„Serce lasu” – Patrycja Żurek (patronat Mamy Dropsa)

Read More
serce lasu okładka 3d

Patrycja Żurek, Serce lasu, Wydawnictwo Dragon 2022.
Patronat medialny Mamy Dropsa

Powieść obyczajowa Patrycji Żurek „Serce lasu” to nie tylko śliczna okładka, która kusi do lektury. Historię poleca Aleksandra Rak, jedna z ulubionych Dropsowych Autorek.

Ta magiczna, pachnąca lasem i pełna emocji opowieść jest jak plaster na zranioną duszę.

Zapraszam zatem do lektury recenzji tej niezwyklej powieści o przeznaczeniu, przed którym nie ma ucieczki i o miłości, która uzdrawia najgłębsze rany. Nie, to nie jest żaden ckliwy romans. Powieść chłonie się wszystkimi zmysłami.

Libusza i Iwo to para świetnie wykreowanych bohaterów, wywodzących się z dwóch różnych światów. których losy splotły się przypadkiem w Rymanowie Zdroju. Czy to był przypadek, czy jednak przeznaczenie?

Iwo to facet ambitny, pełen pasji, twardo stąpający po ziemi, konsekwentnie dążący do celu, zdeterminowany, pracoholik, odczuwający wsparcie ze strony rodziców. Jeden błąd. Nieprawidłowa ocena sytuacji. Źle wzięty zakręt. Wściekłość. Stracił w wypadku narzeczoną i nie mógł sobie poradzić z jej śmiercią. Obwiniał się, popadł w depresję, zaniedbał rodzinną firmę i został zmuszony do wyjazdu na leczenie do Rymanowa. Niekoniecznie wierzył w powodzenie terapii. Miał jednak czas, aby przemyśleć całe swoje życie i znaleźć jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Musiał przede wszystkim odnaleźć siebie, skoro nie miał zdolności cofania czasu. Sam sobie nie mógł pomóc. Jego wołanie o pomoc ktoś jednak usłyszał.

Libusza to lokalna wiedźma z lasu, zielarka, czarodziejka z chatki, posiadała nadnaturalne zdolności,  dar, który pozwalał jej na kontaktowanie się ze zmarłymi. Już na pierwszym spotkaniu z Iwem poczuła, że jej przeznaczeniem jest mu pomóc. To ona usłyszała wołanie i odczytała emocje mężczyzny. Mimo jego sceptycznej postawy, niedowiarstwa w jej zdolności postanowiła mu pomóc. Jednak Iwo musiał  do tego dojrzeć i się przygotować. Czarodziejka poleciła mu lekturę Sylvii Browne „Życie po Drugiej Stronie”. Chciała też poznać całą rodzinę i relacje między jej członkami, bo „poznać rodzinę, to poznać człowieka”. Czy w końcu Iwo pozwolił sobie pomóc? Jaką rolę odegrał w życiu Libuszy?

Patrycja Żurek do roli terapeuty włączyła także las. Wprawa do serca lasu, odkrywanie jego uroczych zakątków, zapach, dźwięki to wszystko sprawiło, że podczas wędrówki do serca lasu między bohaterami rodzi się miłość. Odkrywali podczas wędrówki przed sobą swoje historie, odczuwając działanie jakiejś dziwnej siły, pod której wpływem zaczynają się zmieniać. Stają się bratnimi duszami. Odnajdują siebie, swoje marzenia, wytyczają nowe cele. Odzyskują krok po kroku wolność, radość, bo robią to, czego sami chcą. Nikt nie wywierał na nich presji, nie zmuszał ich do niczego. Wiedzieli już, czego tak naprawdę potrzebowali: akceptacji, miłości, bliskości, ciepła, obecności drugiego człowieka, wolności. Po prostu pragnęli spokojnie i szczęśliwie żyć.

„Serce lasu” to powieść o różnych obliczach miłości. Najsmutniejszą twarz przepełnioną cierpieniem nosi miłość toksyczna, a doświadczyli jej oboje bohaterowie. Teraz we dwoje muszą się z niej uwolnić. Czy miłość rodząca się między nimi im w tym pomoże?  Jej twarz była pogodna, bo wyrażała nadzieję, że się to uda. Libusza miała w sobie tyle miłości, że obdaruje nią nie tylko Iwa. Jeśli kogoś kochasz, uwolnij go, jeśli wróci, będzie twoim na zawsze. Bohaterka sprawiła, że Iwo podjął decyzję o wyjeździe, by postawić na przepracowanie swoich traum do końca, zmienić perspektywę patrzenia na rodziców, nie powielać ich błędów i zachowań, zająć się swoim rozwojem, podjąć ważne decyzje życiowe, by poczuć się sobą w pełni, uwolnić swoje marzenia – po prostu chciał zorganizować swoje życie od nowa. U Libuszy podczas nieobecności Iwa też wiele się zmieniło. Postanowiła skoncentrować się na sercu, nie chciała już kontynuować dzieła przodkiń, zapragnęła pomagać innym. Pragnęła spędzić resztę życia z Iwem. Czy po rozłące bohaterowie się odnaleźli Czy Libusza wpuściła mężczyznę do swojej rzeczywistości?

W powieści pojawiła się jeszcze miłość matczyna tak pięknie namalowana słowami, emocjami i uczuciami przez Autorkę – Libusza i dziewczynka „trudna, kochana, ale trudna”. Mila jest wrażliwa, to piękna dusza. Chciałam dać temu dziecku coś, czego mam w nadmiarze. – Co takiego?- zapytał, choć podejrzewał, jaka będzie odpowiedź. – miłość – szepnęła. Powiem tylko, że Mila chce polubić Iwa, ponieważ Libusza się przy nim uśmiechała. Wątek z Milą dostarczył mi wielu wzruszeń.

Skoro jednym z bohaterów powieści jest las, to należy wspomnieć jeszcze o jednym obliczu miłości – do natury, do przyrody, która koi, cieszy oko i serce, a kontakt z nią staje się często przyczynkiem do rozmyślań nad sobą, do medytacji. Pisarka zabrała czytelnika do iście poetyckiego świata. Opisy lasu w Rymanowie czy w Białowieży są przepełnione magią, niesamowitą aurą, bo w sercu lasu czy w Miejscu Mocy można się natknąć na święte gaje, miejsca obdarzone przez dawnych Słowian szczególną czcią. W bohaterach  budziły zachwyt nad otaczającą przyrodą. Iwo nie umiał do tej pory cieszyć się pięknem natury. Podczas wyprawy uświadomił sobie, że pokochał Libuszę. Musiał jednak najpierw odnaleźć siebie, żeby jej to wyznać.

Patrycja Żurek tak poprowadziła fabułę, że z łatwością weszłam do świata przedstawionego, by towarzyszyć i przeżywać z bohaterami wydarzenia. Czasami byłam w realnym świecie pełnym zaskakujących zwrotów akcji, a następnie przenosiłam się do baśniowego świata. Libusza mnie urzekła, oczarowała swoją osobowością, darem rozmów ze zmarłymi, czy przepowiadania. Autorka świetnie ją wykreowała, że nie odczuwałam żadnego strachu, że wiedźma z lasu rzuci na mnie zły czar. Wprost przeciwnie, podczas spaceru w moim ulubionym lesie będę szukać Libuszy.

Powieść wniosła dużo spokoju do mojego serca, ukoiła lęki. Dodała także odwagi, wiary i nadziei, że nigdy nie jest za późno na otwieranie się na nowe, na zmianę życia, na odnalezienie w życiu tego, co jest ważne. A mnie często towarzyszą lęki przed zmianami.

Polecam Wam tę świetnie napisaną powieść o poszukiwaniu siebie, o akceptacji, o tolerancji a przede wszystkim o otworzeniu się na miłość. Ne wywierajmy presji na drugiego człowieka, nie organizujmy mu życia. Kochając, pamiętajmy o daniu wolności i przestrzeni.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Dragon.

„Dolina tajemnic” – Beata Zdziarska (patronat Mamy Dropsa)

Read More
zdziarska recenzja dolina tajemnic

Beata Zdziarska, Dolina tajemnic, Wydawnictwo Replika, 2022.
#MamaDropsaCzyta

17 maja to dzień premiery kolejnej powieści Beaty Zdziarskiej „Dolina tajemnic”, której mam ogromną przyjemność patronować. Do napisania książki zainspirowała Autorkę miłość do Beskidu – urzekający klimat, urokliwe widoki zapierające dech w piersiach, zabytkowe okoliczne cerkwie, pełne pięknych ikon i rzeźb.

Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, lecz wydajcie wyrok sprawiedliwy. To bardzo mądre słowa z Ewangelii Świętego Jana zamieszczone na ikonie przedstawiającej Chrystusa Pantokratora, czyli Chrystusa Wszechwładcę w cerkwi w Krempnej idealnie nadają się na motto powieści.

Zapraszam na garść refleksji po jej lekturze.

Każdy ma swoje tajemnice. Siedzą w nas poupychane po kątach. Jedne wciskamy na sam spód, w najbardziej niedostępne miejsca, niektóre po czasie dopuszczamy do wyjścia.

Hania, główna bohaterka powieści, przeglądając album ze zdjęciami rodzinnymi podczas przeprowadzki do nowego mieszkania, natrafiła na zdjęcia, które stały się przyczynkiem do wspomnień tragicznych wydarzeń sprzed dwunastu lat. Postanowiła zatem oddać głos wspomnieniom. Jej babcia mawiała, że przeszłość lubi do nas powracać w momentach zupełnie niespodziewanych, kiedy wydaje nam się, że pozamykaliśmy na cztery spusty drzwi tego, co już było, i jesteśmy pewni, że nic nam nie grozi. I miała rację, bo Hania doświadczyła na własnej skórze prawdziwości jej słów.

Po ośmiu latach milczenia odezwał się ojciec, który zniknął z życia córki nagle, bez słowa. A przecież zajmował ważne miejsce w życiu Hani. Zadzwonił z zaproszeniem do Świątkowej Małej w Beskidzie Niskim. Czyżby wyprostował ścieżki swojego pogmatwanego życia? Bohaterka akurat straciła pracę z powodu redukcji etatu. Ku niezadowoleniu matki postanowiła skorzystać z zaproszenia ojca, by poukładać na nowo puzzle tworzące obrazek rodziny. Po porażce w pracy musiała pozbierać myśli i się wyciszyć. Szkoda, że tego nie rozumiała matka, która najchętniej zaplanowałaby jej drogę życiową. Lubiła bowiem „kształtować otoczenie na swoją modłę”.

Świątkowa Mała to wioska w dolinie, kilka gospodarstw, poczta, sklep, cebulasta kopuła cerkwi, stadnina koni huculskich, ekscentryczni mieszkańcy. Tomasz Lichocki, „ten od broni”, dziś komiwojażer, świetnie prowadzący gospodarstwo domowe a kiedyś dyrektor d/s finansowych w dużej budowlanej spółce. Wypytywany przez córkę Tomasz o wydarzenia z  przeszłości i o to dlaczego wylądował niemal na kończy świata, nie chce na razie niczego wyjaśniać. Wykręca się od zwierzeń, potrzebuje jeszcze trochę czasu.

Człowiek jest takim nieprzeźroczystym naczyniem, które z czasem skrywa zaskakujące rzeczy.

Podczas pobytu na wsi Hania poznaje jej mieszkańców oraz zaprzyjaźnia się z dwojgiem turystów: Joanną, miłośniczką cerkwi i Jonem, rowerzystą z Belgii. Spodobał się obu dziewczynom Z Joanną zwiedzają okoliczne wioski i cerkwie. Nagle dziewczyna zniknęła w dość tajemniczych okolicznościach. A może wyruszyła na Ukrainę z Jonem? Jednak pozostawiła rzeczy w wynajmowanym pokoju. W lesie został odnaleziony plecak Joasi. Za jakiś czas natrafiono na skraju lasu na zmasakrowane zwłoki dziewczyny. Trudno było uwierzyć Hani, że ta uśmiechnięta i pełna życia dziewczyna została zamordowana z aparatem w ręku. Policja zbyt opieszale szukała sprawcy, motywu tej zbrodni, więc Hania postanowiła wziąć śledztwo w swoje ręce. Sporządziła listę potencjalnych morderców, analizowała wnikliwie, skreślała, uzupełniała… Kto mógł zamordować Joannę?

Czytelnik ma okazję poznać mieszkańców wsi: Przewodnika, tropiącego rodzinną przeszłość, Jaśka, wiejskiego półgłówka a w istocie człowieka bardzo wrażliwego i nieszczęśliwego Petera, właściciela stadniny, łączyła go z Tomaszem tajemnicza przeszłość, Henryka Rzeźbiarza, szalonego artystę, który rzeźbił świątki, zajmował się także renowacją ikon pisanych na desce, a ostatnio pracował nad pietą. Nie chciał jej pokazać. Uważał, że każdy artysta powinien swoim dziełem zadziwiać, czasem szokować, a nawet bulwersować. Wierzył w absolut, z którym nawet rywalizował.

Każdy artysta świadomie rywalizuje z Bogiem, naśladuje Go w akcie twórczym, bo dzięki sztuce dotyka absolutu. Chodzi o to, żeby stworzyć sztukę idealną.
– Sztuka idealna? Czyli jaka? – zapytałam. […] – Ekspresyjna. Musi mieć siłę wyrazu, być jak huczący wodospad, jak ryk burzy. Ma wstrząsnąć, zachwycić, przerazić, ba!, nawet wyzwolić wstręt i obrzydzenie – powiedział z błyskiem w oku. Podczas prezentacji piety artysta nie wyjawił tajemnicy, w jaki sposób doskonalił warsztat i ducha, aby stworzyć tak niezwykłe dzieło. […] jednak tym, co najbardziej uderzało, była twarz Maryi. Ten kawałek drewna wypełniony cierpieniem, bólem i rozpaczą, to były autentyczne ludzkie uczucia. Wydawało mi się, że oglądam żywy obraz niczym kadr wyjęty z filmu.

Hania była aż wstrząśnięta sugestywnością i dramatyzmem… Postanowiła napisać o tym artykuł. Jakiego dokonała odkrycia podczas przygotowywania materiału?

Beata Zdziarska świetnie wykreowała całą plejadę bohaterów, których poznajemy bliżej podczas śledztwa prowadzonego przez Hanię. Są prawdziwi z krwi i kości, a niektórzy ze swoimi wadami, słabościami, dziwactwami. Oddech  od emocji można złapać podczas wędrówek po okolicy, napawając się tak pięknie namalowanymi słowem i sercem opisami i historiami urokliwych miejsc, poznawaniem historii i legend Łemków, uczestnicząc w wycieczce z bohaterami, ojcem i córką, do Krynicy, czy też w jazdach konnych u Petera.

Czekałam niecierpliwie na moment, w którym ojciec stanie „przed lustrem prawdy” i wreszcie odkryje przed córką pogmatwaną przeszłość. Czy mama do niego dołączy? Czy uda się im naprawić relacje? Czy wreszcie rozsypane puzzle ich rodzinnego życia wskoczą na właściwe miejsce?

Polecam tę niezwykłą powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym, która niesie mocny przekaz, że pozory potrafią jednak zwieść. Wielu ludzi udaje kogoś zupełnie innego niż są w rzeczywistości. Pod powierzchnią istnieje drugi człowiek, ten prawdziwy. Nie dajmy się w życiu tak łatwo złapać w pułapkę iluzji. A z drugiej strony błądzenie i popełnianie błędów są rzeczami ludzkimi.

Życzę Wam wielu wrażeń podczas lektury.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Replika.

„Odzyskany los” – Marzena Rogalska

Read More
odzyskany los okładka 3D

Marzena Rogalska, Odzyskany los, Wydawnictwo Znak 2022.
Saga o Karli Linde

– Za chwilkę wchodzimy na antenę, pełna koncentracja!

– Proszę na mnie spojrzeć, musimy jeszcze przypudrować w kilku miejscach…

– Pani Agato, proszę się nie stresować. Proszę nie myśleć o tym wszystkim, co się dzieje dookoła, tylko skupić się na rozmowie ze mną, dobrze?

– Dobrze, pani redaktor.

– Mówmy sobie po imieniu, tak będzie wygodniej.

– Bardzo mi miło.

– Zaraz wchodzimy na antenę! Trzy, dwa, jeden… Jesteście!

Gwar ekipy przygotowującej program telewizyjny w sekundę ucichł. Kamery i światła skierowano na prowadzącą i jej gościnę. W studiu rozległy się brawa.

– Witam państwa serdecznie w kolejnym odcinku naszego ulubionego talk-show. Dziś moją gościnią jest… Agata Donimirska! Porozmawiamy o sile kobiet, definicji kobiecości i roli kobiet we współczesnym świecie. Dobry wieczór, pani Agato!

– Dobry wieczór.

– Czym jest dla pani kobiecość?

– Kobiecość to dla mnie… Karla Linde.

– Rozumiem, że to ktoś bliski dla pani?

– Tak, to moja… nauczycielka…

– Ze szkoły, ASP? Gdzie się panie poznały?

– W życiu, bo ona jak nikt potrafiła uczyć życia. Kolejne pokolenia w kolejnych, diametralnie innych czasach… Karla uczyła siebie i innych, jak odzyskiwać los, pani redaktor…

„Odzyskany los” to czwarta i zarazem ostatnia część bestsellerowej sagi o Karli Linde. Sagi o kobiecie, z którą ściśle związane są losy Agaty – głównej bohaterki pierwszej serii Marzeny Rogalskiej („Wyprzedaż snów”, „Gra w kolory, „Druga miłość”). Kim była Karla Linde? W moim dość nieoczywistym wstępie już to wybrzmiało. Agata, którą na potrzeby recenzji posadziłam na kanapie programu o kobietach, wszystko powiedziała. W trzech zdaniach zamknęła to, co w Karli najważniejsze. Jej mądrość, doświadczenie, siła i wiara pomogły przetrwać kolejne burze. I jej, i jej bliskim. Rodzinie, przyjaciołom. Tym, co ją kochali – czasem bez wzajemności – i tym, których kochała ona.

