„Odzyskany los” – Marzena Rogalska

Read More
odzyskany los okładka 3D

Marzena Rogalska, Odzyskany los, Wydawnictwo Znak 2022.
Saga o Karli Linde

– Za chwilkę wchodzimy na antenę, pełna koncentracja!

– Proszę na mnie spojrzeć, musimy jeszcze przypudrować w kilku miejscach…

– Pani Agato, proszę się nie stresować. Proszę nie myśleć o tym wszystkim, co się dzieje dookoła, tylko skupić się na rozmowie ze mną, dobrze?

– Dobrze, pani redaktor.

– Mówmy sobie po imieniu, tak będzie wygodniej.

– Bardzo mi miło.

– Zaraz wchodzimy na antenę! Trzy, dwa, jeden… Jesteście!

Gwar ekipy przygotowującej program telewizyjny w sekundę ucichł. Kamery i światła skierowano na prowadzącą i jej gościnę. W studiu rozległy się brawa.

– Witam państwa serdecznie w kolejnym odcinku naszego ulubionego talk-show. Dziś moją gościnią jest… Agata Donimirska! Porozmawiamy o sile kobiet, definicji kobiecości i roli kobiet we współczesnym świecie. Dobry wieczór, pani Agato!

– Dobry wieczór.

– Czym jest dla pani kobiecość?

– Kobiecość to dla mnie… Karla Linde.

– Rozumiem, że to ktoś bliski dla pani?

– Tak, to moja… nauczycielka…

– Ze szkoły, ASP? Gdzie się panie poznały?

– W życiu, bo ona jak nikt potrafiła uczyć życia. Kolejne pokolenia w kolejnych, diametralnie innych czasach… Karla uczyła siebie i innych, jak odzyskiwać los, pani redaktor…

„Odzyskany los” to czwarta i zarazem ostatnia część bestsellerowej sagi o Karli Linde. Sagi o kobiecie, z którą ściśle związane są losy Agaty – głównej bohaterki pierwszej serii Marzeny Rogalskiej („Wyprzedaż snów”, „Gra w kolory, „Druga miłość”). Kim była Karla Linde? W moim dość nieoczywistym wstępie już to wybrzmiało. Agata, którą na potrzeby recenzji posadziłam na kanapie programu o kobietach, wszystko powiedziała. W trzech zdaniach zamknęła to, co w Karli najważniejsze. Jej mądrość, doświadczenie, siła i wiara pomogły przetrwać kolejne burze. I jej, i jej bliskim. Rodzinie, przyjaciołom. Tym, co ją kochali – czasem bez wzajemności – i tym, których kochała ona.

Karla Linde żyła w niespokojnych czasach. IV tom skupia się na jej powojennych losach. Karla – ku zdziwieniu niemal wszystkich – porzuca bezpieczny Londyn i wraca do powojennej Polski. Polski, której kompletnie nie zna. Polski, w której rządzą niezgodne z jej systemem wartości zasady. Polski, która zabrała jej ukochane miejsca na ziemi. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem przełomowych dla ojczyzny wydarzeń. Karla staje się świadkiem i uczestnikiem codzienności ojczyzny, która w PRL-u była wielce daleka od kreowanego przez partię raju. Cegła po cegle obudowuje swój świat na powojennych gruzach. Miłości, wiary i nadziei. Uzbrojona w przyzwoitość, godność i klasę, walczy o dostatnie życie dla siebie i tych, których odzyskała po powrocie do kraju. Wychowana w dostatku, próbuje nauczyć się żyć w biedzie. Wychowana wśród inteligentów, staje się częścią machiny obsługiwanej przez niemyślących. Wychowana przez ojca i Dorothy, przekazuje wiedzę kolejnym pokoleniom.

Czuję wzruszenie, myśląc o tej powieści. Może dlatego że nie lubię pożegnań? Ciężko jednak mówić o pożegnaniu, bo jak wspomniałam, nauki Karli żyją w bohaterce innej serii pisarki i dziennikarki, Marzeny Rogalskiej. Żyją też we mnie – niespełna 30-letniej kobiecie. To nie jest tak, że Karla „po prostu żyła na kartach powieści”. Ona sama była tą historią. Pisała ją swoim życiem – choć fikcyjnym – od początku do końca. Mam takie poczucie, że Marzena Rogalska jej nie wymyśliła. To Karla przyszła, uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę. Ona sama była jak książka. Lektura z najwyższej półki. Wyjątkowy podręcznik dla kobiet – jak żyć w zgodzie ze sobą, ani na chwilę nie tracąc godności i przyzwoitości.

Czy historia o mogile doskonale znanego świata może być piękna i wzruszająca? Tak. Czy kilkudziesięcioletnia kobieta może być nauczycielką dla nastoletnich dziewcząt? Tak. Czy spod gruzów może kiełkować nadzieja? Tak. Marzena Rogalska po raz kolejny bierze czytelniczkę za rękę i tym swoim dobrze nam znanym głosem, mówi cicho: „Chodź i patrz na nią”. I patrzymy. Patrzymy na Karlę, by po chwili patrzeć na świat przedstawiony w książce jej oczyma. Ja tej powieści nie czytałam. Ja ją pochłonęłam. Pierwsze sto stron – ze względu na różne obowiązki – musiałam sobie dawkować. Ale gdy dziś usiadłam w ulubionym fotelu z egzemplarzem, przepadłam. Musiałam, musiałam ją skończyć. Musiałam się pożegnać. Musiałam powiedzieć: „do zobaczenia”.

Czy można odzyskać stracony los? I tak, i nie. To, co minęło, nigdy nie wróci w takim samym stanie. Zawsze musimy być otwarci na zmiany. To od nas zależy, czy przyjmiemy je z otwartym sercem, z wiarą i nadzieją, czy zamkniemy się w skorupie przed światem. Postawa Karli Linde jest jednoznaczna. Choć na początku burzy się na zastaną komunistyczną rzeczywistość, szybko uczy się reguł nowej gry.

Czy chciałabym, żeby ta historia została sfilmowana? Tak, bo wiem, że to droga do tego, by Karlę poznało jeszcze więcej czytelników, jeszcze więcej kobiet. Moja odpowiedź jednocześnie też brzmi „nie”, ponieważ nie umiem wyobrazić sobie żadnej polskiej aktorki w głównej roli. Karla Linde w mojej głowie jest jedyna. Niepowtarzalna. Namalowana piórem Marzeny Rogalskiej.

Zamykam tetralogię o Karli Linde, o jej sile i kobiecości zaklętej nie w ciele, lecz w sercu i umyśle. Zamykam opowieść o historii mojego kraju, który długo podnosił się z kolan wojny. Zamykam opowieść o Krakowie i Londynie XX wieku. Zamykam książkę o kolejnych pokoleniach rodzin, które znam z poprzednich tomów. Ale na szczęście moja znajomość z Karlą się nie kończy.

Pani Marzeno, dziękuję za to, że mogłam uczestniczyć w lekcji niezwykłej profesorki. Nauczycielki życia w trudnych czasach i Kobiecości na każdy czas. Kobiecości przez duże K, której świadectwami są wiara, nadzieja, miłość, wiedza i doświadczenie. Mam nadzieję, że ta historia będzie we mnie żyła i da siłę do zdawania kobiecych egzaminów z życia – a jak wiadomo, z nich nie ma poprawek…

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.

„Jesteśmy Twoi” – Anna Ficner-Ogonowska

Read More
jesteśmy twoi recenzja

– Cześć, Mamo.

– Cześć, Córeczko. Wyglądasz na zmęczoną.

– To nie zmęczenie. To uczucia, to emocje…

– Coś się stało?

– Skończyłam czytać nową książkę pani Ani Ficner-Ogonowskiej.

– Ta kochana kobieta tak Cię przeorała?

– Nie ona, historia, którą opowiedziała… Historia o miłości, kobietach, o matkach – tych, które już mają dzieci i tych, które są matkami bez dziecka…

Anna Ficner-Ogonowska, Jesteśmy Twoi, Wydawnictwo Znak 2022.

