„Podróż przez marzenia” – Jagoda Wochlik (#MamaDropsaCzyta)

tekst powstał w ramach współpracy z Wydawcą

Polubiłam powieści Jagody Wochlik, bo otulają ciepłem, są pięknie napisane ale  przede wszystkim poruszają ważne tematy, są wartościowe, pełne wskazówek, drogowskazów życiowych., zawierają jasny przekaz, prowokują do refleksji nad życiem, nad relacjami z drugim człowiekiem, 

Na wakacje, czas urlopu Autorka podarowała czytelnikom niezwykłą powieść, z niezwykłymi bohaterkami. Już śliczna okładka przyciąga wzrok a opis wydawcy, pytanie pojawiające się na samym początku intryguje i zachęca do zatopienia się w fabule książki.

– Nie wystarczy chcieć, żeby kogoś pokochać – zauważyła.- Czy jestem bardzo głupia? – zapytała smutno Anna. – Czy to głupota wierzyć, że miłość jest… – Anna zastanowiła się. – Jak w tej piosence! Jest jak pogoda. Za każdym razem wyjątkowa i nie do przewidzenia. Czy chcieć, by moja miłość taka właśnie była, to za dużo?

Autorka zadedykowała powieść kobietom, które tak jak ona, Anna i Wioletta oraz Kinga są … wronami. Motyw kobiety wrony został wymyślony na potrzeby tej fabuły. Dlaczego? Anna wyłamała się z panujących w jej rodzinie schematów, że córki powinny trwać w domu przy rodzicach i żyć według wskazówek ojca, głowy rodziny. Mieszkali we wsi na Podlasiu, składającej się z czterech domów. A ona już od dziecka marzyła o podróżach, była bardzo ciekawa świata, uwielbiała książki. Dlatego też uciekła z domu do Poznania, skończyła studia, pracowała i spotkała na swojej drodze dużo starszą od siebie kobietę Wiolettę. Połączyła je przyjaźń, mocna więź jak  relacja babci z wnuczką. Stały się bratnimi duszami. Anna porzuciła pracę i zamieszkała z Wiolettą jako dama do towarzystwa. To nie był przypadek. Dziewczyna wypełniła sobą pustkę, tęsknotę, marzenie na kimś bliskim w życiu starszej i bardzo samotnej bohaterki. Sprawiła, że Wioletta była szczęśliwa. To ona pomogła spełnić marzenia Anny o podróżach po świecie: Tokio, Paryż, Amsterdam, Praga, Seul, Kołobrzeg… To była wspaniała przygoda Tylko zabrakło już czasu na Rzym, miejsce akcji ulubionego filmu dziewczyny… Dlaczego? To odkryjecie sami podczas lektury.

Księżniczka Anna. Jedyna w swoim rodzaju. Czy niezwykła? Może. Niepowtarzalna? Z całą pewnością. Ale przede wszystkim… była po prostu sobą. Aż do szpiku kości. Nie uznawała kompromisów w tym względzie. I właśnie to, tylko to sprawiało, że każdemu, kto się z nią zetknął, zdawała się… Nawet nie umiał tego ubrać w słowa. Tak bardzo Anna wymykała się ze wszystkich schematów.

Wioletta Olszańska, zamożna kobieta z klasą, nieco ekscentryczna, przez całe życie pracowała, by zapewnić przyszłość synowi, ale on i jego bliscy tego nie dostrzegali i nie doceniali. Miał pretensje, że za mało była obecna w jego życiu, ale jej pieniądze były dla niego ważne. Jakże trudna decyzja życiowa przed samotną matką. Jakiego dokonać wyboru? 

