„Magda M. Ciąg dalszy nastąpił” – Radosław Figura

Read More
 

 

Radosław Figura, Magda M. Ciąg dalszy nastąpił, Wydawnictwo Znak 2018.
 
Stało się. Ciąg dalszy nastąpił. A jednak… Wszyscy fani popularnego przed laty serialu Magda M. emitowanego w TVN we wtorkowe wieczory pamiętają ostatnią scenę serialu. Szczęśliwi i zakochani Magda Miłowicz i Piotr Korzecki wybaczają sobie na tle malowniczych Tatr. Po emisji ostatniego odcinka piosenka Życie cudem jest przeżywała drugą młodość, a fani produkcji pytali się na forach internetowych, jaki ciąg dalszy mógłby nastąpić po powrocie do Warszawy. Stało się. Ciąg dalszy nastąpił. Twórca serialu, „ojciec” Magdy M., Radosław Figura, zabiera fanów serialu (i nie tylko) w podróż w czasie. Do przyszłości. Warszawa, Magda, Piotr, Agata, Karolina, Sebastian i reszta 10 lat później. Jaka to podróż? Wspaniała! Zaskakująca, emocjonująca, wzruszająca – po prostu wyjątkowa. Tak jak jej główna bohaterka.
 
Ta recenzja powinna się ukazać dwa dni temu – 25 czerwca. Dlaczego? Ponieważ 25 czerwca życie mecenas Magdaleny Miłowicz zmieniło się na zawsze.
 
Magda M. bez Piotra? Nieprawdopodobne? A jednak. Choć wydawać się mogło, że ich drogi na nowo skrzyżowane u stóp Zakopanego nigdy się nie rozejdą, jednak się rozeszły. I to tam, gdzie w miłosnym pocałunku splotły się po raz pierwszy – na Placu Trzech Krzyży. Chcąc, nie chcąc, Magda musi się nauczyć żyć bez Piotra. Brrr… Jak to brzmi! Ale uwierzcie mi – tej historii nie dało się napisać inaczej. Radosław Figura wykazał się ogromną odwagą, tak a nie inaczej prowadząc bohaterów przez życie. Odwagą, bo po słynnej już 67 stronie wielu może go znielubić. Naprawdę. A on to zrobił. Napisał. Ba! Stworzył coś… niesamowitego.
 
To miał być zwykły dzień. Podobny do poprzedniego. Ale nie był. Zmienił wszystko. Nie tak jak oczekiwano. Zakochana i szczęśliwa mecenas Magdalena Miłowicz musi poskładać swój świat na nowo. Milimetr po milimetrze. Kawałek po kawałeczku. Musi się na nowo nauczyć życia.  Nie jest sama – ma u boku niezawodnych przyjaciół. I ich życie nie oszczędza. Sebastian przeżywa (kolejny) zawód miłosny, Agata próbuje się odnaleźć w roli matki i żony, a Karolina przeżywa dorastanie czwórki pociech.
 
Czytając książkę, miałam wrażenie, że oglądam serial. Nie musiałam zamykać oczu. Pochłaniając kolejne słowa, widziałam Joannę Brodzik, słyszałam głos Darii Widawskiej, odwzajemniałam ciepły, matczyny uśmiech Katarzyny Herman i zerkałam w obiektyw Bartka Świderskiego. Z sentymentem i ogromną ciekawością śledziłam losy ich literackich postaci. Autor zadbał o każdy detal fabuły – także narrację i dialogi. Pięknym językiem – pełnym szczegółów, niebanalnych porównań i innych środków artystycznych opisuje miasto i oddaje emocje postaci. Delektowałam się lekturą, to była prawdziwa przyjemność! Radosław Figura niespiesznie prowadzi czytelnika przez nowy świat Magdy M. Prowadzi narracją trzecioosobową i pierwszoosobową, wplatając w historię fragmenty bloga pani mecenas.
 
Czy Magda i jej przyjaciele się zmienili? Czy różnią się od bohaterów, których znamy z ekranu? Tak. Oczywiście, że tak. W końcu minęło 10 lat. Są o 10 lat starsi i bogatsi w doświadczenia – zawodowe, damsko-męskie, męsko-męskie czy dziecięce. Niezmienna pozostała ich przyjaźń i wzajemne oddanie. Ciągnięcie za warkoczyk, mądre rady Waligóry, cięte uwagi Bartka czy obawy pani Teresy.
 
Czy Magda M. Ciąg dalszy nastąpił to powieść tylko dla fanów serialu? Nie! W tej historii może zanurzyć się każdy. Nawet kobiety, które w poprzednim dziesięcioleciu nie wzdychały do Pawła Małaszyńskiego. Nowe otwarcie Magdy staje się otworem dla czytelników i szansą na poznanie najsłynniejszej polskiej pani mecenas.
 
Wszystko, co najważniejsze w samodzielnym życiu Magdy, wydarzyło się tutaj. W Warszawie. Mieście, które podniosło się z prochów, by dumnie patrzeć w oczy całemu światu: oto jestem!
 
Magda M. to serial, który chyba jako pierwszy ukazał Warszawę od pięknej, wręcz bajkowej strony. Razem z bohaterami produkcji widz spędzał wieczory na tarasie Magdy, spacerował po parku czy śmigał motorem przez stołeczne ulice. I w powieści Radosław Figura dba, by oddać klimat miasta. Miasta innego niż w serialu. Miasta, które tak jak bohaterowie zmieniało się przez ostatnią dekadę.
 
Czy jest szczęście? Nie jest nim brak problemów i kłopotów. Ani życie usłane płatkami róż. Szczęścia nie daje tylko to, co łatwe, przyjemne i bezproblemowe. Szczęście jest wtedy, kiedy całe dotychczasowe życie, złożone z milionów chwil, z poszczególnych zdarzeń i sytuacji, staje się nagle całością. Wyraźną drogą, która doprowadziła cię do miejsca, w którym jesteś. Najlepszego, w jakim mogłeś się znaleźć. Takiego miejsca twojego życia, które daje ci absolutną, nieskończoną pewność że nic, żaden problem czy kłopot, nie może ci tego szczęścia odebrać.  
 
Radosław Figura udowadnia, że życie to nie jeden wspaniały, wyśniony i wyczekany happy end. Życie to zbiór szczęśliwych chwil, szczęśliwych zakończeń. Małych i dużych. Bo gdy kończy się jeden etap, jedna podróż, rozpoczynają się kolejne i kolejne – aż do ostatniego oddechu. To od nas zależy, jak poradzimy sobie ze zmianami. Jak przyjmiemy dary losu – nie zawsze napawające radością. Czasem te dary rozdzierają serce, podcinają skrzydła. Ale warto wyjść z czarnej piwnicy. I do ciemności serca wpuścić ciepłe światełko. Ciepłe światełko płynące prosto z serca i z oczu drugiego człowieka.
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
 
Moja recenzja zachęciła Cię do sięgnięcia po tę książkę? Jutro (28.06.) zajrzyj na Facebooka. Na stronie Recenzje Dropsa Książkowego będziesz mieć szansę wygrać egzemplarz powieści.

 

„Zło czai się na szczycie” – Marta Matyszczak

Read More
 

 

Marta Matyszczak, Zło czai się na szczycie, Wydawnictwo Dolnośląskie 2018.
 
Jeśli lubicie kryminały z dodatkiem humoru, a Waszym sercom bliskie są szczekające czworonogi, nie muszę przedstawiać Gucia i jego pana, detektywa Szymona Solańskiego. Zło czai się na szczycie to czwarty i na szczęście nie ostatni kryminał z serii „Kryminał pod psem” (świadczy o tym nie tylko otwarte i zaskakujące zakończenie, ale i słowa Autorki podczas spotkania na Warszawskich Targach Książki). Co tym razem Marta Matyszczak przygotowała dla swoich czytelników? Sprawdźcie!
 
