„Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka” – Marian Zembala w rozmowie z Dawidem Kubiatowskim

Read More
 
autor: Dawid Kubiatowski, Marian Zembala
tytuł: „Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka”
liczba stron: 376
wydawnictwo: Editio (Helion)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka – Marian Zembala w rozmowie z Dawidem Kubiatowskim
 
Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka to przepiękny wywiad-rzeka. Z człowiekiem o człowieku. Z człowiekiem o niezapomnianych i bardzo owocnych spotkaniach z innymi ludźmi. Z Legendą o tworzeniu legendy. Wzruszający, przejmujący i, jak przystało na tematykę kardiologiczną, chwytający za serce.

 

Jesteśmy, aby ratować, leczyć, dawać nadzieję…

 

 

 

 
Kiedy Wydawnictwo Editio zaproponowało mi przysłanie egzemplarza recenzenckiego, zgodziłam się bez wahania. Dwanaście lat temu leczenie tzw. metodą zabrzańską uratowało życie mojej Mamie. Profesora Religę kojarzy chyba każdy Polak. Przez lekturę tego wywiadu chciałam lepiej poznać jednego z jego uczniów i następców – profesora Mariana Zembalę.

 

[…] tytuł filmu można odczytywać służebnie wobec przekazu pomocy i zaangażowania dla dobra potrzebującego, bliźniego […]

 

 

 

 
Wybitny kardiochirurg. Tysiące razy uratował ludzkie życie. Jeden z tych, którzy na zawsze zmienili polską transplantologię. Współtworzył legendę. Wielki człowiek. Jeden z bogów? Na pytania Dawida Kubiatowskiego dotyczące filmu Łukasza Palowskiego odpowiada: „Byliśmy szaleńcami, nie bogami”. Fałszywa skromność? Nie. Po prostu świadomość tego, czego się dokonało w bardzo trudnych czasach. Tworzenie zabrzańskiej kardiochirurgii wymagało od Zbigniewa Religi, Andrzeja Bochenka i Mariana Zembali szaleństwa. Udało się. Ich zespół przeprowadził pierwszą udaną transplantację serca, a sam profesor Zembala jako pierwszy w Polsce przeszczepił płuco-serce. Dokonał i wciąż dokonuje wielkich rzeczy. Mimo to pozostaje skromny i zamiast o sobie, woli opowiadać o ludziach, których spotkał na swojej drodze – jako dziecko, student, lekarz czy polityk. Ludzi, bez których nie dotarłby do miejsca, w którym jest. Ludzi, którzy stali się jego Nauczycielami. Przez wielkie N. Tak jak profesor Zbigniew Religa.

 

„Bogowie” mogliby się równie dobrze zakończyć napisem „Ciąg dalszy nastąpi”, bo dziedzictwo profesora Religi nadal trwa.

 

 

 

 
Profesor Religa stworzył zgrany zespół. Dla swoich koleżanek i kolegów stał się przewodnikiem i mentorem. Wymagając profesjonalizmu i oddania, sam dawał z siebie wszystko. To właśnie tę postać Marian Zembala najczęściej przywołuje w wywiadzie. Mam wrażenie, że Profesor Religa był, obok Rodziców, jego najważniejszym Nauczycielem – nie tylko zawodu, ale również pokonywania barier i po prostu życia. Czytając odpowiedzi na pytania dotyczące Religi, czuć wielki szacunek, jakim Marian Zembala darzył i wciąż darzy swojego Mistrza. Szacunek i poczucie misji. Bo to właśnie profesor Zembala jest tym, który zastąpił Religę na stanowisku dyrektora Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

 

Kilka razy zdarzyło mi się oglądać seriale, których akcja toczy się w szpitalach. I miałem wtedy wrażenie, że nie ma już normalnych pacjentów. Chryste Panie, tam każdy pacjent jest ewenementem!

 

 

 

 
Profesor Zembala, na szczęście, stał się bohaterem filmu, nie serialu. Bogowie Łukasza Palkowskiego to film, który zgromadził przed ekranami dwa miliony widzów. W 2014 roku byłam w kinie i do dziś pamiętam to przejmujące milczenie, które towarzyszyło ludziom przy wychodzeniu z sali. Żadne słowa nie były w stanie oddać emocji, które wywołał film.  Ja dałam im upust płaczem…
W rozmowie z Dawidem Kubiatowskim Profesor opowiada o filmie – o wpływie na scenariusz, dyskusji nad tytułem, wizytach na planie czy wrażeniach z pokazów premierowych. Nawet przedmowa ma ścisły związek z produkcją – jej autor, Piotr Głowacki, wcielił się w Bogach w postać profesora Zembali.
 
Owocne spotkanie
 
Wywiad dotyczy nie tylko filmu. Publikację podzielono na jedenaście rozdziałów. Każdy jest poświęcony jednemu zagadnieniu. Poszczególne części kończy galeria zdjęć z prywatnego archiwum ucznia Religi. Publikację zamyka kalendarium działalności klinicznej oraz spis nagród i wyróżnień przyznanych ŚCCS. Spotkanie Mariana Zembali i Dawida Kubiatowskiego było bardzo, bardzo owocne. Profesor wspomina dzieciństwo, Rodziców, rodzeństwo. Chwali się dziećmi, z czułością mówi o żonie. Dzieli się refleksjami na temat wiary w Boga. Jako poseł i były minister zdradza kulisy wielkiej polityki. Opowiada o akcjach humanitarnych czy inicjatywach społecznych, w których brał aktywny udział. Warto podkreślić, że w większości wypowiedzi, niezależnie od tematu przewodniego, pojawia się akcent medyczny. Czytając, nie sposób nie zauważyć, jak ważną rolę w życiu Profesora odgrywa kardiologia. Specjalnie nie użyłam tu słowa „praca”. Mam wrażenie, że idąc na oddział i pochylając się nad pacjentem, Marian Zembala nie jest w pracy. On jest na służbie. Służy chorym. Troszczy się o człowieka i walczy, ile tylko ma sił i możliwości. Jest człowiekiem w pełni oddanym potrzebującym.
 
Spotkania. Opowieść o wierze w człowieka
 
Publikacja została oczywiście napisana w formie wywiadu. Profesor szczegółowo odpowiada na każde zadane pytanie. Nie ucieka. Często dopowiada, nawiązuje do poprzednich zagadnień. Ciężko ocenić tu styl czy język – to nie powieść, a rozmowa. Szczera, długa, pełna emocji. Jej zapis jest naturalny. Owszem, brakuje kilku czy kilkunastu przecinków, w pewnych miejscach litery zamieniły się miejscami, ale to nie wpływa na odbiór. Czytając, miałam wrażenie, że profesor siedzi obok i odpowiada na pytania, które sama miałabym mu ochotę zadać.
 
Było nas trzech…
 
Profesor Marian Zembala to jeden z trzech tytułowych Bogów. Po lekturze wywiadu ten lekarz jawi mi się przede wszystkim jako człowiek, który z każdego spotkania czerpie inspirację. Kocha to, co robi. Nie boi się wyzwań, burzy mury. Wierzy, że sukces to dzieło nie jednej osoby, a całego zespołu.  Jest pełen empatii – dla bliskich i pacjentów. Jego serce bije dla serc innych. Dla wielu, zwłaszcza młodych ludzi, może i powinien się stać autorytetem. To człowiek z sercem na dłoni – dosłownie (podczas operacji) i w przenośni.

 

 

 

„Psiego najlepszego, czyli „Był sobie pies” na święta” – W. Bruce Cameron (recenzja przedpremierowa!)

Read More
 
tytuł: „Psiego najlepszego, czyli „Był sobie pies” na święta”
autor: W. Bruce Cameron
Wydawnictwo: Kobiece
liczba stron: 296

 

premiera: 09.11.2017 r.
 
 
 
 
 
 
 
Psiego najlepszego, czyli „Był sobie pies” na święta – W. Bruce Cameron
 
Był sobie pies podbił serca czytelników i widzów na całym świecie, także w Polsce. I ja zachwyciłam się tą powieścią, czemu dałam wyraz w recenzji: http://dropsksiazkowy.blogspot.com/2017/01/by-sobie-pies-w-bruce-cameron.html . Cieszę się, że autor zdecydował się na napisanie kolejnej, tym razem świątecznej psiej historii. Jeśli szukacie książki na mroźny grudniowy wieczór o bezgranicznej miłości i prawdziwej przyjaźni ze szczekaniem i merdającym ogonem na pierwszym planie, Psiego najlepszego to propozycja idealna dla Was.
 
Dlaczego nikt nie powiedział mu, jak to jest mieć psa? Że dzięki temu każda chwila staje się ważniejsza, że w jakiś tajemniczy sposób można czerpać z każdego dnia to, co najlepsze?
 
Josh nigdy nie miał psa. Nie wiedział, jak to jest. Aż do pewnego telefonu, aż do pewnej wizyty. Sąsiad, tłumacząc się pilnym wyjazdem w sprawach rodzinnych, podrzuca mu ciężarną suczkę Lucy. Choć początkowo Josh protestuje, ostatecznie nie potrafi oprzeć się głębokiemu spojrzeniu brązowych oczu. Przygarnia ją pod swój dach. Robi wszystko by i jej, i piątce niesfornych szczeniąt stworzyć prawdziwy dom. Nie czuje się pewnie w nowej sytuacji, dlatego pomocy szuka w pobliskim schronisku dla zwierząt. Tam poznaje Kerri – piękną i pełną ciepła opiekunkę psów. Dzięki jej wsparciu coraz lepiej radzi sobie w opiece nad psami i nie tylko. Gdy zbliża się czas oddania szczeniąt do adopcji, do Josha dociera, że nie wyobraża sobie życia i bez nich, i bez Kerri.
 
Szczęście niejedno ma imię
 
Dla Josha szczęście ma sześć imion: Lucy, Lola, Sophie, Olivier, Cody i Rufus. Suczka i gromadka słodkich szczeniąt odmienią życie zamkniętego w sobie i nieco wycofanego towarzysko mężczyzny. Ktoś mógłby brzydko powiedzieć, że Josh to „dupa wołowa”. Dla mnie nie. Ja widzę w nim wartościowego faceta, który wbrew trendom współczesnego świata tęskni za rodzinnym ciepłem. Josh dojrzewał w rozbitej rodzinie. Mimo upływu lat nie potrafi pogodzić się z przeszłością i postawą rodziców. Psy budzą w nim uśpione uczucia i instynkty. Stworzenie im prawdziwego domu, pełnego miłości i dającego poczucie bezpieczeństwa staje się jego celem. Gromadka słodkich czworonogów odmienia życie Josha pod każdym względem.
 
Psiego najlepszego – dlaczego polecam?
 
Psiego najlepszego przeczytałam w dwa wieczory. To historia o psach, a od najmłodszych lat wzruszają mnie takie powieści. To książka o bezgranicznej oraz wiernej przyjaźni i miłości, jakie łączą człowieka z psem i odwrotnie. Bardzo polubiłam „głównego bohatera bez sierści i ogona” – Josha. Z uwagą obserwowałam jego przemianę i walkę z demonami przeszłości. Kibicowałam mu z całych sił. Efekt? Przekonajcie się sami 😉 Na tempo czytania wpływ miał również styl. Historia opowiadana jest w trzeciej osobie lekkim, prostym, ale nie prostackim językiem. Dynamiczne dialogi, nie za długie opisy i humor – uwierzcie, że tej książki naprawdę nie dało się czytać powoli. Należy podkreślić, że W. Bruce Cameron w powieści o czworonogach przemycił kilka cennych życiowych wskazówek i przemyśleń dla ludzi. Kilka cytatów zasługuje na zanotowanie.
 
Historia urocza niczym kosz niesfornych szczeniąt
 
Święta zbliżają się wielkimi krokami, a w przypadku tej książki łapami. Psiego najlepszego to idealna propozycja na prezent dla książkoholiczki i psiary. Lektura na jeden lub dwa świąteczne wieczory. Z chusteczkami pod ręką i koniecznie futrzanym przyjacielem na kolanach. Nie masz psa? Po tej książce zaczniesz o nim marzyć! Czytając tę powieść w akademiku, bardzo tęskniłam za moim Dropsikiem. To powieść świąteczna, ale myślę, że spokojnie można po nią sięgać przez cały rok. W końcu nie tylko w bożonarodzeniowe wieczory ma się ochotę na książki o miłości i prawdziwej przyjaźni, prawda?
 
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!