„Suknia utkana z tajemnic” – Agata Sawicka (patronat Mamy Dropsa)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z wydawcą.

Agata Sawicka należy do grona moich ulubionych Autorek, bo pisze sercem. Z dumą i podziwem obserwuję rozwój jej warsztatu pisarskiego od debiutu i z dumą podjęłam się patronatu nad najnowszą powieścią „Suknia utkana z tajemnic”. Moim zdaniem jest to najlepsza książka Pisarki.

Agata Sawicka zaprasza tym razem czytelników do „świata pachnącego lawendą i miłością, gdzie przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a szczęśliwe życie z wyzwaniami losu. Bo czasem, aby odnaleźć to co najcenniejsze, trzeba zboczyć z obranych ścieżek” – czytamy w opisie wydawcy. 

Bohaterką powieści jest Florka, która prowadziła z przyjaciółką salon sukien ślubnych, który cieszy się znakomitą renomą. Sama miała wkrótce stanąć obok Mateusza na ślubnym kobiercu, ale pojawił się problem, bo żadna z sukien ślubnych z salonu się jej nie podoba. Za sprawą przyjaciółki trafiła jako statystka na plan filmowy i tam poznała młodego, przystojnego i świetnie się zapowiadającego aktora Kacpra Muszyńskiego. Oj, namieszał on w życiu dziewczyny. 

Pojawienie się w jej życiu Kacpra zaburzyło jego spokojny i przewidywalny bieg. Obudziło w niej uczucia i emocje, których dotąd nie znała. W jej sercu do głosu zaczęły dochodzić wątpliwości dotyczące związku z Mateuszem. Florka uzmysłowiła sobie, że nigdy nie czuła przy narzeczonym tego drżenia, o które przyprawiał ją choćby najbardziej niewinny dotyk Kacpra. Mateusza znała od zawsze, wiele razem przeszli i z pewnością byli sobie bliscy. Miała jednak wątpliwości, czy prócz przyjaźni łączyła ich też miłość. Czy była w Mateuszu zakochana? Te wątpliwości kotłowały się jej w głowie, gdy samotnie przemierzała ulice Białegostoku.

Nadarzyła się też okazja, by mogła zagrać u jego boku. Ktoś podrzucił jej pod drzwi paczkę z suknią ślubną i welonem – wymarzoną, wyjątkową przedwojenną, bardzo elegancką. Spełniło się marzenie Florki! Ciekawe, jaką historię miała ta suknia? W sukni był zaszyty pamiętnik tajemniczej dziewczyny Lidki, która w męskim przebraniu trafiła do Legionów Polskich. Florka w wolnych chwilach czytała stare zapiski, poznawała niesamowitą historię Lidki. Tajemnicza suknia jest łącznikiem między przeszłością, teraźniejszością a przyszłością.

Serce Florki zabiło mocniej, gdy zanurzyła dłonie w satynowym materiale leżącej na dnie kartonu sukni ślubnej. Delikatnie wyciągnęła kreację i dokładnie jej się przyjrzała. Suknia z pewnością była bardzo stara, wyglądała na przedwojenną. Satyna była gdzieniegdzie podziurawiona i poszarzała, w górnej części gorsetu brakowało kilku guzików, dół sukni był postrzępiony, a jednak Florka nie potrafiła oderwać od niej oczu.

Agata Sawicka, pasjonatka historii kreując losy Lidki, zainspirowała się prawdziwymi losami kobiet, które w czasie pierwszej wojny światowej ukryte pod męskimi ubraniami, przedostawały się w szeregi armii, z fałszywymi dokumentami walczyły dzielnie obok mężczyzn, znosiły trudy żołnierskiego życia. Były cichymi bohaterkami. Tematyka Legionów Polskich jest także szczególnie bliska Pisarce. Historia Lidki okazała się cenną wskazówką dla Florki, pomogła się jej odnaleźć i zmierzyć z własnymi dylematami. Zarówno Florka jak i Kacper muszą zajrzeć w głąb siebie i zmierzyć się z prawdą o sobie. Którą drogę życiową wybrać – spełnić oczekiwania bliskich, czy podążać za głosem serca i być w zgodzie z sobą. Jaka jest zatem definicja prawdziwej miłości? A czym jest szczęście?

Mimo że Lidka i Florka żyły w innych czasach, to przeżywały podobne problemy związane z wyborem właściwej drogi życiowej. Co ciekawe, ludzkie pragnienia, tęsknoty, marzenia, uczucia były takie same, ponadczasowe. Lidka nosiła w sercu miłość do ojczyzny i pragnienie miłości. Zakochała się w Józku, dzięki któremu odnalazła sens życia i mogła pójść własną drogą.

Cokolwiek przyniesie jutro, chcę wierzyć, ze odnajdziemy szczęście.

 Podobnie Florka na planie filmowym, w roli wiejskiej dziewczyny u boku Kacpra, ułana  – charyzmatyczny duet – poczuła się jak Lidka z Józefem. Kacper jak Józef w mundurze legionisty. Czy to przypadek, czy zrządzenie losu? Co tak naprawdę łączyło Lidkę i Florkę? Jak Lidka wpłynęła na życie Florki?

 W tym samym momencie Florka zdała sobie sprawę, jak marnie wygląda w szarej sukience i chustce na głowie. Wiejska dziewczyna i ułan z prawdziwego zdarzenia. Zupełnie jakby cofnęli się o ponad sto lat. Miała wrażenie, że oboje zagubili się w czasie i przestrzeni. Legionista, znany aktor, i ona wieśniaczka, właścicielka salonu sukien ślubnych. Granice rzeczywistości zaczęły się zacierać, gdy stali obok siebie w promieniach zachodzącego słońca.

Agata Sawicka sprawiła mi ogromną niespodziankę, zabierając w literacką podróż do Toskanii. Florka spełniła swoje marzenie o wycieczce do Włoch, gdy razem z Kacprem wybrała się właśnie do pięknej Toskanii, do jego domu – miejsca na ziemi i bezpiecznej przystani. To niesamowite miejsce sprzyjało  przemyśleniu wielu spraw i znalezieniu odpowiedzi na wiele ważnych pytań.

Szczęście… – zaczęła Florka z namysłem. – Co mi daje szczęście? – Przymknęła na chwilę oczy. – Wiatr we włosach, gdy pędzę na rowerze w upalny dzień, promyk słońca na niebie, kiedy pada, spacer po łące, kiedy trawa i kwiaty łaskoczą moje nogi… – wyliczała. – I obecność osób, na których mi zależy. – Rozchyliła powieki i zobaczyła, że Kacper uważnie jej się przygląda. Miał poważny wyraz twarzy, a jego zielone, wpatrzone w nią oczy były pełne iskier. – Masz niesamowitą definicję szczęścia – stwierdził, gdy w końcu oderwał od niej wzrok. – Zadaję to pytanie niemal każdej osobie, z którą się spotykam.

– No a ty, kiedy jesteś szczęśliwy? Kacper zamyślił się na chwilę. – Chyba wtedy, gdy mogę być po prostu sobą. Bez ograniczeń i konieczności dopasowywania się do otoczenia. Na przykład dzisiaj, tutaj, z tobą. Czuję się szczęśliwy. – Spojrzał na nią w taki sposób, że przebiegł ją dreszcz.

W powieści pojawia się pewna tajemnicza nieznajoma, która udziela Florce wiele cennych rad.

– Po pierwsze bądź szczera wobec siebie samej i innych. Po drugie posłuchaj swojego serca. Gdy wyciszysz zbędne emocje, natłok myśli i odrzucisz oczekiwania innych, znajdziesz odpowiedzi na dręczące cię pytania. I wreszcie po trzecie nie wybieraj między jednym mężczyzną a drugim. Pomyśl raczej o tym, jak będziesz się czuła w tym wszystkim, jeśli zostaniesz sama ze sobą.

Agata Sawicka pochyliła się w powieści nad seniorami. Zadedykowała książkę swoim babciom: Barbarze i Krystynie. One ożyły na kartach powieści, bowiem ich imiona nosiły seniorki. Florkę wychowywała babcia Klementyna, potem dołączyła do nich ciotka Laurentyna, która przywiozła ze sobą z Prowansji miłość do lawendy, założyła niewielką plantację w ogrodzie i robiła z niej cudowne przetwory. Ach, jaka pyszna była nalewka i wino lawendowe. Te dwie charakterne postacie są wspaniale wykreowane przez Autorkę. W Turczynie Klub Seniora działał bardzo prężnie, wspaniale integrował starszych ludzi i nie tylko – przedstawienia, spotkania, festyny, warsztaty. Ten wątek wprowadził na karty powieści humor sytuacyjny, z domieszką ironii, sarkazmu. Akcja z plakatem wyborczym wzbudziła salwy śmiechu. Co ważne, Autorka uświadomiła czytelnikom, że na miłość na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. Babcia Klementyna i pan Mirek spotykali się ukradkiem, trzymali się za ręce jak para nastolatków, wyglądali na zakochanych. Ach, jakie to było rozczulające! Wiek to tylko liczba, a miłość nie wybiera. Miłość ma różne twarze: młodzieńcza jak Florki i Mateusza, zmysłowa jak Florki i Kacpra, dojrzała jak Klementyny i Mirosława i wreszcie miłość do ojczyzny, pełna poświęceń i odwagi podczas wojny. Autorka pokazała, jaki wpływ miała wojna na Lidkę – ociosała ją, dogłębnie zraniła i uodporniła. Dziewczyna znalazła w sobie odwagę, aby żyć na własnych zasadach, a nie według oczekiwań ojca. To, że była silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, to było jej zwycięstwem. Zaś klęską było opuszczenie pola bitwy. Jednak nie poddała się woli apodyktycznego ojca. Odnalazła się na nowo.

Polecam Wam tę wspaniałą i  wielowymiarową powieść napisaną sercem, idealną na wakacje, na urlop. Skłania bowiem czytelnika do refleksji nad sobą, nad własnym życiem, jest niezwykle pomocna w odnalezieniu siebie. Jak żyć, żeby być szczęśliwym człowiekiem? Czy istnieje jedna, konkretna definicja miłości? Czy każdy ma swoją własną? Jakimi wartościami kierować się w życiu? Czy żyć według oczekiwań innych, rezygnując ze swoich planów, marzeń? Czy żyć własnym życiem, kierując się sercem i w zgodzie ze sobą? Nigdy nie należy tracić nadziei. I trzeba czasem odważyć się na odrobinę szaleństwa. A wszystko to napisane lekko, emocjonalnie, obrazowo i pięknym językiem. Atutem powieści jest także kompozycja, kreacja postaci i ich historii. Autorka odkrywa tajemnice stopniowo. Trudno przewidzieć zakończenie powieści. Odbiera się ją wszystkimi zmysłami. Jest niezwykle klimatyczna. 

Agata Sawicka, Suknia utkana z tajemnic, Wydawnictwo Szara Godzina 2026. Patronat medialny Mamy Dropsa.

Florka wydaje się szczęśliwa. Salon sukien ślubnych, który prowadzi wspólnie z najlepszą przyjaciółką prosperuje znakomicie. Narzeczony skoczyłby za nią w ogień, a dom, który dzieli z ekscentryczną ciotką i ukochaną babcią wypełniony jest miłością i zapachem lawendy. Jej życie biegnie spokojnie i przewidywalnie aż do dnia, gdy za sprawą przyjaciółki trafia na plan filmowy i poznaje Kacpra Muszyńskiego – wschodzącą gwiazdę polskiego kina… 
Tymczasem ktoś podrzuca Florce wiekową suknię ślubną, a w niej zaszyty pamiętnik tajemniczej dziewczyny o imieniu Lidka, która w męskim przebraniu wstąpiła do Legionów Polskich. Co kryje się za tą zagadkową historią? Czy Mateusz, którego zna od dziecka, naprawdę jest miłością jej życia? Dlaczego serce zaprowadzi ją aż do Toskanii?
Agata Sawicka, autorka bestsellerowych powieści Dziewczyna z herbaciarni i Kim jesteś, Saro? powraca, by zabrać Cię do świata pachnącego lawendą i miłością, gdzie przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a szczęśliwe życie – z wyzwaniami losu. Bo czasem, aby odnaleźć to co najcenniejsze, trzeba zboczyć z obranych ścieżek…

„Zjazd rodzinny” – Agnieszka Gładzik (#MamaDropsaCzyta)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Lubię poznawać nowych autorów i ich powieści. Dlatego też z radością i ciekawością przyjęłam propozycję z Wydawnictwa objęcia patronatem medialnym powieść Agnieszki Gładzik „Zjazd rodzinny”. W notce biograficznej można przeczytać, że „pasją autorki jest rekonstruowanie rzeczy ulotnych: życia codziennego, mody i języka, czemu daje wyraz w swoich powieściach”. Bardzo lubię życiowe książki z autentycznymi bohaterami, z wnikliwym opisem relacji między nimi. Można z nich bowiem wyciągnąć coś i dla siebie.

Agnieszka Gładzik podarowała czytelnikom świetną powieść. „Zjazd rodzinny” – jakże pojemny tytuł, sugeruje, że stół zjednoczy wielopokoleniową rodzinę, zacieśni więzi, umocni, odbuduje i uleczy relacje. Jakże prawdziwe okazuje się powiedzenie, że z rodziną wychodzi się dobrze na zdjęciu. Nie zawsze zjazdy rodzinne pozostawiają po sobie miłe i wzruszające wspomnienia. Bywają i takie, jak ten ukazany w powieści- wybuchowe, bo to była gra pozorów, uczestnicy świetnie odegrali swoje role, ale do pewnego czasu. Pozory pękły jak kruche szkło i doszło do wielkiej eksplozji emocji i uczuć na skutek konfrontacji nie tylko pokoleń, ale i życiowych postaw. 

Z okazji osiemdziesiątych piątych urodzin cioci Waci, seniorki rodu, bogatej wdowy, silnej osobowości, kapryśnej, słynącej z ciętego języka wobec innych przy jednym stole zgromadziła się liczna rodzina reprezentująca odmienne poglądy, przekonania, uprzedzenia, pielęgnująca w sercu żale, pretensje, niespełnione oczekiwania. Gracjana, perfekcyjna gospodyni i pomysłodawczyni pragnęła, by wszystko zostało idealnie przygotowane pod każdym względem. A urodziny cioci to tylko pretekst, by zacieśnić rodzinne więzi i umocnić relacje, które zostały znacznie rozluźnione. Każdy żyje w swoim świecie, w ciągłym niedoczasie. A w dzieciństwie takie spotkania rodzinne integrowały rodziny i pokolenia. Gracjanie z pomocą przybyły dwie kuzynki: Angela i Elwira, czarna owca w rodzinie. Atmosfera gęstnieje, rośnie napięcie, opadają maski z twarzy gości, pozory pękają …

Agnieszka Gładzik pokazuje nam, jakże łatwo jest kogoś zaszufladkować, oceniać, jak mało wiemy o sobie, jak naprawdę wygląda nasze życie. A złe emocje jak zawiść i zazdrość sprzyjają wręcz rozpadaniu się relacji, braku porozumienia. Rodzina przestaje być dla nich najważniejszą wartością. Gromadzą się złości, tworzą się rany, które bolą, słabo się zabliźniają lub w ogóle, relacje się zrywają. Dlaczego Elwira została okrzyknięta niesłusznie czarną owcą? Spodobała mi się jej postawa wobec życia. Skoro nie była akceptowana i rozumiana, postanowiła żyć według własnych wartości, spełniać swoje marzenia, odcinając się od rodziny. Ona nikogo nie oceniała. Skoro spotkała się z brakiem akceptacji siebie, nie czuła się absolutnie zobowiązana do utrzymywania relacji, kontaktów. Jednak zmagała się z czymś bardzo trudnym – z wybaczeniem, które musiała zacząć od siebie. Sięgnijcie po powieść. Nie chcę Wam odbierać całej palety emocji podczas czytania. Autorka fenomenalni wykreowała, sportretowała całą galerię postaci z przewagą kobiecych za pomocą palety słów, emocji i uczuć, dając wyraz wnikliwej obserwacji otaczającej rzeczywistości, uważności na drugiego człowieka. To niezwykły dar.

Mnie Elwira zaimponowała także włączeniem się do  organizacji przyjęcia i przygotowania dań z kuchni koreańskiej. Na końcu powieści znajduje się  indeks kulinarny, można skorzystać z przepisów. Natomiast Gracjana zajęła się przygotowaniem tradycyjnych potraw z kuchni polskiej. Jedynie tort był zamówiony. Zapowiadała się kulinarna podróż dookoła Polski i świata. Trzeba być otwartym na nowe doznania. A rodzina miała wyłonić zwyciężczynię pojedynku kulinarnego. 

Jeśli chodzi o przebieg przyjęcia, to ujmę to tak: „drama lepsza niż seriale”, „piękna katastrofa”, „impreza stulecia”. Oberwało się wszystkim. Co poszło nie tak, gdy maski opadły? Co się stało z obrazem wielopokoleniowej rodziny biesiadującej ze sobą w przyjemnej atmosferze i wzajemnej życzliwości? Po prostu stół się przewrócił…

Wszystkie udane przyjęcia są takie same, ale nieudane przyjęcia są unikalni katastrofalne.

Agnieszka Gładzik pochyliła się nad ważnych problemem internetowego hejtu. Julianna, córka Gracjany od pewnego czasu stała się wycofana. Nikt tego z rodziców nie zauważył. Bohaterka stała się ofiarą przemocy seksualnej w internecie. Ktoś wykorzystał jej wizerunek do stworzenia filmiku pornograficznego, wygenerowanego przez sztuczną inteligencję. Na szczęście Julianna otrzymała wsparcie ze strony bliskich. Sprawę zgłoszono na policję. Gniew wyzwolił w dziewczynie ogromną siłę do działania. Postanowiła coś zrobić, by pomóc sobie i innym. Chciała  bronić i budować!

Rodzinę Gracjany umocniło to przeżycie. Zdali egzamin podczas przygotowania i sprzątania po imprezie Waci, okazując sobie wsparcie i wzajemną pomoc. A przed laty Elwirze nikt nie pomógł. Ale mimo, że było jej bardzo ciężko, skupiła się na przetrwaniu. Ucieczka jej pomogła. Z czasem znalazła życzliwych sobie ludzi. Jakże ciężko jest wojować samotnie ze światem! 

– Jesteśmy jedną drużyną. – Ksawery wypiął dumnie pierś. – Nawet jeśli przy ludziach nie przyznałbym się do swojej siostry…
– A  ja do ciebie, gnojku – odgryzła się Julianna. – Ale potęgą miłości i przyjaźni potrafimy przenieść góry, gdy jest to od nas wymagane.
– Ponieważ, jak w każdym dobrym anime, to nastolatki zawsze ratują świat i nieogarniętych dorosłych – skwitował Ksawery.

W powieści pojawił się także problem nierównego, przedmiotowego traktowania kobiet. Doświadczało go kilka bohaterek. Każda z bohaterek Wacia, Gracjana, Elwira, Angela  walczy również z próbami narzucania jej konkretnej roli. Czy uda się im ją renegocjować?

Bohaterki powieści są jakże różne, wiele je dzieli, ale łączy je pragnienie akceptacji, uznania, wolności oraz brak zgody na przedmiotowe traktowanie kobiet. Autorka napisała świetną powieść o współczesnych kobietach, takich z krwi i kości, o relacjach damsko-męskich i skomplikowanych relacjach rodzinnych. Postacie budzą w nas różne emocje. Natomiast zakończenie powieści ogromnie mnie zaskoczyło. 

Wakacje to czas spotkań rodzinnych. Polecam Wam tę powieść i życzę, aby stół, przy którym się spotkacie was zjednoczył, umocnił więzi, a nie dzielił z powodu braku zrozumienia. Ale to trzeba wejść w czyjeś buty i  z empatią wczuć się w jego historię.

Dziękuje z całego serca Wydawnictwu i autorce za zaufanie i powierzenie patronatu nad wspaniałą powieścią.

Agnieszka Gładzik, Zjazd rodzinny, Wydawnictwo Szara Godzina 2026. Patronat medialny Mamy Dropsa.

Z okazji osiemdziesiątych piątych urodzin cioci Waci planowany jest zjazd rodzinny. Gracjana, perfekcyjna gospodyni i orędowniczka zasad, chce, by wszystko było idealne. Długo nie zauważa, że w cieniu przygotowań dojrzewa dramat jej nastoletniej córki Julianny, która padła ofiarą cyberprzemocy. Kiedy do rezydencji w Mierzynie przybywają dwie kuzynki – Angela i „czarna owca” Elwira – napięcie rośnie…
Każda z kobiet niesie ze sobą coś, o czym w rodzinie się nie mówi: urazy, wstyd i tajemnice. Tym samym spotkanie staje się konfrontacją nie tylko pokoleń, lecz także życiowych postaw. Pozory pękają jak szklanka w zmywarce i dochodzi do wielkiej eksplozji.
„Zjazd rodzinny” Agnieszki Gładzik to przenikliwa, temperamentna opowieść o współczesnych kobietach rozdartych między potrzebą bliskości a pragnieniem wolności. O tym, że aby wyjść z narzuconych przez rodzinę ról, trzeba czasem przewrócić stół 😉.
Smaku całej historii dodają sceny przyrządzania dań kuchni z całego świata oraz indeks kulinarny egzotycznych potraw.