Czy postawić na rozwój osobisty, ciężką pracę, by móc zapewnić jedynakowi lepsze życie? Ale to wszystko odbyło się kosztem nawiązania właściwej relacji, więzi z synem, bo zabrakło już na to czasu. Natomiast synowi zabrakło zrozumienia, dlaczego nie umiała być matką. Uzurpował sobie natomiast prawo do odziedziczenia jej majątku…

Wioletta była wroną, bo jej rodzice nie zaakceptowali kandydata na jej męża i zerwali z nią kontakty. Stała się kimś, do kogo rodzina nie chciała się przyznawać,  najpierw rodzice, a potem syn z rodziną i w końcu wnuk, pracoholik i „narzeczony Temidy”, nie miał czasu nawet na telefon do babci. 

Ostatnie lata życia Wioletty były przepełnione szczęściem, jakie odnalazła dzięki Annie u boku męża, którego poznała też dzięki dziewczynie. To ona zorganizowała ślub i przyjęcie weselne. Anna została w Poznaniu, a oni wyjechali do Kołobrzegu. A po śmierci Wioletty dziewczyna została wplątana niejako w intrygę uknutą prze nią. Starsza pani uwzględniła przyjaciółkę i wnuka Damiana w testamencie, ale postawiła warunek, że muszą zamieszkać razem przez pół roku. Tak bardzo pragnęła odmienić życie wnuka, nauczyć go czuć, kochać, zwolnić bieg za pieniędzmi, by dostrzegł piękno świata. Czuła, że Anna mu w tym pomoże. Dla Damiana pieniądze były potężnym motywatorem. Czy tak się stało? Czy Anna go odmieni? Życie lubi nas zaskakiwać swoim scenariuszem. I rozwiązaniem tego wątku zaskoczyła mnie autorka. Być może dzięki temu zyskał na autentyczności. Niestety, życie to nie bajka.

Anna Wiatrem Podszyta, bo i taki przydomek miała bohaterka z uwagi na siłę, zaskoczyła mnie nie raz swoim postępowaniem. Była nieprzewidywalna. Uciekła od rodziny, by spełniać marzenia, ale wciąż liczyła się z ich zdaniem. Wciąż dźwięczały jej w głowie słowa ojca: „baba ze wsi wyjdzie, ale wieś z baby nigdy. Nawet z baby, której wydaje się, że jest księżniczką”. Bała się miłości, bo ojciec mówił, że wyjdzie za mąż tylko po to, by się rozwieść.

Bo miłość, miłość jest jak … – Anna zastanowiła się – jak pogoda. Ona ciągle się zmienia. Czasem jest zachwycająca jak tęcza, innym razem gorąca jak upalny dzień, bywa, że błądzimy we mgle własnych uczuć. Tak, miłość jest jak pogoda! – Anna się zaśmiała. – Tak słyszałam w jakimś musicalu.

Anna wybrała bycie szczęśliwą niż normalną na swoich zasadach. Bo przecież mogła. To ona podjęła decyzję, by uszczęśliwić swoją bratanicę i zabrać ją do siebie, zapewnić dobrą szkołę średnią, studia. Kinga też stała się wroną w rodzinie, bo postąpiła wbrew woli ojca, ale za zgodą matki. A Anna obiecała czuwać nad nią, aż dorośnie, stanie na nogi i rozłoży skrzydła na całą szerokość, by odlecieć ku własnej historii.

Atutem powieści są świetnie wykreowane portrety psychologiczne postaci i ich historie. Szalona Anna to bohaterka jakby wyjęta z innego świata i przeniesiona do współczesności. Jest dobra, szlachetna, z sercem na dłoni, kocha naturę i zwierzęta, a w szczególności konie, udziela wsparcia potrzebującym, jest uczciwa, zadziwia mnie swoim postępowaniem i zaskakuje dobrodusznością, która może być postrzegana jako naiwność, zbyt ufna wobec innych. Los lubił się z nią bawić! Bycie innym nie było łatwe. Jakkolwiek bycie sobą uczyniło ją szczęśliwą. „Całe życie mówiła swoim głosem i za siebie”.

