„Miłość na wrzosowisku” – Anna Łajkowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
miłość na wrzosowisku anna łajkowska

Anna Łajkowska, „Miłość na wrzosowisku”, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam do lektury recenzji powieści Anny Łajkowskiej „Miłość na wrzosowisku – 2. części serii „Wrzosowisko”, której premiera wznowienia miała miejsce 1 lipca 2020 r. To seria zainspirowana „krainą sióstr Bronte”, w której autorka mieszkała przez dwa lata.

Po wielu perturbacjach Basia odnalazła swoje miejsce na ziemi i po remoncie przeprowadziła się wraz z rodziną do Haworth, do wymarzonej kamienicy z kawiarnią na dole i mieszkaniem na piętrze. Córki rozpoczęły naukę w miejscowej szkole, Marcin został zapisany do przedszkola a Marek po porażce, którą trudno mu było przełknąć, w końcu pracował w domu. Przyjechała rodzina z Polski na otwarcie kawiarni i na święta. Wszyscy okazali się niezwykle uczynni. Dzień otwarcia kawiarni to także znakomita okazja do poznania  sąsiadów – Charoll, James Alton z żoną, Nina, panie z pobliskiego sklepu, John Smith. W powieści poznajemy ich ciekawe losy, romantyczne historie sprzed lat, tajemnice i sekrety, codzienne życie, wzajemne relacje. Spełniło się marzenie bohaterki. Mimo że problemów nie brakowało, często trudno jej było wszystko ogarnąć, zorganizować – remont, remont remontu, obsługa kawiarni, dobór dostawców, kłopoty z dziećmi, napięte sytuacje podczas domowych rewolucji, bo mąż całkiem  wyłączył się z rodzinnego życia, pochłonięty pracą od rana do późnej nocy. Czy o to chodziło Basi? Czy czuła się w pełni szczęśliwa? Często była przerażona, w sytuacjach awaryjnych jednak zawsze mogła liczyć na pomoc Jamesa, prawdziwego przyjaciela.

To było niezwykłe uczucie: czekać, obserwować, jak nadchodzi, i mieć tę pewność, że za chwilę wejdzie i zajmie swoje miejsce. Zrozumiałam, co miał na myśli lis, mówiąc do Małego Księcia, że będzie z niecierpliwością nasłuchiwać jego kroków, gdy tylko da się oswoić.

Kiedy się wydawało, że w życiu bohaterki wszystko się już poukładało, niespodziewanie przyszła miłość – ta niewłaściwa, nie w porę, wbrew rozsądkowi. Zakochani spotykali się na potajemnych randkach, których świadkami były „milczące wrzosowiska i odległe, bardzo odległe gwiazdy”. Często zmieniali miejsca schadzek, dzięki temu Basia poznała odległe okolice i urocze zakątki na pobliskich wzgórzach. (…)pojechaliśmy na wrzosowiska. Kochaliśmy się w pełnym słońcu. (…)Kiedy jechaliśmy samochodem, wzgórza wydawały się otwarte, widoczne w całości jak na dłoni. A gdy docieraliśmy na miejsce, okazywało się, że to zaciszny, przytulny zakątek, niemalże pokój z zielono-fioletowym dywanem. (…) – Boje się, że mnie zostawisz. _ Nie mogłabym. Kocham cię. Ich życie rodzinne toczyło się „normalnym” torem. Basia się obawiała, że za daleko zabrnęła i że wszystko się wyda. A z drugiej strony nie potrafiła odmówić czułości  stęsknionemu mężowi. Jej duszą miotały sprzeczne uczucia: radość, euforia, bezsilność, nerwowość, tęsknota, wyrzuty sumienia, wmawianie sobie, że życie domowe, rodzinne jest dla niej najważniejsze. Ale coraz częściej dochodziło do głosu przekonanie, że w końcu będzie musiała sama dokonać wyboru. Co zatem wybierze Basia – bezpieczną przystań u boku męża czy rodzące się miłość i namiętność? Jak potoczą się losy Basi i jej rodziny?

Powieść pochłonęłam tak jak i poprzedni tom. Pisarka namalowała słowami interesujący portret psychologiczny kobiety. Podczas lektury skłaniającej do refleksji często się zastanawiałam, jak postąpiłabym na miejscu Basi. Czym dla mnie jest miłość małżeńska? Do jakich postaw mnie zobowiązuje? Czy do mojego małżeństwa w ciągu 35 lat związku wkradała się nuda i  jak ją przepędzaliśmy? To trudne pytania! Myślę, że to co nas umacnia to obok miłości przyjaźń. My się kochamy i lubimy. Ale podczas wspólnej podróży przez nasze życie uzbierał się ciężki plecak wypełniony różnymi doświadczeniami, emocjami, uczuciami – całą paletą. Dla Basi romans, zauroczenie, namiętność to ucieczka przed domowymi problemami, kłopotami, przed samotnością. W poprzednim tomie bohaterce nie podobała się postawa Joli, kuzynki. Dziwiła się i oburzała, jak mogła prowadzić podwójne życie – żyć z mężem i jednocześnie potajemnie z kochankiem. A teraz nie rozumiała samej siebie i starała się odrzucać wszelkie rozważania, rzucając się w wir codziennych obowiązków i zajęć. Oboje wiedzieli, że trudno im będzie poświęcić rodzinę, ale i ciężko zrezygnować z siebie. Dopiero poznana romantyczna historia miłości pana Smitha i Marii pomogła bohaterce zdefiniować miłość. Zakończenie powieści bardzo mnie zaskoczyło i jednocześnie wzruszyło.

