„Listy do Gestapo” – Maria Paszyńska (recenzja przedpremierowa)

Read More
listy do gestapo recenzja

Janów Lubelski, 30.09.2022 r.

Szanowna Mario Paszyńska!

               Znamy się nie od dzisiaj, znamy nie tylko lekturowo. Spokojnie mogłabym zacząć ten list epitetem „droga” lub „kochana”, wiem, że nie miałabyś nic przeciwko. A jednak po przeczytaniu listów Zuzanny nie potrafię inaczej. Takim pisarkom jak Ty należy się ogromny szacunek. Takim kobietom jak Ty należy się ogromny szacunek. Jesteś wyjątkowym człowiekiem, który pisze wyjątkowe książki.

               Znamy się nie od dzisiaj. Nasze drogi skrzyżowały się kilka lat temu na Stadionie Narodowym. Przekazywałam pozdrowienia od Mamy, „nasza” Ewelina – rzeszowska łączniczka – zrobiła nam pamiątkowe zdjęcie. Na kolejnych Targach Książki spotkałyśmy się przelotnie. Wszystko zmieniło się, takie mam wrażenie, w zeszłym roku. Przyjechałaś do Rzeszowa, miasta, z którego Ewelina wyjechała do stolicy i stała się jeszcze bardziej Twoja. Z pasją – jak zawsze – odpowiadałaś na pytania w bibliotece. Z pasją – jak zawsze – konsumowałaś ze mną pizzę i coś pysznego w szklance. Rozmowom nie było końca, były zapowiedzią kolejnego spotkania.

               Kilka tygodni później ugościłaś mnie w swoim domu. Przyjęłaś mnie, jakby to był kolejny wspólny obiad, jakbym miała u Ciebie swoją filiżankę. Czułam się tak dobrze, tak ciepło. A jednocześnie wyjątkowo. Roztaczasz wokół siebie wyjątkową aurę, Mario. Jesteś pełną ciepła gospodynią. Mistrzynią języka kulinarnej miłości. Rozpieściłaś moje podniebienie tureckimi przysmakami, pakując zapasy na podróż i rzeszowskie, jesienne dni. Z uśmiechem patrzyłam na więzi łączące Cię z mężem i dziećmi, Waszą miłość, troskę, bezpieczeństwo, jakim się wzajemnie obdarzacie. Kiedy oni pojawiali się na horyzoncie, znikał cały świat.

               Z zachwytem chłonęłam Twoje słowa w naszych dyskusjach – o literaturze, o aktualnościach społecznych, o kulturze. Masz ogromną wiedzę. Masz w sobie ogromną pokorę i własne zdanie wyrażasz tak, by nikogo nie urazić, by nie pokazać wyższości, bo jej w Tobie nie ma. Masz w sobie ogromny szacunek do człowieka i do słowa…

Słowa mają potężną moc, o wiele potężniejszą, niż się wydaje. Mogą dawać życie i zabijać jak ostrze noża.

„Listy do Gestapo”

               To cytat z Twojej najnowszej powieści, „Listy do Gestapo”. Właśnie skończyłam lekturę. Właśnie skończyłam dawkować sobie Twoje słowa. Niczym kompozytorka zapisałaś je na wielolinii książkowych stronic, by podarować nam wspaniałą literacką melodię. Słowa, które zostały zaklęte w listach Zuzanny. Kobiety silnej jak stal. Kobiety delikatnej jak kwiat. Kobiety, która rozkwitała i umierała. Wielokrotnie. Z bliskimi. Z miastem. Z własnym sumieniem.

Ojciec powiedział mi kiedyś, że każdemu człowiekowi  przeznaczona jest jakaś melodia.

– Na świecie jest ich tak dużo. Skąd będę wiedziała, która jest moja? – dopytywałam, ale on tylko uśmiechnął się tajemniczo.

– Będziesz wiedziała – odparł po prostu. – Każdy rozpozna tę melodię. Gdy ją usłyszysz, po prostu to poczujesz. Ta muzyka już w tobie jest. Od zawsze.

Miał rację: od razu ją rozpoznałam.

„Listy do Gestapo”

               „Listy do Gestapo” mają formę listów. Nie mogłam więc inaczej podzielić się z Tobą, Mario, i czytelnikami mojego bloga refleksjami po ich lekturze. To było bardzo prywatne, intymne wręcz. Przecież korespondencja powinna trafiać tylko do rąk adresata. Do jego oczu, do jego serca, do jego duszy. Ty podzieliłaś się korespondencją Zuzanny do Tadeusza z innymi, z nami, Twoimi Przyjaciółmi po drugiej stronie kartek. Opowiedziałaś historię, która mogła wydarzyć się naprawdę. Historię miłości i zdrady. Historię pożądania i braku zaufania. Historię beztroskiego lata i piekła wojny.

               O czym jest ta powieść? O kobiecie. O jej wyborach – codziennych i tych, które zaważyły na przyszłości wielu ludzi. O pierwszych spotkaniach, stąd moje powroty do naszych pierwszych rozmów, kolacji, obiadów. O muzyce, która grała w jej duszy. Raz ta muzyka była kojąca. Raz pełna młodzieńczej skoczności. Raz przepełniona miłością. Raz mroczna wręcz. To powieść o miłości – do mężczyzny, do rodziców, do córki. To powieść o nienawiści – do mężczyzny, do kobiety, do osoby, którą widzi się w lustrze i dnie szklanki wypełnionej alkoholem. To powieść o mieście, które upada i podnosi się – dosłownie – z gruzów.

               Gdzie pojawia się miłość, tam blisko do nienawiści. Gdzie do pokoju wchodzi zazdrość, za nią czai się zdrada. Skumulowałaś, Mario, te wartości, uczucia, emocje w sercu Zuzanny. W jej domu. W jej życiu. W życiu jej córki, która dopiero się dowie. I podejmie decyzję. I wybierze – miłość, nienawiść. Wybaczenie lub potępienie.

               Dziękuję Ci, Mario, za tę kompozycję. Za wzruszenia, których mi dostarczała. Za strach, który pojawiał się w moim sercu. Za lekcję historii, bo przecież cenisz sobie prawdę i gromadziłaś materiały źródłowe. Potem tylko czekałaś na TEN moment. I się doczekałaś. Słowa zaczęły się kreślić w Twoim sercu. Melodia, nuta po nucie, zapisywała pięciolinię Twojej duszy. Napisałaś listy i wysłałaś je do nas.

Dziękuję.

Z miłością,
Paulina Molicka


Maria Paszyńska, Listy do Gestapo, Wydawnictwo Książnica 2022.
Premiera: 12 października

Tekst powstał we współpracy reklamowej z Wydawnictwem Książnica.  

„Narzeczona z powstania” – Magda Knedler

Read More
narzeczona z powstania recenzja

Magda Knedler, Narzeczona z powstania, Wydawnictwo Mando 2022.

„Od zawsze uważałam, że najciekawsze – i najbardziej niewiarygodne – historie pisze samo życie. Ta historia też taka jest. Napisało ją życie. A ja odtworzyłam ją na podstawie rodzinnych opowieści, mnóstwa starych zdjęć, dokumentów, które leżały w szufladach od dziesiątek lat, jak również tych, które trzeba było dopiero odnaleźć. Te odnalezione dokumenty scaliły powieść i uzupełniły wiele luk, przyniosły też odpowiedzi na od dawna zadawane pytania”.  

Magda Knedler

Zakończyło się moje spotkanie z Magdą Knedler. Specjalnie nie używam formy „lektura jej najnowszej książki”, bo to nie była lektura. To było spotkanie. Wyobrażam sobie, że doszło do niego w jej domu. Przy stole nakrytym bieżnikiem, na którym stały dwie porcelanowe filiżanki z kawą. Było dotykanie rodzinnych pamiątek. Chłonięcie opowieści. Słuchanie, słuchanie, słuchanie. Przymykanie oczu. Obcieranie łez. Wejście do prywatnego świata Autorki i jej rodziny. Poznałam pradziadków Pani Magdy, dziadków, ojca. Ale Babcię przede wszystkim.

Główną bohaterką „Narzeczonej z powstania” jest Maria, babcia Magdy Knedler. Opowieść zaczyna się jeszcze przed wojną, gdy powietrze pachnie beztroską, przygodami, latem, pierwszą miłością. Młodzieńcze marzenia burzy 1 września, a energia na ich realizację musi być spożytkowana na obronę ojczyzny i wartości.

To Maria jest Bohaterką. Nie tylko książki. Bohaterką wojennej zawieruchy, nie tylko dlatego, że brała udział w konspiracji. Ta opowieść to dowód na to, że bohaterskim czynem jest nie tylko stanie na barykadzie, przygotowanie leśnej zasadzki na okupanta, przeciskanie się przez kanały, szaleńczy bieg z meldunkiem, dyżur w szpitalu polowym. Bycie bohaterem to nakarmienie głodnego. Bycie bohaterem to zorganizowanie bezpiecznego noclegu. Bycie bohaterem to nawiązanie kontaktów. Bycie bohaterem to codzienna praca. Bycie bohaterem to brak obojętności.

Maria jest także nauczycielką. Działania właśnie, nadziei, podnoszenia z gruzów – miasta i samej siebie. Nauczycielką życia w czasach, które życie brutalnie deptały. Nauczycielką kobiecości w najpiękniejszej jej definicji – kobiecości, którą tworzą miłość, czułość, siła, wrażliwość, godność. Nawet w obliczu wojny.

Bohaterką tej opowieści jest też sama Autorka. Magda Knedler nie tylko utkała historię z nici porozrzucanych w rodzinnych rozmowach i szufladach. Ona – na kartach tej książki – rozmawia z babcią. Właściwie to zwraca się do niej. Bo wie. Wie, co czekało na babcię za zakrętem historii. Wie, kto odszedł bezpowrotnie, a z kim jeszcze dano było się jej spotkać. Wie, jaka będzie historia wojennej miłości, której nie zgłuszy żaden huk.

Rozdziały zaczynają się od zaznaczenia dat, jakie obejmują oraz postaci, z perspektywy której historia będzie przedstawiania. Maria i Rudolf. Marię już Wam przedstawiłam. Kim jest Rudolf? Sąsiadem Marii. Tyle Wam wystarczy do momentu rozpoczęcia… spotkania.

Akcja opowieści rozpoczyna się w 1938 roku. Kończy… Chciałoby się napisać – zgodnie z tytułem rozdziału – w 1991 roku. Tak naprawdę trwa do dziś. Bo historia Marii trwać będzie dopóki kolejne pokolenia nie tylko rodziny pamiętają. A jej wnuczka zadbała o to, by Marię poznali wszyscy. Córkę, siostrę, narzeczoną, babcię, bohaterkę. Czasów wojny i zwykłej codzienności.

Historia trwa. Przeszłość – niekiedy boleśnie – przeplata się z teraźniejszością, wpływając na przyszłe wybory. Historia trwa, tworzymy ją każdego dnia. Dopóki trwa pamięć i miłość. A ta opowieść jest nimi przepełniona. Przepełnia także serce słuchacza. Genialna? Poruszająca? Tak, też. Ale przede wszystkim prawdziwa. Prawda i pamięć są fundamentami tej opowieści.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„Gdzie jesteś, bracie?” – Magdalena Mikutel (#MamaDropsaCzyta)

Read More
gdzie jesteś bracie 3d

Magdalena Mikutel, Gdzie jesteś, bracie?, Wydawnictwo eSPe, 2022.
#MamaDropsaCzyta

2 września miała miejsce premiera powieści Magdaleny Mikutel „Gdzie jesteś, bracie? Powieść o miłości, która czyni cuda”. Jest to kontynuacja książki „Mój syn”. Lektura tych książek na długo pozostanie w moim sercu.

Witek Kochanowski, bohater powieści debiutanckiej autorki, to syn znanych adwokatów, który uważa, że nie nadaje się do zawodu prawnika, rezygnuje ze studiów i zdesperowany postanawia zacząć swe życie od nowa. Pomógł mu w tym dzwonek do drzwi i mały synek pozostawiony na wycieraczce przez jego matkę. Odtąd jego życie jest pełne niesamowitych wydarzeń. Spotyka na swojej drodze ludzi, którzy mu pomogą odkryć, że do pełni szczęścia prowadzi niełatwa droga, pełna zakrętów, życiowych burz z huraganem. To wszystko sprawia, że ateista wkracza na Bożą drogę a Bóg ma wobec niego swój plan. Dzięki Niemu, przyjaciołom i babci Laurze kroku po kroku staje się świadomym swoich pragnień, celów, marzeń. Wystarczyło zaufać i uwierzyć.

„Gdzie jesteś, bracie?” to pełna emocji opowieść o sile przyjaźni czworga bohaterów, kroczących Bożą drogą. Witek, Paweł, Marta i Aniela zdają sobie sprawę z tego, że to dopiero początek niezwykłej rewolucji, jaką Bóg przygotował w ich życiu. Dla Witka, głównej postaci, to przygotowanie do przyjęcia chrztu świętego przez niego i jego synka Jurka, walka jako ojca z niepełnosprawnością syna, odkrywanie nowej pasji i kroczenie całkiem nową drogą miłości zmierzającą do realizacji marzeń. Jego ziemskimi fundamentami są relacje z Anielą i Pawłem, który podobnie jak przyjaciel walczy. Paweł walczy o własne zdrowie, próbuje odzyskać utraconą, wielokrotnie, sprawność – i ciała, i ducha. To on jest przewodnikiem Witka po Boskich ścieżkach i swoją postawą daje świadectwo wiary mimo wszystko.

Magdalena Mikutel pyta w imieniu czytelników: „Gdzie jesteś, bracie?”. Kim jest brat? To zależy od nas, od tego, jak zinterpretujemy losy bohaterów i jak utożsamimy je z własnym życiem. Autorka nic nam nie narzuca, nie mówi, że mamy żyć tak czy tak. Ona po prostu pokazuje różne możliwości kroczenia drogą. Ona, i jej postaci, wybierają Boską ścieżkę. Łatwą? Nie. Bardzo trudną, ale taką, która przynosi owoce. Czytelnik ma możność zaobserwowania przemiany w wielu aspektach życia, a przede wszystkim na umacnianiu się ich wiary w Boga na modlitwie, spotkaniach wspólnoty. Kierują się przykazaniem miłości w pełnym jego znaczeniu. Patrzą nie tylko na Boga, ale zgodnie z Jego wolą na bliźniego. Niosą bezinteresowną pomoc, wspierają, są. Po prostu są, by dodać otuchy, odwagi i być bratem lub siostrą. By każdy, kto zapyta: „Gdzie jesteś, bracie?” otrzyma niezwłocznie odpowiedź: Tu jestem, czekam na Ciebie, jestem z Tobą, cieszę się, że jesteśmy RAZEM. Razem przejdziemy przez życie.

Powieść przeczytałam w dwa dni. Jej atutem są świetna kreacja bohaterów i język – pełen emocji, obrazowy, ale – mimo boskich akcentów – nie patetyczny. Jej siła? Życiowe perypetie postaci, świetnie ukazane, nie zawsze łatwe, relacje między pokoleniami, ogromne uczucia, tocząca się na moich oczach walka: dobra ze złem, miłości ze strachem, wiary z trudnościami.

„Gdzie jesteś, bracie?” to historia o różnych obliczach miłości malowana życiem i o sile przyjaźni, która potrafi przenosić góry. Daje nadzieję w każdym aspekcie życia. Bo przecież dla Boga nie ma nić niemożliwego…

We współpracy z Wydawnictwo eSPe

„Serce z plaży Afrodyty” – Karina Kozikowska-Ulmanen (#MamaDropsaCzyta)

Read More
serce z plaży afrodyty recenzja

Karina Kozikowska-Ulmanen, Serce z plaży Afrodyty, Wydawnictwa Videograf 2022.
#MamaDropsaCzyta

Ponad miesiąc temu miała miejsce premiera niezwykle udanego debiutu literackiego „Serce z plaży Afrodyty” Kariny Kozikowskiej-Ulmanen. Już pierwsze strony książki mnie zachwyciły i trudno mi było uwierzyć, że to istotnie jest debiut z uwagi na jej fenomenalność. Autorka zaprosiła czytelników do niezwykłej podróży na Cypr – ciepło, słońce muskające twarz, piękne widoki, ciekawe atrakcje, malownicze zabytki, starożytne legendy, przepowiednie z nimi związane, wycieczki statkiem do Egiptu, Ziemi Świętej, wieczory cypryjskie, mnóstwo egzotycznego jedzenia, wino, muzyka, poznanie nowych ludzi, świetny nastrój. Czegóż chcieć więcej od idealnej  lektury na wakacje?

Kamila, bohaterka powieści, dziewczyna rozczarowana mężczyznami, postanowiła całkowicie odmienić swoje życie.  Wzięła udział w kursie pilotów-rezydentów na Djerbie w Tunezji. Jeśli tylko dobrze wykorzysta swoją szansę, to jej życie może się diametralnie odmienić i stać się wielką, fajną przygodą. Od razu udało mi się wejść z Kamilą na pokład samolotu, by jej towarzyszyć i razem z nią przeżywać. Ahoj przygodo!

Wyobraźcie sobie, że siedzicie na statku pirackim, by popłynąć na najpiękniejszą plażę, a właściwie na cypel tworzący przepiękną lagunę nazywaną Wyspą Flamingów (rezerwat dla ptaków zimą).

Kolor wody był zachwycający. Mieniła się wszystkimi odcieniami błękitu i turkusu, skrzyła promieniami odbijającego się  niej słońca tak, ze musiałam mrużyć oczy. – Patrzcie, delfiny! – Z zamyślenia wyrwał mnie okrzyk Bożeny.(…)w odległości kilkunastu metrów od łodzi płynęło kilkanaście delfinów wyskakujących co chwilę nad wodę. Były przepiękne i najwyraźniej przyzwyczajone do popisywania się przed turystami.(…) Jeden z nich (animatorów) przyniósł spod pokładu wiadro małych rybek, które rzucaliśmy delfinom, a one łapały je w locie i zjadały w błyskawicznym tempie.(…) W oddali majaczyła długa jasna plaża, na której stały wiaty ze słomianymi dachami.

Po tunezyjskiej przygodzie Kami podpisała kontrakt z biurem podróży na pracę marzeń na Cyprze – początek czegoś nowego a może nawet przygody życia. Życie na wyspie Afrodyty reguluje tryb siga-siga, co oznacza „powoli, powoli”, czyli bez nerwów, pośpiechu, z uśmiechem na twarzy i w swoim własnym, powolnym rytmie. A klimat temu sprzyjał.

Podczas wakacji na Cyprze należy udać się na kamienistą plażę Afrodyty, by znaleźć wśród kamieni taki w kształcie serca. Czy Kamila go znalazła? Czy Afrodyta pomogła Kamili znaleźć miłość? O tym przekonacie się sami podczas lektury.

Towarzyszyłam Kamili w pracy, uczestniczyłam w organizowanych wycieczkach, rejsach, o czym wspomniałam na początku. Bohaterka świetnie sobie radziła we wszystkim. Podziwiałam ją za organizację, kreatywność, relacje z turystami – ona kochała ludzi i lubiła być wśród nich, wykazując ogromne pokłady cierpliwości. Przekonałam się, że praca rezydenta-pilota to nie są wakacje, ale czasem i liczne wyzwania, którym trzeba stawić czoła. Są chwile, w których tęskni się za choćby małą stabilizacją. Tej powieści nie da się czytać, gdy doskwiera głód, bo posiłki są tu celebrowane i tak sugestywnie opisane, że jest się potwornie głodnym. Dobrze jest mieć pod ręką chociaż sałatkę grecką w wersji lekkiej J

Poza sałatą na talerzu znajdował się pokrojony w gruba kostkę ogórek, aromatyczne pomidory w półplastrach, zielona papryka, czarne oliwki, czerwona cebula i duży plaster fety. Polałam warzywa oliwą z oliwek i czerwonym octem winnym. Rozkruszyłam widelcem fetę, zaczęłam jeść i niemal umarłam z rozkoszy. Aromat warzyw, które dojrzewały w cypryjskim słońcu, rozwalił system.

Aż tu nagle, pewnego dnia Kamila, mimo rozczarowań mężczyznami i dystansu emocjonalnego, zobaczyła Piotra i dała sobie „możliwość wypuszczenia z ukrycia emocji, które od dłuższego czasu tłumiła”. Bohaterka miała obok siebie Miśkę, przyjazną duszę i mimo jej przestróg pozwoliła, by dopadła ją miłość i kolejne rozterki a nawet zawirowania. Jest takie powiedzenie, że gdy budzi się miłość, zasypia rozum. Też tego doświadczyłam. A jak się potoczyły losy Kamili i Piotra? Historię skomplikowanej miłości bohaterów poznacie sami, czytając powieść J

Jak już wspomniałam wcześniej, książka jest niezwykle udanym debiutem literackim. Świetnie skrojona Fabuła, wartko tocząca się akcja, pełna nagłych zwrotów i zawirowań, wspaniała kreacja bohaterów – mają zarówno zalety, jak i wady, są autentyczni. Autorka świetne włada językiem jako narzędziem pisarskim – lekki styl, plastyczny i pełen różnych emocji i uczuć język, dzięki któremu możemy chłonąć powieść wszystkimi zmysłami. Podczas lektury czułam się tak, jakbym była turystką i z otwartą buzią chłonęłam to wszystko, o czym tak pięknie, ciekawie i porywająco opowiadała Kamila w roli przewodniczki.

Kamila zawojowała moim sercem. Tak bardzo pragnę, by bohaterka odnalazła swoje szczęście i prawdziwą miłość. Czy znaleziony kamyk z plaży Afrodyty jej w tym pomoże? I chociaż zakończenie wbiło mnie w fotel, to jednak mam nadzieję, że Autorka napisze kolejną część, więc potraktuję je jako otwarte.

Polecam Wam tę fenomenalną powieść o miłości i sile przyjaźni na wakacyjny czas! Ja czuję się tak, jakbym wróciła z podróży na Cypr, do Izraela i Egiptu z głową i sercem pełnymi niezapomnianych wrażeń.

Zapraszam Was po lekturze na profil Autorki na FB, gdzie nie tak dawno razem z książką spędziła urlop na Cyprze, spacerując śladami Kamili i jej przyjaciół z biura podróży.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwami Videograf.

„Włoska legenda” – Katarzyna Grabowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
włoska legenda recenzja okładka 3d

Katarzyna Grabowska, Włoska legenda, Wydawnictwa Videograf 2022.
#MamaDropsaCzyta

Wydawnictwa Videograf przygotowały niezwykle ciekawe książki na lato dla swoich Czytelników, dzięki którym można podróżować w czasie i w przestrzeni. Warto na nie zrobić miejsce na półce! 19 lipca 2022 miała miejsce premiera powieści Katarzyny Grabowskiej „Włoska legenda”. Książka urzekła mnie swoim klimatem, emocjonalnością, romantyczną historią. Dzięki niej mogłam się przenieść na południe Włoch i w towarzystwie Giorgio Simonetti, przystojnego Włocha z polskimi korzeniami, zwiedzić: Sorrento, Neapol, Capri, Ischię, poznać niezwykłe legendy włoskie, słuchać podczas płynięcia łodzią śpiewu mitycznych syren. Tu wszystko może się zdarzyć, tu legenda stała się rzeczywistością. A wszystko to tak pięknie namalowane słowami, że opowieść chłonie się wszystkimi zmysłami. Dla Autorki to była niezapomniana podróż a przecudnej urody widoki zapadły na zawsze w serce. Zapraszam na garść refleksji po lekturze.

Główną bohaterką powieści jest Emilia Szewczyk, cicha i skromna dziewczyna, szara myszka, którą życie boleśnie doświadczyło, zdecydowanie za wcześnie jej świat legł w gruzach. Popełniła błąd, za który tylko jej przyszło zapłacić.

Młodość ma to do siebie, że daje poczucie wolności. Człowiek zachłystuje się tą nadchodzącą dorosłością i nie zważa na konsekwencje. A później pozostaje tylko żal…

Zmieniły więc z mamą miejsce zamieszkania. W Łodzi, w nowym miejscu, podjęły decyzję, że nikt nie pozna ich tajemnicy, aby raz na zawsze uniknąć problemów. Czy życie w kłamstwie na dłuższą metę było możliwe? Z czasem i ono stało się wielkim problemem. To było tylko udawanie, że jako licealistka wcale nie odbiega od swoich rówieśników. A tak naprawdę nie pasowała do tego towarzystwa. Wśród nich  sprawiała wrażenie wyobcowanej, zamkniętej w sobie, stawała zawsze z boku, pragnęła być wręcz niewidzialną. Szybko stała się obiektem kpin, drwin, sarkazmu, szyderstw, głupich zaczepek, a nawet popychania. Koleżeństwu sprawiało to ogromną frajdę a Emilka cierpiała. Stała się ofiarą przemocy. Mur między nią a otoczeniem rósł a wraz z nim rosła tajemnica, która cholernie ciążyła.

W tym samym liceum rozpoczął pracę nowy nauczyciel języka włoskiego, Giorgio Simonetti, Włoch o polskich korzeniach. Aby zachęcić problematycznych uczniów do nauki języka, zaproponował rywalizację o możliwość uczestnictwa czworga najlepszych uczniów w wakacyjnej wyprawie do Włoch, którą zamierzał także sfinansować. Giorgio okazał się wspaniałym człowiekiem, który odkrył tajemnicę Emilki, gdy próbował ją nakłonić do wyjazdu do Włoch. Zachował ją jednak dla siebie. To była wspaniała nagroda za ogromną pracę włożoną w naukę. Dzięki temu czytelnik wraz z bohaterami powieści ma możliwość udać się w niezwykłą podróż do Sorrento, Neapolu, popłynąć na Capri. A w cudownych okolicznościach przyrody podczas zwiedzania ze świetnym nauczycielem, boskim Armani, Emilka szybko mogła się przekonać, że ma prawo do odrobiny szczęścia i radości. Pod włoskim błękitnym niebem narodziło się uczucie. Reszta grupy wolała chodzić własnymi ścieżkami, słuchanie przewodnika, zwiedzanie to nuda. 

Poznane włoskie legendy uzmysłowiły mi, że Emilia i Giorgio to Capri i Wezuwiusz. Legenda stawała się rzeczywistością. Czy zakochani mogli być razem? Czy ten związek miał szansę zyskania społecznej aprobaty? A może jak we włoskiej legendzie zostaną rozdzieleni, bo miłość uczennicy i nauczyciela to wciąż zakazana miłość.  Każe z nich tak naprawdę dźwigało niemały bagaż doświadczeń i obrywało od życia. W Sorrento mieszkała  Cecilia, babka Giorgia, która z czasem odsłoniła swoje wszystkie twarze i plany na życie wnuka. Poznałam też niezwykłą historię miłości jego matki. A intrygi jego Laury, eks dziewczyny wywołały we mnie ogromne oburzenie, jak można być tak perfidną, okropną istotą. Zazdrość popchnęła ją do podłości. W związku z tym Emilka miała powody ku temu, by poczuć się częścią legendy jak Capri… Ta historia miłości mnie oczarowała i wzruszyła, bo Katarzyna Grabowska napisała ją sercem. Do końca nie straciłam nadziei i wiary, że starożytna przepowiednia się spełni. (Wybaczam Autorce szereg intryg i zaskakujących zwrotów akcji, bo komplikujących mocno życie bohaterom.) Na długo pozostanie w moim sercu. Wywołała we mnie tyle różnorodnych emocji i uczuć. Włoskie klimaty potrafią jednak zainspirować.

Katarzyna Grabowska poruszyła w powieści szereg ważnych tematów. Jak dobrze, że one tu wybrzmiały. Czym się należy kierować w życiu? Rozumem czy sercem? Czy w imię tradycji mamy prawo zniszczyć komuś życie? Czy mamy prawo kreślić drugiej osobie plan na życie? „Jeśli naprawdę go kochasz, to mu wybacz. […] Wszystkie problemy biorą się z niedomówień”. To powieść o różnych obliczach miłości, poświęcenia w imię miłości. Miłość jest najważniejsza, odmienia, buduje nasze życie, ale też je niszczy. Od miłości do nienawiści jest tak blisko. To nie jest tylko truizm. Dorosłość zawsze wiąże się z odpowiedzialnością i często nie ma nic wspólnego z chwilą, w której kończymy 18 lat. I jeszcze jedno – warto marzyć i spełniać swoje marzenia. One dodają nam skrzydeł a życie nabiera blasku i sensu.

Polecam Wam z całego serca tę cudowną powieść tak pięknie napisaną sercem przez Autorkę. Każda książka Autorki jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwami Videograf.

„Szklane ptaki” – Katarzyna Zyskowska

Read More
szklane ptaki recenzja

Powinnam być najszczęśliwsza na świecie. I trochę jestem, a trochę nie, bowiem w tej historii są trzy narracje. Trzy nurty zdarzeń. Dopiero teraz, po ślubie i przeniesieniu się na Hołówki, słyszę to wyraźnie. Melodia naszej miłości nie jest spójna, ponieważ duet został rozpisany na trzy głosy, a przez to wciąż wkradają się dysharmonia, fałszywe tony, niepotrzebne akordy.

Ten cytat jest najlepszym podsumowaniem tej publikacji. To właśnie o tym jest ta historia. O trzech miłościach. O trzech punktach widzenia. W trzech narracjach. Mężczyzny i dwóch kobiet, które kształtowały go jako człowieka i artystę. Jak wyglądało życie w trójkącie państwa Baczyńskich – Krzysztofa, Stefanii i Basi?

On. Dla ówczesnych nadzieja literatury, dla nas wielki poeta i żołnierz, przedstawiciel Pokolenia Kolumbów. Mistrz słowa i metafory. Malarz świata pachnącego miłością i ociekającego krwią. Operator światła nadziei. Dyrygent pióra, które zawsze grało zgodnie z rytmem jego serca. Rozdarty – między poezją a powinnością wobec ojczyzny. Rozdzierany – przez kochające go serca.

Jego matka. Kochająca bezkrytycznie. Czuła dla niego, dla jego poezji. Dumna promotorka twórczości syna. Zazdrosna o „tamtą”, „o tę trzecią”.

Jego żona. Wymarzona, wyśniona. Idealna. Muza. Od pierwszego do ostatniego wejrzenia. Odważna kobieta zaklęta w ciele delikatnego dziewczęcia. Kochająca i cierpiąca – w trzydziestometrowym mieszkaniu. Kochająca i poszukująca – w mieście palonym i bronionym. Kochająca i wierna – do samego końca.

Poeta i żołnierz. Ukochany synek, ukochany mąż. Krzysztof Kamil Baczyński, jakiego wielu nie zna. Bo to inna niż wszystkie biografia. Bo to powieść biograficzna o miłości. Miłości, która budowała. Miłości, która pozwalała tworzyć i niosła pióro przez kartki papieru. Miłości, która niosła wolność. Miłości, która niszczyła i po cichu zabijała – drugie serce.

Ja nie czytałam tej książki. Ja ją chłonęłam. Literka po literce wlewałam do serca. Zaznaczałam cytaty, z zachwytem czytałam fragmenty bliskim mi Kobietom. Jestem pełna podziwu dla autorki, Katarzyny Zyskowskiej. Godziny spędzone w archiwach, nad publikacjami, wspomnieniami, pamiętnikami, dały owoc. Słodki i gorzki zarazem. Wzruszający i rozdzierający. W treść wplecione są wiersze poety – te przepełnione miłością do kobiety i żalem za utraconą wolnością ojczyzny.

Po „Ty jesteś moje imię” przyszła pora na oddanie głosu bohaterom dramatu Baczyńskich – rozgrywającego się w sercach i na ulicach walczącego miasta. Przyszła pora na oddanie głosu artyście, wielkiemu poecie, zakochanemu człowiekowi i członkowi Państwa Podziemnego. Bo w „Szklanych ptakach” Baczyński to nie tylko syn, mąż, poeta. To także żołnierz, który rozpoczyna trudną, konspiracyjną drogę. Jej finał, najbardziej dramatyczny z możliwych, rozegrał się na Placu Teatralnym 4 sierpnia 1944 r…

W historii mamy troje narratorów – każdy rozdział rozpoczyna się datą i imieniem. Życie poety i żołnierza opowiadają on sam, jego matka Stefania i żona Barbara. Trzy tak spójne i zarazem rozbieżne głosy… Warto podkreślić, że w rozdziałach rozgrywających się podczas Powstania Warszawskiego, fragmenty narratorki Basi skierowane są bezpośrednio do męża: „Każda część mojego ciała wyrywa się bezpośrednio do ciebie […]. Ku tobie”.

„Szklane ptaki” to powieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Miłości, która ma różne oblicza. Macierzyńska, synowska, małżeńska, do ojczyzny – każda ma inny smak. Każda niesie za sobą inne powinności. Każda wymaga innych poświęceń. Każda jest wyborem. Powieść pełna uczuć – tych budujących i tych zabijających. W zaciszu małego mieszkania i na ogarniętych powstaniem warszawskich ulicach.

Kto powinien sięgnąć po tę publikację? Przede wszystkim czytelnicy poezji K.K. Baczyńskiego i biografii. Osoby zainteresowane II wojną światową, Powstaniem Warszawskim, konspiracją. Romantyczne dusze i wojenne dziewczyny.

W sierpniu w mediach społecznościowych Dropsa Książkowego – na Facebooku i Instagramie – będę publikować cytaty z powieści. Fragmenty, które wzruszają i poruszają. Zapraszam!

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.  

„Moje życie przed tobą” – Anna Ziobro (#MamaDropsaCzyta)

Read More
moje życie przed tobą

Anna Ziobro, Moje życie przed tobą, Wydawnictwo Dragon 2022.
#MamaDropsaCzyta

W maju miała miejsce premiera najnowszej powieści Anny Ziobro „Moje życie przed tobą”. Pisarka swoimi książkami zdobyła wiele czytelniczych serc, mimo że porusza w nich trudne, poważne tematy. Z okładki poleca książkę Kamila Mitek, jedna z moich ulubionych młodych i zdolnych Autorek: Poruszająca historia dwojga naznaczonych przez los ludzi, którzy wbrew wszystkiemu pragną odnaleźć swoje miejsce w świecie.

Główną bohaterkę Lenę poznajemy w chwili, gdy rzucił ją niespodziewanie chłopak, łamiąc jej serce. Zrozpaczona dziewczyna była zmuszona poszukać sobie pracy.  Potrzebowała pieniędzy na studia. Podjęła więc spontaniczną decyzję o wyjeździe nad morze. W podróży towarzyszyły Lenie skrzypce – wielka miłość, pasja nadająca sens jej życiu.

Całkiem przypadkiem podczas spaceru z synem biznesmena po plaży stała się świadkiem jego porwania. Została odurzona dziwną substancją przez porywaczy i porzucona w ogrodzie starszej pani. Gdy się ocknęła, niczego nie pamiętała – skąd jest, jak się nazywa, kim jest. Obok niej leżał futerał ze skrzypcami. Jedyną wskazówką był wisiorek z imieniem. Los tak po prostu sobie zachichotał z dziewczyny, kiedy chciała rodzicom pokazać, że sama będzie stanowić o sobie. Malwina postanowiła ją przygarnąć, ponieważ wyczuła, że zagubiona dziewczyna potrzebowała pomocy, spokoju i odpoczynku do dalszej rekonwalescencji. Kobieta okazała się być dla dziewczyny pociechą w beznadziejnej sytuacji: Malwina mimo wieku miała w sobie dużo naturalnej radości i iskrę popychającą ją do działania.

 Malwina zyskała moją sympatię a nawet miłość od pierwszego pojawienia się w powieści. To anioł nie kobieta! A historia jej miłości mnie urzekła i poruszyła. Była wspaniałą, pełną ciepła, serdeczności, idealną wręcz babcią Marcina, który cierpiał na rzadką, nieuleczalną chorobę Olliera. Miał 28 lat, pracował, był cenionym pracownikiem i przyjacielem, ale do tej pory nigdy nie związał się z żadną kobietą. Nie chciał obarczać nikogo ciężarem opieki, gdy choroba będzie postępować. Mieszkał sam, ale często bywał u babci. Był bardzo sceptycznie nastawiony do zagubionej dziewczyny. Czy dziewczynie uda się przełamać dystans stworzony przez Marcina? Jak się rozwiną relacje między Leną a Marcinem? Czy Lena przypomni sobie, jak się znalazła w ogrodzie Malwiny? Czy młodzi otworzą się na szczęście?

