„Zanim odszedł” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
zanim odszedł

Edyta Świętek, Zanim odszedł, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta

Edyta Świętek należy do grona moich ulubionych Autorek. Pokochałam jej fascynujące, pełne emocji, miłości i dramatów sagi o wielopokoleniowych rodzinach doskonale osadzone w realiach historycznych. Wzruszyła mnie do łez powieść „Bańki mydlane”. Zaciekawiła mnie ostatnio zapowiedź i okładka najnowszej książki, a właściwie wznowienia – dwie łudząco do siebie podobne blondynki, aparat fotograficzny, stary album ze zdjęciami i zagadkowa  fotografia, zegarek symbolizujący upływ czasu, zafrapował tytuł „Zanim odszedł”. Co się wydarzyło, zanim ktoś od kogoś odszedł i zanim kogoś zostawił? Ponieważ fabuła obfituje w wielość wydarzeń, zacznę od opisu wydawcy, aby za dużo nie wyjawić.

Karolina, po tragicznej śmierci męża i utracie dziecka, długo nie może dojść do siebie. Zachęcona przez przyjaciółkę, postanawia przelać swoje emocje na kartki książki. Pomysł okazuje się strzałem w dziesiątkę, a Karola pisze  kolejne powieści. Oparcie znajduje w przyjaciółkach – krzykliwej i przebojowej Sylwii oraz dopiero co poznanej za pośrednictwem Internetu Caro. Z czasem okazuje się, że z wirtualną znajomą łączy ją zadziwiająco wiele podobieństw, a w kobietach rodzi się podejrzenie, że mogą one być ze sobą spokrewnione. Wrażenie to jest tym silniejsze, że Karolina nigdy nie poznała swojego ojca, który zmarł przed jej narodzinami, a jej matka uparcie nabiera wody w usta, kiedy kobieta próbuje dowiedzieć się czegoś o swoich korzeniach. Caro również odnosi wrażenie, że jej rodzina coś przed nią ukrywa. Czy stare zdjęcia, które obie kobiety posiadają, mogą przedstawiać tego samego mężczyznę – Karola, który prawdopodobnie jest ich ojcem? Nic nie jest jednak takie, jak się wydaje, w dodatku nie tylko Karolina i Caro ukrywają swoje małe sekrety…

Edyta Świętek zaprosiła czytelników do świata literackiego:  pisarek – Karoliny i Aldony, poetki – Caro, agentki literackiej – Sylwii też z ciągotami literackimi oscylującymi wokół reportażu oraz artysty fotografa – Maksymiliana, dokumentującego spotkania literackie; i do świata blogerskiego – promującego literaturę i zdobywającego czytelników. Dzięki temu czytelnik poznaje pracę pisarską od kulis i wszelakie mechanizmy nią rządzące – blaski i cienie. Historie bohaterów umieszczone są w dwóch płaszczyznach czasowych – w 2014 r. i w latach 1979-1980 r. W przeszłości bowiem niezwykle poruszające są losy Cześki. Kim okaże się kobieta? Wątki się przeplatają, dodając powieści tajemniczości. Wydawało mi się, że są to odrębne historie, ale wraz z rozwojem akcji zaczynają się ze sobą łączyć.

Dla Karoliny przygoda z pisaniem, blogowaniem oraz social mediami to doskonała ucieczka od ponurych myśli, od samotności, od traumy, którą przeżyła. Tworzenie powieści było balsamem dla obolałej duszy, lekiem na bezsenność, pocieszeniem w chwilach melancholii. Myślę, że jej wątek okaże się bliski niektórym blogerkom książkowym. Dla poznanej przez Internet Caro liryka po prostu stanowiła nierozerwalną część duszy. Aldona z kolei jedynie we własnym mniemaniu była świetnie zapowiadającą sie pisarką, jednak „cisza” po wysłaniu tekstu debiutanckiej powieści do wielu wydawnictw zmusiła „kandydatkę na laureatkę nagrody Nike”, królową życia, gwiazdę i niezłą intrygantkę do znalezienia „wyjścia awaryjnego”, tym samym doprowadzając do zamieszania w świecie bohaterów. Karolinę i Sylwię połączyła fenomenalna przyjaźń, pisarka zawsze mogła liczyć na wsparcie, rady, pomoc, wskazówki przebojowej Sylwii, która tak naprawdę była „najbardziej samotną osobą świata”. Między Karoliną i Caro w miarę poznania wytworzyła się szczególna więź, zrodziło się przekonanie, że mogą to być więzy rodzinne. Obie bohaterki bowiem poszukują własnej tożsamości, pragną poznać historie swoich rodzin, które skrywają dużo   tajemnic, sekretów, niedopowiedzeń…

Edyta Świętek tak poprowadziła ten wątek, że gdy już jesteśmy blisko rozwiązania tej zagadki, zaczyna się ona wikłać od nowa, trzymając nas w napięciu. Jest to zabieg celowy pisarki – zastawianie pułapki na czytelnika i zaskakiwanie rozwiązaniem problemu. Skłania nas do doszukiwania się drugiego dna historii, by nie dać się zwieść pozorom.  „Zanim odszedł” to także piękna opowieść o miłości dwojga rozbitków życiowych: osamotnionej Karoliny i Maxa, mężczyzny po przejściach sercowych, który również z powodu osamotnienia oddał się fotografowaniu, swej życiowej pasji. poznajemy jego historię małżeństwa i bolesne przeżycia…Czy Maksymilian będzie walczył o Karolinę, zdecydowaną singielkę?  Czy uda się im spojrzeć na świat tak, „jak na czystą, białą kartkę”?

Zakończenie powieści totalnie mnie zaskoczyło. Pozostał wciąż niedosyt. Mam nadzieję, że Autorka wkrótce napisze kolejną część. Zaskoczyło mnie także i to, że Edyta Świętek umieściła siebie wśród epizodycznych postaci – pojawiła się jako sekretarka.

Powieść mimo poruszanych trudnych, gorzkich problemów jest napisana lekkim stylem, czyta się ją szybko. Jak zawsze u Edyty Świętek urzekły mnie jej opisy, niezwykły zmysł obserwacyjny Autorki, pogłębione psychologicznie portrety bohaterów, ich autentyczność, wyrazistość. Ich historie wywołują w czytelniku cały wachlarz różnorodnych emocji i uczuć.

Polecam lekturę powieści na letnie wieczory, na czas urlopów, kiedy mamy czas na chwilę refleksji, zadumy nad sobą, nad własnym losem, który jakże bywa przewrotny. Miłej lektury!

Wydawnictwu Replika z całego serca dziękuję za egzemplarz do recenzji.

„Evvie zaczyna od nowa” – Linda Holmes

Read More
evvie zaczyna od nowa

Linda Holmes, Evvie zaczyna od nowa, Wydawnictwo Znak 2020.

Wczoraj wieczorem, odpowiadając na komentarz Kingi Kosiek z bloga Ogród Kwitnących Myśli, napisałam, że na tę książkę każdy czytelnik ma własny moment. Ta historia przychodzi do człowieka w odpowiednim momencie. Inaczej nie „smakuje”, czytanie nie dostarcza przyjemności, nie staje się duchową ucztą. „Evvie zaczyna od nowa” zaczęłam jakiś czas temu. Przyznaję, że na początku lektura mi nie szła. Po czym to poznawałam? Odkładając egzemplarz na stolik, nie tęskniłam do powieści, do bohaterów. Myślałam, że to przez upał, przedurlopowe zmęczenie. Po wczorajszej nocy, pełnej łez i refleksji, mam wrażenie, że ta książka po prostu czekała na swój moment. TA chwila nadeszła.

Kobieta, której świat w jeden dzień stanął na głowie. Mężczyzna, który stracił tak wiele.
Co się stanie, kiedy przypadek połączy ich losy?
Evvie pakuje walizki. Plan: nowe życie – solo, bez okropnego męża. Ale wszyscy wiemy, co robi Bóg, gdy opowiemy mu o swoich planach. Nowe życie Evvie będzie wyglądało zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażała. Dean to facet idealny. Przystojny, bogaty gwiazdor sportu ma wszystko. I może mieć każdą kobietę. Lecz nagle, u szczytu kariery, traci to, co przez lata budował. Dwoje nieznajomych – oboje na życiowym zakręcie. Kiedy przypadek połączy ich losy, zawrą pakt: zero pytań o przeszłość. Ale zanim się zorientują, oboje złamią reguły, które ustalili.
Kiedy zaczną odkrywać swoje sekrety, przeszłość sama się odezwie. Czy znajdą siłę, by się z nią zmierzyć? I czy dadzą szansę uczuciu, które – choć nieproszone – puka do ich drzwi?

Czytając powyższy opis w e-mailu od Wydawnictwa Znak, które z okładki zapewnia, że „Evvie zaczyna od nowa” to najbardziej romantyczna powieść roku, byłam pewna, że dostanę typową historię o miłości na letnie popołudnia. Ona po przejściach, on z przeszłością. Raz, dwa zakochanie, jakieś tam przeszkody i happy end. Drops kolejny raz przekonał się: nie oceniaj książek tego wydawnictwa po okładce, bo oni lubią wyciskać z ciebie łzy! Oj, wycisnęli… Napisać, że się wzruszyłam, to mało. Ja płakałam jak bóbr w poduszkę, żeby nie zbudzić Współlokatorki. Płakałam nie dlatego, że to smutna historia. Wręcz przeciwnie – mimo życiowych tragedii, jakie spotykają bohaterów, to opowieść pełna nadziei i wiary. Drugiej szansy na lepsze życie. Drugiej szansy na poprawę relacji. Często relacji samych z sobą…

Myślę, że ta książka poruszyła mnie tak głęboko właśnie przez główną bohaterkę. Bardzo długo miałam tak jak Evvie – bałam się mówić to, co naprawdę czuję w strachu przed reakcją innych. Chowałam pragnienia i uczucia głęboko do kieszeni, kierując się przede wszystkim potrzebami tych, którzy tak naprawdę mieli mnie daleko w nosie. Dbając o relację z innymi, zaniedbałam relację z samą sobą. Egoizm nie jest dobry. Ale zdrowy egoizm już tak. Evvie stara się utrzymywać relacje z bliskimi, zapominając o sobie. Choć w środku krzyczy, na zewnątrz się uśmiecha. Choć chce się jej wyć, potulnie kiwa głową i godzi się odgrywać postać, dla której scenariusz napisałaby kompletnie inny. Dean ją otwiera, a właściwie zaczyna ten żmudny proces. Evvie wychodzi ze swojej skorupy po kawałeczku. Odsłania się bardzo delikatnie, powoli. Uczy się siebie i uczy się świata, a świat uczy się nowej Evvie. Z jakim skutkiem? Sprawdźcie! 😉

Żeby było jasne – to nie jest powieść psychologiczna, w której próżno szukać miłosnych uniesień czy wątków przyjaźni. „Evvie zaczyna od nowa” to zdecydowanie książka o miłości i przyjaźni. Z kumplem, współlokatorem, matką, ojcem… Ale też z samą sobą. To historia wzruszająca, ale i zabawna. Bohaterowie zdecydowanie mają poczucie humoru. Podnoszą nas na duchu, wlewają w serca nadzieję. Myślę, że dla wielu z Was ta książka na długo, jeśli nie na zawsze, zostanie w sercu i pamięci. Czyta się ją szybko – wczoraj połknęłam ponad 200 stron. Szybko, ale ze zrozumieniem. I przesłaniem. Narrator jest zdecydowanie wszechwiedzący i wnika w postaci. Ani Evvie, ani Dean nic przed czytelnikiem nie ukryją.

Skoro Evvie zaczyna od nowa, może Ty też możesz? Może nawet nie wiesz, że powinnaś? Zacznij od książki. Poznaj tę wyjątkową historię.

„Doktor Irka. Wojna, miłość i medycyna” – Katarzyna Droga

Read More
doktor irka wojna miłość i medycyna katarzyna droga

Katarzyna Droga, Doktor Irka. Wojna, miłość i medycyna, Wydawnictwo Znak 2020.

Irena Magdalena Ćwiertnia-Sitowska urodziła się w 1921 roku w Warszawie. Podczas okupacji rozpoczęła studia medyczne, przeżyła powstanie. Po wojnie została lekarzem. Zmarła w grudniu 2018 roku. Jako młoda studentka prowadziła pamiętnik. Zapisywała w nim swoje przeżycia, tęsknoty, opisywała wydarzenia. Zapiski prowadziła również podczas powstania warszawskiego i po nim, kiedy była skazana na tułaczkę. Pamiętnik ocalał – jego fragmenty można przeczytać na stronie internetowej Muzeum Dulag 121. Jakiś czas temu na zapiski trafiła Katarzyna Droga, przeglądając zbiory Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego. Pamiętnik zaczyna się od słów, że doktor Ćwiertnia chciałaby zamienić go w książkę, by „utrwalić w pamięci sylwetki tych, którzy odeszli na zawsze”. Niestety, Autorka się spóźniła i nie poznała pani doktor. Poznała za to jej syna, który pozwolił na stworzenie książki. „Doktor Irka. Wojna, miłość i medycyna” – powieść oparta na faktach, inspirowana prawdziwą historią, miała swoją premierę 29 lipca. W przededniu 76. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Powstania, które na zawsze zmieniło życie młodziutkiej wówczas studentki medycyny, Irki.

Mimo wojennej zawieruchy rozpoczynając studia, Irka i jej koleżanki miały mnóstwo marzeń i planów. Chciały zostać lekarkami, kochać, być kochanymi. Zakładać rodziny i cieszyć się wolnością, bo wierzyły, że prędzej czy później nadejdzie moment wyzwolenia. Uciekały przed łapankami, były świadkami rodzinnych dramatów, aresztowania dotykały ich bliskich, ale mimo wszystko zachowywały w sobie namiastkę młodzieńczej radości i nadziei. Katarzyna Droga świetnie ukazuje w powieści dwa wymiary dorastania w czasie wojny. Z jednej strony młodzi działają w konspiracji i są gotowi do największych poświęceń dla dobra i wolności ojczyzny. Z drugiej natomiast, namiętnie dyskutują o sukienkach, planują śluby, spotykają się na potańcówkach. Karmią się okruchami normalności, by przeżyć.

Doktor Irka podczas Powstania Warszawskiego

Wczoraj obchodziliśmy 76. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.  Powstanie zmieniło Irkę. Wywróciły do góry nogami jej plany, nadzieje i marzenia. Podczas powstania jako studentka medycyny była wręcz niezbędna. Zszywała rany, wyjmowała kule. By ratować życie, amputowała kończyny. Każdego dnia widziała w oczach umierających śmierć i ból. Mimo bezradności, mimo braku podstawowych środków medycznych, starała się nieść pomoc. Ocalała. Choć pod gruzami ukochanego miasta zostały ciała najbliższych jej osób, ona zabrała ze sobą jedno pragnienie – by dokończyć studia i zostać lekarzem. Udało się.

Rozdziały dotyczące Powstania przeczytałam za jednym podejściem. Katarzyna Droga przedstawia w nich bowiem nie tylko losy młodej studentki i (beznadziejną) sytuację służb medycznych w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Pochyla się także nad sytuacją powstańców i cywilów. Opisuje walki, dramatyczne wędrówki kanałami. Zagląda do piwnic, w których w strachu przed zemstą Niemców chowają się mieszkańcy domów. Zabiera czytelników na Wolę, a na koniec z oddali każe obserwować konające miasto – Warszawę, która płonie. Warszawę, która krzyczy z bólu, bezsilności. Warszawę, która zmienia się w gruz. Warszawę, która kamieniami osłania ciała swoich mieszkańców. Muszę przyznać, że niektóre fragmenty rozdzierały mi serce, w oczach stawały łzy. O powstaniu słyszałam i czytałam wiele, ale nigdy nie potrafię przejść obojętnie obok opisów walk, postawy Niemców i przede wszystkim heroizmu i entuzjazmu powstańców, które z czasem ustąpiły miejsca bezradności i rozpaczy.  

Doktor Irka zabiera nas w podróż w czasie…

Powieść przeczytałam „na dwa podejścia”. Raz 100 stron, potem reszta. Pochłaniałam rozdział po rozdziale historię, która raz śmieszyła do łez, raz wzruszała, a niekiedy rozdzierała serce. Razem z pielęgniarką Joanną, od której zaczyna się książka, siedziałam w gabinecie pani doktor i słuchałam opowieści. Towarzyszyłam w podróży w czasie. Wreszcie razem z autorką kartkowałam pamiętnik bohaterki.

„Doktor Irka. Wojna, miłość i medycyna” to świetna propozycja lekturowa na sierpniowe dni. Dni, w których bliżej niż zwykle jesteśmy myślami z uczestnikami Powstania. Polecam gorąco – zwłaszcza miłośnikom powieści z tłem historycznym. Czy w mieście, które płonie, może płonąć także miłość? Przekonajcie się i poznajcie doktor Irkę. Ta kobieta, ta bohaterka, żyła naprawdę. Jej pragnieniem było, by potomni poznali losy jej i jej rówieśników. Pozostaje nam, dzięki Autorce, wypełnić jej wolę.

„Lot 202” Remigiusz Mróz (odcinki 2-7)

Read More
lot 202

Remigiusz Mróz, Lot 202, Wydawnictwo Filia 2020.
Odcinki 2-7.
W serwisie Audioteka powieść czyta… kilkudziesięciu aktorów i lektorów.

Środek tygodnia. Wieczór, właściwie noc. Kolejny odcinek serialu, który z minuty na minutę coraz bardziej zachwyca, dobiega końca. Automatycznie włącza się kolejny, protestów, choć budzik kolejnego dnia ustawiony na nieludzką porę, brak. Znacie to? Ja zdecydowanie tak! Doświadczam tego, słuchając audioserialu „Lot 202”. Zachwyt, ciekawość, niemożność oderwania się, przypominają mi stare dobre czasy, kiedy dla Remigiusza Mroza zarywało się noce.

Samolot z premierem i ponad 300 innymi pasażerami w powietrzu. Samolot z premierem i terrorystami na pokładzie. Zagadki przed służbami na lądzie – policją i przedstawicielami rządu –mnożą się z każdym kolejnym tropem. Intrygująca fabuła, rewelacyjna gra aktorska i specjalnie skomponowana do produkcji muzyka – nic dziwnego, że na nowo zachwycam się piórem Mroza. Napięcie narasta z każdą minutą nagrania. Łapię się na tym, że momentami zastygam w bezruchu i wpatruje się w głośnik Bluetooth, jakbym miała w nim odnaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie: czy szef rządu i pasażerowie przeżyją lot 202?

Moje serce, od momentu zamknięcia premiera w kokpicie, podbił kapitan. Pierwszy pilot, a właściwie w moim rankingu pierwszy głos tego serialu. Głos Wojciecha Malajkata. Jaka to jest uczta dla uszu! Muszę przyznać, że do tej pory ten aktor kojarzył mi się z kreacjami w trylogii „Listy do M.”. Od momentu, w którym włączyłam „Lot 202”, stał się dla mnie Jerzym Fiszerem. Pilotem, który musi kierować maszyną z terrorystami i setką ludzi na pokładzie. Człowiekiem, który na skraju śmierci musi zachować spokój i opanowanie.

Na pochwały i wyróżnienie zasługuje także Krzysztof Banaszyk. Narrator. Wszechwiedzący, ale nie olewający. Jego głos nie jest pozbawiony emocji. Wręcz przeciwnie – przeżywa z bohaterami każdy moment, jeszcze lepiej dzięki temu wprowadzając słuchacza w historię. Jak i odbiorca jest ciekawy kolejnych wydarzeń. To słychać i czuć. Wspaniale buduje napięcie.

Zostało jeszcze kilka odcinków. Myślę, że wysłucham je w rozpoczynający się weekend. I Wam, jeśli nie macie planów lub szukacie audiobooka na umilenie podróży/sprzątania, gorąco go polecam. „Lot 202” to stary dobry Remigiusz Mróz, który już przy starcie maszyny każe zapiąć pasy i nie ruszać się z siedzeń do samego końca…

Recenzja odcinka 1.

„To tylko przyjaciel” – Abby Jimenez

Read More
to tylko przyjaciel

Abby Jimenez, To tylko przyjaciel, Wydawnictwo Muza 2020.

Kristen Peterson ceni w życiu niezależność i przyjaźń. Nie ma czasu dla facetów, którzy nie rozumieją jej poczucia humoru, ma go za to zawsze dla przyjaciół, ukochanego psa i własnej firmy, którą prężnie rozwija. Chciałaby mieć czas także dla swojego chłopaka Tylera, niestety on wiecznie nieobecny robi karierę w armii na zagranicznych kontraktach. Czas na macierzyństwo nigdy dla Kristen nie nadejdzie, niedługo przejdzie operacje, po której nie będzie mogła mieć dzieci. Wcześniej jednak odbędzie się ślub jej najlepszej przyjaciółki, Sloan. Kristen pomaga w przygotowaniach do wesela. Kiedy poznaje drużbę pana młodego, czuje że pojawia się między nimi niewytłumaczalnie silna chemia. Josh Copeland jest zabawny, seksowny, świetnie reaguje na jej sarkastyczne komentarze i wie, że kiedy Kristen robi się zła, trzeba po prostu dać jej dobrze zjeść. Jest jednak coś, co sprawia, że Josh może być dla Kristen jedynie przyjacielem, nigdy kimś więcej. Josh marzy o dużej rodzinie, a Kristen przecież nie mogłaby mu jej dać. Decyduje się więc na ryzykowny status relacji: „friends with benefits”. Choć taki układ teoretycznie wydaje się prosty, w praktyce jednak będzie bardzo skomplikowany…

Friends with benefits – tę relację znamy z wielu książek, filmów, a może nawet i z życia. Wydawać się może: czym zaskoczy nas kolejna powieść na ten temat? Totalne romansidło z dużą dawką seksu, na 80% ze szczęśliwym zakończeniem, to wszystko. Taka opinia dla „To tylko przyjaciel” byłaby krzywdząca i niesprawiedliwa. Może ten tytuł nie trafi na listę klasyków literatury, ale mnie bez wątpienia wzruszył. I to do łez.