Karla Linde żyła w niespokojnych czasach. IV tom skupia się na jej powojennych losach. Karla – ku zdziwieniu niemal wszystkich – porzuca bezpieczny Londyn i wraca do powojennej Polski. Polski, której kompletnie nie zna. Polski, w której rządzą niezgodne z jej systemem wartości zasady. Polski, która zabrała jej ukochane miejsca na ziemi. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem przełomowych dla ojczyzny wydarzeń. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem codzienności ojczyzny, która w PRL-u była wielce daleka od kreowanego przez partię raju. Cegła po cegle obudowuje swój świat na powojennych gruzach. Miłości, wiary i nadziei. Uzbrojona w przyzwoitość, godność i klasę, walczy o dostatnie życie dla siebie i tych, których odzyskała po powrocie do kraju. Wychowana w dostatku, próbuje nauczyć się żyć w biedzie. Wychowana wśród inteligentów, staje się częścią machiny obsługiwanej przez niemyślących. Wychowana przez ojca i Dorothy, przekazuje wiedzę kolejnym pokoleniom.

Czuję wzruszenie, myśląc o tej powieści. Może dlatego że nie lubię pożegnań? Ciężko jednak mówić o pożegnaniu, bo jak wspomniałam, nauki Karli żyją w bohaterce innej serii pisarki i dziennikarki, Marzeny Rogalskiej. Żyją też we mnie – niespełna 30-letniej kobiecie. To nie jest tak, że Karla „po prostu żyła na kartach powieści”. Ona sama była tą historią. Pisała ją swoim życiem – choć fikcyjnym – od początku do końca. Mam takie poczucie, że Marzena Rogalska jej nie wymyśliła. To Karla przyszła, uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę. Ona sama była jak książka. Lektura z najwyższej półki. Wyjątkowy podręcznik dla kobiet – jak żyć w zgodzie ze sobą, ani na chwilę nie tracąc godności i przyzwoitości.

Czy historia o mogile doskonale znanego świata może być piękna i wzruszająca? Tak. Czy kilkudziesięcioletnia kobieta może być nauczycielką dla nastoletnich dziewcząt? Tak. Czy spod gruzów może kiełkować nadzieja? Tak. Marzena Rogalska po raz kolejny bierze czytelniczkę za rękę i tym swoim dobrze nam znanym głosem, mówi cicho: „Chodź i patrz na nią”. I patrzymy. Patrzymy na Karlę, by po chwili patrzeć na świat przedstawiony w książce jej oczyma. Ja tej powieści nie czytałam. Ja ją pochłonęłam. Pierwsze sto stron – ze względu na różne obowiązki – musiałam sobie dawkować. Ale gdy dziś usiadłam w ulubionym fotelu z egzemplarzem, przepadłam. Musiałam, musiałam ją skończyć. Musiałam się pożegnać. Musiałam powiedzieć: „do zobaczenia”.

Czy można odzyskać stracony los? I tak, i nie. To, co minęło, nigdy nie wróci w takim samym stanie. Zawsze musimy być otwarci na zmiany. To od nas zależy, czy przyjmiemy je z otwartym sercem, z wiarą i nadzieją, czy zamkniemy się w skorupie przed światem. Postawa Karli Linde jest jednoznaczna. Choć na początku burzy się na zastaną komunistyczną rzeczywistość, szybko uczy się reguł nowej gry.

Czy chciałabym, żeby ta historia została sfilmowana? Tak, bo wiem, że to droga do tego, by Karlę poznało jeszcze więcej czytelników, jeszcze więcej kobiet. Moja odpowiedź jednocześnie też brzmi „nie”, ponieważ nie umiem wyobrazić sobie żadnej polskiej aktorki w głównej roli. Karla Linde w mojej głowie jest jedyna. Niepowtarzalna. Namalowana piórem Marzeny Rogalskiej.

Zamykam tetralogię o Karli Linde, o jej sile i kobiecości zaklętej nie w ciele, lecz w sercu i umyśle. Zamykam opowieść o historii mojego kraju, który długo podnosił się z kolan wojny. Zamykam opowieść o Krakowie i Londynie XX wieku. Zamykam książkę o kolejnych pokoleniach rodzin, które znam z poprzednich tomów. Ale na szczęście moja znajomość z Karlą się nie kończy.

Pani Marzeno, dziękuję za to, że mogłam uczestniczyć w lekcji niezwykłej profesorki. Nauczycielki życia w trudnych czasach i Kobiecości na każdy czas. Kobiecości przez duże K, której świadectwami są wiara, nadzieja, miłość, wiedza i doświadczenie. Mam nadzieję, że ta historia będzie we mnie żyła i da siłę do zdawania kobiecych egzaminów z życia – a jak wiadomo, z nich nie ma poprawek…

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.

„Piątek trzynastego” – Agata Bizuk (patronat Mamy Dropsa)

Read More
piątek trzynastego okładka 3d

Agata Bizuk, Piątek trzynastego, Wydawnictwo Dlaczemu 2022.
#MamaDropsaCzyta

Piątek, piąteczek, piątunio … cieszymy się, bo blisko weekend i wolny czas od pracy, który możemy spędzić z Rodziną lub ze sobą. 13. w piątek może być również całkiem fajnym dniem. Akurat tego dnia miała miejsce premiera wznowienia debiutanckiej powieści Agaty Bizuk „Piątek trzynastego”– zjawiskowa okładka i redakcja a treść pozostała ta sama. Powieść w nowym wydaniu jest uwieńczeniem dziesięcioletniej pracy twórczej Pisarki. Z ogromną przyjemnością objęłam ją patronatem medialny.

Marta Brzozowska, główna bohaterka powieści, zamieszkała w dużym domu w Szczawnie. Doskwierała jej jednak samotność, ponieważ narzeczony wyjechał na kontrakt za ocean i ciągle go przedłużał. Dbał jednak, by Marcie niczego nie brakowało. Zapewne kogoś tam już miał. Samotnie też spędziła dzień trzydziestych urodzin, użalając się nad sobą: „Całe moje popieprzone życie to jeden wielki piątek trzynastego”. I nic dziwnego, że otrzymanego w prezencie od przyjaciółki małego rudzielca kota nazwała Piątek. Obsesyjnie więc potrzebowała faceta i jakiegoś zajęcia. Pragnęła diametralnie zmienić swoje życie. Czy się jej to udało? Nie, bo miała pecha do wszystkiego. Czytelnik jest świadkiem licznych rozmów kwalifikacyjnych, których opisy okraszone humorem ze szczyptą ironii i sarkazmu śmieszą do łez.

