„Ty albo żadna” – Magdalena Kordel (recenzja przedpremierowa)

Read More
ty albo żadna

Magdalena Kordel, Ty albo żadna, Wydawnictwo Znak 2021.

Nie spodziewałam się, że Kordella, Magdalena Kordel znaczy, potrafi być taka stanowcza. Stawia sprawę jasno: „Ty albo żadna. Ty albo nikt”. Nie uznaje półśrodków. Nie chce się dzielić uwagą czytelnika. Zachłannie zabiera go do swojego świata. Świata, który wykreowała. Świata składającego się z porozrzucanych puzzli, wśród których każdy znajdzie kawałek pasujący do siebie. Puzzli, które tworzą całość zwaną życiem.

Muszka miała rację. Nietoperz to zło. Kto czytał pierwszą część nowej Kordelowej serii („Zanim wyznasz mi miłość”), wie, że przepowiednia stała się ciałem niespodziewanego gościa. Gościa, który miał nie żyć. Gościa, który nie miał prawa zaprzątać pamięci. Halina, siostra babci Adeli, była uważana za zmarłą. Do czasu. Do momentu, aż stanęła w drzwiach i przerwała rodzinną, pozorną sielankę. Bo przecież relacje Ruty i Mateusza są niejasne. Bo przecież Ewelina nosi w sercu tajemnicę. Bo przecież nikt nie wie tego, co wie babcia Adela. Co zostawił jej w spadku dziadek Konstanty? Jedno jest pewne – to nie drogie przedmioty czy cenne rady. To sekret i przepowiednia, przed którą chronił swoje wnuczki. To sekret i przepowiednia, przed którą babka Adela musi chronić Ewelinę…

Prawdziwe życie to emocje. Prawdziwe życie to uczucia. Prawdziwe życie to mieszanka dobra i zła w codzienności. Prawdziwi ludzie. „Ty albo żadna” jest zatem prawdziwe. Bo to wszystko tam jest. Okraszone odrobiną magii zwykłych gestów: odgarnięcia włosów z czoła, ciepłego obiadu, szczekających, puchatych kuleczek. Okraszone obecnością i czułością. Mimo wszystko. Ponad wszystko.

Tej historii się nie czyta. Przez nią się po prostu płynie. Choć sekrety łamią serca, a żądza pieniędzy i władzy o mały włos nie doprowadza do tragedii, z pomocą Kordelowego stylu pewnie przekracza się najtrudniejsze przeszkody. Lekkość, humor, ironia – pozornie proste dialogi, skrywają niejedną życiową mądrość i przypominają o czarach codzienności, które gubimy w biegu, w natłoku pracy czy internetowych postów. Chowając się za Adelą, Muszką, ale i Rutą, Magdalena Kordel siada obok czytelnika, delikatnie bierze go za rękę i szepce do ucha życiowe drogowskazy.

Jeśli szukacie niebanalnej mieszanki gatunkowej, z całego serca polecam Wam tę książkę. Tak, tak, Kordella miesza – nie tylko w życiu swoich postaci. Miesza gatunki, miesza wątki. Warstwa obyczajowa miesza się tu z wątkami wojennym i kryminalnym wręcz. Przecież poznawanie tajemnic Adeli i Eweliny to prawdziwe śledztwo! „Ty albo żadna” to jednak przede wszystkim powieść o miłości – jej różnych obliczach i imionach, przyjaźni, (przerwanych i na nowo plecionych) więzach. Ukłon w stronę miłośników psów, kotów i… książek oczywiście:

– Jestem z gatunku tych, którzy uwielbiają wąchać książki. Ale spokojnie, jest nas więcej i jeszcze nie słyszałam, żeby to było szkodliwe. A poza tym powiem ci w sekrecie, że jeżeli komuś kiedyś uda się stworzyć perfumy o zapachu kartek albo biblioteki, to ten ktoś zbije fortunę – dorzuciła,
– Wcale mnie to nie szokuje, patrzę na ciebie, bo sprawia mi to ogromną przyjemność. Lubię, jak otwierasz książki, przymykasz oczy i z namaszczeniem wciągasz powietrze, lubię patrzeć, jak je dotykasz, jak podczytujesz ukradkiem fragmenty, czule gładzisz okładki. – Uśmiechnął się Jasiek.

Kordello, i ja Tobie się kłaniam. Za uśmiech posłany w stronę kolejnych fragmentów. Za łzę wzruszenia obcieraną z policzka. Za spokój, który wlewałaś swoim piórem w moje serce, gdy bardzo potrzebowałam wyciszenia. Za uzdrowienie i poruszenie serca. Za budowanie relacji babcia&wnuczka. Dobrze wiesz, że w tej kwestii, to Ty albo żadna, mój zaklęty w tajemnicy talentu, Aniele…

Premiera 15 września
Na III tom czekam z niecierpliwością

„Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości” – Agnieszka Lis (#MamaDropsaCzyta)

Read More
guziki agnieszka lis recenzja

Agnieszka Lis, „Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości”, Skarpa Warszawska 2021.
#MamaDropsaCzyta

Miesiąc temu miała swoją premierę siedemnasta już książka Agnieszki Lis, znanej poczytnej Pisarki, pianistki, dziennikarki i felietonistki. „Guziki, czyli dwanaście opowieści o miłości” to intrygująca opowieść o życiu, miłości, wierze w przeznaczenie i siłę ludzkiej duszy. Składa się z dwunastu historii, które łączy postać głównej bohaterki i miejsce oraz morze. Co ciekawe, każda z książek Autorki jest inna i świadczy o szerokim wachlarzu literackich środków warsztatowych. Zapraszam do lektury mojej recenzji.