A ona była wroną. Czarną, brzydką wroną. Wszystko przez to, że miała inne cele, inne marzenia. Zrozumiała, że król miał rację, kiedy powiedział : „Jesteś wiatrem podszyta, nigdy nie znajdziesz męża, a jeśli, to tylko po to, żeby się rozwieść”. Księżniczka stanęła przed wyborem: może być normalna albo może być szczęśliwa. I to był niełatwy wybór, który zaważył na całym jej przyszłym życiu.

Czy znajdzie się kiedyś taki książę, który polubi wrony? Tak jak w piosence „Lubię wrony”: „I w tym właśnie zaznacza się wronia autoironia. Nie udają słodyczy nieszczerze, mężnie trwają w swym szwarccharakterze”. Czy będzie wybierał księżniczki, które były łabędziami?

Damian uważał, że Księżniczka Anna jest jak gwiazda na niebie. Widzę, że świecisz, ale jesteś za daleko, żebym mógł cię kiedykolwiek pokochać. Ludzie, który się nie rozumieją, nie powinni się e sobą wiązać. Z kolei Anna nigdy nie będzie nikogo prosić o miłość. A mogło być tak pięknie! Ale bajki nie realizują się w życiu. 

Jest to także poruszająca serce opowieść o prawdziwej przyjaźni. Anna zawsze mogła liczyć na wsparcie, obecność, pocieszenie przez Ha-ri, która uważała, że jako przyjaciółka nie mogła ingerować w podejmowane przez nią decyzje. 

Taka to była Anna nie Ania, Anna Szalona, Anna Wiatrem Podszyta, Anna Gwiazda. 

Jagoda Wochlik zastosowała w powieści ciekawy chwyt kompozycyjny – teraźniejszość miesza się z retrospekcjami, dzięki którym poznajemy historię życia Wioletty, wspaniałe wspomnienia bohaterek z ich podróży. Dowiadujemy się o dość trudnych relacjach rodzinnych. 

Polecam Wam z całego serca tę ciepłą opowieść dającą nadzieję, że nigdy nie jest za późno na zmiany, by uwolnić się od pewnych schematów, przestać żyć według czyichś oczekiwań, stawiać sobie cele, wytyczać swoją drogę i spełniać marzenia. Nigdy też nie jest za późno na miłość. Należy uwierzyć w to, że znajdzie się taki ktoś, kto pokocha i wronę, dając jej szczęście.

Warto zapakować tę książkę do walizki, by wyjechać w podróż, która może Ci pomóc odmienić Twoje życie.

Jagoda Wochlik, Podróż przez marzenia, Wydawnictwo Filia 2026. #MamaDropsaCzyta

Czy miłość można zaplanować i zapisać jako warunek w testamencie? 
Anna przez większość życia czuła się niezrozumiana. Tak było do momentu, gdy poznaje Wiolettę Olszańską, ekscentryczną i bogatą staruszkę, która proponuje jej wspólną podróż po świecie. Anna obejmuje bardzo staroświecką posadę, zostaje… damą do towarzystwa. Kobiety odwiedzą razem Paryż i Pragę oraz Japonię, a także… Kołobrzeg, gdzie życie ich obu zmieni się na zawsze. Po śmierci Wioletty na odczytanie testamentu zostają wezwani jej krewni – syn, synowa i wnuk Daniel. Pojawia się też Anna. Okazuje się, że Wioletta zapisała jej swoje mieszkanie. Wnukowi natomiast przekazała całą resztę majątku, pod warunkiem, że… na pól roku zamieszka z Anną. Wypełnienie warunku testamentu nie jest łatwe, bo optymistyczny i nieżyciowy sposób bycia kobiety drażni młodego mecenasa. 
„Podróż przez marzenia” to historia o tym, że w życiu nigdy nie jest za późno. To opowieść o silnych kobietach – zarówno tych w jesieni życia, dojrzałych, tych dorosłych, jak i nastolatkach. To historia o tym, jaką cenę trzeba zapłacić, by żyć w zgodzie ze sobą. Wreszcie to opowieść o tym, że ludzie mogą być odlegli jak gwiazdy i o tym, że miłość jest jak pogoda… wciąż się zmienia.

„Mazurskie anioły” – Natalia Przeździk (#MamaDropsaCzyta)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej Mamy Dropsa z Wydawcą.

Lato już zagościło na dobre. Każdy planuje wakacje, urlop. A ja wraz z Natalią Przeździk polecam Wam wyprawę literacką na Mazury. A to za sprawą najnowszej powieści „Mazurskie anioły”. Tytuł kojarzy się nam z bieszczadzkimi aniołami, popularną szantą SDM, dobrze znaną górskim włóczykijom. Autorka dokonała świetnej przeróbki tekstu na potrzeby powieści.

Anioły, anioły, mazurskie anioły
Prowadzicie ludzi szlakiem srebrnej wody
Mazurskie anioły, anioły mazurskie
Gdy skrzydłem cię dotkną, już jesteś ich bratem…

Wanda podjęła spontaniczną, ale ważną decyzję życiową o ucieczce ze „złotej klatki” od toksycznego, przemocowego partnera i matki, stawiającej coraz większe wymagania i oczekiwania wobec córki, organizując jej życie kroczek po kroczku. Odbiło się to na jej zdrowiu psychicznym. Mogła liczyć jedynie na wsparcie Izy, troskliwej przyjaciółki, towarzyszki w podróży.

Bohaterki miały to szczęście, ponieważ spotkały na wakacyjnym szlaku wspaniałą kompanię ludzi, mazurskich aniołów bez skrzydeł, które pomogły szczególnie Wandzie odnaleźć prawdziwą siebie, drogę, jaką powinna kroczyć, by odnaleźć także swoje wymarzone miejsce na ziemi. Musiała odblokować emocje i uczucia, by zacząć czuć, postrzegać świat wszystkimi zmysłami, mieć marzenia i je gonić, spełniać. Samej by się to nie udało, ale dzięki obecności i wsparciu innych osób się powiodło. Jak do tego doszło? Przeczytajcie powieść.

Jest to historia o różnych relacjach: dobrych, budujących i złych, skomplikowanych, wręcz toksycznych. A także o sile przyjaźni i miłości, która może tak zmienić życie człowieka na lepsze, nadać mu sens, dodać blasku, wreszcie sprawić, by wszystko zaczęło się udawać.

Skoro to idealna powieść na wakacje, która ma bawić, dawać relaks, to ważne i trudne tematy zostały nieco złagodzone przez to, że Pisarka stworzyła istny miks gatunkowy. To powieść drogi, trochę obyczajówki, związana z ważnymi problemami. Wyobraźnia, dzięki opisom, pokazuje czytelnikowi piękne, zachwycające, namalowane paletą słów i emocji kojącą przyrodę mazurską. 

Nad taflą poniósł się donośny dźwięk kościelnego dzwonu oznajmiającego godzinę szóstą, a nieopodal Wandy przysiadł na zwieszającej się gałęzi niewielki ptaszek. Jego piórka mieniły się w blasku słońca. Przypominał niebieskozielony drogocenny kamień, ciśnięty przez rozkapryszonego bogacza prosto w ciszę poranka. Pomarańczowy dziób przykuwał spojrzenie równie mocno jak pióra, a czarne oczy bystro patrzyły dookoła. Zimorodek. Wanda zamarła bez ruchu. Bojąc się nawet oddychać. I chyba tylko dlatego mogła cieszyć się widokiem niespodziewanego gościa dość długo. 

Na drodze dziewczyny spotkały nowych szalonych przyjaciół (postaci z wcześniejszych powieści Autorki): najdziwniejsze rodzeństwo na świecie, ksiądz Damian, Słowianka Dobrochna i hippis Jaromir. Wyruszyły z aniołami w dalszą drogę. A potem dołączył do nich Tomasz, znaleziony w bunkrze, nazywający siebie „chodzącą katastrofą”, a okazał się świetnym kompanem, pasjonatem historii, przewodnikiem z imponującą wiedzą o regionie.  Wszyscy chcieli złapać w drodze odrobinę szczęścia. Czy to przypadkowe spotkanie? Ktoś zesłał anioły. Ach, ileż przygód przeżyli na trasie.

To także powieść z wątkiem detektywistycznym. Wakacyjna laba bowiem zamieniła się w śledztwo ekipy detektywów amatorów. Bohaterowie odkrywają lokalne tajemnice, Tomasz okaże się samozwańczym detektywem, który zaskoczy wszystkich. Zaimponuje i spodoba się Wandzie. Wspólne rozwiazywanie zagadek, szukanie skarbu podczas gry terenowej także łączy ludzi. Co z tego wyniknie? Hmmm… Ten wątek sprawi, że trudno się oderwać od książki, bo dużo się tu dzieje. 

Na koniec wspomnę o ważnym i jakże potrzebnym wątku Roberta, niepełnosprawnego chłopca z MPDz, z którym trudno się porozumieć werbalnie, jedynie bliscy go rozumieją. Lubi poezję, lubi słuchać czytania powieści, szczególnie Tolkiena. Otaczają go kochający bliscy, jego anioły – rodzice i rodzeństwo. A o ogromnej wrażliwości chłopca i bogatym świecie wewnętrznym dowiadujemy się z jego wierszy. Jak każdy nastolatek marzy, aby biegać po łące, wśród pachnących kwiatów i motyli, „zwózkowstałe ciało skacze pod niebo”. Czy znajdzie się ktoś, kto zainteresuje się wierszami chłopca, doceni jego talent, wyda je i zajmie się także ich promocją? Wierzę, że motyl z wiersza jest tu metaforą zmiany.

Robert i jego rodzina pokazali Wandzie, jak może funkcjonować kochający się dom, zbudowany przez ludzi. Bo to ludzie, relacje z nimi powinny nas budować. Miłość czyni cuda! 

Co zrobi Wanda ze zdobytymi w drodze nowymi doświadczeniami?

Przymknęła oczy. Pozwoliła, by wiatr targał jej włosy, a słońce ogrzewało jej twarz. Przez chwilę zapomniała o wszystkich sprawach, które do niedawna zaprzątały jej głowę. Była Wandą z pomostu. Tu i teraz. I było jej z tym dobrze. 

Polecam Wam z całego serca tę wakacyjną powieść, którą odbiera się wszystkimi zmysłami. Lekko, pięknie, chwilami poetycko, ale i humorem i poważnie o problemach. Wszak przybywanie w pięknych okolicznościach przyrody pozwala nam na przepracowanie trudnych spraw, wyciszenie, skłania do refleksji, wyciągania wniosków i podejmowania ważnych decyzji życiowych związanych z otwieraniem nowego, zdecydowanie lepszego rozdziału swojego życia.

Dziękuję za odwołania literackie. 

Początek lata a wspaniała mazurska przygoda już za mną!

Mama Dropsa

Natalia Przeździk, Mazurskie anioły, Wydawnictwo Filia 2026.

Wanda przez całe życie usiłowała spełniać oczekiwania innych – najpierw matki, potem narzeczonego. Nadszedł jednak moment, gdy powiedziała: dość! Postanowiła zrobić sobie urlop od dorosłości, wziąć oddech i przemyśleć, co dalej. Wraz z przyjaciółką wyjechała na spontaniczne wakacje na Mazury.
To rozpoczęło serię zwariowanych wydarzeń: akcje szpiegowskie, zagadki detektywistyczne i odkrywanie lokalnych tajemnic. Nie zabrakło nowych, szalonych przyjaciół: dziewczyny zafascynowanej słowiańszczyzną czy księdza-włóczęgi.
Jak bardzo w życiu bohaterów namiesza pewna znana, ale zarozumiała pisarka? I czy Tomasz, introwertyczny historyk i samozwańczy detektyw, sprawi, że Wandzie wreszcie mocniej zabije serce?