„Kiedy zakwitną irysy” – Małgorzata Lis (patronat Mamy Dropsa)

Read More
irysy 3d

Małgorzata Lis, Kiedy znów zakwitną irysy, Wydawnictwo eSPe 2024.

Patronat medialny Mamy Dropsa | cykl „Opowieści z wiary”

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Małgorzata Lis podarowała czytelnikom na wakacje piękną i poruszającą do głębi dziesiątą w swoim dorobku literackim powieść „Kiedy znów zakwitną irysy”, którą mam zaszczyt objąć patronatem medialnym. Piękna, subtelna okładka książki kusi i woła, by zanurzyć się w jej fabule. Obraz dziewczyny w kolorowej, letniej sukience, która kieruje się drogą obsadzoną mnóstwem lilii w stronę światła – radości i nadziei na lepsze jutro. I irysy, i światło je symbolizują. To dla czytelnika znak, że ta opowieść może mu pomóc w odnalezieniu właściwej, pełnej światła drogi, by nigdy nie tracić nadziei i wiary. Małgorzata Lis jest autorką właśnie takich wartościowych powieści z mądrym przekazem. A jej najnowsza powieść jest ostatnią częścią cyklu o wierze, nadziei i miłości. Jeśli ich jeszcze nie czytaliście, to zachęcam Was do sięgnięcia po „Wybrać miłość” i „Odzyskać nadzieję”. Zapraszam na garść refleksji po lekturze.

Nasze życie to nieustanna gonitwa za czymś, walka z czymś, by mieć z tego jak najwięcej, wspinanie się po szczeblach kariery, notoryczny brak czasu, by zwolnić i zatrzymać się, by mieć czas na pielęgnowanie więzi rodzinnych, relacji międzyludzkich, pasji, gonienie marzeń, by wreszcie znaleźć odpowiedź na jakże ważne pytanie : Kim jestem? Co dla mnie powinno być najważniejsze w życiu? Ta wielowymiarowa powieść skłania do licznych refleksji i pomaga uzyskać odpowiedź na te i wiele pytań.

Miłość może rozkwitnąć wszędzie, jeśli tylko odważymy się zasiać i pielęgnować właściwe ziarno.

W rekomendacji powieści czytamy, że jest ona utkana z emocji poruszających czytelnika. To opowieść o różnych obliczach miłości, jakiej doznała główna bohaterka Karolina Kwiatkowska zdolna i ambitna architektka krajobrazu. Zakochała się nieszczęśliwie w Kubie, a on w Julii. Niestety, nie byli sobie pisani. Dziewczyna nie mogła się wyleczyć z tej miłości, znalazła się w sytuacji beznadziejnej, czuła się porzucona nawet przez Boga, przestała się modlić. Straciła wiarę w prawdziwą miłość. Gdy otrzymała propozycję pracy w Krakowie, odczytała to jako korzystną okazję do zmiany, która pomoże się jej otrząsnąć po traumatycznym związku z Kubą. Tam poznała Maksymiliana, projektanta wnętrz, człowieka sukcesu, który ją zaintrygował i oczarował, pokazując jej kilka swoich twarzy. A potrafił, jak nikt inny szybko przeobrazić się z chłodnego architekta w pociągającego artystę w swojej tajemnej pracowni malarskiej, odskoczni od nudnych projektów. Spotkanie tych dwojga bohaterów wyglądało na początku jak  w bajce: pierwszy śnieg, pierwsza randka, pierwszy pocałunek… Z czasem Maks wzbudzał w sercu Karoliny niepokój i lawinę pytań. Bywał wybuchowy i zbyt mocno narzucał swoje zdanie. Uwikłał ją sprytnie w toksyczną, przemocową relację, osaczył i tak zmanipulował, że kobieta  żyła z ciągłym poczuciem winy. To znowu zaskakiwał zbytnią czułością i empatią. Stal się nieprzewidywalny i zmienny jak pogoda. Dopiero poznany przypadkiem w Szczyrku na stoku Paweł, student i goprowiec, rycerz na niebieskich nartach, mężny wybawca uświadomił Karolinie, że Maks to psychopata, narcyz, przemocowiec. Ostrzegał przed nim i prosił, żeby odeszła od niego, zanim będzie za późno, obiecał pomoc, którą Karola z pewnych względów odrzuciła. Maksowi udało się i Pawła zagnać w kozi róg. Zniszczył i ciało, i duszę Karoli, swojej ofiary. Czy nieszczęśliwa miłość i toksyczna relacja nauczyły czegoś bohaterkę?

