„O jeden krok za daleko” – Agata Suchocka (#MamaDropsaCzyta)

o jeden krok za daleko suchocka

Agata Suchocka, O jeden krok za daleko, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta

23 czerwca świętowaliśmy premierę powieści Agaty Suchockiej „O jeden krok za daleko”. Autorkę poznałam na Targach Książki w Rzeszowie, podczas rozmowy ujęła mnie swoją energią, życzliwością i poczuciem humoru. A z kolei powieść przyciągnęła moją uwagę śliczną okładką, na której są konie w galopie, podkowa i piękna kobieta. Pierwsze moje skojarzenie: ktoś będzie galopował po szczęście? Opis wydawcy i polecajka Edyty Świętek, jednej z ulubionych moich pisarek, potwierdziły, że warto sięgnąć po tę książkę. Bardzo lubię konie, są one symbolem zdrowia, sił witalnych. Moja już dorosła Córka-wcześniak wiele zawdzięcza hipoterapii, dzięki uroczemu Napoleonowi chodzi i uniknęła operacji bioder. Jestem o tym świecie przekonana. Wróćmy jednak do powieści.

Jest to poruszająca historia  Adrianny Gerwin świetnej amazonki, niedoszłej olimpijki, dla której ważniejsza była kariera sportowa niż zajmowanie się wychowywaniem córeczki. Scedowała to na męża, a gdy odszedł, sprowadziła do siebie mamę, która matkowała wnuczce. Karierę amazonki zdruzgotał wypadek. Tylko cud mógł odmienić jej życie, ale na to nie liczyła… Bohaterkę poznajemy w chwili, gdy zmaga sie z alkoholizmem i jest już matką dorastającej córki Natalii. Jej relacje z matką i córką są chore. Nie potrafi ich uzdrowić. Znienawidziła też konie, obwiniała Exceltię za wypadek, za jej kalectwo. Jeden niefortunny krok konia przekreślił jej karierę, jedno potknięcie cholernego, tępego zwierzaka, ta jedna chwila, w której na sekundę straciła kontrolę i pozwoliła zadecydować za siebie. Winą obarczyła z czasem cały świat,  wszystkich dookoła siebie. A czasu przecież nie dało się cofnąć, nawet gdyby znaleziono winnego. Doskwierająca trauma, złamane serce, dokuczliwy, często nie do zniesienia ból, napięta sytuacja trzypokoleniowej rodziny pod jednym dachem, brak przyjaciółki, samotność, koncentracja na własnym cierpieniu to doskonałe okazje, żeby szukać ukojenia w alkoholu. Ada wiodła nędzne i nudne życie na „osiedlu w środku nicości”, wychodziła od czasu do czasu na krótki spacer z psem Zuzą, po drodze mogła kupić alkohol.

Początkowe rozdziały ciężko mi się czytało, złe emocje bohaterki wpłynęły na mnie negatywnie, zbyt przygnębiająco i dołująco. Zastanawiałam się nawet nad odłożeniem książki na jakiś czas, bo stosik wstydu był całkiem, całkiem…Intrygował mnie jednak bohater z opisu, który wciąż się nie pojawiał. Aż tu nagle pojawił się we śnie nieżyjący ojciec, który uświadomił Adzie, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze – rodzina tak przez nią zaniedbana. Następnie zobaczyła konia w podupadłej stadninie podczas spaceru z psem i zakiełkowała we mnie nadzieja, że może coś lub ktoś obudzi z marazmu bohaterkę i tchnie w nią chęć do życia.

Wreszcie pojawił się nowy, przystojny właściciel stajni, który kochał psy, a konie już mniej. Robert był „mężczyzną z przeszłością”, skrywającym bolesną tajemnicę, próbującym odkupić winy, którymi sam siebie obarczył. Postanowił przywrócić świetność podupadającej stadninie. W przeszłości jego żona zajmowała się hipoterapią. Robert uratował Adę przed napaścią osiedlowych chuliganów i od tej pory ją zaintrygował. A turnus rehabilitacyjny poprawił jej kondycję fizyczną i zmienił nieco jej psychikę. Wyjazd, rozłąka z matką i córką była też doskonałą okazją do rozmyślań o dotychczasowym życiu, relacjach z najbliższymi jej osobami, o swoich oczekiwaniach od życia. Uporczywie powracające myśli o Robercie koiły ból biodra. On również myślał o Adzie, zastanawiało go jej kalectwo, co się jej przytrafiło, dlaczego była aż tak pochłonięta cierpieniem. Mimo jej zaniedbania dostrzegał tkwiący w niej potencjał piękna. On też topił swoje smutki w alkoholu. Ale postanowił odzyskać kontrolę nad własnym życiem, nad życiem zaniedbanych zwierząt w stadninie. Miał plan na dalsze życie, bo przeszłości nie był już w stanie odmienić. Ada stanowiła dla niego nie lada wyzwanie, ponieważ miała w sobie to coś, co „roztopiło lód skuwający jego serce”. Podczas nieobecności matki Natalia postanowiła spełnić jedno z największych marzeń – nauczyć się jeździć konno i o to poprosiła, wręcz namówiła Roberta. Pragnęła w ten sposób udowodnić matce, że ona może coś w życiu osiągnąć i że konie wcale nie są „śmiercionośne”. Czy córce to się udało? Jak zareagowała Ada na ambicje córki? Jakie refleksje to w niej wywołało?

Agata Suchocka świetnie wykreowała bohaterów, są autentyczni. Mamy tu do czynienia z pogłębioną charakterystyką bohaterów. Pisarka stworzyła bardzo ciekawe portrety psychologiczne postaci. Akcja powieści mimo opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów toczy sie wartko, nagłe jej zwroty nadają tempa i przyśpieszają rozwój wydarzeń. Powieść jest napisana lekkim stylem, pięknym językiem mimo poruszanych trudnych problemów.

 „O jeden krok za daleko” to piękna, wzruszająca i napawająca optymizmem historia o miłości, jej różnych odmianach, o przyjaźni, o relacjach interpersonalnych, o trudnych więziach rodzinnych, międzypokoleniowych, o matce alkoholiczce, o samotności i cierpieniu człowieka, o zbuntowanej nastolatce, która chce zwrócić uwagę swojej matki, a jej bunt jest wołaniem o miłość. Powieść skłania czytelnika do refleksji nad marzeniami. Czy warto marzyć? Czy warto żyć pasją? Polecam ten tytuł na letnie wieczory.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz do recenzji.            


2 thoughts on “„O jeden krok za daleko” – Agata Suchocka (#MamaDropsaCzyta)”

  1. No i jak nie pragnąć przeczytać tej powieści, gdy tak pięknie przedstawiona? Co tu zajrzę do recenzji kolejnej książki, to zaraz moja lista pragnień rośnie jak na drożdżach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *