„Szklane ptaki” – Katarzyna Zyskowska

Read More
szklane ptaki recenzja

Powinnam być najszczęśliwsza na świecie. I trochę jestem, a trochę nie, bowiem w tej historii są trzy narracje. Trzy nurty zdarzeń. Dopiero teraz, po ślubie i przeniesieniu się na Hołówki, słyszę to wyraźnie. Melodia naszej miłości nie jest spójna, ponieważ duet został rozpisany na trzy głosy, a przez to wciąż wkradają się dysharmonia, fałszywe tony, niepotrzebne akordy.

Ten cytat jest najlepszym podsumowaniem tej publikacji. To właśnie o tym jest ta historia. O trzech miłościach. O trzech punktach widzenia. W trzech narracjach. Mężczyzny i dwóch kobiet, które kształtowały go jako człowieka i artystę. Jak wyglądało życie w trójkącie państwa Baczyńskich – Krzysztofa, Stefanii i Basi?

On. Dla ówczesnych nadzieja literatury, dla nas wielki poeta i żołnierz, przedstawiciel Pokolenia Kolumbów. Mistrz słowa i metafory. Malarz świata pachnącego miłością i ociekającego krwią. Operator światła nadziei. Dyrygent pióra, które zawsze grało zgodnie z rytmem jego serca. Rozdarty – między poezją a powinnością wobec ojczyzny. Rozdzierany – przez kochające go serca.

Jego matka. Kochająca bezkrytycznie. Czuła dla niego, dla jego poezji. Dumna promotorka twórczości syna. Zazdrosna o „tamtą”, „o tę trzecią”.

Jego żona. Wymarzona, wyśniona. Idealna. Muza. Od pierwszego do ostatniego wejrzenia. Odważna kobieta zaklęta w ciele delikatnego dziewczęcia. Kochająca i cierpiąca – w trzydziestometrowym mieszkaniu. Kochająca i poszukująca – w mieście palonym i bronionym. Kochająca i wierna – do samego końca.

Poeta i żołnierz. Ukochany synek, ukochany mąż. Krzysztof Kamil Baczyński, jakiego wielu nie zna. Bo to inna niż wszystkie biografia. Bo to powieść biograficzna o miłości. Miłości, która budowała. Miłości, która pozwalała tworzyć i niosła pióro przez kartki papieru. Miłości, która niosła wolność. Miłości, która niszczyła i po cichu zabijała – drugie serce.

Ja nie czytałam tej książki. Ja ją chłonęłam. Literka po literce wlewałam do serca. Zaznaczałam cytaty, z zachwytem czytałam fragmenty bliskim mi Kobietom. Jestem pełna podziwu dla autorki, Katarzyny Zyskowskiej. Godziny spędzone w archiwach, nad publikacjami, wspomnieniami, pamiętnikami, dały owoc. Słodki i gorzki zarazem. Wzruszający i rozdzierający. W treść wplecione są wiersze poety – te przepełnione miłością do kobiety i żalem za utraconą wolnością ojczyzny.

Po „Ty jesteś moje imię” przyszła pora na oddanie głosu bohaterom dramatu Baczyńskich – rozgrywającego się w sercach i na ulicach walczącego miasta. Przyszła pora na oddanie głosu artyście, wielkiemu poecie, zakochanemu człowiekowi i członkowi Państwa Podziemnego. Bo w „Szklanych ptakach” Baczyński to nie tylko syn, mąż, poeta. To także żołnierz, który rozpoczyna trudną, konspiracyjną drogę. Jej finał, najbardziej dramatyczny z możliwych, rozegrał się na Placu Teatralnym 4 sierpnia 1944 r…

W historii mamy troje narratorów – każdy rozdział rozpoczyna się datą i imieniem. Życie poety i żołnierza opowiadają on sam, jego matka Stefania i żona Barbara. Trzy tak spójne i zarazem rozbieżne głosy… Warto podkreślić, że w rozdziałach rozgrywających się podczas Powstania Warszawskiego, fragmenty narratorki Basi skierowane są bezpośrednio do męża: „Każda część mojego ciała wyrywa się bezpośrednio do ciebie […]. Ku tobie”.

„Szklane ptaki” to powieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Miłości, która ma różne oblicza. Macierzyńska, synowska, małżeńska, do ojczyzny – każda ma inny smak. Każda niesie za sobą inne powinności. Każda wymaga innych poświęceń. Każda jest wyborem. Powieść pełna uczuć – tych budujących i tych zabijających. W zaciszu małego mieszkania i na ogarniętych powstaniem warszawskich ulicach.

Kto powinien sięgnąć po tę publikację? Przede wszystkim czytelnicy poezji K.K. Baczyńskiego i biografii. Osoby zainteresowane II wojną światową, Powstaniem Warszawskim, konspiracją. Romantyczne dusze i wojenne dziewczyny.

W sierpniu w mediach społecznościowych Dropsa Książkowego – na Facebooku i Instagramie – będę publikować cytaty z powieści. Fragmenty, które wzruszają i poruszają. Zapraszam!

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.  

„Dom sekretów” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
dom sekretów kordel 3d

Magdalena Kordel, Dom sekretów, Wydawnictwo Znak 2022.
Premiera 29 czerwca

„To ja centymetr po centymetrze rozbijałem ten twardy pancerz, który wyhodowała. To ja ją przekonywałem, że można ufać ludziom. Nie wszystkim, ale niektórym. I że można w nich wierzyć. Trzeba być odpowiedzialnym za to, co się oswoiło. Szczególnie gdy w grę wchodzi miłość”.

Wydaje się, że „Dom sekretów” – III tom sagi o Adeli, Muszce, Ewelinie i ich przyjaciołach, to historia o tajemnicach. Owszem, sekrety rodzinne depczą po piętach bohaterkom, serce puka w rytmie przeszłości, ale dla mnie to przede wszystkim opowieść o emocjach i uczuciach codzienności – tych dobrych i tych złych. O miłości, którzy niszczy pancerz. O przyjaźni, która oswaja z codziennością. O pierwszym zauroczeniu – tym niewinnym, czystym i tym omamionym szaleństwie. O zdradzie – fizycznej i psychicznej. O zazdrości, która popycha do tego, co najgorsze. Wreszcie o prawdzie, która – dosłownie i w przenośni – wyzwala. Od żalu, od zła, od wyrzutów sumienia, od ciężaru przeszłości.

Współczesność trzech silnych i kruchych zarazem kobiet oraz przeszłość ze służącą i szlachcicem w rolach głównych przeplatają się ze sobą, tworząc ścieżkę dla czytelnika. Krok za krokiem podążamy drogą rodziny, której kolejne pokolenia żyły naznaczone klątwą. Krok za krokiem podążamy za atmosferą pełną ciepła i wzajemnego wsparcia, za zapachem domowego rosołu i jednością, którą potrafi dać tylko rodzinny stół. Krok za krokiem podążamy ścieżkami tęsknoty, która przysłania to, co piękne i czyste.

Książki Magdaleny Kordel są wyjątkowym źródłem humoru, ironii i życiowych prawd. Po płaszczykiem lekkiego stylu i polszczyzny okraszonej potocyzmami, Autorka przemyca prawdy całkiem oczywiste i te zupełnie nieoczywiste. Każda z postaci jest inna, więc mówi własnym językiem – nie mam tu tylko na myśli słów. Mówi duszą, sercem, opowiadają swoją historię. Każdy na własny sposób. Zgodnie ze sobą. Bardziej lub mniej zgodnie z prawdą.

Zwykle powieści Magdaleny pożeram, bo delektowanie się nimi, przy wartkiej akcji, nieoczywistej fabule i wyjątkowych bohaterach, jest niewykonalne. Ale teraz było inaczej. Dawkowałam sobie tę historię. Dzień za dniem przyjmowałam kolejne porcje nadziei, której tak bardzo potrzebowałam. Wierzę, że to jeszcze nie koniec. Wierzę, że Kordella nie postawiła ostatniej kropki dla tej rodziny.

Pozwólcie, że na koniec, oczywiście polecając Wam gorąco „Dom sekretów”, zwrócę się bezpośrednio do Autorki.

Przytulam sobie Twoją najnowszą powieść do serca. Przytulam z wiarą, że serce nie pozwoli mi zapomnieć o tym, co jest na kartach książki „Dom sekretów”. Jesteś za mnie odpowiedzialna, Kordello. Oswoiłaś mnie z pięknem tej historii. Niezwykle kobiecej, niezwykle miłosnej, niezwykle pełnej nadziei. Tej serii, tych trzech tomów, nie da się nie kochać. Są jak koło ratunkowe dla życiowych rozbitków. A ja taka byłam przez ostatnie tygodnie, wiesz? Od lat nie miałam poczucia, że tonę. A od pewnego czasu brzeg tak bardzo się oddalał… Wlałaś w me serce nadzieję. Wyciągnęłaś z labiryntu duchowych sekretów. Pozwoliłaś znaleźć odpowiedzi na dręczące mnie pytania ustami bohaterów. To musi być miłość. Pisarza do Czytelnika. Miłośniczki słowa dla tych, którzy słowo kochają. Człowieka do człowieka. Jesteś za mnie odpowiedzialna, Kordello, ale przyrzekam bez kapliczki w zasięgu wzroku, że odpłacam się Dropsową miłością.

„Odzyskany los” – Marzena Rogalska

Read More
odzyskany los okładka 3D

Marzena Rogalska, Odzyskany los, Wydawnictwo Znak 2022.
Saga o Karli Linde

– Za chwilkę wchodzimy na antenę, pełna koncentracja!

– Proszę na mnie spojrzeć, musimy jeszcze przypudrować w kilku miejscach…

– Pani Agato, proszę się nie stresować. Proszę nie myśleć o tym wszystkim, co się dzieje dookoła, tylko skupić się na rozmowie ze mną, dobrze?

– Dobrze, pani redaktor.

– Mówmy sobie po imieniu, tak będzie wygodniej.

– Bardzo mi miło.

– Zaraz wchodzimy na antenę! Trzy, dwa, jeden… Jesteście!

Gwar ekipy przygotowującej program telewizyjny w sekundę ucichł. Kamery i światła skierowano na prowadzącą i jej gościnę. W studiu rozległy się brawa.

– Witam państwa serdecznie w kolejnym odcinku naszego ulubionego talk-show. Dziś moją gościnią jest… Agata Donimirska! Porozmawiamy o sile kobiet, definicji kobiecości i roli kobiet we współczesnym świecie. Dobry wieczór, pani Agato!

– Dobry wieczór.

– Czym jest dla pani kobiecość?

– Kobiecość to dla mnie… Karla Linde.

– Rozumiem, że to ktoś bliski dla pani?

– Tak, to moja… nauczycielka…

– Ze szkoły, ASP? Gdzie się panie poznały?

– W życiu, bo ona jak nikt potrafiła uczyć życia. Kolejne pokolenia w kolejnych, diametralnie innych czasach… Karla uczyła siebie i innych, jak odzyskiwać los, pani redaktor…

„Odzyskany los” to czwarta i zarazem ostatnia część bestsellerowej sagi o Karli Linde. Sagi o kobiecie, z którą ściśle związane są losy Agaty – głównej bohaterki pierwszej serii Marzeny Rogalskiej („Wyprzedaż snów”, „Gra w kolory, „Druga miłość”). Kim była Karla Linde? W moim dość nieoczywistym wstępie już to wybrzmiało. Agata, którą na potrzeby recenzji posadziłam na kanapie programu o kobietach, wszystko powiedziała. W trzech zdaniach zamknęła to, co w Karli najważniejsze. Jej mądrość, doświadczenie, siła i wiara pomogły przetrwać kolejne burze. I jej, i jej bliskim. Rodzinie, przyjaciołom. Tym, co ją kochali – czasem bez wzajemności – i tym, których kochała ona.

Karla Linde żyła w niespokojnych czasach. IV tom skupia się na jej powojennych losach. Karla – ku zdziwieniu niemal wszystkich – porzuca bezpieczny Londyn i wraca do powojennej Polski. Polski, której kompletnie nie zna. Polski, w której rządzą niezgodne z jej systemem wartości zasady. Polski, która zabrała jej ukochane miejsca na ziemi. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem przełomowych dla ojczyzny wydarzeń. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem codzienności ojczyzny, która w PRL-u była wielce daleka od kreowanego przez partię raju. Cegła po cegle obudowuje swój świat na powojennych gruzach. Miłości, wiary i nadziei. Uzbrojona w przyzwoitość, godność i klasę, walczy o dostatnie życie dla siebie i tych, których odzyskała po powrocie do kraju. Wychowana w dostatku, próbuje nauczyć się żyć w biedzie. Wychowana wśród inteligentów, staje się częścią machiny obsługiwanej przez niemyślących. Wychowana przez ojca i Dorothy, przekazuje wiedzę kolejnym pokoleniom.

Czuję wzruszenie, myśląc o tej powieści. Może dlatego że nie lubię pożegnań? Ciężko jednak mówić o pożegnaniu, bo jak wspomniałam, nauki Karli żyją w bohaterce innej serii pisarki i dziennikarki, Marzeny Rogalskiej. Żyją też we mnie – niespełna 30-letniej kobiecie. To nie jest tak, że Karla „po prostu żyła na kartach powieści”. Ona sama była tą historią. Pisała ją swoim życiem – choć fikcyjnym – od początku do końca. Mam takie poczucie, że Marzena Rogalska jej nie wymyśliła. To Karla przyszła, uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę. Ona sama była jak książka. Lektura z najwyższej półki. Wyjątkowy podręcznik dla kobiet – jak żyć w zgodzie ze sobą, ani na chwilę nie tracąc godności i przyzwoitości.

Czy historia o mogile doskonale znanego świata może być piękna i wzruszająca? Tak. Czy kilkudziesięcioletnia kobieta może być nauczycielką dla nastoletnich dziewcząt? Tak. Czy spod gruzów może kiełkować nadzieja? Tak. Marzena Rogalska po raz kolejny bierze czytelniczkę za rękę i tym swoim dobrze nam znanym głosem, mówi cicho: „Chodź i patrz na nią”. I patrzymy. Patrzymy na Karlę, by po chwili patrzeć na świat przedstawiony w książce jej oczyma. Ja tej powieści nie czytałam. Ja ją pochłonęłam. Pierwsze sto stron – ze względu na różne obowiązki – musiałam sobie dawkować. Ale gdy dziś usiadłam w ulubionym fotelu z egzemplarzem, przepadłam. Musiałam, musiałam ją skończyć. Musiałam się pożegnać. Musiałam powiedzieć: „do zobaczenia”.

Czy można odzyskać stracony los? I tak, i nie. To, co minęło, nigdy nie wróci w takim samym stanie. Zawsze musimy być otwarci na zmiany. To od nas zależy, czy przyjmiemy je z otwartym sercem, z wiarą i nadzieją, czy zamkniemy się w skorupie przed światem. Postawa Karli Linde jest jednoznaczna. Choć na początku burzy się na zastaną komunistyczną rzeczywistość, szybko uczy się reguł nowej gry.

Czy chciałabym, żeby ta historia została sfilmowana? Tak, bo wiem, że to droga do tego, by Karlę poznało jeszcze więcej czytelników, jeszcze więcej kobiet. Moja odpowiedź jednocześnie też brzmi „nie”, ponieważ nie umiem wyobrazić sobie żadnej polskiej aktorki w głównej roli. Karla Linde w mojej głowie jest jedyna. Niepowtarzalna. Namalowana piórem Marzeny Rogalskiej.

Zamykam tetralogię o Karli Linde, o jej sile i kobiecości zaklętej nie w ciele, lecz w sercu i umyśle. Zamykam opowieść o historii mojego kraju, który długo podnosił się z kolan wojny. Zamykam opowieść o Krakowie i Londynie XX wieku. Zamykam książkę o kolejnych pokoleniach rodzin, które znam z poprzednich tomów. Ale na szczęście moja znajomość z Karlą się nie kończy.

Pani Marzeno, dziękuję za to, że mogłam uczestniczyć w lekcji niezwykłej profesorki. Nauczycielki życia w trudnych czasach i Kobiecości na każdy czas. Kobiecości przez duże K, której świadectwami są wiara, nadzieja, miłość, wiedza i doświadczenie. Mam nadzieję, że ta historia będzie we mnie żyła i da siłę do zdawania kobiecych egzaminów z życia – a jak wiadomo, z nich nie ma poprawek…

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.

„Jesteśmy Twoi” – Anna Ficner-Ogonowska

Read More
jesteśmy twoi recenzja

– Cześć, Mamo.

– Cześć, Córeczko. Wyglądasz na zmęczoną.

– To nie zmęczenie. To uczucia, to emocje…

– Coś się stało?

– Skończyłam czytać nową książkę pani Ani Ficner-Ogonowskiej.

– Ta kochana kobieta tak Cię przeorała?

– Nie ona, historia, którą opowiedziała… Historia o miłości, kobietach, o matkach – tych, które już mają dzieci i tych, które są matkami bez dziecka…

Anna Ficner-Ogonowska, Jesteśmy Twoi, Wydawnictwo Znak 2022.

Powieść „Jesteśmy Twoi” można podzielić na dwie części. Pierwsza dotyczy poznawania się Idy i Toma – rodzącego się uczucia, planowania rodziny. Dotyczy Róży, Milki i Oskara, którzy odnajdują się po latach i na nowo budują swoją rodzinę. Tę część po prostu pochłaniałam. Chciałabym napisać, że delektowałam się daniem skomponowanym z najpiękniejszych składników zwanych literami, emocjami i uczuciami, ale to by było kłamstwo. Pożerałam, pożerałam tę powieść. Byłam zachłanna, nie znałam umiaru przy przewracaniu stron. Serwowałam kolejne dokładki, bo przecież „jeszcze jeden rozdział” to za mało…

A to dlatego że od zawsze byłam marzycielką. Wolałam marzyć, niż doświadczać twardego lądowania poprzedzonego chwilą przyjemności, choćby największej.

Niestety,  nastąpiło lądowanie. Wylądowała Ida, wylądował Tom. Z hukiem zderzyli się z rzeczywistością, z bezsilnością. Ich serca i marzenia rozpadły się na kawałki. Rodzina – stworzenie domu dla małego człowieka, to oczywiste dla wielu małżeństw – stało się największym życiowym wyzwaniem, w którym nie wszystko zależy od nich…

„Od zawsze byłam matką” – to zdanie otwiera powieść „Jesteśmy Twoi”.

Bo ta powieść to historia miłości macierzyńskiej. Anna Ficner-Ogonowska pięknie pisze o mamach – o ich drodze do wymarzonej roli. Drodze, która nazywa się in vitro, drodze, które nazywa się adopcja. Autorka maluje różne portrety matek i macierzyństwa właśnie.

Matka, która porzuca swoje dziecko.

Matka, która nie urodziła, lecz wychowuje.

Matka, która niespodziewanie umiera.

Matka, która zmaga się z trudem samotnego macierzyństwa.

Matka, która mieszka na innym kontynencie.

Wreszcie matka, która nie ma dziecka…

Ta książka jest o matkach, o kobietach. Dla kobiet. To bardzo kobieca opowieść. Każda kobieta znajdzie w niej coś od siebie. I na początku drogi, szukająca siebie, szukająca drugiej połówki. I ta już na szlaku, z partnerem i dziećmi u boku. I ta, która na zawsze musi pożegnać towarzysza ziemskiej podróży. Córki, siostry, matki, przyjaciółki. Są tu wszystkie. Takie jak my.

Anna Ficner-Ogonowska znowu jest Twoja. Moja. Nasza. Oddała w nasze dłonie opowieść o wszystkich obliczach miłości. Także do literatury, co nas, książkoholików, szczególnie cieszy. Wszystko dzięki profesji Idy – dyrektorki wydawnictwa…

Momentami świętymi jego żona nazywała te chwile, w których stawała się pierwszym czytelnikiem książek swoich ulubionych autorów, a miała ich kilku. Zawsze podkreślała, że czuje się wybrańcem losu. Lubiła spotykać się z autorami. Rozmawiać z nimi o pomysłach, które miały przeradzać się w książki. Czuła się wtedy jak naoczny świadek historii, bo tworzenie książek to była dla Idy historia, która pozwalała się poznać wielu ludziom.

Bohaterowie powieści spotkali się w chmurach. Ja przed wiele dni byłam w lekturowych chmurach. Nie zawsze były to różowe obłoczki. Czasem chmury burzowe, z których raz po raz wychodziły pioruny, rozdzierające moje serce. Czasem z chmur padał grad, uderzając w moje najczulsze strony. Czasem deszcz lejący się z tych chmur zlewał się z moimi łzami.

Bo tej książki nie da się przeczytać na chłodno. Nie jestem mamą, nie jestem też – jak powtarzam za Chandlerem z „Przyjaciół” – matką bez dziecka, czyli kobietą, która z całych sił pragnie zostać mamą, odczuwa instynkt, a natura nie pozwala jej zrealizować marzenia. Mimo to, tak myślę, potrafiłam wejść w tę historię. Anna Ficner-Ogonowska chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do Idy – głównej bohaterki, głównej narratorki. Postawiła obok i powiedziała: „Idź, idź z nią. Słuchaj, bądź obok”. Szłam, słuchałam, byłam. Odkładając przeczytaną książkę na stół, czułam, jak mocno bije mi serce. Czułam wzruszenie. I wreszcie nadzieję. Bo ta mała dziewczynka z okładki z żabą – to Róża, poznacie jej historię – nieprzypadkowo ma zieloną sukienkę. Zieleń to kolor nadziei… A opowieść „Jesteśmy Twoi” to obietnica nadziei i wiary w niemożliwe.

„Odnajdę cię” – Monika Michalik

Read More
odnajdę cię recenzja michalik okładka

Monika Michalik, Odnajdę cię, Wydawnictwo Znak 2022.

Kontynuacja powieści „Nie zapomnę o tobie”

Emilia i Nikias codziennie za sobą tęsknią. Chociaż związek na odległość nie jest usłany różami, oboje wracają myślami do wspólnie spędzonych chwil i nie mogą się doczekać ponownego spotkania.
Po wielu miesiącach rozłąki  z ukochanym Emilia wreszcie postanawia odwiedzić Grecję. Nieoczekiwanie los po raz kolejny jako towarzysza wycieczki podsuwa jej Mateusza. Ich drogi jednak szybko się rozejdą…
Tymczasem w Polsce między Dankę i Janisa wkrada się ponura przeszłość. Upomina się o mężczyznę i zaczyna realnie zagrażać z trudem odzyskanemu szczęściu zakochanych. A oni raz na zawsze chcieliby uciec od wydarzeń, które tak mocno wpłynęły na ich życie.
Czy matka i córka wreszcie odnajdą upragnione szczęście?

opis wydawcy

Każdego dnia szukamy kogoś i czegoś. Gonimy za szczęściem, pieniędzmi, karierą. Robimy wszystko, by nie stracić szansy na prawdziwą miłość i przyjaźń. Liczymy, że w końcu odnajdziemy to, na czym najbardziej nam zależy. Ale czy pamiętamy o tym, że zanim ruszymy na poszukiwania „obcego”, musimy odnaleźć… siebie?

Monika Michalik po raz kolejny wsadziła mnie do samolotu lecącego w kierunku Aten. Spakowała, odprawiła, posadziła pod oknem i chwyciła za rękę, by znów być moim przewodnikiem – po greckich uliczkach, zakrętach serc, śródziemnomorskich portach i życiowych azylach.

Emilki i Dusi, Mateusza i Janisa przedstawiać mi nie trzeba było. Ale z przyjemnością poznałam panią Jadwigę i jej córkę. Starsza pani, doświadczona, czuła i dyskretna obserwatorka, niczym latarnia morska oświetlała drogę życiowym rozbitkom w labiryntach miłości. Jej serdeczność, rady i ciepło, jakie roztaczała, zostaną ze mną na długo – także pod postacią zaznaczonych w książce cytatów – oto jeden z nich:

Los potrafi poprowadzić nas po bardzo krętych ścieżkach tylko po to, byśmy zatoczyli koło i znaleźli się w punkcie wyjścia. Daje nam szansę, byśmy to rozegrali jeszcze raz, już bez błędów.

Cieszę się, że za sprawą powieści „Odnajdę cię” mogłam wrócić do dobrze znanych mi bohaterek „Nie zapomnę o tobie”. Relacje matki i córki, ich sercowe problemy i greckie podróże na długo zapadły mi w pamięć, a zakończenie pozostawiało niedosyt i wiele pytań, na które odpowiedzi poznałam dopiero teraz.

Kiedyś jeden z polskich aktorów powiedział w wywiadzie: „miłość to miłość – czary-mary i człowiek fruwa”. Ale nie na kartach książek Moniki. Miłość – o różnych obliczach (damsko-męska, matczyna, ojcowska) – jaka łączy bohaterów, nie jest magiczna. Owszem, pachnie kwiatami podarowanymi przez ukochanego, smakuje czułymi pocałunkami, ale to nie wszystko. Miłość wymaga szczerości i pracy – także nad sobą. Wymaga stanięcia oko w oko z własnymi lękami. Wymaga rezygnacji ze strachu i kalkulacji. W zamian odpłaca się tym, co najpiękniejsze.

I matka, i córka ponownie stają oko w oko miłosnymi rozterkami. I matka, i córka muszą dokonać wyborów, wpierw rozliczając się z przeszłością. Emilkę miłość, ponownie, zastaje na greckich ulicach. Cieszę się, że autorka tak poprowadziła ten wątek, by dzięki opisom poprowadzić mnie przez Ateny czy śródziemnomorski port. Nigdy nie byłam na południu Europy, ale czuję, że książka mogłaby z powodzeniem zastąpić przewodnik po Grecji. Warto zaznaczyć, że Monika Michalik osadza akcję nie tylko przy popularnych zabytkach, ale i w zakątkach nieznanych większości czytelników. Opisy mocno oddziałują na wyobraźnię – bez problemu mogłam zobaczyć zachód słońca w porcie, poczuć zapachy lokalnej kuchni, dotknąć kwitnących roślin czy usłyszeć grecki gwar.

„Odnajdę cię” to powieść idealna na dzisiejsze czasy. Czasy, w których potrzebujemy skrawków nadziei i otulenia. Bohaterowie otulają nas miłością i nadzieją właśnie. A to wszystko przy blasku śródziemnomorskiego słońca na tle lazurowego nieba, które nieśmiało zamienia się w morze. Nadzieja na miłość, nadzieja na szczęście. Tego nam trzeba. I to w książce Moniki Michalik odnajdujemy.

Więc idę do Ciebie, nie odchodź daleko

Miłość jest wszystkim, nadchodzę

Gdy znów gdzieś się zgubię, gdy rozum stracę

Raz jeszcze pokocham, bo umiem

Nie ruszaj się z miejsca, poczekaj

Bo miłość jest wszystkim, przybywam

Gdy o tym zapomnisz, gdy zechcesz uciec

Raz jeszcze pokochaj, bo umiesz

„Miłość jest wszystkim” – zespół LemON

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak

„Ostatnia nadzieja” – Marzena Rogalska

Read More
ostatnia nadzieja marzena rogalska recenzja

Marzena Rogalska to popularna dziennikarka radiowo-telewizyjna. Od kilku lat dumnie prezentuje nam swoją pisarską twarz. Mam wrażenie, że w tym roku odkryłam kolejne talenty gospodyni instagramowej „Kawki z Rogalem”. Marzena Rogalska to malarka. Kartka papieru, choć w popularnym edytorze, muskana jest pędzlem delikatności, spokoju i kobiecości. Marzena Rogalska to kompozytorka. Tworzy utwory, w których pierwsze skrzypce grają kobiety. Daje im partie solowe z pełnym przekonaniem. Bo wie, że siła kobiet tkwi nie tylko w mieście. Siła kobiet tkwi także w literaturze, a postać Karli Linde jest tego doskonałym przykładem.

Marzena Rogalska, Ostatnia nadzieja, Wydawnictwo Znak 2021.
Cykl o Karli Linde

Czy powieść o wojnie musi być przepełniona krwią, hukiem wystrzałów, czołgami, przemocą? Nie. Powieść o wojnie może być – pozornie – spokojna. Wojna u Marzeny Rogalskiej to bolesna cisza przerywana wybuchem bomb. Wojna u Marzeny Rogalskiej to samotność, pożegnania, pustka. Wojna u Marzeny Rogalskiej to wojna Karli. Wojna kobiety. O bliskich, o samą siebie. O zdrowie ciała, o spokój duszy. Karla – dziewczyna, która dorastała na naszych oczach, która całą sobą chłonęła świat elit Europy lat 30. XX wieku – to już kobieta, dla której życie i wojna nie znają litości. Opuszcza salony, przepełnione ciepłem posiadłości Dorothy. Jej domem staje się szpital. Jej bliskimi pacjenci. Jej przystanią pokój pielęgniarek. Jej celem niesienie pomocy. I czekanie. Czekanie na spotkania, które z roku na rok wydają się coraz bardziej odległe, coraz bardziej niemożliwe do odbycia.

Kiedy Karla nie ratuje rannych, ratuje siebie. Jest przyjaciółką, tęskni, kocha, szuka. Nie przestaje wierzyć w szczęśliwe zakończenie – w spotkanie z ojcem, z którym kontakt urywa się na początku wojny. Przecież dla Karli ojciec jest całym światem. Latarnią, która oświetla wody jej życia. Kotwicą, która pomaga zachować równowagę. Lądem, do którego wraca. Czy wojenna zawierucha, która ich rozdzieliła, połączy ich na nowo?

„Chcę wiedzieć, czy to prawda, że córki są podobne do ojców, a synowie do matek”.

Karla jest podobna do ojca. Mądra, inteligentna, z poczuciem humoru. Z wyczuciem godnym mistrzów włada ironią. Płeć nie jest dla niej przeszkodą. Aż chce się napisać, że K jak Karla, K jak kobieta, która doskonale czuje się w męskim świecie. Bez kompleksów. Bez wymuszonego wstydu. Karla, podążając drogą wytyczoną przez kobietę z miasta Marzenę Rogalską, wyznacza szlaki dla kobiet swojego i następnych pokoleń.

Karla to kobieta czasów wojny, która się nie ukrywa. Walczy na szpitalnym froncie, jej bronią są leki i strzykawki, dobre słowo. Jest gotowa do boju i z pokorą wykonuje polecenia dowódców: lekarzy, pielęgniarek, osób bardziej doświadczonych. Karla to kobieta czasów wojny, która nie raz podnosi się z gruzów. Karla to kobieta czasów wojny, która przeżywa różne bombardowania: lotnicze, złych wiadomości, pożegnań. Karla to kobieta, która po wojnie wyrusza w podróż.

Londyn, powojenny Nowy Jork, który jawi się jak inny świat, egzotyczny Oran – czy na szlakach bohaterka odnajdzie to, co pozornie utracone? Czy nadzieja nie zgaśnie na kolejnych pokładach?

Tym razem Marzena Rogalska niczym jak puzzle układa Karlę w wojennej rzeczywistości. Maluje krajobrazy noszące ślady bomb – i te londyńskie, i te w sercu Karli. Powoli, a jednak budując napięcie, prowadzi nas po brytyjskich, amerykańskich, francuskich i wreszcie polskich ulicach. Bierze za rękę, mówi pewnie: „Chodź, pokażę ci inny świat. Mój świat, który stał się światem Karli. Świat córeczki tatusia, ale nierozpieszczonej. Córki, która dostała od ojca to, co najlepsze. Świat córki silnej i dobrej”. Ja tę rękę mocno ściskam i nie puszczę, bo przecież przed nami kolejne szlaki w IV tomie. Jestem gotowa i czekam na kolejne podróże. Z Karlą. Śladem Karli. A później na kolejne bohaterki. Bo wierzę, że będą. Mam nadzieję. A ona przecież ostatnia…

„A ja na Ciebie zaczekam” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
a ja na ciebie zaczekam magdalena kordel

Kochany Święty Mikołaju!

Na początku mojego listu pragnę Cię serdecznie pozdrowić i wyrazić nadzieję, że ubierasz się ciepło w swoich zimnych krajach, by na 6 grudnia być w gotowości. A tak na serio – jest sprawa, Czerwony.

Za miesiąc Twój najintensywniejszy dzień w roku. Jest już po Wszystkich Świętych, pewnie dostajesz pierwsze listy. Mam dla Ciebie dobrą radę. Wiem, co możesz kupić książkoholikom!

„A ja na ciebie zaczekam” Magdaleny Kordel czekać będzie w księgarniach od 24 listopada. Jest jeszcze trochę czasu, ale zbieraj zamówienia. Na pewno będą! To wyjątkowy tytuł na liście (około)świątecznych premier. Tytuł pachnący czekoladą, jaśniejący dobrem i nadzieją, wnoszący odrobiny magii do naszej codzienności.

„Bo przecież o to chodzi w Wigilii i w całym Bożym Narodzeniu. O rodzinę i miłość. O człowieka i ten drżący płomyk, który ma dotrzeć wprost do każdego, nawet najbardziej zziębniętego serca i je ogrzać”.

W tej historii nie chodzi o święta w wymiarze prezentów, skocznych piosenek czy perspektywy wolnego od pracy. To rodzina i miłość są najważniejsze dla bohaterów. To dla nich pokonują kilometry. To dla nich zmieniają siebie i świat na lepsze. To dla nich zdobywają się na odwagę. Porzucają maski, na światło dzienne wychodzą tajemnice. I staje się światło. Ciepło. Prawda. Świąteczny cud…

Wierzysz w anioły, Mikołaju? Bo wiesz, w tej powieści są bardzo ważne. Czuwają. Obdarowują. Nie tak jak Ty torebkami czy pudełkami (bez obrazy). Anioły u Kordelli machają skrzydłami, gubią piórka, by na ziemię spadły: wiara, nadzieja i miłość. Delikatnie popychają ludzi w odpowiednich kierunkach lub do właściwej bramy.

Zapomniałabym! Pamiętaj, by do paczek dołączyć wedlowskie słodycze, które także są bohaterami książki. Ta powieść pachnie czekoladą. Jest delikatna jak ptasie mleczko albo mleczna jak ta do picia. A lektura to wspaniały proces degustacji i delektacji.

Jestem pewna, że ta książka ogrzeje najbardziej zziębnięte serca. Jak nic wprowadzi w świąteczny klimat. Będzie kazać odrobić lekcje z miłości: do partnera/partnerki, rodziców, rodzeństwa. Zapali płomyk do cudowania w cudownym tego słowa znaczeniu. Zaprosi do pieczenia pierniczków. A nasza droga Kordella, niczym literacki anioł do wynajęcia, będzie patrzeć, jak czytelnikom rosną skrzydła.

Wiem, że jest wcześnie, ale potrzebowałam dziś przytulenia. A pisząc ten list do Ciebie, drogi Czerwony, miałam poczucie, że Magdalena Kordel mnie przytuliła. Tak jak zrobiła to na kartach powieści.

Widzimy się 24 listopada w księgarniach i 6 grudnia sam wiesz gdzie

Drops „byłam w tym roku bardzo grzeczna” Książkowy

„Ty albo żadna” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
ty albo żadna

Magdalena Kordel, Ty albo żadna, Wydawnictwo Znak 2021.

Nie spodziewałam się, że Kordella, Magdalena Kordel znaczy, potrafi być taka stanowcza. Stawia sprawę jasno: „Ty albo żadna. Ty albo nikt”. Nie uznaje półśrodków. Nie chce się dzielić uwagą czytelnika. Zachłannie zabiera go do swojego świata. Świata, który wykreowała. Świata składającego się z porozrzucanych puzzli, wśród których każdy znajdzie kawałek pasujący do siebie. Puzzli, które tworzą całość zwaną życiem.

Muszka miała rację. Nietoperz to zło. Kto czytał pierwszą część nowej Kordelowej serii („Zanim wyznasz mi miłość”), wie, że przepowiednia stała się ciałem niespodziewanego gościa. Gościa, który miał nie żyć. Gościa, który nie miał prawa zaprzątać pamięci. Halina, siostra babci Adeli, była uważana za zmarłą. Do czasu. Do momentu, aż stanęła w drzwiach i przerwała rodzinną, pozorną sielankę. Bo przecież relacje Ruty i Mateusza są niejasne. Bo przecież Ewelina nosi w sercu tajemnicę. Bo przecież nikt nie wie tego, co wie babcia Adela. Co zostawił jej w spadku dziadek Konstanty? Jedno jest pewne – to nie drogie przedmioty czy cenne rady. To sekret i przepowiednia, przed którą chronił swoje wnuczki. To sekret i przepowiednia, przed którą babka Adela musi chronić Ewelinę…

Prawdziwe życie to emocje. Prawdziwe życie to uczucia. Prawdziwe życie to mieszanka dobra i zła w codzienności. Prawdziwi ludzie. „Ty albo żadna” jest zatem prawdziwe. Bo to wszystko tam jest. Okraszone odrobiną magii zwykłych gestów: odgarnięcia włosów z czoła, ciepłego obiadu, szczekających, puchatych kuleczek. Okraszone obecnością i czułością. Mimo wszystko. Ponad wszystko.

Tej historii się nie czyta. Przez nią się po prostu płynie. Choć sekrety łamią serca, a żądza pieniędzy i władzy o mały włos nie doprowadza do tragedii, z pomocą Kordelowego stylu pewnie przekracza się najtrudniejsze przeszkody. Lekkość, humor, ironia – pozornie proste dialogi, skrywają niejedną życiową mądrość i przypominają o czarach codzienności, które gubimy w biegu, w natłoku pracy czy internetowych postów. Chowając się za Adelą, Muszką, ale i Rutą, Magdalena Kordel siada obok czytelnika, delikatnie bierze go za rękę i szepce do ucha życiowe drogowskazy.

Jeśli szukacie niebanalnej mieszanki gatunkowej, z całego serca polecam Wam tę książkę. Tak, tak, Kordella miesza – nie tylko w życiu swoich postaci. Miesza gatunki, miesza wątki. Warstwa obyczajowa miesza się tu z wątkami wojennym i kryminalnym wręcz. Przecież poznawanie tajemnic Adeli i Eweliny to prawdziwe śledztwo! „Ty albo żadna” to jednak przede wszystkim powieść o miłości – jej różnych obliczach i imionach, przyjaźni, (przerwanych i na nowo plecionych) więzach. Ukłon w stronę miłośników psów, kotów i… książek oczywiście:

– Jestem z gatunku tych, którzy uwielbiają wąchać książki. Ale spokojnie, jest nas więcej i jeszcze nie słyszałam, żeby to było szkodliwe. A poza tym powiem ci w sekrecie, że jeżeli komuś kiedyś uda się stworzyć perfumy o zapachu kartek albo biblioteki, to ten ktoś zbije fortunę – dorzuciła,
– Wcale mnie to nie szokuje, patrzę na ciebie, bo sprawia mi to ogromną przyjemność. Lubię, jak otwierasz książki, przymykasz oczy i z namaszczeniem wciągasz powietrze, lubię patrzeć, jak je dotykasz, jak podczytujesz ukradkiem fragmenty, czule gładzisz okładki. – Uśmiechnął się Jasiek.

Kordello, i ja Tobie się kłaniam. Za uśmiech posłany w stronę kolejnych fragmentów. Za łzę wzruszenia obcieraną z policzka. Za spokój, który wlewałaś swoim piórem w moje serce, gdy bardzo potrzebowałam wyciszenia. Za uzdrowienie i poruszenie serca. Za budowanie relacji babcia&wnuczka. Dobrze wiesz, że w tej kwestii, to Ty albo żadna, mój zaklęty w tajemnicy talentu, Aniele…

Premiera 15 września
Na III tom czekam z niecierpliwością

„Zanim wyznasz mi miłość” – Magdalena Kordel (#MamaDropsaCzyta)

Read More
zanim wyznasz mi miłość

Magdalena Kordel, Zanim wyznasz mi miłość, Wydawnictwo Znak 2021.
#MamaDropsaCzyta

30 czerwca 2021 to data premiery 20. jubileuszowej powieści obyczajowej Magdaleny Kordel „Zanim wyznasz mi miłość”.

Pisarka podarowała czytelnikom szczególną, niezwykłą powieść pisaną sercem, która jest jak kojący balsam na skołatane nerwy albo plasterek na zranioną duszę. Wlewa do rozdartych  serc nadzieję, że w każdym sercu jest miejsce na miłość, trzeba tylko polubić siebie i na nią się otworzyć, a tym samym na drugiego człowieka.

Akcja powieści dzieje się w malowniczym miasteczku otoczonym górami, w którym wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko, a może nawet jeszcze więcej. Spacerując po pnących się w górę stromych uliczkach, można było przewietrzyć zmartwienia. Życie toczyło się tu leniwie, niekiedy ciekawie, przeszłość mieszała się z teraźniejszością a bohaterowie skrzętnie ukrywali w swoich sercach jakieś tajemnice i ich skwapliwie strzegli. Ewelina, której mocno dawała się we znaki samotność, starała się rozplątać poplane w swojej głowie zgrabnie pozwijane moteczki pokrewieństwa po mieczu i kądzieli babci Adeli, której opowieści o nich frapowały nie tylko wnuczkę ale i wciągają czytającego. Bohaterki uciekały przed przeszłością, cierpiały na bezsenność, użalały się nad sobą, zamiast stanąć twarzą w twarz, by się z nią zmierzyć. Zanim czytelnik dowie się, o co chodzi, musi zaprzyjaźnić się właśnie ze wspomnianą Eweliną, która ma to szczęście pojawić się w miejscu, gdze ktoś oczekuje na wyciagniętą pomocną dłoń.

 Na  ścieżce spacerowej Ewelki pojawiła się i szybko zniknęła tajemnicza dziewczynka, niezła gaduła, ze szczeniętami, które uratowała przed utopieniem. Należało się nimi zająć i dać im dom oraz odnaleźć ich matkę Klarę, której groziło niebezpieczeństwo. To zadanie dla Maszy, lekarki i czarodziejki od zwierząt. Pojawił się też nad rzeką tajemniczy Janek, który wywołał lawinę wydarzeń, doprowadzając do …wielkiej niespodzianki. Nadrzeczna historia to zaledwie wierzchołek góry lodowej…

Babcia Adela i jej przyjacióka Muszka, mieszkanki domu stylizowanego na strary dwór, skrywały w swoich sercach bolesną przeszłość, piekło wojny, które pomogly im przeżyć złożone obietnice: przeżyję, nie zapomnę i nie zaniedbam. Demony przeszłości wciąż do nich powracały i zdarzało się im odpłynąć, zakotwiczyć na chwilę w przeszłości, by znowu powrócić do teraźniejszości.

Zakończenie historii ogromnie mnie zaskoczyło i rozbudziło ciekawość. Jak dobrze, że II część trafi do rąk czytelników za kilka miesięcy!

Powieść jest napisana lekkim stylem, niezwykle platycznym, obrazowym i emocjonanym językiem. Dostarcza całej palety uczuć i emocji. Skłania do refleksji o życiu, o naważniejszych wartościach jak miłość, przyjaźń, szczęście, szczerość, wrażliwość. „Zanim wyznasz mi miłość” to także książka o budowaniu i zacieśnianiu relacji rodzinnych oraz między przyjaciółmi.

Historia bardzo mi się podobała, chłonęłam ją, delektowałam się, otulała mnie jak mięciutki kocyk. Czytając, zapominałam o swoich problemach. Dom Ady to taki dom, za którym się tęskni i w którym zawsze znajdzie się ktoś życzliwy, kto wysłucha, pocieszy, wesprze, przytuli i nakarmi. Jej dar snucia opowieści jest lekiem na każde zło, daje zapomnienie. Ważna jest zatem obok nas obecność drugiego człowieka. Aura takiego domu pozwala się odnaleźć życiowym rozbitkom – zdefiniować pojęcie domu, najważniejszych wartości niezbędnych człowiekowi do szczęścia. Uwierzyć i mieć nadzieję, że jest to możliwe.

