„Pensjonat na Kaczym Wzgórzu” – Paulina Kozłowska (#MamaDropsaCzyta)

Read More
pensjonat na kaczym wzgórzu

Paulina Kozłowska, Pensjonat na Kaczym Wzgórzu, Wydawnictwo Replika 2021.
#MamaDropsaCzyta

Bardzo lubię odkrywać nowych autorów, czytać ich debiutanckie powieści, obserwować i śledzić ich rozwój literacki. A Wydawnictwo Replika ostatnio umożliwiło utalentowanym autorom zaistnienie na rynku wydawniczym. Jest przyjazne debiutantom. Dlatego też skorzystałam z propozycji Wydawnictwa, by zrecenzować pierwszą powieść Pauliny Kozłowskiej „Pensjonat na Kaczym Wzgórzu”, której premiera miała miejsce 23 lutego. Mój wzrok przykuła piękna, klimatyczna okładka, oczywiście opis wydawcy oraz rekomendacje Patronek. Zapraszam zatem do lektury mojej opinii o książce.

Pensjonat na Kaczym Wzgórzu znajduje się w urokliwej Kobylnicy na Pomorzu, w której mieszka Autorka. Skąd taka nazwa? Wypasano tam dawniej kaczki. Jest to miejsce, do którego przyjeżdżają kobiety, by leczyć swe złamane serca, poturbowane przez miłość, poczucie straty, odpocząć od smutków i rozterek zafundowanych im przez facetów. Prowadzi go od pięciu lat trzydziestoletnia Łucja Stus a właściwie jeszcze Zakrzewska, dziewczyna z dobrego domu, z rodziny lekarskiej,  która rzuciła wszystko i przyjechała z misją zbawiania kobiecego świata do odziedziczonego w testamencie domu po babci, a której nie miała okazji poznać za życia. Dlaczego uciekła? Nie chciała, aby rodzice realizowali krok po kroku zaplanowaną przez nich jej drogę życiową. Spełniała się w roli terapeutki w tej cudnej ostoi dla kobiet takich jak i ona. Pensjonat cieszył się wśród nich powodzeniem. Mimo specjalnego regulaminu żyło się tu im po przyjacielsku. Obok Kaczego Wzgórza znajdowała sie działka, na której szybko wyrosła Samotnia – oaza męskiej rozpusty, miejsce, gdzie mężczyźni, korzystając z różnego rodzaju rozrywek, mogliby odreagować stresy dnia codziennego. Jej właścicielem jest Robert, syn i następca wielkiego szefa Jana Sępa, człowieka o bardzo trudnym charakterze, gburze bez serca, perfekcjonisty, który wątpił w to, że syn będzie jego godnym następcą w firmie. Miedzy Łucją a Robertem dochodzi do wojny, narasta między  niechęć, wzajemna antypatia. Kobiety chcą doprowadzić do tego, żeby Sęp wraz z ekipą się stąd wynieśli z uwagi na  sprzeczność interesów. Jesteście ciekawi, jaki przebieg będzie miała ta wojna i do czego doprowadzi walczące strony? Tego się dowiecie, biorąc powieść do ręki.

Tę niezwykle emocjonującą powieść czyta się bardzo szybko, wręcz pochłania dzięki frapującej fabule. Akcja wciąga już od pierwszego rozdziału, napięcie rośnie dzięki nagłym zwrotom akcji, perypetiom bohaterów. Skoro wojna dwóch światów, więc obie strony się wzajemnie obserwują, śledzą, podglądają, próbują negocjować,  walczą a to wszystko jest okraszone humorem, ironią, sarkazmem. Aż kipi emocjami i skrzy się humorem. Powieść jest napisana lekkim stylem, niezwykle plastycznym językiem, poprawnie, nawet użyte wulgaryzmy czy kolokwializmy nie rażą ucha czytelnika, tylko dodają smaczku, pikanterii tej wojnie. Bohaterowie są znakomicie wykreowani. Na uwagę zasługuje ich ciekawy rys psychologiczny. Bohaterem jest tu także natura – opisy przyrody są przepiękne. Tu naprawdę można wyleczyć duszę z wielu zranień, traum, by móc żyć na nowo. Czytając, możemy zaśmiewać się do łez z komicznych sytuacji, ale i wzruszać poznanymi historiami bohaterów, ich relacjami rodzinnymi, przeżyciami, bagażem doświadczeń niesionym przez niełatwe życie.

Paulina Kozłowska poruszyła bowiem bardzo trudne i ważne tematy, dotyczące rożnych przejawów przemocy wobec kobiet w nieudanych związkach małżeńskich. Co ciekawe, Autorka nie koncentruje się na obnażaniu ich słabości, nie szlocha nad ich losem, tylko pokazuje, jak w pensjonacie one się zmieniają, uzbrajają w siłę. Już nie są same, między nimi kwitnie przyjaźń, która je umacnia w podejmowaniu zdecydowanych kroków, w dokonaniu mądrych zmian, postanowień i wyborów życiowych. Książka zaskakuje, skłania do wielu przemyśleń i refleksji, a mimo to zapewnia doskonały relaks.

Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie świetny pomysł na książkę kolejnej, utalentowanej Debiutantki. Czekam niecierpliwie na kolejny tom.  

Wydawnictwu Replika bardzo dziękuję za egzemplarze recenzencki.

Paulinie Kozłowskiej gratuluję udanego debiutu.

„Na krawędzi nocy” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
na krawędzi nocy

Edyta Świętek, Na krawędzi nocy, Wydawnictwo Replika 2021.
Seria: „Alter ego”
#MamaDropsaCzyta

Edyta Świętek, Mistrzyni sag rodzinnych, oddała tym razem w ręce swoich czytelników historię, którą nazwała baśnią dla dorosłych. Pisarka wciąż poszukuje nowych inspiracji i wrażeń. Najczęściej czerpie je z życia. „Czasami wystarcza mała iskierka, która wywołuje wiele zamieszania”.  Kiedyś ktoś napił się kawy z kubka Autorki, aby poznała jego myśli. I to była iskierka, przyczynek do rozmyślań nad magicznymi zdolnościami ludzi.  W ten sposób narodziła się historia Niny, czarownicy i jej przyjaciół. Niezwykła historia, o której trudno zapomnieć. Zapraszam do lektury recenzji drugiego wydania powieści „Na krawędzi nocy”, pierwszego tomu dylogii „Alter ego”, której premiera odbyła się w lutym. Przekonajmy się, czy czarownice istnieją tylko w bajkach.

Główną bohaterką powieści jest Nina, a właściwie Antonina Klara Strega-Oramus. W chwili, gdy ją poznajemy, skończyła 30 lat i już życie zdążyło zapełnić jej plecak różnymi doświadczeniami. Opowiada nam w pierwszej osobie swoją historię. Od razu nawiązuje bezpośrednią więź z czytelniczką, nazywając ją przyjaciółką. W Prologu definiuje czarownicę, obala kilka mitów dotyczących czarownic i magii, podaje pewne fakty o ich zdolnościach. Dzięki retrospekcji cofamy się do dnia, w którym Nina dowiedziała się od uwielbianej babci Marianny, że jest właśnie czarownicą, inną niż wszyscy, odziedziczyła właśnie po niej tę zdolność. Ona szara myszka, nieśmiała i wycofana została tak obdarowana. Babcia oczywiście udzieliła ukochanej wnuczce rady, jak się posługiwać zdolnością czarowania, bo przecież będzie mogła wpływać na życie innych, żeby „nie przedobrzyła”. Jeśli bowiem nie zachowa umiaru, może nie zaznać w życiu prawdziwych przyjaźni i miłości. Od najmłodszych lat odwiedzały Ninę we snach Anioł, ucieleśnienie męskich cnót i Mroczny, rzucający cień na Anioła, wzbudzający niepokój. W noc poprzedzającą 18 urodziny Anioł oznajmia: „- To już dzisiaj. Bądź gotowa”. W urodziny zakochała się w jasnowłosym Adrianie, którego nazwała Wikingiem – był piękny i świetlisty jak Anioł z jej snów. Czy rzuciła na niego czar? Czy zadziałał jej urok osobisty? Od tego momentu motyw fantastyczny miesza się ze zwyczajnym życiem bohaterki. Adrian stał się jej mężem i żyło im się fantastycznie. Nina nie wtajemniczała go w swoje zdolności magiczne. Anioł i Mroczny zniknęli ze snów. Sielankę zakłócał jedynie wredny szef w pracy Niny oraz dziwne przeczucia, sny i wizje, jakby coś złego się miało stać. Pojawił się znowu Mroczny w ponurej, diabolicznej postaci, wzbudzając lęk. Jednego dnia bohaterka straciła wszystko, co było dla niej najważniejsze.

Czy czarownica potrafiła cierpieć?

W mojej głowie brzmi „Sonata Księżycowa” Beethovena. (…) Posłuchaj właśnie tej melodii. tak brzmi moja tęsknota i rozpacz – to moje umieranie. Nie dociera do mnie nic z tego, co dzieje się wokół. Nie jestem zdolna do działania. Na długie godziny pogrążam się w nieutulonym płaczu.

Edyta Świętek pokazała, że życie potrafi mocno doświadczyć zarówno czarownicę, jak i zwyczajną dziewczynę. Nie zawsze mamy wpływ na to, co sie wokół nas wydarzy. Zafundowała czytelnikom cały wachlarz emocji i uczuć – na początku radość, szczęście, namiętność, życzliwość, następnie smutek, lęk, płacz, rozpacz, cierpienie, oswajanie się ze śmiercią, przeżywanie żałoby, pustka, bezsenne noce i dnie, depresja, szukanie pociechy w myślach, we wspomnieniach, w poezji, w oglądaniu zdjęć. akceptowanie straty, przyzwyczajanie się do pustego domu.  

Po nocy pojawił się brzask. Sny przygotowały Ninę do spotkania z Mrocznym. Tak po prostu wpadła na niego w sklepie podczas zakupów… Wyglądał tak samo jak we snach i też był irytujący. Nina jako czarownica mogła sprawdzić, czy słusznie sie do niego uprzedziła. Wystarczy łyk kawy z jego szklanki… Czy wraz z pojawieniem się Mrocznego Nina rozpocznie nowy rozdział życia? Czy powróci dobra passa? W jaki sposób życie ją znowu zaskoczy we snach i na jawie?

Powieść czyta się szybko, jest napisana lekkim stylem, ale nie płytkim i bardzo emocjonalnym językiem, opisy przeżyć wewnętrznych Niny wywołały we mnie mnóstwo różnorodnych emocji i uczuć. To baśń dla dorosłych o miłości z mądrym przekazem. Jak to w baśniach bywa – fabuła służy do wyrażenia czegoś ważnego. Życie nasze jest czymś ulotnym, nie zawsze mamy wpływ na bieg wydarzeń. po najczarniejszej nocy następuje brzask, nowy dzień. Nie powinniśmy się pogrążać w rozpaczy, poddawać się, tylko walczyć i myśleć o kolejnym dniu pełnym światła, kolorów, nowej szansy, o powrocie dobrej passy. A do tego potrzebny jest nam drugi człowiek i jego wsparcie – rodzina, przyjaciele są wokół nas.

Edyta Świętek zachwyciła mnie kreacją całej plejady bohaterów. Są prawdziwi, wyraziści. Mimo że Nina jest czarownica, to zachowuje się i czuje jak „normalny” człowiek. Anioł i Mroczny – pochodzący z dwóch światów – z jawy i ze snów – również mnie zafascynowali. Przecież każda z nas kiedyś marzyła o tym wyśnionym, jedynym królewiczu na białym koniu. Pociągali nas również tacy jak Mroczny, mimo lęków i obaw. Przypadła mi do serca postać babci Marianny i Gabrieli, teściowej Niny. Dzięki świetnie poprowadzonej narracji pierwszoosobowej czułam się tak, jakbym była przyjaciółką bohaterką i ona przy kawie opowiedziała mi swoją frapująca historię. Powiem Wam, że uroczysko babci Marianny kupiła Edyta Świętek, bowiem od dłuższego czasu szukała miejsca sprzyjającego twórczym uniesieniom. Pojawiła się tu też dobrze nam znana Madzia Kociołek, bohaterka powieści „Pełnia szczęścia”.

Akcja toczy się wartko, zaskakują nas zwroty akcji, perypetie bohaterów, z którymi czytelnik również się znajduje między jawą a snem. Opisy miejsc są bardzo plastyczne, oddziałują na naszą wyobraźnię.

Zachęcam do sięgnięcia po tę poruszającą powieść o miłości, o sile przyjaźni, o relacjach rodzinnych i międzyludzkich oraz ze zwierzętami.  Choć podczas lektury często sięgałam po chusteczki, to jednak książka mimo wszystko zachęca, skłania  do refleksji nad życiem – niepoddawania się i walki o nowy dzień, lepsze jutro, dodaje odwagi i mobilizuje do pracy nad sobą, nad wprowadzeniem zmian na zewnątrz, ale przede wszystkim wewnątrz siebie.

Wydawnictwu Replika bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki.

Edycie Świętek dziękuję z całego serca za kolejną historię, o której tak łatwo nie da się zapomnieć.