra Iwony Żytkowiak „Niechciane”. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Pisarki, ale z pewnością nieostatnie. Jest to fascynująca, niebanalna i nieśpieszna opowieść o dziejach kilku pokoleń silnych kobiet z rodziny Traczów, trudna w odbiorze, mądra, niezwykle wartościowa, napisana pięknym językiem.

O czym jest ta opowieść? Fabularnie akcja rozpoczyna się w pierwszych latach XX wieku, a właściwie rozgrywa się w ciągu kilku dni współcześnie. Spotkanie rodziny jest pretekstem do opowiedzenia historii dotyczącej „niechcianości”, genu „niechciejstwa”, który noszą w sobie przez pokolenia kobiety z rodu Tracz – niechciane, odrzucone, porzucone przez matki, mężów, środowisko, otoczenie. Jedna wymuszona sytuacja przez okoliczności – zostawienie ciężko chorej córki przez Teklę Tracz w Ameryce – skutkuje ogromnymi nieszczęściami w życiu kilku pokoleń kobiet. Nie potrafią kochać swoich córek, nie mają bowiem miłości przekazanej przez matki. Musi się wydarzyć coś nieoczekiwanego w ich życiu, ażeby któraś z bohaterek wreszcie przerwała łańcuch „niechcianości”. A przecież w literaturze został utrwalony  w ciągu wieków absolutnie inny motyw matki – to kobieta kochająca swoje dziecko, dobra, troskliwa, opiekuńcza, zaradna, skłonna do poświęceń dla dobra dziecka, współcierpiąca z dzieckiem, ale i nadopiekuńcza, zbyt wyrozumiała, niewiele wymagająca od dziecka. Spotykamy się z różnymi obliczami matek. Miłość macierzyńska wydaje się tak oczywista. Iwona Żytkowiak pokazała zupełnie inne oblicze matek. One nie mają potrzeby realizowania się w roli matki, po prostu nie chcą mieć dzieci, bo będą im wręcz przeszkadzać w samorealizacji. Są twarde, nieprzejednane, szorstkie, wręcz nieczytelne. Skoro jednak dziecko się zdarzyło, stało się, to można je komuś podrzucić, zostawić w domu dziecka, a nawet sprzedać.

Barbara, Waleria, Ulka, Monika, Julia, Hanna, Rozalia i wiele innych portretów kobiecych świetnie wykreowanych pojawiło się na kartach powieści Iwony Żytkowiak. Większość z nich wybrała drogę do samorealizacji. Waleria, oddana przez matkę do domu dziecka, upokorzona przez to, że jest niechciana,  w dorosłym życiu jako bibliotekarka przeniosła miłość do świata książek. „Tam mogła wszystko. Tam była kochana i chciana. I nie musiała być sobą”. Opuszczała ten wyimaginowany świat, kiedy było to konieczne. Dzięki temu chociaż na chwilę uciekała od przeszłości, od bolesnych wspomnień, których była więźniem.

 Monika, jej córka, była silna, asertywna, niezłomna, ambitna, lotna, zdolna, cechował ją pęd do kariery, była mózgiem firmy a potem w swojej firmie odnosiła sukces za sukcesem, wręcz się w niej zatraciła a wymiksowała z rodzinnego życia. Nikogo nie kochała, nikt jej nie chciał ani ona nikogo. Była przecież niechciana. Gerard, mąż stał się z czasem bardziej matką niż ojcem ich córki Julki, która była dla niego początkiem i końcem świata.

Sprawiała wrażenie, jakby nie wierzyła, że miłość może nieść żar, niespokojną gorączkę, była przekonana, ze jest tylko pustym frazesem, imaginacją głupich dziewczynek, które za cel życia upatrują sobie rodzenie dzieci i migdalenie się do faceta.

Nie planowała rodziny. Nie czuła potrzeby zostania matką. Śmieszyły ją te wszystkie kobiety, dla których urodzenie dziecka było początkiem i końcem świata.

Waleria – matka i Monika – córka nigdy nie nawiązały właściwych relacji. „Pamiętaj, że najważniejsza jest nauka!”. „Na wszystko przyjdzie czas, teraz musisz się uczyć!” I jedna , i druga stworzyła dystans, a nawet otoczyła się murem. Obie miały ze sobą wiele wspólnego. Nie posiadały instrukcji obsługi, jak być dobrą matką a jak pozyskać córkę, jak to było w przypadku pozyskiwania klientów.

Niestety, Monika nie przerwała fatum niechcianości. Dlaczego powieliła wzór matki?

Patrzyła na nią, jak grzęźnie, napawając się własną samotnością, i szła tą samą droga. A potem spokojnie obserwowała, jak Julka brnie na oślep po jej śladach. Dlaczego nie złapała jej za rękę? Nie powstrzymała? Jakby dla niej nie było innego życia. A przecież było…

I znowu Ameryka stała się niejako przeznaczeniem dla niechcianych dzieci. Julce pomocy udzieliła nie matka, ale babcia Waleria, z którą łączyły „dobre” relacje. Wnuczka przylgnęła do babci, mimo że postąpiła tak jak matka. Była w ciąży. W jej brzuchu rosło dziecko. Jakiś antropomorficzny stwór. Bez ojca, bez radosnego oczekiwania, bez tęsknoty. Dziecko-chwast. Dziecko-wrzód. Dziecko-narośl. A ona go nie chciała i nikt oraz nic nie mogło odwieść jej od raz powziętej stanowczo decyzji. Była bowiem uparta i stanowcza, bezkompromisowa.

Wspomnę jeszcze o pragnieniach Julki wobec matki. Otóż Julka chciała, żeby matka, „mistrzyni kalkulacji”, „zimna jak skała”, nauczyła się kochać. Czy Julka znajdzie jakiś sposób, aby przerwać łańcuch niechcianości?

– Co takiego się stało, że nie umiałyście kochać? – szepnęła Julka. – Ty jej , ona mnie… Nie wiem, naprawdę nie wiem… – Waleria się zawahała. Pragnęła, by ta rozmowa już się skończyła. – Życie, dziecko, życie nas okradło z miłości… Ale ty możesz to zmienić.

Czy zła passa kobiet z rodu Tracz została w końcu przerwana? Czy uda się którejś bohaterce unicestwić gen niechcianości? Tego dowiecie się z lektury.

Ja wciąż jeszcze będę tę powieść polecać i do niej wracać. Pisarka poruszyła bowiem niezwykle trudny problem, o takiej roli kobiety jeszcze nie słyszałam. Wspomniałam, że akcja powieści rozgrywa się w ciągu kilku dni. Dużo miejsca Pisarka poświęciła na przedstawienie nam losu każdej z bohaterek, począwszy od Tekli Tracz, a kończąc na relacjach Julki z jej młodszą córką Różyczką. Problem powieści, przedstawiła z perspektywy wielu postaci. Nie da się od razu ułożyć całej historii jak obrazka z puzzli. Bowiem podczas wspomnień, przemieszczania się w czasoprzestrzeni układanka się burzy, rozsypuje, elementy nie pasują do siebie. Górę biorą emocje, cała ich paleta, która się udziela podczas czytania. Co ważne, owa niechcianość tak ukazana jawi się jako ludzka.

Atutem powieści są świetnie wykreowani bohaterowie – tacy autentyczni, prawdziwi, nieidealni, z wadami ale i zaletami. Ich historie są przyczynkiem do refleksji nad własnym życiem, nad relacjami w rodzinie. Gdyby każda bohaterka mogła o złych, bolesnych, wstydliwych, upokarzających wydarzeniach szczerze porozmawiać ze swoją matką, być może nie powieliłaby jej błędu. Nie dopadałyby ją demony przeszłości. Jednak przeszłość wywiera ogromny wpływ na naszą teraźniejszość i przyszłość. Oprócz bohaterek kobiecych na uwagę zasługują też panowie: Gerard i Adam.

Walorem powieści jest niewątpliwie styl i niezwykle obrazowy, emocjonalny język. Pisarka rozprawia o niechcianości językiem pięknym i pełnym emocji, który trafia wprost do serc czytelników, wywołując w nim burzę emocji i uczuć. Dla Iwony Żytkowiak, absolwentki polonistyki, język jest bardzo ważnym tworzywem i narzędziem w pracy pisarskiej. Dostrzega w nim wiele możliwości, które wykorzystuje w procesie twórczym. Autorka uważa bowiem, że czytanie powinno ubogacać czytelnika. Czyni to także z ogromnego szacunku do odbiorcy publikacji.  

Polecam z całego serca historię rodziny, w której kobiety choć pozornie słabe, od wielu pokoleń okazywały się najsilniejsze. Niech rekomendacja z okładki będzie najlepszą zachętą. Chciejcie przeczytać „Niechciane”!

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Replika. 

„Odnajdę cię” – Monika Michalik

Read More
odnajdę cię recenzja michalik okładka

Monika Michalik, Odnajdę cię, Wydawnictwo Znak 2022.

Kontynuacja powieści „Nie zapomnę o tobie”

Emilia i Nikias codziennie za sobą tęsknią. Chociaż związek na odległość nie jest usłany różami, oboje wracają myślami do wspólnie spędzonych chwil i nie mogą się doczekać ponownego spotkania.
Po wielu miesiącach rozłąki  z ukochanym Emilia wreszcie postanawia odwiedzić Grecję. Nieoczekiwanie los po raz kolejny jako towarzysza wycieczki podsuwa jej Mateusza. Ich drogi jednak szybko się rozejdą…
Tymczasem w Polsce między Dankę i Janisa wkrada się ponura przeszłość. Upomina się o mężczyznę i zaczyna realnie zagrażać z trudem odzyskanemu szczęściu zakochanych. A oni raz na zawsze chcieliby uciec od wydarzeń, które tak mocno wpłynęły na ich życie.
Czy matka i córka wreszcie odnajdą upragnione szczęście?

opis wydawcy

Każdego dnia szukamy kogoś i czegoś. Gonimy za szczęściem, pieniędzmi, karierą. Robimy wszystko, by nie stracić szansy na prawdziwą miłość i przyjaźń. Liczymy, że w końcu odnajdziemy to, na czym najbardziej nam zależy. Ale czy pamiętamy o tym, że zanim ruszymy na poszukiwania „obcego”, musimy odnaleźć… siebie?

Monika Michalik po raz kolejny wsadziła mnie do samolotu lecącego w kierunku Aten. Spakowała, odprawiła, posadziła pod oknem i chwyciła za rękę, by znów być moim przewodnikiem – po greckich uliczkach, zakrętach serc, śródziemnomorskich portach i życiowych azylach.

Emilki i Dusi, Mateusza i Janisa przedstawiać mi nie trzeba było. Ale z przyjemnością poznałam panią Jadwigę i jej córkę. Starsza pani, doświadczona, czuła i dyskretna obserwatorka, niczym latarnia morska oświetlała drogę życiowym rozbitkom w labiryntach miłości. Jej serdeczność, rady i ciepło, jakie roztaczała, zostaną ze mną na długo – także pod postacią zaznaczonych w książce cytatów – oto jeden z nich:

Los potrafi poprowadzić nas po bardzo krętych ścieżkach tylko po to, byśmy zatoczyli koło i znaleźli się w punkcie wyjścia. Daje nam szansę, byśmy to rozegrali jeszcze raz, już bez błędów.

Cieszę się, że za sprawą powieści „Odnajdę cię” mogłam wrócić do dobrze znanych mi bohaterek „Nie zapomnę o tobie”. Relacje matki i córki, ich sercowe problemy i greckie podróże na długo zapadły mi w pamięć, a zakończenie pozostawiało niedosyt i wiele pytań, na które odpowiedzi poznałam dopiero teraz.

Kiedyś jeden z polskich aktorów powiedział w wywiadzie: „miłość to miłość – czary-mary i człowiek fruwa”. Ale nie na kartach książek Moniki. Miłość – o różnych obliczach (damsko-męska, matczyna, ojcowska) – jaka łączy bohaterów, nie jest magiczna. Owszem, pachnie kwiatami podarowanymi przez ukochanego, smakuje czułymi pocałunkami, ale to nie wszystko. Miłość wymaga szczerości i pracy – także nad sobą. Wymaga stanięcia oko w oko z własnymi lękami. Wymaga rezygnacji ze strachu i kalkulacji. W zamian odpłaca się tym, co najpiękniejsze.

I matka, i córka ponownie stają oko w oko miłosnymi rozterkami. I matka, i córka muszą dokonać wyborów, wpierw rozliczając się z przeszłością. Emilkę miłość, ponownie, zastaje na greckich ulicach. Cieszę się, że autorka tak poprowadziła ten wątek, by dzięki opisom poprowadzić mnie przez Ateny czy śródziemnomorski port. Nigdy nie byłam na południu Europy, ale czuję, że książka mogłaby z powodzeniem zastąpić przewodnik po Grecji. Warto zaznaczyć, że Monika Michalik osadza akcję nie tylko przy popularnych zabytkach, ale i w zakątkach nieznanych większości czytelników. Opisy mocno oddziałują na wyobraźnię – bez problemu mogłam zobaczyć zachód słońca w porcie, poczuć zapachy lokalnej kuchni, dotknąć kwitnących roślin czy usłyszeć grecki gwar.

„Odnajdę cię” to powieść idealna na dzisiejsze czasy. Czasy, w których potrzebujemy skrawków nadziei i otulenia. Bohaterowie otulają nas miłością i nadzieją właśnie. A to wszystko przy blasku śródziemnomorskiego słońca na tle lazurowego nieba, które nieśmiało zamienia się w morze. Nadzieja na miłość, nadzieja na szczęście. Tego nam trzeba. I to w książce Moniki Michalik odnajdujemy.

Więc idę do Ciebie, nie odchodź daleko

Miłość jest wszystkim, nadchodzę

Gdy znów gdzieś się zgubię, gdy rozum stracę

Raz jeszcze pokocham, bo umiem

Nie ruszaj się z miejsca, poczekaj

Bo miłość jest wszystkim, przybywam

Gdy o tym zapomnisz, gdy zechcesz uciec

Raz jeszcze pokochaj, bo umiesz

„Miłość jest wszystkim” – zespół LemON

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak