„Muzyka górskiego potoku” – Małgorzata Garkowska

Małgorzata Garkowska, Muzyka górskiego potoku, Wydawnictwo Dobre Strony 2026.
III tom Sagi Bieszczadzkiej

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

„Muzyka górskiego potoku” to utwór skomponowany przez Małgorzatę Garkowską. Dobrze znani nam soliści ustępują miejsca młodym. Pierwsze skrzypce zaczynają grać ci, którzy rodzili się na oczach czytelnika. Wymiana pokoleniowa, wymiana władzy za zachodnią granicą i wiatr nadchodzącej wojny budują atmosferę niepewności, buntu i potęgują chęć walki o własne marzenia.

Wiktor wciąż rozpamiętuje pierwszą miłość. Pozornie niezobowiązujące spotkania sprawiają jednak, że musi stanąć przed trudnym wyborem: miłość czy honor rodziny? Czasy, w których przyszło mu wchodzić w dorosłość, nie są łaskawe dla podszeptów serca. 

Tosia buntuje się przeciwko światu. Rani najbliższych i zamyka się w sobie, rozpaczliwie tęskniąc za zmarłym tragicznie bratem. Chowając bliźniaka, pożegnała cząstkę siebie. Szuka własnej tożsamości i staje w kontrze do zasad od lat panujących w rodzinnym domu i lokalnej społeczności. 

Małgorzata Garkowska, pędzlem zanurzonym w palecie bieszczadzkich barw, smaków i zapachów, maluje obraz codzienności bohaterów. Mamy więc górską posiadłość Bukowskich, w której polskie tradycje przeplatają się z bojkowskimi wpływami. Kontekst historyczny i kulturowy, który pisarka delikatnie wprowadza, pozwala nam zrozumieć wybory i jednocześnie potęguje wątpliwości. Pytania o miłość, wierność wartościom i siłę przyjaźni pozostają niezmienne od pokoleń. A odpowiedzi definiuje czas. 

Autorka zaprasza nas również do krakowskiego mieszkania Anny. Pod jednym dachem mieszkają miłość, tęsknota, zdrada, ból i obecność. Tylko który mężczyzna jest obecny – ten, który powinien, czy ten, który działa wbrew konwenansom?  

Wyruszamy także do Bezmiechowej. W miejsce, z którego startują marzenia. Miejsce, które odwiedziłam przed rokiem, co dokumentuje zdjęcie na powyższej grafice. Czy marzenia, które mają tam swój pas startowy, mają szanse się spełnić? A może przeszkoda do ich pokonania czeka nie powietrzu, lecz na dobrze znanej, pozornie bezpiecznej rodzinnej ziemi? Los szykuje niespodzianki także Tadeuszowi… 

„Muzyka górskiego potoku” to czwarty tom „Sagi Bieszczadzkiej”, w której i dorośli, i dorastający, stają przed podobnymi dylematami. Odpowiadają na pytania o tożsamość i o to, dla kogo tak naprawdę bije serce. Zdają egzamin (z) dojrzałości i tęsknią do świata bez obowiązków, konwenansów, powinności. Strata przeplata się z nadzieją, a miłość mieszka niebezpiecznie blisko nienawiści. Twarda rzeczywistość miasta zderza się z pozorną sielskością wsi.

Powieść przeczytałam w dwa wieczory. Małgorzata Garkowska świetnie buduje napięcie i nie pozwala odłożyć książki po przeczytaniu kolejnego rozdziału. Trzeba znać koniec. A właściwie symboliczny początek czwartego tomu.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Dobre Strony. Spod pióra Autorki wyszły dobre strony – pełne czułości, uważności i emocji. Wydawnictwo zadbało o dobre strony w graficznym tego słowa znaczeniu. Ilustracje, które ożywają dzięki sztucznej inteligencji, to znak rozpoznawczy ekipy Pani Anny Seweryn. 

„Muzyka górskiego potoku” to ścieżka dźwiękowa, która mogłaby towarzyszyć życiu każdego z nas. Szybkie, pogodne dźwięki przeplatają się z melancholijną nutą. Tylko potok płynie w określonym przed laty kierunku…

„Dom przy starym młynie” – Małgorzata Lis

Małgorzata Lis, Dom przy starym młynie, Wydawnictwo Dobre Strony 2026.

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z wydawcą.

Historii nie pisze przyszłość. Historii nie tworzymy, znając konsekwencje wyborów tłumu czy jednostek. Historia tworzy się tu i teraz, by miała realny wpływ na przyszłość. By mogła być odkrywana i analizowana przez kolejne pokolenia. By stanowić dziedzictwo. Pamięć. I ostrzeżenie – choćby to, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Historia to fundament tożsamości człowieka.

