„Nieświęty Mikołaj” – Magdalena Kordel (recenzja + konkurs)

Read More

Magdalena Kordel, Nieświęty Mikołaj, Wydawnictwo Znak 2019.

I stało się! Pierwsza świąteczno-zimowa lektura za mną. Tegoroczne tournée rozpoczęłam od powieści jednej z moich ulubionych polskich pisarek. Tym razem Magdalena Kordel zabrała mnie do świata włóczki i pchnęła prosto w ramiona nieświętego Mikołaja, który przywraca wiarę, nadzieję i miłość – nie tylko w czasie świąt Bożego Narodzenia.

„Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość”. [1 Kor 13;13]

Jaśmina spodziewała się oświadczyn. Marzyła o wspólnych wieczorach w przytulnym domu przy kominku, o radosnym pisku dzieci i stabilności finansowej. Zamiast tego dostała… kosza. I to nie wprost od ukochanego Radzia. Mężczyzna, a raczej totalny obibok i oszust, do zerwania związku wykorzystał kilkulatka. Julek dostarcza Mince list, w którym niewierny partner wyznaje jej wszystkie grzechy. Dziewczynie w jednej sekundzie wali się cały świat. Zostaje sama. Chociaż nie – z listu jasno wynika, że gigantyczne długi sprowadzą na jej kark wierzycieli… Załamana kobieta nie wie, że to właśnie posłaniec złych wiadomości, Julek, zostanie w jej życiu na dłużej i wzajemnie sobie pomogą – nie tylko w świąteczną noc.

Czy grudzień przyniesie ukojenie?

Akcja powieści rozpoczyna się w listopadzie – to idealna propozycja lekturowa na aktualny czas. Jaśmina, z przyjaciółkami, babcią oraz szaloną ciotką u boku stara się posklejać swoje rozbite na drobne kawałeczki życie. Nie jest łatwo – kosmiczne zobowiązania finansowe pozbawiają jej dachu nad głową. Na szczęście ma „miejsce” – kąt, który daje jej spokój nie tylko fizyczny. Bliscy robią wszystko, by odzyskała wiarę i nadzieję w to, że miłość może być dobra, a Święta, na które zawsze tak czekała, magiczne.  

Magdaleny Kordel osłody tęsknoty

Jestem „dziadkową sierotką” – nie mam już ani babć, ani dziadków. Im jestem starsza, tym bardziej mi ich brakuje, zwłaszcza babć. Brakuje rozmów – tych o drobiazgach i tych poważnych; brakuje wspólnych chwil w szare dni i w świąteczne popołudnia; brakuje wspólnych wypieków i gotowania. Brakuje mi wszystkiego, co kojarzy się z babcią. Na szczęście literatura, niczym wigilijna noc, ma magiczne właściwości. Potrafi osładzać tęsknoty. Tym razem Magdalena Kordel koi moje tęsknoty związane z babcią. Postać Tomisi to babcia jak z obrazka. Pełna ciepła, troski. Potrafi przytulić, obetrzeć łzy, ale i postawić wnuczkę do pionu. Pozornie twarda, w środku mięciutka jak włóczka. I wnuczkę, i Czytelników przy okazji przygotowuje do nadchodzących świąt. Grudzień rozpoczyna od niezwykłej opowieści o wierze, nadziei i miłości. Jaśmina, mając w pamięci wydarzenia związane z chłopakiem marnotrawnym, przestaje wierzyć w istnienie tych cnót. Sama opowieść w tym roku nie wystarczy. Potrzeba cudu. Czy Tomisia go wymodli dla wnusi, która po śmierci córki i zięcia jest jej całym światem?

Dzieci to najlepsi nauczyciele dorosłych

Naprawdę tak uważam! Utwierdza mnie w przekonaniu Julek – najmłodszy bohater powieści. Ten kilkuletni chłopak, jak sam o sobie mawia „solidna firma”, może uczyć czytelników, co znaczy dotrzymanie obietnicy. Choć stan zdrowia babci pogarsza się z dnia na dzień, w rezultacie czego chłopczyk zapomina o beztroskim dzieciństwie, dotrzymuje danego słowa. Kosztem własnego zdrowia, nerwów i spokoju. Za dużo poświęcenie? Dziecięca naiwność? Może. Ale czy my dorośli nie mamy czasem tak, że łamiemy obietnicę, gdy pojawiają się pierwsze trudności z jej dotrzymaniem…? No właśnie…

Święty czy Nieświęty?

W czerwonym ubraniu, z brodą i workiem prezentów – taki obraz Świętego Mikołaja mamy niemal wszystkich. W swojej najnowszej powieści Magdalena Kordel udowadnia, że nie trzeba mieć pojazdu z reniferami ani dużego brzuszka, by czynić dobro. Mikołaj w tej historii przybiera niejedną postać – babci Tomisi, cioci Józefiny, trzech przyjaciółek Jaśminy… Także sama Jaśmina jest Mikołajem dla Julka, który, choć nie mówi o tym głośno, potrzebuje pomocy dorosłych. A kim jest tytułowy Mikołaj? Tego nie zdradzę! Sami musicie zajrzeć do niezwykłego „miejsca” Jaśminy i jej towarzyszek. „Miejsca”, gdzie z daleka widać, słychać i czuć nadchodzące święta – nie tylko dzięki ozdobom.

Nieświęty Mikołaj idealny na (przed)świąteczny czas!

Tę książkę czyta się naprawdę szybko – to zasługa świetnego stylu Autorki, który uwielbiam! Nieświęty Mikołaj to idealna propozycja nie tylko na czas Bożego Narodzenia. To powieść z przesłaniem, którą można czytać cały rok. Pani Magdo, bardzo dziękuję za tę historię! Za kopniaka do spełniania marzeń! Za wiarę, nadzieję i miłość, która czeka na jej kartach. Za przypomnienie, że nigdy nie wolno przestać wierzyć w cuda. Nie mogę się doczekać, kiedy uściskam Panią w moim Rzeszowie. Do zobaczenia!



Recenzja zachęciła Was do lektury powieści? Jesteście miłośniczkami twórczości Magdaleny Kordel? Weźcie udział w konkursie. Do wygrania egzemplarz Nieświętego Mikołaja!!! 😉
Co trzeba zrobić, by wygrać?

1.     Polubić profil Recenzje Dropsa Książkowego, Magdalena Kordel – strona autorska oraz Wydawnictwo Znak na Facebooku.
2.     Odpowiedzieć na pytanie: Kto był/jest Waszym prywatnym Świętym Mikołajem? Odpowiedzi należy wysyłać na adres e-mail:dropsksiazkowy@gmail.com. Proszę, by w miejsce tematu wpisywać „Nieświęty konkurs” – będzie mi łatwiej odnaleźć Wasze wiadomości w skrzynce. W treści dajcie też znać, z jakiego profilu polubiłyście wyżej wymienione strony na FB.
3.     Posiadać adres do wysyłki na terenie Polski.
4.     Będzie mi bardzo miło, jeśli przekażecie dalej wiadomość o konkursie. Grafikę można do woli pobierać i udostępniać.

I gotowe! Konkurs trwa od 13.11. do 20.11.2019 r. Wyniki zostaną ogłoszone na Facebooku najpóźniej 25 listopada. Zwycięzca otrzyma również stosowny e-mail.
Fundatorem nagrody jest Wydawnictwo Znak. Za wysyłkę odpowiadam ja. Facebook i serwis Blogspot nie są organizatorami ani sponsorami zabawy. Uwaga – biorąc udział w konkursie, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych potrzebnych do wyłonienia i ogłoszenia laureata. Dane do wysyłki są mi przekazywane prywatnie i zaraz po nadaniu paczki kasowane.

„Iskierka nadziei” – Anna Szczęsna

Read More

Anna Szczęsna, Iskierka nadziei, Wydawnictwo Kobiece 2019.
#MamaDropsaCzyta

‘Czasami, gdy się wydaje, że już nic się nie zmieni w naszym życiu, nagle dostajemy szansę”.

Zapraszam serdecznie do lektury przedpremierowej recenzji świątecznej powieści Anny Szczęsnej „Iskierka nadziei”. To piękna opowieść, która pomaga uwierzyć w cuda, przywrócić wiarę w dobro, dać nadzieję, że warto marzyć, bo marzenia się spełniają. A motorem wszystkiego jest miłość. Czasami więc warto zrobić coś, co podpowiada nam serce, nie oglądając się na rozum. Coraz bliżej Święta, a nastrój świąteczny, magia wigilijnej nocy, blask choinki sprzyja refleksjom, podsumowaniom, nowym postanowieniom. Zachęcam więc do sięgnięcia po tę książkę, by rozpalić w sobie ogień nadziei.

Bohaterem powieści jest bardzo wrażliwy, inteligentny i bardzo dojrzały jak na swój wiek, jedenastoletni Tomek Dzięcioł. Mieszkał tylko z mamą, która prawie cały swój czas poświęcała pracy. Mieli tylko siebie, wiedli skromne życie, Monika bardzo tęskniła za nieżyjącym od dawna mężem. W mieszkaniu po ukochanej babci ciągle czuła jej ducha. Pewnego dnia Tomek wracając ze szkoły, boleśnie upadł i otrzymał pomoc od starszej i bardzo smutnej pani w domku na działkach. Połączyła ich tajemnica – Tomek prosił, aby nie wspominała o ich spotkaniu a ona również nie chce, aby ktokolwiek się dowiedział, że tu mieszka w zimnym domku, bez bieżącej wody. Chłopiec nie miał pojęcia, że kobiecie towarzyszyły po śmierci męża jedynie smutek i samotność, a krótkie spotkanie z nim rozjaśniło mroki, w których przebywała. Jednak wspomnienie starszej kobiety z działek nie dawało Tomkowi spokoju. Był pewien, że ona tam mieszka, a komunikaty zapowiadały mroźny czas. Zaczął ją więc odwiedzać, przynosząc zakupy i czyniąc ją szczęśliwą. Była jak babcia, której nie miał, była samotna tak jak oni, poczuł z nią więź i w jej obecności stawał się dzieckiem. Nazwał ją Iskierką. A ona? Nie sądziła, że w dzisiejszych czasach wciąż jest miejsce na takie okruchy dobroci. To osłodziło jej gorycz bolesnej prawdy o miejscu, w którym się znajdowała. Żałosne, jak wyglądał schyłek jej życia.

Iskierka, jak postać z bajki,  pojawiła się w domu Tomka i Moniki przed świętami, gdy zdesperowana matka prosiła o cud, żeby się wydarzyło coś nadzwyczajnego, niespodziewanego i dobrego w ich życiu. Została zaproszona do ich życia, w którym wiele się zmieniło – wszak to magiczny czas. Zagościły: radość i ciepło, Tomek mógł stać się znowu chłopcem, oddawać się zabawom i przyjemnościom, Iskierka zdjęła z niego odpowiedzialność za wszystkich. Monika również poczuła się lepiej, przecież jeszcze nie tak dawno otarła się o epizod depresyjny. Dobrze Tomek cię nazwał. Iskierka. Taka mała drobina, co rozpala ogień, daje ciepło i jasność. Jesteś iskierką dobra. Iskierka z Tomkiem przygotowali potrawy na Wigilię i Święta, w domu zapanował iście świąteczny i uroczysty nastrój. Kobieta nie wiedziała, że  ten magiczny wieczór i dla niej będzie wyjątkowy, bowiem w domu Moniki pojawili się niespodziewani goście, którymi byli… syn Błażej, wnuczka Magda i jej mama Basia. To były magiczne Święta, wszak dobro powraca. Nie będę tu opowiadać historii syna Iskierki i jej wnuczki. Oj, działo się tu, działo!

To były wyjątkowe Święta, które diametralnie odmieniły życie bohaterów powieści. Aż trudno uwierzyć we wszystkie zbiegi okoliczności, które się przytrafiły. A Iskierka „jak prawdziwa iskra zarażała (…) swoim ciepłem i radością”. To było Boże Narodzenie pełne cudów. „Przypadek albo jakieś anioły maczały w tym palce”. Ale o tym , czy te wyjątkowe Święta zostawiły jednak trwały ślad w życiu bohaterów, możecie się przekonać, biorąc książkę do ręki.

Akcja powieści toczy się dalej, Sylwester, noworoczne postanowienia… Ale takiego zakończenia nie przewidziałam. Na koniec jeszcze zacytuję:
„- Gdybyś nie rozpaliła tego ognia, nas by tu nie było. Prawdziwa Iskierka z ciebie – powiedział ledwo słyszalnym szeptem, na co kobieta odpowiedziała: – Poeta z ciebie, Tomku, ale to nie moja zasługa(…)”.

Lubię pochłaniać książki Anny Szczęsnej – lekko się je czyta, dzięki stylowi i pięknemu językowi. Pisarka porusza w nich trudne tematy, ale zawsze daje nadzieję na lepsze jutro. Są przepełnione feerią emocji. A dostarczają ich nam świetnie wykreowani bohaterowie. Ale nie ze wszystkimi chciałabym usiąść przy stole wigilijnym… Akcja toczy się wartko, zaskakując nas nagłymi zwrotami. Dzieje się tu, dzieje! Powieść podzielona jest na krótkie rozdziały, co zwiększa tempo akcji.  I emocje – dostarcza nam wielu przeżyć historia Iskierki, Błażeja, Magdy. Piękna przyjaźń połączyła Iskierkę, starszą kobietę i Tomka, nastolatka nad wyraz dojrzałego i odpowiedzialnego chłopca. A  świąteczny nastrój – aura, potrawy, wypieki, sprawiły, że już ustaliliśmy z moją Rodziną menu świąteczne. Zachęcam gorąco do lektury tej niezwykłej powieści, życząc aby i podczas nadchodzących Świąt wydarzyły się cuda. Niech każdy nasz dom wypięknieje pod wpływem wypełniającej go miłości.

Wydawnictwu bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji.

         

„Polluks” – Agnieszka Lingas-Łoniewska

Read More

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Polluks, Wydawnictwo Burda 2019.
#MamaDropsaCzyta
Co zwycięży w jego sercu: zemsta czy miłość?

Zapraszam serdecznie do lektury recenzji powieści „Polluks” – drugiego tomu serii „Bezlitosna siła” opowiadającej o mężczyznach uprawiających walki MMA. Każdy z nich ma mroczną przeszłość, która go prześladuje, ale i o kobietach, które w swoim życiu doświadczyły przemocy a znalazły pomoc w fundacji FemiHelp.

Myślę, że najlepszą  zapowiedzią powieści będą słowa Autorki z jednego z wywiadów: 

Jest tutaj dramatyczna przeszłość bohaterów, molestowanie, wykorzystywanie seksualne, znęcanie się nad dziećmi, brutalne walki, seks i …uzdrawiająca siła miłości. To właśnie miłość, wbrew pozorom, jest tym uczuciem, które pokonuje demony przeszłości i daje bezlitosną siłę moim bohaterom, aby walczyli i wciąż mieli nadzieję, że może być lepiej”.

On, Patryk Rotter, tytułowy Polluks, człowiek o czarnych jak smoła oczach, kamiennym sercu i czarnej duszy, najbardziej porąbany facet na ziemi, istny wariat, diabeł w ludzkiej skórze, którego od lat napędza pragnienie zemsty i wściekłość w sercu. Jest przekleństwem każdej kobiety, ponieważ jego podejście do kobiet jest nie do przyjęcia. Mimo to nie narzekał na brak powodzenia. Ale potrafił być także świetnym przyjacielem, zdolnym biznesmenem i dobrym szefem, człowiekiem opiekuńczym, miłym i nawet zabawnym. Jednak gdy na ringu z Patryka zmieniał się w Polluksa, stawał się prawdziwą bestią, dzikim, nieokiełznanym, bezlitosnym i pragnącym krwi.

Polluks wolno szedł w stronę ringu. Poruszał się jak lew, który chodził po klatce. Podminowany i zniecierpliwiony, ale wciąż zachowujący swój rytm, nonszalancję i fason. Obok niego szły cztery hostessy ubrane w kuse wdzianka. Polluks stanął tyłem i wtedy to zobaczyłam. Jego tatuaż. Na szerokich umięśnionych plecach pysznił się człowiek witruwiański, niemal idealnie odwzorowany z obrazu Leonarda da Vinci. Zamiast twarzy człowieka miał jednak głowę diabła. Z czarnymi oczami, rogami, okrutnym dzikim uśmiechem. I nie wiedzieć czemu, ta twarz przypominała… samego Polluksa. Poczułam dreszcz przebiegający przez całe ciało.

Po zwycięskiej walce Polluks odbierał czek , który przekazywał na FemiHelp, fundację Martyny. W powieści stopniowo poznajemy jego okropną, straszną historię życia oraz piękną, iście braterską więź z Kastorem czyli Konstantym Lombardzkim. Bohater lubił się bić, ponieważ walczył wtedy ze swoimi demonami, o własną wartość, o odzyskanie człowieczeństwa. Ulatywały niego wszystkie chore myśli i wspomnienia, które w nim mocno siedziały i przez lata go kształtowały. Od dawna w głowie Patryka siedziała pewna kobieta, o której myślał, gdy doskwierała mu samotność, o której śnił i fantazjował. Widział, jak miłość bardzo zmieniła życie jego przyjaciela Kastora, uczyniła zeń szczęśliwego człowieka. Dla Anity gotów był poświęcić wszystko a nawet zrezygnować z walk MMA. Patryk tęsknił za miłością, za szczęściem, po prostu za byciem człowiekiem, ale wiedział, że to niemożliwe. Dlatego też uciekał przed tą kobietą, aby jej nie zranić, a tak bardzo jej pożądał. A ona, czyli Martyna Lenartowicz, od trzech lat się w nim potajemnie kochała i też bardzo go pragnęła. To silna kobieta z mroczną przeszłością, kobieta niezależna, wspólniczka Kastora i przyjaciółka jego i Anity. Martyna prowadziła też fundację pomagającą kobietom prześladowanym przez swoich mężów, powstawał nawet Dom dla Mam – schronienie dla kobiet, które uciekły od swoich oprawców i nie miały się, gdzie podziać. W planach było też założenie przedszkola dla dzieciaków. Tych dwoje połączył taniec.

Miłość to nie tylko kwiatki i misie. To także wszelkie gówno, które nosimy w sobie. Nie jest sztuką kochać kogoś ot tak, ale sztuką jest unieść to, co on sam musiał do tej pory dźwigać. (…) Kocham cię. I ci ufam. Wiem, ze mnie nie skrzywdzisz. Biorę wszystko, pamiętasz. Ciebie, twoje demony i pragnienia.(…) uwielbiałam go pogodnego i wyluzowanego. Ale kochałam także to mroczne oblicze. Wzięłam wszystko. Całego Polluksa, bo przecież był mój.  

Dilerka emocji, Pisarka, opowiadając historię miłości bohaterów, dostarczyła cały wachlarz emocji, bardzo trudnych emocji. Autorka świetnie poprowadziła wątek romansowy, sensacyjny i erotyczny. Pokazała, że nie każdy człowiek jest zły, nie każdy, kto walczy, jest tak naprawdę twardzielem. Często bowiem pod maską twardziela ukrywał się tak naprawdę cierpiący, wrażliwy człowiek, potrzebujący szczęścia i miłości, wiecznie tęskniący za prawdziwymi emocjami. Człowiek, który bał się pokazać prawdziwe oblicze, aby nie zostać zranionym. Autorka przełamała zatem stereotyp twardzieli występujących w walkach MMA. Postacie bohaterów są ciekawie skonstruowane, są autentyczne, wyraziste i mamy narysowane ich świetne portrety psychologiczne. Akcja toczy się wartko a jej nagle zwroty przyśpieszają bicie serca i powodują wzrost ciśnienia. To moim skromnym zdaniem mocna książka, lekko i szybko się czyta, napisana świetnym stylem, językiem nacechowanym emocjonalnie, momentami soczystym, nafaszerowanym wulgaryzmami, ale przez to bohaterowie zyskują na autentyczności. A zakończenie? Mocno mnie zaskoczyło, oj mocno. Ale dzięki temu powstaną kolejne tomy z wątkami związanymi z nowymi bohaterami i ich skomplikowanymi losami. A wyrażenie „bezlitosna siła” nabierze nowego znaczenia. Czy miłość mimo wszystko zwycięży? O tym się przekonacie, czytając niezwykle emocjonującą powieść.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji.

„W imię miłości” – Katarzyna Michalak

Read More

Katarzyna Michalak, W imię miłości, Wydawnictwo Mazowieckie 2019.
#MamaDropsaCzyta
Seria: Trylogia Jabłoniowa

Bo miłość matki do dziecka jest bezcenna…

Bohaterką drugiego tomu serii jest dziesięcioletnia Ania Kraska, śliczna dziewczynka o rudych włosach i zielonych oczach pełnych bólu i smutku. Bohaterkę poznajemy w chwili, gdy na stacji kolejowej czeka na dziadka Edwarda Jabłońskiego, właściciela Jabłoniowego Wzgórza. Była pewna, że nikt tu na nią nie będzie czekać. Gdy była bardzo mała, obie z mamą zostały wyrzucone przez dziadka. Ale Ania już teraz nie pozwoli dziadkowi odprawić się z kwitkiem, bo nie pozwoli się zamknąć w domu dziecka. Nadzieja – ta jedyna, która jej towarzyszyła, dawała siłę, by walczyć o to, co dla niej najcenniejsze. I jeszcze słowa chorej mamy, że „ludzie są dobrzy, świat piękny, a życie ciekawe”. Po drodze do dziadka spotkała nieznajomego mężczyznę, któremu opowiedziała, dlaczego sytuacja zmusiła ją do spędzenia wakacji właśnie na Jabłoniowym Wzgórzu. Ned Starski zaopiekował się dziewczynką, bowiem też zmierzał do jej dziadka w sprawie ogłoszenia o pracę w stajni.

Jabłoniowe Wzgórze okazało się starą, rozległą posiadłością. był to zadbany dwór o pięknym, czterospadzistym dachu z szarego łupka z szeregiem mansardowych okienek na poddaszu. Ściany parteru były białe, ganek szeroki, z portykiem wspartym na czterech kolumnach, a po obu jego stronach znajdowały się okna ze szprosami i szeroko otwartymi okiennicami w kolorze ciemnego brązu. Dwór sprawiał wrażenie pięknej, solidnej budowli, która przetrwała wiele i zniesie jeszcze więcej.

Smutna dziewczynka w towarzystwie samotności nie do udźwignięcia i zgorzkniały, surowy, nieprzystępny i niezdolny do wyższych uczuć dziadek – czy znajdą drogę do siebie? Czy połączy ich tajemnica z przeszłości, o której on chciałby zapomnieć, ale ona uparcie do niego powraca po latach?

Ogromnie poruszył mnie los bezradnej Ani, która opiekowała się ciężko chorą mamą, podczas gdy sama potrzebowała opieki, przytulenia, miłości. W przeciwieństwie do dorosłych, dzieci nigdy się nie poddają, więc rezolutna dziewczynka radziła sobie, aby uzbierać potrzebne pieniądze na jedzenie i leki. Mama nigdy nie była dla niej ciężarem tylko najukochańszą istotą na świecie. Podczas gdy mam była w szpitalu, ona u dziadka nabierze potrzebnych sił do dalszej opieki nad mamą. czy pojawienie się Ani na Jabłoniowym Wzgórzu zmieniło bohaterów? Jakie kroki ratowania Małgorzaty podjął Edward? Podczas wakacji we dworze pojawiła się Marlena, bratanica Edwarda oraz Weronika, dziennikarka. W jaki sposób ich pojawienie się w Koniecdrodze, baśniowej krainie, wpłynęło na życie bohaterów? Oj dzieje się tu, dzieje… 

Akcja powieści obfituje w wiele zaskakujących zwrotów, które targają nami, wywołując całą gamę emocji. Jak pięknie potrafi pisać Autorka o emocjach! „W imię miłości” to niezwykle poruszająca powieść o tym, jakie wartości w życiu człowieka są najważniejsze – szczęście, marzenia, miłość i jej różne oblicza. Pokazuje nam też, do jakich czynów zdolny jest człowiek w imię miłości, a do jakich jej pozbawiony, wyzuty z wyższych uczuć, pełen złości, zazdrości a raczej zawiści i chęci zemsty. Tylko miłość bowiem daje nam szczęście, radość , spokój w sercu. Jakże piękna i wyciskająca morze łez jest historia miłości małego dziecka do matki, które tak szybko musiało dorosnąć, zapomnieć o beztroskim dzieciństwie, by prowadzić nierówną walkę o życie ciężko chorej matki i swoje. Ania nigdy się nie poddawała i swoją osobowością potrafiła diametralnie odmienić życie bohaterów na Jabłoniowym Wzgórzu. Warto się więc zatrzymać z tą niezwykłą książką w ręku, poświęcić czas na lekturę, aby uświadomić sobie, jak wielką siłą jest miłość i jak cenne jest ludzkie życie. Jako fanka twórczości Kasi Michalak pochłonęłam tę książkę, wylewając wiele łez.


„Bez przebaczenia” – Agnieszka Lingas-Łoniewska

Read More

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Bez przebaczenia, Wydawnictwo Burda 2019.
#MamaDropsaCzyta

„Uważaj, co mówisz,
Uważaj, o czym milczysz”

Zapraszam Was, Kochani, do zapoznania się z recenzją wznowienia powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, Dilerki Emocji, „Bez przebaczenia”. Z przyjemnością i ogromnymi emocjami pochłonęłam ponownie książkę. Jest to opowieść o tym, jak stracić wszystko, by móc zacząć żyć od nowa.

Bohaterka powieści to wyzwolona i szalona Paulina Litwiak, która uczęszczała do szkoły plastycznej, była utalentowaną malarką i wyróżniała się wśród innych wyglądem, własnym niepowtarzalnym stylem. Lubiła słuchać ostrego rocka i metalu. Żyła szczęśliwie z cudowną matką i małym braciszkiem. Aż tu nagle jej ukochana mama, ojczym i braciszek wyjechali na weekend i już nie wrócili – zginęli w wypadku, Paulina została sierotą. Przeszła załamanie nerwowe, trafiła do szpitala. Poznajemy ją w chwili, gdy jedzie do domu ojca, który ją porzucił tuż po narodzeniu. Trafia do domu, w którym panuje trudny do zniesienia wojskowy dryl. Czuje się tu wyalienowana, nierozumiana, niekochana, wciąż obwinia się o śmierć matki, zamyka się w swoim świecie. Pobyt w domu ojca, wśród nienawidzących ją ludzi, traktuje jako karę i pokutę do końca swoich dni. „Ratownikiem zagubionej duszy” dziewczyny został Piotr Sadowski, podporucznik, prawa ręka jej ojca w pracy, niezwykle przystojny mężczyzna, honorowy, poukładany,  uzdolniony matematycznie, strategicznie, kochający i kochany syn. Tych dwoje dzieliło więc wszystko a połączyć mogła tylko prawdziwa miłość mimo niewiary w to, że zasługują na szczęście.

Od pierwszego spotkania bohaterów kibicowałam ich zauroczeniu a potem rozwojowi uczucia. Historia miłości Pauliny i Piotra nie jest łatwa. Na drodze do szczęścia bohaterowie wciąż napotykają na wiele przeszkód. Bohaterka nie może odciąć się od przeszłości, zapomnieć o niej, wciąż cierpi, obarczając się cudzą winą. Jak dobrze, że los postawił na jej drodze Piotra, który był jej jedynym przyjacielem, ostoją, jej uzupełnieniem, cudownym mężczyzną. Dzięki niemu jej świat uległ przewartościowaniu. Ale wszystko psuły relacje z ojcem, niedomówienia, unoszenie się honorem, milczenie między nimi, dzielące ich wciąż tajemnice z przeszłości. Gdyby ojciec z nią porozmawiał… On tylko wydawał rozkazy, przydzielał zadania, złościł się, ironizował, kpił, był oschły. Co ona mu zrobiła? O co mu chodziło? Dlaczego ojciec, poważany generał Adam Latkowski, tak postępował wobec niej i nie zależało mu na właściwej relacji z córką, na zburzeniu muru obojętności i nienawiści? A przecież piękną więź ojca z córką, utrwaloną w literaturze, czy taką, którą obserwuję w domu już od ponad 26 lat, tak trudno zwerbalizować! I ta powieść jest właśnie też o tym, jak problemy z relacją, wojowniczość, upór, skrywane tajemnice, milczenie, honor, urażona duma, zbytnia emocjonalność wreszcie kłamstwo, podłość, zazdrość, zawiść mogą utrudnić normalne funkcjonowanie bohaterów, rzucić cień na całe życie i stanąć przeszkodzie pięknej miłości. Przez niezwykły labirynt emocji poprowadziła nas Pisarka – Dilerka Emocji!

Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic.
Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Powieść bardzo mi się podobała, czytałam ją z ogromnymi emocjami mimo że po raz drugi. Oprócz wątku głównych bohaterów i ich rodzin na uwagę zasługują tu też inne postacie, które namieszały wiele w ich życiu: Zośka Karska, Jarek, jej brat, Małgosia, przyjaciółka matki a potem opiekunka i bliska sercu Pauliny. Postacie są  świetnie wykreowane. Akcja obfituje w wiele wydarzeń i zaskakujących nas zwrotów, co podkręca jeszcze emocje. Podczas czytania udzieliły mi się przeżycia bohaterów. Wydawało mi się, że stoję obok i mam ochotę chwilami nimi potrząsnąć i nakłonić do „mówienia” w tak trudnej walce o siebie, o miłość. Cieszyłam się z nimi, byłam pod ich urokiem, wzruszałam, płakałam i się złościłam. Ogromnie poruszyły moje serce listy bohaterów, list ojca (wiele wyjaśniający), opisy przeżyć wewnętrznych, refleksji postaci czy strofy wierszy. Powieść jest podzielona na rozdziały, narracja pierwszo- i trzecioosobowa. Czyta się lekko, ale język jest piękny, nasycony emocjami.

Dziękuję za rozdział bonusowy tomu drugiego „Bez pożegnania”. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę książkę, wystarczy kubek dobrej herbaty, milusi kocyk i odtwarzacz, bo Pisarka proponuje nam Playlistę. Wielu różnorodnych emocji życzę podczas poznawania losów Pauliny, artystycznej duszy, niebieskiego ptaka i Piotra , przystojnego i zdolnego żołnierza, którzy prowadzą wojnę o swoją miłość. A nie będzie im łatwo! A niebawem ukaże się kolejna część tej powieści. Ja czekam już niecierpliwie. Ach, zapewne będzie się w niej działo!

Wydawnictwu dziękuję bardzo za egzemplarz do recenzji.

„Wiśniowy dworek” – Katarzyna Michalak

Read More

Katarzyna Michalak, Wiśniowy dworek, Wydawnictwo Mazowieckie 2019.
#MamaDropsaCzyta
Seria: Trylogia Jabłoniowa

Katarzyna Michalak należy do grona moich ulubionych pisarek. Cenię jej lekkie pióro za to, jakich emocji dostarcza czytelnikom w swoich powieściach, podejmując często trudną tematykę. W jednym z wywiadów z Pisarką przeczytałam, że wielka burza emocji jest jej znakiem firmowym. W dzisiejszych trudnych czasach nie sposób patrzeć na świat tylko przez różowe okulary. Możemy jednak czerpać z osobowości bohaterów siłę do walki o miłość, która zwycięża wszystko. Możemy także uwierzyć w lepszą przyszłość i spełnienie marzeń. Warto też nabrać dystansu do swoich problemów. To właśnie gwarantuje lektura powieści wspomnianej Autorki. Wydawnictwo Mazowieckie wznowiło Trylogię Jabłoniową Katarzyny Michalak w nowej szacie graficznej a piękne okładki, przyciągające wzrok, zaprojektowała sama Autorka. Pragnę podzielić się z Czytelnikami swoją opinią – na początek oczywiście o pierwszej części.

Bo szczęściem jest pięknie żyć…

Jest to powieść obyczajowa z elementami psychologicznej i z domieszką sensacji. Opowiada historię Danusi i Danki. Dołącza do nich pewien tajemniczy mężczyzna, kolekcjoner wiedzy o obu kobietach. Danusia Wrzesień mieszka na wsi, w starym dworku z 1868 roku otoczonym wiśniowymi drzewami, gdzieś przy litewskiej granicy, prawie na końcu świata. Znajduje się tu szkoła podstawowa, w której uczy i matkuje dzieciom. Danusia bardzo kocha swoją pracę, uwielbia ciszę, iście sielskie życie na wsi. Nie wyobraża sobie przeprowadzki do wielkiego miasta. W ciągu sześciu lat znalazła sobie w Milewie spokojną przystań, płacąc za spokój samotnością. Opiekowała się starym ojcem, w domu pojawiała się na każdy jego telefon. Była przy nim jedyna z ośmiorga rodzeństwa. Danka Lucińska,  alter ego Danusi,  – „kobieta-pistolet, kobieta-żywioł”, uwielbiała życie w wielkim mieście, w Warszawie była dyrektorką dużej firmy zarządzającej nieruchomościami. Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Wychowywali ją dobrze usytuowani rodzice, którzy byli lekarzami i przenieśli się z miasta na wieś, do uroczego domku pod lasem, nad cichym mazurskim jeziorem. Obie bohaterki otrzymały list informujący o tym, że jakaś ekologiczna firma ufundowała im tygodniowy pobyt wypoczynkowy w znanym kurorcie nad morzem. I tu się spotkały po raz pierwszy w życiu – szalona, energiczna, przebojowa, pewna siebie, silna Danka i wyciszona, „biedna, szara myszka z prowincji” Danusia. I on w przebraniu ochroniarza, mający je na oku – tajemniczy mężczyzna. Co się okazało? Dlaczego obie były w ogromnym szoku? Czy ta sytuacja miała związek z tajemnicą ojca ukrytą w testamencie? Dlaczego ojciec był zdolny do tego, aby utrzymywać tę tajemnicę aż przez trzydzieści lat? Czy pobyt bohaterek w luksusowym SPA był czystym przypadkiem? Jaką rolę odegrał w tym tajemniczy mężczyzna i kim się okazał? Wiele pytań – odpowiedź na nie da oczywiście lektura, do której szczerze zachęcam.

Danusia-romantyczna, Danka-rozważna i Daniel, któremu wydawało się, że nie jest zdolny do głębszych uczuć – te trójkę rozdzielili źli ludzie w dzieciństwie. Mimo że jedno z nich przeszło piekło na ziemi, pragnęli kochać całym sercem, pragnęli być szczęśliwymi. Czy uda się im odnaleźć miłość i prawdziwe szczęście w życiu? Czy potrafią wybaczyć?

Warto podkreślić, że historia Daniela związana jest z wątkiem sensacyjnym, dzięki któremu akcja nabiera tempa, toczy się szybko, trzyma nas w napięciu, obfituje w wiele zaskakujących zwrotów i wyzwala w nas całą gamę emocji podczas czytania. Postaci głównych bohaterów i pozostałych są świetnie skonstruowane. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, mamy tu do czynienia z narratorem wszechwiedzącym.

