„Port nad zatoką” – Magdalena Majcher (#MamaDropsaCzyta)

Read More
port nad zatoką majcher

Magdalena Majcher, Port nad zatoką, Wydawnictwo Pascal 2020.

Magdalena Majcher to młoda Autorka kilkunastu książek należąca do grona najpoczytniejszych w Polsce. Nie boi się poruszać w nich trudnych tematów.

Nie umiem i nie lubię lekko, cóż począć? Nie zrezygnuję z trudnych tematów, mogę jedynie podać je w lekki sposób, aby czytelnik nie czuł się przytłoczony – wyznała w jednym z wywiadów.

Porusza bardzo ważne i trudne problemy społeczne, zdrowotne. Zmierzyła się także z tematyką II wojny światowej. Ponad miesiąc temu miała miejsce premiera wakacyjnej niespodzianki dla czytelników – powieści „Port nad zatoką”. To „najlżejsza” z książek idealnie nadająca się do lektury na plaży przy szumie fal, krzyku mew, a tych, którzy mogą jedynie pomarzyć w tym roku o wyjeździe nad morze, niewątpliwie ukoi tęsknotę i przeniesie prosto do Helu. Uwielbiam podróżować literacko latem. Zapraszam więc do lektury recenzji nadmorskiej książki idealnej na wakacje.

„Port nad zatoką” to wzruszająca opowieść o szukaniu własnej drogi przez życie. On – lekarz, ścisłowiec, pragmatyk. I ona – po trosze artystka, po trosze filolożka, zakotwiczona w świecie kultury i sztuki. Bohaterką powieści jest Adrianna Kolska, która pracuje jako kostiumografka w teatrze i filmie oraz jako nauczyciel łaciny na uniwersytecie. Bardzo kocha swoją pracę. Po 20 latach małżeństwa rozstała się z mężem, ale po roku separacji dała mu druga szansę na powrót do domu i do siebie. Poznajemy ich w chwili, gdy kryzys został zażegnany, małżonkowie przeżywają drugą młodość, cieszą się sobą i każdą wspólnie spędzoną chwilą. Ada wyniosła ważną lekcję z rozstania z mężem. Mają jednak problem z dorosłą córką Malwiną, której nie wyjawili ważnej tajemnicy. Niestety idylla nie trwa długo, a los brutalnie odbiera kobiecie to, co podarował. Bohaterka zostaje sama, czuje, że musi zostawić dawne życie, aby oswoić ból, przeżyć żałobę, uporać się z lękiem, depresją, samotnością i nauczyć się żyć z wszechogarniającą tęsknotą. Siostra zabrała Adę po sezonie nad morze do Helu. Była to jakże trafna decyzja, bowiem nic jej już nie trzymało w Katowicach a nad morzem z czasem wszystkie problemy odeszły w niebyt. Dom – bliskich – przecież nosiła w sercu. Spontanicznie podjęła decyzję o zakupie podupadającego domu. Szybko zapuściła w Helu korzenie i nie wyobrażała sobie innego miejsca dla siebie na ziemi, mimo znalezienia się w „otchłani rozpaczy” udało się jej znaleźć odrobinę szczęścia. Zaprzyjaźniła się z małżeństwem z sąsiedztwa i starym rybakiem. Zaczęła pracować. Zaopiekowała się też bezdomnym pieskiem, który jakby czekał na nią, by pomóc jej na nowo żyć. Tak niewiele jej było potrzeba! Trochę słońca, bliskość morza, świeże powietrze, szum fal… Wielkim przeżyciem było dla Ady spotkanie z córką i długie rozmowy podczas spacerów z psem. Czy udało się im naprawić relacje? Czy z czasem w sercu Ady znalazło się miejsce dla jakiegoś mężczyzny? Czy w życiu prawdziwie kocha się tylko raz? A może jednak więcej niż raz?

Zakończenie powieści początkowo mnie zaskoczyło, ale po pewnych przemyśleniach doszłam do wniosku, że nie mogło być inaczej. To był celowy zabieg Autorki, żeby wzbudzić w czytelniku pewne refleksje. Moim zdaniem to tylko pozornie lekka powieść obyczajowa o miłości, przyjaźni, o relacjach interpersonalnych do poczytania na plaży, na balkonie, na łące. Porusza bowiem trudne tematy związane z kruchością życia, przeżyciem żałoby, procesem bliznowacenia. Autorka przybliża też nam problemy rodziców adopcyjnych: kiedy najlepiej poinformować dziecko o adopcji. Urzekły mnie w powieści opisy nadmorskiej przyrody. Magdalena Majcher namalowała słowem piękne obrazki morza, trasę spacerową Ady, oddziałując na wszystkie nasze zmysły i wyzwalając multum emocji i uczuć.

Woda w zatoce była płytka i ciepła, a kąpiel w niej – bezpieczna. Morze natomiast zazwyczaj sprawiało wrażenie poirytowanego, wdzierało się agresywnie na ląd, a lodowata woda nie zachęcała do kąpieli. Ale właśnie tę druga plażę, od strony Bałtyku, Adrianna lubiła najbardziej. Tutaj czas płynął inaczej, a huk wody dziwnie Adę uspokajał. Wreszcie – na tej plaży zazwyczaj była sama. […] Przystanęły, aby nacieszyć oczy morskim krajobrazem. Świecące wysoko słońce, bezchmurne niebo, szeroka piaszczysta plaża, delikatne podmuchy wiatru – czego chcieć więcej?

Zachwycałam się razem z Adą i towarzyszyłam jej w codziennych spacerach z Łajzą, słuchając jej refleksji, wspomnień, monologów, przyjmując do serca jej drogowskazy życiowe. Morze pomogło jej uporać się z nadmiarem negatywnych emocji, a z bólem i tęsknotą na pewno pomoże czas i rzucenie sie w wir codziennych zajęć.(…) nigdy nie trać czasu, który mogłabyś spędzać z osobą, którą kochasz, bo potem może się okazać, że wam go zabrakło. I mnie żal, i trudno się pogodzić z galopującym czasem. Należy celebrować każdą chwilę, cieszyć się z drobnych gestów, w których kryje sie przecież miłość.

Autorka uświadomiła nam, że miłość, przyjaźń, rodzina są w życiu najważniejszymi wartościami. Jakże łatwo je podeptać, zniszczyć. Świetnie wykreowała portret psychologiczny bohaterki szukającej właściwej drogi przez życie. Powieść czyta się lekko, jest napisana pięknym językiem. Opisy przyrody, przeżyć wewnętrznych bohaterów absolutnie mnie nie nużyły, lecz wywoływały różnorodne uczucia i emocje. Adrianna stała się moją ulubioną bohaterką i będę się starać, aby jej zasadę wprowadzić w swoją codzienność, bo nie zawsze mi to wychodzi: że nade wszystko trzeba cieszyć się życiem i każdym kolejnym dniem, bardziej doceniać to, co mam. Jestem przekonana po lekturze tej powieści, że to właśnie ona – „najlżejsza”- przygotowała mnie do sięgnięcia po te trudniejsze, typowe dla Magdaleny Majcher, które mam na czytniku i na półce.

Polecam lekturę powieści „Port nad zatoką” na wakacyjny, urlopowy czas. Niech stanie się przyczynkiem do refleksji o życiu, o ważnych wartościach i pomoże odnaleźć drogę do bezpiecznego portu – domu w najpiękniejszym miejscu na świecie.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz powieści do recenzji.

„Miłość z widokiem na Śnieżkę” – zbiór opowiadań Wydawnictwa Filia

Read More
miłość z widokiem na śnieżkę

Miłość z widokiem na Śnieżkę – zbiór opowiadań Wydawnictwa Filia
Rok wydania: 2019
Przeczytała i zrecenzowała Mama Dropsa

Niech żyje bal!
Bo to życie to bal jest nad bale!
Niech żyje bal!
Drugi raz nie zaproszą nas wcale!
Orkiestra gra!
Jeszcze tańczą i drzwi są otwarte!
Dzień warty dnia!
A to życie zachodu jest warte!

Osiem opowiadań. Osiem zaproszeń. Zawiłe ludzkie ścieżki, które prowadzą na Bal. Wielki Bal Ducha Gór w Hotelu Pod Skałą w Karpaczu. Dla kogo noc sylwestrowa okaże się przełomowa? Dla organizatorów czy dla gości? Kto i dlaczego zdecyduje się na uczestnictwo w balu? W jaki sposób goście otrzymają zaproszenia? Tyle pytań, a odpowiedzi w świątecznym, a właściwie sylwestrowym zbiorze opowiadań Wydawnictwa Filia.

Ośmioro najpopularniejszych polskich pisarzy przyjęło zaproszenia na bal z piórem i klawiaturą. Wytańczyli dla nas osiem wyjątkowych historii. Wszystkie się łączą – są pełne tęsknoty, przeszłości i miłości. Wszystkie będą mieć swój finał na Wielkim Balu u podnóża Śnieżki. A może to będzie dopiero początek…?

Mama Dropsa zaprasza na bal! Poniżej znajdziecie refleksje dotyczące wszystkich opowiadań.

Agnieszka Olejnik, Jeszcze jedna szansa

Historię pewnego (nie)balu poznajemy z perspektywy dwojga bohaterów. Szymon, trzydziestoparoletni nauczyciel, czekający na rozwód, i Weronika, fryzjerka mają wspólne wspomnienia z pewnego licealnego balu. Kobieta, słysząc ogłoszenie w radiu, postanawia napisać opowiadanie, w którym daje upust emocjom i tęsknotom, towarzyszącym jej od lat. Wygrywa. Tekst czytany przez aktorkę na antenie słyszy Szymon… Czy rozpozna w autorce kelnerkę sprzed lat…? Czy spotkają się na Wielkim Balu Ducha Gór w Karpaczu 31 grudnia w Hotelu Pod Skałą?

Agnieszka Olejnik napisała piękne opowiadanie z przesłaniem, które zmusza nas do refleksji, czy warto jest dać komuś jeszcze jedną szansę. Powinniśmy ze sobą rozmawiać, żeby nie było niedomówień. Ileż razy myślałam, że co tu dużo mówić, przecież on nie zrozumie, bo jest mężczyzną, bo różnica płci… Teraz wiem, że trzeba mówić otwarcie i do końca, żeby nie było niedomówień. W opowiadaniu można też znaleźć wiele cennych wskazówek, mądrych drogowskazów, jak odnaleźć sens życia, jak być szczęśliwym, jak zbudować świąteczną atmosferę.

(…)w gruncie rzeczy to jedyne, czego człowiekowi potrzeba. Świadomości, że nawet jeśli ileś tam drzwi jest już dla nas zamkniętych, to jedne wciąż pozostają otwarte. (…)A wiesz, co jest najpiękniejsze? Że nigdy nie ma się pewności, czy za nimi nie otworzą się kolejne.

Magdalena Witkiewicz, Nudne-cudne

Bohaterką opowiadania Magdaleny Witkiewicz „Nudne-cudne” jest Alicja Kowalska, tłumaczka języka angielskiego, kobieta bardzo nudna, nieinteresująca, mężatka od dwudziestu lat, matka dwojga dzieci Marcina i Kamili, już studentów, posiadaczka kota dachowca, wiodąca z rodziną całkiem nudne, przewidywalne, ale bezpieczne życie. Pewnego dnia postanowiła zostać pisarką w języku angielskim i jej się to udało. Debiut literacki pod pseudonimem Kate O’rally odniósł sukces, co dało się zauważyć na koncie bankowym pisarki. Wydawcę szczególnie zachwyciły w powieści sceny seksu. Bo tak naprawdę Alicja potrzebowała w życiu czułości, miłości i seksu a zapracowany mąż wracał bardzo zmęczony do domu. Nie przyznała się Norbertowi, że to ona jest autorką poczytnego erotyku. Wydawca się nie zgadzał, bo ciężko byłoby promować kurę domową, pozbawiając ją aury tajemniczości. Pozostało jej zatem tkwić w ukryciu. Pisała więc dalej, marząc o spłacie kredytu na mieszkanie, następnie o pięknym domu z ogródkiem, z czasem zaglądając na strony pośredników nieruchomości. Niespodziewanie dostała wiadomość, że polski wydawca chce ją uhonorować nagrodą na Wielkim Balu Ducha Gór w Karpaczu. Agent nie był zadowolony z jej uczestnictwa, ponieważ zniknie wówczas cała aura tajemniczości, na której bazowała promocja książek… Nie tak dawno przecież świat obiegły zdjęcia z modelką w roli pisarki. Oczywiście było to przejawem kobiecej próżności, której jej tak brakowało. Oswajała się z myślą, że w Wigilię po kolacji wyjawi prawdę mężowi, uwalniając się od zobowiązań nawet kredytowych w banku. Ale mąż ją zaskoczył…, wręczając zaproszenie na Wielki Bal Ducha Gór! Ulubiona pisarka Alicji ma dostać tam nagrodę. Jaką Alicja podejmie decyzję? Jakie życie wybierze: cudne Kate O’rally czy też nudne zwyczajnej kury domowej, żony, matki, normalnej kobiet? Czy też na balu będzie sobą: Alicją Kowalską, ale też i Kate O’rally? Czy uda się jej przechytrzyć agenta? Co się wydarzy w drodze do Karpacza?

Magdalena Witkiewicz już samym przewrotnym nieco tytułem skłania nas do refleksji na życiem, co jest w nim najważniejsze. Jak spełniać nasze marzenie? Jak sprawić, żeby nudny Kowalski miał cudne życie? Wystarczy mieć szczęście i wygrać los na loterii. Lubię pióro Magdaleny Witkiewicz, pomysły literackie, urzeka mnie zawsze język jej powieści. Po przeczytaniu miniatury literackiej odczuwam niedosyt, za szybko się skończyła, ale przecież ona rządzi się swoimi prawami – opowiedziana historia jest kompletna, można dostrzec jej głębię, odkryć drugie dno. Małe też może być, a w tym wypadku zdecydowanie jest cudne!  

Karolina Wilczyńska, Ucieczka

Bohaterem świątecznego opowiadania Karoliny Wilczyńskiej jest Stanisław, osiemdziesięciopięcioletni wdowiec, ojciec trojga dzieci i dziadek, ale mieszkający samotnie i owa samotność po śmierci ukochanej żony mu doskwiera. Dzieci nie mają czasu na częste odwiedziny , nie mówiąc już o wnukach. A książka nie zastąpi kontaktu z człowiekiem, nie zaspokoi potrzeby zwyczajnej rozmowy przy herbacie. Mały zbieg okoliczności sprawił, że bohater poznał młodą sąsiadkę Megi, która mimo że nie wyglądała jak grzeczna panienka, bo nosiła zbyt mocny makijaż, okazała się miłą dziewczyną, z którą szybko się zaprzyjaźnił. Megi sprawiła ogromną niespodziankę i radość Stanisławowi, obdarowując go kopertą z zaproszeniem na bal sylwestrowy – Bal Ducha Gór w hotelu z widokiem na Śnieżkę. Podczas podróży w góry Stanisław wyjawił dziewczynie tajemnicę, dlaczego Śnieżka jest dla niego specjalną górą. To niezwykle poruszająca historia jego młodzieńczej znajomości z pewną Heleną… Niestety, bez szczęśliwego zakończenia. Jak opowieść Stanisława wpłynęła na dziewczynę? Jak zakończyła się ucieczka bohaterów? Przekonajcie się sami!

Głębia opowiedzianej przez Karolinę Wilczyńską historii przyjaźni Stanisława i Megi jest niezwykle poruszająca. Warto mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia. Bo one mają sprawczą moc. Nadają życiu sens, dodają blasku, kiedy się czeka na ich spełnienie. Miłość, wiara i nadzieja – nie ma nic od nich piękniejszego. Każdy człowiek potrzebuje miłości – pragnie kochać i być kochanym. Pamiętajmy też o ogromnym znaczeniu małych gestów, chwili rozmowy przy herbacie z ludźmi samotnymi, starszymi. Nie gońmy, zatrzymajmy się na chwilę, może ktoś potrzebuje od nas pomocy, za którą „zapłaci” czymś bezcennym – bezinteresowną przyjaźnią. Samotność może doskwierać. Łyk gorzkiej prawdy trzeba przełknąć z pokorą i wyciągnąć z tego lekcję! Karolina Wilczyńska należy do grona lubianych przeze mnie Pisarek. Jej książki są pełne rozmaitych emocji, mądre, z przesłaniem niezwykle klimatyczne, mają moc terapeutyczną. I tu w małej formie epickiej Autorka świetnie skonstruowała główne postacie, ukazała piękną przyjaźń między starszym panem a młodą dziewczyną i tak pięknie opowiedziała o ich ucieczce za ostatnim marzeniem bohatera.

Magdalena Majcher, Bal ostatniej szansy

Kolejne zaproszenie na sylwestrowy Wielki Bal Ducha Gór, który odbędzie  w Karpaczu, trafiło do gminnej biblioteki publicznej ku ogromnej radości dyrektora biblioteki Basi i jej pracownicy Kasi. Organizatorzy przewidzieli osiem dodatkowych zaproszeń, które rozesłano do przypadkowych miejsc w Polsce i trafiło właśnie do skromnej biblioteki. To wielkie wyróżnienie! Ale i przede wszystkim okazja do przyciągnięcia ludzi do biblioteki. Postanowiły więc zorganizować dla osób zapisanych konkurs i ułożyć regulamin. Zaproszenie na bal otrzyma osoba, która będzie je chciała sprezentować komuś bliskiemu i udowodni w liście, że to właśnie tej osobie ono najbardziej się przyda. Uroczyste ogłoszenie wyników miało nastąpić w sali ośrodka kultury. Jedną ze stałych bywalczyń biblioteki jest Grażyna, skromna emerytka, którą oszukał mąż, zawiesił prowadzoną działalność i zostawił po sobie puste konto oraz długi. Mimo rozwodu musiała je spłacać, chociaż nie było już bardzo z czego. Komornik domagał się licytacji mieszkania, co przerażało Grażynę. Sprawa ta spędzała jej sen z powiek, jedynym światem były dla niej książki, gdyż dzięki nim mogła zapomnieć i oderwać się od koszmarnej rzeczywistości:

To z bohaterami powieści swoich ulubionych pisarek zwiedzała nowe miejsca, poznawała historię i poszerzała wiedzę na ważne tematy społeczne. Najbardziej lubiła książki obyczajowe, ale chętnie sięgała też po powieści historyczne i kryminały, chociaż po te ostatnie najrzadziej, bo potem bała się w nocy wstać do łazienki.

Gdy Grażyna dowiedziała się w bibliotece o konkursie, postanowiła zgłosić swoją jedyną córkę Agnieszkę i zięcia Daniela. Zaprosiła córkę do domu kultury, nie wtajemniczając w szczegóły. Miała nadzieję, że uda się jej uratować małżeństwo córki, gdy wygrają zaproszenie na bal – bal ostatniej szansy dla nich. Czy szczęście się uśmiechnęło do Agnieszki i Daniela? Jak córka zareagowała na list mamy? Czy magia Świąt zadziałała i młodzi zrozumieli, co jest najważniejsze w ich życiu?

Magdalena Majcher w opowiadaniu uświadomiła czytelnikowi, co tak naprawdę jest ważne w życiu. Dom to nie tylko piękny budynek, tworzą go bowiem ludzie, a jego aura zależy od porozumienia miedzy nimi. Bardzo ważna jest rozmowa, dzięki której można wiele spraw rozwiązać, nawet te mocno skomplikowane. To zapewnia rodzinie trwały fundament, którego nic i nikt nie zniszczy. Dom buduje się razem, wspólnymi siłami, a wtedy zamieszkają w nim miłość i nadzieja na szczęśliwe życie. Pisarka poruszyła tu też ważny problem dotyczący relacji w rodzinie: matka i dorosłe dzieci. Wtrącać się czy nie? Jeżeli tak, to jak zrobić to mądrze, żeby bal nie był ostatnią szansą na ratunek.

 Tomasz Kieres, Urodziny

Bohaterowie opowiadania Tomasza Kieresa poznali się w pociągu podczas sześciogodzinnej podróży z Warszawy do Jeleniej Góry i jeszcze kawałek do Karpacza. Igor, wykładowca uniwersytecki jechał na urlop, Agata, przedszkolanka, do rodziny na chrzest siostrzenicy. On miał zamiar podróżować ze słuchawkami na uszach, z książką w reku, aby nikt nie zakłócił mu czasu rozmową. Ona chciała usnąć i obudzić się… w drodze powrotnej. Na początku rozmowa między nimi się nie kleiła, nieufny i zgrywający sztywniaka Igor w myślach porównywał Agatę do byłej dziewczyny Anastazji. Dziewczyna się tym zbytnio nie przejęła, umiała czytać ludzi, a nić porozumienia  nawiązała się podczas rozmowy o ulubionych pisarzach, książkach. Szybko się zorientowała, że Igor ma jakiś poważny problem i swoją dociekliwością szybko przekroczyła kolejną cienką granicę. Mężczyzna bowiem bardzo ją zaintrygował. Doszło do tego, że opowiedzieli sobie swoje historie życia, podzielili się problemami, rozterkami, relacjami z bliskimi w najmniej oczekiwanym miejscu – w przedziale pociągu. Na szczęście nikt po drodze się nie dosiadł. Kilometr po kilometrze, krok po kroku po prostu się odnajdywali – każdy siebie i siebie nawzajem. Oboje odkryli w sobie bowiem potrzebę otwarcia się i porozmawiania, obdarowania się wzajemnie swoim czasem, sobą. I potrafili siebie słuchać, być obok siebie. Porozmawiać szczerze i uczciwie. Ubolewali w duchu, że ta długa podróż już się skończy. W ciągu zaledwie kilku godzin wszystko uległo zmianie, nawet aura za oknem – wszystko pokrył śnieg.  Igor chowając portfel do torby, wysunął z niej białą kopertę, która oczywiście zaintrygowała Agatę. Okazało się, że to było zaproszenie na TEN bal, o którym trąbiono w mediach, Wielki Bal Ducha Gór w hotelu Pod Skałą w Karpaczu. Czy Igor  zdobył się na odwagę i zaprosił Agatę na bal? Czy Agata w tym szczególnym dla siebie dniu urodzin zaprosiła Igora na chrzciny? Co było dla niej najlepszym prezentem?

W tej krótkiej historii bohaterów z pociągu Tomasz Kieres uświadamia nam, co w życiu człowieka jest najważniejsze. Otóż w relacjach międzyludzkich istotna jest rozmowa, szczerość, uczciwość, szacunek, obdarowywanie się sobą. Można pomilczeć, ale zawsze być obok. Mieć świadomość, dokąd się zmierza. A we dwoje na pewno będzie łatwiej podróżować prze życie. I to będzie wyjątkowa podróż!

Kiedy dzisiaj rano Agata przekroczyła próg ich przestrzeni, sprawiła, że czarno-białe barwy jego życia nabrały kolorów. Jej uśmiech, jej wybuchy śmiechu, jej nieustępliwość w przebiciu się do niego zmieniły go. Inny człowiek wsiadał, inny za chwilę będzie musiał wysiąść.

Anna H. Niemczynow, Fantazja

Bohaterką opowiadania Anny H. Niemczynow jest Julia, która wychowuje uroczą córeczkę Zosię – owoc licealnego związku z Maksymilianem Maciejewskim, który mając przed sobą studia prawnicze i zawrotną karierę w kancelarii ojca, nie dał się „wrobić w bachora”. Julka nie została sama, wspierali ją rodzice, szkoła, koleżanki. Uwielbiała marzyć, bowiem w marzeniach wszystko było dozwolone. Ów sen na jawie często się jej przytrafiał w autobusie podczas powrotu z pracy, traciła wtedy czujność i nie miała pojęcia, że obserwował ją pewien przystojny młody mężczyzna w żółtej kurtce. O czym marzyła? O balu sylwestrowym w Karpaczu w zwiewnej sukni z dekoltem, w złotych sandałkach. Do jej biblioteki dotarło jedno z ośmiu zaproszeń i całe miasteczko tym żyło.  Z panią Hanią miały przygotować zasady konkursu. Wtajemniczyła kobietę w swoje marzenia, bo od dziecka pragnęła, by pojechać do Karpacza i wspiąć się na Śnieżkę. Pani Hania postanowiła pomóc Julce, ucząc ją twórczej wizualizacji według swoistej instrukcji. Aby zacząć wizualizować swoje marzenia, potrzeba: wyobraźni, regularności, odpowiedniego oddychania, obranego celu i jak najczęściej przywoływać obraz swoich wyobrażeń, wyrobić w sobie nawyk pozytywnego myślenia. Wizualizacja ma w sobie ogromną moc a jej stosowanie pomaga nam dotrzeć do upragnionego celu. Kiedy to się stanie, należy podziękować. Julia postanowiła więc wizualizować sobie wygraną w konkursie. Śniła  swój sen na jawie, w którym tańczyła jak Kopciuszek na balu pięknie ubrana, nie widziała jedynie twarzy partnera, ale czuła jego silne dłonie na swojej talii. Codzienna wizualizacja napełniała ją energią i siłą. Czy przyniosła pożądany efekt?

Anna H. Niemczynow  uświadamia nam, jak ważna w naszym życiu jest potrzeba akceptacji i ogromnej miłości do siebie, aby być dla innych światłem, a nie oczekiwać, że ktoś tym światłem będzie dla nas.  Ważne są też  marzenia, w których wszystko jest dozwolone. Warto też nauczyć się wizualizacji, jest to trudna sztuka, ale bardzo ważna, ponieważ w życiu zawsze doświadczamy tego, o czym najintensywniej myślimy, w co mocno wierzymy, czego się w głębi duszy spodziewamy i co sobie żywo wyobrażamy. Nie zapominajmy też o wdzięczności. Instrukcja wizualizacji gotowa w opowiadaniu, czeka na czytelnika.

Puść wodze fantazji, tak do końca. Pamiętasz?- przekonywała mentorka. – Była kiedyś taka piosenka: „To szkiełko wszystko potrafi, na każde pytanie odpowie, wystarczy wziąć je do ręki, i wszystko będzie różowe. Wystarczy wziąć je do ręki, dosypać ziarnko fantazji, i już za chwilę można dolecieć aż do gwiazdy! Fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić się, aby bawić na całego!”

Ilona Ciepał-Jaranowska, Bo życie to bal

Akcja opowiadania Ilony Ciepał-Jaranowskiej rozgrywa się w Galerii Krakowskiej, do której trafiło jedno z ośmiu zaproszeń na Wielki Bal Ducha Gór wysłane przez hotel Pod Skałą z Karpacza. Do zaproszenia dołączono kartkę z prośbą o zorganizowanie konkursu. Organizatorka stworzyła akcję pod szyldem „Duch Gór zaprasza na bal”, a hostessy miały rozdawać kupony konkursowe, natomiast losowanie nagrody miało nastąpić 6 grudnia. Zwycięzca miał być powiadomiony telefonicznie. Z powodu deszczu w galerii znalazł się Tomek, był potwornie czymś zmartwiony, przejęty, w ręku trzymał jakąś białą kopertę. Na odczepnego wpisał na kuponie swoje imię i numer telefonu. Gdy zapytano go o godzinę, spojrzał na telefon i świadomość wróciła. Zorientował się, że miał się spotkać z Joanną na kolacji w restauracji, by świętować rocznicę poznania i zaręczyny. Wpadł do mieszkania, zdążył się wytłumaczyć zmartwionej dziewczynie i … runął na ziemię. Gdy ocknął się w szpitalu, okazało się, że jest poważnie chory… Wielką niespodzianką dla Tomka był telefon z informacją o wygranej w konkursie. To była jego pierwsza wygrana w życiu, ale się nie cieszył. Jak można się świetnie bawić na pierwszym i ostatnim zarazem w życiu balu?  O nocy sylwestrowej w Karpaczu marzą tez inni bohaterowie opowiadania, pracownicy galerii: szef galerii z Anią, asystentką, Aneta i Marcin oraz Basia, która wydała wszystkie swoje oszczędności na sylwestra pod Śnieżką, ale Jacek odszedł z inną…

To niezwykle opowiadanie, pełne emocji, dostarczające wielu wzruszeń. Dla każdego z bohaterów Sylwester w Karpaczu symbolizuje co innego, chociaż można to sprowadzić do wspólnego mianownika i nazwać  – miłość lub (nie)miłość, jak w przypadku Basi, a zapowiedź czegoś nowego – nowy rok i nowa ja. Zaproszenie na bal sylwestrowy w Karpaczu stało się dla Autorki pretekstem do poruszenia ważniejszych, trudniejszych problemów dotyczących relacji w związku. Planujemy życie, stawiamy cele, marzymy , aż tu nagle… choroba i świat się wali. I nie możesz od tego uciec! Ale jeśli obok ciebie jest Ktoś, kto cię kocha, wtedy razem zawalczycie o lepsze jutro. Miłość ma moc! Nie trzeba też nigdy tracić nadziei.

Dorota Milli, Wygrać szczęście

Bohaterem opowiadania Doroty Milli jest Seweryn Kaczmarek, pracownik Radia Słupsk, w którym ogłoszono konkurs o wejściówkę na tajemniczy bal sylwestrowy w Karpaczu. Jego telefon się urywał, dzwoniły nieznane mu osoby z prośbą o pomoc w zdobyciu wygranej. Mało tego, ludzie zaczęli go nachodzić. Jedną z takich nachalnych osób jest Roberta, której również tak bardzo zależy na wygraniu konkursu i zdobyciu zaproszenia na Wielki Bal Ducha Gór, by je ofiarować w ramach wdzięczności sąsiadowi Aleksandrowi Zawierusze, wspólnemu ich znajomemu. A zasady konkursu stanowiły nie lada wyzwanie: przesłanie nietypowego selfie, stworzenie CV zawierającego „trochę prawdy i odrobinę fałszu”, filmik z prezentacją własnej osoby i przekonanie, że to do tej osoby właśnie ma trafić zaproszenie. „Zrób to, czego nigdy nie robiłeś/aś i udokumentuj”- to kolejna zasada, która miała zostać pokazana komisji obserwatorom i w końcu zaprezentowanie stopnia poświęcenia do pracy społecznej, czyli „zrób coś fajnego dla innych i pochwal się”. Wygrana w konkursie wydawała się Robercie niemożliwą do zdobycia, ale postanowiła spróbować, odważyć się i uwierzyć, że się uda. I do tego potrzebowała pomocy właśnie Seweryna…

Dorota Milli świetnie pokazała czytelnikowi w opowiadaniu, jak podczas przygotowań do konkursu o zaproszenie na bal sylwestrowy między skrytym facetem z marzeniami a zwariowaną krawcową z głową pełną pomysłów i marzeń rodzi się więź, kroczek po kroczku, krok po kroku, dzień po dniu – jak w piosence Cleo. Poznają się, otwierają na siebie, rozbudzają zaciekawienie sobą nawzajem. Facet od wpadek i porażek potrzebował takiej odskoczni, a Roberta z kolei potrzebowała kogoś, dzięki komu nabierze jeszcze większej pewności i wiary w siebie. Warto dodać, że w tekście pojawiają się fragmenty piosenek świątecznych, które świetnie współgrają z emocjami bohaterów.

„W cieniu tamtych dni” – Magdalena Majcher (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 

 

Magdalena Majcher, W cieniu tamtych dni, Wydawnictwo Pascal 2018.
Egzemplarz zakupiłam w księgarni internetowej Bonito.pl.
 
Rzadko brakuje mi słów. Czasem jednak dochodzi do takiej sytuacji – najczęściej, gdy mam wyrazić zachwyt. Tak jest w przypadku tej książki. Magdalena Majcher stworzyła coś niesamowitego. Prawdziwą emocjonalną bombę, choć określenie bomba w przypadku powieści o Powstaniu, nie jest do końca na miejscu. Napisała historię, która porusza każdym fragmentem duszy. Wywołuje uśmiech i łzy wzruszenia. Gula w gardle towarzyszyła mi od pierwszej do ostatniej strony.
 
W cieniu tamtych dni to podróż do Warszawy 1944 roku. Czytelnik trafia w sam środek powstańczej zawieruchy. Powstanie Warszawskie to bliskie memu sercu wydarzenie historyczne. Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej powieści, postanowiłam ją kupić. Kupiłam. Przeczytałam, a właściwie pochłonęłam. I się nie rozczarowałam. Wręcz przeciwnie – jestem zachwycona! Już w środę, 1 sierpnia o godzinie 17 miną 74 lata od wybuchu Powstania. To dobry moment, by polecić Wam tę książkę i by poznać bohaterów tej historii. Jestem pewna, że nie będziecie żałować.
 

Powietrze było gęste od wyczekiwania i niepewności. W ostatnich dniach lipca nie było chyba w Warszawie osoby, która nie spodziewałaby się czegoś wielkiego.

 
Mikołaj nie spodziewał się, że tajemnicze znalezisko na strychu odmieni jego życie. Porządki, które miały być lekiem na kaca, stały się początkiem wielkich zmian w sercu chłopaka i członków jego rodziny. Ale po kolei! Nieśmiały, z duszą romantyka, student polonistyki opiekuje się swoją ukochaną babcią. Emilia już dawno przekroczyła dziewięćdziesiątkę, ale mimo PESEL-u pozostaje w pełni samodzielną i sprawną umysłowo kobietą. Wszystko zmienia pozornie niegroźny upadek – operacja biodra zmusza ją do zwolnienia tempa. Na szczęście może liczyć na pomoc wnuka, którego wychowała. Matka Mikołaja, Helena, w nie do końca jasnych dla dwudziestolatka okolicznościach, pozostawiła jedynaka w rodzinnym domu i ruszyła na podbój artystycznej części Paryża. Utrzymuje kontakt z dzieckiem, jednak ich więzi są dalekie od ideału a niewypowiedziany żal i niejasna przeszłość kładą się cieniem na ich relacji. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy podczas spontanicznych porządków na strychu, Mikołaj znajduje rodzinny skarb…
 

W czasach, kiedy zło i nienawiść rozpanoszyły się po całej Europie, bardzo potrzebowaliśmy miłości, bo niosła nadzieję i pozwalała zachować człowieczeństwo.

 
Tajemnicza skrzyneczka kryje w sobie nigdy niewysłane listy do mężczyzny o imieniu Krzysztof i… powstańczą opaskę. Emilia, nie mogąc dłużej uciekać od opowieści o swojej młodości, decyduje się na bolesny powrót do przeszłości. Przy stole, w otoczeniu papierosów, babcia i wnuk rozpoczynają niezwykłą podróż w czasie… Podróż, która na zawsze odmieni życie i Emilii, i Mikołaja.  
 
Jak już wspomniałam, Powstanie jest bliskie mojemu sercu. Staram się czytać książki historyczne i oglądać programy dokumentalne poświęcone walkom z 1944 roku. Jako wolontariuszka akcji BohaterOn miałam zaszczyt uczestniczyć w spotkaniu z Bohaterami tamtych dni – Powstańcami Warszawskimi. Czy podczas rozmowy na żywo, czy podczas lektur, towarzyszy mi ogromne wzruszenie i poczucie wdzięczności. Tak było i tym razem W cieniu tamtych dni to powieść fabularno-historyczna. Wątek miłosny schodzi tu na drugi plan na rzecz historii właśnie. Widać, że autorka merytorycznie przygotowała się do pisania tej książki.
 
Bohaterką jest uczestniczka Powstania. To młoda dziewczyna, dwudziestokilkuletnia warszawianka, która tęskni za smakiem wolności. Magdalena Majcher wykreowała postać z krwi i kości. Emilia wierzy w zwycięstwo. Nie jest jednak szalona, zdaje sobie sprawę z zagrożeń i drży o życie najbliższych – siostry i jej malutkiego synka. Z biegiem Powstania młoda dziewczyna przechodzi przemianę – przede wszystkim wewnętrzną. Jest świadkiem wydarzeń, które zmieniają jej stosunek do świata i drugiego człowieka. Emilka staje się Emilią – kobietą, która nigdy nie wymaże pewnych obrazów z pamięci; która na zawsze pozostanie naznaczona historią i która ten ślad w duszy i sercu, nie do końca świadomie, przekaże członkom swojej rodziny.
 
W cieniu tamtych dni to powieść o Powstaniu. O bolesnej karcie naszej historii. O heroizmie młodych ludzi. O miłości do kraju, honorze i gotowości do największych poświęceń. To historia dni, które położyły się cieniem na kolejnych dekadach i pokoleniach. Na kanwie historycznych wydarzeń Magdalena Majcher stworzyła prawdziwą perełkę.  Zabrała czytelnika w niezwykłą podróż, oddając głos jednej z bohaterek – uczestniczce Powstania. Zanurzając się w świecie wykreowanym przez autorkę, miałam wrażenie, że wraz z Emilią przemierzam uliczki Starego Miasta, chroniąc się przed kolejnymi ostrzałami, kanałami przedostaję się do Śródmieścia czy angażuję się w pomoc rannym żołnierzom i cywilom. Na kolejnych stronach zaś towarzyszyłam Mikołajowi w próbach rozwikłania rodzinnej zagadki. Duży wpływ na taki odbiór i dogłębne przeżywanie powieści miał bez wątpienia mieszany sposób narracji. Fragmenty poświęcone w Powstaniu pisane są w pierwszej osobie, a rozdziały, których akcja rozgrywa się współcześnie, w trzeciej. 
 
W cieniu tamtych dni to nie tylko historia. To emocje – wielkie emocje, które towarzyszą i bohaterom, i czytającemu. Nie sposób przejść obojętnie obok opisywanych przez autorkę momentów. Choć wszyscy znamy je z lekcji historii czy mediów, wywołują całą gamę emocji. Lektura tej powieści była dla mojego serca prawdziwym rollercoasterem. Kac książkowy? Był i właściwie wciąż trwa. Zwłaszcza, że zbliża się 1 sierpnia i o 17 większość z nas, nie tylko w Warszawie, usłyszy syreny. Warto się wtedy zatrzymać. Stanąć, oddać hołd tym co polegli. Pomyśleć, nie oceniać. Mamy to szczęście, że żyjemy w wolnym kraju. Nasi dziadkowie, przodkowie tego szczęścia nie mieli. Chcieli o tę wolność walczyć. Nie zdajesz sobie sprawy, w jakim piekle przyszło im żyć? Sięgnij po powieść Magdaleny Majcher. Trafisz w jego sam środek.
 
Pani Magdaleno, dziękuję za tę podróż do Warszawy lata 1944 roku!
 
Z Powstańcem Warszawskim, Władysławem Rosińskim ps. „Zapałka”