„Miłość po grecku” – Barbara Seeman–Włodarczak (#MamaDropsaCzyta)

Read More
miłość po grecku

Barbara Seeman–Włodarczak, Miłość po grecku, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam do lektury mojej opinii na temat powieści Barbary Seeman-Włodarczak pt. „Miłość po grecku”. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki, więc poszukałam informacji na temat innych jej powieści, zainteresowań, pasji.

Trafiłam na bloga kujonka.pl i skorzystałam z zaproszenia Autorki, poetki, miłośniczki filozofii, dobrej kawy i porcelany na spacer po greckich Atenach śladami Sokratesa, czyli po miejscach, które są tak pięknie i sugestywnie opisane w powieści. Zwiedziłam ateńską agorę, miejsce spotkań grupy filozofów, dom i warsztat szewca Szymona, z którym znał się filozof i który w formie dialogów zapisał jego rozmowy z ludźmi. Odwiedziłam też urokliwe miejsce – więzienie, w którym zgodnie z tradycją przebywał Sokrates a także Akademię Platońską, wyjątkowy w świecie ośrodek kultury i nauki w IV wieku p.n.e. a współcześnie duży miejski park, gdzie można wypocząć i snuć refleksje w cieniu drzew. Bardzo dziękuję Autorce za wspaniałą ucztę duchową i piękne zdjęcia z wycieczki do Grecji.

Przejdźmy do recenzji powieści. Inspiracjami dla Autorki były: mozaika przedstawiająca Akademię Platońską – drzewo oliwne, pod którym siedzą i rozprawiają filozofowie: Platon, Arystoteles i inni, figurki przestawiające postać Sokratesa, słynna maksyma „Poznaj samego siebie” wyryta nad wejściem do świątyni w Delfach. To właśnie wieszczka Pytia powiedziała, że Sokrates jest najmądrzejszy ze wszystkich ludzi. Dlatego też Sokrates jako badacz ludzkich charakterów i słabości, człowiek z niesamowitą charyzmą, uosobienie dobroci i życzliwości odegra tak wielką rolę w życiu bohaterów powieści. Obok rozważań filozoficznych inspiracją była także kultura w ogólnym pojęciu, która dzisiaj nie sprzedaje się już tak dobrze jak kiedyś.

Piękna okładka książki i opis wydawcy przyciągają wzrok czytelnika.  To nie jest banalna historia, iście wakacyjny romans, lekki, łatwy i przyjemny w odbiorze. Powieść jest świetnym mixem gatunkowym, który łączy w sobie elementy obyczajówki, romansu, kryminału i powieści psychologicznej – moim skromnym zdaniem to studium przypadku małżeństwa, do którego zakradła się rutyna i któremu potrzebne jest koło ratunkowe, pomoc. Książkę czyta się szybko z uwagi na lekki styl, ale wraca się do pewnych fragmentów, które zmuszają nas do refleksji nad życiem, nad wartościami, nad tym, jak wciąż podsycać miłość w związku, jak dbać o relacje interpersonalne.

Głównymi bohaterami są Zofia i Tomasz – małżeństwo z dwuletnim zaledwie stażem a już pytania o ich wspólną przyszłość napawały niepokojem.

Ona – dumna pani redaktor zarządzająca działem kulturalnym „Nowoczesnej Kobiety”, niezwykle pracowita, nigdy nie zwalniała tempa pracy, dawała z siebie wszystko i tego wymagała od innych, irytowało ją lenistwo i opieszałość innych, kobieta elegancka, z dobrym wyczuciem smaku, lubiła otaczać się pięknymi przedmiotami, ubierać tylko w gustowne stroje, z najlepszych jakościowo materiałów. Samotne popołudnia stały się dla niej rutyną a towarzystwa dotrzymywały jej magazyny o sztuce, ostatnio zgłębiała filozofię. swoją postawą manifestowała, ze kultura jest najwyższym dobrem, o jakie wszyscy powinni sie troszczyć. Jako żona kiedyś zakochana w swoim mężu, lubili ze sobą rozmawiać, nigdy się nie nudzili w swoim towarzystwie. Z czasem nagle jego wnętrze wydało jej się nieciekawe i wyjałowione. Piwo, którego mąż był koneserem, uważała za napój nieelegancki w przeciwieństwie do wina w eleganckim kieliszku na wysublimowanej nóżce. marzyła o wielkiej miłości rodem z filmów lub romantycznych lektur. Nagle dla tej świetnej dziennikarki zabrakło miejsca w redakcji, zaczęło się liczyć co innego a Zofia już nie wpasowywała się w linię programową gazety. Przeniesiono ją do działu fitnesu do pomocy młodemu redaktorowi, którego teksty miały największą popularność. Nie wyobrażała sobie tej współpracy i jeszcze bardziej pogrążyła się w świecie filozofii dzięki nowej książce, przenosząc się do antycznej Grecji…

On – grafik komputerowy z wykształcenia, a zarabiał na życie recenzowaniem sprzętu elektronicznego dla dużej korporacji międzynarodowej, z czasem markowe gadżety elektroniczne, gry komputerowe to był jego cały świat, był zapracowany i nieobecny myślami, był też wielkim smakoszem piwa, interesował sie nowymi, rzemieślniczymi browarami. jego wsparcie nie zadowalało żony, cenne lekcje życiowe nie docierały już do niej. Czy Tomasz opuści swój hermetyczny świat elektroniczny i zacznie spełniać swoje marzenia?

Aż tu nagle kapsel od greckiego piwa, napoju pogardzanego przez żonę przyczynił się do niesamowitych zmian i przeżycia wspanialej przygody w pięknych Atenach. Tam podczas zwiedzania poznany przystojny Grek Sokrates stał się jej przewodnikiem i nie tylko. Czy Zofia odnajdzie prawdziwą miłość, szczęście i spełnienie u boku Sokratesa?

Zabawa w stolicy Grecji była połączona z promocją piwa, to miała być wyjątkowa kampania pełna atrakcji. Ekipa ludzi miała krok po kroku realizować plan strategiczny przygotowany przez menadżerkę Andżelikę. Tomasz bawił się świetnie wraz z nowymi przyjaciółmi. Miał nadzieję, że klimat grecki pomoże uratować ich małżeństwo a filozofia otworzy oczy obojgu na wiele spraw. Przecież Sokrates swoim nauczaniem sprawił, że ludzie zaczęli przewartościowywać swoje życie.

Wspomniałam już wcześniej, że książka to studium przypadku żony i męża. Wycieczka do Grecji, zwiedzanie muzeów, zabytków, najbardziej urokliwych miejsc, po których przechadzali się i dyskutowali filozofowie, stała się doskonała okazją do odbycia podróży w głąb siebie, by znaleźć odpowiedź na wiele pytań natury filozoficznej, by w myśl maksymy starożytnej poznać samego siebie, uświadomić sobie swoje wady i zalety, zaakceptować je, polubić a nawet pokochać – także i u partnera. Nikt nie jest doskonały. Człowiek również może posiadać pęknięcia jak piękna porcelanowa filiżanka.

Uwielbiam podróżować literacko. Byłam szczerze zdziwiona, że powieść jest debiutem z uwagi na dojrzały styl, piękny język i zaskakujący pomysł na opowiedzianą historię. Podczas zwiedzania agory ateńskiej, szczególnie uduchowionego i natchnionego miejsca Autorka napisała wiersz, który pozwolę sobie tu zamieścić. Wrześniowe, słoneczne, ciepłe popołudnie, zapach drzew, urzekająco piękne ruiny, spacerujące żółwie, szeleszczące pod stopami liście i słowa same płyną:

Przebudź się Sokratesie

Przebudź się Sokratesie i pokaż mi drogę
Bo zgubiłam się na Agorze
I nie wiem w którą iść stronę
Czekając na ciebie
Postawiłam stopę na sporym kamieniu
I rozmyślałam nad tym czym jest człowieczeństwo
Przejdźmy się razem pod dom Szymona
Posłuchać nowych plotek
Pomódlmy w świątyni Zeusa
I kupmy świeże figi na kolację
Chcę się przejść każdą z tych wydeptanych ścieżek
Jakby pierwszy raz kroczył po niej człowiek
Zostawiłam swoje serce na ateńskiej Agorze
Przykryły je szeleszczące liście
Przeszedł leniwie żółw
Zerwał się wiatr
Spadł deszcz
Potem grad
Przebudź się Sokratesie i pokaż mi drogę…

www.kujonka.pl

Wydawnictwu Replika z całego serca dziękuję za egzemplarz recenzencki Autorce natomiast gratuluję udanego debiutu.

„Szczęście pod stopami” – Renata L. Górska

Read More
szczęście pod stopami

Renata L. Górska, Szczęście pod stopami, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam serdecznie do recenzji siódmej powieści Renaty L. Górskiej „Szczęście pod stopami”. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i już wiem, że nie będzie ostatnie. W moim wypadku odprężałam się, tworząc tę powieść. Bawiłam się słowem, a konstruowanie postaci zupełnie różnych ode mnie (czy osób znanych mi osobiście) radośnie pobudzało moja kreatywność. miało być lekko i pogodnie, z tęczą nadziei po przejściowych burzach – tak napisała autorka o swojej książce. Co wyszło z założeń pisarskich? Przekonajcie się sami.

