„Stefcia” – Joanna Adamek

„Stefcia” – Joanna Adamek

Jeśli chcecie przeczytać historię, którą oglądacie w social mediach, rozczarujecie się.

Jeśli myślicie, że to kontynuacja odcinków, jesteście w błędzie.

„Stefcia” to początek. To pierwsze kroki Stefci po pałacowych salonach. To pierwsze kroki dziewczyny, która staje się kobietą.

Muszę przyznać, że internetowy serial prezentowany w mediach społecznościowych Muzeum Zamoyskich w Kozłówce zaczęłam oglądać niedawno. Kiedy zaczął zdobywać nagrody. Kiedy nie tylko widzowie, licznymi komentarzami i polubieniami docenili scenariusz, reżyserię i grę aktorską. Nadrobiłam odcinki i dołączyłam do grona odliczającego do premiery nowych filmików. Utwierdziłam się w przekonaniu, że dobry serial nie potrzebuje pasma wieczornego TVN, bilbordów i reklam rodem z Polsatu. Potrzebuje ciekawego scenariusza, historii, którą chce opowiedzieć, zgranej ekipy i zespołu talentów. Opinie innych widzów, ich dyskusje, niecierpliwe oczekiwanie na dalszy ciąg – na Instagramie poczułam wspólnotę. Znajomych i przyjaciół Stefci oraz jej najbliższych. 

Matka często wzdychała na widok jej roztrzepania i braku porządku w głowie. Ale z drugiej strony lubiła widzieć ją zaczytaną. Mówiła, że jej dzieci więcej od życia dostaną niż ona. Że są do lepszych rzeczy stworzone. Jej się nie udało świata zdobyć, ale dzieciom się uda. Stefcia zawsze się zastanawiała, skąd ta niezachwiana wiara matki w ich życiowe powodzenie. Matka była niepodobna do sąsiadek. Tamte mówiły swoim dzieciom, gdzie ich miejsce: „Siedźta cicho, bądźta pokorne jak ciele”.

Stefcię mogę poznać bliżej dzięki książce, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. Jak wspomniałam, to wprowadzenie do historii bohaterki. Poznajemy jej drogę do pałacu i pierwsze miesiące na służbie u hrabiostwa. Stefci nie da się nie lubić. To prosta dziewczyna, ale pełna ciepła, serdeczności. Naiwna? Może, ale dzięki temu z czystym sercem. Nie boi się marzyć i nie boi się swoich marzeń. Kocha książki. Jest ufna. Za drugim człowiekiem skoczyłaby w ogień. Jak zatem radzi sobie w kompletnie innym niż wieś świecie? Po swojemu. Z uśmiechem. Ciekawością. Bezpośredniością. 

Mie matka takie historie łopowiadała ło miłości, ło królewiczach… I tam, w tych historiach, to zawsze te chłopy dobre były… I te historie takie piękne były, że aż serce sie rwało. Ja to bym tak chciała, żeby życie takie było jak bajka jaka. Żeby w oczy taki patrzał i całego świata poza mną nie widział…

Jest opiekuńcza – młodszemu rodzeństwu zastępuje mamę. Oprócz wspomnień z ich rozmów, nosi ze sobą jej książki. Są jej źródłem wiedzy o świecie i źródłem marzeń. O lepszym, wręcz bajkowym życiu. Wierzy w opowieści matki dotyczące miłości i mężczyzn, czym budzi zdziwienie wśród swoich koleżanek. Uczy się relacji z płcią przeciwną, gdy poznaje Józka, pochodzącego z okolicy chłopa, i pana Antoniego – stajennego hrabiostwa. Panowie pochodzą z dwóch różnych światów. Który z nich pasuje do świata Stefci?

Powieść jest pisana przepięknym językiem, wypowiedzi głównej bohaterki są stylizowane na wiejską gwarę. To podkreśla kontrast między korzeniami Stefci, a miejscem, w którym pracuje. Między nią, a ludźmi, dla których pracuje. 

Nie mogła się powstrzymać i przesunęła dłonią po grzbietach. Skóra, płótno, złocenia… Przesuwała palce powoli, czując, jakby sunęły po czymś znacznie większym niż tylko papier i oprawa. Jakby tam, pod koniuszkami jej palców, mieścił się klucz do świata, którego jeszcze nie rozumiała, ale którego pragnęła z całego serca. Czuła się w tej chwili maleńka i ogromna zarazem. Maleńka bo nie wiedziała, co znaczą te tytuły, nie znała nazwisk autorów, nie umiała nawet wymówić wielu słów. Ogromna – bo przecież to była ta sama ona, Stefcia z chałupy z klepiskiem, a teraz stała tu, między regałami w pałacowej bibliotece, i mogła dotykać rzeczy, o których kiedyś nie śmiała marzyć.

Źródłem wiedzy dla Autorki, oprócz zbiorów muzealnych oczywiście, były liczne publikacje – dzienniki, książki. Widać w serialu i w książce, że wykonuje tytaniczną pracę. Przybliża realia życia służby w XIX i XX wieku. Realia, które są tłem dla wyrazistych postaci, ale jednocześnie determinują ich wybory i możliwości. 

Książka jest przepięknie wydana. Twarda oprawa, piękna czcionka, graficzne wstawki zapowiadające kolejne rozdziały – zadbano o każdy szczegół. Pięknym dodatkiem są fotosy z serialu – zdjęcia ulubionych postaci, z tytułową Stefcią na czele. Mnie rozczula ostatnia fotografia – umieszczona na okładce. Zdjęcie przedstawiające aktorów wcielających się w postaci Stefci, Józka i Antoniego oraz Joanny Adamek. To twórczyni, matka tych postaci. Jak patrzę na tę fotkę i zamknięte oczy Joanny, widzę szczęście. Radość. I kto wie, może pod przymkniętymi powiekami rozgrywają się sceny do kolejnych odcinków albo kolejnej książki? Joanna jedyna wie, jaki los czeka tę trójkę w przyszłości. 

Ty możesz poznać początek tej historii, sięgając po tę książkę. Jestem pewna, że polubisz Stefcię i w najbliższej wolnej chwili zaczniesz oglądać serial. 

Poniżej kilka zdjęć ze spotkania z ekipą serialu podczas Świątecznych Targów Książki w Rzeszowie:

„Magda M. Słoneczna strona” – Radosław Figura (recenzja przedpremierowa)

Read More
magda m słoneczna strona

Radosław Figura, Magda M. Słoneczna strona, Wydawnictwo Znak 2021.

Na naszych oczach pomagała w walce o sprawiedliwość. Na naszych oczach budowała związek jak z bajki. Na naszych oczach stawała się partnerem w kancelarii. Była dziewczyną, kochanką, córką, przyjaciółką, ciocią. Otulona grochami, z wielbłądami w pudełku, ze światełkiem w oczach stawała oko w oko z Warszawą jak ze snu. Magdalena Miłowicz. Magda M. Wzór dla dziewcząt i kobiet z początku XXI wieku. Serial oglądały i wciąż oglądają miliony widzów, a związek panny Miłowicz z kawalerem z odzysku Korzeckim uznawany jest za jeden z piękniejszych serialowych romansów. Dziś Magda M. powraca. Znowu. Jak przed kilkoma laty na kartach książki jej twórczego ojca, Radosława Figury.

„Magda M. Słoneczna strona” to bezpośrednia kontynuacja powieści „Magda M. Ciąg dalszy nastąpił” – niezbędna jest zatem znajomość poprzedniego tomu. Magda i jej przyjaciele są starsi o 10 lat od swoich serialowych postaci. Nie ma już Magdy, która czekała na księcia na białym koniu (ostatecznie na czarnym motocyklu). Nie ma już Magdy, którą Warszawa czarowała na każdym kroku. Nie ma już Magdy, która ślepo wierzyła w (sądową) sprawiedliwość. Jest Magda, która podniosła się po zepchnięciu w otchłań. Jest Magda, która wraca do świata żywych po śmierci Piotra. Jest Magda, która na nowo nosi w sobie (nadzieję na) życie.  

Mecenas Miłowicz układa swoje życie osobiste. Zaręczyny? Nieoczywiste. Ślub? Niekoniecznie w jej marzeniach. Ale ślub jest w snach kogoś bliskiego sercu Magdy. Kogoś, komu nie potrafi odmówić. Przed Magdą trudne decyzje. Ale – jak to „słoneczna panienka” – nie jest sama.

Jej przyjaciół ani widzom serialu, ani czytelnikom poprzedniej części, przedstawiać nie muszę. Ale i oni, tak jak Magda, się zmienili przez te dziesięć lat od czasu akcji ostatniego odcinka. Dojrzeli. Noszą na barkach dodatkowy bagaż uśmiechu, łez radości i rozpaczy. Za nimi także radosne przywitania i pełne żalu pożegnania. Ciężkie decyzje i ulotne – jak motyle – chwile szczęścia. Niezmienna jest ich przyjaźń budowana na skale. Więzi typowe dla rodzeństwa, choć nie płynie w nich ta sama krew. Ufność i ramię gotowe przyjąć łzy. Żołądki gotowe przyjąć niezliczone ilości pierogów. Usta moczone w winie lub innych trunkach. Oczy – pełne światełka lub niosące światełko tym, którzy potrzebuję w życiu blasku.

Losy bohaterów serialu wydawały się nam bajkowe. Mało kłopotów, dużo lukru. Książkowe postaci nie mają tak dobrze. Karolina musi oko w oko stanąć z pytaniami Julki o przeszłość i zastanowić się nad przyszłością własnej rodziny, w której nie będzie miejsca na jej rytualne randki z butelką alkoholu. Agata coraz lepiej odnajduje się w roli matki, ale coraz gorzej w roli synowej. A i rola żony rzuca jej kłody pod nogi. Mariola żegna się z rolą żony. Decyduje się być kochanką. Bez miłości, bez nadziei na przyszłość. Sebastian buduje natomiast przyszłość z nowym partnerem. Wybory Magdy sprawiają, że oddala się od niej i wypuszcza z dłoni warkoczyk…

Bohaterowie, odnajdując siłę właśnie w przyjaźni, nadziei i miłości, starają się dostrzegać słoneczną stronę życia. Ale to samo życie brutalnie wchodzi im w drogę – Radosław Figura przemyca w ten sposób to, co w ostatnich latach buduje rzeczywistość Polaków. Dla niektórych rzeczywistość oznacza poniesienie porażki w sądzie w walce z niesprawiedliwością wymiaru sprawiedliwości. Dla niektórych rzeczywistość oznacza konieczność wyjścia na ulicę i walki o swoje prawa. Dla niektórych rzeczywistość to walka o godność i szacunek bez względu na to, kogo się kocha. Jestem pewna, że gdyby serial „Magda M.” był wciąż emitowany, nie tylko książkowa bohaterka stawałaby po stronie słabszych w tych walkach. Mecenas Miłowicz, którą znamy z ekranu, też nie przeszłaby obojętnie obok tych, którzy potrzebują pomocy. Wyszłaby na ulicę, a na sali sądowej nie hamowała się przed wyrażeniem własnego zdania.

„Magda M. Słoneczna strona” to książka, którą przeczytałam na dwa podejścia – raz pochłonęłam ponad 300 stron, kolejnego dnia resztę. Nie dało się wolniej. Nie przy takiej fabule, nie przy tak wartkiej akcji, nie przy tych postaciach. I nie przy tym wydaniu – w pięknej, twardej oprawie z przyjazną dla oczu czcionką.

Ciąg dalszy nastąpił. Znowu. Tym razem z bohaterami popularnego serialu i książki przechodzimy na słoneczną stronę ulicy. Czy każdą z postaci promienie życie obdarzą taką samą porcją ciepła, życzliwości i miłości? Sprawdźcie – premiera 16 czerwca.