„Niespokojne serca” – Agata Sawicka (#MamaDropsaCzyta)

Read More
niespokojne-serca-dwor-w-zaleszycach

Agata Sawicka, Niespokojne serca, Wydawnictwo Dragon 2020.
#MamaDropsaCzyta

12 lutego to dzień premiery niezwykle udanego debiutu Agaty Sawickiej „Niespokojne serca”, I tomu serii „Dwór w Zaleszycach”. Powieść urzekła mnie okładką i opisem od wydawcy. Pochłonęłam ją w ciągu dwóch dni, mimo czterystu stron odczuwam niedosyt, bo zżerała mnie ciekawość, co dalej będzie się działo w życiu bohaterów? Jest to wzruszająca opowieść o miłości, która nie powinna się zdarzyć i o sile, jaką daje podążanie za głosem serca, za marzeniami.

Główną bohaterką jest Julianna Zabłocka. Poznajemy ją w dniu, w którym została skreślona z listy studentów znienawidzonego prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Znalazła się na prawie, bo tak chcieli jej rodzice – wzięty prawnik i sędzia. A Julianna kochała historię, w tajemnicy przed rodzicami zapisała się i zaliczyła ze świetnymi wynikami pierwszy rok na wymarzonym kierunku. W tym dniu zakończyła też związek ze swoim chłopakiem, którego tak naprawdę nie kochała. Marcin okazał się dupkiem, z którym nie chciała mieć nic wspólnego. Po ostrej wymianie zdań z rodzicami, którzy nie rozumieli jej decyzji, postanowiła pójść za głosem serca i zacząć spełniać swoje marzenia. Mając ze sobą jedną walizkę i niewiele ponad 200 złotych w kieszeni, Julianna opuściła dom i wyruszyła w podróż w nieznane. Wsiadła do pociągu do Krakowa, zostawiając swoje przewidywalne życie, by ruszyć „(…) za swoim pragnieniem. Pragnieniem niezależności i życia w zgodzie z samą sobą, swoimi wartościami i marzeniami. Ruszała w nieznane, naprzeciw przygodzie…”. A początki bywają przecież trudne. Miała jednak szczęście trafiać na dobrych ludzi, którzy pomogli jej w podróży, gdy przez przypadek „wylądowała” w Zaleszycach, które urzekły bohaterkę pięknymi widokami, znalazła się w zupełnie innym świecie. Czy to był przypadek? Kto sprawił, że na drodze dziewczyny pojawiła się niezwykle sympatyczna Nusia, babcia Nusia, u której zamieszkała i czuła się szczęśliwa, jak nigdy dotąd. Podczas podróży  do nowego domu zachwycił, zauroczył od pierwszego wejrzenia dziewczynę taki oto widok. Kiedy wyłoniły się zza zakrętu, ich oczom ukazał się dostojny dwór szlachecki. Ze wszystkich stron otoczony był laskiem, a do jego frontu wiodła alejka, po której obydwu stronach również wznosiły się drzewa. Przed dworem rozpościerała się strzyżona trawa, a wśród niej polne kwiatki. W świetle zachodzącego słońca było w tym widoku coś urzekającego… magicznego. (…)był murowany i pomalowany na jasnokremowo. Na ganek, wsparty po obydwu stronach para kolumn, prowadziło kilka niskich schodków. Dwuskrzydłowe drzwi wejściowe oraz obramowanie malutkich okienek wraz z ich otwartymi okiennicami wykonane były z ciemnobrązowego drewna. Na parapetach stały donice z czerwonymi, różowymi i białymi kwiatami. Dwór był duży, parterowy, ale musiał mieć również strych, gdyż na dachu widać było dwa niewielkie okna. Nusia opowiedziała dziewczynie historię dworu, obecnie przeszedł gruntowny remont i miał być oddany dla zwiedzających, już otwarto w jednej z sal kawiarenkę. Julianna uwielbiała takie historie pełne tajemnic, które zawsze warto odkryć. W nowym miejscu, w Bieluniu, bohaterka szybko się zaaklimatyzowała, znajdując w osobie Nusi prawdziwą babcię, za którą tęskniła. Z każdym dniem czuła się tu coraz bardziej szczęśliwa. Poznała też tajemniczego i intrygującego Henryka, lokatora Nusi, pana Ignacego, „chodzący wzór mądrości” z którym się jej świetnie rozmawiało i można się było wiele nauczyć. Zawsze miał w zanadrzu jakąś cenną życiową radę. Znaleźć w życiu swoje powołanie nie jest rzeczą prostą i jeśli się uda, można to uznać za prawdziwy i wielki dar. Niekorzystanie z niego byłoby niemal grzechem. Najbardziej poruszające były jej codzienne rozmowy z Nusią, które utwierdzały ją z każdym dniem w przekonaniu, że postąpiła słusznie, wybierając swoją drogę i podążając za swoimi marzeniami. Bohaterki połączyło pokrewieństwo dusz. Tego jej brakowało w relacjach z matką, z rodzicami. Miejscem, które ciągnęło ją do siebie jak magnes, był piękny i dostojny dwór, „niemy świadek przemijających czasów i ludzkich losów”, serce Bielunia. Julianna jako pasjonatka historii i niepoprawna romantyczka postanowiła zwiedzić to miejsce. Czy to przypadek? Nusia uważała, że to Bóg celowo połączył ich drogi, że ma w tym jakiś cel. A towarzyszył temu cały splot dziwnych wydarzeń. Znaleziony w zrujnowanym domu zeszyt staje się kluczem do tajemnicy z przeszłości……

