„Szepty drewnianych papug” – Anna Szczęsna (#MamaDropsaCzyta)

Read More
szepty drewnianych papug

Anna Szczęsna, Szepty drewnianych papug, Wydawnictwo Kobiece 2020.
#MamaDropsaCzyta

29 kwietnia 2020 r. miała miejsce premiera przepięknie wydanej dziewiątej powieści Anny Szczęsnej „Szepty drewnianych papug”, która przyciąga uwagę Czytelnika piękną, iście wiosenną okładką, opisem wydawniczym i metaforycznym tytułem. O czym szeptały Autorce drewniane, kolorowe papugi?

„Jest to książka o poszukiwaniu własnej drogi, o szukaniu szczęścia, o szukaniu miłości również, a także o tajemnicach rodzinnych, które często rzutują na nasze życie” – poleca Anna Szczęsna opowieść o Michalinie, jej mamie Mirce i babci Rysi na ten szczególny dla nas czas.

Trzy pokolenia kobiet, które żyją w sieci niedopowiedzeń i tajemnic. Czy będą potrafiły stawić czoła prawdzie, a także wybaczyć krzywdy? Moim zdaniem Pisarka stworzyła świetny portret psychologiczny głównej bohaterki Michaliny Brzozowskiej, prezentując jej trzy różne oblicza – stąd podział na trzy części zatytułowane: Michalina, Miśka i Misia.

Michalina, czyli dzieciństwo i historia toksycznego małżeństwa z Robertem

W dzieciństwie Michalina „rosła dziko, jak chciała”. Miała pod dostatkiem miłości bezwarunkowej i wolności, ale żadnych zasad i wymagań ze strony ekscentrycznych rodziców – sprzedawczyni rajstop w dzień a wieczorem wróżki, hippiski Mirki i poety Jurka. To jej rodzice byli jak dzieci a ona pełniła ich funkcje w domu. Zazdrościła relacji z rodzicami Robertowi, młodzieńczej, licealnej miłości i niedościgłemu ideałowi. Pragnęła być taką jak on i chciała tak żyć jak oni. Świadoma swoich braków dziwiła się, że Robert chce z nią być. Czym mogła mu zaimponować? Może tym, że dawała się formować jak plastelina, manipulować sobą. Obawiała sie jedynie, że postawa rodziców może pokrzyżować jej plany na przyszłość. Chciała ładu, porządku i przewidywalności. Do tego dążyła. Poczucia bezpieczeństwa i jasno określonych zasad. Swoje schronienie znalazła pod skrzydłami Roberta, nie wiedziała tylko, że nie na tym polega miłość. A po ślubie pochłonęła ich praca, zarabiali na mieszkanie. Doszło do rozdźwięku,        żyli jako zespół, ale o wszystkim decydował mąż, stopniowo osaczając żonę. Jego kariera jako informatyka była najważniejsza a ona jako pracownik biurowy nie mogła sie rozwijać. Doskwierała jej samotność, pustka, czuła , że usycha. Miała wrażenie, że jest jak mebel, wielofunkcyjne urządzenie kuchenne. Dom zamienił się w klatkę, „pełną obwarowań i uzależnienia od humoru Roberta”. Mąż okazał sie awanturnikiem, furiatem, którego się bała. Nie jest ofiarą. nie chce sie tak czuć i nie podobało się jej, jak traktował ją Robert. (…) Jej mąż okazał sie zupełnie kimś innym, niż sądziła. Sytuacja w domu odbijała sie na jakości  pracy. Jak dobrze, że mogła liczyć na wsparcie i pomoc przyjaciółki Marioli. Gdy mąż zaczął urządzać jej awantury, szantażować emocjonalnie, poniżać „jesteś nikim”, tyranizować i obsesyjnie wręcz kontrolować, zdesperowana i zdezorientowana podjęła decyzję o ucieczce od sadysty. Sięgnęła dna: była bez pracy, bez dachu nad głową i bez perspektyw.Tym samym dała sobie szansę.

Miśka. Czekała ją długa droga. Celem było odnalezienie siebie i poznanie, co lubi, kim jest, czego pragnie. Największa niewiadoma – ona sama. Bardzo chciała wierzyć, że jest cos warta, że ma na coś wpływ, że nie jest tylko odbiciem tych, z którymi przebywa.

Przed Miśką bardzo trudne zadanie – powrót do siebie. Przyszłość należała do niej, miała plan na siebie. Zatrzymała sie u babci Ryszardy, kobiety niezależnej, z którą nie miała kontaktu. Wystarczył jeden telefon. Nie chciała wracać do rodziców. Zmieniła wszystko, miała osobne mieszkanie u babci, nową pracę, zmieniła styl bycia, nawet wygląd. Z czasem pozbierała się i odzyskała siebie, polubiła siebie. Cieszyła się chwilą, zachłysnęła wolnością, jakkolwiek koszmary powracały nocą. Nadal utrzymywała kontakt z Mariolą. Zaprzyjaźniła się z częstym bywalcem biblioteki, trochę dziwnym człowiekiem – Wojtkiem Lipką. Dzięki babci naprawiła relacje z rodzicami, mogła się nimi nacieszyć. W szczerej rozmowie poznała historię babci. postanowiła doprowadzić też do naprawienia relacji mamy z babcią. Dostała od Rysi na urodziny piękne kolczyki: drewniane kolorowe papugi, które przykuwały uwagę swoją oryginalnością. Dzięki nim poznała bardzo sympatycznego czytelnika i dobroczyńcę Sławomira. Problemem nadal pozostał Robert , zdecydowała bowiem, że musi się zająć rozwodem. Jeszcze nie była gotowa, wolała więc pomagać innym, żeby zagłuszyć gonitwę złych myśli. I to jej wychodziło. Wpadł jej do głowy szalony pomysł nakręcenia filmu promującego kulturę. W szczególności chodziło o pozyskanie sponsorów, których datki polepszyłyby sytuację biblioteki, w której pokochała pracę z dziećmi. Ten film wywołał lawinę zdarzeń, które z kolei zmieniły życie bohaterki.

Misia, już nie Miśka

Nie była Miśką, która za nic miała ambicje, plany i cele, która żyła z dnia na dzień, udając, ze wszystko jest w jak najlepszym porządku, chociaż w środku była poraniona i ścierało sie w niej wiele niepasujących do siebie elementów.

Była już sobą a w jej sercu zagościł spokój. Kroczyła po prostej drodze. Zaczęła znowu od zmiany w wyglądzie na jeszcze bardziej kobiecy, elegancki ale z pazurem. Tylko drewniane papugi pasowały do każdego jej wizerunku. Postanowiła uregulować swoją sytuację z Robertem. Razem ze Sławkiem mieli świetny pomysł na pracę w jego nowej firmie. Przeżyli rodzinne Boże Narodzenie, co stało się doskonałą okazją do wyjaśnienia pewnych niedopowiedzeń, tajemnic, żalów skrywanych na dnie serca córki Mirki i matki Rysi oraz córki Misi i mamy Mirki, które narosły przez lata. Ale czy to było takie proste? Czy bohaterki wyciągnęły z tej pamiętnej Wigilii lekcję życia? Czy na kryzysie rodzinnym da się coś dobrego i trwałego zbudować w relacjach? Czego tak bardzo pragnęła teraz Misia? W tej części podczas lektury też nie zabraknie nam wielu emocji, wzruszeń, uniesień, ale też i koszmarnych chwil, pełnych strachu, lęku, bólu. Tych złych dostarczy  Robert i pewna okropna historia z przeszłości. Doświadczenia wyniesione przez bohaterki z pewnością otworzą nowy etap w życiu każdej z nich. Bo nigdy nie jest za późno na zmiany.