Zawsze warto marzyć, oczekiwać zmian na lepsze! I wierzyć w miłość, pragnąć jej oraz otwierać się na nią.

Bohaterką powieści jest Monika, która ma za sobą okropne dzieciństwo – niechciana i niekochana córka, porzucona przez matkę, kto był właściwie jej ojcem – nie wiadomo (tajemnica trzyma nas w napięciu prawie do końca powieści), wychowana a właściwie „wytresowana” przez bardzo surowych, pozbawionych czułości dziadków. Miała to szczęście, ze nad nią czuwał anioł w osobie cioci Elżbiety, która ją najpierw regularnie odwiedzała, rozbudzając miłość do czytania książek i samodzielnego myślenia. Po maturze Monika przeniosła sie na czas studiów do cioci, gdzie znalazła prawdziwy dom. Los sprawił, że musiała sie zaopiekować córeczką swojej siostry, marząc o własnej rodzinie. Była szczęśliwa, ale los znowu ją zaskoczył – zmarła ciocia, zostawiwszy Monikę z dzieckiem i kredytem hipotecznym. Miała jednak przyjaciół, którzy ją wspierali i poradzili jej, aby wynajęła pokój lokatorowi. To uratuje jej finanse. Tym razem los postawił na jej drodze Jana Ondrasza, geja.

Od przyjaciółki Monika otrzymała niezwykły a zarazem zwyczajny prezent – słomiankę z nadrukiem z odciskiem trzech par stóp: męskich, damskich i dziecięcych. Symbolizowało to kompletną, szczęśliwą rodzinę, a one przecież mieszkały tylko we dwie. Największa więc para stóp była zbędna. Ale czy na pewno? Co kryło się za wyborem Julity? Jak potoczy się dalej życie Moniki z Dagmarą, czyli Marusią? Jak ułożą sie jej relacje z Ondrą? Czy wreszcie otworzy sie na miłość i wyjdzie naprzeciw marzeniom, znajdując szczęście pod stopami?

Tę grubaśną powieść przeczytałam szybko. Wzruszająca historia Moniki jest bowiem napisana lekkim stylem, pięknym i starannym językiem, zaprawionym lekką nutą humoru. Wykreowani bohaterowie są autentyczni i wiarygodni, dobrzy i źli. Pisarka świetnie oddała dysonans, różnice między wsią a miastem na przestrzeni lat. Liczne retrospekcje nie spowalniały akcji, są bardzo ciekawe. Z główną bohaterką kontrastuje postać jej siostry Patrycji. Monika pragnie zmian w swoim życiu na lepsze, marzy o własnym szczęściu, o miłości. Dla malutkiej gotowa była zrobić wszystko! Natomiast Patrycja porzuciła Dagmarę, wyjechała za granicę i z czasem gotowa była użyć dziecka jako karty przetargowej w układzie z nowym partnerem. To dla mnie niewyobrażalne, jak można porzucić własne dziecko. Wątek Dagmary, jej relacje z Moniką, ich marzenia, świat ukazany oczami dziecka jest niezwykle wzruszający. Gdy Monika drąży uparcie temat ojca, babcia Wicherkowa, „ostoja moralności”, na wsi rani ją duchowo bardzo boleśnie. A przecież tę tajemnicę znały inne osoby z rodziny…

„Szczęście pod stopami” to wielowątkowa powieść obyczajowa z domieszką wątku kryminalnego, pełna rodzinnych tajemnic i sekretów trzymających do końca czytelnika w napięciu. Porusza bardzo trudne tematy: porzucenie dziecka, manipulacja drugim człowiekiem, potrzeba miłości, namiętności i szczęścia, potrzeba akceptacji, głód więzi rodzinnych i właściwych relacji interpersonalnych. Postać Marusi wnosi trochę innego światła do powieści. Miłość Moniki do dziecka sprawia, że jej życie nabiera sensu, blasku, celu. Przekonuje ją, że warto marzyć, spełniać marzenia, wierzyć i mieć nadzieję na szczęście, na miłość, która miała u niej priorytet. Czy  marzenie Moniki o kochającej się parze z dzieckiem, on, ona i ono, jak nadruk na słomiance w końcu się spełniło? Przekonajcie się sami , sięgając po książkę, którą serdecznie polecam na długie, jesienne wieczory.

Wydawnictwu Replika dziękuję z całego serca za egzemplarz do recenzji.

„Pokłosie przekleństwa” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
pokłosie przekleństwa

Edyta Świętek, Pokłosie przekleństwa, Wydawnictwo Replika 2020.
Saga: Grzechy młodości
#MamaDropsaCzyta

Podczas spotkania z Edytą Świętek na Targach Książki w Rzeszowie w 2019 roku otrzymałam dedykację z piękną pocztówką. Jestem niezmiernie wdzięczna Pani Edycie za zaproszenie do nostalgicznej podróży do Bydgoszczy lat siedemdziesiątych i do poznania fascynującej, pełnej emocji, miłości i dramatów historii rodziny Trzeciaków. 1 września 2020 r. swoją premierę będzie miała powieść Autorki „Pokłosie przekleństwa”. Jest to już piąty i zarazem ostatni tom sagi „Grzechy młodości” z Bydgoszczą w tle,  osadzonej w realiach PRL-u w kontekście historycznym, politycznym i kulturowym. W jednym z wywiadów Pisarka wyznała, że to dla niej będzie trudne pożegnanie z Bydgoszczą, ale być może nieostatnie. Półtora roku zajęło zbieranie materiałów na temat miasta dawniejszego i dzisiejszego oraz jego mieszkańców, natomiast rok  – wydanie pięciu tomów sagi. Mistrzyni ma w planach napisanie kolejnej sagi ku radości czytelników. Sama się przekonałam, że pojedyncze powieści Pisarki czyta się z ogromnym niedosytem. Czy żałuję, że lektura pięciu niezwykle interesujących tomów fenomenalnej sagi już za mną? Z jednej strony tak, ponieważ zżyłam się z rodziną Trzeciaków, była to także podróż w głąb siebie, do czasów mojej młodości i doskonała okazja do wspomnień – czasy liceum, matura, studia, pierwsza praca w szkole, mieszkanie, mała kawalerka z kuchnią, pierwsza randka z przyszłym Mężem, ślub, przeprowadzka do większego mieszkania, narodziny dzieci. Tym naszym wydarzeniom towarzyszyły także piosenki wybrane przez Pisarkę. Nasza ukochana Budka Suflera! Z drugiej jednak strony niecierpliwie czekam na kolejne książki, które wyjdą spod pióra Pisarki, którą bardzo cenię. A sagę „Grzechy młodości” po prostu uwielbiam. Powtarzam to podczas pisania recenzji wcześniejszych tomów. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Replika tekst powieści otrzymałam w PDF i mogłam zabrać czytnik na wakacje w Bieszczady.

Zapraszam więc do lektury mojej opinii na temat ostatniego tomu sagi. Zacznę od opisu Wydawcy, żeby nie spojlerować.

Edyta Świętek kontynuuje opowieść o wielopokoleniowej rodzinie, w której bohaterami są nie tylko matki, babki, ojcowie, bracia, siostry, kochankowie… Ważną bohaterką jest Bydgoszcz, a w niej miejsca, na wspomnienie których kręci się łezka w oku i takie, o których istnieniu wygodniej byłoby zapomnieć. Wraz z przemianami gospodarczymi znacznym zmianom ulega życie rodziny Trzeciaków. Jola robi oszałamiającą karierę w korporacji, Piotr Kost zostaje redaktorem muzycznym w radiostacji, a Manuela prezenterką teleturnieju nadawanego przez ogólnopolską stację telewizyjną. Jednak nie wszystkim członkom rodziny wiedzie się równie dobrze. Trudny czas nadchodzi dla Ewy, która zmuszona jest do rezygnacji z występów, a także dla nauczycieli pobierających niewysokie pensje. Kryzys ekonomiczny uderza w interesy przedsiębiorczego Tymoteusza. Jak mężczyzna poradzi sobie z nowymi wyzwaniami? Czy Justyna odnajdzie szczęście u boku ukochanego? Jakie skutki przyniesie klątwa rzucona przed laty przez Franciszkę?

Akcja sagi obejmuje lata 1970 – 2010 a rozgrywa się głównie w Bydgoszczy. Jak już wcześniej wspomniałam, poznajemy losy wielopokoleniowej rodziny Trzeciaków i ich przyjaciół, znajomych. Występuje cala plejada postaci, ale dzięki drzewom genealogicznym rodu zamieszczonym  na początku i na końcu każdego tomu, czytelnik nie może zapomnieć ani się pomylić, jeśli chodzi o koligacje. Poznajemy ich codzienne życie, radości, troski i smutki, wzloty i upadki, dramaty, a nawet tragedie.  Uczestniczymy w ważnych wydarzeniach rodzinnych, radosnych i dramatycznych. smutnych a nawet i tragicznych. Jedni się rodzą, a z inni odchodzą z tego świata. Losy fikcyjnej rodziny splatają się z realiami życia w minionej epoce. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat tak wiele zaszło zmian w każdej dziedzinie życia i to doskonale zilustrowała Pisarka w życiu kilku pokoleń bohaterów.

Co człowiek posieje, to zbiera.

„Pokłosie przekleństwa”, czyli ostatni tom sagi, obejmuje lata 1995-2010. Poznajemy tu bliżej losy najmłodszego pokolenia Trzeciaków oraz dowiadujemy się,  jak zakończą sie najstarsze  wątki, szczególnie ten związany z tytułem tomu. Rozmawiałam z Synem – księdzem na temat, jak działa klątwa rzucona na kogoś. Dowiedziałam się, że przeklinając kogoś, prosimy demona, szatana o nieszczęście dla tej osoby, ściągamy na nią zło. Klątwa matki jest klątwą szczególnej mocy. Kto stał się ofiarą przekleństwa matki Franciszki, którą zrozpaczona rzuciła przed laty nad grobem syna Eugeniusza oraz jakie przyniesie ona skutki i jakie zbierze żniwo? Byłam ogromnie zaskoczona i wstrząśnięta takim zakończeniem wątku. Pokłosie przekleństwa, ot co!

Jak sama Autorka wyznała w wywiadzie wśród grona świetnie wykreowanych bohaterów nie ma kryształowych postaci, są kontrowersyjne, „każda ma coś za uszami”. Są przez to wyraziste, autentyczne i zyskują sympatię lub antypatię czytelników. Akcja powieści toczy się bardzo wartko, jest pełna zaskakujących zwrotów akcji w związku z tym, że na światło dzienne wychodzą  coraz to nowe tajemnice z życia bohaterów.

Urzekły mnie bardzo wnikliwe opisy miejsc, postaci, sytuacji czy też przeżyć wewnętrznych bohaterów. Autorka ma bowiem do tego szczególny dar, co uwidacznia sie w jej twórczości. Z książką w ręku można spacerować literacko po Bydgoszczy. Burzliwe dzieje rodu Trzeciaków przewijały się w mojej wyobraźni dzięki plastycznemu językowi jak film. Marzę o sfilmowaniu obydwu sag Edyty Świętek i mocno trzymam kciuki za spełnienie. Grubaśne tomy czyta się bardzo szybko, dzięki lekkiemu stylowi i zastosowanej starannej indywidualizacji języka.

Opowiedziana przez Pisarkę burzliwa i niełatwa historia rodu Trzeciaków budzi w czytelniku mnóstwo uczuć i emocji: radość, nadzieję, miłość, smutek, rozpacz, zazdrość, zawiść, lęk, paniczny strach, nienawiść, wstręt. Mówi się, że młodość ma swoje prawa, ale za popełnione grzechy w młodości trzeba  czasem odpokutować i bycie młodym nie jest usprawiedliwieniem.

Polecam gorąco te niezwykłą sagę, którą uważam za jedną z najlepszych pióra Mistrzyni sag!

Wydawnictwu Replika z całego serca dziękuję za możliwość zrecenzowania książki.  

„Dokąd nas zaprowadzisz” – Małgorzata Klunder (#MamaDropsaCzyta)

Read More
dokąd nas zaprowadzisz klunder

Małgorzata Klunder, Dokąd nas zaprowadzisz, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta
Saga: „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej”

Dokąd nas zaprowadzisz, Panie
Bez bagażu i bólu głowy
I gdy nic nam na drodze nie stanie
Czy będziemy mogli zacząć na nowo…

Przemysław Gintrowski

Zapraszam do lektury recenzji piątego tomu pełnej ciepła, optymizmu i humoru sagi rodzinnej o ponadczasowych wartościach „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej” Małgorzaty Klunder „Dokąd nas zaprowadzisz”, którego premiera odbyła się 21 lipca 2020 r.

Akcja tego tomu rozgrywa się w Szkocji, w Kirkcaldy, gdzie ks. Jan Niziołek sprawuje urząd proboszcza do pomocy z wikariuszem ks. Stachem Deskurem. Nowy wikariusz był pełen obaw, że trafi pod skrzydła „nudnego safanduły”, ale niepotrzebnie, bo ks. Jan wydał mu się od pierwszego rzutu oka „porządnym gościem” i z każdym dniem utwierdzał się w swym przeczuciu. Na szczęście Stach lubił i znał twórczość Tolkiena. Księża musieli się podzielić obowiązkami w parafii i w domu. Wynikło z tego szereg zabawnych sytuacji, jak choćby dość nietypowa ewangelizacja ojca panny młodej na weselu góralskim, ratowanie reputacji Stacha, „docieranie się” codzienne, akcja niewidzialna ręka z lodówką. Rodzina Janka polubiła ks. Stacha, bardzo szybko znaleźli z nim wspólny język. Podczas rodzinnych spotkań wspominano ks. Jana Kaczkowskiego i o. Jana Górę, Lednicę. Oczywiście w życiu księży nie zabrakło „obecności” i rad ks. Tadeusza, którego tak często wspominał. Jan marzył o odszukaniu polanki w Beskidach, na której kiedyś biwakował ks. Tadeusz – gdzieś w bok od niebieskiego szlaku na Rysiankę, w pobliżu źródeł Sopotni, krzyż w skalnej kapliczce, gdzieś pod samymi Trzema Kopcami. Czy udało mu się spełnić  marzenie podczas pobytu  w Polsce? Dlaczego to zadanie okazało się takie trudne? Zdradzę tylko, że ta wyprawa będzie mieć drugie dno.

W powieści poznajemy też bliżej babcię Janka, panią Alicję Kotoń, z którą wnuk pokłócił się dramatycznie w poprzednim tomie. Alicja okazuje się niezwykle sympatyczną kobietą, która też może mieć własne troski, utrapienia, zmagać się ze słabościami. nie taki diabeł straszny, jak go malują. Pan Bóg, by doprowadzić do zgody rodzinnej, posłużył się „znakomitym narzędziem” – wnuczką Wisią, dziewczyną o niespożytej energii i niezłomnym optymizmie oraz fantastycznych pomysłach. Dzięki ich rozmowom poznajemy fascynującą historię rodziny. Czy uda się zatem Wisi doprowadzić w końcu do pojednania babci i wnuka? Co za pomysł wpadnie jej tym razem do głowy? W tle pojawiła się także babcia Stacha, czyli pani Anna Bednarzowa z Milówki. Dlaczego podczas snucia rodzinnych opowieści babcia się zacinała, wypowiadając imię swojego wnuka?

Małgorzata Klunder poruszyła też poważne tematy dotyczące wiary, świętych obcowania, powołania do kapłaństwa, celibatu, problemu z seksualnością, wzajemnych relacji między księżmi, potrzeby przyjaźni, wzajemnego wsparcia. Niezwykłe i wzruszające są rozmowy Janka z ks. Tadeuszem:

– Synku, powiedz, kochasz pana Boga?
– Tak, proszę księdza, ksiądz wie, ze Go kocham.
– To ufaj. Maleńkie cuda dnia codziennego niech ci przysparzają uśmiechu, ale buduj na Nim, nie na kuglarstwie.

A przecież my, tak zagonieni w codziennym życiu, tych małych, zwykłych cudów nie zauważamy.

„Dokąd nas zaprowadzisz” jest pełne życiowych drogowskazów, wynikających z tych cudów dnia codziennego. Co więcej, cudowne poniekąd znaczenie ma sam tytuł. Jest nie tylko inspirowany utworem Gintrowskiego, ale także pytaniem o drogę życia człowieka – wędrówkę, która katolików prowadzi do konkretnego celu. Powinniśmy na niej dostrzegać innych ludzi, wchodzić z nimi w relacje, przekazywać ponadczasowe wartości, bo w tej dalekiej drodze „przyda się zmiana”.

Powieść pochłonęłam szybko – tak jak i wcześniejsze tomy. Jest bowiem napisana lekkim stylem, językiem aż skrzącym się od humoru, czasami nawet i dosadnym. Z uwagi na wielowątkowość i ciekawą plejadę bohaterów tekst jest podzielony na rozdziały, których tytuły pomagają się nam odnaleźć w fabule.

Polecam z całego serca sagę Małgorzaty Klunder na letnie wędrówki, podczas których warto zwolnić, zatrzymać sie, by pomyśleć, dokąd tak naprawdę zmierzasz, drogi Czytelniku.

Wydawnictwu Replika serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzencki!

„Zanim odszedł” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
zanim odszedł

Edyta Świętek, Zanim odszedł, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta

Edyta Świętek należy do grona moich ulubionych Autorek. Pokochałam jej fascynujące, pełne emocji, miłości i dramatów sagi o wielopokoleniowych rodzinach doskonale osadzone w realiach historycznych. Wzruszyła mnie do łez powieść „Bańki mydlane”. Zaciekawiła mnie ostatnio zapowiedź i okładka najnowszej książki, a właściwie wznowienia – dwie łudząco do siebie podobne blondynki, aparat fotograficzny, stary album ze zdjęciami i zagadkowa  fotografia, zegarek symbolizujący upływ czasu, zafrapował tytuł „Zanim odszedł”. Co się wydarzyło, zanim ktoś od kogoś odszedł i zanim kogoś zostawił? Ponieważ fabuła obfituje w wielość wydarzeń, zacznę od opisu wydawcy, aby za dużo nie wyjawić.

Karolina, po tragicznej śmierci męża i utracie dziecka, długo nie może dojść do siebie. Zachęcona przez przyjaciółkę, postanawia przelać swoje emocje na kartki książki. Pomysł okazuje się strzałem w dziesiątkę, a Karola pisze  kolejne powieści. Oparcie znajduje w przyjaciółkach – krzykliwej i przebojowej Sylwii oraz dopiero co poznanej za pośrednictwem Internetu Caro. Z czasem okazuje się, że z wirtualną znajomą łączy ją zadziwiająco wiele podobieństw, a w kobietach rodzi się podejrzenie, że mogą one być ze sobą spokrewnione. Wrażenie to jest tym silniejsze, że Karolina nigdy nie poznała swojego ojca, który zmarł przed jej narodzinami, a jej matka uparcie nabiera wody w usta, kiedy kobieta próbuje dowiedzieć się czegoś o swoich korzeniach. Caro również odnosi wrażenie, że jej rodzina coś przed nią ukrywa. Czy stare zdjęcia, które obie kobiety posiadają, mogą przedstawiać tego samego mężczyznę – Karola, który prawdopodobnie jest ich ojcem? Nic nie jest jednak takie, jak się wydaje, w dodatku nie tylko Karolina i Caro ukrywają swoje małe sekrety…

Edyta Świętek zaprosiła czytelników do świata literackiego:  pisarek – Karoliny i Aldony, poetki – Caro, agentki literackiej – Sylwii też z ciągotami literackimi oscylującymi wokół reportażu oraz artysty fotografa – Maksymiliana, dokumentującego spotkania literackie; i do świata blogerskiego – promującego literaturę i zdobywającego czytelników. Dzięki temu czytelnik poznaje pracę pisarską od kulis i wszelakie mechanizmy nią rządzące – blaski i cienie. Historie bohaterów umieszczone są w dwóch płaszczyznach czasowych – w 2014 r. i w latach 1979-1980 r. W przeszłości bowiem niezwykle poruszające są losy Cześki. Kim okaże się kobieta? Wątki się przeplatają, dodając powieści tajemniczości. Wydawało mi się, że są to odrębne historie, ale wraz z rozwojem akcji zaczynają się ze sobą łączyć.

Dla Karoliny przygoda z pisaniem, blogowaniem oraz social mediami to doskonała ucieczka od ponurych myśli, od samotności, od traumy, którą przeżyła. Tworzenie powieści było balsamem dla obolałej duszy, lekiem na bezsenność, pocieszeniem w chwilach melancholii. Myślę, że jej wątek okaże się bliski niektórym blogerkom książkowym. Dla poznanej przez Internet Caro liryka po prostu stanowiła nierozerwalną część duszy. Aldona z kolei jedynie we własnym mniemaniu była świetnie zapowiadającą sie pisarką, jednak „cisza” po wysłaniu tekstu debiutanckiej powieści do wielu wydawnictw zmusiła „kandydatkę na laureatkę nagrody Nike”, królową życia, gwiazdę i niezłą intrygantkę do znalezienia „wyjścia awaryjnego”, tym samym doprowadzając do zamieszania w świecie bohaterów. Karolinę i Sylwię połączyła fenomenalna przyjaźń, pisarka zawsze mogła liczyć na wsparcie, rady, pomoc, wskazówki przebojowej Sylwii, która tak naprawdę była „najbardziej samotną osobą świata”. Między Karoliną i Caro w miarę poznania wytworzyła się szczególna więź, zrodziło się przekonanie, że mogą to być więzy rodzinne. Obie bohaterki bowiem poszukują własnej tożsamości, pragną poznać historie swoich rodzin, które skrywają dużo   tajemnic, sekretów, niedopowiedzeń…

Edyta Świętek tak poprowadziła ten wątek, że gdy już jesteśmy blisko rozwiązania tej zagadki, zaczyna się ona wikłać od nowa, trzymając nas w napięciu. Jest to zabieg celowy pisarki – zastawianie pułapki na czytelnika i zaskakiwanie rozwiązaniem problemu. Skłania nas do doszukiwania się drugiego dna historii, by nie dać się zwieść pozorom.  „Zanim odszedł” to także piękna opowieść o miłości dwojga rozbitków życiowych: osamotnionej Karoliny i Maxa, mężczyzny po przejściach sercowych, który również z powodu osamotnienia oddał się fotografowaniu, swej życiowej pasji. poznajemy jego historię małżeństwa i bolesne przeżycia…Czy Maksymilian będzie walczył o Karolinę, zdecydowaną singielkę?  Czy uda się im spojrzeć na świat tak, „jak na czystą, białą kartkę”?

Zakończenie powieści totalnie mnie zaskoczyło. Pozostał wciąż niedosyt. Mam nadzieję, że Autorka wkrótce napisze kolejną część. Zaskoczyło mnie także i to, że Edyta Świętek umieściła siebie wśród epizodycznych postaci – pojawiła się jako sekretarka.

Powieść mimo poruszanych trudnych, gorzkich problemów jest napisana lekkim stylem, czyta się ją szybko. Jak zawsze u Edyty Świętek urzekły mnie jej opisy, niezwykły zmysł obserwacyjny Autorki, pogłębione psychologicznie portrety bohaterów, ich autentyczność, wyrazistość. Ich historie wywołują w czytelniku cały wachlarz różnorodnych emocji i uczuć.

Polecam lekturę powieści na letnie wieczory, na czas urlopów, kiedy mamy czas na chwilę refleksji, zadumy nad sobą, nad własnym losem, który jakże bywa przewrotny. Miłej lektury!

Wydawnictwu Replika z całego serca dziękuję za egzemplarz do recenzji.

„O jeden krok za daleko” – Agata Suchocka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
o jeden krok za daleko suchocka

Agata Suchocka, O jeden krok za daleko, Wydawnictwo Replika 2020.
#MamaDropsaCzyta

23 czerwca świętowaliśmy premierę powieści Agaty Suchockiej „O jeden krok za daleko”. Autorkę poznałam na Targach Książki w Rzeszowie, podczas rozmowy ujęła mnie swoją energią, życzliwością i poczuciem humoru. A z kolei powieść przyciągnęła moją uwagę śliczną okładką, na której są konie w galopie, podkowa i piękna kobieta. Pierwsze moje skojarzenie: ktoś będzie galopował po szczęście? Opis wydawcy i polecajka Edyty Świętek, jednej z ulubionych moich pisarek, potwierdziły, że warto sięgnąć po tę książkę. Bardzo lubię konie, są one symbolem zdrowia, sił witalnych. Moja już dorosła Córka-wcześniak wiele zawdzięcza hipoterapii, dzięki uroczemu Napoleonowi chodzi i uniknęła operacji bioder. Jestem o tym świecie przekonana. Wróćmy jednak do powieści.

Jest to poruszająca historia  Adrianny Gerwin świetnej amazonki, niedoszłej olimpijki, dla której ważniejsza była kariera sportowa niż zajmowanie się wychowywaniem córeczki. Scedowała to na męża, a gdy odszedł, sprowadziła do siebie mamę, która matkowała wnuczce. Karierę amazonki zdruzgotał wypadek. Tylko cud mógł odmienić jej życie, ale na to nie liczyła… Bohaterkę poznajemy w chwili, gdy zmaga sie z alkoholizmem i jest już matką dorastającej córki Natalii. Jej relacje z matką i córką są chore. Nie potrafi ich uzdrowić. Znienawidziła też konie, obwiniała Exceltię za wypadek, za jej kalectwo. Jeden niefortunny krok konia przekreślił jej karierę, jedno potknięcie cholernego, tępego zwierzaka, ta jedna chwila, w której na sekundę straciła kontrolę i pozwoliła zadecydować za siebie. Winą obarczyła z czasem cały świat,  wszystkich dookoła siebie. A czasu przecież nie dało się cofnąć, nawet gdyby znaleziono winnego. Doskwierająca trauma, złamane serce, dokuczliwy, często nie do zniesienia ból, napięta sytuacja trzypokoleniowej rodziny pod jednym dachem, brak przyjaciółki, samotność, koncentracja na własnym cierpieniu to doskonałe okazje, żeby szukać ukojenia w alkoholu. Ada wiodła nędzne i nudne życie na „osiedlu w środku nicości”, wychodziła od czasu do czasu na krótki spacer z psem Zuzą, po drodze mogła kupić alkohol.

Początkowe rozdziały ciężko mi się czytało, złe emocje bohaterki wpłynęły na mnie negatywnie, zbyt przygnębiająco i dołująco. Zastanawiałam się nawet nad odłożeniem książki na jakiś czas, bo stosik wstydu był całkiem, całkiem…Intrygował mnie jednak bohater z opisu, który wciąż się nie pojawiał. Aż tu nagle pojawił się we śnie nieżyjący ojciec, który uświadomił Adzie, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze – rodzina tak przez nią zaniedbana. Następnie zobaczyła konia w podupadłej stadninie podczas spaceru z psem i zakiełkowała we mnie nadzieja, że może coś lub ktoś obudzi z marazmu bohaterkę i tchnie w nią chęć do życia.

Wreszcie pojawił się nowy, przystojny właściciel stajni, który kochał psy, a konie już mniej. Robert był „mężczyzną z przeszłością”, skrywającym bolesną tajemnicę, próbującym odkupić winy, którymi sam siebie obarczył. Postanowił przywrócić świetność podupadającej stadninie. W przeszłości jego żona zajmowała się hipoterapią. Robert uratował Adę przed napaścią osiedlowych chuliganów i od tej pory ją zaintrygował. A turnus rehabilitacyjny poprawił jej kondycję fizyczną i zmienił nieco jej psychikę. Wyjazd, rozłąka z matką i córką była też doskonałą okazją do rozmyślań o dotychczasowym życiu, relacjach z najbliższymi jej osobami, o swoich oczekiwaniach od życia. Uporczywie powracające myśli o Robercie koiły ból biodra. On również myślał o Adzie, zastanawiało go jej kalectwo, co się jej przytrafiło, dlaczego była aż tak pochłonięta cierpieniem. Mimo jej zaniedbania dostrzegał tkwiący w niej potencjał piękna. On też topił swoje smutki w alkoholu. Ale postanowił odzyskać kontrolę nad własnym życiem, nad życiem zaniedbanych zwierząt w stadninie. Miał plan na dalsze życie, bo przeszłości nie był już w stanie odmienić. Ada stanowiła dla niego nie lada wyzwanie, ponieważ miała w sobie to coś, co „roztopiło lód skuwający jego serce”. Podczas nieobecności matki Natalia postanowiła spełnić jedno z największych marzeń – nauczyć się jeździć konno i o to poprosiła, wręcz namówiła Roberta. Pragnęła w ten sposób udowodnić matce, że ona może coś w życiu osiągnąć i że konie wcale nie są „śmiercionośne”. Czy córce to się udało? Jak zareagowała Ada na ambicje córki? Jakie refleksje to w niej wywołało?

Agata Suchocka świetnie wykreowała bohaterów, są autentyczni. Mamy tu do czynienia z pogłębioną charakterystyką bohaterów. Pisarka stworzyła bardzo ciekawe portrety psychologiczne postaci. Akcja powieści mimo opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów toczy sie wartko, nagłe jej zwroty nadają tempa i przyśpieszają rozwój wydarzeń. Powieść jest napisana lekkim stylem, pięknym językiem mimo poruszanych trudnych problemów.

 „O jeden krok za daleko” to piękna, wzruszająca i napawająca optymizmem historia o miłości, jej różnych odmianach, o przyjaźni, o relacjach interpersonalnych, o trudnych więziach rodzinnych, międzypokoleniowych, o matce alkoholiczce, o samotności i cierpieniu człowieka, o zbuntowanej nastolatce, która chce zwrócić uwagę swojej matki, a jej bunt jest wołaniem o miłość. Powieść skłania czytelnika do refleksji nad marzeniami. Czy warto marzyć? Czy warto żyć pasją? Polecam ten tytuł na letnie wieczory.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz do recenzji.            

„Kołysanka dla Łani” – Ewa Formella (#MamaDropsaCzyta)

Read More
kołysanka dla łani

Ewa Formella, Kołysanka dla Łani, Wydawnictwo Replika 2020.
Seria: „Szkatułka Wspomnień”
#MamaDropsaCzyta

„Są ludzie, którzy raz spotkani – zostają z nami na zawsze”.

Pragnę się z Wami podzielić wrażeniami, opinią o niezwykłej książce „Kołysanka dla Łani” Ewy Formelli. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki, o której tyle ciepłych i pięknych słów przeczytałam. Jestem niezmiernie wdzięczna Wydawnictwu Replika za propozycję recenzji powieści Pani Ewy. Zaczynam się przekonywać do tej tematyki za sprawą Marii Paszyńskiej i Ewy Formelli właśnie. Mąż i Córka pasjonują się wręcz tematyką wojenną, najwyższy czas dołączyć do ich grona.

„Kołysanka dla Łani” to już trzecia historia zaczerpnięta ze Szkatułki Wspomnień kobiet, cudownych podopiecznych Autorki, które przeżyły piekło wojny. W dedykacji pojawił się również pan Mietek, który zaraził Pisarkę wojskowymi i partyzanckimi piosenkami oraz opowieściami o polskiej partyzantce przy wtórze tych pięknych, chwytających za serce pieśni. Do tej pory ukazały się „Listy do Duszki” i „Muzyka dla Ilse”. Z pewnością sięgnę po nie w najbliższym czasie.

Akcja powieści dzieje się w dwóch planach czasowych – podczas drugiej wojny światowej i współcześnie, rozdziały noszą tytuły imion głównych bohaterów lub „Druga wojna światowa”.

Druga wojna światowa

Do leśnych partyzantów Witek i Franek przyprowadzili dwie siostry ze wsi – Jadzię i Danusię, która wymagała pomocy sanitariuszek, bo została brutalnie pobita i zgwałcona przez ruskich bandytów. Między Jadzią ps. „Łania” a partyzantem Romkiem o pseudonimie „Ryś” narodziła się miłość. W tak ekstremalnych warunkach ludzie potrafili żyć, przetrwać, kochać i cieszyć się miłością.

Ich usta się spotkały i w przeciwieństwie do wody w rzece były gorące. Jej ciałem od czasu do czasu wstrząsnął dreszcz rozkoszy, chociaż wtedy nie była jeszcze tego pewna, czy tak właśnie czuje się miłosną rozkosz. A on gładził jej plecy i przytulał. Przy nim czuła się taka szczęśliwa, taka bezpieczna. Nieważne było, że mają po kilkanaście lat. czuli się dorośli. Bo właściwie kiedy zaczyna się dorosłość? Wtedy, gdy nauczysz się kochać bezgranicznie, nie za coś, ale pomimo czegoś. Wtedy, gdy wiesz, że ta druga osoba zrobiłaby dla ciebie tyle, ile ty dla niej. Gdy czujesz, że bycie razem bez względu na warunki panujące wokół to wasze niebo.

W lesie tym spędzili kilka najtrudniejszych i najpiękniejszych miesięcy w swoim życiu.

Tamtego dnia, kiedy spała pod drzewem, obudził ją zapach konwalii. Otworzyła oczy i pierwsze, co zobaczyła, to dwa świecące węgliki wpatrujące się w nią, a po chwili bukiet pięknych, leśnych konwalii. Przybliżyła dłoń z kwiatami do twarzy i głęboko wciągnęła ich zapach.

To były pierwsze w życiu dziewczyny kwiaty od ukochanego. On uratował jej życie. Niestety, wojna ich rozdzieliła – dziewczyna trafiła na roboty do Niemiec a on do obozu koncentracyjnego. Czy po wojnie Łania spotkała Rysia? A co się stało z ich miłością?

„Kołysanka dla Łani” – co się dzieje współcześnie?

W Gdańsku na przystanku autobusowym pewien starszy pan obserwował często kobietę, która mu kogoś przypominała. Ona oczywiście nie zwracała na niego uwagi. Aż tu nagle młody złodziejaszek ukradł jej portfel i ten mężczyzna sprytnie go zatrzymał, oddał właścicielce. W geście wdzięczności kobieta zaprosiła go na kawę do uroczej kawiarenki. Podczas rozmowy Alicja niewiele się dowiedziała o bezdomnym Zygmuncie (imię wymyślił dla znajomych), ponieważ stracił pamięć. Czasami jednak miewał prześwity pamięci, ale nie był pewien, czy to jego wspomnienia, czy też wspomnienia oglądanych filmów. Zaproponowała mu nocleg w jej gospodarczym domku w zamian za opiekę nad ogrodem. Między bohaterami narodziła się piękna, poruszająca przyjaźń. Alicja postanowiła mu pomóc w odnalezieniu tożsamości i rodziny. Obserwowała, że we snach dręczą go koszmarne sny, obrazy z wojny pełne okrucieństwa, cierpienia, bólu przesuwały sie przed jego oczyma jak film; sceny śmierci rodziców, transport w nieludzkich warunkach, drewniane rzędy baraków, ciężka uwłaczająca ludzkiej godności praca. Wystarczyło, że zamknął oczy i przenosił się w coraz to inne miejsce. Czy to sen, wspomnienie? Kogo z przeszłości przypominała mu Alicja? Próbował odszukać to wspomnienie ślicznej dziewczyny. Po obudzeniu wstrząsały nim dreszcze, spazmatyczny lęk. Alicja dostrzegła też wytatuowany numer więźnia obozowego. Opowiadała mu o swojej rodzinie, chcąc w ten sposób zmobilizować jego pamięć. Chciałby sobie wszystko przypomnieć, odnaleźć tę dziewczynę ze snów, która podobnie jak Alicja pachniała konwaliami. Dlaczego zapach konwalii wciąż do niego powracał? Z czasem pokochał Alicję jak córkę, jej obecność koiła tęsknotę za kimś, kogo znał i kochał. Bywały chwile, że czuł się szczęśliwy.

