„Odgłosy ciszy. Kroniki islandzkie” – Wioletta Leśków-Cyrulik (#MamaDropsaCzyta)

Read More
odgłosy ciszy - okładka recenzja

Wioletta Leśków-Cyrulik, Odgłosy ciszy. Kroniki islandzkie, Wydawnictwo Replika 2022.
#MamaDropsaCzyta

Pragnę podzielić się z wami moją opinią po bardzo interesującej lekturze powieści psychologicznej Wioletty Leśków-Cyrulik „Odgłosy ciszy. Kroniki islandzkie”. Jak można przeczytać w nocie biograficznej Autorka kocha Islandię, w niej czuje się najlepiej. A polecana przeze mnie powieść jest jej trzecim dzieckiem literackim. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki.

Pełna cisza stoi miedzy nami i nie wierzy w czyjąkolwiek winę.

Ewa Lipska

Wędrując przez życie, zapełniamy nasz plecak bagażem rozmaitych doświadczeń o różnej ciężkości. Wyciągamy lekcje z przeszłości lub staramy się od niej odciąć, by żyć tylko tu i teraz. Czy to się nam udaje? Niestety nie, demony przeszłości nie odpuszczają, dopadają nas i towarzyszą nam w wędrówce. Musimy się z nimi uporać. Tak też dzieje się w życiu bohaterów powieści. Jest to trzecia część serii a wcześniejsze powieści to „Sezon zamkniętych serc” i „Kolor nieba nad fiordem”. Książka opowiada o życiu rodziny w niewielkim mieście na Islandii, położonym nad fiordem,  z dala od głównej drogi. Ono jakby przygarnia rozbitków życiowych. Każde z nich skrywa głęboko własne tajemnice. Autorka pokazuje trudne relacje między nimi. Towarzyszą temu także trudne emocje, które udzielają się czytelnikowi. Z czasem ich losy splatają się z życiem mieszkańców. Jednakowoż każdy z nich czuje się samotną wyspą, na której tak bardzo pragnie znaleźć schronienie a milczenie przynosi ulgę. Czy udało się i mnie wsłuchać w odgłosy ciszy w surowym klimacie islandzkim?

Poznajemy tu dalsze losy Agnieszki, która po traumatycznych przeżyciach  przeszłości wyjechała do Islandii z Darkiem. Ich drogi się rozeszły. Wyszła za maż za Jana, mają córeczkę Annę. Znalazła swój azyl, w którym czuła się bezpiecznie. Ale jej spokój zburzył gest Małgorzaty, teściowej, która zaprosiła jej matkę Ilonę. W bohaterce uruchomił się trauma z przeszłości, kiedy to stało się coś strasznego a matki-alkoholiczki przy niej nie było. Wiele się zmieniło od tamtej chwili, ale Agnieszka z uwagi na nikły kontakt z matą o tym nie wiedziała. Tak naprawdę nie znała swojej matki. Małgorzata też była tego nieświadoma, nie zweryfikowała niczego. Gdy Ilona pojawiła się w azylu córki, to wywołało w niej groźny atak paniki. Mimo że doszło do spotkania matki z córką, trudno im było znaleźć właściwe słowa, by wszystko sobie wyjaśnić, przebaczyć. Mimo wszystko dystans między nimi pozostał, bo przeszłości nie da się usunąć. Zatem kobiety skupiają się na tym, co tu i teraz. Anna, wnuczka jest takim promykiem nadziei – wspólny czas, zabawa z dzieckiem, spacery, obowiązki domowe. Czy wszystko ułoży się idealnie? Czy ten stan będzie trwały? Znowu nie jest kompletna, ale kto powiedział, że człowiek ma mieć w życiu poczucie pełni? I co to w ogóle za pojęcie?

W powieści poznajemy także losy innych rozbitków życiowych: Marianny, ogromnie rozczarowanej życiem, która również z powodu traumatycznych przeżyć nigdy nie wpuści ojca do domu. Jest też samotny lekarz Bjarni z traumą z dzieciństwa. Małgorzata, matka Jana, dziennikarka, pracowała na uniwersytecie, zarabiała przy pomocy słów. A teraz mogła się cieszyć ciszą i pozwolić sobie na milczenie. I nie brakowało jej ani jednego słowa. Polubiła te chwile, gdy razem z rodziną mogli cieszyć się obecnością, bez słów. Przecież tamtego koszmarnego życia nie da się już odbudować.

Mimo że każdy z bohaterów zmaga się z samotnością, nawet w tłumie, w tak surowym klimacie, to jednak jest to powieść o relacjach, o trudnych relacjach, które są potrzebne ze względu na jakże potrzebne poczucie bezpieczeństwa w tych warunkach. O trudnych relacjach świadczy też język powieści, oszczędność słów w tworzeniu dialogów, krótkie zdania, wielokropki. Wzruszyła mnie relacja Jana z córką pełna miłości, tkliwości, czułych gestów ważniejszych od słów. Urzekły mnie malarskie opisy przyrody, bogate w środki poetyckie – opis impresjonistyczny mgły, sztormu, fiordu, zatoki. Przyroda w symbiozie z człowiekiem.

Skomplikowane relacje w rodzinie dobrze sprawdzają się w książkach, może jeszcze w filmach Bergmana, ale życie powinno być inne. Nudne i proste, bez niepotrzebnych podtekstów, żeby nie musiał w nim czytać pomiędzy wierszami.

Polecam czytelniczej uwadze te bardzo wartościową, trudną powieść o skomplikowanych relacjach międzyludzkich: relacjach matek z synami, córkami, które mimo traumatycznych wspomnień są potrzebne i w dorosłym życiu. Tej powieści się nie pochłania, ale też trudno się od niej oderwać, nią się delektuje, trzeba się zatrzymać, by wyłowić odgłosy ciszy i odbyć podróż w głąb samego siebie…

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Replika

„Zaginiona melodia” – Edyta Świętek (#MamaDropsaCzyta)

Read More
zaginiona melodia okładka 3d recenzja

Edyta Świętek, Zaginiona melodia, Wydawnictwo Pascal, 2022.
#MamaDropsaCzyta

Edyta Świętek obdarowała czytelników kolejną wyjątkową powieścią, w której stworzyła przejmujący, prawdziwy i poruszający aż do łez obraz współczesnego młodego pokolenia. Dla mnie książka stała się przyczynkiem do wspomnień, jak to było, gdy ja stałam u progu dorosłości. Zapraszam na garść refleksji po lekturze powieści.

Jest to powieść wielowątkowa. Pisarka poruszyła w niej szereg ważnych problemów jak: relacje międzypokoleniowe – obraz świata nastolatków, wewnętrzne podziały, typy charakterologiczne, relacje między młodzieżą, relacje między uczniami i nauczycielami, relacje między dziećmi a rodzicami, rodzeństwem, wpływ mediów społecznościowych na życie młodych ludzi, zmaganie się z plaga hejtu, słowa często mogą bardzo zranić, negatywnie wpłynąć na psychikę dziecka, co często bywa bagatelizowane przez dorosłych, przyjaźń, miłość i jej różne oblicza, samotność w rodzinie, w tłumie, depresja wśród młodzieży jako bardzo poważna choroba, zakładanie masek w grupie, wchodzenia w role, w których chce nas widzieć otoczenie, co może mieć zgubne skutki.

Fabuła powieści jest zbudowana właśnie na różnicach pokoleniowych. Pisarka wykreowała świetne postacie, ich ciekawe portrety psychologiczne oraz historie, które wzbudzają w czytelniku cały wachlarz emocji i uczuć, wywołują wstrząs, skłaniają do refleksji, uczulają na krótkowzroczność i bagatelizowanie problemów młodzieży przez dorosłych, rodziców czy nauczycieli. Książka jest przestrogą dla młodzieży u progu dorosłości i dla rodziców, dziadków, nauczycieli. Przestrzega, jakich zachowań należy unikać, aby czuwać nad bezpiecznym życiem swoich pociech. Nie wywierać presji, nie narzucać i nie wytyczać drogi , jaką ma kroczyć dziecko w przyszłości. Przede wszystkim mieć czas na szczerą rozmowę, aby dziecko z ufnością i bez wstydu mówiło o swoich problemach, bolączkach. Nie bagatelizować ich problemów i nie umniejszać ich rangi, bo czasem nawet drobiazg, błahostka może stać się dramatem u nastolatka. Ileż sytuacji mamy w domu, które sprzyjają rozmowom, jak wspólne wykonywanie obowiązków domowych, spacer, zakupy, praca w ogrodzie. Bardzo ważny jest wspólnie spędzany czas. Moim zdaniem dziecko potrzebuje bliskości rodziców tak długo, dokąd żyją.  Nie uznaję w tej kwestii żadnych granic wiekowych. Doświadczam tego na co dzień jako mama dorosłego Syna i Córki. Media społecznościowe mogą w tym również pomagać, ale stanowią też bardzo poważne zagrożenie.

Historia Sandry, dziewczyny z przeciętnego domu i Dylana z bogatej rodziny stała się dla Autorki pretekstem do poruszenia tematu, że żadna rodzina nie jest wolna od problemów. Rodzice pochłonięci pogonią za pieniędzmi, zajęci sobą nie mają absolutnie czasu dla dzieci. Stawiają zadania, ustalają stawki, narzucają drogę. Z kolei w przeciętnej rodzinie, w której pojawiają się problemy zdrowotne czy w pracy, również nie ma tego czasu za dużo i wiele spraw jest lekceważonych. Zabrakło tej bliskości i otwartości w relacjach między matką a córką a pojawiło się za dużo niedomówień, niedopowiedzeń, krytyki jednostronnej. Chociaż matka pragnęła uchronić swoje dzieci przed porażkami i przygotować je na „brutalne starcie młodzieńczych ideałów z dorosłością”. Ojciec kochał najstarszą córkę nad życie, ale też nie wykazywał większej uwagi., zmagając się z chorobą. Natomiast Nikola, przyjaciółka Sandry zawsze i o wszystkim mogła porozmawiać ze swoją mamą.

Pisarka poruszyła też tak ważny problem zauroczenia, pierwszej miłości. Historia Sandry to w pewnym sensie historia baśni o współczesnym Kopciuszku. Zwykle ubrana w bawełniany podkoszulek i jeansy w dniu występu konkursowego, prezentacja talentów wśród uczniów, po metamorfozie wyglądała pięknie. Aż zaniemówiła, widząc siebie w lustrze, fryzura, makijaż, romantyczna sukienka w motyle… A uczniom śliczna dziewczyna przypomniała ich ulubioną piosenkarkę Sanah. A potem jej marzenia o miłości się spełniły, została dziewczyną Dylana, króla szkoły wśród młodzieży. I u doszło do kolejnej metamorfozy bohaterki. Czy Sandra była wtedy sobą? Edyta Świętek świetnie obnażyła świat pozorów, preferowanych „wartości” przez młodych ludzi, wcielania się w różnorodne role, zakładania masek, pokazując czytelnikom, jak one się zmieniły i jakie niosą niebezpieczeństwo, zagrożenie.

Pochodzili z dwóch różnych światów, dzieliła ich przepaść, którą widać było gołym okiem. I nawet jeśli Sandra poczuła się przez moment niczym baśniowy Kopciuszek, który może podbić serce księcia, to zapewne szybko spadnie z obłoków.

Czy baśń o Kopciuszku może się zdarzyć w prawdziwym życiu?

Autorka chciała przekazać młodym i dorosłym czytelnikom, co tak naprawdę jest ważne w relacjach międzypokoleniowych: wyrozumiałość, otwartość, miłość, czułość, bliskość, obecność. One sprzyjają właściwemu dialogowi, szczerości, wsparciu, wzajemnej trosce. Dzięki temu można uniknąć niepotrzebnych tragedii.

Walorem tej wartościowej powieści jest także styl i emocjonalny, obrazowy język. Kreując prawdziwy obraz młodzieży, autorka wprowadziła żargon uczniowski (turlaj dropsa, dzięcioł, loszka, fatamorgana). Dodaje to autentyczności powieści. Ponadto tempo akcji, nagle jej zwroty zaskakują, budują napięcie, dodają emocji i nieprzewidywalności. A zakończenie jest wprost szokujące. Trudno się otrząsnąć!

Nie ma znaczenia, czy dziecko ma osiem czy osiemnaście lat – rozmyślała. Jednakowo potrzebuje uwagi, zainteresowania, troski, a nawet utulenia. Byłam zbyt egocentryczna, skupiona na konflikcie z Pauliną i zaślepiona. Bagatelizowałam dramat własnej córki.

Mam nadzieję, że moje refleksje po lekturze zachęcą Was do sięgnięcia po tę bardzo wartościową książkę. Może namówicie do lektury swoje stojące u progu dorosłości dzieci. A po lekturze podzielicie się refleksjami, co stanie się pretekstem do szczerej rozmowy o problemach, decyzjach i wyborach życiowych, aby skok w dorosłość dzieci był udany. I jeszcze jedno! Dostrzegajcie talenty swoich dzieci, motywujecie do ich rozwijania. Pasja, pogoń za marzeniami nadaje życiu sens. Chodzenie z głową w chmurach jest też potrzebne.

Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwem Pascal