„Zjazd rodzinny” – Agnieszka Gładzik (#MamaDropsaCzyta)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Lubię poznawać nowych autorów i ich powieści. Dlatego też z radością i ciekawością przyjęłam propozycję z Wydawnictwa objęcia patronatem medialnym powieść Agnieszki Gładzik „Zjazd rodzinny”. W notce biograficznej można przeczytać, że „pasją autorki jest rekonstruowanie rzeczy ulotnych: życia codziennego, mody i języka, czemu daje wyraz w swoich powieściach”. Bardzo lubię życiowe książki z autentycznymi bohaterami, z wnikliwym opisem relacji między nimi. Można z nich bowiem wyciągnąć coś i dla siebie.

Agnieszka Gładzik podarowała czytelnikom świetną powieść. „Zjazd rodzinny” – jakże pojemny tytuł, sugeruje, że stół zjednoczy wielopokoleniową rodzinę, zacieśni więzi, umocni, odbuduje i uleczy relacje. Jakże prawdziwe okazuje się powiedzenie, że z rodziną wychodzi się dobrze na zdjęciu. Nie zawsze zjazdy rodzinne pozostawiają po sobie miłe i wzruszające wspomnienia. Bywają i takie, jak ten ukazany w powieści- wybuchowe, bo to była gra pozorów, uczestnicy świetnie odegrali swoje role, ale do pewnego czasu. Pozory pękły jak kruche szkło i doszło do wielkiej eksplozji emocji i uczuć na skutek konfrontacji nie tylko pokoleń, ale i życiowych postaw. 

Z okazji osiemdziesiątych piątych urodzin cioci Waci, seniorki rodu, bogatej wdowy, silnej osobowości, kapryśnej, słynącej z ciętego języka wobec innych przy jednym stole zgromadziła się liczna rodzina reprezentująca odmienne poglądy, przekonania, uprzedzenia, pielęgnująca w sercu żale, pretensje, niespełnione oczekiwania. Gracjana, perfekcyjna gospodyni i pomysłodawczyni pragnęła, by wszystko zostało idealnie przygotowane pod każdym względem. A urodziny cioci to tylko pretekst, by zacieśnić rodzinne więzi i umocnić relacje, które zostały znacznie rozluźnione. Każdy żyje w swoim świecie, w ciągłym niedoczasie. A w dzieciństwie takie spotkania rodzinne integrowały rodziny i pokolenia. Gracjanie z pomocą przybyły dwie kuzynki: Angela i Elwira, czarna owca w rodzinie. Atmosfera gęstnieje, rośnie napięcie, opadają maski z twarzy gości, pozory pękają …

Agnieszka Gładzik pokazuje nam, jakże łatwo jest kogoś zaszufladkować, oceniać, jak mało wiemy o sobie, jak naprawdę wygląda nasze życie. A złe emocje jak zawiść i zazdrość sprzyjają wręcz rozpadaniu się relacji, braku porozumienia. Rodzina przestaje być dla nich najważniejszą wartością. Gromadzą się złości, tworzą się rany, które bolą, słabo się zabliźniają lub w ogóle, relacje się zrywają. Dlaczego Elwira została okrzyknięta niesłusznie czarną owcą? Spodobała mi się jej postawa wobec życia. Skoro nie była akceptowana i rozumiana, postanowiła żyć według własnych wartości, spełniać swoje marzenia, odcinając się od rodziny. Ona nikogo nie oceniała. Skoro spotkała się z brakiem akceptacji siebie, nie czuła się absolutnie zobowiązana do utrzymywania relacji, kontaktów. Jednak zmagała się z czymś bardzo trudnym – z wybaczeniem, które musiała zacząć od siebie. Sięgnijcie po powieść. Nie chcę Wam odbierać całej palety emocji podczas czytania. Autorka fenomenalni wykreowała, sportretowała całą galerię postaci z przewagą kobiecych za pomocą palety słów, emocji i uczuć, dając wyraz wnikliwej obserwacji otaczającej rzeczywistości, uważności na drugiego człowieka. To niezwykły dar.

Mnie Elwira zaimponowała także włączeniem się do  organizacji przyjęcia i przygotowania dań z kuchni koreańskiej. Na końcu powieści znajduje się  indeks kulinarny, można skorzystać z przepisów. Natomiast Gracjana zajęła się przygotowaniem tradycyjnych potraw z kuchni polskiej. Jedynie tort był zamówiony. Zapowiadała się kulinarna podróż dookoła Polski i świata. Trzeba być otwartym na nowe doznania. A rodzina miała wyłonić zwyciężczynię pojedynku kulinarnego. 

Jeśli chodzi o przebieg przyjęcia, to ujmę to tak: „drama lepsza niż seriale”, „piękna katastrofa”, „impreza stulecia”. Oberwało się wszystkim. Co poszło nie tak, gdy maski opadły? Co się stało z obrazem wielopokoleniowej rodziny biesiadującej ze sobą w przyjemnej atmosferze i wzajemnej życzliwości? Po prostu stół się przewrócił…

Wszystkie udane przyjęcia są takie same, ale nieudane przyjęcia są unikalni katastrofalne.

Agnieszka Gładzik pochyliła się nad ważnych problemem internetowego hejtu. Julianna, córka Gracjany od pewnego czasu stała się wycofana. Nikt tego z rodziców nie zauważył. Bohaterka stała się ofiarą przemocy seksualnej w internecie. Ktoś wykorzystał jej wizerunek do stworzenia filmiku pornograficznego, wygenerowanego przez sztuczną inteligencję. Na szczęście Julianna otrzymała wsparcie ze strony bliskich. Sprawę zgłoszono na policję. Gniew wyzwolił w dziewczynie ogromną siłę do działania. Postanowiła coś zrobić, by pomóc sobie i innym. Chciała  bronić i budować!

Rodzinę Gracjany umocniło to przeżycie. Zdali egzamin podczas przygotowania i sprzątania po imprezie Waci, okazując sobie wsparcie i wzajemną pomoc. A przed laty Elwirze nikt nie pomógł. Ale mimo, że było jej bardzo ciężko, skupiła się na przetrwaniu. Ucieczka jej pomogła. Z czasem znalazła życzliwych sobie ludzi. Jakże ciężko jest wojować samotnie ze światem! 

– Jesteśmy jedną drużyną. – Ksawery wypiął dumnie pierś. – Nawet jeśli przy ludziach nie przyznałbym się do swojej siostry…
– A  ja do ciebie, gnojku – odgryzła się Julianna. – Ale potęgą miłości i przyjaźni potrafimy przenieść góry, gdy jest to od nas wymagane.
– Ponieważ, jak w każdym dobrym anime, to nastolatki zawsze ratują świat i nieogarniętych dorosłych – skwitował Ksawery.

W powieści pojawił się także problem nierównego, przedmiotowego traktowania kobiet. Doświadczało go kilka bohaterek. Każda z bohaterek Wacia, Gracjana, Elwira, Angela  walczy również z próbami narzucania jej konkretnej roli. Czy uda się im ją renegocjować?

Bohaterki powieści są jakże różne, wiele je dzieli, ale łączy je pragnienie akceptacji, uznania, wolności oraz brak zgody na przedmiotowe traktowanie kobiet. Autorka napisała świetną powieść o współczesnych kobietach, takich z krwi i kości, o relacjach damsko-męskich i skomplikowanych relacjach rodzinnych. Postacie budzą w nas różne emocje. Natomiast zakończenie powieści ogromnie mnie zaskoczyło. 

Wakacje to czas spotkań rodzinnych. Polecam Wam tę powieść i życzę, aby stół, przy którym się spotkacie was zjednoczył, umocnił więzi, a nie dzielił z powodu braku zrozumienia. Ale to trzeba wejść w czyjeś buty i  z empatią wczuć się w jego historię.

Dziękuje z całego serca Wydawnictwu i autorce za zaufanie i powierzenie patronatu nad wspaniałą powieścią.

Agnieszka Gładzik, Zjazd rodzinny, Wydawnictwo Szara Godzina 2026. Patronat medialny Mamy Dropsa.

Z okazji osiemdziesiątych piątych urodzin cioci Waci planowany jest zjazd rodzinny. Gracjana, perfekcyjna gospodyni i orędowniczka zasad, chce, by wszystko było idealne. Długo nie zauważa, że w cieniu przygotowań dojrzewa dramat jej nastoletniej córki Julianny, która padła ofiarą cyberprzemocy. Kiedy do rezydencji w Mierzynie przybywają dwie kuzynki – Angela i „czarna owca” Elwira – napięcie rośnie…
Każda z kobiet niesie ze sobą coś, o czym w rodzinie się nie mówi: urazy, wstyd i tajemnice. Tym samym spotkanie staje się konfrontacją nie tylko pokoleń, lecz także życiowych postaw. Pozory pękają jak szklanka w zmywarce i dochodzi do wielkiej eksplozji.
„Zjazd rodzinny” Agnieszki Gładzik to przenikliwa, temperamentna opowieść o współczesnych kobietach rozdartych między potrzebą bliskości a pragnieniem wolności. O tym, że aby wyjść z narzuconych przez rodzinę ról, trzeba czasem przewrócić stół 😉.
Smaku całej historii dodają sceny przyrządzania dań kuchni z całego świata oraz indeks kulinarny egzotycznych potraw.

„Mazurskie anioły” – Natalia Przeździk (#MamaDropsaCzyta)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej Mamy Dropsa z Wydawcą.

Lato już zagościło na dobre. Każdy planuje wakacje, urlop. A ja wraz z Natalią Przeździk polecam Wam wyprawę literacką na Mazury. A to za sprawą najnowszej powieści „Mazurskie anioły”. Tytuł kojarzy się nam z bieszczadzkimi aniołami, popularną szantą SDM, dobrze znaną górskim włóczykijom. Autorka dokonała świetnej przeróbki tekstu na potrzeby powieści.

Anioły, anioły, mazurskie anioły
Prowadzicie ludzi szlakiem srebrnej wody
Mazurskie anioły, anioły mazurskie
Gdy skrzydłem cię dotkną, już jesteś ich bratem…

Wanda podjęła spontaniczną, ale ważną decyzję życiową o ucieczce ze „złotej klatki” od toksycznego, przemocowego partnera i matki, stawiającej coraz większe wymagania i oczekiwania wobec córki, organizując jej życie kroczek po kroczku. Odbiło się to na jej zdrowiu psychicznym. Mogła liczyć jedynie na wsparcie Izy, troskliwej przyjaciółki, towarzyszki w podróży.

Bohaterki miały to szczęście, ponieważ spotkały na wakacyjnym szlaku wspaniałą kompanię ludzi, mazurskich aniołów bez skrzydeł, które pomogły szczególnie Wandzie odnaleźć prawdziwą siebie, drogę, jaką powinna kroczyć, by odnaleźć także swoje wymarzone miejsce na ziemi. Musiała odblokować emocje i uczucia, by zacząć czuć, postrzegać świat wszystkimi zmysłami, mieć marzenia i je gonić, spełniać. Samej by się to nie udało, ale dzięki obecności i wsparciu innych osób się powiodło. Jak do tego doszło? Przeczytajcie powieść.

Jest to historia o różnych relacjach: dobrych, budujących i złych, skomplikowanych, wręcz toksycznych. A także o sile przyjaźni i miłości, która może tak zmienić życie człowieka na lepsze, nadać mu sens, dodać blasku, wreszcie sprawić, by wszystko zaczęło się udawać.

Skoro to idealna powieść na wakacje, która ma bawić, dawać relaks, to ważne i trudne tematy zostały nieco złagodzone przez to, że Pisarka stworzyła istny miks gatunkowy. To powieść drogi, trochę obyczajówki, związana z ważnymi problemami. Wyobraźnia, dzięki opisom, pokazuje czytelnikowi piękne, zachwycające, namalowane paletą słów i emocji kojącą przyrodę mazurską. 

Nad taflą poniósł się donośny dźwięk kościelnego dzwonu oznajmiającego godzinę szóstą, a nieopodal Wandy przysiadł na zwieszającej się gałęzi niewielki ptaszek. Jego piórka mieniły się w blasku słońca. Przypominał niebieskozielony drogocenny kamień, ciśnięty przez rozkapryszonego bogacza prosto w ciszę poranka. Pomarańczowy dziób przykuwał spojrzenie równie mocno jak pióra, a czarne oczy bystro patrzyły dookoła. Zimorodek. Wanda zamarła bez ruchu. Bojąc się nawet oddychać. I chyba tylko dlatego mogła cieszyć się widokiem niespodziewanego gościa dość długo. 

Na drodze dziewczyny spotkały nowych szalonych przyjaciół (postaci z wcześniejszych powieści Autorki): najdziwniejsze rodzeństwo na świecie, ksiądz Damian, Słowianka Dobrochna i hippis Jaromir. Wyruszyły z aniołami w dalszą drogę. A potem dołączył do nich Tomasz, znaleziony w bunkrze, nazywający siebie „chodzącą katastrofą”, a okazał się świetnym kompanem, pasjonatem historii, przewodnikiem z imponującą wiedzą o regionie.  Wszyscy chcieli złapać w drodze odrobinę szczęścia. Czy to przypadkowe spotkanie? Ktoś zesłał anioły. Ach, ileż przygód przeżyli na trasie.

To także powieść z wątkiem detektywistycznym. Wakacyjna laba bowiem zamieniła się w śledztwo ekipy detektywów amatorów. Bohaterowie odkrywają lokalne tajemnice, Tomasz okaże się samozwańczym detektywem, który zaskoczy wszystkich. Zaimponuje i spodoba się Wandzie. Wspólne rozwiazywanie zagadek, szukanie skarbu podczas gry terenowej także łączy ludzi. Co z tego wyniknie? Hmmm… Ten wątek sprawi, że trudno się oderwać od książki, bo dużo się tu dzieje. 

Na koniec wspomnę o ważnym i jakże potrzebnym wątku Roberta, niepełnosprawnego chłopca z MPDz, z którym trudno się porozumieć werbalnie, jedynie bliscy go rozumieją. Lubi poezję, lubi słuchać czytania powieści, szczególnie Tolkiena. Otaczają go kochający bliscy, jego anioły – rodzice i rodzeństwo. A o ogromnej wrażliwości chłopca i bogatym świecie wewnętrznym dowiadujemy się z jego wierszy. Jak każdy nastolatek marzy, aby biegać po łące, wśród pachnących kwiatów i motyli, „zwózkowstałe ciało skacze pod niebo”. Czy znajdzie się ktoś, kto zainteresuje się wierszami chłopca, doceni jego talent, wyda je i zajmie się także ich promocją? Wierzę, że motyl z wiersza jest tu metaforą zmiany.

Robert i jego rodzina pokazali Wandzie, jak może funkcjonować kochający się dom, zbudowany przez ludzi. Bo to ludzie, relacje z nimi powinny nas budować. Miłość czyni cuda! 

Co zrobi Wanda ze zdobytymi w drodze nowymi doświadczeniami?

Przymknęła oczy. Pozwoliła, by wiatr targał jej włosy, a słońce ogrzewało jej twarz. Przez chwilę zapomniała o wszystkich sprawach, które do niedawna zaprzątały jej głowę. Była Wandą z pomostu. Tu i teraz. I było jej z tym dobrze. 

Polecam Wam z całego serca tę wakacyjną powieść, którą odbiera się wszystkimi zmysłami. Lekko, pięknie, chwilami poetycko, ale i humorem i poważnie o problemach. Wszak przybywanie w pięknych okolicznościach przyrody pozwala nam na przepracowanie trudnych spraw, wyciszenie, skłania do refleksji, wyciągania wniosków i podejmowania ważnych decyzji życiowych związanych z otwieraniem nowego, zdecydowanie lepszego rozdziału swojego życia.

Dziękuję za odwołania literackie. 

Początek lata a wspaniała mazurska przygoda już za mną!

Mama Dropsa

Natalia Przeździk, Mazurskie anioły, Wydawnictwo Filia 2026.

Wanda przez całe życie usiłowała spełniać oczekiwania innych – najpierw matki, potem narzeczonego. Nadszedł jednak moment, gdy powiedziała: dość! Postanowiła zrobić sobie urlop od dorosłości, wziąć oddech i przemyśleć, co dalej. Wraz z przyjaciółką wyjechała na spontaniczne wakacje na Mazury.
To rozpoczęło serię zwariowanych wydarzeń: akcje szpiegowskie, zagadki detektywistyczne i odkrywanie lokalnych tajemnic. Nie zabrakło nowych, szalonych przyjaciół: dziewczyny zafascynowanej słowiańszczyzną czy księdza-włóczęgi.
Jak bardzo w życiu bohaterów namiesza pewna znana, ale zarozumiała pisarka? I czy Tomasz, introwertyczny historyk i samozwańczy detektyw, sprawi, że Wandzie wreszcie mocniej zabije serce?