„Zagubiona” – Katarzyna Michalak (#MamaDropsaCzyta)

Read More
 

 

Katarzyna Michalak, Zagubiona, Wydawnictwo Mazowieckie 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
Weekend majowy spędziłam m.in. z bestsellerem jednej z moich ulubionych autorek, Katarzyny Michalak. Pisarka – to pierwsza część trylogii autorskiej, najbardziej dojrzałych powieści. Tytułowa bohaterka, Ewa Kotowska, otrzymała od wydawcy propozycję napisania powieści biograficznej, opartej na faktach z jej burzliwego życia. Hasło promocyjne „Ta książka nie jest autobiografią Ewy Kot, ale…” miało być chwytliwe i zapewnić sukces. Lektura mną wstrząsnęła. Główni bohaterowie Weronika  Nocyk (czy Weronika to Ewa?) i Wiktor Helert to sąsiedzi, których połączyło cierpienie na skutek przemocy i poniewierania stosowanych przez rodziców. Ich dzieciństwo było nacechowane głodem miłości, serdeczności, zrozumienia, troski zarówno ze strony rodziców, jak i rówieśników w szkole. To wykształciło w nich pewne cechy osobowości, dzięki którym mogli wiele przetrwać w życiu. Weronice udało się poznać smak szczęśliwego dzieciństwa u babci Stefanii. Ale to zaledwie 6 lat niekończących się wakacji. Natomiast Herbertowskie przesłanie od babci: „Bądź wierna. Idź!” niezwykle jej pomogło w życiu. A przeżyła wiele. W dorosłość wkroczyła ze złamanym sercem, zdradzona, rozczarowana, zawiedziona, po raz drugi bezdomna. Natomiast Wiktor po wyjeździe dziewczyny na wieś zagroził, że wejdzie na złą drogę i tak też się stało, poprawczak z czasem zamienił na więzienie. Przeżycia bohaterów wstrząsają do głębi czytelnikiem, budząc skrajne emocje. Czy w 2. części ich los się polepszy? Dla mnie nie jest ważne, ile Katarzyny Michalak jest w Pisarce. Porwała mnie opowieść pełna miłości i zarazem nienawiści a jej bohaterowie zapadli głęboko w pamięć.
 
„Możemy stracić miłość, tak, to nie zależy jedynie od nas, ale od nas zależy, by nie stracić wiary w miłość”.
 
