„Poranki o zapachu kawy” – Malwina Ferenz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
poranki o zapachu kawy

Malwina Ferenz, Poranki o zapachu kawy, Wydawnictwo Czwarta Strona 2020.
Cykl: Neon Cafe
#MamaDropsaCzyta

Świat na dobrą sprawę jest jedną wielką opowieścią. Jeśli otworzymy umysł, otworzymy szerzej oczy i spojrzymy na drugiego człowieka, zaczną się dziać rzeczy wielkie”.

Malwina Ferenz zaprosiła mnie już po raz trzeci na spacer zimowy po Wrocławiu, tworząc iście baśniową scenerię dzięki starym gazowym latarniom rzucającym słabe światło i zapalonym przez latarnika. Tym razem „Neon Cafe” mrugał zachęcająco na tyłach renesansowego budynku uczelni teologicznej. Dodatkowo do wejścia zapraszała ulubiona muzyka a barman znowu częstował klientów tym, czego najbardziej potrzebowali w danej chwili. Kawiarnię odwiedziło pięciu mężczyzn. Ich uwagę od razu zwracał kominek, z którego ciepło stworzyło niezwykłą aurę sprzyjającą zwierzeniom, opowieściom. Pana Zbigniewa, filologa pracującego na uczelni, przyprowadziła muzyka jazzowa. Barman zaskoczył go sporym kawałkiem sernika z polewą czekoladową oraz filiżanką kawy jak dawniej w pewnej restauracji. Mężczyzna potrzebował bowiem powrotu do przeszłości, do której wciąż jeszcze nie zamknął drzwi. A przecież wspomnienia trzeba wypuścić… Starszy pan opowiedział miłosną historię znajomości ze Stellą Weiss. Ból fantomowy po utraconej miłości trwał ponad 28 lat. Jako drugi zwabiony przez uwielbiany w czasach młodości stary, dobry polski rock, pojawił się dyspozytor zajezdni, nieszczęśliwy człowiek, którego „proza życia trzymała na krótkim, grubym łańcuchu, pozwalając jedynie na niewielkie zmiany”. Tadeusz miał ochotę na flaczki, bo najbardziej smakowały mu te domowe, ugotowane przez żonę. Dlaczego życie bohatera było tak beznadziejne? Jakie okoliczności pomogły mu uświadomić, że stało się to na jego własne życzenie? Napis na chodniku „dzień dobry” dokonał przełomu w jego życiu. Ale szczegóły w książce. Waldemar Pomazaniec, policjant, był zmuszony pójść na spacer w kierunku pięknie oświetlonej katedry na Ostrów Tumski. Usłyszany dźwięk ulubionego klarnetu i piosenka Młynarskiego zaprowadziły go do kawiarni, która od razu wydawała mu się przytulnym miejscem emanującym dobrą atmosferą. Barman, jak zwykle czytający w potrzebach klienta, uraczył go hamburgerem z dużą ilością sosu i colą – ulubioną przekąską na służbie. Stróż prawa został okrzyknięty przez kolegów specjalistą od miłosnych popaprańców, młodych zakochanych i problematycznych na zakręcie życia. Żona uznawała to za dar, misję od Boga. Jak to zrozumieć, skoro był ateistą? Kto stał za tym wszystkim? Kolejny gość, Arkadiusz Nowak, alkoholik i hazardzista, który jako bohater dnia na budowie szukał dobrego piwa, znalazł się na Ostrowie Tumskim. Wydawało mu się, że zobaczył swojego przyjaciela, psa Pokera. Był przekonany, że to on i piosenka ulubionego zespołu Bayer Full zaprowadzili go do kawiarni. Przy kuflu dobrego piwa opowiedział swoją historię o problemach z alkoholem, z pracą, o zgubnym pokerze i… zagubionym Pokerze, jedynym przyjacielu. Marzył, żeby go odnaleźć. Sylas Antonów, student logistyki w handlu i usługach na UE, pozytywnie nastawiony do świata i do ludzi młody człowiek, pracował przy myciu szklanych elewacji wieżowców. Podczas spaceru usłyszał muzykę Bacha, z której wyczytał tęsknotę za drugim człowiekiem. Poszedł za dźwiękiem i stanął zdumiony przed Neon Cafe. Barman znowu spełnił i jego życzenie, stawiając przed nim tykwę z ulubioną yerba matą.  Okazała się być idealną. Jego opowieść o obserwowaniu ludzi podczas pracy na wysokościach, historia dziewczyny, która mu się spodobała czy epizod z gołębiami, którym przepłoszył matkę  szczególnie mnie poruszyły. I jego hobby! Czy Sylas zdobędzie się na akt odwagi i przejdzie przez szybę? Barman uświadomił mu, że „ wszystko, co w życiu mamy to więzi. Wyłącznie więzi! (…)Bliskość. Cała reszta nie ma znaczenia. Wszystko, co możemy sobie dać, to bliskość”. Czy zatem nawiąże kontakt z dziewczyną?

Wrocław – bohater powieści

Bohaterem powieści jest też i Wrocław, tak poetycko opisany. Pisarka wykreowała bardzo ciekawe i autentyczne postacie, zastosowała indywidualizację języka. Wydawało mi się znowu, że usiadłam przy stoliku i wsłuchiwałam się w te opowieści, aby zmotywowały i mnie do refleksji na swoim życiem. Bohaterowie uchylili przed barmanem drzwi do własnej duszy. Czy to spowoduje, że ich życie się zmieni? Nie zdradzę, co się zadzieje w życiu bohaterów. Zaintrygowała mnie postać tajemniczego barmana, profesjonalnego kusiciela. Kim on jest tak naprawdę? Zapraszam do sięgnięcia po książkę.

Poranki o zapachu kawy smakują wybornie

Czytanie tej powieści to także uczta językowa. Bardzo polubiłam język i styl pisarki. Książka jest tak naprawdę antologią, składa się bowiem z kilku opowiadań o dość burzliwym życiu bohaterów, w tym i Wrocławia. Wywołuje pełno emocji radość, złość, śmiech, łzy, wzruszenie, tęsknotę za miłością, za przyjaźnią, za szczęściem, za odmianą życia na lepsze. Tajemniczy barman przekazuje nam dużo cennych myśli, drogowskazów życiowych. Celebrujmy życie, cieszmy się każdą chwilą, rozliczmy się i nie wracajmy do przeszłości. Nie pozwólmy, żeby przepłynęło nam przez palce. Bardzo ważne są więzi międzyludzkie, rodzinne, wszak „wszystko, co możemy sobie dać to bliskość”.

Wszyscy składamy się z opowieści. Jesteśmy mozaiką różnych historii. Nosimy je w sobie, one wpływają na nasze decyzje, kierują życiem. Nie wydawało się czasem panu, że przypadki tak naprawdę nie istnieją? Ze wszystko się ze sobą jakoś wiąże.

Bardzo dziękuję Pisarce za wspaniałą , mądrą, magiczną książkę o życiu i jego całej palecie barw.

„Hashtag” – Remigiusz Mróz (#mroźnystyczeńzRemigiuszem)

Read More
hashtag

Remigiusz Mróz, Hashtag, Wydawnictwo Czwarta Strona 2018.
W serwisie Audioteka powieść czytają Agnieszka Więdłocha i Szymon Bobrowski

Co mają wspólnego Żelazny z serii o Chyłce i Strach, bohater jednej z niewielu powieści, do której Remigiusz Mróz nie napisał kontynuacji (wybaczcie ironię, ale wciąż pamiętam o Trawersie i Behawioryście 😉)? Audiobook w serwisie Audioteka. Szymon Bobrowski, wcielający się w postać współwłaściciela kancelarii w serialu Chyłka. Zaginięcie, czyta fragmenty powieści Hashtag. Towarzyszy mu moja ulubiona Agnieszka Więdłocha. Jesteście ciekawi, co sądzę o tym ponad jedenastogodzinnym nagraniu i dlaczego wybrałam właśnie ten tytuł? Zapraszam do lektury recenzji!

Jedna przesyłka zmieniła jej życie…
„Twoja paczka już na ciebie czeka!” – brzmiała wiadomość, która wydawała się zwykłą pomyłką. Tesa nie spodziewała się żadnej przesyłki, niczego nie zamawiała w sieci – a nawet gdyby to zrobiła, z pewnością nie wybrałaby dostawy do paczkomatu. Jeśli nie musiała, nie wychodziła z domu. Postanowiła jednak sprawdzić tajemniczą przesyłkę – i okazało się to największym błędem, jaki kiedykolwiek popełniła. Wpadła bowiem w spiralę zdarzeń, która miała zupełnie odmienić jej życie… Gdy Tesa na nowo odkrywa swoją przeszłość, przez media społecznościowe przetacza się nowy trend. Kolejni internauci zamieszczają wpisy z hashtagiem #apsyda. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że osoby te od lat uznawane były za zaginione…

Specjalnie wkleiłam Wam opis książki ze strony Wydawcy, ponieważ boję się, że mogłabym poczęstować Was spojlerem, a w przypadku lektury thrillera to przecież zbrodnia nie mniejsza od tych, które popełniają bohaterowie. Hashtag ciężko opowiedzieć, nie zdradzając szczegółów. Wszystko ze względu na narrację, podział na rozdziały – właściwie podział na role.

Agnieszka Więdłocha jako Tesa

Jeżeli śledzicie moje social media lub czytaliście poprzednie recenzje, wiecie, że Agnieszka Więdłocha zachwyciła mnie w audiobooku Kiedyś się odnajdziemy. Jej interpretacja powieści Gabrieli Gargaś na zawsze pozostanie w moim sercu. W Hashtagu czyta rozdziały, w których narratorką jest Tesa, główna bohaterka. Zagubiona, wycofana kobieta o trudnej przeszłości i skomplikowanej teraźniejszości. Bez swojej wiedzy, bez zgody zostaje wplątana w intrygę zaprojektowaną przez Architekta. Porwania, śmierć, tajemnicze przesyłki… A wszystko łączy jeden hashtag. Więdłocha świetnie oddała uczucia i emocje targające Tesą – niepewność, zagubienie i… strach.

Szymon Bobrowski jako Strach

Szymon Bobrowski, czyli Żelazny, serialowy szef Joanny Chyłki, współwłaściciel kancelarii, wciela się w Stracha, a konkretnie Krystiana Strachowskiego. To (były) pracownik naukowy Akademii Leona Koźmińskiego. Obiekt westchnień Tesy z lat studenckich. Rozdziały czytane przez aktora różnią od tych interpretowanych przez Agnieszkę typem narracji. W tych fragmentach narracja jest prowadzona w trzeciej osobie. Niby z perspektywy Stracha, ale… nie do końca. Szczerze mówiąc, początkowo zarzucałam w duchu Bobrowskiemu powściągliwość w interpretacji treści. Z każdym kolejnym wydarzeniem, nową poszlaką w śledztwie zaczynałam rozumieć i doceniać jego wcielenie.

#mroźnystyczeńzRemigiuszem

To nie przypadek, że na słuchanie Hashtagu zdecydowałam się właśnie teraz. Styczeń bowiem był w moich social mediach miesiącem poświęconym twórczości Remigiusza Mroza. Muszę przyznać, że mam sporo tyłów. Dzięki Audiotece nadrobiłam jedną z zaległości.

Hashtag – #emocjedosamegokońca

Akcja powieści rozgrywa się etapami – całość jest bowiem podzielona nie tylko na rozdziały, ale i na części. Początkowo fabuła toczy się spokojnym rytmem (o ile można mówić o spokoju w przypadku thrillera), jednak z biegiem wydarzeń przyspiesza. A ciekawość rośnie. Ze strony na stronę. Bo nic nie jest takim, jakim się wydaje… Niczego nie można być pewnym. Dzięki głosowi Agnieszki i jej talentowi do przekazywania emocji, a także ścieżce dźwiękowej, czytelnikowi udziela się niepokój Tesy. I strach. A może… Strach?

Posłuchaj darmowych 60 minut!

http://fn.audioteka.com/p/dropsksiazkowy/pl/audiobook/hashtag

„Kiedyś się odnajdziemy” – Gabriela Gargaś

Read More
kiedys się odnajdziemy

Gabriela Gargaś, Kiedyś się odnajdziemy, Wydawnictwo Czwarta Strona 2019.

Seria: Saga Dobrzyńskich

W serwisie Audioteka powieść czyta Agnieszka Więdłocha

Janka ucieka z ogarniętego wojną Wołynia i musi zostawić młodszą siostrę u obcej rodziny. Obiecuje, że po nią wróci, lecz w tamtym czasie każde pożegnanie może być już na zawsze. I wtedy los stawia na jej drodze inną małą dziewczynkę, która została na świecie zupełnie sama. Czy Janka pokocha ją jak własną siostrę?

W Warszawie Tadek poznaje Annę, w której niebieskich oczach można się zatracić. Rodzące się uczucie wystawi na próbę więź łączącą go z najlepszym przyjacielem. Jaką cenę zapłaci za podjęte decyzje?

Po latach drogi Janki i Tadka się połączą. Tych dwoje doświadczyła wojna, ale przed nimi jeszcze całe życie…

„Kiedyś się odnajdziemy” to opowieść o miłości, która potrafi przetrwać największe cierpienie, stracie, której nie można przeboleć, i błędach, które trudno wybaczyć.

Specjalnie wkleiłam powyżej opis od Wydawcy –­ Czwartej Strony. Bałam się, że gdy zacznę Wam streszczać fabułę, za dużo zdradzę. Nie, nie ze złośliwości, a z emocji. Kiedyś się odnajdziemy skończyłam słuchać parę dni temu, ale wciąż myślę o tej powieści. Gabriela Gargaś – czarodziejka kobiecych uczuć – totalnie mnie zaczarowała. Do tego stopnia, że specjalnie przedłużałam moment dotarcia do ostatniej strony. Słuchałam po kilkanaście minut dziennie, nie chcąc się rozstawać z bohaterami… Wciąż było za wcześnie, wciąż było mi za mało…

Są takie powieści, których się nie zapomina. Są takie książki, które po odłożeniu na półkę, zostają w czytelniku na zawsze. Są takie historie, które aż kipią od godnych zapamiętania cytatów (do tego stopnia, że mimo posiadania audiobooka, kupuje się książkę, by je zaznaczać). Są tacy bohaterowie, których chciałoby się poznać w prawdziwym życiu…. Kiedyś się odnajdziemy bezsprzecznie należy do tego grona. Rok 2019 zbliża się ku końcowi, dlatego z czystym sumieniem stwierdzam, że to najważniejsza i najpiękniejsza książka, jaką w nim przeczytałam, a właściwie wysłuchałam.

O Rzezi Polaków na Wołyniu milczano przez pięćdziesiąt lat, okaleczając pamięć tych, którzy ją przeżyli, a także następnych pokoleń. O naszej historii trzeba mówić głośno. [str. 433]

Rzeź na Wołyniu to wydarzenie historyczne, które wciąż i w nas, i w Ukraińcach budzi sporo emocji. Gabriela Gargaś i jej rodzina osobiście zostali dotknięci tą tragedią – na Wołyniu zamordowano bowiem prababcię Pisarki. Na własne oczy widziała to babcia Pani Gabrieli… Jestem pełna podziwu dla Autorki, że w tak piękny sposób oddała cześć swoim przodkom. Piękny i dokładny. Widać, że przygotowując się do napisania tej książki, spędziła mnóstwo czasu nad dokumentami i publikacjami historyków, co potwierdzają, poza treścią książki oczywiście, nazwiska padające w podziękowaniach oraz bibliografia.

Gdzie leży granica człowieczeństwa? Czy można nazwać człowiekiem kogoś, kto obdziera ze skóry drugiego człowieka? [str. 78]

Muszę przyznać, że fragmenty dotyczące rzezi wołyńskiej – jej przebieg, następstwa wywołały we mnie całą gamę emocji i uczuć. Od strachu przez współczucie po gniew. W oczach stawały mi łzy… Nigdy nie zrozumiem wojny. Nigdy nie zrozumiem, jak ludzie ludziom mogli gotować taki los. A Wołyń… Gabriela Gargaś nie szczędziła opisów scen podobnych do tych, które mogliśmy widzieć w filmie Smarzowskiego. Nie wyobrażam sobie, jak bardzo rozrywały się dziecięce serduszka, kiedy najmłodsi patrzyli, jak ciała ich rodziców są rozrywane…

Miłość, Janeczko, jest w życiu najważniejsza. Nie ma nic ważniejszego od miłości, nic. [str. 8.]

Kiedyś się odnajdziemy to powieść nie tylko z wątkami historycznymi. Najważniejsza w tej książce jest miłość – nie tylko do ojczyzny, ale przede wszystkim do drugiego człowieka. Do rodziców, siostry, kuzyna, wreszcie kobiety i mężczyzny. Ważna jest też przyjaźń – często wystawiana na najtrudniejszą próbę, a także wierność drugiej osobie i własnym zasadom… Bohaterowie wykreowani przez Gabrielę Gargaś nie są nieskazitelni. To postaci z krwi i kości – tacy jak my. Ze słabościami, lękami, popełniający błędy. Zagubieni w wojennej i komunistycznej rzeczywistości. Poszukujący przede wszystkim miłości. Przystani, bezpiecznego portu, do którego cierpienie, strata, wreszcie (wielka) polityka i (zimna) wojna nie mają wstępu. Miejsca, gdzie jest cicho i spokojnie. Gdzie jest uczucie, czuły dotyk, drugi człowiek…

Czas honoru w świecie Gabrieli Gargaś

Jak już wspomniałam, powieść wysłuchałam w serwisie Audioteka.pl. Myślę, że duży wpływ na tak głęboki odbiór tej historii miała nie tylko jej treść. Książkę czyta bowiem Agnieszka Więdłocha. Moja kochana Więdłoszka! Moja Lena z Czasu honoru! Nie jest tajemnicą, że bardzo lubię ten serial. Miałam przyjemność statystować w dwóch odcinkach. Ponadto poświęciłam tej produkcji pracę magisterską i kilka artykułów naukowych. Wielokrotnie uczestniczyłam w spotkaniach z twórcami i aktorami – także Agnieszką. Poznałyśmy się w Lublinie przy okazji koncertu muzyki z serialu, a od kilku lat spotykamy się przy okazji akcji BohaterOn poświęconej Powstańcom Warszawskim. Nawiasem pisząc, muszę przyznać, że melodie skomponowane przez Bartosza Chajdeckiego cudownie pasują do poszczególnych scen w powieści Gabrieli Gargaś. Spójrzcie tylko na te tytuły:Warszawa, Ucieczka, Miłość… Wszystko to jest w książce! Wracając do Agnieszki – serialowa Lena to utalentowana, przesympatyczna, pełna uroku i piękna kobieta o cudownym głosie. Głosie, który od początku do końca nagrania mnie czarował i zabierał w podróż do świata Wołynia, Warszawy; wojny i komunizmu. Dzięki postaci, w jaką wcielała się Agnieszka w Czasie honoru, ten audiobook jest bardzo wiarygodny, trafia w sam środek serca odbiorcy. Słuchając poszczególnych fragmentów, miałam przed oczami Lenę i Janka, wracałam do ulubionych scen serialu. Pani Agnieszko, dziękuję za tę ucztę dla moich uszu i oczu, przed którymi pojawiały się kolejne obrazy malowane piórem Gabrysi i Pani interpretacją. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie osobiście Panią za to uściskam!

#czasnawtorekzhistorią

Zainspirowana połączeniem – powieścią fabularno-historyczną i głosem Agnieszki, zapoczątkowałam w Dropsowych social mediach nowy cykl: #czasnawtorekzhistorią. Na fotosach z Czasu honoru umieszczam cytaty z książki Gabrieli Gargaś i innych o podobnej tematyce. Zapraszam w każdy wtorek i na Facebooka, i na Instagram!

Kiedyś się odnajdziemy – historia, którą trzeba odkryć!

Wiem, że nie wszyscy z przyjemnością sięgają po powieści z rozbudowanym tłem historycznym. Myślę jednak, że czasem warto to zrobić, spróbować się przełamać. Nie uciekniemy od historii własnego kraju, nie zmienimy przeszłości. Jeśli publikacje historyczne są dla Was za trudne, może warto sięgnąć po książki takie jak Kiedyś się odnajdziemy? Ja z niecierpliwością już czekam na kolejną część sagi, ciesząc się, że to nie koniec!

Kliknij, by wysłuchać fragmentu audiobooka w serwisie Audioteka.pl

„Masz wiadomość” – Agata Przybyłek

Read More
Agata Przybyłek, Masz wiadomość, Wydawnictwo Czwarta Strona 2019.
Audiobook – Audioteka
Czyta Marta Żmuda Trzebiatowska
Ta recenzja może być nieco chaotyczna i pełna emocji. Ale czy nie o to chodzi w czytaniu książek? By po przeczytaniu ostatnich stron nie móc zasnąć, a rano obudzić się z myślą: „Jak ona to wymyśliła?!”. By nie rozstawać się z bohaterami po wyłączeniu nagrania? Chyba tak. Myślę, że każdy pisarz oddając swoje nowe „dziecko” w ręce czytelników, po cichu marzy, by bardziej niż słupki sprzedaży, podbić serca i na zawsze zająć jedną z książkowych szufladek w pamięci. Agacie Przybyłek się to udało bez dwóch zdań!
Pierwsze spotkanie z Agatą Przybyłek, pierwsza randka z audiobookiem
Pod koniec zeszłego tygodnia zachorowałam – jelitówka – dosłownie – zwaliła mnie z nóg. Pierwszy dzień choroby praktycznie przespałam, dlatego w piątek miałam ochotę wstać z łóżka. Niestety, osłabienie dość szybko kazało mi wracać pod kołdrę. No dobrze, tylko co tu robić? Netflix nie idzie, czytanie nie idzie… Przecież nie mogę leżeć i gapić się w sufit! Z pomocą przyszły Agata Przybyłek i Marta Żmuda Trzebiatowska. Choć czytałam i słyszałam wiele dobrych opinii na temat twórczości pisarki, nie miałam jeszcze okazji poznać któregoś z kilkunastu wydanych tytułów. Uznałam, że to dobry moment, by to zmienić, a że czytać nie miałam siły, postanowiłam posłuchać. Audiobook Masz wiadomość zakupiłam w serwisie Audioteka. Wcisnęłam play i… przepadłam!
Magia Internetu
O portalach randkowych słyszeliśmy wszyscy. Może ten tekst czyta ktoś, kto znalazł miłość w sieci? Ja byłam świadkiem takiej miłości. Związek miał finał przed ołtarzem – byłam druhną – a dziś mały Staś podbija serca całej rodziny. Co ciekawe, sama Agata Przybyłek, autorka książki, swojego męża poznała w Internecie. Myślę – babeczka zna to od kulis, będzie coś dobrego! I było. Tylko ta końcówka… Ale po kolei!
Julia szuka Romea, a znajduje… Rozczarowanego
Julka, studentka anglistyki na Uniwersytecie Gdańskim, ma za sobą trudny związek. Zamiast ślubu, jest rozstanie. Zamiast wybierania sukni, odwoływanie rezerwacji w lokalu. Jej związek z Norbertem – chłopakiem jeszcze ze szkolnych lat – rozpada się. Nie mogąc znieść jego rodziny, ich wtrącania się i jego bierności, decyduje się na ostateczne rozstanie. Nie jest sama – w tej trudnej sytuacji nieustannie wspiera ją przyjaciółka, Alicja. To właśnie ona namawia studentkę na założenie konta na portalu randkowym. Julia, niechętnie, ale w końcu się zgadza. Pewnego razu jadąc pociągiem do rodzinnego domu, znajduje na stronie konto Rozczarowanego. Mężczyzna przykuwa jej uwagę, postanawia się odezwać. Adam, bo tak ma na imię, odpowiada na wiadomość. I tak się zaczyna… Od pierwszych chwil i ona, i on mają wrażenie, że odnaleźli ideał, na który czekali całe życie. Dość szybko umawiają się na pierwsze spotkanie w Trójmieście. Jeśli jesteście ciekawi, jak przebiegła pierwsza randka w realu, czy Adam faktycznie okazał się tym, za kogo się podawał, musicie koniecznie sięgnąć po… audiobook, bo premiera papierowej wersji tej powieści wciąż przed nami.
Córeczko, piszę do Ciebie książkę…
Zastanawiacie się, jaki sposób narracji wybrała Agata Przybyłek w Masz wiadomość? Moi Drodzy – autorka wymyśliła to perfekcyjnie! Rozdziały pisane są w trzeciej osobie liczby pojedynczej – narrator wszechwiedzący przybliża nam świat zarówno Julii, jak i Adama. Wiemy, co się dzieje w ich głowach i sercach. Inaczej jest z prologiem i epilogiem. Tam mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową. Z prologu wynika, że narratorka przedstawia tę historię dla swojej córki. Myślę sobie – skoro Agata Przybyłek faktycznie poznała swoją drugą połówkę w sieci, może to jej historia? Może pisze to, by w przyszłości dać do przeczytania córce? Myślałam tak dość długo. Do epilogu. Bo epilog mnie po prostu rozwalił! Serio, ja nie wierzyłam w to, co słyszę. Leżałam na łóżku, oczy przymknięte, bo to już godz. 23, a tu nagle oczy jak 5 złotych! Co tam się nie wydarzyło… I było po spaniu! Piszę (oczywiście w nocy, przecież to nie mogło zaczekać do rana) do Mamy Dropsa, że mam mózg na suficie i że dla tej końcówki ona m u s i tego posłuchać, choć bohaterowie mają po dwadzieścia parę lat i to nie do końca może być jej klimat. Nie mogłam zasnąć, a od rana znowu myślałam o Julii i Adamie. Agato Przybyłek – dziękuję Pani za to zaskoczenie i za te emocje. Po prostu dziękuję!!!
Jedna historia, dwie autorki
Myślę, że wpływ na to, że jestem tak zachwycona tą historią, że tak ją pochłaniałam i wciąż przeżywam (choć skończyłam słuchać wczoraj wieczorem), ma nie tylko pióro Agaty Przybyłek, ale i głos Marty Żmudy Trzebiatowskiej. Miałam okazję podziwiać ją na deskach Teatru Kwadrat w spektaklu Ślub doskonały (jeśli będzie googlować ten tytuł, to od razu uprzedzam, że teraz sztuka wystawiana jest w nowej obsadzie! Potwierdzone info – za sześć dni znowu będę na widowni :D). Pamiętam, że podobała mi się w tej roli, jednak szczerze mówiąc, dziś nie jestem w stanie napisać, kogo wtedy zagrała… Ale ja nigdy nie zapomnę, kto czytał Masz wiadomość. To, jak głosem oddała klimat tej powieści, jest… niesamowite. Niby jestem polonistką, ale naprawdę brakuje mi słów. Ciepło, tęsknota, miłość, nadzieja – to wszystko, co bije od głównej bohaterki, bije także od głosu Marty. Tej historii chciało się słuchać i słuchać, i słuchać… Pani Marto, kłaniam się w pas! Mając do dyspozycji tylko głos, TYLKO głos, zabrała mnie Pani do innego świata, pozwalała odpływać i… sprawiła, że pokochałam audiobooki. Do usłyszenia! J
Podsumowując – posłuchajcie Masz wiadomość!
Serio – to najlepsze podsumowanie! Pamiętacie Planetę Singli? Tam historia nie zakończyła się według schematu „pani poznała pana w Internecie i żyli długo i szczęśliwie”. Jakie zakończenie dla swoich bohaterów wymyśliła Agata Przybyłek? Posłuchajcie sami! Naprawdę polecam audiobook. Choć nigdy nie przypuszczałam, w moim przypadku ta „wersja” książki bardzo się sprawdziła. Słuchałam przed spaniem, w korkach czy podczas mycia zlewu. Marta Żmuda Trzebiatowska tak czaruje tym głosem, że niby tu się skupiasz, żeby zacieków nie było, ale i tak doskonale słyszysz, co się dzieje w Gdańsku. Spróbujcie! Najwyżej stwierdzicie, że czekacie do premiery papierowej wersji. Ale warto, naprawdę warto! Bo Agata Przybyłek ma do przekazania ważne wiadomości o życiu i miłości!
Poniżej zostawiam Wam fragment – miłego słuchania!

„Życie pełne barw” – Malwina Ferenz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Malwina Ferenz, Życie pełne barw, Wydawnictwo Czwarta Strona.
#MamaDropsaCzyta
 

„Ludzie potrzebują dobrych opowieści. Ja im je daję”.Malwina Ferenz – Rzemieślnik słowa

 
Pragnę się  podzielić wrażeniami z lektury wygranej przeze mnie książki Malwiny Ferenz Życie pełne barw w konkursie na blogu u Nienaczytanej. To trzecia  z kolei powieść Autorki, z pewnością sięgnę po wcześniejsze. Dzięki tej książce podczas majówki mogłam pospacerować po Wrocławiu, w którym byłam przed laty. Urzekł mnie szczególnie rynek miasta. Malwina Ferenz rozpoczyna powieść od jego metaforycznego opisu. Rynek to bijące dość intensywnym rytmem serce miasta, które „tłucze się szaleńczo w piersi, okoliczne kamienice drżą, bombardowane deszczem decybeli, ich mieszkańcy klną, na czym świat stoi, ale jakoś tak zawsze wszystko wraca do normy” (jak to po imprezach muzycznych), od serca odchodzą arterie, a w nich krążą ludzie, przemieszczający się do różnych części miejskiego organizmu i z różną prędkością. Wrocław przypomina „wielkie cielsko rozłożone na równinie i pocięte na kawałki przez pięć rzek”. Ulica Ruska znajduje się tuż przy sercu, a na jej tyłach można znaleźć przejście na typowe, zaniedbane podwórko starych kamienic i właśnie tam znajduje się Neon Cafe, czyli połączenie pubu z kawiarenką, czekające na ludzi przez cały dzień, można tu dobrze zjeść i napić.
 
Wnętrze kawiarni bardzo przytulne, dyskretne, za barem czeka na gości sympatyczny i uśmiechnięty barman, który już przy pierwszym spotkaniu sprawia wrażenie, że się go skądś zna a on już wie, co zamówimy, więc wystarczy tylko zaczekać. Co ciekawe, trafiają tu tylko ci ludzie, którzy mają tu trafić. Tak więc nie ma  tłumów, nie trzeba zamawiać stolika, mimo że wszystkie drogi prowadzą do Rynku. Barman sprawia wrażenie, jakby doskonale znał swoich klientów.
 
Powieść jest zbudowana z ośmiu rozdziałów, z których pierwszy wprowadza nas w atmosferę miasta, następnych pięć jest związanych z opowieściami ludzi, którzy nieprzypadkowo trafiają do kawiarni, szósty – to opis pulsującego miasta popołudniem i nocą. Ósmy rozdział poświęcony jest niezwykłemu barmanowi i jego zniknięciu oraz opisowi ciszy nocnej nad miastem, jedynie ochroniarz Edmund nie śpi, bo ma nocną zmianę.
 
Do Neon Cafe trafiło przypadkiem pięcioro ludzi, aby w klimatycznej kawiarni opowiedzieć barmanowi frapującą historię swojego życia, które nie było idealne, ale dzięki temu prawdziwe, pełne barw, przez to zdumiewające. Ścieżka życia każdego bohatera nie jest prosta, jasna, usłana płatkami róż, często bywa kręta, pełna ostrych zakrętów i to daje siłę do walki z przeciwnościami losu. Nie można kupić recepty na udane życie, każde doświadczenie jest po coś, nic się nie zdarza przypadkiem. „Życie to jedna wielka niespodzianka”. Na każdego klienta czekało jego ulubione danie, to, na co miał ochotę w danej chwili, za czym tęsknił. I najważniejszy ktoś, czyli, wspomniany już wcześniej, cierpliwy, potrafiący słuchać, pełen empatii barman, dysponujący czasem. Atmosfera tego miejsca skłaniała do długich rozmów. Co to byli za niezwykli goście, przypadkiem tu trafiający, ale w istocie wybrani przez kogoś!
 
