„Kwestia ceny” – Zygmunt Miłoszewski (audiobook)

Read More
kwestia ceny

Zygmunt Miłoszewski, Kwestia ceny, Wydawnictwo W.A.B. 2020 r.

Audiobook wysłuchałam, korzystając z aplikacji EmpikGo.

Mówią, by nie oceniać książki po okładce. W tym przypadku należałoby napisać: nie oceniaj audiobooka po pierwszych kilkudziesięciu minutach. Będę szczera. Nie potrafiłam odnaleźć się w historii, przeszkadzał mi też montaż audiobooka. Krótko mówiąc, każda cząstka ucha i wyobraźni podpowiadały mi, by wyłączyć nagranie. Pomyślałam jednak, że wysłucham do końca. „Kwestia ceny” to nie jest moje pierwsze spotkanie z piórem Zygmunta Miłoszewskiego, więc wiem, że to nazwisko to synonim dobrej literatury i niespodziewanych zwrotów akcji. Nie pomyliłam się. Doczekałam się. To był moment. Fragment jednego podrozdziału. Jedna scena, a ja zastygłam w bezruchu, spoglądając z niedowierzaniem na mój głośnik Bluetooth. Akcja nabrała tempa, a pytania zaczęły się mnożyć w mojej głowie z sekundy na sekundę. W głowie pojawiła się ciekawość, wręcz niedowierzanie. Podziw dla Autora – za takie prowadzenie intrygi. Warto było przetrwać początek. Z każdą kolejną minutą nagrania było potem coraz lepiej.

Początek XX wieku. Sztorm. Benedykt Czerski żegna się z życiem. Przeklina patriotyczne uniesienia, które kilka dekad wcześniej doprowadziły do jego zesłania na Daleki Wschód, a teraz kazały mu wracać do ojczyzny. Czerski wraca jednak nie jako więzień, lecz jako wielki uczony, badacz dalekich plemion Syberii. Obsesyjnie pilnując skrzyń, zawierających bezcenne zabytki tajemniczego ludu Ajnów.
Początek XXI wieku. Bogdan Smuga, chłodny naukowiec i wyznawca religii rozumu, wierzy, że wśród zbiorów Czerskiego kryje się prawdziwy skarb, mogący odmienić przyszłość ludzkości. Jego wysiłki nie przynoszą rezultatu. Decyduje się na desperacki krok.
Zofia Lorentz, słynna historyczka sztuki i poszukiwaczka zaginionych arcydzieł, mierzy się z tajemniczym zanikiem pamięci męża. Gdy Smuga proponuje jej udział w odnalezieniu zbiorów, przywiezionych przez Czerskiego z Syberii – podkreślając, że kwestia ceny nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia – przyjmuje zlecenie…

I wtedy zaczyna się najlepsze. Jazda i rejs bez trzymanki. Pogoń wodą i lądem. Od Syberii, przez Paryż, po wody Oceanu Atlantyckiego. To, co na początku w pewien sposób mnie odstraszało – pozornie niezwiązane ze sobą wątki i postaci, nagle zaczęły się zazębiać, wzajemnie przenikać w nieoczywisty sposób. W pewnym momencie miałam wrażenie, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje, a życiorysy poszczególnych postaci to złudzenie – legenda na potrzeby misji.  

Kwestia ceny w XXI wieku

Zygmunt Miłoszewski fantastycznie bawi się słowem. To czujny obserwator rzeczywistości także sceny politycznej, na co wskazują pośrednie i bezpośrednie nawiązania. Ironia, humor, celne riposty… Wszystko w punkt, wszystko celnie. Jest śmiesznie? Momentami tak. Chwilami jest też smutno, bo z kart, a właściwie z dźwięków, przebija się prawda – w dzisiejszym świecie wszystko jest kwestią ceny.

Czy rozpoczynając pracę nad nową książką, Autor przewidział trwającą pandemię? Pytam o to, ponieważ pewne wątki w powieści przywołały we mnie nie tak odległe wspomnienia z marca czy kwietnia, kiedy to stawialiśmy setki pytań na minutę i przerzucaliśmy się oskarżeniami. Także tymi dotyczącymi troski o klimat, a właściwie jej braku. Traktujemy bowiem Ziemię jak swoją własność, zapominając, że spędzamy na niej maksymalnie kilkadziesiąt lat. Po nas zostaje proch, ale skażona woda, plastik, choroby, które wywołuje ludzka nieodpowiedzialność – to będzie trwać przez kolejne pokolenia. Zygmunt Miłoszewski stara się również uwrażliwić czytelnika na wspólne dobro, jakim jest nasza planeta. Kreując postaci, pokazuje, do czego możesz doprowadzić ignorancja a także nadmierna chęć ingerowania w losy świata. Ponadto próbuje znaleźć odpowiedzi na pytania, które dręczą ludzkość od zarania dziejów: co jesteśmy w stanie zrobić dla miłości? Czy spełnienie marzeń to naprawdę tylko kwestia ceny?

Zygmunt Miłoszewski bawi się słowem, bawi się gatunkiem

„Kwestia ceny” to świetna mieszanka gatunków. Powieść szpiegowska, powieść przygodowa, sensacja z elementami thrillera… Gdybym w „Milionerach” musiała wybrać jedną z tych odpowiedzi, zrezygnowałabym z udziału w grze. Ostatecznie. Autor porusza wiele tematów, postaci znajdują się w tak różnych sytuacjach, że ciężko o jedno dopasowanie. Gatunki połączył jednak w sposób inteligentny, z ogromnym wyczuciem, nie przesadzając w żadną stronę.

„Kwestia ceny” – do wysłuchania w EmpikGo

Nowa powieść Zygmunta Miłoszewskiego w wersji audio to moje pierwsze „literackie spotkanie” za pośrednictwem EmpikGo. Spotkanie oceniam na bardzo udane. Przyznaję, na początku miałam problem z dopasowaniem głośności odtwarzania. Dźwięki w tle (głównie szum morza) zagłuszały wypowiedzi postaci czy głos narratora. Dopiero po kilku rozdziałach byłam w stanie dopasować głos głównej bohaterki do aktorki, którą doskonale znam z filmów czy seriali. Kiedy jednak „przenieśliśmy się” na ląd, wszystko wróciło do normy.

Niemal 40 aktorów (głosu użyczył także sam Autor!), troska o muzykę, dźwięki w tle. Dopracowano każdy szczegół. Reżyseria: Krzysztof Czeczot. W rolach głównych występują: Zofia Lorentz – Aleksandra Popławska, Bogdan Smuga – Arkadiusz Jakubik, Marcel Kluzka – Rafał Zawierucha, Narrator – Filip Kosior i inni. Superprodukcja w gwiazdorskiej obsadzie. Godna pióra Mistrza. Jestem pewna, że i dla aktorów praca nad tym audiobookiem była świetną przygodą i podróżą zarazem. Ja te kilkanaście godzin spędzone na słuchaniu ostatecznie oceniam naprawdę dobrze!

„Stacja miłość” – Zoë Folbigg (recenzja przedpremierowa!)

Read More
stacja miłość

Zoë Folbigg, Stacja miłość, Wydawnictwo WAB 2020.
Premiera: 29.01.2020 r.

Stacja miłość to powieść, którą na listę must read bez wątpienia muszą wpisać miłośniczki lekkich powieści obyczajowych, romantyczki i wierne fanki filmów o miłości. Myślicie, że polecam Wam płytką historię, o której szybko zapomnicie? Nic bardziej mylnego. Zapraszam do lektury przedpremierowej recenzji.

Staram się nie czytać opinii innych blogerów o konkretnym tytule, dopóki nie napiszę własnej, jednak Stacja miłość dość często pojawiała się na ekranie mojego telefonu, gdy korzystałam z Instagrama. Siłą rzeczy czytałam refleksje Dziewczyn – w większości nie do końca pozytywne. Pierwsze Czytelniczki niekiedy zarzucały autorce niezbyt porywającą fabułę, trudny styl, kiepską kreację bohaterki. Częściowo się z nimi zgadzam, częściowo nie. Rozważania zacznę od fabuły.

Pewnego zwykłego dnia Maya Flowers widzi, że do jej pociągu jadącego do Londynu wsiada nowy pasażer. Nagle ten dzień przestaje być zwykłym dniem. Maya natychmiast i nieodwołalnie wie, że on jest Tym Jedynym. Czas płynie, a oni codziennie zachowują się tak samo – on jest pogrążony w lekturze książki, a ona w marzeniach o ich przyszłym, szczęśliwym życiu. W końcu Maya zbiera się na odwagę i daje Mężczyźnie z Pociągu liścik z zaproszeniem na drinka. Tak zaczyna się historia utraconych okazji i odnalezienia szczęścia tam, gdzie najmniej się go spodziewasz. Ta bazująca na prawdziwej historii powieść jest podnoszącym na duchu, afirmującym życie przypomnieniem, że podjęcie ryzyka może zmienić wszystko.
Fantastyczna historia, która pokazuje, że miłość można spotkać wszędzie!

