„Łapacz snów” – Karolina Filuś (patronat Mamy Dropsa)

Read More
łapacz snów

Karolina Filuś, Łapacz snów, Wydawnictwo BookEnd 2024. 

Patronat medialny Mamy Dropsa

Patronat medialny – współpraca reklamowa z Wydawcą

Czy znana jest Wam twórczość Karoliny Filuś? Jeśli nie, to pragnę Was zachęcić do przeczytania jej najnowszej powieści „Łapacz znów”, którą miałam przyjemność objąć patronatem medialnym. Ach, co to były za emocje podczas lektury! Książka od pierwszych stron wciągnęła mnie w wir wydarzeń. Zapraszam na garść refleksji. 

Jest to bardzo życiowa historia o Weronice i Przemku, dzięki której uwierzycie w miłość i przeznaczenie. Weronika pochodzi z bogatej rodziny prawników, ale nie poszła w ich ślady. Nie posłuchała też rodziców i nie wyszła za mąż za wskazanego jej Antoniego. Od pierwszego wejrzenia zakochała się w Łukaszu, więc opuściła dom rodzinny, by związać się z ukochanym. Rodzice się odcięli od jedynaczki. Niestety, w kilka miesięcy po ślubie ukochany mąż umarł, zrozpaczona Weronika została sama, tonąc w żalu, żałobie, długach i wspomnieniach. Praca, dom, lokalna biblioteka, książki, cmentarz  to był jej cały świat. I tak od dwóch lat. Karolina Filuś pokazała, jak kruche jest życie człowieka. Szczęście prysnęło jak bańka mydlana a pozostał bezgraniczny smutek, żal, rozpacz, okrutna samotność. Świat się zawalił.

Konstancja, przyjaciółka Weroniki postanowiła za wszelką cenę jej pomóc. Wpadła na pomysł, aby poprosić o pomoc przystojnego Przemka z Agencji Złamanych Serc. Całkiem przypadkiem (a może i nie) pojawił się Przemek na ulicy przed Weroniką. Czuł ogromna potrzebę pomocy dziewczynie, bo sam doświadczył boleśnie w życiu straty narzeczonej. Co z tego wynikło?

Miała być tylko dodatkowym zajęciem po godzinach, a ja miałem tylko sprawić, żeby otworzyła się na ludzi, zrzuciła pancerz i zaczęła żyć.

Byłam szczęśliwa. Nie sadziłam, ze to jeszcze możliwe, ale przy Przemku wszystko nabierało sensu, z nim czułam, że mogę góry przenosić, nie musiałam wstydzić się swoich słabości i obawiać się, ze ucieknie z krzykiem. Był facetem idealnym i miałam nadzieję, że Łukasz gdziekolwiek teraz jest, cieszy się razem ze mną.

Życie często zaskakuje nas swoim scenariuszem, którego nigdy nie chcielibyśmy poznać. Pojawił się w życiu bohaterów ten trzeci –  bezwzględny i zaborczy Antek, kandydat rodziców do roli męża ich jedynaczki a tak naprawdę dupek, toksyczny facet, który uzurpował sobie prawo do posiadania Weroniki jak rzeczy. I nie przebierając w środkach, bezwzględnie dążył do celu. 

W powieści mamy trzech narratorów – Weronikę, Przemka i Antka. Każda z postaci przedstawia wydarzenia ze swojego punktu widzenia. Dzięki temu możemy lepiej poznać myśli, uczucia, motywacje, które kierują bohaterami. A czytelnik daje się wciągnąć w wir wydarzeń już od pierwszej strony. Autorka wykreowała ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Emocje aż kipią, zaskakujące zwroty wydarzeń jeszcze je potęgują. Weronika tyle trudnych przeżyć doświadczyła w swoim życiu – odtrącenie przez rodziców, śmierć ukochanego męża, manipulacje ze strony Antka, opętanego chorą, toksyczną wręcz obsesyjną miłością. To wprost niewyobrażalne, do jakich czynów i intryg popchnęła tego nachalnego typa. Jak on mnie denerwował! Ofiarowany przez Przemka łapacz snów nie odgonił złego człowieka od niej. 

Karolina Filuś tak pięknie opisała narodziny miłości między Weroniką a Przemkiem a wraz z nią pojawiała się nadzieja na lepsze jutro. Miłość dała im ogromną siłę do tego, aby otworzyć się na coś nowego mimo problemów i trosk -jak to w życiu. Weronika była pewna, że to Łukasz zesłał jej Przemka, to nie był przypadek. To nie wisiorek okazał się łapaczem snów, to Przemek nim się okazał. Pragnęła go zatrzymać na zawsze, aby już nigdy nie spotykały ją koszmary na jawie. Tytuł powieści ma drugie dno.

Po stracie Zuzy myślałem, że nikogo nie będę w stanie już pokochać tak bardzo jak ją, ale Weronika, ta pogrążona w żałobie i smutku kobieta, delikatna i pełna empatii, dzień po dniu wdzierała się do mojego serca. To nie było wielkie bum. Ona wchodziła po cichutku, codziennie zajmując jakąś część mojego umysłu, aż dotarła do miejsca, w którym trudno byłoby mi sobie wyobrazić świat bez niej.

Autorka poruszyła w powieści wiele ważnych  problemów jak trudne relacje rodzinne. Wspomniałam już o odrzuceniu Weroniki przez rodziców, bo nie kroczyła drogą przez nich wytyczoną. Nie pomogli, nie wsparli w przeżywaniu żałoby. Poznajemy też ucznia i jego siostrzyczkę z patologicznego domu alkoholika. Jest to także powieść o sile przyjaźni. Autorka uświadamia nam, że nigdy nie wiadomo, co los dla nas szykuje, dlatego też należy wprost mówić o swoich uczuciach tu i teraz, Ni bójmy się, bo drugiej szansy możemy już nie otrzymać.

Polecam z całego serca tę pełną emocji opowieść o stracie bliskiej osoby, o trwaniu w żałobie, o poszukiwaniu siebie, o tęsknocie, o różnych obliczach miłości a szczególnie tej pięknej, która daje siłę do odrodzenia się na nowo i prowadzi do zwycięstwa nad złem i do pełni szczęścia. 

„Do grobowej deski” – Agata Bizuk (patronat Mamy Dropsa)

Read More
do grobowej deski - okładka

Agata Bizuk, Do grobowej deski, Wydawnictwo BookEnd 2024.

II część cyklu „Potomkowie” 

#PatronatMamyDropsa

współpraca reklamowa z Wydawcą

Miesiąc temu miała miejsce premiera wyczekiwanej przez Czytelników powieści „Do grobowej deski”, drugiego tomu cyklu „Potomkowie” Agaty Bizuk. Pisarka zaprasza nas do willi Wandzia w malowniczym Szczawnie-Zdroju, gdzie odbył się nie tak dawno I Zlot Przyjaciół Ingrid Kręcisz. Jego uczestnicy spacerowali śladami bohaterów. Zwariowana staruszka skradła bowiem serca czytelników. 

Zapraszam na garść refleksji po lekturze. Powszechnie wiadomo, że z rodziną najlepiej się wychodzi na zdjęciu. Na co dzień rodzina Kręciszów żyje niejako osobno. Ingrid jako matka generalnie nie wtrącała się w życie dorosłych już dzieci, często natomiast gasiła rodzinne pożary i wspierała, gdy sytuacja tego wymagała. Dzieci miały swoje rodziny, swoje problemy, zwykle na co dzień żyły oddzielnie, ale gdy się coś działo, wszyscy trzymali się razem jak jedna drużyna. A kłopoty wręcz mnożyły się w zawrotnym tempie. Co zatem słychać u bohaterów tej zwariowanej, ale lubianej rodzinki? Ukazując jej życie, autorka pochyliła się nad ważnymi problemami.

Paulina z dziećmi zamieszkała u matki, przed nią rozwód z mężem. Mogła liczyć tylko na siebie odseparowana  przez Pawła od znajomych. Samotne macierzyństwo dawało się jej we znaki. Próbowała uciec od szarej, przygnębiającej rzeczywistości i od toksycznej relacji do świata wirtualnego. Czy się jej udało zostać influencerką ? Ingrid jak pies obrończy broniła córki przed Pawłem, który podniósł na nią rękę. Czy los się do niej w końcu uśmiechnie?

Janusz zostawił żonę i dzieci, zamieszkał z kochanką, ale nie otrzymał od niej, jego zdaniem, należytego wsparcia. Zawróciła mu w głowie Kate, sekretarka z firmy i miała w tym swój cel – realizowała krok po kroku sprytny plan, zakpiła z szefa świetnie prosperującej firmy i… zniknęła. Janusz został wykorzystany finansowo, okradziony, oszukany, wyśmiany… Gdzie znalazł schronienie? Rzecz jasna u matki, bo Janusz był zawsze jej synem. Postawiła jednak twarde warunki kolejnemu rozbitkowi życiowemu. Jakkolwiek Ingrid nie miała w zwyczaju oceniać żadnego ze swoich dzieci. Ale gdy któreś z nich przekroczyło pewne granice, potrafiła nie przebierać w słowach, nazywając Janusza „synem wiatru i kurzawy”, czyli „zwykłym tumanem”

Matka też była taką stałą, której mógł się chwycić, kiedy wszystko szło nie tak i kiedy zawiódł wszystkich, na których mu kiedykolwiek zależało.[…] – kocham cię, mamo. I dziękuję, że jesteś.

Co słychać u Roberta, Bożeny i ich córki Matyldy? Relacje między małżonkami zaczęły się rozłazić. Bozia, zawsze sama, uciekła więc w internety. Nie ogarniała córki, która wciąż przysparzała im problemów. A tak naprawdę Matylda potrzebowała otoczenia uwagą, miłością, rodzicielską troską. Potrzebowała pomocy, bo „podły los wiecznie ją kopał i tylko ją, nawet gdy była bez winy”. Było z nią coraz lepiej, a jej matka myślała, że to efekt nowej terapii. Bożena odzyskała nadzieję, a doprowadziło ją to prawie do bankructwa męża, dla którego pieniądze były chlubą i dumą. Kto uratował skórę Bozi? Oczywiście Ingrid pozbyła się reszty swoich oszczędności. Ba! Nawet zaciągnęła kredyt na ten cel. W związku z tym odłożyła swój pogrzeb, musi uzupełnić fundusz, pozbyć się długów, ponieważ nie może obarczyć dzieci i rodziny kosztami.

Doktor Kosz Marek, zięć Ingrid, w pracy mądry, rzetelny, kompetentny, zawsze czujny a w domu czul się jak stary kapeć, bez ambicji i satysfakcji. Marzył o prywatnym gabinecie. Najlepiej do tego się nadawała willa teściowej. Gdy Ingrid znalazła się w szpitalu, to Marek pospieszył z pomocą, podczas gdy synowie wypięli się  na matkę. Przestał się dziwić, że matka nie ufała dzieciom, „pasożytom dojącym biedną kobietę”. To on z żoną i córkami opiekowali się babcią, która absolutnie nie przywykła do takiej atencji. W końcu szczęście się do niego uśmiechnęło i spełnił swoje marzenie. Ale o tym dowiecie się z lektury.

Pisarka wyolbrzymiając pewne problemy, kłopoty bohaterów zmusza niejako czytelnika do refleksji nad życiem, przestrzega przed pewnymi antypostawami i wskazuje, co naprawdę jest w życiu ważne. Pokazuje, że nie ma idealnych ludzi, nie ma też idealnej rodziny. Każdy ma wady, zalety, słabości, wzloty i upadki. Ale gdy trzeba, należy się zjednoczyć i nieść pomoc, wspierać się nawzajem. W rodzinie tkwi bowiem ogromna siła. W powieści nie brakuje całego wachlarza emocji, aura bohaterów udziela się i czytelnikowi – od śmiechu przez irytację aż po złość. Ciśnienie skacze w górę! Ale gdy pisarka snuje opowieść o szalonej Ingrid i Jadwidze, przyjaciółce do grobowej deski, która rozwinęła skrzydła na całego, ciśnienie spada i śmiejemy się do rozpuku. A śmiech to zdrowie!

Ingrid skradła zapewne niejedno czytelnicze serce. Chciałabym być tak jak ona, ale brakuje mi odwagi. Bądź jak Ingrid! Czyli bądź hardą, rezolutną, dziarską czerpiącą garściami z życia seniorką. Rób to, co chcesz, a nie to, co wypada. Agata Bizuk odczarowała starość – temat tabu, bardzo niewdzięczny i świetnie się jej to udało. Obie seniorki lubią spędzać czas ze sobą przy nalewce, w kawiarni na tańcach, szokują wręcz swoimi pomysłami. Zazdrościłam im energii życiowej. 

Ktokolwiek powiedział, że życie po siedemdziesiątce chyli się ku zachodowi, był po prostu zwykłym tumanem. W tym wieku życie  dopiero na dobre zaczyna się rozkręcać, czego najlepszym dowodem była Jadwiga. Kiedy słyszała hasło „wtorek”, na samą myśl dostawała gęsiej skórki z podniecenia i ekscytacji. Bo właśnie we wtorki w Cafe Astor działy się rzeczy, które fizjologom się nie śniły. Filozofom może i owszem, ale do filozofii Jadwidze było wybitnie daleko.

Jadwiga miała swój plan na życie i denerwowała ją Ingrid matkowaniem. A tak naprawdę, w głębi serca jej zazdrościła. Jadwiga szła przez życie przebojem, nie oglądając się za siebie i nawet rozpychając się łokciami. Stała się idolką „starszej młodzieży” w okolicy. I to było piękne. Miłość nie pyta o wiek.

Polecam Wam tę znakomitą powieść o zwariowanej rodzinie Kręciszów, o relacjach międzypokoleniowych, o najfajniejszej seniorce i jej dozgonnej przyjaciółce, która wcale nie jest od Ingrid gorsza. Lektura dostarczy Wam lawinę emocji, skłoni do refleksji, do myślenia i znakomicie odstresuje. Rewelacyjnie wykreowana plejada postaci, komizm sytuacji, języka – świetnie skrojone dialogi, można się zdrowo pośmiać, czasem to śmiech przez łzy, a czasem śmiech z domieszką ironii. Ostrze satyry wymierzone w … ludzką głupotę i zachłanność, zazdrość i zawiść, oszustwo, intryganctwo. 

Bawcie się dobrze podczas lektury. A ja już niecierpliwie wyglądam trzeciego tomu.