„Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia” – Małgorzata Lis

Read More
wybrać miłość

Małgorzata Lis, Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia, Wydawnictwo eSPe 2021.
Patronat medialny Dropsa Książkowego

Słowo „powołanie” kojarzy nam się głównie z życiem w zakonie lub z sakramentem kapłaństwa. Zapominamy, że Pan Bóg powołuje nas także do życia w małżeństwie, niektórzy mówią, że i do życia w pojedynkę. Niezależnie od tego, którą z dróg się wybiera, tak naprawdę wybiera się jedno – miłość.

„Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia” – w tytule nowej powieści Małgorzaty Lis zawarte jest wszystko to, co najważniejsze w tej historii. Wybieramy miłość, by znaleźć szczęście. Poczucie szczęścia ściśle wiążemy z miłością. Jak z poszukiwaniami i wyborami radzili sobie bohaterowie? Poznajcie ich!

Opowieść zaczyna się od… środka. Prolog to opis wydarzeń, których czytelnik będzie świadkiem mniej więcej w połowie lektury. Wzmaga się więc ciekawość – co doprowadzi do TEGO wydarzenia? Jaki będzie finał? Zanim dojdziemy do sceny z pierwszych stron, poznajemy Kubę. To maturzysta, który poszukuje swojej życiowej drogi. Myślał, że będzie architektem, jednak im bliżej wyboru kierunku studiów, tym bardziej serce pcha go ku furcie seminarium duchownego. Podsłuchana przypadkiem rozmowa rodziców, którzy z całego serca pragną mieć syna-księdza, i poznanie Olgi, tajemniczej dziewczyny, z którą uczęszcza na lekcje rysunku, zmieniają jego plany na przyszłość…

Nie jesteście przekonani do sięgnięcia po książkę, której głównym bohaterem jest dziewiętnastolatek? Spokojnie – Kuba dorasta. Podczas lektury czytelnik jest świadkiem jego wyborów, życiowych zmian, budowania relacji czy też najważniejszej wewnętrznej przemiany. Na naszych oczach chłopak staje się mężczyzną. Na swój sposób poszukuje szczęścia, nie zawsze lokując miłość tam, gdzie trzeba…

Boskie Książki – cykl Wydawnictwa eSPe – zobowiązuje do tego, by w książce pojawił się „boski wątek”. Tak jest i tym razem. Małgorzata Lis porusza bardzo ważny temat, jakim jest rozeznanie powołania. Kuba naprawdę się waha. Zastanawia się, które drzwi powinien otworzyć. Rodzice nie ułatwiają mu sprawy. Zwłaszcza mama wywiera na nim presję, nie mając do tego żadnego prawa. Pamiętam, kiedy mój Brat postanowił wstąpić do seminarium duchownego. Mama Dropsa nie była zbyt zadowolona, ale nie protestowała, nie rozpaczała, nie namawiała go do zmiany decyzji. Wiedziała, że to jego wybór, a jedynymi Osobami, które mogą go w nim utwierdzić, są Trzy Osoby Boskie i Najświętsza Maryja Panna. Mama Kuby ma swoje „powody”, jednak nie jest świadoma tego, jak bardzo krzywdzi ukochanego syna. Uważa, że tylko życie w służbie Bogu przy ołtarzu może dać Kubie pełnię szczęścia i spłacić pewien „dług”. W książce „Wybrać miłość” możemy więc obserwować, ile szkody przynosi podjęcie czyjejś, a nie własnej, decyzji. Często potrzeba lat, by naprawić wyrządzone krzywdy i wrócić na właściwe ścieżki.

Muszę przyznać, że powieść, dosłownie, pochłonęłam w dwie noce. Autorka jak zawsze zachwyciła mnie starannym językiem i umiejętnym łączeniem wątków – wiara przeplata się z codziennością tak jak jest, a właściwie tak jak powinno być, w codziennym życiu. Małgorzata Lis świetnie oddaje emocje, uczucia i myśli postaci. Współodczuwamy razem z nimi, wchodzimy w głąb ich serc. Krzyczymy, by czegoś nie robili. Kibicujemy, gdy podejmują właściwe decyzje. Pocieszamy ich, śmiejemy się razem z nimi… Ale oni tego nie słyszą. Sami poszukują szczęścia…

Każdy z nas ma inną definicję szczęścia. Myślę jednak, że gdyby się głębiej zastanowić, każda z nich miałaby wspólny człon – miłość. Kochamy Boga, drugiego człowieka, samych siebie. Oprócz miłości w życiu potrzeba nam też wiary – w Boga, w lepsze jutro, w samych siebie. I nadziei. To wszystko daje nam ta książka. Jest jak drogowskaz w poszukiwaniu szczęścia. I przestroga – że trzeba go szukać na własnych zasadach, a nigdy pod czyjeś dyktando. Bo choć ulegając presji, nie sprawimy przykrości drugiemu człowiekowi, zranimy, czasem niezwykle głęboko, samych siebie.

PREMIERA 7 CZERWCA

„Bóg w moim domu” – Kasia Olubińska

Read More
bóg w moim domu

Kasia Olubińska, Bóg w moim domu, Wydawnictwo Wam 2021.

„Gość w domu, Bóg w domu” – głosi znane przysłowie. A czy najważniejszego Gościa – Pana Boga – traktujemy z należytą uwagą? Ale zaraz, On przecież powinien być najważniejszym Mieszkańcem! No właśnie, jest Gościem czy Mieszkańcem? A sam dom – stawiamy na piasku, licząc, że burze nas ominą, czy na skale, ufając solidnym fundamentom…?

„Bóg w moim domu” to najnowsza i zarazem najbardziej intymna książka Kasi Olubińskiej. Jest pożegnaniem z ukochaną Mamą – najlepszą przyjaciółką, której świeczka życia zgasła niespodziewanie. Jest świadectwem życia w wierze oraz ufności w najtrudniejszym momencie. Jest wołaniem stęsknionego dziecka. Jest dziękczynieniem za życie w domu pełnym miłości i bezpieczeństwa, i za możliwość budowania takiego domu u boku ukochanego męża i psa. Jest powierzeniem najgłębiej skrywanych sekretów i marzeń. Jest też opisem życia w piekle pandemii.

Nagła śmierć mamy przewróciła życie dziennikarki do góry nogami. Runął świat, który dobrze znała. Świat pełen miłości, czułości, bliskości, opieki, przyjaźni. Teraz buduje nowy. Ale na dobrze znanych fundamentach. Buduje, korzystając z materiałów, które zostawiła jej mama – serce rodzinnego domu. Buduje z Panem Bogiem, któremu ani na chwilę nie przestała ufać. Wśród gruzów razem szukają wiary i nadziei.

„Bóg w moim domu” nie jest tylko pożegnaniem z mamusią. To także refleksja dotycząca obecności Boga w naszej domowej codzienności. W pandemii dom stał się centrum naszych światów. Biura, szkolne ławki, stoliki w ulubionych kawiarniach zamieniliśmy na dom. Nie mieliśmy dokąd uciec. Oko w oko stanęliśmy z tym, co budowaliśmy z innymi lub sami i wciąż budujemy. Dom stał się szkołą, miejscem pracy, miejscem modlitwy. Kasia Olubińska dzieli się wspomnieniami z pierwszych miesięcy epidemii.

Autorka opisuje dla nas swoje trzy domy: rodzinny w Kruszwicy – ściśle związany z kochaną mamusią; ten, który tworzą wraz z mężem w Warszawie i dom duchowy – kościół na Służewie. Każdy z nich jest nie tylko obiektem na mapie. Najważniejsze są nie mury, a ludzie, którzy go tworzą. Bóg, który mieszka wśród nich. Miłość, która krąży i buduje. Radość ze spotkań. Łzy, które oczyszczają i zbliżają do gospodarzy tych miejsc. Każdy rozdział nosi tytuł związany z elementem wyposażenia domu. Skojarzenia, wspomnienia, refleksje przeplatane są fragmentami z pisma świętego lub nauczania Wielkich Kościoła Katolickiego.

Przeczytałam tę książkę w jeden wieczór. „Bóg w moim domu” to dla mnie otulona różową okładką niczym obłoczkiem… wdzięczność i ufność. Właśnie one po lekturze wypełniły i wciąż wypełniają moje serce. Kasia Olubińska sprawiła, że na nowo zaczęłam praktykować wdzięczność. Nie rozpamiętuję tego, co było. Nie obawiam się przyszłości. Doceniam to, co jest tu i teraz. Nawet, gdy nie jest dobrze. Nawet, gdy leją się łzy. Wierzę, że po każdej burzy wychodzi słońce i niezależnie od sytuacji, w jakiej się znalazłam, cały czas za rękę trzyma mnie Bóg, a po różańcu wspinam się jak po stopniach schodów, na szczycie których czeka Matka Boska.

To lektura obowiązkowa dla czytelników poprzednich publikacji Kasi i jej bloga. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy na nowo chcą zaufać Bogu i zaprosić go do swojego serca i do swojego domu. To lektura dla tych, którym brakuje wiary i nadziei. Kasia i jej słowa Cię otulą – gwarantuję!