„Niełatwe powroty” – Aleksandra Rak (patronat medialny)

Read More
niełatwe powroty

Aleksandra Rak, Niełatwe powroty, Wydawnictwo Dragon 2021.
Seria: Pensjonat na wzgórzu
Patronat medialny Dropsa Książkowego

Czasem mówi się, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Ta teoria doskonale sprawdza się w życiu bohaterek powieści Aleksandry Rak. Do czasu. „Niełatwe powroty” – powieść, którą miałam zaszczyt objąć patronatem medialnym – to historia trzech sióstr, które muszą na nowo podjąć próbę rozmowy. Trzech kobiet, które muszą przełamać dumę, strach, poczucie krzywdy i stanąć oko w oko z siostrą. Trzech córek, które spotykają się w pewnym pensjonacie na wzgórzu…

Wydaje się, że Patrycję, Martynę i Klaudię łączą tylko więzy krwi. Każda z nich ma inną przeszłość i teraźniejszość. Czy ich przyszłość może być wspólna?

Patrycja po rozwodzie rodziców wyprowadziła się z matką do Irlandii i tam spędza dorosłe życie. Martyna robi karierę jako architekt wnętrz, ciesząc się związkiem bez zobowiązań. Klaudia zaś pomaga ojcu w prowadzeniu pensjonatu w Bieszczadach. Siostry niemal nie mają ze sobą kontaktu. Nie wiedzą zbyt wiele o swoim życiu. Wzajemnie się oskarżają albo milczą. Choroba ojca sprawia, że muszą spotkać się przy szpitalnym łóżku i porozmawiać. Po latach. To trudne, bowiem każda rozmowa przywołuje bolesne wspomnienia i generuje kolejne konflikty. Żal, zazdrość, urażona duma, niespełnione marzenia – siostry oskarżają się wzajemnie o wiele. Czy w obliczu choroby taty i bankructwa pensjonatu podadzą sobie ręce…?

„Niełatwe powroty” to niełatwa powieść o bardzo trudnych relacjach między siostrami. Relacjach pełnych niedomówień. Patrycja, Martyna, Klaudia – każda z nich nosi jakąś maskę, za którą nieudolnie się chowa. Za którą skrywa prawdziwe pragnienia i lęki. Próbują być samodzielne, samowystarczalne, jednocześnie rozpaczliwie pragnąc wsparcia i miłości. Strach przed samotnością i chęć znalezienia przystani w męskich ramionach sprawiają, że siostry niewłaściwie lokują swoje uczucia. Dobry seks, obietnice bez pokrycia czy wysoka pozycja zawodowa partnera to nie wszystko… Czy podobne problemy zbliżą ich do siebie?

Cieszę się, że to dopiero początek serii „Pensjonat na wzgórzu”! Z przyjemnością powrócę w Bieszczady w II tomie. To będzie szybki wypad za miasto – tę część pochłonęłam w dwa dni. Wybaczcie pewność w opinii, ale mam wrażenie, że tej książki nie da się czytać dłużej. Każdy rozdział wręcz kipi od wydarzeń, pozornie błahych, oraz emocji. Bohaterkami targają różne uczucia, które autorka świetnie przelała na papier – bardzo obrazowo oddała emocje i stany psychiczne postaci. Razem z nimi odczuwałam złość, zazdrość czy strach. Potrafiłam się wczuć w położenie każdej z sióstr, choć były one diametralnie różne. Z ogromną ciekawością przekręcałam kolejne strony, nie mogąc doczekać się finału spotkania. Jak pokazuje ostatni rozdział, finał jeszcze przede mną… I przede wszystkim przed dziewczynami.

„Niełatwe powroty” to wzruszająca i poruszająca historia kobiet, które po latach wracają do rodzinnego domu. Wracają do siebie wzajemnie i do swoich serc, w których niejedna struna jest nadszarpnięta… Czy będą potrafiły odnaleźć wspólną melodię? Przekonajcie się, sięgając po powieść Aleksandry Rak!

Wydawnictwu Dragon serdecznie dziękuję za możliwość objęcia książki patronatem medialnym!

„Najlepsze przed nami” – Zuza Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
zuza kordel najlepsze przed nami

Zuza Kordel, Najlepsze przed nami, Wydawnictwo Znak 2021.

Kilka miesięcy temu Wydawnictwo Znak zwróciło się do mnie z propozycją przeczytania pewnego debiutu. Nie podano mi ani nazwiska autora, ani tytułu książki. Sama treść. Zgodziłam się!  Niedawno okazało się, że to debiutancka powieść Zuzy Kordel – córki jednej z moich ulubionych polskich pisarek, Magdaleny. Oj, niedaleko pada jabłko od jabłoni… Ale do rzeczy, do recenzji! Czy więzy krwi miały wpływ na opinię? Nie – naprawdę czytałam w ciemno!  

Prezentuję Wam opinię, którą kilka miesięcy temu przesłałam do Wydawnictwa.

Zawsze daję szansę debiutantom, ponieważ kiedyś sama chciałabym być na ich miejscu. Z ciekawością sięgam po egzemplarze, z dużą dawką wiary przewracam kolejne strony. Czasem takie spotkanie rozczarowuje. Powoduje zawód, nadzieja na coś dobrego szybko znika. Ale tym razem tak nie było…

Przyznaję, że po powieści młodzieżowe sięgam ostatnio coraz rzadziej. Tym razem zrobiłam wyjątek i nie żałuję. Książkę pochłonęłam w jeden weekend, delikatnie zarywając noc. Weszłam do świata młodych, ale doświadczonych przez życie bardziej niż nie jeden dorosły, bohaterów.

Aniela, Łukasz, Kuba, Martyna. Postaci wiążą nie tylko relacje rodzinne, przyjacielskie czy inne, ale przede wszystkim podobna przeszłość i teraźniejszość. Przeszłość – trudna, naszpikowana cierpieniem, pełna łez, smutku, tęsknoty, buntu. Teraźniejszość – polega na walce o dziś. Na walce z demonami, by nie wrócić do przeszłości, do tego, co niszczyło. Na walce o zdrowie, o bliskich, o samych siebie. Ich teraźniejszość bardzo mocno decyduje o przyszłości. To sprawdzian – jak odrobili lekcje z przeszłości.

Fundamentem powieści, obok młodości, jest przyjaźń. To siła bohaterów. W przyjacielu znajdują oparcie, wiarę, pomocną dłoń – często to, na co nie mogą liczyć w rodzinnych domach… Bezinteresownie mają przy sobie drugiego człowieka.

Postaci zmagają się z tymi samymi problemami, co młodzi ludzie współcześnie, w rzeczywistości, wchodzący w dorosłość – konieczność łączenia pracy ze studiami, trudne relacje z rodzicami, problemy ze zdrowiem, nałogi, fatalne wybory… Któż z nas tego nie zna? Aniela, Łukasz, Kuba, Martyna nie żyją w idealnym świecie. Żyją w świecie takim, jak my. Pełnym kolorów, ale i odcieni szarości.

Moja ulubiona bohaterka? Babcia Anieli, Marysia. Nie tylko przez imię obdarzyłam ją sympatią. Jest we mnie ogromny głód babci i literackie postaci choć odrobinę mi go rekompensują. To w babcinych, a nie matczynych ramionach Aniela znajduje ukojenie, wsparcie i wiarę w jej wybory.

Jak już wspomniałam na wstępie, powieść czyta się szybko. To zasługa wielu dialogów – to właśnie na rozmowę stawia autorka. Cieszę się, że choć to powieść młodzieżowa, nie jest naszpikowana przekleństwami – bohaterowie posługują się potoczną, ale nie wulgarną (chyba że naprawdę wymaga tego sytuacja) polszczyzną.

Młodość i przyjaźń – siła bohaterów stała się także siłą tej książki. Zapamiętam tę historię na bardzo długo. Mam nadzieję, że Wy również! „Najlepsze przed nami” trafi do księgarni już 14 kwietnia!

„Dwór rusałek” – Dorota Gąsiorowska (recenzja przedpremierowa)

Read More
dwór rusałek

Dorota Gąsiorowska, Dwór rusałek, Wydawnictwo Znak 2021.
Seria „Dni mocy”

Premiera 14 kwietnia

Napisać, że jest piękna, to za mało. Napisać, że z każdą stroną zachwyt czytelnika rośnie – brzmi jak banał. Wyznać Wam, że „Dwór rusałek” oficjalnie został moją ulubioną powieścią Doroty Gąsiorowskiej – to obowiązek. Druga część serii „Dni mocy” bezapelacyjnie podbiła moje serce.

Skąd ten zachwyt? Myślę, że jesteśmy z Olgą – główną bohaterką powieści, bardzo do siebie podobne, od pierwszych stron poczułam z nią niesamowitą więź. Ciche, może trochę nieśmiałe w relacjach damsko-męskich, zakochane w książkach, ceniące swój własny świat… Ja się nie zmieniam, ale Olga tak. Życie pisze różne scenariusze – ją wysłał w podróż. Utrata pracy i zawód miłosny pchają ją w ramiona… Podlasia. W starym dworze znajduje schronienie, przyjaźń, nowe zatrudnienie i zagadkę do rozwiązania. Pamiętniki, listy, tajemnicze zniknięcia, wypadki, a wszystko to ściśle wiąże się z jeziorem i rusałczym tygodniem… Choć początkowo Olga jest sceptyczna, szybko przekonuje się, że są dni, które mają szczególną moc, a słowiańskie wierzenia to nie bajki ze szczęśliwymi zakończeniami…

W twórczości Doroty Gąsiorowskiej często pojawia się wątek książek (mam tu na myśli chociażby powieść „Antykwariat spełnionych marzeń”) oraz podróży. W „Dworze rusałek” autorka zabiera nas do wileńskiej księgarenki. Ku swojej rozpaczy, Olga musi ją zamknąć. Przypadkowe spotkanie sprawia, że porzuca ukochane Wilno na rzecz podlaskiego dworu. Dzięki Pisarce i jej talentowi, bez trudu możemy poznać to miejsce, jego okolice i przede wszystkim mieszkańców. Przenosząc się wraz z Olgą na Jesionkę, przenosimy się w inny wymiar. W świat, gdzie nie zasięg, nie media społecznościowe są ważne, lecz drugi człowiek i natura. Oczyma wyobraźni zakradamy się na stary strych, gdzie w towarzystwie mieszkanek posiadłości porządkujemy dokumenty. Zwiedzamy okoliczny park, spacerujemy, błądzimy po lesie. Zachwycamy się widokiem jeziora, pływamy łodzią… Naprawdę wystarczy zamknąć oczy, by wyruszyć w literacką, słowiańską podróż. Razem z Olgą rozkoszowałam się kontaktem z przyrodą. Słyszałam szum drzew, dotykałam roślin, moczyłam dłonie w wodzie, czułam zapach starego papieru… Dorota Gąsiorowska  ma ogromny szacunek do języka. Bogate słownictwo i wspomniane już plastyczne opisy bez wątpienia wyróżniają ją wśród polskich pisarek. 

Motyw podróży to nie tylko relokacja z Litwy do Polski. To także podróż w czasie – zgodnie ze słowiańskim, a chwilami i celtyckim, kalendarzem. Zagadkowa historia dwóch sióstr, wypadek Loreny – wszystko to prowadzi Olgę do jeziora. Jeziora, nad którym mieszka nie tylko Michalina. Jej wrażliwość, romantyczna dusza i ciekawość sprawiają, że tylko ona może rozwikłać tajemnicę. Tylko to może uchronić kolejną kobietę przed tragedią…

Nie tylko słowiańskie wierzenia, nie tylko bliskie i dalekie podróże – „Dwór rusałek” to przede wszystkim piękna powieść o miłości, o różnych jej odcieniach. W książce znajdziemy wątek miłości damsko-męskiej, która potrafi ranić, ale i ukoić; miłości i porozumienia, które rodzą się między Olgą a jej niepełnosprawną podopieczną;  miłości matki do córki oraz matki do syna – lepiej lub gorzej rozumianych; miłości siostrzanej, która próbuje nadrobić stracone lata… Powieść pisana z miłością – z miłości się składa. Wiele emocji i wzruszeń gwarantowanych!

By sięgnąć po „Dwór rusałek”, nie trzeba znać pierwszej części cyklu. Mimo to warto przed lekturą tego tomu poznać „Pamiętnik szeptuchy”. Choć różnią się główne bohaterki, większość postaci i lokalizacji się powtarza. Znajomość pierwszego tomu jest też ważna dla lepszego zrozumienia relacji Olgi z matką i siostrą.

Druga siostra, druga część cyklu, drugie słowiańskie śledztwo. Kolejna książka i kolejna dawka miłości – do przyrody, do świata, do czytelników. To się czuje, Dorotko. I za to Ci dziękuję. Dziękuję Ci także za wątek niepełnosprawności intelektualnej – świat takich osób jak Lorena jest nieco inny niż nasz, ale równie piękny. Warto o tym pisać!

A czytającym mojego bloga, powieść „Dwór rusałek” gorąco polecam. Ta historia Was wyciszy, ukoi, da nadzieję i wywoła uśmiech. Jestem pewna, że będziecie chcieli więcej!

„Revenge” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
revenge

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Revenge, Wydawnicwo Burda 2021.
Cykl: Bezlitosna siła
#MamaDropsaCzyta

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Dilerka Emocji, podarowała swoim wiernym Czytelniczkom i Czytelnikom bonusowy tom kultowej serii „Bezlitosna siła”. Przypomnę, że seria opowiada o mężczyznach uprawiających walki MMA – każdy z nich ma za sobą mroczną przeszłość. To także historie kobiet, które doświadczyły przemocy, a pomoc odnalazły w fundacji FemiHelp, wspierającej ofiary agresji ze strony mężczyzn. Zapraszam serdecznie do lektury mojej recenzji.

Do Kastora, Polluksa, Saturna i Marsa dołączył Revenge, rozdający ciosy każdemu, z kim miał na pieńku – na ringu i poza nim. Przez lata kierowało nim pragnienie zemsty i rewanżu, niszczenie siebie i ludzi wokół. Wiktor Brudzyński po przeprowadzce do Wrocławia musiał nauczyć się cierpliwości, by móc należycie sprawować, na mocy testamentu, opiekę nad siedemnastoletnim przyrodnim bratem Leonem. Pojawienie się Leona to oprócz przewrócenia życia do góry nogami nadanie jemu celu, sensu, a tym samym zaprzestać karmić się nienawiścią i żyć przeszłością oraz naprawić to, co zniszczył, walcząc z Saturnem. Pragnął zacząć wszystko od nowa. Prowadził firmę z autodetailingiem. A Leon od razu wpakował się w kłopoty, nielegalne biznesy, co mogło się dla niego źle skończyć.  Wiktorowi wpadła w oko nieznajoma o kasztanowych włosach. Laura Mularczyk była również na zakręcie. Udało się jej uwolnić (czy na pewno do końca?) od toksycznego wręcz uzależnienia od męża Marka, psychola i dupka, zakompleksionego, który swoje marne ego podbudowywał poprzez poniżanie, upokarzanie słabszych i manipulację. Wyjechała z synkiem do Wrocławia, żeby naprawić relacje z siostrą Liwią. Niestety, nie mogła się uwolnić od przeszłości, ciągle do niej wracała. Wiktor i Laura oboje przeszli przez piekło.

Czy trudne przeżycia i podobna przeszłość zbliżą ich do siebie? Czy ich serca otworzą się na uczucia a przede wszystkim staną się znów zdolne do miłości, która ma siłę uleczyć wszystkie rany? Nie będzie to łatwe, potrzeba czasu, by znowu móc zaufać drugiemu człowiekowi i pozwolić sobie na bliskość. Oboje tego pragnęli i bardzo potrzebowali. Czy iskra między Laurą i Wiktorem rozpali się w ogień miłości i rozleje w żar? Czy dołączą do małej mafii z PantaRhei? Szczegóły poznacie podczas lektury.

Jak zawsze Pisarka  zaserwowała czytelnikom ogromne emocje od radości, przez wzruszenie, po poruszenie serca, strach, lęk, złość. Akcja toczy się wartko, jej nagle zwroty, perypetie bohaterów wciągają od pierwszych stron. Występuje cała plejada świetnie wykreowanych postaci. Historię Laury i Wiktora poznajemy z perspektywy obojga bohaterów, w narracji pierwszoosobowej. Po raz kolejny przekonujemy się, że potężny i groźnie wyglądający Revenge może się okazać wrażliwym, delikatnym, czułym facetem, który nigdy nie skrzywdzi kobiety, ale będzie jej bronić. Pozory bowiem często mylą a stereotypy mogą zwieść na manowce.

Jak już wspomniałam, „Revenge” to piąty tom, niejako zwieńczenie  serii „Bezlitosna siła”. Zastanawiacie się, czy potrzebna jest znajomość poprzednich? Nie, ponieważ Agnieszka Lingas-Łoniewska w taki sposób prowadzi narrację i fabułę, że przypomina najważniejsze wydarzenia i postaci z poprzednich tomów. Dla miłośników jej pióra jest to jednak lektura obowiązkowa.

Powieść czyta się szybko – to zasługa nie tylko wartkiej akcji, ale stylu i emocjonalnego języka. Nie brakuje w nim stylu potocznego i wulgaryzmów, jednak ich użycie, w kontekstach, uważam za uzasadnione. Dla Autorki język jako narzędzie pracy ma ogromną wartość.

Polecam tę poruszającą i romantyczną opowieść o sile przyjaźni, o różnych obliczach miłości, która dała bohaterom bezlitosną siłę do walki o siebie nawzajem. Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę w życiu, a miłość jest najlepszym lekiem na każdą życiową traumę. Zakończenie powieści dało i mnie nadzieję, że może powstanie kolejna część. Nigdy nie mów nigdy!

Wydawnictwu Burda dziękuję za egzemplarz do recenzji!

„Apokalipsy według Joanny” – Anna Robak-Reczek

Read More
apokalipsy według joanny

Anna Robak-Reczek, „Apokalipsy według Joanny”, Wydawnictwo Lucky 2021.

Witaj, Joanno!

Właśnie Cię poznałam. Anna Robak-Reczek opowiedziała mi Twoją historię. Opowiedziała mi o Twoich miłościach, Twoim strachu, paraliżującym lęku przez końcem świata, który przecież… nadchodzi codziennie.

Kim jesteś? Matką, żoną, na szarym końcu Joanną właśnie. I córką. Córką, która po latach opieki, pielęgnowania, patrzenia, jak odchodzą ciało i dusza, chowa do grobu mamę. Twoim sensem istnienia, obok prowadzenia domu i wychowywania dzieci, było czuwanie nad mamą. Tego już nie ma. Wraz z wiekiem trumny w Twoim życiu zamknął się pewien trudny rozdział. Musisz otworzyć nowy, ale nie potrafisz. Boisz się. Tak strasznie się boisz…

Twoje dzieci nie są już dziećmi, co trudno Ci zaakceptować. Twój mąż woli ciała kochanek od Twojego, o czym (chyba) nie wiesz. Masz wrażenie, że choć jesteś częścią ich świata, pozostajesz z boku. Budujesz mur. Mur, który zamiast cegieł ma strach i lęk. Paraliżują Cię. Zmieniają w emocjonalne piórko, nieodporne na ataki. A atakuje Cię wszystko – Syria, konflikt na Ukrainie, zmiana klimatu… Obawiasz się, że w przyszłości wirusy SARS zaczną mutować (i tu masz rację…). Twoje apokalipsy nadciągają z każdej strony bez trąb, aniołów czy plag. Boisz się o bliskich. Gromadzisz – dosłownie – zapasy, i analizujesz możliwości ochronne peronów metra.

Ktoś może powiedzieć – wariatka. Ja mówię – kobieta, która nie uniosła swojego bagażu. Kobieta krucha, która pęka jak lód. Kobieta, która potrzebuje pomocy. Jesteś chora, Joanno. Masz depresję, stany lękowe. Nie weźmiesz się w garść, czekolada lub zakupy nie poprawią Twojej sytuacji.

Kto powinien poznać Twoją historię? Myślę, że przede wszystkim kobiety. Niezależnie od zawodu, stanu cywilnego, liczby urodzonych dzieci. Każda z nas inaczej rozumie określenie „koniec świata” i nie mam tu na myśli kwestii religijnych. Świat Twojej 19-letniej córki skończył wraz z niespełnionym zakochaniem. Twój syn czuje się sparaliżowany na myśl o grzybobraniu. Życie Twojego szwagra skończyło się w momencie śmierci Iwa. To tylko kilka przykładów opisanych w książce. W rzeczywistości każda z nas ma swoje apokalipsy. Wiele z nas nie radzi sobie z nimi – tak samo jak Ty.

Dziękuję Annie Robak-Reczek, że opowiedziała mi Twoją historię. Myślę, że naprawdę wiele kobiet – czytelniczek, które sięgną po powieść – powie o Tobie: „to ja”. Patrząc w lustro, nazwą siebie Joannami. Kto wie, może którejś z nich Twoja historia uświadomi, że to ostatni moment, by poprosić o pomoc?

Joanno, miej świadomość, że mimo całego dramatu, wszystkich lęków i barier, nie traktuję Twojej historii jako pesymistycznej opowieści. Przyznaję, przez pierwsze kilkadziesiąt stron miałam wątpliwości, czy się polubimy. Teraz wiem, że Cię podziwiam. Wiem, że Twoja historia niesie ze sobą wiele nadziei. Także w to, że apokalipsa zwana pandemią kiedyś dobiegnie końca…

Dziękuję Ci za to, że otworzyłaś się przed autorką, że pozwoliłaś jej spisać fragment swojego życia. Ta historia nigdy nie straci na aktualności, bo przecież zawsze będą jakieś końce świata. Duże i małe, kolejne i ostateczne. Przecież nawet Twoja córka przyznała, że masz rację, mówiąc, że świat kończy się nie raz i nie dwa.

Do zobaczenia!

Drops Książkowy

„Jeszcze jedna szansa” – Agata Sawicka (patronat medialny Mamy Dropsa)

Read More
jeszcze jedna szansa

Agata Sawicka, Jeszcze jedna szansa, Wydawnictwo Dragon 2021.
Patronat Medialny Mamy Dropsa

Życie pisze niesamowite scenariusze. Czasami trzeba tylko się rozejrzeć wokół siebie…

Agata Sawicka to z wykształcenia politolożka, pasjonatka literatury i pisania oraz podróży, to utalentowana młoda kobieta, która zadebiutowała ciepło przyjętą serią „Dwór w Zaleszycach”. Miałam przyjemność ją recenzować i od tej pory stałam się fanką powieści Autorki. Dlatego też bardzo się ucieszyłam, gdy Wydawnictwo Dragon zaproponowało mi objęcie patronatem najnowszej powieści „Jeszcze jedna szansa”, która będzie miała premierę 24 marca. To mój pierwszy patronat i wielki zaszczyt. Mam nadzieję, że sprostam zadaniu promowania powieści wśród Czytelników.

Inspiracją do napisania powieści był wakacyjny pobyt Autorki z rodzicami i siostrą w Łącku, pięknej nadmorskiej wiosce, która należała kiedyś do Niemiec. Po wojnie zamieszkali tam Polacy, Niemcy i ludność ukraińska przesiedlona po wojnie ze wschodniej Polski. Kilka ciekawostek dotyczących Łącka zostało zamieszczonych w książce, m.in. wątek związany z legendą o Hansie Lange i księciu Bogusławie, opis starego domu, w którym postacie kiedyś przebywały i poznajemy również uroczy, zabytkowy kościółek z trzynastego wieku, piekarnia ze znakomitym pieczywem i ciastem makowo-serowym, jezioro Wicko z drewnianym pomostem, świadkiem wielu miłych i dramatycznych wydarzeń w powieści oraz morze, za którym tak bardzo tęsknię. Jeden z bohaterów nauczy nas właściwej miłości do morza, dostrzeżenia w nim czegoś głębszego, bratniej duszy człowieka i siły łączącej go z naturą, nieodgadnionej zagadki. Każdy z nas zapewne ma takie miejsce lub musi odnaleźć swój „życiowy akumulator”. Zapraszam do zapoznania sie z moją opinią o powieści.

 Całość tych pięknych wspomnień i doświadczeń, bogactwa krajobrazów i smaków, napotkanych przeze mnie ludzi i, może przede wszystkim, tego niepowtarzalnego klimatu zainspirowały mnie do napisania tej powieści. Bo często, aby dostrzec coś niezwykłego, wystarczy rozejrzeć się tuż obok…

Jak już wspomniałam wcześniej, Autorka zabiera nas w podróż literacką nad morze, do Łącka, Ustki, Jarosławca oraz w podróż w czasie, do przeszłości wojennej. Zagwarantowała to, co bardzo lubię w powieściach obyczajowych (Paulina ma to chyba po mnie ;)) – akcja rozgrywa się w teraźniejszości i w przeszłości. Pisarka stworzyła świetny pomysł na fabułę. Zatem w kilku zdaniach ją przybliżę, aby wzbudzić  Waszą ciekawość i chęć do sięgnięcia po książkę.

Hania Jaworska ma 25 lat, pracuje w korporacji i często odnosi wrażenie, że jej życie jest puste. Tęskni za zmianami. I tu życie ją zaskakuje, bowiem niepodziewanie otrzymuje w spadku stary dom w Łącku na Pomorzu. Jest to dla niej ogromna szansa, aby wyrwać się ze Śląska, by przeżyć coś nowego. Tym bardziej, że to było miejsce z tajemniczego obrazu, przedstawiającego sielski krajobraz – pamiątki po ukochanej babci Alicji. Dodam jeszcze, że Hania nie miała w tamtym regionie rodziny ani znajomych, darczyńca był również nieznany, jedynie nazwa miejscowości Łącko. Babcia Alicja nigdy nie podzieliła się z wnuczką wspomnieniami z młodości i przeszłości wojennej. Hania nigdy nie poznała dziadka. Tajemnice i sekrety rodzinne zabrała do grobu. We śnie jedynie przekazała wnuczce, żeby w życiu podążała za głosem serca i własnej intuicji. Razem z Hanią Czytelnik będzie je zatem poznawać i odkrywać prawdę na kartach powieści. Co z Łąckiem miała wspólnego babcia Alicja z Krakowa? Kim był tajemniczy darczyńca Władysław Kiesielewski i dlaczego to właśnie Hani a nie swojemu wnukowi zostawił w spadku dom. Jak przeszłość wpłynie na życie Hani? Poznajemy także losy jego wnuka Aleksandra, który po śmierci żony w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, samotnie wychowuje synka. On też stanowił dla Hani tajemnicę. Dokąd zaprowadzi bohaterkę jej odkrywanie? Pytań jest wiele – odpowiedzi na wszystkie znajdziecie w książce „Jeszcze jedna szansa”.

Wojna czasami zmusza ludzi do robienia okropnych rzeczy, ale to nie oznacza, że oni sami są potworami. Nigdy nie można dopuścić do tego, że oni sami są potworami. Nigdy nie można dopuścić do tego, żeby otaczające nas zło przeniknęło do naszych serc. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie zachować człowieczeństwo.