To niezwykle interesująca i poruszająca opowieść o trzech pokoleniach kobiet, z których każda idzie przez życie trudną drogą. Ale wyniesione doświadczenia są przyczynkiem do zmian. Nic nie dzieje się przypadkiem. Spotkanie Misi z babcią, poznanie jej historii życia, znalezienie u niej prawdziwego domu, przekonanie, że obie są tak do siebie podobne, utwierdziły ją w przekonaniu, żeby nigdy nie popełniła jej błędów. Misia pragnęła być z kimś, budować silną relację opartą na miłości, przyjaźni, zaufaniu i akceptacji. Jakże ważna jest szczera rozmowa w budowaniu relacji interpersonalnych i ich pielęgnowanie oraz  dążenie do naprawienia relacji. Ważne jest też stawić czoła prawdzie i wybaczyć, aby odzyskać radość, spokój w sercu i harmonię w życiu, żeby się wszystko ułożyło i było już tylko lepiej. Anna Szczęsna uświadamia czytelnikom, jakie wartości w życiu są istotne: miłość, przyjaźń, rodzina, wdzięczność, zainteresowania i pasje, drobne przyjemności. Z drobiazgów przecież składa sie nasze życie. Bardzo wnikliwie pisarka scharakteryzowała bohaterkę, narysowała słowami jej jakże ciekawy portret psychologiczny. Każdy bohater jest świetnie wykreowany, autentyczny z krwi i kości. Obok Michaliny bardzo przypadła mi do serca Mariola- niesamowita przyjaciółka, która pomogła wiele bohaterce oraz babcia Rysia i jej partner Bogdan. Powieść napisana jest lekkim stylem, pięknym językiem, mimo że porusza tak trudne tematy i wciąż aktualne. Ile dzisiaj jest kobiet ofiar, które nie mogą się wyrwać z toksycznej relacji z mężem psychopatą, sadystą. Narażają siebie i dzieci na krzywdę nie do naprawienia. Bariera wstydu, żeby się przełamać i opowiedzieć komuś o swoim piekle jest nie do pokonania. Jakże trudno jest wyznać komukolwiek: „Mój ojciec był alkoholikiem, z dzieciństwa pamiętam tylko awantury, kłótnie, płacz mamy i uciekanie z domu…”. Gdzieś przeczytałam wypowiedź psycholożki, że każdy nasz dzień jest konsekwencją naszego dzieciństwa, bo każdy nasz dzień wynika z poprzedniego dnia, a ten z kolei z poprzedniego. Nie możemy sie odciąć od dzieciństwa. Całe życie Anny Szczęsnej jest związane z książkami. Miśka pracuje w bibliotece, gdzie oprócz wypożyczania książek zajmuje się organizacją zajęć plastycznych dla dzieci. Z powodu niskich nakładów finansowych na biblioteki czy tez domy kultury pracownik musi się wykazać kreatywnością, oryginalnymi pomysłami, świetnym zorganizowaniem – aby zrobić coś z niczego. Miśka pracowała jak „zaklinaczka dzieci”, potrafiła je zachęcić, zainteresować i skłonić do współpracy. Pisarka pokazała prawdziwą pracę bibliotekarek – niezwykłych osób, utalentowanych, z wielkim potencjałem. Bardzo dziękuję za kolejną, niezwykle interesującą i poruszającą powieść. Gorąco zachęcam Czytelniczki do przeczytania.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Kobiecemu na egzemplarz do recenzji!

„Rozmerdane święta” – Agnieszka Olejnik

Read More
rozmerdane święta

Agnieszka Olejnik, Rozmerdane święta, Wydawnictwo Kobiece 2019.

Powieść świąteczna, która bawi i wzrusza do łez? Agnieszka Olejnik i Wydawnictwo Kobiece mają dla Was świetną propozycję! „Rozmerdane święta” to historia, która łączy w sobie wszystkie must have książki na Boże Narodzenie – miłość, śnieg, magię świąt, mnóstwo śmiechu i wzruszeń.

Miłość można znaleźć w najmniej spodziewanym momencie. A co w sytuacji, gdy znajduje się ją na… śmietniku?

Kilkoro bohaterów, porzucony chory kundelek i jedno pragnienie – pragnienie miłości. Olgierd to 30-letni polonista, który niezbyt dobrze radzi sobie w kontaktach z kobietami. Bez powodzenia próbuje się odczepić od maminej spódnicy, Krystyna wciąż widzi w nim małego chłopca. Sara, jego najlepsza przyjaciółka, uważa natomiast, że nauczyciel jest gejem – w końcu tak dobrze ją rozumie… Dziewczyna nie zauważa, że od lat Olgierd do niej wzdycha. Ideałem mężczyzny Oluś staje się za to dla matki niepełnosprawnego ucznia, która daje mu wskazówki dotyczące opieki nad zwierzętami… Wybuchowa miesznka? Oj tak! Eksplozja nastąpi w Boże Narodzenie. Co się wydarzy? Kto kogo pokocha i kto zaopiekuje się pieskiem? Musicie się dowiedzieć!

Ogromną zaletą tej powieści jest narracja. Narratorów jest tylu, ilu bohaterów. Olgierd, Krystyna, Sara, Małgorzata i Stanisław – szef Krysi – każdy opowiada historię z własnej perspektywy. W poszczególnych rozdziałach nie brakuje śmiechu i wzruszeń. Wszystkie postaci bowiem są bardziej lub mniej pogubione w życiu. Spychają na bok własne pragnienia, próbując zagłuszyć tęsknoty za miłością, ciepłem, bliskością… Bohaterem, który wszystkich łączy jest porzucony kundelek – także narrator.

Boże Narodzenie to czas cudów, wybaczania i miłości. Czas zmiany na lepsze. Dni pachnące piernikiem, barszczem i… bliskością. Czy okażą się przełomowe dla bohaterów? Przekonajcie się sami, sięgając po powieść! Zaczęłam czytać ją dziś i… skończyłam godzinę temu. To idealna propozycja na przedświąteczny czas. Wigilia za miesiąc, pora zacząć przygotowania. Może zamiast sięgać po ścierki i wyciągać przepisy, warto odrobić lekcję z wrażliwości? „Rozmerdane święta” na pewno w tym pomogą!

„Był sobie pies 2” – W. Bruce Cameron

Read More
W. Bruce Cameron, Był sobie pies 2, Wydawnictwo Kobiece 2019.
Nadchodząca premiera (18 września) merda ogonem i wesoło szczeka! 😉 Jeśli macie psa, nie sięgajcie po tę książkę bez niego u boku. Ja to zrobiłam i zamiast grzecznie czytać, płakałam i tęskniłam. Porzuciłam więc lekturę przed urlopem. Po powrocie znad Bałtyku ostatnie kilkadziesiąt stron doczytywałam z moim kundelkiem, Dropsikiem, u boku.
To nie jest zwykła powieść. Bo narrator jest niezwykły. Świat przedstawiany jest z perspektywy psa. Dowiadujemy się więc, jak swoich właścicieli, życie w domu, na podwórku, w schronisku odbiera zwierzak.
Głównym bohaterem, czyli wspomnianym narratorem, jest znany czytelnikom Był sobie pies jako Bailey, Toby, Ellie, Koleżka… W drugiej części powraca w nowym psim wcieleniu, aby wypełnić kolejną misję. Misję związaną z jego pierwszym właścicielem…
Mała Clarity June opuszcza ukochaną babcię i jej psa i wyjeżdża z matką do wielkiego miasta. Psiak przeżył już wiele żyć i sporo się nauczył o ludziach. Bailey powraca w nowym wcieleniu na czterech łapach i spotyka dorastającą Clarity. Wie, że jego misja jeszcze nie została wypełniona – musi pilnować i strzec dziewczynki. Musi być dzielnym psem! Tym razem zrobi wszystko, aby pomóc ukochanej pani odnaleźć prawdziwą miłość i zrealizować jej marzenia. Czasami będzie musiał odejść, by zaraz znów powrócić jako inny psi przyjaciel. Przyjaciel wierny, bezgranicznie kochający właścicielkę. Czuwający do ostatnich chwil – swoich i jej…
Czy przed lekturą Był sobie pies 2 należy poznać poprzednią część? Moim zdaniem tak. Wtedy łatwiej zrozumieć niezwykłą więź, która łączy pupila z „jego dziewczynką”. 
Jak wspomniałam na początku, podczas lektury wielokrotnie się wzruszyłam. Od ponad jedenastu lat tworzę z moim kundelkiem tę wyjątkową relację. Myślę, że osobie, która nigdy nie miała psa, ciężko to zrozumieć… Najlepsza książka i najlepszy film nie oddadzą tej więzi, miłości, oddania, lojalności i wierności. Za każdym razem, gdy wracam z Rzeszowa do domu rodzinnego, Dropsik wita mnie z takim samym entuzjazmem. Był sobie pies – książka W. Brucea Camerona pomogła mi w poznaniu świata mojego szczekającego przyjaciela.
Trafne komentarze okraszone humorem, niekiedy ironią i przede wszystkim psią wiernością – to bez wątpienia zalety narracji w powieści. Historię wręcz się pochłania, raz po raz uśmiechając się lub obcierając łzy wzruszenia lub smutku. Chusteczki higieniczne muszą więc być pod ręką. Opowieść o pieskim życiu na pewno podbije Wasze serca!
Za egzemplarz i możliwość przedpremierowej lektury dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!
Już wkrótce premiera filmu o tym samym tytule! Kinomaniakom i miłośnikom ekranizacji zostawiam trailer J
 

„Testerka szczęścia” – Anna Szczęsna

Read More
 

 

Anna Szczęsna, Testerka szczęścia, Wydawnictwo Kobiece 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
Ostatnie dni czerwca spędziłam z niezwykłą książką Anny Szczęsnej, bibliotekarki, miłośniczki dobrego filmu i literatury, autorki powieści dla kobiet i o kobietach, „Testerką szczęścia”. To piękna opowieść o poszukiwaniu szczęścia, doświadczaniu życia i odkrywaniu miłości. Tytułowa bohaterka Agnieszka Piotrowska, wiodąca wygodne i szczęśliwe życie dwudziestoośmioletniej singielki, właścicielka białego domku pokrytego czerwoną dachówką z ogrodem (bajkowe miejsce, relikt przeszłości, prezent od ukochanej babci), pracuje jako „testerka szczęścia”. Prowadzi nieźle rozwijającego się bloga, na którym recenzuje wszelkiego rodzaju książki, poradniki mające wskazać ludziom drogę do szczęśliwego życia. Wszelkie porady i wskazówki testowała na sobie, stając się specjalistką od tego tematu. Pomagała tym samym unikać hochsztaplerów, wskazując wartościowe źródła informacji. Ponadto brała udział w licznych konferencjach, szkoleniach, warsztatach, poznawała nowych, ciekawych ludzi, z których relacje, recenzje również zamieszczała na blogu. Ciężka praca blogerki , solidność, szczerość, motywacja, dobra energia – to wszystko zapewniło jej popularność i bardzo dobrą opinię. Była spełnioną kobietą. Aż tu nagle jej ułożone, szczęśliwe życie zostało wywrócone do góry nogami, gdy otrzymała zaproszenie na ślub siostry. Asia postawiła twardo warunek, żeby przyszła na ślub z facetem. Zażądała również relacji z poszukiwań. A to nie było łatwe! Przecież nie zamierzała się z nikim wiązać. Agnieszka miała na to trzy miesiące. Mimo wszystko postanowiła spełnić życzenie siostry i zaczęła, jak zawsze, od nakreślenia na brystolu roboczego planu i wdrożenia go w życie. I tu zaczęły się schody, Agnieszka mocno się rozczarowała poszukiwaniem „faceta jak marzenie”. A przecież ona tylko „chciała być jak babcia – skupiona zawsze na jasnej stronie życia”. Doszło do przykrego incydentu. Pokłóciła się z siostrą, którą uważała za przyjaciółkę. Przypomniała sobie, jak babcia mówiła, że nad ich rodziną ciąży klątwa, bo mężczyźni umierali zbyt młodo lub znikali, odchodzili. A historia lubi się powtarzać. Aga nie pamiętała ojca, to babcia i mama zajmowały się jej wychowaniem. Czy „specjalistce od szczęścia” poszczęściło się i znalazła faceta? Jak się skończyły krótkie znajomości z Arturem i z Krzysztofem? Do jakich przemyśleń, analiz skłoniło bohaterkę ich bliższe poznanie? Absolutnie nie spodziewała się, że jedna prośba Asi wywoła lawinę w jej życiu, które nagle zaczęła inaczej postrzegać. Pojawiły się bowiem nowe emocje, które , na szczęście, okazały się mieć charakter wręcz oczyszczający. Dopiero poznanie tajemnicy Leny, pracującej u mamy, a następnie jej strata i fala emocji, spadek energii, rysa na jej szczęściu zweryfikowały wszystko, w co wierzyła, jej wartości i priorytety. „Szczęście schowało się do kąta. Przykryło się kurzem, skuliło, wstrzymało oddech i przypatrywało się Agnieszce siedzącej przy stole. Nie cieszył jej dzień ani perspektywa kolejnych zawodowych wyzwań. Rozwój osobisty stał się pustym słowem. Wsłuchiwała się w swoje emocje i zdała sobie sprawę, że straciły na intensywności, zbladły i nie dawały już tej energii, która od zawsze ją napędzała”. I wtedy na drodze Agnieszki pojawił się Bartek, który znalazł się na życiowym zakręcie i próbował poradzić sobie ze stratą siostry. Dziewczyna zaoferowała mu swoją pomoc. A Bartek odwdzięczył się tym samym, gdy znalazła się poturbowana życiowo. Bardzo ciekawe były ich rozmowy o szczęściu, ale i o żalu, poczuciu winy, o tym, jak uporać się ze stratą bliskiej osoby. Czy w osobie Bartka Agnieszka znalazła partnera na ślub Asi? Ta znajomość miała niespodziewany ciąg dalszy, została wystawiona na wiele prób. W jaki sposób pomogła bohaterom babcia Anna, która była kompasem Agi? Czego dokonał w ich życiu wyjazd w Bieszczady? Czy w końcu bohaterowie odnaleźli swój przepis na szczęśliwe życie?  Nic więcej nie zdradzę z treści książki, bo i tak kilka razy „popłynęłam”.
 
„Testerka szczęścia” to niezwykła życiowa opowieść, dzięki której każdy Czytelnik zdefiniuje, zweryfikuje sobie pojecie szczęścia. Udzieli odpowiedzi na trudne pytanie, co dla niego jest synonimem szczęścia – pełnego i prawdziwego szczęścia.  Bowiem często szukamy go nie tam, gdzie trzeba. A definicje i porady książkowe mogą nas wprowadzić w błąd.
 
„Życie to nie tylko uczucie obezwładniającego szczęścia. Nie jesteś robotem, którego można zaprogramować na jedno uczucie. Tak jak niebo każdego dnia jest inne, tak ty w środku, o, tutaj, gdzie cie teraz tak boli, się zmieniasz. W każdej minucie. i pozwól sobie na to. Pozwól sobie na ten smutek. Poczuj go, zaprzyjaźnij się z nim, nie walcz, nie spychaj go do podświadomości. to jesteś ty. Najpiękniejsza, najmądrzejsza, najdoskonalsza i cała moja”.
 
Mamy więc prawo do całej gamy uczuć, nie możemy każdego kroku analizować, kontrolować. „Szczęście to tylko chwila, która się pojawia i znika, ale najważniejsze jest życie”. To drugi człowiek może być najlepszym przewodnikiem naszej duszy, uświadomiła sobie Agnieszka, wędrując po górach i słuchając historii Bartka. Okazał się także świetnym przewodnikiem po bieszczadzkich szlakach, które znał i kochał niemal od dziecka. Stąd też powieść może nam towarzyszyć podczas wędrówek po Połoninie, gdzie człowiek może w pełni poczuć się wolnym. Zielony szlak poprowadzi nas na małą Rawkę, później na Wielką Rawkę i niebieskim szlakiem wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej do Krzemieńca. Dalej Rabia Skała, Jawornik i zejście do Wetliny. Natomiast niebieskim szlakiem możemy też pójść na Bukowe Berdo i dotrzeć na Tarnicę, z której będziemy się zachwycać widokami okolicy. Jeszcze Ustrzyki Górne, urokliwa Komańcza. Anna Szczęsna do opisów bieszczadzkich szlaków wprowadziła opisy emocji  bohaterów, bowiem klimat Bieszczad sprzyjał refleksjom nad życiem, nad szczęściem, uświadamiał błędne myślenie i dokonywał cudownych przemian w psychice bohaterów, a zwłaszcza u Agnieszki. Bohaterka zrozumiała, że „największe szczęście kryło się w bliskości z drugą osobą i w pięknie otaczającego świata”, a dała temu wyraz, rezygnując z dotychczasowego życia, by zorganizować… „wyprawę po życie”.
 
„Testerka szczęścia” to piękna i wzruszająca opowieść, w której Autorka uświadamia nam, co w życiu jest najważniejsze, pomaga też odnaleźć własny przepis na szczęśliwe życie. Ujął mnie styl powieści, kreacja bohaterki i bohaterów drugoplanowych – rodzina trochę zwariowana Agnieszki, ale tu można liczyć na wzajemną pomoc a rodzina  Bartka – jakże kontrastujący obraz. Powieść napisana jest pięknym językiem. Cudowne opisy przyrody, Bieszczad i opisy przeżyć wewnętrznych bohaterów świetnie współgrają ze sobą. A poza tym można tu znaleźć skarbnicę cytatów, cudownych myśli, drogowskazów, porad. Powieść składa się z krótkich rozdziałów, które napędzają akcję. Ich tytuły są intrygujące. Kilka zaskakujących zwrotów akcji i… zaskakujące zakończenie zmuszające czytelnika do napisania we własnej wyobraźni kolejnego a nawet kilku rozdziałów. Moim skromnym zdaniem to idealna książka do zabrania ze sobą na wakacje. Polecam gorąco na wakacyjne wieczory!
 
Dziękuję serdecznie Wydawnictwo Kobiece za egzemplarz do recenzji!
Książkę można wygrać w konkursie na Facebooku: 

 

„Zakochani rozbitkowie” – Julie Johnson

Read More
 

 

Julie Johnson, Zakochani rozbitkowie, Wydawnictwo Kobiece 2019.
 
4 lipca to idealna data na publikację tej recenzji. To dzień, w którym główna bohaterka powieści, Violet, obchodzi urodziny. Te opisane w książce są wyjątkowe. Wystawne przyjęcie? Niespodzianki? Nie. Dziewczyna cudem ocalała z katastrofy lotniczej i urodziny spędza na bezludnej wyspie. No, nie do końca bezludnej. Towarzyszy jej przystojny fotograf. Dwoje rozbitków – także życiowych, jest zdanych tylko na siebie. Będzie romans czy tragedia? A może jedno i drugie…?
 

Zawsze uważałam, że ocean jest piękny. Zachwycałam się tym, jak nieustannie całuje brzeg, niczym najbardziej wytrwały kochanek. Podziwiałam dźwięki, jakie wydaje, muskając piaszczyste wydmy i skały. Dla mnie był doskonałym miejscem do pływania nago w letnie noce i zanurzania się po kostki w ciepłej, płytkiej wodzie, a jego brzeg nadawał się idealnie na długie spacery o zachodzie słońca. Potężny, owszem, ale powściągliwy. Powolnie niszcząca siła, pełna wdzięku nawet w swoim zniszczeniu.

 
To miały być wakacje życia. Opieka nad kilkuletnią córeczką bajecznie bogatych przedsiębiorców na rajskiej wyspie. Szansa na zarobek i zwiedzenie świata. Wystarczyła burza, by plany nastoletniej Violet, dosłownie, legły w gruzach. Z katastrofy prywatnego samolotu ocalała ona, wspomniany fotograf i steward. Cała trójka, cudem, dopływa na łodzi ratunkowej do bezludnej wyspy. Stan członka załogi nie jest jednak najlepszy – nieprzytomny, walczy z gorączką, a rana nogi nie wygląda najlepiej. Konieczna jest amputacja. Opieka nad ciężko rannym człowiekiem, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji i bez widoków na ratunek, przebiega na granicy szaleństwa. W dodatku relacje Violet i Becka, utytułowanego fotografa, nie są najlepsze. Pierwsze spotkanie na lotnisku nie pozostawiło dobrego wrażenia, którego nie zatarła nawet tragedia. By przetrwać, by pomóc przetrwać Ianowi, muszą połączyć siły. 
 
Rozkapryszona nastolatka i trzydziestoletni buc? Takie pozory sprawiają główni bohaterowie. To tylko maski. Oboje przeszli wiele i musieli przetrwać niejedną życiową katastrofę. Poranieni, na skutek tragedii i niewłaściwych wyborów, na wyspie, z dala od wszystkiego i wszystkich, rozbite dusze i serca składają na nowo. Przechodzą prawdziwe emocjonalne i uczuciowe katharsis.
 
Uwagę czytelnika przykuwa nie tylko treść książki. Wydawnictwo Kobiece dba o wizualny aspekt swoich powieści. Mamy więc klimatyczną, idealnie oddającą fabułę okładkę, ilustracje przy początkach każdego z rozdziału i czcionkę wpływającą na tempo czytania. I historia, i grafika – iście wakacyjne!
 
Zakochani rozbitkowie to powieść idealna na plażę lub do przydomowego ogródka. Na jeden, góra dwa wieczory. Ja zaczęłam czytać po niedzielnym śniadaniu, skończyłam przed obiadem. Książkę czyta się szybko. Wpływ ma nie tylko czcionka, ale i narracja pierwszosobowa. Historia opowiadana jest z perspektywy Violet. Styl? Moim zdaniem typowy dla wakacyjnego romansu – dużo dialogów, niedługie opisy. Warto jednak podkreślić, że poruszają one wyobraźnię czytelnika – podczas lektury czuć piach pod stopami, po palcach cieknie mleko kokosowe, a  przed oczami rozpościera się zachodzące nad oceanem słońce. 
 
Powieść Julie Johnson to letnia historia na letnie dni. Trochę łez, trochę namiętności, miłość, tęsknota i perypetie. Przyjemne „czytadło”, gdy chce się odpocząć od kryminałów lub literatury obyczajowej podejmującej trudne i skomplikowane wątki.  

Książkę można wygrać w konkursie na blogowym Facebooku, zapraszam!
 
Wydawnictwu dziękuję serdecznie za egzemplarz do recenzji!
 
 

„Niebezpieczna gra” – Emilia Wituszyńska (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 

 

Emilia Wituszyńska, Niebezpieczna gra, Wydawnictwo Kobiece 2019.
 
Niebezpieczna gra, debiut Emilii Wituszyńskiej, towarzyszył mi podczas ostatnich podróży pociągiem do i z Warszawy. Kilka godzin w trasie wystarczyło, by przeczytać tę książkę. Jak wrażenia? Wydawca twierdzi, że to historia podobna do tych pisanych przez Paulinę Świst. Ma rację, ale… moim zdaniem nie do końca. Szczegóły poniżej – zachęcam do przeczytania recenzji.
 
Będę szczera – do pewnego momentu oceniałam Niebezpieczną grę dość krytycznie. Odwrócony Bodyguard. On w niebezpieczeństwie, ona pilnuje go na każdym roku. Wszystko to kończy się zakochaniem. Czy z happy endem? Wiecie, że nie zdradzam zakończeń 😉 . Typowy schemat, kilkanaście przekleństw, „erotyczne wycieczki” w myślach, i nie tylko, bohaterów, świat polskiej policji od kulis, zdrady, porachunki mafijne. W książce znalazło się niemal wszystko. Kiedyś pewnie zachwyciłabym się takim połączeniem, dziś oczekuję, nawet od tego typu historii, czegoś więcej niż rozrywki i chwili zatopienia się w lekturze. Ale… Niczym w dobrym filmie, o czym opowiadał Tomasz Sekielski podczas Targów Książki w Rzeszowie,  nastąpiło aż tu nagle – boom, którego się nie spodziewałam i który sprawił, że spojrzałam na debiut Emilii Wituszyńskiej przychylniej.
 
Weronika, świetna policjantka, ulubienica szefa, nie potrafi się otrząsnąć po śmierci służbowego partnera – obwinia się o tragiczne zakończenie akcji. Jej przyjacielem staje się alkohol. Tymczasem dochodzi do zabójstwa kandydata na premiera, a jedynym świadkiem zbrodni jest… pijany aktor. Przemek, bożyszcze nastolatek (i nie tylko), król ekranu, bilbordów i ścianek w strachu o swoje życie domaga się ochrony. Dostaje ją. Jego aniołem stróżem zostaje nie kto inny a Weronika właśnie. Kobieta w przeciwieństwie do tysięcy fanek nie podziwia jego talentu i urody. Do czasu… Wspólne życie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę zbliża ich do siebie, a przykrywka – czyli udawanie pary – wymyka się spod kontroli… Jak wspomniałam, schematycznie było do czasu. Do tego aż tu nagle. Okazuje się, że sprawa związana z zabójstwem polityka ma dużo głębsze dno niż się wydawało. Spisek sięga najwyższych szczebli władzy i wchodzi z butami w niejedną rodzinę. Finał śledztwa zaskakuje – i bohaterów, i czytelników.
 
Niebezpieczna gra to dobra propozycja dla osób, którzy czytając, chcą oderwać się od rzeczywistości i zatopić w innym świecie. Książka wciąga niczym serial na Netflixie. Fabuła i zapis historii też przypominają serial – dialogi przeważają, nie ma zbyt wielu refleksji. Akcja toczy się szybko, opisy są bardzo dynamiczne. Cieszę się, że bohaterowie mają związek z Podkarpaciem i Bieszczadami – te rejony są mi bliskie, a zdecydowanie za rzadko pojawiają się w polskiej literaturze. Co z językiem? Tu bez zaskoczenia – jest prosty, ale trzeba to wyraźnie podkreślić – nie prostacki. Wulgaryzmy się pojawiają, ale jest ich mniej niż we wspomnianych powieściach Pauliny Świst. Także opis scen erotycznych są delikatniejsze i jest ich zdecydowanie mniej niż u autorki Komisarza. Bardzo podobał mi się graficzny element pojawiający się na pierwszej stronie kolejnych rozdziałów – dodawał mroku i tajemniczości.
 
Z jednej strony pewna część historii została zamknięta. Z drugiej – otwarte drzwi pozwalają na napisanie kolejnej części. Jeśli będzie, mimo początkowych rozterek przy lekturze tej książki, chętnie po nią sięgnę – mieszanka świata policji i zbrodni ze światem show biznesu zaciekawia.
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
 

„O psie, który wrócił do domu” – W. Bruce Cameron

Read More
 

 

W. Bruce Cameron, O psie, który wrócił do domu, Wydawnictwo Kobiece 2019.
 
Gdy zamknęłam książkę po przeczytaniu ostatniej strony, płakałam jak bóbr. Nie dlatego, że historia się źle skończyła. To były łzy wzruszenia i czułości. I tęsknoty. Bo mój psiak, mój Dropsik, jest prawie 100 kilometrów ode mnie. A wtedy bardziej od chusteczek potrzebowałam jego zimnego noska, szorstkiego języczka i miękkiego futerka. Bo tak jak pies potrzebuje swojego człowieka, by poczuć domowe ciepło, tak człowiek potrzebuje swojego psa z tego samego powodu.
 
W 2017 roku recenzowałam książkę tego samego autora pt. Był sobie pies (link do recenzji: http://dropsksiazkowy.blogspot.com/2017/01/by-sobie-pies-w-bruce-cameron.html). Sięgając po O psie, których wrócił do domu, czułam, że przede mną fantastyczna literacka podróż – pełna humoru, ciepła, ufności i wdzięczności jaką potrafią dać tylko psy, ale i wzruszeń. Tych ostatnich, jak już wiecie ze wstępu, nie zabrakło, zwłaszcza na koniec. Ale początek i środek też mnie nie zawiodły. W. Bruce Cameron po raz kolejny, w moim odczuciu, udowodnił, że doskonale zna się na psach i ich świat nie jest mu obcy.
 
Lucas to chłopak wrażliwy na los bezbronnych i bezdomnych zwierząt. Wbrew prawu dokarmia koty pomieszkujące w przeznaczonych do wyburzenia budynkach. Podczas serwowania posiłku zauważa i ratuje szczeniaka – suczkę. Urocza, ufna i całkowicie oddana Bella odmienia jego życie. Sunia staje się też dogoterapeutą i opiekunką matki Lucasa, weteranki wojennej. Wizyty w szpitalu dla byłych żołnierzy, wspieranie ich i pocieszanie stają się życiową misją znajdy. Niestety, wszystko wskazuje na to, że Bella jest pitbullem, a to zakazana rasa w Denver. Mimo to Lucas robi wszystko, by pies został z nimi. Niestety, przegrywa walkę z bezdusznym funkcjonariuszem i musi odesłać Bellę poza granicę stanu. Obiecuje wrócić po nią w dogodnym momencie. Dotrzymuje słowa, jednak Belli nie ma w tymczasowym domu. Sunia wzięła sprawy w swoje łapy i wyruszyła w kilkusetkilometrową podróż do swojego domu. Do swojego człowieka.
 
Narratorem powieści jest Bella. Przedstawia świat, relację z człowiekiem ze swojej psiej perspektywy. Opisuje wielomiesięczną, pełną przygód i dramatycznych wydarzeń podróż przez góry. Dzieli się radością, miłością, ale i tęsknotą oraz cierpieniem. Przybliża  pieski sposób patrzenia na ludzi i otaczający świat. Jej zachowania, refleksje mogą być świetną lekcją dla posiadaczy psów. Czasem zapominamy, że pupil nie rozumie tego, co do niego mówimy. Psiak wyłapuje pojedyncze słowa, zwracając uwagę na ton i ciąg skojarzeń. Nie rozumie, dlaczego ma nie szczekać i dlaczego „robienie Do Pracy” trwa tak długo. Chcemy wręcz niekiedy uczłowieczać psy, zapominając o zachowaniach typowych dla ich natury. Bella-narrator wyjaśnia różnice i zachowania.
 
Należy podkreślić, że przyjęty przez autora sposób narracji pogłębia odbiór powieści i jej przekaz. Wyczerpująca dla zwierzaka wędrówka jest opowiedziana z perspektywy suni, które przez wiele tygodni nie zapomniała o swoim człowieku. Pielęgnowała miłość i tęskniła każdego dnia, przechowując w pamięci dobre (i nie tylko) chwile.
 
O psie, który wrócił to domu to lekcja nie tylko o psiej naturze. To przede wszystkim lekcja o miłości psa do człowieka i człowieka do psa. O niezwykłej więzi, która jest w stanie pokonać przeciwności prawa i setki kilometrów. O oddaniu i bezgranicznej wdzięczności. O pozornie nic nieznaczących rytuałach, które niczym grube nici na zawsze łączą psa i jego właściciela.  Polecam tę powieść nie tylko psiarzom. Pamiętajcie – jeśli macie szczekających domowników, nie czytajcie tej książki z dala od nich. Miejcie swoje psiaki na wyciągnięcie ręki i łapy.
 
Wydawnictwu dziękuje serdecznie za egzemplarz do recenzji i przydatny gadżet w postaci opakowania chusteczek!
 
Film już w kinach!
 

 

„Ogród z marzeń” – Carmen Santos (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Carmen Santos, Ogród z marzeń, Wydawnictwo Kobiece 2018.
#MamaDropsaCzyta
 
I znowu urzekła mnie okładka książki , i opis, że jest to pasjonująca opowieść o miłości, zdradzie i sekretach rodzinnych, którą można delektować się niczym wykwintnym winem. Doskonała lektura na  wakacyjne wieczory, którą pochłonęłam.
 
Akcja powieści toczy się w latach dwudziestych XX w. w hiszpańskiej Carinenie i w światowym, pełnym elegancji Paryżu. Głównym bohaterem jest prawnik Rodolfo Montero, którego ojciec Don Fausto wysłał na kilka miesięcy do Paryża, aby, pracując z pewnym handlarzem win, nauczył się, jak Francuzi prowadzą swoje interesy, jak je rozszerzyć, bowiem w Hiszpanii sprawy handlu winem stały źle. Ojciec chciał go uczynić swoim następcą.
 
Jeżeli miałeś szczęście mieszkać w Paryżu za młodu, Paryż będzie szedł za tobą, dokądkolwiek się udasz przez całą resztę życia, bo Paryż to ruchome święto, które będzie nam zawsze towarzyszyć.
 
Słowa E. Hemingway’a się spełniły. Od pierwszych chwil pobytu w Paryżu Rodolfo przepełniała radość. Był panem swojego życia i czasu. Wczuł się od razu w rytm tego cudownego miasta. W ulubionej kawiarni poznał też bogatego Marcela de Montaignac, z którym połączyła go przyjaźń. Bardzo szybko uległ czarowi Marcela i jego wyrafinowanego świata. Przyjaciel wprowadził go na paryskie salony, na różne wytworne przyjęcia, poznał z ważnymi ludźmi, którzy mogli mu pomóc otworzyć wiele drzwi, przedstawił mu swoją piękną siostrę Solange – złotowłosą czarodziejkę. Solange urzekła go, tańcząc charlestona w złocistej sukni. Wyglądała jak cudowne zjawisko. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Marcel dostarczał mu wielu rozrywek, obejrzeli m.in. występy sławnych gwiazd w kabarecie Moulin Rouge, odwiedzili wiele klubów nocnych. Rodolfo chłonął Paryż mimo ogromnego zmęczenia, bowiem rozpustne życie stało się wyczerpujące, a musiał chodzić do pracy, żeby się nie narazić ojcu. Po spotkaniu z rodzicami Marcela jego znajomość ze złotowłosą siostrą rozkwitła na dobre. Zakochani spotykali się potajemnie w nowym mieszkaniu Rodolfo. Solange wręcz żądała, aby ich spotkania ukrywać przed Marcelem, a Rodolfo zabrakło odwagi, by wyznać przyjacielowi prawdę. Ale prawda w końcu wyszła na jaw! Rodolfo wyznał odważnie, że zakochał się w Solange i nie potrzebuje pieniędzy jej ojca. Marcel nie zamierzał rozdzielać zakochanych, bowiem jako optymista miał nadzieję, że miłość Solange sama się wypali, zanim przyjaciel będzie musiał wracać do Hiszpanii. Nastąpiło to wcześniej, niż się spodziewano. Bowiem do Rodolfo dotarła tragiczna wiadomość o śmierci ojca w winnicy, w niewyjaśnionych okolicznościach. Brat wzywał go do powrotu do domu. Ojciec był jak dąb, który latem daje cień i chroni przed deszczem. teraz zostali sami bez tego dębu nad głowami… Niestety, nie zdążył na pogrzeb ojca, ale udało mu się wrócić do domu z piękną żoną Solange u boku. Marcel mu wybaczył, bo nigdy nikogo nie kochał tak jak tego pięknego, dumnego Hiszpana. A w hiszpańskiej wiosce Rudolfo rzucił się w wir pracy, zapoznawał się ze sprawami Don Fausto, jakieś niejasne sytuacje, transakcje, urojone akcje, braki w dokumentacji. Interesy rodzinne nie wyglądały dobrze. Był także pewien, że będzie musiał sam jeden zmierzyć się z problemami ratowania domu Montero. Napawało go to panicznym wręcz strachem, smutkiem. Czuł się wśród winnic jak w zielonym więzieniu. Gdy znienawidzony i pazerny sąsiad Andrade zaproponował mu  sprzedaż  wytworni win i winnic, postanowił o nie jednak mimo wszystko zawalczyć. Miał jedynie oparcie w przyjacielu ojca Remy, który go instruował i ostrzegał w wielu sprawach. Myślał tylko o jednym, aby winobranie się udało, dopisali klienci z Francji, sprzedaż alkoholu z gorzelni i wynajem mieszkań w Saragossie. To były filary egzystencji rodziny Montero. Potrzebował pomocy brata Dionisio, ale o tym mógł tylko pomarzyć. Traumatyczne przeżycia na wojnie w Maroku sprawiły, że stał się alkoholikiem, wrakiem człowieka a jedynym jego pocieszycielem był pies znajda. A Solange? Jak zniosła powrót ze światowego Paryża do hiszpańskiej posiadłości męża, który zaabsorbowany pracą miał dla niej coraz mniej czasu? Początkowo nie mogła się przyzwyczaić do nowego domu, porażało ją zimno, zapuszczony dom, brak wygód, luksusów, do jakich była przyzwyczajona, zbyt wytworna, aby się  odnaleźć w tym zimnym, mało przytulnym i staroświeckim dworze. Bardzo ubolewała, że to ciemne i zimne domiszcze odebrało jej dawnego męża – toczył go jakiś robak smutku, słabość. Nowe życie straszliwie ją nudziło. Jedyną rozrywką były rozmowy i spacery z Dionisio, jazda konna po okolicy. A szwagier okazał się wykształconym i kulturalnym mężczyzną. Postanowiła mu więc pomóc i wyrwać go ze szponów nałogu. Z czasem się jej to zaczęło udawać. Jedyną odskocznią był wyjazd do szwagierki do Saragossy. Aby skrócić długie godziny nudy, Solange postanowiła zająć się edukacją gromadki bawiących się dzieci we dworze. Mogła też  słuchać i tańczyć przy płytach J. Baker, wspominając radosne chwile z Paryża. Nie podobało się to jednak mężowi, skoro byli skazani na życie tutaj, gdzie nie do końca czuli się wolni.  Solange pozostało więc tęsknić i wspominać bujne życie, jakie wiodła w Paryżu. Mimo wszystko chciała być dobrą żoną tak, jak Rodolfo dobrą głową rodziny. Marzeniem Solange było posadzić ogród, który rozweseliłby samotnię wokół dworu. Obiecał jej to Dionisio, przecież miał dyplom inżyniera ogrodnika. Pierwszy raz robił coś pożytecznego od powrotu z Maroka i nie myślał o piciu. Opowiedział o dręczących go wspomnieniach i piekle w Maroku. Solange była dla niego aniołem. Praca nad ogrodem marzeń sprawiła, że Dionisio nie pił półtora miesiąca, odzyskał jasność umysłu i …zakochał się po uszy w pięknej Francuzce, więdnącej w tym domu jak kwiat przesadzony na jałową ziemię. Dzięki niej uwierzył w przyszłość. To Solange przywróciła mu chęć do życia. I już nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niej. Zresztą Solange odwzajemniała miłość szwagra. Bardzo mnie zaskoczyło zakończenie powieści. Jak dalej potoczą się losy małżeństwa ? Co odkryje Rodolfo? Dlaczego szczęście Solange zmieniło się jednej nocy w ocean wstydu? Jakie sensacyjne wieści usłyszał Rodolfo od Pedra? Jaką rolę odegrała Mariana? Czy wyjaśniła się sprawa śmierci Don Fausto?  Czy w końcu Rodolfo rozwiąże swoje problemy finansowe a jego zranione serce zazna w życiu szczęścia ? A co stanie się z Ogrodem z marzeń? Aby znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania, sięgnijcie po książkę.
 
Od początku do końca byłam urzeczona powieścią, jej bogatym i fascynującym tłem kulturalnym, obyczajowym, społecznym i politycznym . Z ogromną ciekawością odwiedzałam z bohaterami  niezwykle plastycznie opisane miejsca w stolicy Francji. Uległam, jak Rodolfo, atmosferze i urokowi tychże miejsc. Następnie w hiszpańskiej, wiejskiej posiadłości rodu Montero, mimo że akcja toczy się niespiesznie, również chłonęłam tak plastycznie opisane miejsca, emocje bohaterów, zaskakujące sytuacje, przeżycia związane z odkrywaniem tajemnic rodu, przeszłością traumatyczną Dionisio. Pisarka świetnie wykreowała postaci bohaterów. Uwielbiam powieści rozgrywające się w egzotycznych wręcz dla mnie miejscach, dzięki którym mogę podróżować, ile się da. Powieść jest napisana pięknym językiem pełnym środków stylistycznych, oddziałujących na wiele zmysłów. Ta romantyczna saga rozgrzała mnie jak wykwintne wino z hiszpańskich winnic.   
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!

 

„Druga szansa” – Marcie Stelle

Read More
 

 

Autor: Marcie Steele
Tytuł: „Druga szansa”
Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 336
Dziękuję za egzemplarz do recenzji!

 

Druga szansa – Marcie Stelle
 
Mam wrażenie, że sformułowanie „druga szansa” jest w dzisiejszych czasach odmieniane przez wszystkie przypadki. Dotyczy życia osobistego, zawodowego, relacji z przyjaciółmi – chyba nie ma dziedziny, w której człowiekowi nie zdarza się prosić o drugą szansę. Drugą szansę na przykład niezmiennie od kilku lat dostaje od życia, pracodawców i mężczyzn bohaterka Małgorzaty Kożuchowskiej. A co z drugą szansą w literaturze? Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego otrzymałam egzemplarz powieści Marcie Steele – autorki kryminałów, romansów i powieści obyczajowych, które podbijają serca Brytyjczyków. Czy i komu polecam Drugą szansę? Zapraszam do lektury recenzji!
 
Buty i nieszczęścia chodzą parami
 
Przełom starego i nowego roku nie jest łatwy dla Riley Flynn. Kobieta zostaje dotkliwie oszukana przez ukochanego. Nie wierzy, że kiedykolwiek znajdzie upragnioną przystań u boku mężczyzny. Boi się zdrady i zranienia. W pracy też nie układa się jej najlepiej. Elegancki butik z butami, w którym pracuje od lat, ma poważne problemy finansowe. Zatrudnienie głównej bohaterki i jej dwójki przyjaciół staje więc pod znakiem zapytania… Riley, Sadie i Dan rozpoczynają walkę o sklep. O ich ukochane miejsce, w którym się poznali i zaprzyjaźnili. Planując ratowanie butiku, chcą także rozpocząć zmiany w życiu prywatnym. Czy Riley i Dan dostaną drugą szansę na miłość? Czy Sadie wyleczy rany po śmierci ukochanego męża? Kto otrzyma i należycie wykorzysta drugą szansę?
 
Ostatni taniec ratunku i potęga Internetu
 
Warto podkreślić, że ogromną rolę w życiu i prywatnym, i zawodowym bohaterów odgrywa taniec oraz popularna, także w Polsce, piosenka Happy Pharrella Williamsa. Kroki stawiane w jej rytm stają się ostatnią deską, a właściwie tańcem ratunku. Cieszy mnie również, że autorka zwraca uwagę na to, jak ważną funkcję pełnią dziś Internet i „jego wynalazki”.  Sadie, próbując pogodzić się ze stratą męża, szuka wsparcia na forum dla osób pogrążonych w żałobie. Dann, poszukując prawdziwej miłości, loguje się na portalu randkowym. Riley, pragnąc za wszelką cenę uratować sklep, odkrywa potęgę social mediów, udostępnień i… hejtu, niestety. Jedna wielka globalna sieć, a różni bohaterowie, różne problemy, różne narzędzia wykorzystywane do ich „rozwiązania”.
 
Praca, przyjaźń, miłość, zdrada, buty, Twitter, taniec, Happy, portale randkowe…
 
Słów kluczy związanych z tą powieścią jest naprawdę dużo więcej. Pytań podczas lektury zadawałam wiele. Niestety, wiele z moich pytań pozostało bez odpowiedzi… Akcja rozgrywa się szybko. Momentami za szybko. Autorka porusza wiele wątków, ale w moim odczuciu niektóre z nich traktuje powierzchownie, a szkoda, bo to naprawdę ciekawe tematy i „wycinki” ludzkiej codzienności. Mam wrażenie, że chciała zmieścić w tej historii jak najwięcej, stąd, nie zawsze oczywiste, przeskakiwanie między wątkami. Dla mnie było tego za dużo. Myślę, że z wątków poruszonych w tej książce spokojnie mogłoby powstać jeszcze kilka „dopieszczonych” powieści.
 
Dla kogo Druga szansa?
 
Druga szansa ma sporo minusów, ale i plusów. Należy zaznaczyć, że i tym razem Wydawnictwo Kobiece zadbało o oczy czytelników. Okładka, a także ozdobniki na początkowych stronach rozdziałów cieszą zmysł wzroku najbardziej wymagającego książkoholika. Jak pisałam wyżej – warte podkreślenia i zauważenia są wątki dotyczące tańca i social mediów. Nie sposób nie zwrócić również uwagi na przyjaźń, jaka łączy bohaterów. Wielu po cichu zazdrości im tak silnej relacji. To ciepłe postaci, z którymi chciałoby się spędzić sobotni wieczór. Kibicuje się im od początku do końca, budzą sympatię czytelnika. Kto powinien dać tej książce pierwszą szansę? Na pewno osoby, zwłaszcza panie, które przy lekturze szukają ucieczki od rzeczywistości. Lubią zanurzać się w nieco bajkowych światach miłości, pasji i, w tym przypadku, pięknych butów. Idealna na chłodny wieczór pod kocem i z kubkiem pysznej herbaty. I oczywiście z Williamsem w tle!

 

 

„Świąteczne marzenie” – Amanda Prowse

Read More
 
tytuł: „Świąteczne marzenie”
autor: Amanda Prowse
Wydawnictwo Kobiece
liczba stron: 336

 

 
 
 
 
 
 
 
 
Amerykański sen dziewczyny z Londynu
 
Za oknem leży śnieg. Pod ręką mam kubek ulubionej herbaty i czekoladki z uroczym młodzieńcem na opakowaniu. Z głośników płynie głos utalentowanego Rudzielca. Walizka i prezenty spakowane, jutro po pracy ruszam w drogę do domu. Moje świąteczne marzenie? Jedno – byśmy z Rodziną, w planowanym składzie, zdrowi zasiedli przy wigilijnym stole i cieszyli się swoją obecnością. Meg, główna bohaterka powieści, którą chcę Wam polecić, miała podobne świąteczne pragnienie. Czy doczekała jego spełnienia? Mam nadzieję, że moja rekomendacja zachęci Was do sięgnięcia po tę książkę i znalezienia odpowiedzi na to pytanie. Naprawdę warto.
 
Historia oprószona śniegiem
 
Czytaliście Szczyptę miłości, którą zachwycałam się kilka tygodni temu w tej recenzji: http://dropsksiazkowy.blogspot.com/2017/10/szczypta-miosci-amanda-prowse.html ? Jeśli tak, to Meg, głównej bohaterki Świątecznego marzenia, nie muszę Wam przedstawiać. Jeśli nie, to pozwólcie, że przybliżę Wam jej sylwetkę. Megan jest pracownicą i przede wszystkim dobrym (nie tylko świątecznym) duszkiem popularnej londyńskiej cukierni (a właściwie słodkiego imperium) w prestiżowej dzielnicy. Właścicielki kawiarni, Pru i Milly, otoczyły opieką dziewczynę i jej synka. Dały jej dom, którego nigdy nie miała. Gdy zbliża się Boże Narodzenie, Meg postanawia, że przygotuje synkowi idealne Święta – takie, jakich sama nigdy nie miała. Choć w głębi duszy ma podobne marzenie do Doris z Listów do M., wmawia sobie, że brak mężczyzny u boku to żaden problem. Jej plany i listę priorytetów zmienia służbowa podróż do Nowego Jorku. W Stanach poznaje przystojnego architekta. Kilka kieliszków wina, szczere wyznania, uśmiechy i spacer po najpiękniejszych zakątkach Nowego Jorku sprawiają, że wizja Świąt spędzonych tylko z synkiem, nie wydaje się już Meg tak kusząca. Czy magia Bożego Narodzenia zdoła pokonać ocean?
Należy dodać, że Świąteczne marzenie to powieść nie tylko o miłości damsko-męskiej. To historia, w której ważny jest wątek trudnej relacji matki i córki. Tęsknoty, której nic i nikt nie jest w stanie zagłuszyć.   
 
Ciągle w podróży
 
Dzięki powieściom od Wydawnictwa Kobiecego ostatnio kursuję między Londynem a Nowym Jorkiem. To już druga historia po Oświadczynach, w której bohaterka wyrusza w międzykontynentalną podróż. Także w głąb siebie. Scala wysepki, z których składa się jej zranione serce. Z jakim skutkiem? Przekonajcie się sami 😉 Muszę dodać, że czytając fragmenty poświęcone zwiedzaniu amerykańskiej metropolii, czułam się, jakbym towarzyszyła Meg w odkrywaniu miasta. Cieszę się, że Amanda Prowse nie szczędziła Czytelnikom szczegółów, jednocześnie nie zanudzając ich opisami. Gotowy na Święta Nowy Jork to jeden z bohaterów historii.
 
Powieść idealna na świąteczny wieczór
 
Świąteczne marzenie przeczytałam w trzy dni. Takie historie, jak przystało na zdeklarowaną romantyczkę, czytam jednym tchem. Myślę, że na szybkie tempo czytania wpływa również styl Amandy Prowse. Dialogi, poruszające wyobraźnię opisy nie tylko miast… Cieszę się, że i w tej książce autorki nie zabrakło odrobiny humoru. Podobnie jak w Szczypcie miłości ogromnym atutem tej historii są pachnące i słodkie opisy piekarni i sytuacji, które rozgrywają się w jej zakamarkach. Ślinka ciekła podczas lektury. Rozpoczynając lekturę, przygotujcie więc zapas pierników lub serniczka, który, według autorów memów, wciśnie się zawsze.
 
Uczucie, które otula w świątecznej scenerii
 
Podobnie jak w Szczypcie miłości Amanda Prowse dzieli się Czytelnikami przepisem na cudną powieść świąteczną. Jakich składników użyła tym razem? Garść rodzinnych problemów, dwie czubate łyżeczki tajemnic, cztery bilety lotnicze i oczywiście kilogram miłości. Obowiązkowo mieszanka musi być podawana w okresie świątecznym. Proste? Nie do końca, ale autorka znów robi to w wielkim stylu. Zaprasza Czytelnika to stołu pełnego uczuć – uśmiechu i wzruszeń. Wyprawia w podróże nad ocean do odległych metropolii. I przede wszystkim potwierdza marzenie romantyczek – warto marzyć i czekać na prawdziwą miłość. Nie tylko od Święta.
 
Świąteczne marzenie Doris czy Megan? A może Twoje…?
 
Na koniec proponuję Wam krótki seans. To jedna z moich ulubionych scen w filmie Listy do M. Gdy przeczytacie Świąteczne marzenie, być może przyznacie mi rację, że ten fragment idealnie pasuje do historii Meg.
 
 
 
 
Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia przyjmijcie, proszę, najserdeczniejsze życzenia – zdrowia, szczęścia, pokoju w sercu i oczywiście miłości! Spędźcie ten czas z tymi, których kochacie!