„Kolacja z Tiffanym” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (przed premierą!)

Read More
kolacja z tifannym

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Kolacja z Tiffanym, Wydawnictwo Burda 2020.
#MamaDropsaCzyta

„To romantyczna komedia, która mogłaby się przytrafić każdej z nas. Podobno brylanty są najlepszymi przyjaciółmi dziewczyny. Jeśli od Tiffany’ego, to czemu nie?” – czytamy w dedykacji dla Sekty Agnes do najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt. „Kolacja z Tiffanym”.

Już samo nazwisko Tiffany zamieszczone w tytule wywołuje w nas skojarzenia – król diamentów, pasjonata najpiękniejszych drogich kamieni i niezwykłych projektów biżuterii, najwyższa jakość rzemiosła jubilerskiego, ekskluzywność, elegancja, Tiffany blue czy też marka luksusowych perfum. Zapowiada się więc dobra zabawa i niezwykłe emocje.

Zapraszam Was serdecznie do lektury recenzji najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Kolacja z Tiffanym”. Gdy tylko ujrzałam okładkę książki, zapowiedź, że będzie to komedia romantyczna – mimo że zdaniem bohaterki komedie romantyczne są do bani – to nie mogłam się doczekać, kiedy książka trafi do moich rąk. W tym trudnym czasie szczególnie potrzeba książek, które przeniosą nas do innego świata i zapomnimy o trudnej rzeczywistości. Znakomicie się to udało Dilerce Emocji, którą bardzo cenię i której książki pochłaniam. Co tym razem przygotowała dla swoich (wiernych) Czytelniczek?

Bohaterką powieści jest Natalia Lisek, dwudziestosiedmioletnia ekonomistka z małej wioski Kąty Wrocławskie, która po utracie pracy wróciła z Wrocławia do domu rodzinnego. Gdy ojciec postanowił zaplanować jej życie i zeswatać z Damianem, uciekła do miasta. Absolutnie nie widziała się w roli żony i matki na wsi. Miała nadzieję na szybkie znalezienie pracy. Wkrótce została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do firmy, której siedziba znajdowała sie w nowym wielkim biurowcu. Natalia zgubiła przed wejściem do windy szkło kontaktowe a grube okulary schowała w torebce i pomyliła biura, wybierając niewłaściwe miejsce rozmowy. Trafiła do wielkiego holdingu i miała przed sobą „szefa wszystkich szefów”, czyli niesamowicie, zabójczo przystojnego i eleganckiego Macieja Granickiego, który osobiście postanowił wybrać spośród kandydatów właściwą osobę na stanowisko menedżera do spraw eventów. Czekało ją zatem coś nowego i pasjonującego! Mimo pomyłki biura (świetna gra słów podczas rozmowy) jak na przypadkową rekrutację wypadła świetnie. Miała szczęście, udało sie jej zamienić porażkę w sukces – dostała tę pracę. Ostatnio w moim życiu tak wiele się działo…Rozpoczęła nowy etap w życiu zawodowym i nie tylko. Zapominała wciąż o okularach i w związku z tym ciągle wpadała w tarapaty, pakowała się w kłopoty, wywołując różne reakcje emocjonalne przystojnego i wyglądającego bosko szefa – była zwariowaną dziewczyną awarią. Chyba nawzajem wpadli sobie w oko i nie tylko…Czy w szefie powinna się zakochać?! Podczas wyjazdów służbowych na eventy w hotelach Natalia spotkała też „podejrzanego spidermana”, tajemniczego złodzieja drogocennych błyskotek, który zwykle grasuje w pokojach hotelowych i zawsze mają szczęście na siebie wpaść. Dlaczego zakręcona i roztrzepana bohaterka, która mogła mieć na drugie imię Kłopot się go nie bała? W co znowu wpakuje się Natalia? Jaka historia się za tym kryje? Spotykałam dziwnych bogaczy, miałam szefa pełnego dwuznaczności, a na drodze co rusz stawał mi tajemniczy złodziej. Doprawdy, czy ja wygrałam los na loterii szaleńców? Maciej Garnicki , ów szef pełen dwuznaczności, w istocie nie był snobem, o czym mogły świadczyć jego super garnitury. Dla niego rodzina, więzy krwi były silniejsze od wszystkiego. nie miał szczęścia do dziewczyn. I nagle w jego życiu za sprawą pomyłki pojawiła się zwariowana, zakręcona, „chodząca katastrofa” –  Natalia. To było dla mnie zupełną niespodzianką i czymś, czego nie spodziewałem się poczuć. Miłość. Kochałem rodzinę, ale to było całkiem cos innego. To, co czułem do Natalii. Okazało się to dla mnie całkowitym zaskoczeniem. I czymś, z czym czułem sie cudownie. I tak normalnie. Po ludzku, cholernie normalnie. Nie chciałby ściągnąć na nią kłopotów. Chociaż kłopoty to jej specjalność. Jaka tajemnica ciążyła na Macieju? Dlaczego to było tak bardzo skomplikowane?

Powieść jest napisana lekkim stylem, czyta się bardzo szybko, są momenty, w których śmiejemy się aż do łez, ale i się boimy. Pisarka umiejętnie bawi się językiem, rozśmieszając czytelnika. Agnieszka Lingas-Łoniewska diluje nam tu mieszankę wybuchową emocji: miłość, nadzieja, radość, śmiech, złość, żal, rozpacz, strach. Dla niej niemalże w każdej powieści najważniejsza jest miłość, nadzieja, druga szansa, rodzina i więzi rodzinne. Poznajemy niezwykle frapującą historię pewnej rodziny polsko-włoskiej. I te klimaty włoskie mnie urzekły. Akcja toczy się wartko, pełna jest niespodziewanych zwrotów, zawiłej intrygi, w związku z tym zakończenie powieści jest nieprzewidywalne i szalenie zaskakujące. Pisarka świetnie wykreowała główną parę bohaterów, stworzyła interesującą, zabawną historię ich znajomości. A wszystko zaczęło się od pomyłki, a potem to już prawdziwa lawina zabawnych omyłek. Natalia – roztrzepana, zwariowana, spontaniczna, ale i kreatywna, zaskakująca inwencją, refleksyjnością i Maciej  –  niezłe ciacho, obiekt marzeń i westchnień wielu kobiet, tajemniczy facet, to po prostu fajny duet. Ich dialogi zaprawione ironią, grą słów, czarnym humorem są przyczyną ciągłych wybuchów śmiechu. Polecam rewelacyjną komedię romantyczną z wątkiem kryminalnym, która bawi, wzrusza, zaskakuje. Dużo się tu dzieje! Jak dobrze, że będą jeszcze dwie części.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Burda Książki za egzemplarz do recenzji.    

„W blasku słońca” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
kordel w blasku słońca

Magdalena Kordel, W blasku słońca, Wydawnictwo Znak 2020.

Otulona toskańskim słońcem, utkana delikatnie jak koronka opowieść o przyjaźni dwóch kobiet, które tęsknią za miłością. Ta historia powinna zostać sfilmowana!

Ten fragment mojej opinii o najnowszej powieści Magdaleny Kordel „W blasku słońca” znalazł się na okładce. Wydawnictwo prosiło, bym przysłała dwa zdania. Można pomyśleć, że po lekturze ich wymyślenie zajęło mi chwilę. Nic bardziej mylnego. Pióro Magdaleny Kordel świeci jak nigdy dotąd. To najbardziej dojrzała, najbardziej głęboka książka Pisarki. W podróż do najpiękniejszych zakątków Europy i podróż w głąb serca. Podróż, która niejednokrotnie wzrusza i daje nadzieję. I bohaterkom powieści, i Czytelniczkom…

W drodze między Paryżem, Warszawą, Wenecją i Positano wiele może się wydarzyć. Czasem trzeba wybrać boczne, okrężne drogi, by dotrzeć do celu. Los jednak dobrze wie, dokąd nas prowadzi. Dla Leli i Nicoletty tym miejscem okazał się stary dom na skraju winnicy, w sercu malowniczej Toskanii. I choć dotąd się nie znały, mają ze sobą sporo wspólnego. Temperamentna Lela jest wściekła, bo były chłopak zniweczył jej plany. By nie posunęła się w zemście za daleko, przyjaciółki wyprawiają ją do Toskanii. Droga Nicoletty również nie należała do łatwych. Dotąd szczęśliwe i poukładane życie przerwała nagła śmierć jej ukochanego męża. Żeby do reszty nie zwariować, wyrusza w podróż do przeszłości – przez Wenecję z młodości, do toskańskiego domu po przodkach. Ma nadzieję, że w ocienionym cyprysami domu będzie mogła odciąć się od świata i na nowo zaplanować swoją przyszłość. Okazuje się jednak, że towarzystwa jej nie zabraknie…

O czym jest powieść „W blasku słońca”? O kobietach i ich wyjątkowej przyjaźni. Mam wrażenie, że to nie miłość jest tutaj „uczuciem przewodnim”. Magdalena Kordel na pierwszy plan wysuwa właśnie relację dwóch kobiet – przypadkowa znajomość przeradza się w przyjaźń, która staje się fundamentem nowych etapów w życiu bohaterek.

Przyznaję się bez bicia, że nie przeczytałam (jeszcze!) wszystkich książek Magdy. Znam jednak większość tytułów – mam wrażenie, że w tych historiach kobiety, choć dotknięte jakąś tragedią, dość szybko się podnosiły dzięki pomocy swoich ziemskich aniołów i odnajdywały swoje malownicze miejsca na ziemi. Nicoletta – bohaterka „W blasku słońca” ma chyba najtrudniej ze wszystkich „Kordelowych kobiet”. W młodym wieku została wdową. Nagle jej świat się skończył. Zgasło jej (włoskie) słońce. Nie widzi dla siebie ratunku, a zapach ze swetra zmarłego męża, z którym nie rozstaje, ulatnia się niczym jej nadzieja na lepsze jutro…  Nie wierzy, że przytłaczającą pustkę i samotność, które rozrywają jej serce, da się czymś wypełnić. A jednak. Nad jej głową w końcu wschodzi słońce. Powołując do życia na kartach książki postać Nicoletty, Magdalena Kordel daje nadzieję. Mnie też ją dała. Wiem, że życie to nie powieść, ale chyba każdy zasługuje na odrobinę (toskańskiego) słońca. Magdalena Kordel daje nadzieję, że tak właśnie będzie. Tak jak Krzysztof Cugowski zdaje się śpiewać: „A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój” – i to toskański…

Napisałam kilka zdań o Włoszce, nie mogę pominąć Polki! Kiedy czytałam tę powieść kilka tygodni temu, czułam, że bliżej mi właśnie do niej – do Leli. Pozytywna, przebojowa, optymistka. Ale… Mam wrażenie, że cechy, które jako pierwsze przychodzą na myśl, gdy trzeba opisać tę bohaterkę, to maska, a właściwie jej fragment. Tak, Lela jest pogodna. Tam, gdzie wchodzi ona, pojawia się słońce. Tylko czasem jej promienie są przykrywką dla ciemnych chmur. Dla tęsknot, dla głosu serca, który dopomina się o swoje. Wreszcie, dla miłości, której nie da się zastąpić „układem”. Czy Lela to kobieta o dwóch twarzach? Nie. Ona ma jedną twarz, ale mam wrażenie, że czasem boi się ją wystawić do prawdziwego słońca. I dla niej pewnego rodzaju terapią będzie pobyt we Włoszech…

Książka jest opowieścią o tym, że czasami trzeba zrezygnować z utartych dróg i poszukać całkiem nowych, może nawet takich, które początkowo wydają się mało przyjazne. O tym, że czasem trzeba wrócić w stare miejsca by odkryć nową siebie, a czasem wręcz odwrotnie – trzeba zdecydować się na całkowicie nieznane i wręcz niechciane – Magdalena Kordel w wywiadzie dla www.dropsksiazkowy.pl.

Jak już wspomniałam, drogi bohaterek krzyżują się właśnie w Toskanii. Ta powieść pachnie wręcz tym regionem Włoch. Zachwyca smakami regionalnej kuchni i typowych przekąsek. Kusi niejednym toastem lokalnego wina. Do tego widoki… Ach, niejednokrotnie się rozmarzyłam!  Widać, że Toskania to „włoskie malownicze” Magdaleny Kordel i Jej bliskich. Autorka dzięki swojemu wyjątkowemu stylowi i umiejętności operowania środkami artystycznymi, przekazuje, moim zdaniem, blask południa Europy. Aż człowiek ma ochotę ruszyć w podróż śladami Nicoletty i Leli. Warto dodać, że oprócz Włoch i Polski, w powieści poznajemy też wybrane punkty na mapie Paryża. Stolicę Francji zwiedziłam rok temu – miło było tam wrócić, mimo że tylko literacko.

„W blasku słońca” już zawsze będzie zajmowało wyjątkowe miejsce – i w moim sercu, i w mojej biblioteczce, nie tylko ze względu na rekomendację. To historia, która pachnie dobrym winem i smacznym jedzeniem. Opowieść pełna burzy i słońca. Losy dwóch wspaniałych kobiet, których drogi krzyżują się na toskańskim szlaku. To wreszcie, a może przede wszystkim – uśmiech i nadzieja. Gwarantowana radość i wzruszenia. Ta książka Was ukoi, doda otuchy, przytuli. Powieść do śmiechu, powieść do płaczu. Magdalena Kordel w najlepszym (włoskim) wydaniu. Na tę premierę (17 czerwca) naprawdę warto czekać.

„Wyrwa” – Wojciech Chmielarz (audiobook)

Read More
wyrwa audioteka

Wojciech Chmielarz, Wyrwa, Wydawnictwo Marginesy 2020.
W serwisie Audioteka powieść czyta Grzegorz Damięcki

Do wysłuchania audiobooka „Wyrwa” przekonało mnie nie pióro Wojciecha Chmielarza a… Grzegorz Damięcki. Fanką jego talentu aktorskiego jestem od kilku lat, odkąd na deskach Teatru Ateneum zobaczyłam spektakl „Gra w życie”. Jako lektor audiobooków zachwycił mnie już w „Zamęcie” – superprodukcji na podstawie bestsellera Vincenta V. Severskiego. Twórczości Chmielarza do tej pory nie znałam, więc uznałam, że to dobry moment, by to zmienić. Nie pomyliłam się.  

Kiedy Maciej Tomski dowiaduje się, że jego żona Janina zginęła w wypadku samochodowym, myśli, że właśnie wali mu się cały świat. Nie ma jednak pojęcia, jak znalazła się pod Mrągowem, skoro wyjechała na delegację pod Kraków. A kiedy na jej pogrzebie pojawia się tajemniczy mężczyzna, Maciej zaczyna rozumieć, że Janina miała wiele sekretów.
Pytania zaczynają się mnożyć, a tragedia zmienia się w skomplikowaną zagadkę. Maciej wkrótce przekonuje się, że być może tak naprawdę nie znał kobiety, z którą spędził ostatnich dwanaście lat życia.
„Wyrwa” to opowieść o mężczyznach, którzy kochali tę samą kobietę i którzy będą musieli zmierzyć się z tajemnicą jej śmierci. O poczuciu straty i głuchej rozpaczy zmieniającej się w gniew, który szuka ujścia. To także historia o splątanych uczuciach, o trudnej przyjaźni i o konsekwencjach życiowych błędów.

„Wyrwa” to nie jest klasyczny kryminał czy powieść sensacyjna. W moim odczuciu to thriller psychologiczny. Historia, która w wyważonych proporcjach miesza wątki obyczajowe – bliskie współczesnym 30-latkom, oraz motyw zbrodni, a właściwie tajemniczą śmierć żony głównego bohatera. Warto zaznaczyć, że autor większy nacisk kładzie na refleksje i wspomnienia niż na policyjne śledztwo, w klasycznym tego słowa znaczeniu. Głównym śledczym, osobą, która stara się odpowiedzieć na pytania związane z tragiczną śmiercią Janiny, jest jej mąż, a nie policjant czy detektyw. To Maciek dla własnego sumienia, dla spokoju dwóch małych córek postanawia dowiedzieć się, co tak naprawdę stało się na trasie z Mrągowa do Warszawy i co działo się wcześniej. Okazuje się, że wcale nie zna swojej żony. Prowadzone na własną rękę śledztwo Maćka to też próba uspokojenia serca i rozliczenie się z przeszłością. Analityk giełdowy szuka prawdy i sprawiedliwości nie tylko w kwestii wypadku samochodowego. Szuka prawdy i sprawiedliwości we własnym życiu małżeńskim, we własnym życiu rodzinnym, które tylko pozornie jak się okazuje było udane. Chęć zemsty, wyrównania rachunków, poznania tajemnic żony jest silniejsza niż troska o córki. Zraniona męska duma wydaje się wygrywać ze wszystkim. Zraniona męska duma niczym GPS prowadzi go na Mazury. Maciej spodziewa się, że to tam zakończy się jego śledztwo. Nie wie, że to tam tak naprawdę dopiero się rozpocznie.

Ostatnie strony, a właściwie minuty tego nagrania, kompletnie mnie zaskoczyły. Brałam pod uwagę różne finały tej historii, różne finały śledztwa wdowca. Tego, co się stało, nie wzięłam pod uwagę w żadnym z wariantów. Wojciech Chmielarz mnie zaskoczył. Udowodnił, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje, że niczego nie możemy być pewni, że nikogo nie możemy być pewni. Na kartach swojej powieści „Wyrwa” dokonał analizy psychologicznej dwóch mężczyzn. Pozornie różnych, pozornie niezwykle do siebie podobnych.

Tym, co pozwoliło przeniknąć mi do serca i umysłu Maćka, jest bez wątpienia pierwszoosobowa nawigacja narracja. Dzięki temu, kolokwialnie pisząc, siedziałam w głowie męża Janiny. Razem z nim, krok po kroku, podążałam śladem tragicznie zmarłej bohaterki. Poznawałam kolejne tajemnice. Chociaż… Teraz zastanawiam się, czy tak naprawdę go poznałam? Czy był wobec mnie szczery? I wreszcie – czy był szczery wobec siebie?

„Wyrwa” to podążanie za przyczyną tragedii. „Wyrwa” to próba analizy skomplikowanych relacji międzyludzkich, skomplikowanych relacji małżeńskich.