Bohaterką powieści jest Jaromira, żona rybaka, mieszkająca w nadmorskich Łazach, w stuletnim domu usytuowanym tuż przy wydmie, który po remoncie stał się pensjonatem dla złamanych serc. W kuchni na starym stole zawsze stał wielki dzban z malinowym sokiem, który skutecznie chronił przed wszelakimi infekcjami. Niezwykłość tej powieści polega na tym, że jest niejednorodna i wielowymiarowa. Począwszy od stycznia 1965 r. aż do maja 2021r. co pięć lat spotkało się w pensjonacie dwanaścioro gości po przejściach, którzy znaleźli guziki. Ich opowieści o różnych odsłonach, obliczach miłości połączyła postać Jaromiry i morze. Bohaterka na wszystkie ich dramaty znajdowała radę i sposób.

Miłość i szczęście mają różne nazwy i różne potrzeby. Czasem jest niezbędne prażące słońce, a czasem słona mgła. A zwykle wystarczy po prostu serce.

Jaromira bowiem sama doświadczała dobroci świata, Boga i morza przez całe życie. Miała dom z duszą, ukochanego męża rybaka, czworo mądrych i dobrych dzieci. Mimo że morze zabrało jej Mariana, to miała swoje ulubione miejsce na brzegu morza, z którego słyszała głos męża i  mądrego morza. Posiadała dar słuchania i rozmawiania z morzem, wszystko można było przegadać i tą mądrością dzieliła się z ludźmi doświadczonymi przez los a ono im podpowiadało, jak postąpić. Dziękowała za miłość, bo tylko ona miała siłę, żeby przetrwać śmierć, przekroczyć granice i zostawić po sobie samo dobro. Jaromira w najdrobniejszej rzeczy potrafiła odnaleźć magię codzienności, cieszyły ją właśnie drobne rzeczy, gesty. Wystarczyło usiąść w kuchni przy starym stole z kubkiem herbaty z sokiem malinowym, zrobionym przez wspaniałą gospodynię, i rozmawiać, rozmawiać. Czasami tylko pomilczeć, nie krytykować, nie oceniać, ale wysłuchać. Bo czasami słowa nie są potrzebne. Wystarczy drugi człowiek i świadomość, że miłość jest w życiu najważniejsza. Może to być także miłość do siebie.

Oprócz rozmów z morzem magiczną moc miały również tytułowe guziki. które zapinały problemy. Znaleziony guzik należało przechowywać i nie można było wyrzucić ani komuś oddać. Goście znajdowali rozmaite guziki: metalowe, plastikowe, pościelowe, płócienne, szklane z zatopionym kwiatkiem, szylkretowe, guziki jak klipsy. To przeświadczenie Agnieszka Lis wyniosła z domu. Jak czytamy w posłowiu, każdy guzik nosi w sobie historię jego właściciela. Jest w nim zaklęta nadzieja, zawód, radość, łzy… wszystko. Pisarka wybrała miłość. Urodzona w Koszalinie często spędzała wolne chwile nad morzem w Mielnie, Unieściu czy w Łazach. I zawsze rozmawiała z morzem, które potrafiło rozwiązać większość spraw.

A może życie to tylko… worek. Ubranie. Człowiek musi znaleźć w życiu swój guzik, choćby po to, żeby zapiąć worek z problemami i odłożyć go e niedostępne miejsce. A kiedy problemy zwietrzeją, trzeba worek wytrzepać i odświeżyć. I zapomnieć o problemach.

Powieść pochłonęłam dość szybko i na długo pozostanie w moim sercu. Niezwykle poruszające były historie bohaterów. Jaromira u schyłku swojego życia postanowiła zorganizować na plaży spotkanie wczasowiczów. Każdy z bohaterów opowiedział, jak potoczyło się dalej jego życie, jak wyzwolił się z przeszłości, co zyskał dzięki morzu i dzięki pobytowi u Jaromiry, i dzięki magicznemu guzikowi. Morze szumiało, cicho dyskutując z siedzącymi kobietami białymi falami, spokojne, usypiające. To był wzruszający, pełen magii wieczór. Musicie koniecznie się o tym sami przekonać, czytając tę cudowną opowieść o miłości. Zwyczajni bohaterowie, tacy prawdziwi, mający zalety i wady, słabości ale niezwykła jest droga do przemiany ich życia. To miłość je odmieniła.

W powieści urzekł mnie niezwykle obrazowy, plastyczny, emocjonalny język. Autorka jak wirtuoz potrafiła słowami zagrać różne melodie, stany emocjonalne morza. Ich dźwięk towarzyszył podczas lektury. Wystarczy tylko spojrzeć na okładkę i już słyszymy szum morza. W powieści każdy odnajdzie garść guzików dla siebie, garść złotych myśli, drogowskazów życiowych.

Polecam z całego serca książkę na długie, jesienne wieczory. Wygodny fotel, miękki kocyk, kubek herbaty z sokiem malinowym i z pajdą drożdżowca z kruszonką, pies, czy kot na stopach i… jesteśmy nad morzem- idealnym miejscem, żeby wyrzucić z siebie wszystko to, co nas boli, uwiera, zatruwa. Jaromira…

– Ja nie miałam tu nic do powiedzenia – zaprotestowała Jaromir. – To morze.
– Dzięki morzu – powtórzyła Jaromira.
– To nie ja – wyszeptała Jaromira.
Życie toczy się tak, jak to zapisane, a człowiek nie ma wiele do powiedzenia. Choćby nie wiem jak próbował wpływać na własną albo cudzą historię, to ludzkie powołanie i tak się odezwie.

Dziękuję z całego serca Skarpie Warszawskiej za książkę-niespodziankę.