„Miłość na wrzosowisku” to piękna, wzruszająca opowieść o miłości, o zauroczeniu, o przyjaźni, o wzajemnych relacjach, o ważnych wartościach w życiu człowieka. Jakże pięknie została opisana przyjaźń Basi i Charoll – pomoc wzajemna, wsparcie, bezinteresowność, dobre rady, szacunek, lekcja mądrości. Pisarka świetnie oddała atmosferę małego miasteczka, mentalność jego mieszkańców, niełatwe życie Polaków na emigracji. Urzekły mnie piękne, poetyckie opisy urokliwych zakątków. Wrzosowisko jest jednym z bohaterów powieści, to niemy świadek romansu, któremu Basia powierzyła wspomnienia.

„Miłość na wrzosowisku” to idealna powieść wakacyjna, dzięki której siedząc wygodnie w fotelu, na leżaku, w hamaku możemy przenieść się do małego angielskiego miasteczka ukrytego wśród wrzosowisk.

Wydawnictwu Dragon pięknie dziękuję za egzemplarz recenzencki.

„Poplątane ścieżki” – Agata Sawicka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
poplątane ścieżki agata sawicka

Agata Sawicka, Poplątane ścieżki, Wydawnictwo Dragon  2020.
Seria: „Dwór w Zaleszycach”
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam serdecznie do zapoznania się z moją opinią o powieści Agaty Sawickiej „Poplątane ścieżki” – II tomu serii „Dwór w Zaleszycach”. W pierwszym tomie „Niespokojne serca” Autorka zauroczyła mnie pięknie opowiedzianą historią o zakazanej acz gorącej, namiętnej miłości, która wystawiła bohaterów na wiele prób i  rozterek, zdeterminowała ich życie. Byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się dalej historie bohaterów…

Na początku lipca miała miejsce premiera drugiego tomu. To niezwykle emocjonalna opowieść o życiu trzech kobiet, ich historiach miłosnych pełnych emocji, sekretach i tajemnicach, które na zawsze splatają ich losy. Czytelnik poznając ich poplątane ścieżki życia, krok po kroku, kartka za kartką je rozplątuje i układa w całość jak puzzle. A towarzyszy lekturze cała paleta uczuć i emocji. Trzy wątki, trzy plany czasowe, przeszłość splata się z teraźniejszością – wątek współczesny: Julianna i Daniel, wątek z 1964 r.: historia zakazanej miłości babci Nusi i Griszy, radzieckiego żołnierza oraz wątek związany z powojennymi losami Wiktora i Emilii, do którego zainspirowała Autorkę historia jej prababci Mili i pierwszego męża. Julianna odnalazła swoje miejsce na ziemi w Bieluniu wśród ludzi, którzy ją kochają, jest bardzo szczęśliwa. Korzystając z ostatnich dni beztroskiego lata, spędza wolny czas z Danielem. Niestety, nie może być zbyt różowo. Do miasteczka przyjechali spadkobiercy rodziny Zaleszyckich, którzy mają zamiar odzyskać dwór i urządzić w nim hotel. Przyszłość muzeum i kawiarenki zatem staje pod znakiem zapytania. Czy uda się bohaterom rozpędzić czarne chmury nad starym dworem? Do tego miłosnego wątku wkradł sie wątek kryminalny związany z przeszłością Henryka. Oj, dzieje się tu chwilami, drżałam o los bohaterów, którzy skradli moje serce. Byłam wręcz zaskoczona tak poprowadzonym przez Autorkę wątkiem. Cóż życie jest piękne, ale i pełne bólu, cierpienia oraz nieprzewidywalne. Potrafi też skomplikować losy bohaterów, ale i naprawić to, co zostało zerwane.

Życie jest podróżą, pełną niespodzianek i nieoczekiwanych zakrętów. Takie jest życie. Czy nie dlatego właśnie tak bardzo je cenimy?

Ogromnie poruszyła mnie niezwykła historia zakazanej miłości Nusi – Danusi i Griszy, radzieckiego żołnierza stacjonującego z innymi we dworze. Dziewczyna zdawała sobie sprawę z tego, że Grisza wyjedzie do Gruzji i o niej zapomni. Jednak nie potrafiła opanować własnego serca mimo obietnic dawanych sobie. Pokochała chłopaka, który był radzieckim żołnierzem i to stanowiło problem. Do łez wzruszały mnie tak pięknie opisane ich spotkania. Nusia tak pięknie mu śpiewała piosenkę o domu, by ukoić tęsknotę. Jego ciemne oczy iskrzyły. Nie potrafiła określić, czy z zachwytu, czy ze wzruszenia. Może z obydwu powodów. Przy Nusi zakochany czuł się jak w domu. A ona też zakochana wciąż próbowała walczyć z tą zakazaną miłością. Między nich wkradła się zazdrość i złośliwość innych. A uknuta intryga zmąciła ich szczęście. Do akcji wkroczył ojciec dziewczyny i ciotka. Czy mieli prawo decydować o życiu Nusi? Czy dana obietnica i miłość zmobilizowały dziewczynę do walki o szczęście i swój los?

Mówią, że czas leczy rany, ale to nie czas, lecz człowiek ostatecznie decyduje, czy pozwoli swojej ranie się zabliźnić. Cierpienie jest nieodłączną częścią życia i każdy cierpi na swój własny sposób. Gdziekolwiek jest miłość, tam jest też ból, bo kochać znaczy otwierać się na zranienia, poświęcać siebie dla innych, oddawać swoje serce bezwarunkowo, nie oczekując niczego w zamian. Miłość przynosi nieraz cierpienie, ale wnosi tez do życia ulgę, szczęście i poczucie spełnienia. „Kto chociaż raz kochał, nie żył na marne” – przypomniała sobie zasłyszane od kogoś słowa.

