„Saturn” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
saturn

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Saturn, Wydawnictwo Burda 2020.
Seria: „Bezlitosna siła”
#MamaDropsaCzyta

 15 stycznia premierę miała najnowsza powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Saturn”, trzeci tom serii „Bezlitosna siła”. To historia o kolejnej parze bohaterów, Konradzie Klajzerze, na ringu Saturnie, i czerwonowłosej dziewczynie, zawsze noszącej bluzki z długim rękawem i pachnącej jak owocowy sad – Inez. Dowiadujemy się także, jak potoczyły się losy bohaterów poprzednich tomów. Zgadzam się ze stwierdzeniem w opisie wydawcy, że powieść Pisarki to emocjonalna jazda bez trzymanki.

Kim jest Saturn?

„Bezlitosna siła” to cztery opowieści o mężczyznach uprawiających walki MMA, z mroczną przeszłością, od której chcą się uwolnić. To także historie kobiet, które doświadczyły przemocy, a pomoc znalazły w fundacji FemiHelp, wspierającej ofiary agresji ze strony mężczyzn. Konrad i Inez, podobnie jak bohaterowie wcześniejszych historii Konstanty i Anita czy Patryk i Martyna, przeszli przez piekło zgotowane im przez bliskich. Pisarka połączyła te dwa światy, wyzwalając w bohaterach bezlitosną siłę, której nikt nie pokona i nie zniszczy. Bohaterowie odnaleźli miłość, szczęście, odzyskali wiarę w drugiego człowieka. Mogli żyć, marzyć, robić plany na przyszłość, wyznaczać cele w życiu. Świetnie zbudowany i przystojny Konrad pracował w klubie, planował koncerty muzyczne, lubił swoją pracę. Dawała mu satysfakcję i kasę. Był także zawodnikiem uprawiającym walki MMA. Treningi i walki utrzymywały jego ciało w formie i wyłączały myślenie, powrót do przeszłości. Nie miał sercowych problemów, w podziemiu jako Saturn miał jedynie fanki oferujące swoje wdzięki. Aż wreszcie poznał dzięki siostrze piękną Inez, słodką landrynkę, makową panienkę, krasnala – po prostu utonął w jej pięknych, wielkich i niebieskich oczach. Obie pracowały w fundacji, Inez czuwała nad organizacją aukcji, której przedmiotem były obrazy i rzeźby wykonane przez mieszkanki Domu dla Mam założonego przez Martynę. Konrad w towarzystwie Inez zaczął odczuwać emocje, które do tej pory były mu obce. Dziewczynę również do niego ciągnęło, ale oboje nie chcieli się z tym zdradzić, więc się wkurzali na siebie i udawali, że z trudem znoszą swoje towarzystwo. Inez wiedziała, że jego i Anitę łączy coś dziwnego z przeszłości, ale nie więzy krwi, że był złym chłopcem, jakich ona unikała, że zaprzyjaźnił się z Kastorem i Polluksem. Zazdrościła im, że mają siebie, że mogą na siebie zawsze liczyć. Ona najlepiej czuła się w fundacji, gdzie uzyskała pomoc, dostała pracę i przyjaźń, która pomogła się jej podnieść z traumatycznych przejść. Zaczynała na nowo marzyć dzięki terapii u Liwii. Po tym, co przeszła w życiu potrzebowała spokoju i stabilności. A jak już wspomniałam, przeszła przez piekło, które zgotowali jej człowiek, którego kochała i miała na jego punkcie obsesję. Gdy się wyrwała z rąk bandyty, pomogły jej dziewczyny z fundacji FemiHelp. Lecz po latach przeszłość znowu ją dopadła i to w momencie, w którym poznała i pokochała Konrada i tak bardzo chciała żyć kolorowo. Nie była już sama. Patrząc na blizny Inez, chłopak chciał wziąć jej ciężar na siebie. Konrad od małego był karmiony nienawiścią, głównie do ojca, który zgotował mu piekło na ziemi. Matka wciąż nieobecna zamknęła się w swoim świecie. Nie liczył się z niczym i z nikim, szedł przez życie i niszczył. W sytuacjach ekstremalnych budził się w nim potwór. Pragnął wydostać  z bagna przyrodnią siostrę Anitę i siebie. I udało mu się to dzięki miłości do siostry i przyjaźni z jej facetem. A gdy zakochał się w Inez, tak bardzo chciał chodzić z nią na randki, do kina, na kolację, potańczyć. Ciągle o niej myślał i jej pragnął. Miłość sprawiła, że się zmienił i uwierzył w szansę na normalne życie.  Opowiedział dziewczynie o swojej przeszłości, jakim strasznym był gnojem. Udało się mu uwolnić od ojca oprawcy. O tym i o losie matki dowiecie się już z powieści. Na ringu Konrad zmieniał się w nieustraszonego i niezwyciężonego Saturna. Kiedyś nakręcała go nienawiść a teraz miłość. Pisarka stworzyła tak sugestywne i obrazowe opisy jego walk, że podczas czytania ogarniał mnie strach, który narastał z każdą sekundą. Słyszałam odgłosy ciosów, oddechy walczących, reakcję publiczności, jej szaleństwo. Widziałam też bladą Inez, która tak bardzo się o niego bała.  Demony przeszłości dopadły i Konrada. Czy tak potwornie okaleczeni przez życie, będą się mogli z nimi uporać? Czy są w stanie pomóc sobie wzajemnie zagoić wszystkie rany zwłaszcza te umiejscowione głęboko w sercu?

 Ty siedziałaś w recepcji, a kiedy wszedłem, spojrzałaś na mnie tymi cholernie wielkimi niebieskimi oczami, a w moim czarnym sercu coś drgnęło. Coś, czego nigdy nie czułem. W co nie wierzyłem, bo nie miałem powodów, aby wierzyć, aby w ogóle wiedzieć, że coś takiego istnieje. I już od tamtej chwili wiedziałem, ze nie będę się mógł uwolnić od twojego widoku. Zapadłaś mi w głowę, serce, miałem cię wszędzie, czułem cię. – ja tez cię czułam. I czuję. Wciąż, nieustannie. – Odwróciłam się, stanęłam na palcach, objęłam ramionami jego szyję. – Kocham cię.- Jesteś moim światem. Wprowadziłaś do mojego życia kolory. Kocham cię, Inez.

„Saturn” to kolejna świetna powieść z pazurem o sile miłości, która potrafi zatriumfować nad każdym złem, która może uleczyć wszystkie rany i blizny. To także opowieść o sile przyjaźni i o tęsknotach za kolorowym światem po przejściu przez piekło zgotowane przez bliskich.  Powieść wręcz pochłonęłam, wyzwoliła we mnie całą paletę emocji. Oj dzieje się tu, dzieje! Fabuła obfituje w wydarzenia, akcja trzyma w napięciu, mnóstwo zwrotów akcji, niesamowite emocje po zejściu do podziemia, by obserwować walki na ringu i walki z demonami przeszłości. Bohaterowie właściwie wykreowani, wyposażeni przez Pisarkę w cechy negatywne i pozytywne, podlegający przemianie dzięki sile miłości i przyjaźni. Nie są sami w walce ze złem po odbiciu się od dna. Dzięki indywidualizacji języka są autentyczni. Pisarka lubi łączyć wątki, więc i tu mamy do czynienia z wybuchową mieszanką: historia sensacyjna  pełna tajemnic świetnie współgrająca z wątkami obyczajowymi, miłosnymi, psychologicznymi. Seria „Bezlitosna siła” wymagała od Pisarki ogromnego nakładu pracy, rzetelnego przygotowania, profesjonalnego researchu. Dzięki temu udało się stworzyć wiarygodny świat z prawdziwymi bohaterami.

Wydawnictwu Burda Książki dziękuję za egzemplarz do recenzji.        

„Niespokojne serca” – Agata Sawicka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
niespokojne-serca-dwor-w-zaleszycach

Agata Sawicka, Niespokojne serca, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

12 lutego to dzień premiery niezwykle udanego debiutu Agaty Sawickiej „Niespokojne serca”, I tomu serii „Dwór w Zaleszycach”. Powieść urzekła mnie okładką i opisem od wydawcy. Pochłonęłam ją w ciągu dwóch dni, mimo czterystu stron odczuwam niedosyt, bo zżerała mnie ciekawość, co dalej będzie się działo w życiu bohaterów? Jest to wzruszająca opowieść o miłości, która nie powinna się zdarzyć i o sile, jaką daje podążanie za głosem serca, za marzeniami.

Główną bohaterką jest Julianna Zabłocka. Poznajemy ją w dniu, w którym została skreślona z listy studentów znienawidzonego prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Znalazła się na prawie, bo tak chcieli jej rodzice – wzięty prawnik i sędzia. A Julianna kochała historię, w tajemnicy przed rodzicami zapisała się i zaliczyła ze świetnymi wynikami pierwszy rok na wymarzonym kierunku. W tym dniu zakończyła też związek ze swoim chłopakiem, którego tak naprawdę nie kochała. Marcin okazał się dupkiem, z którym nie chciała mieć nic wspólnego. Po ostrej wymianie zdań z rodzicami, którzy nie rozumieli jej decyzji, postanowiła pójść za głosem serca i zacząć spełniać swoje marzenia. Mając ze sobą jedną walizkę i niewiele ponad 200 złotych w kieszeni, Julianna opuściła dom i wyruszyła w podróż w nieznane. Wsiadła do pociągu do Krakowa, zostawiając swoje przewidywalne życie, by ruszyć „(…) za swoim pragnieniem. Pragnieniem niezależności i życia w zgodzie z samą sobą, swoimi wartościami i marzeniami. Ruszała w nieznane, naprzeciw przygodzie…”. A początki bywają przecież trudne. Miała jednak szczęście trafiać na dobrych ludzi, którzy pomogli jej w podróży, gdy przez przypadek „wylądowała” w Zaleszycach, które urzekły bohaterkę pięknymi widokami, znalazła się w zupełnie innym świecie. Czy to był przypadek? Kto sprawił, że na drodze dziewczyny pojawiła się niezwykle sympatyczna Nusia, babcia Nusia, u której zamieszkała i czuła się szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Podczas podróży  do nowego domu zachwycił, zauroczył od pierwszego wejrzenia dziewczynę taki oto widok. Kiedy wyłoniły się zza zakrętu, ich oczom ukazał się dostojny dwór szlachecki. Ze wszystkich stron otoczony był laskiem, a do jego frontu wiodła alejka, po której obydwu stronach również wznosiły się drzewa. Przed dworem rozpościerała się strzyżona trawa, a wśród niej polne kwiatki. W świetle zachodzącego słońca było w tym widoku coś urzekającego… magicznego. (…)był murowany i pomalowany na jasnokremowo. Na ganek, wsparty po obydwu stronach para kolumn, prowadziło kilka niskich schodków. Dwuskrzydłowe drzwi wejściowe oraz obramowanie malutkich okienek wraz z ich otwartymi okiennicami wykonane były z ciemnobrązowego drewna. Na parapetach stały donice z czerwonymi, różowymi i białymi kwiatami. Dwór był duży, parterowy, ale musiał mieć również strych, gdyż na dachu widać było dwa niewielkie okna. Nusia opowiedziała dziewczynie historię dworu, obecnie przeszedł gruntowny remont i miał być oddany dla zwiedzających, już otwarto w jednej z sal kawiarenkę. Julianna uwielbiała takie historie pełne tajemnic, które zawsze warto odkryć. W nowym miejscu, w Bieluniu, bohaterka szybko się zaaklimatyzowała, znajdując w osobie Nusi prawdziwą babcię, za którą tęskniła. Z każdym dniem czuła się tu coraz bardziej szczęśliwa. Poznała też tajemniczego i intrygującego Henryka, lokatora Nusi, pana Ignacego, „chodzący wzór mądrości” z którym się jej świetnie rozmawiało i można się było wiele nauczyć. Zawsze miał w zanadrzu jakąś cenną życiową radę. Znaleźć w życiu swoje powołanie nie jest rzeczą prostą i jeśli się uda, można to uznać za prawdziwy i wielki dar. Niekorzystanie z niego byłoby niemal grzechem. Najbardziej poruszające były jej codzienne rozmowy z Nusią, które utwierdzały ją z każdym dniem w przekonaniu, że postąpiła słusznie, wybierając swoją drogę i podążając za swoimi marzeniami. Bohaterki połączyło pokrewieństwo dusz. Tego jej brakowało w relacjach z matką, z rodzicami. Miejscem, które ciągnęło ją do siebie jak magnes, był piękny i dostojny dwór, „niemy świadek przemijających czasów i ludzkich losów”, serce Bielunia. Julianna jako pasjonatka historii i niepoprawna romantyczka postanowiła zwiedzić to miejsce. Czy to przypadek? Nusia uważała, że to Bóg celowo połączył ich drogi, że ma w tym jakiś cel. A towarzyszył temu cały splot dziwnych wydarzeń. Znaleziony w zrujnowanym domu zeszyt staje się kluczem do tajemnicy z przeszłości……

Agata Sawicka napisała niezwykłą,  piękną i mądrą powieść o miłości, o przyjaźni, o więziach rodzinnych, o powołaniu człowieka. Uświadomiła, jak ważne w życiu człowieka jest podążanie za marzeniami, pragnieniami. Wtedy życie nabiera sensu, realizacja postawionych zadań jest dużo łatwiejsza. Człowiek przez całe życie uczy się odkrywać siebie. Nie można wywierać presji na drugiego człowieka i uczynić z jego życia tylko pasma obowiązków. Wszak pieniądze szczęścia nie dają i nie są najważniejsze. Do szczęścia potrzebny jest nam drugi człowiek, obcowanie z nim, tworzenie więzi.

Powieść jest podzielona na rozdziały, zapiski Eweliny są napisane pochyłą czcionką. Rozdział 3. Autorka poświęciła Danusi, czyli Nusi, wówczas akcja powieści przenosi się do 1964 r. Powieść czyta się lekko, bowiem jest napisana pięknym językiem, niezwykle plastycznym, obrazowym. Opisy są nasycone poetyzmami, dostarczają czytelnikowi wiele różnorodnych wrażeń. Zachwyt bohaterki nad pięknem natury udziela się i czytelnikowi. Czas akcji płynie niespiesznie, ale przyśpiesza, nabiera tempa w rozdziałach poświęconych historii Emilii, Nusi.

Pani Agacie Sawickiej raz jeszcze gratuluję niezwykle udanego i tak dojrzałego debiutu.  Wydawnictwu Dragon dziękuję pięknie za egzemplarz powieści do recenzji. A Czytelniczkom życzę wielu wrażeń podczas lektury. Naprawdę warto sięgnąć po tę znakomitą powieść. Ja nie mogę się doczekać kolejnego tomu.    

„Poranki o zapachu kawy” – Malwina Ferenz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
poranki o zapachu kawy

Malwina Ferenz, Poranki o zapachu kawy, Wydawnictwo Czwarta Strona 2020.
Cykl: Neon Cafe
#MamaDropsaCzyta

Świat na dobrą sprawę jest jedną wielką opowieścią. Jeśli otworzymy umysł, otworzymy szerzej oczy i spojrzymy na drugiego człowieka, zaczną się dziać rzeczy wielkie”.

Malwina Ferenz zaprosiła mnie już po raz trzeci na spacer zimowy po Wrocławiu, tworząc iście baśniową scenerię dzięki starym gazowym latarniom rzucającym słabe światło i zapalonym przez latarnika. Tym razem „Neon Cafe” mrugał zachęcająco na tyłach renesansowego budynku uczelni teologicznej. Dodatkowo do wejścia zapraszała ulubiona muzyka a barman znowu częstował klientów tym, czego najbardziej potrzebowali w danej chwili. Kawiarnię odwiedziło pięciu mężczyzn. Ich uwagę od razu zwracał kominek, z którego ciepło stworzyło niezwykłą aurę sprzyjającą zwierzeniom, opowieściom. Pana Zbigniewa, filologa pracującego na uczelni, przyprowadziła muzyka jazzowa. Barman zaskoczył go sporym kawałkiem sernika z polewą czekoladową oraz filiżanką kawy jak dawniej w pewnej restauracji. Mężczyzna potrzebował bowiem powrotu do przeszłości, do której wciąż jeszcze nie zamknął drzwi. A przecież wspomnienia trzeba wypuścić… Starszy pan opowiedział miłosną historię znajomości ze Stellą Weiss. Ból fantomowy po utraconej miłości trwał ponad 28 lat. Jako drugi zwabiony przez uwielbiany w czasach młodości stary, dobry polski rock, pojawił się dyspozytor zajezdni, nieszczęśliwy człowiek, którego „proza życia trzymała na krótkim, grubym łańcuchu, pozwalając jedynie na niewielkie zmiany”. Tadeusz miał ochotę na flaczki, bo najbardziej smakowały mu te domowe, ugotowane przez żonę. Dlaczego życie bohatera było tak beznadziejne? Jakie okoliczności pomogły mu uświadomić, że stało się to na jego własne życzenie? Napis na chodniku „dzień dobry” dokonał przełomu w jego życiu. Ale szczegóły w książce. Waldemar Pomazaniec, policjant, był zmuszony pójść na spacer w kierunku pięknie oświetlonej katedry na Ostrów Tumski. Usłyszany dźwięk ulubionego klarnetu i piosenka Młynarskiego zaprowadziły go do kawiarni, która od razu wydawała mu się przytulnym miejscem emanującym dobrą atmosferą. Barman, jak zwykle czytający w potrzebach klienta, uraczył go hamburgerem z dużą ilością sosu i colą – ulubioną przekąską na służbie. Stróż prawa został okrzyknięty przez kolegów specjalistą od miłosnych popaprańców, młodych zakochanych i problematycznych na zakręcie życia. Żona uznawała to za dar, misję od Boga. Jak to zrozumieć, skoro był ateistą? Kto stał za tym wszystkim? Kolejny gość, Arkadiusz Nowak, alkoholik i hazardzista, który jako bohater dnia na budowie szukał dobrego piwa, znalazł się na Ostrowie Tumskim. Wydawało mu się, że zobaczył swojego przyjaciela, psa Pokera. Był przekonany, że to on i piosenka ulubionego zespołu Bayer Full zaprowadzili go do kawiarni. Przy kuflu dobrego piwa opowiedział swoją historię o problemach z alkoholem, z pracą, o zgubnym pokerze i… zagubionym Pokerze, jedynym przyjacielu. Marzył, żeby go odnaleźć. Sylas Antonów, student logistyki w handlu i usługach na UE, pozytywnie nastawiony do świata i do ludzi młody człowiek, pracował przy myciu szklanych elewacji wieżowców. Podczas spaceru usłyszał muzykę Bacha, z której wyczytał tęsknotę za drugim człowiekiem. Poszedł za dźwiękiem i stanął zdumiony przed Neon Cafe. Barman znowu spełnił i jego życzenie, stawiając przed nim tykwę z ulubioną yerba matą.  Okazała się być idealną. Jego opowieść o obserwowaniu ludzi podczas pracy na wysokościach, historia dziewczyny, która mu się spodobała czy epizod z gołębiami, którym przepłoszył matkę  szczególnie mnie poruszyły. I jego hobby! Czy Sylas zdobędzie się na akt odwagi i przejdzie przez szybę? Barman uświadomił mu, że „ wszystko, co w życiu mamy to więzi. Wyłącznie więzi! (…)Bliskość. Cała reszta nie ma znaczenia. Wszystko, co możemy sobie dać, to bliskość”. Czy zatem nawiąże kontakt z dziewczyną?

Wrocław – bohater powieści

Bohaterem powieści jest też i Wrocław, tak poetycko opisany. Pisarka wykreowała bardzo ciekawe i autentyczne postacie, zastosowała indywidualizację języka. Wydawało mi się znowu, że usiadłam przy stoliku i wsłuchiwałam się w te opowieści, aby zmotywowały i mnie do refleksji na swoim życiem. Bohaterowie uchylili przed barmanem drzwi do własnej duszy. Czy to spowoduje, że ich życie się zmieni? Nie zdradzę, co się zadzieje w życiu bohaterów. Zaintrygowała mnie postać tajemniczego barmana, profesjonalnego kusiciela. Kim on jest tak naprawdę? Zapraszam do sięgnięcia po książkę.

Poranki o zapachu kawy smakują wybornie

Czytanie tej powieści to także uczta językowa. Bardzo polubiłam język i styl pisarki. Książka jest tak naprawdę antologią, składa się bowiem z kilku opowiadań o dość burzliwym życiu bohaterów, w tym i Wrocławia. Wywołuje pełno emocji radość, złość, śmiech, łzy, wzruszenie, tęsknotę za miłością, za przyjaźnią, za szczęściem, za odmianą życia na lepsze. Tajemniczy barman przekazuje nam dużo cennych myśli, drogowskazów życiowych. Celebrujmy życie, cieszmy się każdą chwilą, rozliczmy się i nie wracajmy do przeszłości. Nie pozwólmy, żeby przepłynęło nam przez palce. Bardzo ważne są więzi międzyludzkie, rodzinne, wszak „wszystko, co możemy sobie dać to bliskość”.

Wszyscy składamy się z opowieści. Jesteśmy mozaiką różnych historii. Nosimy je w sobie, one wpływają na nasze decyzje, kierują życiem. Nie wydawało się czasem panu, że przypadki tak naprawdę nie istnieją? Ze wszystko się ze sobą jakoś wiąże.

Bardzo dziękuję Pisarce za wspaniałą , mądrą, magiczną książkę o życiu i jego całej palecie barw.

„Szepty gwiazd” – Anna Łajkowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
szepty gwiazd

Anna Łajkowska, Szepty gwiazd, Wydawmictwo Dragon 2019.
#MamaDropsaCzyta

Wszystko polega na tym, że nowa gwiazda zaczyna emitować sygnał i tylko jedna osoba może go odebrać we właściwy sposób. Niektórzy są zaskoczeni, ale bardzo ciekawi. Wypatrują czegoś na niebie, nawet kiedy jest dzień, wsłuchują się i zaczynają pisać. Często piszą od razu całą książkę, kiedy indziej pisanie trwa bardzo długo, bo nie mają czasu. Robi mi się żal, gdy już napisali całą opowieść, a potem przestają się nią interesować i rzucają w kąt. A najfajniej jest, gdy kończą pisanie i rozglądają się już na niebie za następną gwiazdą. Są tacy, którzy rzucają wszystko, żeby pisać. Przeważnie rodzą się dla nich nowe gwiazdy. Ale nie zawsze.  Inni nie są ciekawi, co ich niepokoi, i nie przerywają swoich codziennych zajęć. Ich gwiazda po pewnym czasie gaśnie i nigdy już nie wróci na niebo. Wiem, że te gwiazdy są zrobione z historii ludzi, tylko nie mam pojęcia, czy prawdziwych, czy wymyślonych. Przypuszczam też, ze czasem wracają do swoich głównych bohaterów, żeby to oni sami opisali swoje losy – tak o procesie twórczym pisze w swojej powieści Anna Łajkowska, pisarka, polonistka, żona, matka, gdańszczanka.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki. „Szepty gwiazd” miały swoją premierę w październiku 2019 r. Na naszą półkę trafiły przed świętami Bożego Narodzenia. Przeczytałam je z ogromnym zainteresowaniem.

Akcja powieści rozpoczyna się w pierwszym tygodniu grudnia, kończy zaś w Boże Narodzenie – czas magii i radosnego oczekiwania. Ale czy dla wszystkich bohaterów? Powieściowe gwiazdy są zrobione z historii ludzi autentycznych, których możemy znaleźć obok nas. Na początku sprawiają wrażenie obcych, a wraz z rozwojem fabuły ich losy się krzyżują, drogi schodzą, łącząc się ze sobą. O czym szepcą tu gwiazdy? Opowiadają o różnych odmianach miłości, o zdradach, o cierpieniu, o samotności, o bolesnych rozstaniach, o niełatwych relacjach międzyludzkich, o trudnych wyborach, o chorobach, o tym, jak trudno pogodzić się, uporać ze śmiercią bliskiej osoby. Konrad jest wdowcem, mieszka z dwojgiem dzieci i panią Jadzią zajmującą się domem. Trudno mu pogodzić się z tragiczną śmiercią żony. Po upływie dwóch lat okoliczności śmierci wydawały się jeszcze bardziej zagmatwane. Agata i Jacek się rozstali, trudno i jej, i synowi się z tym uporać. Jacek poznał nową miłość Joannę, z którą chce spędzić resztę życia. Ale w związku ze skomplikowaną sytuacją pojawiły się wątpliwości. Witek i Jagoda też przeżywali ciężkie chwile, bowiem spodziewają się dziecka, które może urodzić się chore. Grażyna marzyła o napisaniu wreszcie magisterki, współpraca z promotorem układała się bardzo dobrze, wiązał z jej osobą plany naukowe. Co na to zapracowany mąż? Jak pogodzić pracę naukową z opieką nad dziećmi i prowadzeniem domu?

Im bliżej do świąt, do Wigilii bohaterowie zajęli się przygotowaniami i wtedy narodziła się w ich sercach nadzieja, że w ten magiczny i wyjątkowy czas świąt może wszystko się jakoś ułoży i zmieni na lepsze. Czas wtedy zwolnił swój bieg, wszystko toczyło się wolniej. Więcej czasu postacie znalazły na refleksje czy też decyzje życiowe lub postanowienia. W powieści pojawiło się więcej opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów, które w czytelniku wywołują wiele emocji. Powieść nie jest typowo świąteczną, ponieważ Święta stanowią tu jedynie tło dla rozgrywających się wydarzeń. Bez lukru, bez upiększeń! Nie wszyscy przecież przeżywają radosne święta, ale w ten wyjątkowy czas w sercach wielu ludzi rodzi się nadzieja na lepsze życie. Tak oddziałuje na nas magia świąt. Dlatego też moment zakupu choinki, strojenia drzewka, zachwytu nad nim, radosne wspomnienia, przygotowywanie potraw wigilijnych były pełne radości dla jednych bohaterów, ale dla drugich to tylko piękna dekoracja dla ich skomplikowanego życia. Pisarka uświadomiła nam w powieści, co tak naprawdę jest ważne w życiu, na co mamy wpływ przy podejmowaniu decyzji, przy dokonywaniu wyborów życiowych. To piękna i wzruszająca powieść obyczajowa z wnikliwą analizą zachowań bohaterów.

Moje zaskoczenie wywołał chwyt kompozycyjny, jaki zastosowała Autorka. Niektóre rozdziały są poprzedzone wstępem autorstwa samych bohaterów, którzy wyrażają swoją opinię na temat powieści i sposobu ich wykreowania.

Po lekturze powieści odczułam pewien niedosyt, ponieważ niektóre wątki wciąż pozostały otwarte, ale może dlatego ta powieść wciąż będzie w mojej głowie, aż sama dopiszę zakończenie. A może będzie kontynuacja? Jedno wiem, na pewno sięgnę po inne powieści Autorki. Zakończę moją opinię fragmentem „Teorii Iskiereczki”:

Teraz wszystko jest jasne: nie wszystko kręci się wokół Ziemi. A ja jednak myślę, że to Ziemia stanowi centrum kosmosu, bo my na niej żyjemy. Słońce jest po to, by nas ogrzać i wyznaczać rytm naszemu życiu, tak samo Księżyc. A cały wszechświat, ta ogromna nieskończona przestrzeń, stanowi dekorację dla naszego życia. Gwiazdy ułożone w gwiazdozbiory. Łatwo rozpoznawalna Gwiazda Polarna i Krzyż Południa są tylko i wyłącznie po to, żeby człowiek, gdy mu przyszła ochota na żeglowanie, mógł wrócić do domu…”. Bardzo gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę i wsłuchania się w szepty gwiazd. Będzie nam łatwiej odnaleźć na niebie gwiazdę z naszą historią.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Dragon za egzemplarz do recenzji.   

„Świąteczny sekret” – Krystyna Mirek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
świąteczny sekret

Krystyna Mirek, Świąteczny sekret, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

Książki w świątecznym klimacie pojawiają się już jesienią i przygotowują nas do intensywniejszego odczuwania świąt. W naszej rodzinie są najmilszym prezentem mikołajkowym czy gwiazdkowym. Dzięki nim możemy także przedłużyć  ten cudowny czas. Dzisiaj zamiast zimy aura wiosenno-jesienna za oknem, przyroda szaleje. Spacerując w deszczu z psem, ślizgałam się i patrzyłam na kwitnące leszczyny, bazie. By umilić sobie czas w domu, wystarczyło usiąść przy choince z herbatą w świątecznym kubku, otulić się kocem w świąteczne gwiazdki i przenieść się do zimowego, magicznego świata przedstawionego książki.

Powieść Krysi Mirek „Świąteczny sekret” ukazała się 30 października 2019 roku, a przeczytałam ją w czasie świątecznym – w Sylwestra i Nowy Rok. Dzisiaj pragnę się podzielić swoją opinią.

Bohaterką powieści jest dziewiętnastoletnia Zosia. W jej rodzinie od pokoleń kobiety zakochiwały się w przystojnych, czarujących, ale niezdolnych do prawdziwej miłości i odpowiedzialności za rodzinę mężczyznach. Bohaterka postanowiła, że nie powtórzy ich losu. Nie szukała więc miłości, bała się nawet o niej marzyć. Nie miała chłopaka, ale przyjaźniła się z Jaśkiem, pochodzącym z dobrej rodziny, uzdolnionym matematycznie i marzącym o zawodzie pilota. Był najjaśniejszym punktem jej życia. Zosia z uwagi na atmosferę panującą w jej domu nie lubiła świąt (relacje z matką były bardzo trudne i napięte, a siostry wpadały na krótko). Marzyła więc tylko o przeżyciu dobrych świąt… Podjęła więc samodzielną decyzję o przyjęciu spadku po babci w postaci starego domu na wsi…

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, wbrew woli matki, się tam przeprowadziła. Nie było jej łatwo na wsi, ale drewniane kredensy, stare komody, spiżarnia, piwnica były pełne przetworów domowych przygotowanych na zimę przez babcię. Bohaterka, dzięki aurze domu, poczuła się silniejsza. Miała świadomość, że ktoś „przygotował dom na przybycie nowego właściciela”. Znalazła list od babci z przesłaniem, podziękowaniem i pewna kwotą pieniędzy na zagospodarowanie, na przetrwanie pierwszych trudnych chwil. Utwierdziło ją to w przekonaniu, że mimo wyrzutów sumienia podjęła właściwą decyzję. Zaopiekuje się domem, a on ją otuli życzliwością. Mogła liczyć na pomoc sąsiada Wojciecha Łąckiego, który sam wychowywał przystojnego i czarującego syna. Maks miał zapisaną w genach po matce katastrofę, a wysiłki uczciwego ojca nie wywierały żadnego wpływu na lekkoducha. Czy Maks pojawi się na drodze Zosi? Czy bohaterce uda się uchronić przed powtórzeniem błędów babci i mamy? Czy los można odwrócić?

Krystyna Mirek poruszyła w powieści dość istotny problem nieuchronności losu, przeznaczenia. Czy można przed nim uciec? Historia Zosi zmusza też i Czytelnika do zastanowienia się nad rzeczywistością. Świąteczny, magiczny czas sprzyja przecież snuciu marzeń kojących nasze tęsknoty i refleksjom nad życiem, często zbyt wyidealizowanym. Bo przecież pragniemy, by ono się toczyło niebywale gładko. Ale Pisarka pokazała też, że owa gładkość życia może być dla niektórych nieco przerażająca. A w przypadku prawdziwej miłości nie ma łatwych rozwiązań.  Czy w tym tkwi świąteczny sekret? I jak tu nie lubić powieści świątecznych za ich niepowtarzalny klimat? Bardzo dziękuję Krysi Mirek za kolejną, mądrą powieść z przesłaniem. Gorąco zachęcam do lektury.

„Zdrowa i promienna skóra” – Agata Ziemnicka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
Zdrowa i promienna skóra

Agata Ziemnicka, Zdrowa i promienna skóra, Wydawnictwo Burda 2019.
#MamaDropsaCzyta

Agata Ziemnicka, znana dietetyczka i psycholożka, która od lat uczy nas, jak zdrowo żyć i jak dbać o siebie jedzeniem, napisała kolejną książkę o skórze, o odżywianiu skóry od wewnątrz. Możemy w niej odnaleźć cenne wskazówki z zakresu dietetyki, czyli co i jak wpływa na nasz wygląd oraz 60 przepisów na potrawy dla pięknej cery.

Współtowarzyszem kulinarnym Autorki był Julien Sosso, Francuz, którego miłością jest gotowanie. Przepisy potraw opatrzone są ich cudnymi zdjęciami potwierdzającymi pasje Autorów. Agata Ziemnicka zaczyna od dysertacji na temat pojęcia piękna na przełomie ostatniego stulecia. Jak dbano o skórę? Jak traktować swoją urodę w XXI wieku? Co możemy zmienić, a czego nie? Na co mamy wpływ w swoim wyglądzie? Uświadamia nam, że mamy wpływ na swoje zdrowie, a przy tym i na skórę.

Życzę Ci, żebyś pozwoliła skórze być Twoją skórą. Żebyś dawała jej wszystko, co tylko możesz, odżywiała ją, dbała o nią, nawadniała, pielęgnowała z czułością i codzienna konsekwencją. Żebyś doceniła to, co w niej dobrego i pięknego, żebyś dbała i akceptowała to, co w niej słabszego.

Bez należytego odżywiania żadna pielęgnacja skóry nie wystarczy. Nie można bowiem dobrze wyglądać, jedząc źle. Korzystajmy zatem z bogactwa natury: warzyw, owoców, ziół, wody dla zdrowia i piękna swojej skóry. Następnie autorka przechodzi do opisu kluczowych obszarów dbania o skórę, przedstawienia czynników, składających się na dobrą skórę: odpowiedni dobór urozmaiconej i smacznej diety, aktywność fizyczna, picie wody, codzienna, mądra, konsekwentna pielęgnacja, dobre, naturalne kosmetyki, zabiegi u mądrej kosmetyczki i redukcja stresu. Podpowiada, co możemy zrobić dla swojej skóry. Co szkodzi skórze, a co jest dla niej niezbędne i w jakich produktach możemy to odnaleźć. W sposób przejrzysty zestawia, jakie witaminy, gdzie  je odnaleźć –podaje konkretne ich źródło oraz jak działają na naszą skórę. Sporządza też niezbędną listę zakupów, które powinny znaleźć się w naszej spiżarni. Motywuje tez nas do prowadzenia dziennika odżywiania.

Przez 7 dni spisuj na kartce  każdy swój posiłek, każdy wypity napój, wpisz ilość snu i czy był przerywany, uprawiane sporty, opisz stan swojej skóry.

Uświadamia przy tym, że każda zmiana wymaga czasu, należy więc zaplanować małe kroki. Jak gotować dla naszej skóry z przyjemnością i z miłością? Przedstawione w poradniku przepisy dotyczą głównie śniadań, bowiem mózg prosi do dobre jedzenie rano, aby dobrze pracować przez cały dzień. Autorka podzieliła śniadania na letnie i zimowe, słodkie i wytrawne. Przepisy, jak wspomniałam wcześniej są zilustrowane pięknymi zdjęciami, poprzedzone wstępem z cennymi wskazówkami, potrawy noszą oryginalne nazwy – przykładowo owsianka Pocahontas, sałatka Kopciuszek, sok Arielka,  i podzielone są na kilka grup: dla utrzymania młodości skóry, dla gładkiej skóry, dla promiennej skóry, nawilżonej, odpornej na działanie słońca, dla utrzymania zdrowego kolorytu, dla problematycznej skóry i na końcu przepisy na dresingi do sałat. Pamiętajmy zatem, że odpowiednio zbilansowana dieta to droga do wydobycia piękna naszej cery. Gładka i promienna cera nigdy nie wyszły z mody, dlatego też należy ją karmić, nawilżać, wygładzić i wesprzeć odżywczymi koktajlami, świeżo wyciskanymi sokami warzywnymi, sałatkami, misami mocy, owsiankami i omletami. Warto też zapamiętać, że skóra odbudowuje się już w 90 dni. Jedzmy na zdrowie! Gorąco polecam Czytelniczkom i Czytelnikom ten poradnik.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Burda Książki za egzemplarz do recenzji.  

#książkowelove – zbiór opowiadań (#MamaDropsaCzyta)

Read More
książkowelove

#książkowelove – zbiór opowiadań

Podczas tegorocznych Targów Książki w Rzeszowie poznałyśmy Annę Sozańską, która przysłała nam na święta w prezencie antologię opowiadań #książkowelove z piękną dedykacją i życzeniami. Na kawie z Magdaleną Kordel i Kingą Kosiek rozmawiałyśmy o konkursie i warsztatach pisarskich dla wygranych zorganizowanych przez wydawnictwo Znak i Autorkę w Płóczkach Górnych. Na pamiątkę tychże warsztatów powstała Nieformalna Grupa Literacka – Płóczkowe Dziewczęta, czyli literacki i przyjacielski dream team zrzeszający 11 autorek. Połączyły je dwie wartości: miłość do literatury i marzenie o pisaniu. Sylwetki autorek są zaprezentowane na Facebooku. Dwa razy do roku tworzą tomiki opowiadań, które czytelnicy mogą pobrać na portalu Styl.pl i we wspomnianej grupie. Do tej pory ukazały się trzy antologie: Pod zieloną jemiołą, #Książkowelove i Nadzieja. Trzy autorki mają już za sobą niezwykle udane debiuty literackie: Monika Michalik napisała powieść „Bądź moim marzeniem”, Sylwia Kubik „Pod naszym niebem” a Ilona Ciepał-Jaranowska jest autorką opowiadania w antologii świątecznej „Miłość z widokiem na Śnieżkę”.  Ponieważ ostatnio znowu polubiłam krótkie formy epickie, przeczytałam antologię szybko i pragnę  podzielić się swoją opinią.

#książkowelove napisały: Emilia Baczyńska-Majchrzycka, Ilona Ciepał-Jaranowska, Katarzyna Jurczyk, Kinga Kosiek, Sylwia Kubik, Agnieszka Łopatowska, Małgorzata Matysek, Monika Michalik, Olga Smolec-Kmoch, Anna Sozańska i Maja Marta Świątek. Bohaterów jedenastu opowiadań łączy jedno – pasja czytelnicza. Zgromadzone w domach księgozbiory stają się często okazją do rozmów o książkach, bliższego poznania, zacieśnienia relacji a nawet poważniejszych związków. Dziewczynę śpieszącą się na zajęcia zumby korek uliczny zaprowadził na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, a panujący tam klimat zachęcił do zakupu książek. Natomiast czytający policjant zaimponował buszowaniem wśród stoisk z książkami. Alicja straciła zajęcia, ale zyskała kogoś. W kolejnym opowiadaniu, możemy się przekonać, że jedna książka, zamówiona w kiosku, mogła przeleżeć aż przez dwadzieścia trzy lata pracy i dostarczyła wielu osobom różnych emocji a nawet przyczyniła się do śmierci emerytowanego kioskarza. Wykaligrafowany pięknie cytat z książki na karteczce i pozostawiony na miejscu zbrodni, przy ciele ofiar „niegodnych parania się w jakikolwiek sposób literaturą, czy też zajęciami z nią związanymi”, pomógł w schwytaniu tajemniczego mordercy wychowanego przez matkę „w kulcie miłości do literatury i czystości języka”. Koszmarne dzieciństwo kolejnej bohaterki Agnieszki sprawiło, że uciekała do świata książek wypożyczonych w bibliotece . Przyczyniło się do marzenia o tym, by zostać autorką lekkich książek pełnych ciepła i ukazujących piękno dnia codziennego. Czy udało się jej spełnić dziecięce marzenie? Jeden z bohaterów – pracownik banku, marzył o wydaniu własnej książki. Czy to mu się udało po opublikowaniu dla pieniędzy głupich, niskiego lotu wierszydełek? Wzruszenie wywołała scena z kolejnego opowiadania, w którym wnuczka przy pomocy przedwojennego i wartościowego  elementarza pogodziła zwaśnione rodzeństwo. Cenna książka „Skarbiec baśni” czytana wnuczce przez babcię zawierała tajemniczą dedykację: „Jeżeli dziś nie mogę czegoś dosięgnąć, jutro zbuduję drabinę i zdobędę to!” Podpisany Paweł nie był dziadkiem dziewczyny. Czy uda się wnukom rozwikłać tajemnicę i co z tego wyniknie? Bohaterką jednego z opowiadań jest książka w pięknej, czerwonej, skórzanej oprawie, na której mienią się złocenia. Do czego ta metafora książki była potrzebna autorce? Czy człowiek może mieć papierowe serce? Tytuł kolejnego opowiadania „Fikcyjna prawda” brzmi jak oksymoron. Ileż razy w wywiadach z pisarzami słyszymy, że pomysły na książki czerpią z własnego życia. Świetnie przygotowana do wywiadu młoda dziennikarka również zadała to pytanie pisarce-bohaterce. Odpowiedź wywołała lawinę wręcz sensacyjnych zdarzeń, które mnie zszokowały. Czy można tkwić li tylko w świecie „książkowych czarów”? Często zdarza mi się używać zwrotu : „uciekam w świat książek” od rzeczywistości, problemów, bolączek, samotności. Wreszcie ostatnie opowiadanie nosi frapujący tytuł: „Anioł nabity w butelkę”. Bohaterem jest najmłodszy z aniołów, który kłamie. Właściwie jest „od myśli nieuczesanych i od książek niewydanych. Od zapomnianych wierszy”. Często latał do biblioteki, aby się wyciszyć. „Wśród książek i w zapachu kurzu odnajdywałem swoją przystań”. Aż znalazł się za karę w „zielonym więzieniu” – nabity w butelkę.

Zachęcam z całego serca do przeczytania antologii, która mnie się bardzo podobała. Wywołała różne emocje, skłoniła do refleksji nad życiem wśród książek.

Annie Sozańskiej dziękuję z całego serca za egzemplarz.    

E-book można pobrać TUTAJ   

„Tylko raz w roku” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
tylko raz w roku

Agnieszka Lingas–Łoniewska, Tylko raz w roku, Wydawnictwo Burda 2019.
#MamaDropsaCzyta

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Dilerka emocji, podarowała i zadedykowała powieść świąteczną wszystkim wiernym Czytelniczkom i Czytelnikom wraz z pięknymi życzeniami: Życzę Wam pięknych, magicznych, rodzinnych świąt. Bo to, co się w życiu liczy, to miłość, nadzieja i rodzina. I te wartości jako najważniejsze w życiu odnajdujemy w niezwykłej powieści, której akcja rozpoczyna się w grudniu 2013 roku, a kończy w grudniu 2019 roku. Pisarka wzruszyła mnie do łez w posłowiu, cudownymi życzeniami, refleksją o życiu, wspomnieniami Świąt Bożego Narodzenia z jej dzieciństwa. Podobnie pachniały Święta i w moim domu rodzinnym – choinką i „musikami świątecznymi”, do których Pisarka dołączyła przepisy według receptury babci Halinki. Owe receptury zapisane w pożółkłym już zeszycie w kratkę stanowią największy skarb rodzinny. I ja mam taki niezwykły zeszycik z przepisami od mojej Mamusi. A wykonanie sernika, makowca czy karpia w galarecie jest napisane w tak przystępny sposób, że zachęca, aby skorzystać bez obaw, że coś się nie uda. Bardzo dziękuję za tę wzruszającą podróż sentymentalną do czasów dzieciństwa. Podczas czytania przesuwał się w mojej wyobraźni film, ja i mama w kuchni, lubiłam pomagać, asystować, ale do tej pory nie odważyłam się upiec makowca jak Mama. Była bowiem Mistrzynią w pieczeniu ciast, zwłaszcza drożdżowych. Rekompensuję makowcem na kruchym cieście. Wracajmy do bohaterów powieści, którzy poznali się w Wigilię i ich losów, które się różnie układały.

Połączyła ich magia Świąt, rozdzieliła proza życia. Gwiazdka jednak to czas cudów…

Ela Bracka – wysoka, zgrabna dziewczyna, z burzą czarnych lekko kręconych włosów – kończy naukę w liceum, marzy o germanistyce. Podczas Wigilii milczący ojciec przygotował niespodziankę świąteczną, wigilijny prezent pt. „Rozwodzimy się”. Świat Eli legł w gruzach. Wyskoczyła z domu zrozpaczona, zabierając psa na spacer i wtedy przez przypadek poznała Kamila Wysockiego, studenta architektury, wysokiego, bardzo przystojnego chłopaka, któremu się zwierzyła z rodzinnych problemów. Ojciec Kamila zostawił rodzinę, gdy on miał zaledwie pięć lat. Chłopak nigdy nie lubił świąt, nie lubił swojego zimnego, ponurego domu i pięknej, eleganckiej, ale zimnej jak dom matki – królowej śniegu: „Idealna wieczerza wigilijna z idealną matką w idealnym domu”. Kamil szedł właśnie do swojego przyjaciela Tomka, gdzie było rodzinnie i panował świąteczny rozgardiasz. Po drodze spotkał Elę, której pomógł wstać po upadku. Zabrał ją do Tomka. Oboje jeszcze nie zdawali sobie sprawy, że to przypadkowe spotkanie zmieni ich życie. Jeden z cudów wigilijnego wieczoru, tylko raz w roku? A może to przeznaczenie? Dla Kamila była to najlepsza Wigilia w życiu. Uśmiech Eli rozjaśnił bowiem najciemniejsze zakątki jego duszy. Ale magiczny wieczór się skończył…

Bohaterowie musieli się zmagać z codziennymi problemami. Ela ze skomplikowaną sytuacją rodzinną po rozwodzie rodziców i po wyjeździe ojca, musiała się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a Kamil – stawić czoła bardzo zaborczej i zazdrosnej matce, która nie zaakceptowała Eli. Miała inny plan na życie jedynaka. Uważała, że Kamil zasługuje na lepszą dziewczynę. Zakochani postanowili jednak mimo wszystko powtarzać co roku spotkania wigilijne. Czy to się im udało? Czy ich miłość od pierwszego wejrzenia przetrwała? Na jakie przeszkody napotykali bohaterowie w ciągu sześciu lat obejmujących fabułę powieści? Odpowiedź na te pytania da Wam oczywiście lektura tej wyjątkowej książki.

Święta, kolejne święta Bożego Narodzenia. A ja znowu jestem we Wrocławiu i rozmyślam o minionym roku, który przyniósł mi kolejną dawkę dobrych i złych chwil. Chyba takie właśnie jest życie, że gdy coś się w końcu zaczyna układać, los bierze sprawy w swoje ręce i wystawia nas na próby.

Pisarka zafundowała nam i tutaj całą feerię emocji, bowiem w życiu bohaterów dzieje się dużo dobrego, ale i dużo złego. Ich miłość zostanie wystawiona na ciężką próbę. Budzi to w czytelniku mnóstwo emocji od smutku, żalu, bólu, współczucia aż po bezradność, złość, gniew. Nie można przecież obojętnie przejść obok ludzkiego dramatu, do którego przyczyniły się: rozwód, zazdrość, zawiść, kłamstwo, wreszcie śmiertelna choroba czy śmiertelny wypadek jednej z najbliższych osób, które powinny udzielić wsparcia. Życie jednak bywa nieprzewidywalne! Proza życia potrafi zniszczyć piękne uczucie. Mimo wszystko każdego roku w Wigilię, w ten magiczny czas bohaterowie wracają myślami do miejsca, w którym się spotkali i zakochali.

A kto wie, czy za rogiem nie stoją Anioł z Bogiem? I warto mieć marzenia, doczekać ich spełnienia. Kto wie, czy za rogiem nie stoją Anioł z Bogiem, nie obserwują zdarzeń i nie spełniają marzeń?

(…)bo dzień Wigilii nie jest od tego, aby rozpamiętywać popełnione błędy. To chwila, kiedy powinniśmy się cieszyć tym, co mamy, i z nadzieją patrzeć w przyszłość. Bo o to chodzi w życiu, aby iść do przodu, dostrzegać to, co na horyzoncie, i wierzyć, że najlepsze chwile wciąż jeszcze przed nami.

Agnieszka Lingas-Łoniewska oczarowała mnie tą świąteczną powieścią. Jakże nietypowa to opowieść świąteczna. Nie jest słodka i pełna lukru, jakim pięknie stroimy, przyozdabiamy pierniczki na choinkę. Jest to słodko-gorzka historia miłości Eli i Kamila, która się wydarzyła w Wigilię. W ciągu sześciu kolejnych Wigilii poznajemy dobre i złe wydarzenia z ich życia. Narracja jest prowadzona naprzemiennie, dzięki czemu poznajemy wydarzenia z perspektywy obojga bohaterów. Bohaterowie są prawdziwi, świetnie skonstruowani. Akcja dzięki licznym jej zwrotom toczy się wartko. Każdy rozdział powieści zaczyna się od słów popularnych piosenek świątecznych, których melodię nuciłam podczas lektury. Nie są one przypadkowe. I znowu przekonujemy się, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze: miłość, rodzina, rozmowa o wszystkim, szczerość, pokora, postawienie wspólnego celu i dążenie z wiarą i nadzieją do jego osiągnięcia. Zdarza się także popełniać  błędy, ale należy je naprawić. Takie jest życie. Oprócz dobrych, szczęśliwych chwil daje nam również  trudne, złe, ale magia miłości pozwala przetrwać burze życiowe, pokonać sztormy, które nas tylko umacniają. Chodzi o to, żeby nie tracić nadziei, iść do przodu i się nie załamywać. A we dwoje zawsze raźniej! Pisarka obiecała czytelnikom pomyślne zakończenie. Czy dotrzymała słowa? Przekonajcie się sami, sięgając po książkę. Zachęcam gorąco, bowiem przed nami świąteczny, piękny i magiczny czas. Celebrujmy go właściwie. Tylko raz w roku jest Wigilia. Tylko raz w roku są święta Bożego Narodzenia. Ale nie zapominajmy, że każdego dnia żyją obok  nasi bliscy i przyjaciele.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Burda Książki za egzemplarz recenzencki.   

„Miłość z widokiem na Śnieżkę” – zbiór opowiadań Wydawnictwa Filia

Read More
miłość z widokiem na śnieżkę

Miłość z widokiem na Śnieżkę – zbiór opowiadań Wydawnictwa Filia
Rok wydania: 2019
Przeczytała i zrecenzowała Mama Dropsa

Niech żyje bal!
Bo to życie to bal jest nad bale!
Niech żyje bal!
Drugi raz nie zaproszą nas wcale!
Orkiestra gra!
Jeszcze tańczą i drzwi są otwarte!
Dzień warty dnia!
A to życie zachodu jest warte!

Osiem opowiadań. Osiem zaproszeń. Zawiłe ludzkie ścieżki, które prowadzą na Bal. Wielki Bal Ducha Gór w Hotelu Pod Skałą w Karpaczu. Dla kogo noc sylwestrowa okaże się przełomowa? Dla organizatorów czy dla gości? Kto i dlaczego zdecyduje się na uczestnictwo w balu? W jaki sposób goście otrzymają zaproszenia? Tyle pytań, a odpowiedzi w świątecznym, a właściwie sylwestrowym zbiorze opowiadań Wydawnictwa Filia.

Ośmioro najpopularniejszych polskich pisarzy przyjęło zaproszenia na bal z piórem i klawiaturą. Wytańczyli dla nas osiem wyjątkowych historii. Wszystkie się łączą – są pełne tęsknoty, przeszłości i miłości. Wszystkie będą mieć swój finał na Wielkim Balu u podnóża Śnieżki. A może to będzie dopiero początek…?

Mama Dropsa zaprasza na bal! Poniżej znajdziecie refleksje dotyczące wszystkich opowiadań.

Agnieszka Olejnik, Jeszcze jedna szansa

Historię pewnego (nie)balu poznajemy z perspektywy dwojga bohaterów. Szymon, trzydziestoparoletni nauczyciel, czekający na rozwód, i Weronika, fryzjerka mają wspólne wspomnienia z pewnego licealnego balu. Kobieta, słysząc ogłoszenie w radiu, postanawia napisać opowiadanie, w którym daje upust emocjom i tęsknotom, towarzyszącym jej od lat. Wygrywa. Tekst czytany przez aktorkę na antenie słyszy Szymon… Czy rozpozna w autorce kelnerkę sprzed lat…? Czy spotkają się na Wielkim Balu Ducha Gór w Karpaczu 31 grudnia w Hotelu Pod Skałą?

Agnieszka Olejnik napisała piękne opowiadanie z przesłaniem, które zmusza nas do refleksji, czy warto jest dać komuś jeszcze jedną szansę. Powinniśmy ze sobą rozmawiać, żeby nie było niedomówień. Ileż razy myślałam, że co tu dużo mówić, przecież on nie zrozumie, bo jest mężczyzną, bo różnica płci… Teraz wiem, że trzeba mówić otwarcie i do końca, żeby nie było niedomówień. W opowiadaniu można też znaleźć wiele cennych wskazówek, mądrych drogowskazów, jak odnaleźć sens życia, jak być szczęśliwym, jak zbudować świąteczną atmosferę.

(…)w gruncie rzeczy to jedyne, czego człowiekowi potrzeba. Świadomości, że nawet jeśli ileś tam drzwi jest już dla nas zamkniętych, to jedne wciąż pozostają otwarte. (…)A wiesz, co jest najpiękniejsze? Że nigdy nie ma się pewności, czy za nimi nie otworzą się kolejne.

Magdalena Witkiewicz, Nudne-cudne

Bohaterką opowiadania Magdaleny Witkiewicz „Nudne-cudne” jest Alicja Kowalska, tłumaczka języka angielskiego, kobieta bardzo nudna, nieinteresująca, mężatka od dwudziestu lat, matka dwojga dzieci Marcina i Kamili, już studentów, posiadaczka kota dachowca, wiodąca z rodziną całkiem nudne, przewidywalne, ale bezpieczne życie. Pewnego dnia postanowiła zostać pisarką w języku angielskim i jej się to udało. Debiut literacki pod pseudonimem Kate O’rally odniósł sukces, co dało się zauważyć na koncie bankowym pisarki. Wydawcę szczególnie zachwyciły w powieści sceny seksu. Bo tak naprawdę Alicja potrzebowała w życiu czułości, miłości i seksu a zapracowany mąż wracał bardzo zmęczony do domu. Nie przyznała się Norbertowi, że to ona jest autorką poczytnego erotyku. Wydawca się nie zgadzał, bo ciężko byłoby promować kurę domową, pozbawiając ją aury tajemniczości. Pozostało jej zatem tkwić w ukryciu. Pisała więc dalej, marząc o spłacie kredytu na mieszkanie, następnie o pięknym domu z ogródkiem, z czasem zaglądając na strony pośredników nieruchomości. Niespodziewanie dostała wiadomość, że polski wydawca chce ją uhonorować nagrodą na Wielkim Balu Ducha Gór w Karpaczu. Agent nie był zadowolony z jej uczestnictwa, ponieważ zniknie wówczas cała aura tajemniczości, na której bazowała promocja książek… Nie tak dawno przecież świat obiegły zdjęcia z modelką w roli pisarki. Oczywiście było to przejawem kobiecej próżności, której jej tak brakowało. Oswajała się z myślą, że w Wigilię po kolacji wyjawi prawdę mężowi, uwalniając się od zobowiązań nawet kredytowych w banku. Ale mąż ją zaskoczył…, wręczając zaproszenie na Wielki Bal Ducha Gór! Ulubiona pisarka Alicji ma dostać tam nagrodę. Jaką Alicja podejmie decyzję? Jakie życie wybierze: cudne Kate O’rally czy też nudne zwyczajnej kury domowej, żony, matki, normalnej kobiet? Czy też na balu będzie sobą: Alicją Kowalską, ale też i Kate O’rally? Czy uda się jej przechytrzyć agenta? Co się wydarzy w drodze do Karpacza?

Magdalena Witkiewicz już samym przewrotnym nieco tytułem skłania nas do refleksji na życiem, co jest w nim najważniejsze. Jak spełniać nasze marzenie? Jak sprawić, żeby nudny Kowalski miał cudne życie? Wystarczy mieć szczęście i wygrać los na loterii. Lubię pióro Magdaleny Witkiewicz, pomysły literackie, urzeka mnie zawsze język jej powieści. Po przeczytaniu miniatury literackiej odczuwam niedosyt, za szybko się skończyła, ale przecież ona rządzi się swoimi prawami – opowiedziana historia jest kompletna, można dostrzec jej głębię, odkryć drugie dno. Małe też może być, a w tym wypadku zdecydowanie jest cudne!  

Karolina Wilczyńska, Ucieczka

Bohaterem świątecznego opowiadania Karoliny Wilczyńskiej jest Stanisław, osiemdziesięciopięcioletni wdowiec, ojciec trojga dzieci i dziadek, ale mieszkający samotnie i owa samotność po śmierci ukochanej żony mu doskwiera. Dzieci nie mają czasu na częste odwiedziny , nie mówiąc już o wnukach. A książka nie zastąpi kontaktu z człowiekiem, nie zaspokoi potrzeby zwyczajnej rozmowy przy herbacie. Mały zbieg okoliczności sprawił, że bohater poznał młodą sąsiadkę Megi, która mimo że nie wyglądała jak grzeczna panienka, bo nosiła zbyt mocny makijaż, okazała się miłą dziewczyną, z którą szybko się zaprzyjaźnił. Megi sprawiła ogromną niespodziankę i radość Stanisławowi, obdarowując go kopertą z zaproszeniem na bal sylwestrowy – Bal Ducha Gór w hotelu z widokiem na Śnieżkę. Podczas podróży w góry Stanisław wyjawił dziewczynie tajemnicę, dlaczego Śnieżka jest dla niego specjalną górą. To niezwykle poruszająca historia jego młodzieńczej znajomości z pewną Heleną… Niestety, bez szczęśliwego zakończenia. Jak opowieść Stanisława wpłynęła na dziewczynę? Jak zakończyła się ucieczka bohaterów? Przekonajcie się sami!

Głębia opowiedzianej przez Karolinę Wilczyńską historii przyjaźni Stanisława i Megi jest niezwykle poruszająca. Warto mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia. Bo one mają sprawczą moc. Nadają życiu sens, dodają blasku, kiedy się czeka na ich spełnienie. Miłość, wiara i nadzieja – nie ma nic od nich piękniejszego. Każdy człowiek potrzebuje miłości – pragnie kochać i być kochanym. Pamiętajmy też o ogromnym znaczeniu małych gestów, chwili rozmowy przy herbacie z ludźmi samotnymi, starszymi. Nie gońmy, zatrzymajmy się na chwilę, może ktoś potrzebuje od nas pomocy, za którą „zapłaci” czymś bezcennym – bezinteresowną przyjaźnią. Samotność może doskwierać. Łyk gorzkiej prawdy trzeba przełknąć z pokorą i wyciągnąć z tego lekcję! Karolina Wilczyńska należy do grona lubianych przeze mnie Pisarek. Jej książki są pełne rozmaitych emocji, mądre, z przesłaniem niezwykle klimatyczne, mają moc terapeutyczną. I tu w małej formie epickiej Autorka świetnie skonstruowała główne postacie, ukazała piękną przyjaźń między starszym panem a młodą dziewczyną i tak pięknie opowiedziała o ich ucieczce za ostatnim marzeniem bohatera.

Magdalena Majcher, Bal ostatniej szansy

Kolejne zaproszenie na sylwestrowy Wielki Bal Ducha Gór, który odbędzie  w Karpaczu, trafiło do gminnej biblioteki publicznej ku ogromnej radości dyrektora biblioteki Basi i jej pracownicy Kasi. Organizatorzy przewidzieli osiem dodatkowych zaproszeń, które rozesłano do przypadkowych miejsc w Polsce i trafiło właśnie do skromnej biblioteki. To wielkie wyróżnienie! Ale i przede wszystkim okazja do przyciągnięcia ludzi do biblioteki. Postanowiły więc zorganizować dla osób zapisanych konkurs i ułożyć regulamin. Zaproszenie na bal otrzyma osoba, która będzie je chciała sprezentować komuś bliskiemu i udowodni w liście, że to właśnie tej osobie ono najbardziej się przyda. Uroczyste ogłoszenie wyników miało nastąpić w sali ośrodka kultury. Jedną ze stałych bywalczyń biblioteki jest Grażyna, skromna emerytka, którą oszukał mąż, zawiesił prowadzoną działalność i zostawił po sobie puste konto oraz długi. Mimo rozwodu musiała je spłacać, chociaż nie było już bardzo z czego. Komornik domagał się licytacji mieszkania, co przerażało Grażynę. Sprawa ta spędzała jej sen z powiek, jedynym światem były dla niej książki, gdyż dzięki nim mogła zapomnieć i oderwać się od koszmarnej rzeczywistości:

To z bohaterami powieści swoich ulubionych pisarek zwiedzała nowe miejsca, poznawała historię i poszerzała wiedzę na ważne tematy społeczne. Najbardziej lubiła książki obyczajowe, ale chętnie sięgała też po powieści historyczne i kryminały, chociaż po te ostatnie najrzadziej, bo potem bała się w nocy wstać do łazienki.

Gdy Grażyna dowiedziała się w bibliotece o konkursie, postanowiła zgłosić swoją jedyną córkę Agnieszkę i zięcia Daniela. Zaprosiła córkę do domu kultury, nie wtajemniczając w szczegóły. Miała nadzieję, że uda się jej uratować małżeństwo córki, gdy wygrają zaproszenie na bal – bal ostatniej szansy dla nich. Czy szczęście się uśmiechnęło do Agnieszki i Daniela? Jak córka zareagowała na list mamy? Czy magia Świąt zadziałała i młodzi zrozumieli, co jest najważniejsze w ich życiu?

Magdalena Majcher w opowiadaniu uświadomiła czytelnikowi, co tak naprawdę jest ważne w życiu. Dom to nie tylko piękny budynek, tworzą go bowiem ludzie, a jego aura zależy od porozumienia miedzy nimi. Bardzo ważna jest rozmowa, dzięki której można wiele spraw rozwiązać, nawet te mocno skomplikowane. To zapewnia rodzinie trwały fundament, którego nic i nikt nie zniszczy. Dom buduje się razem, wspólnymi siłami, a wtedy zamieszkają w nim miłość i nadzieja na szczęśliwe życie. Pisarka poruszyła tu też ważny problem dotyczący relacji w rodzinie: matka i dorosłe dzieci. Wtrącać się czy nie? Jeżeli tak, to jak zrobić to mądrze, żeby bal nie był ostatnią szansą na ratunek.

 Tomasz Kieres, Urodziny

Bohaterowie opowiadania Tomasza Kieresa poznali się w pociągu podczas sześciogodzinnej podróży z Warszawy do Jeleniej Góry i jeszcze kawałek do Karpacza. Igor, wykładowca uniwersytecki jechał na urlop, Agata, przedszkolanka, do rodziny na chrzest siostrzenicy. On miał zamiar podróżować ze słuchawkami na uszach, z książką w reku, aby nikt nie zakłócił mu czasu rozmową. Ona chciała usnąć i obudzić się… w drodze powrotnej. Na początku rozmowa między nimi się nie kleiła, nieufny i zgrywający sztywniaka Igor w myślach porównywał Agatę do byłej dziewczyny Anastazji. Dziewczyna się tym zbytnio nie przejęła, umiała czytać ludzi, a nić porozumienia  nawiązała się podczas rozmowy o ulubionych pisarzach, książkach. Szybko się zorientowała, że Igor ma jakiś poważny problem i swoją dociekliwością szybko przekroczyła kolejną cienką granicę. Mężczyzna bowiem bardzo ją zaintrygował. Doszło do tego, że opowiedzieli sobie swoje historie życia, podzielili się problemami, rozterkami, relacjami z bliskimi w najmniej oczekiwanym miejscu – w przedziale pociągu. Na szczęście nikt po drodze się nie dosiadł. Kilometr po kilometrze, krok po kroku po prostu się odnajdywali – każdy siebie i siebie nawzajem. Oboje odkryli w sobie bowiem potrzebę otwarcia się i porozmawiania, obdarowania się wzajemnie swoim czasem, sobą. I potrafili siebie słuchać, być obok siebie. Porozmawiać szczerze i uczciwie. Ubolewali w duchu, że ta długa podróż już się skończy. W ciągu zaledwie kilku godzin wszystko uległo zmianie, nawet aura za oknem – wszystko pokrył śnieg.  Igor chowając portfel do torby, wysunął z niej białą kopertę, która oczywiście zaintrygowała Agatę. Okazało się, że to było zaproszenie na TEN bal, o którym trąbiono w mediach, Wielki Bal Ducha Gór w hotelu Pod Skałą w Karpaczu. Czy Igor  zdobył się na odwagę i zaprosił Agatę na bal? Czy Agata w tym szczególnym dla siebie dniu urodzin zaprosiła Igora na chrzciny? Co było dla niej najlepszym prezentem?

W tej krótkiej historii bohaterów z pociągu Tomasz Kieres uświadamia nam, co w życiu człowieka jest najważniejsze. Otóż w relacjach międzyludzkich istotna jest rozmowa, szczerość, uczciwość, szacunek, obdarowywanie się sobą. Można pomilczeć, ale zawsze być obok. Mieć świadomość, dokąd się zmierza. A we dwoje na pewno będzie łatwiej podróżować prze życie. I to będzie wyjątkowa podróż!

Kiedy dzisiaj rano Agata przekroczyła próg ich przestrzeni, sprawiła, że czarno-białe barwy jego życia nabrały kolorów. Jej uśmiech, jej wybuchy śmiechu, jej nieustępliwość w przebiciu się do niego zmieniły go. Inny człowiek wsiadał, inny za chwilę będzie musiał wysiąść.

Anna H. Niemczynow, Fantazja

Bohaterką opowiadania Anny H. Niemczynow jest Julia, która wychowuje uroczą córeczkę Zosię – owoc licealnego związku z Maksymilianem Maciejewskim, który mając przed sobą studia prawnicze i zawrotną karierę w kancelarii ojca, nie dał się „wrobić w bachora”. Julka nie została sama, wspierali ją rodzice, szkoła, koleżanki. Uwielbiała marzyć, bowiem w marzeniach wszystko było dozwolone. Ów sen na jawie często się jej przytrafiał w autobusie podczas powrotu z pracy, traciła wtedy czujność i nie miała pojęcia, że obserwował ją pewien przystojny młody mężczyzna w żółtej kurtce. O czym marzyła? O balu sylwestrowym w Karpaczu w zwiewnej sukni z dekoltem, w złotych sandałkach. Do jej biblioteki dotarło jedno z ośmiu zaproszeń i całe miasteczko tym żyło.  Z panią Hanią miały przygotować zasady konkursu. Wtajemniczyła kobietę w swoje marzenia, bo od dziecka pragnęła, by pojechać do Karpacza i wspiąć się na Śnieżkę. Pani Hania postanowiła pomóc Julce, ucząc ją twórczej wizualizacji według swoistej instrukcji. Aby zacząć wizualizować swoje marzenia, potrzeba: wyobraźni, regularności, odpowiedniego oddychania, obranego celu i jak najczęściej przywoływać obraz swoich wyobrażeń, wyrobić w sobie nawyk pozytywnego myślenia. Wizualizacja ma w sobie ogromną moc a jej stosowanie pomaga nam dotrzeć do upragnionego celu. Kiedy to się stanie, należy podziękować. Julia postanowiła więc wizualizować sobie wygraną w konkursie. Śniła  swój sen na jawie, w którym tańczyła jak Kopciuszek na balu pięknie ubrana, nie widziała jedynie twarzy partnera, ale czuła jego silne dłonie na swojej talii. Codzienna wizualizacja napełniała ją energią i siłą. Czy przyniosła pożądany efekt?

Anna H. Niemczynow  uświadamia nam, jak ważna w naszym życiu jest potrzeba akceptacji i ogromnej miłości do siebie, aby być dla innych światłem, a nie oczekiwać, że ktoś tym światłem będzie dla nas.  Ważne są też  marzenia, w których wszystko jest dozwolone. Warto też nauczyć się wizualizacji, jest to trudna sztuka, ale bardzo ważna, ponieważ w życiu zawsze doświadczamy tego, o czym najintensywniej myślimy, w co mocno wierzymy, czego się w głębi duszy spodziewamy i co sobie żywo wyobrażamy. Nie zapominajmy też o wdzięczności. Instrukcja wizualizacji gotowa w opowiadaniu, czeka na czytelnika.

Puść wodze fantazji, tak do końca. Pamiętasz?- przekonywała mentorka. – Była kiedyś taka piosenka: „To szkiełko wszystko potrafi, na każde pytanie odpowie, wystarczy wziąć je do ręki, i wszystko będzie różowe. Wystarczy wziąć je do ręki, dosypać ziarnko fantazji, i już za chwilę można dolecieć aż do gwiazdy! Fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić się, aby bawić na całego!”

Ilona Ciepał-Jaranowska, Bo życie to bal

Akcja opowiadania Ilony Ciepał-Jaranowskiej rozgrywa się w Galerii Krakowskiej, do której trafiło jedno z ośmiu zaproszeń na Wielki Bal Ducha Gór wysłane przez hotel Pod Skałą z Karpacza. Do zaproszenia dołączono kartkę z prośbą o zorganizowanie konkursu. Organizatorka stworzyła akcję pod szyldem „Duch Gór zaprasza na bal”, a hostessy miały rozdawać kupony konkursowe, natomiast losowanie nagrody miało nastąpić 6 grudnia. Zwycięzca miał być powiadomiony telefonicznie. Z powodu deszczu w galerii znalazł się Tomek, był potwornie czymś zmartwiony, przejęty, w ręku trzymał jakąś białą kopertę. Na odczepnego wpisał na kuponie swoje imię i numer telefonu. Gdy zapytano go o godzinę, spojrzał na telefon i świadomość wróciła. Zorientował się, że miał się spotkać z Joanną na kolacji w restauracji, by świętować rocznicę poznania i zaręczyny. Wpadł do mieszkania, zdążył się wytłumaczyć zmartwionej dziewczynie i … runął na ziemię. Gdy ocknął się w szpitalu, okazało się, że jest poważnie chory… Wielką niespodzianką dla Tomka był telefon z informacją o wygranej w konkursie. To była jego pierwsza wygrana w życiu, ale się nie cieszył. Jak można się świetnie bawić na pierwszym i ostatnim zarazem w życiu balu?  O nocy sylwestrowej w Karpaczu marzą tez inni bohaterowie opowiadania, pracownicy galerii: szef galerii z Anią, asystentką, Aneta i Marcin oraz Basia, która wydała wszystkie swoje oszczędności na sylwestra pod Śnieżką, ale Jacek odszedł z inną…

To niezwykle opowiadanie, pełne emocji, dostarczające wielu wzruszeń. Dla każdego z bohaterów Sylwester w Karpaczu symbolizuje co innego, chociaż można to sprowadzić do wspólnego mianownika i nazwać  – miłość lub (nie)miłość, jak w przypadku Basi, a zapowiedź czegoś nowego – nowy rok i nowa ja. Zaproszenie na bal sylwestrowy w Karpaczu stało się dla Autorki pretekstem do poruszenia ważniejszych, trudniejszych problemów dotyczących relacji w związku. Planujemy życie, stawiamy cele, marzymy , aż tu nagle… choroba i świat się wali. I nie możesz od tego uciec! Ale jeśli obok ciebie jest Ktoś, kto cię kocha, wtedy razem zawalczycie o lepsze jutro. Miłość ma moc! Nie trzeba też nigdy tracić nadziei.