Anna Ziobro to Autorka posiadająca niezwykły dar, charyzmę pisania lekko o rzeczach bardzo trudnych i z niezwykłym wyczuciem. W powieści poruszyła problem niepełnosprawności. Porzucony w dzieciństwie przez ojca, następnie naznaczony przez ciężką chorobę Marcin nie mógł się pogodzić ze swoim losem. Mama jak lwica walczyła o zdrowie syna.  Choroba alienowała go od rówieśników, z czasem „facet z protezą nogi” , chociaż próbował to ukryć, nie był obiektem westchnień dla płci przeciwnej, jakkolwiek dziewczyny ze studiów lubiły przebywać w jego towarzystwie, ponieważ czuły się bezpiecznie. Zgorzkniały, wycofany, zamknięty w sobie, zdystansowany a w głębi serca spragniony miłości, czułości, obecności kochanej osoby, ceniony w pracy, profesjonalista, rzetelny, świetny kolega… A tak naprawdę świetny informatyk w wybrakowanym ciele, wspaniały facet. Życie  jest niesprawiedliwe! Smutna historia Marcina nie odstraszyła Leny. Mimo wspaniałego wsparcia w bliskich niełatwo było mu się pogodzić, oswoić z chorobą. Czy dziewczynie uda się wydobyć z Marcina mężczyznę cieszącego się z życia? Czy Marcin zapomni o tym, że jest tylko człowiekiem po ciężkiej chorobie a przyszłość jest niewiadoma?

Warto zaznaczyć, że powieść podzielona jest na trzy części. Każda z nich zawiera kilka rozdziałów noszących tytuł-imię bohatera. Pozwala to czytelnikowi lepiej poznać konkretną postać – jej przeszłość, teraźniejszość, myśli i uczucia, relacje z rodzicami, z przyjaciółmi. Przeplatanie się wątków sprawia, że emocje rosną a czasem sięgają zenitu. Bohaterowie zostali świetnie wykreowani, są wiarygodni, prawdziwi. Autorka stworzyła ciekawe portrety psychologiczne a ich historie poruszają czytelnicze serca. Powieść jest napisana lekkim stylem, pełnym emocji językiem. To niezwykle emocjonująca lektura a zaskakujące zwroty akcji dolewają oliwy do ognia. Natomiast zakończenie powieści – niezwykle zaskakujące nasunęło mi myśl, że to jeszcze nie jest koniec tej historii. Przyszłość pokaże.

Muszę jeszcze wspomnieć o wzruszającym wątku pokazującym wspaniałe relacje między pacjentem, „niepełnosprawnym facetem z amputowaną nogą na kulach” a wspaniałym rehabilitantem, przystojnym Vincentem z Paryża. Uwielbiałam ich męskie rozmowy – dziwne, poważne, szczere do bólu, krępujące, ale i motywujące o życiu, o miłości. […] ale nic nie poradzisz na ludzkie myśli. Dlatego ostatecznie i tak liczą się twoje własne. To, co ty czujesz! W sytuacji Marcina niełatwo jest pozwolić się kochać.

„Moje życie przed tobą” to powieść zawierająca mocne przesłanie o tolerancji. Inny wcale nie znaczy gorszy! Historia Marcina jest tego przykładem. Jest to także powieść o dorosłych już dzieciach zniewolonych przez rodziców, którzy wywierają presję, planują im życie. Na początku irytowała mnie zbytnia uległość Leny wobec matki. Dopiero pstryczek w nos od życia popchnął ją do przodu, wręcz dodał siły, żeby się wyrwać z domu. Czy relacje między mamą a Leną poprawiły się po jej powrocie do domu? Jakich wyborów życiowych dokona dziewczyna? Czym jeszcze życie zaskoczy bohaterów? O tym musicie przeczytać sami.

Lato, urlop czy wakacje to idealny czas, żeby zwolnić i znaleźć czas dla siebie. Najlepiej jest spędzić go z bliskimi na niekończących się rozmowach w plenerze, ale i dobrze mieć chwilę na relaks z książką – z wartościową, z mądrym przesłaniem, z której coś cennego wyniesiemy dla siebie. Polecam Wam niezwykle ciekawą powieść Anny Ziobro. Podczas rozmyślań nad powieścią przez cały czas słyszałam słowa piosenki „Tolerancja” a głos wykonawcy spełniał tu, niejako ze względów osobistych, funkcję terapeutyczną;

Dlaczego nie mówimy o tym, co nas boli otwarcie?
Budować ściany wokół siebie – marna sztuka
Wrażliwe słowo, czuły dotyk wystarczą
Czasami tylko tego pragnę, tego szukam

Na miły Bóg
Życie nie tylko po to jest, by brać
Życie nie po to, by bezczynnie trwać
I aby żyć siebie samego trzeba dać.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Dragon.

„Dziewczyna mojego męża” – Anna Szczypczyńska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
dziewczyna mojego męża

Anna Szczypczyńska, Dziewczyna mojego męża, Wydawnictwo Luna 2022.
#MamaDropsaCzyta

Lato się rozpoczęło, już jutro początek wakacji, planujemy urlopy, wyjazdy, sporządzamy listę wakacyjnych lektur. Nie może wśród nich zabraknąć najnowszej powieści Anny Szczypczyńskiej „Dziewczyna mojego męża”. Zabawna powieść z nutką pikanterii, którą się czyta jednym tchem! – tak poleca powieść na okładce Natalia Rosiak, autorka bloga Italia by Natalia. Wzrok przyciąga iście wakacyjna okładka i tytuł. A książka należy do tych nieodkładanych. Moim skromnym zdaniem lektura spełnia wszystkie wyznaczniki idealnej, gorącej książki na upalne lato. Zapraszam na garść refleksji po lekturze.

Lucyna i Tomasz po 20 latach małżeństwa postanowili się rozstać, ponieważ oboje pragnęli czegoś innego, namiętność wygasła, dorosła córka wyfrunęła z domu na studia do Londynu. A byli wciąż jeszcze młodzi. Zbyt szybko się pobrali, pojawiła się Ida, musieli godzić studia z życiem rodzinnym. To był najlepszy czas na zmiany! Ponieważ oboje byli  rodzicami, to połączyła ich przyjaźń. Oboje mogli teraz korzystać z życia, tworzyć nowe relacje i związki. Sytuacja się nieco skomplikowała, gdy otrzymali zaproszenie na włoski ślub ich przyjaciela nad jeziorem Garda, w cudownych okolicznościach przyrody. Tomasz zaproponował, żeby pojechali we czworo: Lucyna ze swoim partnerem Kubą a on ze swoją dziewczyną Jaśminą. Wyjazd miała poprzedzić wspólna kolacja. Ale czy Lucyna była gotowa, by poznać dziewczynę swojego męża? natomiast we Włoszech czekała na nich kolejna niespodzianka. Na ślubie pojawiła się ich córka, której nie poinformowali jeszcze o swoim rozstaniu. To dopiero początek perypetii. Bohaterowie będą musieli zmierzyć się z wieloma problemami, by podjąć ważne życiowe decyzje. Przyznajcie, że zarys fabuły jest fascynujący – miłość, przyjaźń, namiętność, zazdrość, kłamstwo. Dorzucę jeszcze malownicze włoskie krajobrazy, smak włoskiego wina, śpiew cykad, zachód słońca „barwiący Gardę na rozmaite odcienie czerwieni, pomarańczy i złota”. Powieść chłonie się wszystkimi zmysłami.

Anna Szczypczyńska poruszyła też w książce poważne tematy: jak odnaleźć się w nowej sytuacji po rozstaniu, jak zmienić relacje, czy możliwa jest przyjaźń byłych małżonków. Lucyna życzyła Tomkowi jak najlepiej, ale czy można zaakceptować, polubić Jaśminę młodszą, zgrabniejszą, pogodną, nową dziewczynę swojego męża? Nie było to łatwe. Mimo nacisku ze strony Lucyny, by się rozstali, życie na nowo, osobno nie do końca jej odpowiadało. A postanowienie o prowadzeniu cichej wojny z dziewczyną okazało się niemożliwe. Dlaczego? Bo była po prostu „klawa”. Czy można zakochać się w młodszym od siebie chłopaku? To tylko tak się wydaje, że łatwo. Lucyna i Jaśmina to moje ulubione postacie. Ich kreacja zdaje  się potwierdzać opinię Pawła, że Tomek miał świetny gust. Luśka też miała nie najgorszy.

