Rzeszów, 5 czerwca 2026 r.
List został napisany ciepłego popołudnia, na tarasie. Z kawą, truskawkami pod ręką. W domu unosił się zapach piwonii, na stole leży otwarty egzemplarz powieści. Otrzymałam go w ramach współpracy reklamowej z Wydawnictwem Filia.

Droga Weroniko!
Piszę ten list, ponieważ po lekturze „Emigrantki” czuję, że to najwłaściwsza forma podzielenia się z Tobą refleksjami. Myślami i emocjami, które towarzyszyły mi na każdej stronie, przy każdym rozdziale. Nie śmiem nazwać tego tekstu recenzją, bo nie wiem, jakbym mogła ocenić tę powieść. Czy w ogóle da się ją ocenić? Może inni będą potrafili. Moje serce nie umie. Bo jednocześnie krzyczy z bezsilności i w ciszy rozmyśla nad losem kobiet.
Zaprosiłaś mnie do bardzo intymnej podróży. Intymności, która nie jest tylko namiętnym spotkaniem ciał. Bo prawdziwa intymność to dużo więcej. To spotkanie serc, które nieśmiało wyciągają ku sobie dłonie i muskają się opuszkami. To oddechy, który komponują się w jedną melodię nie w miłosnym uniesieniu, lecz pod wpływem uśmiechu. I spojrzenia, które jest jak kompas.
Weroniko, dziękuję za tę podróż. Za to, że mogłam chłonąć historię bohaterów. Za to, że mogłam poznawać szczególną bohaterkę, Barcelonę, całą sobą. Ja tam byłam.
Siedziałam na katalońskiej mozaice. Na balkonie. W dłoni trzymałam kieliszek cavy, która rozlewała się przyjemnie po moim podniebieniu. Wpatrywałam się w Barcelonę, która nie zasypia, nie pozwala się okryć nocą. Księżyc świecił mocno jak światła jupiterów. Zmuszał, bym skupiła swój wzrok na niej, bym nie straciła Liny z oczu. Słyszałam, jak za rogiem znika powóz. Mimowolnie dotykałam pereł, które zwisały z mojej szyi podczas wędrówki po Barcelonie. Stukot obcasów mieszał się z dźwiękami muzyki. Rozmowy o sztuce nie zagłuszyły jednak cichej melodii. Cichego śpiewu, który krzyczał tęsknotą.
„Rozkwitały pąki białych róż…”
Język, sposób w jaki snujesz opowieść… To sztuka opowiadania. Ty malujesz i fotografujesz jednocześnie. Słowem. Łączysz te sztuki tak, jak te sztuki łączą Linę i Diego. Sztuki, która stała się drogą do pokazania historii. Konkretnej kobiety. Grupy kobiet.
„Dziwi mnie to, jak łatwo przychodzi kobietom ocenianie siebie nawzajem”.
Tak napisała Lina w dwudziestoleciu międzywojennym, tak wiele z nas mogłoby napisać dzisiaj. Owszem, są kobiety, które poprawią drugiej koronę, gdy ta upadnie. Ale są też takie, które czyhają na ten upadek. Są kobiety, które głośno mówią o tym, że dzieje im się krzywda. Są kobiety, które latami milczą. Ukrywają rany fizyczne i blizny serca. Bo tak trzeba. Bo ślubowała. Bo co ludzie powiedzą… Czasy się zmieniają. Wieki nawet. Ale pewne wzorce zachowań, stereotypy nie odchodzą. My, kobiety, nie pozwalamy im odejść. Oni, mężczyźni, nie pozwalają im odejść. Bo tak było zawsze, bo tak jest wygodniej. Dla wszystkich. Prawda…?
„Emigrantka” to głos oddany kobiecie. Głos oddany w imieniu innych kobiet. To nie była historia o prawdziwych wydarzeniach, tak jak „Dziewczyna z konspiracji”, Twój debiut. To historia, którą życie pisze kobietom w Warszawie, w pobliżu Brześcia, w barwnej Barcelonie, Twoim ukochanym Poznaniu i moim Rzeszowie. A Ty, w głębi swojego serca, usłyszałaś tę historię…
Patrząc na okładkę, nie czytając opisu wydawcy, myślałam, że tytułowa emigrantka (i kobieta przedstawiona na okładce) ucieka ze względów politycznych. Zostawia ukochany kraj, drogą sercu ziemię, może posiadłość. Ale Lina emigrowała nie ze względu na ustrój w państwie. Emigrowała ze względu na ustrój w jej małej ojczyźnie. Ze względu na milczenie otoczenia i swój wewnętrzny krzyk, który można było usłyszeć z jej obrazów.
A ja wciąż słyszę i czuję bicie serca. Ono bije w rytm tej historii. Dziękuję, Weroniko, za tę kobiecą podróż. Za podróż w głąb siebie i refleksję o kobiecości. Za przypomnienie, że nie muszę emigrować, bo jestem bezpieczna i kochana. Za przypomnienie, że nie muszę zakładać maski i ukrywać siebie podczas balu zwanego codziennością. A to powód do wdzięczności każdego dnia.
Łączę pozdrowienia
Twoja czytelniczka PauLina
Weronika Ilska, Emigrantka, Wydawnictwo Filia 2026.

Premiera 17 czerwca
Czy można zacząć od nowa, gdy serce wciąż pamięta melodię dawnych lat?
W barwnej Barcelonie lat dwudziestych Lina szuka ukojenia i nowego początku. U boku Diego, charyzmatycznego artysty, odkrywa świat katalońskiej bohemy – pełen wolności, sztuki i nieznanych dotąd emocji. Wszystko się zmienia, gdy na jej drodze staje rosyjski emigrant, Michaił Pietrowicz Wołkoński. Mężczyzna, przy którym Lina po raz od dawna pozwala sobie uwierzyć, że przeszłość można zostawić za sobą.
Ale są historie, które nie pozwalają o sobie zapomnieć. Wspomnienia z Polski, od których tak bardzo chciała uciec, zaczynają wracać z nową siłą, zmuszając Linę do wyboru między prawdą a życiem, które próbuje zbudować na nowo.
Czy miłość i odnaleziona wolność wystarczą, gdy przeszłość upomni się o swoje?