Po kilku latach Karolina zmieniła się nie do poznania, przywdziała na siebie nie tylko maskę, ale wręcz zbroję. Przeobraziła się w pewną siebie, silną kobietę, profesjonalistkę, której całym życiem była świetnie prosperująca firma. Zmieniła nawet swój wizerunek a ulotne związki stały się sposobem na życie osobiste. Wybrała karierę i życie w pojedynkę. 

Spotkanie z Pawłem, rozmowa o Bogu, doskonałej miłości, zdjęcie jego szczęśliwej rodziny obudziło w niej wspomnienia, tęsknotę za prawdziwą miłością.

Czy ktoś ją kiedyś pokocha? Zacisnęła powieki, by powstrzymać łzy. „Bóg cię kocha’, usłyszała w myśli słowa, które kiedyś, gdy jeszcze chodziła do kościoła, na oazę i pielgrzymki, słyszała tak często, ze aż jej spowszedniały. A teraz? Czy jeszcze w to wierzyła? Łzy znowu zaczęły płynąć jej po policzkach. Kuba obiecał jej modlitwę i się nie spełniła, a teraz Paweł…

Nie polubiłam Karoliny w tej roli, miałam ochotę nią potrząsnąć, ale z drugiej strony ją rozumiałam, że miała ku temu powody, by stać się zimną, wyrachowaną kobietą, drapieżną harpią Dlaczego nie posłuchała Pawła, który kiedyś wydawał się jej bardzo bliski. Dlaczego nie docierało do niej, że sama nie zaplanuje sobie nowego życia, kiedy będzie żyć przeszłością i wciąż rozdrapywać rany. Relacje z Kubą, Maksem i Pawłem były chore, życie się jej nie udało, choroba dołożyła swoje. Straciła poczucie własnej wartości. Karola znalazła się na karuzeli życia, która wciąż nabierała pędu. Czy można uciec przed przeszłością? Ona jej stale deptała po piętach. Pieniądze i kariera nie dały jej szczęścia. Dlaczego straciła wiarę i nadzieję, że można zacząć żyć od nowa?

Doświadczenie  mi mówi, że kto nie pokocha Boga, nie da się porwać jego miłości, ten będzie pokładał ufność w człowieku, będzie szukał spełnienia w ramionach mężczyzny lub kobiety, a odrzucony, utraci sens życia.

W podobnej sytuacji jak Karolina znalazła się kiedyś Olga, żona Kuby. Dopiero wkroczenie na Bożą drogę, życie według Jego przykazań odmieniło jej życie. Najprostszym rozwiązaniem była modlitwa za Karolę.

Maciej to kolejny bohater, który pragnął zerwać z przeszłością, oderwać się od niej, rozprawić raz na zawsze. Wciąż próbował, ale pozostałe po ranach blizny nie pozwalały. Ale przekonał się, że nie ma lepszego sposobu na problemy niż wiara. Trzeba w życiu mieć jakąś kotwicę, sprawdzone oparcie. Wsłuchać się w Boży plan na życie. Chciał pomóc Karolinie, nowej, okrutnej szefowej, której nikt nie lubił w firmie. Było mu jej tak po ludzku żal. On miał obok siebie cudowną, kochaną babcię Helenę, z którą mógł o wszystkim porozmawiać. O niedobrej, wręcz okropnej szefowej też.