Trzeba odróżnić zakochanie od kochania! I tu z pomocą przychodzi nam Autorka:

Zakochanie z pozoru wydaje się silniejsze, bo to czysta chemia, hormony, które tak trudno utrzymać na wodzy. Przychodzi nagle i człowiek traci nad sobą kontrolę. Nie może spać, jeść, pracować, trzeźwo myśleć. Nie musi. Nie chce. Chce tylko jednego: być z drugą osobą. Ze swoim narkotykiem. Trwać w tym upojeniu jak najdłużej, ale tak się nie da. To zbyt wycieńczające. I wtedy owo zakochanie mija. Raptem stan, który jeszcze chwilę temu był tak wyjątkowy, że nie dało się go porównać do niczego innego, wydaje się nic nieznaczący, momentami wręcz śmieszny. I dociera do ciebie, że to żaden wyczyn zakochać się. […] Prawdziwy wyczyn to w tym zakochaniu wytrwać i pozwolić mu się przeistoczyć w coś znacznie trwalszego.

Zachwyciła mnie ta opowieść lekkim stylem, emocjonalnym i plastycznym językiem, ciekawą fabułą z zaskakującymi perypetiami, zwrotami akcji, kreacją prawdziwych bohaterów. Ponadto Autorka zafundowała czytelnikom podróż do Włoch, wprowadzając tym samym idealny klimat wakacyjny.

Czy wierzycie w przyjaźń męsko-damską? Lucyna uwierzyła. W powieści bohaterka przyjaźniła się od wielu lat z Pawłem, właścicielem kawiarni. Ich znajomości nigdy nie przekroczyła „niebezpiecznej” granicy. Traktowała go jako starszego brata, „był głosem rozsądku, wujkiem dobrą radą”. Tomek na początku nie był zadowolony z tej przyjacielskiej relacji, ale z czasem się z tym pogodził. Mnie zachwyciła ta przyjaźń bohaterów. Przypomniały mi się studenckie lata i przyjaciel Janek, na którego męski punkt widzenia i doświadczenie mogłam zawsze liczyć. Szkoda, że nasza znajomość pozostała tylko wspomnieniem.

Historia z nutką pikanterii. Są, są w powieści „momenty”, ale wysublimowane, delikatne, nienachlane. Dodają smaku wakacyjnej powieści.

Anna Szczypczyńska podarowała czytelnikom idealną powieść na upalne lato. Skłania czytelnika do refleksji nad wieloma trudnymi tematami, na które nie mamy czasu na co dzień, a o których można podczas urlopu pomyśleć. „Kocham cię” – dwa krótkie słowa, czy często je wypowiadamy do bliskich: do męża/żony, rodziców, do dziecka, a przede wszystkim do siebie. Bo miłość do siebie to najtrudniejsza ze sztuk. I nie należy jej mylić z egoizmem. Dlaczego o tym wspominam na koniec? Gdy Lucyna dostała od losu pstryczka w nos, w chwilach refleksji nad sobą, nad relacjami dojrzała do podjęcia bardzo ważnej decyzji życiowej. Była świadoma, że będzie bolało. A jakie to miało konsekwencje? Nie spodziewałam się takiego zakończenia powieści. Ta opowieść jest bowiem nieprzewidywalna.

Polecam Wam tę powieść, a ja muszę sięgnąć po wcześniejsze książki Autorki. Zachwyciła mnie ta historia.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Luna

„Dom sekretów” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
dom sekretów kordel 3d

Magdalena Kordel, Dom sekretów, Wydawnictwo Znak 2022.
Premiera 29 czerwca

„To ja centymetr po centymetrze rozbijałem ten twardy pancerz, który wyhodowała. To ja ją przekonywałem, że można ufać ludziom. Nie wszystkim, ale niektórym. I że można w nich wierzyć. Trzeba być odpowiedzialnym za to, co się oswoiło. Szczególnie gdy w grę wchodzi miłość”.

Wydaje się, że „Dom sekretów” – III tom sagi o Adeli, Muszce, Ewelinie i ich przyjaciołach, to historia o tajemnicach. Owszem, sekrety rodzinne depczą po piętach bohaterkom, serce puka w rytmie przeszłości, ale dla mnie to przede wszystkim opowieść o emocjach i uczuciach codzienności – tych dobrych i tych złych. O miłości, którzy niszczy pancerz. O przyjaźni, która oswaja z codziennością. O pierwszym zauroczeniu – tym niewinnym, czystym i tym omamionym szaleństwie. O zdradzie – fizycznej i psychicznej. O zazdrości, która popycha do tego, co najgorsze. Wreszcie o prawdzie, która – dosłownie i w przenośni – wyzwala. Od żalu, od zła, od wyrzutów sumienia, od ciężaru przeszłości.

Współczesność trzech silnych i kruchych zarazem kobiet oraz przeszłość ze służącą i szlachcicem w rolach głównych przeplatają się ze sobą, tworząc ścieżkę dla czytelnika. Krok za krokiem podążamy drogą rodziny, której kolejne pokolenia żyły naznaczone klątwą. Krok za krokiem podążamy za atmosferą pełną ciepła i wzajemnego wsparcia, za zapachem domowego rosołu i jednością, którą potrafi dać tylko rodzinny stół. Krok za krokiem podążamy ścieżkami tęsknoty, która przysłania to, co piękne i czyste.

Książki Magdaleny Kordel są wyjątkowym źródłem humoru, ironii i życiowych prawd. Po płaszczykiem lekkiego stylu i polszczyzny okraszonej potocyzmami, Autorka przemyca prawdy całkiem oczywiste i te zupełnie nieoczywiste. Każda z postaci jest inna, więc mówi własnym językiem – nie mam tu tylko na myśli słów. Mówi duszą, sercem, opowiadają swoją historię. Każdy na własny sposób. Zgodnie ze sobą. Bardziej lub mniej zgodnie z prawdą.

Zwykle powieści Magdaleny pożeram, bo delektowanie się nimi, przy wartkiej akcji, nieoczywistej fabule i wyjątkowych bohaterach, jest niewykonalne. Ale teraz było inaczej. Dawkowałam sobie tę historię. Dzień za dniem przyjmowałam kolejne porcje nadziei, której tak bardzo potrzebowałam. Wierzę, że to jeszcze nie koniec. Wierzę, że Kordella nie postawiła ostatniej kropki dla tej rodziny.

Pozwólcie, że na koniec, oczywiście polecając Wam gorąco „Dom sekretów”, zwrócę się bezpośrednio do Autorki.

Przytulam sobie Twoją najnowszą powieść do serca. Przytulam z wiarą, że serce nie pozwoli mi zapomnieć o tym, co jest na kartach książki „Dom sekretów”. Jesteś za mnie odpowiedzialna, Kordello. Oswoiłaś mnie z pięknem tej historii. Niezwykle kobiecej, niezwykle miłosnej, niezwykle pełnej nadziei. Tej serii, tych trzech tomów, nie da się nie kochać. Są jak koło ratunkowe dla życiowych rozbitków. A ja taka byłam przez ostatnie tygodnie, wiesz? Od lat nie miałam poczucia, że tonę. A od pewnego czasu brzeg tak bardzo się oddalał… Wlałaś w me serce nadzieję. Wyciągnęłaś z labiryntu duchowych sekretów. Pozwoliłaś znaleźć odpowiedzi na dręczące mnie pytania ustami bohaterów. To musi być miłość. Pisarza do Czytelnika. Miłośniczki słowa dla tych, którzy słowo kochają. Człowieka do człowieka. Jesteś za mnie odpowiedzialna, Kordello, ale przyrzekam bez kapliczki w zasięgu wzroku, że odpłacam się Dropsową miłością.