Akcja „Wyrwy” toczy się nieśpiesznie. Krok po kroku, dzień za dniem, podążamy z Maciejem i za Maciejem śladem Janiny. Mimo to absolutnie nie czułam znudzenia, wręcz przeciwnie. Im bliżej było końca nagrania, tym bardziej chciałam opóźnić moment poznania zakończenia. Chciałam się delektować i historią, i głosem, interpretacją lektora. Grzegorz Damięcki okazał się być fantastycznym Maciejem, fantastycznym narratorem. Gdy trzeba, modulował głos. Gdy trzeba, pozostawał neutralny. Ten audiobook kolejny raz pokazał mi, jak utalentowanym jest aktorem, jakim wirtuozem instrumentu zwanego… głosem.

Serwis Audioteka po raz kolejny zafundował mi prawdziwą ucztę. Na kilka dni totalnie zanurzyłam się w świecie wykreowanym przez Wojciecha Chmielarza. Jeśli tak jak ja dopiero rozpoczynacie znajomość z twórczością tego autora, gorąco polecam Wam „Wyrwę”. To powieść, która nie tylko przyprawi Was o dreszcz strachu, zmusi do wstrzymania oddechu. To historia, która każe spojrzeć w lustro. W końcu każdy z nas ma w swoim życiu pewną wyrwę, którą za wszelką cenę chce zasłonić pozorami i tajemnicami…

Serwisowi Audioteka dziękuję za możliwość wysłuchania nagrania. Zachęcam Was do wysłuchania darmowego fragmentu książki Was w stronie internetowej.

„Tadeusz od spraw zwykłych” – Małgorzata Klunder (#MamaDropsaCzyta)

Read More
tadeusz od spraw zwykłych

Małgorzata Klunder, Tadeusz od spraw zwykłych, Wydawnictwo Replika 2020.
Saga: „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej”
#MamaDropsaCzyta

26 maja 2020 r. , w Dniu Matki, będzie miała miejsce premiera wznowienia książki „Tadeusz od spraw zwykłych” – czwartego tomu sagi „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej pióra Małgorzaty Klunder. Książka jest zadedykowana Ojcu Janowi Górze, którego Pisarka ceni szczególnie za umiłowanie eucharystii, za docieranie do Boga przez wspólnotę i oczywiście za Lednicę.

„Tadeusz od spraw zwykłych” – układaj go jak puzzle

Autorka w wywiadzie udzielonym mi kilka tygodni temu zdradziła coś nie coś na temat tego tomu. Jest on pomyślany na kształt puzzli składających się z siedemnastu elementów – rozdziałów, które się zazębiają, a w ich centrum stoi promieniujący jak wschód słońca ks. Tadeusz Wieczorek. Każdy rozdział jest opisem małego, maleńkiego zwyczajnego cudu, jaki się dzieje w życiu bohaterów pierwszo- i drugoplanowych. Każdy z cudów można wytłumaczyć, osobom wierzącym w świętych obcowanie nie stanowi to żadnego problemu. Ksiądz Tadeusz nie żyje, wszyscy dotkliwie odczuwają jego śmierć. Wydaje sie, że nic już nie będzie takie, jak dawniej, a już na pewno nie tak promienne i radosne. Nieprawda, nic się nie zmieniło. Bohaterowie, którzy go pokochali całym sercem i nawet ci, którzy ledwo go znali, ale zachowali w swoich sercach jego uśmiech i światło, teraz połączą sie w działaniu, układając właśnie niezwykłe puzzle z Tadeuszem od spraw zwykłych w centrum. Nadal będą kroczyć przez życie z miłością, uśmiechem i wiarą.

Powieść obfituje w liczne opisy sytuacji, na które reagujemy śmiechem aż do łez, ale są też chwile poruszające i wzruszające. Nic się przecież nie skończyło, bo wierni nadal modlili się i celebrowali nabożeństwa tak, jak żył ich proboszcz, bo on ich tego nauczył. Pokochał Szkocję jak Polskę i pragnął w niej spocząć. Probostwo po nim objął ks. Janek Niziołek, którego wszyscy cenili za relacje z ks. Tadeuszem i z ludźmi. O jakich cudach jest mowa w powieści? Jeden z bohaterów Alexander codziennie wędrował w górę i podlewał ostrokrzew, co było doskonałym sposobem, lekiem na jego frustrację. Uratował też kota Gingera, który powodowany tęsknotą, postanowił wyruszyć na poszukiwanie ulubionego „Człowieka w Białej Obroży”. Cudem były też narodziny Tadzia, zdrowego synka Eli i Davida. Ks. Tadeusz interweniował, bo miała przyjść na świat „trzecia zmiana”. przeprowadził też przez mgłę bezpiecznie ks. Jędrzeja i przyczynił sie do naprawy jego relacji z proboszczem.

Ojciec Tadeusz…

Dla swoich wiernych Tadeusz był autorytetem, kimś takim jak ojciec. „Autorytet pozostaje autorytetem nawet jak umrze” – mawiał Tadeusz. Przyczynił się do uzdrowienia Micky. Niezwykle wzruszyła mnie scena modlitwy ks. Janka na górze podczas deszczu przez całą noc aż do wschodu słońca. David też  doświadczył i uznał, że „nie ma w tym krzty choroby psychicznej, to tylko świętych obcowanie”. Z kolei Ela widziała księdza Tadeusza cztery razy – zawsze o świcie spacerował po lasku pod kapliczką. Nawet Ginger miał ulubione miejsce właśnie pod kapliczką do wylegiwania się. Ponownie dopadło mnie wzruszenie, gdy byłam świadkiem rozmowy zazdrosnego ojca Roberta z synem Jankiem. To była bardzo ważna rozmowa a właściwie wyznanie ojca i syna. Zainspirował ją rzecz jasna Tadeusz. Oj, wiele mam w sobie z Roberta i pewnych spraw nie potrafię przepracować…

Wspominałam juz, że tom poświęcony jest pamięci Ojca Jana Góry, któremu Małgorzata Klunder przekazała wydruk pierwszej wersji tejże powieści. We wznowieniu ten rozdział uległ zmianie, bo Ojca Jana już nie ma. Ale nadal żyje w sercu autorki, stale o nim myśli, rozmawia, kłóci się – jak Janek z Tadeuszem.

Bo zawsze miło wrócić na ulicę Pamiątkową!

Jestem szczęśliwa, że znowu mogłam sie znaleźć w świecie Niziołków, którzy kroczą przez życie z miłością, ufnością i wiarą, z uśmiechniętą wiarą. Przyświecają im ponadczasowe wartości: miłość, przyjaźń, wierność, lojalność, uczciwość, pasja, niesienie pomocy potrzebującym, pozytywne nastawienie do świata, wzajemna serdeczność, poczucie humoru. Ksiądz Tadeusz Wieczorek jest postacią fikcyjną, jest  uosobieniem marzeń o księdzu. Można dziś spotkać takich normalnych, zwyczajnych księży, których cechuje umiłowanie eucharystii i pojmowanie Kościoła jako wspólnoty, z którą można dotrzeć do Boga. A kroczenie przez życie z wiarą uśmiechniętą daje nam pokój w sercu, radość dziecka. Na początku zastanawiałam się, dlaczego pierwsze przeczytane rozdziały nie pasują do siebie. Ale to mi się tylko tak wydawało. W miarę czytania zrozumiałam, że jest to celowy zabieg Pisarki. A wtedy wszystko stało się jasne. Należało tych wszystkich bohaterów uwzględnić, ponieważ w ich życiu Tadeusz od spraw zwykłych odegrał niezwykłą rolę. Niebo może być dla nas żyjących też szeroko otwarte a świętych obcowanie napełnia nas radością. Pełna ciepła, optymizmu i humoru saga rodzinna o ponadczasowych wartościach To doskonała lektura na ten trudny, szczególny czas, w którym dopadają nas smutki, troska o bliskich, strach. Aż nie chce się wyjść z tego optymistycznego świata.

Wydawnictwu Replika dziękuję z całego serca za egzemplarz do recenzji.        

„Szepty drewnianych papug” – Anna Szczęsna (#MamaDropsaCzyta)

Read More
szepty drewnianych papug

Anna Szczęsna, Szepty drewnianych papug, Wydawnictwo Kobiece 2020.
#MamaDropsaCzyta

29 kwietnia 2020 r. miała miejsce premiera przepięknie wydanej dziewiątej powieści Anny Szczęsnej „Szepty drewnianych papug”, która przyciąga uwagę Czytelnika piękną, iście wiosenną okładką, opisem wydawniczym i metaforycznym tytułem. O czym szeptały Autorce drewniane, kolorowe papugi?

„Jest to książka o poszukiwaniu własnej drogi, o szukaniu szczęścia, o szukaniu miłości również, a także o tajemnicach rodzinnych, które często rzutują na nasze życie” – poleca Anna Szczęsna opowieść o Michalinie, jej mamie Mirce i babci Rysi na ten szczególny dla nas czas.

Trzy pokolenia kobiet, które żyją w sieci niedopowiedzeń i tajemnic. Czy będą potrafiły stawić czoła prawdzie, a także wybaczyć krzywdy? Moim zdaniem Pisarka stworzyła świetny portret psychologiczny głównej bohaterki Michaliny Brzozowskiej, prezentując jej trzy różne oblicza – stąd podział na trzy części zatytułowane: Michalina, Miśka i Misia.

Michalina, czyli dzieciństwo i historia toksycznego małżeństwa z Robertem

W dzieciństwie Michalina „rosła dziko, jak chciała”. Miała pod dostatkiem miłości bezwarunkowej i wolności, ale żadnych zasad i wymagań ze strony ekscentrycznych rodziców – sprzedawczyni rajstop w dzień a wieczorem wróżki, hippiski Mirki i poety Jurka. To jej rodzice byli jak dzieci a ona pełniła ich funkcje w domu. Zazdrościła relacji z rodzicami Robertowi, młodzieńczej, licealnej miłości i niedościgłemu ideałowi. Pragnęła być taką jak on i chciała tak żyć jak oni. Świadoma swoich braków dziwiła się, że Robert chce z nią być. Czym mogła mu zaimponować? Może tym, że dawała się formować jak plastelina, manipulować sobą. Obawiała sie jedynie, że postawa rodziców może pokrzyżować jej plany na przyszłość. Chciała ładu, porządku i przewidywalności. Do tego dążyła. Poczucia bezpieczeństwa i jasno określonych zasad. Swoje schronienie znalazła pod skrzydłami Roberta, nie wiedziała tylko, że nie na tym polega miłość. A po ślubie pochłonęła ich praca, zarabiali na mieszkanie. Doszło do rozdźwięku,        żyli jako zespół, ale o wszystkim decydował mąż, stopniowo osaczając żonę. Jego kariera jako informatyka była najważniejsza a ona jako pracownik biurowy nie mogła sie rozwijać. Doskwierała jej samotność, pustka, czuła , że usycha. Miała wrażenie, że jest jak mebel, wielofunkcyjne urządzenie kuchenne. Dom zamienił się w klatkę, „pełną obwarowań i uzależnienia od humoru Roberta”. Mąż okazał sie awanturnikiem, furiatem, którego się bała. Nie jest ofiarą. nie chce sie tak czuć i nie podobało się jej, jak traktował ją Robert. (…) Jej mąż okazał sie zupełnie kimś innym, niż sądziła. Sytuacja w domu odbijała sie na jakości  pracy. Jak dobrze, że mogła liczyć na wsparcie i pomoc przyjaciółki Marioli. Gdy mąż zaczął urządzać jej awantury, szantażować emocjonalnie, poniżać „jesteś nikim”, tyranizować i obsesyjnie wręcz kontrolować, zdesperowana i zdezorientowana podjęła decyzję o ucieczce od sadysty. Sięgnęła dna: była bez pracy, bez dachu nad głową i bez perspektyw.Tym samym dała sobie szansę.

Miśka. Czekała ją długa droga. Celem było odnalezienie siebie i poznanie, co lubi, kim jest, czego pragnie. Największa niewiadoma – ona sama. Bardzo chciała wierzyć, że jest cos warta, że ma na coś wpływ, że nie jest tylko odbiciem tych, z którymi przebywa.

Przed Miśką bardzo trudne zadanie – powrót do siebie. Przyszłość należała do niej, miała plan na siebie. Zatrzymała sie u babci Ryszardy, kobiety niezależnej, z którą nie miała kontaktu. Wystarczył jeden telefon. Nie chciała wracać do rodziców. Zmieniła wszystko, miała osobne mieszkanie u babci, nową pracę, zmieniła styl bycia, nawet wygląd. Z czasem pozbierała się i odzyskała siebie, polubiła siebie. Cieszyła się chwilą, zachłysnęła wolnością, jakkolwiek koszmary powracały nocą. Nadal utrzymywała kontakt z Mariolą. Zaprzyjaźniła się z częstym bywalcem biblioteki, trochę dziwnym człowiekiem – Wojtkiem Lipką. Dzięki babci naprawiła relacje z rodzicami, mogła się nimi nacieszyć. W szczerej rozmowie poznała historię babci. postanowiła doprowadzić też do naprawienia relacji mamy z babcią. Dostała od Rysi na urodziny piękne kolczyki: drewniane kolorowe papugi, które przykuwały uwagę swoją oryginalnością. Dzięki nim poznała bardzo sympatycznego czytelnika i dobroczyńcę Sławomira. Problemem nadal pozostał Robert , zdecydowała bowiem, że musi się zająć rozwodem. Jeszcze nie była gotowa, wolała więc pomagać innym, żeby zagłuszyć gonitwę złych myśli. I to jej wychodziło. Wpadł jej do głowy szalony pomysł nakręcenia filmu promującego kulturę. W szczególności chodziło o pozyskanie sponsorów, których datki polepszyłyby sytuację biblioteki, w której pokochała pracę z dziećmi. Ten film wywołał lawinę zdarzeń, które z kolei zmieniły życie bohaterki.

Misia, już nie Miśka

Nie była Miśką, która za nic miała ambicje, plany i cele, która żyła z dnia na dzień, udając, ze wszystko jest w jak najlepszym porządku, chociaż w środku była poraniona i ścierało sie w niej wiele niepasujących do siebie elementów.

Była już sobą a w jej sercu zagościł spokój. Kroczyła po prostej drodze. Zaczęła znowu od zmiany w wyglądzie na jeszcze bardziej kobiecy, elegancki ale z pazurem. Tylko drewniane papugi pasowały do każdego jej wizerunku. Postanowiła uregulować swoją sytuację z Robertem. Razem ze Sławkiem mieli świetny pomysł na pracę w jego nowej firmie. Przeżyli rodzinne Boże Narodzenie, co stało się doskonałą okazją do wyjaśnienia pewnych niedopowiedzeń, tajemnic, żalów skrywanych na dnie serca córki Mirki i matki Rysi oraz córki Misi i mamy Mirki, które narosły przez lata. Ale czy to było takie proste? Czy bohaterki wyciągnęły z tej pamiętnej Wigilii lekcję życia? Czy na kryzysie rodzinnym da się coś dobrego i trwałego zbudować w relacjach? Czego tak bardzo pragnęła teraz Misia? W tej części podczas lektury też nie zabraknie nam wielu emocji, wzruszeń, uniesień, ale też i koszmarnych chwil, pełnych strachu, lęku, bólu. Tych złych dostarczy  Robert i pewna okropna historia z przeszłości. Doświadczenia wyniesione przez bohaterki z pewnością otworzą nowy etap w życiu każdej z nich. Bo nigdy nie jest za późno na zmiany.

To niezwykle interesująca i poruszająca opowieść o trzech pokoleniach kobiet, z których każda idzie przez życie trudną drogą. Ale wyniesione doświadczenia są przyczynkiem do zmian. Nic nie dzieje się przypadkiem. Spotkanie Misi z babcią, poznanie jej historii życia, znalezienie u niej prawdziwego domu, przekonanie, że obie są tak do siebie podobne, utwierdziły ją w przekonaniu, żeby nigdy nie popełniła jej błędów. Misia pragnęła być z kimś, budować silną relację opartą na miłości, przyjaźni, zaufaniu i akceptacji. Jakże ważna jest szczera rozmowa w budowaniu relacji interpersonalnych i ich pielęgnowanie oraz  dążenie do naprawienia relacji. Ważne jest też stawić czoła prawdzie i wybaczyć, aby odzyskać radość, spokój w sercu i harmonię w życiu, żeby się wszystko ułożyło i było już tylko lepiej. Anna Szczęsna uświadamia czytelnikom, jakie wartości w życiu są istotne: miłość, przyjaźń, rodzina, wdzięczność, zainteresowania i pasje, drobne przyjemności. Z drobiazgów przecież składa sie nasze życie. Bardzo wnikliwie pisarka scharakteryzowała bohaterkę, narysowała słowami jej jakże ciekawy portret psychologiczny. Każdy bohater jest świetnie wykreowany, autentyczny z krwi i kości. Obok Michaliny bardzo przypadła mi do serca Mariola- niesamowita przyjaciółka, która pomogła wiele bohaterce oraz babcia Rysia i jej partner Bogdan. Powieść napisana jest lekkim stylem, pięknym językiem, mimo że porusza tak trudne tematy i wciąż aktualne. Ile dzisiaj jest kobiet ofiar, które nie mogą się wyrwać z toksycznej relacji z mężem psychopatą, sadystą. Narażają siebie i dzieci na krzywdę nie do naprawienia. Bariera wstydu, żeby się przełamać i opowiedzieć komuś o swoim piekle jest nie do pokonania. Jakże trudno jest wyznać komukolwiek: „Mój ojciec był alkoholikiem, z dzieciństwa pamiętam tylko awantury, kłótnie, płacz mamy i uciekanie z domu…”. Gdzieś przeczytałam wypowiedź psycholożki, że każdy nasz dzień jest konsekwencją naszego dzieciństwa, bo każdy nasz dzień wynika z poprzedniego dnia, a ten z kolei z poprzedniego. Nie możemy sie odciąć od dzieciństwa. Całe życie Anny Szczęsnej jest związane z książkami. Miśka pracuje w bibliotece, gdzie oprócz wypożyczania książek zajmuje się organizacją zajęć plastycznych dla dzieci. Z powodu niskich nakładów finansowych na biblioteki czy tez domy kultury pracownik musi się wykazać kreatywnością, oryginalnymi pomysłami, świetnym zorganizowaniem – aby zrobić coś z niczego. Miśka pracowała jak „zaklinaczka dzieci”, potrafiła je zachęcić, zainteresować i skłonić do współpracy. Pisarka pokazała prawdziwą pracę bibliotekarek – niezwykłych osób, utalentowanych, z wielkim potencjałem. Bardzo dziękuję za kolejną, niezwykle interesującą i poruszającą powieść. Gorąco zachęcam Czytelniczki do przeczytania.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Kobiecemu na egzemplarz do recenzji!

„Testament Ariany” – Francoise Bourdin (#MamaDropsaCzyta)

Read More
testament ariany

Francoise Bourdin, Testament Ariany, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam do lektury recenzji znakomitej powieści francuskiej pisarki Francoise Bourdin „Testament Ariany”. Jest to pełna emocji opowieść o skomplikowanych rodzinnych relacjach, życiowych zmianach i sile, jaką dają marzenia. To kolejna powieść idealna na ten trudny czas. Autorka zabiera nas w podróż do pięknie położonej starej posiadłości – wśród sosnowego lasu, blisko plaża, słychać szum oceanu, śpiew ptaków. Można spacerować do woli i rozkoszować sie piękną przyrodą. Rezydencja zachwyca czytelnika swoją bardzo ciekawą historią. Jej właścicielem był ojciec tytułowej bohaterki Ariany, który najpierw się wzbogacił, a następnie na skutek złego zarządzania majątkiem sprzedał ziemię a potem dom. Ariana miała wówczas osiemnaście lat. Poczuła się wykluczona i nieszczęśliwa z powodu bankructwa ojca. Przyrzekła sobie i ojcu, że po latach wróci i odkupi posiadłość i odzyska swój utracony raj. Nikt nie wierzył, że doprowadzi do realizacji wyzwania. Jak to osiągnęła? Przede wszystkim wzbogaciła się dzięki trzem małżeństwom, żyjąc przy tym bardzo oszczędnie i miała niewątpliwie talent do robienia interesów. a trwało to ponad pól wieku. (…)moja młodośc odeszła, lecz ja znowu jestem u siebie. u siebie. moja ziemia, moje ściany, moja tożsamość, kawałeczek horyzontu, który należy do mnie. W domu z czasów dzieciństwa zamieszkała samotnie, rodzina uznawała ją za starą wariatkę. Po co jej ta stara buda, koszary? Nie byli zainteresowani, jedynie bratanica Anna uznała ten dom za nadzwyczajny i często odwiedzała ciotkę Arianę. Bohaterkę poznajemy w chwili spisywania testamentu, bo jest poważnie chora i postanowiła wszystko uporządkować. Postanowiła wszystko zapisać Annie i nie dlatego, że lubiła Goliata, psa ciotki, ale za silną wolę, fantazję i niesamowitą osobowość. A tego nie posiadali ani jej brat, bratowa i ich pozostałe dzieci. Zdawała sobie sprawę z tego, że wywoła to niezadowolenie wśród reszty rodziny, bo tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze, nie ma miejsca ani na miłość, ani na szacunek. Anna była ekonomistką, żoną Paula, weterynarza, matką kilkunastoletniego syna Leo, który uczył się w renomowanej szkole i mieszkał w internacie. Żyli szczęśliwie w swoim domu i dobrze się im wiodło. Małżonkowie bardzo się kochali. Ale czy na pewno? Anna uświadomiła sobie, że wszytko było podporządkowane pracy Paula i jego wybory zawsze były na pierwszym miejscu. Jak zareagowała Anna na spadek? Z nowym zainteresowaniem, fascynacją, zachwytem, że ściśniętym sercem weszła do domu, by go obejrzeć cały. Zaskoczył ją jeden pokój, jakby czekał na przyjęcie oczekiwanego gościa – czysty i wesoły, regularnie sprzątany. on czekał na Annę! Brakowało jej tylko Goliata, ale na pewno tu z nim wróci – gdyby miała wrócić…Gdy oznajmiła wszystkim, że została jedyną spadkobierczynią Ariany – otrzymała cały majątek, dom, pieniądze na podatek od spadku – krewni byli oburzeni, bowiem liczyli na ten majątek. Mąż chciał jak najszybciej pozbyć sie kłopotliwego dziedzictwa, gdyż dom wymagał remontu, czyli dużego nakładu pieniędzy, a koszty jego utrzymania były bardzo wysokie. Paul obawiał się najbardziej, że żona zyska pewną niezależność, sprzeciwiając się jego decyzji o sprzedaży posiadłości. A przed nią otwierały się nowe horyzonty, mogła znowu marzyć. Jej dotychczasowe dobre życie było przecież pozbawione pasji, bez porywów, bez szczypty szaleństwa. On zaś uparcie stał przy swoim zdaniu, rzucając definitywnie: „Beze mnie”. Nawet nie próbował jej zrozumieć. Leo z kolei był zachwycony, bo w lesie słychać szum oceanu. Teraz mógł robić, co chce, eksplorować sosnowy las, przetrząsać zakamarki domu i bawić sie z Goliatem, bo uwielbiał psy. Przed Anną bardzo trudna decyzja – przyjąć spadek, którego wszyscy jej zazdroszczą, czy sprzedać posiadłość i ratować swoje małżeństwo. Pośmiertny prezent Ariany paradoksalnie wystawił ich związek na próbę, ale tak naprawdę dom był tylko pretekstem, problem musiał dojrzewać w ukryciu, nim jeszcze Anna go sobie uświadomiła. Sądziła, że dobrze rozumieją sie z Paulem i dzielą ze sobą wszystko, a jednak okazało się, że nie potrafią poradzić sobie z nieoczekiwaną zmianą. Nie stali już ramię w ramię, stali twarzą w twarz. Aż tu nagle pojawił sie niespodziewanie brat Jerome. Jakie perspektywy przed nią roztoczył? Jaki pomysł podsunął siostrze? Czy Anna zaufa bratu? Jaką ostatecznie podejmie decyzję?

Testament Ariany pomógł Annie przyjrzeć się swojej rodzinie, poznać bliżej skomplikowane relacje rodzinne. Była tak mało do nich podobna. A uświadomiły to Annie dzienniki ciotki, które przez przypadek znalazła. To historia życia Ariany, jej małżeństw, podróży, marzeń, pragnień, ich realizacji, relacje z drogi do upragnionego domu dzieciństwa, ktora nie byla łatwa. Wywołały całą feerię emocji i uczuć oraz marzeń i pragnień. Otworzyły przed nią drzwi do wolności. Jedynie w domu ciotki czuła się spokojnie. Czy Ariana spodziewała się tego? Polana była skąpana w słońcu, a ściśnięte wokół niej sosny tworzyły cienisty krąg poprzecinany światłem. Wspaniały krajobraz, z którym czuła sie już związana. Gdziekolwiek się znajdowała, nie było widać ogradzającej posiadłość siatki, jej mały las tonął w leśnym bezkresie. Zobaczyła wypadającego na drogę Goliata, z pewnością wracającego z jednego ze swoich spacerów. Obecność i milczące uczucie psa działało na nią uspokajająco; bez wątpienia Goliat przyczyniał się do jej dobrego samopoczucia w domu, tak jak robił do dla Ariany. Ten dom nie był dla niej przypadkowym miejscem. To był dar od losu.

„To pięknie napisana książka o odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi” – napisała na okładce swoją rekomendację Joanna Szarańska,  jedna z moich ulubionych Pisarek. Zgadzam sie z tą opinią. Czytało się świetnie. To niezwykła opowieść o życiu, marzeniach, pragnieniach, obsesji, determinacji i sile, która jest tak bardzo potrzebna do realizacji marzeń, osiągnięcia celu. Ekscentrycznej i zwariowanej Arianie to się udało, mimo że zajęło jej prawie całe życie. Zmagania Anny z mężem i rodziną otwierają jej oczy na ich prawdziwe i jakże skomplikowane relacje. Co ma zrobić ze swoimi marzeniami i pragnieniami? „Dobra, poddaję się – westchnęła”. Co znaczą te słowa? Tego dowiecie sie, sięgając po niezwykłą książkę. Ja ją wręcz pochłonęłam, zapominając o trudnej sytuacji wokół mnie. Tak łatwo mogłam przenieść sie do Francji, podróżować z Arianą i być obok Anny, przeżywać razem z nią tyle różnych emocji i uczuć oraz odkrywać rodzinne sekrety i tajemnice. Pisarka stworzyła ciekawą galerię autentycznych postaci, które budzą w nas różnorodne emocje. Cieszę się, że ciąg dalszy tej pięknej opowieści nastąpi.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Dragon za egzemplarz recenzencki.

„Pensjonat na wrzosowisku” – Anna Łajkowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
pensjonat na wrzosowisku

Anna Łajkowska, Pensjonat na wrzosowisku, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam Was do lektury recenzji powieści „Pensjonat na wrzosowisku” Anny Łajkowskiej – gdańszczanki, autorki kilku powieści obyczajowych, polonistki, żony, matki. W marcu ukazało się wznowienie powieści, która swoją premierę miała w 2012 r. To moje drugie spotkanie z twórczością Autorki, urzekły mnie przeczytane w okresie Bożego Narodzenia „Szepty gwiazd”, dlatego też chętnie sięgnęłam po tę powieść. W jednym z wywiadów przeczytałam, że pomysł napisania tej powieści i jej kontynuacji, zainspirowanej „krainą sióstr Bronte”, zrodził się podczas pobytu Pisarki z rodziną w Wielkiej Brytanii. Został zaczerpnięty „z energii, która emanowała w tych miejscach: ze wzgórz, wiatru, słońca i z całej atmosfery wrzosowisk”. Stąd tak szczegółowe, pięknie namalowane słowami, zachwycające opisy miejsc, w których rozgrywa się akcja książki.

