„Godzina zagubionych słów” – Natasza Socha (#MamaDropsaCzyta)

Read More
godzina zagubionych słów natasza socha

Natasza Socha, Godzina zagubionych słów, Wydawnictwo Literackie 2020 r.
#MamaDropsaCzyta

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego miałam możliwość lektury najnowszej książki Nataszy Sochy „Godzina zagubionych słów”, której premiera odbyła 28 października 2020 r. Pisarka należy do grona moich ulubionych. To książka świąteczna, mimo że nie pachnie piernikami, choinką ani też potrawami wigilijnymi czy też świątecznymi. Przecież święta nie polegają tylko na tym…

Pisarka pragnie nam uświadomić, że to powinien być czas, który ofiarujemy naszym bliskim, by po prostu z nimi być, rozmawiać, zacieśniać więzi i umacniać nasze relacje. To także czas,  aby zastanowić się nad sobą,  co zrobiliśmy źle, co nam nie wyszło i jak to zmienić na lepsze, dokonać rachunku sumienia, zdobyć się na tak trudny gest wybaczenia. To ważne, aby móc spojrzeć na siebie inaczej – bez wyrzutów sumienia, bez niepewności, bez niedomówień, bez strachu i złych emocji. Jakże dużo nam może dać rozmowa, dobieranie odpowiednich słów z pozytywnym przekazem, odpowiednim znaczeniem, o uczuciach, emocjach, o bolączkach, o szczęściu, aby nie zapętlić się w nieodpowiednich słowach, aby one nas zbliżały do siebie a nie dzieliły.   

Czy godzina wystarczy, by przebaczyć, pokochać, zrozumieć? Historia, która pozwala odnaleźć nadzieję i dostrzec, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki!

Katarzyna, Marcin, Anna, Aleksy i Fabian, Borys – z pozoru nie łączy ich nic. Mijają się, kupując kwiaty w okolicznej kwiaciarni, zajadając kanapki w pobliskim barze i zamawiając espresso w kameralnej kawiarni. Mimo że każdy z nich ma swoją historię, troski i głęboko skrywane tajemnice, połączył ich magiczny dzień, w którym dostali od losu wyjątkową szansę. Czy odważą się z niej skorzystać? Niekiedy jedna rozmowa potrafi zmienić wszystko, a przedświąteczny wieczór, to najlepszy czas, by ją odbyć. „Kocham cię”, „przepraszam”, „tęskniłem za tobą”, „jesteś dla mnie ważna” – te słowa miały nigdy nie zostać wypowiedziane. Jednak jest taki okres w roku, kiedy nawet najbardziej niemożliwe rzeczy stają się realne. Wystarczy w nie uwierzyć!

Powieść urzekła mnie swoją mądrością, jest pełna złotych myśli, pięknych drogowskazów życiowych. Składa się z pięciu opowieści, których bohaterami są Katarzyna, Marcin, Anna, Aleks i Fabi oraz Borys. Każda historia ma bardzo ciekawą konstrukcje fabularną. Bohaterowie otrzymują od bliskich, których wśród nich już nie ma, cenny dar – „godzinę zagubionych słów”, czyli godzinę rozmowy o tym, co zostało niedopowiedziane, przemilczane, niewyjaśnione do końca, co było złe w relacjach między nimi, co sobie odpuścili, co ich poróżniło, spowodowało deficyt bliskości i rozmów. Ten dar w przededniu świąt wiele zmienia, naprawia, buduje, wyjaśnia, umacnia, napawa nadzieją i wiarą, doprowadzając do pogodzenia się, wzajemnej akceptacji, podjęcia dobrych decyzji i wyborów. W ich sercach gości spokój  i harmonia, a padający śnieg tworzy bajkową scenografię brakującej godziny. Wszak jutro Wigilia! Wszystkie te godziny łączy… ławka, często metalowa, czarna, trochę odrapana. Z każdej historii płynie dla nas rzeka cennych cytatów, które tak bardzo mogą się nam przydać w różnych sytuacjach życiowych. przenieśmy je więc do naszych serc. A przed nami święta, więc doskonała okazja, aby rozmawiać ze sobą, odnajdywać zagubione słowa i naprawiać relacje.

Zafascynowały mnie historie bohaterów, ich kreacje, zachwycił styl i świetny język powieści pełen metafor, epitetów, cudnych fraz, ale nienapompowanych sztucznie. Gra słów, tylko pozornie nieoczywista, sprawiała, że zatrzymywałam się nad fragmentem tekstu, odnajdywałam zagubione słowa, łączyłam je, zastanawiałam się nad przesłaniem, , stawały się oczywiste a wyzwalały tyle emocji i to specyficzne dla Pisarki poczucie humoru. Natasza Socha po mistrzowsku operuje językiem.

Książkę odebrałam bardzo osobiście. Czytając, czułam się tak, jakby Pani Natasza znała pewne fakty z mojego życia. Poruszana problematyka dotyczyła moich tęsknot, marzeń, pragnienia spędzenia takiej magicznej godziny z kochanymi osobami, z którymi już nigdy się nie spotkam. Tyle przecież zostało niewypowiedzianych słów, wyznań, pytań, przemilczeń…

Polecam z całego serca tę piękną i wzruszającą powieść z mądrym przekazem na długie jesienne wieczory. Rozmawiajmy ze sobą, nie przemilczajmy tego, o czym powinno się mówić. Coraz bliżej święta…

Na koniec kilka pięknych cytatów:  

Tak jak dźwięki układają się w utwór muzyczny, kolorowe punkty na płótnie w obraz, tak słowa wywołują emocje mają określoną wartość i znaczenie. Nie można bez nich żyć. Owszem, zdarza się, że nie trafiają w sedno, czasem są tylko wydmuszkami, ale jednak wypełniają codzienność. Nadają jej jakiś sens i na swój sposób są po prostu niezbędne. Czy można żyć bez słów?

Miłość jest elementem życia. Nie ta wielka, pompatyczna i przepełniona uniesieniem, lecz ta, na którą składają się brakujące kawałki drugiej osoby. W zasadzie nie ma ludzi kompletnych. Człowiek jest pełen dziur, niedomówień i niedokończonych fragmentów, które wypełnić może tylko odpowiedni człowiek. On też ma swoje brakujące odpryski i szuka kogoś, kto je załata. Kiedy te dwie osoby w końcu się spotkają, układanka jest wreszcie gotowa.

Miłość to często spotkanie dwóch samotności.

Przeszłość należy zakopać gdzieś w odludnym miejscu, a z teraźniejszości wyciskać tyle, żeby przyszłość była już tylko piękna.

Przeznaczenie jest w jakimś sensie powiązane ze świadomymi wyborami, że jedno wynika z drugiego. Przeznaczenie jest czymś w rodzaju scenariusza, z którym przychodzimy na świat, ale to, jak będą wyglądały jego poszczególne odcinki, zależy tylko od nas.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz książki do recenzji.

Pisarce dziękuję mimo wielu wzruszeń aż do łez za nadzieję i wiarę oraz śmiech poprzez łzy.

„Zapomniana piosenka” – Agata Bizuk (#MamaDropsaCzyta)

Read More
zapomniana piosenka agata bizuk

Agata Bizuk, Zapomniana piosenka, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

Pragnę się podzielić moją opinią o najnowszej powieści Agaty Bizuk „Zapomniana piosenka”, która miała swoją premierę 14 października 2020 a 21 października premierę on-line. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki, ale już wiem, że chętnie sięgnę po wcześniejsze powieści. Jak sama Agata Bizuk wyznała, jest to inna książka niż do tej pory napisane z uwagi na głębszą treść. Zachwyca i przyciąga wzrok piękną iście świąteczną okładką z rekomendacją Edyty Świętek,  chwytającym za serce opisem i tytułem. Zapomniana piosenka czyli  poruszająca kołysanka, którą każdy czytelnik zapewne zna, gdyż jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. To ulubiona kołysanka Autorki, mnie śpiewała ją moja Mama a ja swoim dzieciom, które się przy jej melodii wzruszały do łez.   

Dominik wychował się w domu dziecka. Dziś ma już 20 lat i jest samodzielny, ale nadal próbuje odnaleźć swoją mamę. Nie ma pewności, czy zmarła, czy go porzuciła. Pan Ksawery szykuje się do Wigilii, która znów ma spędzić w pojedynkę. Jego jedyny syn, zajęty swoimi sprawami, nie zamierza sie pojawić przy świątecznym stole. Losy dwóch samotnych mężczyzn przetną się niespodziewanie, a połączy ich przypadek…albo przeznaczenie. Czy Dominik dowie się prawdy o swojej przeszłości? Co tak naprawdę łączy chłopaka z panem Ksawerym? I czy magia świat pomoże im zapełnić pustkę, którą noszą w sercach?

Właściwie to idealna lektura na ten czas, ponieważ akcja książki pt. „Zapomniana piosenka” dzieje się jesienią – od września aż do grudnia, a konkretnie dzień przed Wigilią, w Wigilię i w Boże Narodzenie. Autorka zastosowała retrospekcję, dzięki czemu głębiej wnikamy w problematykę powieści, w historię oraz emocje i uczucia bohaterów – 16 lat temu, 5 lat temu, kiedyś lub nazwy konkretnych miesięcy– i wywołuje w nas większe emocje. Opowieści o bohaterach są przejrzyste, bowiem rozdziały są zatytułowane ich imionami.

Bóg źle wymyślił starość, zupełnie nie tak, jak powinna wyglądać. I źle wymyślił samotność, która dopiero w takich chwilach jak ta nabierała realnych kształtów. Nie tak to wszystko miało być.

Starszy pan Ksawery był wdowcem, zapracowany syn z rodziną mieszkał za granicą i nie miał czasu dla ojca nawet na rozmowy przez telefon. Właściwie jego świat zawalił się po śmierci żony. To tak jakby i jego część umarła razem z ukochaną. Wiódł samotne życie. Po pięćdziesięciu latach wspólnego życia nigdy już nie będzie tak samo. Pielęgnował więc wspomnienia, lubił spędzać czas, oglądając stare fotografie. Kochał góry, wspominał wędrówki, lubił chodzić do lasu i na działkę. Umilał sobie samotne chwile jazdą autobusem po mieście w tę i z powrotem. Czy naprawdę można polubić samotność ? Czy można się czuć dobrze tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie lub roślin, drzewek w ogródku? Zdarzają się przecież w życiu człowieka sytuacje, gdy potrzebuje pomocy i wsparcia drugiego człowieka. Panu Ksaweremu to się przydarzyło, bowiem w drodze do ogródka upadł i złamał nogę. Na szczęście widzieli to młodzi ludzie, którzy mu pomogli. I tak losy starszego pana skrzyżowały się w tym momencie z losami drugiego bohatera powieści, Dominika, który spacerował z Ewą, córką lubianych sąsiadów Ksawerego. Sprytna dziewczyna w szpitalu podała sie za wnuczkę chorego, tak więc jednego dnia młodzi zyskali dziadka a Ksawery dwoje wnucząt. Bardzo szybko obu bohaterów połączyła niezwykła więź, bowiem obaj odczuwali często boleśnie samotność, żal, tęsknotę, porzucenie, odtrącenie, zostali mocno skrzywdzeni przez los. Autorka opisuje naprzemiennie w kolejnych rozdziałach ich historię życia, wywołując w czytelniku cały wachlarz przeróżnych emocji z przewagą tych smutnych. Pojawiający się motyw kołysanki ma też smutną, ckliwą melodię. Powracający obrazek  karuzeli kiedyś i dziś ma też smutny wydźwięk, bo nie daje zapomnienia, zabawy, tylko ewokuje przykre wspomnienia, szczególnie u Dominika. Kojarzy mu się z ostatnią wyprawą jako czteroletniego chłopca z mamą do wesołego miasteczka. Mama zachorowała, zabrano ją do szpitala a on znalazł się w domu dziecka z dwiema pamiątkami: misiem zakupionym przez mamę i kołysanką przez nią śpiewaną. Jakże trudno było się pogodzić chłopcu z odejściem mamy, jako dorosły postanowił odnaleźć jej ślady. Pragnął dowiedzieć się, co sie z nią tak naprawdę stało. Tak bardzo pragnął znaleźć rodzinę, by być kochanym i zapełnić pustkę w sercu.  Dlatego tak wielką radość z jednej strony sprawiła mu opieka nad chorym dziadkiem, ale z drugiej strony wciąż się obawiał, że starszy pan wyzdrowieje, a on znowu wróci do siebie, do swojej samotni. Tylko pies Heniek czekał na niego w domu. Doskonale pamiętał, jak to jest być niechcianym, wyrzutkiem, którego nikt nie potrzebuje. Miał nadzieję, że to już za nim, teraz, kiedy poznał Ewkę i zaczął normalne dorosłe życie. Ale jak się okazało, to życie wcale nie było normalne i musiał trafić na Ksawerego, tak samo poranionego jak on. Naprawdę popieprzone to wszystko. Bardzo poruszyły mnie w tej smutnej opowieści opisy, jak rodziła się między bohaterami silna więź, jakby właśnie w nim znalazł bratnią duszę – członka rodziny, której nigdy nie miał.

Przedstawiona przez Autorkę historia bohaterów wywołuje refleksje na temat najważniejszych wartości w życiu i najważniejszych potrzeb człowieka, porusza jakże smutny problem starości, sytuacji dzieci w domu dziecka (trwałe ślady na psychice małego Dominika) i wywołuje całą gamę smutnych uczuć i emocji . Podczas lektury nie mogłam powstrzymać łez. Jakże pięknie została opisana przyjaźń chłopca ze starszym panem, marzenia i tęsknoty obu , a takim jasnym promykiem światła jest miłość rodząca się między Dominikiem a Ewą. Ogromnym walorem powieści są kreacje bohaterów, ich portrety psychologiczne oraz lekki styl i piękny język opisujący stany emocjonalne postaci. Zakończenie powieści ogromnie mnie zaskoczyło i znowu rzeka łez płynęła mi po twarzy. Nie pisnę już ani słowa. Na koniec podzielę sie jeszcze ważnym fragmentem, jak chłopiec dwudziestoletni, który tak niedawno wszedł w dorosłość, definiuje dom:

Dom to ludzie, do których się wraca z przyjemnością, dom to zapachy, smaki, śmiechy i łzy. To zapach porannej kawy wypitej w dobrym towarzystwie, to granie w karty, kiedy za oknem pada, i możliwość ugotowania drugiej osobie zupy. To takie emocje, których nie czuje się, będąc w pojedynkę.

Zapraszam zatem do lektury pięknej i wzruszającej opowieści o starszym panu, który czuł się bardzo samotny i zagubiony w życiu i o chłopcu, który chciał tylko pozbierać do kupy klocki własnego życia, poukładać je na nowo właśnie po to, by móc ruszyć dalej, nie oglądając sie za siebie.

Czy podczas Bożego Narodzenia wydarzą się cuda, które odmienią życie tych samotników na lepsze? Nigdy nie można utracić nadziei i wiary…

Wydawnictwu Dragon bardzo dziękuję za egzemplarz do recenzji!

Agacie Bizuk życzę kolejnych bestsellerów!