Zagubiona to  kontynuacja Pisarki. Podobnie jak w pierwszej części rozdziały są zatytułowane imionami bohaterów. W poświęconych Ewie Kotowskiej narracja prowadzona jest w 1.os. a w poświęconych Weronice – mamy do czynienia z narracją trzecioosobową. Ten zabieg Autorki sprawił, że pojawia się pytanie, czy Weronika to Ewa? Pisarka bowiem wyjechała z synkiem do Australii, gdzie w domu nad oceanem poczuła się bezpiecznie. Ale miłość, tęsknota za ojczyzną co jakiś czas kazały jej pakować walizkę i lecieć do Warszawy. I tu nadarzyła się okazja, by kupić mieszkanie babci Stefanii w ślicznej kamienicy. Weronika podczas pobytu u babci, zachęcona przez nią, zaczęła zapisywać najważniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Poczuła w sobie TO COŚ. Ujawnił się jej talent pisarski. Myślę, że tajemnica się wyjaśni. Jak potoczyły się dalsze losy Weroniki i Wiktora? Śliczna  okładka w pastelowych kolorach i uwieczniona na niej panna młoda (ale odwrócona) oraz złotymi literami zapisana myśl: „Każda z nas ma prawo do szczęścia…” dają nadzieję, że miłość mimo wszystko zwycięży. Jednak na drodze do szczęścia bohaterów pojawią się źli ludzie, którzy uczynią piekło z ich życia, jak prześladowca Wiktora i potworny manipulant obojgiem  – wyrachowany Zadra. Zmusi chłopaka do zawarcia pewnego paktu, w którym stawka będzie bardzo wysoka. Pojawią się także i dobrzy ludzie, którzy będą śpieszyć na ratunek, nieść pomoc, zapewniać bezpieczeństwo, otoczą czułością i stworzą namiastkę rodziny jak dr Piotr Kochanowski, weterynarz, który uratuje Weronikę z rąk Zadry, da schronienie, pracę w lecznicy, dzięki której dziewczyna może zrealizować swoje marzenie o maturze i o studiach. Ale znowu parszywy los nie oszczędzi dziewczyny. I znowu Zadra mistrz kamuflażu sprawi, że będzie musiała wyleczyć się z miłości, ale zapomnieć się nie da. Tęskniła za miłością, za bliskością, za kimś, w kim będzie mieć oparcie. Spotkała na swojej drodze trzech braci, z którymi się zaprzyjaźniła, dr Piotr mentor, niebieskooki blondyn, wydawał się „księciem światła i słońca” darzyła go zauroczeniem, z czasem niewinnie pokochała. Dlaczego Piotr traktował Weronikę jak siostrę? Przecież bardzo mu się podobała i pragnęła jego miłości. I znowu los sprawił, że musiała wrócić do Warszawy, zamieszkać w kamienicy, w plugawej kawalerce,  i zawrzeć układ z ojcem. A i lekarz postawił jej twarde warunki i ją odrzucił. Samotność bardzo bolała. Jedynie dostanie się na upragnione studia mogło dać dziewczynie chwile szczęścia. I to się jej udało, marzenie o weterynarii się spełniło. Bardzo szybko zjednała sobie koleżanki i kolegów, stając się duszą towarzystwa. Pojawiali się w jej życiu studenckim i koledzy amanci, ale Weronika była pechowa. Listy nie dochodziły do Wiktora, ani jego do Weroniki. Nadzieja na ich wspólną przyszłość umarła. Dlatego też spragniona miłości i szczęścia dziewczyna dokonała życiowego wyboru, popełniając kolejne błędy i mimo przestróg koleżanek wyszła za mąż za  studenta medycyny, który okazał się niezłym manipulantem, człowiekiem zakłamanym, dwulicowym. A jej się wydawało, że dobrze wybrała, że czeka ją bezpieczna przyszłość. Bardzo szybko się przekonała, że to był głupi wybór – wpadła bowiem w ręce psychopaty, który życie małżeńskie zamienił w piekło. Dlaczego naiwna nie poszła za głosem serca, tylko posłuchała rozsądku, zagłuszając intuicję, głosy ostrzegawcze koleżanek. Jej niewyobrażalne cierpienie stało się nie do zniesienia. Poddała się …Dlaczego tak się stało? Dlaczego nie zawalczyli z Wiktorem o swoją miłość, o swoje szczęście, tylko dali się zmanipulować przez złych ludzi i wplątać w niedorzeczne układy. Od ich wyboru zależało życie drugiego, ukochanego, co uśpiło rozsądek. Czy Weronika i Wiktor, których życie tak boleśnie doświadczyło, odnajdą drogę do siebie?
 
Podczas czytania a właściwie pochłaniania powieści, towarzyszyły mi niesamowite emocje: złość, gniew, niedowierzanie chwilami, jakie pokłady zła mogą tkwić w człowieku. Jak dziewczyna mocno stąpająca po ziemi, którą los boleśnie doświadczył, ale która ma  marzenia, nadające jej życiu sens, cel może się tak zagubić wśród ludzi , poddać i wręcz zginąć. To dla mnie niewyobrażalne. Jak człowiek może zaszczuć drugiego człowieka? Ileż twarzy może mieć drugi człowiek? Dlaczego? Za co? Jak to możliwe, że piękna dziewczyna stała się marionetką z odciętymi sznurkami. Zakończenie tomu jest wręcz szokujące. Mocno mną wstrząsnęło. Ale nadzieję daje ostatnie zdanie. wcześniej tez poznajemy dewizę życiową pisarki Ewy Kotowskiej: „ Moje powieści mają dawać nadzieję, że po każdej nocy wstaje dzień. Że mamy wybór, od nas zależy to, jak nasza bajka się skończy…”.  Mam nadzieję, że zagubiona w świecie manipulacji, kamuflażu, wyrachowania, ludzkiej podłości i bezwzględności Weronika zrealizuje w następnej części swoje marzenia. „Marzenia były dla Weroniki, dziś Ewy Kotowskiej, wszystkim”.
 
Akcja powieści toczy się wartko, historia Weroniki i Wiktora przeplatana jest rozdziałami współczesnymi z życia Ewy Kotowskiej. Język barwny, nacechowany emocjonalnie, chwilami dosadny, potoczny, zastosowana indywidualizacja języka podkreśla cechy charakterologiczne i osobowościowe bohaterów.   
 