Wyszliśmy na zewnątrz, na pola, na „wichrowe wzgórza”, które rozciągały sie tuż za ostatnimi zabudowaniami. I już wiedziałam, dlaczego ich życie było wyjątkowe. bo mieszkali tutaj. Budzisz się rano, bierzesz psa, idziesz z nim na spacer, wychodzisz poza ostatnie zabudowania i raptem, jak na filmie, kamera oddala sie od ciebie i pokazuje, jaki niezwykły krajobraz otacza cię ze wszystkich stron. Dookoła góry i doliny. jedno wzgórze przechodzi w drugie i ciągną się tak daleko, jak tylko możesz sięgnąć wzrokiem. Wszędzie zielona trawa, a na samych tylko szczytach wrzosy. Wyobrażałam sobie, jak fioletowe muszą być latem. a sto lat temu bieliły się tu jeszcze stada owiec.

Bohaterką powieści jest Basia, która z kochającym mężem Markiem i trójką dzieci zamieszkała w Anglii. Miała swoją firmę organizującą śluby i wesela. To był jej konik i zawód. Po urodzeniu synka zajęła się jego wychowaniem. Pozostały jej do oglądania jedynie katalogi i czasopisma ślubne, żeby być na bieżąco. Bardzo jej brakowało pracy, nie czuła się ani szczęśliwa, ani spełniona. Miała dość fochów, kłótni dorastających córek. Mąż całe dnie był zaabsorbowany pracą. Do życia Basi wkradła się pustka, nudna codzienność, niezadowolenie, żal. Aż tu nagle pod wpływem impulsu postanowiła wyjechać z trzyletnim Marcinem na wakacje w przeciwnym kierunku niż reszta rodziny. Zawsze marzyła o Szkocji, o „Krainie Bronte”. Zdziwiłam się, że mąż to zaakceptował i nawet zaoferował swoją pomoc w sprawach organizacyjnych. Sam natomiast z dorastającymi córkami wyjechał na południe Francji. Basia po podróży pełnej emocji dojechała do malowniczego pensjonatu pośród wrzosowisk, który prowadziła Charoll. Pobyt miał być doskonałą okazją do odpoczynku, do przemyśleń, do refleksji nad sobą, do wytyczenia jakiegoś planu na życie. Może pojawią się jakieś marzenia, których spełnienie nada życiu sens? Basia zabrała ze sobą karton z tajemniczą zawartością, który trzymała od męża zmarłej na raka kuzynki. Jola powierzyła jej największy sekret swojego życia i pewną misję do spełnienia. Jakież tajemnice skrywał stary notes Joli? Czy Basia wypełni wolę zmarłej? Jakie niespodzianki przygotuje dla bohaterki los? Na samym początku pobytu Basia uległa wypadkowi, ratując synka przed zębiskami groźnego psa. Znalazła sie w szpitalu a Marcinem zaopiekowała się Charoll. Pomoc okazał też sąsiad James i Stara Janet. Basia poznała jej historię. Kobiety bardzo dużo ze sobą rozmawiały, stały się sobie bliskie, udzielając wzajemnie wsparcia i rad. Obserwując życie Charoll, sąsiadów i poznając  żyjącą na odludziu niezwykłą Hannę, Basia wyciągnęła z tego wnioski dla siebie. W szpitalu miała dużo czasu na refleksje o swoim życiu rodzinnym. Przyjazd męża z córkami sprawił jej radość. Szybko odnaleźli sie w wirze codziennych wydarzeń. Szczególnie mąż był zdziwiony , że Basia tak szybko przylgnęła do Charoll jak do starszej siostry. Włączył się z córkami do pomocy w pensjonacie. Razem też pojechali do „Krainy Bronte”, gdzie Basia ze łzami w oczach oglądała eksponaty i chłonęła wszystko jak zaczarowana. Za zabudowaniami rozciągały się pola, wichrowe wzgórza, dookoła góry a na szczytach wrzosy i doliny, z zieloną trawą. Była tak zauroczona miasteczkiem, że zrodziło się w niej marzenie , by w nim zamieszkać i kupić dom z restauracją lub kawiarnią. To byłaby dobra inwestycja. Dlaczego to pragnienie przestraszyło Basię? Z jaką reakcją męża się spotkała? A może sytuację uratuje Studnia Życzeń w grocie Mateczki Shipton? „Kto włoży rękę do wody i wypowie w myślach życzenie, temu sie ono spełni w ciągu roku” – tablica informacyjna bardzo poważnie mówiła o spełniających się w ciągu roku życzeniach. Czego sobie życzyła Basia? Dodam tylko, że zakończenie powieści bardzo mnie zaskoczyło. Czekam więc niecierpliwie na jej kolejną część.  

Historia Basi skłoniła mnie do refleksji na temat rodziny, wzajemnych relacji i wyznawanych wartości, zasad. Nie lada sztuką jest czasem uporać się ze wszystkimi obowiązkami związanymi z pracą, domem, rozwojem własnym, marzeniami, pragnieniami. Gdy dzieci są małe, większość obowiązków spada jednak na mamę. Brakuje czasu na realizację marzeń, na pielęgnowanie miłości małżeńskiej, wieczorne rozmowy, na chwilę dla siebie. Uświadomiłam sobie, że przez ten czas patrzyłam na mojego męża przez pryzmat dzieci. Gdy miałam chwilę dla siebie, to zasypiałam nad poprawianiem wypracowań klasowych, nad lekturą czy ulubioną książką. Myślę, że większości matek towarzyszy troska, nadmierna uwaga skupiona na dzieciach, często inni obserwatorzy zarzucają nam nadopiekuńczość. A ja tylko chciałam być kochająca matką, mieć dookoła ład i porządek, czasem aż do przesady. To ciągłe zamartwianie sie o innych przyprawiało o zmęczenie, przewrażliwienie, skłonność do kłótni, strzelanie focha. U nas doszła jeszcze walka z niepełnosprawnością dziecka. Dlaczego o tym piszę? W pewnym sensie rozumiem Basię – jej żale, pretensje, egoistyczne pobudki, „kwestię niedostosowania się do sytuacji”. Ale ona chyba tak do końca to nie wiedziała, czego najbardziej chce. Problemy, o których jest mowa w powieści, poznajemy z perspektywy żony i męża. Marek mnie denerwował, że nie wczuwał sie w sytuację żony, nie rozumiał jej, że ona ma prawo do marzeń, pragnień. Skupiony był bardziej na sobie. Zresztą ona i tak mu ustępowała. Lepiej sobie radził z nastolatkami, był bardziej konsekwentny, stawiał granice w przeciwieństwie do Basi. Pisarka uświadomiła nam, że najważniejsza jest rodzina, więzi rodzinne, miłość, przyjaźń, uczciwość, wierność. Warto marzyć, gdyż marzenia nas uskrzydlają, dodają blasku naszym dniom. Urzekły mnie w powieści cudne opisy krajobrazu. Razem z bohaterami zwiedzałam i chłonęłam Szkocję. Zachwycił mnie pensjonat – niezwykle klimatyczne miejsce i wspaniała Charoll – prawdziwa przyjaciółka. Powieść szybko się czyta, jest napisana lekkim piórem. Akcję ożywia wątek Joli, jej pamiętnik i tajemnicza przesyłka.

Polecam książkę na ten trudny czas, bo dzięki niej możemy odbyć cudowną podróż do Szkocji.

Wydawnictwu Dragon bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji.     

„Awaria uczuć” – Joanna Kruszewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
awaria uczuć

Joanna Kruszewska, Awaria uczuć, Wydawnictwo Replika
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam serdecznie do lektury przedpremierowej recenzji wznowionej powieści Joanny Kruszewskiej „Awaria uczuć” (po raz pierwszy została wydana w 2010 r.). To idealna książka na ten szczególny czas, kiedy szukamy odskoczni od rzeczywistości i marzymy o wakacjach. Autorka zaprasza nas do Warszawy i na Podlasie, gdzie w pensjonacie możemy spróbować produktów regionalnych.

Jeśli pragniesz: lektury ciepłej i optymistycznej, ale bez cukierkowej słodyczy; historii, która mogłaby przydarzyć sie każdej z nas, opowieści o szukaniu własnego szczęścia, które często mamy przed oczyma, ale nie zawsze je dostrzegamy – to jest to książka dla Ciebie.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i z pewnością nieostatnie. Aby bliżej ją poznać, przeczytałam świetny wywiad z 2014 r. Pisarka zapytana, czym jest dla niej szczęście, podjęła się próby zdefiniowania, jakkolwiek nie podlega ono ścisłej definicji. Może być chwilą, spojrzeniem i pierwszym uśmiechem jej córki, chwilą refleksji, docenieniem tego, co się posiada i przed czym los łaskawie ochronił. Joanna Kruszewska podała oryginalny wzór, przepis na uszycie szczęścia: „[…] potrzebne są grube nici cierpliwości, bela kompromisu, no i skrawki codzienności, w których powinno sie znaleźć zrozumienie, dystans do siebie i otoczenia, a przede wszystkim radość z życia”. Mimo że szczęście jest ulotne, „[…] bo nici bardzo często się przerywają w zupełnie nieoczekiwanych momentach, a chwilami po prostu brakuje materiału, nie poprzestaje w wysiłkach krawieckich, bo…warto”. Czy bohaterowie powieści znajdą własne szczęście według wzoru Autorki?

Bohaterką powieści jest Matylda Bięcka, ekonomistka, osoba przewidywalna, twardo stąpająca po ziemi, optymistka, żyjąca według planu, zawsze ma w zanadrzu plan awaryjny, aby nic „nie  sprowadziło jej z jasno wytyczonego kierunku jazdy. Zakręty, omijanie, owszem, ale żadne znaki stopu czy zakazu na życiowej drodze nie wchodziły w gr”ę. Dzięki wytrwałości, uporowi osła, mrówczej pracowitości i niezliczonej liczbie kursów udało się jej wdrapać coraz wyżej po szczeblach kariery w dużej firmie. Praca była bowiem w jej życiu najważniejsza. W życiu osobistym była od trzech lat w nieformalnym związku z Pawłem, którego cechował taki sam stosunek do pracy, zasady, dogadywali się też w kwestii przyszłości, czyli zalegalizowania ich związku, co  zależało od zgromadzenia odpowiednich funduszy. Wciąż odkładali też decyzję o zamieszkaniu razem. Matylda miała oparcie wśród koleżanek, ale starała się utrzymywać z nimi na gruncie zawodowym raczej chłodne relacje i sprytnie sie odgradzała niewidzialnym murem. Bohaterów poznajemy w chwili, gdy Paweł musi wyjechać na rok do Berlina, w pracy Matyldy zwolniło się akurat stanowisko dyrektora administracyjnego – szansa awansu dla niej, „jednej z najbardziej twórczych jednostek w firmie”, na Podlasiu trwają przygotowania do  jubileuszu pięćdziesięciolecia szkoły, wielkiego zjazdu koleżanek i kolegów z klasy licealnej – okazja do spotkania po piętnastu latach. A wśród nich był przystojny Patryk Kuźmowski, dawna miłość. To również okazja do odwiedzenia zapracowanych rodziców (prowadzili pensjonat) i młodszej siostry, która właśnie została studentką ekonomii w Warszawie. Czy życie Matyldy nie toczyło sie zbyt idealnie? Niestety, pewnego dnia wszytko stanęło na głowie: zamiast awansu dostała wypowiedzenie, Pawła nie było, wprowadziła się do niej siostra Karolina, a rzekome koleżanki i przyjaciółka Weronika stały się jej wrogami i na dodatek dolegliwości żołądkowe nie były grypą. I jeszcze doszło do awarii uczuć! A na to bezradna bohaterka nie była absolutnie przygotowana. Nie miała żadnego planu awaryjnego. Jak Matylda poradzi sobie z przeciwnościami losu, które nagle, niespodziewanie stanęły na jej drodze do szczęścia? Co tak naprawdę doprowadziło bohaterkę do tak poważnej w skutkach awarii?

Awaria uczuć – refleksje o tym, co najważniejsze

Opowieść o życiu Matyldy to doskonała okazja dla Pisarki do uświadomienia czytelnikom, co w życiu jest najważniejsze: człowiek, relacje międzyludzkie, o które trzeba dbać, podtrzymywać, pielęgnować, emocje, uczucia, wartości jak przyjaźń, miłość. W świecie przedstawionym, do którego łatwo przeniknęłam, pojawiła się cała galeria prawdziwych postaci, takich z krwi i kości, które mają zarówno zalety, jak i wady. Budzą w nas różnorodne emocje. To one otworzą zbyt krótkowzrocznej w sensie dosłownym i przenośnym, a czasem ślepej Matyldzie oczy na drugiego człowieka i sferę emocjonalną życia, na postrzeganie sercem.  W każdej sytuacji mogła liczyć na pomoc, zrozumienie, wsparcie ze strony rodziców, a zwłaszcza fajne relacje łączyły ją z mamą, która  nieraz w rozmowie udzielała jej rad, wytykała błędy, uświadamiała, co w życiu jest naprawdę ważne. Jakkolwiek nie zawsze docierało to do córki karierowiczki. mimo wszystko podziwiali córkę, ze do wszystkiego doszła sama, ciężką pracą i wyrzeczeniami. Na uwagę zasługują też relacje z Magdą, koleżanką szkolną. Z czasem narodziła sie między nimi przyjaźń, Magda potrafiła przemówić jej do rozsądku a nawet rąbnąć słowami, by sprowadzić Matyldę na ziemię. Jak już wspomniałam koleżanki z pracy i rzekoma przyjaciółka Weronika w chwili ”nieszczęścia” okazały się dwulicowe, fałszywe, zakompleksione, zawistne i zazdrosne. Matylda długo tego nie widziała. Zawzięta, złośliwa Weronika wkurzała mnie potwornie, należała się jej lekcja od życia. Ale czy Matylda była do tego zdolna? Czy ktoś ją w tym wyręczył? Z całej plejady postaci najbardziej polubiłam mamę bohaterki panią Zofię, która miała w sobie ogromne pokłady ciepła, serdeczności, miłości. Polubiłam też Magdę i panią Basię, wspaniałą i pełną energii kobietę, której bohaterka wiele zawdzięcza. Ale najwięcej Matylda zawdzięczała pewnej istocie, „dla której jest gotowa zrobić wszystko, nie wyłączając zmiany wyznawanych do tej pory niezłomnych zasad”. Nie, nie wymienię jej imienia. Na koniec wspomnę jeszcze kilka słów o wątku miłosnym z udziałem dwóch bohaterów – Pawła i Patryka, dawnej miłości, bardzo przystojnego mężczyzny. Jak dobrze, że obaj w pewnym momencie pojawili się w domu Matyldy, bo pomogli jej spojrzeć sercem, zastanowić się i dokonać wyboru także sercem. Nareszcie! Moim zdaniem to był trafny wybór. Ileż zabawnych sytuacji wynikło z tego, że w tym samym czasie pojawili się w życiu bohaterki. Wzruszyła mnie do łez terapia mailowa Matyldy i jednego z nich. Najważniejsze, że po wielu zawirowaniach, perypetiach życiowych nasza bohaterka polubiła ludzi, których przedtem nie widziała. Naprawdę serce się jej otworzyło. Dużo humoru i emocji wnoszą do powieści relacje dwóch sióstr – Matyldy, starszej i Karoliny, dużo młodszej. Karolina wymyśliła niezły sposób na uszczęśliwienie siostry. Ale o tym przeczytacie w powieści.

Książkę Awaria uczuć czyta się lekko, przyjemnie, można płakać ze wzruszenia i śmiać się do łez, złościć się, wkurzać, snuć refleksje i wyciągać lekcje. Oj dzieje się dużo w świecie przedstawionym, perypetie, nagłe zwroty akcji, zawirowania – jak w życiu.

Zachęcam Was zatem do przeczytania tej ciepłej historii, która mogłaby sie przydarzyć każdej z nas, opowieści o szukaniu własnego szczęścia, które często mamy przed oczyma, ale nie zawsze je dostrzegamy.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Replika za egzemplarze do recenzji. 

„Sztuka sięgania gwiazd” – Chiara Parenti (refleksje)

Read More
sztuka sięgania gwiazd

Chiara Parenti, Sztuka sięgania gwiazd, Wydawnictwo Znak 2020.

Dziewczyna, która niczego się nie bała, została zabita przez Terror. Ja natomiast, sterroryzowana życiowym strachem, wciąż tu jestem.

To nie będzie typowa recenzja. To w ogóle nie będzie recenzja. Nie jestem bowiem w stanie spojrzeć krytycznym okiem na tę książkę, wyliczyć nie tylko zalety. „Sztuka sięgania gwiazd”, która kilka tygodni temu ukazała się na polskim rynku nakładem Wydawnictwa Znak, zbyt wiele dla mnie znaczy. Zbyt wiele zamkniętych furtek w moim sercu, w mojej głowie, otworzyła. Bawiła i wzruszała. Czytając, na przemian śmiałam się i płakałam. I jednocześnie zastanawiałam się nad sobą. Ta książka, może to zabrzmi patetycznie, ale coś we mnie zmieniła. Otworzyła mnie na moje własne marzenia i pragnienia.

Dlatego nie rozsiadaj się wygodnie w swoim bezpiecznym kąciku, weź życie we własne ręce. Wstań i biegnij po to, czego pragniesz, porzucając strach. Żyj, dopóki jesteś żywa! I świeć, Sole, świeć najjaśniej, jak możesz!

Zanim przejdę do refleksji po lekturze tej powieści – poradnika, pozwólcie, że przybliżę Wam krótko fabułę:

Potrzebujesz jednej małej chwili bez strachu. To wtedy robi się najbardziej niesamowite rzeczy. Rozpaczliwy haust powietrza, Sole traci grunt pod nogami i… leci. Skok ze spadochronem to pierwsza pozycja na jej liście.
Delikatna i wrażliwsza od innych Sole unika w życiu wszelkich niebezpieczeństw. Tak bardzo boi się lecieć samolotem, że nie przyjmuje zaproszenia do Paryża od swojej jedynej przyjaciółki Stelli. Nagle przychodzi cios. Stella ginie w dramatycznych okolicznościach, a Sole ze łzami w oczach czyta jej ostatni list:
„Musisz wybiec życiu naprzeciw! Zdziwisz się, co jesteś w stanie zrobić! Żyj, dopóki jesteś żywa!”.
Postanawia zrobić listę stu rzeczy, których najbardziej się boi, ale których od zawsze pragnie. Czuje, że musi spróbować żyć tak jak Stella – z uśmiechem na ustach i otwartym sercem.
Czy Sole będzie umiała żyć pełną piersią? I czy odważy się na miłość, której boi się bardziej niż skoku na bungee?

