„Ojciec roku” – Magdalena Ostrowska (#MamaDropsaCzyta)

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej z Wydawcą.

Wychowanie sześciolatki miało być dla niego lekcją ojcostwa. Stało się lekcją dorosłości.

Natasza Socha

Jeśli powieść z okładki rekomenduje Natasza Socha, to dla mnie znak, że muszę ją przeczytać. To moje pierwsze spotkanie z Magdaleną Ostrowską, „specjalistką od szorstkich historii o miłości i dojrzewaniu, pogubionych bohaterów i historii z humorem, które dają do myślenia”, ale nie ostatnie. Taką opowieścią jest „Ojciec roku”. Istna petarda!!! Skąd się wziął pomysł? Autorkę zainspirował wspaniały film „Tato” i historia Eminema. Książka trochę szorstka, niesamowicie emocjonalna, poruszająca głęboki i niewygodny temat, bohaterowie autentyczni, tacy z krwi i kości, połamani przez życie, dorastający do zbudowania dobrych relacji, mocnych więzi, do ojcostwa, do miłości. Do oswojenia i odpowiedzialności jak rodzina lisków w bajce taty i jak motyw lisa i róży w powieści „Mały Książę”. 

Śliczna okładka, jej kolorystyka – niebieski jak dżinsy dziewczynki i ciepły pomarańczowy jak słońce nad bohaterami napawa nadzieją a postać ojca, liczne tatuaże świadczą o szorstkości i całym wachlarzu emocji, jakie wywołała we mnie powieść. Oczęta bohaterki wpatrzone w tatę mówią wszystko. Nie potrzeba słów, żeby odczytać mocną więź i miłość między nimi. Ale nie było to tak proste. Wymagało lekcji dla ojca, w której nauczycielką była… Antonina. Ale po kolei.

Patryk w wieku osiemnastu lat został ojcem, nie zdał matury, po roku bycia ojcem i wspólnego zamieszkania dostał kosza. „Byłem tylko gnojkiem bez perspektyw, a Marta miała rwanie mimo cudzego bachora. Chciała normalnego życia, a ja się w nim nie mieściłem”. Łączyły ich tylko przelewy. Patryk pracował pry remontach i jako barman. Mieszkał w ciasnym pokoiku ze studentami. Żył  dnia na dzień, bez jakichś perspektyw. I nagle w jednej chwili musiał się odnaleźć w roli ojca córki, sześcioletniej Antoniny. Totalna rewolucja w jego życiu! Opowiada o stawaniu się ojcem w pierwszej osobie, co sprawia, że czytelnik jest tuż obok niego i niesamowicie przeżywa tę historię o tym, jak z pozycji człowieka, „żałosnego typa”, który spisał siebie na straty, odbudowywał w sobie poczucie własnej wartości i krok po kroku stawał się kimś innym, otwierał się na uczucia, by z udawania, zabawy „bycia tatą” stać się nim naprawdę, by zasłużyć na słowa „fajny z ciebie tata”. A to wszystko zawdzięczał Tosi, swojej nauczycielce. To ona jest tu motorem całej historii. Stąd ta opowieść bawi, rozczula, wzrusza, czyta się ją z ze ściśniętym gardłem, skłania do refleksji. Życie w rodzinie „szytej z różnych kawałeczków” nie jest łatwe. Patryka wspierają współlokatorzy, sąsiadki. Trzeba się wspierać, bo sam człowiek to do niczego.