Powieść „Jesteśmy Twoi” można podzielić na dwie części. Pierwsza dotyczy poznawania się Idy i Toma – rodzącego się uczucia, planowania rodziny. Dotyczy Róży, Milki i Oskara, którzy odnajdują się po latach i na nowo budują swoją rodzinę. Tę część po prostu pochłaniałam. Chciałabym napisać, że delektowałam się daniem skomponowanym z najpiękniejszych składników zwanych literami, emocjami i uczuciami, ale to by było kłamstwo. Pożerałam, pożerałam tę powieść. Byłam zachłanna, nie znałam umiaru przy przewracaniu stron. Serwowałam kolejne dokładki, bo przecież „jeszcze jeden rozdział” to za mało…

A to dlatego że od zawsze byłam marzycielką. Wolałam marzyć, niż doświadczać twardego lądowania poprzedzonego chwilą przyjemności, choćby największej.

Niestety,  nastąpiło lądowanie. Wylądowała Ida, wylądował Tom. Z hukiem zderzyli się z rzeczywistością, z bezsilnością. Ich serca i marzenia rozpadły się na kawałki. Rodzina – stworzenie domu dla małego człowieka, to oczywiste dla wielu małżeństw – stało się największym życiowym wyzwaniem, w którym nie wszystko zależy od nich…

„Od zawsze byłam matką” – to zdanie otwiera powieść „Jesteśmy Twoi”.

Bo ta powieść to historia miłości macierzyńskiej. Anna Ficner-Ogonowska pięknie pisze o mamach – o ich drodze do wymarzonej roli. Drodze, która nazywa się in vitro, drodze, które nazywa się adopcja. Autorka maluje różne portrety matek i macierzyństwa właśnie.

Matka, która porzuca swoje dziecko.

Matka, która nie urodziła, lecz wychowuje.

Matka, która niespodziewanie umiera.

Matka, która zmaga się z trudem samotnego macierzyństwa.

Matka, która mieszka na innym kontynencie.

Wreszcie matka, która nie ma dziecka…

Ta książka jest o matkach, o kobietach. Dla kobiet. To bardzo kobieca opowieść. Każda kobieta znajdzie w niej coś od siebie. I na początku drogi, szukająca siebie, szukająca drugiej połówki. I ta już na szlaku, z partnerem i dziećmi u boku. I ta, która na zawsze musi pożegnać towarzysza ziemskiej podróży. Córki, siostry, matki, przyjaciółki. Są tu wszystkie. Takie jak my.

Anna Ficner-Ogonowska znowu jest Twoja. Moja. Nasza. Oddała w nasze dłonie opowieść o wszystkich obliczach miłości. Także do literatury, co nas, książkoholików, szczególnie cieszy. Wszystko dzięki profesji Idy – dyrektorki wydawnictwa…

Momentami świętymi jego żona nazywała te chwile, w których stawała się pierwszym czytelnikiem książek swoich ulubionych autorów, a miała ich kilku. Zawsze podkreślała, że czuje się wybrańcem losu. Lubiła spotykać się z autorami. Rozmawiać z nimi o pomysłach, które miały przeradzać się w książki. Czuła się wtedy jak naoczny świadek historii, bo tworzenie książek to była dla Idy historia, która pozwalała się poznać wielu ludziom.

Bohaterowie powieści spotkali się w chmurach. Ja przed wiele dni byłam w lekturowych chmurach. Nie zawsze były to różowe obłoczki. Czasem chmury burzowe, z których raz po raz wychodziły pioruny, rozdzierające moje serce. Czasem z chmur padał grad, uderzając w moje najczulsze strony. Czasem deszcz lejący się z tych chmur zlewał się z moimi łzami.

Bo tej książki nie da się przeczytać na chłodno. Nie jestem mamą, nie jestem też – jak powtarzam za Chandlerem z „Przyjaciół” – matką bez dziecka, czyli kobietą, która z całych sił pragnie zostać mamą, odczuwa instynkt, a natura nie pozwala jej zrealizować marzenia. Mimo to, tak myślę, potrafiłam wejść w tę historię. Anna Ficner-Ogonowska chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do Idy – głównej bohaterki, głównej narratorki. Postawiła obok i powiedziała: „Idź, idź z nią. Słuchaj, bądź obok”. Szłam, słuchałam, byłam. Odkładając przeczytaną książkę na stół, czułam, jak mocno bije mi serce. Czułam wzruszenie. I wreszcie nadzieję. Bo ta mała dziewczynka z okładki z żabą – to Róża, poznacie jej historię – nieprzypadkowo ma zieloną sukienkę. Zieleń to kolor nadziei… A opowieść „Jesteśmy Twoi” to obietnica nadziei i wiary w niemożliwe.