Narracja w powieści prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Dzięki temu chyba jeszcze bardziej wczułam się w historie Sole, głównej bohaterki. W dodatku widziałam w niej… siebie.

Bo są dwie główne rzeczy, które przeszkadzają w nabywaniu doświadczenia: nieśmiałość, która jakby przyćmiewa umysł, i strach, który malując możliwe niebezpieczeństwa, odradza od brania się do czegoś.

Na strach Sole, jej problemy z odwagą, akceptacją, wiarą we własne siły miało wpływ wychowanie i tragiczna przeszłość matki. Co przez lata budowało mój strach? Charakter, problemy zdrowotne? Pewnie wszystko po trochu. Rodzice (czemu absolutnie się nie dziwię!) bali i wciąż boją się o mnie chyba trochę inaczej niż o mojego starszego brata. Choć wydawać by się mogło, że nigdy nie patrzyli na mnie przez pryzmat niepełnosprawności, na pewno tak patrzyli. Nie dziwię się. Nigdy nie chciałabym przeżyć tego, co oni, kiedy się urodziłam, walczyłam o życie, a potem o pierwsze kroki. Zmierzam do tego, że ich strach – jak najbardziej uzasadniony – udzielił się mi w sposób kompletnie niewłaściwy. Bałam, wciąż się boję zmian, samotności, opinii innych. Wolę chować głowę w piasek, coś przemilczeć, niż powiedzieć, że się nie zgadzam. Zacisnąć zęby i robić coś, co wcale nie jest moje. Skupiam się na opinii, marzeniach innych, nie na własnych. Ta książka uświadomiła mi, że nie potrafię być gadułą wtedy, kiedy trzeba. Nie potrafię wyrazić własnego zdania, kiedy pytam o nie sama siebie. Upycham po kieszeniach własne pragnienia, realizując cudze. Boję się powiedzieć to, co czuję, w strachu przed reakcją danej osoby. Niby jestem uśmiechnięta, rozgadana, hej do przodu!, a czasem zdarza mi się hobbystycznie gryźć poduszkę.

Może to banalne, ale „Sztuka sięgania gwiazd” uświadomiła mi, że nie wolno bać się… strachu. Lęk przed zmianą, przed czymś nowym jest zupełnie naturalny. Sztuką jest pójść dalej, wyprzedzić go o krok i – zgodnie z tytułem – sięgnąć gwiazd.

A więc odważnym oznacza żyć z sercem.

Nauczyłam się, że nigdy nie ma właściwego momentu. Jeśli będziemy czekać, aż poczujemy się gotowi, to w końcu będziemy czekać zbyt długo, nawet całe życie i nigdy nie dotrzemy na drugi brzeg, do naszych pragnień.

„Przeczytaj, zrób własną listę i zacznij żyć odważnie każdego dnia!” – radzi Wydawnictwo Znak. Listy nie zrobiłam, przynajmniej na papierze. Ale zrobiłam pierwszy krok do spełnienia marzenia. Od najmłodszych lat wyobrażam sobie, jakby to było wydać książkę. Najpierw oczywiście ją napisać, a potem zachęcić do czytania innych. To długa i trudna droga, ale… wszystko zaczyna się od pierwszego kroku. Nie czekając dalej na właściwy moment, postanowiłam podzielić się swoją twórczością i kilka stron zapisanych w edytorze tekstu wrzuciłam do sieci: https://www.wattpad.com/myworks/223118761-kartki-zapisane-nad-morzem . Co z tego wyjdzie? Nie wiem. Wierzę, że fakt, że podzieliłam się tym tekstem z szerszym gronem, będzie mnie mobilizował i dokończę to, co zaczęłam. Jeżeli choć jedna osoba uśmiechnie się, wzruszy, rozbawi czytając moje teksty, będę szczęśliwa.

Uprzedzając pytania – nie, charakter bloga się nie zmienił. DropsKsiazkowy.pl nadal będzie stroną o literaturze, z elementami teatru i telewizji. Pozwoliłam sobie na inny tekst, na bardzo osobisty tekst, nie po to, żeby się wyżalić. Nie po to, że pokazać – och, patrzcie, zmieniłam swoje życie. Nie jestem już Drops. Jestem Dropsą, który będzie podbijał świat – patrzcie na mnie. Nie, nie to miałam na celu. Co zatem autorka miała na myśli? Ano to, że „zwykła recenzja” – analiza bohaterek, stylu, narracji, nie oddałaby tej całej gamy emocji, która wręcz mną telepnęła podczas lektury. Zwykłe: „gorąco polecam” czy „musicie to przeczytać” to za mało w tym przypadku. „Sztuka sięgania gwiazd” to książka, obok której chyba ciężko przejść bez żadnych refleksji, rachunku sumienia. To książka, która zmienia, a właściwie zachęca do tej zmiany, bo literki na papierze same nic nie mogą. Dopiero w połączeniu z sercem, wylaną łzą potrafią działać cuda… Wiecie, tak obserwuję Was czasem – drogie Czytelniczki mojego bloga – i mam wrażenie, że przynajmniej kilka z Was znajdzie wiele cech Sole. Czytając kolejne rozdziały, krzyknie w duchu (albo na głos): „To przecież o mnie!”. Mam nadzieję, że ta moja garść refleksji skłoni Was do sięgnięcia po ten tytuł. Może po lekturze stworzycie własną listę, przynajmniej w głowie? Zaczniecie choć ociupinkę bardziej wierzyć w siebie, we własne siły? Życzę Wam tego. Życzę i Wam, i sobie odwagi bo sztuka sięgania gwiazd jest dla każdego. To od nas zależy, czy staniemy na palcach, czy będziemy czekać, aż drabina sama się zmaterializuje.

Powstanie Warszawskie. Wędrówka po walczącym mieście – audiobook

Read More
powstanie-warszawskie-wedrowka-po-walczacym-miescie-duze

Marcin Ciszewski, Powstanie Warszawskie. Wędrówka po walczącym mieście.
W serwisie Audioteka książkę czyta plejada aktorów

„Powstanie warszawskie. Wędrówka po walczącym mieście” to dramat wojenny non-fiction. Jako pierwszy na świecie film fabularny został w całości zmontowany z powstańczych kronik nagrywanych przez operatorów Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej. Seanse w 1944 roku organizowano w kinie „Palladium”. Sukces filmu (był polskim kandydatem do Oscara, brylował na festiwalach) stał się dla twórców projektu inspiracją  do dalszych działań. Muzeum Powstania Warszawskiego zwróciło się do Marcina Ciszewskiego z prośbą o zbeletryzowanie filmu. Pisarz przekuł poruszające powstańcze kroniki w fascynującą książkę. Kilka lat później po tekst sięgnęła Audioteka. Książkę – obrazującą powstańcze kroniki – czyta kilkudziesięciu najlepszych polskich aktorów, zabierając słuchacza w dźwiękową wędrówkę po walczącym mieście.

Autentyczne relacje uczestników powstania, ścieżka dźwiękowa, angaż 40 aktorów – to była prawdziwa uczta. Kto zna mnie już od dłuższego czasu, to wie, jak bliskie memu sercu jest Powstanie Warszawskie. Mając słuchawki na uszach, przymykałam oczy i wchodziłam do stolicy z 1944 roku. I ścieżka dźwiękowa, i przede wszystkim interpretacja lektorów pozwalała mi na całkowite zanurzenie się w opisywanej rzeczywistości. Stawałam się bezpośrednim świadkiem, a nawet i uczestnikiem opisywanych wydarzeń. Towarzyszyłam powstańcom, sanitariuszkom… Słyszałam  huk bomb, gwizd kul i krzyk ludzi.

I ta muzyka… Talent Bartosza Chajdeckiego podziwiam od lat. Miałam zaszczyt go poznać przy okazji koncertu muzyki z „Czasu honoru”. Do tej ścieżki dźwiękowej też mam słabość… Melodie skomponowane do filmu, a następnie wykorzystane w audiobooku stanowią doskonałe uzupełnienie historii i oddają klimat tamtych sierpniowych dni.

Audbiobook „Powstanie warszawskie. Wędrówka po walczącym mieście” trwa niecałe 5 godzin. Można go wysłuchać w jedno, góra dwa popołudnia. I warto to zrobić. To świadectwo nie tyle wydarzenia historycznego, co opowieść o ludziach, którzy byli jego częścią. A ich warto czytać i słuchać. W tym audiobooku mówią do nas ustami aktorów młodego pokolenia, m.in.: Julki Kamińskiej, Karoliny Baci, Oli Radwan, Józefa i Stefana Pawłowskich, Adama Fidusiewicza… Narratorem zaś jest fenomenalny Wojciech Malajkat

Pełna lista lektorów znajduje się na stronie serwisu Audioteka: http://fn.audioteka.com/p/dropsksiazkowy/pl/audiobook/powstanie-warszawskie-wedrowka-po-walczacym-miescie