Ktoś może powiedzieć, że fabuła stara jak świat i wiadomo, jak powieść się skończy. Fakt, próżno w niej szukać wielu nagłych zwrotów akcji, takiego podręcznikowego „aż tu nagle”. Akcja przebiega raczej spokojnie (jest kilka „wyjątków”) i koncentruje się wokół głównej bohaterki, jej rozterek sercowych, problemów w pracy i relacji z bliskimi. Nuda? Dla kogoś pewnie tak, mnie ten spokój się podobał. I udzielił. Czy to powieść schematyczna? I tak, i nie. Odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie: czy w XXI wieku pisarze mogą uciec od schematów, od motywów, historii, które ktoś już kiedyś opisał? Wydaje mi się, że nie. Za dużo napisano, za dużo wydano, by być od początku do końca oryginalnym. Oczywiście każda książka ma „wizytówkę”, coś swojego, co na tle innych ją wyróżnia. W przypadku Stacji Miłość to fakt, iż opisana historia wydarzyła się naprawdę i dotyczy… autorki. Tak, moi Drodzy, Zoe Folbigg swojego męża poznała w pociągu. Jak więc mogła wybrać inne miejsce spotkania dla bohaterów? Czy przebieg akcji i finał jest podobny? Wiecie, że zakończeń nie zdradzam 😉 Co do przewidywalności fabuły – nie zgadzam się z tą opinią również dlatego, że było kilka elementów, które mnie jednak zaskoczyły. Szczególnie postaci uwikłane w „drugi pociągowy romans” (jak przeczytacie książkę, to zrozumiecie, kogo mam na myśli, nie chcę spolerować). Może ze względu na zmęczenie w niedzielę mój zmysł „detektywa” był wyłączony, ale naprawdę nie wpadłam na to, kim tak naprawdę jest kochanka Simona. Broniąc w pewien sposób fabułę, muszę również zaznaczyć, że wątek miłosny nie dominuje przesadnie nad innymi. Owszem, jest najważniejszy, ale czytelnicy poznają też kulisy, i te jasne, i te ciemne, pracy Mayi; jej relacje z rodzeństwem, przyjaciółką oraz uczniami w szkole językowej. Wzruszałam się, czytając o więzi, jaka połączyła bohaterkę i jej uczennicę – emerytowaną dziennikarkę, Velmę.

Teraz przechodzę do głównej postaci . Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że Maya to „ciepłe kluchy”. Prawda jest taka, że spora grupa i młodych dziewcząt, i dorosłych już kobiet, wyznaje zasadę, że to mężczyzna powinien zrobić pierwszy krok w relacji i w życiu by nie postąpiła tak jak bohaterka. Tak sobie myślę, że na tę chwilę nie odważyłabym się podrzucić kompletnie obcemu mężczyźnie liściku z zaproszeniem na drinka. W pracy, podobnie jak bohaterka, sobie radzę, przynajmniej team leader nie skarży się na moje wyniki, ale w sprawach damsko-męskich czasem brakuje mi odwagi. Odwagi, którą w pewnym momencie, po wielu miesiącach platonicznego zakochania i marzenia o życiu z idealnym Mężczyzną z Pociągu, zyskała Maya. Chyba tak po cichu jej tego zazdroszczę…

W recenzjach zawsze dzielę się z Wami refleksją dotyczącą budowy książki i  języka. W tym przypadku nie będzie inaczej. Powieść podzielona jest na kilka części, każda z nich dotyczy innego okresu z życia bohaterów, który wyraźnie jest zaznaczony na początku (miesiąc i rok). Muszę przyznać, że narracja w czasie teraźniejszym, była dla mnie… dziwna, uciążliwa? Nawet nie umiem tego nazwać. Chyba czytam za dużo powieści z narracją w czasie przeszłym.

Za co tak polubiłam Mayę? Za jej odwagę, za podnoszenie na duchu, za dostarczenie mi radości, wzruszeń. Za chwile uśmiechu, strachu i zaskoczenia, jakie niosła za sobą a lektura. Za podróż do Londynu, o której marzę od kilkunastu lat. Wreszcie za prawdę. Stacja miłość poleca się nie tylko na podróże pociągiem.

Wydawnictwu WAB dziękuję za egzemplarz do recenzji.

„Galopem po szczęście” – Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska, Galopem po szczęście, Wydawnictwo W.A.B 2019.
#MamaDropsaCzyta
premiera powieści: 18 września 2019
Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia w ubiegłym roku zaczęłam od lektury niezwykle klimatycznej, poruszającej Bożonarodzeniowej opowieści z przesłaniem – „Okruchy dobra” autorstwa „zabójczego duetu obyczajowego” Justyny Bednarek i Jagny Kaczanowskiej – dwóch przyjaciółek, dziennikarki i pisarki. Książka mnie urzekła. Przygoda z „Ogrodem Zuzanny’ jeszcze wciąż przede mną. Na półce czeka już cierpliwie pierwszy tom. Jak to się stało, że sięgnęłam po Galopem po szczęście? Zafascynowała mnie zapowiedź i okładka. W życiu mojej Córki z niepełnosprawnością konie, hipoterapia odegrały ogromną rolę we wczesnym dzieciństwie. Stąd moja miłość do koni, szacunek i wdzięczność.

 „Kiedy życie stawia cię na zakręcie, a ty wcale nie chcesz się przekonać, co znajduje się za nim…”.

Fabuła powieści rozpoczyna się w momencie, gdy Basia, po dwudziestu latach z Warszawy do rodzinnego Jędrzejowa Podlaskiego (z którego uciekła zaraz po maturze), powraca rozklekotanym gratem z kilkunastoletnią córką Karoliną, czterema walizkami i kontenerem z syberyjskim kocurem Bazylem. Znalazła się w beznadziejnej sytuacji, czuła się postawiona pod ścianą, wściekła, rozczarowana, sfrustrowana. Uciekając teraz z Warszawy, miała poczucie winy, że skazuje córkę na tułaczkę, pozbawia ją życia w luksusowych warunkach, nie mogąc zostawić z byłym mężem. Nie ma bowiem mieszkania, pracy, pieniędzy, ale z jakiegoś powodu musi wrócić do domu rodziców. Po tym jak rozczarowała ojca, nie lubiła tu wracać. A teraz musiała i to z podkulonym ogonem. Jednak ojciec Marek Grzelak, dyrektor państwowej stadniny koni, dał córce marnotrawnej drugą szansę, proponując stanowisko asystentki u siebie. Basia musiała więc wszystko zacząć od zera, a przede wszystkim poznać na nowo swoich rodziców, młodszą siostrę Ankę, zagubioną tu i rozżaloną Karolinę i Jędrzejów, zderzyć się z małomiasteczkową mentalnością, panującymi stereotypami. Między Basią a Anką nie było nigdy w ich relacji siostrzanej sztamy, zawsze dominowała zawiść, zazdrość, narastająca latami niechęć. Czy bohaterce się to udało?
Ponadto Basia weszła ponownie w świat koni, które kochała i znała się kiedyś na nich, uprawiała bowiem jeździectwo, odnosiła sukcesy na zawodach. Zatem bohaterami książki są również konie: urodziwy kary Nikiel, Ametyst, Bolero, przylepa Brego, romantyczna Malina, Gucio, poznajemy poruszającą historię Amsterdama, świetnego i utalentowanego konia, wałacha Basi.
Na kartach powieści pojawił się też przystojny zaklinacz koni Piotr Kieniewicz, specjalista jeździectwa naturalnego opartego na podążaniu za końską psychiką, szacunku dla zwierząt. Od matki poznała jego straszną historię. Szeptano też, że jego rodzina była wplątana w jakąś aferę podczas drugiej wojny światowej. Ludzie bali się o tym głośno mówić. Ojciec Basi pomógł Piotrowi, dając pracę. Ale Piotr też szybko wyczuł, obserwując reakcję koni, że w Basi jest coś dziwnego – jakieś pęknięcie, ból, lęk, wstyd. Jednak skwitowała to, że jako kobieta ma prawo do swoich sekretów. Tajemnica Baśki intrygowała mnie do samego końca powieści. Czy tych dwoje pokiereszowanych przez los będzie się miało ku sobie? Odpowiedź na to i inne pytania da Wam oczywiście lektura książki.
A wydawałoby się, że w małym mieście na Podlasiu nic się nie dzieje, żyje się jak u Pana Boga za piecem. Oj dzieje się tu, dzieje! W świecie przedstawionym w powieści występuje cała plejada bardzo ciekawych i świetnie wykreowanych postaci. Oprócz rodziny Grzelaków i wspomnianego już Piotra na uwagę zasługują dwie skłócone siostry i ich niesamowita historia: szeptucha Pelagia i ekscentryczna dziedziczka Elwira Tuszyńska. Ciekawie poprowadzony jest wątek młodego małżeństwa Jurka i Malwiny oraz ich malutkiego synka, który staje się oczkiem w głowie Pelagii. Ona marzyła o małym gabinecie weterynaryjnym, on zaś planował założyć ekologiczną plantację ziół przyprawowych i roślin leczniczych. Czy ich marzenia się spełniły?
Niezwykle barwną i oryginalną postacią jest siostra Małgorzata – zakonnica z liliowego mercedesa, była sportsmenka znająca się na koniach, bo jeździła konno, biegała na czas i rzucała młotem. na uwagę zasługują też postacie duchownych: ks. proboszcz Arkadiusz Pączek, walczący z pogańskimi zabobonami i ze swoją słabością oraz pop Mikołaj i jego piękna żona Helena Greczynka. Do kontaktów między nimi świetnie nadawała się wygadana i ostra Małgorzata. W powieści roi się aż od komicznych sytuacji z ich udziałem.
Obok wartkiej akcji i jej nagłych zwrotów urzekające są cudnie malowane słowami i oddziałujące na nasze zmysły opisy przyrody, koni i ich zachowań, poznajemy zwyczaje świąteczne mieszkańców, uczestniczymy też w festynach. Rozkoszujemy się potrawami podlaskimi, tatarskimi – kartaczami, baraniną, babką ziemniaczaną. Poznajemy też problemy bohaterów, ich zmagania ze słabościami, uzależnieniami jak alkoholizm czy brak umiaru w jedzeniu. Nieszkodliwym wariatem jest Konstanty Kaczkowski walczący z „diabelstwem w czystej postaci”, czyli z posągiem Świętowita. A wszystko to jest napisane lekkim stylem, pięknym językiem, zaprawionym humorem, czasem sarkazmem, ironią, dosadnym słownictwem, ale i paletą emocji, aby doskonale oddać klimat Podlasia. Wydawało mi się, że i ja tam byłam gdzieś obok bohaterów, cieszyłam się ich radościami, przeżywałam problemy, troski, a nawet nieszczęścia jak pożar domu. Tak bardzo pragnęłam, żeby Baśka i Piotr , Anka i Kamil wspólnie odnaleźli siebie i szczęście oraz żeby się wyjaśniły wszystkie niesnaski w rodzinach, umocniły, zacieśniły więzi. Zakończenie powieści jest otwarte. Ponieważ lubię szczęśliwe zakończenia, domyślam się, że bohaterowie uciekli galopem właśnie po tytułowe szczęście. Czy uda się im je odnaleźć?
Gorąco polecam Czytelnikom najnowszą, niezwykłą powieść „Galopem po szczęście”, dzięki której możemy sobie uświadomić, co tak naprawdę jest najważniejsze w naszym życiu. Jak poradzić sobie z poważnymi problemami? Jak postawić na nowo naderwane czy opuszczone skrzydła, czyli odnaleźć siebie, drogę do marzeń, pragnień, pasji. Warto w życiu przebaczyć, uświadomić sobie błędy, naprawić je i dać drugiemu człowiekowi drugą a nawet i trzecią szansę. Każdy ma do niej prawo. Warto rozmawiać i wzajemnie sobie pomagać. Zacząć od małych prostych kroków, gestów, zasiać wiarę, ufność i nadzieję oraz koniecznie zweryfikować sobie definicję szczęścia. Nigdy nie jest za późno na zmiany.

Zieleń drzew dawno straciła świeżość, była wymęczona upałami, przykurzona. Niedługo jesień. Skończy się zwariowane, piękne życie, będzie padał deszcz, śnieg, zapanują mrozy. Chciała wszystko ułożyć przed jesienią.Baśka przestała myśleć. Była teraz tylko ciałem układającym się do jego rytmu. Tak jakby po raz pierwszy ona i Brego stanowili jedność. przepełniał ją spokój i podziw dla świata. Jaki piękny ten las, jaka piękna była ta mijana łąka, jacy piękni koń, Piotr i ona. Jej życie. Trwało to tylko chwilę. „W życiu piękne są tylko chwile” – przypomniała się Baśce piosenka zespołu Dżem.

Wydawnictwu W.A.B. dziękuję serdecznie za egzemplarz przedpremierowy do recenzji.
A „zabójczemu duetowi obyczajowemu” Justynie Bednarek & Jagnie Kaczanowskiej dziękuję z całego serca za porywający za serce galop przez las w poszukiwaniu szczęścia.
                     

„Kuracja dla serca” – Agnieszka Szacka (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 

 

Agnieszka Szacka, Kuracja dla serca, Wydawnictwo W.A.B. 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
Agnieszka Szacka napisała książkę „Kuracja dla serca”, jej premiera już wkrótce – 15 maja. Niestety, nie mogłam znaleźć żadnych informacji na temat autorki. A to nasze pierwsze spotkanie. Moją uwagę przyciągnął tytuł książki, klimatyczna okładka, urocze i znane mi miejsce akcji Nałęczów. „Druga młodość, kolejna szansa, druga miłość” – frapujące.         O jaką kurację dla serca tu chodzi?
 
Byłam w Nałęczowie kilkakrotnie w szpitalu sanatoryjnym, gdzie kurowałam swoje serce po przebytych zabiegach kardiologicznych w ramach wczesnej rehabilitacji. Poznałam kurort zimą, wiosną i latem przechodzącym w jesień. Przepiękny park zdrojowy, który o każdej porze roku zapewnia kuracjuszom leczenie klimatem, oprócz, rzecz jasna, fantastycznej oferty zabiegów. Wracając do powieści, w tytule możemy dopatrzyć się  drugiego dna, znaczenia metaforycznego. Myślę, że fabuła książki nam to wyjaśni…
 
Bohaterką powieści jest 56-letnia Renata, polonistka, od 10 lat rozwiedziona (małżeństwo z Markiem było pomyłką), matka dwojga dorosłych już dzieci, twardo stąpająca po ziemi, nie poddawała się emocjom. Po długim i bolesnym rozwodzie straciła zainteresowanie mężczyznami, nie rozmawiała i wyparła słowo „seks” ze swoich myśli, ze swojego życia.  W chwili, gdy ją poznajemy, przebywa na urlopie zdrowotnymi i wybiera się na trzytygodniową kurację do Nałęczowa, aby ustabilizować ciśnienie  i uspokoić skołatane nerwicą serce. Renata trafiła do sanatorium Jesienne Wąwozy – zespołu trzypiętrowych budynków z lat siedemdziesiątych, ale teren wokół był piękny: dużo drzew, krzewów, klomby z kwiatami a wśród nich ulubione peonie Reni. Pokój dzieliła z Jolą – jedną z „lamparcic”, czyli krzykliwie ubranych i wyzywająco pomalowanych, głośnych kuracjuszek-kokietek, „obytych towarzysko”, które przyjeżdżają na turnusy, aby „poznać pana na poziomie”. Już na pierwszym spotkaniu z dyrekcją kuracjuszkom rzucił się w oczy Paweł Dobrowolski, przystojny, piękny mężczyzna, lekarz, w dodatku kardiolog transplantolog po zawale, co brzmiało żartobliwie. Szybko dał się poznać wzdychającym za nim kuracjuszkom i personelowi jako nieprzyjemny typ i nadęty dupek. Był wdowcem, żona zmarła na raka, dopiero po jej odejściu uświadomił sobie, że jej nie doceniał we wspólnym życiu. Posypało mu się życie, praca, serce, on sam. Zaczął pić. Dopiero podczas spaceru otworzył się przed Renią, wymienili uwagi o terapii, zaproponował wycieczkę do Bochotnicy.
 
Czytając powieść, czekałam na spacer bohaterów po uroczym parku zdrojowym, żeby przypomnieć sobie swoje trasy. I  się nie zawiodłam, ponieważ Renata uzbrojona w mapę wybrała się na przechadzkę. Szłam więc za nią Armatnią Górą w stronę ulicy 1 maja, okrążyłyśmy park zdrojowy, by wejść do niego Bramą Wschodnią. A powietrze świeże, wilgotne od „kipiącej wszędzie zieleni”. W centrum parku był usytuowany Pałac Małachowskich, wokół którego rosły najpiękniejsze w Polsce lipy. Niedługo już zakwitną! Renata usiadła na ławce w bocznej alejce i napawała się kwiatostanami kasztanowca czerwonego, stylowymi, starymi uzdrowiskami, następnie ruszyła w kierunku stawu, mijając Pijalnię Wód mineralnych i imponującą palmiarnię, pijalnię czekolady. Na środku stawu znajdowała się zarośnięta zielenią Wyspa Miłości. pływały kaczki i łabędzie a wokoło pełno było spacerujących par w różnym wieku. Dzięki powieści poznajemy także uroczą okolicę Nałęczowa: Bochotnicę Małą i Wielką, które należały do tego samego majątku. Bohaterowie wybrali się na piękny spacer wąwozem do ruin zamku na wzgórzu, racząc się romantycznymi legendami o Esterce i królu Kazimierzu Wielkim. Poznajemy też Kazimierz i jego okolice – najpiękniejszy wąwóz Korzeniowy Dół, Górę Trzech Krzyży. A jak rozwinęła się znajomość Renaty i Pawła? Co uświadomił obojgu bohaterom przyjazd do Nałęczowa, terapia, spacery, czas dla siebie, na rozmyślania o życiu, o sercu, o miłości i o przyszłości? Powiem tylko, że oboje dużo się dowiedzieli o sobie. Po resztę odsyłam do powieści.
 
Oprócz pary świetnie wykreowanych bohaterów tak różniących się od siebie, których połączyły zranione serca, pojawia się w powieści cała plejada postaci typowych kuracjuszy, którzy przyjeżdżają da sanatorium po zdrowie, aby znaleźć towarzysza lub towarzyszkę na czas pobytu, fajnie spędzić czas na rozrywkach wykraczających poza ofertę sanatoryjną. Autorka oddała doskonale atmosferę, jaka panuje na turnusach. Urzekły mnie także pięknie malowane słowami i oddziałujące na różne zmysły opisy parku zdrojowego – ja byłam tam z bohaterką, widziałam, słyszałam i czułam.
 
Ciekawa jest też historia Jolki „lamparcicy”, która dała się poznać tak naprawdę Renacie. Przyjaciółka zbyt stereotypowo i niesprawiedliwie  ją oceniła. A wprost oniemiała, słuchając jej teorii o zamkniętych drzwiach zakończonych definicją szczęścia, z którą się też zgadzam. Jak zatem kuracja wpłynęła na serca bohaterów? Czy kontynuowali znajomość po wyjeździe z sanatorium? I jak to jest z tą miłością w sanatorium?
 
Odpowiem krótko: wyjazd do sanatorium ma sens, człowiek ma bowiem czas, aby się zastanowić nad przyczyną problemów sercowych i wyjechać stamtąd po krótkich wakacjach od życia z sercem w lepszej kondycji – dosłownie i w przenośni. Zachęcam zatem gorąco do sięgnięcia po powieść. Bardzo się cieszę, że debiutancka powieść Agnieszki Szackiej „Kuracja dla serca” trafiła w moje ręce. Choć czyta się ją lekko, to skłania do refleksji o życiu, o miłości, o śmierci, o sercu. Próbuje zdefiniować miłość, szczęście. Uświadomiła mi, pacjentce kardiologicznej, uwierzyć, że człowiek w każdym wieku ma prawo do miłości, do fascynacji, zauroczenia a nawet pożądania. A polubienie siebie poprawia kondycję serca i relacje z bliskimi. nie muszę mieć idealnego życia, ale mogę wieść dobre życie i to zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Zawsze jest czas na zmiany. Dziękuję Autorce szczególnie za wywołanie we mnie tych refleksji. I wiem, że latem wybiorę się z Mężem do Nałęczowa na spacer po parku zdrojowym i koniecznie do Bochotnicy.  
 
Polecam gorąco powieść na majowe, czerwcowe wieczory. Może i Was zachęci do letniego wypadu do Nałęczowa.
 
Wydawnictwu W.A.B. bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki!

Olszany. Droga do domu – Agnieszka Siegert-Litorowicz (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 

 

Agnieszka Litorowicz-Siegert, Olszany. Droga do domu, Wydawnictwo W.A.B. 2019.
 
Piękna – tak jednym przymiotnikiem mogłabym określić przeczytaną w mijającym tygodniu powieść Agnieszki Litorowicz-Siegert. Ta dziennikarka zabrała mnie w wyjątkową, wiosenną wręcz podróż do malowniczej posiadłości na Pomorzu. Dzięki opisom i świetnie wykreowanym postaciom niemal tydzień spędziłam na prowincji, ciesząc się zapierającą dech w piersiach przyrodą i przede wszystkim ludzką dobrocią.
 
Julia, ceniona w branży architekt i dekorator wnętrz, z dnia na dzień traci uczuciowy grunt pod nogami. Zamiast wesela – rozstanie. Zostaje zdradzona przez wieloletniego partnera, z którym wiodła ustabilizowane i pozornie szczęśliwe życie w stolicy. Nie mogąc sobie poradzić z tęsknotą i złamanym sercem, postanawia odwiedzić rodzinną posiadłość. Wyjeżdżając na Pomorze, ma jeden cel – sprzedać dom dziadka, który od lat stoi pusty i nie może doczekać się kupca. Z błogosławieństwem matki – doktor Wandy, wyrusza w podróż, która odmienia jej życie.
 
Olszany – piękna posiadłość z duszą – znajduje się na skraju pomorskiej miejscowości, w pobliżu lasu. Choć piękna, ze względu na tajemniczą przeszłość i lokalne legendy stoi pusta. Matka Julii odziedziczyła Olszany po ojcu, który w niewyjaśnionych okolicznościach okolicznościach opuścił je niedługo po II wojnie i wyjechał z kraju. Niejasna historia rodzinnej posiadłości Borowiczów rzuca cień na możliwość sprzedaży dobytku. Julia postanawia zakończyć sprawę kłopotliwego i opustoszałego spadku. By to zrobić, musi jednak rozwikłać rodzinne tajemnice – poznać prawdę o dziadku i własnej matce… Czy pobyt w Olszanach pomoże jej znaleźć drogę do domu – tego rodzinnego i tego, który może stworzyć z kochającym ją mężczyzną?
 
Rodzinna historia, uroczy, wierny psiak, ludzie pełni życzliwości – to wszystko czeka na Julię w Olszanach. Z dnia na dzień zostaje przyjęta do lokalnej społeczności, staje się „jedną z nich”. Owszem, są jednostki marzące o jej powrocie do stolicy, jednak, w swoim mniemaniu, mają konkretne powody – miłość – ta z przeszłości i ta tląca się w sercach obecnie – prowokuje do dziwnych zachowań… Basia, Klara, ich mężowie, weterynarz Wiktor – wszyscy otaczają Julię opieką, pomagają w odnalezieniu się w obcej jej dotąd prowincjonalnej rzeczywistości i przede wszystkim w rozwikłaniu rodzinnych tajemnic. Małymi kroczkami otwierają silną (tylko pozornie?) panią projektant na dobroć, piękno przyrody i małomiasteczkowej architektury oraz miłość.
 
Na oczach czytelników i mieszkańców urokliwego miasteczka Julia przeżywa nawrócenie, właściwie jest na początku tej trudnej drogi. Bardzo mnie cieszy ten wątek, bo Bóg, wiara rzadko pojawiają w czytanych przeze mnie powieściach obyczajowych. Autorka bardzo subtelnie opisuje rozterki bohaterki i przedstawia proces wewnętrznej przemiany. Ważną rolę w drodze Julii do tego domu – domu modlitwy, domu Boga, odgrywa miejscowy ksiądz, zaprzeczenie stereotypów wiejskiego czy małomiasteczkowego kapłana.
 
Plastyczne, poruszające wyobraźnię opisy, wartkie dialogi, trafne wtrącenia narratora – wielkim atutem powieści jest niewątpliwie język. Widać, że słowa wychodziły spod palców doświadczonej dziennikarki i autorki wywiadów. Nie ma zbędnych refleksji czy rozmów – każde zdanie jest po coś. Przybliża postaci, opisuje niełatwą rzeczywistość. Śmiech i radość przeplatają się ze strachem, łzami i smutkiem. Powieść kipi od emocji, a zwroty akcji wydają się czekać na bohaterkę i czytelników niemal na każdym zakręcie.
 
Droga do domu niejedno ma imię. Jedni doskonale ją znają, przemierzą z zamkniętymi oczami i trafiają do miejsca, gdzie czekają na nich ludzi z szeroko otwartymi ramionami. Inni latami szukają tej drogi, swoich korzeni, poznają historię rodziny daleką od sielankowego obrazka. Taką drogę pokonuje Julia. Czy pobyt w Olszanach zmieni jej prywatną definicję „domu”? Z kim zdecyduje się stworzyć własny – ten pełen miłości i pozbawiony niszczących sekretów? Zachęcam Was do lektury i poznania odpowiedzi na te i inne pytania. Czas spędzony w Olszanach na pewno nie będzie zmarnowany!
 
 

„Inna kobieta” – Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska, Inna kobieta, Wydawnictwo W.A.B 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
Karolina Głogowska i Katarzyna Troszczyńska to autorki pierwszej przeczytanej przeze mnie w zeszłym roku powieści świątecznej Dwanaście życzeń, która mnie zachwyciła swoim przesłaniem. Stąd nie mogłam się doczekać na następną książkę tego duetu pisarskiego. Inna kobieta to niezwykle interesująca powieść obyczajowa ze świetnie skonstruowanymi portretami psychologicznymi bohaterów. Ona, on, ona – trójkąt miłosny. Żona od 17 lat – Joanna Zaborowska , mąż i kochanek – Piotr Borys, kochanka, rozwódka – Ada Szulc. Dwie kobiety, które różni tak wiele: poglądy, charakter, styl życia. Łączy je miłość do tego samego mężczyzny. Poznajemy dwie wersje tej samej historii, w której w końcu każda ze stron musi sobie zadać pytanie: odejść czy zostać? Po czyjej stanąć stronie? Żony czy kochanki? Czy zdradę można mężowi wybaczyć? Kto jest winien w sytuacji, w której każdy uważa się za niewinnego… 
 
Joanna Zaborowska pracuje jako psychoterapeutka, ma wzięcie u pacjentów, zaczęła prowadzić szkolenia z rozwoju osobistego. Z radością wraca do domu, do dzieci, do męża, byle dalej od brudu, bólu ludzkiego, niespełnionych marzeń, oczekiwań, cierpienia. To kochająca matka Janka, nastolatka i dwuletniego Antosia. Mąż jest jej spokojem i bezpieczeństwem, bazą. Ostatnio wyczuwa, że w ich relacjach intymnych jest coś nie tak, już nie jest pasją męża. Piotr, dziennikarz polityczny dużego portalu, po latach małżeństwa postawił na karierę, stał się pracoholikiem. Jestem psychologiem, powinnam mieć w miarę ogarnięte życie. To oczywiste, że psycholog ma ogarnięte życie. Ble, ble. Od przyjaciółki usłyszała, że ktoś widział Piotra z inną kobietą. Świat się jej zawalił, zdradził ją mąż, którego była pewna, dlatego też bez żadnych rozmów, wyjaśnień wyrzuciła go z domu. Gdy miała dwanaście lat, ojciec spakował walizki i wyniósł się do kochanki. Nagle Jedynymi pamiątkami po dawnym życiu stali się Janek i Antek. Joanna uświadomiła sobie, że brak czasu Piotra wynikał z romansu z inną. Winny jest Piotr czy obca kobieta bez imienia? kim ona jest, w czym jest lepsza ode mnie? Poczucie winy dopada i Joannę, bo jako psycholog zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że w stresie ciężko jest być dobrą matką. Stała się przecież silna dzięki miłości Piotra. A teraz musi sobie poradzić bez niej. Ciągle zadaje sobie pytanie, czy była szczęśliwa z Piotrem i czy wspólnie nie doprowadzili do jego zdrady. Czy znajdzie w sobie siłę, aby zawalczyć o Piotra? Czy Joanna jeszcze zobaczy dawnego Piotra? Jakiej lekcji udzieliło jej życie?
 
Ada Szulc ma 36 lat, to córka szorstkiego i porywczego, z surowymi zasadami ojca, ofiara przemocy domowej. Pracuje jako dziennikarka w korporacji, w dużym portalu. Jest rozwódką (były mąż Tomasz alkoholik), samotną matką czteroletniej córeczki Tosi.  Zanim poznała przystojnego Piotra, najlepszego dziennikarza w redakcji,  była wręcz przekonana, że mężczyźni to zamknięty rozdział w jej życiu. A poznali się w pracy, dla innych byli tylko zwykłymi znajomymi, z czasem coraz trudniej było im zapanować nad tak intensywnym napięciem erotycznym między nimi.
 
Niby przypadkiem wpadaliśmy na siebie w kuchni, w strefie wypoczynku albo na korytarzu. Ocierał się o moje biodra, sięgając po kubek z kawą. Łapał mój wzrok biegnący do niego ponad rzędami biurek. Miłosny system znaków, niemy język zakochanych, zachwycał mnie na początku naszej znajomości, teraz stał się udręką, nędzną namiastką bliskości, okruchem rzuconym wygłodniałemu, przypomnieniem, że to wszystko, na co mogę liczyć, więcej nie ma i nie będzie.
 
Piotr obiecywał, że wkrótce wszyscy się o nich dowiedzą, zamieszkają razem. Żyli wręcz na huśtawce emocjonalnej. Jednak wyrzuty sumienia, poczucie winy z czasem gdzieś się podziało. Adą zawładnęła namiętność, pożądanie, tęsknota za kochankiem. Planowali wspólną przyszłość. Na nic się zdały przestrogi przyjaciółki Ewy, bowiem w pracy Piotr był postrzegany jako bardzo dobry mąż i ojciec. Jej zdaniem łączył ich tylko romans. Wplątaliście się w to, bo każde z was ma jakiś brak, jakiś uszczerbek, który drugie wypełnia. Ale to jeszcze nie znaczy, że zostaliście dla siebie stworzeni. Ewa uważała, że największą karą za romans jest sam romans. Ada z kolei myślała, że przeklęta moc romansu polega na tym, że kochankowie nie myślą, tylko czują.
 
Tak bardzo pali ich potrzeba połączenia się z druga osoba, że wszystko, co było, i wszystko, co będzie, rozmazuje się i zbiega w jeden gorączkowy punkt: tu teraz. Romans składa się z takich punktów, a to, co pomiędzy nimi, czasem jest niepewnością, czasem czekaniem, a czasem czarną płachtą bezsensu i rozpaczy.
 
Czy marzenie Ady, aby zająć miejsce Joanny w życiu Piotra się ziściło? Czy kochankowie zamieszkali razem?
 
Piotr Borys – mąż Joanny z nieposzlakowaną opinią, ojciec Janka i Antka, szanowany dziennikarz polityczny dużego portalu. Do czasu poznania z Adą nie obejrzał się nigdy za żadną inną kobietą. Bardzo kochał synów.
Dlaczego zatem zauroczył się i wdał w romans z Adą? Czego zabrakło mu w małżeństwie? Czy odnalazł się w nowym związku z Adą i jej córeczką Tosią? Czy Piotr poczuwał się do winy?
 
Inna kobieta to interesująca powieść Karoliny Głogowskiej i Katarzyny Troszczyńskiej o tym, że w życiu nic nie jest czarno-białe, bo życie ma też liczne odcienie szarości. To powieść o zdradzie i potrzebie miłości. Autorki stworzyły świetne portrety psychologiczne postaci. Nie ma tu narratora wszechwiedzącego, który komentuje, ocenia, prowadzi nas za rękę. Czytelnik sam musi dokonać oceny postępowania bohaterów, obserwując ich poczynania. Stanąć po którejś ze stron – to nie jest takie proste. Obarczyć winą – jeszcze trudniejsze. Książka wywołuje sprzeczne uczucia. Na początku denerwowała mnie Joanna, że jako psycholog nie dostrzegła, że w jej małżeństwie coś jest nie tak. A przecież w gabinecie pani psycholog uratowała tyle małżeństw od rozpadu. I z rozbitego domu rodzinnego wyniosła też pewne doświadczenia. Ale wraz z rozwojem akcji, gdy poznałam ją bliżej, podziwiałam ją, że mimo wszystko potrafiła sobie poradzić dzięki pomocy przyjaciół, syna nastolatka, matki, ciotki. Wbrew pozorom nie była z tym wszystkim sama. Natomiast Ada nie zaznała szczęśliwego dzieciństwa – patologiczne dzieciństwo, ofiara przemocy domowej. W małżeństwie też nie odnalazła szczęścia u boku męża alkoholika i maminsynka, który wciąż ją dołował, nigdy nie docenił, konfrontując ją ciągle z matką i w końcu zostawił. Tak bardzo tęskniła za miłością i szczęściem u boku mężczyzny. I je znalazła u boku Piotra, wierząc, że będą trwać. I w końcu Piotr Borys – mąż i kochanek. Nie potępiam go, bo wiążąc się z nieidealną Adą, poczuł się sobą. Joanna jako żona i psycholog nie dostrzegła ich słabości. A przecież wszyscy jesteśmy nieidealni, czyli prawdziwi.
 
W powieści Autorki uświadamiają nam, jakie wartości w życiu rodzinnym są najważniejsze. Mimo że dzięki lekkiej formie powieść się pochłania, to zmusza czytelnika do refleksji i zatrzymania się, wertowania kartek. Dodatkowo sprzyja temu podział na rozdziały, podrozdziały, których tytuły noszą imiona bohaterek. Mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, poznajemy problem zdrady z punktu widzenia żony i kochanki oraz Piotra. Autorki zastosowały też inwersję czasową jako celowy zabieg kompozycyjny zakłócający porządek chronologiczny zdarzeń oraz wymuszający na nas zatrzymanie się i zastanowienie nad poruszanym w powieści problemem, nad swoim życiem, życiem małżeńskim i rodzinnym. Tym samym głęboko wnikają i do naszych dusz, przedstawiając bolesną historię.
 
Zachęcam gorąco do sięgnięcia po niezwykle ciekawą powieść.          
 
Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie Wydawnictwu!         
 

 

„Dwanaście życzeń” – Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska (recenzja przedpremierowa)

Read More
 

 

K. Troszczyńska, K. Głogowska, Dwanaście życzeń, Wydawnictwo W.A.B. 2018.
cykl #MamaDropsaCzyta
Dziękuję za egzemplarz do recenzji! 
 
Katarzyna Troszczyńska i Karolina Głogowska to dziennikarki obecnie związane z Wirtualną Polską, które lubią pisać dla kobiet. 17 października będzie mieć premierę ich świąteczna książka Dwanaście życzeń, którą zarekomendowały Magdalena Majcher, Gabriela Gargaś i Magdalena Kordel, która o powieści pisze tak:
 
Magiczna opowieść o tym, że w życiu każdego, nawet tego, kto już dawno przestał wierzyć i w Świętego Mikołaja, i w miłość, jest miejsce na prawdziwy cud. Dwanaście życzeń to wzruszająca, chwytająca za serce powieść o tym, że nawet jedno spełnione życzenie może odmienić całe życie. A może zamiast odmienić całe życie, odmienić wszystko na lepsze?
 
Za oknem panuje złota polska jesień a ja już mogę dzięki tej książce zanurzyć się w wyjątkowej atmosferze grudniowej nocy i poznać losy bohaterów należących do jednej rodziny. Powieść składa się z trzech części, z których pierwsza rozgrywa się w niedzielę, 23 grudnia, druga- w poniedziałek, 24 grudnia rano i trzecia część – w poniedziałek, 24 grudnia po południu. Każda część podzielona jest na krótkie rozdziały zatytułowane imionami bohaterów.  Wigilia, Boże Narodzenie to najbardziej magiczny czas , za którym wszyscy tęsknimy, by je celebrować. Jakie problemy przeżywają bohaterowie powieści?
 
Dagna Kreft od pięciu lat pracuje w telewizji, pochodzi z małej miejscowości, której się wstydzi a w niedzielę 23 grudnia ma poprowadzić program o magii rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. Przekonuje widzów o tym, że nie ma jak święta w domu i że zawsze warto do niego wracać bez względu na odległość. Sama natomiast nie ma zamiaru odwiedzić rodziców, woli pracować. W sporadycznych rozmowach telefonicznych z mamą wymiguje się dyżurami i zmęczeniem od odwiedzin. Nagle na antenie słyszy głos rodziców, którzy zapraszają ją na święta i zapewniają, że wszyscy na nią czekają. Dagna czuje się tym zażenowana. Nie pomagają też telefony od starszej siostry Bogusi- typowej żony, pani domu niemalże perfekcyjnej i matki czworga dzieci. Wolny czas między dyżurami pani redaktor, wesoła singielka woli spędzać na randkach z facetami, tak bardzo chce znaleźć męża, coby zmienić nazwisko i wyjść z rodziny, która wywiera na nią zbyt dużą presję. Skoro Dagna nie ma planów rodzinnych na święta, dostaje zadanie przygotować reportaż o bożonarodzeniowym cudzie w Kaczorach, jej rodzinnej wiosce. Na oknie domu ukazała się Matka Boska – na szybie jej domu, ale o tym nie przyznała się do operatora. Ten cud sprawił, że spotkała się z rodzicami w domu. Kolega operator był urzeczony miejscowością, do której w dzieciństwie przyjeżdżał na kolonie. A pod domem gromadziły się tłumy mieszkańców, pielgrzymów, dziennikarzy, ktoś sprzedawał obrazki ze świętego miejsca. Dla rodziców najważniejsza była obecność Dagny, tak bardzo się cieszyli. Dlatego matka o cudzie zawiadomiła telewizję, bo była pewna, że Dagna przyjedzie jako dziennikarka. Nawet Oskar, operator, dostrzegł w oczach państwa  Kreftów miłość i dumę z córki. Dagna wreszcie  zrozumiała swój błąd i postanowiła spędzić święta z rodzicami, siostrą Bogusią i jej rodziną. A może ten cud na szybie wydarzył się właśnie po to? Każdemu, kto tylko ją spyta, przysięgnie, że w Kaczorach, kurde, wydarzył się cud!
 
Bogusia –o 8 lat starsza siostra Dagny, kocha Kaczory,  rodzinna jak mama, perfekcyjna pani domu, uwielbia gotować, piec, sprzątać, prac, prasować, żona, która zawsze czeka na męża z obiadem, kochająca matka czworga dzieci: osiemnastoletniego Kacpra, szesnastoletniej Martyny oraz kilkumiesięcznych bliźniaków Kajtka i Wojtka. W młodości marzyła o Akademii Sztuk Pięknych, ale ciąża jej w tym przeszkodziła. Skończyła więc technikum fryzjerskie, wspólnie z koleżanką założyła salon fryzjerski. Jej mąż Edek był zdolnym stolarzem, wybudował dom z drewna. Z czasem wypijał coraz więcej piwa, więc Bogusia była zła na niego. Często w rozmowach telefonicznych wytykała młodszej siostrze brak zainteresowania rodziną Tak bardzo się różniły od siebie. Bogusia była zbyt przytłoczona obowiązkami i pracą. Edek tak mało jej pomagał, bo ciągle nie było go w domu, pracował. Tuż przed świętami dowiedziała się, że Edek ją chyba zdradza, kilka razy przyłapała go na kłamstwie. i na dwie godziny przed kolacją wigilijną też nie ma go w domu… Co zrobi z Edkiem Bogusia? Czy wydarzy się kolejny wigilijny cud?
 
Powieść pokazuje nam, że Boże Narodzenie to szczególny czas, w którym można odnowić więzi rodzinne. Basia jest córką Rity i Czesława, wujka Dagny i Bogusi. Ale Czesław to ojciec na niby, bowiem po odejściu od matki i córki w Wigilię zbyt mało albo wcale nie interesuje się opuszczoną i tęskniącą za nim Basią. Sprawił ogromny ból ośmiolatce. Od tamtej chwili córka przestała wierzyć w tatę, którego bardzo kochała i podziwiała. Założył drugą rodzinę, jego żona Irena przypomina Basi macochę z Kopciuszka, a Pola – rozpuszczona córeczka. Mama Rita zaproponowała Basi, aby przez cały rok zapisywała w każdy pierwszy dzień miesiąca życzenie. Tuż przed świętami zgromadzi ich dwanaście. Wtedy ofiaruje je bliskiej osobie i jedno z nich zawsze się spełni. Wystarczy to jedno a wtedy będzie szczęściarą. Oczywiście jedno z nich zawsze dotyczyło taty. Gdy dorosła, nie chciała kontaktów z ojcem. Po latach ojciec zaprosił Basię na wigilię, bo jest chory. W końcu dziewczyna się zgodziła go odwiedzić razem ze swoją przyjaciółką Alicją. W jej dwudziestosześcioletnim życiu tylko trzy wizyty w nowej rodzinie ojca zapamiętała. Czy ojciec faktycznie wyglądał na chorego? Czy udało się im naprawić relacje? Z kolei Pola, młodsza córka Czesława i Ireny, miała spędzić święta jako szczęśliwa mężatka. Ale tak się nie stało, ponieważ szóstego grudnia Piotr jej narzeczony zerwał zaręczyny i ją porzucił. Jego matka bowiem widziała syna prawnika u boku prawniczki lub lekarki a nie lekarki weterynarii. Poli zawalił się świat, wpadła w depresję, zaplanowała, że zażyje tabletki nasenne i popełni samobójstwo. Czy plan Poli się powiedzie?
 
Kto będzie próbował uratować ten wykolejony wieczór wigilijny, który poleciał na łeb na szyję? I czy to się uda? Czy spokojne święta to jest tylko oksymoron? ! Każdemu z całej plejady ciekawie skonstruowanych bohaterów problemy kumulują się w tym magicznym dniu, który powinien dać wytchnienie, radość, szczęście, zgodę. Ale mimo wszystko magia Bożego Narodzenia działa i zdarza się cała seria cudów, które odmieniają życie bohaterów na lepsze. Najbardziej wzruszyła mnie postać Róży, która aż 65 lat czekała na spełnienie obietnicy Józefa – w wieku 80 lat spełniła swoje marzenie i zapisała się na kurs tanga. Pragnęła je zatańczyć z Józefem –  „Ja mam czas, ja poczekam”, jej ulubioną wersję śpiewaną przez Faliszewskiego. Niezwykłą historię ich miłości poznacie w powieści.
 
Dwanaście życzeń to piękna, wzruszająca i poruszająca opowieść pełna świątecznej magii: zapachu potraw, ciast wigilijnych, wypastowanych podłóg, choinki, dźwięku kolęd oraz o tym, że ludzie w tym szczególnym dniu tak bardzo potrzebują bliskości i ciepła oraz zrozumienia . To czas sprzyjający rozmowom bez pośpiechu, refleksji, uświadomienia sobie, co tak naprawdę jest najważniejsze w życiu. To miły i piękny, po prostu cudowny czas. Tak jak w Kaczorach, gdzie, kurde, wydarzył się cud! Dziękuję Autorkom za niepowtarzalny klimat tej powieści, od której nie mogłam się wprost oderwać.
 

„Farba” – Wojtek Miłoszewski (recenzja + konkurs)

Read More
 

 

Wojciech Miłoszewski, Farba, Wydawnictwo W.A.B. 2018.
kontynuacja „Inwazji”
 
Oglądaliście Czas honoru? Z zaciekawieniem w każdą niedzielę śledziliście losy Bronka, Janka, Michała i Władka? Jeśli tęsknicie za popularnym serialem, którego akcja rozgrywa się podczas II wojny światowej, polecam Wam książki Wojtka Miłoszewskiego. Kilka tygodni temu premierę miała Farba – druga część bestsellerowej Inwazji.
 
Dlaczego uważam, że Farba przypadnie do gustu widzom Czasu honoru? Akcja powieści, podobnie jak akcja serialu, rozgrywa się w czasie wojny i okupacji Rosji. Z tą różnicą, że bohaterowie powieści Wojtka Miłoszewskiego żyją w czasach współczesnych. Tak – w XXI wieku Polska przegrywa wojną z Rosją rządzoną przez Putina. Okupanci zza wschodniej granic rozpoczynają proces rusyfikacji. Nie ma polskich urzędów ani uczelni. Nowe władze, z carem(!) Putinem na czele, starają się kontrolować wszystkie obszary życia Polaków. Historia zatacza koło i Rzeczpospolita znów staje się Republiką Ludową.
 
Bohaterowie powieści są bardzo zróżnicowani. Wojtek Miłoszewski kreuje wiele postaci, których losy się przeplatają. Żołnierzy (kapitana Romana Gurskiego i członków jego plutonu czy sierżanta Lacevicia), którzy walczyli na froncie podczas inwazji Rosji na Polskę w 2017 roku, czytelnik spotyka w podziemnej organizacji. Tytułowa Farba to skrót od nazwy polskiej organizacji niepodległościowej: Fighters Against Russian Barbarians, czyli bojownicy przeciwko rosyjskim najeźdźcom. #Farba znają również mieszkańcy Zachodu. Co robią z tą wiedzą? Pomagają? A może wręcz przeciwnie? Tego dowiecie się podczas lektury.
 
Warto dodać, że autor, zgodnie z zasadą powieści wojennych, w tryby historii wrzuca również cywilów. Rozdziela rodziny – matka i córka walczą o przetrwanie w dalekiej Rosji, ojciec i syn próbują odnaleźć się w powojennej katowickiej rzeczywistości. Czy Barańscy jeszcze kiedykolwiek się spotkają? Jaką cenę zapłaci Zenon Marczak, by zemścić się na siostrze Danucie? Pytań przed sięgnięciem po powieść jest naprawdę wiele. Czy czytelnik znajdzie odpowiedź na wszystkie? Zdradzę, że nie – brat Zygmunta Miłoszewskiego wyraźnie planuje prace nad trzecią częścią, o czym świadczy otwarte zakończenie, co mnie niezwykle cieszy.
 
Gdy pisałam pracę magisterską poświęconą wspomnianemu już serialowi, zetknęłam się z terminem „relatywizm wartości”. Jedna wartość, w tym przypadku miłość do ojczyzny, może być różnie realizowana przez różne osoby w zależności od ich położenia. W produkcji TVP2 widać to doskonale na przykładzie Polaków i Niemców. I Miłoszewskiemu nie jest obcy ten termin. Inaczej patriotyzm rozumieją polscy żołnierze, część cywilów, a inaczej rosyjscy urzędnicy czy pracownicy służb. W Farbie autor poświęca sporo miejsca postaciom związanym z Moskwą. Przedstawia, ale co ważne nie ocenia bohaterów bliżej lub dalej związanych z Kremlem. Cieszy mnie, że nie bał się wykreować postaci zdrajcy – jeden z bohaterów to wypisz wymaluj Karol Ryszkowski z Czasu honoru.
 
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa W.A.B. miałam przyjemność czytać „starszą siostrę” Farby. Uważam, że lektura Inwazji jest niezbędna, by poznać bohaterów i zrozumieć wydarzenia rozgrywające się na kartach polecanej przeze mnie powieści.
 
Co jeszcze, oprócz czasu i bohaterów, łączy Inwazję i Farbę? Naturalne dialogi i dynamiczne opisy, dzięki czemu książkę bardzo szybko się czyta. „Łącznikiem” jest także, a może przede wszystkim, wciągająca, wręcz przerażająca akcja. Moje pokolenie zna wojnę (na szczęście) tylko z opowieści. Wydarzenia są opisywane niezwykle realistycznie. Podczas lektury wiele razy miałam gęsią skórkę. Z tyłu głowy niemal cały czas towarzyszyła mi myśl: „A co by było, gdyby naprawdę doszło do wojny z Rosją?”. Mam nadzieję, że się tego nie dowiem, a inwazja rosyjska na Polskę w XXI wieku na zawsze pozostanie fikcją literacką.
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
 
Spodobała Ci się moja recenzja? Masz ochotę poznać bohaterów powieści Wojtka Miłoszewskiego? Zajrzyj na mój bookstagram – w konkursie możesz wygrać egzemplarze Inwazji i Farby. Pospiesz się – masz czas do północy!
Link do posta konkursowego:

„Jak zawsze” – Zygmunt Miłoszewski

Read More
 

 

Tytuł: „Jak zawsze” – Bestseller Empiku
Autor: Zygmunt Miłoszewski
Wydawnictwo W.A.B.
 
Recenzja z cyklu #MamaDropsaCzyta
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Jak zawsze – Zygmunt Miłoszewski
 
To komedia ironiczno-romantyczna o parze, która dostała szansę przeżycia jeszcze raz swojej miłości. I o narodzie, który dostał szansę przeżycia jeszcze raz swojej historii. I o tym, co z tego wynikło. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Zygmunta Miłoszewskiego,  książka okazała się Bestsellerem Empiku 2018.  Mąż i Córka czytali inne książki tegoż autora.
 
Powrót do przeszłości
 
Bohaterami powieści są małżonkowie: 83-letni Ludwik, zacny, mądry, choć cokolwiek nudny profesor psychologii i 78-letnia Grażyna, niegdyś urzędniczka, dyrektorka, którzy przygotowują się do 50.rocznicy ślubu, a właściwie 50. rocznicy pierwszego seksu. Ludwik porzucił żonę dla pacjentki, właśnie Grażyny, z którą spędził 50 szczęśliwych lat. Co roku tego dnia odpowiadali sobie na pytania: Co im przyniosło szczęście? Z czego są dumni? Co chcieliby zmienić ? Co zamierzają zrobić? Żałowali, że nie korzystali częściej z wakacji, nie podróżowali po świecie. Nie zadbali o to, żeby w ich życiu było jak najmniej zwyczajnych dni. Usiłują sobie przypomnieć wydarzenia z sześćdziesiątego trzeciego roku, w sierpniu spłodzili syna Jacka. Te wspominki przyprawiają ich o wzruszenie, wyrzuty sumienia typu: mniej kariery naukowej a więcej pacjentów, więcej seksu z mężem, flirtów niewinnych z innymi mężczyznami. Jakkolwiek byli  szczęśliwi, bo spędzili ze sobą bardzo dużo czasu.
 
Miłosne świętowanie
 
I ten szczególny dzień postanowili uczcić seksem. Wieczór był tak wspaniały, że ocknęli się rano w dziwnym, bo bardzo staroświeckim i bardzo nowoczesnym mieszkaniu zarazem. I na dodatek w innym planie czasowym swojego życia – 23 stycznia 1963 roku, kiedy to Ludwik był żonatym facetem romansującym z młodszą pacjentką Grażyną. Mieli młode ciała, ale zachowali dotychczasową wiedzę o sobie i o świecie. Byli zszokowani, bo obudzili się w alternatywnej Polsce, w dziwnej Warszawie – znanej, jak i zupełnie obcej, czasie, sytuacji,  gdzie nie wszystko było …jak zawsze. Ale to nie był sen. Dostali szansę na ponowne przeżycie swojej miłości. I co dalej? Czy bohaterowie pójdą tą samą drogą? Jak wykorzystają swoją wiedzę ludzi z 2013 roku, 50 lat później? Czy można wejść dwa razy do tej samej rzeki? Przecież „nic dwa razy się nie zdarza”.
 
Alternatywa dla PRL-u
 
Zygmunt Miłoszewski stworzył bardzo ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Ludwik i Grażyna obudzili się w alternatywnej Polsce, w państwie nie socjalistycznym, ale demokratycznym, sfrancuziałym, ponieważ jego sojusznikiem była Francja. Wojska polskie walczyły w Algierii, tłumiąc wystąpienia narodowo-wyzwoleńcze. Krajem rządził inż. Eugeniusz Kwiatkowski, Gomułka zaś był przywódcą partii opozycyjnej, Gierek natomiast szefem Unii Słowiańskiej, moskiewskiej agentury.
 
Miasto bohaterem powieści
 
Pisarz uczynił też Warszawę bohaterem powieści, co z pewnością ucieszy Dropsa, gdy już sięgnie po książkę. Zawarł bardzo szczegółowe, wnikliwe opisy miasta. Bohaterowie spacerowali  po ówczesnej stolicy, w której nie było Pałacu Kultury i Nauki, nędza i pustka rzucały się w oczy, „w miejscu dawnej dzielnicy żydowskiej, potem getta a następnie morza gruzów, rozpościerała się ogromna niezabudowana przestrzeń”. Na placu Bankowym stał pośrodku dziwny pomnik orła w koronie ze skrzydłami wyciągniętymi do przodu w geście chronienia gniazda. Szokował wręcz futurystyczny klocek Dworca Głównego, napawał grozą Rezerwat ruin na Koszykowej – pomnik wojny i powstania. Na placu Wolności z kolei stał Przez Wdzięczny Naród Wzniesiony Monument ku Czci i Wiecznej Chwale Twórcy Polskiej Niepodległości Marszałka Józefa Piłsudskiego – obelisk wystrzeliwujący w górę z postumentu o kształcie trzech czarnych sześcianów z napisami „Bóg”, „Honor”, „Ojczyzna”. Szpikulak to nazwa dzielnicy wokół Wieży Przyjaźni (polsko-francuskiej) z windą na taras widokowy, z kilkoma muzeami, teatrami, kinami, centrum sportowym i przestrzenią wystawową.
 
Plany na kolejną wspólną przyszłość
 
W tej dziwnej Warszawie (Grażyna myślała, że to sen, że to minie, ale nie mijało) Ludwik psycholog wrócił do pierwszej żony Iwony, z którą mieszkał nie  w małym, ale w dużym mieszkaniu. Grażyna natomiast wynajmowała z koleżankami stancję. Pracowała jako nauczycielka przygotowania do życia w rodzinie w Efie, francuskiej szkole dla biednych dziewcząt ze wsi, często z patologicznych rodzin, która miała za zadanie przygotować żony dla Francuzów. Wróciła do swojego chłopaka Adama, ale z czasem go porzuciła, aby z Ludwikiem ponownie przeżyć upojną noc na Mazurach, podczas której począł się ich syn Jacek. Na podróż Ludwik  przygotował niespodziankę – radio tranzystorowe, z którego popłynęły na melodię My Way Franka Sinatry słowa, że będzie „płakać, śmiać się i żyć tak jak zawsze”. Ale czy to znowu  się ziści? Przecież nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nie zawsze druga szansa na lepsze życie się udaje. Nic nie jest jak zawsze!
 
Jak zawsze na pewno jak zawsze?
 
Pisarz bardzo wnikliwie analizuje książce ówczesną sytuację polityczną i społeczeństwo polskie, używając jako narzędzia dużej dawki osobliwego humoru, ironii, sarkazmu. Są też momenty wzruszające i poruszające. Książka jest podzielona na rozdziały noszące tytuły nazw miesięcy, a każdy składa się z ponumerowanych podrozdziałów opowiadających o przeżyciach Grażyny (narracja pierwszoosobowa) i Ludwika (narracja trzecio osobowa).
 
Mama Dropsa poleca!
 
Jak zawsze to bardzo ciekawa książka o zaskakującym i niezwykle wzruszającym zakończeniu. Polecam!
 

 

 

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
 

 

„Ogród Zuzanny” – Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 
tytuł: „Ogród Zuzanny. Miłość zostaje na zawsze”
tom: pierwszy
autor: Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
Wydawnictwo W.A.B.
liczba stron: 400
premiera: 31.01.2018 r.
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz! 
 
 
 
 
 
Ogród Zuzanny. Miłość zostaje na zawsze – Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska
 
Pojutrze (środa, 31 stycznia) premierę ma I tom Ogrodu Zuzanny – owoc współpracy duetu nieznanych mi wcześniej dziennikarek. To powieść obyczajowa o trzech pokoleniach kobiet mieszkających w niezwykłej willi w malowniczej podwarszawskiej miejscowości. Babcia Cecylia, matka Krystyna i architekt ogrodów Zuzanna. Dzieli je wiek, charaktery, ale łączy, oprócz więzów krwi, tęsknota za prawdziwą, porywającą serce i usypiającą rozum miłością. Czy warto iść w środę do księgarni lub robić zakupy on-line? Zapraszam do lektury recenzji.
 
Tajemniczy ogród – ogród, który mówi
 
Zuzanna samotnie wychowuje nastoletniego syna, Wojtka. Coraz częściej widzi, że chłopakowi brakuje męskiego wsparcia, a i ona tęskni za miłością i czułością. Pracuje w lokalnej firmie projektującej ogrody. Jest prawą, ale niedocenianą ręką zadufanego w sobie Roberta Kozaka. Pewnego dnia dostaje pozornie zwykłe zlecenie – ma ożywić ogród w dotychczas opuszczonej willi Jolancin. Wszystko się zmienia, gdy poznaje właściciela posiadłości. Tajemniczym biznesmenem z Warszawy okazuje się jej stary znajomy, Adam Przygodzki… Zuzanna  postanawia opowiedzieć mu o swoich skrywanych przez lata uczuciach. Nie robi tego jednak wprost, werbalnie. Posługuje się roślinami. Językiem kwiatów chce mu przekazać ukrytą wiadomość. Jaką? Tego nie zdradzę.
 
Powieść pachnąca lawendą
 
Lawenda oznacza i nieufność, i płomienną miłość. Symbolizuje spełnienie życzeń i znów o miłości. Idealnie zatem pasuje do tytułowej bohaterki książki – która i chce, i boi się uwierzyć w miłość i na nowo zaufać mężczyznom. Czy dawny znajomy przywróci jej wiarę w potęgę tego najważniejszego uczucia? Milczę jak grób. Jedno jest pewne: Zuzanna może liczyć na wsparcie i dobre rady swoich przyjaciółek – matki-Polki Kazi,  roztrzepanej singielki Wioli i przede wszystkim ukochanej Babci. Cecylia jest powierniczką nie tylko wnuczki. Jej opowieści snute w klimatycznej willi są pełne ukrytych życiowych drogowskazów dla wielu mieszkańców Starej Leśnej. W dodatku historie nestorki rodu przenoszą Czytelników do Wołynia, w jego najmroczniejsze i najkrwawsze czasy. Cecylia lekcję prawdziwej miłości łączy z lekcją smutnej dla pokoleń Polaków (i nie tylko) historii.
 
Duet doskonały?
 
Przyznam szczerze, że nie znam zbyt wielu powieści napisanych przez dwie autorki. Rozpoczynając lekturę, obawiałam się o integralność fabuły i kreacji bohaterów. Niepotrzebnie – nie byłam w stanie rozróżnić, która z Pań odpowiadała za konkretny wątek czy opisy. Ogród Zuzanny to ciepła, spójna historia czteropokoleniowej rodziny (trzy kobiety i dorastający mężczyzna) oraz osób związanych z magiczną, nie tylko ze względu na niecodzienny wystrój, willą – wspomnianymi już przyjaciółkami pani architekt, miejscowym proboszczem czy aptekarzem. Choć bohaterów jest naprawdę wielu, wszyscy są wyjątkowi. Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska zadbały o wyraziste kreacje i, co ważne dla mnie, poczucie humoru postaci.
 
Polecać czy nie polecać? Oto jest pytanie!
 

 

 

Ogród Zuzanny reprezentuje mój ulubiony gatunek – powieść obyczajową. Szczerze mówiąc (a właściwie pisząc), po lekturze mam mieszane uczucia. Autorki wprowadziły mnie w nieznany dotąd świat języka roślin. Języka, który potrafi przekazać najskrytsze uczucia i wspomnienia. To bez wątpienia największy atut powieści. Są też, niestety, minusy… Lektura czterystu stron jak nigdy zajęła mi ponad dwa tygodnie. Opisy, choć plastyczne i uruchamiające każdy zakamarek wyobraźni, bywały dla mnie nieco przydługie. Pewne dialogi wydawały mi się wymuszone, wtrącone na siłę. Finał większości wątków też mnie nie zaskoczył, choć muszę przyznać, że zakończenie pierwszego tomu wywołało u mnie zdziwienie i ochotę na sięgnięcie po kolejną część tej historii. Jestem pewna, że wielu miłośniczkom gatunku powieść od początku do końca przypadnie do gustu. To książka, która zachwyci niejedną romantyczkę.