„Cztery pory mostów” – Renata Czerwińska (patronat Mamy Dropsa)

Renata Czerwińska, Cztery pory mostów, Wydawnictwo Pomoc 2025.

#MamaDropsaCzyta – patronat medialny

tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą

Zbudujmy sobie most, wcale nie musi być duży,

wystarczy całkiem mały, dla naszych do siebie podróży.

Kamienny albo drewniany – no choćby kładka nieduża,

nad naszą strugą czasu, gdzie każda noc się zanurza.

Zbudujmy sobie most, wcale nie musi być duży,

wystarczy całkiem mały, dla naszych do siebie podróży.

Gdzie gwiazdy biorą kąpiel, a księżyc trzyma straż,

zbudujmy go sobie razem – nie będzie tylko nasz.

Wuka do melodii Jacka Beszczyńskiego

Jak dobrze, że Renata Czerwińska zainspirowana przygodami niezwykłego detektywa kota Mruczysława napisała otulającą ciepłem powieść obyczajową dla dorosłych, która ukoiła moją tęsknotę za powieściami z cyklu „Opowieści z Wiary”. Spotykamy w niej tych samych bohaterów – tylko bardziej dorosłych. 

Jest to powieść o relacjach z Bogiem, wybranymi Świętymi, o relacjach międzyludzkich, o budowaniu mostów między ludźmi, co nie zawsze nam wychodzi. To nie jest takie proste, ale jest możliwe. Jej przekaz jest jasny i z pewnością pomoże niejednemu czytelnikowi zbudować, naprawić, zacieśnić popsutą relację z drugim człowiekiem. Doda odwagi do zrobienia pierwszego kroku. Znalazłam się w takiej sytuacji, że i ja jej potrzebuję, ale wciąż się waham.

Ujęła mnie w tej powieści kreacja bohaterów i ich historii, Są to „normalni” a nie idealni ludzie, z krwi i kości, autentyczni, jakich możemy znaleźć wokół siebie. Dźwigają ze sobą bagaże różnorodnych doświadczeń życiowych, które pomagają im dźwigać bliscy lub zdejmują z ich pleców, tłumacząc, że nasze dorosłe życie nie musi być zdeterminowane przeszłością. Wszystko można przepracować dzięki modlitwie, rozmowie z żoną, mężem, dzieckiem czy przyjaciółmi ze wspólnoty. Bohaterowie wspierają się, niosą wzajemnie pomoc, dają sobie nadzieję na lepszą przyszłość, poczucie bezpieczeństwa, dobro. 

Bohaterowie to kilka rodzin tworzących od lat zgraną paczkę przyjaciół – mieszkający w Toruniu i okolicy: Wojciechowscy, Andrzejewscy, Chabasińscy, Grzybowscy, Banaszkiewiczowie, Michałowscy i kilkanaścioro dzieci, profesorowie Osińscy, Sanoccy z Wrocławia, ks. proboszcz Rafał z wyrębskiej parafii bez Mruczysława, ale za to z trzema kotami. Połączyła ich wiara w Boga, przynależność do wspólnoty, wspólne pasje jak miłość do historii, do muzyki, do przyrody, natury, do łazikowania, do spacerów, jazdy na rowerze, biegania wreszcie do literatury. Najmłodsze pokolenie to studenci lub poszukujący swego miejsca na ziemi, uczniowie, są skautami, ministrantami. Czytelnik łatwo przenika do świata przedstawionego powieści, by towarzyszyć w ciągu czterech por roku w zwykłym życiu niezwykłych bohaterów. Sprawę ułatwia ściągawka na początku powieści, bo początkowo można się pogubić wśród rodzin i pomylić ich dzieci. Ich losy bowiem wzajemnie się przenikają. W związku z dużą ilością bohaterów nie ma mowy o nudzie. Och, dzieje się tu, dzieje w zależności od pory roku. 

Czytelnik przenosi się z miejsca na miejsce – z gwarnych domów bohaterów na obóz skautów na polu namiotowym i sportowe rywalizacje, wieczorne uwielbienie, a to znowu spacery po lesie, odpoczynek na działce, robienie przetworów. Towarzyszymy Klarze przeżywającej pierwsze zauroczenie. Antidotum na zjadający dziewczynę smutek okaże się praca w redakcji. W końcu i na jej ścieżce pojawi się przyjaciel, z którym połączy go pewna wyprawa. Przeżywamy radości, smutki, choroby bohaterów, ich odejście. Bo takie jest życie. Jest to także powieść o konfliktach między bohaterami, o przebaczeniu, bo nie zawsze jest tak, jak byśmy chcieli. Uczestniczymy w zwykłym życiu niezwykłych bohaterów, którzy uczą się wciąż siebie. Podobało mi się bardzo rozładowywanie napięcia humorem, wbijaniem szpilki z odrobina sarkazmu czy ironii. Kogoś bliskiego mi to przypominało.

Przekonałam się, że można zorganizować świetną, bezalkoholową zabawę sylwestrową z wodzirejem. Poznałam też metodę dr Półtawskiej, którą Staszek stosował podczas napiętej sytuacji z żoną Asią: „Nie kłóć się z żoną, całuj!” 😊

Wypracowali sobie przez lata fajną, zgraną relację. Byli jak tandem wybierający się w drogę po Podlasiu i Białostocczyźnie, jak para górskich włóczykijów z piosenek Domu o Zielonych Progach czy grupy Na Bani, wyruszająca na szlak w nieznane. Autorka pokazała też, jak pięknie może się rozwijać relacja między ojcem i córką. Cicha obecność taty, ale jakże była potrzebna Klarze.

Nie będę Wam więcej zdradzać szczegółów z życia rodzin, żeby nie odebrać emocji podczas lektury.

Wspomnę jeszcze o relacjach z Bogiem, ukazanym jako najlepszym Tatą, z którym można robić kanapki z pasztetową i ogórkami. Można porozmawiać, pomilczeć, uwielbiać, dziękować i chwalić za to, jaki jest dobry. Darek już jako dorosły zaczął nawiązywać relacje z Bogiem. Razem z żoną należeli do wspólnoty neokatechumenalnej a potem charyzmatycznej.

Powiedział Pan: Ja twoje serce znam, znam każdy lęk, nadzieję znam, nigdy nie będziesz sam…

Bóg. Przecież teraz już wiedziała, że jest. Na nowo. Zna jej drogi, tak jak w tej piosence. Widział, kiedy było jej tak źle z powodu Szymka. I kiedy rodziła się jej przyjaźń z Wojtkiem. Widział umierającą panią Hanię. I pana Andrzeja, kiedy nie chciał żyć. Panią Anię, kiedy robiła strategiczne zdjęcie. Tego trzpiota Anielę i wariata organistę Hoppe-Klamkę. Mamę. Gabi i Zuzię. Ciocię Asię w kolejnej ciąży i wujka, który nie był chodzącym ideałem, ale za swoją rodzinę i przyjaciół dałby się pokroić. Tatę, kochanego tatę z czarną plamką na paznokciu i szorstkimi dłońmi. Tatę, który niewiele mówił, ale był jak Święty Józef. Wiedziała, że ten Pan, co zna serce, nie spuści z niej wzroku. Ani z Wojtka. Będzie dobrze.

Atutem powieści jest także styl, chwilami gawędziarski, z rozmachem ukazane są losy bohaterów oraz język barwny, obrazowy, pełen różnorodnych emocji i uczuć, zaprawiony humorem, ale i nafaszerowany poetyzmami jak drożdżowiec rodzynkami a także nawiązaniami literackimi. Powieść bawi, uczy, wzrusza do łez, skłania do refleksji. Każdy czytelnik może z niej wynieść wiele cennych wskazówek do własnego życia, poznając wartości, zasady życia każdej rodziny bohaterów  z perspektywy jej członków.

Polecam z całego serca powieść na długie zimowe wieczory. To idealny prezent dla kogoś bliskiego.

Dziękuję Wydawnictwu i autorce za zaufanie, jakim dla mnie jest zaszczyt objęcia tej jakże wartościowej powieści patronatem medialnym.

„Leśniczówka cudów” – Agata Sawicka (patronat Mamy Dropsa)

Agata Sawicka, Leśniczówka cudów, Wydawnictwo Dragon 2025.

#MamaDropsaCzyta – patronat medialny

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą

Agata Sawicka w swojej pierwszej świątecznej historii zabiera nas do Leśniczówki cudów, gdzie w otoczeniu zaśnieżonych gór snuje opowieść o przebaczeniu i uczuciu, rodzącym się na gruzach złamanych serc. W końcu święta to czas, kiedy cuda stają się możliwe!

Agata Sawicka podarowała czytelnikom „Leśniczówkę cudów”, dziewiątą powieść, spełniając tym samym marzenie o powieści świątecznej. Śliczna okładka zachęca do sięgnięcia po książkę. Chciałabym się znaleźć zimą w tak pięknych okolicznościach przyrody – w leśniczówce otulonej śnieżnym puchem i lasem, przykrytym śnieżną kołderką. Krajobraz jak z bajki, pełen magii. 

To poruszająca serce opowieść o wybaczeniu, nie tylko drugiemu człowiekowi, ale przede wszystkim sobie. Agata Sawicka zaprasza czytelnika do podróży w głąb serc Lilianny i Gabriela, do ich bolesnej przeszłości. Jest to konieczne, by uleczyć ich rany i przeżyć bożonarodzeniowy cud.

Lilka urodziła się w szczęśliwej i kochającej rodzinie. Los bywa okrutny , bowiem ich szczęście prysnęło jak bańka mydlana. Dziewczynka spędziła sporą część dzieciństwa w domu dziecka. Nie mogła się pogodzić z tym, że jej rodzinę spotkała ogromna tragedia. Żyła pełna żalu, gniewu i nienawiści do mężczyzny, który zniszczył jej życie. To pomogło jej przetrwać w domu dziecka, gdzie obmyślała plan zemsty. Czuła się potwornie zraniona i złamana, ale stała się silna i niezależna, budując mur wokół siebie. Miała cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś poczuje magię świąt, ich radosną atmosferę i rodzinne ciepło. Pani detektyw pomogła jej znaleźć adres znienawidzonego mężczyzny. Lilka podjęła szybką decyzję, by wkroczyć z butami w jego życie, by się zemścić.

Gabriel Lewandowski, po dość burzliwej przeszłości i karierze budowanej na krzywdzie innych w Warszawie gdy sięgnął dna, odbił się i zaszył się w położonej pośrodku lasu leśniczówce dziadka. To jakby dar od Boga. Uznany był we wsi za dziwaka i samotnika, który lubił malować na drewnie. Lilka też odziedziczyła po mamie pasję malarską. Wróg zrobił na dziewczynie dobre wrażenie – gościnny, opiekuńczy. Wynajął jej pokój na poddaszu… Serce odniosło zwycięstwo nad rozumem.

Połączyło ich to, że w ich sercu nie było miejsca na miłość – kochać i być kochanym. Tajemnicza, krucha i zagubiona Lilka wniosła do leśniczówki, do smutnego i pustego życia Gabriela powiew świeżości, dobroci i nadziei.

Jako leśniczy doskonale znał teren, którym się opiekował. Chodził na długie spacery, najczęściej tam, gdzie nie biegł żaden szlak. Dzika przyroda i miejsca, których nie odwiedzali turyści, szczególnie go przyciągały. Jednym z nich była mała polanka na szczycie wzniesienia, skąd roztaczał się doskonały widok na góry. W dole natomiast znajdował się niewielki, otoczony skałami „Wąwóz Janosika” – jak zwykł nazywać to miejsce. Inspirowało go ono pod każdym względem. Często je malował. Tu odpoczywała jego dusza. 

Gdy już się ogarnęła, wyjrzała przez okno i aż westchnęła z zachwytu. Znajdowała się w samym środku lasu. Drzewa kołysały się na wietrze, a promienie słońca nieśmiało przebijały się przez ich gałęzie. Wokoło leśniczówki rosły również świerki, które dodawały okolicy uroku i przypominały o nadchodzących świętach. W całym tym krajobrazie brakowało jeszcze tylko śniegu. Nagle Lilka drgnęła. Pośród drzew dojrzała biegnące sarenki. Dostojnie przebierały długimi, chudymi nóżkami, a po chwili zniknęły za pagórkiem. Dziewczyna miała ochotę jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz i pobiec w siną dal jak zwierzęta. Zresztą spacer o poranku dobrze by jej zrobił.

Opisy przyrody są jak z bajki – pełne metafor, epitetów. Pozwalają złapać oddech od frapujących losów postaci.

Las, terapia naturą układała ich myśli, uspokajała i leczyła ich wyzbyte uczuć wyższych serca. Lilka pragnęła od nowa nauczyć się kochać świat i dostrzegać jego piękno. Przypominały się jej słowa mamy: bądź zawsze sobą, bo to jest najwspanialszym darem, jakim możesz obdarzyć siebie i innych.

W głębi serca Gabriela tlił się malutki ognik, potrzeba i pragnienie miłości i bliskości drugiego człowieka, odrobina nadziei na szczęście. To Lila obudziła z marazmu jego duszę i wprowadziła do życia światło. Z każdym dniem było coraz bliżej do świąt Bożego Narodzenia – niezwykłego czasu, w którym nikt nie powinien być sam. Leśniczówka dzięki obecności dziewczyny stała się prawdziwym domem pachnącym pysznym obiadem, pienikami, radością. Gabriel zaczął tu żyć na nowo, uruchamiały się jego emocje. Czy bohaterowie dadzą sobie szansę i pójdą za głosem serca?

Niezwykłość Bożego Narodzenia polega na cudach, które dzieją się w ludzkich sercach, na odnajdowaniu drogi do drugiego człowieka, na dzieleniu się miłością.

Święta to czas, w którym cuda stają się możliwe. Myślą przewodnią tej historii było przebaczenie, nie tylko drugiemu człowiekowi , ale również samemu sobie. To jest trudny proces, wymagający dużo pracy i sporo odwagi. Jest jednak możliwy. Agacie Sawickiej znakomicie się udało to pokazać. Namalowała słowami i całą paletą emocji dwa portrety psychologiczne i niesamowite historie Lilki i Gabriela. W leśniczówce, która podczas świąt zamieniła się w świąteczny domek, dzieją się cuda. 

Leśniczówka zmieniła się nie do poznania. Dach okalały srebrzyste lampki, które idealnie komponowały się ze śnieżną bielą dookoła. Drzwi wejściowe do leśniczówki otoczone były zieloną girlandą i złotymi lampkami, a w oknie na poddaszu świeciła się duża betlejemska gwiazda. Na ganku przed wejściem stały dwie średniej wielkości choinki ozdobione kolorowymi bombkami i światełkami.

Autorka pochyliła się nad ważnym problemem poruszającym serce porzuconego człowieka, oddanego przez rodzinę do szpitala. Zaopiekowali się panem Antonim Lilka i Gabriel, zabrali go do domu na święta. W leśniczówce ich gość po raz pierwszy od śmierci żony poczuł prawdziwą świąteczną atmosferę. Każde z nich odczuło istotę tych świąt bardziej niż kiedykolwiek. Najsilniejszą więź bowiem tworzą ludzkie serca. Niełatwa była ich droga. Jeszcze wiele się wydarzyło.

Rozczulający był dla mnie wątek psa Wilka, który znalazł dom w leśniczówce. Dołączył do bohaterów boleśnie doświadczonych i pokiereszowanych przez los, ale bogatszych o wzajemną obecność i dar przyjaźni. Teraz los postanowił posklejać cztery złamane serca, dać im szansę na lepsze życie. A przede wszystkim otworzyć ich cierpiące serca na miłość. Wlać w nie wiarę i nadzieję na lepsze jutro.

Polecam Wam napisaną sercem przez Autorkę powieść świąteczną, która przypomni nam, co tak naprawdę jest ważne w przygotowaniu świąt Bożego Narodzenia. Niech w naszych domach zadzieją się cuda. Jeszcze za wcześnie, aby zacytować na zakończenie życzenia z pasterki. Wrócę do nich bliżej świąt.

Dziękuję, Agato, za tak pełną emocji powieść, która skłoniła mnie do wielu refleksji, przemyśleń, wywołała cały wachlarz emocji i uczuć podczas lektury. Moim skromnym zdaniem to doskonały materiał na scenariusz filmu świątecznego. 

Dziękuję serdecznie Autorce i Wydawnictwu Dragon za zaufanie i powierzenie patronatu medialnego nad powieścią. Niezwykle sobie cenię twórczość Pisarki.