– Ale to nie będzie jakikolwiek budynek, tylko dom do kochania […] Taki, do którego będą wpadać przyjaciele, gdzie pies będzie spał wyciągnięty przed kominkiem, a w fotelach będą wylegiwać się koty. Gdzie dla każdego znajdzie się miejsce. Taki dom z serdecznie otwartymi drzwiami.

Jak spełnić marzenie o domu z wielką miłością? Trzeba zacząć od pokochania samej jego idei, czyli położyć podwaliny, następnie budować go mądrze, z rozmysłem i miłością. Miłością, która jest sensem życia każdego z nas.

Ta pewność, ta wiara i nadzieja na dobre dziś i piękne jutro. Wdzięczność za każdą małą chwilę i oczekiwanie na wspólne lata.

Wydawnictwu Znak dziękuję z całego serca za egzemplarz recenzencki.

„Magda M. Słoneczna strona” – Radosław Figura (recenzja przedpremierowa)

Read More
magda m słoneczna strona

Radosław Figura, Magda M. Słoneczna strona, Wydawnictwo Znak 2021.

Na naszych oczach pomagała w walce o sprawiedliwość. Na naszych oczach budowała związek jak z bajki. Na naszych oczach stawała się partnerem w kancelarii. Była dziewczyną, kochanką, córką, przyjaciółką, ciocią. Otulona grochami, z wielbłądami w pudełku, ze światełkiem w oczach stawała oko w oko z Warszawą jak ze snu. Magdalena Miłowicz. Magda M. Wzór dla dziewcząt i kobiet z początku XXI wieku. Serial oglądały i wciąż oglądają miliony widzów, a związek panny Miłowicz z kawalerem z odzysku Korzeckim uznawany jest za jeden z piękniejszych serialowych romansów. Dziś Magda M. powraca. Znowu. Jak przed kilkoma laty na kartach książki jej twórczego ojca, Radosława Figury.

„Magda M. Słoneczna strona” to bezpośrednia kontynuacja powieści „Magda M. Ciąg dalszy nastąpił” – niezbędna jest zatem znajomość poprzedniego tomu. Magda i jej przyjaciele są starsi o 10 lat od swoich serialowych postaci. Nie ma już Magdy, która czekała na księcia na białym koniu (ostatecznie na czarnym motocyklu). Nie ma już Magdy, którą Warszawa czarowała na każdym kroku. Nie ma już Magdy, która ślepo wierzyła w (sądową) sprawiedliwość. Jest Magda, która podniosła się po zepchnięciu w otchłań. Jest Magda, która wraca do świata żywych po śmierci Piotra. Jest Magda, która na nowo nosi w sobie (nadzieję na) życie.  

Mecenas Miłowicz układa swoje życie osobiste. Zaręczyny? Nieoczywiste. Ślub? Niekoniecznie w jej marzeniach. Ale ślub jest w snach kogoś bliskiego sercu Magdy. Kogoś, komu nie potrafi odmówić. Przed Magdą trudne decyzje. Ale – jak to „słoneczna panienka” – nie jest sama.

Jej przyjaciół ani widzom serialu, ani czytelnikom poprzedniej części, przedstawiać nie muszę. Ale i oni, tak jak Magda, się zmienili przez te dziesięć lat od czasu akcji ostatniego odcinka. Dojrzeli. Noszą na barkach dodatkowy bagaż uśmiechu, łez radości i rozpaczy. Za nimi także radosne przywitania i pełne żalu pożegnania. Ciężkie decyzje i ulotne – jak motyle – chwile szczęścia. Niezmienna jest ich przyjaźń budowana na skale. Więzi typowe dla rodzeństwa, choć nie płynie w nich ta sama krew. Ufność i ramię gotowe przyjąć łzy. Żołądki gotowe przyjąć niezliczone ilości pierogów. Usta moczone w winie lub innych trunkach. Oczy – pełne światełka lub niosące światełko tym, którzy potrzebuję w życiu blasku.

Losy bohaterów serialu wydawały się nam bajkowe. Mało kłopotów, dużo lukru. Książkowe postaci nie mają tak dobrze. Karolina musi oko w oko stanąć z pytaniami Julki o przeszłość i zastanowić się nad przyszłością własnej rodziny, w której nie będzie miejsca na jej rytualne randki z butelką alkoholu. Agata coraz lepiej odnajduje się w roli matki, ale coraz gorzej w roli synowej. A i rola żony rzuca jej kłody pod nogi. Mariola żegna się z rolą żony. Decyduje się być kochanką. Bez miłości, bez nadziei na przyszłość. Sebastian buduje natomiast przyszłość z nowym partnerem. Wybory Magdy sprawiają, że oddala się od niej i wypuszcza z dłoni warkoczyk…

Bohaterowie, odnajdując siłę właśnie w przyjaźni, nadziei i miłości, starają się dostrzegać słoneczną stronę życia. Ale to samo życie brutalnie wchodzi im w drogę – Radosław Figura przemyca w ten sposób to, co w ostatnich latach buduje rzeczywistość Polaków. Dla niektórych rzeczywistość oznacza poniesienie porażki w sądzie w walce z niesprawiedliwością wymiaru sprawiedliwości. Dla niektórych rzeczywistość oznacza konieczność wyjścia na ulicę i walki o swoje prawa. Dla niektórych rzeczywistość to walka o godność i szacunek bez względu na to, kogo się kocha. Jestem pewna, że gdyby serial „Magda M.” był wciąż emitowany, nie tylko książkowa bohaterka stawałaby po stronie słabszych w tych walkach. Mecenas Miłowicz, którą znamy z ekranu, też nie przeszłaby obojętnie obok tych, którzy potrzebują pomocy. Wyszłaby na ulicę, a na sali sądowej nie hamowała się przed wyrażeniem własnego zdania.

„Magda M. Słoneczna strona” to książka, którą przeczytałam na dwa podejścia – raz pochłonęłam ponad 300 stron, kolejnego dnia resztę. Nie dało się wolniej. Nie przy takiej fabule, nie przy tak wartkiej akcji, nie przy tych postaciach. I nie przy tym wydaniu – w pięknej, twardej oprawie z przyjazną dla oczu czcionką.

Ciąg dalszy nastąpił. Znowu. Tym razem z bohaterami popularnego serialu i książki przechodzimy na słoneczną stronę ulicy. Czy każdą z postaci promienie życie obdarzą taką samą porcją ciepła, życzliwości i miłości? Sprawdźcie – premiera 16 czerwca.