„Rodzinne strony” – Iwona Mejza (patronat Mamy Dropsa)

Read More
rodzinne strony 3d

Iwona Mejza, Rodzinne strony, Wydawnictwo Dragon, 2022.
II tom serii Miasteczko Anielin
#MamaDropsaCzyta

Tydzień temu miała miejsce premiera powieści Iwony Mejzy „Rodzinne strony”, II części serii obyczajowej „Miasteczko Anielin”, która zdobyła wiele serc czytelniczych. Mam zaszczyt patronować tej książce. Z okładki poleca ją Iwona Banach, pisarka: Książka Iwony Mejzy to poezja napisana prozą, wielowarstwowy tort złożony z emocji. Przepadłam. Jestem zachwycona.

Piękna okładka i tytuł skłania do refleksji jeszcze przed zanurzeniem się w lekturze. Każdy z nas ma takie miejsce, do którego lubi powracać, wspominać. Często jest to dom rodzinny, mama, która zawsze na nas czeka z dobrym słowem, ulubioną potrawą czy ciastem. Ale czy zawsze dom może być dla nas doskonałym azylem, spokojną przystanią? Dzięki tej powieści mogłam  odbyć, nie wstając z fotela,  podróż do rodzinnych stron, gdzie rodzice się poznali, pobrali, założyli rodzinę… Miałam kilka lat, gdy opuszczaliśmy to miejsce nad Wisłą i wiele obrazów na zawsze pozostało w sercu. Po 50 latach wróciłam do rodzinnych stron i narodziło się pytanie, dlaczego nigdy z Rodzicami tam nie pojechaliśmy. Czy było to związane z jakąś tajemnicą rodzinną? Niestety, nikt nie odpowie mi na to pytanie. Jedno jest pewne, że nie da się całkiem odciąć od przeszłości, wymazać jej z pamięci. Demony przeszłości powracają, pukają do drzwi naszych serc, rozdrapują blizny, bolą, ciążą nam na sercu, kładą się cieniem na naszym życiu, uwierają i przeszkadzają „normalnie” żyć.

Jak dobrze, że Iwona Mejza pochyliła się nad tym problemem w swojej  powieści. Dzięki temu można znaleźć sposób na to, jak odciąć się od przeszłości. Możemy uświadomić sobie, jaki wpływ wywierają wspomnienia na nasze życie. Czy my mamy wpływ na to, na czym tak bardzo nam zależy?

Przeszłość może być balastem, ale może być też posagiem, który wnosimy do wspólnego życia.

Włoch Romano wyjechał do swoich rodzinnych stron powodowany tęsknotą za bliskimi, potrzebą naładowania akumulatorów domem rodzinnym, spotkaniami z rodziną .Odnalazł w rodzinnych stronach to, co najważniejsze w życiu. A one okazały swoją moc i nie chciały go tak szybko wypuścić ze swoich objęć.

Marcinowi udało się zamknąć przeszłość, odpuścić, a to nie było łatwe. Teraźniejszość zależała już tylko od jego decyzji i od jego oceny sytuacji, a przyszłość ukształtuje to, co było i to, co jest. Towarzyszył cioci Anieli w ostatnich chwilach życia. Niestety, nie zdążyła mu o czymś ważnym powiedzieć. Kim była Halinka, pojawiająca się w opowieściach ciotki. Przejrzał pobieżnie papiery po ojcu, szukał pamiątek po mamie, załatwili z ciotką  sprawy spadkowe, znalazł listy ojca z wojska do matki. Co się stało z ich miłością? Uświadomił sobie, że przeszłości nie da się już zmienić ale niewątpliwie jego wspomnienia będą kształtowały teraźniejszość. Podjął decyzje o powrocie do Anielina. Jak dobrze, że na niego czekały Marta i Pola.

Elizie z kolei rodzinne strony przypomniały, skąd tak naprawdę pochodzi i wywołały rozgoryczenie z powodu nieudanego życia. Jak dobrze, że przyjaciele zabrali ją z ubogiej chałupiny. Bracia Pruscy mieli plan, żeby postawić Elizę na nogi i dzięki jej atutom podbić świat.

Do rodzinnych stron, do Anielina wrócił zza granicy mąż Agaty, ale jakże odmieniony. Uczynił z życia Agaty piekło. Co było powodem tak diametralnej przemiany Marka? Jakie życiowe decyzje podjęła Agata, uwikłana w przeszłość i niepewną przyszłość? Dowiecie się z lektury, kto wspierał bohaterkę.

Mama Jowity po latach za namową córki ojca i lekarza też wróciła po wielu latach do rodzinnych stron, by odzyskać zdrowie dzięki miłości bliskich. Poczuła, że rodzinne strony mają jej jeszcze dużo do zaoferowania. Może nie będzie za późno na życie pełne radości i miłości?

Marta wciąż nie mogła się pogodzić ze śmiercią Tadzika i Marylki. Brakowało na co dzień radości Tadzika. Była też pewna obaw o kolejną stratę, dlatego tak nieufnie podchodziła do Marcina. Jak dobrze, że w domu zamieszkała babcia Czesia, która przez całe życie była największym wsparciem dla Marty. Czy czas uleczy rany w sercu dziewczyny? Jakie jeszcze tajemnice położą się cieniem na jej życiu?

Moje serce skradła Pola, mądra, rezolutna i bardzo wrażliwa dziewczynka, która wnosiła do domu Marty tyle radości. Była specjalistką od ogarniania wszystkiego. Dopadały ją jednak chwile, w których tęskniła i czuła się bardzo samotna. Wówczas nawet książka nie była dobrym lekiem na wszystko. Koty Złotouchy i Szaraczek warowały przy Poli i Marcie jak najwierniejsze psy.

– Wiesz dziecko, nieraz zastanawiam się, jak by wyglądało nasze życie teraz, gdyby nie zwierzęta. One tak bardzo skupiają uwagę na sobie, że po prostu zamiast myśleć o ty, co było, i trwać w żałobie, obserwuje ich zachowania, maniery to zżycie z małą… jak one jej strzegą na każdym kroku. Tu niby się bawią, zajęte sobą, ale cały czas we troje.

Dziewczynka była niepowtarzalna jak jej mama Natalia, której życiową dewizą były słowa: „Żyj chwilą, jutra może nie być!” Na Polę czekały rodzinne strony babci i mamy.

Drobne i szczere gesty życzliwości i uprzejmości ze strony Marcina i Antoniego odmieniły naturę osamotnionej, ale ciekawskiej, wścibskiej i nieznośnej Felicji Kotkowej, która słynęła w Anielinie z ciętego języka, złośliwości, trudnego charakteru. „Bo najważniejsze to mieć do kogo gębę otworzyć”. Jakże ważna jest obecność drugiego człowieka, chwila rozmowy, drobne gesty życzliwości.

Atutem tej niezwykłej powieści są świetnie wykreowani bohaterowie, ich historie, poruszone poważne tematy ale podane w lekkiej formie. Warto też podkreślić, że jest napisana emocjonalnym, obrazowym językiem. Czytelnik od razu wchodzi do świata przedstawionego, by stać się członkiem tejże społeczności i obserwować, co się dzieje dookoła i razem z bohaterami przeżywać wiele emocji – wzruszać się, śmiać się, smucić, płakać, złościć się, pocieszać, dawać nadzieję.

Iwona Mejza świetnie namalowała słowami obraz życia mieszkańców niezwykle klimatycznego Anielina, w którym wbrew nazwie nie jest tak sielsko i anielsko. Bo takie jest nasze życie, wciąż dalekie od ideału. Bardzo bym chciała się tam znaleźć, by zjeść pizzę u Romano, czy też napić się kawy i poczytać w kawiarni u braci Pruskich, porozmawiać z nimi. Mieszkam w małym mieście i bardzo to sobie cenię. Pisarka pokazała, jakie wartości są najważniejsze w życiu: miłość w jej różnych odmianach, przyjaźń, wsparcie, pomoc, liczą się nawet drobne gesty życzliwości, chwila rozmowy. Każdy człowiek potrzebuje bliskości.

Cieszę się, ze powrócę do Anielina po raz trzeci. Wiele spraw, tajemnic wymaga jeszcze rozwiązania.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Dragon.

„Przyjaciółka” – Iwona Mejza (patronat Mamy Dropsa)

Read More
przyjaciółka

Iwona Mejza, Przyjaciółka, pierwsza część serii obyczajowej „Miasteczko Anielin”, Wydawnictwo Dragon 2022.
Patronat medialny Mamy Dropsa

Iwona Mejza to Autorka dotychczas bardziej kojarzona z kryminałami na wesoło, lekkimi i przyjemnymi w czytaniu. Podjęła jednak decyzję o zmianie gatunku. Zrobiła to z potrzeby serca, zobaczywszy w Internecie obrazek dziewczynki siedzącej na werandzie przytulnego domu i czytającej książkę. Stworzyła więc dla niej małe miasteczko i niewielką społeczność, aby poczuła się w niej bezpiecznie otulona bezinteresowną życzliwością mieszkańców.

9 marca miała miejsce premiera powieści „Przyjaciółka”, pierwszej części serii obyczajowej „Miasteczko Anielin”, którą mam zaszczyt i przyjemność objąć patronatem medialnym. Oby powieść znalazła dobry dom i trafiła do rąk czytelników. Przecież dzisiaj każdy z nas potrzebuje, jak ta krucha dziewczynka z obrazu, otulenia, wytchnienia, bezpiecznej przystani, którą dają nam książki.

Zacznę od tego, co oferuje czytelnikom-turystom uroczy Anielin. Bracia Pruscy zapraszają do księgarni z czytelnią, w której każdy znajdzie coś dla siebie i przy filiżance znakomitej herbaty czy kawy, czekoladkach, ciasteczkach zbożowych miło spędzi czas nad lekturą książki czy na ciekawej rozmowie z którymś z właścicieli. Włoch Romano prowadzi najlepszą pizzerię, restauracja Pod Zagłobą natomiast słynie z pysznej kuchni staropolskiej a cukiernia „Niezapominajka” pani Stefanii zaprasza na sernik i baby drożdżowe. Delikatesy u Agi to sklep Agaty Jaroszowej, kiosk zaś prowadziła Felicja Kotkowa – miasteczkowy monitoring, której uwadze nic i nikt nie umknęło. Na rynku można kupić pamiątki i rękodzieła w sklepiku z tysiącem drobiazgów. Znajduje się tam też apteka, bank, kościół p.w.  św. Elżbiety ze wspaniałym proboszczem ks. Luckiem. Turyści zachwycali się lokalizacją, nazwą, otoczeniem: las, strumień, źródełko z uzdrawiającą wodą, staw zarośnięty tatarakiem, a w nim koncertujące rano i wieczorem żaby. Jednym słowem Anielin to idealne miejsce na celebrowanie rodzinnego życia. A początek lata zapowiada to coraz większy ruch turystów, który ożywi senną, spokojną atmosferę miasteczka.

W Anielinie znalazła cztery lata temu swoje miejsce na ziemi Marta z rodzicami i z maleńką Polą. Bohaterka wróciła tu po studiach. Relacje w rodzinie nie były sielskie ani anielskie, coś ich dzieliło, zatruwał życie jakiś żal, niedopowiedzenia zbudowały mur a przed rodzicami długa wciąż droga do prawdziwego przebaczenia, które mogłoby umożliwić normalne życie. Szczególnie mama czuła się zraniona. Wójcickich poznajemy w chwili, gdy postanowili wyjechać na wczasy do Chorwacji, by spróbować poukładać od nowa swoje życie rodzinne. Do Marty i Poli przyjechała ukochana babcia Czesia ze zdroworozsądkowym podejściem do życia i tolerancją. Babcię i Martę łączyły wspaniałe relacje. Marta marzyła, aby spokojnie żyć, bez żadnych kataklizmów, wychować Polę, spotkać kogoś odpowiedniego, kogo obdarzy zaufaniem i pokocha. Zdjęcie dawnej przyjaciółki  staje się pretekstem do wspomnień. Poznajemy historię przyjaźni Marty i Natalii zwanej Polą. Historię, która z czasem stała się skomplikowana.

Życie zawsze ma w zanadrzu jakieś niespodzianki. Czasami bardzo miłe i przyjemne, ale czasem też cuchnące jak zgniłe jajo. Tych Marta obawiała się najbardziej.

Jak dobrze, że „Przyjaciółka” to pierwsza część świetnie zapowiadającej się serii obyczajowej „Miasteczko Anielin”. Czyta się ją lekko, jest napisana emocjonalnym, obrazowym językiem. Lekturze towarzyszy cała paleta emocji i uczuć. Wydarzenia przesuwają się przed oczyma jak kadry filmu. Czytelnik z łatwością może wejść do świata przedstawionego, być obok Marty i jej towarzyszyć. Bohaterowie są prawdziwi, mają zalety, wady i słabości. Na początku akcja toczy się nieśpiesznie ale z czasem nabiera tempa, zaskakuje czytelnika nagłymi zwrotami. Na światło dzienne wychodzi wiele tajemnic, bo każdy je skrywa. Nie wszystkie zostają jednak odkryte. Jedno jest pewne, że należy się uporać z demonami przeszłości. Jak mawiał ojciec Marty: „Przeszłości nie da się zmienić, ale trzeba ją znać”. Przed Martą nie lada trudne zadanie.

Jestem pewna, że każdy czytelnik znajdzie azyl w uroczym Anielinie. Ludzie się tu znają i wiedzą o sobie prawie wszystko oraz zawsze mogą liczyć w potrzebie na wsparcie, troskę, życzliwość. Ale każdy z mieszkańców ma też swoją tajemnicę, która uwiera, boli, przeszkadza w normalnym życiu. Jedne wciąż są skrywane na serca dnie a niektóre odkryjemy razem z bohaterami. W Anielinie żyją ludzie, którzy mają wady i zalety, nie są idealni, ale prawdziwi.

Gdy Wydawnictwo zaproponowało mi patronat medialny, nie wahałam się ani chwili. Nie znałam kryminalnej strony autorki, bo nie tego szukałam. Już opis zwiastował dobrą powieść obyczajową. Okładka również mnie zachwyciła. Marta z Polą wędrują wśród zieleni, a to przecież kolor nadziei. A teraz okazało się, że to jest powieść na te czasy, powieść pełna nadziei mimo mroku rzeczywistości.

Musicie wiedzieć, że tak jak już napisałam, różowa okładka i anielska nazwa miasteczka to pozory. Anielin nie jest jak z różowego obłoczka – bez wad, bez problemów. To miasteczko jak miejsca, w których żyjemy na co dzień. Miejsca, gdzie łzy przeplatają się z radością, uśmiech ze smutkiem. Ale jedno pozostaje niezmienne – skrawki nadziei, które tak jak Marta próbujemy poskładać w całość.

„Przyjaciółka” to także powieść o różnych obliczach miłości i o jej sile. Miłość jest bowiem najważniejsza. Każdy z nas, gdy jest mu źle, szczególnie potrzebuje otulenia, ciepła, serdeczności, wsparcia, obecności kogoś, swojego miejsca na ziemi – takiego miasteczka Anielin i jego mieszkańców, zawsze niosących pomoc w potrzebie. Marzę o tym, by wejść do kawiarni braci Pruskich i uciąć z nimi przy pysznej kawie pogawędkę o książkach, o życiu. Widzę też siebie u Marty na hamaku z książką czy na spacerze z rezolutną Polą.

Mam nadzieję, że zachęciłam was do sięgnięcia po tę wzruszającą i pełną emocji książkę. Ja już niecierpliwie czekam na następny tom powieści.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Dragon