„Każdy wschód słońca” – Małgorzata Klunder (#MamaDropsaCzyta)

Read More
każdy wschód słońca

Małgorzata Klunder, Każdy wschód słońca, Wydawnictwo Replika 2020.
Saga: „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej”
#MamaDropsaCzyta

Każdy wschód słońca ciebie zapowiada,
Nie pozwól nam przespać poranka.
Dałeś nam siebie za darmo,
Twoja hojność zdumiewa.
Naucz nas liczyć dni nasze,
Niech człowiek już nie umiera.

Lektura powieści Małgorzaty Klunder „Każdy wschód słońca”, trzeciego tomu mojej ukochanej sagi „Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej” towarzyszyła mi w tym szczególnym czasie, w którym wiara  bardzo pomaga przeżyć nie tylko mojej rodzinie. Czytelnicy poprzednich tomów wiedzą, że zagadnienia związane z wiarą nie są bowiem obce bohaterom powieści. Co tym razem Autorka dla nich przygotowała?

Gdy dzieci opuszczają rodzinny dom…

Robert i Róża Niziołkowie wypuścili swoje dzieci w świat i teraz to one na własny rachunek tworzą karty tej opowieści. Księża Tadeusz Wieczorek i Jan Perygryn Niziołek zostali wysłani na misje do szkockiego niedużego miasta Kirkcadly, na północ od Edynburga. Na początku muszą się oswoić ze szkocką mentalnością, na szczęście co krok spotykają rodaków. Powieść jest tak napisana, że czytelnik z łatwością może się przenieść do Szkocji i przeżywać z misjonarzami każdy dzień, towarzyszyć im w pracy duszpasterskiej, w chwilach wypoczynku, spotkań towarzyskich. Nie zapominajmy, że tuż za rogatkami miasta zamieszkali też Ela z Davidem, którzy oczekują potomka. Co mnie najbardziej poruszyło w powieści? Ks. Tadeusz w trosce o swoje zdrowie postanowił codziennie chodzić po kilka kilometrów dziką plażą. Miał niezwykły dar przyciągania do siebie ludzi, którzy mu towarzyszyli, powierzając swoje problemy, radości. Z czasem ławeczka awansowała do roli konfesjonału. Ksiądz wręcz promieniał i czuł się zdrowszy. Nawet kiedy złamał nogę, wiernym brakowało proboszcza, odwiedzali go więc na plebanii. Rozczulały mnie jego codzienne rozmowy z Jezusem okraszone dużą dozą humoru:

Tylko po co, panie Jezu, potrzebna była ta złamana noga? – zapytał zupełnie jak don Camillo. Tak, tak, wiem, to wyłącznie moja głupota i niezdarność. Ale jednak… Nie mogłeś ustawić tam na jakiś czas jakiegoś anioła stróża? Do czego ci jestem potrzebny tak idiotycznie unieruchomiony, bezradny jak dziecko?(…)Tadziu, przestań chrzanić, facet z komisu przyszedłby na dziesiątą i odbił się od pustego konfesjonału, bo ty byś fruwał gdzieś na wybrzeżu – powiedział Jezus z St. Marie’s.

Ks. Janek zaś cieszył się z każdej wizyty siostry z mężem, był niezmiernie szczęśliwy, że spodziewają się dziecka. Rodzina z Polski pomogła im w przygotowaniach większego domu. Tymczasem rodzice martwili się i tęsknili za dziećmi. Szczególnie Robert wciąż chciałby usłyszeć od najlepszego syna pod słońcem odpowiedzi na pytanie: „dlaczego wybrał taką drogę?”. Czasem łapał się na tym, że był zazdrosny o ks. Tadzia. W jakich okolicznościach Robert poznał odpowiedź? Z autopsji wiem, że trudno od razu zwerbalizować odpowiedź na to pytanie. Ja też poznałam ją dopiero z czasem, obserwując postawę syna podczas formacji w seminarium. My jako rodzice też ją niejako przeszliśmy.

W powieści jest wiele opisów wywołujących ogromne wzruszenie, łzy. Jednym z niezapomnianych będzie z pewnością opis uczuć ks. Tadzia, gdy na szkockim lądzie zobaczył niewielką kapliczkę na drzewie wtuloną w żywopłot, z której to spoglądała na niego „Matka Boska Niezawodnej Nadziei z Jamnej, młoda, zatroskana kobieta w chuście na głowie, z maleńkim Niemowlęciem na rękach”. Zapragnął, by „zaprotegować Najświętszej Pannie też i Szkocję”. Był świadom, że cała rodzina Niziołków to „odwieczni i wierni pretorianie ojca Góry”. Poświęcenie kapliczki stało się przyczynkiem do wspomnień obu księży o ojcu Janie. Warto dodać, że to właśnie zmarłemu kapłanowi Autorka zadedykowała powieść.  Łzy wywołuje również wątek zorganizowania Lednicy w Szkocji. Ks. Tadzio obiecał Eli, że „Góra robi pod Rybą, a my zrobimy na górze! (…) – Zostaw to mnie!” To było coś niesamowitego z udziałem gości z Polski.

Czytając powieść, niejednokrotnie wzruszałam się, śmiałam, przeżyłam cały rok liturgiczny w Szkocji i śpiewałam z bohaterami pieśni lednickie. Autorka kreując postaci duchownych, zaprezentowała zarówno blaski, jak i cienie posługi kapłańskiej. Przypomina to, o czym wielu wiernych zapomina. Sutannę noszą „normalni” mężczyźni, którzy mają pasje, marzenia, pragnienia, tęsknoty, czyli ludzie tacy jak my.

Każdy wschód słońca to opowieść o wspaniałej przyjaźni dwóch księży i dwóch mężczyzn, Bożych wariatów, pasjonatów Tolkiena i nie tylko.  Zakończenie powieści bardzo mnie wzruszyło, nie spodziewałam się takiego finału tomu. Nie byłam na to gotowa.  

Podczas pisania recenzji towarzyszyła mi piosenka religijna w wykonania Mietka Szcześniaka, ulubiona ks. Tadzia, której wers refrenu stał się tytułem tego tomu. Bardzo dziękuję Autorce i Wydawnictwu Replika za egzemplarz do recenzji. Pani Małgorzacie dziękuję szczególnie za piękną dedykację, za doskonałe wyczucie emocji towarzyszących mi podczas lektury. Jako osoba wierząca, żona z 35-letnim stażem, mama księdza oraz wspaniałej córki wiem, że przez życie można iść z miłością, uśmiechem i wiarą! To piękna lektura na ten szczególnie trudny czas.

„Cień zbrodni” – Edyta Świętek (saga „Grzechy młodości”)

Read More
cień zbrodni

Edyta Świętek, Cień zbrodni, Wydawnictwo Replika 2020.
Saga: „Grzechy młodości”
#MamaDropsaCzyta

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Replika otrzymałam trzeci tom fascynującej sagi Edyty Świętek pt. Cień zbrodni („Grzechy młodości”). Po raz trzeci znalazłam się w Bydgoszczy wśród rodziny Trzeciaków, by poznać jej pełne emocji, dramatów losy w trudnych czasach w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku – strajki, stan wojenny, kryzys, bieda, kartki, godzina milicyjna, prześladowanie ludzi, przybycie do Bydgoszczy księdza Jerzego Popiełuszki, charyzmatycznego kapłana Solidarności, następnie jego porwanie i bestialska śmierć. Jaki scenariusz przygotowało dla nich życie i jak sobie poradzą?

„Cień zbrodni” – trzeci tom bestsellerowej sagi

Tymoteusz pod wpływem tragicznych zdarzeń zmienił się na lepsze. Targające nim wyrzuty sumienia, skrupuły sprawiły, że zaczął pomagać Justynie i jej dzieciom. Ale to nie okazało się być dobrym lekiem na cierpienie z powodu bezsennych nocy. Jego dorosłe dzieci zupełnie nieprzygotowane do wejścia w dorosłość przysporzyły mu wiele problemów. Nie mógł sobie z nimi poradzić, żona była zupełnie bezradna. Jego zięć chciał powielić „scenariusz na życie” teścia Trzeciaka. Denerwował mnie Tymoteusz w poprzednich tomach, ale gdy sam doświadczył prawdziwej tragedii, to jest mi go po prostu tak po ludzku żal. Czy rzeczywiście nad nim i jego bliskimi zawisła klątwa? Gdzie zaznawał namiastki ukojenia? Kazimierz Trzeciak przeszedł na emeryturę, aby „uniknąć kłopotów”, ponieważ alkohol nie pomagał mu uporać się z rozterkami. „Zmienił zapatrywanie na rzeczywistość”. Zresztą zawsze był człowiekiem wierzącym, mimo że oficjalnie jako milicjant nie mógł praktykować. Jego zięć Albert, aktywny opozycjonista, córka Manuela i mały Juliusz z pewnością się do tego przyczynili. Poglądy Alberta udzieliły się żonie i rodzinie.  Wojciech Kost podjął decyzję o opuszczeniu żony, wyprowadził się i wniósł pozew o rozwód. Dla dzieci była to trudna i bolesna decyzja, szczególnie żal mi syna Piotrka. Czy uda się jeszcze uratować to małżeństwo? Jak Agata sobie poradzi z dziećmi? Czy ułoży sobie życie osobiste? Justyna nadal czekała na zaginionego męża, nie wierzyła w jego śmierć. Tęskniła, kochała, absolutnie nie potępiała jego działalności. To dla niej powód do dumy. Jak dobrze, że wciąż obok niej były dzieci Jola i Michał, ciocia Helena, i wielu przyjaznych ludzi, którzy pomagali jej w tragicznych chwilach. „Tak, jakby wokół niej pojawiło się nagle mnóstwo aniołów”. I narodziła się nadzieja na odbudowanie relacji z matką. Helena też nie straciła nadziei, otrzymała paczkę z Niemiec od tajemniczego nadawcy i list. Rodzinie się polepszył byt, jakkolwiek wciąż żyło się im ciężko. Kim okaże się tajemniczy adresat? Myślę, że następne części sagi nam to wyjaśnią.

Obok wielopokoleniowej rodziny Trzeciaków ważną bohaterką powieści jest także Bydgoszcz. Z książką w ręku można spacerować, podziwiać jej piękno, szukać śladów przeszłości. „To gdzieś tu muszą czaić się zazdrość, rozpacz, radość, miłość, lęk, nadzieja”. Wszak wśród bohaterów i wydarzeń fikcyjnych pojawiają się postacie i wydarzenia historyczne.

Podobnie  jak w poprzednich tomach Edyta Świętek, mistrzyni sagi rodzinnej zaskoczyła mnie zakończeniem. Absolutnie się tego nie spodziewałam. To za sprawą tytułu akcja toczy się wartko, obfituje w szereg wydarzeń dramatycznych i zaskakujących zwrotów akcji. Galeria postaci się powiększyła, bowiem nowe pokolenie wkroczyło w dorosłość i dostarczyło nie lada emocji, niekiedy skrajnych. Bohaterowie są świetnie wykreowani, autentyczni. Budzą w nas całą feerię emocji – cień zbrodni, klątwa rzucona na mordercę i jego rodzinę, grzechy młodości, echa niewierności, proces sumieniowy, dylematy moralne, niewłaściwe decyzje życiowe, bieda, bogactwo czy też trudny czas stanu wojennego. Z niecierpliwością Czytelnik będzie czekał na czwarty tom. Ja już się nie mogę doczekać. Ten tom również pochłonęłam.

Wspomnień czar…

W 1981 roku skończyłam studia i rozpoczęłam pracę jako polonistka w szkole podstawowej, otrzymałam też klucze do nowej, wymarzonej kawalerki w bloku. Rozpoczęłam swoje dorosłe życie. Dzięki temu tomowi odbyłam podróż w głąb siebie, przypomniałam sobie tamte wydarzenia, stan wojenny, kiedy to musiałam uzyskać specjalną przepustkę, aby odwiedzić mamę. Trudne to były czasy także i dla mnie. Cała paleta emocji tej podróży towarzyszyła. To bardzo realistyczna i wartościowa powieść, którą z całego serca polecam. Każdy rozdział powieści rozpoczyna się fragmentem piosenki popularnej w tamtych czasach, większość z nich to kompozycje nieżyjącego dziś Romualda Lipki. Kompozytor związany był z Lublinem, uwielbiamy od lat jego piosenki w wykonaniu Budki Suflera i innych piosenkarzy.

Zachęcam z całego serca do sięgnięcia po kolejny tom sagi Edyty Świętek „Grzechy młodości” i do podróży w lata 80. dwudziestego wieku.

Wydawnictwu Replika bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki.