„Ostatni list” – Marcin Ciszewski (#MamaDropsaCzyta)

Read More
ostatni list ciszewski recenzja

Marcin Ciszewski, Ostatni list, Wydawnictwo Pascal, 2021.
#MamaDropsaCzyta

W czerwcu miała miejsce premiera najnowszej powieści obyczajowej „Ostatni list” Marcina Ciszewskiego, mistrza literackiej sensacji, autora powieści historycznych i wojennych. Książka jest niejako powrotem Autora do dawnej namiętności w przeszłości, do muzyki rockowej, którą grał, komponował, miał swój zespół, wydał dwie płyty długogrające. Pracował również jako dziennikarz muzyczny. Potem drogi z muzyką się rozeszły. Czy ta książka jest faktycznie powrotem do przeszłości, czy też raczej fantazją na temat: Co by było, gdybym grał i odniósłbym sukces jak Jan Berger, główny bohater? Gdyby nie pandemia, nie byłoby tej powieści, ponieważ Autor pracował nad scenariuszem filmowym. Audioteka nagrała serial audio. Równolegle powstała powieść, której fabuła jest znacznie obszerniejsza od słuchowiska…

Dawno nie czytałam powieści obyczajowej napisanej przez mężczyznę i o dojrzałym mężczyźnie. Byłam jej bardzo ciekawa zwłaszcza strony emocjonalnej. Bardzo się cieszę, że Autor, dzięki stosowanemu „płodozmianowi literackiemu” napisał też powieść obyczajową, mój ulubiony gatunek. „Ostatni list” to opowieść o muzyku Janie Bergerze, który nauczył się grać na gitarze, założył zespół rockowy Kathmandu, zawsze w tym samym składzie, napisał kilka hitów, które nuciła cała Polska. Berger był mózgiem i liderem zespołu – grał, śpiewał, komponował muzykę i pisał teksty. Koncerty, kobiety, sława i chwała. I nagle poczuł się wypalony, znużony, sfrustrowany. Przyszedł marazm, brak motywacji. Doszły problemy z menadżerem Walczakiem, postacią dość specyficzną. Miał wszystkiego dosyć. Po trzydziestu latach wypełnionych sukcesami kariery zapragnął zmiany, czegoś nowego. Gdy został wyrzucony z zespołu, poczuł się naprawdę wolnym człowiekiem. Autor świetnie oddał jego emocje, uczucia w zmaganiu się ze sobą, poszukiwania nowej drogi w domowym studiu. Postanowił założyć nowy zespół. Czytelnik miał możliwość uczestniczenia w przesłuchaniach muzyków a następnie prób do nowego projektu, poznając, co tak naprawdę gra w duszy Janka Bergera. Jeśli ktoś słyszy muzykę w głowie i w sercu, zagra ją na czymkolwiek. Tylko od człowieka w efekcie zależy, czy wyda na świat dzieło, którego będą słuchały miliony, czy nikogo nie będą obchodziły stworzone przez niego dźwięki. Obojętnie z czego wydobyte.

W życiu prywatnym Berger miał też wiele do zrobienia. Przede wszystkim naprawić niełatwe  relacje z córką Zosią, wziętym adwokatem, po prostu pogadać z nią jak ojciec z córką. Zostawił jej matkę przed laty, nie miał czasu da rodziny – wieczny chłopiec i nieodpowiedzialny facet. Pojawiły się też problemy z pewną Julianną. Naprzeciwko mieszkała atrakcyjna sąsiadka Joanna, która się właśnie rozwodziła z mężem. To Asia, kliniczny psychiatra, motywuje Janka do działania, do podjęcia radykalnych decyzji życiowych. Musi jednak zacząć od uporządkowania bałaganu w swoim życiu, a wtedy przyjdzie wena, nowe pomysły na muzykę i teksty. Sukces składa się tez z drobnych, niepozornych kamyczków.

Marcin Ciszewski wykreował w powieści bardzo ciekawe postacie kobiece; Zosia, Julianna, Majka – wokalistka z dawnego zespołu i Ania, nowa wokalistka, która mnie rozczuliła swoją prostolinijnością, skromnością. Ona po prostu czuła całą sobą muzykę, zachwyciła wokalizą i grą na fideli – „takie niby skrzypce stare”. To dzięki fideli Janek Berger „wyszedł  deszczowej nocy prosto w blask słońca”. Postanowił pokazać Anię, czyli diament światu. Poruszyły moje serce dialogi Janka z Anią. Muzyk rozbudził w dziewczynie nadzieję i wiarę w swoje możliwości i odwrotnie. To dzięki Ani pojawiła się w Janku odpowiedzialność – do tej pory nieznana cecha, której mu w życiu prywatnym brakowało. Wszyscy bohaterowie są prawdziwi, tacy z krwi i kości, mają wady i zalety. Są pozytywni i negatywni.

Niewątpliwie bohaterką powieści jest muzyka. Zachwycił mnie i dostarczył wspaniałych wrażeń, emocji styl i język wątku muzycznego. Przesłuchania nowych muzyków, opis komponowania muzyki przez Bergera, nadanie jej struktury suity, którą zatytułował Apogeum, następnie koncert w teatrze To się słyszało, było porywające. Autor świetnie oddał za pomocą słów muzykę, nastrój, przemianę w duszy muzyka. […] zabrzmiał, grany przez Anię, temat. Ludzie zaczęli rozumieć, że to, co do tej pory usłyszeli, było tylko, jakkolwiek atrakcyjnym i barwnym, swego rodzaju wstępem, zapowiedzią rzeczy prawdziwie wielkich. Tęskne, nieco tajemnicze dźwięki dawno zapomnianego instrumentu wygrywające atrakcyjną melodię nadały muzyce nowego kontekstu, otworzyły przed słuchaczami kolejne drzwi wyobraźni, zaprosiły do frapującej podróży w nieznane. Czy tak licznie zgromadzona publiczność na koncercie zaakceptuje zmianę i pokocha inne dźwięki, inne emocje, inną estetykę i przekaz? Czy nowe brzmienie kompozytora i zespołu to jedyna niespodzianka muzyczna w teatrze? Ile wymiarów ma dla bohatera i czytelnika tytułowy ostatni list…?

Jedno ciało, jedna dusza, to my
Jedną myślą zespoleni, to my
W pięknych ramach, pozłacanych, razem
Zawsze będziemy tam

Z całego serca polecam Wam tę niezwykłą powieść obyczajową z wątkiem muzycznym o tym, że nigdy nie jest za późno na zmiany w życiu, zawsze warto marzyć i podążać za marzeniami. A i nawet po pięćdziesiątce można sobie uświadomić, że bycie mężczyzną polega na byciu odpowiedzialnym.

Wydawnictwu Pascal dziękuję serdecznie za interesującą książkę niespodziankę. Jeszcze długo będzie grać w mojej duszy.

„Światło, które nigdy nie gaśnie” – Magdalena Majcher (#MamaDropsaCzyta)

Read More
światło, które nigdy nie gaśnie magdalena majcher recenzja

Magdalena Majcher, Światło, które nigdy nie gaśnie, Wydawnictwo Pascal 2021.
#MamaDropsaCzyta

16 czerwca 2021 Magdalena Majcher podarowała czytelnikom swoją kolejną powieść „Światło, które nigdy nie gaśnie”. To idealna książka dla tych, którzy planują spędzić urlop nad naszym morzem. Dla mnie to literacka podróż do Kołobrzegu i do Ustronia Morskiego. Tytułowe światło to światło latarni morskiej w Kołobrzegu, ale znając Autorkę, czułam, że powieść ma drugie dno, a z każdą kolejną przeczytaną stroną tytuł nabierze też nowych, metaforycznych znaczeń.

Światło latarni morskiej wskazywało kierunek. to jedyne ze znanych mi świateł, które nigdy nie gaśnie. Tak wiele sie zmieniło, odkąd byłam tu po raz ostatni, a światło wciąż wyznaczało drogę.

Magdalena Majcher pokochała Kołobrzeg 20 lat temu, gdy mama  pierwszy raz ją zabrała nad morze. Od tej pory wraca tam prywatnie lub z bohaterami książek. W ubiegłe wakacje Pisarka zabrała mnie ze swoimi bohaterami powieści „Port nad zatoką” do Helu – to była bardzo udana podróż. O czym jest „Światło, które nie gaśnie”? Najlepiej zaprezentuje czytelnikom swoje najnowsze literackie dziecko sama Magdalena Majcher:

Powieść o rodzinnych tajemnicach, zapomnianych marzeniach i przeszłości, która kładzie się długim cieniem na teraźniejszość. To także historia o tym, jak łatwo pogubić się w pogoni za więcej, mocniej, bardziej. Głęboko wierzę, że polubicie Alicję i spędzicie z nią urlop w Kołobrzegu. A może zostaniecie na dłużej?

Nie chcę streszczać fabuły, więc pozwólcie, że przedstawię opis wydawcy:

Opowieść o tym, jak łatwo pogubić się w pogoni za pieniędzmi i stracić to, co najcenniejsze. Alicja postanowiła nigdy nie wracać do rodzinnego Kołobrzegu. Złość i duma nie pozwalały jej wysłuchać najbliższych. Ale los bywa przewrotny i Alicja musi wrócić, bo z dnia na dzień zostaje z niczym. Jej mąż jest oskarżony o przestępstwa skarbowe i tonie w długach. Alicja kolejny raz musi uciekać, tym razem z miejsca, w którym udało jej się zapomnieć o przeszłości. Ale czy na pewno zapomniała? Czy przeszłość można tak po prostu wymazać, udawać, że nigdy się nie wydarzyła? Alicja będzie musiała stanąć twarzą w twarz z ludźmi, którzy mieli zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa i szczęście, a zdradzili ją w najdotkliwszy sposób. Będzie musiała też nauczyć się tego, czego nigdy nie potrafiła – być sama.

„Światło, które nigdy nie gaśnie” jest powieścią wielowątkową, ale historię Alicji poznajemy z jej perspektywy – narracja pierwszoosobowa pozwala nam od razu bliżej poznać główną bohaterkę, przeniknąć do jej myśli i duszy. Spotykamy ją w chwili, gdy bolesne wydarzenia z teraźniejszości zmusiły ją do zmiany postanowienia i powrotu do rodzinnego miasta. Rzecz w tym, że nigdy nie usłyszałam nawet „przepraszam”, a cała rodzina zachowywała sie, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Dlatego wyjechałam. Dlatego zaczęłam nowe życie i miałam już nigdy tu, do Kołobrzegu, nie wracać. Co się wydarzyło w przeszłości? Jest to wątek owiany tajemnicą i czytelnik zaintrygowany nią z czasem dowie się prawdy.

Alicja to z jednej strony kobieta szczęśliwa jako żona u boku Józefa, a z drugiej strony skrywająca głęboko w sercu żal za tym, co minęło i co ją doprowadziło do zerwania więzi z najbliższymi. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której będę skazana tylko na siebie. Samotność bywa z reguły dołująca. Do życia potrzeba nam obecności i wsparcia drugiego człowieka jak tlenu,  a zwłaszcza w takich sytuacjach, kiedy tak, na pstryk, świat się nam zawalił. Nie da się przecież ułożyć planu na życie i punkt po punkcie go realizować. Życie zaskakuje nas swoimi scenariuszami w najmniej oczekiwanym momencie. Gdy tracimy grunt pod nogami, wtedy pomocna bywa czyjaś obecność. Rodzina ponad wszystko z uwagi na więzy krwi. A przecież trudno odbudować zerwane relacje po latach. Unikanie się na dłuższą metę jest niemożliwe.

Bohaterowie powieści są świetnie wykreowani jak i ich historie, Są prawdziwi, niejednoznaczni. wielowymiarowi. Ich zachowanie, postawa skłaniają nas do refleksji nad życiem, nad najważniejszymi wartościami, wreszcie nad relacjami międzyludzkimi. Ważne są: szczerość, lojalność, zaufanie, rozmowa o problemach, pielęgnowanie relacji i więzi rodzinnych. Ucieczka i zatrzaśnięcie drzwi do przeszłości nie jest dobrym wyjściem z trudnej sytuacji.

Powieść jest napisana lekkim stylem, pięknym, emocjonalnym językiem. Można lekko i pięknie pisać o trudnych, bolesnych problemach i tematach. Zakończenie jest tak zaskakujące i wzbudzające ciekawość, że trzeba się uzbroić w cierpliwość, czekając na kontynuację powieści.

Po lekturze narodziły się pytania do wnikliwej analizy. Czy zawsze warto dać człowiekowi drugą szansę? Czy zawiedzione zaufanie i utraconą wiarę w człowieka można odbudować? Czy człowiek działając sam, może diametralnie zmienić swoje życie? I jeszcze jedno, jak postąpić, kiedy rozum podpowiada jedno, a serce drugie rozwiązanie. Czyj głos wybrać?

„Kocham cię” – jak to łatwo powiedzieć w chwilach uniesień. Magdalena Majcher przekonuje czytelnika, że „kocham cię” to odpowiedzialność, której większość ludzi nie potrafi udźwignąć. Kto lub co będzie dla Alicji światłem, które nigdy nie gaśnie i które wyznaczy jej drogę do bezpiecznego portu? Tego się dowiemy w drugiej części powieści.

Wydawnictwu Pascal serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzencki.

„Ta sama rzeka” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
ta sama rzeka

Edyta Świętek, Ta sama rzeka, Wydawnictwo Pascal 2021.
#MamaDropsaCzyta

Dwa tygodnie temu miała miejsce premiera nowej powieści Edyty Świętek „Ta sama rzeka”. Po powieści Autorki sięgam w ciemno. Tytuł brzmi metaforycznie i nasuwa skojarzenia filozoficzne. Już Heraklit, filozof przyrody, twierdził, że „Wszystko płynie”. Wszystko jest w ruchu, nic nie trwa wiecznie. Dlatego nie możemy „dwa razy wejść do tej samej rzeki”. „Kiedy bowiem wchodzę do rzeki po raz drugi – twierdził filozof – i ja jestem inny, i rzeka jest inna”. A jakiej odpowiedzi udzielą na to pytanie bohaterowie powieści? Czy wszyscy będą zgodni z filozofem? Zapraszam do lektury recenzji powieści.

Autorka podarowała czytelnikom kolejną niezwykle interesującą powieść, w której poruszyła wiele ważnych i trudnych problemów, o których często wstydzimy się głośno mówić: przemoc w rodzinie – psychiczna, fizyczna i seksualna, zdrada, niechciana ciąża, porzucenie, wyparcie się dziecka przez matkę, tęsknota za miłością, bliskością, czułością. W jednym z wywiadów Edyta Świętek określiła ją jako mocną, autentyczną i pokrzepiającą historię, która wbrew wszystkiemu daje nadzieję na lepsze jutro. Poruszyła w niej bowiem problem toksycznego związku, przemocy domowej – psychicznej, która pozostawia na duszy również bolesne rany, słowem można bardzo mocno skrzywdzić, zranić jak sztyletem, potem doszło także do przemocy fizycznej. Oprawca wiedział, jak bić, aby nie było widać śladów. Rozdział po rozdziale kat coraz dotkliwiej dręczył swoją ofiarę, inwigilował ją i uzależnił od swojej woli. A była to wielka miłość! Piotr zdobył serce Małgorzaty ciepłem, rodzinnością, delikatnością, taktem, z empatią podszedł do jej życiowej historii. Swoje uwielbienie okazywał na każdym kroku, przynosząc bez okazji kwiaty. Zamieszkali w nowym, pięknie urządzonym mieszkaniu. To był wymarzony mąż, prawdziwy książę z bajki! Tylko ona nie dowierzała swojemu szczęściu i bała się, że pewnego dnia pęknie jak bańka mydlana. I tak też się stało mimo jej usilnych starań, łagodzenia konfliktów, szukania kompromisów, ustępowania na każdym kroku. Po jedenastu latach małżeństwa, a nawet już wcześniej, okazało się, że Piotr był człowiekiem o dwóch twarzach: jednej na pokaz, a drugiej dla domowników. Zmieniał się jak w kalejdoskopie.  Wszystkiemu  przyglądał się dziesięcioletni syn Szymon, którego apodyktyczność ojca, podniesiony ton głosu, utyskiwanie nieustanne, wręcz perfekcyjne posługiwanie się ironią i cynizmem, niebezpieczną bronią, oraz częstymi karami, szlabanami, wywoływało respekt a nawet paniczny strach chłopca. „Matoł, głupi dzieciuch albo nieudacznik” – słyszał z ust ojca bardzo często. A jego mama – idiotka, suka, szmata, nieudacznica, nieogarnięta…a za chwilę księżniczka, sens życia, ukochana żoneczka. Nie udało się ojcu zrobić z syna prawdziwego mężczyzny, wkurzało zaś, że wyrastał z niego „jakiś cienias”.

Dlaczego Małgorzata nie odeszła od Piotra? A przecież miała ku temu sposobność po wielkich awanturach. Syn stał się kartą przetargową w nieudanym, toksycznym małżeństwie. Małgorzata z absolutnej i bezgranicznej wręcz miłości do syna, która rekompensowała jej wszystko, postanowiła poczekać do uzyskania pełnoletniości przez Szymka i dopiero odejść, nawet uciec od tyrana Na przykładzie Małgorzaty Pisarka pokazała, do jakiego stanu zakochaną kobietę doprowadził apodyktyczny mąż. Jak niewiele dzieli miłość od nienawiści! Z czasem bohaterka nie potrafiła ani kochać, ani nienawidzić, tylko ogarniała ją obojętność, opanowywała coraz mocniej emocjonalna pustka. To piękny obraz miłości, relacji matka-syn. Gosia miała oparcie w Ewie, przyjaciółce, z którą wiele ją łączyło w przeszłości. Nie miała żadnej rodziny. Dopadały ją ciągle demony przeszłości, której nie poznajemy od razu. Jedynym miejscem, w którym była sobą, czuła się doceniana i spełniona, wypoczywała z filiżanką kawy, było biuro, współpracownicy. Pisarka pokazała, jak ważne są właściwe relacje między ludźmi.

W powieści Edyta Świętek połączyła dwie historie: Małgorzaty i Piotra oraz Dariusza i Iwony. Darek pojawił się w biurze Gosi jako nowy handlowiec. Szybko połączył ich wspólny język, bliższa znajomość, z czasem nić przyjaźni i wreszcie dopadła ich miłość, o jakiej można tylko marzyć. Okazało się, że poznali się już dużo wcześniej, na koloniach. Bardzo ciekawa była historia ich sztubackiej znajomości. Gosia jednak wyparła swoją przeszłość z pamięci i z serca. Połączyła ich też nieszczęśliwa miłość. Darek był mężem chorej kobiety, której nie kochał i ojcem Gabrysi, która całkowicie zawładnęła jego sercem. Poznajemy dzieje małżeństwa Darka i Iwony. Gosia i Darek  jednak wybrali dobro swoich rodzin i podjęli decyzję o zakończeniu relacji. Właściwie to była decyzja Darka.

Wolność to ułuda. Tak naprawdę nikt z nas nie jest wolny. Każdy uwikłany jest w jakieś zobowiązania, które pętają ręce i paraliżują kroki.

Przeżyłam moją chwilę szczęścia. Była krótka niczym mgnienie oka, lecz wystarczająco intensywna, by wspomnienie o niej pozostało w moim sercu na zawsze.

Czy uda im się zapomnieć o łączącym ich uczuciu? Czy małżeństwo bez miłości jest odpowiedzialną decyzją? Czy geny wpływają na nasze relacje? Czy Małgorzata zdobędzie się na akt odwagi i ucieknie od tyrana? Jaką decyzję podejmie dorosły Szymon? na te pytania otrzymacie odpowiedź podczas lektury powieści.

„Ta sama rzeka” to książka adresowana do kobiet w każdym wieku. Powieść obyczajowa z elementami psychologicznej i dramatu. Świetnie są skonstruowani bohaterowie, bardzo ciekawie są ich portrety psychologiczne. Takich ludzi możemy spotkać wokół siebie, ich dramat rozgrywa się w czterech ścianach, nikt tego nie dostrzega lub nie chce reagować, wtrącać się. Czasami aż nie chce się wierzyć, że ten przystojny mężczyzna wracający z pracy z bukietem pięknych kwiatów, w domu zamienia się w oprawcę, kata. Na początku denerwowała mnie Małgorzata, ale w miarę upływu stron, gdy Autorka krok po kroku odsłaniała jej przeszłość, zrozumiałam, dlaczego musiała tkwić i znosić los ofiary. Powieść jest podzielona na części, które dzielą się na rozdziały, a ich fragmenty są opatrzone datą. Pisarka zastosowała bowiem retrospekcję, aby wzmóc ciekawość czytelnika w poznawaniu historii Małgorzaty, zwłaszcza podczas odkrywania jej dzieciństwa, wprowadzić pierwiastek dramatyczny.

Akcja początkowo toczy się niespiesznie, dochodzi do pewnego punktu kulminacyjnego,(ogromne zaskoczenie), by potem rozwijać się dynamicznie i zaskakiwać nas swoim przebiegiem. Walorem powieści jest także jej styl i język Jak czytamy w opisie, jest to opowieść, która wbrew wszystkiemu daje nadzieję. Komu? Kobietom, które wciąż tkwią w toksycznych relacjach z mężem oprawcą z różnych powodów. Najczęściej robią to dla dobra dziecka. Zapominają w swojej bezradności, że dziecko jest wnikliwym obserwatorem i świetnym psychologiem, ono chłonie atmosferę piekła w domu, nasiąka ją i to może mieć niekorzystny wpływ na jego przyszłość. Może, ale nie musi. Historia opowiedziana w powieści pomoże znaleźć wyjście ze swojej traumy, da nadzieję na lepsze jutro. „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” – te słowa powtarzała jak mantrę bohaterka. najbardziej pewną rzeczą na świecie są nieustanne zmiany – my i nasze otoczenie. Innego zdania może być jedynie Piotr…

Na koniec przytoczę jeszcze definicje szczęścia, które tak ważne jest w życiu każdego człowieka:

Sami je budujemy. Niekiedy idzie nam mozolnie jak układanie cegieł z odzysku. Bywa, że mija wiele czasu, zanim znajdziemy te odpowiednie, pasujące do naszej wizji. Wśród nich mogą się trafić zmurszałe i jeśli zostaną użyte, budowla nie będzie dość silna, by przetrwać wichry i burze. Czasami popełniamy błąd, biorąc tę niewłaściwą i kładąc ją między dobre. Wtedy trzeba rozebrać kawałek konstrukcji i dokonać wymiany. To jest bolesne, bo nikt nie lubi wracać do punktu wyjścia i zaczynać pracy od nowa. Można odczuwać strach, ze nie wystarczy czasu na osiągniecie upragnionego celu. Ale trzeba próbować naprawiać błędy.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po najnowszą powieść Edyty Świętek, która porusza wiele trudnych problemów i może się stać przyczynkiem do rozmyślań i refleksji nad naszym życiem, bowiem chyba każdy z nas ma na swoim koncie takie cegły, których boi się tknąć, choć powinien zrobić z nimi porządek.

Wydawnictwu Pascal dziękuje serdecznie za egzemplarz recenzencki powieści.

„Czułe spotkania” – opowiadania Wydawnictwa Pascal

Read More
czułe spotkania

Liliana Fabisińska, Magdalena Majcher, Adriana Rak, Natasza Socha, Edyta Świętek, Magdalena Wala, Czułe spotkania, Wydawnictwo Pascal 2020.
#MamaDropsaCzyta

Pragnę podzielić się opinią o wyjątkowym zbiorze czułych opowiadań o miłości, który napisały znane, lubiane i poczytne Autorki powieści obyczajowych. Każdy człowiek pragnie miłości, czułości, obecności kogoś obok. W dzisiejszym zabieganym świecie bywa trudną sztuką właśnie znalezienie czasu dla siebie, zwolnienia tempa życia  a nawet zatrzymania się na chwilę refleksji nad tym, co dla mnie jest ważne w życiu, jak zadbać o nasze relacje, jak pielęgnować miłość, podsycić w niej żar namiętności, by wciąż przeżywać niezapomniane chwile.

Antologia „Czułe spotkania” to sześć opowiadań o różnych obliczach miłości, których bohaterkami są kobiety. Łączy je pragnienie miłości, czułości, adorowania i spełnienia, ale wiele dzieli: wiek, bagaż doświadczeń życiowych, pochodzenie. Są autentycznymi postaciami, które popełniają błędy,  potrafią je naprawić i wysnuć jasne wnioski. Zapewne z niektórymi z bohaterek się utożsamicie. Z każdego opowiadania wypływa dla czytających jakaś przestroga, cenna wskazówka.

Liliana Fabisińska, Koncert

Bohaterką jest Sylwia – naiwna, zbyt gadatliwa, samotna kobieta po przejściach, która pragnie poznać na portalu randkowym kogoś, kto będzie lekiem na jej samotność. Udało się jej zawrzeć znajomość z czułym adoratorem Krzysztofem…

Pisarka przestrzega spragnione miłości istoty przed internetowymi znajomościami a właściwie przed ujawnieniem im zbyt wielu informacji przed spotkaniem w realu. Ich zbytnia ufność a właściwie naiwność może być wykorzystana. A czas pandemii, noszenie maseczek sprzyjają sprytnym złodziejom.

Magdalena Majcher, Daj mu szansę

Bohaterką jest samotna Aldona, rozwódka, matka Milenki i Ignasia. Miłość kojarzyła się jej z cierpieniem. Pragnęła znaleźć kogoś, kto odczaruje jej los. Za namową przyjaciółki założyła sobie konto na Tinderze i poznała świetnego faceta, prawnika Rafała, z którym pierwsza randka zapoczątkowała kolejne. Czy istotnie miłość z Tindera jest tą, na którą czekała bohaterka? Czy ten związek miał szansę? Byli przecież z dwóch kompletnie różnych światów. Dlaczego Rafał okazał się dupkiem? Co ważnego uświadomiła Aldonie przyjaciółka? Ostrożnie więc z tą miłością internetową. Jesteśmy zbyt krótkowzroczne i nie potrafimy dostrzec, że prawdziwa miłość jest tuż obok nas i trzeba jej dać szansę.

Adriana Rak, Moje marzenie to ty

Bohaterką jest Natalia, kelnerka w restauracji na Pomorzu, po kilku latach spotkała w pracy Wojtka, swoją niezapomnianą miłość. Jak się ułożą ich relacje na gruncie zawodowym? Co z ich uczuciami, pragnieniami i marzeniami? Czy stara miłość nie rdzewieje?

Zawsze warto dać sobie druga szansę. Szczera rozmowa może wiele zdziałać, naprawić, wyprostować. Skoro „moje marzenie to ty”, warto więc dążyć do jego spełnienia.

Natasza Socha, Gwiezdne wojny

Opowiadanie tworzy dziesięć epizodów. Bohaterka Klementyna (nie lubi swojego imienia) cicha, spokojna, trochę wycofana jest zaręczona z Andrzejem, zdaniem matki bardzo dobrym kandydatem na męża. Ale czy łączy ich wielka miłość, pełna uniesień, tęsknot i pragnień? Klementyna była od lat zagorzałą miłośniczką filmu „Gwiezdne wojny”. Z sentymentem wspominała kilkuletnią znajomość listowną z pewnym chłopakiem ze „Świata Młodych”, który stal się uosobieniem marzeń o przyjaźni, pierwszej miłości. Andrzej nie przypominał żadnego z bohaterów filmu ani autora listów. Ale przecież w miłości nigdy nic nie jest pewne na sto procent i dane na zawsze.Jaką decyzję życiową podejmie w końcu Klementyna? Podąży za głosem rozsądku czy serca? Czy zdobędzie się na akt odwag i  spełni marzenia o własnym życiu? Kto lub co jej w tym pomoże?

Edyta Świętek, Żółte listki akacji

Edyta Świętek w swoim opowiadaniu uświadomiła nam, jak pielęgnować więzi w małżeństwie, żeby nie popaść w rutynę. Bohaterami są małżonkowie Korczyńscy. Ona – Irena, zwana też Iryskiem lub Irytkiem „jesieniara”, kochająca jesień ze wszystkimi jej aspektami (stąd akcja osadzona jest w pięknej scenerii jesiennej), dopadł ją syndrom opuszczonego gniazda przez dorosłe już dzieci, pustka w domu. On -Robert, główny żywiciel rodziny, zajęty pracą od rana do wieczora, gość w domu z powodu natłoku obowiązków służbowych. Do tej pory zabiegani nie zwrócili uwagi na to, że ich drogi zaczęły się rozchodzić a przed Ireną pierwsza samotna jesień. Po opuszczeniu domu przez dzieci, gdy ilość obowiązków domowych zmalała, uświadomiła sobie, jak mało czasu spędzała z mężem. Ogarniała ja melancholia, rozgoryczenie wręcz irytacja. A koleżanki i przyjaciółki podsuwały jej pod oczy różne obrazki z mężem w roli głównej. Jesienna Pani tęskniła więc za nim, za dawną namiętnością, czułością. Uciekała się do wspomnień. Postanowiła więc wprowadzić pewne zmiany do swojego wizerunku, stylu ubierania się, aby wzbudzić zazdrość i przykuć uwagę męża. A przecież jesień nie musiała sie jej kojarzyć jednoznacznie z przemijaniem. Historię małżeństwa poznajemy z perspektywy męża i żony. Czy znaleźli jakiś sposób na poprawę relacji? Czy odnaleźli drogę do siebie? Wystarczyła chwila, może kilka chwil na serdeczną i szczerą rozmowę bez rad przyjaciółek. W mężu, w żonie też możemy odnaleźć prawdziwego przyjaciela. Coś wiem na ten temat.

Magdalena Wala, Gra

Poznajemy tu historię Dominiki, która musiała się zająć dziadkiem z powodu złego stanu zdrowia. Jej chłopak się nie zgodził, aby dziadek zamieszkał z nimi. A przecież obaj się lubili. Dominika wróciła do domu w Cieszynie, a Krystian pracował i mieszkał w Katowicach. Czy związek na odległość, rozluźnienie kontaktów miały negatywny wpływ na ich związek? Czego bohaterom zabrakło i jakie groziło im niebezpieczeństwo? Akcja opowiadania dzieje się podczas pandemii, obostrzeń, które wpłynęły destrukcyjnie na wiele dziedzin naszego życia. Na ludzi uwięzionych w domu czyhało wiele pokus. Na szczęście młodym naprzeciw wyszedł dziadek, który podsunął im pewne pomysły i prosto z mostu powiedział kilka słów za dużo, ale w końcu dały one coś do myślenia i weryfikacji postępowania. Dominika była psychologiem i potrafiła innym w szczerej rozmowie pomóc, wesprzeć, wskazać błędy, drogę ich naprawy. Co jej zatem przeszkodziło w trzeźwej ocenie związku z Krystianem? Czy spełniła sie ich tęsknota za „normalnym” życiem kochających się ludzi. Kryzysy są po to, żeby je przezwyciężać i wyciągać konstruktywne wnioski na przyszłość. Nie ma miejsca na rutynę, zaniechania, brak codziennych rozmów w związku dwojga młodych ludzi. Winę ponosili oboje i razem powinni odnaleźć wspólną drogę do kroczenia przez życie. Dodam jeszcze, że Dominika kochała czytać książki. Magdalena Wala włożyła w jej ręce na czas podróży w góry powieść Magdaleny Majcher o osiedlu Pogodnym, której akcja dzieje się w domu przy ulicy Radosnej. Z dziadkiem też mieszkała przy ulicy Radosnej.

Dlaczego warto przeczytać antologię „Czułe spotkania”?

Bardzo się cieszę, że antologia trafiła w moje ręce. Autorki opowiadań należą w większości do grona moich ulubionych, jedynie z twórczością dwóch z nich będę musiała a raczej chcę się bliżej zapoznać. Krótka forma epicka wyostrzyła głód czytelniczy. Tytuł, okładka, lampki choinkowe mogą zmylić czytelnika. Autorki poruszyły trudne problemy, ukazały różne oblicza i rodzaje miłości namalowane słowami oddającymi całą paletę uczuć i emocji. To kobiety dbają zwykle w związkach o ciepło domowego ogniska, podsycają jego płomień. Tęsknią za czułością, bliskością, spełnieniem marzeń i swoich oczekiwań. Pragnienie miłości i spełnienia, obecności kogoś obok łączy nas bez względu na wiek. Ale nie każda z nas ma odwagę, by przeżyć niezapomniane chwile pełne czułości. Pisarki pokazały nam, że jest to możliwe.

Polecam tę książkę idealną na długie, zimowe wieczory. Wystarczy ciepły kocyk, kubek dobrej i magicznej  herbaty, Meloradio w tle, pies w zasięgu ręki i… chwilo trwaj. Każda z nas musi pamiętać o sobie i zadbać o siebie a wyniesione wrażenia po lekturze pomogą nam zadbać o czułość w naszych związkach.

Wydawnictwu Pascal dziękuje za egzemplarz do recenzji.

„Najważniejszy” – Magdalena Majcher (#MamaDropsaCzyta)

Read More
najważniejszy majcher

Magdalena Majcher, Najważniejszy, Wydawnictwo Pascal 2020.
#MamaDropsaCzyta

Bardzo chcę kochać i być kochana i boję się miłości, bo wielokrotnie przekonywałam się, że miłość oznacza rozczarowanie i odrzucenie. I właśnie dlatego powinnam wypełnić ten brak.

Zapraszam do lektury recenzji idealnej na ten właśnie czas najnowszej powieści Magdaleny Majcher pt. „Najważniejszy”. To niezwykle poruszająca opowieść zimowa z motywem świątecznym o rodzicielstwie, niespełnionej miłości, o odbudowywaniu rodzinnych więzi, o relacjach ojca z córką, o potrzebie miłości, o tęsknocie za miłością, o trudnej sztuce przebaczenia i czasem jeszcze trudniejszej sztuce zapomnienia o złej przeszłości, aby móc rozpocząć nowe życie i uwierzyć, że jest to możliwe.