Dorota Milli, Wygrać szczęście

Bohaterem opowiadania Doroty Milli jest Seweryn Kaczmarek, pracownik Radia Słupsk, w którym ogłoszono konkurs o wejściówkę na tajemniczy bal sylwestrowy w Karpaczu. Jego telefon się urywał, dzwoniły nieznane mu osoby z prośbą o pomoc w zdobyciu wygranej. Mało tego, ludzie zaczęli go nachodzić. Jedną z takich nachalnych osób jest Roberta, której również tak bardzo zależy na wygraniu konkursu i zdobyciu zaproszenia na Wielki Bal Ducha Gór, by je ofiarować w ramach wdzięczności sąsiadowi Aleksandrowi Zawierusze, wspólnemu ich znajomemu. A zasady konkursu stanowiły nie lada wyzwanie: przesłanie nietypowego selfie, stworzenie CV zawierającego „trochę prawdy i odrobinę fałszu”, filmik z prezentacją własnej osoby i przekonanie, że to do tej osoby właśnie ma trafić zaproszenie. „Zrób to, czego nigdy nie robiłeś/aś i udokumentuj”- to kolejna zasada, która miała zostać pokazana komisji obserwatorom i w końcu zaprezentowanie stopnia poświęcenia do pracy społecznej, czyli „zrób coś fajnego dla innych i pochwal się”. Wygrana w konkursie wydawała się Robercie niemożliwą do zdobycia, ale postanowiła spróbować, odważyć się i uwierzyć, że się uda. I do tego potrzebowała pomocy właśnie Seweryna…

Dorota Milli świetnie pokazała czytelnikowi w opowiadaniu, jak podczas przygotowań do konkursu o zaproszenie na bal sylwestrowy między skrytym facetem z marzeniami a zwariowaną krawcową z głową pełną pomysłów i marzeń rodzi się więź, kroczek po kroczku, krok po kroku, dzień po dniu – jak w piosence Cleo. Poznają się, otwierają na siebie, rozbudzają zaciekawienie sobą nawzajem. Facet od wpadek i porażek potrzebował takiej odskoczni, a Roberta z kolei potrzebowała kogoś, dzięki komu nabierze jeszcze większej pewności i wiary w siebie. Warto dodać, że w tekście pojawiają się fragmenty piosenek świątecznych, które świetnie współgrają z emocjami bohaterów.

„Uśmiech losu” – Katarzyna Michalak

Read More
uśmiech losu

Katarzyna Michalak, Uśmiech losu, Wydawnictwo Znak 2019.
#MamaDropsaCzyta

Zgodnie z życzeniem w opisie wydawniczym i ja dałam się otulić atmosferą świątecznej powieści Katarzyny Michalak „Uśmiech losu”. Jest to piąty tom Sagi Mazurskiej a dziewiąta książka Autorki, którą w tym roku przeczytałam. Niezły wynik, prawda? Cóż poradzę – po prostu lubię jej książki. Historie bohaterów są pełne różnorodnych wydarzeń i emocji, całego wachlarza emocji. Zapraszam serdecznie do zapoznania się z moją opinią na temat świątecznej powieści autorki.

Weź kubek z dobrą herbatą z plastrem pomarańczy i goździkami w dłoń, zapal pachnącą świeczkę, usiądź wygodnie w fotelu, otul się mięciutkim kocem i oddaj się magii książki. Może los i do ciebie się uśmiechnie…

Gdy tracisz wiarę, że już wszystko będzie dobrze, ona pojawia się jak… Uśmiech losu

Akcja powieści rozgrywa się we dworze Marcinki na Mazurach, niedaleko Ełku. Właścicielka ciocia Jadwinia, cudowna kobieta o złotym sercu, pełna ciepła i miłości już od jesieni przygotowywała się do Wigilii i świąt Bożego Narodzenia, gromadząc domowe smakołyki, planując potrawy, prezenty zastawę, obrusy. Dwór Marcinki, jak wynika z poprzednich tomów serii, stał się bezpieczną przystanią dla życiowych rozbitków, którzy mogli liczyć zawsze na koło ratunkowe, czyli miłość. W tej opowieści autorka skupiła uwagę na wątku Natalii i Damiana, bohaterów z przeszłością, którzy byli podopiecznymi Jadwini i od trzech lat szczęśliwym małżeństwem. Z czasem między nimi zaczęło się źle dziać i akurat teraz przechodzili kryzys małżeński, atmosfera między nimi psuła nastrój świąteczny. Do szczęścia brakowało im dziecka, a ostatnia diagnoza lekarska odebrała nadzieję na własne upragnione maleństwo. Leczenie w klinice pochłonęło sporo pieniędzy, Damian zaczął mieć problem z alkoholem, stał się wybuchowy a serce Natalii przepełniała pustka i chłód. Na czas świąteczny mieli się pojawić we dworze ich przyjaciele: Nataniel i Zosia Domaradzcy z trzema córeczkami; Magda i Siergiej Sodarowie z trojaczkami i czwartym dzieckiem – synkiem w drodze; Mateusz Joźwik i Marianna, mama Zosi. Zazdrosna i zrozpaczona Natalia podjęła decyzję o ucieczce z domu, który zaraz wypełni się gwarem i śmiechem dzieci i ich szczęśliwych rodziców. Gdy tak brnęła zaśnieżoną leśną drogą, zobaczyła poruszający się pagórek śniegu – prawie zamarzającego pięknego, białego psa. Postanowiła sprowadzić ze dworu pomoc i go uratować.

Stary dwór był niczym żywa istota, która kocha gości, oczekuje ich, wygląda niecierpliwie, a gdy już przyjadą, zagarnia w swe rozłożyste ramiona, otula dobrą aurą niczym ciepłym kocem. Dało się wyczuć, że pod tym dachem panuje miłość, a „przyjaźń” nie jest pustym słowem.

Piesek okazał się szczenną sunią. Wielki pirenejczyk, pies rzadkiej rasy w Polsce, Bella z Koralowej Doliny, jak odczytano czipa w bazie danych. Gwiazdkowy prezent Natalii od losu! Kto i dlaczego pozbył się tak cennego psa? W wigilijną magiczną noc na świat przyszło pięcioro żywych szczeniąt, ale Bella nie przeżyła, ku rozpaczy Natalii. Bo przecież ona zawdzięczała jej życie, zawróciła ją z „drogi donikąd”.

Muszę też dodać, że przy stole wigilijnym pojawił się nowy bohater, kolejny rozbitek życiowy, Bartosz Gazda, przyjaciel Nataniela. Rok wcześniej w Wigilię stracił w pożarze żonę i synka. Potrzebował pomocy i ją otrzymał, bo sam kiedyś uratował życie Natanielowi. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że trafił do dworu pełnego dobra i życzliwości. Wszyscy darzyli się tu przyjaźnią – prawdziwą, bezinteresowną, na dobre i na złe oraz szacunkiem. A szczeniaczki stały się dla Natalii namiastką dziecka, przez osiem tygodni dzielnie się nimi opiekowała.

Do grona bohaterów dołączyła jeszcze jedna postać Zuzanna – odnaleziona właścicielka Belli, która w śpiączce przebywała w szpitalu. Poznajemy jej historię. Czy właścicielka Belli upomni się o szczenięta? Jaki los spotka urocze pieski? Światło dzienne ujrzy wreszcie ciążąca na sercu Jadwini już od dłuższego czasu niewygodna tajemnica związana z Damianem. Jak zareagowała na nią Natalia? Jakie jeszcze wydarzenia zesłał los na mieszkańców dworu? Czy przyjaciele jak zwykle okazali się niezawodni? Czy los okaże się wreszcie łaskawszy dla bohaterów i się do nich uśmiechnie?

Pisarka świetnie oddała, opisała aurę świąteczną. Historia każdej z rodzin, które łączył stół wigilijny, obfitowała w wiele wydarzeń złych i dobrych, ale nadzieja i miłość  oraz wiara w drugiego człowieka uczyniły je szczęśliwymi. To mocne koła ratunkowe. Ta piękna i poruszająca opowieść uświadomiła mi, jak  potężną moc mają miłość i przyjaźń. Jakże cenne jest życie człowieka. Katarzyna Michalak stworzyła tu całą galerię świetnie skonstruowanych postaci, takich prawdziwych z krwi i kości. Nie są idealni, popełniają błędy, mają słabości, ale potrafią kochać i z popełnionych błędów wyciągają lekcje. Książkę czyta się szybko, a zwroty akcji zaskakują czytelnika. Pisarka porusza też trudne problemy, takie jak: bezpłodność, choroba alkoholowa, zdrada, przemoc psychiczna i fizyczna w rodzinie. Warto dodać, że wigilia rozpoczyna i kończy powieść – mamy więc do czynienia z kompozycją klamrową. Czy zdarzy się cud podczas magicznego świątecznego wieczoru? Zachęcam gorąco do sięgnięcia po powieść Pisarki, to idealna lektura na świąteczne wieczory.