„Bieszczadzka kolęda” – Aleksandra Rak (patronat Mamy Dropsa)

Read More
9788382741988 - Bieszczadzka kolęda - 3D

Aleksandra Rak, Bieszczadzka kolęda, Wydawnictwo Dragon 2022.
Patronat medialny Mamy Dropsa

Śnieg za oknem sypał obficie, zupełnie jakby ktoś z góry strząsał go ze stołu jak niechciane okruszki. Przysłaniał widok górskich szczytów w oddali, zasypywał chod­niki i drogi, przykrywał dachy budynków. Niósł ze sobą obietnicę pięknych, białych świąt, na które wszy­scy z niecierpliwością czekali.

W dniu premiery zapraszam do lektury recenzji powieści Aleksandry Rak „Bieszczadzka kolęda”, 4.t. serii obyczajowej „Pensjonat na wzgórzu”, którą pokochali czytelnicy i niejako namówili Autorkę do napisania świątecznej książki.

Aleksandra Rak sprezentowała czytelnikom na jesienne wieczory książkę, w której snuje opowieść, jak sprawić, by wspomniana magia nie prysła a Święta przebiegły zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Pisarka zaprosiła nas w Bieszczady zasypane śniegiem, do pensjonatu na wzgórzu, w którym spotykamy siostry: Klaudię, Martynę i Patrycję. Śmierć Ludwika je scaliła, jednak wciąż nie potrafią ze sobą rozmawiać. Planują tradycyjne Święta, ale każda z nich ma swoje oczekiwania. Czy znajdą jakieś nici porozumienia? Czy los wyjdzie im naprzeciw? Czy zdarzy się w Równi chociaż jeden cud bożonarodzeniowy?

– Chciałabym, żeby te święta były wyjątkowe – wes­tchnęła cicho (Patrycja) z nadzieją.[…] – Tylko od nas samych zależy, jakie będą – odparła jednak kobieta. – W końcu nie bez powodu ludzie stają na głowie, żeby wszystko ogarnąć. Chcą czegoś wyjątkowego i zapominają przy tym, że żadna, nawet najbardziej wykwintna, kolacja nie sprawi, że nagle zaczną ze sobą rozmawiać.

A co słychać u sióstr? Patrycja zarządza hotelem przy szpitalu, polubiła swoją pracę. Poznała w szpitalu Erika – Szweda, którego brat uległ wypadkowi w górach i był operowany w szpitalu. Mężczyzna był dla niej iście świąteczną niespodzianką. Martyna  z kolei jest architektką wnętrz, opiekuję się wraz z Bartoszem synkiem Kubą. Doświadczenia życiowe sprawiły, że zmieniła się i cieszyła się na te Święta. Przyjechali nawet wcześniej, żeby pomóc w przygotowaniach. Klaudia prowadziła rodzinny pensjonat, pomagał jej w wolnym czasie Marek. Wcale nie miała ochoty na rodzinne Święta. Bardzo się zmieniła po śmierci ojca, zagubiła radość i energię do działania, odgrodziła się od świata murem, zamknęła się w sobie. Zniknęła gdzieś jej nadzieja, że uda się odbudować zaniedbaną więź z siostrami. Los zachichotał z planów sióstr i znowu wszystko spadło na Klaudię. Pisarka zafundowała nam istną huśtawkę emocjonalną, zamiast wymarzonej rodzinnej kolacji wigilijnej – katastrofę, bez żadnej magii… Wypadek przed pensjonatem spowodował, że u Klaudii wróciły dramatyczne, koszmarne wspomnienia z dzieciństwa, mimo że nic poważnego nikomu się nie stało, doszło do ataku paniki. Z najmłodszą siostrą działo się coś naprawdę złego.   

Klaudii  mógł pomóc tylko specjalista od depresji, bo za długo trwało zakończenie żałoby po ojcu, zatracenie się w cierpieniu. Nikt nie mógł nakłonić dziewczyny do działania. Kreując tę postać, Aleksandra Rak chce podkreślić, jak trudną chorobą jest depresja – wymaga bezwzględnej pomocy specjalisty. Życie jednak przygotowało dla bohaterki taką lekcję, że zaczęła je w końcu doceniać i przestała biernie czekać, aż przeminie. Należy dać się porwać życiu i pędzić do przodu, gonić marzenia, a nie umartwiać się aż do śmierci. Czy ta lekcja od życia odmieni życie Klaudii i jej sióstr? Czy wybrzmią nareszcie wyznania miłości płynące prosto z serc bohaterów? Czy wydarzy się jeszcze jakiś świąteczny cud?

Jak dobrze, że wśród plejady świetnie wykreowanych  bohaterów pojawiła się pani Maria, ciocia Marka. To ona uświadomiła siostrom, że już zdarzył się piękny bożonarodzeniowy cud, pojawili się świąteczni goście w domu, nikt nie ucierpiał w wypadku. Niczym Ludwik starała się scalić dziewczyny i pomóc odbudować im więź i burzyć budowane latami mury.

Los uwielbiał płatać jej figle. Raz po raz przypominał o sobie, o tym, że jest nieprzewidywalny i że nawet najbardziej dopracowany plan może ulec gwałtownej zmianie. Ta wigilia ciążyła jej na sercu już od listopada, odkąd pierwszy raz Marek zapytał, jak spędzą święta w tym roku.

To nie były idealne Święta, nic nie zmieniły w relacjach sióstr, które wciąż tkwiły w tym samym miejscu. Zabrakło spokoju, śmiechu, wybuchów radości, pojawiły się tak niepotrzebne emocje. Bohaterki musiały same przepracować pewne wydarzenia i relacje z przeszłości, pozamykać je, by już do nich nie wracać i  by mogły wreszcie popracować nad uzdrowieniem, naprawą, zacieśnieniem siostrzanych więzi. Tego wieczoru zabrakło im na to odwagi. A ile razy nam przy wigilijnym stole zabrakło odwagi…? Święta, choć nie do końca takie, jak wyobrażały sobie siostry, stały się jednak początkiem cudów i dały nadzieję, i im, i czytelnikom na lepsze jutro.

Gdy świąteczne powieści pojawiają się w księgarniach, zapowiedziach w Internecie, a w galeriach handlowych świąteczne dekoracje i piosenki, które absolutnie nie kojarzą się z kolędami, to zaczynamy marzyć o Świętach w naszych domach. Snujemy plany, jak będzie udekorowany dom, w jakich kolorach w tym roku zostanie przystrojona choinka, komponujemy menu wigilijne i bożonarodzeniowe, odliczamy z niecierpliwością dni – jak dzieci. Marzymy o białych, magicznych Świętach. Liczymy na cud, że może wreszcie w tym roku będzie inaczej, po prostu magicznie. Los tylko na to czyha, żeby sobie z nas zakpić. A Święta nie były wcale wyjątkowe. Nic się nie zmieniło, nie zdarzył się żaden cud… Aleksandra Rak przypomina, że magia świąt zaklęta jest w obecności drugiego człowieka, jego bliskości, czasem trudnej rozmowie, po prostu obecności. Zresztą – to nie magia. To po prostu sens życia. Nie tylko od Święta.

Przesłaniem mojej zimowej historii, jak zresztą całego cyklu bieszczadzkiego jest siła, jaką daje rodzina. Jej wsparcie może zdziałać cuda. Nie zapominajmy, że święta to czas niezwykłej nadziei. To czas wyjątkowych rodzinnych cudów.

I sobie, i Wam tego życzę…

Współpraca reklamowa z Wydawnictwem.

„Rodzinne strony” – Iwona Mejza (patronat Mamy Dropsa)

Read More
rodzinne strony 3d

Iwona Mejza, Rodzinne strony, Wydawnictwo Dragon, 2022.
II tom serii Miasteczko Anielin
#MamaDropsaCzyta

Tydzień temu miała miejsce premiera powieści Iwony Mejzy „Rodzinne strony”, II części serii obyczajowej „Miasteczko Anielin”, która zdobyła wiele serc czytelniczych. Mam zaszczyt patronować tej książce. Z okładki poleca ją Iwona Banach, pisarka: Książka Iwony Mejzy to poezja napisana prozą, wielowarstwowy tort złożony z emocji. Przepadłam. Jestem zachwycona.

Piękna okładka i tytuł skłania do refleksji jeszcze przed zanurzeniem się w lekturze. Każdy z nas ma takie miejsce, do którego lubi powracać, wspominać. Często jest to dom rodzinny, mama, która zawsze na nas czeka z dobrym słowem, ulubioną potrawą czy ciastem. Ale czy zawsze dom może być dla nas doskonałym azylem, spokojną przystanią? Dzięki tej powieści mogłam  odbyć, nie wstając z fotela,  podróż do rodzinnych stron, gdzie rodzice się poznali, pobrali, założyli rodzinę… Miałam kilka lat, gdy opuszczaliśmy to miejsce nad Wisłą i wiele obrazów na zawsze pozostało w sercu. Po 50 latach wróciłam do rodzinnych stron i narodziło się pytanie, dlaczego nigdy z Rodzicami tam nie pojechaliśmy. Czy było to związane z jakąś tajemnicą rodzinną? Niestety, nikt nie odpowie mi na to pytanie. Jedno jest pewne, że nie da się całkiem odciąć od przeszłości, wymazać jej z pamięci. Demony przeszłości powracają, pukają do drzwi naszych serc, rozdrapują blizny, bolą, ciążą nam na sercu, kładą się cieniem na naszym życiu, uwierają i przeszkadzają „normalnie” żyć.

Jak dobrze, że Iwona Mejza pochyliła się nad tym problemem w swojej  powieści. Dzięki temu można znaleźć sposób na to, jak odciąć się od przeszłości. Możemy uświadomić sobie, jaki wpływ wywierają wspomnienia na nasze życie. Czy my mamy wpływ na to, na czym tak bardzo nam zależy?

Przeszłość może być balastem, ale może być też posagiem, który wnosimy do wspólnego życia.

Włoch Romano wyjechał do swoich rodzinnych stron powodowany tęsknotą za bliskimi, potrzebą naładowania akumulatorów domem rodzinnym, spotkaniami z rodziną .Odnalazł w rodzinnych stronach to, co najważniejsze w życiu. A one okazały swoją moc i nie chciały go tak szybko wypuścić ze swoich objęć.

Marcinowi udało się zamknąć przeszłość, odpuścić, a to nie było łatwe. Teraźniejszość zależała już tylko od jego decyzji i od jego oceny sytuacji, a przyszłość ukształtuje to, co było i to, co jest. Towarzyszył cioci Anieli w ostatnich chwilach życia. Niestety, nie zdążyła mu o czymś ważnym powiedzieć. Kim była Halinka, pojawiająca się w opowieściach ciotki. Przejrzał pobieżnie papiery po ojcu, szukał pamiątek po mamie, załatwili z ciotką  sprawy spadkowe, znalazł listy ojca z wojska do matki. Co się stało z ich miłością? Uświadomił sobie, że przeszłości nie da się już zmienić ale niewątpliwie jego wspomnienia będą kształtowały teraźniejszość. Podjął decyzje o powrocie do Anielina. Jak dobrze, że na niego czekały Marta i Pola.

Elizie z kolei rodzinne strony przypomniały, skąd tak naprawdę pochodzi i wywołały rozgoryczenie z powodu nieudanego życia. Jak dobrze, że przyjaciele zabrali ją z ubogiej chałupiny. Bracia Pruscy mieli plan, żeby postawić Elizę na nogi i dzięki jej atutom podbić świat.

Do rodzinnych stron, do Anielina wrócił zza granicy mąż Agaty, ale jakże odmieniony. Uczynił z życia Agaty piekło. Co było powodem tak diametralnej przemiany Marka? Jakie życiowe decyzje podjęła Agata, uwikłana w przeszłość i niepewną przyszłość? Dowiecie się z lektury, kto wspierał bohaterkę.

Mama Jowity po latach za namową córki ojca i lekarza też wróciła po wielu latach do rodzinnych stron, by odzyskać zdrowie dzięki miłości bliskich. Poczuła, że rodzinne strony mają jej jeszcze dużo do zaoferowania. Może nie będzie za późno na życie pełne radości i miłości?

Marta wciąż nie mogła się pogodzić ze śmiercią Tadzika i Marylki. Brakowało na co dzień radości Tadzika. Była też pewna obaw o kolejną stratę, dlatego tak nieufnie podchodziła do Marcina. Jak dobrze, że w domu zamieszkała babcia Czesia, która przez całe życie była największym wsparciem dla Marty. Czy czas uleczy rany w sercu dziewczyny? Jakie jeszcze tajemnice położą się cieniem na jej życiu?

Moje serce skradła Pola, mądra, rezolutna i bardzo wrażliwa dziewczynka, która wnosiła do domu Marty tyle radości. Była specjalistką od ogarniania wszystkiego. Dopadały ją jednak chwile, w których tęskniła i czuła się bardzo samotna. Wówczas nawet książka nie była dobrym lekiem na wszystko. Koty Złotouchy i Szaraczek warowały przy Poli i Marcie jak najwierniejsze psy.

– Wiesz dziecko, nieraz zastanawiam się, jak by wyglądało nasze życie teraz, gdyby nie zwierzęta. One tak bardzo skupiają uwagę na sobie, że po prostu zamiast myśleć o ty, co było, i trwać w żałobie, obserwuje ich zachowania, maniery to zżycie z małą… jak one jej strzegą na każdym kroku. Tu niby się bawią, zajęte sobą, ale cały czas we troje.

Dziewczynka była niepowtarzalna jak jej mama Natalia, której życiową dewizą były słowa: „Żyj chwilą, jutra może nie być!” Na Polę czekały rodzinne strony babci i mamy.

Drobne i szczere gesty życzliwości i uprzejmości ze strony Marcina i Antoniego odmieniły naturę osamotnionej, ale ciekawskiej, wścibskiej i nieznośnej Felicji Kotkowej, która słynęła w Anielinie z ciętego języka, złośliwości, trudnego charakteru. „Bo najważniejsze to mieć do kogo gębę otworzyć”. Jakże ważna jest obecność drugiego człowieka, chwila rozmowy, drobne gesty życzliwości.

Atutem tej niezwykłej powieści są świetnie wykreowani bohaterowie, ich historie, poruszone poważne tematy ale podane w lekkiej formie. Warto też podkreślić, że jest napisana emocjonalnym, obrazowym językiem. Czytelnik od razu wchodzi do świata przedstawionego, by stać się członkiem tejże społeczności i obserwować, co się dzieje dookoła i razem z bohaterami przeżywać wiele emocji – wzruszać się, śmiać się, smucić, płakać, złościć się, pocieszać, dawać nadzieję.

Iwona Mejza świetnie namalowała słowami obraz życia mieszkańców niezwykle klimatycznego Anielina, w którym wbrew nazwie nie jest tak sielsko i anielsko. Bo takie jest nasze życie, wciąż dalekie od ideału. Bardzo bym chciała się tam znaleźć, by zjeść pizzę u Romano, czy też napić się kawy i poczytać w kawiarni u braci Pruskich, porozmawiać z nimi. Mieszkam w małym mieście i bardzo to sobie cenię. Pisarka pokazała, jakie wartości są najważniejsze w życiu: miłość w jej różnych odmianach, przyjaźń, wsparcie, pomoc, liczą się nawet drobne gesty życzliwości, chwila rozmowy. Każdy człowiek potrzebuje bliskości.

Cieszę się, ze powrócę do Anielina po raz trzeci. Wiele spraw, tajemnic wymaga jeszcze rozwiązania.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Dragon.