„Teatr pod Białym Latawcem” – Ilona Gołębiewska

Read More
 

 

Ilona Gołębiewska, Teatr pod Białym Latawcem, Wydawnictwo Muza 2018.
Autorce i Wydawnictwu serdecznie dziękuję za egzemplarz do recenzji!
 
Wydaje się, że Zuzanna Widawska ma wszystko – pracę, pozycję w środowisku, luksusowe mieszkanie i ukochanego u boku. Artykuł, który miał się stać przepustką do kolejnego szczebla kariery, stał się gwoździem do trumny. Znana dziennikarka jednego dnia traci to pozorne wszystko – zwolniona musi zapłacić gigantyczne odszkodowanie. Apartament zamienia na ciasne mieszkanko na Woli z dziwną sąsiadką w pakiecie, a partner odwraca się od niej w chwili, gdy najbardziej go potrzebuje. Zostaje sama. Wilczy bilet sprawia, że cudem dostaje posadę w czasopiśmie, po które nigdy by nie sięgnęła. Uważa, że praca w prasie dla kobiet jest poniżej jej talentu i umiejętności. By żyć, zagryza zęby. By podlizać się humorzastej szefowej i zyskać święty spokój na kilka tygodni, znajduje wyjątkowy temat do świątecznego numeru. Losy powojennej aktorki, fundacji opiekującą się osobami niepełnosprawnymi i upadający teatr stają się początkiem nowego życia zagubionej dziennikarki.
 
Człowiek bez wiary we własne siły i możliwości jest jak latawiec pozbawiony wiatru, który by go niósł w przestworza i pozwolił lecieć jak najdalej.
 
Teatr Stary na Woli i Fundacja Złotych Serc tworzą nierozerwalny, wydaje się, duet. Dyrektorzy tych instytucji wzajemnie się wspierają. Niestety, Teatr nie przynosi miastu zysków i władze stolicy decydują się na jego zamknięcie. To właśnie wtedy w Fundacji i Teatrze pojawiają się Zuza i Jakub – każde z innego powodu. Dla biznesmena Teatr stał się źródłem najgorszych wspomnień i początkiem rodzinnej tragedii oraz żałoby. Celem jego życia staje się zemsta. Jakie konsekwencje dla Teatru i Fundacji będą mieć decyzje Bilewicza? Jedyną osobą, która może zapobiec tragedii, wydaje się Zuza. Czy podoła powierzonym zadaniom?
 
W swojej najnowszej powieści jedna z moich ulubionych polskich autorek, Ilona Gołębiewska, połączyła trzy bliskie memu sercu światy – świat teatru, świat ogarnięty wojną w latach 40. XX wieku i świat osób z różnymi typami niepełnosprawności. Teatr kocham i staram się kilka razy do roku zanurzyć w świecie kreowanym przez artystów na skrzypiących deskach. Tematyką wojenną interesuję się od kilku lat. Z chęcią czytam książki historyczne lub powieści fabularno-historyczne. Trzeci świat… Cóż, niepełnosprawna jestem od urodzenia, więc to właściwie moja codzienność.  Rozpoczynając lekturę, postawiłam więc Autorce bardzo wysoką poprzeczkę. Czy sprostała moim oczekiwaniom? Tak! I podzielam opinię wielu Czytelniczek, że Teatr pod Białym Latawcem to, póki co, Jej najlepsza powieść.
 
[…] podopieczni Fundacji Złotych Serc sami są jak latawce.
 
Jak już wspomniałam, podopiecznymi Fundacji, a zarazem bohaterami świątecznego artykułu Zuzy, są osoby niepełnosprawne. Zajęcia muzyczne, teatralne czy z terapeutami są dla nich szansą na odkrywanie i pielęgnowanie pasji, kontakt z drugim człowiekiem. Są przede wszystkim źródłem radości i szczęścia. Niepełnosprawni jak nikt inny potrafią cieszyć się z małych rzeczy. Raduje ich gest, uśmiech, prosta czynność… Bo często ta prosta dla zdrowego człowieka czynność, dla nich okazuje się być zdobycie szczytu K2. Dzięki temu Ilona Gołębiewska udziela swoim Czytelnikom lekcji empatii, tolerancji, akceptacji i zrozumienia – tego, czego na co dzień brakuje niepełnoprawnym i ich bliskim.
 
Do tego świata – świata ufności, prostoty i prawdziwych uczuć oraz emocji trafia Zuza – kobieta poszarpana przez życie. Zdradzona, oszukana, osamotniona. Choć nie okazuje słabości, głęboko w sercu nadal pozostała Zuzią. Kobietą pragnącą miłości, czułości, bezpieczeństwa i uwagi. W towarzystwie niepełnosprawnych, pewnej wiekowej aktorki i pracowników Fundacji odkrywa nieznany jej dotąd świat i wyrusza w wędrówkę w głąb siebie.
 
Długo by można było jeszcze pisać o fabule i bohaterach. O aktorce Elenie, o jej przeszłości, o Bilewiczu czy dyrektorze Teatru. Ale tu chcę zakończyć tę część recenzji, by nie zepsuć Wam uczty. By nie zepsuć spotkania z tak wyjątkowymi postaciami i ich środowiskami. Z tymi emocjami i tragicznymi losami. Jestem pewna, że jeśli należycie do grona miłośniczek powieści obyczajowych, lektura wyciśnie z Was niejedną łzę i wywoła niejeden uśmiech.
 
Pisząc o książce Ilony, nie sposób nie wspomnieć o jej charakterystycznym już stylu. Kto czytał inne powieści tej autorki, to wie, że ona to prostu TO ma. Myślę, że poznałabym go bez patrzenia na okładkę czy notę wydawniczą. Co wyróżnia styl Ilony? Oprócz bogatego zasobu słownictwa, opisów poruszających wyobraźnię i serce, fragmenty nasycone życiowymi refleksjami, mądrościami czy radami. W zabieganej codzienności rzadko pytamy się o sens życia, definicję miłości czy przepis na szczęście. Narrator w powieści Ilony daje nam wiele drogowskazów. Momentami aż za dużo jak dla mnie. Było kilka takich chwil, gdy cichutko wzdychałam, ponieważ takie „wstawki” niepotrzebnie, w moim odczuciu, przeciągały akcję czy przerywały dialog. Wiem jednak, że są potrzebne i kilka fragmentów z pewnością trafi do Waszych notatników z wartościowymi cytatami.
 
Wojna, która brutalnie, z dnia na dzień, zabrała nam piękny świat teatru, niepełnosprawni, teatr. Te trzy składniki, tak pięknie połączone, stworzyły przejmującą powieść. Dającą ukojenie i nadzieję na to, że nigdy nie jest za późno, by odnaleźć szczęście i spełnić marzenia. Ja się nie zawiodłam. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po ten tytuł. A Tobie Ilonko, dziękuję, że w swej prozie „przemyciłaś” niepełnosprawnych. My jesteśmy. Istniejemy. Funkcjonujemy. Żyjemy. A mam wrażenie, że dla świata filmu, książki i teatru właśnie wciąż jesteśmy tematem tabu… Jesteśmy jak te latawce, które choć unoszą się nad ziemią, są widoczne tylko dla tych, którzy podnoszą głowę.
 

 

„Miłość ma twoje imię” – Ilona Gołębiewska

Read More
 

 

Ilona Gołębiewska, Miłość ma twoje imię, Wydawnictwo Muza 2018.
 
Ilona Gołębiewska – autorka bestsellerowej trylogii, której akcja rozgrywa się w starym pniewskim domu, tym razem zabiera czytelników do Warszawy. Do serca kraju, w którym mieszka wiele zagubionych serc. Do miasta, w którym ludzie nierzadko szukają samych siebie. A przede wszystkim szukają miłości i zaufania drugiego człowieka. Odkrywają też miłość i zaufanie do samego siebie. Przed Anią, główną bohaterką i narratorką powieści, niejeden sprawdzian – z miłości i zaufania właśnie.
 
Podobno człowiek dowiaduje się o samym sobie w sytuacjach ekstremalnych. W chwilach, gdy ziemia osuwa się spod nóg, a świat wydaje się kończyć. Ania, absolwentka psychologii, nie miała łatwego startu w dorosłość i złośliwi mogliby powiedzieć, że to ona powinna dniami i nocami siedzieć na kozetce. W wyniku wypadku samochodowego straciła mamę – symbol miłości i bezpieczeństwa. Niedługo potem traci kontakt z bratem i ojcem, a jej jedyną rodziną zostają ciotka Mania i przyjaciel Daniel. Ania ukojenie znajduje w pracy poradni, podczas pomocy w fundacji i szpitalu, a także w zespole, który jako nastolatka założyła z kolegami. Uwodzi głosem, czaruje oczami, ale, jak sama przyznaje, wciąż pozostaje kobietą poszukującą, która samotnie zmaga się z wyzwaniami życia. Do czasu…
 
Wskutek pochopnej decyzji współlokatorki Ania zostaje bez dachu nad głową. Nie chce jednak korzystać z uprzejmości Daniela i postanawia zamieszkać z Zosią – kobietą w wieku jej mamy, którą poznała w przyszpitalnym wolontariacie. Zosia jest gospodynią w pięknej willi w ekskluzywnej części stolicy. Prowadzi dom zamożnego małżeństwa, które swoją posiadłość traktuje właściwie jak hotel. Najczęściej w rezydencji bywa Michał, syn Gebertów. To młody mężczyzna, który już dawno wyczerpał limit życiowych błędów i upadków, z których nie potrafi się podnieść. Tracąc zaufanie do samego siebie, niebezpiecznie zbliża się do dna.
 
Ania. Michał. Ania i Michał. Czy dwoje tak różnych ludzi będzie potrafiło iść przez życie razem? Czy wzajemnie uratują się przed upadkami? Co zrobią w sytuacji, gdy upomni się o nich przeszłość? Serce nie sługa – nie zawsze postępuje zgodnie z rozumem i potrafi pokochać człowieka, który niszczy samego siebie i kochające serce…
 
W historii Ani Janowskiej ważna jest nie tylko relacja damsko-męska. Wypadek i śmierć matki na zawsze zmieniły więzi bohaterki z ojcem i bratem. Niełatwo odbudować je po latach rozłąki, wzajemnych oskarżeń i życiu w gorzkim poczuciu osamotnienia. Czy to w ogóle możliwe? Kto powinien pierwszy wyciągnąć rękę? Ania stoi przed naprawdę trudnymi decyzjami, które zaważą na losie całej jej rodziny.  
 
Miłość ma twoje imię to powieść utkana z emocji. Autorka opisuje w niej różne odcienie miłości – tej trudnej i tej młodzieńczej, gdy świat widzi się przez różowe okulary. Matczynej i ojcowskiej. Kobiety po przejściach i mężczyzny z przeszłością. Historia Ani daje nadzieję i pomaga uwierzyć w to, że nie warto się poddawać. Autorka tka niebanalną historię niespiesznie. Dba o każdy, najmniejszy detal. Zaprasza czytelnika na prawdziwą językową ucztę. Wspomniane już emocje tka zarówno potoczną, jak i wyszukaną polszczyzną. Nie boi się porównań, podniosłych metafor. Wiem, że niektórych poetyckie wręcz dialogi lub przemyślenia postaci drażnią. Mnie cieszą i inspirują. Ta powieść pachnie lawendą – nie tylko dzięki niespodziance w paczce od Ilony. Świeci wiosennym słońcem i otula letnim wietrzykiem. Wzrusza i koi. To idealna propozycja dla romantyczek poszukujących. Jej dodatkowym atutem są cytaty – o kobietach – które rozpoczynają każdy z dziewiętnastu rozdziałów.
 
Miłość ma wiele odcieni. I konkretne imiona. Jakie imię nosi miłość Ani? Michał? Daniel? A może Robert? Mężczyzn w świecie głównej bohaterki nie brakuje. Który okaże się jej odnalezionym skarbem? Perłą i wyzwaniem zarazem? Przekonajcie się, sięgając po tę powieść. Gorąco (nie tylko ze względu na pogodę za oknem) polecam!
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
 
Autorce dziękuję za wymienienie mojego nazwiska w posłowiu – czytać i polecać Twoje książki, Ilonko, to prawdziwa przyjemność!