„Motyl i skrzypce” – Kristy Cambron

Read More
motyl i skrzypce

Kristy Cambron, Motyl i skrzypce, Wydawnictwo Znak 2020.

Po kilku pierwszych rozdziałach, byłam pewna, co napiszę w recenzji. Po kilku kolejnych zmieniłam zdanie o 180 stopni. Teraz, kiedy jestem już po lekturze całości, właściwie nie wiem, co mam napisać. Bez wątpienia Motyl i skrzypce to książka, którą część z Was pokocha całym sercem, a część nie pozostawi suchej nitki, a pozostali… Tak jak ja, będą stali na rozdrożu.

Kiedy najbliższa osoba skazuje cię na śmierć w Auschwitz. Dramatyczna historia o sile kobiet i miłości.
Adele von Bron, utalentowana skrzypaczka, poświęciła wszystko, żeby ratować ostatnich wiedeńskich Żydów. Kiedy na polecenie własnego ojca, wysokiego rangą generała Trzeciej Rzeszy, trafiła do obozu w Auschwitz, jej piękny świat legł w gruzach. Przerażającą codziennością stały się głód, strach i cierpienie. Kilkadziesiąt lat późnej Sera James, właścicielka galerii sztuki na Manhattanie, angażuje się w poszukiwania portretu młodej skrzypaczki, który pierwszy raz ujrzała, będąc jeszcze dzieckiem. Podczas próby odnalezienia zaginionego arcydzieła los stawia na jej drodze Williama Hanovera, którego dziadek może być kluczem do rozwiązania zagadki dziewczyny z obrazu.
„Motyl i skrzypce” to poruszająca opowieść o odkrywaniu piękna w najstraszniejszych miejscach: mrocznych zakątkach Auschwitz i zakamarkach poranionych serc. To również historia o tym, jak nie stracić wiary w Boga nawet w samym środku piekła.

Nie chcę Wam streszczać fabuły ani jakoś obszernie charakteryzować bohaterek. To, co najważniejsze, przeczytacie w powyższym opisie wydawcy i przede wszystkim w książce. Pozwólcie, że od razu przejdę do refleksji nad powieścią.

Głupio to zabrzmi, ale mam wrażenie, że obecnie w literaturze występuje zjawisko, które określam „moda na Auschwitz”. Niemal w każdym miesiącu kolejni pisarze proponują nam kolejne tytuły – bardziej lub mniej – oparte na faktach. Po okresie, w którym wydawano wspomnienia ocalałych czy publikacje opracowane na temat dokumentów czy zdjęć, przyszedł moment, w którym po tematy związane z obozem koncentracyjnym sięgnąć może właściwie każdy i, co bardzo boli, mieszać go z różnymi gatunkami.

Przyznam szczerze, że do niedawna książki, w których choć marginalnie pojawiał się wątek obozów koncentracyjnych, omijałam szerokim łukiem. Po prostu się ich bałam. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Nigdy. Dlatego stroniłam od książek poruszających tę tematykę – bałam się obrazów, które będą pojawiać się w mojej głowie. To nie tak, że uciekam od historii, wręcz przeciwnie. Interesuję się okresem II wojny światowej, jednak to, co działo się w Auschwitz… Nie jestem w stanie udźwignąć ciężaru okrucieństwa, obdarcia z godności, śmierci, która nie miała sensu… W obozach koncentracyjnych zginęły miliony. Muszę jednak napisać, że czytając Motyl i skrzypce, tego ciężaru nie czułam…

Kristy Cambron dość umiejętnie omija fakty, które były codziennością dla więźniów obozu – masowe egzekucje, głód, paraliżujący strach. W książce skupia się przede wszystkim na losach członków orkiestry. To, co dzieje się poza ich barakiem, pozostaje tłem. Czytając, miałam wrażenie, że Adele i jej koleżanki nie do końca znalazły się w środku tego piekła. Raczej w przedsionku. Fakt ten jest zapewne zaletą dla osób, które lubią sięgać po literaturę z wątkami wojennymi, jednak boją się brutalnych opisów.

To, co mi się w tej książce nie podobało, to zestawienie wątków. Narracja prowadzona jest dwutorowo. Fabuła dotyczy zarówno wydarzeń z Auschwitz w okresie II wojny światowej, jak i losów właścicielki nowojorskiej galerii sztuki w czasach współczesnych. Właśnie ten drugi wątek nie do końca mi pasował. Myślę, że autorka powinna się skupić na jednym, a nie mieszać dwa. Albo czytamy o losach skrzypaczki Adele uwięzionej w obozie od początku do końca, albo Sera – zakochana w swoim „tymczasowym pracodawcy” kobieta, wysłuchuje opowieści o losie członkiń orkiestry przy okazji wizyty w Paryżu. Myślę, że przy dobrym researchu i wsparciu historyków Kristy Cambron doskonale by sobie poradziła z napisaniem powieści tylko o Adele. O jej życiu w Austrii, miłości do muzyki i Vladimira, o wywózce do Auschwitz i konieczności gry w obozowej orkiestrze… Żadnych wątków współczesnych i historii rodem ze współczesnych amerykańskich komedii romantycznych! Uważam, że dzięki temu książka byłaby jeszcze bardziej wartościowa, a zdania czytelniczek nie byłyby aż tak podzielone.

motyl i skrzypce

Pamiętajmy jednak, że Motyl i skrzypce to nie literatura faktu. To fabuła z elementami historii, a jej celem jest nie tyle nauka, co zachęcenie czytelnika do poszerzenia wiedzy i sięgnięcia po bardziej fachowe publikacje. W tym przypadku Autorka się spisała – zaciekawiona, jeszcze w trakcie lektury, poszukiwałam informacji o obozowej orkiestrze oraz o dziełach sztuki, które znaleziono po wyzwoleniu Auschwitz.

Poruszająca historia? Tak! Były łzy? Tak! Powieść o sile kobiet? Tak. Miłość w Auschwitz? Nie do końca. Mam wrażenie, że obóz koncentracyjny jest tu tylko tłem, niestety. Wiem, że życie toczy się dalej, mam świadomość, że żyjemy w innych czasach. Ale po co zestawiać przeszłość i teraźniejszość w taki sposób? Naprawdę można było to napisać inaczej. Złośliwi mogą teraz mruczeć pod nosem: „Jak jesteś taka mądra, to sama napisz”. Nie. Nie śmiem dotykać się tematu Auschwitz. To dla mnie sacrum, które, oczywiście nie we wszystkich wydanych w Polsce książkach, powoli zaczyna być ze swojej świętości obdzierane…

Kto powinien przeczytać książkę „Motyl i skrzypce”?

Podsumowując: czy polecam powieść Motyl i skrzypce? Tak, jeśli nie lubicie dominacji wątku historycznego w książce; jeśli lektura, mimo nawiązań do tragicznych wydarzeń, ma przebiegać lekko; jeśli lubicie mieszanki historii XX wieku i współczesnego romansu; jeśli brakuje Wam w powieściach wątków religijnych i opisu relacji człowieka i Boga. O tym, dlaczego jestem na „nie”, chyba dość wyraźnie napisałam powyżej. Pozostając na rozdrożu, zachęcam Was do dyskusji – jeśli jesteście już po lekturze książki, chętnie przeczytam Wasze refleksje.

„Okno z widokiem” – Magdalena Kordel (#MamaDropsaCzyta)

Read More
okno z widokiem

Magdalena Kordel, Okno z widokiem, Wydawnictwo Znak 2020.
Seria: „Uroczysko”
#MamaDropsaCzyta

W jednym z wywiadów z Magdaleną Kordel znalazłam takie definicje „Malowniczego”:

„Malownicze jest tam, gdzie mogę oddychać pełną piersią, gdzie czuję, że życie cudownie smakuje, a dni, które upływają, nie są stracone , a zyskane”.

Prywatne „Malownicze” Magdaleny Kordel znajduje się w górach, w Dukli, miejsce zapamiętane z dzieciństwa, mające w sobie magię, spokój, wewnętrzny czar. Drugie „Malownicze” jest w Sudetach – na szlakach i w Kłodzku, gdzie z rodziną znajdą swój wymarzony dom. Trochę dalszym „Malowniczem” jest Toskania pachnąca ziołami, pomidorami, kawą, oliwkami. Seria „Uroczysko” zaczęła powstawać w momencie, w którym cały świat Magdaleny i męża zawalił się im na głowę. Rzeczywistość ich dopadła. Postanowiła więc napisać książkę – zaklęcie, która sprawi, że do jej rodziny znowu zawita szczęście a los się odwróci. I święcie w to uwierzyła, ponieważ wydawca zaproponował współpracę. Zaklęcie więc zadziałało.

„Okno z widokiem” powraca!