Agata Sawicka napisała niezwykłą,  piękną i mądrą powieść o miłości, o przyjaźni, o więziach rodzinnych, o powołaniu człowieka. Uświadomiła, jak ważne w życiu człowieka jest podążanie za marzeniami, pragnieniami. Wtedy życie nabiera sensu, realizacja postawionych zadań jest dużo łatwiejsza. Człowiek przez całe życie uczy się odkrywać siebie. Nie można wywierać presji na drugiego człowieka i uczynić z jego życia tylko pasma obowiązków. Wszak pieniądze szczęścia nie dają i nie są najważniejsze. Do szczęścia potrzebny jest nam drugi człowiek, obcowanie z nim, tworzenie więzi.

Powieść jest podzielona na rozdziały, zapiski Eweliny są napisane pochyłą czcionką. Rozdział 3. Autorka poświęciła Danusi, czyli Nusi, wówczas akcja powieści przenosi się do 1964 r. Powieść czyta się lekko, bowiem jest napisana pięknym językiem, niezwykle plastycznym, obrazowym. Opisy są nasycone poetyzmami, dostarczają czytelnikowi wiele różnorodnych wrażeń. Zachwyt bohaterki nad pięknem natury udziela się i czytelnikowi. Czas akcji płynie niespiesznie, ale przyśpiesza, nabiera tempa w rozdziałach poświęconych historii Emilii, Nusi.

Pani Agacie Sawickiej raz jeszcze gratuluję niezwykle udanego i tak dojrzałego debiutu.  Wydawnictwu Dragon dziękuję pięknie za egzemplarz powieści do recenzji. A Czytelniczkom życzę wielu wrażeń podczas lektury. Naprawdę warto sięgnąć po tę znakomitą powieść. Ja nie mogę się doczekać kolejnego tomu.    

„Poranki o zapachu kawy” – Malwina Ferenz (#MamaDropsaCzyta)

Read More
poranki o zapachu kawy

Malwina Ferenz, Poranki o zapachu kawy, Wydawnictwo Czwarta Strona 2020.
Cykl: Neon Cafe
#MamaDropsaCzyta

„Świat na dobrą sprawę jest jedną wielką opowieścią. Jeśli otworzymy umysł, otworzymy szerzej oczy i spojrzymy na drugiego człowieka, zaczną się dziać rzeczy wielkie”.

Malwina Ferenz zaprosiła mnie już po raz trzeci na spacer zimowy po Wrocławiu, tworząc iście baśniową scenerię dzięki starym gazowym latarniom rzucającym słabe światło i zapalonym przez latarnika. Tym razem „Neon Cafe” mrugał zachęcająco na tyłach renesansowego budynku uczelni teologicznej. Dodatkowo do wejścia zapraszała ulubiona muzyka a barman znowu częstował klientów tym, czego najbardziej potrzebowali w danej chwili. Kawiarnię odwiedziło pięciu mężczyzn. Ich uwagę od razu zwracał kominek, z którego ciepło stworzyło niezwykłą aurę sprzyjającą zwierzeniom, opowieściom. Pana Zbigniewa, filologa pracującego na uczelni, przyprowadziła muzyka jazzowa. Barman zaskoczył go sporym kawałkiem sernika z polewą czekoladową oraz filiżanką kawy jak dawniej w pewnej restauracji. Mężczyzna potrzebował bowiem powrotu do przeszłości, do której wciąż jeszcze nie zamknął drzwi. A przecież wspomnienia trzeba wypuścić… Starszy pan opowiedział miłosną historię znajomości ze Stellą Weiss. Ból fantomowy po utraconej miłości trwał ponad 28 lat. Jako drugi zwabiony przez uwielbiany w czasach młodości stary, dobry polski rock, pojawił się dyspozytor zajezdni, nieszczęśliwy człowiek, którego „proza życia trzymała na krótkim, grubym łańcuchu, pozwalając jedynie na niewielkie zmiany”. Tadeusz miał ochotę na flaczki, bo najbardziej smakowały mu te domowe, ugotowane przez żonę. Dlaczego życie bohatera było tak beznadziejne? Jakie okoliczności pomogły mu uświadomić, że stało się to na jego własne życzenie? Napis na chodniku „dzień dobry” dokonał przełomu w jego życiu. Ale szczegóły w książce. Waldemar Pomazaniec, policjant, był zmuszony pójść na spacer w kierunku pięknie oświetlonej katedry na Ostrów Tumski. Usłyszany dźwięk ulubionego klarnetu i piosenka Młynarskiego zaprowadziły go do kawiarni, która od razu wydawała mu się przytulnym miejscem emanującym dobrą atmosferą. Barman, jak zwykle czytający w potrzebach klienta, uraczył go hamburgerem z dużą ilością sosu i colą – ulubioną przekąską na służbie. Stróż prawa został okrzyknięty przez kolegów specjalistą od miłosnych popaprańców, młodych zakochanych i problematycznych na zakręcie życia. Żona uznawała to za dar, misję od Boga. Jak to zrozumieć, skoro był ateistą? Kto stał za tym wszystkim? Kolejny gość, Arkadiusz Nowak, alkoholik i hazardzista, który jako bohater dnia na budowie szukał dobrego piwa, znalazł się na Ostrowie Tumskim. Wydawało mu się, że zobaczył swojego przyjaciela, psa Pokera. Był przekonany, że to on i piosenka ulubionego zespołu Bayer Full zaprowadzili go do kawiarni. Przy kuflu dobrego piwa opowiedział swoją historię o problemach z alkoholem, z pracą, o zgubnym pokerze i… zagubionym Pokerze, jedynym przyjacielu. Marzył, żeby go odnaleźć. Sylas Antonów, student logistyki w handlu i usługach na UE, pozytywnie nastawiony do świata i do ludzi młody człowiek, pracował przy myciu szklanych elewacji wieżowców. Podczas spaceru usłyszał muzykę Bacha, z której wyczytał tęsknotę za drugim człowiekiem. Poszedł za dźwiękiem i stanął zdumiony przed Neon Cafe. Barman znowu spełnił i jego życzenie, stawiając przed nim tykwę z ulubioną yerba matą.  Okazała się być idealną. Jego opowieść o obserwowaniu ludzi podczas pracy na wysokościach, historia dziewczyny, która mu się spodobała czy epizod z gołębiami, którym przepłoszył matkę  szczególnie mnie poruszyły. I jego hobby! Czy Sylas zdobędzie się na akt odwagi i przejdzie przez szybę? Barman uświadomił mu, że „ wszystko, co w życiu mamy to więzi. Wyłącznie więzi! (…)Bliskość. Cała reszta nie ma znaczenia. Wszystko, co możemy sobie dać, to bliskość”. Czy zatem nawiąże kontakt z dziewczyną?

Wrocław – bohater powieści

Bohaterem powieści jest też i Wrocław, tak poetycko opisany. Pisarka wykreowała bardzo ciekawe i autentyczne postacie, zastosowała indywidualizację języka. Wydawało mi się znowu, że usiadłam przy stoliku i wsłuchiwałam się w te opowieści, aby zmotywowały i mnie do refleksji na swoim życiem. Bohaterowie uchylili przed barmanem drzwi do własnej duszy. Czy to spowoduje, że ich życie się zmieni? Nie zdradzę, co się zadzieje w życiu bohaterów. Zaintrygowała mnie postać tajemniczego barmana, profesjonalnego kusiciela. Kim on jest tak naprawdę? Zapraszam do sięgnięcia po książkę.

Poranki o zapachu kawy smakują wybornie

Czytanie tej powieści to także uczta językowa. Bardzo polubiłam język i styl pisarki. Książka jest tak naprawdę antologią, składa się bowiem z kilku opowiadań o dość burzliwym życiu bohaterów, w tym i Wrocławia. Wywołuje pełno emocji radość, złość, śmiech, łzy, wzruszenie, tęsknotę za miłością, za przyjaźnią, za szczęściem, za odmianą życia na lepsze. Tajemniczy barman przekazuje nam dużo cennych myśli, drogowskazów życiowych. Celebrujmy życie, cieszmy się każdą chwilą, rozliczmy się i nie wracajmy do przeszłości. Nie pozwólmy, żeby przepłynęło nam przez palce. Bardzo ważne są więzi międzyludzkie, rodzinne, wszak „wszystko, co możemy sobie dać to bliskość”.

Wszyscy składamy się z opowieści. Jesteśmy mozaiką różnych historii. Nosimy je w sobie, one wpływają na nasze decyzje, kierują życiem. Nie wydawało się czasem panu, że przypadki tak naprawdę nie istnieją? Ze wszystko się ze sobą jakoś wiąże.

Bardzo dziękuję Pisarce za wspaniałą , mądrą, magiczną książkę o życiu i jego całej palecie barw.