Julianna lubiła spędzać wolne chwile w chatce i czytać znalezione pamiętniki, które kryły w sobie ekscytującą historię również zakazanej miłości Emilii, tajemniczej kochanki ze starej chatki i panicza Wiktora. Razem z bohaterką bardzo ją przeżywałam, wzruszałam się, cieszyłam, odczuwałam ból, żyłam nadzieją. Ciekawiło mnie, jak się potoczą powojenne losy bohaterów. Wojna bowiem rozdzieliła bohaterów, a czy znowu połączy ich miłość? Czy będą szczęśliwi? Czy znowu ktoś powodowany zazdrością zburzył ich szczęście? Julianna i Daniel strzegli wielkiej tajemnicy z zapisków Emilii. Planowali odnaleźć rodzinę, by im przekazać pamiętnik.

Trzy kobiety, trzy wielkie miłości i tajemnice, które na zawsze splatają ich losy. I jedna wspólna rzecz, która je połączyła – dwór w Zaleszycach, bo tu narodziła się ich miłość. Zakończenie powieści – obraz, jaki wyłonił się po ułożeniu puzzli, bardzo mnie zaskoczył i jednocześnie bardzo ucieszył, a następnie przeraził. Ale o tym przekonacie się sami, czytając tę niezwykłą opowieść o poplątanych ścieżkach życia trzech kobiet.

Jestem pod ogromnym wrażeniem osobowości Autorki. Młoda kobieta a tak dojrzałe, przemyślane refleksje, złote myśli, drogowskazy życiowe włożyła między stronice powieści. Należy zawsze walczyć o swoje życie i marzenia. nie można ich zostawić, nie można od nich uciekać. Nigdy nie można rezygnować z miłości, trzeba ją chronić i walczyć z przeciwnościami losu. Powieść skłania do wielu refleksji i przemyśleń o życiu, o miłości, o szczęściu, o marzeniach i ich realizowaniu, o podążaniu za głosem serca, za powołaniem i przeznaczeniem. Ważną wartością jest dom. Dom to ludzie, którzy w nim  mieszkają i przebywają. To oni są duszą budynku, tworzą jego historię i decydują o jego losie. (…) w rodzinie najważniejsze nie są więzy krwi, lecz uczucia i przywiązanie. Moje serce najbardziej poruszyła ta definicja miłości: Prawdziwa miłość to oddanie całego siebie bez względu na konsekwencje. Oznacza wystawienie się na zranienie, ryzyko, które podejmuje się w imię czegoś silniejszego niż cierpienie. W imię miłości. Taka miłość to skarb.

Powieść jest napisana lekkim stylem, ale pięknym językiem. Akcja toczy się wartko, zwroty akcji dodają tempa, ponieważ Pisarka stworzyła ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Dużo opisów przyrody, która jest tutaj bohaterem oraz dużo opisów uczuć, przeżyć wewnętrznych bohaterów – nie ma mowy o nudzie. Bardzo polubiłam Juliannę, Nusię, pana Ignacego. Jak dobrze, że będzie trzeci tom. Oczekując na ciąg dalszy historii, postaram się żyć pełnia życia, doceniać chwilę, małe rzeczy, chłonąć piękno przyrody, która daje ukojenie i wytchnienie oraz postaram się podążać za marzeniami, bo one nadają przecież sens życiu. Zapamiętam też, że życie jest nieprzewidywalne, potrafi naprostować poplątane ścieżki i naprawić to, co zostało spisane na straty. dlatego nigdy nie można się poddawać.

Polecam powieść na ciepłe, letnie wieczory.

Wydawnictwu Dragon bardzo dziękuje za egzemplarz recenzencki.

„Testament Ariany” – Francoise Bourdin (#MamaDropsaCzyta)

