„Odpłata” – Agnieszka Jeż

Read More
odpłata agnieszka jeż

Agnieszka Jeż, Odpłata, Wydawnictwo Burda Książki 2021.

Mam szczęście do Agnieszek o dwóch twarzach, a właściwie z dwoma kałamarzami. Jedno pióro wykorzystują do powieści obyczajowych, drugie – z nie mniejszym sukcesem – do tworzenia kryminalnych historii. Po Agnieszce Krawczyk przyszła pora na poznanie nieco bardziej mrocznej twarzy Agnieszki Jeż.

Agnieszkę Jeż, a właściwie jej książki, poznałam we wrześniu ubiegłego roku. Miłość warta wszystkiego i Spotkajmy się po wojnie  – powieści z wątkiem II wojny światowej, towarzyszyły mi podczas urlopu. Zwyczajne cuda natomiast otworzyły mój ubiegłoroczny sezon historii świątecznych. Tym razem, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Burda, spędziłam kilka lutowych wieczorów w towarzystwie „Odpłaty”. To literackie spotkanie również zaliczam do bardzo udanych!

Kryminał z wątkami psychologicznymi i historycznymi. Mroczne karty polskiej historii i mroczne zakamarki ludzkiej duszy… Czy jest możliwe odnalezienie mordercy po latach?

Wydawało się, że to będzie prosta sprawa. Dom na odludziu, wakacyjny azyl bogatego małżeństwa z Warszawy, zostaje splądrowany. Znika drogi sprzęt, biżuteria, ale pojawia się… trup. A właściwie zostaje znaleziony, pod deskami podłogowymi. Nie sam. Z rowerem. Śledztwo, które ma prowadzić sierżant Wera Jezierska, zatacza coraz szersze kręgi i to dosłownie. Trop prowadzi na Podhale, gdzie tuż po wojnie dokonano brutalnego mordu. Czy trup spod podłogi to czyjaś odpłata? Czy stara zbrodnia może rzucać aż tak długi cień…?

Warto zaznaczyć, że w powieści „Odpłata” niezwykle ważną rolę odgrywa wątek relacji polsko-żydowskich po II wojnie światowej. Relacji, które także dzisiaj są dalekie od ideału. Naznaczone historią, naznaczone krwią i niewyobrażalnym cierpieniem, ale też poczuciem zdrady czy uprzedzeniami stają się źródłem konfliktu, podziału społeczeństwa. Wiera Jezierska poznaje przeszłość nie tylko znalezionej pod podłogą ofiary. By rozwiązać kryminalną zagadkę, jest zmuszona do podróży w czasie i poznania (po)wojennych losów pewnej rodziny. Czytelnik razem z policjantką odkrywa kolejne karty.  

Agnieszka Jeż w fenomenalny sposób maluje portrety mieszkańców polskiej wsi oraz Górali. Stereotypy, łatki, uprzedzenia, podział na „my” i „obcy”… Podążając śladami zbrodni, podąża równocześnie ścieżkami ludzkiej psychiki i natury, którą ciężko oszukać. Kroczenie po zakamarkach labiryntu ludzkiego umysłu czyni książkę jeszcze bardziej atrakcyjną, a śledztwo wymyka się z ramek standardowego policyjnego dochodzenia. Bardziej ważne od tego, kto zabił, staje się dla mnie znalezienie odpowiedzi na pytanie: „dlaczego?”. Ile w człowieku może być bólu? Jak długo można znosić krzywdy? Czy zemsta zawsze musi stanąć oko w oko ze sprawiedliwością?

Powieść połyka się strona po stronie. Historia jest podzielona na rozdziały, każdy zaczyna się od retrospekcji. Te podróże w przeszłość, kilku-, kilkunastozdaniowe, z jednej strony dopełniają opowieść, a z drugiej rozbudzają ciekawość. Dają czytelnikowi pewną przewagę nad prowadzącą śledztwo policjantką – szansę na zajrzenie w przeszłość, w której wszystko ma swój początek…

„Odpłata” to drugie spotkanie Agnieszki Jeż z sierżant Jezierską. Moje – pierwsze, ale już zakupiłam „Szaniec” w wersji elektronicznej, by nadrobić zaległości. Czy podczas lektury brak znajomości poprzedniej książki bardzo przeszkadzał? Nie, praktycznie w ogóle. Co prawda, nie wiem, jakie śledztwo czasem wspominała bohaterka, jednak mam wrażenie, że nie miało ono żadnego wpływu na bieżące dochodzenie.

Co sądzę o głównej postaci? Dla mnie Wiera Jezierska to nie tylko czujna i ambitna pani sierżant, która chce złapać bandytę, by wymierzyć sprawiedliwość. To kobieta – choć twarda, ma pod skórą niezwykle delikatną skorupę. Nie udaje, że wszystko wie najlepiej, w pracy liczy się ze zdaniem bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów. Na gruncie zawodowym radzi sobie o wiele lepiej niż w życiu prywatnym. Skomplikowane relacje rodzinne, poczucie osamotnienia… Śledztwa nie prowadzi cyborg, detektyw idealny. Zabójcy szuka człowiek. Śladami człowieka kroczy drugi człowiek – z krwi i kości, z wadami i zaletami, który także popełnia błędy…

Gorąco polecam Wam „Odpłatę” Agnieszki Jeż. Jestem pewna, że się nie rozczarujecie, a Wiera Jezierska trafi do grona Waszych ulubionych literackich stróżów prawa. Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie z panią sierżant. Takie kryminały, w której zamiast dużej ilości krwi, jest dużo myślenia – po prostu lubię!

„Obiad z Bondem” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
obiad z bondem

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Obiad z Bondem, Wydawnictwo Burda Książki 2021.
#MamaDropsaCzyta

Agnieszka Lingas-Łoniewska już od dziesięciu lat (debiut styczeń 2010) cieszy się sporym gronem wiernych Czytelniczek i Czytelników, które stale rosnie. Dała się poznać jako autorka emocjonalnych powieści tworzących miks gatunkowy: komedii, kryminału, literatury obyczajowej i książki erotycznej. Pisanie szalonych historii jest jej pasją. Należy podkreślić, że stworzyła niesamowitą więź z grupą czytelników w mediach społecznościowych, a w dobie pandemii jest to szalenie ważne. Pisarka robi to, co kocha i jest w tym wszystkim sobą: pisanie to cudowna przygoda, pasja, miłość. Za swoje motto obrała słowa Stanisława Jerzego Leca: Żeby być sobą, trzeba być kimś”.

Niedawno, 14 stycznia,  miała premierę 38. a właściwie 39. powieść Autorki pt. „Obiad z Bondem”. Pragnę zatem podzielić się moją opinią.

W książce spotykamy  bohaterów poznanych już w pierwszej części serii („Kolacja z Tiffanym”): Natalię i Macieja. Jednak na plan pierwszy wysuwa się para: Eliza i Jacek. W opisie czytamy: On – zabójczo przystojny i skryty. Ją życie nauczyło podchodzić do mężczyzn z lekkim dystansem. Nieźli z nich agenci. Czy zdążą się dogadać, zanim się pozabijają?

On – Jacek Granicki, brat Macieja, zabójczo przystojny i tajemniczy glina, pan komisarz fascynujący kobiety, ale rozbity wewnętrznie i unikający jak ognia kolejnych związków a zwłaszcza z Elizą Głębocką, która oceniła go : „Naprawdę urodziwy z niego okaz”. Kiedy jednak wokół kobiety zaczęły się dziać dziwne rzeczy, poproszony o wsparcie postanowił niczym James Bond nieść pomoc. Wszak była przyjaciółką jego bratowej. Jak się wywiąże Jacek z zadania osobistego Jamesa Bonda? Przecież zbytnio nie przepadał za Elizą.

Ona – Eliza Głębocka, przyjaciółka Natalii, z którą i z Mikołajem razem mieszkali w olbrzymim domu, poniemieckim apartamencie ciotki a teraz już należącym do dziewczyny. Natalia po ślubie wyprowadziła się do willi męża, współlokator wyjechał do Francji na stypendium. Została sama w wielkim mieszkaniu, w którym ktoś tu zaczął bywać podczas jej nieobecności, bo Natalia miała pewne żelazne zasady i po prostu spanikowała. A najbardziej ją uderzyły przestawione kaktusy, jej dzieci, na punkcie których miała bzika. Kto był tym potencjalnym intruzem?! Zaalarmowany przez Natalię Jacek zgodził się być osobistym Bondem i zaproponował Elizie, że się do niej wprowadzi do czasu powrotu Mikołaja.

Oni – jak się ułożą ich wzajemne relacje? Czy Jacek, porządny gość ograniczy się jedynie do roli współlokatora i przyjacielskiej przysługi? Przecież nie chciał się z nikim wiązać. A pełna temperamentu Eliza, która straciła zaufanie do mężczyzn, bo zawsze mają ukryte zamiary, czy potrafi znowu zaufać? Jaką rolę odegrają w tej historii kaktusy?

Ich wspólna historia opowiedziana jest lekkim stylem i pięknym, emocjonalnym językiem, ze sporą dawką humoru z domieszką rzecz jasna czarnego,. Pisarka zastosowała narrację pierwszoosobową przemienną. dzięki temu Czytelnik może doskonale wniknąć w osobowość,  poznać punkt widzenia, sposób myślenia, określone zachowania z perspektywy Elizy i Jacka. Postacie są świetnie wykreowane, z pogłębionym rysem psychologicznym. A przyjaciółki Natalia i Eliza to świetny duet, istna petarda, mieszanka wybuchowa. wikłają się w szereg sytuacji z dreszczykiem , ale i z humorem. Ich ciekawie  skonstruowane dialogi, cięte riposty i utarczki słowne zadziornej, pyskatej Elizy, komizm słowny i sytuacyjny, tworzenie neologizmów słowotwórczych (Frotas! Fiutas! Mutas! Kiut!), ich utarczki słowne wywołują salwy śmiechu aż do łez. Akcja toczy się dynamicznie i ciekawie. Pisarka diluje nam emocje stopniowo aż do punktu kulminacyjnego, w którym bohaterce grozi wielkie niebezpieczeństwo i od tego momentu następuje diametralna zmiana sytuacji na linii ona i on, i nie tylko. A zakończenie historii Panny Kaktusika i Pana Bonda wręcz powalające. Ta świetna i szalona komedia romantyczna to także okazja, żeby uzmysłowić Czytelnikom, co w życiu jest najważniejsze: rodzina , rodzinne więzi, poczucie odpowiedzialności, przyjaźń, wspieranie i niesienie pomocy w potrzebie, miłość i jej różne odmiany, ale zawsze zwycięża, walka z demonami przeszłości.

Zachęcając Was do sięgnięcia po książkę wręcz idealną na zimowe wieczory, by oderwać się od problemów dnia codziennego, przytoczę słowa Autorki z jednego z wywiadów, jak smakują jej powieści i seria „Kolacja z Tiffanym”? Moje powieści to doskonały miks na pasjonujący wieczór. Od zdrowych sałatek, przez ostre meksykańskie danie, skończywszy na słodkim i pieszczącym podniebienie deserze. Każdemu według potrzeb.

Dodam tylko, że książki chwilowo zabrakło w księgarniach a na dodruk trzeba poczekać do polowy lutego.

Wydawnictwu Burda Książki dziękuję serdecznie za egzemplarz do recenzji.

„Molly” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
molly lingas łoniewska

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Molly, Wydawnictwo Burda Książki 2020.
#MamaDropsaCzyta

Jestem Molly. I tworzę swój własny świat.
Czy uwierzę, że nie jestem tak zepsuta, jak mi się wydaje?

Szalona przygoda z bohaterami najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt. „Molly” już za mną. Co legło u genezy tejże książki?

U mnie zaczęło się od kawałka Molly PRO8L3M-u. Zobaczyłam szaloną dziewczynę z kiepską przeszłością i porządnego faceta z nieciekawą tajemnicą. Te dwa obrazy wystarczyły, aby powstała w mojej głowie historia Molly, dziewczyny, którą pokochałam od pierwszej chwili, a która robiła wszystko, aby nie dało się jej kochać – czytamy w słowach od autorki na początku książki.Takiej bohaterki jeszcze Pisarka nie stworzyła! Jak ja ją przyjęłam? Która z postaci wzbudziła we mnie najwięcej emocji? Zapraszam do lektury mojej opinii.

Melania Tarczyńska i Wiktor Tuli znali się od dziecka, ponieważ ich ojcowie byli biznesowymi partnerami. Potem dziewczynka zniknęła z życia Wikusia w niezwykle dramatycznych okolicznościach. Spotkali się po kilkunastu latach na dyskotece w Fantomie. Przypadek? Nie sądzę, bo Wiktor postanowił ją odszukać – miał w tym swój cel. Ona nie jest już dzieckiem a młodą, piękną kobietą – Molly, imię brzmi jak nazwa narkotyku, bo przyciąga wzrok mężczyzn i uzależnia ich od siebie. Jest niesamowicie inteligentną, zadziorną, emanującą seksem, szaloną,  nieznośną i nieposkromioną dziewczyną. W toku akcji czytelnik odkryje w bohaterce wiele talentów i szczególnych zdolności, nie wspomnę już o zamaskowanych cechach osobowości. Wiktor natomiast, Wikuś, Wiko to teraz gość z „towarzystwa białych kołnierzyków”, „pan sztywniak”, biznesmen, dobrze ułożony, spokojny, zrównoważony, bogaty, idealny obiekt westchnień wielu dziewczyn, wcale nie żaden bad boy.

Każda chwila spędzona w jej towarzystwie była jak jazda bez trzymanki, jak rollercoaster, jak udział w wyścigu na torze. Jasne, że to mnie kręciło. Ale jednocześnie chciałem wyrwać ją z tego dziwnego świata, w którym żyła. I z układu z jej przyjacielem.  

Bohaterowie pochodzili z dwóch różnych światów, dzieliła ich przepaść, ale wiele łączyło. Pisarka zaskoczyła mnie historią Molly i Wiktora, kreacją bohaterów, bowiem tego jeszcze u Dilerki Emocji nie było, żeby bohaterowie pod wpływem czasu, przebywania ze sobą, poznawania się od nowa tak na siebie oddziaływali i tak na siebie wpływali, że oboje poddali się totalnej metamorfozie…

Molly została pozbawiona skorupy, maski, pod którą umiejętnie skrywała zagubienie, lęki, wrażliwość, tęsknotę za miłością, ciepłem, bliskością, po prostu za normalnością. Wiktor odnalazł klucz do serca dziewczyny,  by usunąć z niego lęk, strach, brak zaufania, złość, poczucie krzywdy. Był w tym konsekwentny, stanowczy, absolutnie się nie poddawał, bo przecież miał jej coś ważnego wyznać. Co to za mroczna tajemnica?  Był też świadom, do czego może  go to doprowadzić. Miał jednak ważną misję i postanowienie walki do końca. Zakochany Wiktor dzięki Molly wiedział, że żyje naprawdę. Ona też go pokochała, ale bała się wyznać, bo straciła zaufanie do ludzi. Czy zdeterminowanemu i zawziętemu Wiktorowi uda się zamknąć drzwi za przeszłością, by zbudować wspólną przyszłość z Melanią? Czy ona uwierzy w miłość? Kto jeszcze pojawi się na kartach powieści, by ją do tego przekonać?

W powieści poznajemy też poruszającą braterską historię Molly i Robsona, czyli Roberta Nowakowskiego, któremu bohaterka tak wiele zawdzięczała. Poznali się też jako dzieci w domu dziecka i od tamtej pory przez lata byli nierozłączni. Razem trafiali do rodzin zastępczych, wiele przeżyli, dzięki czemu zbliżyli się do siebie i gdy osiągnęli dorosłość, postanowili razem zamieszkać w niewielkim mieszkaniu po babci Roberta. Połączyło ich więc beznadziejne dzieciństwo, wspólne dorastanie i wreszcie wspólne zamieszkanie. Robson spełniał funkcje opiekuna – matki i ojca w jednym, starszego brata, przyjaciela i… pierwszej miłości. Mela zawsze mogła liczyć na jego pomoc, wsparcie. Relacje między bohaterami  mocno się skomplikowały, gdy zakradły się do ich życia złe emocje: złość, zazdrość, zawiść.

Warto podkreślić, że pisarka poruszyła w powieści trudny i bolesny temat: problem wychowanków z domu dziecka, ich tułaczkę od rodziny do rodziny zastępczej, u których pobyt nie miał nic wspólnego z domem, z ciepłem, bliskością, z przygotowaniem do udanego skoku w dorosłość, czyli jak dalej żyć, jakimi wartościami należy się kierować w życiu.

Książka mnie porwała już od wysłuchania kawałka Molly PRO8L3M-u, przeczytałam ją bardzo szybko z uwagi na świetny styl i język, chwilami dosadny, emocjonalny, z domieszką ironii, sarkazmu, ciętej riposty, czarnego humoru. Wracałam jednak do fragmentów, żeby sobie uporządkować fabułę, niebanalne historie ciekawie wykreowanych i autentycznych bohaterów. Mimo że powieść jest podzielona na rozdziały i podrozdziały, to jednak tyle się w niej dzieje, inwersja czasowa, celowe mieszanie przeszłości z teraźniejszością, wartka akcja, nagłe jej zwroty, świetne dialogi. Nie sposób wymienić tu wszystkich walorów powieści. Dodam tylko, że Pisarka stworzyła super mix gatunkowy: sensacyjny, kryminalny, romansowy, obyczajowy, psychologiczny.

Zakończenie powieści wbiło mnie w fotel, wprost zamurowało. W pierwszej chwili miałam wielką ochotę, aby cisnąć książkę w kąt… Ale szybko porzuciłam ten zamiar. Powściągnęłam emocje. To nie może się tak zakończyć, nie u Agnieszki Lingas-Łoniewskiej! Lawina emocji, jaką zafundowała mi Pisarka, ma służyć czemuś wyższemu. Czy moje przeczucia mnie nie zawiodły? Przekonajcie się, drodzy Czytelnicy, sięgając po tę niezwykłą powieść, która wzbudza ogrom emocji, istną lawinę. Jest niebezpieczna, wciąga jak narkotyk. Nie można się od niej oderwać. To świetna książka na długie wieczory.

Wydawnictwu Burda Książki serdecznie dziękuję za egzemplarz do recenzji.

„I ja ciebie też!” – Zuzanna Dobrucka, Beata Harasimowicz, Katarzyna Kalicińska

Read More
i ja ciebie też

Zuzanna Dobrucka, Beata Harasimowicz, Katarzyna Kalicińska, I ja ciebie też!, Burda Książki 2020.
#MamaDropsaCzyta

W połowie października miała miejsce premiera książki „I ja ciebie też!”, której Autorkami są trzy przyjaciółki, producentki filmowe i telewizyjne: Zuzanna Dobrucka, Beata Harasimowicz i Katarzyna Kalicińska. Adek Drabiński, reżyser serialu „Dom nad rozlewiskiem”, tak ją polecił: Zabawne jak Bridget Jones, inteligentne i przewrotne jak „Notting Hill”, wzruszające jak „To właśnie miłość”. Zapraszam do lektury mojej opinii o tej magicznej powieści. Niech was wprowadzi w świąteczny nastrój, za którym tak tęsknimy.

Tej przyjaźni zazdrościli im wszyscy i jednocześnie nikt nie rozumiał, jak trzy zupełnie różne osoby mogą się tak kochać i bronić wzajemnie, nie dając komukolwiek powiedzieć na przyjaciółkę złego słowa.

Powieść rozpoczyna krótka historia ponad dwudziestoletniej przyjaźni głównych bohaterek, trzech przyjaciółek „od zawsze i na zawsze”: Laury, szefowej dużej stacji telewizyjnej, dumnej ze świetnego zespołu ludzi, mężatki, Agaty, reżyserki największych widowisk telewizyjnych, wdowy i Wiktorii, właścicielki świetnie prosperującej agencji aktorskiej, rozwódki, ale szczęśliwie zakochanej. To piękne, bogate i spełnione w pracy kobiety. Zawsze mogą na siebie liczyć, zawsze gotowe spieszyć z pomocą i wspierać się wzajemnie. Gotowe w każdej chwili rzucić wszystko i biegnąć z pomocą. Ich kobieca solidarność i siła charakteru wręcz zadziwia. Nawet Wigilię, ważny dzień iście rodzinny, zaczynają od wspólnego spotkania i tradycyjnego śniadania w Starym Domu oraz wręczenia sobie prezentów. Miały tam od lat zarezerwowany stolik odgrodzony od reszty świata ogromną rozświetloną choinką.

Nie miały pojęcia, że ta Wigilia będzie inna, niż którakolwiek z nich mogła sie spodziewać. Los okazał się bowiem niezwykle złośliwy i świat tych trzech kobiet rozpadł się jak domek z kart właśnie w Wigilię. Utrata pracy zamiast awansu, odejście partnera do innej, narzeczony oszustem matrymonialnym, aresztowanym przez policję. A przecież przed nimi gorące dni w pracy, próby wielkiego sylwestrowego show…liczyły na kolejny sukces. Prawie wszystko było dopięte na ostatni guzik. No cóż, w  życiu przecież rzadko układa się tak jak w dobrej komedii romantycznej. Ale przecież to magiczny czas, świąteczny czas, gdzie cuda sie zdarzają. Czy do Sylwestra uda się przyjaciółkom pozbierać i znaleźć wyjście z tej beznadziejnej sytuacji? A może to, co je spotkało, okaże się wstępem do zupełnie innego życia? O tym się przekonacie, sięgając po tę świetną książkę.

Nie ma w życiu limitu szczęścia i nieszczęścia.

Książkę przeczytałam bardzo szybko. Jest napisana świetnym stylem i barwnym a chwilami dosadnym i językiem. Co ważne, nie jest przelukrowana jak pierniczki świąteczne, którym nadmiar lukru i zdobień zabiera prawdziwy smak. Moją ciekawość wzbudziło pokazanie blasków i cieni show biznesu, sytuacji bardzo wymagających „gwiazdek”, ich kariery, wzajemnych relacji między ludźmi. Główne bohaterki łączy siła przyjaźni, ale można też spotkać takie złośliwe i przebiegłe Donaty, które są pełne zawiści, zazdrości, mściwe intrygantki, zawsze muszą wywoływać afery, skandale, pojawiają się w najmniej pożądanym momencie, wieszcząc jakąś „klęskę” lub „rzymskie i egipskie” plagi. Można też być samotnym w tłumie i wtedy łaknie się ciepła, wsparcia, przytulenia, otulenia świąteczną magią. Podczas lektury można sie także śmiać do łez, niektórzy bohaterowie zostali celowo przez Autorki przerysowani. 

Człowiek zawsze dostaje tyle dobrego, ile sam daje.

Wzruszyła mnie do łez aura, jaką roztaczali wokół siebie Irek i Hanka Nehrebeccy w swoim siedlisku. To małżonkowie i prawdziwi przyjaciele, którzy potrafią słuchać i znaleźć wyjście z każdej nawet najgorzej sytuacji. Udzielają porad, które każdy przyjmuje do serca. Bohaterowie i ich rodziny garną się do nich a dzieci wprost uwielbiają przyszywanych dziadków, pełnych pomysłów, inwencji na spędzanie wolnego czasu. Ich rady, wskazówki brzmią jak złote myśli, drogowskazy. Otwierają innym oczy i serca. Między Irkiem i Hanią została ukazana piękna miłość i przyjaźń, która wszystko może…

Do grona bohaterów dołączyli Cyganie, gdy wkroczyli na deski domu kultury wkroczyli i rozkręcili szaloną zabawę– muzycy, chór kobiecy, występ malej Cekiny, to razem z reżyserką oniemiałam wprost z zachwytu. Cygańskie spódnice fruwały, podłoga drżała, a widzowie tańczyli jak oszalali w rytm Muro Shavo, największego przeboju tego sezonu…Jaką misję Autorki wyznaczyły Cyganom?

Powieść dostarcza nam multum emocji, koniecznie należy się zaopatrzyć w chusteczki. Nigdy nie byłam tak blisko i nie obserwowałam pracy twórców wielkiego sylwestrowego show. Akcja toczy się wartko, Autorki cofają się w czasie, opowiadając historię ich życia czy przyjaźni bohaterek. Świetnie je wykreowały, każda z postaci jest inna, ale bardzo prawdziwa, autentyczna.

„I ja ciebie też” to powieść o sile przyjaźni, nadziei, wierze i miłości, które są najważniejsze. Warto też marzyć, bo marzenia nadają naszemu życiu blask i sens. Na koniec przytoczę tylko jedno zdanie z życzeń noworocznych podczas show: – I pamiętajcie, że ze wszystkich rzeczy najważniejsza jest miłość! Niech tej miłości wam nie zabraknie, a wtedy niczego wam nie zabraknie!

-Trzymaj się! Kocham cię! – I ja ciebie też! Kilka słów a mają w sobie ogromną moc. To do tych, „którzy nie lubią w życiu wszystkich uczuciowych zawijasów, żalów i dramatów”. Do świąt można się z nimi oswoić, żeby poczuć prawdziwą ich magię. Gorąco polecam tę świetną książkę, która ma tylko jedną wadę – jest zbyt krótka. A może ciąg dalszy nastąpi? Byłaby to niespodzianka i nie lada gratka dla czytelników.