„Jeszcze jedna szansa” to historia wielowątkowa. Poznając przeszłość wojenną bohaterów, stajemy się świadkami miłości zakazanej, która nie miała sie prawa wydarzyć. Polka, służąca i Niemiec, żołnierz – oboje z dwóch różnych światów, przed nimi nie było szans na pomyślną przyszłość, narażali się na wielkie niebezpieczeństwo. Wyrzuty sumienia nie dawały spokoju i nie potrafili zakończyć tej relacji. Emocje i uczucia bohaterów, ich dylematy moralne udzielają się czytelnikowi. Jednakże prawdziwa miłość okazała się lekiem na wszelkie zło związane z wojną i pomogła przetrwać, przeżyć ten czas okrutny. Czy jednak mogli szczęśliwie przeżyć podarowany im czas? Woja wyzwoliła w ludziach także złe instynkty i odnajdujemy przykłady tego w powieści. Jednak dzięki celowemu zabiegowi Autorki – przeplatanie wątku współczesnego z historycznym, wojennym wzbogaconym o miłosny – jak gdyby złagodziło ciężar emocjonalny, dramatyzm a nawet tragizm sytuacji i pozwoliło odetchnąć czytelnikowi. W wątku historycznym pojawiła się też miłość do Polski i tęsknota za wolnością.

Miłość jest niezbadana i niepojęta, skoro potrafi złączyć dwoje wrogich sobie ludzi. Jest najsilniejszą siłą, jaka rządzi światem, odnosi zwycięstwo nad złem.

Miłość nie jedno ma imię, oblicze i odcienie. W powieści Agata Sawicka to nam to ukazała. Poznajemy tu także historię o stracie, odrzuceniu z miłości i pragnieniu budowania życia od nowa. Pogodzenie się ze stratą, wybaczenie, przepracowanie tegoż problemu to niełatwa sztuka. Często wydaje nam sie, ze kogoś znamy, ale wcale tak nie jest. Czasem najbliższe osoby potrafią najbardziej nas zranić, a zupełnie obce przynieść ukojenie. Właśnie pojawienie się obcej osoby w życiu może dokonać cudu i spowodować przejść na jasną stronę życia, wygrać walkę z demonami przeszłości, zmienić życie na lepsze, wnieść światło, nadać życiu sens, podarować jeszcze jedną szansę. Pięknie pisarka namalowała słowami relacje między ojcem i synem. Jest to także powieść o marzeniach i pragnieniach bohaterki. Tak bardzo chciała miłości, pragnęła kochać do szaleństwa i być do szaleństwa kochana. Czy to się jej udało spełnić? Czy odnalazła swoje miejsce na ziemi nad morzem?

Bo miłość potrafi narodzić się nawet w największym cierpieniu i ciemności. Jest najcenniejszym lekiem, największą siłą i sensem istnienia świata. Warto kochać mimo wszystko i warto dla tej miłości żyć.

Powieść wręcz pochłonęłam. Jej walorem jest kreacja bohaterów, prawdziwych z krwi i kości, z pogłębionym rysem psychologicznym, z opisami ich przeżyć wewnętrznych, które pomagają zrozumieć motywację ich postępowania. W wątku współczesnym narracja jest prowadzona w pierwszej osobie, zaś w historycznym w trzeciej. Książka jest napisana lekkim stylem, pięknym, emocjonalnym językiem. Wyzwoliła we mnie cały wachlarz emocji i uczuć, wzruszyła do łez. Skłoniła do wielu refleksji nad życiem, nad więziami w rodzinie, relacjami międzyludzkimi. Jakże ważna w życiu człowieka jest obecność drugiego człowieka, bliskość, wsparcie, przyjaźń, rozmowa. Ale najważniejsza jest miłość – wznosi się ponad wszystkim. Serce zawsze znajdzie drogę do prawdy. Ona potrafi zdziałać cuda. Zawiść, zazdrość, nienawiść wyzwalają w człowieku zło, mają niszczycielską siłę.

Zachęcam Was do sięgnięcia po tę niezwykłą opowieść o sile wielkiej miłości, rodzinnych tajemnicach i sekretach, o przebaczeniu i o tym, że zawsze warto dać sobie jeszcze jedną szansę. 

Wydawnictwu Dragon serdecznie dziękuje za zaufanie.

Autorce gratuluję kolejnej udanej powieści, której, jako patronka, nigdy nie zapomnę.

„Pensjonat na Kaczym Wzgórzu” – Paulina Kozłowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
pensjonat na kaczym wzgórzu

Paulina Kozłowska, Pensjonat na Kaczym Wzgórzu, Wydawnictwo Replika 2021.
#MamaDropsaCzyta

Bardzo lubię odkrywać nowych autorów, czytać ich debiutanckie powieści, obserwować i śledzić ich rozwój literacki. A Wydawnictwo Replika ostatnio umożliwiło utalentowanym autorom zaistnienie na rynku wydawniczym. Jest przyjazne debiutantom. Dlatego też skorzystałam z propozycji Wydawnictwa, by zrecenzować pierwszą powieść Pauliny Kozłowskiej „Pensjonat na Kaczym Wzgórzu”, której premiera miała miejsce 23 lutego. Mój wzrok przykuła piękna, klimatyczna okładka, oczywiście opis wydawcy oraz rekomendacje Patronek. Zapraszam zatem do lektury mojej opinii o książce.

Pensjonat na Kaczym Wzgórzu znajduje się w urokliwej Kobylnicy na Pomorzu, w której mieszka Autorka. Skąd taka nazwa? Wypasano tam dawniej kaczki. Jest to miejsce, do którego przyjeżdżają kobiety, by leczyć swe złamane serca, poturbowane przez miłość, poczucie straty, odpocząć od smutków i rozterek zafundowanych im przez facetów. Prowadzi go od pięciu lat trzydziestoletnia Łucja Stus a właściwie jeszcze Zakrzewska, dziewczyna z dobrego domu, z rodziny lekarskiej,  która rzuciła wszystko i przyjechała z misją zbawiania kobiecego świata do odziedziczonego w testamencie domu po babci, a której nie miała okazji poznać za życia. Dlaczego uciekła? Nie chciała, aby rodzice realizowali krok po kroku zaplanowaną przez nich jej drogę życiową. Spełniała się w roli terapeutki w tej cudnej ostoi dla kobiet takich jak i ona. Pensjonat cieszył się wśród nich powodzeniem. Mimo specjalnego regulaminu żyło się tu im po przyjacielsku. Obok Kaczego Wzgórza znajdowała sie działka, na której szybko wyrosła Samotnia – oaza męskiej rozpusty, miejsce, gdzie mężczyźni, korzystając z różnego rodzaju rozrywek, mogliby odreagować stresy dnia codziennego. Jej właścicielem jest Robert, syn i następca wielkiego szefa Jana Sępa, człowieka o bardzo trudnym charakterze, gburze bez serca, perfekcjonisty, który wątpił w to, że syn będzie jego godnym następcą w firmie. Miedzy Łucją a Robertem dochodzi do wojny, narasta między  niechęć, wzajemna antypatia. Kobiety chcą doprowadzić do tego, żeby Sęp wraz z ekipą się stąd wynieśli z uwagi na  sprzeczność interesów. Jesteście ciekawi, jaki przebieg będzie miała ta wojna i do czego doprowadzi walczące strony? Tego się dowiecie, biorąc powieść do ręki.

Tę niezwykle emocjonującą powieść czyta się bardzo szybko, wręcz pochłania dzięki frapującej fabule. Akcja wciąga już od pierwszego rozdziału, napięcie rośnie dzięki nagłym zwrotom akcji, perypetiom bohaterów. Skoro wojna dwóch światów, więc obie strony się wzajemnie obserwują, śledzą, podglądają, próbują negocjować,  walczą a to wszystko jest okraszone humorem, ironią, sarkazmem. Aż kipi emocjami i skrzy się humorem. Powieść jest napisana lekkim stylem, niezwykle plastycznym językiem, poprawnie, nawet użyte wulgaryzmy czy kolokwializmy nie rażą ucha czytelnika, tylko dodają smaczku, pikanterii tej wojnie. Bohaterowie są znakomicie wykreowani. Na uwagę zasługuje ich ciekawy rys psychologiczny. Bohaterem jest tu także natura – opisy przyrody są przepiękne. Tu naprawdę można wyleczyć duszę z wielu zranień, traum, by móc żyć na nowo. Czytając, możemy zaśmiewać się do łez z komicznych sytuacji, ale i wzruszać poznanymi historiami bohaterów, ich relacjami rodzinnymi, przeżyciami, bagażem doświadczeń niesionym przez niełatwe życie.

Paulina Kozłowska poruszyła bowiem bardzo trudne i ważne tematy, dotyczące rożnych przejawów przemocy wobec kobiet w nieudanych związkach małżeńskich. Co ciekawe, Autorka nie koncentruje się na obnażaniu ich słabości, nie szlocha nad ich losem, tylko pokazuje, jak w pensjonacie one się zmieniają, uzbrajają w siłę. Już nie są same, między nimi kwitnie przyjaźń, która je umacnia w podejmowaniu zdecydowanych kroków, w dokonaniu mądrych zmian, postanowień i wyborów życiowych. Książka zaskakuje, skłania do wielu przemyśleń i refleksji, a mimo to zapewnia doskonały relaks.

Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie świetny pomysł na książkę kolejnej, utalentowanej Debiutantki. Czekam niecierpliwie na kolejny tom.  

Wydawnictwu Replika bardzo dziękuję za egzemplarze recenzencki.

Paulinie Kozłowskiej gratuluję udanego debiutu.

„Na krawędzi nocy” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
na krawędzi nocy

Edyta Świętek, Na krawędzi nocy, Wydawnictwo Replika 2021.
Seria: „Alter ego”
#MamaDropsaCzyta

Edyta Świętek, Mistrzyni sag rodzinnych, oddała tym razem w ręce swoich czytelników historię, którą nazwała baśnią dla dorosłych. Pisarka wciąż poszukuje nowych inspiracji i wrażeń. Najczęściej czerpie je z życia. „Czasami wystarcza mała iskierka, która wywołuje wiele zamieszania”.  Kiedyś ktoś napił się kawy z kubka Autorki, aby poznała jego myśli. I to była iskierka, przyczynek do rozmyślań nad magicznymi zdolnościami ludzi.  W ten sposób narodziła się historia Niny, czarownicy i jej przyjaciół. Niezwykła historia, o której trudno zapomnieć. Zapraszam do lektury recenzji drugiego wydania powieści „Na krawędzi nocy”, pierwszego tomu dylogii „Alter ego”, której premiera odbyła się w lutym. Przekonajmy się, czy czarownice istnieją tylko w bajkach.

Główną bohaterką powieści jest Nina, a właściwie Antonina Klara Strega-Oramus. W chwili, gdy ją poznajemy, skończyła 30 lat i już życie zdążyło zapełnić jej plecak różnymi doświadczeniami. Opowiada nam w pierwszej osobie swoją historię. Od razu nawiązuje bezpośrednią więź z czytelniczką, nazywając ją przyjaciółką. W Prologu definiuje czarownicę, obala kilka mitów dotyczących czarownic i magii, podaje pewne fakty o ich zdolnościach. Dzięki retrospekcji cofamy się do dnia, w którym Nina dowiedziała się od uwielbianej babci Marianny, że jest właśnie czarownicą, inną niż wszyscy, odziedziczyła właśnie po niej tę zdolność. Ona szara myszka, nieśmiała i wycofana została tak obdarowana. Babcia oczywiście udzieliła ukochanej wnuczce rady, jak się posługiwać zdolnością czarowania, bo przecież będzie mogła wpływać na życie innych, żeby „nie przedobrzyła”. Jeśli bowiem nie zachowa umiaru, może nie zaznać w życiu prawdziwych przyjaźni i miłości. Od najmłodszych lat odwiedzały Ninę we snach Anioł, ucieleśnienie męskich cnót i Mroczny, rzucający cień na Anioła, wzbudzający niepokój. W noc poprzedzającą 18 urodziny Anioł oznajmia: „- To już dzisiaj. Bądź gotowa”. W urodziny zakochała się w jasnowłosym Adrianie, którego nazwała Wikingiem – był piękny i świetlisty jak Anioł z jej snów. Czy rzuciła na niego czar? Czy zadziałał jej urok osobisty? Od tego momentu motyw fantastyczny miesza się ze zwyczajnym życiem bohaterki. Adrian stał się jej mężem i żyło im się fantastycznie. Nina nie wtajemniczała go w swoje zdolności magiczne. Anioł i Mroczny zniknęli ze snów. Sielankę zakłócał jedynie wredny szef w pracy Niny oraz dziwne przeczucia, sny i wizje, jakby coś złego się miało stać. Pojawił się znowu Mroczny w ponurej, diabolicznej postaci, wzbudzając lęk. Jednego dnia bohaterka straciła wszystko, co było dla niej najważniejsze.

Czy czarownica potrafiła cierpieć?

W mojej głowie brzmi „Sonata Księżycowa” Beethovena. (…) Posłuchaj właśnie tej melodii. tak brzmi moja tęsknota i rozpacz – to moje umieranie. Nie dociera do mnie nic z tego, co dzieje się wokół. Nie jestem zdolna do działania. Na długie godziny pogrążam się w nieutulonym płaczu.

Edyta Świętek pokazała, że życie potrafi mocno doświadczyć zarówno czarownicę, jak i zwyczajną dziewczynę. Nie zawsze mamy wpływ na to, co sie wokół nas wydarzy. Zafundowała czytelnikom cały wachlarz emocji i uczuć – na początku radość, szczęście, namiętność, życzliwość, następnie smutek, lęk, płacz, rozpacz, cierpienie, oswajanie się ze śmiercią, przeżywanie żałoby, pustka, bezsenne noce i dnie, depresja, szukanie pociechy w myślach, we wspomnieniach, w poezji, w oglądaniu zdjęć. akceptowanie straty, przyzwyczajanie się do pustego domu.  