Kolejną decyzją Marty był wyjazd do siostry, do Irlandii. Znalazła pracę, ale czy od razu się odnalazła w nowej rzeczywistości? Wszytko tu było zbyt nowe, dziwne, stresujące i to komplikowało niejako życie bohaterki. A pech ją dopadł i tu – Dawid z nią zerwał a szef ją zwolnił w ramach redukcji etatów. Marta została na lodzie! Rzuciła się więc w wir randek internetowych. Agata Bizuk z dużą dawką humoru je opisała. Nieźle się ubawiłam, pochłaniając kolejne strony powieści.

W końcu Marta podjęła kolejną ważną decyzje życiową o powrocie do Polski, by zacząć wszystko od nowa. I tu znowu klops. Sensacja goni sensację. Marta znalazła się w kolejnej czarnej dziurze – pobyt w szpitalu, bez pracy, żadnych planów na przyszłość, w zupełnej rozsypce. Jak to wszystko ogarnąć? Jak się wziąć w garść? Kto pomógł bohaterce odpędzić, pokonać pecha i zacząć nowe życie?

Agata Bizuk posiada niezwykle dobrze rozwinięty zmysł obserwacji. Świetnie wykreowała całą plejadę bohaterów i ich historie. Wywołują w czytelniku cały wachlarz emocji i uczuć. Chwilami miałam ochotę wyrzucić Martę za drzwi fabuły, tak mnie denerwowała. Natomiast w pewnych sytuacjach potrafiła mnie wzruszyć do łez. Jest to powieść o miłości, jej różnych obliczach, relacjach w rodzinie, o sile przyjaźni. Bez krzty lukru!

Autorka jako mieszkanka Irlandii, po zachłyśnięciu się tym krajem, była świadkiem wielu absurdów, ignorancji. Spowodowało to zmianę spojrzenia na ten kraj. Wciąż tęskni za Polską i tu widzi swoje miejsce na ziemi. Dlatego też Irlandia jest ukazana w powieści w krzywym zwierciadle a bohaterce towarzyszy pech.

W jednym z wywiadów Agata Bizuk wyznała, że „Świat jest pełen wariactwa – również tego pozytywnego, a życie jest za krótkie, żeby się smucić.” Autorka nie wierzy w pecha, mimo że ciągle coś się jej przytrafia. Dlatego też przesłanie powieści jest jasne: pech jest pojęciem względnym i wszystko zależy od tego, jak się na niego patrzy. Z każdej sytuacji natomiast można wyjść zwycięsko a niepowodzenia można zamienić w sukces. Wystarczy w to uwierzyć i zaufać. Dostrzec, że obok ciebie jest ktoś szczęśliwy, kto również da ci szczęście. Zakończenie powieści jest pełne optymizmu. Epizod irlandzki pozwolił bohaterce dojrzeć wewnętrznie i uświadomić sobie, co tak naprawdę jest ważne w życiu. A wtedy piątki trzynastego mogą być naprawdę fajne!

Polecam z całego serca powieść o zwariowanych losach, wzlotach i upadkach Marty idealną na letnie wieczory, na poprawę humoru. Niech Wasze piątki trzynastego należą do przeszłości.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Dlaczemu.

„Z przekory wybrałam jesień” – wywiad z Martą Nowik

Read More
marta nowik wywiad

Mama Dropsa czyta, Mama Dropsa patronuje – tym razem pod swoje skrzydła wzięła debiutantkę, autorkę powieści „Marzenia spełniają się jesienią”. Jak trwała praca nad książką? Jakie ma pasje? Czy zgodnie z tytułem wierzy w siłę jesieni? Na te i inne pytania odpowiada Marta Nowik!

1. Kiedy Marta postanowiła, że zostanie pisarką?

To pragnienie już od dawna było ukryte gdzieś w głębi mojego serca. Trochę się go bałam. Trochę spychałam na dalszy plan. I w końcu nadszedł czas, kiedy trzeba było się z nim zmierzyć. Przyszedł przymusowy lockdown. Ludzie gdzieś pouciekali i pozamykali się w swoich domach. Wolnego czasu zrobiło się jakby więcej. Postanowiłam, że nie ma na co czekać i czas zacząć spełniać swoje marzenia. Właśnie wtedy powstała powieść Marzenia spełniają się jesienią. Najpierw był pomysł, potem tytuł i finalnie cała książka. Gdy postawiłam ostatnią kropkę, poczułam radość i spełnienie. I tak to się wszystko zaczęło…

2. Jak wyglądała praca nad książką i poszukiwania wydawcy?

Książkę pisałam przez kilka miesięcy, po kilka stron dziennie. Nie miałam konkretnego planu czy konspektu. Treść powieści sama wylewała się prosto z mojego serca. Skończyłam ją i pomyślałam, że co ma być, to będzie. Wysłałam tekst do wielu wydawnictw w całej Polsce. Pozytywnie odpowiedziało Novae Res, za co jestem bardzo wdzięczna. Ostrzegano mnie, że wydawcy boją się debiutantów i nie chcą podejmować ryzyka związanego z wydawaniem kogoś nowego i niepewnego. Finalnie udało się i w ten sposób rozpoczęłam swoją pisarską podróż w nieznane.

3. Pani książka to wielowątkowa historia o różnych obliczach miłości i przyjaźni, o relacjach międzyludzkich. Skąd czerpała Pani inspirację do napisania powieści ,,Marzenia spełniają się jesienią”?

Z życia. To ono było i nadal jest moją inspiracją. Tyle się w nim dzieje – i dobrego, i złego. Różni ludzie pojawiają się i odchodzą. Blaski i cienie dnia codziennego dostarczają mi wielu wzruszeń i niezapomnianych przeżyć.

4. Jakie ma Pani pasje oprócz pisania?

Mogłabym ich wymienić tu tak wiele! Podróże. Spacery. Pobyt na łonie natury. Działka. Zwierzęta. SPA. Poznawanie nowych osób. Czytanie.

5. Pochodzi Pani z Podlasia – to malownicze i wielokulturowe miejsce. Czy akcja kolejnych powieści też będzie się tam rozgrywać?

Podlasie jest bardzo piękne. Potrafi zachwycić i zadziwić. Turyści przybywający tu z najróżniejszych stron Polski są pod wrażeniem i chętnie powracają w odkryte przez siebie miejsca. Jeśli powstanie kiedyś kontynuacja powieści Marzenia spełniają się jesienią, to na pewno akcja będzie rozgrywać się w różnych zakątkach Podlasia.