Odpływając w sen, przenosił się w zupełnie inne miejsce, pachnące jałowcem i sosnami, ściółką leśną oraz grzybnia. czul też zapach konwalii unoszący się wokół niego w chwilach, kiedy była przy nim dziewczyna, a może to była młoda kobieta? Kim ona była wtedy i kim jest ta kobieta teraz? Tamta gładziła jego policzki oraz płakała, ta teraz też gładzi i płacze.

„Kołysankę dla Łani” pochłonęłam, dostarczyła mi mnóstwo różnych emocji – od radości, wzruszenia, współczucia po gniew, bunt, jak człowiek człowiekowi mógł zgotować taki los – zabić prawo do życia, do miłości, do normalności. To powieść o rodzinie, o miłości, o relacjach międzypokoleniowych, opartych na szacunku, życzliwości, wdzięczności. Przywołane są na jej kartach słowa popularnych pieśni partyzanckich tak bliskich sercom bohaterów, ponieważ ewokują wspomnienia wojenne, a młode pokolenie uczą patriotyzmu i poszanowania, pielęgnowania tradycji. Książka jest napisana tak plastycznym, emocjonalnym językiem, że bez trudu mogłam przeniknąć do świata bohaterów i towarzyszyć im, przeżywać ich brutalną codzienność, tragedie, dramaty. Wzruszyły mnie do łez rozmowy Alicji z Zygmuntem, zacieśniająca się między nimi więź, przyjaźń. Jej najbliżsi mieszkali za granicą a relacje z mężem bywały różne. Odkąd cię poznałam, czuję z tobą dziwną wieź. Jesteś dla mnie kimś ważnym, przy tobie nauczyłam się znowu śmiać. Uwielbiałam przysłuchiwać się ich rozmowom o szczęściu, o przyjaźni, o tęsknotach, o przeznaczeniu. Tak bardzo chcieli sobie wzajemnie pomóc.

Zakończenie było dla mnie bardzo zaskakujące i wzruszające. Musicie je poznać, sięgając po powieść zaczerpniętą ze Szkatułki Wspomnień. A na koniec cytat z kołysanki dla Łani, którą śpiewał, tuląc ukochaną do snu, pewien chłopiec w lesie na łąkach pełnych kobierców konwalii – kwiatów,  które łączą przeszłość z teraźniejszością:

Dziś najważniejsze, że się kochamy,
a ja nie pozwolę rozdzielić nas.
Zaśnij już, maleńka ma,
przejdź do krainy snów.
Ja modlić się będę gorąco,
byśmy rano zbudzili się znów.
I choć w dali wciąż słychać strzały,
a do snu kołysze nas wisów szczęk
Zaśnij już, moja maleńka,
a ja utulę twój wojenny lęk.

Dziękuję z całego serca Wydawnictwu Replika za egzemplarz powieści do recenzji.

Dziękuję także Pisarce za tę niezwykle poruszającą opowieść o pięknej miłości w czasach wojennych, za wspaniałą lekcję historii, za ocalenie wspomnień wojennych bohaterów od zapomnienia i umieszczenie ich w Szkatułce Wspomnień.

„Szczyty chciwości” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
szczyty chciwości edyta świętek

Edyta Świętek, Szczyty chciwości, Wydawnictwo Replika 2020.
Saga: „Grzechy młodości”
#MamaDropsaCzyta

9 czerwca miała miejsce premiera powieści „Szczyty chciwości”, czwartego już tomu niezwykle wciągającej sagi rodzinnej osadzonej w realiach PRL-u „Grzechy młodości” pióra Edyty Świętek, którą uwielbiam za ten szczególny dar tworzenia. To fascynująca, pełna emocji, miłości i dramatów historia polskiej rodziny Trzeciaków. Akcja tego tomu rozgrywa się w Bydgoszczy w latach 1985–1994, czyli trudnych, burzliwych czasach przemian gospodarczych i ustrojowych, z nadzieją budzącą się w sercach bohaterów na długo wyczekiwaną wolność oraz kapitalizm.

Od pierwszych stron książka wyzwoliła we mnie cały wachlarz emocji i uczuć. Mogłam odbyć sentymentalną podróż w głąb siebie, do lat mojej młodości – 1 czerwca 1985 r. wzięliśmy z Mężem ślub, zamieszkaliśmy w kawalerce w bloku, następnie przenieśliśmy się do dużego dwupokojowego mieszkania, 1987 r. urodził się Syn, 1993 r. pojawiła się na świecie nasza Córka. To były mimo wszystko piękne lata w naszym życiu – kochaliśmy się, docieraliśmy się, uczyliśmy się siebie, dorabialiśmy się, pracowaliśmy. Nie brakło też i trudnych doświadczeń, które nas scementowały i umocniły. Tak więc podczas lektury dwa filmy przesuwały się przed moimi oczyma – jeden z udziałem wyrazistych bohaterów, z wartką akcją, pełną niespodziewanych zwrotów, bogatą fabułą, wachlarzem emocji i uczuć oraz drugi film z moich wspomnień z młodości, w którym też dużo się działo.

Z zapartym tchem śledziłam losy rodziny Trzeciaków, ponieważ z łatwością można przeniknąć do świata przedstawionego, by towarzyszyć bohaterom, razem z nimi uczestniczyć w rożnych wydarzeniach, przeżywać smutki, dramaty, tragedie, celebrować uroczystości rodzinne czy dzielić radość. Co wydarzyło sie ciekawego w ich życiu?

Justyna z dziećmi po śmierci męża i Heleny pozostała w jej mieszkaniu, utrzymując kontakty z domniemanym synem Klausem Engelem. Jej dzieci są dla niej ogromnym wsparciem i powodem do dumy. Dzięki synowi odważyła sie otworzyć małą firmę. „Już nie była bluszczem potrzebującym podpórki”. Czy jej serce po tylu przeżyciach otworzy sie na miłość? Czy da komuś szansę? Bardzo polubiłam tę postać i podziwiam za ogromną siłę, niezłomność, szlachetność, miłość, wierność. Mimo niewiarygodnie ciężkiego bagażu doświadczeń nie poddała się, nie załamała, tylko potrafiła do końca wyjaśnić sprawę tajemniczej śmierci męża. Samotna Agata  z dziećmi też dawała sobie radę, była z nich dumna. Choć czasami brakowało jej wigoru, podziwiała zapał córki, która poszła w jej ślady. Jak dobrze, że Agata z Justyną utrzymywały kontakty. „Bo w moim odczuciu młodość kobiety ustaje z dniem, gdy z horyzontu znika ostatni człowiek, w którego oczach czuła sie piękna” – Agata wciąż nie mogła sie wyleczyć z chorej miłości, ale mogła się wypłakać przy bratowej. Dereniowie zaś zmagali się z ciężką chorobą swojej małej córeczki. Muszę przyznać, że Dereń do tej pory mnie irytował (ze względu na pracę), ale teraz jako kochający i cierpiący, rozpaczający ojciec budzi we mnie żal i współczucie. Tymoteusz natomiast wciąż poszukiwał sposobów na pomnożenie majątku. Dla niego liczyła się tylko posada i pozycja społeczna. Nie wyciągnął żadnej lekcji z życia, a przecież był uwikłany w wiele brudnych spraw, afer. Ponoć kierował sie dobrem dzieci. Jego pycha, chciwość sięgnęły już szczytów. „Tak czy inaczej był mistrzem wypierania negatywnych wspomnień. Nauczył sie manipulowania faktami w taki sposób, by wybielić swe czyny nawet przed samym sobą. Bez tego pewnie już dawno zagryzłyby go wyrzuty sumienia”. A jego dorosłe dzieci? Człowiek dochował się piątki dzieciaków po to, by dwójkę głupio stracić, a w następstwie wylądować z synem trutniem, gamoniowata młodszą córką i jędzowatą starszą”. Mirella bowiem prześcignęła ojca w chciwości i pazerności. W moich oczach to kobieta wyzuta z ludzkich uczuć, emocji, pozbawiona instynktu macierzyńskiego. „Robactwo ludzkie powinno drżeć przed nami ze strachu. Oni mają robić w portki na myśl o wyrzuceniu na bruk” – to jedna z zasad dumnej pani dyrektor. Gdy ojciec wspierał finansowo Derenia, uznała to za szczyt chciwości, że Roman podpierał sie chorobą dziecka. Kolejne „szczyty chciwości” z jej strony wstrząsnęły mną do głębi. Czy ojciec wreszcie zareagował, czy to jej znowu udało się go zaszachować? Mirella w dążeniu po trupach do celu skojarzyła mi się z Balladyną. Chociaż, przynajmniej do tej pory, nie miała jeszcze trupa na swoim koncie…   

„Szczyty chciwości”, podobnie jak pozostałe tomy sagi Edyty Świętek, są głęboko osadzone w kontekście politycznym, kulturowym i historycznym. Widać więc, jak tytaniczną pracę ma za sobą Autorka – podziwiam ją za tak dokładny research! Bohaterów dotykają te same nadzieje i rozczarowania, które towarzyszyły nam u schyłku lat 80. i początku 90. Z jednej strony radość z wolności i wolnego rynku. Z drugiej strony – nieznane dotąd ograniczenia, które niósł za sobą kapitalizm. Inflacja, bezrobocie – 30 lat temu pojęcia te były bliskie, niestety, wielu osobom z mojego pokolenia.