Martyna jest młodą, samotną mamą czteroletniej dziewczynki. Jej kolejne związki z mężczyznami kończą się porażką. Kobieta nie potrafi zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Nie potrafi, a może nie chce?
Jest ktoś, kto bardzo chciałby zbliżyć się do Martyny i wytłumaczyć, dlaczego w przeszłości ją opuścił, ale Martyna ma w sobie za dużo żalu i nie umie wybaczyć. Powoli jednak zaczyna dopuszczać do siebie myśl, że może to właśnie w skomplikowanych relacjach z najważniejszym w jej życiu mężczyzną tkwi źródło wszystkich problemów i niepowodzeń.
Co wyniknie ze spotkania zagubionej kobiety, czteroletniego dziecka i mężczyzny, który wciąż nie potrafi zapomnieć o nieszczęśliwej miłości sprzed lat?

opis wydawcy

Na początku Martyna mnie denerwowała, nie mogłam się do niej przekonać, ale gdy poznałam ją bliżej, jej marzenia, aspiracje, jej miotanie się, zrozumiałam ją i zapałałam do niej sympatią. Martyna po rozstaniu z Przemkiem, ojcem córeczki sama dawała sobie radę, pracowała w kwiaciarni, studiowała zaocznie pedagogikę i była kochająca mamą. Amelka była jedynym źródłem życia w pustym mieszkaniu. Nie miała tylko szczęścia do facetów, ciągle spotykała na swojej drodze tych nieodpowiednich. Pojawiali się i znikali. Najczęściej było to na imprezach, potem przypadkowy seks, porzucenie, porażka i znowu polowanie na faceta. Samotna, młoda i pogubiona kobieta – matka. Dziwiłam się, dlaczego nie wyszło jej z Przemkiem, byli przecież taką dobraną parą, mogła liczyć na wsparcie, dobre rady teściowej Basi. Co się stało? Tak bardzo pragnęła miłości i poczucia stabilizacji. Wzloty, upadki, nadzieja i rozpacz – przeklinałam je, ale i lubiłam. Nie miała rodziców, oddaliły się z siostrą, ale potem znowu odnalazły drogę do siebie i odbudowały relacje siostrzane. Wzruszyło mnie ich celebrowanie urodzin zmarłej Mamy. Rocznica śmierci wywoływała w niej bolesne przeżycia związane z porzuceniem i odtrąceniem przez ojca. Miała zaledwie jedenaście lat, była więc dzieckiem. Ta sytuacja wpłynęła na jej dorosłe życie, na relacje z mężczyznami, na budowanie z nimi relacji

Magdalena Majcher wprowadziła do powieści bardzo ciekawy, intrygujący wątek listu, dzięki któremu możemy poznać przeszłość rodziny, krok po kroku odkrywać tajemnice, kłamstwa, które zaważyły na życiu bohaterów. Poznajemy babcię Halinę dobrego ducha rodziny i strażniczkę rodzinnej tajemnicy. Martyna od jakiegoś czasu dostawała też regularne wiadomości na Messengerze, które jedynie odczytywała. Kto był ich nadawcą? Tajemniczy ktoś z Żegiestowa – człowiek bardzo inteligentny, uczuciowy, wrażliwy i uczciwy, ale bardzo pogubiony w życiu. W dzieciństwie wyjeżdżała tam z rodzicami i siostrą, a potem z mamą. A teraz z powodu choroby córeczki postanowiła tam pojechać zgodnie z zaleceniem lekarza. Podróż w góry okaże się najważniejszą podróżą życia bohaterki. Ale o tym przekonajcie się sami, biorąc powieść do ręki. W górach panowała iście zimowa, baśniowa sceneria, za którą od lat tęsknimy. Cudowne widoki! Spotykamy tu w pensjonacie sympatyczną gospodynię, pełną ciepła, serdeczną panią Stasię, do której ludzie lgnęli jak do babci Halinki. Poznajemy też kolejnego zagubionego życiowo bohatera. Co z tej znajomości wyniknie?

Powieść czyta się bardzo szybko, jest podzielona na rozdziały, narracja jest prowadzona w pierwszej osobie, dzięki czemu możemy lepiej poznać bohaterkę i wejść do świata jej myśli oraz uczuć. Jest napisana lekkim stylem i pięknym językiem. Dbałość o język to ważna cecha warsztatu Pisarki.

„Najważniejszy” to bardzo życiowa powieść z autentycznymi bohaterami, z ciekawymi portretami psychologicznymi, z opisami ich przeżyć wewnętrznych. Dostarcza czytelnikowi mnóstwo emocji, skłania do refleksji nad życiem, nad tym, co w nim jest najważniejsze. Pisarka nie osądza bohaterów, stopniowo poznajemy ich historie, motywacje działań i sami musimy dokonać ich właściwej oceny. Zakończenie powieści zaskoczyło mnie pozytywnie.

Polecam tę powieść tym, którzy zagubili się w życiu, popełnili wiele błędów, którzy stracili nadzieję na odbudowanie relacji i powrót do normalnego życia. Książka uświadamia nam, że nie wolno żyć w kłamstwie, bo ono może zrujnować komuś życie. Wielką sztuką jest przyznanie się do błędów i prośba o wybaczenie. Pamiętajmy, że życie nie jest czarno-białe i nie wolno nam oceniać zbyt pochopnie drugiego człowieka. Autorce dziękuję za przypomnienie tej oczywistej, ale jakże niepopularnej w dzisiejszych czasach prawdy.

Wydawnictwu Pascal bardzo dziękuje za egzemplarz do recenzji. 

„Nie czas na tajemnice” – Magdalena Majcher (#MamaDropsaCzyta)

Read More
nie czas na tajemnice

Magdalena Majcher, Nie czas na tajemnice, Wydawnictwo Pascal
Seria: Osiedle Pogodne
#MamaDropsaCzyta

Ponad miesiąc temu miała swoją premierę kolejna powieść Magdaleny Majcher „Nie czas na tajemnice. Skorzystałam z zaproszenia, by otworzyć kolejne drzwi luksusowego domu na Osiedlu Pogodnym – taki tytuł nosi cykl.

Osiedle zostało stworzone na potrzeby powieści. Ma ono wymowną lokalizację, jest położone na uboczu, góruje nad miastem i rozpościera się stąd piękny widok na Bielsko-Białą i Beskidy. Nie każdy ma tu wstęp, bowiem w luksusowych domach mieszkają bajecznie bogaci ludzie, którzy są przekonani, że wszystko im się w życiu udało. Tymczasem nie jest to życie jak z bajki. Za drzwiami tych luksusowych domów mieszkają też dramaty ludzkie, problemy o niszczycielskiej sile, tajemnice, sekrety. Magdalena Majcher, pisząca emocjami, wyspecjalizowała się w ważnych tematach społecznych i pragnie zapoznać z nimi swoich czytelników, skłonić do refleksji, wpłynąć na zmianę sposobu myślenia. Wśród książek Pisarki znajdziemy też i te o przyjemniejszej tematyce, pełne optymizmu, radości, bo przecież w życiu człowieka zdarzają sie i dobre, szczęśliwe chwile.

Autorka tym razem zaprosiła nas do domu Klary, Jacka i Ewy Przybysławskich. On – atrakcyjny mężczyzna, znany i ceniony lekarz z rodziny lekarskiej, internista, kardiolog, pracujący w szpitalu, przychodni, gabinecie prywatnym, dostępny dla swoich pacjentów przez siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ona – bardzo elegancka kobieta, humanistka, urodzona perfekcjonistka, dyrektor muzeum, od dziecka uwielbiała stare zamki i pałace, ich ruiny, lubiła zdobywać nowe eksponaty, organizować wystawy i uczestniczyć w pracach naukowych. Jej dewizą życiową były słowa: „Czyny, nie słowa. Właśnie one nas definiują”. W chwili, gdy ją poznajemy, przeżywa bardzo wyjazd córki jedynaczki na studia medyczne do renowowanej uczelni w Krakowie. Jest, mimo rozpierającej dumy, pełna obaw i matczynego niepokoju.

Akcja powieści rozpoczyna sie w dniu wyjazdu Ewy do Krakowa na studia a potem nieśpiesznie poznajemy historię znajomości bohaterów z perspektywy Klary i Jacka, dzieje ich małżeństwa, pojawienie się dziecka, poznajemy, jak spędzali wspólnie czasu, zacieśniali relacje między sobą, co ich poróżniało. Dochodzimy do momentu, w którym po wyjeździe Ewy wspólnego celebrowania czasu jest coraz mniej, ponieważ bohaterowie uciekają w wir obowiązków zawodowych, a do ich życia wkradła sie nuda, stagnacja, sekretne rozmowy Jacka przez telefon – blaski i cienie życia codziennego. Pisarka kreśli słowami dość wnikliwe portrety psychologiczne bohaterów. Nagle w pracy Klary pojawiła się i zniknęła szybko tajemnicza kobieta, pojawiają się także policjanci, wypytując o męża… Świat poukładany bohaterki się zawalił – Jacek został zatrzymany. Jest sam przeciwko całemu światu, który już wydał na niego wyrok skazujący…

Tajemnice mają ogromną moc niszczenia. Kiedy wyjdą na jaw, powodują wybuch, który ściera w pył wszystko, co budowało się latami. Zostawiają po sobie tylko zgliszcza.

Akcja nabiera tempa. Co zrobi Klara? Czy stanie po stronie męża, czy uwierzy w jego winę? Czyżby Jacek miał drugą naturę tę bardziej mroczną? A jak zachowa się Ewa, dla której ojciec był wzorem do naśladowania i niekwestionowanym autorytetem? Czy Jacek zdobędzie się na akt odwagi i w szczerej rozmowie wyzna żonie prawdę i tylko prawdę? Przecież to nie jest czas na tajemnice a już kiedyś zawiódł jej zaufanie.

Małżeństwo to z założenia instytucja tworzona przez dwie osoby. Nic, co zrobi jedno, nie pozostaje bez wpływu na drugie.

Klara zaufała mężowi dwa razy, ale czy potrafi zaufać po raz trzeci i uwierzy, że rzeczywiście nie zrobił tego, o co go oskarżano. Ale czy Klara jako żona nie miała sobie nic do zarzucenia? Przecież człowiek nie zna w pełni sam siebie, a co dopiero drugiego człowieka. Czy Jacek oczyści się ze wszystkich podejrzeń? A jaką decyzję podejmie żona, której miłość została mocno zraniona, wzgardzona, zaufanie i wiara znowu utracone?

