„Jesienne pożegnanie” – Joanna Jax (patronat medialny)

Read More
jesienne pożegnanie

Joanna Jax, Jesienne pożegnanie, Wydawnictwa Videograf 2021.
Patronat medialny Dropsa
Rekomendacja Dropsa

„Droga do wolności bywa długa, wyboista. Smakuje łzami, smakuje krwią. Pachnie zazdrością. Oślepia. Co się pod nią kryje…? Bohaterowie sagi Joanny Jax szukają wolności. W miłości, w kraju. Próbują się odnaleźć w intrygach i odkryć tajemnice. Czują na sobie oddech duchów minionych lat. Z kim lub z czym przyjdzie im się pożegnać jesienią…?”

– tak w kilku zdaniach rekomenduję najnowszą powieść Joanny Jax z okładki.

Dziś przyszedł dzień, w którym rozwijam te myśli i gorąco polecam wtorkową premierę.

Gdy czytałam pierwsze dwa tomy sagi „Duchy minionych lat” („Wiosenne przebudzenie” i „Letnie przesilenie”) przemknęło mi przez myśl, że wspaniale byłoby patronować kolejnej części. Dość szybko uznałam to marzenie za nierealne, ale… jesienią wszystko jest możliwe. Bohaterowie Joanny Jax już doskonale to wiedzą. Boję się, że zbyt wiele zdradzę z treści, więc zamiast krótkiego rysu fabuły, prezentuję opis wydawcy:

Nadszedł rok 1978, w który świat wita papieża Polaka. Władze w kraju zaczynają panikować, kryzys zaczyna się pogłębiać, a SB nie przestaje nękać opozycjonistów. Karol Lewin kolejny raz okazuje się niezastąpiony w swoim fachu, prywatnie zaś przeżywa najszczęśliwsze chwile w swoim życiu. Kostek Piotrowski usiłuje rozwikłać jedną z największych afer z udziałem polskich służb specjalnych, a Kinga próbuje poukładać swoje życie osobiste, podobnie jak Grzegorz Łyszkin i Amelia Imhoff, której coraz mniej podoba się w socjalistycznej Polsce.
Bohaterowie, którzy dotychczas zmagali się z duchami przeszłości, teraz borykają się z własnymi problemami, które zesłał im los. Tymczasem do Afganistanu wkraczają wojska sowieckie, w Iranie wybucha rewolucja islamska, zakończona obaleniem szacha, zaś Europa nękana jest zamachami terrorystycznymi.

Koniec z duchami przeszłości. Pora na duchy teraźniejszości. Pora na zmaganie się z konsekwencjami własnych decyzji, a nie tych podjętych przez rodziców. Bohaterowie dorastają i kreują własną rzeczywistość. Przeżywają sukcesy i porażki, w domu i w pracy. Szukają wolności. Dla siebie, i dla innych. Szukają wolności jako obywatele, szukają wolności jako ludzie. Zdolni do miłości, zdolni do zazdrości, zdolni do nienawiści.

Joanna Jax tym razem w jesiennych barwach maluje obraz Polaków uwikłanych w wydarzenia końcówki lat 70. Raz ma dla nich złote kolory, innym razem testuje ich wytrzymałość szarugą smutku, rozgoryczenia, zazdrości. Niczym liście rzuca pod nogi sekrety. Wspomnieniami, pragnieniami podszytymi miłością, zemstą strachem wyściela ich ścieżki.

Powieść przeczytałam na dwa podejścia. Uwierzcie mi, książki „Jesienne pożegnanie” nie da się czytać dłużej. Pytania mnożą się z każdym rozdziałem – losy bohaterów zmieniają się i krzyżują w nieoczywiste sposoby. Postaci, jak to u Joanny Jax bywa, stają się uczestnikami i świadkami ważnych dla naszej historii wydarzeń. Wojna w Afganistanie, wybór Karola Wojtyły na papieża, zamachy terrorystyczne w Europie – Kinga, Grzegorz, Karol są tam, gdzie dzieje się historia. To oni, na potrzeby fabuły, ją tworzą.  

Epicka saga obyczajowo-historyczna. Powieść z historią w tle. Podróż w czasie do lat PRL-u. Wielkie wydarzenia, codzienność, której przetrwanie, było wielkim wydarzeniem. Wiele emocji, huśtawka nastrojów. Walka ze wzruszeniem, walka ze złością na autorkę, że aż tak doświadcza dzieci wojennego pokolenia…

„Jesienne pożegnanie” to moje trzecie spotkanie z duchami minionych lat historii. To trzecie spotkanie z duchami minionych lat młodych bohaterów, którzy na moich oczach dorastają. Dojrzewają jak te jesienne kasztany. Spadają z drzew marzeń – czasem na miękką trawę spełnienia, czasem zderzają się z twardym brukiem porażki. Odrywają się od gałęzi rodziców. Żegnają spokój, witają czas zmian – ustrojowych, zawodowych i prywatnych. Na szczęście my nie musimy się z nimi żegnać. Przed nami czwarty, zimowy tom. Czwarta pora roku, pora kolejnych zmian – nie tylko w przyrodzie…

„Jakoś to będzie, Różo” – Jagoda Wochlik (patronat medialny)

Read More
jakoś to będzie różo

Jagoda Wochlik, Jakoś to będzie, Różo, Wydawnictwo Replika 2021.
Patronat medialny Dropsa Książkowego

Do tej pory nazwisko Więdłocha kojarzyło mi się z aktorką, Agnieszką. Teraz mam drugie skojarzenie. Róża. Róża Więdłocha. Brzmi śmiesznie? Może, ale uwierzcie mi, że to nie jest banalna kobieta! Już 20 lipca dzięki Wydawnictwu Replika będziecie mogli ją poznać!

Miłośniczka filiżanek i kina. Marzy o wielkiej miłości rodem z filmów romantycznych. Ale jednocześnie się boi. Boi się szczęścia. Życie bowiem pokazało jej, że nie jest komedią romantyczną, a za każdą chwilę radości trzeba słono zapłacić. Katastrofa nadejdzie prędzej czy później i trzeba być na nią przygotowanym. Dlatego uparcie buduje wewnętrzny schron. Róża Więdłocha – główna bohaterka powieści Jagody Wochlik – mogłaby tak w skrócie siebie scharakteryzować. Róża jest jak filiżanka. Delikatna, piękna, zachwyca kruchością i elegancją. Wystarczy jednak jedna chwila, słowo, zdarzenie, by pękła na kawałki…

Jakoś to będzie – stara się sobie powtarzać. Z naciskiem na jakoś. Boi się tego, co niepowtarzalne, przeznaczone specjalnie dla niej. Ale przy tej „jakości” nie sposób się nudzić, naprawdę! Ciekawość – to słowo kojarzy mi się z tą historią. Towarzyszyła mi od pierwszej do ostatniej strony. Bo choć Róża, dla własnego wewnętrznego bezpieczeństwa, stara się być przewidywalna, to zdecydowanie nie jest. Nauczycielka i bibliotekarka z powołania, nie lubi bezczynności. Angażuje się w wychowanie młodzieży i życie szkoły całym sercem. Zdaniem dyrektor – aż za bardzo, Przyjaciółki? Tu też zaskoczenie – jej powiernicami są stałe bywalczynie biblioteki w wieku emerytalnym. Miłość? Wydaje się, że z rozsądku, że ze strachu przed samotnością, że ten nowy nauczyciel nie pojawił się w jej życiu po nic, ale… Czy w miłości da się kalkulować?

„Jakoś to będzie, Różo” przeczytałam w dwa dni. Zachwyciła mnie postać głównej bohaterki. Przypominała mi nieco filmową Amelię, nieco mnie samą. Bywa tak, że i ja wyglądam nieszczęścia zza rogu, gdy wszystko układa się, w moim mniemaniu, za dobrze. „Dobrze, jak nie za dobrze!” – mawiała Ula Cieplak z „BrzyUli”. Powieść pisana jest lekkim językiem. Autorka dba, by stylem oddać charakter Róży i budować napięcie, które na ostatnich stronach sprawiało, że miałam ochotę czytać na stojąco.

Wiele uśmiechu, wiele wzruszeń i wiele łez. Lektura gwarantuje całą gamę emocji, momentami skrajnych. Bo Róża musi się nauczyć kwitnąć. Musi pojąć, że jest wyjątkowa. Przed nią długa droga. Możesz jej towarzyszyć. Warto! Tej dziewczyny nie da się nie lubić. Może dlatego, że jest taka jak większość z nas…?