„Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości” – Agnieszka Lis (#MamaDropsaCzyta)

Read More
guziki agnieszka lis recenzja

Agnieszka Lis, „Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości”, Skarpa Warszawska 2021.
#MamaDropsaCzyta

Miesiąc temu miała swoją premierę siedemnasta już książka Agnieszki Lis, znanej poczytnej Pisarki, pianistki, dziennikarki i felietonistki. „Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości” to intrygująca opowieść o życiu, miłości, wierze w przeznaczenie i siłę ludzkiej duszy. Składa się z dwunastu historii, które łączy postać głównej bohaterki i miejsce oraz morze. Co ciekawe, każda z książek Autorki jest inna i świadczy o szerokim wachlarzu literackich środków warsztatowych. Zapraszam do lektury mojej recenzji.

Bohaterką powieści jest Jaromira, żona rybaka, mieszkająca w nadmorskich Łazach, w stuletnim domu usytuowanym tuż przy wydmie, który po remoncie stał się pensjonatem dla złamanych serc. W kuchni na starym stole zawsze stał wielki dzban z malinowym sokiem, który skutecznie chronił przed wszelakimi infekcjami. Niezwykłość tej powieści polega na tym, że jest niejednorodna i wielowymiarowa. Począwszy od stycznia 1965 r. aż do maja 2021r. co pięć lat spotkało się w pensjonacie dwanaścioro gości po przejściach, którzy znaleźli guziki. Ich opowieści o różnych odsłonach, obliczach miłości połączyła postać Jaromiry i morze. Bohaterka na wszystkie ich dramaty znajdowała radę i sposób.

Miłość i szczęście mają różne nazwy i różne potrzeby. Czasem jest niezbędne prażące słońce, a czasem słona mgła. A zwykle wystarczy po prostu serce.

Jaromira bowiem sama doświadczała dobroci świata, Boga i morza przez całe życie. Miała dom z duszą, ukochanego męża rybaka, czworo mądrych i dobrych dzieci. Mimo że morze zabrało jej Mariana, to miała swoje ulubione miejsce na brzegu morza, z którego słyszała głos męża i  mądrego morza. Posiadała dar słuchania i rozmawiania z morzem, wszystko można było przegadać i tą mądrością dzieliła się z ludźmi doświadczonymi przez los a ono im podpowiadało, jak postąpić. Dziękowała za miłość, bo tylko ona miała siłę, żeby przetrwać śmierć, przekroczyć granice i zostawić po sobie samo dobro. Jaromira w najdrobniejszej rzeczy potrafiła odnaleźć magię codzienności, cieszyły ją właśnie drobne rzeczy, gesty. Wystarczyło usiąść w kuchni przy starym stole z kubkiem herbaty z sokiem malinowym, zrobionym przez wspaniałą gospodynię, i rozmawiać, rozmawiać. Czasami tylko pomilczeć, nie krytykować, nie oceniać, ale wysłuchać. Bo czasami słowa nie są potrzebne. Wystarczy drugi człowiek i świadomość, że miłość jest w życiu najważniejsza. Może to być także miłość do siebie.

Oprócz rozmów z morzem magiczną moc miały również tytułowe guziki. które zapinały problemy. Znaleziony guzik należało przechowywać i nie można było wyrzucić ani komuś oddać. Goście znajdowali rozmaite guziki: metalowe, plastikowe, pościelowe, płócienne, szklane z zatopionym kwiatkiem, szylkretowe, guziki jak klipsy. To przeświadczenie Agnieszka Lis wyniosła z domu. Jak czytamy w posłowiu, każdy guzik nosi w sobie historię jego właściciela. Jest w nim zaklęta nadzieja, zawód, radość, łzy… wszystko. Pisarka wybrała miłość. Urodzona w Koszalinie często spędzała wolne chwile nad morzem w Mielnie, Unieściu czy w Łazach. I zawsze rozmawiała z morzem, które potrafiło rozwiązać większość spraw.

A może życie to tylko… worek. Ubranie. Człowiek musi znaleźć w życiu swój guzik, choćby po to, żeby zapiąć worek z problemami i odłożyć go e niedostępne miejsce. A kiedy problemy zwietrzeją, trzeba worek wytrzepać i odświeżyć. I zapomnieć o problemach.

