„Cytrynowa sukienka” – Monika Michalik

Tekst powstał w ramach współpracy z Wydawcą.

„Cytrynowa sukienka” to powieść obyczajowa o różnych odcieniach życia. O intensywnych barwach zakochania i kolorach, które pomagają ukryć się decyzji w tłumie wątpliwości. To historia o włoskich krajobrazach, mieszance smaków i zapachów emocji. To książka o kobiecie, która podróżuje w stronę słońca i marzeń. Agata jest odważna. I do tej odwagi zaprasza inne kobiety.

Bergamo malowane jest słońcem. Ciepłem. Smakuje lodami i kawą. Pachnie rodzącym się uczuciem – do drugiego człowieka i maszyny do szycia, która skrywa historię z przeszłości. Agata przypadkowo znajduje bilet do Włoch. Chociaż, ja nie wierzę w przypadki. Ona musiała tam lecieć i otworzyć się na świat. Na samą siebie. Tysiące kilometrów od rodziców, siostry i ukochanego psa rozpoczyna odkrywanie miasteczka i samej siebie. Skrawek po skrawku szyje na nowo Agatę. Chce ubierać nie tylko tytułowe cytrynowe sukienki. Każdego dnia chce być odziana w pewność siebie, pasję i miłość do drugiego człowieka. A co jeśli kandydatów do tej miłości jest dwóch? 

Uwielbiam literackie podróże z Moniką Michalik w roli przewodniczki. Grecja, Dubaj, teraz Bergamo i Rzym. Monika prowadzi mnie ścieżkami Wiecznego Miasta, pokazując jego bardziej i mniej słoneczne strony. Pokazuje zakamarki Bergamo, w którym wszystkie kroki prowadzą do… lodziarni. Przede wszystkim jednak Monika pokazuje mi, czym jest kobiece poczucie własnej wartości. 

Agata jest osobą, jak to się teraz mówi, plus size. Ale strojami, właśnie cytrynową sukienką, chce podkreślić swoją kobiecość. Kształty. Ciało, które ma swoją historię. Nie robi tego w sposób wulgarny, wręcz przeciwnie. Chce inspirować inne kobiety. Chce inspirować czytelniczki, by nie wstydzić się siebie. By nie wstydzić się marzeń. By to właśnie marzenia wskazywały życiowe ścieżki. I w Rzymie, i w Rzeszowie, i w każdej miejscowości, w której „Cytrynowa sukienka” jest czytana. 

Książkę czyta się szybko, wręcz pochłania kolejne rozdziały. Zapierające dech w piersiach opisy krajobrazów, tajemniczy pamiętnik z powojennych lat i historia miłosna, a właściwie dwie, bo Włochów jest dwóch – to wszystko sprawia, że nie można się oderwać od lektury. Monika Michalik maluje uczuciami, emocjami i wspomnieniami z własnych podróży. 

„Cytrynowa sukienka” kusi wakacyjną okładką. Ale to nie jest lekka i łatwa historia. Powieść zaprasza do refleksji nad kobiecością, miłością i odwagą do spełnienia marzeń. A to wszystko przy blasku włoskiego słońca… 

To co, otworzycie szafę w księgarni w poszukiwaniu cytrynowej kreacji? 

Monika Michalik, Cytrynowa sukienka, Wydawnictwo Emocje Plus Minus 2026.

Czy sukienka może odmienić życie kobiety?

Kiedy świat Agaty nagle się zatrzymuje, los podsuwa jej bilet w jedną stronę… do słonecznego Bergamo. Młoda krawcowa przypadkiem trafia na ogłoszenie o wynajmie zrujnowanego domu we Włoszech. Budynek wymaga remontu i cierpliwości, ale za trud przywracania go do życia Agatę czeka nagroda – niezwykła historia jego dawnej właścicielki, która wśród zapisanych w pamiętniku wspomnień zostawiła projekt wyjątkowej kreacji… 

Monika Michalik zaprasza czytelniczki w pasjonującą podróż do marzeń, które spełniają się dzięki starej maszynie do szycia, odkryciu poruszającej historii z przeszłości i przypadkowemu spotkaniu z pewnym przystojnym Włochem… 

Cytrynowa sukienka to melancholijna, pełna włoskich krajobrazów, smaków i zapachów pogodna opowieść o miłości – i to nie tylko do włoskiej mody! Idealna lektura na czas wakacji i na każdą chwilę, kiedy po prostu potrzeba nam odrobiny pozytywnego szaleństwa. Bo przecież w kobiecej szafie sukienek nigdy za wiele!

Monika Michalik – autorka dziesięciu powieści, laureatka konkursu „Jak zostać ulubioną pisarką Polek?”, zorganizowanego przez Magdalenę Kordel. Jej powieść Bądź moim marzeniem została uznana przez serwis Granice.pl za najlepszą książkę na lato 2019 w kategorii Romanse. Czasami mówi o sobie, że jest kolorowym motylem. Kocha podróżować, poznawać świat i ludzi, a w swoich powieściach zabiera czytelników w malownicze miejsca, które ją oczarowały.

„W domu najlepiej” – Zuza Kordel

Zuza Kordel, W domu najlepiej, Wydawnictwo Emocje Plus Minus 2025.

Tekst powstał w ramach współpracy z Wydawcą.

Napisałam to w komentarzu na Instagramie, powiedziałam podczas spotkania live z Autorką, powtórzę więc w recenzji. Tej powieści nie napisała Zuza Kordel. Napisała ją Zuzanna. Kobieta dojrzała. Kobieta, która nie tylko zauważa, ale widzi inne kobiety. Ich smutki i radości. Problemy i sukcesy. Radości macierzyństwa i koszmar jednej kreski.

Do zrobienia testu ciążowego, oprócz pewnych symptomów, często skłania nadzieja. Wiara w to, że na wyświetlaczu pojawią się dwie kreski. Patrycja – główna bohaterka powieści „W domu najlepiej” – zna smak zawiedzionej nadziei. Zna widok jednej kreski. Choć nie planowała macierzyństwa, z czasem, budując dom ze swoim ukochanym mężem, zapragnęła zostać mamą. Frustracja i smutek zamiast radości oczekiwania. Łzy rozpaczy zamiast łez radości. Nic nie jest tak, jak zaplanowała. Życie, los, może Ktoś na Górze ma dla niej inne plany… Jakie decyzje podejmie, by spełnić swoje marzenie?

„W domu najlepiej” to pełna emocji i kobiecości opowieść o relacjach. Pierwsze skrzypce gra w niej oczywiście Patrycja, która jest także narratorką. Kobieta może liczyć na wsparcie swoich przyjaciółek – postaci dobrze znanych Czytelniczkom książki „Pewnego razu w Bellagio” Zuzy Kordel. Choć dziewczyny kompletnie różnią się od siebie charakterami, życiowym doświadczeniem i statusem, są dla siebie oparciem nie tylko w dobrych chwilach. I także wtedy, gdy nie znają historii od początku do końca.

Cieszy mnie ogromnie wątek Dominiki – jednej z ekipy, tej, która wspiera Patrycję w zdobywaniu górskich szczytów. Wspiera ją fizycznie i mentalnie. Daje się poznać od innej niż dotąd strony. A może po prostu bohaterki dopiero teraz zauważają to, co nosi w głębi duszy? Zuza Kordel zwraca tym wątkiem uwagę na to, jaka siła tkwi w babskich paczkach, kobiecych kręgach przyjaźni i jak jednocześnie łatwo przeoczyć to, co ważne dla drugiego człowieka w codzienności. 

Z jednej strony powieść czyta się szybko. To zasługa narracji (pierwszoosobowa z małą niespodzianką) i dopracowanego języka. Z drugiej historia Patrycji i jej przyjaciółek skłania do refleksji. Nad tym, jaką jestem kobietą dla innych kobiet, dla męża, dla rodziców. Nad tym, jaką jestem kobietą dla samej siebie. Czy dbam o swoje ciało, czy dbam o równowagę serca. Czy dbam o wewnętrze światełko nadziei i otwarcia się na cud… 

Wierzysz w cuda?
Wyłącznie!

Dialog, który pada w komedii romantycznej „Tylko mnie kochaj”, świetnie oddaje klimat tej powieści. „W domu najlepiej” to idealna propozycja czytelnicza na (przed)świąteczny czas. Nie tylko dlatego, że ważne dla bohaterek wydarzenia rozgrywają się właśnie w grudniu i w Boże Narodzenie. To książka o cudach. Cudach codzienności i cudach, które zmieniają nasze życie. Pytanie tylko, czy potrafimy je zauważyć, czy też zamykamy oczy, kiedy stajemy się ich uczestnikami.