– To dobra dziewczyna – wtrąciła nagle Helena.

– Kto? – Tak się zamyślił, że aż się wyłączył z rzeczywistości.

– Jak to kto. Ta twoja szefowa.

– Skąd wiesz? – prychnął.

– Ludzie są dobrzy, tylko niektórzy bardzo zranieni.

To babcia Helena podczas spotkania z Karoliną przejrzała ją na wylot i wyczuła, że zakłada na siebie maskę, wchodzi i świetnie odgrywa obcą sobie rolę. A Karola odnalazła w domu babci miłość, serdeczność, troskę, prawdziwie rodzinną atmosferę.

Na co dzień trzeba znajdować choćby najmniejsze radości i chuchać na nie jak na iskierkę. A nuż się z niej ogień rozpali?

Nieszczęśliwa i zraniona kobieta zaczynała odczuwać, jak pod wpływem modlitwy Kuby, Pawła i babci Heleny jej serce zaczęło topnieć. Czy to była nadzieja na lepsze jutro? A może tęsknota za zwyczajnym życiem i za miłością? Tęsknota za Bogiem? Helena nigdy nie oceniała, nie osądzała, dawała rady pomocne w życiu a w jej ramionach można było  znaleźć miłość, pociechę i utulenie. Wierzyła, że Bóg odmieni los tej mocno zranionej dziewczyny. Nawiązała się między nimi relacja babci i wnuczki. Modliła się w jej intencji.

I znowu wrócę do pięknej okładki, obrazka będącego metaforą nowego życia wypełnionego radością, światłem. Na horyzoncie widnieją góry, ukochane Beskidy Małgorzaty Lis. W powieści pojawiają się nie raz jakże pięknie namalowane słowami ich obrazy.  Podobnie jak  motyw irysów, ulubionych kwiatów Karoliny – symboli piękna, nadziei i wiary w miłość. Kiedy znowu zakwitną? Gdy Karolina na nowo uwierzy i otworzy się na miłość, pozwoli się pokochać. Warunkiem do szczęścia będzie przebaczenie sobie i katowi w swoim sercu. Z Bożą pomocą wszystko jest możliwe. On jest kochającym i miłosiernym Ojcem, któremu można wszystko powiedzieć. Ale wolność, którą podarował człowiekowi, wiąże Jego ręce. On musi wiedzieć, że człowiek chce wypełnić Jego plan na swoje życie. Przyjaciele otoczyli Karolinę modlitwą, która wlała w jej serce spokój i poczucie bezpieczeństwa a także wiarę, że tym razem z Bożą pomocą przezwycięży wszystkie problemy, by zacząć znowu żyć pełnią życia. 

Z kim bohaterka zbuduje swój świat na nowo? Tego dowiecie się sięgając po tę piękną i pełną emocji powieść. Poznając poruszające historie świetnie wykreowanych bohaterów bez trudu znajdziecie odpowiedź na ważne pytanie: kim jestem? Jakie mam relacje z Bogiem? Które relacje z innymi ludźmi należy odbudować, zacieśnić, zmienić? Wystarczy szczera rozmowa, obecność, wsparcie, pomoc  w wychodzeniu z beznadziejnej sytuacji. Wakacje, urlop sprzyjają refleksjom nad życiem. Wtedy czas wolniej płynie i możemy zacząć od dostrzegania dobra, okruchów szczęścia w drobnych rzeczach i gestach. 

Życzę Wam dobrego i owocnego czasu z książką. Niech i Was otuli wiarą i nadzieją, że miłość, przyjaźń i rodzina to najważniejsze wartości.

„Tajemnica Malinowego Wzgórza” – Iwona Mejza (patronat Mamy Dropsa)

Read More
tajemnice malinowego wzgórza 3d

Iwona Mejza, Tajemnice Malinowego Wzgórza, Wydawnictwo Dragon 2024.

Patronat medialny Mamy Dropsa

| współpraca reklamowa z wydawcą |

Bardzo się cieszę, że mogłam objąć patronatem medialnym najnowsze dziecko literackie Iwony Mejzy. Tym razem Autorka zaprosiła czytelników do malowniczo położonego dworu na  Malinowym Wzgórzu, który tak zacnie się prezentuje na ślicznej okładce projektu p. Macieja Piedy. Malinowy kolor sukienki Małgorzaty i malinowy kolor liter przyciąga wzrok i kusi, by sięgnąć po jakże pięknie wydaną książkę. Pomysł na tę powieść Autorka nosiła w sercu od dawna, a inspiracją była postać Ksawerego Franciszka Wakulskiego, nieco zapomnianego, ale wybitnego inżyniera, który po studiach na Sorbonie osiadł w Peru, gdzie budował kolej transandyjską. Jaki ma to związek z bohaterami powieści? O tym się przekonamy niebawem. Zapraszam na garść refleksji po lekturze.

Jak dobrze, że na początku mamy spis postaci i krótkie notki o nich, bo to pomaga porządkować o nich wiedzę podczas czytania, kiedy to dajemy się porwać lawinie emocji. Bohaterowie zaskakują oryginalnymi, staropolskimi imionami, które pasują idealnie do rodu Omelnickich: Ferdynand, Gertruda, Gerwazy czy Eleonora. Już sam tytuł zachęca do lektury. Kto nie lubi opowieści o tajemnicach rodzinnych, których odkrywanie krok po kroku wzbudza ciekawość i pozwala zatracić się w fabule, co daje wytchnienie i oderwanie od swoich codziennych trosk i problemów. Bohaterem zbiorowym jest rodzina tajemniczego Ferdynanda Omelnickiego, idealisty i romantyka, brata Eleonory Milewskiej, który jest znany jedynie z opowieści. Wuj zapisał rodzinie w spadku dwór. Warunkiem jego prawnego otrzymania jest wspólne zamieszkanie ekscentrycznej trzypokoleniowej rodziny przez rok na Malinowym Wzgórzu. Posiadłość wymaga kapitalnego remontu, a to z kolei wymaga czasu, pieniędzy i cierpliwości do nadzorującego upierdliwego konserwatora zabytków oraz lustrującego wszystko mecenasa Skalskiego, wykonawcy ostatniej woli Ferdynanda. Na oczach czytelników ten dwór pięknieje, odzyskując dawną świetność. Pojawiają się w nim niespodziewanie goście, wpadają niezapowiadani sąsiedzi, zamieszkują także zwierzęta: kot Buruś, rozrabiaka rozpuszczony przez hrabiego i pies Misia. 

Opowieść o rodzinie Omelnickich stała się dla Autorki pretekstem do pokazania, jak ważne są relacje międzyludzkie i więzi rodzinne. Trzypokoleniowa rodzina przez rok w jednym miejscu a każdy jest inny, ma swoje zalety ale i wady, słabości. Małgorzata traci pracę, zamierza się rozwieść z mężem Mateuszem, który się wyprowadził do … faceta. Co się za tym kryje? Kocha się w niej kolega z pracy, który pojawia się na Malinowym Wzgórzu. Mateusz jest projektantem wnętrz i początkującym pisarzem. Czy historia rodzinna go zainspiruje? Dużo pomaga przy projektowaniu i remoncie. Ekscentryczna babcia Eleonora, której można pozazdrościć energii, jest pewna, że sprosta warunkowi postawionemu przez brata Ferdynanda. Jej córka Alicja jest uparta i nastawiona bojowo, a jej ugodowy mąż Stanisław do wszystkich jest nastawiony przyjaźnie. 

Na Malinowym Wzgórzu czas wolniej płynie, rodzina ma się dobrze. Do tej pory żyli w zagonieniu i niedoczasie. Teraz to dla niej idealny czas na odpoczynek psychiczny, snucie refleksji nad życiem, nad ważnymi wartościami, relacjami. W głowie każdego z bohaterów rodzi się lawina pytań. Dzięki sąsiadom i poznanym ludziom dowiadują się więcej o wuju Ferdynandzie i poznają przeszłość. Ktoś jednak nie chce, aby wszystkie tajemnice rodu Omelnickich dotarły do spadkobierców. Ktoś knuje… Małgorzatę wraz z poznawaniem otoczenia intrygowało wiele spraw, co kryje w sobie stare biurko czy odkrycie taty Stanisława, włamanie do wieży w parku i zdewastowanie drzwi. To miejsce również wołało o remont. W domowym śledztwie pomagała jamniczka Misia. Babcia Eleonora obserwowała kogoś przez wojskową lornetkę. Mateusz i Radek zaczęli ze sobą nawet rywalizować w sprawach sercowych. Radek zgłębiał tajniki genealogii. Razem z Eleonorą prowadził śledztwo rodzinne trochę w tajemnicy przed resztą rodziny Dlaczego sąsiadka Katarzyna tak niechętnie opowiada o Ferdynandzie? Czy podzieli się wreszcie swoją historią? Kto nocą napadł nocą na Radka? Do dworu przyjechała także Marcelina, przyjaciółka Małgosi. A w bibliotece w biały dzień pojawił się… duch młodego Ferdynanda. Starsza pani zasłabła i znalazła się w szpitalu. Wszyscy się o nią martwili. Kim okazał się starzec dobijający się nocą do dworu? Do jakich odkryć doprowadziła dociekliwość Radka i uczciwość Roberta?

Dzieje się tu, oj dzieje. Fabuła jest bowiem niebanalna. A wszystko to napisane lekko, emocjonalnie, z humorem zaprawionym szczyptą ironii czy sarkazmu. Przez powieść się płynie. Uwielbiam gawędziarski styl narracji Iwony Mejzy. Im bliżej do końca powieści, tym więcej tajemnic zostaje odkrytych. Niestety, jednak nie wszystkie ujrzały światło dzienne. Ich odkrywanie było ekscytujące a niekiedy wzruszające i zaskakujące. Nie znalazłam wciąż odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, dlaczego Ferdynand Omelnicki umarł na obczyźnie. Mam nadzieję na kontynuację powieści. Jestem przekonana, że nie tylko ja odczułam niedosyt.

Powieść zawiera ważne przesłanie. W zagonionym świecie jakże ważne jest zatrzymać się i nauczyć życia w zwolnionym tempie. Praca nie powinna przesłaniać całego świata. Warto też gonić marzenia i je spełniać. 

Może warto było zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć się temu, co  minęło, zastanowić się nad tym, co będzie, czego byśmy chcieli. Nikt za nas nie zrealizuje marzeń, nie pchnie do przodu. Jeżeli nie zrobimy nic, to zostaną tylko marzeniami, czymś ulotnym, nieosiągalnym, przyprawiającym czasem o  ból głowy, a częściej o żal i zgryzotę. Bo dlaczego innym się udało, a nam nie?

Warunek postawiony przez Ferdynanda  w testamencie uświadomił bohaterom, że nie majątek jest ważny lecz coś znacznie cenniejszego – to rodzina jest najważniejszą wartością. A w ciągu roku można odbudować relacje i zacieśnić, wzmocnić więzi rodzinne. Powieść skłania nas do refleksji nad naszym życiem, nad relacjami. Czy wyciągniemy z niej dla siebie cenną lekcję? Tego sobie i Wam życzę. 

Polecam Wam tę zabawną, ale niezwykle pouczającą historię rodzinną, jakże idealną na letni czas sprzyjający spotkaniom rodzinnym.