„Odzyskany los” – Marzena Rogalska

Read More
odzyskany los okładka 3D

Marzena Rogalska, Odzyskany los, Wydawnictwo Znak 2022.
Saga o Karli Linde

– Za chwilkę wchodzimy na antenę, pełna koncentracja!

– Proszę na mnie spojrzeć, musimy jeszcze przypudrować w kilku miejscach…

– Pani Agato, proszę się nie stresować. Proszę nie myśleć o tym wszystkim, co się dzieje dookoła, tylko skupić się na rozmowie ze mną, dobrze?

– Dobrze, pani redaktor.

– Mówmy sobie po imieniu, tak będzie wygodniej.

– Bardzo mi miło.

– Zaraz wchodzimy na antenę! Trzy, dwa, jeden… Jesteście!

Gwar ekipy przygotowującej program telewizyjny w sekundę ucichł. Kamery i światła skierowano na prowadzącą i jej gościnę. W studiu rozległy się brawa.

– Witam państwa serdecznie w kolejnym odcinku naszego ulubionego talk-show. Dziś moją gościnią jest… Agata Donimirska! Porozmawiamy o sile kobiet, definicji kobiecości i roli kobiet we współczesnym świecie. Dobry wieczór, pani Agato!

– Dobry wieczór.

– Czym jest dla pani kobiecość?

– Kobiecość to dla mnie… Karla Linde.

– Rozumiem, że to ktoś bliski dla pani?

– Tak, to moja… nauczycielka…

– Ze szkoły, ASP? Gdzie się panie poznały?

– W życiu, bo ona jak nikt potrafiła uczyć życia. Kolejne pokolenia w kolejnych, diametralnie innych czasach… Karla uczyła siebie i innych, jak odzyskiwać los, pani redaktor…

„Odzyskany los” to czwarta i zarazem ostatnia część bestsellerowej sagi o Karli Linde. Sagi o kobiecie, z którą ściśle związane są losy Agaty – głównej bohaterki pierwszej serii Marzeny Rogalskiej („Wyprzedaż snów”, „Gra w kolory, „Druga miłość”). Kim była Karla Linde? W moim dość nieoczywistym wstępie już to wybrzmiało. Agata, którą na potrzeby recenzji posadziłam na kanapie programu o kobietach, wszystko powiedziała. W trzech zdaniach zamknęła to, co w Karli najważniejsze. Jej mądrość, doświadczenie, siła i wiara pomogły przetrwać kolejne burze. I jej, i jej bliskim. Rodzinie, przyjaciołom. Tym, co ją kochali – czasem bez wzajemności – i tym, których kochała ona.

Karla Linde żyła w niespokojnych czasach. IV tom skupia się na jej powojennych losach. Karla – ku zdziwieniu niemal wszystkich – porzuca bezpieczny Londyn i wraca do powojennej Polski. Polski, której kompletnie nie zna. Polski, w której rządzą niezgodne z jej systemem wartości zasady. Polski, która zabrała jej ukochane miejsca na ziemi. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem przełomowych dla ojczyzny wydarzeń. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem codzienności ojczyzny, która w PRL-u była wielce daleka od kreowanego przez partię raju. Cegła po cegle obudowuje swój świat na powojennych gruzach. Miłości, wiary i nadziei. Uzbrojona w przyzwoitość, godność i klasę, walczy o dostatnie życie dla siebie i tych, których odzyskała po powrocie do kraju. Wychowana w dostatku, próbuje nauczyć się żyć w biedzie. Wychowana wśród inteligentów, staje się częścią machiny obsługiwanej przez niemyślących. Wychowana przez ojca i Dorothy, przekazuje wiedzę kolejnym pokoleniom.

Czuję wzruszenie, myśląc o tej powieści. Może dlatego że nie lubię pożegnań? Ciężko jednak mówić o pożegnaniu, bo jak wspomniałam, nauki Karli żyją w bohaterce innej serii pisarki i dziennikarki, Marzeny Rogalskiej. Żyją też we mnie – niespełna 30-letniej kobiecie. To nie jest tak, że Karla „po prostu żyła na kartach powieści”. Ona sama była tą historią. Pisała ją swoim życiem – choć fikcyjnym – od początku do końca. Mam takie poczucie, że Marzena Rogalska jej nie wymyśliła. To Karla przyszła, uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę. Ona sama była jak książka. Lektura z najwyższej półki. Wyjątkowy podręcznik dla kobiet – jak żyć w zgodzie ze sobą, ani na chwilę nie tracąc godności i przyzwoitości.

Czy historia o mogile doskonale znanego świata może być piękna i wzruszająca? Tak. Czy kilkudziesięcioletnia kobieta może być nauczycielką dla nastoletnich dziewcząt? Tak. Czy spod gruzów może kiełkować nadzieja? Tak. Marzena Rogalska po raz kolejny bierze czytelniczkę za rękę i tym swoim dobrze nam znanym głosem, mówi cicho: „Chodź i patrz na nią”. I patrzymy. Patrzymy na Karlę, by po chwili patrzeć na świat przedstawiony w książce jej oczyma. Ja tej powieści nie czytałam. Ja ją pochłonęłam. Pierwsze sto stron – ze względu na różne obowiązki – musiałam sobie dawkować. Ale gdy dziś usiadłam w ulubionym fotelu z egzemplarzem, przepadłam. Musiałam, musiałam ją skończyć. Musiałam się pożegnać. Musiałam powiedzieć: „do zobaczenia”.

Czy można odzyskać stracony los? I tak, i nie. To, co minęło, nigdy nie wróci w takim samym stanie. Zawsze musimy być otwarci na zmiany. To od nas zależy, czy przyjmiemy je z otwartym sercem, z wiarą i nadzieją, czy zamkniemy się w skorupie przed światem. Postawa Karli Linde jest jednoznaczna. Choć na początku burzy się na zastaną komunistyczną rzeczywistość, szybko uczy się reguł nowej gry.

Czy chciałabym, żeby ta historia została sfilmowana? Tak, bo wiem, że to droga do tego, by Karlę poznało jeszcze więcej czytelników, jeszcze więcej kobiet. Moja odpowiedź jednocześnie też brzmi „nie”, ponieważ nie umiem wyobrazić sobie żadnej polskiej aktorki w głównej roli. Karla Linde w mojej głowie jest jedyna. Niepowtarzalna. Namalowana piórem Marzeny Rogalskiej.

Zamykam tetralogię o Karli Linde, o jej sile i kobiecości zaklętej nie w ciele, lecz w sercu i umyśle. Zamykam opowieść o historii mojego kraju, który długo podnosił się z kolan wojny. Zamykam opowieść o Krakowie i Londynie XX wieku. Zamykam książkę o kolejnych pokoleniach rodzin, które znam z poprzednich tomów. Ale na szczęście moja znajomość z Karlą się nie kończy.

Pani Marzeno, dziękuję za to, że mogłam uczestniczyć w lekcji niezwykłej profesorki. Nauczycielki życia w trudnych czasach i Kobiecości na każdy czas. Kobiecości przez duże K, której świadectwami są wiara, nadzieja, miłość, wiedza i doświadczenie. Mam nadzieję, że ta historia będzie we mnie żyła i da siłę do zdawania kobiecych egzaminów z życia – a jak wiadomo, z nich nie ma poprawek…

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.