Główna bohaterka uzmysławia sobie, że bezpłodność nie definiuje jej jako osoby i że jej prawdziwa wartość nie jest w żaden sposób powiązana z chorą macicą. Tak brzmi właśnie morał tej historii – fragment posłowia.

Związek a ograniczenia. Miłość a nieuleczalna choroba. Poczucie, że nie jest się wystarczająco dobrym – z główną bohaterką, Kristen, mam wiele wspólnego. „To tylko przyjaciel” to nie tylko opowieść o przyjaźni i romansie Kristen i Josha. To także historia zmagań z bezpłodnością. W dodatku, historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Postać Kristen jest bowiem wzorowana na najlepszej przyjaciółce autorki, Abby Jimenez. Wiele czytelniczek z pewnością odnajdzie też podobieństwo do siebie, choć każda historia jest inna, nigdy dwa przypadki nie będą takie same, ale każda diagnoza jest tak samo bolesna.

Rozpacz, poczucie winy to jednak niejedyne tematy tej historii. Friends with benefits rządzi się swoimi prawami. Mamy przyjaźń damsko-męską, która dość szybko przeradza się w coś więcej. Status związku Kristen i Josha? To skomplikowane! Choć ich relacja oparta jest na seksie, nie czułam się zażenowana, czytając opisy scen intymnych. Swoją drogą, nie było ich zbyt wiele jak na taki wątek. Dwie, trzy? Biorąc pod uwagę motyw przewodni, nie uważam, by to była przesadzona liczba. Relacja bohaterów to przede wszystkim uczucia, wewnętrzne przemiany i wydarzenia, które ich scalają. Na uwagę zasługuje sposób kreacji głównych bohaterów. Charyzmatyczni, zabawni, wrażliwi, mimo trudnych doświadczeń obdarzeni poczuciem humoru. Myślę, że mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić.

Warto podkreślić, że historia jest przedstawiana zarówno z perspektywy Kristen, jak i Josha. Dzięki temu poznajemy dwa punkty widzenia, emocje, jakie targają bohaterami, ich marzenia i obawy. Uwielbiam tego typu narracje – zwłaszcza w powieściach o miłości! Dzięki temu też książkę czyta się błyskawicznie wręcz.

„To tylko przyjaciel”  to historia płynąca z głębi serca i chwytająca za serce. Wyciska morze łez i… bawi do łez. Choć o miłości napisano już wiele, ta powieść naprawdę nie jest banalna. Bije z niej prawda, po prostu. Polecam ją serdecznie – zwłaszcza romantycznym duszom.

„Port nad zatoką” – Magdalena Majcher (#MamaDropsaCzyta)

Read More
port nad zatoką majcher

Magdalena Majcher, Port nad zatoką, Wydawnictwo Pascal 2020.

Magdalena Majcher to młoda Autorka kilkunastu książek należąca do grona najpoczytniejszych w Polsce. Nie boi się poruszać w nich trudnych tematów.

Nie umiem i nie lubię lekko, cóż począć? Nie zrezygnuję z trudnych tematów, mogę jedynie podać je w lekki sposób, aby czytelnik nie czuł się przytłoczony – wyznała w jednym z wywiadów.

Porusza bardzo ważne i trudne problemy społeczne, zdrowotne. Zmierzyła się także z tematyką II wojny światowej. Ponad miesiąc temu miała miejsce premiera wakacyjnej niespodzianki dla czytelników – powieści „Port nad zatoką”. To „najlżejsza” z książek idealnie nadająca się do lektury na plaży przy szumie fal, krzyku mew, a tych, którzy mogą jedynie pomarzyć w tym roku o wyjeździe nad morze, niewątpliwie ukoi tęsknotę i przeniesie prosto do Helu. Uwielbiam podróżować literacko latem. Zapraszam więc do lektury recenzji nadmorskiej książki idealnej na wakacje.

„Port nad zatoką” to wzruszająca opowieść o szukaniu własnej drogi przez życie. On – lekarz, ścisłowiec, pragmatyk. I ona – po trosze artystka, po trosze filolożka, zakotwiczona w świecie kultury i sztuki. Bohaterką powieści jest Adrianna Kolska, która pracuje jako kostiumografka w teatrze i filmie oraz jako nauczyciel łaciny na uniwersytecie. Bardzo kocha swoją pracę. Po 20 latach małżeństwa rozstała się z mężem, ale po roku separacji dała mu druga szansę na powrót do domu i do siebie. Poznajemy ich w chwili, gdy kryzys został zażegnany, małżonkowie przeżywają drugą młodość, cieszą się sobą i każdą wspólnie spędzoną chwilą. Ada wyniosła ważną lekcję z rozstania z mężem. Mają jednak problem z dorosłą córką Malwiną, której nie wyjawili ważnej tajemnicy. Niestety idylla nie trwa długo, a los brutalnie odbiera kobiecie to, co podarował. Bohaterka zostaje sama, czuje, że musi zostawić dawne życie, aby oswoić ból, przeżyć żałobę, uporać się z lękiem, depresją, samotnością i nauczyć się żyć z wszechogarniającą tęsknotą. Siostra zabrała Adę po sezonie nad morze do Helu. Była to jakże trafna decyzja, bowiem nic jej już nie trzymało w Katowicach a nad morzem z czasem wszystkie problemy odeszły w niebyt. Dom – bliskich – przecież nosiła w sercu. Spontanicznie podjęła decyzję o zakupie podupadającego domu. Szybko zapuściła w Helu korzenie i nie wyobrażała sobie innego miejsca dla siebie na ziemi, mimo znalezienia się w „otchłani rozpaczy” udało się jej znaleźć odrobinę szczęścia. Zaprzyjaźniła się z małżeństwem z sąsiedztwa i starym rybakiem. Zaczęła pracować. Zaopiekowała się też bezdomnym pieskiem, który jakby czekał na nią, by pomóc jej na nowo żyć. Tak niewiele jej było potrzeba! Trochę słońca, bliskość morza, świeże powietrze, szum fal… Wielkim przeżyciem było dla Ady spotkanie z córką i długie rozmowy podczas spacerów z psem. Czy udało się im naprawić relacje? Czy z czasem w sercu Ady znalazło się miejsce dla jakiegoś mężczyzny? Czy w życiu prawdziwie kocha się tylko raz? A może jednak więcej niż raz?

Zakończenie powieści początkowo mnie zaskoczyło, ale po pewnych przemyśleniach doszłam do wniosku, że nie mogło być inaczej. To był celowy zabieg Autorki, żeby wzbudzić w czytelniku pewne refleksje. Moim zdaniem to tylko pozornie lekka powieść obyczajowa o miłości, przyjaźni, o relacjach interpersonalnych do poczytania na plaży, na balkonie, na łące. Porusza bowiem trudne tematy związane z kruchością życia, przeżyciem żałoby, procesem bliznowacenia. Autorka przybliża też nam problemy rodziców adopcyjnych: kiedy najlepiej poinformować dziecko o adopcji. Urzekły mnie w powieści opisy nadmorskiej przyrody. Magdalena Majcher namalowała słowem piękne obrazki morza, trasę spacerową Ady, oddziałując na wszystkie nasze zmysły i wyzwalając multum emocji i uczuć.

Woda w zatoce była płytka i ciepła, a kąpiel w niej – bezpieczna. Morze natomiast zazwyczaj sprawiało wrażenie poirytowanego, wdzierało się agresywnie na ląd, a lodowata woda nie zachęcała do kąpieli. Ale właśnie tę druga plażę, od strony Bałtyku, Adrianna lubiła najbardziej. Tutaj czas płynął inaczej, a huk wody dziwnie Adę uspokajał. Wreszcie – na tej plaży zazwyczaj była sama. […] Przystanęły, aby nacieszyć oczy morskim krajobrazem. Świecące wysoko słońce, bezchmurne niebo, szeroka piaszczysta plaża, delikatne podmuchy wiatru – czego chcieć więcej?

Zachwycałam się razem z Adą i towarzyszyłam jej w codziennych spacerach z Łajzą, słuchając jej refleksji, wspomnień, monologów, przyjmując do serca jej drogowskazy życiowe. Morze pomogło jej uporać się z nadmiarem negatywnych emocji, a z bólem i tęsknotą na pewno pomoże czas i rzucenie sie w wir codziennych zajęć.(…) nigdy nie trać czasu, który mogłabyś spędzać z osobą, którą kochasz, bo potem może się okazać, że wam go zabrakło. I mnie żal, i trudno się pogodzić z galopującym czasem. Należy celebrować każdą chwilę, cieszyć się z drobnych gestów, w których kryje sie przecież miłość.

Autorka uświadomiła nam, że miłość, przyjaźń, rodzina są w życiu najważniejszymi wartościami. Jakże łatwo je podeptać, zniszczyć. Świetnie wykreowała portret psychologiczny bohaterki szukającej właściwej drogi przez życie. Powieść czyta się lekko, jest napisana pięknym językiem. Opisy przyrody, przeżyć wewnętrznych bohaterów absolutnie mnie nie nużyły, lecz wywoływały różnorodne uczucia i emocje. Adrianna stała się moją ulubioną bohaterką i będę się starać, aby jej zasadę wprowadzić w swoją codzienność, bo nie zawsze mi to wychodzi: że nade wszystko trzeba cieszyć się życiem i każdym kolejnym dniem, bardziej doceniać to, co mam. Jestem przekonana po lekturze tej powieści, że to właśnie ona – „najlżejsza”- przygotowała mnie do sięgnięcia po te trudniejsze, typowe dla Magdaleny Majcher, które mam na czytniku i na półce.

Polecam lekturę powieści „Port nad zatoką” na wakacyjny, urlopowy czas. Niech stanie się przyczynkiem do refleksji o życiu, o ważnych wartościach i pomoże odnaleźć drogę do bezpiecznego portu – domu w najpiękniejszym miejscu na świecie.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz powieści do recenzji.

„Miłość na wrzosowisku” – Anna Łajkowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
miłość na wrzosowisku anna łajkowska

Anna Łajkowska, „Miłość na wrzosowisku”, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam do lektury recenzji powieści Anny Łajkowskiej „Miłość na wrzosowisku – 2. części serii „Wrzosowisko”, której premiera wznowienia miała miejsce 1 lipca 2020 r. To seria zainspirowana „krainą sióstr Bronte”, w której autorka mieszkała przez dwa lata.

Po wielu perturbacjach Basia odnalazła swoje miejsce na ziemi i po remoncie przeprowadziła się wraz z rodziną do Haworth, do wymarzonej kamienicy z kawiarnią na dole i mieszkaniem na piętrze. Córki rozpoczęły naukę w miejscowej szkole, Marcin został zapisany do przedszkola a Marek po porażce, którą trudno mu było przełknąć, w końcu pracował w domu. Przyjechała rodzina z Polski na otwarcie kawiarni i na święta. Wszyscy okazali się niezwykle uczynni. Dzień otwarcia kawiarni to także znakomita okazja do poznania  sąsiadów – Charoll, James Alton z żoną, Nina, panie z pobliskiego sklepu, John Smith. W powieści poznajemy ich ciekawe losy, romantyczne historie sprzed lat, tajemnice i sekrety, codzienne życie, wzajemne relacje. Spełniło się marzenie bohaterki. Mimo że problemów nie brakowało, często trudno jej było wszystko ogarnąć, zorganizować – remont, remont remontu, obsługa kawiarni, dobór dostawców, kłopoty z dziećmi, napięte sytuacje podczas domowych rewolucji, bo mąż całkiem  wyłączył się z rodzinnego życia, pochłonięty pracą od rana do późnej nocy. Czy o to chodziło Basi? Czy czuła się w pełni szczęśliwa? Często była przerażona, w sytuacjach awaryjnych jednak zawsze mogła liczyć na pomoc Jamesa, prawdziwego przyjaciela.

To było niezwykłe uczucie: czekać, obserwować, jak nadchodzi, i mieć tę pewność, że za chwilę wejdzie i zajmie swoje miejsce. Zrozumiałam, co miał na myśli lis, mówiąc do Małego Księcia, że będzie z niecierpliwością nasłuchiwać jego kroków, gdy tylko da się oswoić.

Kiedy się wydawało, że w życiu bohaterki wszystko się już poukładało, niespodziewanie przyszła miłość – ta niewłaściwa, nie w porę, wbrew rozsądkowi. Zakochani spotykali się na potajemnych randkach, których świadkami były „milczące wrzosowiska i odległe, bardzo odległe gwiazdy”. Często zmieniali miejsca schadzek, dzięki temu Basia poznała odległe okolice i urocze zakątki na pobliskich wzgórzach. (…)pojechaliśmy na wrzosowiska. Kochaliśmy się w pełnym słońcu. (…)Kiedy jechaliśmy samochodem, wzgórza wydawały się otwarte, widoczne w całości jak na dłoni. A gdy docieraliśmy na miejsce, okazywało się, że to zaciszny, przytulny zakątek, niemalże pokój z zielono-fioletowym dywanem. (…) – Boje się, że mnie zostawisz. _ Nie mogłabym. Kocham cię. Ich życie rodzinne toczyło się „normalnym” torem. Basia się obawiała, że za daleko zabrnęła i że wszystko się wyda. A z drugiej strony nie potrafiła odmówić czułości  stęsknionemu mężowi. Jej duszą miotały sprzeczne uczucia: radość, euforia, bezsilność, nerwowość, tęsknota, wyrzuty sumienia, wmawianie sobie, że życie domowe, rodzinne jest dla niej najważniejsze. Ale coraz częściej dochodziło do głosu przekonanie, że w końcu będzie musiała sama dokonać wyboru. Co zatem wybierze Basia – bezpieczną przystań u boku męża czy rodzące się miłość i namiętność? Jak potoczą się losy Basi i jej rodziny?

Powieść pochłonęłam tak jak i poprzedni tom. Pisarka namalowała słowami interesujący portret psychologiczny kobiety. Podczas lektury skłaniającej do refleksji często się zastanawiałam, jak postąpiłabym na miejscu Basi. Czym dla mnie jest miłość małżeńska? Do jakich postaw mnie zobowiązuje? Czy do mojego małżeństwa w ciągu 35 lat związku wkradała się nuda i  jak ją przepędzaliśmy? To trudne pytania! Myślę, że to co nas umacnia to obok miłości przyjaźń. My się kochamy i lubimy. Ale podczas wspólnej podróży przez nasze życie uzbierał się ciężki plecak wypełniony różnymi doświadczeniami, emocjami, uczuciami – całą paletą. Dla Basi romans, zauroczenie, namiętność to ucieczka przed domowymi problemami, kłopotami, przed samotnością. W poprzednim tomie bohaterce nie podobała się postawa Joli, kuzynki. Dziwiła się i oburzała, jak mogła prowadzić podwójne życie – żyć z mężem i jednocześnie potajemnie z kochankiem. A teraz nie rozumiała samej siebie i starała się odrzucać wszelkie rozważania, rzucając się w wir codziennych obowiązków i zajęć. Oboje wiedzieli, że trudno im będzie poświęcić rodzinę, ale i ciężko zrezygnować z siebie. Dopiero poznana romantyczna historia miłości pana Smitha i Marii pomogła bohaterce zdefiniować miłość. Zakończenie powieści bardzo mnie zaskoczyło i jednocześnie wzruszyło.

„Miłość na wrzosowisku” to piękna, wzruszająca opowieść o miłości, o zauroczeniu, o przyjaźni, o wzajemnych relacjach, o ważnych wartościach w życiu człowieka. Jakże pięknie została opisana przyjaźń Basi i Charoll – pomoc wzajemna, wsparcie, bezinteresowność, dobre rady, szacunek, lekcja mądrości. Pisarka świetnie oddała atmosferę małego miasteczka, mentalność jego mieszkańców, niełatwe życie Polaków na emigracji. Urzekły mnie piękne, poetyckie opisy urokliwych zakątków. Wrzosowisko jest jednym z bohaterów powieści, to niemy świadek romansu, któremu Basia powierzyła wspomnienia.

„Miłość na wrzosowisku” to idealna powieść wakacyjna, dzięki której siedząc wygodnie w fotelu, na leżaku, w hamaku możemy przenieść się do małego angielskiego miasteczka ukrytego wśród wrzosowisk.

Wydawnictwu Dragon pięknie dziękuję za egzemplarz recenzencki.

„Poplątane ścieżki” – Agata Sawicka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
poplątane ścieżki agata sawicka

Agata Sawicka, Poplątane ścieżki, Wydawnictwo Dragon  2020.
Seria: „Dwór w Zaleszycach”
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam serdecznie do zapoznania się z moją opinią o powieści Agaty Sawickiej „Poplątane ścieżki” – II tomu serii „Dwór w Zaleszycach”. W pierwszym tomie „Niespokojne serca” Autorka zauroczyła mnie pięknie opowiedzianą historią o zakazanej acz gorącej, namiętnej miłości, która wystawiła bohaterów na wiele prób i  rozterek, zdeterminowała ich życie. Byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się dalej historie bohaterów…

Na początku lipca miała miejsce premiera drugiego tomu. To niezwykle emocjonalna opowieść o życiu trzech kobiet, ich historiach miłosnych pełnych emocji, sekretach i tajemnicach, które na zawsze splatają ich losy. Czytelnik poznając ich poplątane ścieżki życia, krok po kroku, kartka za kartką je rozplątuje i układa w całość jak puzzle. A towarzyszy lekturze cała paleta uczuć i emocji. Trzy wątki, trzy plany czasowe, przeszłość splata się z teraźniejszością – wątek współczesny: Julianna i Daniel, wątek z 1964 r.: historia zakazanej miłości babci Nusi i Griszy, radzieckiego żołnierza oraz wątek związany z powojennymi losami Wiktora i Emilii, do którego zainspirowała Autorkę historia jej prababci Mili i pierwszego męża. Julianna odnalazła swoje miejsce na ziemi w Bieluniu wśród ludzi, którzy ją kochają, jest bardzo szczęśliwa. Korzystając z ostatnich dni beztroskiego lata, spędza wolny czas z Danielem. Niestety, nie może być zbyt różowo. Do miasteczka przyjechali spadkobiercy rodziny Zaleszyckich, którzy mają zamiar odzyskać dwór i urządzić w nim hotel. Przyszłość muzeum i kawiarenki zatem staje pod znakiem zapytania. Czy uda się bohaterom rozpędzić czarne chmury nad starym dworem? Do tego miłosnego wątku wkradł sie wątek kryminalny związany z przeszłością Henryka. Oj, dzieje się tu chwilami, drżałam o los bohaterów, którzy skradli moje serce. Byłam wręcz zaskoczona tak poprowadzonym przez Autorkę wątkiem. Cóż życie jest piękne, ale i pełne bólu, cierpienia oraz nieprzewidywalne. Potrafi też skomplikować losy bohaterów, ale i naprawić to, co zostało zerwane.

Życie jest podróżą, pełną niespodzianek i nieoczekiwanych zakrętów. Takie jest życie. Czy nie dlatego właśnie tak bardzo je cenimy?

Ogromnie poruszyła mnie niezwykła historia zakazanej miłości Nusi – Danusi i Griszy, radzieckiego żołnierza stacjonującego z innymi we dworze. Dziewczyna zdawała sobie sprawę z tego, że Grisza wyjedzie do Gruzji i o niej zapomni. Jednak nie potrafiła opanować własnego serca mimo obietnic dawanych sobie. Pokochała chłopaka, który był radzieckim żołnierzem i to stanowiło problem. Do łez wzruszały mnie tak pięknie opisane ich spotkania. Nusia tak pięknie mu śpiewała piosenkę o domu, by ukoić tęsknotę. Jego ciemne oczy iskrzyły. Nie potrafiła określić, czy z zachwytu, czy ze wzruszenia. Może z obydwu powodów. Przy Nusi zakochany czuł się jak w domu. A ona też zakochana wciąż próbowała walczyć z tą zakazaną miłością. Między nich wkradła się zazdrość i złośliwość innych. A uknuta intryga zmąciła ich szczęście. Do akcji wkroczył ojciec dziewczyny i ciotka. Czy mieli prawo decydować o życiu Nusi? Czy dana obietnica i miłość zmobilizowały dziewczynę do walki o szczęście i swój los?

Mówią, że czas leczy rany, ale to nie czas, lecz człowiek ostatecznie decyduje, czy pozwoli swojej ranie się zabliźnić. Cierpienie jest nieodłączną częścią życia i każdy cierpi na swój własny sposób. Gdziekolwiek jest miłość, tam jest też ból, bo kochać znaczy otwierać się na zranienia, poświęcać siebie dla innych, oddawać swoje serce bezwarunkowo, nie oczekując niczego w zamian. Miłość przynosi nieraz cierpienie, ale wnosi tez do życia ulgę, szczęście i poczucie spełnienia. „Kto chociaż raz kochał, nie żył na marne” – przypomniała sobie zasłyszane od kogoś słowa.

Julianna lubiła spędzać wolne chwile w chatce i czytać znalezione pamiętniki, które kryły w sobie ekscytującą historię również zakazanej miłości Emilii, tajemniczej kochanki ze starej chatki i panicza Wiktora. Razem z bohaterką bardzo ją przeżywałam, wzruszałam się, cieszyłam, odczuwałam ból, żyłam nadzieją. Ciekawiło mnie, jak się potoczą powojenne losy bohaterów. Wojna bowiem rozdzieliła bohaterów, a czy znowu połączy ich miłość? Czy będą szczęśliwi? Czy znowu ktoś powodowany zazdrością zburzył ich szczęście? Julianna i Daniel strzegli wielkiej tajemnicy z zapisków Emilii. Planowali odnaleźć rodzinę, by im przekazać pamiętnik.

Trzy kobiety, trzy wielkie miłości i tajemnice, które na zawsze splatają ich losy. I jedna wspólna rzecz, która je połączyła – dwór w Zaleszycach, bo tu narodziła się ich miłość. Zakończenie powieści – obraz, jaki wyłonił się po ułożeniu puzzli, bardzo mnie zaskoczył i jednocześnie bardzo ucieszył, a następnie przeraził. Ale o tym przekonacie się sami, czytając tę niezwykłą opowieść o poplątanych ścieżkach życia trzech kobiet.

Jestem pod ogromnym wrażeniem osobowości Autorki. Młoda kobieta a tak dojrzałe, przemyślane refleksje, złote myśli, drogowskazy życiowe włożyła między stronice powieści. Należy zawsze walczyć o swoje życie i marzenia. nie można ich zostawić, nie można od nich uciekać. Nigdy nie można rezygnować z miłości, trzeba ją chronić i walczyć z przeciwnościami losu. Powieść skłania do wielu refleksji i przemyśleń o życiu, o miłości, o szczęściu, o marzeniach i ich realizowaniu, o podążaniu za głosem serca, za powołaniem i przeznaczeniem. Ważną wartością jest dom. Dom to ludzie, którzy w nim  mieszkają i przebywają. To oni są duszą budynku, tworzą jego historię i decydują o jego losie. (…) w rodzinie najważniejsze nie są więzy krwi, lecz uczucia i przywiązanie. Moje serce najbardziej poruszyła ta definicja miłości: Prawdziwa miłość to oddanie całego siebie bez względu na konsekwencje. Oznacza wystawienie się na zranienie, ryzyko, które podejmuje się w imię czegoś silniejszego niż cierpienie. W imię miłości. Taka miłość to skarb.

Powieść jest napisana lekkim stylem, ale pięknym językiem. Akcja toczy się wartko, zwroty akcji dodają tempa, ponieważ Pisarka stworzyła ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Dużo opisów przyrody, która jest tutaj bohaterem oraz dużo opisów uczuć, przeżyć wewnętrznych bohaterów – nie ma mowy o nudzie. Bardzo polubiłam Juliannę, Nusię, pana Ignacego. Jak dobrze, że będzie trzeci tom. Oczekując na ciąg dalszy historii, postaram się żyć pełnia życia, doceniać chwilę, małe rzeczy, chłonąć piękno przyrody, która daje ukojenie i wytchnienie oraz postaram się podążać za marzeniami, bo one nadają przecież sens życiu. Zapamiętam też, że życie jest nieprzewidywalne, potrafi naprostować poplątane ścieżki i naprawić to, co zostało spisane na straty. dlatego nigdy nie można się poddawać.

Polecam powieść na ciepłe, letnie wieczory.

Wydawnictwu Dragon bardzo dziękuje za egzemplarz recenzencki.

„Miłość z widokiem na morze” – antologia Wydawnictwa Muza

Read More
miłość z widokiem na morze wydawnictwo muza

Miłość z widokiem na morze, Wydawnictwo Muza 2020.

Ilona Gołębiewska, Magda Knedler, Agnieszka Krawczyk, Agniesszka Lingas-Łoniewska, Katarzyna Misiołek, Natasza Socha, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz – tych nazwisk miłośniczkom literatury polskiej nie trzeba przedstawiać. Tym większa radość czytelników, że Wydawnictwo Muza zgromadziło je wszystkie w jednym miejscu, a właściwie tomie. Wymienione wyżej polskie pisarki, które od lat podbijają nasze (czytelnicze) serca, stworzyły zbiór wyjątkowych opowieści o miłości. Osiem autorek, osiem opowiadań. Co je łączy? Miejsce akcji – polskie wybrzeże. Polskie plaże, szum polskiego morza. Po prostu – Morze Bałtyckie.

Myślę, że nie ma sensu, bym rozpisała się o każdym z kilku opowiadań. Recenzja byłaby wtedy długa i zamiast zachęcić Was do sięgnięcia po ten zbiór, znudziłaby. Będzie więc krótko, zwięźle i na temat.

Jedna z czytelniczek mojego bloga napisała w komentarzu, że w tej antologii urzekł ją przede wszystkim dobór Autorek. Zgadzam się z Beatą w zupełności! Miłość z widokiem na morze tworzą aktualnie najgorętsze i najlepsze nazwiska na „literackiej scenie”. Każde z nich to gwarancja dobrego pióra, niebanalnej fabuły. Dawka śmiechu, ale i wzruszenia. Potrafią tak poprowadzić narrację, że brak happy endu jest tylko pozorny. Bo przecież szczęśliwe zakończenie nie zawsze musi oznaczać miłość do grobowej deski…

Autorki zafundowały nam wzruszające, pełne emocji, niezwykle życiowe historie kobiet. Historie pozbawione lukru i latających jednorożców. Historie prawdziwe – takie, jakie spotykamy w życiu lub same przeżywamy. Historie kobiet, które niosą na plecach różne życiowe bagaże. Matki, niespełnione żony, singielki poszukujące szczęścia. Przeżywają kryzysy w młodych związkach, wieloletnich małżeństwach, nie radzą sobie z samotnością… 20-,30, a nawet 50-latki. Łączy je tylko, albo aż, morze. To tam spotykają… swoje życie. To tam w okruchach piachu niczym bursztyny znajdują odpowiedzi na dręczące je pytania. To tam, zanurzając się w morskich falach, podejmują decyzje, które niekiedy zmieniają ich dotychczasowe życie. Spacery w świetle zachodzącego słońca skłaniają je do refleksji i wspomnień. Otwierają się na siebie, otwierają się (ponownie) na miłość. Z bałtyckich plaż wracają do tego, co na co dzień jest najważniejsze.

W antologii znajdziecie nie tylko miłosne rozterki bohaterek. Każde z opowiadań to szansa na podróż… nad morze. Piękne opisy wschodów i zachodów. Szum fal, gorący piach, wrzask mew… Dzięki plastycznym opisom Czytelniczka słyszy, czuje i widzi krajobraz, w jakim rozgrywa się akcja historii. Jako miłośniczka Morza Bałtyckiego byłam tym zachwycona!

