„Uśmiech zimy” – Anna Rybkowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
uśmiech zimy anna rybkowska

Anna Rybkowska, Uśmiech zimy, Wydawnictwo Replika 2020.
Cykl: „Ślady życia” – tom I
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam do lektury recenzji powieści Anny Rybkowskiej „Uśmiech zimy”. To pierwsza część cyklu na podobieństwo czterech pór roku – „Ślady życia”. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i już wiem, że nieostatnie. Okładka przyciąga uwagę i sugeruje, że to będzie kolejna powieść obyczajowa, lekka, świąteczna, przypominająca lukrowane pierniczki. Natomiast opis Wydawcy i „polecajki” pisarek i blogerek sugerują absolutnie co innego, bowiem Autorka poruszyła w niej trudne tematy, wywołujące cały wachlarz emocji i uczuć. Stąd nauczka, że nie ocenia się książki li tylko po okładce. Jak już wspomniałam to pierwsze moje literackie spotkanie z Autorką, więc zaczęłam od lektury wywiadów na temat jej twórczości. Uwielbiam oglądać zdjęcia pani Anny, bowiem odzwierciedlają jej artystyczną duszę i zamiłowanie do natury. „Uśmiech zimy” – czy zima może się uśmiechać? Patrzę za okno, akurat zimowa aura zagościła, dużo śniegu, mróz, słońce, śnieg skrzy się w słońcu, więcej światła – czy to tak uśmiecha się zima? Uroczo, ale tylko przez okno, wróciłam ze spaceru z psem, opatulona, z czerwonym nosem. Nie lubię zimy, żadnych sportów zimowych. Tęsknię już za wiosną. A Anna Rybkowska  bardzo lubi zimę, zwłaszcza taką prawdziwą, mroźną i śnieżną. Tytuł w kontekście powieści nabrał metaforycznego znaczenia. Ale o tym później. Zapraszam zatem do lektury mojej opinii.

Zaczynam od najskromniejszej w naturze zimy. Monochromatycznej, spokojnej, z ciemnością i zimnem, wyobcowaniem, jakiego doznaje sama Berenika; nudą i wyhamowaniem na kształt hibernacji –  przeczytałam w jednym z wywiadów z Autorką.

Bohaterką powieści jest Berenika Popielewska, rozwódka, matka dwojga dorosłych już dzieci, opiekująca sie schorowanymi rodzicami, związana z Bruno, dość tajemniczym typem. Wiodła dość monotonne, nie ukonczyła studiów, imała sie różnych zajęć, które jej przynosiły małe pieniądze. Zmuszona była w pewnym momencie życia, po rozwodzie, zamieszkać z rodzicami. Nie umiała nawiązać i utrzymać właściwych relacji ze swoimi dziećmi, stąd ciągle musiała znosić ich pretensje i żale. Nie miała też wsparcia w partnerze, który był takim wolnym ptakiem, alkoholikiem mimo terapii, zarejestrowanym w Mopsie a stać go było na podróże, bo pracował jako ghostwriter. Prowadził dwutorowy tryb życia, tkwiły w nim dwie osobowości- tyrana, wrednego typa i obieżyświata, znakomitego gawędziarza o talencie pisarskim. Miał kilka nieudanych związków z kobietami. Absolutnie nie zasłużył na miłość Bereniki. Do tego wszystkiego bohaterka miała też na głowie zafiksowaną ciotkę Walerkę, którą prześladowały duchy. Oj, potrafiła wszystkim dookoła uprzykrzyć życie! Denerwowała mnie Berenika swoją bezradnością, że nie próbowała nic zmienić w swoim życiu, miałam ochotę nią potrząsnąć. Do bohaterki uśmiechnęła się niespodziewanie zima, bowiem otrzymała spadek po znanym artyście malarzu, Maksymilianie Styksie – posiadłość w maleńkiej podlaskiej wsi Naboków. Musiała spełnić tylko jeden warunek; zamieszkać tam na rok. Oprócz tego dostała tajemniczego pendrive’a z zapiskami i nagraniami malarza na każdy dzień roku. Niełatwa to będzie lektura. Zaskoczona postanowiła dokonać zmiany w swoim życiu i  wyjechać na zasypane śniegiem Podlasie. We dworze akcja toczy się dynamiczniej, zaskakuje swoimi zwrotami, napięciem, tajemnicą z przeszłości do odkrycia. Powróciła do bohaterki bolesna, koszmarna przeszłość, wspomnienia a młodości. maks był wykładowca a ona studentką, jego modelką i nie tylko. Intrygowało ją, dlaczego kochanek  zapisał jej spadek – podziękowanie, nagroda czy kara? Co zrobić? Sprzedać dom i uciekać ze wsi, czy pozostać, by uzyskać odpowiedź na to pytanie.  Darczyńca przewidział w zapisie pieniądze na utrzymanie domu, miała też do dyspozycji auto. Dwór okazał się niezwykły, działy się tu dziwne rzeczy: jedne przedmioty znikały, inne się pojawiały a pod lasem snuły się niepokojące cienie. Berenice wydawało sie, że ktoś ja nieustannie obserwuje. wspomnę jeszcze o porzuconych i okaleczonych kotach oraz psie, przywiązanym do drzewa w lesie. Otaczający las dodawał mroczności temu wszystkiemu. A przecież miała tu znaleźć spokój. Każdy dzień wnosił coś nowego, niezwykle odkrycia i te rewelacje na temat spadku bardzo ją przytłaczały. Autorka wprowadziła do świata przedstawionego ciekawie wykreowane postacie ze wsi: sołtysa i jego żonę, weterynarza, prawnika, lekarza, botanika, działacza społecznego (stowarzyszenie starych pierników), sympatycznego staruszka i gawędziarza, który opowiedział historie dworu jego gospodynię, Jakuba ekonoma, policjanta, starego Kulawika zwanego Bołtunem. W relacjach Maksa pojawiły sie ciekawe anegdoty na ich temat. Poznajemy zwyczaje, potrawy, język a właściwie gwarę  podlaską. Przeżywamy z bohaterami wigilię i Święta Bożego Narodzenia. Wszystko dzieje się tak jak w filmie. Berenika mimo samotności miała kontakty z rodziną telefoniczną i internetową. Coraz częściej tęskniła za dawnym życiem nawet katem u rodziców. Czy bohaterka wytrwa w postanowieniu, czy wróci do Poznania?

„Uśmiech zimy” – powieść na jeden mroźny wieczór

To niesamowicie wciągająca książka, pochłonęłam ją bardzo szybko, ale wciąż wracałam do jej fragmentów. Lektura bowiem była dla mnie ucztą językową. Autorka urzekła mnie swoim sposobem pisania, stylem, władaniem językiem, znajomością gwary podlaskiej, wrażliwością, dostarczając różnorodnych doznań. Język niezwykle plastyczny, obrazowy, bogaty w różnorodne środki stylistyczne, tworzące klimat powieści. Stworzyła ciekawą plejadę bohaterów – autentycznych, z krwi i kości, stosując indywidualizację postaci. Nie ma tu postaci idealnych, każda ma jakaś słabości, wady, nałogi, uzależnienia. Berenika ma duszę artystyczną, jej oczyma patrzymy na świat przedstawiony, stąd powieść jest niezwykle klimatyczna, mimo że bohaterka wywołuje w nas całą gamę emocji.

Anna Rybkowska zaczarowała świat słowem, oddając w nasze ręce powieść o życiu, o trudnych wyborach życiowych, o tym, jak podjęte decyzje wpływają na nasze życie, jak trudno się odciąć i uwolnić od demonów przeszłości. Nie da się o nich zapomnieć. To również powieść o różnych obliczach, barwach i odcieniach miłości, o przyjaźni, o relacjach rodzinnych, o strachu przed samotnością i wreszcie o nadziei, której nie można utracić. Wywołuje w czytelniku ogrom emocji i uczuć. Trudno ją nazwać typową powieścią obyczajową, to raczej mix gatunkowy, bowiem trochę tu obyczajowej, szczypta dramatu, nieco thrillera, trochę wątku romansowego, odrobina humoru, nawet czarnego. Walorem powieści są także świetnie skonstruowane dialogi, których tworzenie jest nie lada sztuką.

Polecam powieść na zimowe wieczory. A ja czekam niecierpliwie na kolejną wiosenną część, której okładka urzekła mnie już  zielonością. Jakie tajemnice i ślady życia, dawnego życia odnajdziemy z bohaterami? czy Berenika znajdzie odpowiedź na nurtujące ją pytanie. Mam nadzieję, że wiosenny opis dworu i okolicy zapadnie w serca czytelników.

Wydawnictwu Replika dziękuję na egzemplarz do recenzji.

„Wróbel w getcie” – Kristy Cambron (recenzja przedpremierowa)

Read More
wróbel w getcie

Kristy Cambron, Wróbel w getcie, Wydawnictwo Znak 2021.
Recenzja przedpremierowa
Seria: „Ukryte arcydzieło” – tom II

Mniej więcej rok temu, także dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak, miałam okazję czytać powieść „Motyl i skrzypce”, tej samej Autorki. Do dziś pamiętam rozterki, jakie odczuwałam, pisząc recenzję. Z jednej strony chciałam Was zachęcić do lektury tej książki, z drugiej zaś… No właśnie. Nie byłam pewna, czy temat Auschwitz był potraktowany przez Kristy Cambron z należytym szacunkiem. Mimo to z radością przyjęłam propozycję przeczytania i napisania kilku słów o „Wróblu w getcie”. Tym razem nie mam wątpliwości, co napisać – książka, w moim odczuciu oczywiście, jest po prostu lepsza od poprzedniczki.

Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, które coraz częściej pojawia się w sieci: tak, chcąc przeczytać „Wróbla w getcie”, warto sięgnąć wcześniej po „Motyla i skrzypce”. Pozwoli to na lepsze zrozumienie wątków współczesnych. Dlaczego piszę współczesnych? Ponieważ i tym razem Kristy Cambron zabiera czytelnika w rozgrywające się na dwóch przestrzeniach czasowych literackie podróże – zarówno do Kalifornii, londyńskich uliczek i Paryża XXI wieku; jak i do Londynu i Pragi podczas II wojny światowej.

Gdy Kaja Makovsky dowiaduje się, że niemiecki terror dociera do Pragi, opuszcza Wielką Brytanię, żeby ratować swoją żydowską rodzinę. Kiedy jest już u celu, ucieczka okazuje się niemożliwa, a piekło wojny staje się jej bolesną codziennością. Kobieta trafia do getta w Terezinie, gdzie poznaje dziewczynkę, która niespodziewanie odmieni jej życie.
Kilkadziesiąt lat później Sera James i William Hanoverowie, bohaterowie „Motyla i skrzypiec”, w trakcie bajkowego ślubu zostają brutalnie rozdzieleni – mężczyzna zostaje oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił, a teraz grozi mu dziesięć lat więzienia. Sera postanawia zrobić wszystko, aby uratować swojego męża i ich wspólną przyszłość.
Losy dwóch kobiet, które dzielą dziesiątki lat, zostaną niespodziewanie połączone historią tajemniczej dziewczynki ocalonej z Holokaustu.

„Wróbel w getcie” to nie jest powieść wojenna, nie tylko ze względu na towarzyszący wątek współczesny. Choć Autorka, jak sama pisze, inspirowała się prawdziwymi wydarzeniami, książki nie można traktować jako źródła wiedzy historycznej. To przede wszystkim romans, którego akcja, częściowo, rozgrywa się na tle tragicznych wydarzeń i w miejscach, które do dziś pamiętają ludzką krew, łzy i śmierć. Motywy wojenne na kartach tej książki to przede wszystkim ukłon w stronę małych artystów, którzy trafili do przejściowego obozu koncentracyjnego w Terezinie. Fikcyjne losy Kai, którą poznajmy na praskim dworcu, by potem towarzyszyć jej w stawianiu pierwszych dziennikarskich kroków w londyńskiej prasie, to pretekst do przedstawienia zaledwie wycinku dziecięcych losów podczas Holokaustu. Obrazki, rysunki, wierszyki – „Wróbelki”, kilku- i kilkunastoletni więźniowie, na różne sposoby zostawiały po sobie ślad w niemieckich obozach zagłady.

Jeśli czasem czytujecie moje recenzje, to wiecie, że uwielbiam narracje dwutorowe – mieszanie przeszłości i teraźniejszości, stopniowe zazębianie się miejsc, bohaterów, wydarzeń… Co, oprócz wspomnianej dziewczynki uratowanej przed zagładą, łączy bohaterki? Ucieczka, chęć ocalenia bliskich i pragnienie miłości. Zarówno Kaja, jak i Sera podejmują decyzje kierowane miłością. Decydują się na dalekie podróże po to, by ocalić tych, których kochają. Kaja chroni rodziców, Sera walczy o swojego męża. Nieświadomie, po kilkudziesięciu latach, ich drogi krzyżują się na ulicach Londynu i Paryża za sprawą rodzinnych tajemnic. Właśnie ze względu na to warto poznać „Motyla…”.

„Wróbel w getcie” to książka, którą czyta się szybko i z ogromnym zaciekawieniem. Podobnie jak „Motyl i skrzypce” to propozycja dla tych, którzy boją się brutalnych opisów wojny i Holokaustu. Autorka skupia się w powieści przede wszystkim na losach  Kai i jej kilkuletniej podopiecznej. Ukazuje także różne twarze niemieckich oficerów – przecież nie każdy z nich niósł strach i śmierć… Nawet tam, za drutami i murami obozu, nie wszystko było czarno-białe.

Mam wrażenie, że Kristy Cambron na kartach „Wróbla…” zostawiła jeszcze więcej serca niż na stronicach poprzedniej powieści. Tym razem nie czułam, by któryś z wątków – zarówno ten dotyczący Sery i jej męża, jak i wojenny, był traktowany po macoszemu. Tym razem nie mam pretensji o to, że zestawiła ze sobą wydarzenia z XX i XXI wieku. Wreszcie, nie czuję, by wątek Holokaustu został tutaj pozbawiony swoistego sacrum.

Pamiętajcie jednak, że „Wróbel w getcie” to nie tylko wydarzenia rozgrywające się na tle koszmaru II wojny światowej. To także towarzyszące bohaterom z Kalifornii miłosne rozterki i problemy, także z prawem. To poznawanie rodziny, tajemnic i zapomnianych ścieżek. „Wróbel w getcie” to przede wszystkim historia o miłości i nadziei, której nigdy nie może zabraknąć. Nawet w największym mroku.

TO KSIĄŻKA DLA CIEBIE, JEŚLI:
  • Lubisz powieści z wątkiem historycznym.
  • Lubisz książki, w których narracja prowadzona jest dwutorowo (w przeszłości i współcześnie).
  • W książkach o miłości cenisz coś więcej niż relacje damsko-męskie.
NIE SIĘGAJ PO TĘ POWIEŚĆ, JEŚLI:
  • W książkach z wątkiem II wojny światowej nie lubisz elementów romansu.
  • Chcąc czytać o Holokauście, wybierasz tylko literaturę faktu.
  • Uważasz, że Zagłada Żydów to sacrum, które nie powinno się znaleźć w literaturze obyczajowej.

„Czułe spotkania” – opowiadania Wydawnictwa Pascal

Read More
czułe spotkania

Liliana Fabisińska, Magdalena Majcher, Adriana Rak, Natasza Socha, Edyta Świętek, Magdalena Wala, Czułe spotkania, Wydawnictwo Pascal 2020.
#MamaDropsaCzyta

Pragnę podzielić się opinią o wyjątkowym zbiorze czułych opowiadań o miłości, który napisały znane, lubiane i poczytne Autorki powieści obyczajowych. Każdy człowiek pragnie miłości, czułości, obecności kogoś obok. W dzisiejszym zabieganym świecie bywa trudną sztuką właśnie znalezienie czasu dla siebie, zwolnienia tempa życia  a nawet zatrzymania się na chwilę refleksji nad tym, co dla mnie jest ważne w życiu, jak zadbać o nasze relacje, jak pielęgnować miłość, podsycić w niej żar namiętności, by wciąż przeżywać niezapomniane chwile.

Antologia „Czułe spotkania” to sześć opowiadań o różnych obliczach miłości, których bohaterkami są kobiety. Łączy je pragnienie miłości, czułości, adorowania i spełnienia, ale wiele dzieli: wiek, bagaż doświadczeń życiowych, pochodzenie. Są autentycznymi postaciami, które popełniają błędy,  potrafią je naprawić i wysnuć jasne wnioski. Zapewne z niektórymi z bohaterek się utożsamicie. Z każdego opowiadania wypływa dla czytających jakaś przestroga, cenna wskazówka.

Liliana Fabisińska, Koncert

Bohaterką jest Sylwia – naiwna, zbyt gadatliwa, samotna kobieta po przejściach, która pragnie poznać na portalu randkowym kogoś, kto będzie lekiem na jej samotność. Udało się jej zawrzeć znajomość z czułym adoratorem Krzysztofem…

Pisarka przestrzega spragnione miłości istoty przed internetowymi znajomościami a właściwie przed ujawnieniem im zbyt wielu informacji przed spotkaniem w realu. Ich zbytnia ufność a właściwie naiwność może być wykorzystana. A czas pandemii, noszenie maseczek sprzyjają sprytnym złodziejom.

Magdalena Majcher, Daj mu szansę

Bohaterką jest samotna Aldona, rozwódka, matka Milenki i Ignasia. Miłość kojarzyła się jej z cierpieniem. Pragnęła znaleźć kogoś, kto odczaruje jej los. Za namową przyjaciółki założyła sobie konto na Tinderze i poznała świetnego faceta, prawnika Rafała, z którym pierwsza randka zapoczątkowała kolejne. Czy istotnie miłość z Tindera jest tą, na którą czekała bohaterka? Czy ten związek miał szansę? Byli przecież z dwóch kompletnie różnych światów. Dlaczego Rafał okazał się dupkiem? Co ważnego uświadomiła Aldonie przyjaciółka? Ostrożnie więc z tą miłością internetową. Jesteśmy zbyt krótkowzroczne i nie potrafimy dostrzec, że prawdziwa miłość jest tuż obok nas i trzeba jej dać szansę.

Adriana Rak, Moje marzenie to ty

Bohaterką jest Natalia, kelnerka w restauracji na Pomorzu, po kilku latach spotkała w pracy Wojtka, swoją niezapomnianą miłość. Jak się ułożą ich relacje na gruncie zawodowym? Co z ich uczuciami, pragnieniami i marzeniami? Czy stara miłość nie rdzewieje?

Zawsze warto dać sobie druga szansę. Szczera rozmowa może wiele zdziałać, naprawić, wyprostować. Skoro „moje marzenie to ty”, warto więc dążyć do jego spełnienia.

Natasza Socha, Gwiezdne wojny

Opowiadanie tworzy dziesięć epizodów. Bohaterka Klementyna (nie lubi swojego imienia) cicha, spokojna, trochę wycofana jest zaręczona z Andrzejem, zdaniem matki bardzo dobrym kandydatem na męża. Ale czy łączy ich wielka miłość, pełna uniesień, tęsknot i pragnień? Klementyna była od lat zagorzałą miłośniczką filmu „Gwiezdne wojny”. Z sentymentem wspominała kilkuletnią znajomość listowną z pewnym chłopakiem ze „Świata Młodych”, który stal się uosobieniem marzeń o przyjaźni, pierwszej miłości. Andrzej nie przypominał żadnego z bohaterów filmu ani autora listów. Ale przecież w miłości nigdy nic nie jest pewne na sto procent i dane na zawsze.Jaką decyzję życiową podejmie w końcu Klementyna? Podąży za głosem rozsądku czy serca? Czy zdobędzie się na akt odwag i  spełni marzenia o własnym życiu? Kto lub co jej w tym pomoże?

Edyta Świętek, Żółte listki akacji

Edyta Świętek w swoim opowiadaniu uświadomiła nam, jak pielęgnować więzi w małżeństwie, żeby nie popaść w rutynę. Bohaterami są małżonkowie Korczyńscy. Ona – Irena, zwana też Iryskiem lub Irytkiem „jesieniara”, kochająca jesień ze wszystkimi jej aspektami (stąd akcja osadzona jest w pięknej scenerii jesiennej), dopadł ją syndrom opuszczonego gniazda przez dorosłe już dzieci, pustka w domu. On -Robert, główny żywiciel rodziny, zajęty pracą od rana do wieczora, gość w domu z powodu natłoku obowiązków służbowych. Do tej pory zabiegani nie zwrócili uwagi na to, że ich drogi zaczęły się rozchodzić a przed Ireną pierwsza samotna jesień. Po opuszczeniu domu przez dzieci, gdy ilość obowiązków domowych zmalała, uświadomiła sobie, jak mało czasu spędzała z mężem. Ogarniała ja melancholia, rozgoryczenie wręcz irytacja. A koleżanki i przyjaciółki podsuwały jej pod oczy różne obrazki z mężem w roli głównej. Jesienna Pani tęskniła więc za nim, za dawną namiętnością, czułością. Uciekała się do wspomnień. Postanowiła więc wprowadzić pewne zmiany do swojego wizerunku, stylu ubierania się, aby wzbudzić zazdrość i przykuć uwagę męża. A przecież jesień nie musiała sie jej kojarzyć jednoznacznie z przemijaniem. Historię małżeństwa poznajemy z perspektywy męża i żony. Czy znaleźli jakiś sposób na poprawę relacji? Czy odnaleźli drogę do siebie? Wystarczyła chwila, może kilka chwil na serdeczną i szczerą rozmowę bez rad przyjaciółek. W mężu, w żonie też możemy odnaleźć prawdziwego przyjaciela. Coś wiem na ten temat.

Magdalena Wala, Gra

Poznajemy tu historię Dominiki, która musiała się zająć dziadkiem z powodu złego stanu zdrowia. Jej chłopak się nie zgodził, aby dziadek zamieszkał z nimi. A przecież obaj się lubili. Dominika wróciła do domu w Cieszynie, a Krystian pracował i mieszkał w Katowicach. Czy związek na odległość, rozluźnienie kontaktów miały negatywny wpływ na ich związek? Czego bohaterom zabrakło i jakie groziło im niebezpieczeństwo? Akcja opowiadania dzieje się podczas pandemii, obostrzeń, które wpłynęły destrukcyjnie na wiele dziedzin naszego życia. Na ludzi uwięzionych w domu czyhało wiele pokus. Na szczęście młodym naprzeciw wyszedł dziadek, który podsunął im pewne pomysły i prosto z mostu powiedział kilka słów za dużo, ale w końcu dały one coś do myślenia i weryfikacji postępowania. Dominika była psychologiem i potrafiła innym w szczerej rozmowie pomóc, wesprzeć, wskazać błędy, drogę ich naprawy. Co jej zatem przeszkodziło w trzeźwej ocenie związku z Krystianem? Czy spełniła sie ich tęsknota za „normalnym” życiem kochających się ludzi. Kryzysy są po to, żeby je przezwyciężać i wyciągać konstruktywne wnioski na przyszłość. Nie ma miejsca na rutynę, zaniechania, brak codziennych rozmów w związku dwojga młodych ludzi. Winę ponosili oboje i razem powinni odnaleźć wspólną drogę do kroczenia przez życie. Dodam jeszcze, że Dominika kochała czytać książki. Magdalena Wala włożyła w jej ręce na czas podróży w góry powieść Magdaleny Majcher o osiedlu Pogodnym, której akcja dzieje się w domu przy ulicy Radosnej. Z dziadkiem też mieszkała przy ulicy Radosnej.

Dlaczego warto przeczytać antologię „Czułe spotkania”?

Bardzo się cieszę, że antologia trafiła w moje ręce. Autorki opowiadań należą w większości do grona moich ulubionych, jedynie z twórczością dwóch z nich będę musiała a raczej chcę się bliżej zapoznać. Krótka forma epicka wyostrzyła głód czytelniczy. Tytuł, okładka, lampki choinkowe mogą zmylić czytelnika. Autorki poruszyły trudne problemy, ukazały różne oblicza i rodzaje miłości namalowane słowami oddającymi całą paletę uczuć i emocji. To kobiety dbają zwykle w związkach o ciepło domowego ogniska, podsycają jego płomień. Tęsknią za czułością, bliskością, spełnieniem marzeń i swoich oczekiwań. Pragnienie miłości i spełnienia, obecności kogoś obok łączy nas bez względu na wiek. Ale nie każda z nas ma odwagę, by przeżyć niezapomniane chwile pełne czułości. Pisarki pokazały nam, że jest to możliwe.

Polecam tę książkę idealną na długie, zimowe wieczory. Wystarczy ciepły kocyk, kubek dobrej i magicznej  herbaty, Meloradio w tle, pies w zasięgu ręki i… chwilo trwaj. Każda z nas musi pamiętać o sobie i zadbać o siebie a wyniesione wrażenia po lekturze pomogą nam zadbać o czułość w naszych związkach.

Wydawnictwu Pascal dziękuje za egzemplarz do recenzji.

„Świąteczny nieznajomy” – Richard Paul Evans

Read More
świąteczny nieznajomy

Richard Paul Evans, Świąteczny nieznajomy, Wydawnictwo Znak 2020.

Ale wpadka! Najnowszą powieść Richarda Paula Evansa przeczytałam w (po)świąteczną niedzielę, 27 grudnia. Recenzję planowałam napisać w tygodniu, ale urlop w dużej mierze spędziłam pod znakiem Netflixa i serialu „Bridgerton”. Recenzję dodaję więc dopiero dziś, już w nowym roku, mając nadzieję, że wybaczycie poślizg. Zresztą… Kto powiedział, że świąteczne historie można czytać tylko w okolicy 6 lub 25 grudnia? Sięgając po nie nieco później, nie łamiemy przykazań ani Konstytucji. Ponadto, „Świąteczny nieznajomy” to, wbrew tytułowi, niekoniecznie tylko bożonarodzeniowa opowieść…

Główną bohaterką powieści jest Maggie. W jednej chwili traci wszystko – miłość, męża i poczucie bezpieczeństwa. Okazuje się, że jej życiowy partner, szanowany polityk, jest bigamistą. Jej szczęście rozpada się jak domek z kart. Przyjaciółka, z którą prowadzi firmę, namawia ją do wciągnięcia się w wir przygotowań świątecznych. Maggie, dość niechętnie, zaczyna od kupna choinki. To tam, na straganie pachnących drzewek, wśród zieleni symbolizującej nadzieję, poznaje Andrew. Jej świąteczny nieznajomy wydaje się być aniołem, który podaje pomocną dłoń i pomaga wyjść z dołka. Ale czy aniołowie krążą po ziemi? Czy mężczyzna może nie mieć wad i tajemnic? Co z zaufaniem po zdradzie? Maggie musi odpowiedzieć sobie na wiele pytań…

„Świąteczny nieznajomy” to pierwsza od dawna książka, którą przeczytałam w jeden dzień. Jeśli znacie pióro Richarda Paula Evansa, to wiecie, że zdecydowanie od opisów woli dialogi. Dzięki temu historię czyta się naprawdę szybko i z zainteresowaniem. Na tempo czytania bez wątpienia ma wpływ narracja pierwszoosobowa – historię poznajemy z perspektywy głównej bohaterki. Powieść jest pełna emocji. Czytelnik, tak i jak i bohaterowie, jest zaskakiwany, a kolejne rozdziały, przynoszą zwroty akcji.

Właśnie, rozdziały! Muszę podkreślić, że każdy z nich jest rozpoczynany fragmentem dziennika Maggie. Dany cytat niejako zapowiada to, co pojawi się w danej części.

We wstępie napisałam, że „Świąteczny nieznajomy” to książka, którą warto czytać nie tylko w okresie Bożego Narodzenia. Powieść jest częścią cyklu „Seria z Noel”. Słowo Noel pochodzi z łaciny i oznacza „narodzić się”. Przecież rodzić się na nowo, wstawać z upadku, doświadczać dobra i otwierać się miłość możemy każdego dnia, nie tylko w grudniu. Ważne jest jednak przebaczenie, bez którego często nie potrafi zrobić kroku do przodu. Przebaczanie to wolność. To otwarcie okna w sercu na światło, jakie niesie nadzieja. Historia Maggie pokazuje, że warto to zrobić. Maggie rodzi się na nowo. Ty też możesz. Kto wie, może to właśnie powieść z klimatyczną okładką pomoże Ci znaleźć motywację…?

„Otwórz się na miłość” – Natalia Sońska

Read More
otworz-sie-na-milosc-ebook

Natalia Sońska, Otwórz się na miłość, Wydawnictwo Czwarta Strona 2020.

„Otwórz się na miłość” Natalii Sońskiej to pierwsza przeczytana przeze mnie książka w tym roku. Właściwie to doczytana – zaczęłam ją na początku tego tygodnia. Terminy nieistotne – liczy się treść, którą króciutko opiszę poniżej.

Bohaterką powieści jest Ania, chorobliwie nieśmiała i zamknięta w sobie 30-letnia programistka. Taki trochę Kopciuszek. Przypadkiem poznaje Aleksa, przystojniaka, któremu wpada w oko od pierwszego spotkania. Wydaje się, że to typowy romans? Tak, to świetny materiał na zimowo-świąteczną komedię romantyczną. Ona i on, Zakopane, śnieg, Wigilia…

Znacie te klimaty z niejednego filmu i niejednej książki zapewne. Ale Natalia nie ogranicza się jedynie do wątku damsko-męskiego, za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Moim zdaniem tytuł „Otwórz się na miłość” dotyczy dwóch odcieni miłości – tej między partnerami i tej między matką a córką.

Relacja Ani i jej mamy jest bardzo ważna dla akcji. Ich stosunki tylko pozornie są idealne. Dobry kontakt? Aż za dobry, chciałoby się napisać. Matka Ani ingeruje w życie córki. I to bardzo. Kontroluje każdy jej krok, każde wyjście, spotkanie… Wyprowadzka Ani z domu nie pomaga, wręcz przeciwnie. Codzienne wizyty, telefony… Wydaje się, że Ania nie może oddychać bez ingerencji rodzicielki. Trudne rozmowy nie oczyszczają sytuacji, a generują jeszcze większe napięcie i złość. Czy mama pozwoli 30-letniej córce dorosnąć i zajmie się własnym życiem, zanim będzie za późno – dla każdej z nich…? Odpowiedź wcale nie jest oczywista, a Natalia, na przykładzie swoich bohaterek, dobrze pokazała, do czego prowadzą nadopiekuńczość i toksyczne relacje.

Książkę czyta się bardzo szybko, wystarczą właściwie dwa spokojne wieczory. To typowa powieść o miłości dla romantycznych dusz i wiernych widzek „Listów do M.”, „Planety Singli”, itp. Zaskakuje? Nie. Czy to źle? Nie, przynajmniej dla mnie. Od historii romantycznych nie oczekuję wiele. Mają mi dać rozluźnienie, wzruszyć i zabrać do nieco oderwanego od rzeczywistości świata. „Otwórz się na miłość” to więc dobre otwarcie mojego roku czytelniczego.

Na koniec zdradzę Wam pewien sekret 😉 Wiecie, co skłoniło mnie do sięgnięcia po ten tytuł? Nie okładka czy opis wydawcy. Nie Autorka, którą poznałam kilka lat temu. Kupiłam e-book, bo przekonała mnie… krytyczna recenzja jednej z bookstagramerek. Wady powieści, które wymieniła w swojej opinii (schemat, przewidywalność, kreacja bohaterki, itd.), dla mnie, w przypadku historii romantycznych, są wręcz zaletami.

TO KSIĄŻKA DLA CIEBIE, JEŚLI:
  • Lubisz bajkę o Kopciuszku
  • Możesz bez końca oglądać „Listy do M.” i czytać książki o miłości
  • Nie rażą się Cię typowe dla gatunku schematy
  • Lubisz się wzruszyć nad historią o miłości
  • Oczekujesz od powieści więcej niż tylko wątku damsko-męskiego
NIE SIĘGAJ PO TĘ POWIEŚĆ, JEŚLI:
  • Nużą Cię świąteczne książki z górami w tle
  • Komedie romantyczne to dla Ciebie synonim straty czasu
  • Książka ma zapewnić Ci więcej niż rozrywkę na kilka wieczorów

„Najważniejszy” – Magdalena Majcher (#MamaDropsaCzyta)

Read More
najważniejszy majcher

Magdalena Majcher, Najważniejszy, Wydawnictwo Pascal 2020.
#MamaDropsaCzyta

Bardzo chcę kochać i być kochana i boję się miłości, bo wielokrotnie przekonywałam się, że miłość oznacza rozczarowanie i odrzucenie. I właśnie dlatego powinnam wypełnić ten brak.

Zapraszam do lektury recenzji idealnej na ten właśnie czas najnowszej powieści Magdaleny Majcher pt. „Najważniejszy”. To niezwykle poruszająca opowieść zimowa z motywem świątecznym o rodzicielstwie, niespełnionej miłości, o odbudowywaniu rodzinnych więzi, o relacjach ojca z córką, o potrzebie miłości, o tęsknocie za miłością, o trudnej sztuce przebaczenia i czasem jeszcze trudniejszej sztuce zapomnienia o złej przeszłości, aby móc rozpocząć nowe życie i uwierzyć, że jest to możliwe.

Martyna jest młodą, samotną mamą czteroletniej dziewczynki. Jej kolejne związki z mężczyznami kończą się porażką. Kobieta nie potrafi zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Nie potrafi, a może nie chce?
Jest ktoś, kto bardzo chciałby zbliżyć się do Martyny i wytłumaczyć, dlaczego w przeszłości ją opuścił, ale Martyna ma w sobie za dużo żalu i nie umie wybaczyć. Powoli jednak zaczyna dopuszczać do siebie myśl, że może to właśnie w skomplikowanych relacjach z najważniejszym w jej życiu mężczyzną tkwi źródło wszystkich problemów i niepowodzeń.
Co wyniknie ze spotkania zagubionej kobiety, czteroletniego dziecka i mężczyzny, który wciąż nie potrafi zapomnieć o nieszczęśliwej miłości sprzed lat?

opis wydawcy

Na początku Martyna mnie denerwowała, nie mogłam się do niej przekonać, ale gdy poznałam ją bliżej, jej marzenia, aspiracje, jej miotanie się, zrozumiałam ją i zapałałam do niej sympatią. Martyna po rozstaniu z Przemkiem, ojcem córeczki sama dawała sobie radę, pracowała w kwiaciarni, studiowała zaocznie pedagogikę i była kochająca mamą. Amelka była jedynym źródłem życia w pustym mieszkaniu. Nie miała tylko szczęścia do facetów, ciągle spotykała na swojej drodze tych nieodpowiednich. Pojawiali się i znikali. Najczęściej było to na imprezach, potem przypadkowy seks, porzucenie, porażka i znowu polowanie na faceta. Samotna, młoda i pogubiona kobieta – matka. Dziwiłam się, dlaczego nie wyszło jej z Przemkiem, byli przecież taką dobraną parą, mogła liczyć na wsparcie, dobre rady teściowej Basi. Co się stało? Tak bardzo pragnęła miłości i poczucia stabilizacji. Wzloty, upadki, nadzieja i rozpacz – przeklinałam je, ale i lubiłam. Nie miała rodziców, oddaliły się z siostrą, ale potem znowu odnalazły drogę do siebie i odbudowały relacje siostrzane. Wzruszyło mnie ich celebrowanie urodzin zmarłej Mamy. Rocznica śmierci wywoływała w niej bolesne przeżycia związane z porzuceniem i odtrąceniem przez ojca. Miała zaledwie jedenaście lat, była więc dzieckiem. Ta sytuacja wpłynęła na jej dorosłe życie, na relacje z mężczyznami, na budowanie z nimi relacji

Magdalena Majcher wprowadziła do powieści bardzo ciekawy, intrygujący wątek listu, dzięki któremu możemy poznać przeszłość rodziny, krok po kroku odkrywać tajemnice, kłamstwa, które zaważyły na życiu bohaterów. Poznajemy babcię Halinę dobrego ducha rodziny i strażniczkę rodzinnej tajemnicy. Martyna od jakiegoś czasu dostawała też regularne wiadomości na Messengerze, które jedynie odczytywała. Kto był ich nadawcą? Tajemniczy ktoś z Żegiestowa – człowiek bardzo inteligentny, uczuciowy, wrażliwy i uczciwy, ale bardzo pogubiony w życiu. W dzieciństwie wyjeżdżała tam z rodzicami i siostrą, a potem z mamą. A teraz z powodu choroby córeczki postanowiła tam pojechać zgodnie z zaleceniem lekarza. Podróż w góry okaże się najważniejszą podróżą życia bohaterki. Ale o tym przekonajcie się sami, biorąc powieść do ręki. W górach panowała iście zimowa, baśniowa sceneria, za którą od lat tęsknimy. Cudowne widoki! Spotykamy tu w pensjonacie sympatyczną gospodynię, pełną ciepła, serdeczną panią Stasię, do której ludzie lgnęli jak do babci Halinki. Poznajemy też kolejnego zagubionego życiowo bohatera. Co z tej znajomości wyniknie?

Powieść czyta się bardzo szybko, jest podzielona na rozdziały, narracja jest prowadzona w pierwszej osobie, dzięki czemu możemy lepiej poznać bohaterkę i wejść do świata jej myśli oraz uczuć. Jest napisana lekkim stylem i pięknym językiem. Dbałość o język to ważna cecha warsztatu Pisarki.

„Najważniejszy” to bardzo życiowa powieść z autentycznymi bohaterami, z ciekawymi portretami psychologicznymi, z opisami ich przeżyć wewnętrznych. Dostarcza czytelnikowi mnóstwo emocji, skłania do refleksji nad życiem, nad tym, co w nim jest najważniejsze. Pisarka nie osądza bohaterów, stopniowo poznajemy ich historie, motywacje działań i sami musimy dokonać ich właściwej oceny. Zakończenie powieści zaskoczyło mnie pozytywnie.

Polecam tę powieść tym, którzy zagubili się w życiu, popełnili wiele błędów, którzy stracili nadzieję na odbudowanie relacji i powrót do normalnego życia. Książka uświadamia nam, że nie wolno żyć w kłamstwie, bo ono może zrujnować komuś życie. Wielką sztuką jest przyznanie się do błędów i prośba o wybaczenie. Pamiętajmy, że życie nie jest czarno-białe i nie wolno nam oceniać zbyt pochopnie drugiego człowieka. Autorce dziękuję za przypomnienie tej oczywistej, ale jakże niepopularnej w dzisiejszych czasach prawdy.

Wydawnictwu Pascal bardzo dziękuje za egzemplarz do recenzji. 

„Moc truchleje. Opowieści wigilijne 1939-1945” – Sylwia Winnik

Read More
moc truchleje sylwia winnik

Sylwia Winnik, Moc truchleje. Opowieści wigilijne 1939-1945, Wydawnictwo Znak 2020.

Jak pisałam w postach w social mediach, przedświąteczne dni były dla mnie bardzo trudne. Śmierć bliskiej Osoby, nawał pracy w związku  z urlopem – kumulacja sprawiła, że wieczorami nie miałam ani siły, ani ochoty na czytanie. Teraz czuję z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Bo tę książkę powinnam przeczytać już dawno. Bo tę książkę powinnam Wam polecić już dawno. To pozycja, którą wszyscy powinniśmy mieć w biblioteczce i sięgać po nią – niczym po „Opowieść wigilijną” Dickensa – w (przed)świątecznym chaosie. Chociaż… Myślę, że prawda zawarta w zbiorze Sylwii Winnik powinna nam towarzyszyć przez cały rok.

W Moc truchleje. Opowieści wigilijne 1939-1945 bohaterowie opowiadają o tym, jak podczas II wojny światowej obchodzili Boże Narodzenie. Przecież nawet w tamtym podłym czasie, w cieniu wybuchów, w chaosie ludzkich krzyków i łez przychodził na świat Chrystus. Zwłaszcza wtedy. Zstępował na ziemię – upodloną niczym stajenka sprzed ponad 1000 lat. Przychodził, by w ciemność wojny wlewać światło. By dawać nadzieję.

Sylwia Winnik, zainspirowana opowieścią prababci, dotarła do tych, którzy w wigilię przebywali zarówno w konspiracji w domach, na dalekiej Syberii, jak i w aresztach czy obozach koncentracyjnych.  Dla bohaterów tego zbioru wigilia była często jedynym dniem w roku, kiedy mogli najeść się do syta. Była jedynym dniem w roku, kiedy na ustach pojawiała się polska kolęda. Wreszcie, była jedynym dniem w roku, gdy w sercu na nowo zaczynała tlić się nadzieja. Nadzieja na wolność, nadzieja na spotkanie z bliskimi, nadzieja na Boży cud pokoju.

Wojenne wspomnienia wyjątkowych narratorów przeplatają się z opowieściami o tym, jak Święta Bożego Narodzenia obchodzono w ich domach przed 1 września 1939 roku. To właśnie te wspomnienia trzymały ich przy życiu w kolejne wigilijne wieczory…

Książkę, właśnie dzięki narracji pierwszoosobowej, czyta się bardzo szybko. Miałam wrażenie, że siedzę obok bohaterów kolejnych historii i słucham opowieści, trzymając ich za pomarszczone dłonie i ukradkiem obcierając łzy.

Uważam, że zbiór Moc truchleje. Opowieści wigilijne 1939-1945 każdy z nas powinien mieć w swojej biblioteczce. Mieć i czytać. Kartka po kartce, historia po historii. W dzisiejszym świecie, mam wrażenie, tracimy sens Bożego Narodzenia. Dla wielu z nas to nie Bóg się rodzi. To choinka przychodzi , to prezenty się kupuje i rozpakowuje. To makowce się piecze, to dom lśni. Tak, to jest ważne. Tak, milej świętuje się w czystości, ze smakołykami na stołach. Ale czy na pewno to Bóg się rodzi? Czy wraz z Nim przychodzą na świat wiara, nadzieja i miłość bez granic? Czy najważniejsi są ci, którzy gromadzą się przy stole? Czy pamiętamy o tych, których krzesła są puste…?

Te Święta być może dla wielu z Was były trudne. Bo obostrzenia, bo przy stole na zawsze zabrakło kogoś bliskiego. Pandemia dotknęła każdego z nas. Ale znów narodził się Bóg. Skoro dawał nadzieję ludziom, którzy każdego dnia stawali oko w oko ze śmiercią, wierzę, że i nasze serca ukoi. Nie tylko w wigilię.

Nie chcę pisać pustego: „polecam”. Zamiast tego, zostawię kilka cytatów, które powinniśmy sobie wziąć do serca.

„Lecz my, którzy przeżyliśmy, którzy doczekaliśmy się końca wojny i obozowego koszmaru, musieliśmy się nauczyć cieszyć życiem na nowo – mimo wszystko. I nauczyliśmy się. Doceniliśmy je i codziennie pamiętaliśmy, jak bardzo jest kruche. Najważniejsze, czego potrzebujemy, to wolność, wzajemny szacunek i miłość. I bliscy ludzie, z którymi możemy zasiąść przy wigilijnym stole”.

„Myślę sobie, że cuda dzieją się wokół nas każdego dnia, tylko nie umiemy ich dostrzegać, bo nie chcemy ani nie potrafimy w nie uwierzyć. Umysł, który nie wierzy, odporny jest też na cuda. Tylko że… przychodzi niekiedy taki moment, że wbrew naszej woli dzieje się nagle coś pięknego. I dzieje się właśnie po to, by docenić codzienny cud życia. I żeby o cudzie, jakim jest życie, nie zapominać”.

„Zamiast spoglądać w przeszłość lub czekać na nieznane, które nie wiadomo, czy nadejdzie, cieszmy się – nie tylko w ten jeden dzień w roku – po prostu sobą i wspólnym czasem. Zapamiętujmy każdy miły gest i dobry moment”.

„Pamiętajcie: nie powinno między wami brakować dobra, i to nie tylko w święta Bożego Narodzenia. Serdeczne, przyjazne relacje potrzebne są każdego dnia. I każdego dnia trzeba wciąż je na nowo pielęgnować”.

„Sztuka dawania prezentów” – Anna Szczęsna (#MamaDropsaCzyta)

Read More
sztuka dawania prezentów

Anna Szczęsna, Sztuka dawania prezentów, Wydawnictwo Kobiece 2020.
#MamaDropsaCzyta

Grudzień to miesiąc, w którym przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia, niecierpliwie wyczekujemy na prezenty od św. Mikołaja czy też Gwiazdki. Cieszymy się, gdy nas uszczęśliwiają, bo okazały się trafione. A to nie lada sztuka trafić w gust, odgadnąć marzenia, pragnienia obdarowanego. Podczas szukania właściwych prezentów siłą rzeczy jesteśmy zmuszeni niejako zweryfikować definicję prezentu. Co będzie dla obdarowanej osoby najlepszym prezentem? Czy wszystkie prezenty da się zmaterializować? Myślę, że wybór zależy od relacji, jaka nas łączy z obdarowanym. Czas oczekiwania umilamy sobie też lekturą świątecznych książek, które pojawiają się już pod koniec października. Anna Szczęsna, literacka znawczyni ludzkich serc, podarowała czytelnikom na Boże Narodzenie pachnącą piernikami opowieść o rodzinnej tajemnicy, przebaczeniu i magii Świąt. Czekałam niecierpliwie na książkę, bo ciekawiło mnie, jaki głębszy przekaz niesie. Jakie jest jej drugie dno?

Już od pierwszej strony książki Autorka wprowadza nas w niezwykłą aurę, etap przygotowywania do świąt. Amelia, bohaterka kochająca miłością bezkrytyczną Boże Narodzenie, upiekła pierniki, stąd w małej kuchni unosił się oszałamiający  zapach cynamonu, goździków, pomarańczy. Na balkonie stygł wielki gar bigosu a pierogi natomiast już mroziły się w zamrażarce. A wszystko to działo się przy wtórze świątecznych piosenek. Dziewczyna uwielbiała też kupować prezenty dla rodziny, starannie się do tego przygotowując. Zachowywała czujność przez cały rok i zapisywała w specjalnym notesie pomysły na prezenty dla wszystkich. Sztuką było wybrać tę jedną rzecz, na której obdarowanemu naprawdę zależy, nawet jeśli nie do końca sobie to uświadamiał. Święta miała już zaplanowane, ale wszelakie plany zniweczyło tajemnicze zaproszenie na całe święta aż do Nowego Roku od babci Lucyny do domku w lesie.

Ludzie nigdy nie powinni być sami. Najcenniejsze są przyjaźń i miłość, czasami zwykła sympatia, zauważenie i otwarcie się na drugiego człowieka.

Autorka zabrała nas w podróż do ogromnego domu z bali, położonego w malowniczym lesie, na uboczu, tuż nad brzegiem jeziora. Nie docierał tam  żaden sygnał sieci komórkowej. Cała rodzina miała się tam zgromadzić, odcięta od świata i technologii, skazana li tylko na swoje towarzystwo. Rzecz jasna sceptycznie  odniosła się do tej propozycji. Od lat między czterema córkami Lucyny panowała niezgoda – zawiść, zazdrość, złośliwość, kłótnie, wzajemne pretensje, żale. Rodzice Amelii wyjechali za granicę a ona została pod opieką babci, z którą łączyła ją wyjątkowa więź. Jaki cel miała babcia Lucyna, organizując tak atrakcyjne Święta? Nestorka rodu pragnęła wyjawić najbliższym wstydliwy sekret jej zmarłego męża. Zależało jej wyłącznie na jednym – by posklejać to, co popękało. Wzmocnić rodzinę, nie dopuścić do jej rozpadu. Obdarowała rodzinę prezentem niematerialnym, co wywróciło ich świat do góry nogami, ale też zapoczątkowało metamorfozę, zmianę sposobu myślenia i swojej postawy. Nie było to łatwe do przełknięcia, do przetrawienia, wymagało czasu, pokory, akceptacji, oswajania się, wyleczenia bólu, wiary, że wszystko dzieje się po coś. Lucyna pragnęła, aby czas, który mogą spędzić razem, był najlepszym prezentem. Żeby stali się kochającą rodziną, poczuli więź, zaczęli dbać o swoje relacje i zapomnieli o wszelkich urazach. Czy bliscy to docenili? Bohaterka zaczęła przemianę od siebie, od przedefiniowania wartości, aby zachować swą godność. Postanowiła więc pozamykać drzwi, za którymi czaiły się wszystkie sekrety. Poczuła niezwykłą więź z tym miejscem na odludziu. Cała natura jej współczuła. Nie będę już niczego zdradzać, aby lektura tej powieści stała się dla każdego niezwykłą lekcją, co jest dla nas najcenniejszym prezentem każdego dnia.

To nie jest typowo świąteczna, lukrowana jak pierniczki powieść, jakich wiele pojawia się na rynku wydawniczym. Akcja rozgrywa się w czasie Świąt Bożego Narodzenia: jest zimowa aura, piękny, urokliwy dom na odludziu przystrojony świątecznie z ogromną choinką, mnóstwem prezentów, wcześniej przygotowana już kolacją wigilijną, opłatkiem i świetnie zaopatrzoną spiżarką i lodówka na celebrowanie Świąt przy stole, który całą rodzinę łączy. Spacery po pięknej okolicy, kulig, ognisko, Sylwester –Lucyna przygotowała multum atrakcji a szczególną było pojawienie się niespodziewanego gościa…Ta niezwykła aura Świąt potrafiła zdziałać prawdziwe cuda.

(…) znowu padał śnieg. Drobne płatki, każdy inny, a mimo to podobne, zaścielały okolicę, tworząc na ziemi miękki kobierzec.

Idealne białe Święta! A kto to wszystko przygotował? Poznajemy  organizatora i opiekuna domu Radka, który mieszkał po drugiej stronie jeziora i również skrywał bolesną tajemnicę. Historia życia bohatera niezwykle mnie poruszyła. Jego nieodłącznym towarzyszem był Baron – niemy Anioł Stróż na czterech łapach, który miał dziwną cechę: kochał spać na książkach. Wybierał je sobie z półki i układał się na nich z radością. Sprawiało mu to tyle radości, że jego pan pozwolił mu na to dziwactwo. Upodobał sobie tytuły z epoki romantyzmu, bo kochała je żona Radka.  Dlaczego wabił się Baron? Przeróbka z Byrona, na którego „Giaurze” zbyt często kładł swój łeb. Wzruszyła mnie do łez relacja, telepatyczna więź samotnego człowieka i niezwykłego psa. Obcowanie z naturą pozwoliło im obu przetrwać. Jak dobrze, że losy bohatera zaczynają się splatać z losami nestorki rodu. A w jej życiu przypadkiem pojawi się też pies Iskierka.

Akcja powieści toczy się niespiesznie, ale bardzo wciąga Czytelnika z uwagi na niezwykły klimat oraz świetnie wykreowane postacie bohaterów z ciekawymi portretami psychologicznymi. Pisarka zastosowała indywidualizację postaci. Z opisem ich różnorodnych przeżyć wewnętrznych doskonale współgrają opisy zimowej przyrody, niezwykle sugestywne, obfitujące w bogactwo środków poetyckich. Powieść  napisana jest lekkim stylem, pięknym językiem, wywołuje wiele uczuć i emocji.

„Sztuka dawania prezentów” to wspaniała opowieść o magii Świąt, która potrafi zdziałać cuda. Anna Szczęsna uświadamia nam, co w życiu jest najważniejsze. Powszechnie wiadomo, że zgoda buduje a niezgoda rujnuje. Kłótnie, złość, gniew, pretensje, żale, sekrety, tajemnice do niczego dobrego nie doprowadzą. One dzielą bliskich sobie ludzi. Ważna jest szczera rozmowa bez „przeszkadzaczy”, chwila refleksji, przyznanie się do błędu, przeproszenie i wybaczenie, co daje ukojenie, poczucie bezpieczeństwa i przynosi oczyszczenie. Potrzeba na to czasu, akceptacji, bliskości, zrozumienia a przede wszystkim wiary, że to może się udać mimo wszystko.  Nigdy nie można utracić nadziei, że będzie dobrze. Aura Świąt Bożego Narodzenia temu sprzyja.

Na koniec przytoczę słowa Pisarki Moniki A. Oleksa

Obdarowywanie jest więc sztuką, w której najcenniejszymi prezentami są te, jakich nie da się zapakować w ozdobny papier i przewiązać wstążeczką. Mój czas oddany komuś. Czas, który nie zbywa, ale którego wciąż brakuje w zapędzonej współczesności. czas, w którym osoba nim obdarowana znajduje się w centrum mojej uwagi jest dla mnie – w tej chwili poświęconej, ważna.  

Polecam wam, Kochani, tę wzruszającą historię na długie, zimowe wieczory, na świąteczny i poświąteczny czas. Niech magia Bożego Narodzenia trwa w nas przez cały rok. Obdarowujmy się szczodrze miłością, bliskością, czasem na szczere rozmowy, dbajmy o wzajemne relacje.

Wydawnictwu Kobiecemu pięknie dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Annie Szczęsnej, jednej z moich ulubionych Pisarek, dziękuję z całego serca za książkę – najmilszy prezent świąteczny.

„Architekci marzeń” – Karolina Młynarczyk (#MamaDropsaCzyta)

Read More
architekci marzeń

Karolina Młynarczyk, Architekci marzeń, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta

Pragnę się podzielić moją opinią o książce Karoliny Młynarczyk „Architekci marzeń”. Moim skromnym zdaniem Wydawnictwo Replika wydało ostatnio dwa niezwykle udane debiuty. Jednym z nich jest powieść obyczajowa Magdaleny Chrzanowskiej „I ślubuję ci…”, której recenzja jest już zamieszczona na blogu. Czekam niecierpliwie na kontynuację losów bohaterki i nie jestem w tym odosobniona. Powieść również zdobyła serca Czytelników.

Karolina Młynarczyk pracowała jako architekt, projektantka wnętrz oraz mebli, tłumaczka, redaktor w tygodniku muzycznym i teatralnym. Jej pasją jest literatura, malarstwo współczesne, architektura i psychologia. Uwielbia też kontakt z naturą. Dlaczego sięgnęłam po jej debiutancką powieść? Odpowiedź jest prosta, poleciła ją bowiem jedna z moich ulubionych Autorek Kasia Bulicz-Kasprzak, oko przyciągnęła śliczna, słoneczna okładka a opis Wydawcy zaciekawił. Skorzystałam więc z zaproszenia do krainy pełnej kipiących emocji i pasji, gdzie nic nie jest czarno-białe. Ludzie bywają jednocześnie dobrzy i źli, prawi i nikczemni, pewni siebie i niezdecydowani. Tu każdy kolor ma nieskończoną ilość odcieni.

Każdy człowiek pragnie być szczęśliwym. Każdy nosi w sercu swoją definicję szczęścia, dąży do jego osiągnięcia. Ważne są też marzenia, które nadają naszemu życiu sens, blask, dodają skrzydeł. Spełniamy je, by być szczęśliwymi. Marzenia nas uszczęśliwiają. A jak to jest w świecie bohaterów wykreowanych przez  Karolinę Młynarczyk? Akcja powieści rozgrywa się we współczesnej Warszawie, w środowisku artystycznym: architektów, muzyków, rzeźbiarzy, czyli ludzi o wrażliwych duszach Byłam bardzo ciekawa, jak artyści szukają swojego miejsca na ziemi, budują swoje światy, projektują szczęście, planują przyszłość i nie przestają gonić za marzeniami, mimo że nie wszystko idzie po ich myśli. Mają po trzydzieści, czterdzieści lat, a więc dźwigają, krocząc przez życie, plecak pełen różnorodnych doświadczeń. Poznajemy ich historie o trudnych, kontrowersyjnych wyborach życiowych, o miłości, spełnieniu się na niwie zawodowej. Dzielą się z nami swoimi pragnieniami, marzeniami.  Ujawniają także i swoje słabe a nawet złe strony: niezdrowa rywalizacja w pracy, kierowanie sie zazdrością, zawiścią, złośliwością, knucie intryg, zdrada, oszustwo, zaspokajanie li tylko ambicji rodziców a odkładanie marzeń na potem, ograniczanie się, stopowanie. Autorka stworzyła całą plejadę prawdziwych postaci. Wymienię najważniejszych: Wiktor, Tymek, Ryszard, Piotr alias Pierre, Majolika, Emilia, Nina, Zdzisława – dobrzy i źli, którzy wywołują w nas całą paletę emocji i uczuć. A na tej emocjonalnej palecie każdy kolor ma nieskończoną ilość odcieni. Z niektórymi spotykamy się  w pracy, czyli biurze architektonicznym, inni są sąsiadami, przyjaciółmi, rodziną lub zaglądają do ulubionej niezwykłej kawiarenki a właściwie do sztukokawiarni „Dorzuć do pieca”, gdzie przy kawałku dobrego ciasta i kawie można rozwiązać problemy.

Słów kilka o fabule i bohaterach. Pracownią architektoniczną kierował Ryszard Radowąs, który odziedziczył firmę po ojcu, ale architektura nie była jego pasją. Dał się wepchnąć rodzicom w rolę architekta. Dlatego też nie lubił zdolnych architektów, wolał techników jako tych bardziej przydatnych. Wiktor Strużyna dał się poznać jako ambitny, pracowity, kreatywny architekt, w dodatku pasjonata. Był także dobrym przyjacielem. Uważał, że praca jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Poznajemy proces projektowania, jego wszystkie fazy – krok po kroku, co jest bardzo ciekawe. Wiktor pracował z kolegą nad konkursowym projektem. To właśnie Wiktor, mistrz projektowej medytacji, zdobył moje serce spośród bohaterów mimo licznych grzechów z przeszłości. Polubiłam go za przygarnięcie bezdomnego psa Basa, oswajanie go, docieranie się wzajemne i wreszcie rozumienie się bez słów. A gdy pojawiła się obok niego Emilia, kibicowałam ich związkowi, żeby się im udało. Z postaci kobiecych polubiłam Majolikę, a właściwie Maję Tęczynę, która była błyszcząca, wnosiła światło do każdego miejsca, w jakim się znalazła. Jej żywiołem był ogień. Studiowała na architekturze, następnie przeniosła sie na ASP, by zająć się ceramiką użytkową. Dzbanki, garnki, miski, takie rzeczy. Pasjonowało ją łączenie funkcji, tworzenie przedmiotów użytecznych i jednocześnie zaspokajających poczucie estetyki. Sprzedawała swoje wytwory w kawiarni a oprócz tego wyśmienite ciasto drożdżowe z mocną kawą. Majolikę i Wiktora połączyła piękna przyjaźń. Dzięki Majolice mogłam wsiąść do samolotu i odbyć fascynującą, egzotyczną wycieczkę do Japonii. Pisarka tak sugestywnie i obrazowo opisała odwiedzane miejsca, że chłonęło się je wszystkimi zmysłami. A wyjazd zaowocował licznymi ciekawymi propozycjami , jak się później okazało, nie tylko zawodowymi. Ucieszyła mnie w końcu podjęta przez bohaterkę decyzja życiowa.

Spośród grona postaci od początku działał mi na nerwy Ryszard, ale gdy poznałam jego tarapaty, problemy z żoną Niną, zrobiło mi się go tak po ludzku żal. Lekcja pokory jednak mu się należała. Zrozumiał, co w życiu jest najważniejsze i pracował nad sobą. Ale czy uda mu się odbudować zaufanie w drugiego człowieka? Dużo mu pomogła w tym ciotka Bronia. Postacią negatywną był Tymoteusz, którego zazdrość, zawiść, złośliwość sprowadziły go niemalże na manowce. Czy Tymek przestanie sie wreszcie bawić w dorosłego? Nie sposób wspomnieć o wszystkich postaciach. Niektórym bohaterom życie dało niezłą nauczkę i lekcje pokory. Skłoniło do refleksji nad tym, co poszło nie tak i dlaczego. Będą musieli pogodzić się z nową sytuacją, a spełnienie odnajdą w przystopowanej, odłożonej na potem pasji. Do innych uśmiechnie się los i zawita szczęście.

Akcja powieści toczy się  wartko, mimo pokaźnej objętości pochłania się ją bardzo szybko. Występuje plejada postaci, więc dużo się dzieje i wiele wątków się snuje. Akcję napędzają jej nagłe zwroty – intrygi, perypetie bohaterów nas zaskakują. Pojawił się wątek kryminalny. A wszystko to podane jest nam w sposób przejrzysty. Książka jest podzielona na rozdziały, na początku pojawia się definicja detalu architektonicznego – frapujące nazewnictwo. Każdy rozdział z kolei dzieli się na części opatrzone nazwą dnia tygodnia i datą oraz gwiazdkami – porządek architektoniczny. Nadanie powieści formy dziennika pozwoliło czytelnikowi wejść głębiej do świata myśli i emocji postaci mimo zastosowanej narracji trzecioosobowej.  Zachwycił mnie świetny styl i język powieści – artystyczny, pełen metafor i innych środków poetyckich, zdobników językowych, drobiażdżków, detali jak w architekturze ale i obrazowy, niezwykle sugestywny, pojawiający się w opisach zwiedzanych miejsc w Japonii, podczas spacerów po Warszawie. Myślę, że wynika to z upodobań Autorki, zachwytów nad detalami architektonicznymi. Architektka świetnie wykorzystała też język jako tworzywo, narzędzie do kreślenia ciekawych portretów psychologicznych bohaterów, opisów ich przeżyć wewnętrznych a także  opisów sytuacji wzruszających i śmiesznych. To dla mnie jako polonistki prawdziwa uczta językowa. Uwielbiam czytać książki zarówno dla treści, jak i dla języka. Bardzo cenię dbałość autorów o warstwę językową powieści.

Bohaterami powieści są artyści, ale jak każdy człowiek marzą o szczęściu, szukają go, gonią i nie przestają mimo różnych potknięć po drodze. Jak to w życiu.

Polecam niezwykle udany debiut Karoliny Młynarczyk. To idealna lektura na długie jesienne, wietrzne wieczory. Bez problemu od razu wkraczamy do świata bohaterów i towarzyszymy im w drodze ku szczęściu, spełnianiu marzeń, pasji. A gdy nie wszystko się układa po ich myśli, wspieramy i trzymamy kciuki. Nie zawsze jednak architektom uda się zaprojektować swoje szczęście i dogonić marzenia. Ich projekty zdobywają laury w konkursach a życie daje im pstryczka w nos. Nie mogą się w nim odnaleźć.

Wydawnictwu Replika serdecznie dziękuję za egzemplarz do recenzji.

„Śnieżna siostra” – Maja Lunde (#MamaDropsaCzyta)

Read More
śnieżna siostra

Maja Lunde, Śnieżna siostra, Wydawnictwo Literackie 2020.
#MamaDropsaCzyta

Pragnę się podzielić z Wami, drodzy Czytelnicy, moimi wrażeniami z lektury przepięknej, przepełnionej ciepłem powieści „Śnieżna siostra” pióra Mai Lunde i z zachwycającymi ilustracjami Lisy Aisato. Skandynawska opowieść wigilijna trafiła ponownie do księgarń po rocznej nieobecności. To doskonały prezent na czas Adwentu, aby w oczekiwaniu na Święta Bożego Narodzenia w każdym kolejnym dniu grudnia czytać po jednym z 24 rozdziałów tej pięknej, wzruszającej i pełnej nadziei historii o smutku, współczuciu, stracie, rodzinie, szczęściu, przyjaźni, miłości i magii Świąt.

Narratorem opowieści jest Julian, który opowiada o swojej rodzinie przeżywającej stratę najstarszej córki Juni. Zrozpaczeni, pogrążeni w żałobie rodzice nie myśleli o świętach, o dekoracjach świątecznych, prezentach. Julianowi bardzo brakowało zainteresowania ze strony rodziców, rozmów, bliskości, domowego gwaru, śmiechu. Nawet  pięcioletnia siostrzyczka Augusta, zwana Dynamitem, siedziała cichutko i cierpiała. Tak bardzo mu zależało, aby święta się odbyły mimo żałoby. W Wigilię wypadały dziesiąte urodziny chłopca. Pozostało tylko sześć dni. Czy święta w domu Juliana będą odwołane? Czy zdarzy się wigilijny cud i uśmiech zagości znowu na twarzach rodziców?

Któregoś dnia Julian poznał szaloną, gadatliwą i nade wszystko kochającą Boże Narodzenie Hedvig. Jej Villa Kvisten – dom jak z baśni o Bożym Narodzeniu, już była przygotowana na święta, każdy jej zakamarek był przystrojony. Dawało się odczuć nastrój świąteczny, zapach piernika, mandarynek, ślicznej choinki. Przy dziewczynce świat Juliana zaczyna nabierać barw, w sercu chłopca bowiem zapaliła się iskierka nadziei, że do jego domu przyjdą święta.

„Świąteczny nastrój sprawia, że serce bije odrobinę szybciej, ale nie tak szybko, żeby zrobiło się strasznie. Kiedy czujemy świąteczny nastrój, mamy ochotę otworzyć ramiona i kogoś przytulić. Śpiewamy, śmiejemy się i mamy kluchę w gardle. wszystko jednocześnie”.

W sercu Juliana rodzi się nadzieja, że z pomocą Hedvig zdoła przywrócić atmosferę świąt w swojej rodzinie. Dla niej bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. Dziewczynka kocha śnieg, zabawy na śniegu, jazdę na łyżwach. Gdy jej opowiedział o Juni, cierpieniu rodziny, o swoich uczuciach, przyjaciółka doradziła mu, żeby to on uratował święta dla siostrzyczki, dla rodziców i dla samego siebie. Julian się dziwił, że dziewczynka była w domu zawsze sama, jedynie w jej opowieściach pojawiali się rodzice i brat, który wspaniale rysował. Ponadto podczas ich spotkań zaczyna się dziać coś dziwnego. Pojawia się i znika straszny starzec z pękiem kluczy. Rzeczywistość zaczyna się mieszać z baśniowością. Julian nie wie, że dziewczynka ukrywa przed nim pewną tajemnicę…Czy chłopcu uda się ją wyjaśnić? Kto mu w tym pomoże? Czy święta przyjdą do domu i najbliższych Juliana?

Ta niezwykła, wzruszająca do łez książka jest napisana pięknym językiem obfitującym w cudowne metafory, nadające jej poetyckości i baśniowości, wyzwalające w czytelniku mnóstwo emocji i uczuć. Stajemy obok Juliana i „walczymy” o powrót świąt do jego domu i rodziny. Trzeba w to uwierzyć i nie tracić nadziei. Każdy smutek można przecież przezwyciężyć. Niezwykłe ilustracje pomagają w przeżywaniu emocji dzieci. Dzieci inaczej niż dorośli je przeżywają. Dlatego też należy je oswajać z trudnymi tematami jak śmierć, żałoba, depresja, smutek, cierpienie, pogodzenie sie ze stratą kogoś bliskiego. Przecież w życiu każdego człowieka radosne chwile przeplatają się ze smutnymi. 

Dziś w tym szczególnie trudnym czasie ta opowieść, pachnąca świerkowymi gałązkami choinki, pierniczkami, pomarańczami, klementynkami, cynamonem i kakao, pozwoli nam odnaleźć  nastrój świąteczny. Skłoni nas, by zasiąść do świątecznego stołu z tymi, którzy są najbliżej nas i z nimi się cieszyć. Jakkolwiek będzie nam brakowało nieobecnych przy stole. Julian jest doskonałym przykładem na to, że tęsknota za siostrą, cierpienie może stać się impulsem do zmierzenia się ze swoimi słabościami i do walki z nimi, pokonania ich, do bycia szczęśliwym mimo wszystko. Naprawdę przyjdą święta! To idealny wręcz czas na cuda.

Zapraszam serdecznie do sięgnięcia po tę zachwycającą książkę, która ma formę tak lubianego przez wszystkich kalendarza adwentowego. To jedna z najpiękniej wydanych książek w naszej bibliotece domowej. Potrzebny do tego będzie kubek kakao z bitą śmietaną, klementynki, pierniczki i milutki w dotyku koc. Przygotujmy się właściwie do rodzinnego przeżycia tych najpiękniejszych w roku Świąt Bożego Narodzenia. I powiem Wam na koniec, że w książce pada śnieg i jest go pod dostatkiem, że można ulepić śnieżną siostrę, można też pojeździć na łyżwach na zamarzniętym płytkim stawie.

Wydawnictwu Literackiemu dziękuję z całego serca za egzemplarz recenzencki.