Powieść pochłonęłam dość szybko i na długo pozostanie w moim sercu. Niezwykle poruszające były historie bohaterów. Jaromira u schyłku swojego życia postanowiła zorganizować na plaży spotkanie wczasowiczów. Każdy z bohaterów opowiedział, jak potoczyło się dalej jego życie, jak wyzwolił się z przeszłości, co zyskał dzięki morzu i dzięki pobytowi u Jaromiry, i dzięki magicznemu guzikowi. Morze szumiało, cicho dyskutując z siedzącymi kobietami białymi falami, spokojne, usypiające. To był wzruszający, pełen magii wieczór. Musicie koniecznie się o tym sami przekonać, czytając tę cudowną opowieść o miłości. Zwyczajni bohaterowie, tacy prawdziwi, mający zalety i wady, słabości ale niezwykła jest droga do przemiany ich życia. To miłość je odmieniła.

W powieści urzekł mnie niezwykle obrazowy, plastyczny, emocjonalny język. Autorka jak wirtuoz potrafiła słowami zagrać różne melodie, stany emocjonalne morza. Ich dźwięk towarzyszył podczas lektury. Wystarczy tylko spojrzeć na okładkę i już słyszymy szum morza. W powieści każdy odnajdzie garść guzików dla siebie, garść złotych myśli, drogowskazów życiowych.

Polecam z całego serca książkę na długie, jesienne wieczory. Wygodny fotel, miękki kocyk, kubek herbaty z sokiem malinowym i z pajdą drożdżowca z kruszonką, pies, czy kot na stopach i… jesteśmy nad morzem- idealnym miejscem, żeby wyrzucić z siebie wszystko to, co nas boli, uwiera, zatruwa. Jaromira…

– Ja nie miałam tu nic do powiedzenia – zaprotestowała Jaromir. – To morze.
– Dzięki morzu – powtórzyła Jaromira.
– To nie ja – wyszeptała Jaromira.
Życie toczy się tak, jak to zapisane, a człowiek nie ma wiele do powiedzenia. Choćby nie wiem jak próbował wpływać na własną albo cudzą historię, to ludzkie powołanie i tak się odezwie.

Dziękuję z całego serca Skarpie Warszawskiej za książkę-niespodziankę.

„Niepołomice. Zniewoleni” – Edyta Świętek

Read More
niepołomice zniewoleni recenzja

Chodźcie, prędko, siadajcie! Tam, przy stole obok tej pięknej pani z czarnym warkoczem! Ostatnie wolne miejsce! Tak, dobrze poznajesz, to snecha Świętka, nasza Edyta. Opowie ci historię! Pewnie, że ciekawą! Ona zna Puszczę Niepołomicką, miasteczko, nasze ziemie jak mało kto. Czyta dużo, teściów pyta.
Ciasno? Dużo osób? Nasza karczma zawsze pełna, dobry człowieku. Kmiecie, pany, katolicy, żydzi – my tu siadamy razem i debatujemy. Jak to o czym? O ojczyźnie, w wolności! Mówią, że w Galicji najlżej, że Moskale dużo gorsi. Pod austriackimi rządami wcale lekko nie mamy. Tyfus, cholera, nieurodzaj. Wolność nam się marzy, likwidacja pańszczyzny. Ileż można dla pana robić i nic z tego nie mieć? Nie każdy jest taki jak pan Parnicki. To jest pan. Ekonom, wizjoner. Człowieka szanuje, do walki o kraj się rwie. Chłopów Żelechowskiego to aż trzęsie. Oj, umiaru on nie zna. Tyran i dla nich, i dla żony, dzieci. Kiedyś za to zapłaci… Trzos? To jeszcze nie pan, ale już nie nasz… Ale siadaj, siadaj, Edyta ci wszystko opowie, kto jest kim! Zobacz, przyniosła ze sobą swoją niebieską księgę. Mówi, że o zniewolonych z Niepołomic. Ale sama, sama opowie…

Edyta Świętek, Niepołomice. Zniewoleni, Wydawnictwo Skarpa Warszawska 2021.

Tak, Edyta Świętek pięknie opowiada o zamierzchłych czasach. Nie cofa się do PRL-u, do I czy II wojny światowej. Wchodzi jeszcze głębiej w naszą historię, mam wrażenie nieco zapomnianą współcześnie w literaturze pięknej. Opierając się na źródłach naukowych, ale i ludowych opowieściach oraz wspomnieniach bliskich, kreśli portret społeczności Niepołomic z lat 1845-63. „Niepołomice. Zniewoleni” to powieść społeczno-obyczajowa, którą mistrzyni sag otwiera nowy cykl. Miłość, nienawiść, tajemnice, zdrada splatają losy bohaterów niezależnie od przynależności klasowej w najmniej oczekiwanych momentach.

Antoni Parnicki tkwi w małżeństwie z rozsądku, nie odwzajemnia uczuć Cecylii. Jego serce bije dla żony przyjaciela, Kornelii Żelechowskiej. Ze szlacheckimi rodami Parnickich i Żelechowskich sąsiadują wolne kmiecie, którzy zawdzięczają swój status samemu królowi Kazimierzowi Wielkiemu. Trzosowie nie czują się panami, mają jednak więcej swobód niż chłopi, którzy, zbuntowani, sięgają za broń, by walczyć o zniesienie pańszczyzny.

Ziemia niepołomicka płonie. Ogień trawi uprawy, domostwa. Zaraza, głód pukają do każdych drzwi. Ogień wybucha też w sercach Polaków od kilkudziesięciu lat pozostających w austriackiej niewoli. Szlachta chce stanąć do walki z zaborcą. Chłopi chcą stanąć do walki ze szlachtą. Krew splami ziemię, a krzyk matek będzie niósł się przez lata…

Edyta Świętek zaprasza nas do karczmy, do dworu szlacheckiego, do obejścia kmieci. Zaprasza nas do serc, które niezależnie od majętności pragną miłości i wolności. Autorka w niebanalny sposób plącze ludzkie ścieżki, tworząc relacje, które przetrwają największe zawieruchy i burząc te, które wydawały się niezniszczalne. Udowadnia, że niezależnie od miejsca i czasów dążymy do jednego – chcemy być wolni i kochani. Chcemy być wolni jako obywatele, chcemy być wolni w uczuciach.

Przedstawione w książce postaci i sytuacji są fikcyjne, ale, jak przyznaje Pisarka, fabuła mocno splata się z ówczesnymi realiami i cieniami faktycznie żyjących ludzi. Edyta Świętek proponuje czytelnikom prawdziwą literacką ucztę, podczas której serwuje językowe smaczki (w narracji nie brakuje bowiem archaicznych wtrąceń, gwary) czy też opisy lokalnych zwyczajów, na przykład dożynek. Z malarską wręcz dokładnością kreśli postaci – ich strój, fryzury, wnętrza, w których żyją. Maluje ich codzienność – prace na roli, domowe obowiązki czy też wizyty w karczmie, do których nawiązałam we wstępie. W powietrzu unosi się gwar rozmów, nuty tradycyjnych pieśni czy zapach domowych pyszności.

„Niepołomice. Zniewoleni” to doskonała propozycja dla miłośników historii i książek obyczajowych. Wielkie sprawy polityczne, emigracja, organizacja powstań mieszają się tu z pozornie małymi sprawami chłopów czy służek. Autorka zaprasza nas w cudowną podróż w czasie, której nie chce się kończyć. Uśmiech, wzruszenia, strach – uczucia i emocje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Cieszę się, że to dopiero początek i dane mi będzie poznać losy kolejnych pokoleń rodzin Parnickich i Trzosów.

„Jedno życie wystarczy” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
jedno życie wystarczy

Edyta Świętek, Jedno życie wystarczy, Wydawnictwo Skarpa Warszawska 2021.
Tom I serii: Nie czas na miłość
#MamaDropsaCzyta

10 marca to dzień premiery powieści „Jedno życie wystarczy” Edyty Świętek, Mistrzyni sag rodzinnych i mojej ulubionej Pisarki, która w swojej twórczości porusza trudne tematy i rzetelnie odzwierciedla ważne problemy społeczne.

„Wolę treści bardziej życiowe, pozbawione zbędnej warstwy lukru” – wyznała Pisarka przed premierą w wywiadzie z Anną Kłosowską. Edyta Świętek twierdzi, że powieść powinna oprócz rozrywki skłonić czytelnika do refleksji nad swoim życiem, nad ważnymi wyborami życiowymi, wyzwalając większą empatię do otoczenia.