Powieść „Okno z widokiem” ukazała się drukiem po raz pierwszy w 2011 roku, a została wznowiona 27 stycznia 2020 roku. Przenosi nas do Malowniczego – miasteczka położonego wśród sudeckich gór. Tu przeszłość miesza się z teraźniejszością, a skrywane od lat sekrety rodzinne wychodzą na jaw. Dla głównej bohaterki Róży Malownicze było od zawsze ostoją, bowiem zawsze czekała tu na nią jej ukochana Babcia Matylda, która była jej opoką. Wnuczka zbudowała z babcią lepsze więzi niż z matką. Tu po babci odziedziczyła znajomości z diabłem, który stał się jej obsesją. Na szczęście szybko została z niej wyleczona. Wpadła jednak w drugą, bowiem diabła wymieniła na św. Antoniego, którego figurka stała w kapliczce na rozstajnych drogach. I zaczęła ubijać interesy ze świętym. Lubiła siedzieć pod kapliczką i rozmyślać pod czujnym okiem Antoniego o różnych sprawach. A w rodzinie aż huczało z powodu skandali, za które była odpowiedzialna oczywiście babcia. Po latach pojawił się i zamieszkał z Matyldą narzeczony Julek, wyczekiwany zakazany owoc, którego Róża bardzo polubiła. Okazał się najwspanialszym dziadkiem na świecie. Jego niezwykłą historię poznajemy w powieści. Po latach dorosła Róża, archeolog na uniwersytecie, w związku ze skandalem, pewną aferą na uczelni uciekła do Malowniczego, które w dzieciństwie było jej ostoją. Jak zawsze czekała na nią babcia Matylda ze swoim niemężem, która wyczuła od razu, że stało się coś naprawdę poważnego. I tu czekała na nią wstrząsająca wiadomość – pewien inwestor chce zrównać z ziemią teren, na którym stoi uwielbiana przez różę kapliczka św. Antoniego. Oczywiście wiązało się to z usunięciem zabytkowej kapliczki. Miałoby już nie być Antoniego na rozstajnych drogach? Ani samych rozstajnych dróg, po których, jak wiadomo, błąkają się licha i czarty? Czułam się tak, jakby ktoś miał mi wyrwać kawałek serca. Róża postanowiła więc zawalczyć o ten piękny sentymentalny zakątek – jej raj na ziemi. Jako pracownik naukowy, archeolog, wreszcie jako osoba twardo stąpająca po ziemi poczyniła szybko pewne plany i postanowiła zaangażować niemal każdego, kto stanął jej na drodze. Zaczęła od rozmowy z księdzem proboszczem, który również upodobał sobie to miejsce. I to on przypominając historię tego miejsca, podsunął Róży pomysł, co konkretnie zrobić. Pod kapliczką mogły spoczywać średniowieczne szczątki zapomnianej karczmy. Do pomocy włączył się archeolog z prawdziwego zdarzenia, wyjątkowy człowiek, profesor Rajtczak z uczelni, który z grupą studentów podczas wakacji prowadził prace badawcze. Przyjazd do Malowniczego byłby dla dociekliwej i pełnej energii do działania grupy czymś frapującym. Miejscowy historyk pasjonat również włączył się do działania. Burmistrz przyrzekł również pomoc. Chodziło o to, żeby zaskoczyć kapliczkowego agresora. Profesor z proboszczem dopuścili się nawet „oszustwa w imię nauki”. Ale to tajemnica! Czy plan Róży i jej przyjaciół się powiódł? Czy udało się im ocalić ukochaną ostoję? A jak potoczy się życie prywatne bohaterki?

Powieść jest pełna ciepła, bo pokazuje nam, jak ważne w naszym życiu są relacje, więzi międzyludzkie, przyjaźń, miłość. Prawdą też okazało się stwierdzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a tych ostatnich garstka, bo garstka, ale się jednak ostała. To dawało nadzieję, a jak wiadomo, kiedy tli się nadzieja, chce się dalej żyć. Babcię Matyldę i Różę łączy wspaniała miłość. Bohaterki świetnie się dogadują, chociaż nie brakuje między nimi utarczek słownych. Także Julek okazał się najlepszym dziadkiem na świecie. I to on opowiedział Róży historię św. Antoniego, któremu też wiele zawdzięczał. Poznajemy tez wzruszającą historię miłości Matyldy i Juliusza. Różę odwiedziła przyjaciółka Patrycja, która znalazła się w trudnej sytuacji wyrolowana przez nieformalnego wspólnika. Pokochała Malownicze, w którym znalazła swoje miejsce i sposób na życie. Rozmowa przyjaciółek sprawiała, że nie było dla nich rzeczy niemożliwych, wszystko można załatwić i że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Rysiek, przyjaciel z dzieciństwa również pokochał malownicze i wrócił tu z żoną, rezygnując z posady naukowca. Każdy z nas powinien odnaleźć właściwe miejsce w życiu – swoje „Malownicze”. Magdalena Kordel uświadamia nam też, że w życiu najważniejsze jest robić to, co się kocha.  Jak mówią mędrcy, to podobno jest gwarancją szczęścia. A że ja zamierzałam być szczęśliwa, nie miałam innego wyboru niż nadal podążać wyboistą, krętą ścieżką pracownika naukowego.

Pisarka nadała lekki, zabawny ton swojej powieści, aż skrzy się tu od śmiesznych sytuacji, dobrego humoru czasem zabarwionego nutką ironii. Powieść się wręcz pochłania, ciekawa fabuła, wartka akcja, pełna nagłych zwrotów, wyraziści bohaterowie. Poruszyła też poważne tematy, jak potrzeba przyjaźni, prawo do szczęścia, tęsknota za miłością, potrzeba odnalezienia swojego miejsca na ziemi – „Malowniczego”, domu lub pokoju, lub okna z widokiem na…

Życie to jedno wielkie pasmo niespodzianek, dzięki którym właśnie chce nam się krok za krokiem cały czas iść do przodu. I najważniejsze, by wciąż mieć do dyspozycji pokój z widokiem. Taki, który jeśli nawet czasami niknąłby w deszczu, to potem znów by się ukazywał w całej okazałości.

Polecam książkę do czytania na tę aurę wiosenno-jesienną, jaką mamy za oknem tej zimy. Wystarczy milutki koc, kubek ulubionej herbaty, jakieś zwierzę do głaskania i przenosimy się do Malowniczego.