„Tajemnica Malinowego Wzgórza” – Iwona Mejza (patronat Mamy Dropsa)

Read More
tajemnice malinowego wzgórza 3d

Iwona Mejza, Tajemnice Malinowego Wzgórza, Wydawnictwo Dragon 2024.

Patronat medialny Mamy Dropsa

| współpraca reklamowa z wydawcą |

Bardzo się cieszę, że mogłam objąć patronatem medialnym najnowsze dziecko literackie Iwony Mejzy. Tym razem Autorka zaprosiła czytelników do malowniczo położonego dworu na  Malinowym Wzgórzu, który tak zacnie się prezentuje na ślicznej okładce projektu p. Macieja Piedy. Malinowy kolor sukienki Małgorzaty i malinowy kolor liter przyciąga wzrok i kusi, by sięgnąć po jakże pięknie wydaną książkę. Pomysł na tę powieść Autorka nosiła w sercu od dawna, a inspiracją była postać Ksawerego Franciszka Wakulskiego, nieco zapomnianego, ale wybitnego inżyniera, który po studiach na Sorbonie osiadł w Peru, gdzie budował kolej transandyjską. Jaki ma to związek z bohaterami powieści? O tym się przekonamy niebawem. Zapraszam na garść refleksji po lekturze.

Jak dobrze, że na początku mamy spis postaci i krótkie notki o nich, bo to pomaga porządkować o nich wiedzę podczas czytania, kiedy to dajemy się porwać lawinie emocji. Bohaterowie zaskakują oryginalnymi, staropolskimi imionami, które pasują idealnie do rodu Omelnickich: Ferdynand, Gertruda, Gerwazy czy Eleonora. Już sam tytuł zachęca do lektury. Kto nie lubi opowieści o tajemnicach rodzinnych, których odkrywanie krok po kroku wzbudza ciekawość i pozwala zatracić się w fabule, co daje wytchnienie i oderwanie od swoich codziennych trosk i problemów. Bohaterem zbiorowym jest rodzina tajemniczego Ferdynanda Omelnickiego, idealisty i romantyka, brata Eleonory Milewskiej, który jest znany jedynie z opowieści. Wuj zapisał rodzinie w spadku dwór. Warunkiem jego prawnego otrzymania jest wspólne zamieszkanie ekscentrycznej trzypokoleniowej rodziny przez rok na Malinowym Wzgórzu. Posiadłość wymaga kapitalnego remontu, a to z kolei wymaga czasu, pieniędzy i cierpliwości do nadzorującego upierdliwego konserwatora zabytków oraz lustrującego wszystko mecenasa Skalskiego, wykonawcy ostatniej woli Ferdynanda. Na oczach czytelników ten dwór pięknieje, odzyskując dawną świetność. Pojawiają się w nim niespodziewanie goście, wpadają niezapowiadani sąsiedzi, zamieszkują także zwierzęta: kot Buruś, rozrabiaka rozpuszczony przez hrabiego i pies Misia. 

Opowieść o rodzinie Omelnickich stała się dla Autorki pretekstem do pokazania, jak ważne są relacje międzyludzkie i więzi rodzinne. Trzypokoleniowa rodzina przez rok w jednym miejscu a każdy jest inny, ma swoje zalety ale i wady, słabości. Małgorzata traci pracę, zamierza się rozwieść z mężem Mateuszem, który się wyprowadził do … faceta. Co się za tym kryje? Kocha się w niej kolega z pracy, który pojawia się na Malinowym Wzgórzu. Mateusz jest projektantem wnętrz i początkującym pisarzem. Czy historia rodzinna go zainspiruje? Dużo pomaga przy projektowaniu i remoncie. Ekscentryczna babcia Eleonora, której można pozazdrościć energii, jest pewna, że sprosta warunkowi postawionemu przez brata Ferdynanda. Jej córka Alicja jest uparta i nastawiona bojowo, a jej ugodowy mąż Stanisław do wszystkich jest nastawiony przyjaźnie. 

Na Malinowym Wzgórzu czas wolniej płynie, rodzina ma się dobrze. Do tej pory żyli w zagonieniu i niedoczasie. Teraz to dla niej idealny czas na odpoczynek psychiczny, snucie refleksji nad życiem, nad ważnymi wartościami, relacjami. W głowie każdego z bohaterów rodzi się lawina pytań. Dzięki sąsiadom i poznanym ludziom dowiadują się więcej o wuju Ferdynandzie i poznają przeszłość. Ktoś jednak nie chce, aby wszystkie tajemnice rodu Omelnickich dotarły do spadkobierców. Ktoś knuje… Małgorzatę wraz z poznawaniem otoczenia intrygowało wiele spraw, co kryje w sobie stare biurko czy odkrycie taty Stanisława, włamanie do wieży w parku i zdewastowanie drzwi. To miejsce również wołało o remont. W domowym śledztwie pomagała jamniczka Misia. Babcia Eleonora obserwowała kogoś przez wojskową lornetkę. Mateusz i Radek zaczęli ze sobą nawet rywalizować w sprawach sercowych. Radek zgłębiał tajniki genealogii. Razem z Eleonorą prowadził śledztwo rodzinne trochę w tajemnicy przed resztą rodziny Dlaczego sąsiadka Katarzyna tak niechętnie opowiada o Ferdynandzie? Czy podzieli się wreszcie swoją historią? Kto nocą napadł nocą na Radka? Do dworu przyjechała także Marcelina, przyjaciółka Małgosi. A w bibliotece w biały dzień pojawił się… duch młodego Ferdynanda. Starsza pani zasłabła i znalazła się w szpitalu. Wszyscy się o nią martwili. Kim okazał się starzec dobijający się nocą do dworu? Do jakich odkryć doprowadziła dociekliwość Radka i uczciwość Roberta?

Dzieje się tu, oj dzieje. Fabuła jest bowiem niebanalna. A wszystko to napisane lekko, emocjonalnie, z humorem zaprawionym szczyptą ironii czy sarkazmu. Przez powieść się płynie. Uwielbiam gawędziarski styl narracji Iwony Mejzy. Im bliżej do końca powieści, tym więcej tajemnic zostaje odkrytych. Niestety, jednak nie wszystkie ujrzały światło dzienne. Ich odkrywanie było ekscytujące a niekiedy wzruszające i zaskakujące. Nie znalazłam wciąż odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, dlaczego Ferdynand Omelnicki umarł na obczyźnie. Mam nadzieję na kontynuację powieści. Jestem przekonana, że nie tylko ja odczułam niedosyt.

Powieść zawiera ważne przesłanie. W zagonionym świecie jakże ważne jest zatrzymać się i nauczyć życia w zwolnionym tempie. Praca nie powinna przesłaniać całego świata. Warto też gonić marzenia i je spełniać. 

Może warto było zatrzymać się na chwilę i przyjrzeć się temu, co  minęło, zastanowić się nad tym, co będzie, czego byśmy chcieli. Nikt za nas nie zrealizuje marzeń, nie pchnie do przodu. Jeżeli nie zrobimy nic, to zostaną tylko marzeniami, czymś ulotnym, nieosiągalnym, przyprawiającym czasem o  ból głowy, a częściej o żal i zgryzotę. Bo dlaczego innym się udało, a nam nie?

Warunek postawiony przez Ferdynanda  w testamencie uświadomił bohaterom, że nie majątek jest ważny lecz coś znacznie cenniejszego – to rodzina jest najważniejszą wartością. A w ciągu roku można odbudować relacje i zacieśnić, wzmocnić więzi rodzinne. Powieść skłania nas do refleksji nad naszym życiem, nad relacjami. Czy wyciągniemy z niej dla siebie cenną lekcję? Tego sobie i Wam życzę. 

Polecam Wam tę zabawną, ale niezwykle pouczającą historię rodzinną, jakże idealną na letni czas sprzyjający spotkaniom rodzinnym.

„Nowe życie Kariny” – Marta Nowik (#MamaDropsaCzyta)

Read More
nowy życie kariny 3d

Marta Nowik, Nowe życie Kariny, Wydawnictwo Emocje 2024.

#MamaDropsaCzyta

Tekst powstał we współpracy reklamowej z Wydawcą.

Marta Nowik należy do grona moich ulubionych Autorek. Tworzy pełne emocji powieści z potrzeby serca. Pochyla się w nich nad trudnymi społecznie tematami. Zawierają ważne wartości i przesłanie. Są pełne jakże przydatnych drogowskazów życiowych. Co ważne , daje w nich nadzieję na lepsze jutro. Zapraszam na garść refleksji po lekturze najnowszej powieści „Nowe życie Kariny”. Już piękna okładka – regał pełen książek w kolorowych okładkach, piękny i wygodny fotel, dwie lampki nocne rzucające ciepłe światło na stolikach zachęcają, by wziąć książkę do ręki i zagłębić się w lekturze. Tytuł z kolei kryje w sobie nadzieję, że po bolesnych i trudnych doświadczeniach, kiedy świat się wali, można się podźwignąć, by zacząć nowe życie i zawalczyć o siebie. Nie jest to łatwe, ale możliwe. Jakie  będzie to nowe życie? Czy to zależy tylko i wyłącznie od nas?

Marta Nowik pracowała przez pewien czas w domu dziecka. Po zakończonej pracy często spotykała wychowanków, którzy opowiadali jej o swoim życiu. Ich historie umieściła w swoim sercu. A zainspirowało ją spotkanie w grudniu z jedną z wychowanek, którą przepełniał ogromny smutek. Postanowiła napisać powieść – kompilację historii życia wychowanków domu dziecka. Zadedykowała im książkę : „Dzieciom, które miały w życiu pod górkę…”

W pierwszej części poznajemy prawdziwe życie utkane z bolesnych doświadczeń Kariny i wychowanków domu dziecka. Ich historie utworzyłyby kilkutomową sagę. Pragną, marzą, by wyrwać się z traumy dzieciństwa spędzonego w „bidulu”. Brakowało im otulenia ciepłem, serdecznością, zrozumieniem, dobrocią. Zabraniano im wielu rzeczy, karano, straszono, upominano, grożono, ale mimo to czuli się wolni. Pozornie się nie przejmowali i nie martwili. Ale to była tylko poza, by zagłuszyć wewnętrzny ból, że gorzej już im być nie może. Nikomu nie ufali. Bardzo wrażliwej Karinie pomogła przetrwać trudny czas w bidulu przyjaźń z Rozalką, czas spędzony z przyszywaną babcią Krysią, zauroczenie Bartkiem…

Tak, dla wielu byliśmy złym gruntem. Glebą, na której nie dało się nic zasiać. Niezależnie jednak od tego, co mówili o nas inni i jak bardzo zaleźliśmy im za skórę, nie byliśmy aż tak źli. Przypięto im łatki zdeprawowanych dzieciaków z bidula, które na ulicy czy w szkole lepiej omijać z daleka. I bez względu na to, co ktokolwiek z nas zrobił i ile stron zawierały nasze akta, dla siebie nawzajem byliśmy ważni.

Jest to wzruszająca powieść o pięknej, budującej przyjaźni, dzięki której można uwierzyć w marzenia o nowym życiu. Rozalka zawsze powtarzała Karinie, że osiągnie coś w życiu i świat o niej usłyszy, bo w niej tkwi potencjał. „Będziesz mierzyć wysoko, bo jesteś ulepiona z zupełnie innej gliny niż my”. Trudne doświadczenia i przeżycia dadzą jej siłę, by się pozbierać i zacząć nowe życie. Ale konieczny jest rozrachunek z przeszłością. To niezwykle trudne, ale konieczne, by stanąć na nogi i pójść dalej.

Wiesz, dlaczego się mówi, ze dzieci i ryby głosu nie mają? Bo nikt nie wierzy w to, co mówimy. Każdy może wyprzeć się najgorszego świństwa, a my nawet nie mamy szans na obronę.

Tę część życia Karina już jako nastolatka opisała w „Pamiętniku z bidula”, pełnym emocji i traumy. Czy ujrzy on kiedyś światło dzienne?

Był dla mnie cenną pamiątką i jednocześnie czymś bliskim, co pomogło mi przetrwać samotność i najtrudniejsze lata mojego młodzieńczego życia.

Pewne przykre zdarzenia sprawiły, że Karina znalazła się w młodzieżowym ośrodku wychowawczym. Pobyt tam zaowocował kolejną piękną przyjaźnią z Pauliną. Przeciwności losu ich nie złamały. Osiem lat później spełniły swoje marzenia i prowadziły małą, ale przytulną księgarnię. Nareszcie robiły to, co lubiły. 

Dobrze mi tu było. Spokojnie i bezpiecznie. Zdarzało się, że przechadzając się pomiędzy regałami, gładziłam dłonią kolorowe i gładkie książkowe grzbiety. Zaprzyjaźniłam się z tym niezwykłym miejscem.

Ale czy bohaterki były w pełni szczęśliwe? Karina za kimś tęskniła, kogoś jej brakowało, miała złamane serce i miała złe przeczucia…

„Nowe życie” jest także przestrogą przed toksyczną miłością. Praca w księgarni, obcowanie z książkami i ich czytelnikami dawały bohaterkom dużo radości. Ale z życiem osobistym było gorzej. Toksyczna relacja z Maurycym odcisnęła na Karinie swego rodzaju piętno i wyryła w sercu niegojącą się, krwawiącą ranę. W pewnym momencie niemalże zagroziła jej życiu. Jej poukładany z nadzieją świat znowu runął. Wszystko się zawaliło. Bała się zaufać jakiemuś mężczyźnie.

Czasami życie płata różne psikusy i nie pyta nas o zdanie. Daje nam prezenty, o które zupełnie nie prosiliśmy. My je przyjmujemy lub odrzucamy. Mamy wybór, co z nimi zrobić. W takiej właśnie kategorii postrzegałam niespodziewane pojawienie się Jacka w moim życiu. Dar od losu, na który, jak uważałam, nie zasługuję. Mały cud, jakiego dane mi było doświadczyć po toksycznej relacji z Maurycym, kiedy myślałam, że się już nie podźwignę, bo mój świat się zawalił.

Karina potrafiła z każdej sytuacji, dzięki Paulinie- „mentorce” i przyjaciółce, wyprowadzić dobro, znaleźć jasną stronę życia. Nauczyła się, „że po każdej burzy kiedyś wychodzi słońce, a po każdej nocy przychodzi zawsze kolejny nowy dzień”.

Marta Nowik poruszyła też ważny temat dawania drugiej szansy. To odwieczny dylemat, który dotyka każdego z nas. Mówi się powszechnie, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale przecież jest to niemożliwe, bo woda, do której wejdziemy po raz drugi, jest już inną wodą. To działa jedynie w toksycznych relacjach, związkach. Każdy człowiek popełnia błędy, z których często wyciąga lekcje życiowe. W takiej sytuacji zasługuje na drugą szansę, na szczerą rozmowę, na wyjaśnienie. Nie można się unosić gniewem, zazdrością, bo to nie prowadzi do niczego dobrego. Wybaczenie to jedna z podstawowych wartości w relacjach międzyludzkich. Powinniśmy zacząć od wybaczenia sobie, aby zagościł spokój w naszych sercu i byśmy mogli obiektywnie, bez złych emocji spojrzeć na drugiego człowieka. Nie można całe życie uciekać przed przeszłością. Trzeba się z nią skonfrontować nie rozpamiętywać, trzeba żyć dalej. A my tak często ulegamy stereotypom.

– Ponoć stara miłość nie rdzewieje… Tak mówią …

– Ponoć…

– Co się stało, że straciliście kontakt? To przez niego codziennie płakałaś przez pierwszy miesiąc pobytu w ośrodku wychowawczym? Czy to przez niego się wtedy tak dotkliwie pocięłaś, że aż wylądowałaś w szpitalu? To przez niego wpadłaś w depresję i nie chciałaś żyć, prawda?

Kiedy Karina stanęła po raz kolejny mocno na nogach, w jej życiu znowu po ośmiu latach pojawił się Bartek, przyjaciel, a potem miłość z czasów bidula. Kto się przyczynił do rozstania zakochanych? Czy Bartek otrzyma drugą szansę od Kariny? Tego dowiecie się podczas lektury.

Pisarka pochyliła się w powieści nad problemem nieuleczalnej i podstępnej choroby. Paulina, dzielna i silna dziewczyna, walczy z SM (stwardnieniem rozsianym). Nie jest w tym sama, ma przyjaciół, a przede wszystkim Karinę,  na której wsparcie i pomoc może zawsze liczyć. Gdy życie zachichotało okrutnie z dziewczyny, na jej drodze Ktoś postawił Patryka, który się okazał prawdziwym przyjacielem. Przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa!

Powieść czyta się bardzo szybko, jest napisana lekkim stylem, emocjonalnym i obrazowym językiem. Ogromnym atutem są świetnie wykreowane portrety psychologiczne bohaterów i ich historie. Postacie wielowymiarowe, prawdziwe, wyzwalające w czytelniku multum emocji. To nie jest tylko powieść obyczajowa, mix gatunkowy: trochę psychologiczna, trochę w niej thrillera.

Moim zdaniem jest to najlepsza powieść pisarki – wartościowa, z mądrym przesłaniem, pełna emocji, chwilami magii, skłaniająca do refleksji.

Marta Nowik podarowała swoim czytelnikom jakże potrzebną kolejną powieść, która dodaje odwagi, wiary i nadziei, że niezależnie od tego, co się wydarzyło w naszym życiu, można się po tym otrząsnąć i stanąć ponownie na nogi. Trzeba uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Powtarzać sobie: „Mam potencjał”. Pisarka pokazała, jak ważni są w naszym życiu przyjaciele. Są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapominają, jak latać. Powieść, jak wspomniałam, jest przestrogą przed toksycznymi relacjami, przed zawiścią i ludzką zazdrością. Podłych ludzi można spotkać wszędzie, niezależnie od miejsca, okoliczności, sytuacji. Uświadamia nam, jak wielka siła drzemie w nas. Siła zrodzona z bolesnych doświadczeń i motywująca do nowego życia.

Polecam z całego serca!