Po krótkim wprowadzeniu pora na recenzję!

„Jedno życie wystarczy” opowiada o losach dziewczynki, która marzyła o lepszym życiu, ponieważ rodzina nie była dla niej bezpiecznym portem. Historia Anielki Kmiecik niesamowicie poruszyła moje serce i wzruszyłam się podczas lektury do łez, sięgając po chusteczki, ponieważ poznałam ją z punktu widzenia dziecka, następnie dorastającej dziewczyny, co jeszcze bardziej uwrażliwia czytelnika na świat przeżyć wewnętrznych dziecka, które przecież nie mogło sobie wybrać rodziny, aby wieść w niej szczęśliwe życie. Akcja powieści dzieje się w minionej epoce, w głębokim PRL-u, co stało się przyczynkiem do odbycia podróży w głąb siebie, do mojego dzieciństwa, które nie było takie sielskie i anielskie…

W wieku kilku lat byłam marzycielką. Ale już wtedy wiedziałam, że nie każda mrzonka może się ziścić. Moja na razie pozostała niespełniona. Ale gdy już zdam maturę i pójdę do pracy, to spełnię swą dziecięcą zachciankę.(…) Chcę lepszego życia niż to, które wiodę.

Anielka urodziła się w biednej rodzinie patologicznej, w której brakowało miłości, czułości, przytulenia, zainteresowania okazanego dzieciom, wspólnych zabaw, spacerów z rodzicami a słychać było jedynie wiązanki przekleństw, krzyki, „bo bachory zbyt głośno dokazują” awantury, pijackie burdy. Dochodziło także do przemocy fizycznej ojca alkoholika wobec żony, dzieci, niezaradnej życiowo i leniwej matki wobec dzieci, którymi się wysługiwała, dzieci starszych wobec młodszych, przemocy psychicznej a nawet seksualnej, gdy córki dojrzewały stały się „łakomym kąskiem” dla ojca. Jego lubieżne gesty i spojrzenia wzbudzały obrzydzenie. Jedyne szczęśliwe chwile zdarzały się, gdy ojciec był w więzieniu lub któryś z braci w poprawczaku. Bohaterka cierpiała z tego powodu, miała też niską samoocenę, która nie pozwalała jej walczyć o siebie, raczej się poddawała.

Anielka już od przedszkola była uzdolnionym dzieckiem, którego problemy domowe ignorowali nauczyciele. Nie miała szans „wypłynąć” – Edyta Świętek zwraca uwagę na to, że dzieci biedne lub z rodzin patologicznych były postrzegane przez pryzmat rodziców i stawały się obiektem doskonałym do wyśmiewania, ironizowania, knucia intryg, robienia na złość, traktowane były jak popychadła.

Czas dorastania to czas miłosnych uniesień, tęsknota za miłością, „ciągoty” do płci przeciwnej. Dla Anieli to nie był czas na miłość. Mimo że wyrodziła się z tej rodziny, to zagłuszała wszelkie odruchy serca. Dlaczego tak bardzo bała się miłości do chłopaka? Dlaczego nie potrafiła żadnemu zaufać? Miała jedynie wsparcie w przyjaciółce Magdzie. Razem się broniły przed natarczywością werbalną i nie tylko ze strony kolegów. Dlaczego zawsze tak twardo stąpała po ziemi? A co z jej marzeniami i pragnieniami? Czy one były jedynie dla wybranych, „którym nic nie doskwiera”? Ale czy tak naprawdę nikt na świecie nie wzbudził w niej uczucia tkliwości, trzepotu serca? Dlaczego biedy nie leczy żaden lek !? Czy rany na jej duszy zadane przez najbliższych kiedykolwiek sie zagoją i będzie zdolna do romantycznej miłości? Pisarka świetnie namalowała słowami rozterki Anieli, walkę jej rozumu z sercem, które tak mocno dygotało z bólu, ze strachu, z niemocy odczuwania miłości.

Zakończenie powieści, poprzedzające je wydarzenia i nagły zwrot akcji, potwornie mną wstrząsnęło. Na światło dzienne wychodzi pewien sekret rodzinny skrywany przez matkę Anieli… Jak mogło do tego dojść? Czy bohaterka o anielskiej osobowości, „diament połyskujący delikatnie mimo otaczającego go błota”, mądra i zdeterminowana kobieta zasłużyła na taki los? Czy znajdzie lekarza swojej duszy? O tym dowiemy się z drugiego tomu.

Akcja powieści rozgrywa się w Łańcucie, gdzie znajduje się piękny Zamek Lubomirskich i Potockich, dziś muzeum, otoczony wspaniałym parkiem, z powozownią. To jedno z ulubionych miejsc spacerowych Anieli i Magdy, miały tam swoje tajemnicze miejsca, lubiły też spędzać czas nad Wisłokiem. Jakże to piękne miejsce kontrastowało ze światem bohaterki odartym z piękna. Ten kontrast jeszcze bardziej wstrząsa czytelnikiem podczas lektury.

Moim zdaniem „Jedno życie wystarczy” to kolejna fenomenalna powieść Pisarki. Walorem jest świetna kreacja bohaterów, indywidualizacja postaci, spośród których wyróżnia się bardzo ciekawy portret psychologiczny Anieli. Pióro Edyty Świętek znów mnie zachwyca – troska o styl, język powieści, kompozycja, zasada kontrastu, szczegóły… Wszytko to razem jest podporządkowane wyeksponowaniu poruszonej trudnej tematyki i problematyce społecznej, aby wzbudzić w czytelniku refleksje na temat, co w życiu jest najważniejsze, jak budować relacje i więzi w rodzinie oraz empatię w stosunku do otoczenia.

Polecam z całego serca tę poruszającą historię o Anielce i jej rodzinie.

Wydawnictwu Skarpa Warszawska bardzo dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji.  Pisarce dziękuję z  całego serca za kolejną niezwykle interesującą i wzruszającą powieść.

„Dzień kobiet” – Gabriela Gargaś (audiobook)

Read More
dzien-kobiet-duze

Gabriela Gargaś, Dzień kobiet, Wydawnictwo Skarpa Warszawska.
W serwisie Audioteka powieść czyta Marta Żmuda Trzebiatowska

Marzec nie był dla mnie łatwym miesiącem, jeśli chodzi o czytanie. Ciężko mi się było skupić na treści, myśli biegły gdzie indziej…  Ale ten audiobook pomógł mi przełamać niemoc. Głos Marty Żmudy Trzebiatowskiej, jak zawsze, ukoił i wyciszył. A najnowsza powieść Gabrieli Gargaś

To nie jest książka. To jest uczta. Prawdziwa uczta. Cytat godny zapamiętania pogania kolejny – wart zapisania. Kolejne myśli i porady aż proszą się o wdrożenie w codzienność. Kobieta napisała dla kobiet. Kobieta czytała dla kobiet. Kobiety, wykreowane przez pisarkę, opowiadają o sobie dla kobiet żyjących tu i teraz. Święto rodem z PRL-u staje się pretekstem do refleksji, wspomnień, spotkania… Spotkania, które zmienia życie bohaterek i zmienia życie czytelniczek.

Trzy kobiety, co roku 8 marca, spotykają się w kawiarni u Róży, aby porozmawiać, o swojej kobiecości, błędach, które popełniły, radościach, które się im przydarzyły. Są od siebie tak różne, a jednak połączone ze sobą nie tylko więzami krwi, a także splotami zdarzeń.
Cecylia, seniorka rodu, mama i babcia, była tancerka, snuje opowieści, o czasach, kiedy tańczyła na deskach największych teatrów Europy.
Agnieszka, rozwiodła się z mężem, kiedy Izabella, jej córka, była małą dziewczynką. Przytłoczona obowiązkami domowymi, postanowiła czerpać z życia garściami. Tylko, to, o czym marzyła, wcale nie było takie piękne, jak jej się na początku wydawało. Do tej pory próbuje naprawić stosunki z córką. A kiedy na horyzoncie pojawia się jej były mąż, sama uwierzy, że stara miłość jednak nie rdzewieje.
Izabella, kobieta po trzydziestce, na pozór szczęśliwa, ale tak naprawdę pogubiona i samotna. Kiedy na jej drodze, pojawia się przystojny lekarz, jej świat wywraca się do góry nogami. Ale czy sekret, który skrywa kobieta, nie będzie rzutował na przyszłość rodzącej się miłości?
Czy błędy przeszłości ulegają przedawnieniu? Czy kobiecość jest taka jak próbują nam wmówić? Czy warto rzucić wszystko i podążać za swoim szczęściem? A może warto zacząć wszystko od nowa?

Jeżeli liczycie na powieść obyczajową pełną akcji, przełomów, zawiedziecie się. Dzień kobiet to nie jest typowa fabuła. To raczej zbiór wspomnień, refleksji. Owszem, w pewnych przypadkach następuje ciąg zdarzeń, a poszczególne rozdziały są ze sobą związane, jednak nie są to ścisłe powiązania, akcja nie rozgrywa się dzień po dniu. To akurat duży atut tej historii. Inaczej bowiem chyba nie dało się opisać trzech historii. Przedstawić trzech kobiet – w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami. Wiele je łączy, nie tylko więzy krwi czy przyjaźń, ale też wiele dzieli. Każda z nich niesie bowiem inny bagaż doświadczeń. Każda z nich zmierza do celu inną drogą. Każda z nich zmierza przecież do innego celu…

Gabriela Gargaś tak pięknie pisze o kobiecości i kobietach, a Marta Żmuda Trzebiatowska tak pięknie interpretuje te historie… Naprawdę jestem oczarowana! Otulona, pokrzepiona. A to tak jest teraz potrzebne… Odważę się na opinię, że Dzień kobiet to nie jest zwykła książka, powieść obyczajowa, która po przeczytaniu trafia na półkę miedzy inne. Nie. To niezwykły i wymykający się z ram definicyjnych podręcznik. Studium. Próba analizy skomplikowanej kobiecej duszy pod pozorem wspomnień czy perypetii bohaterek – czasem bolesnych, czasem śmiesznych; czasem mrożących krew w żyłach; czasem wzruszających.  Próba poskładania puzzli, które tworzą kobiece serca. Próba znalezienia definicji kobiecości. I porażka, ale tylko pozorna, bo przecież jedna definicja nie istnieje… Przecież każda kobieta jest inna i wyjątkowa. Kobiety napędzają miłość i pasja, a każda z nas kocha oraz pielęgnuje co innego i kogo innego.

„Jeszcze w autobusie, wracając z pracy, zaczęłam słuchać audiobooka „Dzień kobiet”. Pióro Gabrieli Gargaś i głos Marty Żmudy Trzebiatowskiej – jestem zakochana!!! Aż żałowałam, że nie mam przy sobie notatnika – niemal każde zdanie wymaga zapisania i zapamiętania. Każdy wers to pretekst do zatrzymania się i refleksji nad życiem. Ależ to będzie uczta!!!” – taki post na Facebooku dodałam po przesłuchaniu pierwszych fragmentów. Zachwyt podtrzymuję po wysłuchaniu ostatnich minut.

Polecam Wam z całego serca interpretację Marty Żmudy Trzebiatowskiej. To aktorka świadoma możliwości swojego głosu. Ton, tempo dostosowuje do rozgrywających się czy wspominanych wydarzeń.

Głos popularnej aktorki i pióro Gabieli Gargaś to idealne połączenie – idealne pokrzepienie serc objętych kwarantanną. Może nie tylko tą związaną z koronawirusem? Może jesteś kobietą, która kilka tygodni temu, miesięcy czy nawet lat, zamknęła się na miłość i nie dopuszcza jej do siebie nawet na odległość większą niż dwa metry? Życzę Ci z całego serca, by ta historia – historia Cecylii, Agnieszki, Izy, jej przyjaciółki – by ich opowieść zainspirowała Cię do działania. Otworzyła Cię na nowo. To nie stanie się od razu, wiadomo. Ale zawsze warto zrobić chociaż jeden krok…  

Pamiętajcie, że w serwisie Audioteka możecie za darmo odsłuchać fragment i dopiero wtedy zdecydować, czy kupujecie plik. Jestem pewna, że w tym przypadku będziecie mieć ochotę na zakupy. Zróbcie sobie Dzień Kobiet – w końcu powinien być obchodzony nie tylko 8 marca!

Kobiety, które są już po lekturze albo po wysłuchaniu książki, zapraszam na Facebooka Recenzje Dropsa Książkowego. Z błogosławieństwem Autorki co niedziela, w ramach akcji #niedzielabędziedlanas, udostępniam cytaty z powieści.