Pierwsza zajrzała tu Eufrozyna Mrozińska, mająca już 90 lat, trudniąca się handlem czosnkiem i innymi warzywami z ekologicznego ogródka, aby dorobić do rachunków. W 1946 roku wróciła z mamą z Kazachstanu na Ziemie Odzyskane, a następnie pojechała do Wrocławia dla mężczyzny z fotografii, sprzedawcy zegarów. Szalona decyzja dziewczyny, wielka i szalona miłość, mimo że życie ich nie oszczędziło! Nigdy nie żałowała swojego wyboru. Barman poczęstował kobietę czekoladowym ciastkiem i kawą, na drogę dał drożdżówkę. Jej opowieści przysłuchiwał się policjant Krzysztof Boryna, przywiedziony tu przez czarnego kota, tak bardzo podobnego do jego kotki. Barman przygotował mu pyszną, ulubioną kanapkę i colę. Z głośników sączył się „dżezik”. Opowiadał o swojej pracy, o żonie Annie, którą bardzo kochał i był z nią szczęśliwy, ale los pozbawił ich siebie nawzajem, o Komendzie – kocie patrolowym, który wypełnił pustkę w domu i odmienił życie właściciela. Jaki los spotkał dziwnego kota? Do kawiarni wstąpił też Adam Potocki, którego zwabił tu ktoś potwornie fałszujący na gitarze elektrycznej. Z zamiłowania był muzykiem. Zamiast „Tosia” zobaczył bar i wszedł. Dostał czekoladę i kruche paluszki bez soli. Dlaczego Adam, „menadżer działu IT w banku o bardzo stabilnej pozycji rynkowej”, prowadził teraz proste życie według prostych zasad i niewielkich oczekiwań? A jego dom i rodzina? Jaką skrywa tajemnicę ten uliczny grajek? Co jest niteczką łączącą go z dawnym życiem? Przed pożegnaniem barman poprosił go, aby dokończył, co zaczął. „ Czasami trzeba po prostu rozliczyć się z opowieści ”. Barman odebrał tajemniczy telefon od Kogoś, kogo zapewnił, że wszystko będzie tak, jak ma być. W swoim fachu , jak często podkreślał, był przecież profesjonalistą. Do kawiarni wstąpił też przyszły ojciec świętujący w samotności, motorniczy MPK Zenek Kociewniak. Szukał jubilera a trafił na Neon Cafe. Barman zaserwował mu szczawiową z jajkiem, ulubioną zupę jak u mamy, i żołądkową białą. Opowiedział mu wszystko o swojej żonie Irminie. A niesamowita to historia. I na koniec pojawiła się Elena, Ukrainka ze Stryja, od 10 lat w Polsce, która przyjechała tu do pracy, by pomóc dzieciom. Barman zaskoczył ją, podając watruszki i kwas chlebowy do popicia. Kobieta ma poważny problem, stoi bowiem przed podjęciem bardzo trudnej decyzji życiowej. Ale ponieważ czuła się dobrze w tym dziwnym miejscu tylko dla wybrańców, postanowiła zrzucić ciężar z serca i o tym opowiedzieć profesjonaliście. Jaką rolę w jej życiu odegrał Edmund, poznany we Wrocławiu? I mimo że spotkania z bohaterami odbywają się według tego samego schematu, to nie ma mowy o nudzie, bowiem pisarka zastosowała indywidualizację języka, dzięki której obraz życia i portrety bohaterów przemawiają do wyobraźni czytelnika i zapadają w pamięć. W dzisiejszym zagonionym świecie nie ma czasu na takie długie opowieści, sączący się czas. A tu barman nikogo nie popędza. I klienci wychodzą szczęśliwi, rozliczając się z opowieści. Wybrzmiewają one do końca. Coś niesamowitego!
 
Dzięki powieści poznałam pięć niesamowitych, zdumiewających,  ciekawych opowieści o wszystkich barwach życia, które skłaniają do refleksji. Wywołują też całą gamę uczuć. Wydobyły z mojego serca skrywaną tam opowieść o moim życiu, które również ma wiele barw, nie jest proste, nie jest idealne, ale prawdziwe. Bohaterowie też są autentyczni, to postacie z krwi i kości, które żyją gdzieś obok nas. I tak jak my przeżywają chwile szczęścia, chwile złe, problemy, ale z każdej sytuacji znajdują wyjście. Powieść ma wydźwięk optymistyczny, daje nadzieję, że zawsze po ostrym zakręcie nasze życie może znowu wkroczyć na prostą drogę. I jeszcze na koniec dodam, że Wrocław jest tu też bohaterem, pisarka opisuje miasto w iście poetycki sposób i jego życie w zależności od pory dnia ma też wiele barw i odcieni. Zakończenie powieści jest mocno zaskakujące, po prostu magia. A niezwykły barman, co się z nim stało po całym dniu pracy? To anioł nie człowiek. „Kolejny dzień w mieście świateł i nadziei na lepsze jutro przeszedł do historii. może to lepsze jutro zaczęło się właśnie teraz, kto wie. (…) – No to dobranoc, Wrocławiu, słodkich snów.” Księżyc, „który  w całej swojej okrąglej okazałości rozpanoszył się nad miastem”, pozostał na warcie aż do wschodu słońca.
 
Zachęcam gorąco do sięgnięcia po tę niezwykłą opowieść o życiu pełnym barw i ich różnych odcieni. Zapewne i w Was wywoła wiele emocji i refleksji. A ja czekam na następną część powieści.          

 

„Chyłka – Zaginięcie”, czyli o świątecznej premierze słów kilka

Read More

 

Magdalena Cielecka, Filip Pławiak, Łukasz Palkowski, Remigiusz Mróz, player.pl, TVN, Wydawnictwo Czwarta Strona 
 
 
To nie tajemnica, że jestem czytelniczką powieści Remigiusza Mroza. Wszystko zaczęło się od Kasacji. Dla tej książki, pierwszy raz od lat, zarwałam noc na lekturę. W księgarniach w moim rodzinnym mieście nie było drugiej części serii, ale na ratunek przyszła mi przyjaciółka Ola, która akurat przyjeżdżała do domu na ferie z Warszawy. Kupiła mi Zaginięcie. Znowu przepadłam. Od tamtej pory kolejne tomy kupowałam jeszcze przed albo tuż po premierze.
 
Muszę przyznać, że bardziej od spraw, zawsze z niecierpliwością czekam na wątki prywatne, zwłaszcza na rozwój relacji Joanny i Kordiana. Choć, trzeba to podkreślić, klienci trafiają do Chyłki nieprzypadkowo, więc w kancelarii i na salach sądowych nigdy nie można się nudzić. Joanna nie zajmuje się rozwodami za porozumieniem stron czy napadem na osiedlowy sklep. Morderstwa, porwania, przekręty… To jest jej świat. Jej i jej wiernego jak psiak aplikanta, Kordiana.
 
Uwielbiam ich duet nie tylko za kontakty w pracy i za niespieszny (co chwilami denerwowało) rozwój relacji poza kancelarią. Dialogi, docinki, ironia, humor… Remigiusz Mróz stworzył kompletnie różne, ale zarazem doskonale uzupełniające się i pasujące do siebie postaci. Dla mnie to literacko duet (niemal) idealny.
 
Nic więc dziwnego, że ucieszyłam się na wieść o Chyłce na ekranie. Chyłka – Zaginięcie – serial reżyserowany przez Łukasza Palkowskiego, zadebiutował w serwisie player.pl 26 grudnia. Internet wybuchnął. Jedni zachwyceni, inni wylewali na twórców i aktorów wiadro pomyj. Skoro wypowiedział się już niemal każdy, i ja postanowiłam to zrobić po obejrzeniu dwóch odcinków – oto moja krótka opinia. 
 
Niektórzy z widzów zarzucają, że Magdalena Cielecka (gra Joannę) jest za mało „Chyłkowa”, a Filip Pławiak (Kordian) nie nadaje się do roli Zordona. Szczerze? Idealnie tę parę mogliby tylko zagrać Joanna Chyłka i Kordian Oryński, ale postaci wymyślone przez Mroza i funkcjonujące na kartach książek przecież nie istnieją. Czy podoba mi się wybór aktorów do głównych ról? Bardzo! 
 
 
 
Dla mnie Magdalena Cielecka to jedna z najzdolniejszych polskich aktorek. Uważam, że w pierwszych dwóch epizodach (tylko te na razie obejrzałam) świetnie poradziła sobie z tym trudnym zadaniem. Oddać charakter Chyłki i pozostać przy tym bohaterką, którą się lubi i z którą ma się ochotę zjeść mięsną kolację i napić dobrego alkoholu, nie jest, chyba, łatwo. Jej się udało.
 
 
Filip Pławiak natomiast zwrócił moją uwagę w Listach do M. 3, gdzie rozczulał widzów miłością do psów i zauroczeniem Zuzą. W Nielegalnych (serialu zrealizowanym na motywach powieści Vincenta V. Severskiego, byłego oficera polskiego wywiadu) zachwycił i żałowałam, że w porównaniu z książkami występuje w produkcji znacznie krócej. Jako Zordon? Rewelacja. Choć początkowo obstawiałam do tej roli Michała Mikołajczaka (aktor Teatru Współczesnego, znany z serialu Prawo Agaty), nie czuję się rozczarowana. Kordian niewiele mówi, ale jest. Towarzyszy Chyłce. Chyba dopiero teraz tak wyraźnie to widzę. Podczas lektury znikał na dalszy plan. To Joanna była w centrum czytelniczej uwagi. W serialu, choć bohater Filipa nieczęsto się odzywa, jest. Po prostu jest. Niby z boku, ale na wyciągnięcie ręki. Niby niedoświadczony, ale bystry. Moją sympatię ma od pierwszej sceny. Cieszę się, że muzykę do serialu napisał jeden z moich ulubionych kompozytorów. Prawie cztery lata temu miałam okazję poznać Pana Bartosza Chajdeckiego – jest nie tylko utalentowany, ale też skromny i bardzo sympatyczny. Melodie, które stworzył dla produkcji, dla Chyłki podobają mi się i pasują i do postaci, i do historii – zwłaszcza czołówka. 
 
Co czuję po obejrzeniu dwóch odcinków? Jestem na tak. Może dlatego że nie oczekiwałam kalki 1:1? Może dlatego że nie zwracam tak bardzo uwagi na kolor włosów Chyłki? Dla mnie książki to książki, a serial to serial. Dla mnie to nie jest ekranizacja bestsellera. Dla mnie to serial na podstawie powieści. Momentami bardziej, momentami mniej do niej zawiązujący. Myślę, że nie da się zekranizować książki idealnie, co do wątku, co do postaci, co do przecinka. Wydaje mi się, że to technicznie niemożliwe. Zresztą – pisarz widzi postaci, historię inaczej, a reżyser, scenarzysta – inaczej. Książka pozwala na interpretację, wyobrażenia. Tak, a nie inaczej Chyłkę i spółkę zobaczyli twórcy produkcji. Papier przyjmie niemal wszystko. Telewizja nawet ta internetowa, już nie. Rządzi się swoimi prawami. I świetnie respektuje kodeks Chyłki.
 
Pierwsze dwa odcinki serialu oceniam bardzo pozytywnie i jestem ciekawa kolejnych epizodów. Mam nadzieję, że stacja TVN zdecyduje się na jego emisję, by trafił do większej liczby odbiorców.
 
A Wy? Jesteście już po seansie? A może widzieliście wszystkie dostępne cztery (póki co) odcinki? A może wszystko, co nawet drobnym druczkiem ma w podtytule Remigiusz Mróz omijacie szerokim łukiem? Jestem ciekawa Waszych opinii!
 
 
 
Chyłka – Zaginięcie można oglądać na platformie player.pl – co środę nowy odcinek!
 
16.01.2019 r. w Empiku premiera książki z serialową okładką – ruszyła przedsprzedaż w fajnej cenie!
 
 
Zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z materiałów udostępnionych na oficjalnych profilach serialu i producenta w social mediach.

 

„Kontratyp” – Remigiusz Mróz

Read More
 

 

Remigiusz Mróz, Kontratyp, Wydawnictwo Czwarta Strona 2018.
Seria o Joannie Chyłce
 
Nie trzeba być ani komisarzem Forstem, ani komisarzem Zawadą, by wiedzieć, że należę do grona mrozoholików i uwielbiam powieści Remigiusza Mroza. To widać na moim Facebooku i Bookstagramie. Przyznaję, że nie jestem na bieżąco, ale wszystkie nieprzeczytane tytuły (nie)cierpliwie czekają w mojej biblioteczce. Seria o Joannie Chyłce należy do moich ulubionych historii tego autora. Gdy na półce w księgarniach pojawił się Kontratyp – ósma, i jak można się domyśleć z otwartego zakończenia oraz posłowia część cyklu, rzuciłam wszystko i rozpoczęłam lekturę. Wczoraj za jednym zamachem przeczytałam ponad 300 stron – sprawa tak mnie wciągnęła. No właśnie, sprawa… Bo rozwiązanie pewnego wątku prywatnego rozczarowało. Ale po kolei!
 
Tym razem Joanna Chyłka musi przebyć naprawdę daleką drogę, zanim znajdzie się na sali rozpraw u boku nowej klientki. Daleką i trudną – by znaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania, wyrusza na Annapurnę, jeden z najgroźniejszych szczytów świata. Wyrusza nie tylko po to, by znaleźć dowody na niewinność pewnej medialnej alpinistki. Walczy również o życie kilkuletniej Darii, swojej siostrzenicy.
 
Na górach nie znam się kompletnie. Kojarzę ledwie kilka nazwisk wspinaczy, a wiadomości dotyczące konkretnych wypraw, czytam dopiero wtedy, wstyd się przyznać, gdy wydarzy się tragedia. To kompletnie nie mój świat, ale Remigiusz Mróz, bez pytania, mnie do niego zabrał. Ile realizmu jest w wyprawie Chyłki na nepalski szczyt? Nie mam zielonego pojęcia. Momentami miałam wrażenie, że to literacka fantazja nie mająca jakiegokolwiek odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale być może moja opinia wynika z kompletnej nieznajomości tematu. Ocenę wątku związanego z Annapurną zostawiam więc zawodowcom i prawdziwym pasjonatom.
 
Porwanie córki Magdaleny i pełna tajemnic ekspedycja nowej klientki, panny Kabelis, to niejedyne problemy Joanny. Mecenas wciąż czeka na wyniki badań, które wykluczą lub potwierdzą zarażenie poważną chorobą i ściga się z przeszłością – otrzymuje groźby od człowieka, który twierdzi, że oblał ją kwasem oraz powraca do jednej z pierwszych swoich spraw, o przebiegu której nikt nie chce opowiadać. Na szczęście może liczyć na wsparcie Zordona.
 
Lubię tę serię właśnie ze względu na bohaterów – Joanna Chyłka i Kordian Oryński tworzą nieszablonowy duet. Jak ogień i woda idą razem przez życie zawodowe i, co dla czytelników poprzedniego tomu nie będzie spoilerem, prywatne. Ich dialogi pełne humoru, sarkazmu i ironii to prawdziwe mistrzostwo świata. Myślę, że to właśnie dzięki tej parze Polacy tak pokochali tę bestsellerową sagę i wydaje się, że nie mają jej dość.
 
Kto czytał Testament, ten wie, że Remigiusz Mróz wreszcie wysłuchał głosy tysięcy czytelników i relacja Joanny i Kordiana nie ogranicza się tylko do stosunków zawodowych. Mam jednak wrażenie, że wraz z pamiętną rozmową autorowi skończyły się pomysły na prowadzenie tego wątku. Chyłka i Zordon jako para są naprawdę uroczy (choć Kormak twierdzi, że są nie do zniesienia). Nie oczekiwałam od Remigiusza Mroza, że będą chodzić na randki do Hard Rock Cafe i spędzać namiętne noce na Saskiej Kępie – przecież to nie w ich stylu! Ale to, jak poprowadził ten wątek w Kontratypie, budzi mój sprzeciw i po części rozczarowanie. Wiem, że życie to nie bajka, a po niebie nie biegają nosorożce, ale oczekiwałam czegoś innego. Czego? Tu wychodzi marudna strona Dropsa – nie jestem w stanie sprecyzować swoich „żądań”, jednak jestem pewna jednego – końcówka ósmego tomu serii (podobnie jak poprzedniego) mnie rozczarowała. Nie o tym marzyłam dla moich ulubionych literackich bohaterów. Nie oznacza to, że ocenię książkę surowo – autor nazbierał plusików dzięki sprawie. Jej finał, zgodnie z tradycją Remigiusza Mroza, naprawdę mnie zaskoczył. To dla tych kilku ostatnich stron cały wczorajszy wieczór spędziłam na lekturze. Mimo takiego, a nie innego finału prywatnych wątków nie żałuję.
 
Jeśli jeszcze nie znacie Joanny Chyłki, koniecznie nadróbcie zaległości. To wyjątkowa postać literacka, która już wkrótce zagości na ekranach naszych komputerów. Serial na podstawie cyklu dla serwisu www.player.pl właśnie powstaje. Jestem ciekawa, jak z główną rolą poradzi sobie Magdalena Cielecka. Kto czytał, ten wie, że Chyłkę dobrze zagrać mogłaby… tylko Chyłka 😉
 
Czekając na serial i dziewiąty tom, który pewnie znów kupię jeszcze przed premierą, mam nadzieję, że Remigiusz Mróz sensownie rozwiąże ten pozostawiony w śmietniku supeł.
 
Cykl o Joannie Chyłce
Kasacja  recenzja
Zaginięcie ­– recenzja
Rewizja recenzja
Immunitet recenzja
Inwigilacja recenzja
Oskarżenie recenzja
Testament

 

„Pod skrzydłami miłości” – Izabela M. Krasińska

Read More
 

 

Izabela M. Krasińska, Pod skrzydłami miłości, Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016.
 
Lubię powieści, które wzbudzają emocje. Historie, o których myśli się długo po odłożeniu egzemplarza na półkę. Pod skrzydłami miłości – książka otwierająca płomienną (ze względu na wątek strażacki i nie tylko) serię Izabeli M. Krasińskiej spełnia te wymagania. Z jednej strony miałam ochotę rozszarpać główną bohaterkę na strzępy (wybaczcie, ale cierpliwość Dropsa też ma swoje granice), a z drugiej byłam bardzo ciekawa finału jej relacji ze strażakiem Piotrem. Jak oceniam to literackie spotkanie? Zapraszam do czytania recenzji!
 