Wydawnictwu  Burda Książki dziękujęza egzemplarz do recenzji.

Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej o Autorkach i o tym, jak powstawała ta powieść, zapraszam na FB na stronę I ja ciebie też.

„Mars” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
mars lingas łoniewska

Agnieszka Lingas–Łoniewska, „Mars”, Wydawnictwo Burda 2020.
Seria: „Bezlitosna siła”
#MamaDropsaCzyta

Tylko z aniołem przejdziesz przez piekło.

1 lipca świętowaliśmy premierę powieści „Mars” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, czwartego tomu serii „Bezlitosna siła”, opowiadającej o mężczyznach uprawiających walki MMA – każdy z nich ma za sobą mroczną przeszłość, która go prześladuje. To także historie kobiet, które doświadczyły przemocy, a pomoc znajdują w fundacji FemiHelp, wspierającej ofiary agresji ze strony mężczyzn. Trzy poprzednie tomy serii Kastor, Polluks i Saturn wręcz pochłonęłam. Zżerała mnie więc ciekawość, jak zakończy sie ta seria, jak potoczą sie losy wcześniej poznanych bohaterów oraz ich bliskich i czy wszystkie niedomówienia, tajemnice zostaną wyjaśnione. Wiedziałam, że na koniec Dilerka Emocji zaserwuje nam ich całą feerię. Aż żal, że to już ostatnie spotkanie z bohaterami!

ON, czyli niepokonany na ringu Mars (z tatuażem planety Mars na głowie), którego życiem rządzą nienawiść i szaleństwo. Nie mógł się uwolnić od przeszłości, która go wciąż dopadała. Mimo że nie był już sam, miał brata i przyjaciół, to wciąż marzył o miłości. Był świadomy, że nie można w życiu kierować się tylko nienawiścią, to bardzo złe i zgubne. Gdy się kogoś kocha, to znowu chce się żyć. Cholernie mu się spodobała doktor Liwia Marczyk, psycholog kliniczny w fundacji, miała nosa do ludzi. Pomaganie zagubionym duszom, bo kiedyś była jedną z nich, okazało się najważniejsze. Jednak dla niej Darek Darylski, młodszy o sześć lat,  był facetem trudnym do zdefiniowania. A przecież z uwagi na bolesną przeszłość starała się unikać w życiu zawirowań, gwałtownych emocji. Póki co bez porywów serca, z rozsądku, dla bezpieczeństwa spotykała się z lekarzem Mariuszem, który dość szybko okazał się dupkiem. A grzeczna pani doktor mogła teraz już wyluzować, być sobą i dać się poznać bliżej  Marsowi. Liwia marzyła, żeby doświadczyć w życiu miłości o uzdrawiającej sile, mocy – jej przyjaciółka Anita i Kastor byli doskonałym tego przykładem, pokonali bowiem długą, krętą drogę – było warto.

Podobnie jak w poprzednich tomach serii Pisarka tak poprowadziła fabułę, że z jednej strony schodzimy z Marsem do podziemia, w którym toczą sie przygotowania do ważnej dla niego walki, mordercze treningi, spotkania z przyjaciółmi, potańcówki, imprezy a z drugiej poznajemy stopniowo, krok po kroku mroczną przeszłość Darka i Liwii, pojawia sie też siostra Laura i jej mąż oprawca, sadysta, egocentryk, który stresy wyładowuje na żonie. Między Darkiem a Liwią kiełkuje miłość, której on się bardzo bał, ale też jej  pragnął. Odzyskał przecież brata, jego Martynę i córeczkę, Kastor i Anita oczekiwali na narodziny synka a teraz pojawiła się w jego życiu kobieta, narodziło się uczucie, które dla niego wciąż było zagadką. Brat i przyjaciele odrywali go od złych myśli, zapominał, jak to jest ciągle nienawidzić. Przy Liwii Darek mógł wreszcie spróbować być sobą. Zakochani weszli na drogę budowania szczęścia, radości i nadziei. Ale czy ten stan trwał długo? Przeszłość wciąż deptała im po piętach. Czy Mars, chłopak z piekła i Liwia, pani doktor, ład i spokój, czyli dwa żywioły, będą wreszcie szczęśliwi? Nie mogę wszystkiego tu wyjawić. Zapraszam więc do sięgnięcia po książkę. Dodam tylko, że dziękuję Pisarce za taki epilog i bonus pt. „Pięć lat później”.

Powieść „Mars” pochłonęłam tak jak wcześniejsze części. Podziwiam Autorkę za pomysł, za wymyślenie tej niesamowitej historii czterech mężczyzn i kobiet, za research dotyczący walk MMA, za godziny spędzone na galach boksu i MMA, by podpatrywać zawodników. Zapewne wiele bólu i różnorodnych emocji dostarczyło Pisarce gromadzenie materiałów do stworzenia świata bohaterek – rozmowy z panią psycholog, z ofiarami przemocy psychicznej i fizycznej ze strony bliskich osób.

Seria „Bezlitosna siła” to historia sensacyjna, pełna tajemnic, niedomówień, nagłych zwrotów akcji, która przyprawia o szybsze bicie serca, strach, ból, cierpienie, lęk, współczucie. Sceny walki są tak sugestywnie opisane, że uruchamiają wyobraźnię i wszystkie zmysły. Świetnie udało sie wykreować bohaterów z krwi i kości, zestawić a właściwie przeciwstawić sobie dwa światy, aby dać nam , czytelnikom, mocny przekaz, że mimo wszytko można się odbić od dna, uwierzyć w drugiego człowieka i odnaleźć miłość, przyjaźń, nadzieję i szczęście. Gdy do głosu dochodzi miłość i szczęście, Autorka potrafi tak cudownie oddać słowami, wzruszyć do łez, uruchomić cały wachlarz emocji. Zgadzam sie z Autorką, że „Mars” świetnie domknął tę historię. Żal, że trzeba się już rozstać z chłopakami z PantaRhei: z Kastorem, Polluksem, Saturnem, Marsem i ich kobietami: Anitą, Martyną, Inez i Liwią. Dilerka Emocji, Autorka powieści o miłości w serii „Bezlitosna siła” uświadomiła czytelnikom, jakie wartości w życiu są najważniejsze:

Bo rodzina to nie tylko więzy krwi. To także wspólne przeżywanie złych i dobrych rzeczy, nieustające wsparcie, gotowość do poświeceń i wychodzenie z mroku, który czasami pochłania człowieka i wydaje sie, że nie ma od niego ucieczki. Ale jednak bezlitosna siła miłości i przyjaźni jest w stanie pokonać najgorsze zło, mrok i ludzką podłość.

Bardzo dziękuję za tę świetną serię i polecam książkę na letnie wieczory.

Wydawnictwu Burda Książki  serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzencki.   

„Kolacja z Tiffanym” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (przed premierą!)

Read More
kolacja z tifannym

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Kolacja z Tiffanym, Wydawnictwo Burda 2020.
#MamaDropsaCzyta

„To romantyczna komedia, która mogłaby się przytrafić każdej z nas. Podobno brylanty są najlepszymi przyjaciółmi dziewczyny. Jeśli od Tiffany’ego, to czemu nie?” – czytamy w dedykacji dla Sekty Agnes do najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej pt. „Kolacja z Tiffanym”.

Już samo nazwisko Tiffany zamieszczone w tytule wywołuje w nas skojarzenia – król diamentów, pasjonata najpiękniejszych drogich kamieni i niezwykłych projektów biżuterii, najwyższa jakość rzemiosła jubilerskiego, ekskluzywność, elegancja, Tiffany blue czy też marka luksusowych perfum. Zapowiada się więc dobra zabawa i niezwykłe emocje.

Zapraszam Was serdecznie do lektury recenzji najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Kolacja z Tiffanym”. Gdy tylko ujrzałam okładkę książki, zapowiedź, że będzie to komedia romantyczna – mimo że zdaniem bohaterki komedie romantyczne są do bani – to nie mogłam się doczekać, kiedy książka trafi do moich rąk. W tym trudnym czasie szczególnie potrzeba książek, które przeniosą nas do innego świata i zapomnimy o trudnej rzeczywistości. Znakomicie się to udało Dilerce Emocji, którą bardzo cenię i której książki pochłaniam. Co tym razem przygotowała dla swoich (wiernych) Czytelniczek?

Bohaterką powieści jest Natalia Lisek, dwudziestosiedmioletnia ekonomistka z małej wioski Kąty Wrocławskie, która po utracie pracy wróciła z Wrocławia do domu rodzinnego. Gdy ojciec postanowił zaplanować jej życie i zeswatać z Damianem, uciekła do miasta. Absolutnie nie widziała się w roli żony i matki na wsi. Miała nadzieję na szybkie znalezienie pracy. Wkrótce została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną do firmy, której siedziba znajdowała sie w nowym wielkim biurowcu. Natalia zgubiła przed wejściem do windy szkło kontaktowe a grube okulary schowała w torebce i pomyliła biura, wybierając niewłaściwe miejsce rozmowy. Trafiła do wielkiego holdingu i miała przed sobą „szefa wszystkich szefów”, czyli niesamowicie, zabójczo przystojnego i eleganckiego Macieja Granickiego, który osobiście postanowił wybrać spośród kandydatów właściwą osobę na stanowisko menedżera do spraw eventów. Czekało ją zatem coś nowego i pasjonującego! Mimo pomyłki biura (świetna gra słów podczas rozmowy) jak na przypadkową rekrutację wypadła świetnie. Miała szczęście, udało sie jej zamienić porażkę w sukces – dostała tę pracę. Ostatnio w moim życiu tak wiele się działo…Rozpoczęła nowy etap w życiu zawodowym i nie tylko. Zapominała wciąż o okularach i w związku z tym ciągle wpadała w tarapaty, pakowała się w kłopoty, wywołując różne reakcje emocjonalne przystojnego i wyglądającego bosko szefa – była zwariowaną dziewczyną awarią. Chyba nawzajem wpadli sobie w oko i nie tylko…Czy w szefie powinna się zakochać?! Podczas wyjazdów służbowych na eventy w hotelach Natalia spotkała też „podejrzanego spidermana”, tajemniczego złodzieja drogocennych błyskotek, który zwykle grasuje w pokojach hotelowych i zawsze mają szczęście na siebie wpaść. Dlaczego zakręcona i roztrzepana bohaterka, która mogła mieć na drugie imię Kłopot się go nie bała? W co znowu wpakuje się Natalia? Jaka historia się za tym kryje? Spotykałam dziwnych bogaczy, miałam szefa pełnego dwuznaczności, a na drodze co rusz stawał mi tajemniczy złodziej. Doprawdy, czy ja wygrałam los na loterii szaleńców? Maciej Garnicki , ów szef pełen dwuznaczności, w istocie nie był snobem, o czym mogły świadczyć jego super garnitury. Dla niego rodzina, więzy krwi były silniejsze od wszystkiego. nie miał szczęścia do dziewczyn. I nagle w jego życiu za sprawą pomyłki pojawiła się zwariowana, zakręcona, „chodząca katastrofa” –  Natalia. To było dla mnie zupełną niespodzianką i czymś, czego nie spodziewałem się poczuć. Miłość. Kochałem rodzinę, ale to było całkiem cos innego. To, co czułem do Natalii. Okazało się to dla mnie całkowitym zaskoczeniem. I czymś, z czym czułem sie cudownie. I tak normalnie. Po ludzku, cholernie normalnie. Nie chciałby ściągnąć na nią kłopotów. Chociaż kłopoty to jej specjalność. Jaka tajemnica ciążyła na Macieju? Dlaczego to było tak bardzo skomplikowane?

Powieść jest napisana lekkim stylem, czyta się bardzo szybko, są momenty, w których śmiejemy się aż do łez, ale i się boimy. Pisarka umiejętnie bawi się językiem, rozśmieszając czytelnika. Agnieszka Lingas-Łoniewska diluje nam tu mieszankę wybuchową emocji: miłość, nadzieja, radość, śmiech, złość, żal, rozpacz, strach. Dla niej niemalże w każdej powieści najważniejsza jest miłość, nadzieja, druga szansa, rodzina i więzi rodzinne. Poznajemy niezwykle frapującą historię pewnej rodziny polsko-włoskiej. I te klimaty włoskie mnie urzekły. Akcja toczy się wartko, pełna jest niespodziewanych zwrotów, zawiłej intrygi, w związku z tym zakończenie powieści jest nieprzewidywalne i szalenie zaskakujące. Pisarka świetnie wykreowała główną parę bohaterów, stworzyła interesującą, zabawną historię ich znajomości. A wszystko zaczęło się od pomyłki, a potem to już prawdziwa lawina zabawnych omyłek. Natalia – roztrzepana, zwariowana, spontaniczna, ale i kreatywna, zaskakująca inwencją, refleksyjnością i Maciej  –  niezłe ciacho, obiekt marzeń i westchnień wielu kobiet, tajemniczy facet, to po prostu fajny duet. Ich dialogi zaprawione ironią, grą słów, czarnym humorem są przyczyną ciągłych wybuchów śmiechu. Polecam rewelacyjną komedię romantyczną z wątkiem kryminalnym, która bawi, wzrusza, zaskakuje. Dużo się tu dzieje! Jak dobrze, że będą jeszcze dwie części.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Burda Książki za egzemplarz do recenzji.    

„Bez pożegnania” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
bez pożegnania

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Bez pożegnania, Wydawnictwo Burda 2020.
#MamaDropsaCzyta

Zapraszam serdecznie do lektury przedpremierowej recenzji powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Bez pożegnania”, kontynuacji bestsellerowego i debiutanckiego „Bez przebaczenia”. Jestem absolutnie przekonana, że podbije Wasze serca i wzruszy Was aż do łez. Dziesięć lat czekaliśmy na tę książkę a jej premiera już jutro – 25 marca. Jaką porcję uczuć tym razem zaserwuje nam Dilerka emocji? Czy znowu miłość będzie doskonałym remedium na wszystko?

„Bez pożegnania” to opowieść o dalszych losach Piotra i Pauliny Sadowskich, ich dzieci i rodziny. Poznajemy tu historię nowych bohaterów Jacka Kralla, żołnierza i Weroniki Szuwarskiej, psycholożki. „To historia ludzi, którzy sięgnęli dna piekła, ale potrafili się podnieść, starają się przetrwać i iść dalej”- dowiadujemy się od Autorki. Porucznik Jacek Krall, kawaler, dwie misje w Iraku i Afganistanie, strzelec wyborowy, pojawił się w jednostce w Orzyszu jako zastępca pułkownika Piotra Sadowskiego. Wyjechał z Wrocławia, którego się bał, ponieważ chciał zwalczyć swoje słabości, niemoc i strach ogarniające go po przeżyciach podczas misji. Pisarka poruszyła tu poważny problem zespołu stresu pourazowego (PTSD), z którym musieli zmagać się żołnierze po powrocie z terenów objętych działaniami wojennymi. Cierpieli nie tylko oni, ale i ich rodziny musiały przejść przez to samo piekło. To ich naznacza na całe życie. I może wrócić. Czytelnik mógł się o tym dowiedzieć także z powieści „Bez przebaczenia”. W nowym środowisku Jacek nie miał zamiaru przyznawać się do trapiących go problemów. Myślał, że sam się z tym upora i uwolni od przeszłości. Nie mógł przecież zawieść swego szefa. Gdy dopadały go koszmary senne i nie mógł spać, jechał do eleganckiego klubu z pięknymi dziewczynami, pił, kupował… dropsy, taniec, szybki seks w toalecie i życie stawało się cudowne. To pomagało, ale na krótką metę. Męczyła go bowiem bezsenność i życie w ciągłym napięciu. Postanowił w końcu skorzystać z pomocy psychologa. Trafił do doktor Weroniki Szuwarskiej, która miała swój gabinet w Piszu. Kochała swoją pracę, odczuwała wielką radość, gdy udało się jej pomóc pacjentowi. A w jej życiu wiele problemów czekało na rozwiązanie, problemy ze snem, nocne koszmary. Nie mogła się uporać z przeszłością, wciąż brakowało jej odwagi, by zwalczyć swoje demony, potwory i obawiała się przyszłości. Co sprawiło, że i ona musiała uciekać z rodzinnego miasta?  Gdy Jacek wreszcie za trzecim razem trafił do jej gabinetu, okazało się, że Weronika była rudowłosą dziewczyną z basenu, spotkali się też przypadkiem w kawiarni przy basenie. Czy to był przypadek czy przeznaczenie? Podobno w życiu nie ma przypadków…

„Robiła wszystko, aby zapomnieć o przeszłości, wierzyła, że jej serce umarło dawno temu, nigdy na nowo nie ożyje i nie otworzy się na innego człowieka. A teraz okazywało się, że ono po prostu …czekało. Na niego”.

„W jej oczach był strach. Wiedział, ze w jego tęczówkach ona widzi dokładnie to samo. Oboje mieli własne potwory, zrozumiał. Nie miał monopolu na popieprzoną przeszłość, koszmary i wewnętrzne przekonanie, ze nigdy nie uwolni się od szalejących w jego głowie demonów. I nagle, właśnie w tym momencie, w tej chwili pomyślał , że być może było to przeznaczenie, że było im dane spotkać się na tym basenie, w klubie, w jej gabinecie. Może… ona właśnie była mu pisana, a on jej. Może dla niej nie zginął wtedy w Afganistanie”.

Jakie będą zatem efekty terapii dla nich obojga? Czy uratowali się nawzajem? Tego dowiecie się, sięgając po książkę.

Paulina i Piotr Sadowscy dostali drugą szansę od losu i rozpoczęli nowe, szczęśliwe życie razem. Starali się wykorzystać każdą wolną chwilę. Rodzina i miłość Pauliny dały mu siłę i motywację. Ale czy jest to możliwe? Znowu będą musieli się zmierzyć z przeszłością, która ciągle o sobie przypominała i która stanowiła właśnie o sile ich małżeństwa. Kiedy ich życie znajdzie się w niebezpieczeństwie, nie będą sami. Obok nich będą ich niezawodni przyjaciele: Weronika, Jacek i Marcin.

W powieści poznajemy też dalsze losy Oli, siostry Piotra. Sadowskich martwią jej problemy z byłym mężem. Ola znalazła się na życiowym zakręcie i nie wiedziała, co dalej Ojciec jej uroczej córeczki Martusi nie był nim nawet na papierze. Ale pojawił się znowu ktoś, kogo kochała całym sercem i okrutnie zraniła. Gdyby mogła cofnąć czas… Miała nadzieję, że tylko szczera rozmowa i prośba o przebaczenie może coś zmienić w jej życiu. Czy Kuba Latkowski dowie się od Oli, dlaczego go odepchnęła? Czy wybaczyli sobie rozstanie bez pożegnania? Tak bardzo siebie potrzebowali.

Powieść napisana jest lekkim stylem, pięknym językiem, poruszające i wzruszające do łez są opisy przeżyć wewnętrznych bohaterów. Postaci są świetnie wykreowane. Pisarka stworzyła ich ciekawe portrety psychologiczne. Zastosowała też zabieg retrospekcji- jak w powieści psychologicznej. Pozwala to czytelnikowi bardziej poznać bohaterów i zrozumieć ich zachowanie, przeżycia i emocje. Powieść jest podzielona na rozdziały, które się dzielą na części. Układ bardzo przejrzysty. Oczywiście na początku rozdziału zamieszczony jest tytuł piosenki do posłuchania podczas lektury.

Na jubileusz dziesięciolecia swojej twórczości Agnieszka Lingas-Łoniewska sprezentowała nam  świetną i niezwykle emocjonalną powieść, kontynuację kultowego debiutu „Bez przebaczenia”. Jest to opowieść o sile miłości, która u Pisarki zawsze gra pierwsze skrzypce. Autorka mówiła w wielu wywiadach, że wierzy w miłość i jej siłę sprawczą.  To właśnie miłość jest tym uczuciem, które pokonuje demony przeszłości, koszmary, potwory i daje bohaterom siłę oraz napełnia wiarą i nadzieją do walki o nowe życie. W imię miłości bohaterowie są w stanie wiele z siebie dać. Pokochać kogoś i siebie, i życie. To kolejna powieść napisana sercem i całą paletą uczuć i emocji, które udzielają się czytelnikowi. Można w niej odnaleźć lęk, strach, niepokój, ale i radość, szczęście,  spokój, uśmiech, miłość, spełnienie, wzruszenie, łzy żalu i te oczyszczające. To również powieść o przyjaźni, wierności, lojalności. Jej lektura motywuje nas do refleksji, czego tak naprawdę oczekujemy od życia. Uświadamia, że we wzajemnych relacjach bardzo ważna jest rozmowa. I na koniec niewolno nigdy odchodzić, wyjeżdżać bez przebaczenia i bez pożegnania.       

„Życia nie dostaliśmy wyłącznie na próbę. Mamy je jedno, jedyne, powtórek nie będzie. Dlatego musimy przejść tę drogę z wysoko podniesioną głową. I chociaż popełnimy setki błędów, to musimy tę drogę pokonać do samego końca. Bo na tym polega człowieczeństwo. Na tym polega braterstwo. I na tym polega miłość”.

Gorąco zachęcam do lektury powieści.

Wydawnictwu Burda Książki dziękuję serdecznie za egzemplarz recenzencki.

„Saturn” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
saturn

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Saturn, Wydawnictwo Burda 2020.
Seria: „Bezlitosna siła”
#MamaDropsaCzyta

 15 stycznia premierę miała najnowsza powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej „Saturn”, trzeci tom serii „Bezlitosna siła”. To historia o kolejnej parze bohaterów, Konradzie Klajzerze, na ringu Saturnie, i czerwonowłosej dziewczynie, zawsze noszącej bluzki z długim rękawem i pachnącej jak owocowy sad – Inez. Dowiadujemy się także, jak potoczyły się losy bohaterów poprzednich tomów. Zgadzam się ze stwierdzeniem w opisie wydawcy, że powieść Pisarki to emocjonalna jazda bez trzymanki.

Kim jest Saturn?

„Bezlitosna siła” to cztery opowieści o mężczyznach uprawiających walki MMA, z mroczną przeszłością, od której chcą się uwolnić. To także historie kobiet, które doświadczyły przemocy, a pomoc znalazły w fundacji FemiHelp, wspierającej ofiary agresji ze strony mężczyzn. Konrad i Inez, podobnie jak bohaterowie wcześniejszych historii Konstanty i Anita czy Patryk i Martyna, przeszli przez piekło zgotowane im przez bliskich. Pisarka połączyła te dwa światy, wyzwalając w bohaterach bezlitosną siłę, której nikt nie pokona i nie zniszczy. Bohaterowie odnaleźli miłość, szczęście, odzyskali wiarę w drugiego człowieka. Mogli żyć, marzyć, robić plany na przyszłość, wyznaczać cele w życiu. Świetnie zbudowany i przystojny Konrad pracował w klubie, planował koncerty muzyczne, lubił swoją pracę. Dawała mu satysfakcję i kasę. Był także zawodnikiem uprawiającym walki MMA. Treningi i walki utrzymywały jego ciało w formie i wyłączały myślenie, powrót do przeszłości. Nie miał sercowych problemów, w podziemiu jako Saturn miał jedynie fanki oferujące swoje wdzięki. Aż wreszcie poznał dzięki siostrze piękną Inez, słodką landrynkę, makową panienkę, krasnala – po prostu utonął w jej pięknych, wielkich i niebieskich oczach. Obie pracowały w fundacji, Inez czuwała nad organizacją aukcji, której przedmiotem były obrazy i rzeźby wykonane przez mieszkanki Domu dla Mam założonego przez Martynę. Konrad w towarzystwie Inez zaczął odczuwać emocje, które do tej pory były mu obce. Dziewczynę również do niego ciągnęło, ale oboje nie chcieli się z tym zdradzić, więc się wkurzali na siebie i udawali, że z trudem znoszą swoje towarzystwo. Inez wiedziała, że jego i Anitę łączy coś dziwnego z przeszłości, ale nie więzy krwi, że był złym chłopcem, jakich ona unikała, że zaprzyjaźnił się z Kastorem i Polluksem. Zazdrościła im, że mają siebie, że mogą na siebie zawsze liczyć. Ona najlepiej czuła się w fundacji, gdzie uzyskała pomoc, dostała pracę i przyjaźń, która pomogła się jej podnieść z traumatycznych przejść. Zaczynała na nowo marzyć dzięki terapii u Liwii. Po tym, co przeszła w życiu potrzebowała spokoju i stabilności. A jak już wspomniałam, przeszła przez piekło, które zgotowali jej człowiek, którego kochała i miała na jego punkcie obsesję. Gdy się wyrwała z rąk bandyty, pomogły jej dziewczyny z fundacji FemiHelp. Lecz po latach przeszłość znowu ją dopadła i to w momencie, w którym poznała i pokochała Konrada i tak bardzo chciała żyć kolorowo. Nie była już sama. Patrząc na blizny Inez, chłopak chciał wziąć jej ciężar na siebie. Konrad od małego był karmiony nienawiścią, głównie do ojca, który zgotował mu piekło na ziemi. Matka wciąż nieobecna zamknęła się w swoim świecie. Nie liczył się z niczym i z nikim, szedł przez życie i niszczył. W sytuacjach ekstremalnych budził się w nim potwór. Pragnął wydostać  z bagna przyrodnią siostrę Anitę i siebie. I udało mu się to dzięki miłości do siostry i przyjaźni z jej facetem. A gdy zakochał się w Inez, tak bardzo chciał chodzić z nią na randki, do kina, na kolację, potańczyć. Ciągle o niej myślał i jej pragnął. Miłość sprawiła, że się zmienił i uwierzył w szansę na normalne życie.  Opowiedział dziewczynie o swojej przeszłości, jakim strasznym był gnojem. Udało się mu uwolnić od ojca oprawcy. O tym i o losie matki dowiecie się już z powieści. Na ringu Konrad zmieniał się w nieustraszonego i niezwyciężonego Saturna. Kiedyś nakręcała go nienawiść a teraz miłość. Pisarka stworzyła tak sugestywne i obrazowe opisy jego walk, że podczas czytania ogarniał mnie strach, który narastał z każdą sekundą. Słyszałam odgłosy ciosów, oddechy walczących, reakcję publiczności, jej szaleństwo. Widziałam też bladą Inez, która tak bardzo się o niego bała.  Demony przeszłości dopadły i Konrada. Czy tak potwornie okaleczeni przez życie, będą się mogli z nimi uporać? Czy są w stanie pomóc sobie wzajemnie zagoić wszystkie rany zwłaszcza te umiejscowione głęboko w sercu?

 Ty siedziałaś w recepcji, a kiedy wszedłem, spojrzałaś na mnie tymi cholernie wielkimi niebieskimi oczami, a w moim czarnym sercu coś drgnęło. Coś, czego nigdy nie czułem. W co nie wierzyłem, bo nie miałem powodów, aby wierzyć, aby w ogóle wiedzieć, że coś takiego istnieje. I już od tamtej chwili wiedziałem, ze nie będę się mógł uwolnić od twojego widoku. Zapadłaś mi w głowę, serce, miałem cię wszędzie, czułem cię. – ja tez cię czułam. I czuję. Wciąż, nieustannie. – Odwróciłam się, stanęłam na palcach, objęłam ramionami jego szyję. – Kocham cię.- Jesteś moim światem. Wprowadziłaś do mojego życia kolory. Kocham cię, Inez.

„Saturn” to kolejna świetna powieść z pazurem o sile miłości, która potrafi zatriumfować nad każdym złem, która może uleczyć wszystkie rany i blizny. To także opowieść o sile przyjaźni i o tęsknotach za kolorowym światem po przejściu przez piekło zgotowane przez bliskich.  Powieść wręcz pochłonęłam, wyzwoliła we mnie całą paletę emocji. Oj dzieje się tu, dzieje! Fabuła obfituje w wydarzenia, akcja trzyma w napięciu, mnóstwo zwrotów akcji, niesamowite emocje po zejściu do podziemia, by obserwować walki na ringu i walki z demonami przeszłości. Bohaterowie właściwie wykreowani, wyposażeni przez Pisarkę w cechy negatywne i pozytywne, podlegający przemianie dzięki sile miłości i przyjaźni. Nie są sami w walce ze złem po odbiciu się od dna. Dzięki indywidualizacji języka są autentyczni. Pisarka lubi łączyć wątki, więc i tu mamy do czynienia z wybuchową mieszanką: historia sensacyjna  pełna tajemnic świetnie współgrająca z wątkami obyczajowymi, miłosnymi, psychologicznymi. Seria „Bezlitosna siła” wymagała od Pisarki ogromnego nakładu pracy, rzetelnego przygotowania, profesjonalnego researchu. Dzięki temu udało się stworzyć wiarygodny świat z prawdziwymi bohaterami.

Wydawnictwu Burda Książki dziękuję za egzemplarz do recenzji.        

„Zdrowa i promienna skóra” – Agata Ziemnicka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
Zdrowa i promienna skóra

Agata Ziemnicka, Zdrowa i promienna skóra, Wydawnictwo Burda 2019.
#MamaDropsaCzyta

Agata Ziemnicka, znana dietetyczka i psycholożka, która od lat uczy nas, jak zdrowo żyć i jak dbać o siebie jedzeniem, napisała kolejną książkę o skórze, o odżywianiu skóry od wewnątrz. Możemy w niej odnaleźć cenne wskazówki z zakresu dietetyki, czyli co i jak wpływa na nasz wygląd oraz 60 przepisów na potrawy dla pięknej cery.

Współtowarzyszem kulinarnym Autorki był Julien Sosso, Francuz, którego miłością jest gotowanie. Przepisy potraw opatrzone są ich cudnymi zdjęciami potwierdzającymi pasje Autorów. Agata Ziemnicka zaczyna od dysertacji na temat pojęcia piękna na przełomie ostatniego stulecia. Jak dbano o skórę? Jak traktować swoją urodę w XXI wieku? Co możemy zmienić, a czego nie? Na co mamy wpływ w swoim wyglądzie? Uświadamia nam, że mamy wpływ na swoje zdrowie, a przy tym i na skórę.

Życzę Ci, żebyś pozwoliła skórze być Twoją skórą. Żebyś dawała jej wszystko, co tylko możesz, odżywiała ją, dbała o nią, nawadniała, pielęgnowała z czułością i codzienna konsekwencją. Żebyś doceniła to, co w niej dobrego i pięknego, żebyś dbała i akceptowała to, co w niej słabszego.

Bez należytego odżywiania żadna pielęgnacja skóry nie wystarczy. Nie można bowiem dobrze wyglądać, jedząc źle. Korzystajmy zatem z bogactwa natury: warzyw, owoców, ziół, wody dla zdrowia i piękna swojej skóry. Następnie autorka przechodzi do opisu kluczowych obszarów dbania o skórę, przedstawienia czynników, składających się na dobrą skórę: odpowiedni dobór urozmaiconej i smacznej diety, aktywność fizyczna, picie wody, codzienna, mądra, konsekwentna pielęgnacja, dobre, naturalne kosmetyki, zabiegi u mądrej kosmetyczki i redukcja stresu. Podpowiada, co możemy zrobić dla swojej skóry. Co szkodzi skórze, a co jest dla niej niezbędne i w jakich produktach możemy to odnaleźć. W sposób przejrzysty zestawia, jakie witaminy, gdzie  je odnaleźć –podaje konkretne ich źródło oraz jak działają na naszą skórę. Sporządza też niezbędną listę zakupów, które powinny znaleźć się w naszej spiżarni. Motywuje tez nas do prowadzenia dziennika odżywiania.

Przez 7 dni spisuj na kartce  każdy swój posiłek, każdy wypity napój, wpisz ilość snu i czy był przerywany, uprawiane sporty, opisz stan swojej skóry.

Uświadamia przy tym, że każda zmiana wymaga czasu, należy więc zaplanować małe kroki. Jak gotować dla naszej skóry z przyjemnością i z miłością? Przedstawione w poradniku przepisy dotyczą głównie śniadań, bowiem mózg prosi do dobre jedzenie rano, aby dobrze pracować przez cały dzień. Autorka podzieliła śniadania na letnie i zimowe, słodkie i wytrawne. Przepisy, jak wspomniałam wcześniej są zilustrowane pięknymi zdjęciami, poprzedzone wstępem z cennymi wskazówkami, potrawy noszą oryginalne nazwy – przykładowo owsianka Pocahontas, sałatka Kopciuszek, sok Arielka,  i podzielone są na kilka grup: dla utrzymania młodości skóry, dla gładkiej skóry, dla promiennej skóry, nawilżonej, odpornej na działanie słońca, dla utrzymania zdrowego kolorytu, dla problematycznej skóry i na końcu przepisy na dresingi do sałat. Pamiętajmy zatem, że odpowiednio zbilansowana dieta to droga do wydobycia piękna naszej cery. Gładka i promienna cera nigdy nie wyszły z mody, dlatego też należy ją karmić, nawilżać, wygładzić i wesprzeć odżywczymi koktajlami, świeżo wyciskanymi sokami warzywnymi, sałatkami, misami mocy, owsiankami i omletami. Warto też zapamiętać, że skóra odbudowuje się już w 90 dni. Jedzmy na zdrowie! Gorąco polecam Czytelniczkom i Czytelnikom ten poradnik.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Burda Książki za egzemplarz do recenzji.  