Miłość z widokiem na morze polecam nie tylko na wakacje na plaży. To zbiór, który warto mieć pod ręką zwłaszcza wieczorami. Delektować się przed zaśnięciem jednym opowiadaniem. Dawkować przyjemność czytania, która pojawia się już od pierwszych stron. Jestem pewna, że ten zbiór opowieści przypadnie do gustu miłośniczkom antologii, zwłaszcza tych od Wydawnictwa Filia, które od kilku lat są nieodłącznym towarzyszem świąt Bożego Narodzenia czy sylwestra. Teraz mamy też wakacyjną propozycję! Gorąco polecam!

„O jeden krok za daleko” – Agata Suchocka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
o jeden krok za daleko suchocka

Agata Suchocka, O jeden krok za daleko, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta

23 czerwca świętowaliśmy premierę powieści Agaty Suchockiej „O jeden krok za daleko”. Autorkę poznałam na Targach Książki w Rzeszowie, podczas rozmowy ujęła mnie swoją energią, życzliwością i poczuciem humoru. A z kolei powieść przyciągnęła moją uwagę śliczną okładką, na której są konie w galopie, podkowa i piękna kobieta. Pierwsze moje skojarzenie: ktoś będzie galopował po szczęście? Opis wydawcy i polecajka Edyty Świętek, jednej z ulubionych moich pisarek, potwierdziły, że warto sięgnąć po tę książkę. Bardzo lubię konie, są one symbolem zdrowia, sił witalnych. Moja już dorosła Córka-wcześniak wiele zawdzięcza hipoterapii, dzięki uroczemu Napoleonowi chodzi i uniknęła operacji bioder. Jestem o tym świecie przekonana. Wróćmy jednak do powieści.

Jest to poruszająca historia  Adrianny Gerwin świetnej amazonki, niedoszłej olimpijki, dla której ważniejsza była kariera sportowa niż zajmowanie się wychowywaniem córeczki. Scedowała to na męża, a gdy odszedł, sprowadziła do siebie mamę, która matkowała wnuczce. Karierę amazonki zdruzgotał wypadek. Tylko cud mógł odmienić jej życie, ale na to nie liczyła… Bohaterkę poznajemy w chwili, gdy zmaga sie z alkoholizmem i jest już matką dorastającej córki Natalii. Jej relacje z matką i córką są chore. Nie potrafi ich uzdrowić. Znienawidziła też konie, obwiniała Exceltię za wypadek, za jej kalectwo. Jeden niefortunny krok konia przekreślił jej karierę, jedno potknięcie cholernego, tępego zwierzaka, ta jedna chwila, w której na sekundę straciła kontrolę i pozwoliła zadecydować za siebie. Winą obarczyła z czasem cały świat,  wszystkich dookoła siebie. A czasu przecież nie dało się cofnąć, nawet gdyby znaleziono winnego. Doskwierająca trauma, złamane serce, dokuczliwy, często nie do zniesienia ból, napięta sytuacja trzypokoleniowej rodziny pod jednym dachem, brak przyjaciółki, samotność, koncentracja na własnym cierpieniu to doskonałe okazje, żeby szukać ukojenia w alkoholu. Ada wiodła nędzne i nudne życie na „osiedlu w środku nicości”, wychodziła od czasu do czasu na krótki spacer z psem Zuzą, po drodze mogła kupić alkohol.

Początkowe rozdziały ciężko mi się czytało, złe emocje bohaterki wpłynęły na mnie negatywnie, zbyt przygnębiająco i dołująco. Zastanawiałam się nawet nad odłożeniem książki na jakiś czas, bo stosik wstydu był całkiem, całkiem…Intrygował mnie jednak bohater z opisu, który wciąż się nie pojawiał. Aż tu nagle pojawił się we śnie nieżyjący ojciec, który uświadomił Adzie, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze – rodzina tak przez nią zaniedbana. Następnie zobaczyła konia w podupadłej stadninie podczas spaceru z psem i zakiełkowała we mnie nadzieja, że może coś lub ktoś obudzi z marazmu bohaterkę i tchnie w nią chęć do życia.

Wreszcie pojawił się nowy, przystojny właściciel stajni, który kochał psy, a konie już mniej. Robert był „mężczyzną z przeszłością”, skrywającym bolesną tajemnicę, próbującym odkupić winy, którymi sam siebie obarczył. Postanowił przywrócić świetność podupadającej stadninie. W przeszłości jego żona zajmowała się hipoterapią. Robert uratował Adę przed napaścią osiedlowych chuliganów i od tej pory ją zaintrygował. A turnus rehabilitacyjny poprawił jej kondycję fizyczną i zmienił nieco jej psychikę. Wyjazd, rozłąka z matką i córką była też doskonałą okazją do rozmyślań o dotychczasowym życiu, relacjach z najbliższymi jej osobami, o swoich oczekiwaniach od życia. Uporczywie powracające myśli o Robercie koiły ból biodra. On również myślał o Adzie, zastanawiało go jej kalectwo, co się jej przytrafiło, dlaczego była aż tak pochłonięta cierpieniem. Mimo jej zaniedbania dostrzegał tkwiący w niej potencjał piękna. On też topił swoje smutki w alkoholu. Ale postanowił odzyskać kontrolę nad własnym życiem, nad życiem zaniedbanych zwierząt w stadninie. Miał plan na dalsze życie, bo przeszłości nie był już w stanie odmienić. Ada stanowiła dla niego nie lada wyzwanie, ponieważ miała w sobie to coś, co „roztopiło lód skuwający jego serce”. Podczas nieobecności matki Natalia postanowiła spełnić jedno z największych marzeń – nauczyć się jeździć konno i o to poprosiła, wręcz namówiła Roberta. Pragnęła w ten sposób udowodnić matce, że ona może coś w życiu osiągnąć i że konie wcale nie są „śmiercionośne”. Czy córce to się udało? Jak zareagowała Ada na ambicje córki? Jakie refleksje to w niej wywołało?

Agata Suchocka świetnie wykreowała bohaterów, są autentyczni. Mamy tu do czynienia z pogłębioną charakterystyką bohaterów. Pisarka stworzyła bardzo ciekawe portrety psychologiczne postaci. Akcja powieści mimo opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów toczy sie wartko, nagłe jej zwroty nadają tempa i przyśpieszają rozwój wydarzeń. Powieść jest napisana lekkim stylem, pięknym językiem mimo poruszanych trudnych problemów.

 „O jeden krok za daleko” to piękna, wzruszająca i napawająca optymizmem historia o miłości, jej różnych odmianach, o przyjaźni, o relacjach interpersonalnych, o trudnych więziach rodzinnych, międzypokoleniowych, o matce alkoholiczce, o samotności i cierpieniu człowieka, o zbuntowanej nastolatce, która chce zwrócić uwagę swojej matki, a jej bunt jest wołaniem o miłość. Powieść skłania czytelnika do refleksji nad marzeniami. Czy warto marzyć? Czy warto żyć pasją? Polecam ten tytuł na letnie wieczory.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz do recenzji.