„Kresowe nadzieje” – Beata Agopsowicz (patronat Mamy Dropsa)

Read More
kresowe nadzieje 3d

Beata Agopsowicz, Kresowe nadzieje, Wydawnictwo Replika 2023.
Patronat medialny Mamy Dropsa

Beata Agopsowicz zachwyciła mnie powieścią „Kresowa miłość”,  która zrodziła się z fascynacji Kresami, pasji starymi fotografiami, słuchania rodzinnych opowieści, poszukiwań i odkryć genealogicznych męża Autorki, który ma ormiańskie korzenie. To była niezapomniana literacka podróż w czasie przez Kresy – Kuty, Stanisławów, następnie Lwów, Krosno i jego urokliwe okolice.

Z radością przyjęłam propozycję opieki medialnej nad kolejną powieścią Pisarki „Kresowe nadzieje”, dzięki której mogłam się przenieść w czasie do dwudziestolecia międzywojennego. Okres ten w naszych dziejach pokochały dzieci Autorki. Beata Agopsowicz i w tej powieści zafundowała czytelnikom emocjonalną i poruszającą serce podróż literacką. Razem z bohaterami dzięki pamiętnikowi Hanny Donigiewicz, młodej Ormianki możemy się przenieść w czasie do Lwowa, Truskawca, Kut i innych miejsc. Lektura pamiętnika dla jej prawnuczki Agnieszki, pasjonatki i studentki historii była doskonałym sposobem na oderwanie się od szarej rzeczywistości w dawne dzieje, barwne i bogate, przynajmniej w latach trzydziestych ub. wieku. Razem z Hanią odwiedzamy Państwowe Gimnazjum Realne Żeńskie im. Królowej Jadwigi, poznajemy środowisko uczniowskie, ukochanego profesora Rzewuskiego, który zawsze powtarzał, że „lektura jest oknem na świat”. Spacerujemy po wiosennym pięknym mieście z Hanią, jej koleżankami, uczestniczymy w pierwszych randkach, gdy trafiła je strzała Amora. Lato Hania z rodziną spędzała w Truskawcu, znanym kurorcie. Ważnym momentem w życiu Hani był jej pierwszy bal. Rodzice wprowadzili córkę w towarzystwo, nastał więc czas na podboje sercowe. I tam znalazła swojego przyszłego męża Jana, prawdziwego Ormianina, starszego siedem lat od niej. W 1935 roku Hanna wyszła za mąż za Jana Amirowicza. Ojciec Jana pochodził z Kut nad Czeremoszem, więc małżonkowie odwiedzili to piękne uzdrowisko w ramach podróży poślubnej. Czas spędzony w stolicy Ormian polskich pozostał na zawsze w sercu Hani. We Lwowie obserwujemy ich życie rodzinne – radości i smutki, bolączki, tęsknoty za dzieckiem, marzenia, plany na szczęśliwą przyszłość. Wizja wojny wisiała w powietrzu, powszechna mobilizacja objęła i Jana. Mąż Hani zginął we wrześniu 1939 roku, nie doczekawszy się narodzin syna Bogusia. Hania wraz z mamą wyjechały ze Lwowa do rodziny w Powsinie. Miała świadomość, że już nigdy nie będzie żyć jak dawniej. Postanowiła mimo wszystko otrząsnąć się z przeżyć wojennych, by zapewnić synowi szczęśliwe dzieciństwo i przyszłość. Tak to już w życiu jest: chwile szczęśliwe przeplatały się z nieszczęściem, smutek z radością, problemy z chwilami beztroski… Do końca życia pozostała samotna, wspominając ukochanego Jana. Jak dobrze, że pozostawiła po sobie pamiętnik, który w życiu jej prawnuczki odegrał ogromną rolę.

Agnieszkę poznajemy w 2010 roku jako licealistkę, która miała ogromne szczęście tuż na początku nauki spotkać Mariusza, prawdziwą i wielką miłość. Dziewczynę łączą wspaniałe relacje z dziadkiem, który podarował jej pamiętnik swojej mamy Hani. W pewnym sensie losy prababci Hani i Agnieszki mają wiele wspólnego. I jedna, i druga bohaterka straciła w tak młodym wieku ukochaną osobę. Dziewczyna nie mogła się z tych przeżyć otrząsnąć, czuła się ogromnie samotna, nieszczęśliwa i wciąż żyła wspomnieniami.

Zacznij żyć! – tak mówił dziadek. Zresztą cała rozmowa z nim uświadomiła jej na nowo kruchość ludzkiego istnienia. Była przekonana, że nie warto tracić już ani chwili. Na razie nie widziała przed sobą żadnych perspektyw. Dalej była sama. Tylko ta samotność teraz jej bardziej ciążyła, bo ona chciała się jej pozbyć. Była gotowa otworzyć się na nowe, ale to nowe nie przychodziło.

Z drugiej strony tęskniła za miłością. Pragnęła, by ktoś obok niej był i zapewnił jej poczucie bezpieczeństwa. Czy spotka na swojej drodze właściwego człowieka? Tak bardzo chciała zacząć żyć i otworzyć się na nową miłość, oderwać się wreszcie od przeszłości. Czy wreszcie posłucha dobrych rad ukochanego dziadka?  Czy pomoże jej w tym pamiętnik prababci?

Z Agnieszką spacerujemy wiosną i latem po pięknej Warszawie. Agnieszka, miłośniczka historii lubiła szczególnie snuć się po Starym Mieście. Ogromną rolę w jej życiu odgrywała wiara, wierzyła w moc modlitwy. Często wstępowała do bazyliki archikatedralnej świętego Jana Chrzciciela, czuła podniosłą atmosferę tego miejsca- świadka wielu ważnych wydarzeń historycznych. Rozmowa z Bogiem przynosiła ukojenie.

W powieści Autorka poruszyła problem relacji w małżeństwie. Poznajemy bowiem dalsze losy Dagmary i Adama, bohaterów poznanych w „Kresowej miłości”. Pojawienie się córeczki w ich życiu, zmęczenie, pospiech, nagromadzenie obowiązków powrót bohaterki do pracy, sprawiły, że do małżeństwa zakradł się kryzys. Brakowało im czasu, chęci na rozmowy. Niedopowiedzenia, ciche żale i niewypowiedziane pretensje oddalały ich od siebie. Ale przecież Ktoś nad nimi czuwał. Bóg ich prowadził, chronił. Czy zatem małżonkom udało się zażegnać kryzys, zweryfikować priorytety?

– O małżeństwo trzeba dbać, pielęgnować je. Nawet gdy wydaje się, ze jest świetnie, trzeba pozostać czujnym. Dbać o ten czas dla siebie i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Brak dialogu nas zgubił. Chowaliśmy w sobie urazy. To był duży błąd.

Z całego serca polecam Wam powieść Beaty Agopsowicz „Kresowe nadzieje”. Warto po nią sięgnąć. Czyta się szybko, bo przeplatają się tu dwie przestrzenie czasowe – przeszłość z teraźniejszością, co wzmaga ciekawość czytelnika. Ponadto akcja przenosi się do rożnych miejsc. Pisarka tak pięknie maluje słowami, korzystając z całej palety emocji i uczuć barwny świat dwudziestolecia międzywojennego i okresu powojennego. Wykreowała prawdziwe postacie, takie z krwi i kości, które mają i wady, i zalety. Pokazuje wspaniałe relacje międzypokoleniowe, ale i te wymagające naprawienia lub zbudowania od nowa. Przypomina, że szczera rozmowa czyni cuda. Poruszyła też problem uwolnienia się od przeszłości. Na nowo uświadamia czytelnikowi, że nie można żyć tyko wspomnieniami. Czas leczy rany i je zabliźnia. Życie jest takie kruche, trzeba z niego czerpać całymi garściami.

Tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Replika.

„Namaluj mi anioła” – Małgorzata Lis (patronat medialny Dropsa)

Read More
namaluj mi anioła recenzja

Małgorzata Lis, Namaluj mi anioła, Wydawnictwo eSPe 2022.
Patronat medialny Dropsa Książkowego

Przypadek? Nie sądzę. Nie wierzę w przypadki. To, co inni nazywają przypadkami, dla mnie jest działaniem Anioła Stróża. Tak, wierzę w anioły. Te zsyłane przez Boga ze skrzydłami i aureolą oraz tych z dwiema rękami i nogami, otwartym sercem i szczerym uśmiechem. Wierzę w to, że anioł ukryty jest w drugim człowieku. Takie anioły maluje w swojej szóstej powieści Małgorzata Lis.

Historia miłości ze stanu wojennego zaklęta na kartach pamiętnika i uwieczniona na pewnym obrazie, przeplata się z historią spotkań nieprzypadkowych w podlaskiej wiosce. Dziennikarka, fotograf, artysta. Ich losy splatają się dzięki aniołom. Myślą, że tym z obrazów. Czy tylko? Ktoś miał plan na życie tej trójki. By właściwie go odczytać, trzeba jednak zaufać, otworzyć się na drugiego człowieka i miłość. Czy Angelika, Gabriel i Serafin poczują dotknięcie anielskich skrzydeł?

Małgorzata Lis pod szyldem „Opowieści z wiary” stworzyła opowieść z codzienności. O młodych, pogubionych ludziach, którzy radości i pokoju serca szukają nie tam, gdzie powinni. O rodzinnych tajemnicach skrywanych w pamiętnikach i pawlaczach. O matkach i ojcach, którzy noszą w sercu tęsknotę. O aniołach – tych prosto z nieba, i po prostu ludziach, którzy są naszymi aniołami na ziemi.

Czy „Namaluj mi anioła” – historia dyktowana i utkana wiarą Autorki – jest tylko dla katolików? Nie. Nie wszyscy bohaterowie tej książki są gorliwymi wyznawcami Chrystusa. Wręcz przeciwnie, kroczą zupełnie innymi ścieżkami, odpychając od siebie małe i wielkie cuda, nie dopuszczając do głosu aniołów. Może więc czytelnik, który nie widzi bliskości Boga na co dzień, dzięki lekturze poczuje dotknięcie anielskich skrzydeł? Warto spróbować.

Czy powieść czyta się szybko? I tak, ze względu na dobry styl Małgorzaty Lis, ciekawe opisy i dynamiczne dialogi, interesujące nawiązania do sztuki, i nie, ze względu na liczne tematy do refleksji, fragmenty Pisma Świętego, nad którymi warto się pochylić. To nie jest zwykłe czytadło na długie, jesienne wieczory. „Namaluj mi anioła” to przepiękny krajobraz ludzkich uczuć i emocji, namalowany anielskim piórem pełnym wiary. Wiary w Boga, w drugiego człowieka, w anioły stąpające po ziemi. Dziękuję za to, że mogłam go podziwiać na sztaludze ukrytej w kartkach i dzielić się nim z moimi Czytelnikami.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem eSPe.