Marta Konarska pracuje jako ekspedientka w jednym z radomskich sklepów odzieżowych. Jest kochanką żonatego mężczyzny, którego małżeństwo, oczywiście, przeżywa kryzys i rozwód już widać na horyzoncie. Wbrew słowom i obietnicom Marka jego związek ma się fantastycznie, o czym Marta przekonuje się na własne oczy. Zderzenie z prawdą to dla niej silny cios. Roztrzęsiona wsiada za kółko i powoduje wypadek. Z rozbitego samochodu niemal w ostatniej chwili wyciąga ją strażak Piotr. Choć z racji służby wykonywał po prostu swoje obowiązki, czuje się odpowiedzialny za uratowaną dziewczynę. Marta wpada mu z oko, zresztą z wzajemnością. Czy kobieta po TAKICH przejściach i mężczyzna z TAKĄ przeszłością są w stanie stworzyć związek oparty na miłości i przede wszystkim zaufaniu?
 
Na uwagę i czytelników, i recenzenta zasługuje postać Piotra. Wydaje się, że strażak to ideał. Wiadomo – za mundurem panny sznurem (albo gęsiego jak to mawiali w Tylko mnie kochaj). W dodatku odważny pan strażak jest (według opisu i dropsowego gustu) bardzo przystojny, inteligentny, obdarzony poczuciem humoru… Ideał? Tak. Prawie tak, bo przecież nie ma ludzi bez wad. A Piotr, oprócz kilku przywar, ma też żonę. Byłą żonę. Jest rozwiedziony. Nie bez powodu. Co takiego spędza mu sen z powiek? I jemu, i Marcie? Kto ponosił winę za rozpad małżeństwa pana strażaka? Nie zdradzę. Jedno jest pewne – młodzi nie będą mieć łatwego początku.
 
Jak już wspomniałam, główna bohaterka wzbudzała we mnie wiele emocji. Chwilami (no dobra, dość często) wydawała mi się naiwna, infantylna, żyjąca w swoim świecie i oderwana od rzeczywistości. Taka trochę rozpieszczona jedynaczka, której cały świat ma paść do stóp, bo tak i już. Teraz, kiedy myślę o tej postaci, coraz częściej usprawiedliwiam jej sposób myślenia i postępowanie… miłością. Któż z nas nie stracił dla niej głowy, zdrowego rozsądku? Różowe okulary miewają naprawdę mocne szkła… Marta, która przez lata żyła z dala od rodziców z powodu kłótni, była wplątana w związek bez przyszłości i nierzadko słyszała słowa krytyki z ust najlepszej przyjaciółki, po prostu tęskniła za zrozumieniem i miłością. Prawdziwą. Opartą na wzajemnym zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa. Miłości na dobre i na złe. Tęskniła za porozumieniem dusz, a nie tylko połączeniu ciał w łóżku. Chęć schronienia się pod tytułowymi skrzydłami miłości była bardzo silna. Czy Marta spełni marzenie? Czy uda jej się zbudować relację z Piotrem? Cóż, ich związek nie będzie usłany różami. Choć płomienny, nie tylko ze względu na zawód bohatera, będzie musiał pokonać wiele przeciwności. Pokonać lub pogodzić się z nimi. Czy Marta, która dotychczas żyła jak księżniczka, będzie gotowa do poświęceń w imię miłości?
 
Pod skrzydłami miłości to powieść, którą czyta się w tempie ekspresowym. To zasługa nie tylko kreacji bohaterów, ale i języka. Izabela Krasińska używa prostego, potocznego języka. Nie stroni od wulgaryzmów. Czasem jest ich za dużo, czasem… Cóż, są chwile, gdy określenie „ty, łobuzie” to zdecydowanie za mało… Próżno w tej powieści szukać wyszukanych metafor czy porównań. Są za to emocje – prawdziwe, płynące prosto z serca bohaterów. Dialogi, które tak często możemy podsłuchać w środkach komunikacji miejskiej. Rozterki towarzyszące wielu z nas każdego dnia. Zamiast poetyckiej polszczyzny jest prawdziwy język – ludzi z krwi i kości.
 
Autorka zaprasza czytelnika do Radomia – miasta przez wielu wyśmiewanego, nieco zapomnianego, mnie kompletnie nieznanego. Zaprasza do świata bohaterów – tylko na pierwszy rzut oka nieskomplikowanych. Zaprasza do świata miłości i trudnych tematów – pracy, w której każdego dnia naraża się życie, zdrady, zaborczości w relacjach rodziców z dzieckiem, przyjaźni mimo różnic w wyznawanych wartościach… Książka wydaje się łatwa, szybka i przyjemna w odbiorze. Owszem, taka jest, ale wzbudza również wiele emocji i skłania do myślenia. Warto dodać, że każdy rozdział otwierają fragmenty piosenek francuskiego wokalisty Garou. Nie znam jego twórczości, więc było to dla mnie ciekawe doświadczenie. Kto wie, może któregoś wieczoru włączę jego playlistę na YouTubie? 😉
 
Powieść Izabeli Krasińskiej to bez wątpienia ukłon w stronę strażaków. Bohaterów dnia codziennego. Ludzi gotowych nieść pomoc we wrakach i płomieniach. Oficerów, dla których życie ludzkie ma najwyższą wartość. To, w moim odczuciu, niedoceniany literacko zawód, a właściwie powołanie. Cieszę się zatem, że Piotr nie jest kolejnym bogatym biznesmenem albo architektem.
 
Pod skrzydłami miłości to powieść, którą polecam miłośniczkom literatury obyczajowej. Książek, przy których zapomina się o całym świecie. Historii, które wciągają od pierwszej do ostatniej strony. To opowieść o poszukiwaniu miłości, szczęścia i własnej drogi. Drogi, która czasem jest na wyciągnięcie ręki, a czasem wymaga skomplikowanych manewrów, by na nią zawrócić. Ale warto. Zwłaszcza, jeśli ma się przy swoim boku anioła. I to w strażackim hełmie.
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
 

„Wieczór taki jak ten” – Gabriela Gargaś

Read More
 
autor: Gabriela Gargaś
tytuł: „Wieczór taki jak ten”
Wydawnictwo Czwarta Strona

liczba stron: 376 

Wieczór taki jak ten – Gabriela Gargaś
 
Czy cukru w cukrze może być za dużo? Czy może być za dużo motywu Świąt w powieści, której akcja rozgrywa się w okolicy Bożego Narodzenia? Czy blask choinki może oślepić? Przed sięgnięciem po Wieczór taki jak ten – świąteczne „dziecko” Gabrieli Gargaś, przeczytałam kilka opinii na temat tej książki. Przyznaję, że byłam zaskoczona liczbą negatywnych komentarzy na jej temat. Wielu czytelników zarzucało Autorce przesadę – „przeświątecznienie” fabuły. Oto moje zdanie na ten temat.
 
Złote serca w Złotkowie
 
Michalina ma dwadzieścia siedem lat. Mieszka w niewielkiej, malowniczej i niezwykle klimatycznej górskiej miejscowości. Tam też wynajmuje cztery pokoje dla gości.
 

Ta noc jest wyjątkowa. Bo jaki sens ma choinka, prezenty, ta cała otoczka, kiedy w sercu mamy bałagan? Kiedy nie potrafimy zrozumieć istoty tych świątecznych dni? (s. 301)

 
Michalina chowa w swoim sercu wielki żal do ojca. Od śmierci matki sama wychowuje młodszego braciszka, a tata… Właściwie nie wiadomo, gdzie jest. Pojawia się, kiedy mu wygodnie i znika, gdy musi wziąć odpowiedzialność za najbliższych. Miśka może liczyć na pomoc ukochanej babci – właścicielki klimatycznej cukierni „Cynamonowe serca”. Gdy ich sytuacja finansowa pogarsza się, podejmują decyzję o wynajmie pokoi na okres Bożego Narodzenia. Do Złotkowa przyjeżdżają cztery różne osoby. Dzieli ich wszystko – wiek i przede wszystkim życiowe problemy, przez które trafili właśnie do domu Misi i Bartka. Nie będę Wam przybliżać sylwetek wszystkich gości. Skupię się na moim „ulubieńcu”. Artur to ekscentryczny rozwodnik z Wrocławia. Nie ma zbyt dobrych relacji z dziećmi, wydaje się być zazdrosny o prywatne sukcesy byłej żony. W dodatku szczerze nienawidzi Świąt. Drażni go podniosła atmosfera, z odrazą patrzy na wszelkie ozdoby, nie słucha świątecznych piosenek. Wydaje się więc, że przyjazd do Złotkowa był jedną z najgorszych decyzji w jego życiu. Uciekając przez magią Świąt, trafił w jej samo centrum. Ironia losu czy szansa na to, by wydarzył się bożonarodzeniowy cud…? Dzień przed wigilią w drzwiach przytulnego domu staje jeszcze jeden niezapowiedziany gość. Czy gospodyni wpuści go do środka?
 
Powieść życiowymi drogowskazami pisana
 
Podczas lektury zaczęłam zaznaczać cytaty warte uwagi i zapamiętania, przepisania do mojego magicznego notesu z Małym Księciem. Po kilkudziesięciu stronach musiałam zwolnić tempo przyklejania kolorowych karteczek – właściwie na co drugiej stronie takowa powinna się znaleźć. Gabriela Gargaś, ustami bohaterów – tych młodych jak Miśka, czy tych doświadczonych przez życie jak babcia Zosia, dzieli się z Czytelnikami złotymi myślami i wskazówkami godnymi zastosowania w codziennym życiu. Często poetyckim językiem pisze o tym, co oczywiste, a o czym tak często zapominamy w codziennej gonitwie. Takich uwag, złotych myśli w powieści jest naprawdę dużo. Czy za dużo? Dla kogoś zdecydowanie tak. Już po kilkudziesięciu stronach mógłby mieć przesyt. Dla mnie… Z jednej strony w sam raz, z drugiej… Chwilami miałam wrażenie, że zamiast powieści świątecznej czytam mini życiowy poradnik. Chociaż… Czy nie po to między innymi istnieje literatura? By ustami postaci, narratora zawracać uwagę Czytelnikom na to, co najważniejsze? Myślę, że w tej kwestii każdy wypowie się indywidualnie po lekturze. To, co na pewno mi przeszkadzało, to wtrącenia narratora. Raz na jakiś czas, po opisach lub dialogach, zwraca się bezpośrednio do czytającego, zadając mu egzystencjalne pytania. Zabieg ciekawy, przyznaję, ale wytrącał mnie z rytmu, z przebiegu akcji. Szczerze mówiąc, ciekawa losów bohaterów, zamiast poświęcić chwilę na refleksję, po prostu szłam dalej, a chyba nie o to Autorce chodziło.
 
Czas cudów w grudniowe wieczory – wieczory takie jak ten
 

 

 

Wieczór taki jak ten to powieść pełna świątecznego klimatu. Niepowtarzalnego i pełnego magii. Na każdej stronie książki czuć zbliżające się Boże Narodzenie. Wydaje się, że akcja powieści rozgrywa się w świątecznym miasteczku. Na każdym rogu (i w każdym sklepie) na bohaterów (i Czytelników) czekają elfy czy Mikołaj. Domy i ogrody uginają się od świątecznych ozdób, a z głośników płyną kolędy lub charakterystyczne dla okresu Bożego Narodzenia piosenki. Pachną pierniki i gałązki choinek. Anioły zostawiają pióra, dając znać o swojej obecności. Bajka? Może. Mnie się podobała i przeczytałam ją w trzy wieczory. Bo za takimi historiami tęsknię – historiami pełnymi cudów i uczuć. Bo takie historie, mimo banalności czy przewidywalności, przy choince „smakują mi” naprawdę wyjątkowo. Dlaczego więc odmawiać sobie świątecznej słodyczy…?   

 

Dziękuję Wam za obecność w 2017 roku! Życzę Wszystkim udanego Sylwestra. Spędźcie go tak, jak lubicie najbardziej – na hucznej imprezie lub w domowym zaciszu. A w Nowym Roku cieszcie się zdrowiem i spełniajcie marzenia. I oczywiście dużo czytajcie!  

„Oskarżenie” – Remigiusz Mróz (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 
Joanna Chyłka.
(…)
– Jezus Maria…
– Nie, naprawdę Chyłka.
 
Joanna Chyłka powróciła. Kordian Oryński powrócił. Powrócił też stary znajomy, który przewraca ich życie do góry nogami.
 
Oskarżenie szósty tom bestsellerowej serii Remigiusza Mroza
 
Mijają cztery lata od serii brutalnych zabójstw młodych chłopców. Sprawcę, legendę „Solidarności”, ujęto i skazano. Choć dowody zebrane przez śledczych były nie do podważenia, Joanna otrzymuje list od żony skazańca. Łucja Tesarewicz twierdzi, że ma dowody na niewinność męża. Dzień po rozmowie z prawniczką ciało żony opozycjonisty zostaje znalezione w mieszkaniu. Okazuje się, że to dopiero początek jednej z najtrudniejszych spraw w karierze Chyłki. 
 
Huragan Tadeusz
 
Pojawienie się opozycjonisty Tadeusza Tesarewicza wywołuje prawdziwy huragan w życiu bohaterów. Materiał DNA jednej z jego ofiar zostaje znaleziony w miejscu innego przestępstwa. Zmartwychwstanie? Pomyłka? Nie. Maciej nigdy nie został zgwałcony ani nie zginął. Kto zatem leży w grobie? Komu zależało, by Maciek zniknął na kilka lat i dlaczego wrócił akurat teraz? W dodatku organy ścigania zaczynają interesować się Zordonem. Akt oskarżenia, areszt… Joanna i Kordian wiedzą, że to nieprzypadek. Zagadki mnożą się z każdym dniem, a w ich rozwiązaniu może pomóc tylko jedna osoba…
 
A po Mrozie przychodzi… kac
 
W przeciwieństwie do Chyłki nie przepadam za alkoholem, więc męczy mnie tylko, albo aż, kac książkowy. Oskarżenie przeczytałam na trzy podejścia. Niedługie, dynamiczne opisy, niebanalne dialogi sprzyjają szybkiej lekturze. Warto podkreślić, że ta część trzyma poziom poprzednich również jeśli chodzi o dialogi głównych bohaterów. W rozmowach Joanny i Kordiana, ale i innych postaci, nie brakuje moich ulubionych słownych przepychanek
 
Joanna i Kordian czy Chyłka kontra Zordon?
 
Wielu z niecierpliwością oczekuje kolejnych części serii ze względu na relację Chyłki i Oryńskiego. Czytelnicy, zwłaszcza czytelniczki, liczą na przełom. Remigiusz Mróz dawkował napięcie. Ustami Chyłki, z charakterystyczną dla niej ironią i złośliwością maskującą uczucia, odwlekał wyczekiwane momenty. Co przygotował dla swoich fanów w VI tomie serii? Nie zdradzę, ale jednego możecie być pewni – zaskoczenie to drugie imię autora.
 
Oskarżenie Remigiusza Mroza – czy warto było czekać?
 
Oskarżenie skończyłam wczoraj. Nadal nie wiem, co myśleć. Z jednej strony mam pretensje do autora za to, kogo i dlaczego posadził na ławie oskarżonych. Za powrót do przeszłości. Za taką a nie inną perspektywę przyszłości dla bohaterów. Muszę przyznać, że przez około pięćset stron oskarżałam (tytuł zobowiązuje ;)) Pana Remigiusza o brak pomysłu na rozwiązanie pewnych wątków, co doprowadziło do takich a nie innych wydarzeń i kreacji postaci. Pod koniec książki mój żal zniknął. Wróciłam do początku – nie tylko powieści, ale i serii. I dlatego nie wiem, co myśleć. Czy traktować Oskarżenie jako początek końca serii, czy jako zamknięcie pewnego etapu w życiu bohaterów? Zaintrygował mnie Pan, Panie Remigiuszu. VII tomu nie mogę się doczekać bardziej niż tego. Mam nadzieję, że premiera najpóźniej wiosną. Chyba nie będzie Pan nas dłużej torturował, prawda? Pozwólcie, że recenzję zakończę jednym z moich ulubionych cytatów z tej powieści. Chyłka, jak zwykle, dobrze gada:
 

[Książki] Dają mi władzę – ciągnęła Chyłka. Sama decyduję, jak wyglądają postaci, jak się zachowują i tak dalej. W filmie czy serialu reżyser mnie z tego odziera. Pieprzę taki układ.  

 
tytuł: „Oskarżenie”
autor: Remigiusz Mróz
wydawnictwo: Czwarta Strona
liczba stron: 560
premiera: 27.09.2017 r.
 
Książkę kupiłam na stronie wydawnictwa.

 

Recenzje poprzednich tomów serii – kliknij w tytuł, by przeczytać: Kasacja Zaginięcie Rewizja Immunitet Inwigilacja