Pisarka opisuje emocje, przeżycia i żony, i męża a one udzielają sie czytelnikowi. Z uwagi na lekki styl i język oraz frapującą fabułę powieść czytało się bardzo szybko. Przed oczyma obrazy przesuwały sie jak w filmie. Na długo pozostaną pod powiekami i w sercu, bowiem skłaniają do refleksji nad życiem małżeńskim, nad tym, co jest niezbędne do jego trwałości.

Pisarka nie zajmuje tu żadnego stanowiska, ukazuje dramat rodzinny z perspektywy męża i żony. Dzięki temu czytelnik może sam zadecydować o winie czy też niewinności którejś ze stron. Zakończenie powieści jest zaskakujące, czyli typowe dla Magdaleny Majcher.

Kolejna juz trzecia powieść z cyklu Osiedle Pogodne, która jest głosem w debacie społecznej na temat zaufania, akcji #metoo, internetowego hejtu. Niewłaściwe relacje w małżeństwie, niedopowiedzenia, sekrety, tajemnice, kłamstwa jakże łatwo mogą zniszczyć komuś życie. Porusza też ważny problem nadopiekuńczości wobec dorosłych juz dzieci.

Polecam gorąco powieść „Nie czas na tajemnice” na długie jesienne wieczory. Koniecznie zajrzyjcie do trzeciego luksusowego domu na Osiedlu Pogodne. 

Wydawnictwu Pascal bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki  

„Port nad zatoką” – Magdalena Majcher (#MamaDropsaCzyta)

Read More
port nad zatoką majcher

Magdalena Majcher, Port nad zatoką, Wydawnictwo Pascal 2020.

Magdalena Majcher to młoda Autorka kilkunastu książek należąca do grona najpoczytniejszych w Polsce. Nie boi się poruszać w nich trudnych tematów.

Nie umiem i nie lubię lekko, cóż począć? Nie zrezygnuję z trudnych tematów, mogę jedynie podać je w lekki sposób, aby czytelnik nie czuł się przytłoczony – wyznała w jednym z wywiadów.

Porusza bardzo ważne i trudne problemy społeczne, zdrowotne. Zmierzyła się także z tematyką II wojny światowej. Ponad miesiąc temu miała miejsce premiera wakacyjnej niespodzianki dla czytelników – powieści „Port nad zatoką”. To „najlżejsza” z książek idealnie nadająca się do lektury na plaży przy szumie fal, krzyku mew, a tych, którzy mogą jedynie pomarzyć w tym roku o wyjeździe nad morze, niewątpliwie ukoi tęsknotę i przeniesie prosto do Helu. Uwielbiam podróżować literacko latem. Zapraszam więc do lektury recenzji nadmorskiej książki idealnej na wakacje.

„Port nad zatoką” to wzruszająca opowieść o szukaniu własnej drogi przez życie. On – lekarz, ścisłowiec, pragmatyk. I ona – po trosze artystka, po trosze filolożka, zakotwiczona w świecie kultury i sztuki. Bohaterką powieści jest Adrianna Kolska, która pracuje jako kostiumografka w teatrze i filmie oraz jako nauczyciel łaciny na uniwersytecie. Bardzo kocha swoją pracę. Po 20 latach małżeństwa rozstała się z mężem, ale po roku separacji dała mu druga szansę na powrót do domu i do siebie. Poznajemy ich w chwili, gdy kryzys został zażegnany, małżonkowie przeżywają drugą młodość, cieszą się sobą i każdą wspólnie spędzoną chwilą. Ada wyniosła ważną lekcję z rozstania z mężem. Mają jednak problem z dorosłą córką Malwiną, której nie wyjawili ważnej tajemnicy. Niestety idylla nie trwa długo, a los brutalnie odbiera kobiecie to, co podarował. Bohaterka zostaje sama, czuje, że musi zostawić dawne życie, aby oswoić ból, przeżyć żałobę, uporać się z lękiem, depresją, samotnością i nauczyć się żyć z wszechogarniającą tęsknotą. Siostra zabrała Adę po sezonie nad morze do Helu. Była to jakże trafna decyzja, bowiem nic jej już nie trzymało w Katowicach a nad morzem z czasem wszystkie problemy odeszły w niebyt. Dom – bliskich – przecież nosiła w sercu. Spontanicznie podjęła decyzję o zakupie podupadającego domu. Szybko zapuściła w Helu korzenie i nie wyobrażała sobie innego miejsca dla siebie na ziemi, mimo znalezienia się w „otchłani rozpaczy” udało się jej znaleźć odrobinę szczęścia. Zaprzyjaźniła się z małżeństwem z sąsiedztwa i starym rybakiem. Zaczęła pracować. Zaopiekowała się też bezdomnym pieskiem, który jakby czekał na nią, by pomóc jej na nowo żyć. Tak niewiele jej było potrzeba! Trochę słońca, bliskość morza, świeże powietrze, szum fal… Wielkim przeżyciem było dla Ady spotkanie z córką i długie rozmowy podczas spacerów z psem. Czy udało się im naprawić relacje? Czy z czasem w sercu Ady znalazło się miejsce dla jakiegoś mężczyzny? Czy w życiu prawdziwie kocha się tylko raz? A może jednak więcej niż raz?

Zakończenie powieści początkowo mnie zaskoczyło, ale po pewnych przemyśleniach doszłam do wniosku, że nie mogło być inaczej. To był celowy zabieg Autorki, żeby wzbudzić w czytelniku pewne refleksje. Moim zdaniem to tylko pozornie lekka powieść obyczajowa o miłości, przyjaźni, o relacjach interpersonalnych do poczytania na plaży, na balkonie, na łące. Porusza bowiem trudne tematy związane z kruchością życia, przeżyciem żałoby, procesem bliznowacenia. Autorka przybliża też nam problemy rodziców adopcyjnych: kiedy najlepiej poinformować dziecko o adopcji. Urzekły mnie w powieści opisy nadmorskiej przyrody. Magdalena Majcher namalowała słowem piękne obrazki morza, trasę spacerową Ady, oddziałując na wszystkie nasze zmysły i wyzwalając multum emocji i uczuć.

Woda w zatoce była płytka i ciepła, a kąpiel w niej – bezpieczna. Morze natomiast zazwyczaj sprawiało wrażenie poirytowanego, wdzierało się agresywnie na ląd, a lodowata woda nie zachęcała do kąpieli. Ale właśnie tę druga plażę, od strony Bałtyku, Adrianna lubiła najbardziej. Tutaj czas płynął inaczej, a huk wody dziwnie Adę uspokajał. Wreszcie – na tej plaży zazwyczaj była sama. […] Przystanęły, aby nacieszyć oczy morskim krajobrazem. Świecące wysoko słońce, bezchmurne niebo, szeroka piaszczysta plaża, delikatne podmuchy wiatru – czego chcieć więcej?

Zachwycałam się razem z Adą i towarzyszyłam jej w codziennych spacerach z Łajzą, słuchając jej refleksji, wspomnień, monologów, przyjmując do serca jej drogowskazy życiowe. Morze pomogło jej uporać się z nadmiarem negatywnych emocji, a z bólem i tęsknotą na pewno pomoże czas i rzucenie sie w wir codziennych zajęć.(…) nigdy nie trać czasu, który mogłabyś spędzać z osobą, którą kochasz, bo potem może się okazać, że wam go zabrakło. I mnie żal, i trudno się pogodzić z galopującym czasem. Należy celebrować każdą chwilę, cieszyć się z drobnych gestów, w których kryje sie przecież miłość.

Autorka uświadomiła nam, że miłość, przyjaźń, rodzina są w życiu najważniejszymi wartościami. Jakże łatwo je podeptać, zniszczyć. Świetnie wykreowała portret psychologiczny bohaterki szukającej właściwej drogi przez życie. Powieść czyta się lekko, jest napisana pięknym językiem. Opisy przyrody, przeżyć wewnętrznych bohaterów absolutnie mnie nie nużyły, lecz wywoływały różnorodne uczucia i emocje. Adrianna stała się moją ulubioną bohaterką i będę się starać, aby jej zasadę wprowadzić w swoją codzienność, bo nie zawsze mi to wychodzi: że nade wszystko trzeba cieszyć się życiem i każdym kolejnym dniem, bardziej doceniać to, co mam. Jestem przekonana po lekturze tej powieści, że to właśnie ona – „najlżejsza”- przygotowała mnie do sięgnięcia po te trudniejsze, typowe dla Magdaleny Majcher, które mam na czytniku i na półce.

Polecam lekturę powieści „Port nad zatoką” na wakacyjny, urlopowy czas. Niech stanie się przyczynkiem do refleksji o życiu, o ważnych wartościach i pomoże odnaleźć drogę do bezpiecznego portu – domu w najpiękniejszym miejscu na świecie.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz powieści do recenzji.

„Mąż na niby” – Nina Majewska-Brown (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Nina MajewskaBrown, Mąż na niby, Wydawnictwo Pascal 2018.
#MamaDropsaCzyta
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz powieści!
 
18 września 2018 roku miała swoją premierę najnowsza książka Niny Majewskiej-Brown „Mąż na niby”. To opowieść o tkwiącej w kobietach sile i determinacji, dzięki którym można podnieść się nawet wtedy, gdy tracisz grunt pod nogami.
 
Bohaterką jest Zosia, nauczycielka języka angielskiego w poznańskiej szkole i tłumaczka, mama dwunastoletniej Poli. Bohaterkę poznajemy w momencie, w którym zawalił się jej świat, bowiem po dwunastu latach małżeństwa odszedł od niej mąż Paweł do narzeczonej, z którą będzie miał dziecko. Romans trwał od dwóch lat, a Zosia niczego wcześniej nie podejrzewała. Jak to zwykle bywa, żona dowiedziała się o tym ostatnia. Wydawało się jej, że są szczęśliwym małżeństwem. Jeszcze niedawno spędzili cudowny weekend na Majorce. Zosi trudno w to uwierzyć, może to tylko bezczelna plotka. A jednak Paweł sam to potwierdził i wyprowadził się z domu, zabierając oprócz osobistych rzeczy kilka innych przedmiotów. Miał do wszystkiego prawo, bo na to zapracował – tak mniemał.
 
Autorka bardzo wnikliwie opisuje to, co działo się w rozpadłym na kawałki sercu Zosi. Jak wytłumaczyć ten fakt córce, jak sobie dadzą radę we dwie pod każdym względem. Zrozpaczona Zosia przeżywa całą feerię emocji: złość, niedowierzanie, niepokój, niepewność, strach, panika.
 
Czuję, że umieram. Czuję się niepotrzebna. Czuję się wrakiem człowieka, na którego już nikt i nic nie czeka. (…) dla mnie życie nagle stanęło w miejscu i straciło sens. Tylko świat jakoś tego nie dostrzegł.
 
Zosia po prostu nie potrafi żyć bez Pawła, bo tak bardzo go kocha i jest skłonna mu wszystko wybaczyć, aby tylko wrócił do domu. Płacz, szloch przynosi ukojenie, ale tylko na chwile. Pozytywną stroną jest obecność Poli, którą musi się zaopiekować. Zosia znajduje wsparcie w Joli, najbliższej przyjaciółce. W szkole nauczycielki  już dawno za jej plecami plotkowały o romansie Pawła, to jedna z koleżanek zwróciła jej uwagę na zachowanie męża. Wszyscy w pokoju nauczycielskim najchętniej wysłuchaliby historii Zosi, a ona przecież tego tematu nie oswoiła wciąż jeszcze.  
 
Nieustająco stąpam po śladach wspomnień i chce mi się wyć. Poranki są fatalne. Przed Polą muszę udawać, że wszystko jest jak zwykle, a przecież nic nie jest jak dawniej!
 
A jak zareagowali na to wszystko rodzice? Teściowie, pan doktor i pani doktorowa, czyli nobliwa pani Irena z panem Stanisławem, autorzy, projektanci i twórcy najjaśniejszego i najgenialniejszego księcia na białym rumaku – Pawła, od początku uważali, że Zosia nie jest dobrą partią dla ich syna, lekarza, ordynatora. Oni ją tylko zaakceptowali. Teściowa perorowała, że Sara jest tylko przyjaciółką i tak jak kobieta najlepiej zrozumie kobietę, tak inna kobieta najlepiej zrozumie mężczyznę, który ma kłopoty z kobietą. To wina Zosi, że Paweł podjął tak drastyczną decyzję. A rodzice Zosi? Oni rozwiedli się, a właściwie to ojciec zostawił matkę po 28 latach małżeństwa. Nie mógł znieść jej trudnego charakteru, wręcz tyranii. Nie skłoniło to matki do żadnej refleksji, do pracy nad sobą. Zresztą matka była także niezadowolona z każdego wyboru córki. Ciągle ją krytykowała, nigdy nie wspierała. Jak ta bohaterka mnie denerwowała od początku do końca powieści! Co to za matka, która nie wspiera swojego dziecka?! Mało tego, opowiedziała się po stronie zięcia. Cenne były jedynie rady przyjaciółki Joli:
 
Pokaż mu, że go masz w tyłku i walcz. Wiesz, jak się zdziwi, gdy zamiast przed rozmemłaną żoną stanie przed silną kobietą? Zacznie myśleć, zastanawiać się, czy dobrze zrobił i może trochę bardziej się ogarnie.
– Człowiek niestety mierzy innych własną miarą, a nie na każdej powierzchni centymetr równy jest centymetrowi. Tak się traci czujność.
 
Zosia, aby zacząć sobie jakoś mimo wszystko radzić, zaczęła czytać przeróżne poradniki. Ale czy to w czymś pomogło? Trochę pomógł telefon od ojca, który opowiedział się po stronie córki i poprosił, aby Zosia zadbała o siebie i Polę oraz nie pozwoliła Pawłowi wejść sobie na głowę i w niczym nie ustępowała. Zosia postanowiła małymi kroczkami wrócić do normalności. W domu pojawiły się koty, na których widok Pola dostała kota. Kolejnym remont pokoju Poli, a następnie salonu. Następnie wybrała się do biura podróży, by wyjechać na wakacje. Przed wyjazdem pojawiła się w domu zmartwiona teściowa. Dlaczego jej wizyta tak zaskoczyła pozytywnie Zosię? Co się wydarzyło podczas pobytu na Majorce? Dlaczego Paweł pojawił się znowu w domu? Czy Zosia uległa jego namowom?
 
Pamiętaj, my, kobiety, musimy umiejętnie manewrować facetami i prowadzić ich przez Zycie, pociągając za sznurki tak, by stale musieli o nas zabiegać. To jak ze zwierzyną łowną. Dopóki za nią gonisz, jest zabawa, gdy leży martwa, przestaje być interesująca.
 
Kto oszołomił wręcz Zosię takim wywodem? Jakie w końcu wyzwanie Paweł rzucił Zosi? Czy życie Zosi odzyska kiedyś smak?
 
Mimo poruszonej bolesnej tematyki rozstań i narracji pierwszoosobowej, książkę czyta się lekko dzięki językowi, który zaprawiony jest kpiną, złośliwością, gorzkim humorem, czasem dosadnie pisarka nazywa rzeczy po imieniu. Książkę się pochłania! Zmusza ona do refleksji, do zachowania czujności. I znowu pisarka nam uświadamia, jak ważna jest w związku rozmowa, rozmowa, rozmowa. To niezwykle realna i mądra powieść, która także ukazuje siłę przyjaźni. Jest pięknie wydana, zachwyciły mnie ilustracje Igora Mikody, które lubiła Zosia. I tylko mam jedno ale: za szybko się skończyła.
 
Gorąco polecam na jesienne długie wieczory.

                                                                       

„W cieniu tamtych dni” – Magdalena Majcher (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 

 

Magdalena Majcher, W cieniu tamtych dni, Wydawnictwo Pascal 2018.
Egzemplarz zakupiłam w księgarni internetowej Bonito.pl.
 
Rzadko brakuje mi słów. Czasem jednak dochodzi do takiej sytuacji – najczęściej, gdy mam wyrazić zachwyt. Tak jest w przypadku tej książki. Magdalena Majcher stworzyła coś niesamowitego. Prawdziwą emocjonalną bombę, choć określenie bomba w przypadku powieści o Powstaniu, nie jest do końca na miejscu. Napisała historię, która porusza każdym fragmentem duszy. Wywołuje uśmiech i łzy wzruszenia. Gula w gardle towarzyszyła mi od pierwszej do ostatniej strony.
 
W cieniu tamtych dni to podróż do Warszawy 1944 roku. Czytelnik trafia w sam środek powstańczej zawieruchy. Powstanie Warszawskie to bliskie memu sercu wydarzenie historyczne. Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej powieści, postanowiłam ją kupić. Kupiłam. Przeczytałam, a właściwie pochłonęłam. I się nie rozczarowałam. Wręcz przeciwnie – jestem zachwycona! Już w środę, 1 sierpnia o godzinie 17 miną 74 lata od wybuchu Powstania. To dobry moment, by polecić Wam tę książkę i by poznać bohaterów tej historii. Jestem pewna, że nie będziecie żałować.
 

Powietrze było gęste od wyczekiwania i niepewności. W ostatnich dniach lipca nie było chyba w Warszawie osoby, która nie spodziewałaby się czegoś wielkiego.

 
Mikołaj nie spodziewał się, że tajemnicze znalezisko na strychu odmieni jego życie. Porządki, które miały być lekiem na kaca, stały się początkiem wielkich zmian w sercu chłopaka i członków jego rodziny. Ale po kolei! Nieśmiały, z duszą romantyka, student polonistyki opiekuje się swoją ukochaną babcią. Emilia już dawno przekroczyła dziewięćdziesiątkę, ale mimo PESEL-u pozostaje w pełni samodzielną i sprawną umysłowo kobietą. Wszystko zmienia pozornie niegroźny upadek – operacja biodra zmusza ją do zwolnienia tempa. Na szczęście może liczyć na pomoc wnuka, którego wychowała. Matka Mikołaja, Helena, w nie do końca jasnych dla dwudziestolatka okolicznościach, pozostawiła jedynaka w rodzinnym domu i ruszyła na podbój artystycznej części Paryża. Utrzymuje kontakt z dzieckiem, jednak ich więzi są dalekie od ideału a niewypowiedziany żal i niejasna przeszłość kładą się cieniem na ich relacji. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy podczas spontanicznych porządków na strychu, Mikołaj znajduje rodzinny skarb…
 

W czasach, kiedy zło i nienawiść rozpanoszyły się po całej Europie, bardzo potrzebowaliśmy miłości, bo niosła nadzieję i pozwalała zachować człowieczeństwo.

 
Tajemnicza skrzyneczka kryje w sobie nigdy niewysłane listy do mężczyzny o imieniu Krzysztof i… powstańczą opaskę. Emilia, nie mogąc dłużej uciekać od opowieści o swojej młodości, decyduje się na bolesny powrót do przeszłości. Przy stole, w otoczeniu papierosów, babcia i wnuk rozpoczynają niezwykłą podróż w czasie… Podróż, która na zawsze odmieni życie i Emilii, i Mikołaja.  
 
Jak już wspomniałam, Powstanie jest bliskie mojemu sercu. Staram się czytać książki historyczne i oglądać programy dokumentalne poświęcone walkom z 1944 roku. Jako wolontariuszka akcji BohaterOn miałam zaszczyt uczestniczyć w spotkaniu z Bohaterami tamtych dni – Powstańcami Warszawskimi. Czy podczas rozmowy na żywo, czy podczas lektur, towarzyszy mi ogromne wzruszenie i poczucie wdzięczności. Tak było i tym razem W cieniu tamtych dni to powieść fabularno-historyczna. Wątek miłosny schodzi tu na drugi plan na rzecz historii właśnie. Widać, że autorka merytorycznie przygotowała się do pisania tej książki.
 
Bohaterką jest uczestniczka Powstania. To młoda dziewczyna, dwudziestokilkuletnia warszawianka, która tęskni za smakiem wolności. Magdalena Majcher wykreowała postać z krwi i kości. Emilia wierzy w zwycięstwo. Nie jest jednak szalona, zdaje sobie sprawę z zagrożeń i drży o życie najbliższych – siostry i jej malutkiego synka. Z biegiem Powstania młoda dziewczyna przechodzi przemianę – przede wszystkim wewnętrzną. Jest świadkiem wydarzeń, które zmieniają jej stosunek do świata i drugiego człowieka. Emilka staje się Emilią – kobietą, która nigdy nie wymaże pewnych obrazów z pamięci; która na zawsze pozostanie naznaczona historią i która ten ślad w duszy i sercu, nie do końca świadomie, przekaże członkom swojej rodziny.
 
W cieniu tamtych dni to powieść o Powstaniu. O bolesnej karcie naszej historii. O heroizmie młodych ludzi. O miłości do kraju, honorze i gotowości do największych poświęceń. To historia dni, które położyły się cieniem na kolejnych dekadach i pokoleniach. Na kanwie historycznych wydarzeń Magdalena Majcher stworzyła prawdziwą perełkę.  Zabrała czytelnika w niezwykłą podróż, oddając głos jednej z bohaterek – uczestniczce Powstania. Zanurzając się w świecie wykreowanym przez autorkę, miałam wrażenie, że wraz z Emilią przemierzam uliczki Starego Miasta, chroniąc się przed kolejnymi ostrzałami, kanałami przedostaję się do Śródmieścia czy angażuję się w pomoc rannym żołnierzom i cywilom. Na kolejnych stronach zaś towarzyszyłam Mikołajowi w próbach rozwikłania rodzinnej zagadki. Duży wpływ na taki odbiór i dogłębne przeżywanie powieści miał bez wątpienia mieszany sposób narracji. Fragmenty poświęcone w Powstaniu pisane są w pierwszej osobie, a rozdziały, których akcja rozgrywa się współcześnie, w trzeciej. 
 
W cieniu tamtych dni to nie tylko historia. To emocje – wielkie emocje, które towarzyszą i bohaterom, i czytającemu. Nie sposób przejść obojętnie obok opisywanych przez autorkę momentów. Choć wszyscy znamy je z lekcji historii czy mediów, wywołują całą gamę emocji. Lektura tej powieści była dla mojego serca prawdziwym rollercoasterem. Kac książkowy? Był i właściwie wciąż trwa. Zwłaszcza, że zbliża się 1 sierpnia i o 17 większość z nas, nie tylko w Warszawie, usłyszy syreny. Warto się wtedy zatrzymać. Stanąć, oddać hołd tym co polegli. Pomyśleć, nie oceniać. Mamy to szczęście, że żyjemy w wolnym kraju. Nasi dziadkowie, przodkowie tego szczęścia nie mieli. Chcieli o tę wolność walczyć. Nie zdajesz sobie sprawy, w jakim piekle przyszło im żyć? Sięgnij po powieść Magdaleny Majcher. Trafisz w jego sam środek.
 
Pani Magdaleno, dziękuję za tę podróż do Warszawy lata 1944 roku!
 
Z Powstańcem Warszawskim, Władysławem Rosińskim ps. „Zapałka”
 

„Biuro Przesyłek Niedoręczonych” – Natasza Socha

Święta, święta i po świętach, ale
przyznajcie, że w powietrzu czuć jeszcze atmosferę i magię minionych dni. Jeśli
macie ochotę pielęgnować w sobie ducha Świąt, warto sięgnąć po ciepłą, wręcz
bajkową i oczywiście związaną z wigilią powieść Nataszy Sochy Biuro przesyłek niedoręczonych.
Zuzanna postanawia przeprowadzić się do
Miasteczka. Wynajmuje małe mieszkanie i w towarzystwie półtorarocznej
lotopałanki karłowatej rozpoczyna samodzielne życie (Autorce dziękuję za lekcję
biologii – nie miałam pojęcia o istnieniu takiego zwierzęcia!). Zuzia znajduje
pracę w Biurze Przesyłek Niedoręczonych. Trafiają tam listy i paczki, które
nigdy nie trafiły do adresatów. Bohaterkę także prześladuje list, który w porę
nie dotarł do odbiorcy… Pewnego dnia natrafia na listy, których nadawcy od
trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać. Postanawia wziąć sprawy w swoje
ręce i doprowadzić do spotkania Tekli i Gaspara. Ma czas tylko do Wigilii.
Zuzanna pragnie pomóc nie tylko autorom
listów. Stara się przywrócić wiarę w życie niepełnosprawnemu i zgorzkniałemu
sąsiadowi. Finał jej „akcji” okaże się dość zaskakujący.
W moim odczuciu to nie Zuzia jest główną
bohaterką historii, mimo że to od niej zaczyna się „całe zamieszanie”. Według
mnie pierwsze skrzypce w tej powieści grają Tekla i Gaspar – postaci o
wyjątkowych imionach, wyjątkowych wspomnieniach i wyjątkowym marzeniu. Mimo
upływu czasu i różnych życiowych doświadczeń nie przestają wierzyć, że
dotrzymają złożonej przed laty obietnicy.
Historia została podzielona na
rozdziały. Natasza Socha stosuje
narrację trzecioosobową. W prozie znajdziemy fragmenty listów oraz bajkę, która
dosłownie ratuje życie. Autorka posługuje się prostą, ale piękną polszczyzną.
Dialogi przeplata pełnymi emocji wspomnieniami bohaterów i absolutnie
nienużącymi opisami, wprowadzającymi świąteczny klimat.
Biuro Przesyłek Niedoręczonych to
ciepła, magiczna i świąteczna opowieść o ludzkich losach, nieoczekiwanych
konsekwencjach życzliwości, zaskakujących powiązaniach i miłości jak z bajki.
Zaskakuje, wzrusza do łez i wywołuje szeroki uśmiech na twarzy czytelnika. Pachnie
piernikiem i obsypuje płatkami śniegu.
„Moja
droga, w pani wieku ta historia najwyraźniej utkana jest z płatków róż lub
raczej wigilijnych gwiazdek i pachnie piernikowym szczęściem. Oraz
szekspirowską tragedią – dodał po chwili zastanowienia. – A dla mnie to po
prostu kilkadziesiąt stron papieru zapisanych w porywach chwili przez dwie
chyba nie do końca zrównoważone osoby.
Dla mnie to historia utkana z
wigilijnych gwiazdek. A dla ciebie? Kup lub wypożycz Biuro Przesyłek Niedoręczonych i
sam oceń, co dla ciebie znaczy słowo „miłość”.