Katarzyna Michalak, autorka czterdziestu bestsellerów, włożyła w napisanie powieści mnóstwo prawdziwych uczuć i serca. Wykreowała w powieści świetne postacie, które nie są idealnymi, ale ludźmi z krwi i kości. Niektóre z nich są typami spod ciemnej gwiazdy, złymi do szpiku kości – manipulantami, psychopatami. Pisarka poruszyła tu ważny problem przemocy fizycznej i psychicznej – jej ogromnej sile niszczącej.
 
 
Dziękuję z całego serca Katarzynie Michalak za egzemplarz recenzencki.
       

 

„Kuracja dla serca” – Agnieszka Szacka (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 

 

Agnieszka Szacka, Kuracja dla serca, Wydawnictwo W.A.B. 2019.
#MamaDropsaCzyta
 
Agnieszka Szacka napisała książkę „Kuracja dla serca”, jej premiera już wkrótce – 15 maja. Niestety, nie mogłam znaleźć żadnych informacji na temat autorki. A to nasze pierwsze spotkanie. Moją uwagę przyciągnął tytuł książki, klimatyczna okładka, urocze i znane mi miejsce akcji Nałęczów. „Druga młodość, kolejna szansa, druga miłość” – frapujące.         O jaką kurację dla serca tu chodzi?
 
Byłam w Nałęczowie kilkakrotnie w szpitalu sanatoryjnym, gdzie kurowałam swoje serce po przebytych zabiegach kardiologicznych w ramach wczesnej rehabilitacji. Poznałam kurort zimą, wiosną i latem przechodzącym w jesień. Przepiękny park zdrojowy, który o każdej porze roku zapewnia kuracjuszom leczenie klimatem, oprócz, rzecz jasna, fantastycznej oferty zabiegów. Wracając do powieści, w tytule możemy dopatrzyć się  drugiego dna, znaczenia metaforycznego. Myślę, że fabuła książki nam to wyjaśni…
 
Bohaterką powieści jest 56-letnia Renata, polonistka, od 10 lat rozwiedziona (małżeństwo z Markiem było pomyłką), matka dwojga dorosłych już dzieci, twardo stąpająca po ziemi, nie poddawała się emocjom. Po długim i bolesnym rozwodzie straciła zainteresowanie mężczyznami, nie rozmawiała i wyparła słowo „seks” ze swoich myśli, ze swojego życia.  W chwili, gdy ją poznajemy, przebywa na urlopie zdrowotnymi i wybiera się na trzytygodniową kurację do Nałęczowa, aby ustabilizować ciśnienie  i uspokoić skołatane nerwicą serce. Renata trafiła do sanatorium Jesienne Wąwozy – zespołu trzypiętrowych budynków z lat siedemdziesiątych, ale teren wokół był piękny: dużo drzew, krzewów, klomby z kwiatami a wśród nich ulubione peonie Reni. Pokój dzieliła z Jolą – jedną z „lamparcic”, czyli krzykliwie ubranych i wyzywająco pomalowanych, głośnych kuracjuszek-kokietek, „obytych towarzysko”, które przyjeżdżają na turnusy, aby „poznać pana na poziomie”. Już na pierwszym spotkaniu z dyrekcją kuracjuszkom rzucił się w oczy Paweł Dobrowolski, przystojny, piękny mężczyzna, lekarz, w dodatku kardiolog transplantolog po zawale, co brzmiało żartobliwie. Szybko dał się poznać wzdychającym za nim kuracjuszkom i personelowi jako nieprzyjemny typ i nadęty dupek. Był wdowcem, żona zmarła na raka, dopiero po jej odejściu uświadomił sobie, że jej nie doceniał we wspólnym życiu. Posypało mu się życie, praca, serce, on sam. Zaczął pić. Dopiero podczas spaceru otworzył się przed Renią, wymienili uwagi o terapii, zaproponował wycieczkę do Bochotnicy.
 
