„Ktoś do kochania” – Magdalena Kordel

Read More
ktoś do kochania 3d recenzja

Magdalena Kordel, Ktoś do kochania, Wydawnictwo Znak 2023.

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

I już. Koniec. Tajemnice ujrzały światło dzienne. Czy wszystkie? To wiedzą tylko Adela i Halina. I Kordella oczywiście. Choć nie zdziwiłabym się, gdyby Muszka coś przed nią zataiła. Bo przecież Magdalena Kordel wierzy swoim bohaterom. Tak jak my wierzymy w jej historie…

Kolejny cykl skończony. Ostatnia kropka postawiona. Ale historia Adeli, Muszki, Eweliny, Maszy, Jagny, Mateusza, Ruty, Janka, nawet Leona niewiernego, co teścia się boi – zostanie z nami na półkach w biblioteczce. I w sercach. Bo Magdalena Kordel parzy niezwykłą kawę. Zamiast ziaren serwuje słowa. Zalewa je emocjami i uczuciami. Powstaje niezwykła mieszanka. Pisarka wlewa w nasze serca dobro. Nadzieję. Wiarę w lepsze jutro. Wdzięczność dla drobiazgów, z których wszyscy tkamy codzienność…

I przede wszystkim miłość. „Ktoś do kochania” – IV i ostatnia część cyklu „Tajemnice” to powieść o miłości. Miłości, która ma przecież niejedno imię. Nie tylko damsko-męska, nie. Jest przecież miłość matki do dziecka, dziecka do ojca, miłość między siostrami. A od miłości, jak wiadomo, do nienawiści jeden krok. Wystarczy okruszek zła, by życie stało się zakalcem. I co wtedy? A no trzeba otworzyć drzwi, by raz na zawsze wyprosić przeszłość. I wszystkie tajemnice. Wszystkie! Trzeba otworzyć drzwi, by podzielić się przeszłością z tymi, których się kocha. Tak naprawdę się kocha. Opowiedzieć o przeszłości, która jest skąpana we krwi… Która na zawsze została naznaczona tragedią wojny. Przeszłości, która w każdej minucie teraźniejszości ma zapach róż…

Ta historia jest jak kocyk. Mimo wojennej traumy. Mimo wspomnień, które sprawiły, że w oczach miałam łzy, a na rękach gęsią skórkę. Bo Magdalena Kordel pisze pięknie o wszystkich barwach życia. Tych pastelowych, tych intensywnych i tych najciemniejszych. Chwile smutku przeplata charakterystycznym dla siebie humorem. Bawi i wzrusza do łez. Szanując język, pokazuje, jak bardzo szanuje czytelnika i bohaterów, których historię chce nam opowiedzieć. Zna proporcje.

Magdalena Kordel tka kocyk. Tnie życie postaci na kawałeczki, by zszyć je od nowa. I zarzucić nam na plecy. I przypomnieć, że każdy z nas ma kogoś do kochania. „Ktoś realny, kto stanowczo zatrzaśnie mi drzwi przed nosem, gdy będę chciała rzucić się głową naprzód w ciemność. Albo jeszcze lepiej ktoś, kto nie będzie się bał wkroczyć tam ze mną. Kto poda mi rękę, gdy niezdecydowana stanę na skraju przepaści…”. Wśród rodziny lub przyjaciół, którzy często bywają bliżsi niż ci, z którymi łączą nas więzy krwi. Bo tu nie o DNA chodzi. Tu chodzi o miłość przecież, która wymyka się wszelkim kodom…

Kordello, dziękuję za to ciepło, dziękuję za cudowne bohaterki. Czułe, troskliwe, nieco wścibskie, które nieba przychylą. Są. Kochają. I nas, czytelników, miłości uczą. Albo po prostu przypominają, że jest najważniejsza.

„Kot Mali” – Mala Kacenberg (recenzja przedpremierowa)

Read More
kot mali

Mala Kacenberg, Kot Mali, Wydawnictwo Znak 2023.

Premiera: 25 stycznia

Jak ja dawno nie publikowałam recenzji na blogu – ostatnio rządziła tu Mama, moje teksty trafiły na profile w social mediach. Choć ten wpis nie będzie długi, z premedytacją publikuję go na stronie. Nie chcę, żeby kiedyś przepadł w gąszczu grafik i innych postów. Tu będzie go łatwiej odnaleźć, także przez wyszukiwarkę. Ta książka na to zasługuje…

Są publikacje, których nie zrecenzuję. Mogę po prostu podzielić się wrażeniami po lekturze. Bo czy można zrecenzować czyjeś życie? Krytykować tak osobiste zapiski – wspomnienia przelane na papier, obrazy spod powiek namalowane na kartkach tuszem? Nie. Nie, gdy to Ocalona dzieli się swoją historią. Ocalona z Zagłady.

Mala Kacenberg (Szorer) to urodzona w 1927 roku w Tarnogrodzie Żydówka ocalała z Zagłady. W swoim pamiętniku opisuje realia drugiej wojny światowej i tragiczną sytuację narodu żydowskiego na Lubelszczyźnie, a także po zakończeniu walk. Przedstawia życie w obozie pracy i na powojennej emigracji, gdy tak jak tysiące Ocalonych, próbowała znaleźć bliskich i choć cień własnej tożsamości.

Pochodzę z Lubelszczyzny, wychowałam się w Janowie Lubelskim i często wracam do rodzinnej miejscowości. Doskonale wiem, o jakich miejscach pisze Mala. Tarnogród, Pikule – dla mnie to nie są tylko punkty na mapie Polski. To punkty na mapie mojego serca, dlatego lektura była tym bardziej przejmująca.

Była dzieckiem, gdy przyszło jej stanąć oko w oko z Zagładą. Była dzieckiem, gdy przyszło jej zostać żywicielką uwięzionej w getcie rodziny. Była dzieckiem, gdy jej Aniołem Stróżem został kot. Lata spędzone na ucieczkach, ukrywaniu się – wielokrotnie pod gołym niebem, u obcych ludzi pod przybraną tożsamością, w obozie pracy – wszystko po to, by przeżyć. By kiedyś dać świadectwo…

A jeśli zdołam przeżyć, opowiem całemu światu, co się wydarzyło. Dopilnuję, by nikt nie zapomniał, co stało się ze mną, moimi rodzicami i moim narodem. By cały świat pamiętał czyny Niemców. Choćby tylko po to rozpaczliwie pragnęłam przeżyć.

Mala dotrzymała słowa. Jej wspomnienia, mimo upływu lat, są pełne emocji i uczuć. Wdzięczność za kromkę chleba, przeplata się z nienawiścią do kolejnych niemieckich żołnierzy, którzy bardziej niż ludzi przypominali bestie. Nazywa po imieniu to, co widziała i czego doświadczyła. Prezentuje prawdziwe oblicze wojny. Pełne strachu, utraty – i bliskich, i godności, niewiarygodnej siły przetrwania i niezwykłej więzi z kotem, który na długo pozostał jej jedyną rodziną. Wielokrotnie byłam wstrząśnięta relacjami – okrucieństwem, bezwzględnością, odczłowieczeniem. Były momenty, gdy uroniłam łzę wzruszenia – czytając o ludzkiej dobroci czy rozmowach z kotem.

Warto dodać, że na końcu publikacji znajdują się zdjęcia z prywatnego archiwum Autorki.

Wszystko, co opisuję, miało miejsce, i to nie wieki temu, lecz zaledwie jedno pokolenie wstecz. Zmarłym należy się, byśmy podtrzymywali pamięć o nich, przypominając światu, że jest za nią odpowiedzialny.

Ta książka to forma przypomnienia. Dla świata. Dla Ciebie. Dla mnie. Byśmy mogli podawać tę historię dalej. Naszą historią. Naszego kraju i tych, którzy przez wieki żyli obok nas, a zostali podeptani przez kamasze nienawiści.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.

Anielskie pióro Magdaleny Kordel – e-book do pobrania

Są anioły bez skrzydeł. I piórek. Za to z piórem. Wiecznym. Oto ona. Anielska Kordella. Gdy jesień staje się coraz bardziej zimowa, przychodzi ona. Z uśmiechem na ustach, zdecydowanym krokiem. Podchodzi do Ciebie i bierze za rękę. Sadza na kanapie, delikatnie otula miękkim kocem. Przygotowuje herbatę z pomarańczą albo kakao, zależy, co się wybierze. Podaje do rąk własnych. Na stoliku obok sofy czekają upieczone przez nią pierniki. I książka. Pełna ciepła, niosąca nadzieję, pomagająca uwierzyć w miłość. Jak Ona. Jak ten Anioł zwany Magdaleną Kordel.

SPIS E-BOOKOWEJ TREŚCI

  • Kilka słów o Magdalenie Kordel
  • Wspominamy „Anioła do wynajęcia”
  • Kim jest „Zagubiony anioł”?
  • Wywiad z Zuzą Kordel – czy Magdalena nosi w domu skrzydła?

„Szklane ptaki” – Katarzyna Zyskowska

Read More
szklane ptaki recenzja

Powinnam być najszczęśliwsza na świecie. I trochę jestem, a trochę nie, bowiem w tej historii są trzy narracje. Trzy nurty zdarzeń. Dopiero teraz, po ślubie i przeniesieniu się na Hołówki, słyszę to wyraźnie. Melodia naszej miłości nie jest spójna, ponieważ duet został rozpisany na trzy głosy, a przez to wciąż wkradają się dysharmonia, fałszywe tony, niepotrzebne akordy.

Ten cytat jest najlepszym podsumowaniem tej publikacji. To właśnie o tym jest ta historia. O trzech miłościach. O trzech punktach widzenia. W trzech narracjach. Mężczyzny i dwóch kobiet, które kształtowały go jako człowieka i artystę. Jak wyglądało życie w trójkącie państwa Baczyńskich – Krzysztofa, Stefanii i Basi?

On. Dla ówczesnych nadzieja literatury, dla nas wielki poeta i żołnierz, przedstawiciel Pokolenia Kolumbów. Mistrz słowa i metafory. Malarz świata pachnącego miłością i ociekającego krwią. Operator światła nadziei. Dyrygent pióra, które zawsze grało zgodnie z rytmem jego serca. Rozdarty – między poezją a powinnością wobec ojczyzny. Rozdzierany – przez kochające go serca.

Jego matka. Kochająca bezkrytycznie. Czuła dla niego, dla jego poezji. Dumna promotorka twórczości syna. Zazdrosna o „tamtą”, „o tę trzecią”.

Jego żona. Wymarzona, wyśniona. Idealna. Muza. Od pierwszego do ostatniego wejrzenia. Odważna kobieta zaklęta w ciele delikatnego dziewczęcia. Kochająca i cierpiąca – w trzydziestometrowym mieszkaniu. Kochająca i poszukująca – w mieście palonym i bronionym. Kochająca i wierna – do samego końca.

Poeta i żołnierz. Ukochany synek, ukochany mąż. Krzysztof Kamil Baczyński, jakiego wielu nie zna. Bo to inna niż wszystkie biografia. Bo to powieść biograficzna o miłości. Miłości, która budowała. Miłości, która pozwalała tworzyć i niosła pióro przez kartki papieru. Miłości, która niosła wolność. Miłości, która niszczyła i po cichu zabijała – drugie serce.

Ja nie czytałam tej książki. Ja ją chłonęłam. Literka po literce wlewałam do serca. Zaznaczałam cytaty, z zachwytem czytałam fragmenty bliskim mi Kobietom. Jestem pełna podziwu dla autorki, Katarzyny Zyskowskiej. Godziny spędzone w archiwach, nad publikacjami, wspomnieniami, pamiętnikami, dały owoc. Słodki i gorzki zarazem. Wzruszający i rozdzierający. W treść wplecione są wiersze poety – te przepełnione miłością do kobiety i żalem za utraconą wolnością ojczyzny.

Po „Ty jesteś moje imię” przyszła pora na oddanie głosu bohaterom dramatu Baczyńskich – rozgrywającego się w sercach i na ulicach walczącego miasta. Przyszła pora na oddanie głosu artyście, wielkiemu poecie, zakochanemu człowiekowi i członkowi Państwa Podziemnego. Bo w „Szklanych ptakach” Baczyński to nie tylko syn, mąż, poeta. To także żołnierz, który rozpoczyna trudną, konspiracyjną drogę. Jej finał, najbardziej dramatyczny z możliwych, rozegrał się na Placu Teatralnym 4 sierpnia 1944 r…

W historii mamy troje narratorów – każdy rozdział rozpoczyna się datą i imieniem. Życie poety i żołnierza opowiadają on sam, jego matka Stefania i żona Barbara. Trzy tak spójne i zarazem rozbieżne głosy… Warto podkreślić, że w rozdziałach rozgrywających się podczas Powstania Warszawskiego, fragmenty narratorki Basi skierowane są bezpośrednio do męża: „Każda część mojego ciała wyrywa się bezpośrednio do ciebie […]. Ku tobie”.

„Szklane ptaki” to powieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Miłości, która ma różne oblicza. Macierzyńska, synowska, małżeńska, do ojczyzny – każda ma inny smak. Każda niesie za sobą inne powinności. Każda wymaga innych poświęceń. Każda jest wyborem. Powieść pełna uczuć – tych budujących i tych zabijających. W zaciszu małego mieszkania i na ogarniętych powstaniem warszawskich ulicach.

Kto powinien sięgnąć po tę publikację? Przede wszystkim czytelnicy poezji K.K. Baczyńskiego i biografii. Osoby zainteresowane II wojną światową, Powstaniem Warszawskim, konspiracją. Romantyczne dusze i wojenne dziewczyny.

W sierpniu w mediach społecznościowych Dropsa Książkowego – na Facebooku i Instagramie – będę publikować cytaty z powieści. Fragmenty, które wzruszają i poruszają. Zapraszam!

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.  

„Dom sekretów” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
dom sekretów kordel 3d

Magdalena Kordel, Dom sekretów, Wydawnictwo Znak 2022.
Premiera 29 czerwca

„To ja centymetr po centymetrze rozbijałem ten twardy pancerz, który wyhodowała. To ja ją przekonywałem, że można ufać ludziom. Nie wszystkim, ale niektórym. I że można w nich wierzyć. Trzeba być odpowiedzialnym za to, co się oswoiło. Szczególnie gdy w grę wchodzi miłość”.

Wydaje się, że „Dom sekretów” – III tom sagi o Adeli, Muszce, Ewelinie i ich przyjaciołach, to historia o tajemnicach. Owszem, sekrety rodzinne depczą po piętach bohaterkom, serce puka w rytmie przeszłości, ale dla mnie to przede wszystkim opowieść o emocjach i uczuciach codzienności – tych dobrych i tych złych. O miłości, którzy niszczy pancerz. O przyjaźni, która oswaja z codziennością. O pierwszym zauroczeniu – tym niewinnym, czystym i tym omamionym szaleństwie. O zdradzie – fizycznej i psychicznej. O zazdrości, która popycha do tego, co najgorsze. Wreszcie o prawdzie, która – dosłownie i w przenośni – wyzwala. Od żalu, od zła, od wyrzutów sumienia, od ciężaru przeszłości.

Współczesność trzech silnych i kruchych zarazem kobiet oraz przeszłość ze służącą i szlachcicem w rolach głównych przeplatają się ze sobą, tworząc ścieżkę dla czytelnika. Krok za krokiem podążamy drogą rodziny, której kolejne pokolenia żyły naznaczone klątwą. Krok za krokiem podążamy za atmosferą pełną ciepła i wzajemnego wsparcia, za zapachem domowego rosołu i jednością, którą potrafi dać tylko rodzinny stół. Krok za krokiem podążamy ścieżkami tęsknoty, która przysłania to, co piękne i czyste.

Książki Magdaleny Kordel są wyjątkowym źródłem humoru, ironii i życiowych prawd. Po płaszczykiem lekkiego stylu i polszczyzny okraszonej potocyzmami, Autorka przemyca prawdy całkiem oczywiste i te zupełnie nieoczywiste. Każda z postaci jest inna, więc mówi własnym językiem – nie mam tu tylko na myśli słów. Mówi duszą, sercem, opowiadają swoją historię. Każdy na własny sposób. Zgodnie ze sobą. Bardziej lub mniej zgodnie z prawdą.

Zwykle powieści Magdaleny pożeram, bo delektowanie się nimi, przy wartkiej akcji, nieoczywistej fabule i wyjątkowych bohaterach, jest niewykonalne. Ale teraz było inaczej. Dawkowałam sobie tę historię. Dzień za dniem przyjmowałam kolejne porcje nadziei, której tak bardzo potrzebowałam. Wierzę, że to jeszcze nie koniec. Wierzę, że Kordella nie postawiła ostatniej kropki dla tej rodziny.

Pozwólcie, że na koniec, oczywiście polecając Wam gorąco „Dom sekretów”, zwrócę się bezpośrednio do Autorki.

Przytulam sobie Twoją najnowszą powieść do serca. Przytulam z wiarą, że serce nie pozwoli mi zapomnieć o tym, co jest na kartach książki „Dom sekretów”. Jesteś za mnie odpowiedzialna, Kordello. Oswoiłaś mnie z pięknem tej historii. Niezwykle kobiecej, niezwykle miłosnej, niezwykle pełnej nadziei. Tej serii, tych trzech tomów, nie da się nie kochać. Są jak koło ratunkowe dla życiowych rozbitków. A ja taka byłam przez ostatnie tygodnie, wiesz? Od lat nie miałam poczucia, że tonę. A od pewnego czasu brzeg tak bardzo się oddalał… Wlałaś w me serce nadzieję. Wyciągnęłaś z labiryntu duchowych sekretów. Pozwoliłaś znaleźć odpowiedzi na dręczące mnie pytania ustami bohaterów. To musi być miłość. Pisarza do Czytelnika. Miłośniczki słowa dla tych, którzy słowo kochają. Człowieka do człowieka. Jesteś za mnie odpowiedzialna, Kordello, ale przyrzekam bez kapliczki w zasięgu wzroku, że odpłacam się Dropsową miłością.

„Odzyskany los” – Marzena Rogalska

Read More
odzyskany los okładka 3D

Marzena Rogalska, Odzyskany los, Wydawnictwo Znak 2022.
Saga o Karli Linde

– Za chwilkę wchodzimy na antenę, pełna koncentracja!

– Proszę na mnie spojrzeć, musimy jeszcze przypudrować w kilku miejscach…

– Pani Agato, proszę się nie stresować. Proszę nie myśleć o tym wszystkim, co się dzieje dookoła, tylko skupić się na rozmowie ze mną, dobrze?

– Dobrze, pani redaktor.

– Mówmy sobie po imieniu, tak będzie wygodniej.

– Bardzo mi miło.

– Zaraz wchodzimy na antenę! Trzy, dwa, jeden… Jesteście!

Gwar ekipy przygotowującej program telewizyjny w sekundę ucichł. Kamery i światła skierowano na prowadzącą i jej gościnę. W studiu rozległy się brawa.

– Witam państwa serdecznie w kolejnym odcinku naszego ulubionego talk-show. Dziś moją gościnią jest… Agata Donimirska! Porozmawiamy o sile kobiet, definicji kobiecości i roli kobiet we współczesnym świecie. Dobry wieczór, pani Agato!

– Dobry wieczór.

– Czym jest dla pani kobiecość?

– Kobiecość to dla mnie… Karla Linde.

– Rozumiem, że to ktoś bliski dla pani?

– Tak, to moja… nauczycielka…

– Ze szkoły, ASP? Gdzie się panie poznały?

– W życiu, bo ona jak nikt potrafiła uczyć życia. Kolejne pokolenia w kolejnych, diametralnie innych czasach… Karla uczyła siebie i innych, jak odzyskiwać los, pani redaktor…

„Odzyskany los” to czwarta i zarazem ostatnia część bestsellerowej sagi o Karli Linde. Sagi o kobiecie, z którą ściśle związane są losy Agaty – głównej bohaterki pierwszej serii Marzeny Rogalskiej („Wyprzedaż snów”, „Gra w kolory, „Druga miłość”). Kim była Karla Linde? W moim dość nieoczywistym wstępie już to wybrzmiało. Agata, którą na potrzeby recenzji posadziłam na kanapie programu o kobietach, wszystko powiedziała. W trzech zdaniach zamknęła to, co w Karli najważniejsze. Jej mądrość, doświadczenie, siła i wiara pomogły przetrwać kolejne burze. I jej, i jej bliskim. Rodzinie, przyjaciołom. Tym, co ją kochali – czasem bez wzajemności – i tym, których kochała ona.

Karla Linde żyła w niespokojnych czasach. IV tom skupia się na jej powojennych losach. Karla – ku zdziwieniu niemal wszystkich – porzuca bezpieczny Londyn i wraca do powojennej Polski. Polski, której kompletnie nie zna. Polski, w której rządzą niezgodne z jej systemem wartości zasady. Polski, która zabrała jej ukochane miejsca na ziemi. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem przełomowych dla ojczyzny wydarzeń. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem codzienności ojczyzny, która w PRL-u była wielce daleka od kreowanego przez partię raju. Cegła po cegle obudowuje swój świat na powojennych gruzach. Miłości, wiary i nadziei. Uzbrojona w przyzwoitość, godność i klasę, walczy o dostatnie życie dla siebie i tych, których odzyskała po powrocie do kraju. Wychowana w dostatku, próbuje nauczyć się żyć w biedzie. Wychowana wśród inteligentów, staje się częścią machiny obsługiwanej przez niemyślących. Wychowana przez ojca i Dorothy, przekazuje wiedzę kolejnym pokoleniom.

Czuję wzruszenie, myśląc o tej powieści. Może dlatego że nie lubię pożegnań? Ciężko jednak mówić o pożegnaniu, bo jak wspomniałam, nauki Karli żyją w bohaterce innej serii pisarki i dziennikarki, Marzeny Rogalskiej. Żyją też we mnie – niespełna 30-letniej kobiecie. To nie jest tak, że Karla „po prostu żyła na kartach powieści”. Ona sama była tą historią. Pisała ją swoim życiem – choć fikcyjnym – od początku do końca. Mam takie poczucie, że Marzena Rogalska jej nie wymyśliła. To Karla przyszła, uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę. Ona sama była jak książka. Lektura z najwyższej półki. Wyjątkowy podręcznik dla kobiet – jak żyć w zgodzie ze sobą, ani na chwilę nie tracąc godności i przyzwoitości.

Czy historia o mogile doskonale znanego świata może być piękna i wzruszająca? Tak. Czy kilkudziesięcioletnia kobieta może być nauczycielką dla nastoletnich dziewcząt? Tak. Czy spod gruzów może kiełkować nadzieja? Tak. Marzena Rogalska po raz kolejny bierze czytelniczkę za rękę i tym swoim dobrze nam znanym głosem, mówi cicho: „Chodź i patrz na nią”. I patrzymy. Patrzymy na Karlę, by po chwili patrzeć na świat przedstawiony w książce jej oczyma. Ja tej powieści nie czytałam. Ja ją pochłonęłam. Pierwsze sto stron – ze względu na różne obowiązki – musiałam sobie dawkować. Ale gdy dziś usiadłam w ulubionym fotelu z egzemplarzem, przepadłam. Musiałam, musiałam ją skończyć. Musiałam się pożegnać. Musiałam powiedzieć: „do zobaczenia”.

Czy można odzyskać stracony los? I tak, i nie. To, co minęło, nigdy nie wróci w takim samym stanie. Zawsze musimy być otwarci na zmiany. To od nas zależy, czy przyjmiemy je z otwartym sercem, z wiarą i nadzieją, czy zamkniemy się w skorupie przed światem. Postawa Karli Linde jest jednoznaczna. Choć na początku burzy się na zastaną komunistyczną rzeczywistość, szybko uczy się reguł nowej gry.

Czy chciałabym, żeby ta historia została sfilmowana? Tak, bo wiem, że to droga do tego, by Karlę poznało jeszcze więcej czytelników, jeszcze więcej kobiet. Moja odpowiedź jednocześnie też brzmi „nie”, ponieważ nie umiem wyobrazić sobie żadnej polskiej aktorki w głównej roli. Karla Linde w mojej głowie jest jedyna. Niepowtarzalna. Namalowana piórem Marzeny Rogalskiej.

Zamykam tetralogię o Karli Linde, o jej sile i kobiecości zaklętej nie w ciele, lecz w sercu i umyśle. Zamykam opowieść o historii mojego kraju, który długo podnosił się z kolan wojny. Zamykam opowieść o Krakowie i Londynie XX wieku. Zamykam książkę o kolejnych pokoleniach rodzin, które znam z poprzednich tomów. Ale na szczęście moja znajomość z Karlą się nie kończy.

Pani Marzeno, dziękuję za to, że mogłam uczestniczyć w lekcji niezwykłej profesorki. Nauczycielki życia w trudnych czasach i Kobiecości na każdy czas. Kobiecości przez duże K, której świadectwami są wiara, nadzieja, miłość, wiedza i doświadczenie. Mam nadzieję, że ta historia będzie we mnie żyła i da siłę do zdawania kobiecych egzaminów z życia – a jak wiadomo, z nich nie ma poprawek…

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.

„Jesteśmy Twoi” – Anna Ficner-Ogonowska

Read More
jesteśmy twoi recenzja

– Cześć, Mamo.

– Cześć, Córeczko. Wyglądasz na zmęczoną.

– To nie zmęczenie. To uczucia, to emocje…

– Coś się stało?

– Skończyłam czytać nową książkę pani Ani Ficner-Ogonowskiej.

– Ta kochana kobieta tak Cię przeorała?

– Nie ona, historia, którą opowiedziała… Historia o miłości, kobietach, o matkach – tych, które już mają dzieci i tych, które są matkami bez dziecka…

Anna Ficner-Ogonowska, Jesteśmy Twoi, Wydawnictwo Znak 2022.

Powieść „Jesteśmy Twoi” można podzielić na dwie części. Pierwsza dotyczy poznawania się Idy i Toma – rodzącego się uczucia, planowania rodziny. Dotyczy Róży, Milki i Oskara, którzy odnajdują się po latach i na nowo budują swoją rodzinę. Tę część po prostu pochłaniałam. Chciałabym napisać, że delektowałam się daniem skomponowanym z najpiękniejszych składników zwanych literami, emocjami i uczuciami, ale to by było kłamstwo. Pożerałam, pożerałam tę powieść. Byłam zachłanna, nie znałam umiaru przy przewracaniu stron. Serwowałam kolejne dokładki, bo przecież „jeszcze jeden rozdział” to za mało…

A to dlatego że od zawsze byłam marzycielką. Wolałam marzyć, niż doświadczać twardego lądowania poprzedzonego chwilą przyjemności, choćby największej.

Niestety,  nastąpiło lądowanie. Wylądowała Ida, wylądował Tom. Z hukiem zderzyli się z rzeczywistością, z bezsilnością. Ich serca i marzenia rozpadły się na kawałki. Rodzina – stworzenie domu dla małego człowieka, to oczywiste dla wielu małżeństw – stało się największym życiowym wyzwaniem, w którym nie wszystko zależy od nich…

„Od zawsze byłam matką” – to zdanie otwiera powieść „Jesteśmy Twoi”.

Bo ta powieść to historia miłości macierzyńskiej. Anna Ficner-Ogonowska pięknie pisze o mamach – o ich drodze do wymarzonej roli. Drodze, która nazywa się in vitro, drodze, które nazywa się adopcja. Autorka maluje różne portrety matek i macierzyństwa właśnie.

Matka, która porzuca swoje dziecko.

Matka, która nie urodziła, lecz wychowuje.

Matka, która niespodziewanie umiera.

Matka, która zmaga się z trudem samotnego macierzyństwa.

Matka, która mieszka na innym kontynencie.

Wreszcie matka, która nie ma dziecka…

Ta książka jest o matkach, o kobietach. Dla kobiet. To bardzo kobieca opowieść. Każda kobieta znajdzie w niej coś od siebie. I na początku drogi, szukająca siebie, szukająca drugiej połówki. I ta już na szlaku, z partnerem i dziećmi u boku. I ta, która na zawsze musi pożegnać towarzysza ziemskiej podróży. Córki, siostry, matki, przyjaciółki. Są tu wszystkie. Takie jak my.

Anna Ficner-Ogonowska znowu jest Twoja. Moja. Nasza. Oddała w nasze dłonie opowieść o wszystkich obliczach miłości. Także do literatury, co nas, książkoholików, szczególnie cieszy. Wszystko dzięki profesji Idy – dyrektorki wydawnictwa…

Momentami świętymi jego żona nazywała te chwile, w których stawała się pierwszym czytelnikiem książek swoich ulubionych autorów, a miała ich kilku. Zawsze podkreślała, że czuje się wybrańcem losu. Lubiła spotykać się z autorami. Rozmawiać z nimi o pomysłach, które miały przeradzać się w książki. Czuła się wtedy jak naoczny świadek historii, bo tworzenie książek to była dla Idy historia, która pozwalała się poznać wielu ludziom.

Bohaterowie powieści spotkali się w chmurach. Ja przed wiele dni byłam w lekturowych chmurach. Nie zawsze były to różowe obłoczki. Czasem chmury burzowe, z których raz po raz wychodziły pioruny, rozdzierające moje serce. Czasem z chmur padał grad, uderzając w moje najczulsze strony. Czasem deszcz lejący się z tych chmur zlewał się z moimi łzami.

Bo tej książki nie da się przeczytać na chłodno. Nie jestem mamą, nie jestem też – jak powtarzam za Chandlerem z „Przyjaciół” – matką bez dziecka, czyli kobietą, która z całych sił pragnie zostać mamą, odczuwa instynkt, a natura nie pozwala jej zrealizować marzenia. Mimo to, tak myślę, potrafiłam wejść w tę historię. Anna Ficner-Ogonowska chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do Idy – głównej bohaterki, głównej narratorki. Postawiła obok i powiedziała: „Idź, idź z nią. Słuchaj, bądź obok”. Szłam, słuchałam, byłam. Odkładając przeczytaną książkę na stół, czułam, jak mocno bije mi serce. Czułam wzruszenie. I wreszcie nadzieję. Bo ta mała dziewczynka z okładki z żabą – to Róża, poznacie jej historię – nieprzypadkowo ma zieloną sukienkę. Zieleń to kolor nadziei… A opowieść „Jesteśmy Twoi” to obietnica nadziei i wiary w niemożliwe.

„Odnajdę cię” – Monika Michalik

Read More
odnajdę cię recenzja michalik okładka

Monika Michalik, Odnajdę cię, Wydawnictwo Znak 2022.

Kontynuacja powieści „Nie zapomnę o tobie”

Emilia i Nikias codziennie za sobą tęsknią. Chociaż związek na odległość nie jest usłany różami, oboje wracają myślami do wspólnie spędzonych chwil i nie mogą się doczekać ponownego spotkania.
Po wielu miesiącach rozłąki  z ukochanym Emilia wreszcie postanawia odwiedzić Grecję. Nieoczekiwanie los po raz kolejny jako towarzysza wycieczki podsuwa jej Mateusza. Ich drogi jednak szybko się rozejdą…
Tymczasem w Polsce między Dankę i Janisa wkrada się ponura przeszłość. Upomina się o mężczyznę i zaczyna realnie zagrażać z trudem odzyskanemu szczęściu zakochanych. A oni raz na zawsze chcieliby uciec od wydarzeń, które tak mocno wpłynęły na ich życie.
Czy matka i córka wreszcie odnajdą upragnione szczęście?

opis wydawcy

Każdego dnia szukamy kogoś i czegoś. Gonimy za szczęściem, pieniędzmi, karierą. Robimy wszystko, by nie stracić szansy na prawdziwą miłość i przyjaźń. Liczymy, że w końcu odnajdziemy to, na czym najbardziej nam zależy. Ale czy pamiętamy o tym, że zanim ruszymy na poszukiwania „obcego”, musimy odnaleźć… siebie?

Monika Michalik po raz kolejny wsadziła mnie do samolotu lecącego w kierunku Aten. Spakowała, odprawiła, posadziła pod oknem i chwyciła za rękę, by znów być moim przewodnikiem – po greckich uliczkach, zakrętach serc, śródziemnomorskich portach i życiowych azylach.

Emilki i Dusi, Mateusza i Janisa przedstawiać mi nie trzeba było. Ale z przyjemnością poznałam panią Jadwigę i jej córkę. Starsza pani, doświadczona, czuła i dyskretna obserwatorka, niczym latarnia morska oświetlała drogę życiowym rozbitkom w labiryntach miłości. Jej serdeczność, rady i ciepło, jakie roztaczała, zostaną ze mną na długo – także pod postacią zaznaczonych w książce cytatów – oto jeden z nich:

Los potrafi poprowadzić nas po bardzo krętych ścieżkach tylko po to, byśmy zatoczyli koło i znaleźli się w punkcie wyjścia. Daje nam szansę, byśmy to rozegrali jeszcze raz, już bez błędów.

Cieszę się, że za sprawą powieści „Odnajdę cię” mogłam wrócić do dobrze znanych mi bohaterek „Nie zapomnę o tobie”. Relacje matki i córki, ich sercowe problemy i greckie podróże na długo zapadły mi w pamięć, a zakończenie pozostawiało niedosyt i wiele pytań, na które odpowiedzi poznałam dopiero teraz.

Kiedyś jeden z polskich aktorów powiedział w wywiadzie: „miłość to miłość – czary-mary i człowiek fruwa”. Ale nie na kartach książek Moniki. Miłość – o różnych obliczach (damsko-męska, matczyna, ojcowska) – jaka łączy bohaterów, nie jest magiczna. Owszem, pachnie kwiatami podarowanymi przez ukochanego, smakuje czułymi pocałunkami, ale to nie wszystko. Miłość wymaga szczerości i pracy – także nad sobą. Wymaga stanięcia oko w oko z własnymi lękami. Wymaga rezygnacji ze strachu i kalkulacji. W zamian odpłaca się tym, co najpiękniejsze.

I matka, i córka ponownie stają oko w oko miłosnymi rozterkami. I matka, i córka muszą dokonać wyborów, wpierw rozliczając się z przeszłością. Emilkę miłość, ponownie, zastaje na greckich ulicach. Cieszę się, że autorka tak poprowadziła ten wątek, by dzięki opisom poprowadzić mnie przez Ateny czy śródziemnomorski port. Nigdy nie byłam na południu Europy, ale czuję, że książka mogłaby z powodzeniem zastąpić przewodnik po Grecji. Warto zaznaczyć, że Monika Michalik osadza akcję nie tylko przy popularnych zabytkach, ale i w zakątkach nieznanych większości czytelników. Opisy mocno oddziałują na wyobraźnię – bez problemu mogłam zobaczyć zachód słońca w porcie, poczuć zapachy lokalnej kuchni, dotknąć kwitnących roślin czy usłyszeć grecki gwar.

„Odnajdę cię” to powieść idealna na dzisiejsze czasy. Czasy, w których potrzebujemy skrawków nadziei i otulenia. Bohaterowie otulają nas miłością i nadzieją właśnie. A to wszystko przy blasku śródziemnomorskiego słońca na tle lazurowego nieba, które nieśmiało zamienia się w morze. Nadzieja na miłość, nadzieja na szczęście. Tego nam trzeba. I to w książce Moniki Michalik odnajdujemy.

Więc idę do Ciebie, nie odchodź daleko

Miłość jest wszystkim, nadchodzę

Gdy znów gdzieś się zgubię, gdy rozum stracę

Raz jeszcze pokocham, bo umiem

Nie ruszaj się z miejsca, poczekaj

Bo miłość jest wszystkim, przybywam

Gdy o tym zapomnisz, gdy zechcesz uciec

Raz jeszcze pokochaj, bo umiesz

„Miłość jest wszystkim” – zespół LemON

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak

„Ostatnia nadzieja” – Marzena Rogalska

Read More
ostatnia nadzieja marzena rogalska recenzja

Marzena Rogalska to popularna dziennikarka radiowo-telewizyjna. Od kilku lat dumnie prezentuje nam swoją pisarską twarz. Mam wrażenie, że w tym roku odkryłam kolejne talenty gospodyni instagramowej „Kawki z Rogalem”. Marzena Rogalska to malarka. Kartka papieru, choć w popularnym edytorze, muskana jest pędzlem delikatności, spokoju i kobiecości. Marzena Rogalska to kompozytorka. Tworzy utwory, w których pierwsze skrzypce grają kobiety. Daje im partie solowe z pełnym przekonaniem. Bo wie, że siła kobiet tkwi nie tylko w mieście. Siła kobiet tkwi także w literaturze, a postać Karli Linde jest tego doskonałym przykładem.

Marzena Rogalska, Ostatnia nadzieja, Wydawnictwo Znak 2021.
Cykl o Karli Linde

Czy powieść o wojnie musi być przepełniona krwią, hukiem wystrzałów, czołgami, przemocą? Nie. Powieść o wojnie może być – pozornie – spokojna. Wojna u Marzeny Rogalskiej to bolesna cisza przerywana wybuchem bomb. Wojna u Marzeny Rogalskiej to samotność, pożegnania, pustka. Wojna u Marzeny Rogalskiej to wojna Karli. Wojna kobiety. O bliskich, o samą siebie. O zdrowie ciała, o spokój duszy. Karla – dziewczyna, która dorastała na naszych oczach, która całą sobą chłonęła świat elit Europy lat 30. XX wieku – to już kobieta, dla której życie i wojna nie znają litości. Opuszcza salony, przepełnione ciepłem posiadłości Dorothy. Jej domem staje się szpital. Jej bliskimi pacjenci. Jej przystanią pokój pielęgniarek. Jej celem niesienie pomocy. I czekanie. Czekanie na spotkania, które z roku na rok wydają się coraz bardziej odległe, coraz bardziej niemożliwe do odbycia.

Kiedy Karla nie ratuje rannych, ratuje siebie. Jest przyjaciółką, tęskni, kocha, szuka. Nie przestaje wierzyć w szczęśliwe zakończenie – w spotkanie z ojcem, z którym kontakt urywa się na początku wojny. Przecież dla Karli ojciec jest całym światem. Latarnią, która oświetla wody jej życia. Kotwicą, która pomaga zachować równowagę. Lądem, do którego wraca. Czy wojenna zawierucha, która ich rozdzieliła, połączy ich na nowo?

„Chcę wiedzieć, czy to prawda, że córki są podobne do ojców, a synowie do matek”.

Karla jest podobna do ojca. Mądra, inteligentna, z poczuciem humoru. Z wyczuciem godnym mistrzów włada ironią. Płeć nie jest dla niej przeszkodą. Aż chce się napisać, że K jak Karla, K jak kobieta, która doskonale czuje się w męskim świecie. Bez kompleksów. Bez wymuszonego wstydu. Karla, podążając drogą wytyczoną przez kobietę z miasta Marzenę Rogalską, wyznacza szlaki dla kobiet swojego i następnych pokoleń.

Karla to kobieta czasów wojny, która się nie ukrywa. Walczy na szpitalnym froncie, jej bronią są leki i strzykawki, dobre słowo. Jest gotowa do boju i z pokorą wykonuje polecenia dowódców: lekarzy, pielęgniarek, osób bardziej doświadczonych. Karla to kobieta czasów wojny, która nie raz podnosi się z gruzów. Karla to kobieta czasów wojny, która przeżywa różne bombardowania: lotnicze, złych wiadomości, pożegnań. Karla to kobieta, która po wojnie wyrusza w podróż.

Londyn, powojenny Nowy Jork, który jawi się jak inny świat, egzotyczny Oran – czy na szlakach bohaterka odnajdzie to, co pozornie utracone? Czy nadzieja nie zgaśnie na kolejnych pokładach?

Tym razem Marzena Rogalska niczym jak puzzle układa Karlę w wojennej rzeczywistości. Maluje krajobrazy noszące ślady bomb – i te londyńskie, i te w sercu Karli. Powoli, a jednak budując napięcie, prowadzi nas po brytyjskich, amerykańskich, francuskich i wreszcie polskich ulicach. Bierze za rękę, mówi pewnie: „Chodź, pokażę ci inny świat. Mój świat, który stał się światem Karli. Świat córeczki tatusia, ale nierozpieszczonej. Córki, która dostała od ojca to, co najlepsze. Świat córki silnej i dobrej”. Ja tę rękę mocno ściskam i nie puszczę, bo przecież przed nami kolejne szlaki w IV tomie. Jestem gotowa i czekam na kolejne podróże. Z Karlą. Śladem Karli. A później na kolejne bohaterki. Bo wierzę, że będą. Mam nadzieję. A ona przecież ostatnia…

„A ja na Ciebie zaczekam” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
a ja na ciebie zaczekam magdalena kordel

Kochany Święty Mikołaju!

Na początku mojego listu pragnę Cię serdecznie pozdrowić i wyrazić nadzieję, że ubierasz się ciepło w swoich zimnych krajach, by na 6 grudnia być w gotowości. A tak na serio – jest sprawa, Czerwony.

Za miesiąc Twój najintensywniejszy dzień w roku. Jest już po Wszystkich Świętych, pewnie dostajesz pierwsze listy. Mam dla Ciebie dobrą radę. Wiem, co możesz kupić książkoholikom!

„A ja na ciebie zaczekam” Magdaleny Kordel czekać będzie w księgarniach od 24 listopada. Jest jeszcze trochę czasu, ale zbieraj zamówienia. Na pewno będą! To wyjątkowy tytuł na liście (około)świątecznych premier. Tytuł pachnący czekoladą, jaśniejący dobrem i nadzieją, wnoszący odrobiny magii do naszej codzienności.

„Bo przecież o to chodzi w Wigilii i w całym Bożym Narodzeniu. O rodzinę i miłość. O człowieka i ten drżący płomyk, który ma dotrzeć wprost do każdego, nawet najbardziej zziębniętego serca i je ogrzać”.

W tej historii nie chodzi o święta w wymiarze prezentów, skocznych piosenek czy perspektywy wolnego od pracy. To rodzina i miłość są najważniejsze dla bohaterów. To dla nich pokonują kilometry. To dla nich zmieniają siebie i świat na lepsze. To dla nich zdobywają się na odwagę. Porzucają maski, na światło dzienne wychodzą tajemnice. I staje się światło. Ciepło. Prawda. Świąteczny cud…

Wierzysz w anioły, Mikołaju? Bo wiesz, w tej powieści są bardzo ważne. Czuwają. Obdarowują. Nie tak jak Ty torebkami czy pudełkami (bez obrazy). Anioły u Kordelli machają skrzydłami, gubią piórka, by na ziemię spadły: wiara, nadzieja i miłość. Delikatnie popychają ludzi w odpowiednich kierunkach lub do właściwej bramy.

Zapomniałabym! Pamiętaj, by do paczek dołączyć wedlowskie słodycze, które także są bohaterami książki. Ta powieść pachnie czekoladą. Jest delikatna jak ptasie mleczko albo mleczna jak ta do picia. A lektura to wspaniały proces degustacji i delektacji.

Jestem pewna, że ta książka ogrzeje najbardziej zziębnięte serca. Jak nic wprowadzi w świąteczny klimat. Będzie kazać odrobić lekcje z miłości: do partnera/partnerki, rodziców, rodzeństwa. Zapali płomyk do cudowania w cudownym tego słowa znaczeniu. Zaprosi do pieczenia pierniczków. A nasza droga Kordella, niczym literacki anioł do wynajęcia, będzie patrzeć, jak czytelnikom rosną skrzydła.

Wiem, że jest wcześnie, ale potrzebowałam dziś przytulenia. A pisząc ten list do Ciebie, drogi Czerwony, miałam poczucie, że Magdalena Kordel mnie przytuliła. Tak jak zrobiła to na kartach powieści.

Widzimy się 24 listopada w księgarniach i 6 grudnia sam wiesz gdzie

Drops „byłam w tym roku bardzo grzeczna” Książkowy