„Szczęścia chodzą parami” – Marta Nowik (patronat Mamy Dropsa)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Spadają z obłoków

małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia

J. Twardowski, *** (Nie płacz w liście…)

Marta Nowik, autorka bestsellerowych powieści pisanych sercem to jedna z moich ulubionych autorek, którym towarzyszę od debiutu i z dumą, radością obserwuję rozwój pisarski. Na wakacje podarowała czytelnikom kolejną niesamowitą powieść „Szczęścia chodzą parami”. A wydawałoby się, że to nieszczęścia chodzą parami, a nawet stadami. Co to za historia?

Śliczna okładka zaprasza czytelnika, by dołączyć do pary bohaterów i pójść z nimi na spacer uliczkami malowniczego miasteczka Zielona Lipka. Tu wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Ale czy do końca wszystko?

Antonina Zawadzka, kobieta po przejściach, znana mentorka, doradca pracuje w Kąciku Złamanych Serc przy ulicy Kochającej. Tu każdy może znaleźć ratunek dla zagubionego, poranionego złamanego serca. W „Kawiarence pod Amorem” u Lusi można odpocząć przy kawie i pysznym cieście i porozmawiać z właścicielką, która zawsze wysłucha, wesprze. Mało tego, prowadzi notes adresami osób potrzebujących pomocy. W kwiaciarni „Irysek” Anna ułoży śliczną wiązankę kwiatów. A w salonie „Pazurki z niebieskiej chmurki” Monika, przyjaciółka Tosi podczas pielęgnacji dłoni również udzieli cennych rad. Staruszka Jadwiga, sąsiadka Tosi i jej podopieczna czuwała nad dziewczyną, która zamieszkała w rodzinnym domu. Tosię i dwoje rodzeństwa wychowywała babcia Marysia. Teraz czuwała na wnuczką jak dobry anioł. To był dom z duszą! Dziewczyna wróciła do Turczyna po studiach z Warszawy, z poranionym sercem i postanowiła leczyć złamane serca innych, dać coś mieszkańcom od siebie, aby uniknęli nieudanych relacji. Spotkała się z ich życzliwością i zaufaniem. Mieszkańcy Turczyna stali się zbiorowym bohaterem powieści. Są to zwykli ludzie, prawdziwi z krwi i kości, maja wady i zalety, często potrzebują wsparcia, rozmowy. Każdy z nich nosi jednak w sercu jakieś tajemnice i sekrety. 

Małe miasteczka lubią wielkie tajemnice. Małe miasteczka kochają każdą sensację. Małe miasteczka dają wielkie marzenia.

Jedną z sensacji był Piotr Wysocki strażak, który po sąsiedzku wynajął lokal na konkurencyjne Biuro Samotnych Serc, by pomagać samotnym sercom. Wzbudził ogromną ciekawość swoim pojawieniem się w miasteczku. Co tu właściwie robił? Czy chciał odnaleźć kogoś sprzed wielu lat? Kogoś przypominał Tosi, wzbudzał w niej skrajne emocje.

Lusia i Edmund to małżeństwo z trzydziestoletnim stażem pracy, „nauczyciele prawdziwej miłości”, wzór dla Tosi, „singielki z poplątaną historią”. Bo przecież życie bywa przekorne i przedziwne. Dziewczyna zawsze może liczyć na ich wsparcie, rozmowę, dobre rady. A potrzebuje otoczenia ciepłem i serdecznością. I rady iście matczyne otrzymuje od Lusi i innych życzliwych ludzi. Tosia leczyła poranione serca innych a sama potrzebowała pomocy. Czyż jej praca nie była ucieczką od problemów, przed pustką i samotnością? Czy tak naprawdę sama chciała spędzić resztę życia? Przecież szczęścia chodzą parami. We dwoje zawsze raźniej!

Życie jest pudełkiem pełnym niespodzianek. Życzliwy człowiek obok to skarb.

Pasją Tosi był gród, kwiaty, rośliny. Odziedziczyła ją po babci. Pragnęła, by piękny, niezwykły ogród był niejako wizytówką domu. Chciała odnowić starą altankę, ulubione miejsce babci i miejsce zabaw rodzeństwa. Brat polecił jej fachowca Maksymiliana. Nie znali się z Tosią, ale bardzo dobrze się im rozmawiało ze sobą. Bohater ma trudną historię miłosną za sobą. Nie od razu się otworzył przed Tosią. Oboje skrywali w swoich sercach trudną i bolesną przeszłość. Ale z czasem, krok po kroku zaczęli budować wspaniałą relację. Tosia czuła, że ich drogi życia biegną w podobnym kierunku. Maks niepostrzeżenie wszedł do jej serca, subtelnie i z wyczuciem. Zaskakiwał troską o ogród, wrażliwością na rośliny. Miał dobrą rękę.

-Skąd ty się tak naprawdę wziąłeś?

– Może niebo mnie do ciebie przysłało?

Marta Nowik napisała poruszającą serce powieść o przyjaźni, o jej sile, która pomaga uporać się z codziennymi problemami. O ludzkiej życzliwości i serdeczności, poczuciu wspólnoty, Wspieramy się, ale i spędzamy miło ze sobą czas, karmimy się wzajemnie okruchami szczęścia – kolacja przy muzyce, gramofon i stare płyty znalezione na strychu, spotkania integracyjne, łączące pokolenia Koła Gospodyń Wiejskich, dające przestrzeń do rozwijania pasji, okazja do wyjścia z domu i spotkania się z drugim człowiekiem. Potańcówka pod gwiazdami znakomitą okazją do integracji. Nie trzeba wiele, czasem wystarczą małe gesty życzliwości w naszej codzienności często usianej problemami.

Dla Pisarki ważne jest, aby nigdy nie tracić nadziei, że wszystko się dobrze ułoży. Po burzy zawsze zaświeci słońce. Trzeba dawać sobie drugą szansę, bo życie jest zbyt krótkie i nieprzewidywalne. Historia Piotra wzruszyła mnie do łez. Ścieżki naszego życia czasem tak dziwnie się układają!

Polecam Wam z całego serca tę pozornie lekką opowieść o miłości i jej twarzach, o relacjach, jak je naprawiać, pielęgnować, budować, o przebaczeniu sobie, co jest trudne, ale możliwe. Wielkie rzeczy idą powoli. 

– Świat się zmienia. Pędzi naprzód jak oszalały. Nie ma już czasu na zatrzymanie i głębszą refleksję. Dawniej było inaczej. Wolniej. Spokojniej. Ludzie chętniej ze sobą rozmawiali – powiedziałam. – Wiesz, że w moim rodzinnym domu obchodziliśmy kiedyś szarą godzinę? – Szarą godzinę? A co to takiego? – zdziwiłam się. – Brzmi interesująco. – Dawny zwyczaj, który pomagał zacieśnić rodzinne relacje. To pora w grudniu między piętnastą a siedemnastą. Polegała na spędzaniu wspólnych chwil z bliskimi, gdy zapadał zmrok. Niebo wtedy stawało się szare. Domownicy rozmawiali, razem robili różne rzeczy. W tej świętej godzinie zacieśniały się więzi. Liczył się człowiek. To był naprawdę wyjątkowy czas.

A może wprowadźmy je do naszej codzienności. Powoli, małymi kroczkami, nie czekając na grudzień. Zawsze czekam na Męża z obiadem, jemy nieśpiesznie, rozmawiając, potem kawa. Wieczory z książką, ale w jednym pokoju, każde w swoim ulubionym miejscu. Drobne gesty, ale jakże ważne, budujące i zacieśniające…

Marta Nowik, Szczęścia chodzą parami, Wydawnictwo Szara Godzina 2026. Patronat medialny Mamy Dropsa

Czy ekspertka od złamanych serc może bać się miłości?
Tosia prowadzi Kącik Złamanych Serc w urokliwej Zielonej Lipce. Wysłuchuje zwierzeń, ociera łzy, pomaga podnieść się po rozstaniach. Jest specjalistką od cudzych emocji i mistrzynią złotych rad. Mało kto wie, że za jej spokojnym profesjonalizmem ukrywa się bolesne rozczarowanie.
Kiedy w miasteczku powstaje konkurencyjne Biuro Samotnych Serc, poukładany świat Tosi zaczyna się chwiać. A potem w jej życiu pojawia się Maksymilian…
W tle tej historii splatają się losy mieszkańców Zielonej Lipki: małżeństwa z wieloletnim stażem, kobiety lękającej się samotności, mężczyzny próbującego naprawić błędy młodości. 
Szczęścia chodzą parami to ciepła, pełna humoru opowieść o drugich szansach i o tym, że prawdziwe szczęście zaczyna się wtedy, gdy przestajemy przed nim uciekać.

„Świąteczny abonament” – Marta Nowik (patronat Mamy Dropsa)

Marta Nowik, Świąteczny abonament, Wydawnictwo Szara Godzina 2025.

Patronat medialny Mamy Dropsa

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Boże Narodzenie jest w stanie przemienić niejedno zatwardziałe serce.

„Świąteczny abonament” to pierwsza powieść zimowo-świąteczna Marty Nowik, fanki książek świątecznych i ekspertki od relacji międzyludzkich. Święta Bożego Narodzenia mają dla Pisarki ogromne znaczenie. W jednym z wywiadów wyznała, że „to dobry i owocny czas zatrzymania się i pochylenia się nad tym, co ważne. Czas poszukiwania drugiego człowieka, który być może, gdzieś tam po drodze, się zagubił. Czas miłości i pokoju w sercu”.

Bohaterką tej poruszającej serce opowieści jest Irena Chojnowska, fryzjerka i właścicielka salonu fryzjerskiego, który jest dla niej azylem, przystanią, miejscem ucieczki od psującej się relacji z apodyktycznym, egoistycznym mężem, doktorantem. Tu może się spotkać z klientami, których traktuje jak przyjaciół. Mogą się zwierzyć ze swoich problemów, podzielić się radościami i troskami, znaleźć wsparcie. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, które w tym roku będą smutne, ale może kiedyś zdarzy się cud i zmieni życie Irenki i Krzysztofa na lepsze. Ich małżeństwo wisiało na włosku. Jedyną radością kobiety był pies Karmel. Miłość, niestety, bywa ślepa. Czas odpuścić. I wtedy w salonie Irenki pojawiła się Apolonia, jej asystentka. Pola to jakby spełnienie jej marzenia o córce, nawiązuje się między bohaterkami przyjacielska nić. Salon je połączył. Z Ireną skontaktował się Rysiek, ukochany z młodości, który kiedyś złamał jej serce.  Wrócił, bo chciał się rozliczyć z przeszłością. A w domu pojawiły się babcia Hania, anioł nie kobieta i Tekla, teściowa z piekła rodem. Szalone kobiety obmyśliły plan ratunkowy- świąteczny abonament na szczęście wraz z listą postanowień. Za wszelką cenę postanowiły je wcielić w życie skłóconych małżonków, nie pytając ich o zdanie. Jak się okazało, świąteczny abonament nie był przepisem na szczęście. To każdy człowiek jest kowalem swojego losu, a jeśli dokona w życiu dobrych wyborów, wówczas może liczyć na cud.

Krzysztof wreszcie dzięki swojej mamie i Ryśkowi zrozumiał, jakim był naprawdę nieczułym mężem dla Irenki. Stali się za wcześnie zupełnie obcymi ludźmi. Życie potrafi jednak zaskoczyć! Tekla namówiła swojego syna, żeby wcielił się w jasełkach organizowanych przez Klub wesołego Emeryta w rolę zagubionego osiołka, który nie może znaleźć drogi do swojej stajenki. Zagrał profesjonalnie, czym zdobył serce żony. Co więcej, polubił święta Bożego Narodzenia. Rozmowa z Ryśkiem zmobilizowała go do szczerej rozmowy z żoną. Misją ostatniej szansy dla zagubionych małżonków była romantyczna wycieczka do Werony śladami Romea i Julii.

Klienci przygotowali świąteczną niespodziankę dla Ireny. Udekorowali salon fryzjerski i przygotowali spotkanie wigilijne, prezenty. Irena to kobieta, która budowała mosty łączące ludzkie serca. 

Zapragnęli się jej odwdzięczyć za to, że im pomagała, wspierała. A zapomniała w tym wszystkim o sobie. Musiała się przede wszystkim nauczyć żyć dla siebie. Tak jak umiała doradzić Poli, żeby łapała swoje marzenia i robiła w życiu to, co kocha, tak zapomniała o sobie. Jej apteczka nie na wszystko pomagała.

Marta Nowik uświadomiła czytelnikom, że szczera rozmowa, obecność, bliskość drugiego człowieka, normalna codzienność, zwyczajność, drobne gesty rozjaśnione życzliwością i wzajemna troską są piękne. Liczy się relacja między ludźmi a nie racja. Warto zatem na nią postawić. Ważna jest sztuka odpuszczania i wybaczenia.  Każdy bowiem ma prawo do drugiej szansy. Nigdy nie jest za późno na zmiany. Nie ma chodzących ideałów! Dziarskie staruszki i Ryszard początkowo w roli nieproszonych gości odmienili przyszłość bohaterów. Postacie są autentyczne. Można je spotkać wśród nas.

Dziękuję szczególnie Autorce za rozczulający psi wątek. Karmel jest słodkim psem, który wniósł dużo radości, miłości i dobrej energii w życie Ireny. Doskonale wyczuwał ludzi i wiedział, komu można zrobić na złość. Karmel osłodził i moją codzienność od paru miesięcy bez Dropsika, który przez siedemnaście lat był kochanym członkiem naszej rodziny, przyjacielem. 

Powieść jest napisana lekkim stylem, emocjonalnym i obrazowym językiem okraszonym dużą dawka humoru. Podczas czytania przed oczami przesuwały się obrazy jak w filmie. Stanowi doskonały scenariusz na film świąteczny. To idealna książka na czas przedświąteczny, zwraca bowiem uwagę na to, co ważne i może komuś naprawdę pomóc w dobrym przeżyciu świąt. Życie nasze jest zbyt krótkie i kruche, więc cieszmy się nim i czerpmy pełnymi garściami. I nie zapominajmy o sobie. 

Polecam Wam z całego serca tę powieść, otulającą nadzieją jak milutki kocyk. Historia Marty Nowik podniesie na duchu, dostarczy wzruszeń i radości, ukoi jak balsam pachnący choinką i mandarynką, zainspiruje i da siłę do dobrych zmian, wprowadzi w świąteczną aurę.

Dziękuję Autorce i Wydawnictwu za zaufanie i powierzenie mi patronatu medialnego nad powieścią.