Po nocy pojawił się brzask. Sny przygotowały Ninę do spotkania z Mrocznym. Tak po prostu wpadła na niego w sklepie podczas zakupów… Wyglądał tak samo jak we snach i też był irytujący. Nina jako czarownica mogła sprawdzić, czy słusznie sie do niego uprzedziła. Wystarczy łyk kawy z jego szklanki… Czy wraz z pojawieniem się Mrocznego Nina rozpocznie nowy rozdział życia? Czy powróci dobra passa? W jaki sposób życie ją znowu zaskoczy we snach i na jawie?

Powieść czyta się szybko, jest napisana lekkim stylem, ale nie płytkim i bardzo emocjonalnym językiem, opisy przeżyć wewnętrznych Niny wywołały we mnie mnóstwo różnorodnych emocji i uczuć. To baśń dla dorosłych o miłości z mądrym przekazem. Jak to w baśniach bywa – fabuła służy do wyrażenia czegoś ważnego. Życie nasze jest czymś ulotnym, nie zawsze mamy wpływ na bieg wydarzeń. po najczarniejszej nocy następuje brzask, nowy dzień. Nie powinniśmy się pogrążać w rozpaczy, poddawać się, tylko walczyć i myśleć o kolejnym dniu pełnym światła, kolorów, nowej szansy, o powrocie dobrej passy. A do tego potrzebny jest nam drugi człowiek i jego wsparcie – rodzina, przyjaciele są wokół nas.

Edyta Świętek zachwyciła mnie kreacją całej plejady bohaterów. Są prawdziwi, wyraziści. Mimo że Nina jest czarownica, to zachowuje się i czuje jak „normalny” człowiek. Anioł i Mroczny – pochodzący z dwóch światów – z jawy i ze snów – również mnie zafascynowali. Przecież każda z nas kiedyś marzyła o tym wyśnionym, jedynym królewiczu na białym koniu. Pociągali nas również tacy jak Mroczny, mimo lęków i obaw. Przypadła mi do serca postać babci Marianny i Gabrieli, teściowej Niny. Dzięki świetnie poprowadzonej narracji pierwszoosobowej czułam się tak, jakbym była przyjaciółką bohaterką i ona przy kawie opowiedziała mi swoją frapująca historię. Powiem Wam, że uroczysko babci Marianny kupiła Edyta Świętek, bowiem od dłuższego czasu szukała miejsca sprzyjającego twórczym uniesieniom. Pojawiła się tu też dobrze nam znana Madzia Kociołek, bohaterka powieści „Pełnia szczęścia”.

Akcja toczy się wartko, zaskakują nas zwroty akcji, perypetie bohaterów, z którymi czytelnik również się znajduje między jawą a snem. Opisy miejsc są bardzo plastyczne, oddziałują na naszą wyobraźnię.

Zachęcam do sięgnięcia po tę poruszającą powieść o miłości, o sile przyjaźni, o relacjach rodzinnych i międzyludzkich oraz ze zwierzętami.  Choć podczas lektury często sięgałam po chusteczki, to jednak książka mimo wszystko zachęca, skłania  do refleksji nad życiem – niepoddawania się i walki o nowy dzień, lepsze jutro, dodaje odwagi i mobilizuje do pracy nad sobą, nad wprowadzeniem zmian na zewnątrz, ale przede wszystkim wewnątrz siebie.

Wydawnictwu Replika bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki.

Edycie Świętek dziękuję z całego serca za kolejną historię, o której tak łatwo nie da się zapomnieć.  

„Noc na blokowisku” – Marta Matyszczak

Read More
noc na blokowisku

Marta Matyszczak, Noc na blokowisku, Wydawnictwo Dolnośląskie 2021.
Seria: „Kryminał pod psem”

Ależ ja uwielbiam ten cykl! Bo choć to kryminał, to z przymrużeniem oka. Choć mamy trupa (a tym razem nawet dwa), w tle ciągle widzimy merdający ogonek. Choć bohaterowie mierzą się z przeciwieństwami losu, u swego boku mają szczekającego przyjaciela. Serii „Kryminał pod psem”, jako psiara i książkoholiczka w jednym, nie mogę nie polecać!

Pies jest najlepszym przyjacielem ludziny. To frazes, ale jakże prawdziwy. Każdy chciałby mieć takiego funfla, który wysłucha. Nie oceni. Da wsparcie (choćby miało ono polegać na ułożeniu futrzanego zadka na stopie). Psu można wyjawić wszystko. Prosto w oczy. Nigdy nie powie wam złego słowa na wasze najbardziej odrażające wyznanie winy. Tylko popatrzy miłosiernie.

„Noc na blokowisku”, jak każda z powieści Marty Matyszczak, dostarczyła mi sporo emocji. Jak już wspomniałam, w tej historii mamy dwa trupy (jak to mawiał Szczepan Żałoda w „Kryminalnych” – martwych denatów ;)) i… jednego zaginionego. Zaginionym jest nie kto inny, a Szymon Solański – prywatny detektyw i właściciel Gucia – kundelka z nosem do tropienia złych złoczyńców. Znika zaraz po ślubie, co w sercu małżonki budzi i złość, i ogromny lęk. Róża jednak nie może się w 100% poświęcić poszukiwaniom ukochanego – do odnalezienia ma też zabójcę! Kto w noc na blokowisku dokonał morderstwa? Czy z zabójstwem ma związek historia chłopca, który przed lat mieszkał w tym samym budynku…?

Tym razem fabuła toczy się dwutorowo – mamy wydarzenia rozgrywające się tu i teraz oraz przeszłość – PRL i codzienność blokowiska. Stopniowo opowieści zaczynają się zazębiać, a finał powieści nawet u Gucia wywoła gęsią skórkę…  Finał, który nadejdzie szybko. Za szybko. Marta Matyszczak ma lekki styl i książkę się wręcz pochłania. Szczypta dramatu, garść humoru, łyżeczka ironii – autorka bawi się językiem – i u ludzi, i w psim pyszczku, bowiem Gucio mówi to, co myśli. Dla niego nie ma tematu tabu. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi życie jego Pana.

Warto dodać, że tytuły poszczególnych rozdziałów nie są przypadkowe. Każdą z części zaczyna cytat z piosenki zespołu Myslovitz.

Kryminał na wesoło? To możliwe – zwłaszcza z tym składem! Róża i Gucio – piesek – dostarczają nam humoru pod dostatkiem. Można zapłakać ze śmiechu, ale i ze wzruszenia. Są też chwile grozy – w końcu dwa trupy nie wzięły się znikąd… Nie mniej, mimo kryminalnych wątków, to bardzo przyjemna lektura. Głównie dzięki Guciowi – uwielbiam te rozdziały, w których to kundelek jest narratorem. To baczny obserwator rzeczywistości. Trafnie ocenia ludzi i ich poczynania. Na kilometr wyczuje mordercę. I kiełbasę. I podejrzanego. I weterynarza. I smakołyki…

Zauważcie, że nikt nie mówi, że nudził się jak kundel. A to dlatego, że my – wielorasowce, mamy zbyt bogate wnętrze, aby nie wiedzieć, co zrobić z czasem danym nam na tej ziemi.

Jeśli jeszcze nie znacie serii „Kryminał pod psem”, koniecznie musicie to zmienić! Jestem pewna, że całym sercem pokochacie Gucia i jego człowieków. Tych bardziej i tych mniej przez niego lubianych. Z tą śląską ekipą nie sposób się nudzić!

„Jedno życie wystarczy” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
jedno życie wystarczy

Edyta Świętek, Jedno życie wystarczy, Wydawnictwo Skarpa Warszawska 2021.
Tom I serii: Nie czas na miłość
#MamaDropsaCzyta

10 marca to dzień premiery powieści „Jedno życie wystarczy” Edyty Świętek, Mistrzyni sag rodzinnych i mojej ulubionej Pisarki, która w swojej twórczości porusza trudne tematy i rzetelnie odzwierciedla ważne problemy społeczne.

„Wolę treści bardziej życiowe, pozbawione zbędnej warstwy lukru” – wyznała Pisarka przed premierą w wywiadzie z Anną Kłosowską. Edyta Świętek twierdzi, że powieść powinna oprócz rozrywki skłonić czytelnika do refleksji nad swoim życiem, nad ważnymi wyborami życiowymi, wyzwalając większą empatię do otoczenia.

Po krótkim wprowadzeniu pora na recenzję!

„Jedno życie wystarczy” opowiada o losach dziewczynki, która marzyła o lepszym życiu, ponieważ rodzina nie była dla niej bezpiecznym portem. Historia Anielki Kmiecik niesamowicie poruszyła moje serce i wzruszyłam się podczas lektury do łez, sięgając po chusteczki, ponieważ poznałam ją z punktu widzenia dziecka, następnie dorastającej dziewczyny, co jeszcze bardziej uwrażliwia czytelnika na świat przeżyć wewnętrznych dziecka, które przecież nie mogło sobie wybrać rodziny, aby wieść w niej szczęśliwe życie. Akcja powieści dzieje się w minionej epoce, w głębokim PRL-u, co stało się przyczynkiem do odbycia podróży w głąb siebie, do mojego dzieciństwa, które nie było takie sielskie i anielskie…

W wieku kilku lat byłam marzycielką. Ale już wtedy wiedziałam, że nie każda mrzonka może się ziścić. Moja na razie pozostała niespełniona. Ale gdy już zdam maturę i pójdę do pracy, to spełnię swą dziecięcą zachciankę.(…) Chcę lepszego życia niż to, które wiodę.

Anielka urodziła się w biednej rodzinie patologicznej, w której brakowało miłości, czułości, przytulenia, zainteresowania okazanego dzieciom, wspólnych zabaw, spacerów z rodzicami a słychać było jedynie wiązanki przekleństw, krzyki, „bo bachory zbyt głośno dokazują” awantury, pijackie burdy. Dochodziło także do przemocy fizycznej ojca alkoholika wobec żony, dzieci, niezaradnej życiowo i leniwej matki wobec dzieci, którymi się wysługiwała, dzieci starszych wobec młodszych, przemocy psychicznej a nawet seksualnej, gdy córki dojrzewały stały się „łakomym kąskiem” dla ojca. Jego lubieżne gesty i spojrzenia wzbudzały obrzydzenie. Jedyne szczęśliwe chwile zdarzały się, gdy ojciec był w więzieniu lub któryś z braci w poprawczaku. Bohaterka cierpiała z tego powodu, miała też niską samoocenę, która nie pozwalała jej walczyć o siebie, raczej się poddawała.

Anielka już od przedszkola była uzdolnionym dzieckiem, którego problemy domowe ignorowali nauczyciele. Nie miała szans „wypłynąć” – Edyta Świętek zwraca uwagę na to, że dzieci biedne lub z rodzin patologicznych były postrzegane przez pryzmat rodziców i stawały się obiektem doskonałym do wyśmiewania, ironizowania, knucia intryg, robienia na złość, traktowane były jak popychadła.

Czas dorastania to czas miłosnych uniesień, tęsknota za miłością, „ciągoty” do płci przeciwnej. Dla Anieli to nie był czas na miłość. Mimo że wyrodziła się z tej rodziny, to zagłuszała wszelkie odruchy serca. Dlaczego tak bardzo bała się miłości do chłopaka? Dlaczego nie potrafiła żadnemu zaufać? Miała jedynie wsparcie w przyjaciółce Magdzie. Razem się broniły przed natarczywością werbalną i nie tylko ze strony kolegów. Dlaczego zawsze tak twardo stąpała po ziemi? A co z jej marzeniami i pragnieniami? Czy one były jedynie dla wybranych, „którym nic nie doskwiera”? Ale czy tak naprawdę nikt na świecie nie wzbudził w niej uczucia tkliwości, trzepotu serca? Dlaczego biedy nie leczy żaden lek !? Czy rany na jej duszy zadane przez najbliższych kiedykolwiek sie zagoją i będzie zdolna do romantycznej miłości? Pisarka świetnie namalowała słowami rozterki Anieli, walkę jej rozumu z sercem, które tak mocno dygotało z bólu, ze strachu, z niemocy odczuwania miłości.

Zakończenie powieści, poprzedzające je wydarzenia i nagły zwrot akcji, potwornie mną wstrząsnęło. Na światło dzienne wychodzi pewien sekret rodzinny skrywany przez matkę Anieli… Jak mogło do tego dojść? Czy bohaterka o anielskiej osobowości, „diament połyskujący delikatnie mimo otaczającego go błota”, mądra i zdeterminowana kobieta zasłużyła na taki los? Czy znajdzie lekarza swojej duszy? O tym dowiemy się z drugiego tomu.

Akcja powieści rozgrywa się w Łańcucie, gdzie znajduje się piękny Zamek Lubomirskich i Potockich, dziś muzeum, otoczony wspaniałym parkiem, z powozownią. To jedno z ulubionych miejsc spacerowych Anieli i Magdy, miały tam swoje tajemnicze miejsca, lubiły też spędzać czas nad Wisłokiem. Jakże to piękne miejsce kontrastowało ze światem bohaterki odartym z piękna. Ten kontrast jeszcze bardziej wstrząsa czytelnikiem podczas lektury.

Moim zdaniem „Jedno życie wystarczy” to kolejna fenomenalna powieść Pisarki. Walorem jest świetna kreacja bohaterów, indywidualizacja postaci, spośród których wyróżnia się bardzo ciekawy portret psychologiczny Anieli. Pióro Edyty Świętek znów mnie zachwyca – troska o styl, język powieści, kompozycja, zasada kontrastu, szczegóły… Wszytko to razem jest podporządkowane wyeksponowaniu poruszonej trudnej tematyki i problematyce społecznej, aby wzbudzić w czytelniku refleksje na temat, co w życiu jest najważniejsze, jak budować relacje i więzi w rodzinie oraz empatię w stosunku do otoczenia.

Polecam z całego serca tę poruszającą historię o Anielce i jej rodzinie.

Wydawnictwu Skarpa Warszawska bardzo dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji.  Pisarce dziękuję z  całego serca za kolejną niezwykle interesującą i wzruszającą powieść.