Myślę, że tym historia jest dla Małgorzaty Lis – autorki, której nazwisko przez długi czas było dla mnie nazwiskiem rozpoznawczym dla powieści z boskim akcentem, opowieści z wiary. Dziś Małgorzata Lis, kolejny raz, daje się poznać jako historyczka. Jest nią z wykształcenia. Jest nią też z pióra. W sposób niezwykle przejmujący opowiada o przeszłości. O historii naszego kraju i o historii rodziny swojego męża. Opowiada i uczy. Niczym profesor w szkole zamiast wskaźnika przy tablicy, bierze pióro i kreśli nim na kartach nowej powieści zawsze aktualne przypomnienie o tym, że przeszłości nie da się raz a dobrze zamknąć, osadzić w ramkach. Przeszłość ma realny wpływ na to, co dzieje się dziś. Kształtuje naród, kształtuje człowieka. Kształtuje wybory zawodowe i miłosne. Tak jak w najnowszej powieści Małgosi, „Dom przy starym młynie”. Zapraszam, wejdźcie do środka.

Bardzo lubię powieści, których akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Szczególnie chętnie sięgam po te książki, które przedstawiają lata II wojny światowej. Do lat 1939-1947 zaprasza nas Małgorzata Lis, a właściwie zaprasza jej bohaterka, Weronika. Rozmowy z babcią, poszukiwanie swoich korzeni i podróże śladami historii jej najbliższych wpływają na teraźniejszość i przyszłość dziewczyny, a właściwie kobiety. Trzydziestoparolatka stoi na rozstaju dróg. Nie ma pracy, traci dach nad głową w stolicy. Wraca do babci i do mamy. Tym powrotem rozpoczyna swój powrót do przeszłości. Odkrywa rodzinne tajemnice i uczy się historii przodków oraz mieszkańców Zwolenia i okolic w towarzystwie Huberta. Poznali się przypadkiem i teoretycznie kompletnie do siebie nie pasują. Ale miłość nie znosi teorii. To praktyczka, która porusza się według kompasu zwanego sercem…

Kiedy Weronika poznaje losy babci i jej najbliższej rodziny, razem z nią cofamy się do lat wojny. W sam środek piekła, które Niemcy, a potem Sowieci, zgotowali Polakom i Żydom. W sam środek piekła, które człowiek zgotował drugiemu człowiekowi. Jednocześnie ludzie robili wszystko, by nie zatracić w sobie resztki człowieczeństwa. By nie dać zdeptać godności. Swoje codzienne obowiązki wykonywali wśród terroru okupantów. Lęk, trudne wybory i dzieciństwo pozbawione beztroski – to była ich rzeczywistość. Kto w tej codzienności się poddał? Kto walczył do końca? A kto z dziecięcą odwagą był gotów na wszystko – także na to, by z dnia na dzień dorosnąć?

Analizując losy swojej rodziny, Weronika, a właściwie Małgorzata Lis zaprasza nas do sięgnięcia po albumy, zapiski w naszych domach. Zachęca do rozmów z członkami rodziny, którzy byli świadkami historii i jednocześnie ją tworzyli. Ale i mogą potwierdzić, że pewne wartości, marzenia są niezmienne niezależnie od czasu, miejsca i okoliczności. Miłość i prawda. Wczoraj, dziś i jutro są, a może dopiero powinny się stać, przewodnikami dla każdego z nas.

Autentyczne wydarzenia z życia babci męża Autorki i czasy współczesne znane nam doskonale – dwie historie tworzą całość, jak w życiu. Choć fikcja przeplata się w tej powieści z prawdą, wielu z nas odnajdzie w tekście relacje we własnej rodzinie, własne wątpliwości i odpowiedzi na trudne pytania. Lektura jest pełna refleksji i jednocześnie wciąga od pierwszej strony. Przepięknie wydana – nie tylko dzięki okładce, która doskonale oddaje klimat powieści ani dzięki barwionym brzegom, które cieszą oko książkoholików. Myślę, że największym atutem „graficznym” są zdjęcia z rodzinnego archiwum Autorki. Fotografie budzą wiele emocji. Dziękuję, Małgosiu, że podzieliliście się nimi z czytelnikami. 

„Dom przy starym młynie” to powieść pisana przepięknym językiem. Zarówno w rozdziałach poświęconych czasom współczesnym, jak i we fragmentach dotyczących wojny i pierwszych miesięcy rzeczywistości PRL-u, wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Dźwięki, zapachy, faktury, obrazy – w mojej głowie przesuwały się kolejne kadry. 

Książkę wydało Wydawnictwo Dobre Strony. To pierwsze wspólne dziecko Wydawnictwa i Małgosi. Myślę, że to dopiero początek tej współpracy. Opartej na wzajemnym zaufaniu oraz szacunku – do słowa, do czytelnika, do historii, która w tym przypadku ma podwójne znaczenie. Historią jest bowiem powieść. Historia to prawdziwe wydarzenia, które opisuje Autorka. Obie mają wspólny cel – zaprosić czytelnika w podróż do przeszłości i odkrywania własnych korzeni. Kto wie, może pośród Waszych rodzinnych tajemnic kryją się te, które na zawsze mogą zmienić przyszłość…?