Czytając powieść, czekałam na spacer bohaterów po uroczym parku zdrojowym, żeby przypomnieć sobie swoje trasy. I  się nie zawiodłam, ponieważ Renata uzbrojona w mapę wybrała się na przechadzkę. Szłam więc za nią Armatnią Górą w stronę ulicy 1 maja, okrążyłyśmy park zdrojowy, by wejść do niego Bramą Wschodnią. A powietrze świeże, wilgotne od „kipiącej wszędzie zieleni”. W centrum parku był usytuowany Pałac Małachowskich, wokół którego rosły najpiękniejsze w Polsce lipy. Niedługo już zakwitną! Renata usiadła na ławce w bocznej alejce i napawała się kwiatostanami kasztanowca czerwonego, stylowymi, starymi uzdrowiskami, następnie ruszyła w kierunku stawu, mijając Pijalnię Wód mineralnych i imponującą palmiarnię, pijalnię czekolady. Na środku stawu znajdowała się zarośnięta zielenią Wyspa Miłości. pływały kaczki i łabędzie a wokoło pełno było spacerujących par w różnym wieku. Dzięki powieści poznajemy także uroczą okolicę Nałęczowa: Bochotnicę Małą i Wielką, które należały do tego samego majątku. Bohaterowie wybrali się na piękny spacer wąwozem do ruin zamku na wzgórzu, racząc się romantycznymi legendami o Esterce i królu Kazimierzu Wielkim. Poznajemy też Kazimierz i jego okolice – najpiękniejszy wąwóz Korzeniowy Dół, Górę Trzech Krzyży. A jak rozwinęła się znajomość Renaty i Pawła? Co uświadomił obojgu bohaterom przyjazd do Nałęczowa, terapia, spacery, czas dla siebie, na rozmyślania o życiu, o sercu, o miłości i o przyszłości? Powiem tylko, że oboje dużo się dowiedzieli o sobie. Po resztę odsyłam do powieści.
 
Oprócz pary świetnie wykreowanych bohaterów tak różniących się od siebie, których połączyły zranione serca, pojawia się w powieści cała plejada postaci typowych kuracjuszy, którzy przyjeżdżają da sanatorium po zdrowie, aby znaleźć towarzysza lub towarzyszkę na czas pobytu, fajnie spędzić czas na rozrywkach wykraczających poza ofertę sanatoryjną. Autorka oddała doskonale atmosferę, jaka panuje na turnusach. Urzekły mnie także pięknie malowane słowami i oddziałujące na różne zmysły opisy parku zdrojowego – ja byłam tam z bohaterką, widziałam, słyszałam i czułam.
 
Ciekawa jest też historia Jolki „lamparcicy”, która dała się poznać tak naprawdę Renacie. Przyjaciółka zbyt stereotypowo i niesprawiedliwie  ją oceniła. A wprost oniemiała, słuchając jej teorii o zamkniętych drzwiach zakończonych definicją szczęścia, z którą się też zgadzam. Jak zatem kuracja wpłynęła na serca bohaterów? Czy kontynuowali znajomość po wyjeździe z sanatorium? I jak to jest z tą miłością w sanatorium?
 
Odpowiem krótko: wyjazd do sanatorium ma sens, człowiek ma bowiem czas, aby się zastanowić nad przyczyną problemów sercowych i wyjechać stamtąd po krótkich wakacjach od życia z sercem w lepszej kondycji – dosłownie i w przenośni. Zachęcam zatem gorąco do sięgnięcia po powieść. Bardzo się cieszę, że debiutancka powieść Agnieszki Szackiej „Kuracja dla serca” trafiła w moje ręce. Choć czyta się ją lekko, to skłania do refleksji o życiu, o miłości, o śmierci, o sercu. Próbuje zdefiniować miłość, szczęście. Uświadomiła mi, pacjentce kardiologicznej, uwierzyć, że człowiek w każdym wieku ma prawo do miłości, do fascynacji, zauroczenia a nawet pożądania. A polubienie siebie poprawia kondycję serca i relacje z bliskimi. nie muszę mieć idealnego życia, ale mogę wieść dobre życie i to zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Zawsze jest czas na zmiany. Dziękuję Autorce szczególnie za wywołanie we mnie tych refleksji. I wiem, że latem wybiorę się z Mężem do Nałęczowa na spacer po parku zdrojowym i koniecznie do Bochotnicy.  
 
Polecam gorąco powieść na majowe, czerwcowe wieczory. Może i Was zachęci do letniego wypadu do Nałęczowa.
 
Wydawnictwu W.A.B. bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki!