„Święta w miasteczku Anielin” – Iwona Mejza (patronat Mamy Dropsa)

Read More
święta w miasteczku anielin 3d

Iwona Mejza, Święta w miasteczku Anielin, Wydawnictwo Dragon 2023.
Patronat Mamy Dropsa

Za oknem wietrznie, deszczowo, aura nas nie rozpieszcza. Najlepiej zaszyć się z książką w wygodnym fotelu z umilaczami pod ręką i przenieść się do świata książki. Pragnę Wam polecić serię obyczajową „Miasteczko Anielin”. Iwona Mejza podarowała niedawno czytelnikom czwarty tom cyklu – „Święta w miasteczku Anielin”. To świąteczna opowieść o otwieraniu drzwi do tajemnic z przeszłości, o wybaczeniu, odnowieniu relacji.  Nie znajdziemy tu lukrowanej historii, chyba że lukier na wypiekach w cukierni u Stefanii. Akcja obejmuje cały adwent aż do wigilii. Mam zaszczyt patronować całej serii. To idealna książka na prezent pod choinkę. Jej lektura sprawi, że sięgniecie po wcześniejsze tomy serii i pokochacie Anielin i jego mieszkańców. Trudno się bowiem rozstać z tym uroczym miejscem. Marzę o kolejnej części, bowiem zakończenie sprawia, że znowu odczuwam niedosyt czytelniczy.

Śliczna świąteczna okładka zaprojektowana przez Macieja Piedę i rekomendacja powieści na okładce pióra Sylwii Kubik zapraszają do lektury: Pełna cudów codzienności powieść, okraszona magią i nadzieją, która nie gaśnie mimo upływu lat. Wzrusza, rozbawia i wprowadza w świąteczny klimat.

Tym razem Iwona Mejza pokazuje miasteczko Anielin niejako z zewnątrz, sprowadzając do niego nowych bohaterów. Niefortunny upadek na schodach i pobyt w szpitalu pokrzyżował plany świąteczne Mariannie Stawskiej. Po prostu los sobie z niej zachichotał. A może zesłał jej ten wypadek, aby mogła zrealizować pewien plan i nadrobić stracone lata. Dawno temu uciekła z rodzinnego Anielina, postanowiła wrócić z bagażem wspomnień, by dokonać pewnych rozliczeń z przeszłością, tym samym wprowadzić sporo zamieszania w spokojnym miasteczku. Czy wezwani przez notariusza poznają rodzinną historię i jak jej świadomość wpłynie na ich losy? Święta to doskonały czas na reaktywacje więzi rodzinnych, by wrócić do tradycji i przywołać ducha świątecznej nocy, czyli niepowtarzalnej atmosfery dobra, zrozumienia i porozumienia jednoczących ludzi dobrej woli.

Telefon od tajemniczego notariusza na zlecenie Marianny wiele namiesza w życiu Malwiny, zmęczonej pracą w korporacji i Krzysztofa, zwanego Makówą. Muszą niechętnie zmienić swoje plany i przyjechać do starego młyna nad potokiem w Anielinie na trzy tygodnie przed świętami bożego narodzenia. Dla nich to podróż w nieznane. Ale z drugiej strony może to spotkanie wiąże się z jakimś spadkiem? „Niespodziewane spadki zdarzają się tylko w komediach romantycznych albo w książkach dla spragnionych wrażeń kobiet.” Oboje nie przypominali sobie, żeby ktoś w rodzinie posiadał kiedyś młyn w Anielinie. Nigdy się nie mówiło w ich domach o przodkach mamy, o Anielinie. To jakaś zawiła tajemnica rodzinna.

Sprawy rodzinne, bo jednak podejrzewała, ze ten cały spadek ma coś wspólnego z milczeniem matki na temat przeszłości, powinno się załatwiać we własnym gronie, chociaż nie miała pojęcia, kto jeszcze do tego grona należy.”

To będzie dla bohaterów niezapomniany grudzień. A dla czytelnika istna uczta literacka przy odkrywaniu rodzinnych tajemnic i ujawnianiu sekretów. Iwona Mejza świetnie poprowadziła fabułę, wzmagając ciekawość czytelnika z każdą stroną. Na szczęście każdy krótki rozdział na początku zawiera cenne dla informacje, aby się nie pogubić. Ach, dzieje się tu, dzieje. Chyba każdego frapują tajemnice rodzinne i sekrety.

Z Malwiną do Anielina zawitał Robert Podlaski, zwany Młodym, kolega z pracy. Szukał swojego miejsca na ziemi, bo nie chciał iść drogą wytyczoną przez rodziców. Zbuntował się i był w tym konsekwentny. Przywdział maskę brata łaty. A Anielinie zachwyciła go księgarnia braci Pruskich. Marzył, by podjąć w niej pracę i zapuścić korzenie. Miasteczko bowiem otulało spokojem i ujmowało życzliwością mieszkańców. Czy mu się to uda? Ja też chciałabym zawitać do tej uroczej księgarenki połączonej z kawiarnią, by porozmawiać z którymś z braci. Czy młody odnajdzie swoje miejsce na ziemi?

W Anielinie trzymali się razem i pomagali sobie , jak potrafili. Przeszli przez cały czas pandemii, na szczęście nikt nie zmarł, ale choroba odbiła się na dalszym zdrowiu cioci Luizy.

W Anielinie spotykamy też znajomych bohaterów z poprzednich tomów. W cukierni u Stefanii Makowskiej pachnie świątecznymi wypiekami, jakkolwiek właścicielka nie lubiła  Bożego Narodzenia, nie przygotowywała wigilii, wolała przespać ten czas. Póki co realizowała zamówienia mieszkańców Anielina i pobliskich miejscowości. Opisy ciast największym powodzeniem wśród zamawiających powodując ślinotok wprowadzają w przedświąteczny czas. Stefania znała historie starego młyna, bo mąka stamtąd była najlepsza, ale nie chciała wywoływać duchów przeszłości. Jej matka nigdy nie chciała z nią rozmawiać o przeszłości. Czuła się bardzo osamotniona i opuszczona. A los, skoro ma przynieść coś, cokolwiek, to i tak przyniesie, i trzeba będzie się z tym niespodziewanie zmierzyć. Zapewne ciekawi was, co słychać u rezolutnej i o nieokiełznanej wyobraźni Poli, babci Czesi , Marty i Marcina? Wszystko dobrze, pojawiła się córeczka Zuzanna. Wszyscy przygotowują się do wspólnej wigilii i świąt u braci Pruskich. Resztę doczytacie w powieści.

Przeszłość nadal pozostała w jej pamięci, ale Pola na swój sposób ją oswoiła i odłożyła do specjalnego pudełka, do którego sięgała rzadko i tylko w specjalnych okolicznościach.

Z każdą stroną powieści coraz bliżej czuć atmosferę świątecznego oczekiwania na białe Boże Narodzenie. Zdaniem Młodego to będą piękne i prawdziwe święta. A zakończenie powieści w wigilię rozczuliło mnie do łez…

Duchy przeszłości, które na chwilę ożyły  wprowadziły trochę zawirowań w życie obecnych, powoli odchodziły w swoją stronę, pozostawiając po sobie cień wspomnień, parę zdjęć i kilka znaków zapytania. Ale są w życiu takie pytania, na które nie ma odpowiedzi.

Z całego serca polecam Wam powieść, która przygotuje Was do Bożego Narodzenia, uświadomi, jak ważna jest rodzina, pomoże naprawić relacje w rodzinie, wskaże też jak ważne jest wybaczenie, szczera rozmowa i wreszcie otuli ciepłem. Czasami nie doceniamy tego, co mamy. Nie rozdrapujmy przeszłości, jej już nic nie zmieni. Ważna jest natomiast teraźniejszość, a najważniejsza jest miłość. Niech święta Bożego Narodzenia będą w naszych rodzinach czasem miłości.

„Domki z kart” – Anna Ziobro (patronat Mamy Dropsa)

Read More
Domki z kart - 3D

Anna Ziobro, Domki z kart, Wydawnictwo Dragon 2023.

Patronat medialny Mamy Dropsa

III tom „Serii nadmorskiej”

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą

6 września miała miejsce premiera najnowszej powieści Anny Ziobro „Domki z kart”, 3.tomu wieńczącego Serię nadmorską, która zdobyła wiele serc czytelniczych. Bardzo dziękuję Wydawnictwu oraz Autorce za zaufanie i powierzenie mi patronatu nad tą serią. Z okładki powieść poleca Sylwia Markiewicz, której twórczość również bardzo sobie cenię: Obezwładniająca swą wrażliwością opowieść o młodych ludziach sięgających po marzenia.

W ostatnim z wywiadów z autorką przeczytałam, że jej książki są bombą emocjonalną. To historie, które dotykają duszy. Skłaniają do refleksji i pochylenia się nad problemem, bowiem Autorka nie ocenia, nie narzuca własnej oceny, nie komentuje postępowania bohaterów a wkłada mnóstwo pracy w ich wykreowanie. Już sam tytuł powieści wywoływał we mnie sporo emocji w trakcie lektury. Domek z kart, czyli zbudowany z czegoś delikatnego, nietrwałego, co łatwo może ulec zniszczeniu, bez solidnego fundamentu. To coś bardzo nietrwałego, co może się łatwo rozsypać. Metaforycznie to związek na słabych fundamentach, zależny od jednej osoby. Ale z drugiej strony miałam świadomość, że Anna Ziobro w swoich książkach daje dużo nadziei i tego kurczowo się trzymałam.

Moim zdaniem tytułowe domki z kart są metaforą rodziny, w której brak stabilności może spowodować, że dom stworzony przez ludzi się rozsypie i nie będzie stanowił bezpiecznego schronienia dla domowników.

Marcin i Lena zaręczyli się, mają ślub w planie, pragną stworzyć dla siebie dom u babci Malwiny, w którym on spędził dzieciństwo, wakacje i pierwsze lata dorosłego życia. Po odejściu babci zamieszkali tu, by opiekować się psami. W tym kolorowym domku okolonym ogródkiem i pachnącym lawendą, kwiatami i… dżemem truskawkowym czuli mocno obecność Malwiny. To dom z duszą. Marcin mógł zawsze liczyć na wsparcie babci, mamy i ojczyma, który był fizjoterapeutą i wreszcie docenił w nim najmocniej to, że Vincent wiedział, gdzie kończy się niepełnosprawność, a zaczyna się zwyczajny człowiek. To on w ogóle uświadomił Marcinowi, że nadal nim jest. Skoro tak, to chciał teraz żyć pełnią życia. Miał prawo gonić za marzeniami, sięgać po nie, spełniać je, by życie nabrało barw i sensu. Marzył o pływaniu. To na pewno go zahartuje. Podobnie Lena po utracie pamięci miała tylko muzykę, w której się zatracała. Marzyła o studiach w akademii muzycznej. Marzenia obojga bohaterów umacniały ich miłość – fundament nowego domu, który zaczęli budować od nowa. Ściana do ściany, krok po kroku, razem, przy wsparciu bliskich i przyjaciół. Nie wolno się poddawać, być biernym wobec własnego losu, bo domek może się rozpaść w każdej chwili. Oboje muszą się wznieść ponad to, co ich ogranicza. Jakie jeszcze przeciwności czekają narzeczonych?

Ada i jej synek Krzyś, najlepszy motywator, muszą też zacząć stawiać ściany swojego domku. Udało się im postawić jedną i to bardzo mocną ścianę, kolejną postawiła ciocia Aniela, kobieta o wielkim sercu, następną mama, niesamowicie zagubiona kobieta a ostatnią Leszek, któremu podoba się Ada. Żeby ten dom stał się bezpiecznym schronieniem, potrzebowali jeszcze Sebastiana. Mam nadzieję, że i on niedługo do nich dołączy. Ten wątek samotnej kilkunastoletniej matki kochającej synka  bardzo poruszył moje serce. Zapadła też w moje serce ciocia Aniela, dzięki której Ada mogła pomyśleć i o sobie, marzyć i spełnić swoje marzenia. Przede wszystkim była ostoją spokoju i na każdy problem znajdowała szybkie i skuteczne remedium. Nie było im łatwo, bo chichot losu dawał się we znaki. Dziewczyna nie była już sama, miała też przyjaciółkę Lenę, z którą mogła o wszystkim rozmawiać. A od pewnego czasu nieustannie kręcił się Leszek. Czy relacja Ada i Leszek przetrwa, pokonując wszelkie trudności na ich drodze?

Relacje w rodzinie Leszka rozsypały się jak domek z kart, gdy zachorował nagle jego ojciec. To na głowę, nastolatka spadło utrzymanie trzech młodszych sióstr, schorowanego taty i mamy, która była obok dzieci, przytłoczona chorobą męża. Bohatera prześladował pech, za dużo w jego życiu pojawiało się zakrętów, waliły się sprawy jak kostki w dominie. Pisarka na przykładzie tej rodziny pokazała, że tylko szczera rozmowa może od nowa odbudować relacje, zacieśnić więzi, spotęgować miłość. Niedomówienia są najgorsze.

Pisarka zafundowała czytelnikom również wyprawę w Bieszczady. Świetny pomysł! To doskonała odskocznia od problemów bohaterów, złapanie oddechu i dystansu do wielu spraw a także zacieśnienie przyjaźni między Leną i Adą. Wiele dała dobrego bohaterkom. Pomogła podczas wędrówki na szlaku przemyśleć życie, szukać właściwej drogi życiowej, dokonać ważnych wyborów życiowych, odzyskać wewnętrzny spokój. Życie mamy tylko jedno, więc warto też pomyśleć i o sobie. Wzruszyły mnie do łez rozmowy bohaterek o miłości. Było pięknie, jakkolwiek nie zabrakło emocji.

Ale wracając do miłości, nie wiem, czy to jest coś, co należy podziwiać. Ona po prostu jest albo jej nie ma. Nie powinno się jej wartościować. Nie możemy uznać, że moja miłość jest lepsza od twojej, bo każda jest tak naprawdę inna… To trochę jak z domkiem z kart. Niby zawsze chodzi o to samo, a wszyscy budujemy go nieco inaczej.

‒ Niektórzy z asów, inni z dwójek ‒ wtrąciła Ada.

‒ Ale asy wcale nie wpływają na jego stabilność.

‒ Mój domek za cholerę nie chciał być stabilny.

‒ Może dlatego, że tylko ty miałaś nadzieję, że w ogóle będzie stał.

Anna Ziobro podarowała czytelnikom kolejną wartościową, porywającą i pełną emocji powieść o trudnych problemach dnia codziennego, o tym, jak postępująca choroba Olliera, niepełnosprawność może wpłynąć na człowieka, czyniąc spustoszenie w psychice i jak bezcennym lekarstwem jest miłość oraz przyjaźń, wsparcie bliskich. Lena i Marcin kochają się i planują ślub, nie brakuje im determinacji. Postanawiają zrobić coś szalonego, co dało by im radość i satysfakcję oraz dodało otuchy. Gonić za marzeniami i sięgać po nie? A czemu nie. Naprawdę warto w nie uwierzyć. Ślub na jachcie  – dlaczego nie? – Wyobraź sobie: olśniewająco piękna panna młoda, pijany ze szczęścia facet u jej boku, to tego luksusowy jacht. Przecież to idealne połączenie. Marcin to jednak nieprzeciętny facet!

Ta powieść skłoniła mnie do refleksji nad życiem. Jako mamie dziecka z niepełnosprawnością trudno mi się było z tym pogodzić, obwiniałam siebie, żyłam z wyrzutami sumienia. Anna Ziobro przekonała mnie, że za każdym człowiekiem stoi historia, rzadko piękna, kolorowa i bez jakiejkolwiek skazy. Każdy z czymś się mierzył, choć nie u każdego było to tak widoczne jak u Marcina. Ale to nie oznaczało, że inni mieli wyłącznie łatwo. Dziękuję Autorce za tę przejmującą opowieść, za piękne przesłanie i za nadzieję. I ja dzisiaj mogę się cieszyć szczęściem córki, która z narzeczonym planuje ślub.

Polecam z całego serca „Serię nadmorską” na coraz dłuższe wieczory, idealny dodatek do kubka, pysznej herbaty i miękkiego kocyka.