W tej części zło czai się na szczycie, a konkretnie w Zdrojowicach – jak zapewnia Autorka fikcyjnej miejscowości. Gucio – kundelek przystojny i nieprzeciętnie inteligentny, oraz jego nie tak idealny właściciel, Solański, goszczą na weselu starej znajomej (niech jej tożsamość pozostanie dla Was tajemnicą do momentu lektury). Na uroczystości pojawiają się w towarzystwie sierżant Kamieńskiej, którą czytelnicy poprzednich części mogą pamiętać (przyznaję – ja nie pamiętałam…). Do urokliwej i tylko pozornie spokojnej miejscowości przybywa Różyczka, ulubienica Gucia, w towarzystwie brodatego miłośnika rowerów o wdzięcznym nazwisku Ból. Wesele zostaje niespodziewanie przerwane, a pobyt w hotelu się przedłuża. W pobliżu lokalu bowiem zostają znalezione zwłoki miejscowego aptekarza. Właściciel kompleksu o pomoc w znalezieniu mordercy prosi Szymona. Detektyw może liczyć na wsparcie przyjaciół – dziennikarki i debiutującej pisarki(!) Róży Kwiatkowskiej oraz wiernego (jak przystało na psa) Gucia, który dosłownie lubi wtykać nos w nie swoje sprawy. Ich obecność jest niezwykle ważna tym bardziej, że sprawa okazuje się dotyczyć śmierci żony Solańskiego. Wszystko wskazuje na to, że Joanna nie zginęła w wypadku…
 
W tej części, mam wrażenie, czołową postacią jest nie Gucio, a Szymon. Myślę, że to ze względu na powrót do przeszłości i wyjaśnianie dwóch zagadek – morderstwa farmaceuty i śmierci ciężarnej żony. Trzeba przyznać, że prowadzone śledztwa nie są tak skomplikowane jak u mistrzów kryminału. Akcja prowadzona jest powoli, ale dokładnie. Szczegóły i mieszanka narracji czy wątków sprawiają, że powieść czyta się bardzo szybko i z ciekawością.  
 
W powieści Marta Matyszczak porusza kilka ważnych tematów. Trochę z humorem, trochę z ironią obrazuje stereotypową polską wieś i jej mieszkańców – z księdzem i wójtem w rolach głównych. Ranczo? I tak, i nie. Wydaje się, że ze zbrodnią ma związek każdy mieszkaniec tej beskidzkiej wioski. Każdy ma bowiem swoje tajemnice, o których zmarły Julian doskonale wiedział.
 
Zgodnie z tradycją tej serii narracja jest prowadzona na dwa sposoby. Narratorem pierwszoosobowym jest mój ulubieniec Gucio. Ten rezolutny kundelek to doskonały obserwator rzeczywistości. Ma, dosłownie, nosa do ludzi. Z wrodzonym humorem i nieprzeciętną inteligencją jest niezastąpionym komentatorem postępów śledztwa oraz wydarzeń ze Zdrojowic. Wspiera swojego pana w rozwiązywaniu zagadek i… budowie domu. Tak, tak, moi Państwo – Szymon, do tej pory zamieszkujący obskurne lokum w chorzowskiej kamienicy, postanowił zainwestować w działkę i dom na lato. To nie przypadek, że na tę inwestycję wybrał właśnie Zdrojowice… Jak wspomniałam na początku, to właśnie w tej części serii poznajemy okoliczności śmierci jego żony. To niełatwe – i dla detektywa, i dla czytelnika. Łza kręci się w oku niejeden raz.
 
Narrator wszechwiedzący natomiast przybliża Czytelnikom przebieg śledztwa i zabiera w podróż do mrocznej przeszłości Solańskiego. Nie ma jednak mowie o chaosie – każdy fragment poprzedza data i miejsce akcji konkretnych fragmentów książki.
 
Szukacie powieści idealnej na letnie wieczory w ogrodzie? Zło czai się na szczycie to doskonały wybór. Autorka świetnie, z wyczuciem i niemal chirurgiczną precyzją miesza kilka gatunków – kryminał, komedię, chwilami nawet i dramat. Bawi i wzrusza do łez. Relaksuje i wywołuje gęsią skórkę. Porusza tematy istotne  i niekiedy budzące oburzenie społeczeństwa. Daje popalić zarówno zwykłym „Kowalskim”, jak i duchownym czy władzy. Oddaje emocje – i ludzkie, i psie. Jako książkoholiczka i psiara mówię więc zdecydowane: „Trzy razy tak” dla tej historii!
 
Wydawnictwu dziękuję za egzemplarz do recenzji!
Autorce dziękuję za wymienienie mojego nazwiska w podziękowaniach – polecać Twoje książki, Marto, to sama przyjemność!