Read More
testament ariany

Francoise Bourdin, Testament Ariany, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam do lektury recenzji znakomitej powieści francuskiej pisarki Francoise Bourdin „Testament Ariany”. Jest to pełna emocji opowieść o skomplikowanych rodzinnych relacjach, życiowych zmianach i sile, jaką dają marzenia. To kolejna powieść idealna na ten trudny czas. Autorka zabiera nas w podróż do pięknie położonej starej posiadłości – wśród sosnowego lasu, blisko plaża, słychać szum oceanu, śpiew ptaków. Można spacerować do woli i rozkoszować sie piękną przyrodą. Rezydencja zachwyca czytelnika swoją bardzo ciekawą historią. Jej właścicielem był ojciec tytułowej bohaterki Ariany, który najpierw się wzbogacił, a następnie na skutek złego zarządzania majątkiem sprzedał ziemię a potem dom. Ariana miała wówczas osiemnaście lat. Poczuła się wykluczona i nieszczęśliwa z powodu bankructwa ojca. Przyrzekła sobie i ojcu, że po latach wróci i odkupi posiadłość i odzyska swój utracony raj. Nikt nie wierzył, że doprowadzi do realizacji wyzwania. Jak to osiągnęła? Przede wszystkim wzbogaciła się dzięki trzem małżeństwom, żyjąc przy tym bardzo oszczędnie i miała niewątpliwie talent do robienia interesów. a trwało to ponad pól wieku. (…)moja młodośc odeszła, lecz ja znowu jestem u siebie. u siebie. moja ziemia, moje ściany, moja tożsamość, kawałeczek horyzontu, który należy do mnie. W domu z czasów dzieciństwa zamieszkała samotnie, rodzina uznawała ją za starą wariatkę. Po co jej ta stara buda, koszary? Nie byli zainteresowani, jedynie bratanica Anna uznała ten dom za nadzwyczajny i często odwiedzała ciotkę Arianę. Bohaterkę poznajemy w chwili spisywania testamentu, bo jest poważnie chora i postanowiła wszystko uporządkować. Postanowiła wszystko zapisać Annie i nie dlatego, że lubiła Goliata, psa ciotki, ale za silną wolę, fantazję i niesamowitą osobowość. A tego nie posiadali ani jej brat, bratowa i ich pozostałe dzieci. Zdawała sobie sprawę z tego, że wywoła to niezadowolenie wśród reszty rodziny, bo tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze, nie ma miejsca ani na miłość, ani na szacunek. Anna była ekonomistką, żoną Paula, weterynarza, matką kilkunastoletniego syna Leo, który uczył się w renomowanej szkole i mieszkał w internacie. Żyli szczęśliwie w swoim domu i dobrze się im wiodło. Małżonkowie bardzo się kochali. Ale czy na pewno? Anna uświadomiła sobie, że wszytko było podporządkowane pracy Paula i jego wybory zawsze były na pierwszym miejscu. Jak zareagowała Anna na spadek? Z nowym zainteresowaniem, fascynacją, zachwytem, że ściśniętym sercem weszła do domu, by go obejrzeć cały. Zaskoczył ją jeden pokój, jakby czekał na przyjęcie oczekiwanego gościa – czysty i wesoły, regularnie sprzątany. on czekał na Annę! Brakowało jej tylko Goliata, ale na pewno tu z nim wróci – gdyby miała wrócić…Gdy oznajmiła wszystkim, że została jedyną spadkobierczynią Ariany – otrzymała cały majątek, dom, pieniądze na podatek od spadku – krewni byli oburzeni, bowiem liczyli na ten majątek. Mąż chciał jak najszybciej pozbyć sie kłopotliwego dziedzictwa, gdyż dom wymagał remontu, czyli dużego nakładu pieniędzy, a koszty jego utrzymania były bardzo wysokie. Paul obawiał się najbardziej, że żona zyska pewną niezależność, sprzeciwiając się jego decyzji o sprzedaży posiadłości. A przed nią otwierały się nowe horyzonty, mogła znowu marzyć. Jej dotychczasowe dobre życie było przecież pozbawione pasji, bez porywów, bez szczypty szaleństwa. On zaś uparcie stał przy swoim zdaniu, rzucając definitywnie: „Beze mnie”. Nawet nie próbował jej zrozumieć. Leo z kolei był zachwycony, bo w lesie słychać szum oceanu. Teraz mógł robić, co chce, eksplorować sosnowy las, przetrząsać zakamarki domu i bawić sie z Goliatem, bo uwielbiał psy. Przed Anną bardzo trudna decyzja – przyjąć spadek, którego wszyscy jej zazdroszczą, czy sprzedać posiadłość i ratować swoje małżeństwo. Pośmiertny prezent Ariany paradoksalnie wystawił ich związek na próbę, ale tak naprawdę dom był tylko pretekstem, problem musiał dojrzewać w ukryciu, nim jeszcze Anna go sobie uświadomiła. Sądziła, że dobrze rozumieją sie z Paulem i dzielą ze sobą wszystko, a jednak okazało się, że nie potrafią poradzić sobie z nieoczekiwaną zmianą. Nie stali już ramię w ramię, stali twarzą w twarz. Aż tu nagle pojawił sie niespodziewanie brat Jerome. Jakie perspektywy przed nią roztoczył? Jaki pomysł podsunął siostrze? Czy Anna zaufa bratu? Jaką ostatecznie podejmie decyzję?

Testament Ariany pomógł Annie przyjrzeć się swojej rodzinie, poznać bliżej skomplikowane relacje rodzinne. Była tak mało do nich podobna. A uświadomiły to Annie dzienniki ciotki, które przez przypadek znalazła. To historia życia Ariany, jej małżeństw, podróży, marzeń, pragnień, ich realizacji, relacje z drogi do upragnionego domu dzieciństwa, ktora nie byla łatwa. Wywołały całą feerię emocji i uczuć oraz marzeń i pragnień. Otworzyły przed nią drzwi do wolności. Jedynie w domu ciotki czuła się spokojnie. Czy Ariana spodziewała się tego? Polana była skąpana w słońcu, a ściśnięte wokół niej sosny tworzyły cienisty krąg poprzecinany światłem. Wspaniały krajobraz, z którym czuła sie już związana. Gdziekolwiek się znajdowała, nie było widać ogradzającej posiadłość siatki, jej mały las tonął w leśnym bezkresie. Zobaczyła wypadającego na drogę Goliata, z pewnością wracającego z jednego ze swoich spacerów. Obecność i milczące uczucie psa działało na nią uspokajająco; bez wątpienia Goliat przyczyniał się do jej dobrego samopoczucia w domu, tak jak robił do dla Ariany. Ten dom nie był dla niej przypadkowym miejscem. To był dar od losu.

„To pięknie napisana książka o odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi” – napisała na okładce swoją rekomendację Joanna Szarańska,  jedna z moich ulubionych Pisarek. Zgadzam sie z tą opinią. Czytało się świetnie. To niezwykła opowieść o życiu, marzeniach, pragnieniach, obsesji, determinacji i sile, która jest tak bardzo potrzebna do realizacji marzeń, osiągnięcia celu. Ekscentrycznej i zwariowanej Arianie to się udało, mimo że zajęło jej prawie całe życie. Zmagania Anny z mężem i rodziną otwierają jej oczy na ich prawdziwe i jakże skomplikowane relacje. Co ma zrobić ze swoimi marzeniami i pragnieniami? „Dobra, poddaję się – westchnęła”. Co znaczą te słowa? Tego dowiecie sie, sięgając po niezwykłą książkę. Ja ją wręcz pochłonęłam, zapominając o trudnej sytuacji wokół mnie. Tak łatwo mogłam przenieść sie do Francji, podróżować z Arianą i być obok Anny, przeżywać razem z nią tyle różnych emocji i uczuć oraz odkrywać rodzinne sekrety i tajemnice. Pisarka stworzyła ciekawą galerię autentycznych postaci, które budzą w nas różnorodne emocje. Cieszę się, że ciąg dalszy tej pięknej opowieści nastąpi.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Dragon za egzemplarz recenzencki.

„Pensjonat na wrzosowisku” – Anna Łajkowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
pensjonat na wrzosowisku

Anna Łajkowska, Pensjonat na wrzosowisku, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam Was do lektury recenzji powieści „Pensjonat na wrzosowisku” Anny Łajkowskiej – gdańszczanki, autorki kilku powieści obyczajowych, polonistki, żony, matki. W marcu ukazało się wznowienie powieści, która swoją premierę miała w 2012 r. To moje drugie spotkanie z twórczością Autorki, urzekły mnie przeczytane w okresie Bożego Narodzenia „Szepty gwiazd”, dlatego też chętnie sięgnęłam po tę powieść. W jednym z wywiadów przeczytałam, że pomysł napisania tej powieści i jej kontynuacji, zainspirowanej „krainą sióstr Bronte”, zrodził się podczas pobytu Pisarki z rodziną w Wielkiej Brytanii. Został zaczerpnięty „z energii, która emanowała w tych miejscach: ze wzgórz, wiatru, słońca i z całej atmosfery wrzosowisk”. Stąd tak szczegółowe, pięknie namalowane słowami, zachwycające opisy miejsc, w których rozgrywa się akcja książki.

Wyszliśmy na zewnątrz, na pola, na „wichrowe wzgórza”, które rozciągały sie tuż za ostatnimi zabudowaniami. I już wiedziałam, dlaczego ich życie było wyjątkowe. bo mieszkali tutaj. Budzisz się rano, bierzesz psa, idziesz z nim na spacer, wychodzisz poza ostatnie zabudowania i raptem, jak na filmie, kamera oddala sie od ciebie i pokazuje, jaki niezwykły krajobraz otacza cię ze wszystkich stron. Dookoła góry i doliny. jedno wzgórze przechodzi w drugie i ciągną się tak daleko, jak tylko możesz sięgnąć wzrokiem. Wszędzie zielona trawa, a na samych tylko szczytach wrzosy. Wyobrażałam sobie, jak fioletowe muszą być latem. a sto lat temu bieliły się tu jeszcze stada owiec.

Bohaterką powieści jest Basia, która z kochającym mężem Markiem i trójką dzieci zamieszkała w Anglii. Miała swoją firmę organizującą śluby i wesela. To był jej konik i zawód. Po urodzeniu synka zajęła się jego wychowaniem. Pozostały jej do oglądania jedynie katalogi i czasopisma ślubne, żeby być na bieżąco. Bardzo jej brakowało pracy, nie czuła się ani szczęśliwa, ani spełniona. Miała dość fochów, kłótni dorastających córek. Mąż całe dnie był zaabsorbowany pracą. Do życia Basi wkradła się pustka, nudna codzienność, niezadowolenie, żal. Aż tu nagle pod wpływem impulsu postanowiła wyjechać z trzyletnim Marcinem na wakacje w przeciwnym kierunku niż reszta rodziny. Zawsze marzyła o Szkocji, o „Krainie Bronte”. Zdziwiłam się, że mąż to zaakceptował i nawet zaoferował swoją pomoc w sprawach organizacyjnych. Sam natomiast z dorastającymi córkami wyjechał na południe Francji. Basia po podróży pełnej emocji dojechała do malowniczego pensjonatu pośród wrzosowisk, który prowadziła Charoll. Pobyt miał być doskonałą okazją do odpoczynku, do przemyśleń, do refleksji nad sobą, do wytyczenia jakiegoś planu na życie. Może pojawią się jakieś marzenia, których spełnienie nada życiu sens? Basia zabrała ze sobą karton z tajemniczą zawartością, który trzymała od męża zmarłej na raka kuzynki. Jola powierzyła jej największy sekret swojego życia i pewną misję do spełnienia. Jakież tajemnice skrywał stary notes Joli? Czy Basia wypełni wolę zmarłej? Jakie niespodzianki przygotuje dla bohaterki los? Na samym początku pobytu Basia uległa wypadkowi, ratując synka przed zębiskami groźnego psa. Znalazła sie w szpitalu a Marcinem zaopiekowała się Charoll. Pomoc okazał też sąsiad James i Stara Janet. Basia poznała jej historię. Kobiety bardzo dużo ze sobą rozmawiały, stały się sobie bliskie, udzielając wzajemnie wsparcia i rad. Obserwując życie Charoll, sąsiadów i poznając  żyjącą na odludziu niezwykłą Hannę, Basia wyciągnęła z tego wnioski dla siebie. W szpitalu miała dużo czasu na refleksje o swoim życiu rodzinnym. Przyjazd męża z córkami sprawił jej radość. Szybko odnaleźli sie w wirze codziennych wydarzeń. Szczególnie mąż był zdziwiony , że Basia tak szybko przylgnęła do Charoll jak do starszej siostry. Włączył się z córkami do pomocy w pensjonacie. Razem też pojechali do „Krainy Bronte”, gdzie Basia ze łzami w oczach oglądała eksponaty i chłonęła wszystko jak zaczarowana. Za zabudowaniami rozciągały się pola, wichrowe wzgórza, dookoła góry a na szczytach wrzosy i doliny, z zieloną trawą. Była tak zauroczona miasteczkiem, że zrodziło się w niej marzenie , by w nim zamieszkać i kupić dom z restauracją lub kawiarnią. To byłaby dobra inwestycja. Dlaczego to pragnienie przestraszyło Basię? Z jaką reakcją męża się spotkała? A może sytuację uratuje Studnia Życzeń w grocie Mateczki Shipton? „Kto włoży rękę do wody i wypowie w myślach życzenie, temu sie ono spełni w ciągu roku” – tablica informacyjna bardzo poważnie mówiła o spełniających się w ciągu roku życzeniach. Czego sobie życzyła Basia? Dodam tylko, że zakończenie powieści bardzo mnie zaskoczyło. Czekam więc niecierpliwie na jej kolejną część.  

Historia Basi skłoniła mnie do refleksji na temat rodziny, wzajemnych relacji i wyznawanych wartości, zasad. Nie lada sztuką jest czasem uporać się ze wszystkimi obowiązkami związanymi z pracą, domem, rozwojem własnym, marzeniami, pragnieniami. Gdy dzieci są małe, większość obowiązków spada jednak na mamę. Brakuje czasu na realizację marzeń, na pielęgnowanie miłości małżeńskiej, wieczorne rozmowy, na chwilę dla siebie. Uświadomiłam sobie, że przez ten czas patrzyłam na mojego męża przez pryzmat dzieci. Gdy miałam chwilę dla siebie, to zasypiałam nad poprawianiem wypracowań klasowych, nad lekturą czy ulubioną książką. Myślę, że większości matek towarzyszy troska, nadmierna uwaga skupiona na dzieciach, często inni obserwatorzy zarzucają nam nadopiekuńczość. A ja tylko chciałam być kochająca matką, mieć dookoła ład i porządek, czasem aż do przesady. To ciągłe zamartwianie sie o innych przyprawiało o zmęczenie, przewrażliwienie, skłonność do kłótni, strzelanie focha. U nas doszła jeszcze walka z niepełnosprawnością dziecka. Dlaczego o tym piszę? W pewnym sensie rozumiem Basię – jej żale, pretensje, egoistyczne pobudki, „kwestię niedostosowania się do sytuacji”. Ale ona chyba tak do końca to nie wiedziała, czego najbardziej chce. Problemy, o których jest mowa w powieści, poznajemy z perspektywy żony i męża. Marek mnie denerwował, że nie wczuwał sie w sytuację żony, nie rozumiał jej, że ona ma prawo do marzeń, pragnień. Skupiony był bardziej na sobie. Zresztą ona i tak mu ustępowała. Lepiej sobie radził z nastolatkami, był bardziej konsekwentny, stawiał granice w przeciwieństwie do Basi. Pisarka uświadomiła nam, że najważniejsza jest rodzina, więzi rodzinne, miłość, przyjaźń, uczciwość, wierność. Warto marzyć, gdyż marzenia nas uskrzydlają, dodają blasku naszym dniom. Urzekły mnie w powieści cudne opisy krajobrazu. Razem z bohaterami zwiedzałam i chłonęłam Szkocję. Zachwycił mnie pensjonat – niezwykle klimatyczne miejsce i wspaniała Charoll – prawdziwa przyjaciółka. Powieść szybko się czyta, jest napisana lekkim piórem. Akcję ożywia wątek Joli, jej pamiętnik i tajemnicza przesyłka.

Polecam książkę na ten trudny czas, bo dzięki niej możemy odbyć cudowną podróż do Szkocji.

Wydawnictwu Dragon bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji.     

„Niespokojne serca” – Agata Sawicka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
niespokojne-serca-dwor-w-zaleszycach

Agata Sawicka, Niespokojne serca, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

12 lutego to dzień premiery niezwykle udanego debiutu Agaty Sawickiej „Niespokojne serca”, I tomu serii „Dwór w Zaleszycach”. Powieść urzekła mnie okładką i opisem od wydawcy. Pochłonęłam ją w ciągu dwóch dni, mimo czterystu stron odczuwam niedosyt, bo zżerała mnie ciekawość, co dalej będzie się działo w życiu bohaterów? Jest to wzruszająca opowieść o miłości, która nie powinna się zdarzyć i o sile, jaką daje podążanie za głosem serca, za marzeniami.

Główną bohaterką jest Julianna Zabłocka. Poznajemy ją w dniu, w którym została skreślona z listy studentów znienawidzonego prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Znalazła się na prawie, bo tak chcieli jej rodzice – wzięty prawnik i sędzia. A Julianna kochała historię, w tajemnicy przed rodzicami zapisała się i zaliczyła ze świetnymi wynikami pierwszy rok na wymarzonym kierunku. W tym dniu zakończyła też związek ze swoim chłopakiem, którego tak naprawdę nie kochała. Marcin okazał się dupkiem, z którym nie chciała mieć nic wspólnego. Po ostrej wymianie zdań z rodzicami, którzy nie rozumieli jej decyzji, postanowiła pójść za głosem serca i zacząć spełniać swoje marzenia. Mając ze sobą jedną walizkę i niewiele ponad 200 złotych w kieszeni, Julianna opuściła dom i wyruszyła w podróż w nieznane. Wsiadła do pociągu do Krakowa, zostawiając swoje przewidywalne życie, by ruszyć „(…) za swoim pragnieniem. Pragnieniem niezależności i życia w zgodzie z samą sobą, swoimi wartościami i marzeniami. Ruszała w nieznane, naprzeciw przygodzie…”. A początki bywają przecież trudne. Miała jednak szczęście trafiać na dobrych ludzi, którzy pomogli jej w podróży, gdy przez przypadek „wylądowała” w Zaleszycach, które urzekły bohaterkę pięknymi widokami, znalazła się w zupełnie innym świecie. Czy to był przypadek? Kto sprawił, że na drodze dziewczyny pojawiła się niezwykle sympatyczna Nusia, babcia Nusia, u której zamieszkała i czuła się szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Podczas podróży  do nowego domu zachwycił, zauroczył od pierwszego wejrzenia dziewczynę taki oto widok. Kiedy wyłoniły się zza zakrętu, ich oczom ukazał się dostojny dwór szlachecki. Ze wszystkich stron otoczony był laskiem, a do jego frontu wiodła alejka, po której obydwu stronach również wznosiły się drzewa. Przed dworem rozpościerała się strzyżona trawa, a wśród niej polne kwiatki. W świetle zachodzącego słońca było w tym widoku coś urzekającego… magicznego. (…)był murowany i pomalowany na jasnokremowo. Na ganek, wsparty po obydwu stronach para kolumn, prowadziło kilka niskich schodków. Dwuskrzydłowe drzwi wejściowe oraz obramowanie malutkich okienek wraz z ich otwartymi okiennicami wykonane były z ciemnobrązowego drewna. Na parapetach stały donice z czerwonymi, różowymi i białymi kwiatami. Dwór był duży, parterowy, ale musiał mieć również strych, gdyż na dachu widać było dwa niewielkie okna. Nusia opowiedziała dziewczynie historię dworu, obecnie przeszedł gruntowny remont i miał być oddany dla zwiedzających, już otwarto w jednej z sal kawiarenkę. Julianna uwielbiała takie historie pełne tajemnic, które zawsze warto odkryć. W nowym miejscu, w Bieluniu, bohaterka szybko się zaaklimatyzowała, znajdując w osobie Nusi prawdziwą babcię, za którą tęskniła. Z każdym dniem czuła się tu coraz bardziej szczęśliwa. Poznała też tajemniczego i intrygującego Henryka, lokatora Nusi, pana Ignacego, „chodzący wzór mądrości” z którym się jej świetnie rozmawiało i można się było wiele nauczyć. Zawsze miał w zanadrzu jakąś cenną życiową radę. Znaleźć w życiu swoje powołanie nie jest rzeczą prostą i jeśli się uda, można to uznać za prawdziwy i wielki dar. Niekorzystanie z niego byłoby niemal grzechem. Najbardziej poruszające były jej codzienne rozmowy z Nusią, które utwierdzały ją z każdym dniem w przekonaniu, że postąpiła słusznie, wybierając swoją drogę i podążając za swoimi marzeniami. Bohaterki połączyło pokrewieństwo dusz. Tego jej brakowało w relacjach z matką, z rodzicami. Miejscem, które ciągnęło ją do siebie jak magnes, był piękny i dostojny dwór, „niemy świadek przemijających czasów i ludzkich losów”, serce Bielunia. Julianna jako pasjonatka historii i niepoprawna romantyczka postanowiła zwiedzić to miejsce. Czy to przypadek? Nusia uważała, że to Bóg celowo połączył ich drogi, że ma w tym jakiś cel. A towarzyszył temu cały splot dziwnych wydarzeń. Znaleziony w zrujnowanym domu zeszyt staje się kluczem do tajemnicy z przeszłości……

Agata Sawicka napisała niezwykłą,  piękną i mądrą powieść o miłości, o przyjaźni, o więziach rodzinnych, o powołaniu człowieka. Uświadomiła, jak ważne w życiu człowieka jest podążanie za marzeniami, pragnieniami. Wtedy życie nabiera sensu, realizacja postawionych zadań jest dużo łatwiejsza. Człowiek przez całe życie uczy się odkrywać siebie. Nie można wywierać presji na drugiego człowieka i uczynić z jego życia tylko pasma obowiązków. Wszak pieniądze szczęścia nie dają i nie są najważniejsze. Do szczęścia potrzebny jest nam drugi człowiek, obcowanie z nim, tworzenie więzi.

Powieść jest podzielona na rozdziały, zapiski Eweliny są napisane pochyłą czcionką. Rozdział 3. Autorka poświęciła Danusi, czyli Nusi, wówczas akcja powieści przenosi się do 1964 r. Powieść czyta się lekko, bowiem jest napisana pięknym językiem, niezwykle plastycznym, obrazowym. Opisy są nasycone poetyzmami, dostarczają czytelnikowi wiele różnorodnych wrażeń. Zachwyt bohaterki nad pięknem natury udziela się i czytelnikowi. Czas akcji płynie niespiesznie, ale przyśpiesza, nabiera tempa w rozdziałach poświęconych historii Emilii, Nusi.

Pani Agacie Sawickiej raz jeszcze gratuluję niezwykle udanego i tak dojrzałego debiutu.  Wydawnictwu Dragon dziękuję pięknie za egzemplarz powieści do recenzji. A Czytelniczkom życzę wielu wrażeń podczas lektury. Naprawdę warto sięgnąć po tę znakomitą powieść. Ja nie mogę się doczekać kolejnego tomu.    

„Szepty gwiazd” – Anna Łajkowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
szepty gwiazd

Anna Łajkowska, Szepty gwiazd, Wydawmictwo Dragon 2019.
#MamaDropsaCzyta

Wszystko polega na tym, że nowa gwiazda zaczyna emitować sygnał i tylko jedna osoba może go odebrać we właściwy sposób. Niektórzy są zaskoczeni, ale bardzo ciekawi. Wypatrują czegoś na niebie, nawet kiedy jest dzień, wsłuchują się i zaczynają pisać. Często piszą od razu całą książkę, kiedy indziej pisanie trwa bardzo długo, bo nie mają czasu. Robi mi się żal, gdy już napisali całą opowieść, a potem przestają się nią interesować i rzucają w kąt. A najfajniej jest, gdy kończą pisanie i rozglądają się już na niebie za następną gwiazdą. Są tacy, którzy rzucają wszystko, żeby pisać. Przeważnie rodzą się dla nich nowe gwiazdy. Ale nie zawsze.  Inni nie są ciekawi, co ich niepokoi, i nie przerywają swoich codziennych zajęć. Ich gwiazda po pewnym czasie gaśnie i nigdy już nie wróci na niebo. Wiem, że te gwiazdy są zrobione z historii ludzi, tylko nie mam pojęcia, czy prawdziwych, czy wymyślonych. Przypuszczam też, ze czasem wracają do swoich głównych bohaterów, żeby to oni sami opisali swoje losy – tak o procesie twórczym pisze w swojej powieści Anna Łajkowska, pisarka, polonistka, żona, matka, gdańszczanka.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki. „Szepty gwiazd” miały swoją premierę w październiku 2019 r. Na naszą półkę trafiły przed świętami Bożego Narodzenia. Przeczytałam je z ogromnym zainteresowaniem.

Akcja powieści rozpoczyna się w pierwszym tygodniu grudnia, kończy zaś w Boże Narodzenie – czas magii i radosnego oczekiwania. Ale czy dla wszystkich bohaterów? Powieściowe gwiazdy są zrobione z historii ludzi autentycznych, których możemy znaleźć obok nas. Na początku sprawiają wrażenie obcych, a wraz z rozwojem fabuły ich losy się krzyżują, drogi schodzą, łącząc się ze sobą. O czym szepcą tu gwiazdy? Opowiadają o różnych odmianach miłości, o zdradach, o cierpieniu, o samotności, o bolesnych rozstaniach, o niełatwych relacjach międzyludzkich, o trudnych wyborach, o chorobach, o tym, jak trudno pogodzić się, uporać ze śmiercią bliskiej osoby. Konrad jest wdowcem, mieszka z dwojgiem dzieci i panią Jadzią zajmującą się domem. Trudno mu pogodzić się z tragiczną śmiercią żony. Po upływie dwóch lat okoliczności śmierci wydawały się jeszcze bardziej zagmatwane. Agata i Jacek się rozstali, trudno i jej, i synowi się z tym uporać. Jacek poznał nową miłość Joannę, z którą chce spędzić resztę życia. Ale w związku ze skomplikowaną sytuacją pojawiły się wątpliwości. Witek i Jagoda też przeżywali ciężkie chwile, bowiem spodziewają się dziecka, które może urodzić się chore. Grażyna marzyła o napisaniu wreszcie magisterki, współpraca z promotorem układała się bardzo dobrze, wiązał z jej osobą plany naukowe. Co na to zapracowany mąż? Jak pogodzić pracę naukową z opieką nad dziećmi i prowadzeniem domu?

Im bliżej do świąt, do Wigilii bohaterowie zajęli się przygotowaniami i wtedy narodziła się w ich sercach nadzieja, że w ten magiczny i wyjątkowy czas świąt może wszystko się jakoś ułoży i zmieni na lepsze. Czas wtedy zwolnił swój bieg, wszystko toczyło się wolniej. Więcej czasu postacie znalazły na refleksje czy też decyzje życiowe lub postanowienia. W powieści pojawiło się więcej opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów, które w czytelniku wywołują wiele emocji. Powieść nie jest typowo świąteczną, ponieważ Święta stanowią tu jedynie tło dla rozgrywających się wydarzeń. Bez lukru, bez upiększeń! Nie wszyscy przecież przeżywają radosne święta, ale w ten wyjątkowy czas w sercach wielu ludzi rodzi się nadzieja na lepsze życie. Tak oddziałuje na nas magia świąt. Dlatego też moment zakupu choinki, strojenia drzewka, zachwytu nad nim, radosne wspomnienia, przygotowywanie potraw wigilijnych były pełne radości dla jednych bohaterów, ale dla drugich to tylko piękna dekoracja dla ich skomplikowanego życia. Pisarka uświadomiła nam w powieści, co tak naprawdę jest ważne w życiu, na co mamy wpływ przy podejmowaniu decyzji, przy dokonywaniu wyborów życiowych. To piękna i wzruszająca powieść obyczajowa z wnikliwą analizą zachowań bohaterów.

Moje zaskoczenie wywołał chwyt kompozycyjny, jaki zastosowała Autorka. Niektóre rozdziały są poprzedzone wstępem autorstwa samych bohaterów, którzy wyrażają swoją opinię na temat powieści i sposobu ich wykreowania.

Po lekturze powieści odczułam pewien niedosyt, ponieważ niektóre wątki wciąż pozostały otwarte, ale może dlatego ta powieść wciąż będzie w mojej głowie, aż sama dopiszę zakończenie. A może będzie kontynuacja? Jedno wiem, na pewno sięgnę po inne powieści Autorki. Zakończę moją opinię fragmentem „Teorii Iskiereczki”:

Teraz wszystko jest jasne: nie wszystko kręci się wokół Ziemi. A ja jednak myślę, że to Ziemia stanowi centrum kosmosu, bo my na niej żyjemy. Słońce jest po to, by nas ogrzać i wyznaczać rytm naszemu życiu, tak samo Księżyc. A cały wszechświat, ta ogromna nieskończona przestrzeń, stanowi dekorację dla naszego życia. Gwiazdy ułożone w gwiazdozbiory. Łatwo rozpoznawalna Gwiazda Polarna i Krzyż Południa są tylko i wyłącznie po to, żeby człowiek, gdy mu przyszła ochota na żeglowanie, mógł wrócić do domu…”. Bardzo gorąco zachęcam do sięgnięcia po książkę i wsłuchania się w szepty gwiazd. Będzie nam łatwiej odnaleźć na niebie gwiazdę z naszą historią.

Dziękuję serdecznie Wydawnictwu Dragon za egzemplarz do recenzji.