„Sprzedawca marzeń” – Richard Paul Evans (recenzja przedpremierowa!)

 
 
Richard Paul Evans, 2018, Sprzedawca marzeń, Wydawnictwo Znak.
 
Choć wielu miłośniczkom powieści obyczajowych tego autora przedstawiać nie trzeba, dla mnie było to pierwsze spotkanie z jego twórczością. Historie Evansa polecało mi wiele koleżanek. Bo chwytają za serce, bo ciężko się oderwać… Muszę przyznać, że miały rację! Nowa seria tego bestsellerowego autora zapowiada się fantastycznie!
 
Sprzedawca marzeń – sprzedawca siebie
 
Charles James ma wiele. Pieniądze, sławę, uwielbienie tłumów. Ma wiele, ale czy ma wszystko? Wydaje się, że tak. Spełnił swoje marzenie z dzieciństwa – w końcu kocha go cały świat.  
Był bity i poniżany przez ojca. Jadł to, co znalazł w śmietniku. Odrzucany przez rówieśników, cierpiał na głód miłości. Gdy opuszcza dom, zostaje asystentem znanego mistrza sprzedaży. Z powodzeniem i w ekspresowym tempie zdobywa kolejne szczeble kariery. Relacja mistrz-uczeń nie trwa długo. Charles sam zostaje mistrzem. Staje na szczycie. Jest szczęśliwy. Do czasu.
 
Szczęście czy iluzja? Oto jest pytanie!
 
Rozmowa po latach i nieoczekiwana wizyta jednego z klientów chwieją idealnym życiem bohatera. W ciągu jednego dnia Charles traci wszystko. No, prawie wszystko, bo dostaje od losu drugą szansę. Szansę za to, by zacząć żyć od nowa.
 
Głód szczęścia
 
Bohaterowi niemal przez całe życie towarzyszy głód. Najpierw to głód wynikający z niedostatku, braku pożywienia. Później pokarmem Jamesa staje się sława i szczęście. Apetyt, także w tym przypadku, rośnie w miarę jedzenia. Charles jest ciągle głodny – głodny szczęścia. W pogoni za karierą, lepszym życiem i uwielbieniem, za którym tak bardzo tęsknił jako mały chłopak, traci kobietę, którą kochał i która odwzajemniała jego uczucia. Z kontenera, w którym jako dzieciak  szukał pożywienia, trafił w sam środek śmietnika biznesu. Gonitwę za jedzeniem zamienia na gonitwę za szczęściem. Nie umie się zatrzymać, nie widzi mety. Do czasu.
 
Ojciec
 
Jak już pisałam, Charles przez całe dzieciństwo był bity i poniżany przez ojca. W końcu przyszedł dzień, w którym się postawił. Po latach ojciec wraca do jego życia. Nie jest to jednak jego rodzic, a rodzic jego klienta. Starcie z własnym ojcem zmieniło życie Jamesa. Podjął decyzję o wyprowadzce i w efekcie został sprzedawcą marzeń. Spotkanie z ojcem klienta także wszystko zmienia. Sprawia, że uporządkowany świat Charlesa – świat sławy, pieniędzy i pogoni za nie wiadomo właściwie czym rozpada się na kawałki. Budzi się uśpione sumienie bohatera. Wracają wspomnienia, emocje. Pojawia się tęsknota za tym, co prawdziwe. Los daje bohaterowi drugą szansę. James może… zniknąć. Zacząć od nowa. Z czystą kartą. Czy i jak skorzysta z tej okazji? Jestem bardzo ciekawa!
 
Cytat na dobry początek
 
Sprzedawcę marzeń czyta się bardzo szybko. To zasługa pierwszoosobowej narracji. Główny bohater opowiada o wydarzeniach teraźniejszych, a podczas sesji u psychoterapeutki wspomina przeszłość. Rozdziały są krótkie. Każdy rozpoczyna cytat z dziennika Charlesa. Bardzo podobał mi się prolog powieści. Przedstawia spotkanie autora książki z… głównym bohaterem.
 
Czasem trzeba umrzeć dla świata, by zacząć żyć od nowa.
 
Myślał, że dąży do sukcesu. W rzeczywistości cały czas uciekał przed porażką. Myślę, że we współczesnym świecie jest wielu takich Charlesów. Ludzi, którzy marzą o bogactwie i sławie, gubiąc po drodze swoje prawdziwe ja. Sprzedają marzenia, sprzedają samych siebie.  Co dostają w zamian? Pozornie wszystko, tak naprawdę nic. Komu polecam tę powieść? Wszystkim. Warto czasem się zatrzymać i pochylić nad własnym życiem. Choć tę powieść czyta się szybko, skłania do refleksji. Do analizy własnego życia i dotychczasowych wyborów. Kto wie, może skłoni kogoś z Was, by zacząć od nowa? Premiera już 9 maja – warto czekać.
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

 


One thought on “„Sprzedawca marzeń” – Richard Paul Evans (recenzja przedpremierowa!)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *