„Blizny życia” – Katarzyna Targosz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
blizny życia recenzja okładka

Katarzyna Targosz, Blizny życia. Odważ się wybrać szczęście, Wydawnictwo eSPe, seria Opowieści z wiary, 2022.
#MamaDropsaCzyta

Przed nami weekend majowy. Zapewne planujecie już wypady w urokliwe miejsca, mimo że wciąż jeszcze prawdziwa wiosna gdzieś zamarudziła. Pragnę polecić tym, którzy w tym czasie mogą podróżować jedynie literacko, iście letnią wyprawę w Góry Stołowe i piękne plenery Kotliny Kłodzkiej oraz na chwilę nad morze do Międzyzdrojów. A to za sprawą pięknej i wartościowej powieści Katarzyny Targosz „Blizny życia. Odważ się wybrać szczęście” 3.cz. trylogii górsko-morskiej. Powieść miała swoją premierę 22 kwietnia. Do tej pory ukazały się dwie części: „Szlak Kingi” i „Powierzchnia”. Jednak każdą z nich można czytać osobno, nie jest to bowiem klasyczna trylogia. Po przeczytaniu Blizn życia odczuwam niedosyt czytelniczy i zamierzam w wolnym czasie sięgnąć po wcześniejsze części. Zapraszam zatem na garść refleksji po lekturze. O czym jest ta książka? Zgadzam się z Autorką, że jest to przede wszystkim opowieść o wyborach, porażkach, podnoszeniu się po nich, próbach i błędach i wielkich łaskach – Bóg bowiem ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro.

Prawdziwa miłość jest jak piosenka – gdy raz wpadnie w serce, trudno o niej zapomnieć 

Gdy pewnej niezwykle ciepłej jesieni przed kilku laty rodzina Liśkowiaków decydowała się na opuszczenie swych ukochanych Międzyzdrojów, myślała, że właśnie rozpoczyna nowe życie. Życie pozbawione starych błędów i złych wspomnień. W przepięknych okolicach Kotliny Kłodzkiej okazuje się jednak, że pozornie zabliźnione rany z przeszłości, jeśli nie zostały właściwie opatrzone, wciąż mogą krwawić i powodować trudny do zniesienia ból. 

W trzeciej odsłonie swego powieściowego cyklu Katarzyna Targosz losy dobrze znanych czytelnikom Kseni, Mateusza i Skylar łączy z nowymi postaciami, które po raz kolejny wywracają ich świat do góry nogami. Autorka znów przygotowała dla czytelników poruszającą, nieoczywistą i zaskakującą opowieść o ludzkich emocjach, powracających wątpliwościach i życiowych pomyłkach, od których nikt z nas nie potrafi uciec, a z którymi każdy musi się zmierzyć. Tym razem poza poezją T.S. Eliota towarzyszyć nam będą słowa nieco zapomnianych polskich piosenek, które za sprawą jednej z bohaterek wybrzmią na nowo, zachwycając swą mądrością, czułością i pięknem. Czy ich przesłanie stanie się opatrunkiem, który pozwoli na trwałe uzdrowienie zranionych serc?

opis wydawcy

Mateusz, bohater powieści, to młody, zagubiony człowiekiem, który pragnie zmienić swoje życie, zejść z drogi pełnej zakrętów i znaleźć tę właściwą, prostą, po której kroczenie sprawi, że będzie się czuł szczęśliwy. Ze zboczenia na złą drogę pozostały mu przykre wspomnienia i blizny na twarzy, widoczne oraz blizny życia, te gorsze, których nie widać, ale one tkwiły w jego duszy i dawały o sobie znać. Ale czy blizny czynią go od razy lepszym? Zmiana miejsca zamieszkania sprawiła, że z imprezowicza stał się pustelnikiem, stroniącym od ludzi, a żyjącym blisko natury – „cisza rozległych borów, granie świerszczy, kumkanie żab, woń leśnych ziół i igliwia”. Jednak przekonał się, że na dłuższą metę tak się żyć nie da.

I tu w życiu bohatera pojawił się ks. Konrad, przyjaciel, któremu mógł całkowicie zaufać i z jego pomocą skierować swoje życie na właściwą, prostą drogę. Nie było to łatwe, ale  warto podjąć walkę o nowe życie. Ks. Konrad krok po kroku prowadził z Bożą pomocą Mateusza.

Dołączyły do niego: Ksenia, Skylar, Łucja, Monika – postaci, które połączyły blizny życia. Bez Boga człowiek był zbyt słaby i nieporadny, narażony na mnóstwo pokus, mimo że znalazł się  wśród pięknych okoliczności przyrody – „Dolinie Jeży Resort”, raju stworzonym przez macochę Ksenię. Skąd pomysł na jeże? Uwielbia je syn Autorki.

Bóg miał świetny plan na jego życie, a gdy będzie się modlił, to wszystko się zmieni. Wystawił Mateusza na wiele różnych prób, konkretnie go przeorał, aby uświadomić mu, że nie ucieknie przed tym, co nieuniknione. „Największą przemianę zawsze poprzedzał największy kryzys’. W końcu Mateusz poczuł przypływ sił, by walczyć o siebie a dla kogo? Tego dowiecie się z lektury, kto był POWODEM dla faceta z blizną. Wymagało to od niego wielkiego wysiłku, żeby sobie w końcu uświadomić, że bycie dobrym człowiekiem bez Boga było największym kłamstwem.

Każdy człowiek powinien w swoim życiu dążyć do poznania i wypełnienia swojego powołania.

Wypełnienie danego od Boga powołania, to takie wspaniałe uczucie! Z mało czym może się ono równać!

Wspomniałam już wcześniej o postaciach, które pomogły Mateuszowi dodać odwagi w walce o własne szczęście. Niektóre z nich czytelnik miał okazję poznać we wcześniejszych częściach sagi. Mnie zaintrygowały do ich bliższego poznania. Są one i ich historie świetnie wykreowane przez Autorkę.

Warto poświęcić uwagę Łucji Prus, dziewczynie z bliznami życia, lubiącej inność, ekstrawagancję, uwielbiającej czytać książki Kseni, macochy Mateusza. Bohaterka niemal na każdą okoliczność miała w swoim repertuarze idealnie pasująca starą piosenkę, która podczas lektury i we mnie ewokowała wspomnienia. Pisarka włączyła tu wątek osobisty, bowiem wiele tych piosenek znała z dzieciństwa od swojej mamy. Ponadto niezwykle ciekawa jest historia poszukiwania przez Łucję a w rzeczywistości przez Katarynę Targosz pewnej piosenki z repertuaru dziadka, śpiewaka operowego Włodzimierza Wałcerza, której i Autorka znała tylko refren. Piosenka pozostała jako pamiątka po wielkiej i niespełnionej miłości dziadka. Stało się to niejako dla Autorki obsesją, co wykorzystała w powieści.

Za wodą został świat, z swymi troskami.

Pozwól mi drzemać tu, razem z falami.

Ach, nie budź mnie, bo sen się nie powtórzy.

Chciałbym, aby ta noc trwała jak najdłużej.

Czy w powieści ta piosenka się odnalazła? Jakie miała znaczenie ta miłosna serenada w życiu bohaterów?

Walorem powieści „Blizny życia” jest lekki styl, piękny, obrazowy, emocjonalny, czasami poetycki , bogaty w określenia język powieści. Nigdy nie byłam w Górach Stołowych, zatem opisy ich urokliwych zakątków są dla mnie iście baśniowe. Pogawędka poetycka Kseni z Łucją o „mysiej nadziei” na długo pozostanie w moim sercu. Utrwali ją od zapomnienia piosenka z repertuaru Łucji Prus „Kocia muzyka”. Jej twórcy to znane nazwiska w świecie muzycznym: Włodzimierz Nahorny i Jan Wołek. Piękne są też wplecione fragmenty poezji T.S. Eliota, Leopolda Staffa, czy teksty piosenek.

W moim życiu i w życiu moich najbliższych wiara ma ogromne znaczenie. Wiem, bo nieraz tego doświadczyłam, że warto zawierzyć się i zaufać Bogu oraz kroczyć wyznaczoną przez Niego drogą. Bo Jezus najlepiej potrafi zaplanować nasze życie i obdarzyć nas łaskami. Wymaga to rzecz jasna pracy nad sobą, ale radość dziecka Bożego, pokój serca sprawiają, że chce się nam żyć. Czujemy się zaopiekowani, silniejsi, szczęśliwsi.

Polecam z całego serca tę piękną, wzruszającą, wartościową i mądrą powieść, która pozwoli nam uświadomić sobie, że obecny w naszym życiu Bóg ze wszystkiego potrafi wyprowadzić dobro. I o jest piękne!

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem eSPe.

„Dajmy sobie nową szansę” – Beata Agopsowicz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
dajmy sobie nową szansę

Beata Agopsowicz, Dajmy sobie nową szansę, Wydawnictwo eSPe 2022.
#MamaDropsaCzyta

Wielką radość sprawiła mi możliwość zrecenzowania najnowszej powieści Beaty Agopsowicz „Dajmy sobie nową szansę”, wydanej w serii ”Opowieści z wiary”. To moje drugie spotkanie z książką Autorki, doświadczonej pedagog i mediatorki rodzinnej. Książka miała swoją premierę 14 lutego 2022. Zapraszam na garść refleksji po jej lekturze.

W życiu nie ma przypadków. To tylko zaskakujące i dobrze przemyślane pomysły Boga, by dać człowiekowi kolejną szansę!

W tej mądrej i przejmującej opowieści poznajemy losy jakże różnych, poranionych i nieszczęśliwych bohaterów: Konrada, Agaty, Iwony, Ryszarda i Antoniego. Autorka wprowadziła całą plejadę bohaterów na karty powieści. Początkowo, żeby się nie pogubić, zapisywałam ich imiona, bowiem prawie każdy z nich miał rodzinę. Szybko jednak zorientowałam się, że książka ma kompozycję puzzlową i potrzeba uważności i cierpliwości, aby poszczególne puzzle-wydarzenia utworzyły obrazek pt. „Przebaczenie nową szansą”. Zbieg okoliczności i przypadków, zaskakujące zwroty akcji były zamierzone i  zamieniły się w niespodziewany acz skuteczny plan, który Bóg krok po kroku wprowadzał w życie bohaterów. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Czy bohaterowie zaufają Bogu i wprowadzą Jego plan w życie, zyskując nową szansę na szczęście i miłość?

Na samym początku poznajemy Antoniego, starszego pana, któremu doskwierała samotność, jedynie kościół był dla niego miejscem pełnym ludzi. Był pewien, że żadna zmiana nie jest już możliwa w jego życiu. Dlaczego Antoni stronił od ludzi? Jakie błędy popełnił w młodości? W jaki sposób pragnął odpokutować swoją przeszłość? Pojawił się też Konrad, który po odejściu żony samotnie wychowywał troje dzieci, zmagając się z problemami i tracąc nadzieję na szczęście. Zraził się do miłości, jedynie dzięki miłości do dzieci jakoś się trzymał. Z kolei Iwona, atrakcyjna architektka, jest typem perfekcyjnej kobiety, żony oraz matki, ale jej życie z czasem zaczęło się rozsypywać jak źle zaprojektowany dom, postawiony na piasku. Ryszard natomiast mimo usilnych starań nie mógł znaleźć stałej pracy, w której mógłby wreszcie się odnaleźć, aby sprawić radość rozczarowanej żonie Magdzie. Potrafił być świetnym tatą i ogarnąć dom. Żona, zajęta pracą, straciła to, co dla kobiety istotne – radość macierzyństwa. Agata to bohaterka, której na początku nie polubiłam. Dopiero gdy połączyłam ze sobą więcej puzzli-wydarzeń z jej życia, odkryłam, że trudne dzieciństwo popchnęło ją do szeregu desperackich kroków. Z czasem jednak bohaterka zrozumiała, jak wielką krzywdę wyrządziła swoim bliskim i pogrążyła się w poczuciu winy. Bohaterów połączyło przeżywanie trudności w relacjach małżeńskich.

Relacji nie można ulepić na nowo jak rozsypanej babki z piasku. Z zawiedzionej i zdeptanej miłości trudno ulepić taki sam kształt, jaki tworzyła dawniej. Można próbować zbudować coś podobnego, ale to nigdy nie będzie to samo.

Co się stanie, gdy drogi bohaterów się skrzyżują? Czy to przypadek? Nie, to sprawi Bóg dalej obecny między nimi mimo zerwanych więzi w małżeństwie. W małżeństwie sakramentalnym On trwa i błogosławi. Ale każdy człowiek ma wolną wolę i możliwość wyboru. Jeśli przebaczy najpierw sobie błędy a  następnie małżonkowi, może się nawrócić, wypełnić Boży plan i dać sobie nową szansę na szczęście i miłość.

Jeśli jesteś, to zrób coś. Potrzebuję Twojej pomocy. Pokaż, że istniejesz i że potrafisz rozwiązywać takie beznadziejne problemy.

Jezu, jeśli istniejesz, zrób coś… Pomóż mi wreszcie normalnie żyć.

Pisarka zabiera nas też do kościoła w Wałczu i do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej do Skrzatusza, niezwykłej perły pełnej Bożej obecności, dowiadujemy się o cudownych właściwościach wody ze źródełka. A czy Wigilia i Boże Narodzenie dokona cudów w rodzinach bohaterów zgromadzonych przy wspólnym stole? Tego dowiecie się z lektury. Potrzebne tu będą zapasy chusteczek higienicznych!

Wzruszające są te momenty, w których bohaterowie przypominają sobie o Bogu, modlą się, wstępują do kościoła, przypominają słowa modlitw, słowa pieśni o Bożej miłości, wspominają słowa matki o hojności Boga i wydaje się im, że „Jezus wpatruje się w niego, tak jakby czegoś od niego oczekiwał”, „wydawało się jej, że figura Chrystusa spojrzała jej prosto w oczy”. I odtąd cuda się dzieją… Bo to nie jest chwilowy uśmiech losu.

Beata Agopsowicz wykreowała ciekawe portrety psychologiczne bohaterów i historie ich rodzin. Są prawdziwe i jak to w życiu bywa – radość się z troską plecie, poznajemy bowiem ich problemy, ale i radości, świat przeżyć wewnętrznych, gonimy z nimi za ich marzeniami. Poznajemy różne oblicza miłości. Wiara w Boga czyni cuda, odmienia ich życie, naprawia relacje, buduje od nowa i uświadamia, co jest najważniejsze w życiu. Zaufanie Bogu nie jest łatwe, wymaga bowiem cierpliwości. Warto też sobie uświadomić, że można w sytuacjach kryzysowych skorzystać z pomocy terapeuty, który pomoże uporać się z demonami przeszłości.

Zachęcam gorąco do sięgnięcia po pełną emocji, mądrą powieść Beaty Agopsowicz i inne powieści w serii „Opowieści z wiary”.

Tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem eSPe.

„Miłość, pies i czekolada” – Małgorzata Lis (patronat medialny)

Read More
miłość pies i czekolada okładka

Małgorzata Lis, Miłość, pies i czekolada, Wydawnictwo eSPE 2021.
Patronat Dropsa Książkowego

Mam ochotę krzyknąć: nareszcie! Nareszcie ktoś zauważył osoby z mózgowym porażeniem dziecięcym. Nareszcie ktoś napisał książkę, w której osoba z MPD nie jest poboczną postacią, a ważną, drugoplanową bohaterką. Nareszcie ktoś napisał, jak boli fizycznie i psychicznie życie ze spastyką, innymi dolegliwościami i ograniczeniami, jak życie z MPD naznacza nie tylko osobę porażoną, ale i całą jej rodzinę. A w tym wszystkim są jeszcze psy, książki, czekolada i miłość. Czy mogłam nie objąć tej powieści patronatem? Sami widzicie!

„Miłość, pies i czekolada” to kolejna boska powieść w dorobku Małgorzaty Lis. Tym razem pisarka przedstawia nam Beatę – bibliotekarkę, której największymi problemami są tusza, utrata pracy i brak partnera. Jednego dnia jej życie zmienia się o 180 stopni. Traci ukochaną posadę, a w jej rodzinnym domu pojawia się pies. Urocza sunia staje się przyczyną niespodziewanego spotkania na bałtyckiej plaży – i zakochania od pierwszego wejrzenia. Relacja z Rafałem nie będzie łatwa. Budowanie na skale wymaga szczerości, a na tę Beata nie może liczyć, przynajmniej nie do końca… Przypadek sprawia, że odkrywa jego największą tajemnicę…

Spacery z psem, czekolada i dobra książka to sposoby Beaty na problemy. Ucieka do swojego pokoju, w swój świat. Świat, w którym ważny jest Bóg – wiara w Jego obecność i wsparcie. Wiara w Jego plan. Mam jednak wrażenie, że w tej powieści Małgorzata Lis nie poświęciła aż tyle miejsca na opisywanie praktyk religijnych czy rozmów z Panem Bogiem jak w poprzednich książkach. Relacja z Panem Bogiem ukryta jest w codzienności, a postępowanie Beaty, jej wybory i uczynki, świadczą o tym, że kieruje się w życiu przykazaniami i prawdami zawartymi na kartach pisma świętego.

Zwykłam mawiać, że ile porażonych mózgów, tyle objawów, problemów, bólu. Każde dziecko, a potem dorosły, inaczej walczy ze swoim niedoskonałym mózgiem. Z niedoskonałościami swojego ciała i umysłu. Asia, jedna z bohaterek, ma czterokończynowe porażenie, porusza się na wózku inwalidzkim. Spastyka paraliżuje jej nogi, ręce, utrudnia mowę, po prostu funkcjonowanie. Ale uszkodzone nerwy nie uszkodziły najważniejszego – nerwu miłości. Potrzeby kochania i bycia kochaną. Przez rodziców, dziadków, chłopaka… Osoby z MPD, niezależnie od tego, czy są samodzielne, czy nie, mają potrzebę miłości: przyjmowania i dawania. Pani Małgorzacie serdecznie dziękuję za poruszenie tego wątku, za zwrócenie uwagi na to, że jesteśmy – porażeni chęcią życia, kochania i bycia kochanymi.

Książkę czyta się bardzo szybko – to zasługa nie tylko fabuły i kreacji postaci, ale i narracji – pierwszoosobowej. Historia opowiadana jest zarówno z perspektywy Beaty, jak i Rafała. Dzięki temu czytelnik lepiej poznaje bohaterów i ich światy, które próbują połączyć się w jeden. W dodatku powieść wyróżnia cudna okładka i psie akcenty na początku poszczególnych części. Uwielbiam takie detale!

„Miłość, pies i czekolada” to lektura obowiązkowa dla romantycznych dusz, które uwielbiają zaszyć się z książką pod kocem, z czymś słodkim w zasięgu ręki i psem przy nogach. Ta opowieść niesie nadzieję – na miłość, na słodkie dni i na ciepło w sercu – nie tylko od zimnych nosków.

„Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia” – Małgorzata Lis

Read More
wybrać miłość

Małgorzata Lis, Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia, Wydawnictwo eSPe 2021.
Patronat medialny Dropsa Książkowego

Słowo „powołanie” kojarzy nam się głównie z życiem w zakonie lub z sakramentem kapłaństwa. Zapominamy, że Pan Bóg powołuje nas także do życia w małżeństwie, niektórzy mówią, że i do życia w pojedynkę. Niezależnie od tego, którą z dróg się wybiera, tak naprawdę wybiera się jedno – miłość.

Wybrać miłość. Powieść o poszukiwaniu szczęścia” – w tytule nowej powieści Małgorzaty Lis zawarte jest wszystko to, co najważniejsze w tej historii. Wybieramy miłość, by znaleźć szczęście. Poczucie szczęścia ściśle wiążemy z miłością. Jak z poszukiwaniami i wyborami radzili sobie bohaterowie? Poznajcie ich!

Opowieść zaczyna się od… środka. Prolog to opis wydarzeń, których czytelnik będzie świadkiem mniej więcej w połowie lektury. Wzmaga się więc ciekawość – co doprowadzi do TEGO wydarzenia? Jaki będzie finał? Zanim dojdziemy do sceny z pierwszych stron, poznajemy Kubę. To maturzysta, który poszukuje swojej życiowej drogi. Myślał, że będzie architektem, jednak im bliżej wyboru kierunku studiów, tym bardziej serce pcha go ku furcie seminarium duchownego. Podsłuchana przypadkiem rozmowa rodziców, którzy z całego serca pragną mieć syna-księdza, i poznanie Olgi, tajemniczej dziewczyny, z którą uczęszcza na lekcje rysunku, zmieniają jego plany na przyszłość…

Nie jesteście przekonani do sięgnięcia po książkę, której głównym bohaterem jest dziewiętnastolatek? Spokojnie – Kuba dorasta. Podczas lektury czytelnik jest świadkiem jego wyborów, życiowych zmian, budowania relacji czy też najważniejszej wewnętrznej przemiany. Na naszych oczach chłopak staje się mężczyzną. Na swój sposób poszukuje szczęścia, nie zawsze lokując miłość tam, gdzie trzeba…

Boskie Książki – cykl Wydawnictwa eSPe – zobowiązuje do tego, by w książce pojawił się „boski wątek”. Tak jest i tym razem. Małgorzata Lis porusza bardzo ważny temat, jakim jest rozeznanie powołania. Kuba naprawdę się waha. Zastanawia się, które drzwi powinien otworzyć. Rodzice nie ułatwiają mu sprawy. Zwłaszcza mama wywiera na nim presję, nie mając do tego żadnego prawa. Pamiętam, kiedy mój Brat postanowił wstąpić do seminarium duchownego. Mama Dropsa nie była zbyt zadowolona, ale nie protestowała, nie rozpaczała, nie namawiała go do zmiany decyzji. Wiedziała, że to jego wybór, a jedynymi Osobami, które mogą go w nim utwierdzić, są Trzy Osoby Boskie i Najświętsza Maryja Panna. Mama Kuby ma swoje „powody”, jednak nie jest świadoma tego, jak bardzo krzywdzi ukochanego syna. Uważa, że tylko życie w służbie Bogu przy ołtarzu może dać Kubie pełnię szczęścia i spłacić pewien „dług”. W książce „Wybrać miłość” możemy więc obserwować, ile szkody przynosi podjęcie czyjejś, a nie własnej, decyzji. Często potrzeba lat, by naprawić wyrządzone krzywdy i wrócić na właściwe ścieżki.

Muszę przyznać, że powieść, dosłownie, pochłonęłam w dwie noce. Autorka jak zawsze zachwyciła mnie starannym językiem i umiejętnym łączeniem wątków – wiara przeplata się z codziennością tak jak jest, a właściwie tak jak powinno być, w codziennym życiu. Małgorzata Lis świetnie oddaje emocje, uczucia i myśli postaci. Współodczuwamy razem z nimi, wchodzimy w głąb ich serc. Krzyczymy, by czegoś nie robili. Kibicujemy, gdy podejmują właściwe decyzje. Pocieszamy ich, śmiejemy się razem z nimi… Ale oni tego nie słyszą. Sami poszukują szczęścia…

Każdy z nas ma inną definicję szczęścia. Myślę jednak, że gdyby się głębiej zastanowić, każda z nich miałaby wspólny człon – miłość. Kochamy Boga, drugiego człowieka, samych siebie. Oprócz miłości w życiu potrzeba nam też wiary – w Boga, w lepsze jutro, w samych siebie. I nadziei. To wszystko daje nam ta książka. Jest jak drogowskaz w poszukiwaniu szczęścia. I przestroga – że trzeba go szukać na własnych zasadach, a nigdy pod czyjeś dyktando. Bo choć ulegając presji, nie sprawimy przykrości drugiemu człowiekowi, zranimy, czasem niezwykle głęboko, samych siebie.

PREMIERA 7 CZERWCA

„Obecność. Odczytując znaki” – Anna Halasz (recenzja przedpremierowa)

Read More
obecność odczytując znaki

Anna Halasz, Obecność. Odczytując znaki, Wydawnictwo eSPe 2021.

Bóg to ani dobra wróżka, ani kelner. Czasem daje, czasem nie. Już On wie najlepiej.

Wydawnictwo eSPe nigdy nie proponuje mi oczywistych powieści. Pod pozorem zwyczajnych historii obyczajowych, opowieści o ludziach takich, jak my, otrzymuję coś więcej. Dużo więcej. Zatrzymuję się. Chłonę świat przedstawiony. Słyszę, jak Ktoś puka do drzwi serca. Nie muszę otwierać szeroko, Gość sobie poradzi… Wejdzie i zostawi niezatarty ślad – tak jak niespodziewanie pojawia się w życiu bohaterów…

Po książkach Sylwii Kubik i Małgorzaty Lis przyszedł czas na kolejne spotkanie literackie w ramach cyklu „Opowieści z wiary”. Tym razem do swojego świata, a właściwie do rzeczywistości wykreowanych przez siebie postaci, wpuściła mnie Anna Halasz.

Więc niech się pan modli, malując.

Tomasz ma 45 lat. To architekt i malarz z bogatym dorobkiem zawodowym. Podczas pobytu w rodzinnych stronach od miejscowego proboszcza otrzymuje propozycję – namalowanie kopii obrazu Matki Bożej od Wykupu Niewolników. Odmawia. Woli zająć przygotowaniem ilustracji do pewnej książki. Historie napisane przez Gabrielę Nowak poruszają go do głębi. Ma wrażenie, że czyta o… sobie. O młodym Tomku, który był świadkiem tragedii, który wyruszył na Zachód, licząc, że tam znajdzie spokój i szczęście. Postanawia spotkać się z autorką osobiście. Nie wie, że doskonale ją zna… To początek znaków w jego życiu. Znaków, które to życie bezpowrotnie zmienią.

Kim jest Tomek? Mężczyzną po czterdziestce, artystą – to już wiecie. Poza tym jest… buntownikiem. Niedowiarkiem. Niewiernym Tomaszem  – tak, imię dobrano idealnie i myślę, że to nie przypadek! Gubi się w życiu, nieumiejętnie korzystając z dostępnych nawigacji. Szuka, kombinuje, stara się uciekać, zapomnieć, zagłuszyć. Ale TEJ tęsknoty nie da się uśpić. TEJ pustki nie da się tak po prostu wypełnić. Obietnice bez pokrycia wystarczają na chwilę. Potem przychodzą kolejne. Krzyk, strach, łzy… Wydaje się, że Tomasz zapomniał, jaki dźwięk ma prawdziwy śmiech. Jak usta układają się w uśmiech z głębi serca. Co musi się wydarzyć, by odczytał liczne znaki?

Obecność. Odczytując znaki to przepiękna opowieść o poszukiwaniu Boga. Chociaż… właściwie to przepiękna opowieść o tym, że Bóg znajduje nas, nawet gdy my go nie szukamy. On nigdy nas nie opuszcza. Daje nam (delikatne) znaki, przypominając o swoim istnieniu. Łapie za rękę, mówiąc: „Hej, jestem przy tobie”. Tylko tyle i aż tyle. Pojawia się w podmuchu wiatru, w ludziach, w słońcu, można Go znaleźć na kartkach papieru, w dziełach sztuki… Im bardziej neguje się Jego istnienie, tym bardziej On jest.

Czy Tomasz w końcu w to uwierzy? A może dzięki lekturze tej książki na nowo uwierzysz i Ty? Odczytasz znaki zamknięte w kolejnych rozdziałach? Może to Ty jesteś Tomaszem…?

Zaskakująca, pełna emocji i wzruszeń. Nieoczywista i piękna. Głęboka. Taka jest nowość od Wydawnictwa eSPe. Gorąco polecam!

„Nasze niebo” – Sylwia Kubik (patronat medialny)

Read More
nasze niebo sylwia kubik

Sylwia Kubik, Nasze niebo, Wydawnictwo eSPe 2020.
Patronat medialny Dropsa Książkowego

To wielka radość i zaszczyt móc patronować nowej powieści Sylwii Kubik. A także zobowiązanie. Mam bowiem nadzieję, że moja opinia i posty, które będziecie mogli śledzić w mediach społecznościowych, zachęcą Was do sięgnięcia po tę książkę. Naprawdę warto to zrobić. Sylwia Kubik daje czytelnikom to, czego każdy z nas teraz najbardziej potrzebuje: spokoju, wiary i nadziei. Na lepsze jutro, na lepszą przyszłość.

 „Nasze niebo” to trzecia i ostatnia część serii Powiślańskiej. Trzecia i ostatnia część cyklu o niezwykłej Brzozówce i jej niezwykłych mieszkańcach. Choć miejscowość jest mała, pełno w niej ludzkiej dobroci. Sąsiedzi wspierają się wzajemnie, służąc pomocą, dobrym słowem, wsparciem. Gdy trzeba, nawet i milczeniem. Choć większości bohaterów nie łączą więzy krwi, są sobie bliscy niż niejedna rodzina.

Pozwólcie, że nie będę Wam streszczać powieści, tylko po prostu podzielę się refleksjami po lekturze. Pozwólcie, że nie padną imiona, nie opiszę konkretnych wydarzeń. Osobom, które nie czytały poprzednich części: „Pod naszym niebem” i „Miłość pod naszym niebem” nazwiska nic nie powiedzą – by w pełni odebrać „Nasze niebo” trzeba znać poprzednie tomy. A tym, którzy tęsknią za Brzozówką, łakną dawki ciepła i nieba, nie będę odbierać radości z czytania.

W powieści „Nasze niebo”, mimo że dominują pozytywne wartości, uczucia i emocje, takie jak: przyjaźń, miłość, bezinteresowna pomoc, czytelnik znajdzie trudne tematy. Wątki, które dotyczą każdego z nas. Sylwia Kubik nie kreuje postaci sztucznych. Nie kreśli historii nieprawdopodobnych. Wręcz przeciwnie. Bohaterowie zmagają się problemami jak każdy z nas. Trudne relacje z rodzicami, teściową, dziećmi. Ból związany z bezpłodnością. Trwające od pokoleń rodzinne konflikty. Zadry z przeszłości, sięgające czasów wojny. Brzozówki nie oszczędzają kłopoty. Jednak po każdej burzy wychodzi słońce.

Światło zniczy i roratnich świec, zapach miodownika, szelest jesiennych liści i papieru prezentowego… W Brzozówce spędzimy jesień i zimę. Kolory będą przeplatać się z szarością – jak to w życiu… Odwiedzimy groby 1 listopada i wyjdziemy na pasterkę. Będziemy pisać listy do Mikołaja i ubierać choinkę. Będziemy otwierać stare wspomnienia i… nowe rozdziały. Będziemy kibicować zakochanym nastolatkom i ludziom doświadczonym przez wojenną zawieruchę.

Jestem świeżo po lekturze i jest mi bardzo ciepło na sercu. Tak, czuję ciepło. Czuję wiarę w ludzką dobroć. Sylwia Kubik mnie ukoiła. Dostarczyła te tematy, które w powieściach obyczajowych lubię najbardziej. Przemyciła wątek wojenny i, za co często jej dziękuję, pochyla się nad osobami schorowanymi i niepełnosprawnymi. Nad ich codziennymi bolączkami. Nie, nie opisuje żmudnej rehabilitacji. Nie skarży się na bezduszne procedury. Pokazuje codzienność. Pragnienia. Marzenia. Małe sukcesy, z których składa się codzienność osób z ograniczoną sprawnością i ich bliskich.

„Nasze niebo” to także moje niebo. Mieszkańcy Brzozówki przyjęli mnie jak swoją. Otoczyli ramieniem, przedstawili się wzajemnie. Podzielili się radościami i troskami. Potraktowali jak rodzinę. Choć ostatnia kropka została postawiona, ja… tam zostaję.   

Wywiad z Małgorzatą Lis

Read More
małgorzata lis

Małgorzata Lis podbiła serca czytelniczek powieścią „Kocham cię mimo wszystko”. Jutro premiera kontynuacji – „Przebaczam ci”. Co tym razem spotka bohaterów? Kto powinien sięgnąć po tę książkę? Jaka była historia miłości Autorki? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedzi poniżej!

Mama, żona, nauczycielka, która została pisarką. Skąd pomysł, by pisać książki?

Ten pomysł zrodził się dość dawno. Właściwie pierwszą „książkę” napisałam w szkole podstawowej. Zawsze lubiłam pisać i zawsze miałam bujną wyobraźnię. W końcu, po latach postanowiłam przelać moje myśli na papier. Na początku miał to być sposób na realizację pasji i pożyteczne spędzanie wolnego czasu.

Pani powieści są ściśle związane z wiarą i wartościami, którymi podążają, a właściwie powinni podążać chrześcijanie. Dlaczego zdecydowała się Pani na taką tematykę?

Jestem osobą wierzącą i w literaturze brakowało mi wartości, którymi żyję na co dzień. Za oceanem powieści chrześcijańskie cieszą się dużym zainteresowaniem. W Polsce było ich jak na lekarstwo. Postanowiłam więc wypełnić tę lukę dla samej siebie, dla innych wierzących i nie tylko dla nich. Myślałam też o czytelnikach poszukujących sensu życia, szczególnie ludziach młodych. Chciałam pokazać, że będąc wierzącym, można normalnie żyć, kochać. Że wiara w Boga nie jest kulą u nogi, ale pomocą w trudach codzienności.

Chciałam w tej powieści pokazać, że miłość i szczęście nie jest nam dane raz na zawsze, że trzeba, ale też i warto o nie walczyć, a kluczem do nich jest tytułowe przebaczenie – nie tylko drobnych spraw, ale też tego, co trudne, co ukryte na dnie serca lub w zamierzchłej przeszłości.

Główną bohaterką Pani pierwszej książki – „Kocham cię mimo wszystko” oraz drugiej, o której porozmawiamy za chwilę, jest Ania. Młoda kobieta próbuje odnaleźć się w wielkim mieście. Czy taka sama była historia Małgosi?

Moja historia była nieco inna, bo ja „znalazłam” męża już na studiach, w dodatku był osobą wierzącą, ale wcześniej tak jak Ania pragnęłam założyć rodzinę, zakochać się. To, co nas łączy oprócz wspomnianego pragnienia, to Duszpasterstwo Akademickie św. Anny w Warszawie. Tam i ja się odnalazłam, poznałam wielu wspaniałych ludzi, z którymi mam kontakt do dziś. Tam też spotkałam mojego męża.

Czy kreując postaci, inspiruje się Pani osobami z najbliższego otoczenia?

Tak, oczywiście, choć nie ma w moich powieściach osoby żywcem przeniesionej z realnego świata. Bohaterowie posiadają czasem cechy kilku znanych mi osób, a bywa też i tak, że czerpię inspirację spoza grona najbliższych – z internetu, z filmów, z literatury. Myślę też, że wiele cech charakteru jest dość powszechnych, zatem, mam nadzieję, wielu czytelników odnajdzie bratnie dusze w bohaterach.

„Spotykamy się” wirtualnie przy okazji premiery Pani drugiej powieści pt. „Przebaczam ci”. Proszę o niej opowiedzieć.

„Przebaczam ci” jest kontynuacją „Kocham cię mimo wszystko”. Ania i Marcin są już po ślubie i kiedy wydaje im się, że teraz już będzie tylko z górki, życie ich zaskakuje. Również Patrycja z Mikołajem napotykają trudności, o których wcześniej nie myśleli. Chciałam w tej powieści pokazać, że miłość i szczęście nie jest nam dane raz na zawsze, że trzeba, ale też i warto o nie walczyć, a kluczem do nich jest tytułowe przebaczenie – nie tylko drobnych spraw, ale też tego, co trudne, co ukryte na dnie serca lub w zamierzchłej przeszłości.

Czy czytelnicy mogą liczyć na kolejne spotkanie ze znanymi już bohaterami: Anią, Marcinem, Patrycją i Mikołajem?

Tak jak już wspomniałam, Ania i Marcin wciąż są głównymi bohaterami, choć dużo więcej miejsca niż w poprzedniej powieści poświęcam Patrycji i Mikołajowi. Pojawiają się też zupełnie nowe, nieznane dotąd postaci oraz osoby jedynie wspomniane lub odgrywające epizodyczne role w „Kocham cię mimo wszystko”.

Czy ma Pani rytuały związane z pisaniem?

Nie mam określonych rytuałów. Po prostu potrzebuję odrobiny ciszy i spokoju oraz natchnienia. Nie potrafię pisać na zawołanie. Kiedy mam tak zwaną wenę, to i wśród hałasujących dzieci potrafię coś stworzyć, a bez niej nawet w nocnej ciszy nie umiem sklecić sensownego zdania.

Po jakie książki sięga Małgorzata Lis w wolnej chwili?

Czytam przede wszystkim powieści obyczajowe, najchętniej z wątkiem romansowym, choć niekoniecznie. Sięgam też po powieści historyczne, przygodowe czy biografie. Na swojej stronie autorskiej w cyklu #dobraksiążkanaweekend polecam książki, które najbardziej mi się spodobały.

Jutro premiera „Przebaczam ci”. Kto szczególnie powinien poznać tę historię?

Mam nadzieję, że każdy odnajdzie w tej powieści coś dla siebie, ale poruszana w nich tematyka może chyba najbardziej zainteresować młodych małżonków i narzeczonych. Bo właśnie o nich jest ta książka.

„Przebaczam ci” – Małgorzata Lis (recenzja przedpremierowa)

Read More
przebaczam ci

Małgorzata Lis, Przebaczam ci, Wydawnictwo eSPe 2020.
Premiera 9 października

Poprzedni tom: „Kocham cię mimo wszystko”

Jeden z moich pozarecenzyjnych postów miał być poświęcony zagadnieniom związanym z #boskiakcentbookstagrama – hasztagiem, którego jako pierwsza zaczęła używać Jagoda – mama, żona i zaczytana kobieta wierząca. Wydawnictwo eSPe proponując mi przedpremierową lekturę najnowszej książki z cyklu „Opowieści z wiary”, wyprzedziło moje plany i właściwie ułożyło tekst. Druga powieść Małgorzaty Lis pt. „Przebaczam ci” to zdecydowanie boski akcent wśród literatury prezentowanej w social mediach.

Małgorzata Lis powraca z nową powieścią

Wybaczyć, jak to łatwo powiedzieć… Mamy problem z wybaczaniem. Sami pamiętamy najdrobniejsze przewinienie bliźniego, rozpamiętujemy drzazgi, jednocześnie żądając przebaczenia wielkich win – i przez Boga, i przez człowieka. Życie niejednokrotnie każe nam odrobić lekcję z mówienia: „przepraszam”. Wybaczania uczą się także bohaterowie najnowszej powieści Małgorzaty Lis.

Ania i Marcin są świeżo po ślubie. Wydaje się, że nic i nikt nie w jest w stanie zakłócić nowożeńcom sielanki. Życie wystawia ich jednak na niejedną próbę, a przeszłość uporczywie puka do drzwi. Również Patrycja i Mikołaj nie mogą w pełni celebrować czasu narzeczeństwa. Błędy, które i oni, i ich bliscy dotychczas popełnili, rzutują na teraźniejszość i burzą wymarzony obraz rzeczywistości. W trudnej codzienności nie są sami – rodzinom towarzyszy Bóg. Co się stanie, gdy bohaterowie jednak zapominają o Jego Obecności i miłosierdziu, które nie zna granic? Czy możliwe jest wybaczenie bez Niego?

„Przebaczam ci” – boski akcent w biblioteczce

Podobnie jak miało to miejsce w przypadku pierwszego tomu cyklu, uważam, że twórczość Małgorzaty Lis adresowana jest do osób wierzących, zwłaszcza do dziewcząt. Kobiet poszukujących lub tych, które już znalazły towarzysza życia i pragną tworzyć związek oparty na zasadach ewangelii. Wbrew powszechnej opinii i trendom współczesnego świata, takich kobiet jest wiele wśród nas. Książki „Kocham cię mimo wszystko” i „Przebaczam ci” będą dla nich pokrzepieniem na trudniejsze dni – chwile, w którym będzie brakowało siły i nadziei.

Powieść czyta się szybko. Szczerze mówiąc, lektura zajęła mi dwa dni. Przy „pierwszym podejściu” pochłonęłam niemal 300 stron. Sięgając po plik, czułam, jakbym wybierała się na spotkanie ze starymi znajomymi. Byłam ciekawa, co Autorka przygotowała dla Ani, Marcina i ich bliskich. Niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji nie zabrakło. Było miejsce na łzy radości i smutku. Na wzruszenia i strach. To nie jest przerysowana historia. Pisarka Małgorzata Lis opisuje blaski i cienie codzienności. Bohaterowie zmagają się z problemami takimi, jak każdy z nas. Śmierć, kryzysy w związkach, rodzinne tajemnice przeplatają się z narodzinami, ślubami i odbudowywaniem relacji.

„Przebaczam ci”, czyli miłość i miłosierdzie

Przed rozpoczęciem pisania tej recenzji, przypomniałam sobie opinię o „Kocham cię mimo wszystko”. Dodałam ją w tegoroczną Niedzielę Miłosierdzia, podkreślając, jak ważne to święto okazuje się dla postaci Marcina. Mam wrażenie, że niechcący zapowiedziałam to, co czeka na czytelników w drugim tomie boskiej serii Małgorzaty Lis. Hymn o miłości świętego Pawła, którym kończyłam wspomnianą recenzję, nie może mieć bowiem „zastosowania w praktyce” bez wybaczenia właśnie. Wybaczenia sobie, wybaczenia partnerowi, rodzicom, przyjaciołom.

Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?». Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Mt 18,21-22.

Małgorzata Lis nie oszczędza swoich bohaterów. Ania, Marcin, ich przyjaciele i członkowie rodzin uczą się przebaczania. Sobie i innym. Małych i wielkich przewinień. Raz, drugi, kolejny… Tego, co wydarzało się dziś i tego, co miało miejsce przedwczoraj. Choć są postaciami fikcyjnymi, ich postawa to dla nas – żyjących tu i teraz – świadectwo, przykład tego, jak bardzo można ufać Bogu i wierzyć w (Jego) miłosierdzie. I z pełną świadomością mówić: „przebaczam ci”.

„Miłość pod naszym niebem” – Sylwia Kubik

Read More
miłość pod naszym niebem sylwia kubik

Sylwia Kubik, Miłość pod naszym niebem, Wydawnictwo eSPe 2020.
Seria: Opowieści z wiarą

Jest mi błogo. Czuję ufność i wdzięczność. Zamykam oczy i wystawiam twarz do słońca. Nie mam ochoty ruszać się z Brzozówki. Nie mam ochoty ruszać się spod tego nieba… Ale muszę, chcę, podzielić się z Wam refleksją po lekturze książki „Miłość pod naszym niebem”.

„Miłość pod naszym niebem” – kontynuacja bestselleru

Przyznaję, że nie znam debiutanckiej powieści Sylwii Kubik. Jednak, tak myślę, nie przeszkodziło mi to w poznawaniu historii opisanej w jej najnowszej książce. „Miłość pod naszym niebem” jest bezpośrednią kontynuacją „Pod naszym niebem”. Podobieństwa są nie tylko w tytule. Jednak Autorka zadbała o czytelników takich jak ja – o osoby, które dopiero drugim tomem serii rozpoczną przygodę z Jej twórczością. Nawiązania, wspomnienia, zarysy pojawiających się postaci – od początku wiedziałam, kto jest kim. Muszę jednak przyznać, że rozpoczynając lekturę, ma się wrażenie, że zna się bohaterów od lat… Że to nasi sąsiedzi, znajomi z pracy, członkowie rodziny… Pod niebem Brzozówki mieszkają bowiem ludzie tacy jak my – z przeszłością, problemami, pragnieniami i wiarą – w Boga, lepsze jutro i drugiego człowieka.

Szczęśliwa czteroosobowa rodzina. Małżeństwo oczekujące z niepokojem na narodziny trzeciego dziecka. Samotna matka niepełnosprawnego chłopca. Para, która bezskutecznie stara się o potomstwo. Młoda dziewczyna, która rozpoczyna dorosłe życie setki kilometrów od rodzinnego domu. Teściowa, która nie potrafi porozumieć się z synową. Starsza pani, która od lat oczekuje na spotkanie z ukochanym kuzynem. Lekarz, który nie ma pojęcia, jak uleczyć swe zakochane serce. Mężczyzna, który od lat żyje w konflikcie z synami. Ksiądz, który jest dobrym duchem lokalnej społeczności… Pod niebem Brzozówki mieszkają różni ludzie, w różnym wieku, z różnym bagażem doświadczeń i w obliczu różnych, często przełomowych wręcz decyzji.

Bohaterów łączą więzy krwi lub/i przyjaźń. Mieszkańcy wsi są dla siebie wzajemnie dobrymi aniołami. Pomagają, wspierają. Uczą tego innych. Są świadectwem, jak wiara i ufność mogą prowadzić Boskimi ścieżkami. Ich życie jest proste, ale nie nudne. Jest takie jak nasze – pełne miłości, śmiechu, wzruszeń, ale i trosk, łez, niekiedy zgorzknienia… Ich życie oświetla letnie słońce. Ma zapach kwiatów prosto z łąki i chleba prosto z domowego pieca. Smakuje ciastem i kompotem. Ich życie biegnie powoli. Pod wspólnym niebem, pod którym prędzej czy później każdy czuje się dobrze i z nadzieją spogląda przed siebie.

Matka dziecka niepełnosprawnego oczami Sylwii Kubik

W trakcie lektury pisałam już o tym na Facebooku, napiszę i tu. Jest dużo problemów, nad którymi Sylwia Kubik pochyla się w „Miłości pod naszym niebem”. W tym tekście pragnę zwrócić uwagę na jeden z nich. Jako córka niepełnosprawna, niestety zauważam, że w Polsce gdzieniegdzie istnieje jeszcze stereotyp matki dziecka z niepełnosprawnością. Owa matka koniecznie musi mieć tłuste włosy i niemodne ciuchy. W jej kosmetyczce nie powinny znaleźć się specyfiki do makijażu, bo to przecież nie przystoi. Ma być udręczona życiem, najlepiej z dołkami od łez na policzkach. Takiemu obrazowi mówię: „nie!”. Takiemu obrazowi mówi: „nie!” sama Autorka. W książce zestawia ze sobą dwie matki wychowujące niepełnosprawne pociechy. Karolina, oprócz tego, że jest matką, jest także żoną i kobietą. Otwarta na ludzi, uśmiechnięta, zaraża optymizmem. Świeci jak słońce. Monika natomiast z zazdrością patrzy na przyjaciółkę, koncentrując się przede wszystkim na synu. Jasne, są w różnych sytuacjach – Karolina ma kochającego męża, Monika zaś kłóci się z byłym partnerem o każdy grosz. Jednak z czasem ta pierwsza zaczyna inspirować drugą. Zazdrość przemienia się w chęć zmiany i podążanie za głosem serca oraz uśpionej kobiecości. I troski – o samą siebie i o własne potrzeby. Mam nadzieję, że za głosem postaci wykreowanych przez Sylwię Kubik, podążą inne mamy w podobnych sytuacjach.

Ależ mi dobrze w tej Brzozówce. Ależ mi dobrze pod tym niebem! W gronie bohaterów czuję się jak swoja, jakbym tam mieszkała, tam, za płotem… Jakbym zrywała z nimi kwiaty, owoce, robiła przetwory. Mieszkańcy Brzozówki przyjęli mnie z otwartymi sercami. Jestem pewna, że tak samo przyjmą i Ciebie. Daj się otulić powieści ciepłej jak letnie słońce. Czytając o bohaterach, przypomnij sobie słowa z piosenki Budki Suflera: „A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”. Taki drogowskaz powinien znajdować się „u progu” wsi. Taką nadzieję wleje w Ciebie ta historia.

Autorce z całego serca dziękuję za egzemplarz do recenzji i ciepło oraz wiarę, którymi dzieli się z Czytelnikami!

„Kocham cię mimo wszystko” – Małgorzata Lis

Read More
kocham cię mimo wszystko

Małgorzata Lis, Kocham cię mimo wszystko, Wydawnictwo eSPe 2019.
Cykl: Opowieści z wiary

Wiara towarzyszy mi od pierwszych godzin życia – ochrzczona zostałam tuż po narodzinach ze względu na bardzo ciężki stan zdrowia. Od najmłodszych lat Rodzice zachęcali mnie do praktyk religijnych, sami dając przykład i mnie, i mojemu starszemu Bratu, który dziś jest wikariuszem w jednej z parafii w diecezji lubelskiej. Muszę przyznać, że do niedawna nie miałam szczęścia do literatury popularnej, po prostu zwykłych powieści dla kobiet, w których byłby poruszany temat wiary lub bohaterowie byliby przedstawiani jako osoby wierzące. Zwykle ten wątek jest pomijany lub traktowany niezwykle marginalnie, staje się niemal niezauważalny w natłoku licznych perypetii. Kilka lat temu dzięki mojej Przyjaciółce Sybilli odkryłam twórczość Rachel Hauck. Jej powieści „Suknia ślubna” oraz „Był sobie książę” wręcz połknęłam! Cieszę się więc, że ostatnio sama przyszła do mnie polska historia, w której wiara w Boga, praktyki religijne i dawanie świadectwa swoją codzienną sprawą grają pierwsze skrzypce. Małgorzata Lis zaproponowała mi egzemplarz recenzencki swojej debiutanckiej powieści „Kocham cię mimo wszystko”. Zgodziłam się i nie żałuję tej głębokiej lekturowej przygody!

Ania tęskni za prawdziwą miłością, Marcin za świętym spokojem. Pozornie przypadkowe spotkanie wywraca ich życie do góry nogami. Podczas gdy dziewczyna widzi w tym rękę Boga, chłopak wzdryga się na samą myśl o Kościele. Zaskakujący kalejdoskop fatalnych zbiegów okoliczności, które stają się udziałem dwojga młodych ludzi, wystawia ich uczucie na prawdziwą próbę. Czy wyjdą z niej zwycięsko? Czy Ania nie straci wiary, gdy straciła się już prawie wszystko? Czy Marcin odnajdzie Boga w najtrudniejszym momencie swojego życia?

Pozwólcie, że zacznę od końca. Komu poleciłabym tę książkę? Osobom wierzącym. Mam wrażenie, że osoby, które na co dzień nie żyją Panem Bogiem, nie są katolikami, mogłyby się męczyć podczas lektury i przede wszystkim nie zrozumieć przekazu tej książki. Niektórzy czytelnicy – tak jak Marcin – mogliby poczuć się bombardowani informacjami, namowami. Ania, główna bohaterka, jest bowiem nieustępliwa w namowach, opowieściach… Moim zdaniem jej próby nawracania Marvina były czasem zbyt nachalne. Jestem katoliczką, tak jak Ania byłam członkiem Ruchu Światło-Życie, ale do dziś pamiętam słowa kapłana, który opiekował się duszpasterstwem, do którego należałam: „Nie ma nic gorszego, niż próbowanie nawracania na siłę, samym gadaniem. Liczą się czyny, nie słowa. To świadectwo naszego życia powinno nawracać niewierzących”. Wiem, że Ania nie miała złych intencji, ale chwilami naprawdę mnie wkurzała, była, za przeproszeniem, upierdliwa, i nie dziwiłam się, że upór Marcina zamiast maleć – rósł.  

Kto jeszcze powinien sięgnąć po udany debiut Małgorzaty Lis? Katoliczki, które szukają miłości. Dziewczyny, które marzą o tym, by iść przez życie z chłopakiem, który będzie podzielał ich wartości. Dla którego wspólna modlitwa, uczestnictwo w nabożeństwach czy czystość przedmałżeńska będą czymś oczywistym. Wydaje się, że w dzisiejszym świecie takich osób brakuje, ale… to nieprawda. Ta książka da kobietom poszukującym nadzieję i wiarę. I utwierdzi ich w przekonaniu, że warto podążać wcześniej obraną ścieżką.  

„Kocham cię mimo wszystko” długo zostaje w głowie czytelnika. To nie jest zwykła powieść obyczajowa, tkliwy romans, o przebiegu którego zapominamy z momentem odłożenia książki na półkę. Myślę, że to zasługa sposobu prowadzenia narracji. Narrator jest bowiem nie tylko wszechwiedzący, ale i… wierzący. Delikatnie, pytaniami (najczęściej zadawanymi pod koniec rozdziału albo podrozdziału) skłania czytającego do refleksji – na temat życia i wiary, swojej postawy w konkretnych sytuacjach. Ciężko sobie wyobrazić, że sytuacje, nieszczęścia, które skumulowane spadają na Anię i Marcina mogłyby się wydarzyć naprawdę, ale… Przecież niezbadane są wyroki boskie. Niezbadane są sposoby, w jakie Pasterz nawołuje do Siebie owce. Drogi, którymi Ojciec pozwala dzieciom marnotrawnym powrócić do domu.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże.

Fragment Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian to najlepsze podsumowanie „Kocham cię mimo wszystko”. To historia o miłości, która zmienia – i człowieka, i otaczający go świat. O miłości, która pokazuje dobro; która zabija zło. O miłości, która daje nadzieję. O miłości, która pozwala zamknąć za sobą drzwi i rozpocząć nowe życie. O miłości, która daje siłę i wiarę, że jutro może być piękne. O miłości Boga do człowieka. O miłości człowieka do Boga. Wreszcie, o miłości człowieka do człowieka, który kocha mimo wszystko.

Dziś Niedziela Miłosierdzia. Ogromu Miłosierdzia doświadczył Marcin – bohater tej książki. Poznaj jego historię.