„Tylko raz w roku” – Agnieszka Lingas-Łoniewska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
tylko raz w roku

Agnieszka Lingas–Łoniewska, Tylko raz w roku, Wydawnictwo Burda 2019.
#MamaDropsaCzyta

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Dilerka emocji, podarowała i zadedykowała powieść świąteczną wszystkim wiernym Czytelniczkom i Czytelnikom wraz z pięknymi życzeniami: Życzę Wam pięknych, magicznych, rodzinnych świąt. Bo to, co się w życiu liczy, to miłość, nadzieja i rodzina. I te wartości jako najważniejsze w życiu odnajdujemy w niezwykłej powieści, której akcja rozpoczyna się w grudniu 2013 roku, a kończy w grudniu 2019 roku. Pisarka wzruszyła mnie do łez w posłowiu, cudownymi życzeniami, refleksją o życiu, wspomnieniami Świąt Bożego Narodzenia z jej dzieciństwa. Podobnie pachniały Święta i w moim domu rodzinnym – choinką i „musikami świątecznymi”, do których Pisarka dołączyła przepisy według receptury babci Halinki. Owe receptury zapisane w pożółkłym już zeszycie w kratkę stanowią największy skarb rodzinny. I ja mam taki niezwykły zeszycik z przepisami od mojej Mamusi. A wykonanie sernika, makowca czy karpia w galarecie jest napisane w tak przystępny sposób, że zachęca, aby skorzystać bez obaw, że coś się nie uda. Bardzo dziękuję za tę wzruszającą podróż sentymentalną do czasów dzieciństwa. Podczas czytania przesuwał się w mojej wyobraźni film, ja i mama w kuchni, lubiłam pomagać, asystować, ale do tej pory nie odważyłam się upiec makowca jak Mama. Była bowiem Mistrzynią w pieczeniu ciast, zwłaszcza drożdżowych. Rekompensuję makowcem na kruchym cieście. Wracajmy do bohaterów powieści, którzy poznali się w Wigilię i ich losów, które się różnie układały.

Połączyła ich magia Świąt, rozdzieliła proza życia. Gwiazdka jednak to czas cudów…

Ela Bracka – wysoka, zgrabna dziewczyna, z burzą czarnych lekko kręconych włosów – kończy naukę w liceum, marzy o germanistyce. Podczas Wigilii milczący ojciec przygotował niespodziankę świąteczną, wigilijny prezent pt. „Rozwodzimy się”. Świat Eli legł w gruzach. Wyskoczyła z domu zrozpaczona, zabierając psa na spacer i wtedy przez przypadek poznała Kamila Wysockiego, studenta architektury, wysokiego, bardzo przystojnego chłopaka, któremu się zwierzyła z rodzinnych problemów. Ojciec Kamila zostawił rodzinę, gdy on miał zaledwie pięć lat. Chłopak nigdy nie lubił świąt, nie lubił swojego zimnego, ponurego domu i pięknej, eleganckiej, ale zimnej jak dom matki – królowej śniegu: „Idealna wieczerza wigilijna z idealną matką w idealnym domu”. Kamil szedł właśnie do swojego przyjaciela Tomka, gdzie było rodzinnie i panował świąteczny rozgardiasz. Po drodze spotkał Elę, której pomógł wstać po upadku. Zabrał ją do Tomka. Oboje jeszcze nie zdawali sobie sprawy, że to przypadkowe spotkanie zmieni ich życie. Jeden z cudów wigilijnego wieczoru, tylko raz w roku? A może to przeznaczenie? Dla Kamila była to najlepsza Wigilia w życiu. Uśmiech Eli rozjaśnił bowiem najciemniejsze zakątki jego duszy. Ale magiczny wieczór się skończył…

Bohaterowie musieli się zmagać z codziennymi problemami. Ela ze skomplikowaną sytuacją rodzinną po rozwodzie rodziców i po wyjeździe ojca, musiała się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a Kamil – stawić czoła bardzo zaborczej i zazdrosnej matce, która nie zaakceptowała Eli. Miała inny plan na życie jedynaka. Uważała, że Kamil zasługuje na lepszą dziewczynę. Zakochani postanowili jednak mimo wszystko powtarzać co roku spotkania wigilijne. Czy to się im udało? Czy ich miłość od pierwszego wejrzenia przetrwała? Na jakie przeszkody napotykali bohaterowie w ciągu sześciu lat obejmujących fabułę powieści? Odpowiedź na te pytania da Wam oczywiście lektura tej wyjątkowej książki.

Święta, kolejne święta Bożego Narodzenia. A ja znowu jestem we Wrocławiu i rozmyślam o minionym roku, który przyniósł mi kolejną dawkę dobrych i złych chwil. Chyba takie właśnie jest życie, że gdy coś się w końcu zaczyna układać, los bierze sprawy w swoje ręce i wystawia nas na próby.

Pisarka zafundowała nam i tutaj całą feerię emocji, bowiem w życiu bohaterów dzieje się dużo dobrego, ale i dużo złego. Ich miłość zostanie wystawiona na ciężką próbę. Budzi to w czytelniku mnóstwo emocji od smutku, żalu, bólu, współczucia aż po bezradność, złość, gniew. Nie można przecież obojętnie przejść obok ludzkiego dramatu, do którego przyczyniły się: rozwód, zazdrość, zawiść, kłamstwo, wreszcie śmiertelna choroba czy śmiertelny wypadek jednej z najbliższych osób, które powinny udzielić wsparcia. Życie jednak bywa nieprzewidywalne! Proza życia potrafi zniszczyć piękne uczucie. Mimo wszystko każdego roku w Wigilię, w ten magiczny czas bohaterowie wracają myślami do miejsca, w którym się spotkali i zakochali.

A kto wie, czy za rogiem nie stoją Anioł z Bogiem? I warto mieć marzenia, doczekać ich spełnienia. Kto wie, czy za rogiem nie stoją Anioł z Bogiem, nie obserwują zdarzeń i nie spełniają marzeń?

(…)bo dzień Wigilii nie jest od tego, aby rozpamiętywać popełnione błędy. To chwila, kiedy powinniśmy się cieszyć tym, co mamy, i z nadzieją patrzeć w przyszłość. Bo o to chodzi w życiu, aby iść do przodu, dostrzegać to, co na horyzoncie, i wierzyć, że najlepsze chwile wciąż jeszcze przed nami.

Agnieszka Lingas-Łoniewska oczarowała mnie tą świąteczną powieścią. Jakże nietypowa to opowieść świąteczna. Nie jest słodka i pełna lukru, jakim pięknie stroimy, przyozdabiamy pierniczki na choinkę. Jest to słodko-gorzka historia miłości Eli i Kamila, która się wydarzyła w Wigilię. W ciągu sześciu kolejnych Wigilii poznajemy dobre i złe wydarzenia z ich życia. Narracja jest prowadzona naprzemiennie, dzięki czemu poznajemy wydarzenia z perspektywy obojga bohaterów. Bohaterowie są prawdziwi, świetnie skonstruowani. Akcja dzięki licznym jej zwrotom toczy się wartko. Każdy rozdział powieści zaczyna się od słów popularnych piosenek świątecznych, których melodię nuciłam podczas lektury. Nie są one przypadkowe. I znowu przekonujemy się, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze: miłość, rodzina, rozmowa o wszystkim, szczerość, pokora, postawienie wspólnego celu i dążenie z wiarą i nadzieją do jego osiągnięcia. Zdarza się także popełniać  błędy, ale należy je naprawić. Takie jest życie. Oprócz dobrych, szczęśliwych chwil daje nam również  trudne, złe, ale magia miłości pozwala przetrwać burze życiowe, pokonać sztormy, które nas tylko umacniają. Chodzi o to, żeby nie tracić nadziei, iść do przodu i się nie załamywać. A we dwoje zawsze raźniej! Pisarka obiecała czytelnikom pomyślne zakończenie. Czy dotrzymała słowa? Przekonajcie się sami, sięgając po książkę. Zachęcam gorąco, bowiem przed nami świąteczny, piękny i magiczny czas. Celebrujmy go właściwie. Tylko raz w roku jest Wigilia. Tylko raz w roku są święta Bożego Narodzenia. Ale nie zapominajmy, że każdego dnia żyją obok  nasi bliscy i przyjaciele.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Burda Książki za egzemplarz recenzencki.