W jednym z wywiadów z Pisarką przeczytałam, że zawsze poruszał ją problem utraconego dzieciństwa, los zaniedbanych dzieci, które musiały odnaleźć się w życiu i sobie radzić. One nigdy się nie poddawały jak dorośli. I to ją zainspirowało między innymi do napisania tej powieści. To piękna i poruszająca historia trojga bohaterow blisko ze sobą związanych. Ujęło mnie w nich to, że tak szybko nawiązali więzi i wzajemnie się wspierali. Gotowi byli do największych poświęceń. Nie umiem wytłumaczyć sobie postawy ojca Danusi, tak długo żył z tajemnicą dość istotną dla bohaterów. Jego relacja z Danusią mnie irytowała. Na każdy telefon córka rzucała wszystko i jechała, aby mu poświęcić czas. Miała bardzo dobre serce i potrafiła wybaczyć, nie żywić głębszej urazy. To anioł nie kobieta! Pisarka świetnie skonstruowała postacie głównych bohaterów. Ich historia wywołuje w nas całą feerię emocji: od radości, przez wzruszenie, aż po ból, strach a nawet grozę. Ich losy napisane są prostym ale pełnym emocji i cudnych opisów językiem. Śledząc tak różne losy bohaterów, uświadomiłam sobie, jakie wartości są w życiu najważniejsze i do czego może doprowadzić brak miłości, ciepła rodzicielskiego, utracone dzieciństwo, brak wybaczenia, zło.

Zachęcam do sięgnięcia po nią w jesienne, długie wieczory. Babie lato się wkrótce skończy, a wystarczy wziąć do ręki pełną emocji książkę, kubek rozgrzewającej herbaty, kawałek szarlotki, kocyk milusi, psa pod rękę do głaskania i odpłynąć do świata bohaterów.

A na koniec nie mogę się oprzeć – zostawiam Wam opis ukochanego dworu Danusi, azylu szczęścia:

(…)wreszcie miała przed sobą prosty i piękny w tej prostocie, biały staropolski dworek, z drewnianym gankiem rzeźbionym ręką dawnego mistrza, z oknami w szpros i dachem z kamiennego łupka. Miejsce tak piękne i czarowne, ze pokochała je od pierwszego wejrzenia.

Można się zakochać w tym miejscu przepełnionym ciszą, którą mąci jedynie cudny śpiew ptaków i upiększa zapach kwiatów. Przekonajcie się sami.

„Pozwól mi kochać” – Ilona Gołębiewska

Read More

Ilona Gołębiewska, Pozwól mi kochać, Wydawnictwo Muza 2019.
Seria: Dwór na Lipowym Wzgórzu
Część 1.: Podaruj mi jutro (recenzja)

Mówi się, że siódemka to szczęśliwa liczba. Szczerze mówiąc, nie wierzę w takie przesądy. Nie sposób jednak nie przyznać, że w przypadku Ilony Gołębiewskiej siódemka jest bardzo szczęśliwa! Pozwól mi kochać to jej siódma powieść i, moim zdaniem, najlepsza! Pachnie kwiatami, ziołami i przede wszystkim miłością. 

Powroty na Lipowe Wzgórze, powroty do starych znajomych

Och, jak cudownie w tym pięknym październiku było wrócić na Lipowe Wzgórze! Do Dworu Anieli Horczyńskiej, do pełnych ciepła i mądrości ludzi – mieszkańców i gości posiadłości, do tych zapierających dech w piersiach krajobrazów, do pobudzających kubki smakowe (i nie tylko) zapachów… Możliwość spędzania czasu z bohaterami Ilony Gołębiewskiej to prawdziwa przyjemność i dawka pozytywnej energii. To także szansa na czerpanie z ich siły, doświadczenia i pretekst do refleksji nad życiem. Bestsellerowa pisarka nie unika bowiem poważnych tematów, które dotyczą każdego z nas. Rodzinne tajemnice, konflikty trwające latami – chyba każda familia w Polsce mierzy się z takimi demonami.

Od dumy wydziału do oskarżonej – droga Sabiny Horczyńskiej

Ten tom serii poświęcony jest córce właścicielki posiadłości na Lipowym Wzgórzu. Aniela była główną bohaterką pierwszej części pt. Podaruj mi jutro. Tym razem Autorka oddaje głos Sabinie. To ceniona w środowisku uczelnianym wykładowca, mama dwóch dorosłych córek, kobieta sukcesu. Ma plan na życie i konsekwentnie go realizuje. Niestety, na konferencji prasowej dotyczącej jednego z najważniejszych projektów w jej życiu, pada ofiarą fałszywych oskarżeń. Z dnia na dzień w gruzach legły jej kariera, poczucie bezpieczeństwa, dobre imię, przyjaźnie i zdrowie… Miała wszystko i po jednej deklaracji dziennikarza wszystko straciła… Z trudem dochodzi do równowagi psychicznej – bierze leki i korzysta z pomocy terapeutki. Córka Klara namawia ją, by w oczekiwaniu na proces, zaszyła się na Lipowym Wzgórzu Sabina zgadza się, tym bardziej, że matka, z którą nie jest, delikatnie mówiąc, w zbyt dobrych stosunkach, wyjeżdża w podróż poślubną. Nie ma pojęcia, jak wiele w jej życiu zmieni pobyt we dworze…

Słowo jest wielkim władcą… ­– czyli jak fałszywe oskarżenia niszczą życie

Ciężko w recenzji, która, w tym przypadku, ma za zadanie zachęcić do lektury książki, a nie wszystko opowiedzieć i zanudzić odwiedzającego blog, poruszyć wszystkie tematy takich wielowątkowych powieści. Pozwólcie więc, że skupię się na trzech, w moim odczuciu, najważniejszych wątkach. Najpierw na tym, co związane jest z życiem zawodowym Sabiny. Jak już wspomniałam, podczas konferencji prasowej, padła ofiarą pomówienia. Zarzucono jej, że przyjęła łapówkę w zamian za sfałszowanie badań. I tym razem, powtarzając na Gorgiaszem, „słowo  okazało się wielkim władcą”. W jednej chwili kobieta straciła wszystko. Została odsunięta od wykonywania obowiązków na uczelni, a prokuratura rozpoczęła przygotowania do procesu. Media i branża nie postawiły na Horczyńskiej suchej nitki. Ilona Gołębiewska poruszyła temat, który zdarza się niemal w każdym środowisku pracy. Zazdrość, zawiść, kopanie pod kimś dołków… W przypadku Sabiny sprawa znalazła swój finał w sądzie. Często jednak konfliktu nie rozstrzyga sędzia. Jednak rana w sercu, utrata dobrego imienia zostają. Sabina cierpiała i na ciele, i na duchu. Myślę, że ta sytuacja jest przestrogą dla nas wszystkich. Łatwo jednym słowem zniszczyć komuś życie. Dużo trudniej jest je później odbudować. Często bywa to zupełnie niemożliwe…

Jaka matka, taka córka – czy na pewno?

Relacji matki i córki Ilona Gołębiewska sporo miejsca poświęciła w Podaruj mi jutro. I w tej części serii kontakty Anieli i Sabiny są ważnym wątkiem. Tajemnica, poczucie opuszczenia, wzajemne żal i pretensje – ciągnie się to za nimi od kilkudziesięciu lat. Sabina ma żal do matki, że dzieciństwo spędzała z dziadkiem – nie z nią. Czuła się opuszczona, samotna – uczucia i emocje towarzyszące w najmłodszych latach zaważyły na jej psychice i sposobie postrzegania matki w dorosłym życiu. Była głucha na argumenty rodzi elki. Liczyły się tylko jej ból i poczucie odrzucenia. W dodatku, Aniela nie chce wyjawić córce, kto jest jej ojcem. Sabina, mimo niemal 50 lat na karku, nie potrafi pogodzić się z uporem mamy i za wszelką cenę próbuje poznać tożsamość ojca. Czy gdy pozna dane mężczyzny łatwiej będzie jej odnaleźć sens życia? Czy relacje Sabiny i Anieli da się jeszcze naprawić? Czy wzajemne żale, oskarżenia zastąpi serdeczność i ciepło?

Na miłość nigdy nie jest za późno

Sabina jest kobietą po 40., właściwie zbliża się do 50. Samotnie wychowała córki, skupiła się na karierze. Sprawa z oskarżeniem o łapówkę odwraca jej życie o 180 stopni. Zamykają się stare drzwi, ale otwierają nowe… Postać tajemniczego mężczyzny ze dworu matki, przywraca Sabinie wiarę w miłość i poczucie spełnienia u boku mężczyzny. Cieszę się, że Ilona Gołębiewska poruszyła ten wątek. Przecież każdy ma prawo do miłości – bez względu na początek PESEL-u czy okoliczności.

Tytuł ma znaczenie – i to niejedno!

Pozwól mi kochać… Takie zdanie, a właściwie prośba, pada w jednym z ostatnich rozdziałów powieści. W moim odczuciu pada jeszcze wiele razy – w duszy bohaterów. Przecież pozwolenie może prosić Sabina… samą siebie. Wiadomo, egoizm nie jest dobry, ale akceptacja i miłość do samego siebie pomaga w zrozumieniu i celebrowaniu życia. Dopiero akceptując samych siebie, kochając siebie, jesteśmy w stanie w pełni kochać drugiego człowieka! Te słowa, nie raz, mogła też skierować Aniela do córki, która uparcie ją odtrącała, odrzucała jej wsparcie, wypierając z pamięci ich wspólne dobre chwile. Wreszcie może je powiedzieć mężczyzna, który niepostrzeżenie pragnie wtargnąć do serca Sabiny.

Powieść pachnąca ziołami

Ilona Gołębiewska to mistrzyni łączenia kilku historii w spójną całość. Co ważne, robi to niezwykle naturalnie i wiarygodnie. Wielkim atutem jej prozy jest język – niesamowicie barwna, nasycona uczuciami, kolorami, zapachami polszczyzna… W dialogach, opisach, niekiedy stosując metafory, porównania czy inne środki artystyczne, Autorka pragnie przekazać czytelnikom ponadczasowe mądrości. Na końcu książki znajdują się także dobre rady związane z zielarstwem – koniecznie muszą tam zajrzeć nie tylko szeptuchy!

Już czekam na kolejną wizytę we dworze!

Bo ta jest nieunikniona! Zgodnie z zapowiedziami Ilony kolejne dwa tomy mają być poświęcone córkom Sabiny. Dzięki temu czytelnik pozna wszystkie przedstawicielki pokolenia Horczyńskich. Jestem pewna, że ten ród kryje jeszcze niejedną tajemnicę. Z niecierpliwością czekam na trzecią część, a Wam gorąco polecam Pozwól mi kochać. Pozwólcie się uwieść tej historii. Siłą tej powieści są kobiety. Poznajcie je i zaprzyjaźnijcie się z nimi. Nie pożałujecie!

Autorce dziękuję za wymienienie mojego nazwiska w posłowiu!
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!



„Tak smakuje miłość” – Agata Przybyłek

Read More

Agata Przybyłek, Tak smakuje miłość, Wydawnictwo Czwarta Strona 2019.

Audiobook czyta Marta Żmuda Trzebiatowska

Miłość ma różne smaki. Bywa słodka, gorzka, kwaśna, słona… Zależy od tego, co konsumującym danie serwuje codzienność. Miłość w najnowszej powieści Agaty Przybyłek bywa i słodka, i gorzka. Jest miejsce na romantyczne uniesienia i na łzy. Na całkowite oddanie i na prawdziwe trzęsienie ziemi. Jak w życiu…

Powieść serwują… ponownie dwie Autorki

Tak smakuje miłość wysłuchałam w serwisie Audioteka.pl. Głos Marty Żmudy Trzebiatowskiej już drugi raz zabrał mnie do wyjątkowego świata – kompletnie zatraciłam się w historii Oli, jej męża, rodziny, przyjaciółki, pewnego pisarza… Wszystkich, których na tacy daje nam Autorka.

Składniki, czyli przepis na świetną książkę dla romantyczek

Podobno ludzie mogą popełnić dwa błędy po rozstaniu. Albo uciekają od świata i ludzi, albo zbyt szybko wchodzą w kolejne związki. Ola zamierza popełnić je oba. Tylko który najpierw?

Teściowa Oli odkryła na stare lata nową pasję – wróżbiarstwo. Któregoś dnia stawia karty swojemu synowi. Niestety, przyszłość jawi się w czarnych barwach. Za radą kart (i mamusi), mąż Oli odchodzi.

Choć Ola jest znaną blogerką kulinarną i nie istnieje danie, którego nie potrafiłabym przygotować, nie zna tego najważniejszego przepisu – na miłość…

Ola wraca w rodzinne strony, by wyremontować stary dom pośrodku lasu i obiecuje wyjść za pierwszego mężczyznę, który zechce tam z nią zamieszkać. Przychodzi jej do głowy tylko jeden zawód, jaki pozwala na pracę w dowolnym miejscu – pisarz. Choć pomysł był tylko żartem, niedługo później na horyzoncie pojawia się młody i przystojny autor powieści z dreszczykiem…*

Kuchenne rewolucje zaczynają się od nazwy

Znaczę od początku, czyli… od tytułu. Moim zdaniem ma on dwa znaczenia. Przede wszystkim odnosi się do tego, co zasygnalizowałam we wstępie – miłość ma wiele smaków. Smakuje… różnie – w zależności od sytuacji i od drugiej osoby. Inny smak miała relacja Oli z mężem, inny z popularnym pisarzem. Tu muszę wtrącić – mam nadzieję, że Autorka, Pani Kasia Bonda i Remigiusz Mróz się nie obrażą, ale… Wyobrażając sobie bohatera, miałam przed oczami ojca (chrzestnego) Chyłki. Wróćmy jednak do naszego dania głównego! Warto podkreślić, że miłość w powieści Agaty Przybyłek to nie tylko relacje damsko-męskie. To też niesamowita więź rodzeństwa (siostry i brata) oraz rodziców z dziećmi. Każda z tych miłości smakuje przecież inaczej… Po drugie tytuł nawiązuje do profesji głównej bohaterki. Ola to przecież blogerka kulinarna, dla której gotowanie jest nie tylko pasją, ale i źródłem utrzymania. A przecież wiadomo, że do serca trafia się przez… żołądek.

Brata do siostry dodawać ostrożnie

Mam starszego brata, więcej relacja opisana przez Agatę Przybyłek nie jest mi obca. Czytając sceny z udziałem Oli i jej brata Maksa, widziałam siebie i Maćka. Relacja między rodzeństwem jest dość specyficzna, a krążące w sieci memy świetnie ją odzwierciedlają. Brat/siostra, to osoba, która jako pierwsza naskarży do mamy i pierwsza, która skoczy w ogień za rodzeństwem. Podobnie jest z Olą i Maksem. Nie brakuje między nimi utarczek słownych, ale nie brakuje też ciepła, bezgranicznego zaufania i oddania. Maks, jako chłopak, nie okazuje zbyt wielu emocji, ale i Autorka, i Lektorka doskonale je przemyciły. Czuć, że mimo własnych problemów i rozterek Maks mocno kibicuje siostrze, wspiera ją w każdym wyborze i jest gotów pobić dla niej (byłego) szwagra.  Jest po prostu jej przyjacielem.

Przysmak? Podajemy z ogonem!

Nie mogę nie wspomnieć o szczekającym bohaterze. Przysmak trafia do domu Oli za sprawą Julki. Od pierwszych chwil staje się nie tylko stróżem blogerki, ale i przyjacielem, towarzyszem w poplątanej niczym sierść codzienności. Z uśmiechem czytałam o jego ciekawości świata i radości na widok pani oraz gości. Żałuję tylko, że tak rzadko chodził na spacery – w końcu pieski z podwórkiem też tego potrzebują. Może w drugiej części zaprzyjaźni się ze smyczą?

Smakowity język, długa lista produktów

W czym można się rozsmakować, czytając lub słuchając Tak smakuje miłość?Do wyboru mamy wiele wątków. Jest rozwód, jest teściowa, jest remont starego domu, jest przyjaciółka, jest przystojny pisarz… Złośliwy mógłby powiedzieć, że jest wszystko. Może i tak, ale uwierzcie mi, że Agata Przybyłek nie przesoliła swojego popisowego dania. Powieść napisano z wyczuciem, a wszystkie składniki połączono naturalnie. Miłość, przyjaźń, pasja do gotowania, pisania, tańca… Pisarka znalazła złoty środek. Wydarzenia są jak najbardziej prawdopodobne, a z Olą może się utożsamiać niejedna rozwódka. W moim odczuciu w lekturze nie ma miejsca na przesadę. No, może pan pisarz zachował się jak rozkapryszony bachor, ale o tym sza!

Kolejną zaletą powieści jest język. Agata Przybyłek szanuje czytelników i słuchaczy, proponując im potrawę z najlepszych składników. Oczywiście książka nie jest drugim Panem Tadeuszem, ale nie jest też naszpikowana potocyzmami czy wulgaryzmami, od których niestety nie stronią pewne polskie „pisarki”. W historii znalazło się miejsce i na metaforyczne refleksje o życiu i miłości, jak i na luźne rozmowy, które każdy z nas prowadzi w domu lub na spotkaniach z przyjaciółkami.

Dwóch szefów kuchni

Oprócz pióra Agaty Przybyłek na moją pozytywną opinię i o warstwie językowej, i o całej powieści, wpływ ma Marta Żmuda Trzebiatowska. Mając do dyspozycji tylko głos, aktorka fantastycznie oddała klimat tej historii. Zamknęłam oczy i pozwoliłam prowadzić się za rękę. Krok za krokiem, rozdział za rozdziałem…  Trafnie, ale bez zbędnej przesady oddawała nastrój i emocje postaci. Pani Marto – ponownie dziękuję za ucztę dla moich uszu!

Częstowałam się w pociągu

Ostatnią godzinę powieści słuchałam w pociągu. O jeżu kąpany w morelkach! Ja myślałam, że albo wywiercę dziurę (wiadome czym) w siedzeniu, albo na cały wagon krzyknę niczym dziennikarka ze splecionymi nogami: „Czy państwo to słyszeli?!”, albo zacznę szarpać mojego sąsiada i domagać się od Bogu ducha winnego mężczyzny wyjaśnień. Co to było… Nie można narzekać na tempo akcji, ale ostatnie kilkadziesiąt minut… No szok. Już nie mogę się doczekać kolejnej części! Mam nadzieję, że będzie jak najszybciej! Tyle niewiadomych, tyle pytań…  Tego się czytelnikowi nie robi i nie kończy się w takim momencie, Pani Agato! Dla emocji zaserwowanych pod koniec tej historii warto poznać całość, uwierzcie!

Tak smakuje miłość smakuje doskonale!

Tak smakuje miłość to lektura obowiązkowa dla wszystkich niepoprawnych romantyczek. To także doskonała propozycja na coraz dłuższe wieczory dla miłośniczek lekkich, ale nie głupiutkich powieści obyczajowych. Polecam Wam audiobook – z wielką przyjemnością słucham głosu Marty Żmudy Trzebiatowskiej. Jeśli nie jesteście pewni, czy to forma dla Was, posłuchajcie – ZA DARMO – pierwszych kilkudziesięciu minut:

https://audioteka.com/pl/audiobook/tak-smakuje-milosc?utm_campaign=reflink&utm_medium=link&utm_source=p_dropsksiazkowy

Smacznego 🙂 

*Opis pochodzi ze strony www.audioteka.pl

„Weź głęboki wdech” – Kasia Bulicz-Kasprzak

Read More

Kasia Bulicz-Kasprzak, Weź głęboki wdech, Wydawnictwo Edipresse 2019.

#MamaDropsaCzyta

„Świat spokojnych z pozoru botaników to nie miejsce dla subtelnych storczyków, a dla mięsożernych rosiczek”.

Kasia Bulicz–Kasprzak to autorka świetnych książek obyczajowych skłaniających do refleksji, fascynatka słowa. Dlatego też polubiłam jej książki. Zafascynowana okładką – cudna zieleń, lato, ładna dziewczyna -postanowiłam sięgnąć po książkę „Weź głęboki wdech”. Z opisu książki wynikało, że to będzie kryminał, a ja nie czytam „mocnych” książek. Czytałam niejako uprzedzona co do gatunku. Z każdą jednak przeczytaną stroną okazało się, że jest to książka obyczajowa z intrygą kryminalną, napisana lekkim piórem i świetnym językiem.

Bohaterką powieści jest pracowita, zdolna i ambitna wręcz chorobliwie dr Michalina Zielińska, która pracuje w Instytucie Botaniki, pnąc się nieśpiesznie po szczeblach naukowej kariery i marząc, aby jej nazwisko pojawiło się na liście laureatów nagrody Nobla. Poza pracą , badaniami nad rosiczkami, nic dla niej nie istniało. Czuła się osamotniona, relacje z matką nie układały się najlepiej, a ojciec już nie żył. Postanowiła więc rzucić się w wir pracy i zostać naukowcem. Matka uważała jej brak urody za atut w tym wyborze. Szef, prof. Stanisław Potoczkiewicz, znany w kraju i za granicą, był dla niej największym autorytetem w sprawach przyrodniczych a ona jego ulubienicą.

Bohaterkę poznajemy w sytuacji, gdy „pociąg jej kariery naukowej właśnie zjechał na bocznicę” a jej miejsce zajął młody specjalista od storczyków Filip Góralczyk, ewidentnie faworyzowany, wskazany jako kandydat do prestiżowego stypendium czy też innej nagrody dla młodych i zdolnych naukowców. Filip przewrócił też uporządkowane życie Michaliny do góry nogami, szybko zostali parą. Oczywiście Michalina dowiedziała się o jego relacjach z profesorem od Julki, od której dostawała lekcje życia. Nie mogąc się z tym wszystkim uporać, skorzystała z propozycji, aby dołączyć na pół roku do wyprawy w malezyjskie lasy. Bardzo potrzebowała tego czasu na przemyślenia. Wolała bowiem być sobą, czyli „młodym naukowcem, zachowującym otwarty umysł, by chłonąć świat”. A po powrocie czekała na nią okrutna wiadomość – Filip się ożenił! Mimo że świat Michaliny się zawalił, to nie pogrążyła się w rozpaczy, tylko wybrała pogrążenie się w pracy oraz wizytę u psycholożki. Otrzymała też od profesora zgodę na kolejny wyjazd do placówki badawczej i inne sprawy naukowe. Zastanowiło ją to mimo wszystko, dlaczego wcześniej ją spławiał a teraz na wszystko się zgodził. Aż tu nagle… Akcja nabiera tempa, bowiem pisarka wprowadza wątek kryminalny z odcienie komediowym. A ponieważ nie lubię kryminałów, musiałam czytać uważnie, żeby w tym gąszczu wydarzeń się nie pogubić. Michalina wplątała się przez przypadek a może przez swoją naiwność w aferę kryminalną. Usłyszała w lesie strzał, profesor został zabity. A przecież miał wysłać jej rekomendację. I tu sytuacja staje się wręcz komiczna, bowiem bohaterka zanim zawiadomi policję, załatwi sobie wiele spraw z telefonu nieżyjącego profesora. Pisarka opisuje to w komiczny sposób. Czy w końcu bohaterka zadzwoniła po policję? Co się stało dziwnego z ciałem profesora? Kto i dlaczego zabił szefa instytutu?

Warto dodać, że Michalina nie była sama, towarzyszyło jej alter ego, które miało kilkadziesiąt nazw, np. Moje Histeryzujące Ja, Moje Ironiczne Ja, Moje Opiekuńcze Ja czy też Moje Do Bólu Szczere Ja i doradzało, jak ma postąpić.

Przyznam, że trudno mi było uwierzyć w to, że bohaterka potrafiła być też zimną, wyrachowaną osobą. Kłamała jak z nut, była w tym wręcz mistrzynią. Ale była też naiwna, puszczała wodze fantazji. Do grona bohaterów dołączył też tajemniczy Pan Mumia, który wciągnął Michalinę w tarapaty i zmusił do kradzieży człowieka oraz do szpiegowskiej roboty. Bardzo mnie też zaskoczyła reakcja i zachowanie matki bohaterki, która była piękną kobietą, ale złą matką. Absolutnie nie obchodził ją los córki, niczym nikim się nie przejmowała w życiu. Postacie matki i jej siostry są mocno przerysowane w powieści. Jedyny raz matka wręcz zamanifestowała troskę o córkę, a wydało się to mocno podejrzane, bowiem chodziło o zapis w testamencie, o tym miała się nie dowiedzieć nigdy Michalina. Na wszystko miała  mantrę: „Weźmiemy głęboki wdech, ściągniemy łopatki i stawimy czoło tej rzeczywistości”. Michalina też często ją powtarzała. Ale o tym dowiecie się z powieści, czym właściwie się zajmowała matka i do czego była zdolna.

 I powiem na koniec, że intryga jest kobietą. Co uknuła Julka? Które kobiety na tym skorzystały? Do czego doprowadziła bohaterkę szpiegowska robota? Czy udało się zdemaskować bandę? Czy wreszcie wzięła głęboki wdech, by móc cieszyć się życiem?

Zakończenie powieści mocno mnie zaskoczyło, odczułam pewien niedosyt. tyle się przecież tu działo… Powieść Kasi Bulicz-Kasprzak podobała mi się, bo nie był to pełen grozy, krwi kryminał lecz powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym. Mimo trupa czytało się lekko, bo takie jest pióro Pisarki. Lubię i cenię książki Kasi Bulicz-Kasprzak za warsztat pisarski, świetne operowanie językiem, stylem. Dość osobliwie został przedstawiony świat botaników, hermetyczne środowisko naukowców. Trudno bowiem wśród świetnie wykreowanych postaci znaleźć kogoś pozytywnego. Syn profesora nazwał ich okropnymi ludźmi. Nawet Michalina, wzbudzająca sympatię, jest posiadaczką złych cech, o czym świadczą różne wcielenia, nazwy jej alter ego. A przecież obcowanie z naturą czyni człowieka wrażliwszym, lepszym. Akcja nabiera tempa po zabójstwie profesora, obfituje w wiele nagłych zwrotów, można się wręcz pogubić w gąszczu wydarzeń. Ale tym samym dostarcza  różnorodnych emocji – od śmiechu poprzez złość, strach a nawet grozę. Skłania też do refleksji, że życie człowieka jest zarówno pasmem sukcesów, ale i porażek. Obok śmiesznych, komicznych opisów sytuacji są przedstawione trudne relacje matki z córką. Nie chciałabym mieć takiej matki. Ale ta przerysowana postać czemuś służy.

Gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę, której lektura zapewni Czytelnikom dobry relaks.

Wydawnictwu Edipresse Książki dziękuję za egzemplarz do recenzji.

„(Nie)młodość” – Natasza Socha

Read More

Natasza Socha, (Nie)młodość, Wydawnictwo Edipresse 2019.
#MamaDropsaCzyta

Czy kobiecość ma termin ważności?

(Nie)młodość to finałowa część sagi Nataszy Sochy. Wcześniejsze części (Nie)miłość i (Nie)piękność wręcz pochłonęłam. Natomiast  ostatnią część zaczęłam czytać w okolicach moich urodzin i lektura rozciągnęła się w czasie. Po prostu musiałam nabrać nieco dystansu do siebie, by nie sprawdzać ciągle terminu ważności mojej kobiecości. Trudno się z tym uporać, ale powieść wlała dużo nadziei w moje serce.

Pozwólcie, że na wstępie, tradycyjnie, przybliżę fabułę. Wszystkie części sagi łączą postacie bohaterek uczestniczących w wypadku samochodowym. Tu poznajemy Klarysę, która miała „siedemdziesiąt cztery lata w dokumentach i trzydzieści mniej w głowie. Nosiła kombinezon starszej pani, ale jej wnętrze ciągle chciało śpiewać. I tańczyć”. Taniec bowiem był jej przepustką do szczęścia. To z jej winy doszło do wypadku samochodowego, bo zapomniała, dokąd chciała jechać. Jedną z poszkodowanych była Cecylia, bohaterka (Nie)miłości a drugą – Nasturcja, czyli ta „brzydka” z (Nie)piękności. To mózg spłatał Klarysie figla, a lekarz stwierdził, że nie powinna przebywać sama w domu, sama wychodzić i nie wolno jej jeździć samochodem. Mieszkała z wnukiem Maćkiem, który dostał stypendium zagraniczne i musiał wyjechać. Po wielu wizytach u specjalistów wreszcie postawiono diagnozę, z którą pacjentka absolutnie się nie zgadzała. To nie demencja starcza tylko problemy z koncentracją, zwykłe roztargnienie – tak uważała. „A przecież człowiek stary jest pośrednikiem między przeszłością a przyszłością. Jest pomostem między wczoraj a jutro. Jak można tego nie doceniać!”. Postanowiła wiec podjąć walkę ze stereotypami o starości. Po pewnych incydentach z pamięcią Maciek wybrał dom Hebe „z profesjonalną obsługą i wyjątkowo przyjemnym wyposażeniem”. Mimo to o tego typu miejscach mówiło się: „Poczekalnie. Przejściówki między życiem a śmiercią. Boczne tory. Przedsionki śmierci”. Jak można zadomowić się w miejscu, w którym nagromadzono tyle starości z jej dziwactwami, nawykami, fobią, strachem, chorobami. Klarysę wszystko tu dobijało, źle nastrajało, wręcz przygnębiało. Jedynym miejscem, w którym dobrze się czuła, był park z jej ulubioną ławeczką. I tu los zetknął ją z Martą, druga bohaterką powieści. Odtąd będą obie prowadzić dyskurs o starości i młodości.

Marta – lat 31 – straciła pracę, ponieważ została oszukana przez Annę – wspólniczkę i przyjaciółkę. Lubiła pracę w zakładzie kosmetycznym, w którym zajmowała się głównie paznokciami. A klientki ją wprost kochały. Przyjaciółka zabrała jej wszystko: pracę, motywacje do życia, szczęście i optymizm. Wstydziła się przyznać rodzicom, wybrała wersję o bankructwie. Szukała więc pracy, żyjąc z oszczędności i karmiąc się strachem przed przyszłością. Jedynym oknem na świat Marty był Internet z darmowym wi-fi. Przeglądała więc strony z ofertami pracy. Udało się jej po wielu staraniach zdobyć posadę „specjalistki do spraw miłości prawdziwej” w sklepie, do którego przez całe dotychczasowe życie nigdy nie weszła, czyli w sex shopie. Ale tylko na pół etatu, a z tego trudno się było utrzymać. Gdy wreszcie zdobyła się na akt odwagi i poinformowała rodziców o swojej sytuacji, mama załatwiła jej pracę w domu opieki Hebe. „Starsi ludzie są trochę jak przywiędłe kwiaty i naszym zadaniem jest wyczarować z nich jeszcze odrobinę zapachu” – dowiedziała się od pani Marianny. Czyli miała być ich konewką czy tez źródełkiem życia. Nie lubiła przecież starych ludzi za ich powolność w ruchach, ciągłe szukanie pomocy, bierność, pretensjonalność, żale, złośliwość. Marta, pełna złych emocji, hipokryzji i niechęci do świata, w Hebe została strażnikiem codzienności. Kobieta nie mogła na początku odnaleźć się w nowej pracy, ale z czasem uzmysłowiła sobie, że starość to jest coś nieuchronnego. I postanowiła walczyć o godziwe życie i zajęcia w domu opieki. Klarysa przekonała się, że zarówno pensjonariusze, jak i młodzi, nie lubili Hebe, pobyt czy pracę tu traktowali jako karę. Dlatego też postanowiła dać Marcie nauczkę i udowodnić, że starość nie zawsze musi cuchnąć. Bunt przeciw starości i walka starość contra młodość zostały ogłoszone. A Marta szybko się przekonała, że Klarysa czyta jej w myślach…

Na arenie pojawił się też kolejny ważny bohater powieści Benedykt Malec, instruktor tańca i zajęć ruchowych, „obrzydliwie młody”. Klarysa, kochająca taniec, obserwowała Benedykta z ukrycia. „Terapia tańcem daje ludziom możliwość prawdziwej obecności, powrotu do życia, poddania się zmysłom i ponownego poczucia niezależności. To o wiele więcej niż „taniec”. Chodzi o to, by połączyć się z samym sobą i zaistnieć na nowo. Poruszamy ciałem, żeby poruszyć umysł”. Wzruszyło mnie do łez tango Klarysy i Benedykta na leśnym parkingu, a potem na parkiecie podczas konkursu tańca. To było coś niesamowitego, niezwykłego! To metafora życia – prawdziwego, pełnego wyzwań i przeciwności, a jednocześnie zmuszające do pozostania razem, po to, żeby się wspierać i pomagać sobie nawzajem. To był taniec miłości, zaufania, oddania i zaangażowanych zmysłów. Trochę senny, trochę poetycki, uduchowiony, romantyczny i sentymentalny. Taniec starej kobiety i młodego mężczyzny – doskonale narzędzie do walki ze stereotypami, którymi przecież żył świat.  A dla Marty i czytelników powieści to ważna lekcja, że należy z nimi walczyć, bo starość spotyka się z młodością, patrzy jej prosto w oczy, zagaduje. Czasem idzie za nią kilka kroków z tyłu, a czasem ją wyprzedza. Czasem idą ramię w ramię. Należy to dostrzec.

I to jest piękne, jak piękna jest przyjaźń Klarysy i Marty w powieści, bo przyjaźń nie patrzy na wiek. A zakończenie powieści jest zaskakujące, ale o tym Czytelnicy przekonają się sami, biorąc powieść do ręki. Bardzo dziękuję Pisarce za tę niezwykłą serię a w szczególności za powieść (Nie)młodość. Każdemu z nas towarzyszy strach przed starością. A Natasza Socha oswaja nas z tym tematem tabu.

Narracja jest prowadzona dwutorowo, rozdziały noszą imiona bohaterek. Dzięki temu zabiegowi poznajemy dwa spojrzenia na główny problem powieści. Bardzo ciekawa fabuła, wartka akcja, świetnie są wykreowane postacie bohaterów. Ogromnym walorem jest język powieści. Wywołuje w nas wiele emocji – od śmiechu poprzez ironię sarkazm , irytację, wzruszenie aż do łez. To dla mnie (60+) trudna lektura, ale dająca nadzieję, że starość nie będzie taka zła, mimo że nie będę tańczyć. Chyba że przygoda z instruktorem tańca wciąż przede mną. Póki co mogę się jeszcze świetnie dogadać z moimi dziećmi mimo wytykania czasem w rozmowach, że się powtarzam lub o czymś nie pamiętam. Nie ma między nami różnic międzypokoleniowych, wciąż cenią sobie moje zdanie, poradę, pomoc. Wiedzą, że decyzja, wybór to ich sprawa. Myślę, że „młodego ducha” zawdzięczam wciąż jeszcze pracy w szkole z młodzieżą.

Czy zatem kobiecość ma termin ważności? Moim zdaniem nie ma. Lektura książki skłania do wielu przemyśleń, refleksji.

Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!