Edyta Świętek sprawia, że podróżuję w czasie. Udaje jej się to nie tylko dzięki niepowtarzalnej kreacji bohaterów – całych pokoleń, ale i dzięki językowi. Akcja powieści toczy się niezwykle wartko, a styl w dialogach i narracja sprzyjają szybkiemu czytaniu. Ponadto język daje niezwykłe pole do popisu dla wyobraźni. Podczas lektury wyostrzyły się wszystkie moje zmysły – widziałam miejsca, w których przebywali bohaterowie, słyszałam te same dźwięki i czułam zapachy. Po prostu – przed oczyma przesuwał się film. Skoro już przy filmie jesteśmy – uważam, że ta saga to świetny materiał na scenariusz filmowy.

Warto dodać, że każdy rozdział jest wyodrębniony tytułem, czasem akcji oraz poprzedzony fragmentem piosenki, która pasuje do danej części nie tylko datą wydania. Słowa utworu nawiązują bezpośrednio do treści danego rozdziału. Czy są pewnego rodzaju przesłaniem i dla bohaterów, i dla czytelników? Myślę, że tak.

Z natury jestem spokojną osobą, ale czytając ostatnie zdania, miałam ochotę nakrzyczeć na Autorkę – proszę wybaczyć, Pani Edyto, ale sama jest Pani sobie winna. Tak się nie robi. Nie zostawia się czytelnika w takim momencie. Po prostu nie. Ja się na to nie godzę. Dużo znaków zapytania… Jest o czym pisać! I będzie pisane, a chyba nawet już jest, bo V część sagi „Grzechy młodości” niebawem!

Na koniec muszę jeszcze wyraźnie znaczyć, że „Grzechy młodości” są dla wszystkich. Nie tylko dla przedstawicieli mojego pokolenia, które lata 80. pamięta dokładnie, chwilami aż za… To doskonała lektura także i dla naszych córek. Mam nadzieję, że Paulina, która urodziła się w 1993 r. z takim samym zachwytem będzie przewracać kolejne kartki. Drogie Panie, zachęcajcie zatem nie tylko siostry, przyjaciółki czy sąsiadki. Podsuwajcie kolejne tomy córkom, a może nawet i wnuczkom. Edyta Świętek zabierze je do całkiem innego świata, gwarantując całą gamę emocji. 

„Grzechy młodości” – saga pełna miłości, nadziei, zazdrości, chciwości, pazerności i… innych grzechów młodości.

„Rzeka kłamstw”
„Echa niewierności”
„Cień zbrodni” – recenzja

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

„Tadeusz od spraw zwykłych” – Małgorzata Klunder (#MamaDropsaCzyta)

Read More
tadeusz od spraw zwykłych

Małgorzata Klunder, Tadeusz od spraw zwykłych, Wydawnictwo Replika 2020.
Saga: „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej”
#MamaDropsaCzyta

26 maja 2020 r. , w Dniu Matki, będzie miała miejsce premiera wznowienia książki „Tadeusz od spraw zwykłych” – czwartego tomu sagi „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej pióra Małgorzaty Klunder. Książka jest zadedykowana Ojcu Janowi Górze, którego Pisarka ceni szczególnie za umiłowanie eucharystii, za docieranie do Boga przez wspólnotę i oczywiście za Lednicę.

„Tadeusz od spraw zwykłych” – układaj go jak puzzle

Autorka w wywiadzie udzielonym mi kilka tygodni temu zdradziła coś nie coś na temat tego tomu. Jest on pomyślany na kształt puzzli składających się z siedemnastu elementów – rozdziałów, które się zazębiają, a w ich centrum stoi promieniujący jak wschód słońca ks. Tadeusz Wieczorek. Każdy rozdział jest opisem małego, maleńkiego zwyczajnego cudu, jaki się dzieje w życiu bohaterów pierwszo- i drugoplanowych. Każdy z cudów można wytłumaczyć, osobom wierzącym w świętych obcowanie nie stanowi to żadnego problemu. Ksiądz Tadeusz nie żyje, wszyscy dotkliwie odczuwają jego śmierć. Wydaje sie, że nic już nie będzie takie, jak dawniej, a już na pewno nie tak promienne i radosne. Nieprawda, nic się nie zmieniło. Bohaterowie, którzy go pokochali całym sercem i nawet ci, którzy ledwo go znali, ale zachowali w swoich sercach jego uśmiech i światło, teraz połączą sie w działaniu, układając właśnie niezwykłe puzzle z Tadeuszem od spraw zwykłych w centrum. Nadal będą kroczyć przez życie z miłością, uśmiechem i wiarą.

Powieść obfituje w liczne opisy sytuacji, na które reagujemy śmiechem aż do łez, ale są też chwile poruszające i wzruszające. Nic się przecież nie skończyło, bo wierni nadal modlili się i celebrowali nabożeństwa tak, jak żył ich proboszcz, bo on ich tego nauczył. Pokochał Szkocję jak Polskę i pragnął w niej spocząć. Probostwo po nim objął ks. Janek Niziołek, którego wszyscy cenili za relacje z ks. Tadeuszem i z ludźmi. O jakich cudach jest mowa w powieści? Jeden z bohaterów Alexander codziennie wędrował w górę i podlewał ostrokrzew, co było doskonałym sposobem, lekiem na jego frustrację. Uratował też kota Gingera, który powodowany tęsknotą, postanowił wyruszyć na poszukiwanie ulubionego „Człowieka w Białej Obroży”. Cudem były też narodziny Tadzia, zdrowego synka Eli i Davida. Ks. Tadeusz interweniował, bo miała przyjść na świat „trzecia zmiana”. przeprowadził też przez mgłę bezpiecznie ks. Jędrzeja i przyczynił sie do naprawy jego relacji z proboszczem.

Ojciec Tadeusz…

Dla swoich wiernych Tadeusz był autorytetem, kimś takim jak ojciec. „Autorytet pozostaje autorytetem nawet jak umrze” – mawiał Tadeusz. Przyczynił się do uzdrowienia Micky. Niezwykle wzruszyła mnie scena modlitwy ks. Janka na górze podczas deszczu przez całą noc aż do wschodu słońca. David też  doświadczył i uznał, że „nie ma w tym krzty choroby psychicznej, to tylko świętych obcowanie”. Z kolei Ela widziała księdza Tadeusza cztery razy – zawsze o świcie spacerował po lasku pod kapliczką. Nawet Ginger miał ulubione miejsce właśnie pod kapliczką do wylegiwania się. Ponownie dopadło mnie wzruszenie, gdy byłam świadkiem rozmowy zazdrosnego ojca Roberta z synem Jankiem. To była bardzo ważna rozmowa a właściwie wyznanie ojca i syna. Zainspirował ją rzecz jasna Tadeusz. Oj, wiele mam w sobie z Roberta i pewnych spraw nie potrafię przepracować…

Wspominałam juz, że tom poświęcony jest pamięci Ojca Jana Góry, któremu Małgorzata Klunder przekazała wydruk pierwszej wersji tejże powieści. We wznowieniu ten rozdział uległ zmianie, bo Ojca Jana już nie ma. Ale nadal żyje w sercu autorki, stale o nim myśli, rozmawia, kłóci się – jak Janek z Tadeuszem.

Bo zawsze miło wrócić na ulicę Pamiątkową!

Jestem szczęśliwa, że znowu mogłam sie znaleźć w świecie Niziołków, którzy kroczą przez życie z miłością, ufnością i wiarą, z uśmiechniętą wiarą. Przyświecają im ponadczasowe wartości: miłość, przyjaźń, wierność, lojalność, uczciwość, pasja, niesienie pomocy potrzebującym, pozytywne nastawienie do świata, wzajemna serdeczność, poczucie humoru. Ksiądz Tadeusz Wieczorek jest postacią fikcyjną, jest  uosobieniem marzeń o księdzu. Można dziś spotkać takich normalnych, zwyczajnych księży, których cechuje umiłowanie eucharystii i pojmowanie Kościoła jako wspólnoty, z którą można dotrzeć do Boga. A kroczenie przez życie z wiarą uśmiechniętą daje nam pokój w sercu, radość dziecka. Na początku zastanawiałam się, dlaczego pierwsze przeczytane rozdziały nie pasują do siebie. Ale to mi się tylko tak wydawało. W miarę czytania zrozumiałam, że jest to celowy zabieg Pisarki. A wtedy wszystko stało się jasne. Należało tych wszystkich bohaterów uwzględnić, ponieważ w ich życiu Tadeusz od spraw zwykłych odegrał niezwykłą rolę. Niebo może być dla nas żyjących też szeroko otwarte a świętych obcowanie napełnia nas radością. Pełna ciepła, optymizmu i humoru saga rodzinna o ponadczasowych wartościach To doskonała lektura na ten trudny, szczególny czas, w którym dopadają nas smutki, troska o bliskich, strach. Aż nie chce się wyjść z tego optymistycznego świata.

Wydawnictwu Replika dziękuję z całego serca za egzemplarz do recenzji.        

„Awaria uczuć” – Joanna Kruszewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
awaria uczuć

Joanna Kruszewska, Awaria uczuć, Wydawnictwo Replika
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam serdecznie do lektury przedpremierowej recenzji wznowionej powieści Joanny Kruszewskiej „Awaria uczuć” (po raz pierwszy została wydana w 2010 r.). To idealna książka na ten szczególny czas, kiedy szukamy odskoczni od rzeczywistości i marzymy o wakacjach. Autorka zaprasza nas do Warszawy i na Podlasie, gdzie w pensjonacie możemy spróbować produktów regionalnych.

Jeśli pragniesz: lektury ciepłej i optymistycznej, ale bez cukierkowej słodyczy; historii, która mogłaby przydarzyć sie każdej z nas, opowieści o szukaniu własnego szczęścia, które często mamy przed oczyma, ale nie zawsze je dostrzegamy – to jest to książka dla Ciebie.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i z pewnością nieostatnie. Aby bliżej ją poznać, przeczytałam świetny wywiad z 2014 r. Pisarka zapytana, czym jest dla niej szczęście, podjęła się próby zdefiniowania, jakkolwiek nie podlega ono ścisłej definicji. Może być chwilą, spojrzeniem i pierwszym uśmiechem jej córki, chwilą refleksji, docenieniem tego, co się posiada i przed czym los łaskawie ochronił. Joanna Kruszewska podała oryginalny wzór, przepis na uszycie szczęścia: „[…] potrzebne są grube nici cierpliwości, bela kompromisu, no i skrawki codzienności, w których powinno sie znaleźć zrozumienie, dystans do siebie i otoczenia, a przede wszystkim radość z życia”. Mimo że szczęście jest ulotne, „[…] bo nici bardzo często się przerywają w zupełnie nieoczekiwanych momentach, a chwilami po prostu brakuje materiału, nie poprzestaje w wysiłkach krawieckich, bo…warto”. Czy bohaterowie powieści znajdą własne szczęście według wzoru Autorki?

Bohaterką powieści jest Matylda Bięcka, ekonomistka, osoba przewidywalna, twardo stąpająca po ziemi, optymistka, żyjąca według planu, zawsze ma w zanadrzu plan awaryjny, aby nic „nie  sprowadziło jej z jasno wytyczonego kierunku jazdy. Zakręty, omijanie, owszem, ale żadne znaki stopu czy zakazu na życiowej drodze nie wchodziły w gr”ę. Dzięki wytrwałości, uporowi osła, mrówczej pracowitości i niezliczonej liczbie kursów udało się jej wdrapać coraz wyżej po szczeblach kariery w dużej firmie. Praca była bowiem w jej życiu najważniejsza. W życiu osobistym była od trzech lat w nieformalnym związku z Pawłem, którego cechował taki sam stosunek do pracy, zasady, dogadywali się też w kwestii przyszłości, czyli zalegalizowania ich związku, co  zależało od zgromadzenia odpowiednich funduszy. Wciąż odkładali też decyzję o zamieszkaniu razem. Matylda miała oparcie wśród koleżanek, ale starała się utrzymywać z nimi na gruncie zawodowym raczej chłodne relacje i sprytnie sie odgradzała niewidzialnym murem. Bohaterów poznajemy w chwili, gdy Paweł musi wyjechać na rok do Berlina, w pracy Matyldy zwolniło się akurat stanowisko dyrektora administracyjnego – szansa awansu dla niej, „jednej z najbardziej twórczych jednostek w firmie”, na Podlasiu trwają przygotowania do  jubileuszu pięćdziesięciolecia szkoły, wielkiego zjazdu koleżanek i kolegów z klasy licealnej – okazja do spotkania po piętnastu latach. A wśród nich był przystojny Patryk Kuźmowski, dawna miłość. To również okazja do odwiedzenia zapracowanych rodziców (prowadzili pensjonat) i młodszej siostry, która właśnie została studentką ekonomii w Warszawie. Czy życie Matyldy nie toczyło sie zbyt idealnie? Niestety, pewnego dnia wszytko stanęło na głowie: zamiast awansu dostała wypowiedzenie, Pawła nie było, wprowadziła się do niej siostra Karolina, a rzekome koleżanki i przyjaciółka Weronika stały się jej wrogami i na dodatek dolegliwości żołądkowe nie były grypą. I jeszcze doszło do awarii uczuć! A na to bezradna bohaterka nie była absolutnie przygotowana. Nie miała żadnego planu awaryjnego. Jak Matylda poradzi sobie z przeciwnościami losu, które nagle, niespodziewanie stanęły na jej drodze do szczęścia? Co tak naprawdę doprowadziło bohaterkę do tak poważnej w skutkach awarii?

Awaria uczuć – refleksje o tym, co najważniejsze

Opowieść o życiu Matyldy to doskonała okazja dla Pisarki do uświadomienia czytelnikom, co w życiu jest najważniejsze: człowiek, relacje międzyludzkie, o które trzeba dbać, podtrzymywać, pielęgnować, emocje, uczucia, wartości jak przyjaźń, miłość. W świecie przedstawionym, do którego łatwo przeniknęłam, pojawiła się cała galeria prawdziwych postaci, takich z krwi i kości, które mają zarówno zalety, jak i wady. Budzą w nas różnorodne emocje. To one otworzą zbyt krótkowzrocznej w sensie dosłownym i przenośnym, a czasem ślepej Matyldzie oczy na drugiego człowieka i sferę emocjonalną życia, na postrzeganie sercem.  W każdej sytuacji mogła liczyć na pomoc, zrozumienie, wsparcie ze strony rodziców, a zwłaszcza fajne relacje łączyły ją z mamą, która  nieraz w rozmowie udzielała jej rad, wytykała błędy, uświadamiała, co w życiu jest naprawdę ważne. Jakkolwiek nie zawsze docierało to do córki karierowiczki. mimo wszystko podziwiali córkę, ze do wszystkiego doszła sama, ciężką pracą i wyrzeczeniami. Na uwagę zasługują też relacje z Magdą, koleżanką szkolną. Z czasem narodziła sie między nimi przyjaźń, Magda potrafiła przemówić jej do rozsądku a nawet rąbnąć słowami, by sprowadzić Matyldę na ziemię. Jak już wspomniałam koleżanki z pracy i rzekoma przyjaciółka Weronika w chwili ”nieszczęścia” okazały się dwulicowe, fałszywe, zakompleksione, zawistne i zazdrosne. Matylda długo tego nie widziała. Zawzięta, złośliwa Weronika wkurzała mnie potwornie, należała się jej lekcja od życia. Ale czy Matylda była do tego zdolna? Czy ktoś ją w tym wyręczył? Z całej plejady postaci najbardziej polubiłam mamę bohaterki panią Zofię, która miała w sobie ogromne pokłady ciepła, serdeczności, miłości. Polubiłam też Magdę i panią Basię, wspaniałą i pełną energii kobietę, której bohaterka wiele zawdzięcza. Ale najwięcej Matylda zawdzięczała pewnej istocie, „dla której jest gotowa zrobić wszystko, nie wyłączając zmiany wyznawanych do tej pory niezłomnych zasad”. Nie, nie wymienię jej imienia. Na koniec wspomnę jeszcze kilka słów o wątku miłosnym z udziałem dwóch bohaterów – Pawła i Patryka, dawnej miłości, bardzo przystojnego mężczyzny. Jak dobrze, że obaj w pewnym momencie pojawili się w domu Matyldy, bo pomogli jej spojrzeć sercem, zastanowić się i dokonać wyboru także sercem. Nareszcie! Moim zdaniem to był trafny wybór. Ileż zabawnych sytuacji wynikło z tego, że w tym samym czasie pojawili się w życiu bohaterki. Wzruszyła mnie do łez terapia mailowa Matyldy i jednego z nich. Najważniejsze, że po wielu zawirowaniach, perypetiach życiowych nasza bohaterka polubiła ludzi, których przedtem nie widziała. Naprawdę serce się jej otworzyło. Dużo humoru i emocji wnoszą do powieści relacje dwóch sióstr – Matyldy, starszej i Karoliny, dużo młodszej. Karolina wymyśliła niezły sposób na uszczęśliwienie siostry. Ale o tym przeczytacie w powieści.

Książkę Awaria uczuć czyta się lekko, przyjemnie, można płakać ze wzruszenia i śmiać się do łez, złościć się, wkurzać, snuć refleksje i wyciągać lekcje. Oj dzieje się dużo w świecie przedstawionym, perypetie, nagłe zwroty akcji, zawirowania – jak w życiu.

Zachęcam Was zatem do przeczytania tej ciepłej historii, która mogłaby sie przydarzyć każdej z nas, opowieści o szukaniu własnego szczęścia, które często mamy przed oczyma, ale nie zawsze je dostrzegamy.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Replika za egzemplarze do recenzji.