6. Co jest fundamentem życia Marty Nowik?

Jestem osobą wierzącą. Swoje życie staram się budować na zasadzie mówiącej, że jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, wtedy wszystko inne w życiu jest na właściwym miejscu.

7. Czy Pani największe marzenia spełniły się jesienią?

To piękna i bardzo malownicza pora roku. Z przekory wybrałam jesień. Chciałam w ten sposób nawiązać do jesieni życia ludzkiego, która często jest niedoceniana i pomijana. Marzenia mogą spełniać się zawsze, niezależnie od trwania konkretnej pory roku. Mam nadzieję, że moje marzenia będą się nadal spełniać, i to nie tylko jesienią!

Dziękuję za rozmowę!

Specjalistka od pożarów emocji – wywiad z Kamilą Mitek

Read More
kamila mitek wywiad

Czy Mała Kamila chciała zostać strażaczką? Jak smakuje premiera wznowienia? Czy będzie ciąg dalszy powieści „Pomóż mi kochać”? Te i inne pytania zadaje Mama Dropsa. Odpowiada miłośniczka szpinakowych tortów, Kamila Mitek.

W jakich sytuacjach Kamili Mitek płonie głowa z emocji?

To zależy, o jakich emocjach mowa. Zwykle płonie mi dość mocno, gdy sypią się moje misternie ukute plany.🙂 Głowa płonie mi także wtedy, gdy na coś czekam, na coś liczę i mam nadzieję. I nie wiem, czy to się ziści.

Pomóż mi kochać recenzja kamila mitek
„Pomóż mi kochać” to wznowienie powieści „Pożar w mojej głowie”.

Skąd pomysł, by wznowienie miało inny tytuł niż I wydanie?

To pomysł mojego Wydawcy – Wydawnictwa Dragon. Na rynku jest tyle tytułów, że trzeba brać pod uwagę także kwestie marketingowe i co może się spodobać, przyciągnąć potencjalnego czytelnika. Jestem przywiązana do starego tytułu, ale nowy także dobrze mi się kojarzy. Można go interpretować na wiele sposobów. I od razu dodam, że raczej nie w ten romansowy, bo wątek miłosny jest w tej opowieści zaledwie dodatkiem.

Jak wyglądała praca nad tą powieścią?

Wyglądała tak, że podczas pisania zaliczyłam kilka solidnych migren.🙂 Zwłaszcza przy tworzeniu scen ze strażackimi akcjami. Wykonałam duży research i starałam się realistycznie oddać pracę w straży, co było nie lada wyzwaniem dla kompletnego laika. Jeśli zaś chodzi o wątki psychologiczne – w tych czułam się jak ryba w wodzie.🙂

Kamila chciała zostać strażaczką? Skąd pomysł, by walczyć w tej historii ze stereotypami dotyczącymi kobiety w mundurze?

Nie, nie miałam nigdy takich aspiracji, ale bardzo podziwiam kobiety pracujące w męskich zawodach, ich odwagę i determinację. I dlatego o tym napisałam.

Wątek warsztatów psychologicznych jest Ci bliski prywatnie, pracujesz z młodzieżą. Pisząc te rozdziały, czerpałaś ze swojego doświadczenia?

Uwielbiam tę część powieści, która rozgrywa się na obozie młodzieżowym. Czerpałam ze swoich doświadczeń jako harcerki,  pracy z młodzieżą w liceum oraz wiedzy mojej mamy, wieloletniego psychologa dziecięcego. Starałam się zarysować pewną problematykę, choć czynię to w złagodzonej wersji, bo taka jest konwencja książki. Ma rys komediowy, nie dramatyczny.

Czy premierę wznowienia świętowałaś inaczej?

Z pewnością tak, bo poprzednie wydanie jako takiej premiery nie miało. „Pożar w mojej głowie” nigdy nie trafił do księgarń, nie było daty startowej, ani przygotowań. Za to premiera „Pomóż mi kochać” nie obyła się bez kilku przygód, np. problemów technicznych w Empiku i kilku innych drobiazgów. Mimo wszystko to był piękny dzień, bo wiadomości od moich czytelników wynagrodziły mi wszelkie „usterki”.🙂

Jakie masz pisarskie plany na kolejne miesiące?

Niedawno oddałam czwartą powieść obyczajową i czekam na decyzję Wydawcy, czy zostanie wydana. Teraz  odpoczywam, nabieram świeżości i nadrabiam domowe zaległości. W głowie kiełkuje już pomysł na kolejną historię, ale niczego nie przyspieszam, bo to nie taśma produkcyjna. Zdradzę tylko, że czytelnicy domagali się powieści poświęconej psycholog Ani z „Pomóż mi kochać” i niewykluczone, że spełnię ich prośbę.🙂

Dziękuję za rozmowę!

„Jesteśmy Twoi” – Anna Ficner-Ogonowska

Read More
jesteśmy twoi recenzja

– Cześć, Mamo.

– Cześć, Córeczko. Wyglądasz na zmęczoną.

– To nie zmęczenie. To uczucia, to emocje…

– Coś się stało?

– Skończyłam czytać nową książkę pani Ani Ficner-Ogonowskiej.

– Ta kochana kobieta tak Cię przeorała?

– Nie ona, historia, którą opowiedziała… Historia o miłości, kobietach, o matkach – tych, które już mają dzieci i tych, które są matkami bez dziecka…

Anna Ficner-Ogonowska, Jesteśmy Twoi, Wydawnictwo Znak 2022.

Powieść „Jesteśmy Twoi” można podzielić na dwie części. Pierwsza dotyczy poznawania się Idy i Toma – rodzącego się uczucia, planowania rodziny. Dotyczy Róży, Milki i Oskara, którzy odnajdują się po latach i na nowo budują swoją rodzinę. Tę część po prostu pochłaniałam. Chciałabym napisać, że delektowałam się daniem skomponowanym z najpiękniejszych składników zwanych literami, emocjami i uczuciami, ale to by było kłamstwo. Pożerałam, pożerałam tę powieść. Byłam zachłanna, nie znałam umiaru przy przewracaniu stron. Serwowałam kolejne dokładki, bo przecież „jeszcze jeden rozdział” to za mało…

A to dlatego że od zawsze byłam marzycielką. Wolałam marzyć, niż doświadczać twardego lądowania poprzedzonego chwilą przyjemności, choćby największej.

Niestety,  nastąpiło lądowanie. Wylądowała Ida, wylądował Tom. Z hukiem zderzyli się z rzeczywistością, z bezsilnością. Ich serca i marzenia rozpadły się na kawałki. Rodzina – stworzenie domu dla małego człowieka, to oczywiste dla wielu małżeństw – stało się największym życiowym wyzwaniem, w którym nie wszystko zależy od nich…

„Od zawsze byłam matką” – to zdanie otwiera powieść „Jesteśmy Twoi”.

Bo ta powieść to historia miłości macierzyńskiej. Anna Ficner-Ogonowska pięknie pisze o mamach – o ich drodze do wymarzonej roli. Drodze, która nazywa się in vitro, drodze, które nazywa się adopcja. Autorka maluje różne portrety matek i macierzyństwa właśnie.

Matka, która porzuca swoje dziecko.

Matka, która nie urodziła, lecz wychowuje.

Matka, która niespodziewanie umiera.

Matka, która zmaga się z trudem samotnego macierzyństwa.

Matka, która mieszka na innym kontynencie.

Wreszcie matka, która nie ma dziecka…

Ta książka jest o matkach, o kobietach. Dla kobiet. To bardzo kobieca opowieść. Każda kobieta znajdzie w niej coś od siebie. I na początku drogi, szukająca siebie, szukająca drugiej połówki. I ta już na szlaku, z partnerem i dziećmi u boku. I ta, która na zawsze musi pożegnać towarzysza ziemskiej podróży. Córki, siostry, matki, przyjaciółki. Są tu wszystkie. Takie jak my.

Anna Ficner-Ogonowska znowu jest Twoja. Moja. Nasza. Oddała w nasze dłonie opowieść o wszystkich obliczach miłości. Także do literatury, co nas, książkoholików, szczególnie cieszy. Wszystko dzięki profesji Idy – dyrektorki wydawnictwa…

Momentami świętymi jego żona nazywała te chwile, w których stawała się pierwszym czytelnikiem książek swoich ulubionych autorów, a miała ich kilku. Zawsze podkreślała, że czuje się wybrańcem losu. Lubiła spotykać się z autorami. Rozmawiać z nimi o pomysłach, które miały przeradzać się w książki. Czuła się wtedy jak naoczny świadek historii, bo tworzenie książek to była dla Idy historia, która pozwalała się poznać wielu ludziom.

Bohaterowie powieści spotkali się w chmurach. Ja przed wiele dni byłam w lekturowych chmurach. Nie zawsze były to różowe obłoczki. Czasem chmury burzowe, z których raz po raz wychodziły pioruny, rozdzierające moje serce. Czasem z chmur padał grad, uderzając w moje najczulsze strony. Czasem deszcz lejący się z tych chmur zlewał się z moimi łzami.

Bo tej książki nie da się przeczytać na chłodno. Nie jestem mamą, nie jestem też – jak powtarzam za Chandlerem z „Przyjaciół” – matką bez dziecka, czyli kobietą, która z całych sił pragnie zostać mamą, odczuwa instynkt, a natura nie pozwala jej zrealizować marzenia. Mimo to, tak myślę, potrafiłam wejść w tę historię. Anna Ficner-Ogonowska chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do Idy – głównej bohaterki, głównej narratorki. Postawiła obok i powiedziała: „Idź, idź z nią. Słuchaj, bądź obok”. Szłam, słuchałam, byłam. Odkładając przeczytaną książkę na stół, czułam, jak mocno bije mi serce. Czułam wzruszenie. I wreszcie nadzieję. Bo ta mała dziewczynka z okładki z żabą – to Róża, poznacie jej historię – nieprzypadkowo ma zieloną sukienkę. Zieleń to kolor nadziei… A opowieść „Jesteśmy Twoi” to obietnica nadziei i wiary w niemożliwe.

„Blizny życia” – Katarzyna Targosz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
blizny życia recenzja okładka

Katarzyna Targosz, Blizny życia. Odważ się wybrać szczęście, Wydawnictwo eSPe, seria Opowieści z wiary, 2022.
#MamaDropsaCzyta

Przed nami weekend majowy. Zapewne planujecie już wypady w urokliwe miejsca, mimo że wciąż jeszcze prawdziwa wiosna gdzieś zamarudziła. Pragnę polecić tym, którzy w tym czasie mogą podróżować jedynie literacko, iście letnią wyprawę w Góry Stołowe i piękne plenery Kotliny Kłodzkiej oraz na chwilę nad morze do Międzyzdrojów. A to za sprawą pięknej i wartościowej powieści Katarzyny Targosz „Blizny życia. Odważ się wybrać szczęście” 3.cz. trylogii górsko-morskiej. Powieść miała swoją premierę 22 kwietnia. Do tej pory ukazały się dwie części: „Szlak Kingi” i „Powierzchnia”. Jednak każdą z nich można czytać osobno, nie jest to bowiem klasyczna trylogia. Po przeczytaniu Blizn życia odczuwam niedosyt czytelniczy i zamierzam w wolnym czasie sięgnąć po wcześniejsze części. Zapraszam zatem na garść refleksji po lekturze. O czym jest ta książka? Zgadzam się z Autorką, że jest to przede wszystkim opowieść o wyborach, porażkach, podnoszeniu się po nich, próbach i błędach i wielkich łaskach – Bóg bowiem ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro.

Prawdziwa miłość jest jak piosenka – gdy raz wpadnie w serce, trudno o niej zapomnieć 

Gdy pewnej niezwykle ciepłej jesieni przed kilku laty rodzina Liśkowiaków decydowała się na opuszczenie swych ukochanych Międzyzdrojów, myślała, że właśnie rozpoczyna nowe życie. Życie pozbawione starych błędów i złych wspomnień. W przepięknych okolicach Kotliny Kłodzkiej okazuje się jednak, że pozornie zabliźnione rany z przeszłości, jeśli nie zostały właściwie opatrzone, wciąż mogą krwawić i powodować trudny do zniesienia ból. 

W trzeciej odsłonie swego powieściowego cyklu Katarzyna Targosz losy dobrze znanych czytelnikom Kseni, Mateusza i Skylar łączy z nowymi postaciami, które po raz kolejny wywracają ich świat do góry nogami. Autorka znów przygotowała dla czytelników poruszającą, nieoczywistą i zaskakującą opowieść o ludzkich emocjach, powracających wątpliwościach i życiowych pomyłkach, od których nikt z nas nie potrafi uciec, a z którymi każdy musi się zmierzyć. Tym razem poza poezją T.S. Eliota towarzyszyć nam będą słowa nieco zapomnianych polskich piosenek, które za sprawą jednej z bohaterek wybrzmią na nowo, zachwycając swą mądrością, czułością i pięknem. Czy ich przesłanie stanie się opatrunkiem, który pozwoli na trwałe uzdrowienie zranionych serc?

opis wydawcy

Mateusz, bohater powieści, to młody, zagubiony człowiekiem, który pragnie zmienić swoje życie, zejść z drogi pełnej zakrętów i znaleźć tę właściwą, prostą, po której kroczenie sprawi, że będzie się czuł szczęśliwy. Ze zboczenia na złą drogę pozostały mu przykre wspomnienia i blizny na twarzy, widoczne oraz blizny życia, te gorsze, których nie widać, ale one tkwiły w jego duszy i dawały o sobie znać. Ale czy blizny czynią go od razy lepszym? Zmiana miejsca zamieszkania sprawiła, że z imprezowicza stał się pustelnikiem, stroniącym od ludzi, a żyjącym blisko natury – „cisza rozległych borów, granie świerszczy, kumkanie żab, woń leśnych ziół i igliwia”. Jednak przekonał się, że na dłuższą metę tak się żyć nie da.

I tu w życiu bohatera pojawił się ks. Konrad, przyjaciel, któremu mógł całkowicie zaufać i z jego pomocą skierować swoje życie na właściwą, prostą drogę. Nie było to łatwe, ale  warto podjąć walkę o nowe życie. Ks. Konrad krok po kroku prowadził z Bożą pomocą Mateusza.

Dołączyły do niego: Ksenia, Skylar, Łucja, Monika – postaci, które połączyły blizny życia. Bez Boga człowiek był zbyt słaby i nieporadny, narażony na mnóstwo pokus, mimo że znalazł się  wśród pięknych okoliczności przyrody – „Dolinie Jeży Resort”, raju stworzonym przez macochę Ksenię. Skąd pomysł na jeże? Uwielbia je syn Autorki.

Bóg miał świetny plan na jego życie, a gdy będzie się modlił, to wszystko się zmieni. Wystawił Mateusza na wiele różnych prób, konkretnie go przeorał, aby uświadomić mu, że nie ucieknie przed tym, co nieuniknione. „Największą przemianę zawsze poprzedzał największy kryzys’. W końcu Mateusz poczuł przypływ sił, by walczyć o siebie a dla kogo? Tego dowiecie się z lektury, kto był POWODEM dla faceta z blizną. Wymagało to od niego wielkiego wysiłku, żeby sobie w końcu uświadomić, że bycie dobrym człowiekiem bez Boga było największym kłamstwem.

Każdy człowiek powinien w swoim życiu dążyć do poznania i wypełnienia swojego powołania.

Wypełnienie danego od Boga powołania, to takie wspaniałe uczucie! Z mało czym może się ono równać!

Wspomniałam już wcześniej o postaciach, które pomogły Mateuszowi dodać odwagi w walce o własne szczęście. Niektóre z nich czytelnik miał okazję poznać we wcześniejszych częściach sagi. Mnie zaintrygowały do ich bliższego poznania. Są one i ich historie świetnie wykreowane przez Autorkę.

Warto poświęcić uwagę Łucji Prus, dziewczynie z bliznami życia, lubiącej inność, ekstrawagancję, uwielbiającej czytać książki Kseni, macochy Mateusza. Bohaterka niemal na każdą okoliczność miała w swoim repertuarze idealnie pasująca starą piosenkę, która podczas lektury i we mnie ewokowała wspomnienia. Pisarka włączyła tu wątek osobisty, bowiem wiele tych piosenek znała z dzieciństwa od swojej mamy. Ponadto niezwykle ciekawa jest historia poszukiwania przez Łucję a w rzeczywistości przez Katarynę Targosz pewnej piosenki z repertuaru dziadka, śpiewaka operowego Włodzimierza Wałcerza, której i Autorka znała tylko refren. Piosenka pozostała jako pamiątka po wielkiej i niespełnionej miłości dziadka. Stało się to niejako dla Autorki obsesją, co wykorzystała w powieści.

Za wodą został świat, z swymi troskami.

Pozwól mi drzemać tu, razem z falami.

Ach, nie budź mnie, bo sen się nie powtórzy.

Chciałbym, aby ta noc trwała jak najdłużej.

Czy w powieści ta piosenka się odnalazła? Jakie miała znaczenie ta miłosna serenada w życiu bohaterów?

Walorem powieści „Blizny życia” jest lekki styl, piękny, obrazowy, emocjonalny, czasami poetycki , bogaty w określenia język powieści. Nigdy nie byłam w Górach Stołowych, zatem opisy ich urokliwych zakątków są dla mnie iście baśniowe. Pogawędka poetycka Kseni z Łucją o „mysiej nadziei” na długo pozostanie w moim sercu. Utrwali ją od zapomnienia piosenka z repertuaru Łucji Prus „Kocia muzyka”. Jej twórcy to znane nazwiska w świecie muzycznym: Włodzimierz Nahorny i Jan Wołek. Piękne są też wplecione fragmenty poezji T.S. Eliota, Leopolda Staffa, czy teksty piosenek.

W moim życiu i w życiu moich najbliższych wiara ma ogromne znaczenie. Wiem, bo nieraz tego doświadczyłam, że warto zawierzyć się i zaufać Bogu oraz kroczyć wyznaczoną przez Niego drogą. Bo Jezus najlepiej potrafi zaplanować nasze życie i obdarzyć nas łaskami. Wymaga to rzecz jasna pracy nad sobą, ale radość dziecka Bożego, pokój serca sprawiają, że chce się nam żyć. Czujemy się zaopiekowani, silniejsi, szczęśliwsi.

Polecam z całego serca tę piękną, wzruszającą, wartościową i mądrą powieść, która pozwoli nam uświadomić sobie, że obecny w naszym życiu Bóg ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro. I o jest piękne!

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem eSPe.