Magda Ostrowska utkała ze słów, emocji i uczuć fenomenalne portrety psychologiczne Patryka i Tosi. Na początku trochę irytował mnie język bohatera, zbyt szorstki, za dużo zwrotów z „łaciny podwórkowej”, ale ze strony na stronę upewniałam się, że taki jest Patryk. Skąd się miał nauczyć innego języka –  od ojca alkoholika czy na budowie? Pokazała, z jakimi trudnościami, problemami, bolączkami, z atakami paniki, emocjami zmagał się Patryk. To wszystko go zmieniło, bo dzięki Tosi a potem Mai i Tuni stał się wrażliwym facetem. To miłość córki go odmieniła, że postanowił o nią walczyć, by pozostała z nim na zawsze. Nie wyobrażał sobie rozstania z Tosią. Oswoiła go. Tosieńka już po trzech tygodniach wspólnego zamieszkania chciała zostać z tatą na zawsze. Z czasem dołączyła do nich Maja, „stabilny grunt”, istota z innego świata, z innej bajki, plasterek na jego rany zadane przez życie i … stali się rodziną lisów, bohaterów z bajki na dobranoc, a nawet więcej z „Małego Księcia”. Patryk, lis i Maja, Róża. Ale o tym ważnym wątku poczytacie sami. Nie będę odbierać Wam emocji. Patryk jako tata Tosi poprawił relacje ze swoim ojcem. Inaczej na niego spojrzał, dał mu szansę, widząc, jak szczęśliwym jest w roli dziadka. To on go zachęcił do walko o Tosię.

Klękam, porywam ja w ramiona i tulę, zdecydowanie zbyt mocno.

– Kocham cię, wiesz? Mały kotku…

Trwam tak z nią i czuję, ze ją trochę wystraszyłem, ale nie protestuje.

Co ciekawe, w tej powieści nie ma moralizowania, nie ma oceniania. Czytelnik po poznaniu historii bohaterów sam ich oceni. 

Najważniejsze, żeby wyciągnąć z niej lekcję i dla siebie. Nigdy nie jest za późno na naprawę błędów. Trzeba dać sobie drugą szansę. Strach przed miłością można również pokonać. Nie rezygnuj z samego siebie, ale daj sobie szansę. 

I jeszcze jedno jest tu ważne. Magda Ostrowska jako psycholog pokazała nam, jak łatwo jest człowiekowi przypinać liczne łatki. Na paczce były przyklejone naklejki z napisami: „nieudacznik”, „bez pespektyw”, „niewystarczający”, „niedojrzały”, „za młody”. To zbyt powierzchowne i krzywdzące Patryka. Z tej powieści można też wynieść lekcję tolerancji –  nie mnie kogoś oceniać. Na końcu, po bliższym poznaniu bohaterów i ich historii, te naklejki same odpadają, jedna po drugiej.

Nie jesteś metką, którą ktoś ci kiedyś przykleił. Jesteś historią, która wciąż się pisze.  Historie mają to do siebie, że potrafią zaskakiwać nawet swoich autorów.

Polecam Wam tę niesamowitą opowieść o relacjach, więziach, miłości, ale i o bólu, stracie, niepewności, rezygnacji z siebie, o strachu prze odrzuceniem, wyobcowaniu, ale i o dojrzewaniu w codziennym życiu i budowaniu DOMU, który w ciasnym pokoiku stworzyła Tosia ze swoim tatą Patrykiem. Tosia i tata stali się dla siebie bardzo ważni. Najważniejsi. Gdyby nie błąd mamy Marty, która jak kukułka podrzuciła córkę, by ułożyć sobie z kimś inne życie, ta historia by się nie wydarzyła.

Przygotujcie sobie chusteczki, dużo chusteczek. I duży kubek pysznej herbaty ze słodką pocieszką.

Magdalena Ostrowska, Ojciec roku, Wydawnictwo Flow 2026. #MamaDropsaCzyta

Patryk był przekonany, że zmarnował swoje życie. Nie spodziewał się, że największą szansę dostanie od… sześciolatki.

Nie zdał matury. Pracuje przy remontach. Mieszka ze studentami. Żyje z dnia na dzień, przekonany, że dla takich ludzi jak on szczęśliwe zakończenia po prostu się nie zdarzają.

Aż do chwili, gdy musi ponownie odnaleźć się w roli ojca.

Sześcioletnia córka wywraca jego świat do góry nogami. To, co miało być obowiązkiem, szybko staje się najważniejszą relacją w jego życiu. Tyle że miłości, odpowiedzialności i zaufania nie da się nauczyć z dnia na dzień.

Czy można naprawić błędy, które wydawały się nie do naprawienia? I czy największą życiową rewolucję może rozpocząć ktoś, kto ma zaledwie sześć lat?

Pełna ciepła, humoru i emocji historia o ojcostwie, które nie zaczyna się w dniu narodzin dziecka, lecz w chwili, gdy odważysz się naprawdę być obecny.

„Podróż przez marzenia” – Jagoda Wochlik (#MamaDropsaCzyta)

tekst powstał w ramach współpracy z Wydawcą

Polubiłam powieści Jagody Wochlik, bo otulają ciepłem, są pięknie napisane ale  przede wszystkim poruszają ważne tematy, są wartościowe, pełne wskazówek, drogowskazów życiowych., zawierają jasny przekaz, prowokują do refleksji nad życiem, nad relacjami z drugim człowiekiem, 

Na wakacje, czas urlopu Autorka podarowała czytelnikom niezwykłą powieść, z niezwykłymi bohaterkami. Już śliczna okładka przyciąga wzrok a opis wydawcy, pytanie pojawiające się na samym początku intryguje i zachęca do zatopienia się w fabule książki.

– Nie wystarczy chcieć, żeby kogoś pokochać – zauważyła.- Czy jestem bardzo głupia? – zapytała smutno Anna. – Czy to głupota wierzyć, że miłość jest… – Anna zastanowiła się. – Jak w tej piosence! Jest jak pogoda. Za każdym razem wyjątkowa i nie do przewidzenia. Czy chcieć, by moja miłość taka właśnie była, to za dużo?

Autorka zadedykowała powieść kobietom, które tak jak ona, Anna i Wioletta oraz Kinga są … wronami. Motyw kobiety wrony został wymyślony na potrzeby tej fabuły. Dlaczego? Anna wyłamała się z panujących w jej rodzinie schematów, że córki powinny trwać w domu przy rodzicach i żyć według wskazówek ojca, głowy rodziny. Mieszkali we wsi na Podlasiu, składającej się z czterech domów. A ona już od dziecka marzyła o podróżach, była bardzo ciekawa świata, uwielbiała książki. Dlatego też uciekła z domu do Poznania, skończyła studia, pracowała i spotkała na swojej drodze dużo starszą od siebie kobietę Wiolettę. Połączyła je przyjaźń, mocna więź jak  relacja babci z wnuczką. Stały się bratnimi duszami. Anna porzuciła pracę i zamieszkała z Wiolettą jako dama do towarzystwa. To nie był przypadek. Dziewczyna wypełniła sobą pustkę, tęsknotę, marzenie na kimś bliskim w życiu starszej i bardzo samotnej bohaterki. Sprawiła, że Wioletta była szczęśliwa. To ona pomogła spełnić marzenia Anny o podróżach po świecie: Tokio, Paryż, Amsterdam, Praga, Seul, Kołobrzeg… To była wspaniała przygoda Tylko zabrakło już czasu na Rzym, miejsce akcji ulubionego filmu dziewczyny… Dlaczego? To odkryjecie sami podczas lektury.

Księżniczka Anna. Jedyna w swoim rodzaju. Czy niezwykła? Może. Niepowtarzalna? Z całą pewnością. Ale przede wszystkim… była po prostu sobą. Aż do szpiku kości. Nie uznawała kompromisów w tym względzie. I właśnie to, tylko to sprawiało, że każdemu, kto się z nią zetknął, zdawała się… Nawet nie umiał tego ubrać w słowa. Tak bardzo Anna wymykała się ze wszystkich schematów.

Wioletta Olszańska, zamożna kobieta z klasą, nieco ekscentryczna, przez całe życie pracowała, by zapewnić przyszłość synowi, ale on i jego bliscy tego nie dostrzegali i nie doceniali. Miał pretensje, że za mało była obecna w jego życiu, ale jej pieniądze były dla niego ważne. Jakże trudna decyzja życiowa przed samotną matką. Jakiego dokonać wyboru? 

Czy postawić na rozwój osobisty, ciężką pracę, by móc zapewnić jedynakowi lepsze życie? Ale to wszystko odbyło się kosztem nawiązania właściwej relacji, więzi z synem, bo zabrakło już na to czasu. Natomiast synowi zabrakło zrozumienia, dlaczego nie umiała być matką. Uzurpował sobie natomiast prawo do odziedziczenia jej majątku…

Wioletta była wroną, bo jej rodzice nie zaakceptowali kandydata na jej męża i zerwali z nią kontakty. Stała się kimś, do kogo rodzina nie chciała się przyznawać,  najpierw rodzice, a potem syn z rodziną i w końcu wnuk, pracoholik i „narzeczony Temidy”, nie miał czasu nawet na telefon do babci. 

Ostatnie lata życia Wioletty były przepełnione szczęściem, jakie odnalazła dzięki Annie u boku męża, którego poznała też dzięki dziewczynie. To ona zorganizowała ślub i przyjęcie weselne. Anna została w Poznaniu, a oni wyjechali do Kołobrzegu. A po śmierci Wioletty dziewczyna została wplątana niejako w intrygę uknutą prze nią. Starsza pani uwzględniła przyjaciółkę i wnuka Damiana w testamencie, ale postawiła warunek, że muszą zamieszkać razem przez pół roku. Tak bardzo pragnęła odmienić życie wnuka, nauczyć go czuć, kochać, zwolnić bieg za pieniędzmi, by dostrzegł piękno świata. Czuła, że Anna mu w tym pomoże. Dla Damiana pieniądze były potężnym motywatorem. Czy tak się stało? Czy Anna go odmieni? Życie lubi nas zaskakiwać swoim scenariuszem. I rozwiązaniem tego wątku zaskoczyła mnie autorka. Być może dzięki temu zyskał na autentyczności. Niestety, życie to nie bajka.

Anna Wiatrem Podszyta, bo i taki przydomek miała bohaterka z uwagi na siłę, zaskoczyła mnie nie raz swoim postępowaniem. Była nieprzewidywalna. Uciekła od rodziny, by spełniać marzenia, ale wciąż liczyła się z ich zdaniem. Wciąż dźwięczały jej w głowie słowa ojca: „baba ze wsi wyjdzie, ale wieś z baby nigdy. Nawet z baby, której wydaje się, że jest księżniczką”. Bała się miłości, bo ojciec mówił, że wyjdzie za mąż tylko po to, by się rozwieść.

Bo miłość, miłość jest jak … – Anna zastanowiła się – jak pogoda. Ona ciągle się zmienia. Czasem jest zachwycająca jak tęcza, innym razem gorąca jak upalny dzień, bywa, że błądzimy we mgle własnych uczuć. Tak, miłość jest jak pogoda! – Anna się zaśmiała. – Tak słyszałam w jakimś musicalu.

Anna wybrała bycie szczęśliwą niż normalną na swoich zasadach. Bo przecież mogła. To ona podjęła decyzję, by uszczęśliwić swoją bratanicę i zabrać ją do siebie, zapewnić dobrą szkołę średnią, studia. Kinga też stała się wroną w rodzinie, bo postąpiła wbrew woli ojca, ale za zgodą matki. A Anna obiecała czuwać nad nią, aż dorośnie, stanie na nogi i rozłoży skrzydła na całą szerokość, by odlecieć ku własnej historii.

Atutem powieści są świetnie wykreowane portrety psychologiczne postaci i ich historie. Szalona Anna to bohaterka jakby wyjęta z innego świata i przeniesiona do współczesności. Jest dobra, szlachetna, z sercem na dłoni, kocha naturę i zwierzęta, a w szczególności konie, udziela wsparcia potrzebującym, jest uczciwa, zadziwia mnie swoim postępowaniem i zaskakuje dobrodusznością, która może być postrzegana jako naiwność, zbyt ufna wobec innych. Los lubił się z nią bawić! Bycie innym nie było łatwe. Jakkolwiek bycie sobą uczyniło ją szczęśliwą. „Całe życie mówiła swoim głosem i za siebie”.

A ona była wroną. Czarną, brzydką wroną. Wszystko przez to, że miała inne cele, inne marzenia. Zrozumiała, że król miał rację, kiedy powiedział : „Jesteś wiatrem podszyta, nigdy nie znajdziesz męża, a jeśli, to tylko po to, żeby się rozwieść”. Księżniczka stanęła przed wyborem: może być normalna albo może być szczęśliwa. I to był niełatwy wybór, który zaważył na całym jej przyszłym życiu.

Czy znajdzie się kiedyś taki książę, który polubi wrony? Tak jak w piosence „Lubię wrony”: „I w tym właśnie zaznacza się wronia autoironia. Nie udają słodyczy nieszczerze, mężnie trwają w swym szwarccharakterze”. Czy będzie wybierał księżniczki, które były łabędziami?

Damian uważał, że Księżniczka Anna jest jak gwiazda na niebie. Widzę, że świecisz, ale jesteś za daleko, żebym mógł cię kiedykolwiek pokochać. Ludzie, który się nie rozumieją, nie powinni się e sobą wiązać. Z kolei Anna nigdy nie będzie nikogo prosić o miłość. A mogło być tak pięknie! Ale bajki nie realizują się w życiu. 

Jest to także poruszająca serce opowieść o prawdziwej przyjaźni. Anna zawsze mogła liczyć na wsparcie, obecność, pocieszenie przez Ha-ri, która uważała, że jako przyjaciółka nie mogła ingerować w podejmowane przez nią decyzje. 

Taka to była Anna nie Ania, Anna Szalona, Anna Wiatrem Podszyta, Anna Gwiazda. 

Jagoda Wochlik zastosowała w powieści ciekawy chwyt kompozycyjny – teraźniejszość miesza się z retrospekcjami, dzięki którym poznajemy historię życia Wioletty, wspaniałe wspomnienia bohaterek z ich podróży. Dowiadujemy się o dość trudnych relacjach rodzinnych. 

Polecam Wam z całego serca tę ciepłą opowieść dającą nadzieję, że nigdy nie jest za późno na zmiany, by uwolnić się od pewnych schematów, przestać żyć według czyichś oczekiwań, stawiać sobie cele, wytyczać swoją drogę i spełniać marzenia. Nigdy też nie jest za późno na miłość. Należy uwierzyć w to, że znajdzie się taki ktoś, kto pokocha i wronę, dając jej szczęście.

Warto zapakować tę książkę do walizki, by wyjechać w podróż, która może Ci pomóc odmienić Twoje życie.

Jagoda Wochlik, Podróż przez marzenia, Wydawnictwo Filia 2026. #MamaDropsaCzyta

Czy miłość można zaplanować i zapisać jako warunek w testamencie? 
Anna przez większość życia czuła się niezrozumiana. Tak było do momentu, gdy poznaje Wiolettę Olszańską, ekscentryczną i bogatą staruszkę, która proponuje jej wspólną podróż po świecie. Anna obejmuje bardzo staroświecką posadę, zostaje… damą do towarzystwa. Kobiety odwiedzą razem Paryż i Pragę oraz Japonię, a także… Kołobrzeg, gdzie życie ich obu zmieni się na zawsze. Po śmierci Wioletty na odczytanie testamentu zostają wezwani jej krewni – syn, synowa i wnuk Daniel. Pojawia się też Anna. Okazuje się, że Wioletta zapisała jej swoje mieszkanie. Wnukowi natomiast przekazała całą resztę majątku, pod warunkiem, że… na pól roku zamieszka z Anną. Wypełnienie warunku testamentu nie jest łatwe, bo optymistyczny i nieżyciowy sposób bycia kobiety drażni młodego mecenasa. 
„Podróż przez marzenia” to historia o tym, że w życiu nigdy nie jest za późno. To opowieść o silnych kobietach – zarówno tych w jesieni życia, dojrzałych, tych dorosłych, jak i nastolatkach. To historia o tym, jaką cenę trzeba zapłacić, by żyć w zgodzie ze sobą. Wreszcie to opowieść o tym, że ludzie mogą być odlegli jak gwiazdy i o tym, że miłość jest jak pogoda… wciąż się zmienia.